E-book
19.11
drukowana A5
42.9
Numero Uno II

Bezpłatny fragment - Numero Uno II


Objętość:
213 str.
ISBN:
978-83-8155-545-6
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 42.9

Numero Uno II

Książkę tę dedykuję Szymonowi Jaworskiemu za pomoc, przyjaźń i osobowość, która jest w stanie rozświetlić nawet najczarniejszą noc. Taki Promyczek, jakiego każdy potrzebuje.

Grudzień 2018 r.

B.D.B.

Słowo od autora

Drogi czytelniku! Po raz kolejny moja książka trafia w Twoje ręce. Jest to już druga część serii “Numero Uno”. Mam nadzieję, że ten tom spełni Twoje oczekiwania. Już niedługo poznasz dalsze losy bohaterów, którzy otwierają przed Tobą swoje serce i dzielą się swoimi myślami. Trochę będzie się działo, ale spójrzmy prawdzie w oczy — w naszym życiu też zawsze wiele się dzieje. Nasi bohaterowie zmagają się z problemami, nowymi i starymi demonami, ale przede wszystkim chcą żyć normalnie, kochać i mieć szansę na lepsze jutro.

Oczywiście, książka choć jest w całości wytworem mojej wyobraźni, ma wielu rodziców chrzestnych, czyli ludzi, dzięki którym powstała w takim, a nie innym kształcie. W tym miejsce chciałabym podziękować wszystkim razem i każdemu z osobna. Przede wszystkim jedną z najważniejszych postaci, która miała decydujący wpływ na sporo spraw i spędziła długie godziny poprawiając moje błędy i wcale na mnie nie krzycząc jest Gabriela Nowacka. Poza nią, oczywiście bardzo dziękuję Patrycji Zbroi za cudowną okładkę, która jak zwykle wieńczy całość. Ważną osobą był również Szymon Jaworski, któremu całą tę książkę dedykuję. Wielu z Was może go kojarzyć ze zdjęcia, które pojawiło się na mojej stronie oraz mediach społecznościowych. Szymon jest niesamowicie barwną postacią, a przede wszystkim człowiekiem, do którego mam ogromny szacunek i nie raz motywował mnie do dalszego pisania. Poznałam go dzięki tej książce, więc dla mnie to jak magia. Może Wam również trochę tej magii się udzieli? Szczególnie, że wydanie e-booka przypada na okres świąteczny. Ponadto, pomagał również Tomasz B. pilnując, żeby wszystko się zgadzało i oburzając się za każdym razem, gdy chłopakom działa się krzywda.

Jak niejednokrotnie podkreślałam już w mediach społecznościowych czy gdziekolwiek, gdzie można mnie zobaczyć — miłość jest jedna. Nie dzielę jej na homo- czy heteroseksualną. Nie dzielę jej nawet za bardzo na platoniczną czy fizyczną. Miłość to miłość. Bywa niełatwa i ciężko nazwać ją sielanką. Uno i Tymek przekonali się o tym na własnej skórze, ale co dalej? Zapraszam Was wszystkich do przeczytania dalszych ich losów i do szerzenia tego jednego, tak ważnego dziś hasła. Wolnej i równej miłości. Każdy z nas zasługuje na nią przecież dokładnie tak samo.

Zaczynając tą książkę, dobrze już wiesz, że jest ona zaliczana do literatury LGBT. Historia tu przedstawiona posiada więc różne, mniej lub bardziej, tęczowe wątki, a wizja niehomofobicznego społeczeństwa, jaką tu pokazuję jest nieco utopijna. Mam więc nadzieję, że nie zważając na nic, będziesz tak jak ja, minuta po minucie dzielił z bohaterami ich wszystkie większe i mniejsze sukcesy.

Jego nerwy

— Nie mogę ci na to pozwolić. Tak bardzo, jak chcę mieć ciebie obok, tak bardzo wiem, że nie będę mógł znieść siebie i życia z poczuciem winy, że wpakowałem ciebie w to wszystko. Po prostu nie mogę. Zmieniłeś się na lepsze, wiesz? Jesteś bardziej otwarty, nie przejmujesz się już tak wyglądem, robisz to, co kochasz i nie kryjesz się z tym, kim jesteś. Znajdziesz kogoś i będziesz miał szansę na ułożenie sobie życia — powiedziałem spokojnie, chociaż serce ściskało mi się nieprzyjemnie. Wiedziałem jednak, że to dobra decyzja.

— Tymek, co ty w ogóle… Mowy nie ma — zaperzył się, a na jego twarzy dostrzegłem rosnący strach. Nie chcąc tego widzieć, odwróciłem wzrok, a po chwili zamknąłem oczy.

