E-book
13.65
drukowana A5
34.72
Niestniejący

Bezpłatny fragment - Niestniejący


Objętość:
139 str.
ISBN:
978-83-8126-941-4
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 34.72

Lea

— Kolejny nic niezapowiadający się dzień. Nudno jak zawsze, ani nie ma gdzie wyjść, ani z kim się spotkać. Wieczna nuda panująca w tym mieście powoli doprowadza mnie do obłędu. Znudziło mi się już spoglądanie na ten sam krajobraz miasta. Te same budynki, ci sami ludzie. Dzień w dzień to samo. Tak, może po za szkołą można by coś robić. Ale co? Odwiedzanie tych samych kumpli i słuchanie w około tych samym pytań, chyba nie można zaliczyć do zbytniego urozmaicenia dnia, chociaż po za nimi i tymi rozmowami naprawdę nie ma, co robić. Dobrze, że w byłej szkole organizowana jest dyskoteka, przynajmniej będzie można trochę się poruszać. I nie ma się, czym przejmować, że idę sam. Przecież będzie tam na pewno trochę znajomych, a może uda się poznać kogoś nowego. Chociaż szczerze mówiąc, nikt taki do szczęścia nie jest mi potrzebny. Może i nudno, może i życie płynie sobie monotonnym nurtem, ale nie można znowu tak narzekać, przecież mogło być gorzej.


Na dyskotece:


— Przepraszam, kim jesteś?

— Mam na imię Lea. A ty jak masz na imię?

— Kerios. Ale czemu mi się tak przypatrujesz?

— A czemu by nie?

— No, to raczej jest dziwne. Taka ładna dziewczyna wpatruje się w takiego przeciętniaka jak ja.

— Może i dziwne dla ciebie, ale dla mnie nie. Zauważyłam, że od początku zabawy siedzisz na tym parapecie i tylko patrzysz, jak inni się bawią. Czemu się nie bawisz?

— Czekam, jak to się mówi, na odpowiedni czas.

— A czy teraz może być taki?

— A dlaczego pytasz?

— Chciałam z tobą zatańczyć.

— Ze mną?

— Przecież do ciebie mówię.

— No dobrze, przepraszam za moje zaskoczenie, ale jakoś nigdy wcześniej nie zdarzało mi się takie coś. Nawet nie wiedziałem, że zostałem przez kogoś tu zauważony.

— A jednak cię wypatrzyłam. Chodź potańczymy trochę.


Kerios poszedł bez słowa za brązowowłosą dziewczyną, nadal wpatrując się w nią, jak w zjawę. Tańczył przed nią i już nie przejmował się otaczającymi ich ludźmi, nie interesowało go w tym momencie nic po za Leą, która z nim tańczyła. Cały czas wpatrywał się w nią, jak w ducha. Ale ona nie była duchem, była namacalna. Mógł ją dotknąć, poczuć, mógł usłyszeć jej słowa. Ona była prawdziwa, a on cały czas myślał, że śni piękny sen, i że w momencie ostatniego dźwięku ona zniknie, a on obudzi się na parapecie okna. Tak jednak się nie stało. Skończyła się piosenka, a ona była przed nim, nie zniknęła. Z głośników wydobyła się ballada. Kerios lekko speszony zapytał się ponownie Lei :


— Czy i ten taniec mogłabyś mi ofiarować?

— Pewnie, że tak. Z miłą chęcią zatańczę z tobą.


Gdy już tańczyli pytał dalej:


— Powiedz mi proszę skąd jesteś? Pytam, gdyż widzę cię tu po raz pierwszy.

— Cóż, na to pytanie nie mogę chyba odpowiedzieć.

— A dlaczego? Czy to jakaś tajemnica?

— Nie o tajemnice chodzi.

— A więc, o co?

— Kerios, wiesz polubiłam cię.. Tak naprawdę obserwowałam cię już jakiś czas, ale dopiero teraz odważyłam się podejść do ciebie

— Obserwowałaś?

— Tak, jak powiedziałam. Nie mogę powiedzieć skąd i jak. Jeszcze nie czas byś się tego dowiedział.

— Dowiedział? Ale tajemniczo do mnie mówisz. Wpierw pojawiłaś się, jakby z pod ziemi, a teraz nie możesz powiedzieć skąd jesteś. No i jeszcze to, że mnie obserwujesz. Powiedz mi, o co w tym wszystkim chodzi?!

— Przepraszam cię, ale naprawdę nie mogę. Kiedyś naprawdę dowiesz się wszystkiego, ale jeszcze nie teraz. Nie martw się, nic złego ci się nie stanie.

— Dobrze. Ale obiecujesz, że kiedyś mi to wszystko wyjaśnisz?

— Tak, obiecuje. Ale zobaczysz, że prawda powoli będzie odkrywać przed tobą tajemnicę, jaką w sobie kryje. Ale coś widzę, że się denerwujesz. Dlaczego? Czy to takie niezwykłe rozmawiać ze mną?

