E-book
6.83
Noc

Bezpłatny fragment - Noc

Objętość:
154 str.
ISBN:
978-83-8104-025-9

I

Słoneczny maj rozkwitał wokół zielenią. Rok szkolny powoli dobiegał końca. Darek, mimo że lubił naukę i szkołę, cieszył się ze zbliżających się wakacji. Mógł wtedy swobodnie oddawać się swojej pasji, jaką było czytanie książek historycznych. Choć zdawał sobie sprawę, że to mało praktyczne, chciał studiować właśnie historię. Rodzice z początku przekonywali go, by wybrał coś innego, coś, co pozwoli mu po studiach się usamodzielnić. Ich argumenty nie przekonywały go. W głębi serca czuł, że powinien wybrać swój ulubiony przedmiot.

Wbrew temu, że w pewnym stopniu był osobą niepełnosprawną, cechował go życiowy optymizm. Wydawało mu się, że po studiach jego życie jakoś samo się ułoży, a ten mało praktyczny wybór nie będzie miał znaczenia dla jego dalszych losów. Rodzice nie upierali się zbytnio przy swoim. Z jednej strony odradzali mu ten kierunek, ale też zapewniali go, że się ucieszą, gdy dobrze zda maturę i dostanie się na uniwersytet. Troszczyli się o niego tym bardziej, że Darek był wcześniakiem mającym pewne problemy ze zdrowiem. Największe kłopoty sprawiało mu chodzenie. Przyzwyczaił się już jednak do swoich ograniczeń i radził sobie naprawdę nieźle.

Kiedy zdawał do liceum, żywił wiele obaw. Tym bardziej że los go nie rozpieszczał. W szkole podstawowej i gimnazjum spotkał osoby, które z powodu jego kalectwa mu dokuczały. Szczególnie że nie mógł, tak jak większość chłopców w klasie, grać w piłkę. Oczywiście, miał również dobrych kolegów, którzy rozumieli jego ograniczenia. Te towarzyskie kłopoty w podstawówce zahartowały go na całe życie. Wiedział, że życie potrafi być twarde oraz że musi liczyć przede wszystkim na siebie. Posiadał jednak coś, co wśród jego rówieśników stanowiło prawdziwą rzadkość — kochającą się rodzinę, która bardzo się o niego troszczyła. Mimo tego czuł się osamotniony. Tak się złożyło, że zarówno w podstawówce, jak i w gimnazjum nie zawarł trwalszych przyjaźni. Kiedy jego klasa rozeszła się po ostatnim roku nauki, właściwie nikt nie utrzymywał dalej z nim kontaktu. Przeżył to bardzo boleśnie, ponieważ cenił kilka osób i uważał je za dobrych kumpli.

Wiele obiecywał sobie po nowej szkole i nowych znajomościach. Żywił silne przekonanie, że jego kalectwo nie będzie tu przeszkodą. Choć był w pewnym stopniu inwalidą, to pod względem intelektualnym nie ustępował swoim rówieśnikom. Co więcej, jego samotność w podstawówce i gimnazjum sprawiła, że więcej się uczył i opanował tę wiedzę w stopniu naprawdę dobrym. Pewna izolacja, w której się znajdował, spowodowała, że rozwinął w sobie takie umiejętności jak rozwiązywanie zagadek intelektualnych oraz łamigłówek. Całkiem nieźle grał także w szachy. W liceum, wbrew swoim początkowym obawom, został zaakceptowany, a nawet doceniony. Często bywał także na klasowych urodzinach czy innych imprezach.

Tak było z urodzinami Kasi. Ucieszył się bardzo, gdy został na nie zaproszony. Także dlatego, że Kasia mu się podobała. Może nie nazywałby tego miłością, ale w każdym razie pozostawał pod jej silnym urokiem. Dziewczyna, według Darka, posiadała wiele wyjątkowych cech charakteru. Również jak on miała sprecyzowany cel swojej nauki. Chciała zostać lekarzem i wszystko temu podporządkowała. Dobrze się uczyła i nie lubiła klasowych imprez, na których popisywały się jej koleżanki. Co więcej, swój wolny czas poświęcała pracy jako wolontariusz w hospicjum i się tym wcale nie chwaliła. Darek dowiedział się o tym przypadkiem od jej dobrej koleżanki Natalki, która siedziała z Kasią w jednej ławce. Dziewczyny stanowiły zżytą parę. Miały też bardzo zwyczajne hobby. Lubiły czasem wspólnie posłuchać muzyki i porozmawiać o innych sprawach poza szkołą.