— Nie utrudniaj tego ani sobie, ani mi. Kocham cię i nie pozwolę, żebyś obserwował, jak staję się kaleką, jak powoli moje własne ciało odmawia mi posłuszeństwa, aż wreszcie zalegnę w łóżku, dusząc się przy każdym oddechu i czekając na śmierć. Nie pozwolę, słyszysz! — krzyknąłem, wciąż nie otwierając oczu. Powiedziałem o kilka słów za dużo, zdradzając się z moimi obawami, które dotychczas głęboko skrywałem. Pozostało mi tylko czekać na jego reakcję.

Gdy usłyszałem ostatnie słowa wychodzące z jego ust i zobaczyłem, jak na jego twarzy powoli maluje się przerażenie, wiedziałem, że to, co powiedział, nie było przeznaczone dla czyichkolwiek uszu. Ja sam miałem problemy z wyrażaniem uczuć i opowiedzeniem wszystkiego ze szczegółami, więc nie mogłem go za to winić. Tymek jednak zawsze był impulsywny. Nie raz najpierw robił, a później myślał, co w takich chwilach ułatwiało zdecydowanie sprawę. Wstałem i zacząłem chodzić w tę i z powrotem, chcąc pozbyć się choć części nagromadzonej we mnie nagle energii. W końcu spojrzałem na niego ponownie. Nie ruszył się nawet o milimetr i wydawał się nie kontaktować. Wypuściłem głośno powietrze z ust, po czym usiadłem znów na kanapie. Wziąłem go za rękę. Nie zaprotestował. Przez chwilę trwaliśmy w ciszy.

— Nie ma takiej opcji, żebym cię z tym zostawił. Rozumiesz to? — powiedziałem powoli i wyraźnie, chcąc mieć pewność, że to do niego dotrze.

— Uno, daj spokój, dobrze? Powiedziałem, co miałem do powiedzenia i… — Tu urwał. Widziałem, że znów jest bliski łez, ale szczerze mówiąc, w tej chwili mało mnie to obchodziło, bo zaczynał mnie poważnie wkurzać.

— Nie, kurwa mać, nie dam ci spokoju. Nie mam zamiaru siedzieć i patrzeć, jak się sam wpychasz w głęboką depresję i na pewno nie zostawię cię samego. Popierdoliło cię czy co?! — krzyknąłem w jego stronę, choć wcale nie siedział daleko. Wzdrygnął się nieco i monotonnym głosem odpowiedział.

— Robię to dla ciebie. W ogóle, od kiedy ty przeklinasz, co? Te swoje kurwy możesz sobie w dupę wsadzić. — Jego beznamiętny ton doprowadził mnie do szewskiej pasji i w pierwszym odruchu zamachnąłem się, łącząc swoją pięść z jego policzkiem. Przez chwilę nie bardzo wiedział, co się stało, ale wreszcie spojrzał się na mnie, wciąż będąc w ciężkim szoku.

— Dlaczego dalej biegasz? — zapytałem krótko.

— Bo to uwielbiam. To moja pasja i odskocznia. Coś co mnie napędza — odparł pomału, nie bardzo wiedząc, co się dzieje.

— A dlaczego związałeś się ze mną? — dopytywałem dalej. Tu ściągnął brwi i spojrzał na mnie jak na wariata.

— Bo cię kocham. Jesteś niesamowity i masz w sobie coś, co za każdym razem, gdy na ciebie patrzę, każe mi podejść bliżej. Mam tak od lat, ale nie chciałem tego przyznać nawet sam przed sobą. Uno, jesteś świetnym facetem, dlatego nie mogę… — zaczął, ale przerwałem mu prędko.

— Owszem, możesz. A wiesz, dlaczego? Bo ja kocham ciebie. Nie zostawię cię, koniec, kropka. Wiem, co powiedziałem przed chwilą. Boję się i żyję w ciągłym napięciu. Okej, chcesz mi tego oszczędzić, ale to tak nie działa. Wiedziałem od początku, na co się piszę. Musimy częściej o tym rozmawiać i nauczyć się z tym funkcjonować. Obaj. Ty ze świadomością, że powoli będzie coraz ciężej, a ja ze świadomością, że jeszcze nie umierasz i mogę na spokojnie kupić bilety na za pół roku czy nawet za trzy lata, jeżeli będę miał taki kaprys, żeby zabrać cię na wycieczkę. Tymek, to nie jest koniec świata. Okej? — Spojrzałem na niego, szukając potwierdzenia tego, że zrozumiał.

— Okej. — Na jego ustach pojawił się słaby uśmiech, po czym westchnął. — Nie zasłużyłem na ciebie.

— Nie marudź. To od czego zaczynamy? Jakie plany na zbliżający się urlop? — Odetchnąłem głęboko i oparłem się wygodniej na kanapie, patrząc na niego.

— Może poczekaj, aż pójdę do lekarza, co? — wytknął, ale tylko wzruszyłem ramionami.