— Myślisz, że to u mnie normalne. Dziewczyny nie na co dzień chcą ze mną rozmawiać. Prędzej szukają jakiegoś pretekstu, żeby uciec gdzieś ode mnie. Dlatego tak bardzo zdziwiłem się, gdy podeszłaś do mnie i zaczęłaś do mnie mówić. W ogóle nie jestem do tego przyzwyczajony, ani tym bardziej, żeby do mnie podchodziła aż tak ładna dziewczyna.

— Oj Keriosie, chyba lubisz mówić komplementy?

— Ja? Przecież normalnie mówiłem. Nic a nic nie zmyślałem, naprawdę tak jest.

— I na co dzień, nie mówisz takich słów dziewczyną?

— Ale przecież normalnie powiedziałem. Stwierdziłem tylko fakt oczywisty.

— Powiedz mi tak szczerze Keriosie, ty zawsze tak odnosisz się do kobiet? Zawsze mówisz im takie miłe słowa?

— Czy się odnoszę? Mogę powiedzieć, że nie wiem, gdyż nie miałem jeszcze okazji bym tak mówił. Jesteś pierwszą dziewczyną, do której tak powiedziałem.

— I nie miałeś wcześniej dziewczyny, wiesz, o co chodzi?

— Nie miałem, jakoś nie było okazji. A i z kim? Oczywiście ta czy tamta podobały mi się, ale żeby się z nimi współistnieć. Raczej nie.

— Współistnieć? Czemu tak mówisz?

— A jak mam mówić? Nie lubię słów takich jak chodzenie czy spotykanie. Bo na przykład, jeżeli ktoś mówi, że się z kimś chodzi, to dla mnie to jest to samo, jak to, że teraz ja chodzę z tobą, bo nic innego nie robimy tylko chodzimy, czyli stawiamy kroki. A jeśli chodzi o spotykanie się, to też jest to samo, co teraz robimy, czy też gdybyśmy się widzieli kilka razy, to też powiedziałbym, że się spotykamy. Dlatego współistnienie jest najlepszym określeniem, gdyż kobieta, z którą jestem, staje się częścią mojego życia, czyli niejako współistniejemy razem, stąd moje określenie.

— Pozwolisz, że zadam jeszcze jedno pytanie. Czym dla ciebie jest miłość?

— Miłość póki, co jest dla mnie czymś, czego jeszcze nie doświadczyłem. Nie wiem, czym jest tęsknota za ukochaną, czy też inne uczucia, które pojawiają, gdy miłość wypełnia serce i duszę.

— Szkoda, że nie mogę, wielka szkoda.

— Czego nie możesz?

— Że ty i ja, będziemy współistnieć. Należymy do dwóch odmiennych światów. I chociaż ty jesteś tak słodki, czy to z zewnątrz czy też z duszy, wiem, że nie będziemy razem. Nie chcę cię zranić. Dlatego nie mogę dalej tu z tobą rozmawiać. Muszę odejść, może jeszcze zobaczymy się kiedyś. Proszę wybacz mi i nie zapomnij mnie. Teraz muszę już odejść.

— A czy pojawisz się jeszcze? Czy jeszcze kiedyś cię zobaczę?

— Na pewno jeszcze się spotkamy. A teraz baw się i nie zapomnij mnie.

— Nie zapomnę, obiecuję.


I znikła. Kerios zaczął się rozglądać nerwowo wokoło siebie, poszukując pięknookiej dziewczyny. Lecz nigdzie jej nie było. Stał chwile, jakby o czymś myśląc, zamknął oczy i zaczął poruszać się w rytm muzyki. Bawił się sam, do końca dyskoteki i już mu nie przeszkadzało, że jest sam tutaj, że nikogo nie zna. Teraz tylko myślał o pięknej Lei, którą poznał.

Gdy zabawa już się skończyła, Kerios powoli zmierzał do domu i wpatrując się w gwiazdy ponownie rozmyślał:


— Ale gdzie ona jest? Kim była? Boginią? Nimfą? Zjawą, która objawia się samotnym, by niepokoić ich serca? Czy istniała naprawdę? Przecież mówiłem do niej, była niejako namacalna, a jednak znikła, jak poranna rosa, która istnieje, aż do momentu, gdy słońce obudzi się z nocnego snu. Serce do tej pory wali mi jak oszalałe, czyli ona istnieje naprawdę. Serca nie da się oszukać, ono odróżni zjawę do prawdziwej istoty. Jejku, ale mnie dławi w środku. Ale czemu? Czyżby byłaby to tęsknota? Chyba tak, bo nie mogę przestać o niej myśleć. A gdy zamknę oczy nadal ją widzę, jakby stała przede mną. I czyżby byłaby to miłość? Ale po tak krótkim czasie? Nie to chyba nie możliwe. A może tak? Sam już nie wiem co myśleć. Ona tak mi namieszała w głowie. Takiego mętliku nie miałem nigdy w głowie.


