E-book
10.92
drukowana A5
63.64
drukowana A5
kolorowa
101.22
NIEKTÓRE SZLACHECKIE MAŁO ZNANE RODY

Bezpłatny fragment - NIEKTÓRE SZLACHECKIE MAŁO ZNANE RODY

HISTORIE RODZINNE

Objętość:
526 str.
ISBN:
978-83-8126-286-6
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 63.64
drukowana A5
kolorowa
za 101.22

Wstęp

Po wydaniu książki „„Ród BEJNAR -BEJNAROWICZ „” Postanowiłem napisać drugą książkę p.t. „„Rody kresowe drobnoszlacheckie mało znane „” część II tom I. Materiały zbierałem dość długo, kilka lat. Nie będzie to książka tylko o rodach wołyńskich ale przede wszystkim. Między innymi jeszcze o rodzie Bejnar, Kierdej-Kierdejko -Kierdejowicz, Ród Ławrynowiczów -Ławryn, Beyzymów, Giedroiciów i kilku innych. Ponadto, wobec ogromu spustoszenia, jakich dokonała ostatnia wojna w naszych archiwach -należało dotrzeć do innych zagranicznych archiwów np. litewskie, ukraińskie, białoruskie, łotewskie. Po roku 1945 potomkowie dawnych rodów drobnoszlacheckich byli wypędzeni z ojczystych siedzib, prześladowani, więzieni, mordowani, wysyłani do łagrów. Po wydaniu „„Rodu Bejnarów „” nadchodzić zaczęły gratulacje, zaczęły też przychodzić kroniki rodzin, dużo rodzin prosiło mnie o jakieś informacje rodzinne. Ale też zauważyłem pewną zazdrośc w śród rodziny, sąsiadów, znajomych cytat „” on napisał książki naprawdę … „” kto komu broni pisać ile to pracy, nie spanych nocy itd. Zazdrość to coś strasznego, co tu zazdrośćić może chodzi o pieniądze pewnie też zarobił … Na czym? Teraz nikt nie kupuje książek Chyba że sam autor. STRASZNE RZECZY. Kilka osób poprosiło mnie abym wspomniał o ich rodach w swojej książce. Więc to zrobiłem. I jeszcze jedna sprawa nawiązałem kontakt mailowy ze światowej sławy genealogiem Stanisławem Duminem obiecał mi że przejrzy dokumenty odnośnie rodowodu Bejnarów i Ciukszów a wiem że ma możliwośći ale o tym w następnym III tomie wydawniczym. Narodziny Kresów.

Po wydaniu książki „„Ród BEJNAR -BEJNAROWICZ „” Postanowiłem napisać drugą książkę p.t. „„Rody kresowe drobnoszlacheckie mało znane „” część II tom I. Materiały zbierałem dość długo, kilka lat. Nie będzie to książka tylko o rodach wołyńskich ale przede wszystkim. Między innymi jeszcze o rodzie Bejnar, Kierdej-Kierdejko -Kierdejowicz, Ród Ławrynowiczów -Ławryn, Beyzymów, Giedroiciów i kilku innych. Ponadto, wobec ogromu spustoszenia, jakich dokonała ostatnia wojna w naszych archiwach -należało dotrzeć do innych zagranicznych archiwów np. litewskie, ukraińskie, białoruskie, łotewskie. Po roku 1945 potomkowie dawnych rodów drobnoszlacheckich byli wypędzeni z ojczystych siedzib, prześladowani, więzieni, mordowani, wysyłani do łagrów. Po wydaniu „„Rodu Bejnarów „” nadchodzić zaczęły gratulacje, zaczęły też przychodzić kroniki rodzin, dużo rodzin prosiło mnie o jakieś informacje rodzinne. Ale też zauważyłem pewną zazdrośc w śród rodziny, sąsiadów, znajomych cytat „” on napisał książki naprawdę … „” kto komu broni pisać ile to pracy, nie spanych nocy itd. Zazdrość to coś strasznego, co tu zazdrośćić może chodzi o pieniądze pewnie też zarobił … Na czym? Teraz nikt nie kupuje książek Chyba że sam autor. STRASZNE RZECZY. Kilka osób poprosiło mnie abym wspomniał o ich rodach w swojej książce. Więc to zrobiłem. I jeszcze jedna sprawa nawiązałem kontakt mailowy ze światowej sławy genealogiem Stanisławem Duminem obiecał mi że przejrzy dokumenty odnośnie rodowodu Bejnarów i Ciukszów a wiem że ma możliwośći ale o tym w następnym III tomie wydawniczym. Narodziny Kresów.