— Nie ma co. Tymek, urlop masz za jakiś miesiąc, a sam widziałeś, że jeszcze nie jest tragicznie. Wystarczy to rozbić. Martwi mnie tylko jedna rzecz — powiedziałem spokojnie. Czas zacząć być ze sobą szczerym.

— Jaka? — wydukał, spinając się znowu, ale zmierzyłem go kpiącym spojrzeniem.

— To, że nie możesz brać sterydów. Z tego, co czytałem, to pomaga dłużej utrzymać formę, ale rozumiem, że przed zawodami nie ma takiej opcji. Rozmawiałeś z lekarzem, aby ustalić coś w zamian? — Spojrzałem pytająco i czekałem na jego odpowiedź. Ku mojemu utrapieniu pokręcił przecząco głową.

— Znaczy… Rozmawiałem, ale nie ma zamienników. Muszę to przeczekać i tyle. — Wzruszył ramionami.

— Po igrzyskach nie będzie już na to za późno? — rzuciłem cicho, nie wiedząc, czy chcę znać odpowiedź.

— Nie wiadomo. Niekoniecznie. Wszystko się dopiero okaże. Nawet bez sterydów idzie, póki co, dobrze. Jak teraz pójdę, to porozmawiam z nim jeszcze raz — zapewnił mnie, a ja pokiwałem nieobecnie głową, po czym zapytałem z nadzieją.

— Mogę iść z tobą? — Przygryzłem wargę i niecierpliwie czekałem na odpowiedź.

— A chcesz? — Spojrzał na mnie zdziwiony, ale szybko dodał. — Jasne. Uno, nie musisz tego robić, ale jeśli chcesz, to może być całkiem dobry pomysł. — Widocznie chciał coś jeszcze dopowiedzieć, ale urwał nagle.

— No mów — ponagliłem go, a on uśmiechnął się przepraszająco.

— Słuchaj, Uno, jesteś pewny, że chcesz tego wszystkiego? Tego związku i w ogóle… — Tu przerwałem mu gwałtownie.

— Tak, do cholery. Tymek, czy ty mnie wogóle słuchasz czasami? — zirytowałem się, ale pomijając mój wybuch, kontynuował.

— Słuchaj, chcę wiedzieć, że zdajesz sobie sprawę z tego, że za jakiś czas, może za pięć, może za dziesięć a może za dwadzieścia lat, będziesz opiekował się umierającym partnerem, tracącym powoli siły i władzę w nogach, rękach… Może nie będzie źle, a może będę przykuty do łóżka i nie będę w stanie sam zjeść czy się umyć. Uno, nie oszukujmy się, będę dla ciebie ciężarem. Boję się tego, wiesz? Boję się zobaczyć w twoich oczach to charakterystyczne zmęczenie, znużenie…

— Często o tym myślisz? — Spojrzałem na niego z troską.

— Staram się nie. Różnie mi to wychodzi, ale nie zadręczam się tym na co dzień. Tylko czasem, gdy coś zaczyna powoli iść nie w tym kierunku, co trzeba — przyznał niechętnie. Podniosłem rękę i pogłaskałem go po policzku.

— Też o tym myślałem. Nie raz. Zastanawiałem się, czy temu podołam, ale za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku. Nie zostawię cię. Nie jesteś i nie będziesz ciężarem, chociaż łatwo nie będzie, ale w życiu nic, co jest tego warte, nie przychodzi łatwo. Musimy serio zacząć o tym rozmawiać, bo jak znowu będziemy się wycofywać, to za każdym razem skończymy rozmowę w ten sposób. Za takie atrakcje to ja akurat podziękuję. — Uśmiechnąłem się do niego słabo i poczekałem, aż odwzajemni ten gest.

— Dobra, jasne. Zrozumiałem. Będę musiał podać cię u lekarza, jako osobę do kontaktu w razie wypadku. Raczej nie będzie to na razie potrzebne, ale przezorny zawsze ubezpieczony — zauważył przytomnie, a ja pokiwałem głową. — A co do urlopu, to stawiam na coś ciepłego. Hiszpania?

— Zdecydowanie Hiszpania! — Wyszczerzyłem się w odpowiedzi i przysunąłem bliżej niego, opierając się o jego ramię. — Co prawda, byłem na zwiedzaniu już kilka razy, ale może być przyjemnie.

— Ja też. Teraz mam ochotę połazić po klubach, spać do południa i wygrzewać dupsko na plaży — odpowiedział rozmarzonym głosem, na co parsknąłem cichym śmiechem.

— Brzmi, jak dobry plan. Pogadam z kumplem, może uda się załatwić darmowy nocleg blisko plaży w Walencji.

— Cudo. Jesteś aniołem. — Usłyszałem tuż przy uchu i poczułem jego wargi schodzące powoli w dół po mojej szyi.