Gdy Kerios doszedł do domu rozmyślał dalej:


— Kimże była owa istota, która tak bardzo oddziałała na mnie? Wiem, że nie była to zjawa, gdyż serce poczuło, że jest to prawdziwa istota. Kimże, więc była?? Któż inny oprócz człowieka mógłby pojawić się pod postacią ludzką? A jeśli to była? Nie, to nie możliwe. Czyżby ona była boginią? Tylko one istnieją pod ludzką postacią i one tylko mogą zejść na ziemię. Ale czemu akurat spotkała się ze mną? Czemu nie wybrała jakiegoś mędrca, by mu się objawić? Czemu akurat wybrała mnie? Ale co ona powiedziała, że nie należymy do tych samych światów i chociaż ona chciałaby być ze mną, to nie może. Szkoda, tak pięknej kobiety jeszcze w życiu nie widziałem. Trudno się dziwić przecież to była bogini. Ale czy to możliwe, żeby, powiedzmy miłość mogła po tak krótkim czasie zaistnieć? Czy po tak krótkiej rozmowie, ona naprawdę myślała, że się we mnie zakocha? To chyba nie mogła być prawda. No dobrze, teraz już mniejsza o to. Co też miałem robić? A rzeczywiście, już pamiętam. No dobra, muszę iść.


Minęły zaledwie dwie godziny, a Morfeusz nadal nie chciał zamknąć jego oczy:


— Nie, to nie może być. Ona cały czas siedzi mi w głowie. Czy cały czas będę teraz myślał o niej? Czy już tak będzie cały czas, że czy to noc czy dzień będę za nią tęsknił? Tęsknił? Tęsknota jest oznaką uczucia, tak, więc muszę ją darzyć uczuciem. Ale jakie to uczucie? Miłość? No tak, miłość to wielkie słowo, na razie mną rządzą emocje. No, ale tęsknota przeważnie równa się miłością. Może to, więc ona? Jeśli tak, to będzie jednostronna. Ona przecież jest boginią, więc ja, jako śmiertelnik nic nie mogę. Nie przypominam sobie, by jakiś śmiertelnik spotykał się z boginią. I na pewno sobie nie przypomnę, chociaż w liceum uczą nas mądrych słów. Zwłaszcza, że nasz opiekun Antoniusz IV, zawsze nam mówi różne mity, ale i tak nikt nie wie ile jest w tym prawdy. No, ale już późna pora, trzeba iść spać. Ciekaw jestem, czy moje serce dalej będzie tęsknić za Leą, a najciekawsze jest, czy ją jeszcze kiedyś spotkam?

Dobranoc Orionie, czuwaj nad moim snem. Tyś jest strażnikiem nocy, więc strzeż mnie od złych mocy.


Kilka tygodni później nic się nie zmieniło:


— Już tyle czasu minęło, a ja ją wciąż wspominam. Jej cudowne usta, które niejednego mogłyby wynieść na niebiosa. Jej oczy, piękne i ta ich głębia, w której człowiek chciałby się zanurzyć. Ciało nie powtarzalne, doskonałe, niczym z marmuru wyrzeźbione przez najlepszego mistrza. Włosy wydawały się być miękkie i puchowe i pofalowane, jak morze. Tak, bardzo dobrze ją pamiętam. Może i nie była to miłość, lecz jej pojawienie sprawiło, że moje serce po raz pierwszy w moim życiu poczuło, czym jest miłość, a raczej zadatek. To dzięki niej spoglądam na kobiety całkiem innym okiem niż wcześniej. Teraz widzę ich piękno. Kobiety już nie są dla mnie tym, czym kiedyś były, teraz to istoty, które są karmą dla moich zmysłów.

Tylko, że na razie moje zmysły są bardzo głodne, gdyż od czasu, jak poznałem cudną boginię, w moim życiu nie pojawiła się żadna kobieta. Czy już tak będzie, że miłość lub też uczucia będę ofiarował tylko boginią? Czy żadna śmiertelniczka nie będzie wstanie zakochać się w takim człowieku jak ja? A może za szybko to wszystko się toczy? Może za szybko chce się spotykać z inną dziewczyną, by zapełnić pustkę po niej?

Może Los tak chciał, że miłość moja będzie skazana na cierpienie i nie znajdzie ukojenia u boku śmiertelniczki, tylko będzie wciąż tęsknić za nieosiągalnymi kobietami?

Jak będzie wyglądała moja przyszłość? Tego nikt nie wie, gdyż przyszłość jest przecież wielotorowa i nie wiadomo, na który tor życia skieruje nas Los. Chociaż i on nie jest wszechmocny, też podlega Najwyższej Sile, także nie do końca kieruje naszym życiem. Niektórzy mu uciekają i sami kierują własnym. A ja? Cóż, jak na razie jestem jego kolejną marionetką, którą bawi się raz za czas, nie jestem aż tak silny, by wziąć życie we własne dłonie. Musi mi ktoś lub coś pomóc wyswobodzić się z jego objęcia. Póki, co jestem na niego skazany, ale któż wie może kiedyś moje wyswobodzenie nastąpi.