Natalka nie wiedziała jeszcze, kim chce zostać. Interesowała się wieloma rzeczami. Poza szkolnymi lekturami lubiła czytać powieści przygodowe i sensacyjne. W przeciwieństwie do Kasi lubiła towarzystwo oraz chętnie brała udział w różnych imprezach. Jak mówiła, nakręcało ją, gdy coś się działo. W swej przyjaźni z Kasią pozostawała jednak stała i tylko z nią dzieliła się swoimi przemyśleniami i marzeniami. Najważniejsze hobby skrywała jednak skrzętnie przed wszystkimi. Pisała wiersze i prowadziła pamiętnik, w którym notowała nie tylko to, co ją spotkało, ale także najbardziej osobiste myśli. Darek lubił ją także.

Nadeszła sobota. Tego dnia dla chłopca najważniejsze były zbliżające się urodziny koleżanki. Kasia zaprosiła do siebie przede wszystkim tych, których lubiła, i osoby, które darzyły ją sympatią. Chociaż grupa, która nadawała klasie ton, potrafiła być czasem dość złośliwa, a nawet okrutna, to jednak Kasia, jak mówili, była OK. Także oni cenili ją za jej pasję i determinację w dochodzeniu do postawionego celu.

Darek postanowił, że wyda na upominek znaczną część kieszonkowego. Gdy tylko dostał zaproszenie, od razu wiedział, że chce podarować dziewczynie chociażby mały drobiazg, który by go jej przypominał. Właściwie nie wiedział dokładnie, co to ma być, ale poszukiwania zaczął od niewielkiego sklepu jubilerskiego blisko rynku. Z radością chwycił za klamkę i wszedł do środka. Sprzedawca, widząc, że chłopiec rozgląda się niepewnie dookoła, zaproponował mu pomoc. Darek powiedział mu, czego szuka, mimo że wolałby sam coś znaleźć. Sprzedawca podsuwał mu różne ozdoby, ale chłopiec wciąż się wahał. W końcu, gdy już tracił nadzieję, że coś znajdzie, jego wzrok przykuła niewielka srebrna spinka (zapinka) z turkusowym oczkiem. Gdy tylko ją zobaczył, wiedział, że to jest właśnie to, czego szuka. Jej cena, mimo że wyższa niż się spodziewał, wydawała się do zaakceptowania i chętnie zapłacił tyle, ile chciał sprzedawca.

Zadowolony z zakupu wyszedł na ulicę. Chociaż musiał się pilnować z obawy o nadwyrężenie nóg, postanowił przejść spacerkiem po starówce, a potem parkiem do przystanku autobusowego. Nadal dopisywał mu dobry nastrój, tym bardziej że miał niezłe oceny i końcówka tego roku szkolnego stanowiła dla niego jedynie formalność. Cieszył się ze słońca i świeżego powiewu wiosny.

Nie wiadomo jednak dlaczego, wbrew temu błogiemu nastrojowi, nagle przypomniał sobie sen, który jakiś czas temu zapadł mu mocno w pamięć. Mimo że teraz myślał o nim spokojnie i z dystansem, nie dawał mu jednak spokoju. Śniło mu się, że jest sam, zagubiony w ciemnym lesie. Ścieżka, po której szedł, nagle rozpłynęła się pośród gęstych zarośli i potężnych drzew. Bezradny usiłował znaleźć właściwą drogę, ale z każdą chwilą stawało się to coraz bardziej niemożliwe. Co więcej, otaczający go las stawał się coraz bardziej gęsty i nieprzenikniony. Wtem odczuł silny strach i zauważył niedaleko błyszczące ślepia. Po chwili z zarośli powoli wyszedł potężny czarny pies, który uparcie i wrogo wpatrywał się w niego. Darek pamiętał, że to spotkanie przenikało go lękiem, i miał świadomość tego, że jest całkowicie sam. Pies zbliżył się do niego, lecz go nie atakował. Jakby chciał najpierw sparaliżować swoją ofiarę strachem. Darek był tak przestraszony, że nie śmiał się nawet poruszyć. Po chwili usłyszał z dala swoich kolegów. Głośno się nawoływali i soczyście klęli. Nie odczuł jednak ulgi z tego powodu, że byli gdzieś niedaleko. Pies cały czas nie spuszczał go z oczu, po chwili jednak, nadal się w niego wpatrując, powoli odszedł w kierunku, skąd dochodziły przekleństwa jego rówieśników. Darek chciał ich ostrzec i coś krzyknąć, nie mógł jednak wydobyć z siebie głosu. Spojrzał w ich stronę i zauważył, że zaczęła podnosić się mgła. Po chwili usłyszał krzyki przerażonych kolegów. Darek chciał im pomóc, lecz nie mógł. Wtedy nagle dostrzegł, że mgła przez chwilę zajaśniała i wyłoniła się z niej jakaś postać. Chłopiec poczuł, że jest to osoba bardzo mu bliska, i rozpoznał w niej zmarłą przed kilku laty swoją babcię. Uśmiechnęła się do niego i coś mówiła, ale chłopiec tego nie rozumiał, odczuwał jednak spokój i bezpieczeństwo. To było wszystko, co pamiętał.