Przymknąłem oczy i odetchnąłem głęboko. Nieważne, jak przyjemne to było, mimo roku spędzonego razem, peszyłem się zawsze, gdy dochodziło do zbliżenia. Tymek był na szczęście bardzo otwarty i cierpliwy. Moje blizny nie przeszkadzały mi już tak bardzo, jak kiedyś, ale wciąż nagość stanowiła pewien dyskomfort. Przestała być tabu, co i tak uważałem za sukces, ale wciąż doskwierała nieprzyjemnie, nawet, gdy byliśmy sami. Mimo to, pozwalałem Tymonowi na wszystko. Nieważne, jak bardzo chciałem uciec przed jego wzrokiem. Za każdym razem łapał mnie w swoje sidła i każdym gestem zapewniał, że to, co mi tak bardzo doskwiera, dla niego nie ma znaczenia. W każdym czułym pocałunku i spojrzeniu było tyle miłości i akceptacji, że nie raz sam prosiłem o więcej. Nie zliczę, ile razy miał mnie w swoich ramionach błagającego o jeszcze. Obaj wiedzieliśmy, że to się powtórzy. Dziś, jutro, pojutrze… Zawsze, gdy będziemy chcieli zatracić się w tym naszym małym chaosie.

Nasza (nie)zgodność

Leżeliśmy jeszcze długo na kanapie w salonie, ciasno objęci. Żaden z nas nie chciał się ruszyć choćby o krok. Wydaje mi się, że obaj czuliśmy się po prostu bezpiecznie w tej pozycji. Byliśmy zaspokojeni, zadowoleni i odstresowani. To nie był dobry czas na stawianie czoła całemu światu ani nawet na pokonywanie własnego lenistwa. To był nasz moment na odpoczynek, całkowite zresetowanie się, zanim znów nadejdą kolejne problemy. Co prawda, pojawił się jeden, dość trywialny, a mianowicie głośno burczące brzuchy, domagające się nakarmienia, ale nawet to mogło poczekać.

— Miałeś umówić się do lekarza — powiedziałem cicho, wciąż nie chcąc wyplątać się z jego ramion.

— Mhm — odmruknął. — Jutro. Mieliśmy też iść gdzieś na kolację. Jestem leniwy, weźmy prysznic i zamówmy coś, okej?

— Mowy nie ma! — zaśmiałem się. — Do lekarza możesz ewentualnie jutro zadzwonić, bo rejestracja i tak pewnie już nieczynna, ale na kolację idziemy. Przyda się nam dzisiaj jakiś mały wypad. Co powiesz na wycieczkę do pubu po kolacji?

— No dobra, tylko nie każ mi śpiewać ani tańczyć. Za to piwko z tobą zawsze chętnie — odpowiedział, wstając i przeciągając się. Poszedłem w jego ślady, składając krótki pocałunek na jego obojczyku.

— To chodź, idziemy pod prysznic i się zbieramy — rzuciłem luźno, idąc w stronę łazienki, a Tymek stanął jak wryty.

— Jak to idziemy? — Wybałuszył na mnie oczy, a ja rzuciłem mu ironiczny uśmiech i wzruszyłem ramionami.

— Korzystaj, póki dają. No chyba, że nie chcesz — powiedziałem nonszalancko, oczekując na jego reakcję.

— No chyba, że zgłupiałeś — zaczął mnie przedrzeźniać i pociągnął za sobą do łazienki. Zaśmiałem się z jego dziecinnego zachowania, ale nie dziwiłem mu się za bardzo. Przez ostatni rok, zważywszy na moje większe i mniejsze problemy z własnym ciałem, raczej nie pokazywałem mu się bez ubrań, dopóki się nie kochaliśmy. Muszę jednak przyznać, że wspólny prysznic był bardzo przyjemny.

Niedługo potem, odświeżeni i odstawieni nie mniej niż stróż w Boże Ciało, wyszliśmy z domu, kierując się na tramwaj. To miał być nasz wieczór. Bez żadnych więcej zmartwień, scysji, krzyków i łez. Musieliśmy znowu pobyć we dwójkę, dobrze się bawiąc we własnym towarzystwie. Wciąż byliśmy młodzi i czas najwyższy, żeby zacząć się tym cieszyć. Patrzyłem z ukosa, jak Tymek odpowiada na coś ze śmiechem barmanowi i nic nie mogłem poradzić na małe ukłucie zazdrości. Zaraz potem odwrócił głową i wyszukując mnie wzrokiem przy stoliku, uśmiechnął się ciepło. Odpowiedziałem mu tym samym, po czym pokręciłem głową z rozbawieniem. To niby on był sprzedany? Przecież to ja reagowałem alergią na każdego faceta, który się do niego zbliżył i uspokajałem się dopiero, gdy zwracał na mnie ponownie uwagę. Kątem oka zobaczyłem, jak Tymek zapisuje coś na skrawku papieru i wręcza barmanowi, po czym zabiera nasze zamówienie, idąc w stronę stolika. Przygryzłem wargę i posłałem mu pytające spojrzenie, unosząc brwi.