mapa pow. Brasławskiego
mapa Inflant Polskich

Kresy to pojęcie stosunkowo nowe. Najpierw dotyczyło Kresów „prawdziwych” — ukrainnych — Dzikich Pól, gdzie rzeczywiście łańcuch stanic w rodzaju Chreptiowa wyznaczał niegdyś państwowe władztwo Rzeczypospolitej na rozległych pustkach osadniczych, zaczynających się na południe i wschód od linii: Kamieniec Podolski — Bracław — Humań — Czehryń — Putywl. Jak pisano, podając nieco legendarną etymologię samego słowa: „Kresami zwano stanowiska wojskowe […] rozstawione na pobereżach Podola i Ukrainy, jako straże graniczne od napadu Tatarów i Hajdamaków […]. Ponieważ służbę taką odbywano kolejno, na zmianę, czyli jak komu wypadła kreska, kresa, więc i stąd nazwa poszła […]. Ponieważ linja [sic!]) czatowni pogranicznych, ciągnąca się przez stepy od Dniestru, była łańcuchem takich stójek wojskowych, więc w mowie potocznej przyplątano czasem do nazwy kresów znaczenie granicy Rzplitej od Zaporoża, Tatarów i Wołoszczyzny.

W istocie jednak w owym czasie pojęcia Kresów, w dzisiejszym rozumieniu, tego słowa nie było. Jego substytut stanowiła Ukraina (rozumiana wówczas jako określenie geograficzne, a nie etniczne, czyli województwa kijowskie, bracławskie i czernihowskie; naturalnie występowała istotna różnica między metropolitalnym Kijowem — historyczną stolicą Rusi — a rzeczywiście kresowym Kudakiem czy Zaporożem. Kresami było także Podole z jego legendarną warownią w Kamieńcu Podolskim — „barbakanem bramy do Rzeczypospolitej”. Można by więc zaryzykować twierdzenie, że kresowość dotyczyła tych ziem, które raczej częściej niż rzadziej doświadczały najazdów tatarskich (a nie moskiewskich), i których chłopi, z racji wymuszonego tą okolicznością obeznania z bronią i wojaczką, należeli do kategorii „nieposłusznych”, Kresy pierwotnie były zatem raczej południowo-wschodnie niż wschodnie i stanowiły pas ziemi między Dniestrem a Dnieprem– pogranicze z dominiami osmańskimi, a nie z Moskwą. W odróżnieniu od Rusi Litewskiej (dzisiejszej Białorusi), Ruś Koronna (Ukraina) do 1654 roku nie miała stałego doświadczenia najazdów moskiewskich, nie została nimi „zaszczepiona”, nie nabyła odporności na „uwiedzenie wspólną grecką wiarą”, na które Rusini litewscy byli wówczas odporni. Konflikt o Kresy ukrainne był bowiem pierwotnie konfliktem ze światem islamu — z imperium osmańskim i z Tatarami. Dopiero w 1654 roku odwieczna walka Litwy z Moskwą rozszerzyła się na południowe krańce Rzeczypospolitej, co zdominowało ich historię i sprawiło, że w kolejnych stuleciach nazwa Kresów została rozciągnięta także na pogranicze litewsko-moskiewskie.