Darek szybko otrząsnął się z tych wspomnień. Trochę zaskoczony nie wiedział, dlaczego ten sen przypomniał się mu właśnie w tej chwili, gdy wokół było zielono i słonecznie. Postanowił już do niego nie wracać.

Minął rynek i wąskimi uliczkami dotarł do parku. Zieleń przeciskała się tu każdą szczeliną, jakby oplatając kamienie miasta. Przystanął, musiał odpocząć, bo nogi dawały znać bólem, że idzie zbyt szybko. Wybrał jedną z pustych ławek, usiadł i głęboko wciągnął powietrze. Miał sobie za złe, że jego słabe ciało tak wlokło się za duchem. Chciał biec przez park i cieszyć się słońcem, poczuć wiatr i swoją szybkość, tymczasem mógł jedynie powoli kuśtykać i często odpoczywać. Po raz kolejny przyłapał się na tym, że nie akceptuje swojej słabości. Westchnął tylko ciężko i rozejrzał się dookoła. Mimo wiosennego popołudnia park był praktycznie pusty. Wyjął z kieszeni srebrną spinkę i delikatnie położył ją na dłoni. Podziwiał, jak lśni w promieniach słońca. Turkus tonował srebrzysty blask i jednocześnie nadawał ozdobie lekkości, jak życzliwe mrugnięcie okiem do przyjaciela. Przez chwilę pomyślał, że kamień ten jest może zbyt niepoważny, lekki, koleżeński, ale po chwili zastanowienia odrzucił wszystkie te wątpliwości. Pasował do spinki i już. Oba elementy stanowiły dobrze dobraną i uzupełniającą się całość.

Ponownie złapał się na tym, że jego myśli zaczęły biec ku Kasi, z którą lubił tak zwyczajnie, po przyjacielsku porozmawiać. Zaczął się zastanawiać, jak przyjmie jego prezent. Czy będzie on za bardzo narzucający się, czy może spodoba się dziewczynie i będzie go nosiła? W jego serce wkradła się niepewność. Choć wiedział, że Kasia zdawała się daleka od zrobienia mu przykrości, zaczął wątpić, czy to udany prezent. Chciał jednak dać dziewczynie coś pięknego i coś wyjątkowego. Po chwili odsunął od siebie złe myśli i jeszcze raz z radością spojrzał na spinkę. Włożył ją z powrotem do niewielkiego pudełeczka, zawiązał małą wstążeczką i włożył do kieszeni. Urodziny Kasi były już niedługo, martwił się jednak, że będą tam również osoby znacznie mniej sympatyczne od jubilatki. Wśród zaproszonych osób miał być między innymi Mistrzu — jedynak bogatych rodziców. To on nadawał całej klasie ton i decydował o tym, z kim należy się liczyć, a kogo można lekceważyć. Zdaniem Darka chłopak ten zachowywał się swawolnie i sprawiał wrażenie niemożliwie rozpieszczonego. Postępował tak, jakby miał prawo robić wszystko. Często wdawał się w wymianę zdań z nauczycielami, a nawet po prostu im pyskował. Na Darku robiło to jak najgorsze wrażenie. Jednak innym w klasie to imponowało i darzyli przez to Mistrza jeszcze większym szacunkiem. Chłopak szastał pieniędzmi i to widać było po jego stylu bycia. Często zmieniał markowe ciuchy i nie ukrywał pogardy wobec tych, który nie mogli mu w tym dorównać. Święcie też wierzył w to, że wszystko można kupić, i obnosił się ze swoim lekceważeniem zarówno wobec nauczycieli, jak i swoich rówieśników. Posunął się nawet do tego, że otwarcie wyśmiewał się z nauczycieli, którzy według niego byli mało ambitni. Otwarcie też wyrażał brak szacunku dla nich i głośno deklarował, że nimi pogardza. Generalnie lekceważył wszystkich, którzy odstawali od jego stylu bycia, a stanowili zdecydowaną większość. Niektórzy sugerowali mu zmianę szkoły na prywatną. Jego rodzice byli jednak temu przeciwni, gdyż uważali, że w szkole prywatnej nauczyciele będą bardziej pobłażliwi. Liceum, do którego obecnie chodził razem z Darkiem, miało opinię jednego z lepszych. Mistrzu był z tego niezadowolony, gdyż był leniwy i po prostu brakowało mu motywacji do nauki. Tutaj nauczyciele nie mieli dla niego żadnej taryfy ulgowej i traktowali go tak jak pozostałych uczniów. Mimo tego lekceważenia nauki przechodził jakoś z roku na rok. Co więcej, szybko zebrał wokół siebie grupkę uczniów, którym imponował. Inni, bardziej krytyczni, po prostu go unikali.