— Wyobraź sobie, że właśnie barman poprosił mnie o autograf. Masz też od niego pozdrowienia. Pytał czy jesteś wolny, to mu grzecznie powiedziałem, żeby spieprzał na drzewo. — Na koniec prychnął i pokręcił głową, a na moje usta powrócił uśmiech.

— Nawet twoi fani wolą mnie, widzisz? — zacząłem się z nim droczyć. — Coś w tym musi być. Może powinienem zatrudnić się jako model, co? Skoro wszyscy tak się wiecznie na mnie gapią.

— Masz zakaz. — Mój partner odpowiedział twardo i wycelował we mnie palec, mrużąc oczy. — Gapić się na ciebie mogę tylko ja. Zdjęcia z tobą mogę mieć tylko ja i ewentualnie twoja rodzina. Może jacyś znajomi, jeśli będą grzeczni — naburmuszył się, a ja posłałem mu kolejny ironiczny uśmieszek.

— Próbuj dalej. Będę cykał fotki z kim chcę i kiedy chcę, a tobie nic do tego — odparłem, unosząc wyżej podbródek i rzucając mu nieme wyzwanie wzrokiem. Przetrzymał moje spojrzenie, po czym, jak gdyby nigdy nic, upił piwa i wzruszył ramionami.

— Zamknę cię w domu, zobaczysz. Będziesz musiał balkonem skakać, jeśli będziesz chciał wyjść — zagroził półżartem.

— Dobra, dobra. Bez takich mi tu. Przyjmijmy, że ja nie będę nigdzie pozował, a ty nie będziesz flirtował z barmanami i wszystko będzie w porządku — odbiłem piłeczkę.

— Ja przecież z nikim nie flirtuję! — zaperzył się i widać było, że faktycznie go to ukłuło.

— Ale on z tobą tak, a ty się dajesz wrobić — wytknąłem mu, upijając łyka z jego szklanki.

— Od kiedy ty się taki zazdrosny zrobiłeś? — zamarudził i przewrócił oczami.

— Od kiedy zacząłeś mnie rzucać przy pierwszej lepszej okazji — powiedziałem lekko, ale kiedy zobaczyłem jego minę, wiedziałem już, że przegiąłem.

— Uno — powiedział ostrzegawczym tonem. Był wściekły, a ja sobie przechlapałem. Chciałem złapać go za rękę, ale ją cofnął, co oznaczało, że był co najmniej ostro wpieniony.

— Przepraszam, przeholowałem — przyznałem szczerze. — To miał być miły wieczór. Wiesz, że tylko się droczę. Nie powinienem.

— Zasłużyłem sobie — odpowiedział, wypuszczając głośno powietrze z ust. — Po prostu… Nieważne. — Pokręcił głową, jakby chciał coś od siebie odgonić.

— Ważne, ale nie chcę tego tu roztrząsać. Nie powinienem był tego mówić, ale po prostu chciałem się odgryźć i powiedziałem to, co na pewno zadziała. Nie myślałem o tym, co potem.

— Już się nie tłumacz, bo mi tylko bardziej ciśnienie podniesiesz — rzucił półżartem i westchnął. Przez chwilę milczeliśmy, patrząc się na siebie, aż w końcu przerwał ciszę. — Zawsze byłeś małą, wredną cholerą z ciętym językiem, ale wiedziałem o tym jeszcze zanim się w tobie zakochałem.

— No tak, na ciebie zawsze można liczyć — odparłem kwaśno. — Ja w sumie nie wiedziałem, że jesteś aż takim cholerykiem, ale to nie ma znaczenia. Mamy przynajmniej wesoło.

— Racja. Z tobą się nie da nudzić. Kocham cię. — Uśmiechnął się i w końcu zerwał kontakt wzrokowy, sięgając po piwo i porcję frytek.

— Ja ciebie też. Za nas i cały ten popieprzony związek. — Podniosłem szklankę do góry i spojrzałem wyczekująco. Powtórzył mój gest i parsknął przy tym śmiechem.

— Tak, za to trzeba wypić — zgodził się ochoczo.

Do końca wieczoru obeszło się bez większych kłótni ani nawet uszczypliwości. Naprawdę dobrze było posiedzieć, pogadać i nie przejmować się tym, co dzieje się wokoło. Mimo naszych różnic, stanowiliśmy naprawdę dobrą parę. W życiu bym nie pomyślał, że skończę w związku, a tym bardziej, że będę z kimś mieszkał pół kraju dalej i zaczynał naprawdę cieszyć się życiem, zamiast wmawiać to sobie co rano przed lustrem.