No, ale koniec tych rozmyślań, pora gdzieś iść. Nawet wiem gdzie, na moje cudowne „Wzgórze Odosobnienia”. Tam czuje się najlepiej. Cisza, spokój i Gaja. To dzięki nim moja dusza może odnaleźć chwilowe ukojenie.

Żądze

— O nie, przeklęte myśli znowu mnie nachodzicie, bądźcie przeklęte wy wszystkie, które od tak dawna męczycie mnie czy to w śnie, czy to na jawie.

Muszę poradzić sobie z wami, już na zawsze. Nie możecie już być częścią mnie, muszę wyniszczyć was wszystkie. Nie możecie wciąż męczyć mnie tymi wizjami, one się są dla takiego człowieka jak ja. To przez was, wszystko przez was. Mam już was dosyć. I dlaczego te przeklęte żądze wciąż chodzą razem z wami w parze?! Czy nie możecie ich pozostawić?! Przecież to tylko o nie chodzi, nie o was. Was potrzebuje, ale nie ich. Jak długo będziecie z nimi nachodzić mnie?! Przestańcie wreszcie, dajcie mi spokój, póki będziecie nachodzić mnie z nimi, nie ma miejsca we mnie dla was!!!

Wzgórze odosobnienia

— Witaj Matko Gajo, przybyłem do ciebie odszukać spokój i cisze. Ty jesteś mi jedyną opoką. Przy tobie czuję się tak bezpiecznie. Twoja moc jest wszechobecna, przecież to ty stworzyłaś życie. Jestem, więc twoim dzieckiem, dlatego proszę cię, ukój ból mojej duszy. Ona marzy i myśli cały czas o kobiecie, a raczej bogini, z którą na pewno nigdy nie będę. Jedyne, co mi pozostało, to tylko jej przepiękny obraz, który utrwaliłem w głowie i którego żadna siła nie jest wstanie zniszczyć. Och, jak bardzo chciałbym byś mi pomogła, chociaż przez ukojenie chwilowe duszy i umysłu. Tak bardzo pragnę, byś oczyściła mój umysł z tych przeklętych myśli i żądz, które mnie jakąś chwilę temu nawiedziły. Tak bardzo chciałbym, byś ze mną porozmawiała. Wiem, że niekiedy pokazujesz jedność ze mną poprzez uwidacznianie moich uczuć przez córkę twoją Aurę i za to ci dziękuję, ale tak bardzo chciałbym porozmawiać z tobą, jak z przyjaciółką, byś pomogła mi zrozumieć rzeczy, których jeszcze nie pojmuje. Proszę droga Matko, pokaż jakiś znak, który mógłby mi pokazać, że jesteś przy mnie i cały czas czuwasz nade mną.

Anarin

Gdy Kerios siedział na Wzgórzu Odosobnienia, z oddali nagle usłyszał kroki i po chwili ukazała się przed nim czarnowłosa kobieta ubrana w popielatą, delikatną suknię, która reagowała na każdy podmuch wiatru. Kerios oburzony, że ktoś pojawił się na jego Wzgórzu, wstał i tak powiedział:


— Kim jesteś? Co tu robisz? Jak znalazłaś to miejsce?

— Proszę nie lękaj się. Zaraz odpowiem na wszystkie twoje pytania. Chciałeś rozmawiać z Matką Gają, ona niestety nie może rozmawiać ze śmiertelnikami. Dlatego jestem tu w jej imieniu. Nazywam się Anarin i jestem boginią z Południowo-Wschodniej Krainy Ikrash i przybyłam, by pomóc ci w walce ze złymi myślami i towarzyszącymi jej żądzami. Wiem, ze one nachodzą cię, co jakiś czas, jeśli chcesz pomogę ci się ich pozbyć. Proszę zaufaj mi, naprawdę nie chcę cię skrzywdzić tylko pomóc

— Jesteś boginią? No ładnie, to już druga w moim życiu. Czy wy tak normalnie pojawiacie się, co chwilę w życiu zwykłych ludzi?

— Naprawdę nie rozumiem twojego pytania. Jak to, co chwilę?

— Przecież wyraźnie powiedziałem. Jakiś czas temu spotkałem boginię o nieziemskiej urodzie, która tylko na chwilę pojawiła się w moim życiu. No i od tamtej pory nie widziałem jej ani razu.

— A jak ona miała na imię?

— A czy to ważne? Ważne jest tylko to, że po krótkim czasie pojawia się kolejna „nie śmiertelniczka” i chce mi pomóc. Ale nie chcę byś odebrała mnie źle. Dobrze, że się pojawiłaś, pragnąłem bardzo z kimś porozmawiać.

— Cieszę się, że moje przybycie nie będzie nadaremne.