II

W dniu urodzin Kasi Darkowi od rana dopisywał dobry humor. Cieszył się z zaproszenia na imprezę oraz z tego, że ją tam spotka. Nie wiedział, ilu gości dokładnie dziewczyna zaprosiła, ale sądził, że będzie ich raczej więcej niż mniej. Kasia starała się być zawsze otwarta na innych i chętnie ze wszystkimi rozmawiała, o ile oczywiście byli w miarę życzliwie nastawieni. W związku z tym spodziewał się mieszanki wybuchowej, gdyż oprócz Mistrza dziewczyna zaprosiła także Oskara, który nigdy nie ukrywał swej wiary. Chłopak trzymał się z dystansem do grupki Mistrza, a na długiej przerwie otwarcie spotykał się ze szkolną grupą modlitewną. To z tymi rówieśnikami najczęściej rozmawiał i wśród nich przebywał. Wyrobił w sobie pewnego rodzaju odporność i złośliwe uwagi jego kolegów stały mu się z czasem obojętne. Kasia lubiła z nim rozmawiać i doceniała jego inność. Potrafił spokojnie przedłożyć swoje racje i bez zbędnej egzaltacji przekonywać do swoich poglądów. Posiadał jeszcze jedną dużą zaletę. Świetnie grał na gitarze, i to zarówno piosenki religijne, jak i turystyczne, co sprawiało, że na klasowych wyjazdach po prostu stał się nieoceniony.

Oskar stanowił jednak klasowy wyjątek, gdyż reszta chłopców w większym lub mniejszym stopniu ulegała wpływom Mistrza. Tak jak na przykład Bartek. W razie jakichś konfliktów czy kontrowersji doskonale dostosowywał się do większości. Sprawiał wrażenie, że podziela poglądy swojego rozmówcy. Na ogół lawirował i poruszał się wśród ogólników, tak by unikać kłopotliwych dysonansów. Zgadzał się przeważnie z tymi, którzy byli najbardziej wpływowi. Wyraźnie brakowało mu też jakiejś własnej pasji czy zamiłowań. Wolny czas pochłaniała mu jazda na desce i słuchanie muzyki. W jego postawie dało się zauważyć jednak to, że wyraźnie chciał należeć do grupki osób, która nadawała klasie ton. Trzymał się więc razem z Mistrzem, mimo iż ten patrzył na niego z góry.

Darek był niemal pewien, że na urodzinach Kasi będą także Antek i Robert, gdyż obaj byli klasowymi oryginałami. Pierwszy z nich miał opinię sobka i dziwaka, najlepiej czującego się w świecie książek. Pod tym względem łączyła go z Darkiem więź, gdyż obaj po prostu pożerali książki. Antek, podobnie jak on, lubił zagadki intelektualne oraz rozgrywki szachowe. Darek stoczył z nim kilka pojedynków i miał jak najlepsze zdanie o jego umiejętnościach. Antek jednak obnosił się ze swoją obojętnością wobec klasowego życia towarzyskiego. Co więcej, tak naprawdę nie obchodziło go, kto narzuca klasie styl i co należy do dobrego tonu. Mimo jego zalet i umiejętności Mistrzu otwarcie nim pogardzał, gdyż, jak twierdził, Antek chodził w szmatach. Antek rzeczywiście nie nosił ani markowych ciuchów, ani butów. Po pierwsze dlatego, iż ta manifestacja bogactwa go śmieszyła, a po drugie dlatego, że pochodził z niezbyt zamożnej rodziny. Antek krytycznie oceniał popisy swoich kolegów i wyraźnie odstawał od nich wiedzą na temat gwiazd sportu. Miał przy tym odmienny od nich charakter i usposobienie. Na ogół był spokojny i zrównoważony. Różnił się tym od swych rówieśników, którzy byli bardziej nakręceni emocjonalnie i impulsywni. Zachowywał się spokojnie i cicho, dlatego też czasem przezywano go Koalą. Mimo jego dziwactwa klasa i koledzy go tolerowali, szczególnie od kiedy wygrał międzyszkolne zawody szachowe. Swoim spokojem i brakiem agresji zarobił sobie nawet na szacunek. Jeśli w klasie był ktoś, komu można by powierzyć na przechowanie jakieś pieniądze, to na pewno był to Antek.