Ojciec i Natka chyba zaczynali godzić się z faktem, że będę z nimi mieszkał do końca życia lub wynajmę kawalerkę gdzieś niedaleko i będę uciekał od wszelkich relacji wykraczających poza naszą rodzinę. Moi znajomi byli raczej na pokaz. Zdecydowana większość tych znajomości była bardzo powierzchowna. Praktycznie żadne z nich nie miało pojęcia, co się tak naprawdę u mnie działo. Szpitale, choroby, złe samopoczucie i całą resztę epizodów, i historii zachowywałem dla siebie.

No i nagle pojawił się w tym wszystkim Tymek. Chłopak, który był zawsze gdzieś z boku. Nie sposób go było nie zauważyć. Milczący, powściągliwy, czasem uśmiechający się do telefonu. Jego uśmiech miał coś w sobie. Wabił. Od samego początku mnie kusił, aż w końcu, kiedy tylko nadarzyła się okazja, wystarczyło lekko przycisnąć niewygodny temat i rezultaty były niesamowite. W ciągu kilku dni poznałem tę jego stronę, o której do tamtej pory nie miałem pojęcia. Potrafił być czuły, zabawny, opiekuńczy, stanowczy, ale też irytujący, nieziemsko głośny i histeryczny. Co najważniejsze, bez żadnego ale przyjął moje wszystkie problemy i z góry założył, że obaj poradzimy sobie z nimi. To, co dla mnie było kamieniem milowym, dla niego stanowiło zaledwie kilka prostych kroków. Nie rozmawialiśmy o tym dużo. Nie było takiej potrzeby. Wystarczyło to, że tkwiliśmy w tym obaj, wspierając się wzajemnie.

Z tyłu głowy miałem jednak uparcie nie dającą mi spokoju pojedynczą myśl, która zatruwała mi od godziny życie. Będziemy musieli rozmawiać. Nie tylko o jego zdrowiu. To by było w pewien sposób nie w porządku w stosunku do niego. Znał zarys mojej historii, ale nigdy nie odważyłem się powiedzieć mu czegokolwiek o sobie. Były przecież w tym wszystkim bezpieczne tematy. Moi dziadkowie byli fantastyczni i mógłbym opowiadać o czasie spędzonym z nimi, ale jednocześnie bałem się, że przywiedzie to na myśl niechciane wspomnienia, więc do tej pory milczałem. Tylko, ile można milczeć? Tym bardziej, że wiedziałem, jakie mam w nim wsparcie.

Być może nadszedł też czas, żeby opowiedzieć o wszystkim rodzicom? Nie byłem do tego przekonany, ale oni również mieli prawo wiedzieć. Poza tym minęło ładnych kilka lat od tego wszystkiego. Wspomnienia, choć wciąż uciążliwe, nie powinny już tak boleć i doskwierać. Byłem przecież dorosły i prowadziłem całkiem normalne życie. Ile jeszcze mogłem zatrzymywać się na tym, co zdarzyło się, gdy byłem dzieckiem? Gdy zaczynałem na nowo o tym myśleć, nagle wydało mi się to śmieszne.

Przez Tymka zacząłem inaczej patrzeć na wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Tak więc, siedząc w barze i patrząc na ludzi szalejących na parkiecie, zacząłem uśmiechać się sam do siebie. Poczułem się, jakby ktoś zdjął ze mnie jakiś ciężar, który przez lata przygniatał mnie usilnie. Być może dalej te wspomnienia nie były łatwe, ale w końcu, gdy zdecydowałem, że mogę się nimi podzielić, dotarło do mnie, że są tylko i aż wspomnieniami. Nic z tego nie było już w stanie wyrządzić mi faktycznej krzywdy. To było wielkie odkrycie. Przynajmniej, jak na tę chwilę.

Zauważyłem, że Tymon przygląda mi się bacznie. Nic dziwnego. Siedziałem, szczerząc się, jak głupi do sera i to bez żadnego powodu. Pokręciłem głową, dając mu znak, że to nieważne i nic takiego się nie dzieje, a on spojrzał na mnie z politowaniem i popukał się palcem w czoło, co przyprawiło mnie o atak śmiechu. Jakiś czas nie mogłem się uspokoić i zwijałem się, na wpół leżąc na twardej kanapie obok stolika, a Tymek widząc mnie, również nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, a później cichego chichotu. Siedzieliśmy więc we dwójkę, na środku klubu i śmialiśmy się w najlepsze, no bo w końcu, kto nam zabroni cieszyć się życiem?

Jego zaniedbanie

Jak się okazało następnego dnia, nie tylko my cieszyliśmy się tej nocy życiem, chociaż my mieliśmy zdecydowanie lepsze rezultaty. Wczesnym rankiem obudził nas domofon. Na zegarze nie było nawet siódmej, a skoro do domu wróciliśmy przed trzecią, to nietrudno się domyślić, że raczej żaden z nas nie był w wybitnym humorze. Tymon wpuścił nieproszonego gościa i poszedł otworzyć drzwi, a ja poczłapałem do kuchni w poszukiwaniu kawy.