— Jeśli przybyłaś mi pomóc, to proszę powiedz mi, jak mam sobie poradzi, z tymi myślami, które mnie nachodzą?

— Drogi Keriosie, do tej pory nie miałeś, jakby sposobności na uwolnienie myśli, które niekiedy zapełniały ci umysł. Potrzebujesz je uwolnić i najlepszym sposobem jest, byś zaczął je spisywać na kartę papieru. Wtedy być może jakoś je zrozumiesz, może wtedy pojmiesz, czemu w takiej ilości cię nachodzą.

— Spisywać na papier? Tak swobodnie, co w danym momencie będzie mnie męczyło?

— Tak dokładanie tak. Twój ojciec spisywał, gdy miał mniej więcej tyle lat, co ty, również pisał, czy nie tak?

— Ale on pisał wiersze. To całkiem, co innego.

— Wcale nie. Czemu i ty nie możesz tak samo robić?

— Ja i pisanie wierszy? W życiu żadnego nie napisałem.

— Może, więc trzeba spróbować? Zobaczysz, że jeśli zaczniesz spisywać wszystkie te myśli, które cię męczą, to być może powstanie z nich jakiś wiersz. Tylko mam jedną prośbę. Nie zastanawiaj się, pozostaw im swobodę wypowiedzi. Niech one kierują twoją ręką, a nie ty nimi. Daj się im unieś, by stały się świadkami tej chwili.

— No nieźle. I co po prostu, jak poczuję ponownie napływ myśli to mam je wypisać?

— Tak będzie najlepiej i zobaczysz, że na pewno będzie z tego coś pożytecznego.

— No dobrze, posłucham twojej rady.

— Cieszę się, a teraz muszę już odejść.

— No tak, pojawiacie się i znikacie. Ale skoro musisz, nie zatrzymuję cię.

— Do zobaczenia Keriosie.

— Do zobaczenia Anarin

Gdy Anarin znikła, Kerios mówił do siebie.


— No ładnie się robi. Bogini za boginią pojawiają się w moim życiu. Ale czemu, jaki jest w tym sens, jaka logika? Przecież w dotychczasowym życiu, no oprócz Lei, nie spotkałem żadnej bogini, a tu proszę w tak nie długim czasie pojawiły się dwie. Ciekaw jestem, czy spotkam jeszcze jakieś boginie? A i po co mam myśleć o takich sprawach, czas iść do domu

Wena

— Witajcie moi przyjaciele Wielki Wozie, Kasjopejo i stróżu mojego snu Wielki Orionie. Ale się porobiło, co nie? Wpierw jakiś czas temu pojawia się Lea i rozbudza moje serce do uczucia, którym żyją kochankowie. Następnie znika tak szybko, jak się pojawiła. Mija czas, obraz przepięknej bogini wciąż istnieje w mojej głowie i ponownie nachodzą mnie te złe myśli razem z żądzami. Proszę, więc o pomoc Gaję, wtedy równie niespodziewanie pojawia się Anarin i mówi mi, że może pomóc mi ich się pozbyć. Mówi, że umiem pisać wiersze, choć jeszcze nie wiem o tym. Może i umiem, gdyż mój ojciec i jego siostry pisały przez jakiś czas poezję. Ale ja? To chyba zakrawa na żart, by taki nic nieznaczący człowieczek, jak ja, mógł pisać wiersze. Ale już mniejsza oto. Chciałem dzisiaj zobaczyć się z wami, gdyż znowu zapragnąłem z kimś pogadać o dniu, który przeminął. Wiecie dobrze, że pośród śmiertelników nie mam takiej osoby, dlatego was skazuje niejako na wysłuchiwanie mnie. Wiem, że wy tu będziecie przez całe moje życie, także będę miał się, do kogo wyżalić. Aha, drogi Orionie, czy możesz mi powiedzieć, o co chodziło Anarin, gdy mówiła, że ty mi jakoś pomożesz w tym całym pisaniu? Zadaje ci pytanie, chociaż wiem, że i tak nie odpowiesz, bo i jak. Jesteś tam wysoko w górze, a ja tu na ziemi. Może sama odpowiedź przyjdzie mi do głowy, albo ty znajdziesz jakiś sposób, by mi odpowiedzieć na zadane pytanie. Hm, chyba to wszystko na dzisiaj, dziękuje wam, że wysłuchaliście kolejnej mojej opowieści mojego życia. To w was mam przyjaciół, do których mogę powiedzieć najskrytsze tajemnice i wiem, że wy na pewno ich nie wyjawicie. Pora już iść spać, dobranoc drodzy przyjaciele, do następnego spotkania.


Kerios położył się, lecz nagle usłyszał jakiś głos, który jakby mówił z niego samego.


— Proszę nie idź jeszcze spać, pozwól mi się uwolnić, tak długo czekałem na uwolnienie i chyba nastał najwyższy czas. Proszę nie zasypiaj, na sen przyjdzie jeszcze pora. Proszę wstań, weź pióro i papier i uwolnij mnie.