Samo pojęcie Kresów pojawiło się w kulturze polskiej stosunkowo późno. Wprowadził je dopiero w 1854 roku Wincenty Pol, który użył tego terminu w jego staropolskim — ukrainnym — znaczeniu w rapsodii rycerskiej Mohort. Wcześniej — w okresie Rzeczypospolitej Obojga Narodów — nie miało ono racji bytu, zaprzeczałoby bowiem istocie unii dwóch narodów obywatelskich — „Litwinów” i „Koroniarzy”, z których żaden nie był kresową ludnością państwa należącego do drugiego z nich.

WOJ. WILEŃSKIE

Wilno — stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednego z państw składowych Rzeczypospolitej — czy Kijów — stolica prawosławia ruskiego (nie mylić z rosyjskim, tzn. moskiewskim) — nie były kresami. Stołeczność i kresowość wykluczają się wzajemnie — wszak Edynburg nie jest miastem kresowym Anglii, lecz stolicą Królestwa Szkocji. Grodno — miasto sejmów Rzeczypospolitej, położone w samym jej centrum — także nie było kresami. Do pogranicza zaliczały się Połock, Witebsk i Smoleńsk, ale były to jednocześnie stare centra krystalizowania się państwowości tej części Rusi, która uniknęła mongolskiego jarzma, weszła natomiast w alians z Litwą i stworzyła Wielkie Księstwo Litewskie — państwo w swej kulturze, dominującym języku i religii wschodniosłowiańskie, a nie bałtyckie — wynik unii Wilna z Połockiem, Gniezno w ramach Rzeczypospolitej, w porównaniu do centralnie położonego Grodna, mogłoby uchodzić za kresy zachodnie, ale czyż stara stolica może być kresami? Podobnie było z Połockiem, póki elity litewsko-ruskie nie uległy polonizacji, ta zaś postępowała gwałtownie dopiero od czasu ich zdziesiątkowania w wyniku najazdu moskiewskiego w latach 1654–1667.Połock mógł być kresami dla Polaków-Koroniarzy, ale nie dla Litwinów-Rusinów, dla których był odpowiednikiem Gniezna.

W ten oto sposób pojęcie kresowości splotło się w naszych rozważaniach ze świadomością narodową i państwową. Ta zaś nie jest przez obecne pokolenie Polaków rozumiana w odniesieniu do dawnych realiów Rzeczypospolitej. Jej naród polityczny — szlachta-obywatele — był wszak wieloetniczny. W polskości, podobnie jak w brytyjskości, mieściły się świadomości narodowe mniejszych wspólnot. Bycie Litwinem (Szkotem), bez względu na to, czy mówiącym po polsku (angielsku), czy po białorusku, czy wreszcie po litewsku (w gaelic), nie przeszkadzało w byciu Polakiem (Brytyjczykiem). Dlatego jedno z najsłynniejszych zdań w języku polskim brzmi: „Litwo, ojczyzno moja” i rozpoczyna opis tęsknoty za białoruską w swej etniczności Nowogródczyzną. Bycie Koroniarzem nie rozstrzygało jeszcze o tym, czy było się Lachem, jak Zamoyski, czy Rusinem, jak Wiśniowiecki, z dodatkową kategorią gente Rutheni, natione Poloni (rodu ruskiego, narodu polskiego).Póki istniał tak pojmowany naród polityczny, póty pojęcie kresowości nie mogło dotyczyć Kresów w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Kresowość, jaką znamy, zaczęła się kształtować dopiero po 1863 roku, a wyłoniła się wyraźnie po roku 1918. Wcześniej, choć od 1795 roku linia Bugu oddzielała kordonem tereny zagarnięte przez Rosję od tych, które znalazły się pod panowaniem Prus i Austrii, a od 1815 roku stanowiła granicę Królestwa Kongresowego, to, co leżało na wschód od owej linii, nazywano Ziemiami Zabranymi, a nie Kresami.