Z kolei Robert stanowił niemal zupełne jego przeciwieństwo. Nosił długie włosy, chodził ubrany na czarno i słuchał mocnej rockowej muzyki. Na przerwie najczęściej widywano go snującego się w słuchawkach po korytarzu bądź w męskiej ubikacji palącego papierosy. Grupa szkolnych palaczy była całkiem liczna i stanowiła miejsce wymiany informacji o tematach sprawdzianów i kartkówek oraz sposobów na nauczycieli. Robert sporo się od niej dowiedział o zwyczajach pedagogów oraz ulubionych tematach sprawdzianów. Później zdobytą wiedzę wykorzystywał wielokrotnie w praktyce i zasadniczo miał wszystko w nosie. Dodatkowe zajęcia bojkotował, a wolny czas spędzał, grając na basie w kapeli rockowej. Stanowiło to dla niego priorytet i temu podporządkował całe swoje życie. Co więcej, mało kto wiedział o tym, że Robert pisał także teksty piosenek. Ogólnie, można powiedzieć, cechował go brak tolerancji wobec każdej elity, nie tylko tej klasowej czy szkolnej, ale także politycznej. Lubił za to piłkę nożną i chętnie w nią grywał. Mógł też godzinami opowiadać o rozgrywkach ligowych. Przeważnie go lubiano, jednak dzikość jego charakteru i zachowań ograniczała krąg jego najbliższych znajomych, gdyż mało kto mógł na dłuższą metę z nim wytrzymać. Dlatego też przeważnie siedział samotnie gdzieś na końcu klasy i otwarcie bojkotował wszystkie próby ożywienia klasowego życia towarzyskiego.

Na urodziny dziewczyny zostali również zaproszeni Wojtek i Mariusz. Obaj bardzo różni od siebie. Wojtek praktycznie niczym się nie interesował. Ani nauka, ani sztuka, ani nawet sport nie robiły na nim wrażenia. Był zadowolony, kiedy zaliczył sprawdzian na trójkę, i to mu najzupełniej wystarczało. Z natury mało ambitny, choć z drugiej strony zależało mu na akceptacji innych. Jedynie ten niewielki impuls sprawiał, że dawał się zauważyć. On również należał do grupki palaczy i czuł się tam bardzo dobrze. Lubił to towarzystwo i co więcej, chciał należeć do niego. Na tym jego ambicje się kończyły. Interesował się danym tematem jedynie na tyle i w takim zakresie, by móc swobodnie funkcjonować wśród swoich rówieśników. Potrafił być wyjątkowo wygadany, o ile mu oczywiście na tym zależało.

Z kolei Mariusza Darek określał jednym zdaniem: „wszystko na nie”. O ile u Wojtka widoczne były wysiłki mające na celu podtrzymywanie życia towarzyskiego, otyle Mariuszowi wyraźnie brakowało chęci, by to osiągnąć. Po prostu olewał innych. Posiadał jednak jedną cechę rozwiniętą w stopniu niemal doskonałym — swoiste i bardzo złośliwe poczucie humoru. Wielokrotnie swój udział w rozmowach czy dyskusjach ograniczał do kąśliwych uwag i uszczypliwości pod adresem swoich rówieśników. Jego ulubione zajęcie stanowiło szydzenie z innych. Na ogół wyśmiewał ich zapał i chęć do nauki. Może dlatego, iż sam dostawał słabe oceny. Skrajnie sceptycznie oceniał aspiracje innych. Kasia przypuszczała, że cierpi na zaniżoną samoocenę i dlatego drażnią go osiągnięcia innych. Jego żarty były rzeczywiście ostre i cięte. Nikt też nie chciał mu się specjalnie narażać, by nie stać się przedmiotem jego szyderstw i drwin. Tak więc w klasie, mimo tego, iż potrafił być naprawdę wredny, został przez większość zaakceptowany.

Na imprezę u Kasi zaproszone były również, oprócz Natalki, dwie inne jej koleżanki: Iga i Ula. Choć posiadały zupełnie odmienny charakter od jubilatki, dziewczyna je lubiła, gdyż, jak twierdziła, wnosiły trochę życia w to pochłonięte nauką towarzystwo.