Chwilę później siedzieliśmy z Tymkiem na kanapie, przytuleni i wciąż zaspani, z kubkami kawy w rękach, przyglądając się Maćkowi, który przemierzał nasz salon w tę i z powrotem w zastraszającym tempie. Nic nie mówił, tylko chodził w kółko, nie mogąc się uspokoić. Nawet przez chwilę zacząłem się martwić. Dość szybko mi to jednak przeszło, ponieważ byłem niewyspany, głodny, a on zaczynał irytować mnie tym nadmiarem energii. Tymon w końcu też widocznie zaczął mieć dość, bo ziewnął szeroko, po czym zagadnął.

— Mów, Maćko, co się dzieje, bo nie wiem, co mam myśleć. Spałem jakieś cztery godziny i nie uśmiecha mi się granie w zgadywanki.

— Ja… — zaczął, ale urwał zaraz. Usiadł na fotelu naprzeciwko nas, ale dalej przebierał nogami i wykręcał palce. W końcu westchnął głęboko i spojrzał gdzieś w bok, kontynuując. — Wczoraj była u mnie impreza. Kilkoro współpracowników, moich znajomych i ich znajomych. Przez większość czasu było całkiem wesoło, ale każdy coś przyniósł, więc niedługo byliśmy trzeźwi. Wypiłem dużo za dużo… Nie wiem, jak to się stało, ale przeleciałem kogoś. Pracujemy w tym samym miejscu, nie wiem, co mam z tym zrobić.

— Daj spokój, Maciek. Jesteście dorosłymi ludźmi. Pewnie będzie trochę niezręcznie, ale przecież wszystko można spokojnie przegadać — odezwał się Tymon.

— Ty nic nie rozumiesz, to nie jest takie proste. — Maciej niemal krzyknął w odpowiedzi.

— Hej, uspokój się — wtrąciłem. — Przespałeś się z kimś z szefostwa?

— To też, ale to mój najmniejszy problem — burknął pod nosem.

— No to, o co chodzi? — dopytywał dalej mój partner.

— Spanikowałem i wyszedłem, ale ona dalej u mnie śpi — powiedział cierpko i zapadła długa cisza. Obaj musieliśmy przetrawić tę informację. W końcu nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. Jakiś czas nie mogłem się uspokoić, aż musiałem odstawić trzymany w ręku kubek, żeby przypadkiem się nie oblać. Maciek tymczasem patrzył się na mnie morderczym wzrokiem, a Tymek miał wymalowaną dezaprobatę na twarzy.

— No wybacz, ale musisz przyznać, że to jest komiczne — wydyszałem w końcu. — Gdybym ja się przespał z jakąś laską, oczywiście, jeśli byłbym wolny, no to rozumiem, bo jestem pan, ale ty? Jesteś gejem, do cholery, jak bardzo pijany musiałeś być?

— Bardzo — przyznał z zażenowaniem. — Pamiętam tylko urywki. Nie susz lepiej zębów, bo je zgubisz, a zamiast tego rusz głową i pomóż.

— Mam jechać do ciebie i jej to wyjaśnić? Przepraszam, Maciek tak naprawdę nie chciał z tobą spać, bo widzisz, jest gejem, ale bardzo miło wspomina tę noc. Dziękuję i do widzenia. Drzwi są z tamtej strony — nabijałem się dalej, ale poczułem, jak Tymon ściska mnie za rękę.

— Uno, przystopuj — powiedział cicho, ale z wyraźną naganą w głosie. Nic nie poradzę na to, że tylko ja widziałem komizm tej sytuacji.

— No już, ale przyznaj, że gdybyś usłyszał to od kogoś jako historię, to śmiałbyś się ze mną — wytknąłem mu.

— Pewnie tak, ale nie czas na to — odparł szybko, po czym zwrócił się do gościa. — W jednym Uno ma rację. On ani ja nic tu nie pomożemy. Musisz z nią szczerze pogadać i tyle. To nie jest łatwe, ale sam naważyłeś piwa.

— Co mam jej powiedzieć? Sorry, Monia, było spoko, ale byłem w chuj pijany, a na co dzień jestem gejem? No chyba nie — zaperzył się Maciej.

— Maćko, a co innego zrobisz? Lepiej trochę delikatniej, ale coś w tym guście ogółem. Przeanalizuj to na spokojnie. Widzisz inne wyjście?

— Nie widzę. Tym razem spieprzyłem po całości. Tym bardziej, że dzisiaj miał przyjechać Łukasz. Nie wiem, jak to bezpiecznie rozegrać — odpowiedział zrezygnowany.