Lwów po 1867 roku — gdy pobita przez Prusy Austria przekształciła się w Austro-Węgry, które w kolejnych latach nadały szeroki zakres autonomii zagarniętej przez siebie części Rzeczypospolitej — stał się stolicą owej autonomicznej prowincji Galicji i Lodomerii: siedzibą jej władz administracyjnych i sejmu krajowego, trzech metropolii kościelnych (rzymskokatolickiej, greckokatolickiej i ormiańskokatolickiej), opery, uniwersytetu i politechniki oraz ważnym centrum handlowym ze słynnymi targami lwowskimi. W warunkach rusyfikatorskiej polityki Hurki i Apuchtina w zaborze rosyjskim oraz germanizacyjnych wysiłków Hakaty w pruskim gród nad Pełtwią stał się najpotężniejszym ośrodkiem swobodnego rozwoju kultury polskiej, z którym Kraków wprawdzie konkurował, ale czy wygrywał, co do tego można by mieć wątpliwości. W tych okolicznościach trudno, aby ktoś myślał o Lwowie jako o mieście kresowym, chyba że był Austriakiem i mieszkał w Wiedniu.

Wyodrębnienie w 1912 roku z Kraju Przywiślańskiego Chełmszczyzny i włączenie jej do generał-gubernatorstwa kijowskiego, wraz z pamięcią o krwawych prześladowaniach unitów na tym obszarze, poszerzyło na krótko pojęcie Kresów o tę krainę[20]. Potwierdzenie decyzji Petersburga przez Berlin i Wiedeń w podpisanym z Ukraińską Republiką Ludową 9 lutego 1918 roku traktacie brzeskim, na mocy którego mocarstwa centralne przekazywały tę ziemię Ukrainie, wydawało się potwierdzać tę tendencję. Klęska państw centralnych jesienią owego roku i zwycięstwa oręża polskiego w kolejnych latach przekreśliły ją jednak ostatecznie.

Kresy swej współcześnie rozumianej kresowości zaczęły więc nabierać dopiero po roku 1918. Wilno przestało być stolicą historycznej Litwy, ta bowiem rozpadła się na Litwę Kowieńską, Litwę Środkową i Białoruś. Na lat 20 rywalizację o przynależność owego miasta wygrała Polska i weszło ono w skład Rzeczypospolitej, ale po raz pierwszy nie jako jedna z jej stolic, tylko jako miasto wprawdzie ważne kulturowo i politycznie, lecz mimo to prowincjonalne.

Lwów w latach 1918–1920 — w okresie walk z Zachodnioukraińską Republiką Ludową, która wybrała go sobie na stolicę, i w czasie wojny z bolszewikami — został ukazany polskiej opinii publicznej jako twierdza kresowa — „nowy Kamieniec Podolski” czy „nowy Zbaraż”, oblegany przez „wrażą czerń”. Centrum kulturowe polskości, które przechowało jej żywy puls w najczarniejszej nocy zaborów po powstaniu styczniowym, okazało się w krwawych miesiącach od listopada 1918 roku do marca roku 1919 wyspą w ukraińskim morzu, połączoną „groblą” kolei Przemyśl–Lwów z resztą Polski i bronioną heroicznie przez swych młodocianych żołnierzy oraz lwowskie batiary. Warszawiak żyjący pod moskiewskim butem przed 1914 rokiem mógł z zazdrością patrzeć na zanurzony w publicznie demonstrowanej polskości Lwów, z całą jego galicyjską autonomiczną stołecznością. W tej perspektywie to raczej Warszawa była kresowym miastem imperium rosyjskiego, a nie Lwów takimż grodem Polski. Po 1920 roku perspektywa ta uległa odwróceniu. Kresowość musi bowiem być definiowana w odniesieniu do centrum — do stołeczności — jako jego przeciwieństwo. Nie istnieje bowiem kresowość stołeczna, choć istnieje stołeczność kresowa, przynależna po 1921 roku Wilnu na północy, Pińskowi w centrum i Lwowowi na południu, a w stosownym wymiarze także innym wojewódzkim miastom świeżo wyłonionym na mapie mentalnej Polski Kresów Wschodnich w ich trwającym do dziś rozumieniu.