Iga miała opinię imprezowiczki, gdyż postawiła sobie za punkt honoru, że żadna zabawa w klasie nie odbędzie się bez jej udziału. Po prostu lubiła towarzystwo, muzykę i dobre żarty. Żeby osiągnąć swój cel, starała się przypodobać innym. Oczywiście, odbywało się to zawsze jakimś kosztem. Starała się na przykład nie rozmawiać zbyt dużo z osobami, które nie cieszyły się szacunkiem Mistrza. Musiała też brać pod uwagę to, co ten chłopak powie, oraz liczyć się z jego punktem widzenia. Choć czasem miała ochotę na szczerość oraz na głębszą rozmowę z kimś spoza towarzystwa, rezygnowała z tego z uwagi na brak akceptacji z jego strony. Zdawała sobie sprawę, iż to wszystko odbywa się jej kosztem, mimo to płaciła tę cenę, gdyż nie wyobrażała sobie życia bez dobrej zabawy. Zdaniem niektórych w klasie stała się przez to osobą zarozumiałą. Ona jednak nie dawała po sobie poznać, że się tym przejmuje. Co więcej, wkrótce znalazła upodobanie w narzucaniu swego zdania innym, a jej prawdziwym przekleństwem stało się usiłowanie za wszelką cenę bycia w centrum uwagi.

Ula, podobnie jak Iga, bardzo lubiła towarzystwo. Choć udało jej się zachować to, co ceniła sobie najbardziej, a mianowicie poczucie bycia niezależną. Wiedziała jednak, że jeśli nie pójdzie na kompromisy, szczególnie z osobami z grupy Mistrza, może zostać odtrącona. A tego naprawdę się bała. Chociaż więc rozmawiała z indywidualistami być może dłużej, niż by należało, to zabiegała także o akceptację drugiej strony. Świadomie zatem podporządkowywała się grupie Mistrza. Mogła sobie na to pozwolić, gdyż choć nie uchodziła za kujona, dobrze się uczyła i miała dobre oceny. Ula miała także swoje skryte marzenia, które trzymała w głębokiej tajemnicy, nawet przed dobrymi koleżankami. Wierzyła mianowicie w wielką, romantyczną miłość i żywiła silne przekonanie, że właśnie jej się ona w życiu przydarzy. Lubiła także książki podróżnicze i miała nadzieję ujrzenia wszystkich cudów świata na własne oczy. Czytała także literaturę kobiecą. Bojąc się jednak kpin rówieśników, pozostawiała te lektury tylko dla siebie. Miała swój bogaty wewnętrzny świat, lecz jednocześnie pozostawała otwarta i wygadana.

Darek starał się być w dobrych stosunkach z każdym, jednak grupa Mistrza wyraźnie darzyła go obojętnością. Ot, taki schorowany chłopak o zacięciu intelektualnym, nic szczególnego. Darek przyzwyczaił się już do takiego traktowania, gdyż jego dotychczasowa droga życiowa nauczyła go bycia lekceważonym. Nie zabiegał więc o ich uznanie ani o towarzystwo. Mimo wszystko w klasie było kilku indywidualistów, którzy podchodzili bardzo lekko do tych klasowych układów. Posiadał więc jakąś swoją przestrzeń wolności, w której czuł się dobrze, także dzięki relacjom i rozmowom z Kasią.

Darek przez chwilę się zamyślił. Mistrzu bardzo słabo tolerował czyjkolwiek sprzeciw. Z drugiej strony w grupie zaproszonych gości nie brakowało kilku silnych charakterów, które ignorowały porządki zaprowadzone przez tego chłopaka. Darek uśmiechnął się do siebie. Nie wiedział oczywiście, jak zareagują goście, był jednak pewien, iż grupa Mistrza będzie miała spore kłopoty, by zdominować to spotkanie. Rozmawiał z Kasią dzień wcześniej i uprzedzał ją o możliwości wystąpienia przykrych incydentów. Ona jednak uspokajała go, twierdząc, że wszystko będzie w porządku.

— Chyba za bardzo demonizujesz Mistrza. To taki sam chłopak jak wszyscy. No, może bardziej zadufany w sobie i zarozumiały. Na pewno zachowa się przyzwoicie. Trudno mi uwierzyć, żeby posunął się tak daleko, by wszczynać jakieś awantury na moich urodzinach — twierdziła dziewczyna. — Wystarczy go grzecznie poprosić, a na pewno ustąpi — zapewniała Kasia.

Darek miał inne zdanie. Według niego wspólna zabawa mogła się nie udać, gdyż część zaproszonych osób odnosiła się krytycznie do Mistrza.

— To będzie mieszanka wybuchowa — ostrzegał Kasię Darek. Dwie grupy o zupełnie innych upodobaniach i poglądach. Na pewno posypią się iskry — twierdził chłopak.

Ostatecznie wygrały spokój i zaufanie Kasi, która nie widziała najmniejszego powodu, by kogokolwiek wykluczać czy skreślać z grupy zaproszonych gości.