— Chwila, kto to mówił?

— Proszę uwolnij mnie, tak długo czekałam na uwolnienie, a teraz nastała ku temu pora. Proszę uwolnij mnie, a Orion dzisiejszej nocy ześle na ciebie kojący sen.

— Hej, kim jesteś? Czego chcesz?

— Proszę uwolnij mnie, uwolnij mnie ze swojej głowy. Jestem ci niepotrzebna. Weź papier i pióro i mnie uwolnij.

— Ale ja nawet nie wiem, co mam napisać?!

— Oto się nie martw, pokieruję tobą. Wystarczy tylko, że chwycisz za pióro i przyłożysz je do kartki, a ja pokieruję twoją dłonią.

— Czy powiesz mi, kim jesteś?

— Jestem Wena. Długo byłam uśpiona w twojej duszy, czekałam aż nadjedzie czas, gdy obudzę się i uwolnisz mnie.

— Ale nadal nie wiem, kim jesteś?

— Jestem Tą, która przynosi artystą natchnienie. Występuję pod różnymi postaciami. Niektórzy mnie widzą, a niektóry, tak jak ty, tylko mnie słyszą.

— Czyli jesteś boginią?

— Nie, nie jestem boginią. Żyje ukryta we wszystkich, gdzieś głęboko w nich. Większość nie zdaje sobie sprawy z mojego istnienia. Mówią, że nie istnieje w nich. Cóż wtedy nie rodzę się pozostając w nierozwiniętej formie. I nic nie robię, by zmienić to. Dlatego tylko nielicznym ujawniam się, tym, co widzę, że jest szansa ewolucji, jakiegoś rozwoju, nawet minimalnego, ale niekiedy i to wystarcza.

— A czemu akurat ja?

— W twojej rodzinie istnieje już od wieków. Z kolejnymi pokoleniami jestem przekazywana. Nawet już nie pamiętam, kto był pierwszy, ale aż miło było patrzeć, jak twoja babcia, tata i jego siostry rozwijają się dzięki mnie. Pozwól bym i w tobie się rozwinęła. Byś zobaczył świat innymi oczyma niż dotychczas.

— Innymi oczyma?

— Do tej pory uważałeś, że istnieją tylko te oczy, którymi patrzysz na otaczający cię świat. Ale istnieje jeszcze świat niematerialny, którego nie dojrzysz tymi oczyma. Ów świat jedynie możesz dojrzeć dzięki oczyma duszy. Do ona ma zdolność do widzenia piękna pozazmysłowego. Widzenia piękności wewnętrznej człowieka. To ona również sprawi, że twoje zmysły wyostrzą się.

— Czyli oczy duszy sprawią, że moje zmysły jeszcze bardziej będą się rozwijać, że będę dostrzegał, to, co dla niektórych nie jest tak oczywiste.

— Tak, dokładnie tak.

— I to wszystko ma nastąpić w momencie, gdy cię dziś uwolnię?

— Tak, będzie to wszystko do ciebie docierało etapami, byś nie czuł za dużego obciążenia.

— To już biorę kartkę i pióro i oddaje się pod twoje władanie.


A następnego ranka:


— Ależ miałem piękny sen. Znowu spotkałem się z Leą, ale hm w taki sposób, w jaki bym się nie spodziewał. Ale coś tam wczoraj przed snem napisałem, co to było? Gdzie to jest? O mam. A co to jest? Wiersz, tu na kartce? Ale chwilka, przypominam sobie, przecież przed snem usłyszałem jakiś głos, potem szukałem kartki i pióra. Czyżby to był…? Wow, to mój pierwszy wiersz!! A więc oto chodziło Anarin. Ale, do kogo on jest? Kto jest jego adresatem? O, ty przebiegły Orionie, pewnie to ty byłeś tym głosem, który nie pozwolił mi spać, pewnie to wszystko przez ciebie. Znaczy nic nie mam do ciebie, przeciwnie, dziękuję ci za to olśnienie. Mam nadzieję, że jakoś, kiedyś się odwdzięczę. Co ja gadam??! Przecież to była Wena, tajemniczym głosem była ona. Hm, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojawi się.