Kresy Wschodnie to kresy II Rzeczypospolitej, narodziły się zatem mentalnie wraz z nią, choć proces ich powstawania trwał od 1864 roku — odkąd naród polityczny I Rzeczypospolitej zaczął się na dobre rozpadać na odrębne narody, tworzone na podstawie podziałów etnicznych. Wówczas to ci z jej dawnych mieszkańców, którzy uznali się za Polaków, na Kresach właśnie zaczęli czuć się otoczeni przez obcy etnicznie żywioł. Ewolucja ta przeszła w stan rewolucji — zmiany gwałtownej w latach 1917–1921, gdy wojna i bolszewizm doprowadziły dwory szlacheckie — centra kultury polskiej na tych ziemiach — do zagłady (za granicą ryską) lub zagładę im przed oczami postawiły. „Na ziemi naszej niby, a już nie naszej, w kraju rodzonym, nad wszystko drogim, a już obcym” — pisał Melchior Wańkowicz we wstępie do pamiętnika Zofii Wańkowiczówny o rozlewaniu się bolszewickiej rebelii na Mohylewszczyźnie, na wschodzie Białorusi, gdzie w niemal sąsiedzkim powiecie przodkowie Wańkowiczów żyli od wieków i gdzie byli autochtonami.

Pokój ryski określił wschodnie granice II RP, ale Kresy penetrowane przez bolszewicką dywersję płonęły nadal, co podkreślało ich kresowość, aż dopiero utworzenie KOP w 1924 roku zaprowadziło tam polski ład państwowy. Kresy podzieliły się wówczas na bezprzymiotnikowe — nazwijmy je „bliższymi” — tzn. te, które znalazły się w granicach odrodzonej Rzeczypospolitej, i Kresy „dalsze” — utracone na rzecz Rosji/ZSRR. Nazwa ta zaczęła także być stosowana w narracji historycznej w odniesieniu do ziem wschodniego pogranicza I Rzeczypospolitej. Ta ostatnia także miała swoje Kresy „bliższe” — na Wschód od Dźwiny — i „dalsze” — ziemie utracone w latach 1654–1667 na rzecz Moskwy, tj. Smoleńszczyznę, Siewierszczyznę, Czernihowszczyznę, Zadnieprze i Zaporoże, a okresowo (1672–1699) także okupowane przez Turków Podole. Nazywano je jednak wówczas, tzn. w wieku XVII, łacińskim terminem avulsa — ziemie oderwane, których odzyskanie dla Rzeczypospolitej winno być nakazem jej polityki[, zrealizowanym w odniesieniu do Imperium Osmańskiego i pozostającym gasnącym marzeniem w stosunku do potężniejącej Rosji.

Lata międzywojenne utrwaliły ten obraz mentalny. Polska wyraźnie dzieliła się na Polskę A i Polskę B, a przynależność do tej drugiej była tożsama z kresowością. Narodowy, etnicznie polski charakter państwowy odrodzonej Rzeczypospolitej różnił ją zasadniczo od jej ponadetnicznej obywatelsko-republikańskiej poprzedniczki Obojga Narodów. W tym kontekście tereny, które „wymagały umocnienia żywiołu polskiego”, były oczywiście Kresami. Problemy z legalnym i nielegalnym (UWO, OUN ukraińskim ruchem narodowym, terroryzm OUN w Galicji Wschodniej i jego pacyfikowanie, tworzenie ruchu szlachty zagrodowej i akcja „rekatolizacji” cerkwi, kłopoty z komunizującą białoruską Hromadą oraz ciągłe pretensje litewskie do Wilna — to wszystko czyniło z ziem wschodnich przedmiot rywalizacji — walki koniecznej do ich utrzymania i umocnienia się na nich. Odróżniało to je od ziem ówczesnej Polski centralnej. Jednocześnie Kresy przechodziły okres, wspomnianej wyżej, naturalnej prowincjonalizacji względem Warszawy. Innymi słowy: stawały się Kresami w każdym możliwym wymiarze — były zapóźnionym cywilizacyjnie, zagrożonym pograniczem o odmiennej od prowincji centralnych strukturze etnicznej i religijnej, generalnie z przewagą żywiołu niepolskiego.