— Musisz zdawać sobie sprawę, że rzadko kto ma taką życzliwość i otwartość na innych jak ty. Jesteś pod tym względem wyjątkowa — powiedział z uśmiechem podczas tej rozmowy Darek.

Kasia odpowiedziała mu również serdecznym uśmiechem i jeszcze raz zapewniła go, że wszystko wcześniej sobie obmyśliła i zaplanowała. Darek znał Kasię lepiej niż innych w klasie, ale w takie zapewnienia trudno było mu uwierzyć. Wiedział, że chłopcy w tym wieku potrafią sprawić niespodziankę i często bywają konfliktowi i impulsywni, nie mówiąc już o popisywaniu się przed dziewczynami. Kasia jednak uparcie zbywała jego obiekcje uśmiechem.

— Tylko uprzedzam cię, zabroń im wszystkim gadać o polityce, bo będzie wtopa na całego — poprosił chłopiec.

Darek miał niemal pewność, iż nikt spokojnie nie przetrwa tak ciężkiej próby i zwolennicy dwóch przeciwnych partii mogą dosłownie skoczyć sobie do gardeł. Kasia spojrzała na niego z życzliwością i oświadczyła, żeby był spokojny, ponieważ na pewno zakaże na swojej imprezie jakiegokolwiek politykowania.

Chłopak miał co do tego poważne wątpliwości. Jego zdaniem Kasia była niepoprawną optymistką i zupełnie nie liczyła się z realiami. Sądził także, że to on zna lepiej swoich kolegów z klasy i wie, do czego mogą być zdolni. Darek bardzo lubił Kasię i nie chciał, by z powodu zachowania się swoich kumpli dziewczyna przeżywała jakieś przykrości. Dla większej pewności postanowił porozmawiać z nimi i poprosić ich, by dali sobie spokój z popisami.

III

Gdy przyszedł Darek, u Kasi było już kilka osób. Wyprzedziły go dziewczyny: Natalka, która pomagała Kasi w organizacji przyjęcia, oraz Iga i Ula. Na miejsce dotarli już także Antek i Oskar. Pozostałe osoby też nie dały na siebie długo czekać i wkrótce mieszkanie wypełniło się kolegami z klasy. Najdłużej zwlekał z przyjściem Mistrz, który w towarzystwie Bartka i Wojtka spóźnił się pół godziny.

— Nie byłbyś sobą, gdybyś się nie spóźnił — zagadnął Mistrza Mariusz.

— A ty nie byłbyś sobą, gdybyś się nie czepiał — odpowiedział w zastępstwie chłopaka Bartek.

— Pełnisz funkcję rzecznika czy jak? — odpowiedział pytaniem Mariusz.

Sam Mistrz milczał i tylko chłodno spojrzał na niego.

— A może przeziębiłeś się i masz chrypę — ciągnął dalej Mariusz z kpiącym uśmieszkiem.

— Przeziębić się pod koniec maja. Chłopie, pogięło cię — odparł z kolei Wojtek.

— Może zbyt dużo chłodnych napojów, to bardzo ryzykowane w taki upalny dzień — odpowiedział mu tamten.

Darek postanowił, że na razie będzie obojętnie przysłuchiwał się tej typowej dla jego kolegów konwersacji, tym bardziej że dziewczęta był zajęte rozmową.

Kasia, by nieco ocieplić klimat spotkania, puściła muzykę, której lubiła słuchać. Robert jednak zaczął narzekać.

— Jak możesz słuchać takich ciepłych kluchów. Może posłuchamy czegoś mocniejszego — zaproponował.

— Coś mocniejszego to ja mam w barku — dociął mu Mariusz.

— To nam przegraj — zażartował sobie z niego Wojtek. Bartek głośno się zaśmiał.

— Poza tym wydaje mi się, że jest to barek twojego ojca. Chyba nie skończyłeś jeszcze osiemnastu lat? — zapytał z kpiną w głosie Mistrz.

— No proszę, nasz monumentalny pomnik przemówił, i to w obronie zakazu spożywania alkoholu przez nieletnich — odparował Mariusz. Brawo!

— Po prostu widzę, że ten twój barek wyraźnie ci szkodzi — odpowiedział ze spokojem w głosie Mistrz.

— Dziękuję, jakoś się trzymam, za to ci twoi koledzy gadają, jakby barek nie był im już potrzebny — odparł Mariusz.

— Ale przynajmniej wiemy, do czego barek służy, w odróżnieniu od ciebie — odpowiedział Wojtek.

— To dobrze, bo nie pomylisz go ze zlewem, a takie można odnieść wrażenie po spotkaniu z tobą — odciął się Mariusz.