Samotność

— Minął kolejny dzień, samotny, stracony, bo kolejny bez miłości w życiu. Tak bardzo bym jej pragnął, lecz ona nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Uczucia, które jakiś czas temu zostały rozbudzone nagromadzają się i nie mogą znaleźć uwolnienia. Dobrze, że czasami, choć trochę ich uwalniam, spisując wiersz za wierszem. Ile to już trwa? Sam już nie wiem. Uczucia spisywane na kartkę papieru marnują się. One powinny być kierowane od dziewczyny, do uosobienia piękna, kobiecości i wszystkich najcudowniejszych rzeczy. Lecz jej nie ma, dlatego muszę, bo, w jaki inny sposób mogę, poradzić sobie z nadmiarem uczuć, który we mnie tkwi. Co z tego, że była mi przepowiadana wspaniała przyszłość, skoro ona okazała się okrutniejsza od przewidywań? Nie zapomniałem jeszcze o boginiach, jakie spotkałem w przeszłości, wiem, co mi mówiły, pamiętam ich oblicza. Lecz jedna z nich obiecała, że się jeszcze spotkamy i to za niedługo, a tu proszę ile czasu minęło, a jeszcze jej nie spotkałem. Pozostało mi tylko pisanie wierszy i marzenie, a raczej życie nadzieją, że wreszcie pojawi się dziewczyna, która zainteresuje się takim człowieczkiem, jak ja. O, właśnie przypomniała mi się Lea, jakże ona jest piękna. Kiedyś zdawało mi się, że ją kiedyś widziałem, gdy byłem w mieście, jakby machała do mnie, lecz to było chyba przewidzenie. Przecież jakby mnie poznała, to by na pewno podeszła, a nie tylko pomachała. A może, kurcze jest to możliwe, przecież Anarin tak bardzo wypytywała się o nią, więc może dostała jakąś karę, że nie może się ze mną spotykać. Ale któż wie jak jest naprawdę. I Anarin i Lea dawno się nie pojawiały. Chyba przejdę się jutro na Wzgórze Odosobnienia, dawno tam nie byłem, nawet nie pamiętam, kiedy dokładnie. Może tam zapomnę w jakiś sposób o samotności.

Vilysa

— Ponownie tu jestem na mym Wzgórzu Odosobnienia. Czegóż tu szukam?!

Może was boginie, może któraś z was dziś pojawi się. Tak was potrzebuje, nie potrafię żyć w tym świecie. Jest dla mnie zbyt okrutnym. Kobiety teraz poszukują jedynie…, sam nie wiem, kogo poszukują. Czasami mam już dość tego wszystkiego. Miłość — czymże ona jest? Po co człowiek ją potrzebuje? Do życia? Do istnienia? Mnie ona do niczego nie potrzebna, muszę się wreszcie zacząć cieszyć życiem. Poszukiwanie czy tez czekanie na nią w samotności w ogóle się nie opłaca. No i co z tego, że jestem taki, jak mówiła Lea. Cóż z tego? Jakoś nadal jestem sam. Teraz przynajmniej trochę się zabawie, dość już tego wciąż rozmyślania o nieistniejących kobietach, boginiach i bogowie wiedzą, czym jeszcze.

Czy ja nie zasługuje na to by się bawić? Co mam w życiorys wpisane wciąż użalać się, że jestem sam i nikt mnie nie chce? No, bez przesady. Pora wreszcie wziąć się i zacząć jakoś żyć. No może nie jakoś no, ale wiecie przecież, o co mi chodzi.


Nagle w oddali Kerios usłyszał, jak zbliża się coś i to bardzo szybko. Zaczął się rozglądać wokoło. Wtem zza chmur wyleciał Pegaz, a na jego grzbiecie siedziała czarnowłosa kobieta. Gdy zbliżyła się, Kerios zapytał.:


— Kim jesteś, o pani?

— Nazywam się Vilysa, właśnie przysłuchiwałam się co teraz mówiłeś.

— Mam na imię Kerios.

— Wiem.

— Jak to wiesz?? Zapewne też jesteś boginią, albo jeszcze kimś innym.

— Muszę cię rozczarować, ale nie jestem boginią. Ale racje masz mówiąc, że niby jestem kimś innym. Jestem nimfą powietrza, która daje wolność upragnionym i wołającym o nią.

— No dobrze, ale dlaczego tu się pojawiłaś?

— Ty mnie chyba nie słuchasz. Mówiłam, że jestem nimfą, która daje wolność wołającym o nią.

— To słyszałem, ale jak to się ma do mnie?

— A co przed chwilą mówiłeś, że chcesz się bawić, szaleć, wreszcie już się nie zamartwiać Czyż nie tak?

— Tak dokładnie mówiłem. A ty możesz mnie zaprowadzić, gdzieś gdzie będzie jakaś fajna zabawa?

— Tak mogę. Ech, strasznie się z tobą trudno dogadać

— Słuchaj, jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać, to nie rozmawiaj.

— Nie, nie oto chodzi. Dobrze, jak chcesz zabiorę cię do pewnej krainy, gdzie zaznasz ogrom radości i szczęścia. Gdzie zapomnisz o troskach, zmartwieniach? Gdzie zapomnisz o wszystkim?

— Jeśli to ma być lepsze od mojego dotychczasowego życia, to nie ma sprawy. Co mam zrobić?

— Nic, wystarczy, że zamkniesz tylko oczy.

— I to wystarczy??

— Przecież ci mówię, że tak. Jejku, co za ciekawa rozmowa. Dawno takiej nie prowadziłam.

— Przepraszam, co mówiłaś?

— Nic. Chcesz?

— Tak chce.

— No to zamknij oczy.


Gdy Kerios zamknął oczy, Vilysa jednym powiewem sprawiła, że znaleźli się oboje w miejscu przeznaczenia.