WOŁYŃ TO TEŻ KRESY

Ewolucji pojęcia „Kresy” dopełnia ich martyrologia czasu II wojny światowej, a w jej wyniku — ostateczna ich utrata. Kresy zostały głęboko (Wileńszczyzna, Nowogródczyzna i Grodzieńszczyzna) lub niemal całkowicie (Galicja i Wołyń) zdepolonizowane. Dominacja kulturowa, ekonomiczna i polityczna Polaków na tych obszarach przestała istnieć. Tradycja kresowa zaś została w czasach sowieckiej dominacji nad Polską zepchnięta do pamięci prywatno-rodzinnej i — z nielicznymi wyjątkami — wyrzucona z przestrzeni publicznej. Ziemie, które Polska utraciła na wschodzie w wyniku decyzji jałtańsko-poczdamskich, w sposób ostateczny zostały określone terminem „Kresy”, którego ewolucja w ten sposób została ukończona.

Legenda Kresów

Kresy są polską krainą romantyczno-heroicznych niesamowitości, niczym Szkocja w powieściach Waltera Scotta. To tam — nad Dzikimi Polami, w stepowych burzanach — wzrastały samotne kurhany dawnych bohaterów, pod którymi dziad lirnik wieszczył przyszłe dzieje Rzeczypospolitej lub opowiadał o jej dawnej chwale. Tam też upiory i strzygi ukrainne, białoruskie dziady oraz nowogrodzkie świtezianki straszyły zbłąkanych wędrowców lub wystawiały na próbę męstwo nieustraszonych rycerzy z poematów naszych wieszczów i całej czeredy mniej popularnych poetów. Polska literatura, w tym zwłaszcza poezja romantyczna, dorobiła się wręcz całej szkoły kresowej, ze szczególnym wyodrębnieniem szkoły ukraińskiej, opiewającej urodę tej kresowej krainy.

Na legendzie kresowych bojów wychowały się pokolenia Polaków. Pierwszymi kresowymi rycerzami w powszechnej wyobraźni byli zagończycy, „wygniatający” czambuły pustoszące kraj i uprowadzające w jasyr rzesze jego mieszkańców. „Cny Chmielecki, mężu sławny, jakiego czas nie miał dawny, nie jeden wiek, nie dwa minie, a twa sława nie zaginie”[39] — śpiewano w XVII wieku o słynnym regimentarzu wojsk ukraińskich, wojewodzie kijowskim, chorążym bracławskim, staroście owruckim i taborowskim — Stefanie Chmieleckim[40]. Tam sławę wojenną i popularność polityczną zdobywali wraz z koroną — dla syna — Jeremi Wiśniowiecki, a dla siebie — Jan III Sobieski, prawnuk hetmana Stanisława Żółkiewskiego i jego mściciel. Tam rosła legenda konfederacji zawiązanej wszak w Barze na Podolu, a będącej pierwszym powstaniem narodowym Polaków przeciw Rosji w obronie niepodległości Rzeczypospolitej. W kolejnych powstaniach legendami obrastały wyczyny kresowych partyzantów, od Karola (ojca) i Edmunda (syna) Różyckich, podnoszących sztandar walki na Wołyniu odpowiednio w roku 1831 i 1863,po Emilię Platerównę, Walerego Wróblewskiego i Zygmunta Sierakowskiego, walczących na Litwie i Białorusi pierwsza w 1831 roku pozostali zaś w roku 1863. Przedłużeniem tego nurtu kresowej legendy były walki Legionów Polskich pod Kostiuchnówką, nad Stochodem, pod Rafajłową i Rarańczą, a i Rokitna, mimo położenia na Bukowinie, także mieściła się w tej legendzie.