— Chłopcy, dajcie spokój, zamieniacie moje urodziny w docinki — przerwała tę wymianę zdań Kasia.

— My tylko tak, dla rozgrzewki — odpowiedział Mariusz.

— Tak, po prostu jak siebie widzimy, to nie możemy sobie odmówić tych serdeczności — odpowiedział Bartek.

— Trzeba dać sobie po gębie na dzień dobry. Od razu wszystko wygląda lepiej — zakończył temat Wojtek.

— A ty, Oskar, co myślisz o piciu alkoholu przez nieletnich, jesteś za czy przeciw? — zagadnął chłopaka Mariusz.

— Kpisz czy o drogę pytasz? — odpowiedział mu tamten.

— No wiesz, bo słyszałem, że ty nie pijesz — odpowiedział z szelmowskim uśmieszkiem Mariusz.

— Masz rozum, to sobie sam odpowiedz na to pytanie — odparł Oskar, chcąc zakończyć ten temat.

— No, ale jak jest z tym problemem w Biblii? — drążył temat Mariusz.

— Może w końcu zacznij ją czytać, to się dowiesz — powiedział Oskar, starając się zachować spokój. — Bo mam wrażenie, że unikasz poważniejszych lektur — dokończył uszczypliwie.

— Ty za to pewnie ograniczasz się głównie do świętych ksiąg — odpowiedział Mariusz.

— Święte księgi, jak powiadasz, stanowią korzenie naszej kultury i cywilizacji. Chyba warto je znać, dlaczego mam się tego wstydzić? — odpowiedział Oskar.

— To znaczy, co sugerujesz, że jestem człowiekiem niekulturalnym czy że nie mam korzeni? — nie dawał spokoju Mariusz.

— Ja tylko chcę cię zmobilizować, byś sam odpowiedział sobie na pytanie o to, o czym mówi Biblia — odparł Oskar.

— Za wiele ode mnie wymagasz, świętoszku — z nutką pogardy w głosie stwierdził Mariusz. — A tak poza wszystkim — zagadnął znowu po chwili milczenia — jak myślisz, Oskar, czy mógłbym zostać papieżem? — zapytał zaczepnie.

— Czy z tobą wszystko w porządku? — odparł chłopak. Czy może przedawkowałeś leki uspokajające?

— Ja tylko chcę wiedzieć, co o tym myślisz — upierał się Mariusz.

— A dlaczego chciałbyś zostać papieżem? — zapytała Natalka.

— Jak to dlaczego? — odpowiedział. — Żeby w końcu zreformować to myślenie rodem ze średniowiecza.

— O, mamy reformatora — włączył się Antek. Z tego, co mi się wydaje, nie jesteś zbyt oryginalny. Przed tobą były tłumy takich, co chcieli nieść ludziom kaganek oświaty. Z tego, co mi wiadomo, nie skończyli dobrze ani oni, ani ci, których przekonali.

— To znaczy, że co, że ktoś zrobi mi krzywdę? — zapytał Mariusz.

— Nie o tym akurat myślałem. Mówiłem o komunizmie i faszyzmie. Wszyscy oni, podobnie jak ty, uważali religię za opium dla ludu i chcieli zbłąkanej ludzkości przynieść wybawienie od zabobonów — odparł Antek.

— Chyba nie sugerujesz, że skoro chcę zreformować Kościół, to jestem totalitarystą — odpowiedział Mariusz.

— Gdzieżbym śmiał. Ja tylko wskazuję na zbieżność intencji, twoją bezkompromisowość i chęć przerwania tego dziedzictwa wieków.

— Zapadła cisza. Lecz Mariusz nie dał się zbić z tropu i powtórnie zapytał: — To co, Oskar, doczekam się odpowiedzi?

— Tak, doczekasz się, ale dopiero jak skończysz seminarium duchowne — odparł Oskar.

— A ja mam inną propozycję dla Mariusza. Może skoro na razie nasze zabobony uniemożliwiają mu zostanie papieżem, niech zostanie antypapieżem, to dopiero fucha — powiedział Antek.

— Tak jest — podchwycił Robert. — Ciągle pierwsze strony gazet, wywiady, zdjęcia, a być może, co zależy od talentów, które posiadasz, także koncerty i sesje nagraniowe. Innymi słowy, prime time we wszystkich mediach.

— Tobie w głowie tylko muzyka i koncerty, a tu chłopak ma istotny problem. Jak stać się gwiazdą siedmiu wieczorów — powiedziała Natalka.

— Trzeba przyznać, że ma niezachwiane poczucie własnej wartości — od razu papież, jakby gwiazdor popu to było za mało — włączył się do rozmowy Bartek.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.