— Łukasz? — zapytałem zaciekawiony.

— Mój były zatęsknił. Może coś jeszcze z tego będzie.

— Ten, o którym rozmawialiśmy? — Tymek spojrzał się na niego z zaciekawieniem.

— Tak, ten. Długo ze mną wytrzymał i ostatecznie nawet ostatnio przeprosił, więc nie kalkuluje mi się trzymanie go na dystans. Znosi moje dziwactwa i jest w porządku, więc myślę, że jest jeszcze dla nas nadzieja. Statystycznie rzecz biorąc, mamy na to szansę — wyjaśnił od razu, a ja przyjrzałem mu się uważnie.

— Jesteś w stanie wszystko przeanalizować. To brzmi nieco strasznie. Spróbuj tak podejść do tej sprawy. Okej, uchlałeś się i straciłeś nad sobą kontrolę, ewidentnie to twoja wina, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jej powiedzieć, że to było jednorazowe. Ona pewnie też była pijana i teraz zastanawia się, co się stało, o ile się obudziła do tej pory. Możesz nawet pominąć resztę głębokim milczeniem. Nie jesteś pierwszym, który po pijaku coś takiego odwalił. Wracaj tam albo do niej zadzwoń.

— Miałem przygodnych facetów, ale nie spałem nigdy z kobietą. Nie wiem, jak mam z nią w ogóle rozmawiać — zaczął jęczeć, a ja tylko przewróciłem oczami.

— A to jakaś różnica? Człowiek to człowiek. Robisz tak, jak z każdym kochankiem. Mówisz, że było fajnie i świetna z niej babka, ale to było jednorazowe. Jak chcesz, to powiedz, że jesteś bi i twój niedoszły przyszły jest w drodze. Tyle. — Wzruszyłem ramionami.

— Jakby to było takie proste — mruknął.

— Jest. Tylko ty robisz z tego jakiś dramat. Posadź ją, zrób jej herbaty i powiedz, żeby nie żałowała, ale nie liczyła na nic więcej.

— Doświadczony się odezwał — prychnął Maciej.

— Jakieś doświadczenie mam — odparłem lekko i od razu poczułem na sobie zaciekawione spojrzenie mojego partnera, więc posłałem mu ironiczny uśmiech. — Kiedyś ci opowiem.

— Nie chcę mieć kwasu w pracy, więc boję się, że moim zwyczajem powiem coś, co ją wkurzy. Nie mam filtra usta–mózg. Po drodze pewnie ją obrażę — autentycznie zaczął panikować.

— Maćko, uspokój się, chłopie. Nie będzie źle. Jakieś tam umiejętności społeczne posiadasz — zaśmiał się Tymek.

— Jakieś, ale… — zaczął Maciek, jednak przerwał mu dźwięk telefonu. Spojrzał na ekran i nie musiał mówić, kto dzwoni. Pobladł widocznie, a ja stłumiłem atak śmiechu. Tymek za to zaczął mu gestami pokazywać, żeby odebrał telefon. W końcu skinął głową i przyłożył słuchawkę do ucha.

— Cześć — zaczął niepewnie. To było strasznie do niego niepodobne. — Jestem u znajomego, wybacz, ale musiałem… Potrzebujesz czegoś? Jakieś tabletki przeciwbólowe albo coś? Nie mam nic w domu, to mogę zaraz kupić i przywieźć. — Po tym przez chwilę nastała cisza. — Tak wiem, wiem. Okej, to zgarnę coś i zaraz będę. Jasne. Tak, tak. — Pokiwał głową i wydawał się usilnie o czymś myśleć, kończąc połączenie. W końcu spojrzał na nas.

— No gadaj — ponaglił go Tymon.

— Muszę z nią o tym pogadać. Chyba wie, że to jednorazowe. Macie coś przeciwbólowego? A najlepiej coś na kaca, bo nie chce mi się szukać teraz otwartej apteki — zapytał z nadzieją, a ja wstałem, wzdychając głośno.

— Mamy, zaraz ci dam — powiedziałem, po czym zwróciłem się w stronę partnera. — Idź się kładź. Możesz jeszcze pospać. Trening masz po południu, a ja dzisiaj jestem w domu, więc zaraz do ciebie dołączę.

— Uwielbiam cię — odmruknął zadowolony Tymon i przytulając szybko Maćka na pożegnanie, przy czym perfidnie pokazał mi język, wiedząc, że się we mnie gotuje, pożegnał się krótko z gościem i poczłapał do sypialni.

— Chodź do kuchni, tam na bank coś mamy. — Skinąłem głową w stronę drzwi, a Maciej poszedł za mną posłusznie. Przez chwilę stałem i przegrzebywałem zawartość pudełka w jednej z szafek, aż w końcu znalazłem odpowiednie leki. Podałem mu dwa opakowania tabletek i westchnąłem.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 42.9