Sienkiewiczowska Trylogia na dawne mity nałożyła uwodzicielską wizję literacką, która Ziemie Zabrane bezapelacyjnie umieściła w świecie patriotycznych legend o „rycerstwie znad kresowych stanic”. Tą legendą żyło już pokolenie niepodległości, a wywodzący się z niego ochotnicy polskiego czynu zbrojnego lat 1914–1921 z upodobaniem wybierali na swe pseudonimy miana „Kmicica”, „Babinicza” czy „Skrzetuskiego” (obyczaj ten kontynuowany był potem w AK); gdy zaś los wojenny rzucił ich na zmitologizowane tereny kresowe, czuli, jak idą śladami swych patronów i bohaterów[49]. Orlęta Lwowskie w powszechnym odczuciu polskiej opinii publicznej nie walczyły wszak z Halicką Armią[50], lecz z „czernią” oblegającą ich niczym wiśniowiecczyków w Zbarażu.

W okresie międzywojennym legenda Kresów zaczęła nabierać charakteru sentymentalno-krajoznawczego, symbolizowanego przez „Polesia czar” oraz „szum Prutu i Czeremoszu” „przygrywający Hucułom”. Była to również kraina malowniczych ruin dawnych fortec, dostarczająca niezliczonych uroków entuzjastom rodzącej się turystyki, a jej kultura dworkowo-pałacowa pozostawała żywym nurtem kultury polskiej w ogóle, popularyzując kresową specyfikę i legendę. Śpiewny akcent gwar kresowych nie był przy tym mową niezwykłą — sentymentalno-filmową, jak dziś. Mówiło nim pół Polski, włącznie z Naczelnikiem Państwa Józefem Piłsudskim.

Kresy — ziemia obiecana

Blaise de Vigenère, francuski kryptograf i podróżnik z XVI wieku, pisał: „Ukraina jest to ziemia obiecana, którą Pan Bóg obiecał narodowi żydowskiemu. Kto raz tylko pobujał na Ukrainie, ten już nie może rozłączyć się z nią, bo ona przyciąga każdego, jak magnes żelazo. Ukraińskie niebo śmieje się i wabi człowieka do siebie. Wszędzie rosną drzewa owocowe i winorośl. W starych dębach i bukach roje pszczół i trzmieli. Zwierzyny w lasach i polach tak dużo, że żubry, dzikie konie i jelenie zabijają tylko dla skóry. Dzikie kozy zabijają tysiącami, na rzekach pełno gniazd bobrowych. Ptactwa jest tyle, że wiosną chłopcy napełniają całe czółna jajami dzikich kaczek, gęsi, żurawi i łabędzi. Psy karmią mięsem i rybą. Na Podolu wystarczy zaorać jeden raz i siać ziarno, urodzi się dwa razy. W jednym roku mogą być dwa albo trzy zbiory”. Tak wyglądały Kresy Rzeczypospolitej w końcu XVI wieku w oczach przybysza z Francji, która jeszcze nie sięgała po miano centrum cywilizacji europejskiej i gdzie z braku lepszej strawy lud jadł żaby i ślimaki. W stanie oszołomienia bogactwem kraju nietrudno było o przerysowanie. Mit bogactwa jako daru natury na Kresach, czyniącego z nich ziemię obiecaną — „krainę miodopłynną” — trwał jednak przez wieki, także w Polsce.

„Po majątki na Podole pułk 12 rusza w pole” — głosi żurawiejka 12 Pułku Ułanów Podolskich z Białokrynicy pod Krzemieńcem na Wołyniu. Jest w tym echo zarówno legendy kresowych dworków — jako centrów majątków i symboli pożądanej przez wielu przynależności do ziemiaństwa, tradycyjnej elity politycznej i kulturalnej kraju — jak i świadomości, że prawdziwe majątki warte tej nazwy znajdują się na ukraińskich czarnoziemach, a nie na bagnistym Polesiu czy piaszczystej Wileńszczyźnie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 63.64
drukowana A5
kolorowa
za 101.22