— No dobra. Gdzie jestem?

— Kraina ta nazywa się Sedah, porozglądaj się, poznaj ludzi i baw się dowoli, ile tylko chcesz.

— Tak po prostu?

— Tak po prostu. I o nic się nie martw.

— Ok., o nic się nie martwić. Nawet o pieniądze?

— Tak! O nic! Tu wszystko jest za darmo.

— No dobra, dobra zrozumiałem. Nie musisz przecież krzyczeć.

— Przepraszam, ale jesteś strasznie irytujący.

— No cóż. Taka moja dusza.

— Tak, taka twoja dusza. Teraz pozostawiam cię, ja muszę na chwilę cię opuścić. Mam nadzieję, że mnie jeszcze poznasz w tym ferworze zabawy.

— E tam, na pewno cię poznam,

— Zobaczymy. Teraz muszę już znikać. Do zobaczenia. Może.

— Do zobaczenia, na pewno.


Vilysa wsiadła na Pegaza i znikła gdzieś miedzy chmurami.


— No dobra, gdzie tu iść? O tam jest jakaś grupka. Trochę jaskrawych świateł, trochę, muzyki. Mhm, przyjemnej muzyki. To tam się wpierw udam.


Gdy już doszedł do bawiących się, ujrzał wielki transparent, na którym widniał następujący napis:


„Żyjemy w zapomnieniu. Nie martwimy się przyszłością, jaka ona będzie, ani też przeszłością. Przybywając tu, pozostaw swoją przeszłość poza tą krainą. Nic nie może Cię łączyć ze światem zewnętrznym — to jest hasło naszego pokolenia”


A następnie kontynuował myśli:


— Nie rozumiem tych ludzi, co to napisali. Jak można zapomnieć o wszystkich swoich bliskich, o swojej rodzinie, przyjaciołach? Cóż to za pokolenie, które wyrzeka się wszelkich związków ze światem zewnętrznym. Może jak podejdę do nich, to może odpowiedzą mi na parę pytań.

Hm, jakoś dziwnie wyglądają, jakby upojeni muzyką. Ich twarze wciąż uśmiechnięte, a jednak ich oczy, jakby od dawna nie były zamknięte. Opuchnięte, podkrążone, jakby odurzone jakimś środkiem. Nie rozumiem jak taj mogą wciąż tańczyć. A gdzie posiłki, gdzie coś do picia? Nigdzie nie widać żadnych stołów, tylko ta muzyka, ta cudowna muzyka, która tak cudownie brzmi. Jakże ona kojąca, jak cudownie przepływa przeze mnie. Tak to jest to, co pragnę, to jest to, co potrzebuję, nic więcej mi nie potrzeba, tylko ta muzyka i ja. Och, jak cudownie, cóż za uczucie, niech ona wiecznie gra, niech nie przerywa.

Kerios dołączył do tańczących. Odurzony muzyką zapomniał, czemu tu był, nie chciał już wracać, bo nawet o tym nie myślał. Liczyła się dla niego od tej pory tylko muzyka. Ona stała się dla niego karmą. Po paru dniach pojawiła się Vilysa. Szukała w tłumie Keriosa, lecz nie mogła go odnaleźć. Wszyscy wyglądali podobnie do siebie. Gdy weszła głębiej w tłum ujrzała go.


— Jakże on wygląda?! Nie chciałam by stał się jak oni. Myślałam, że jest odporny na tą muzykę, jednak poddał się jej bez wahania. Czyżbym się myliła, co do niego? Ale przecież bogowie mówili, że to właśnie on. Może nie jest jeszcze za późno, by go uratować.

Hej Kerios, słyszysz mnie? Czy wiesz, kim jestem? Czy wiesz, co tutaj robisz? Powiedz proszę coś.

— Ej, czemu tak krzyczysz na mnie. Przecież nie jestem głuchy! Wiem, że jest tu głośno, ale dodatkowo nie musisz na mnie krzyczeć!

— To dobrze, że nic ci nie jest.

— A co miałoby mi być? Bawię się w najlepsze. Czy nie słyszysz tej cudownej muzyki? Dla niej jestem wstanie zrobić wszystko.

— Dobrze, ale powiedz poznajesz mnie, choć troszkę?

— Nic, a nic. Kim jesteś?

— Miałam nadzieję, że jeszcze nie jesteś aż tak zafascynowany tą muzyką. Myślałam, że będziesz na nią odporny, ale jednak myliłam się.

— Miałem być na nią odporny? A co ja jestem jakiś specjalny, że niby miałoby tak być?

— W pewnym sensie tak.

— Jestem najnormalniejszym chłopakiem na świecie. Nie wywyższaj mnie ponad innych. Nic nie ma we mnie takiego, co by mogło wyróżniać ponad innych.

— Widzę, że jednak nie jest z tobą aż tak źle, skoro jeszcze walczysz o swoje.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 34.72