E-book
7.88
drukowana A5
24.05
Niepoważnie poważny poradnik małżeński dla emerytów

Bezpłatny fragment - Niepoważnie poważny poradnik małżeński dla emerytów

Książka została utworzona przy pomocy AI


Objętość:
71 str.
ISBN:
978-83-8455-444-9
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.05

Wstęp

Jeśli trzymasz tę książkę w ręku, to są tylko dwie możliwości.

Pierwsza — jesteś emerytką lub emerytem i z czystej ciekawości sprawdzasz, co też człowiek może jeszcze wymyślić na stare lata.

Druga — ktoś podarował ci tę książkę z miłości, życzliwości albo złośliwie.

Spokojnie. My też kiedyś tak myśleliśmy.

Ta książka nie jest poradnikiem naukowym.

Nie znajdziesz tu badań, przypisów ani mądrych wykresów.

Znajdziesz za to rzeczy znacznie ważniejsze:

życie, ludzi, małżeństwa, dziwne zwyczaje, obserwacje i prawdy zdobyte metodą prób, błędów oraz wieloletnich badań terenowych.

Badania prowadzone były głównie w kuchni, w salce, przy kawie, na spotkaniach i w zwykłym życiu.

Nie odpowiadam za skutki zastosowania niektórych porad.

Zwłaszcza tych dotyczących mężów, grochówki i wypuszczania ich na noc.

W tej książce będziemy mówić o sprawach ważnych:

o miłości, grawitacji, Facebooku, kredytach, wnukach, włosach pożyczanych z boku głowy i innych zagrożeniach życia małżeńskiego.

Będziemy śmiać się z siebie.

Nigdy z ludzi.

Bo po pewnym wieku człowiek dochodzi do mądrego wniosku:

nie wszystko musi być idealne.

Ale dobrze, żeby było prawdziwe.

A to, kochana, jest prawda prawdziwa.

TWOJA POKAZOWA SPIŻARNIA

Kochana…

Każda gospodyni marzy o pięknej spiżarni.

Półeczki.

Rządki.

Słoiczki.

Gość schodzi do piwniczki i mówi:

— O MATKO, ILE TY TEGO NAROBIŁAŚ!

Nie wszystko trzeba robić samemu.

Kupujesz dowolną ilość kompotów.

Dowolnych.

Wiśnie.

Jabłka.

Gruszki.

Co tam chcesz.

Jedziesz.

Moczysz słoiki w ciepłej wodzie.

Odrywasz etykiety.

Naklejasz swoje.

Na wierzch dajesz piękną serwetkę.

Najlepiej w kratkę.

Przytrzymujesz gumką recepturką.

I z godnością zanosisz do piwniczki albo spiżarni.

Potem przychodzi rodzina:

— Ty to pracowita jesteś…

A ty tylko skromnie:

— E tam… człowiek coś dłubie …

Kompoty

Kompot z wiśni

Jak wyżej.

Kompot z jabłek

Jak wyżej.

Kompot z gruszek

Jak wyżej.

Kompot z wszystkiego

Jak wyżej.

Kompot z makówek

Nie radzę

Najważniejsze nie jest to, kto zrobił.

Najważniejsze, żeby ładnie wyglądało na półce.

I pamiętaj:

serwetka dodaje minimum 60% domowości.

Przepisy na dania główne

Zupy

Kochana, nie komplikuj sobie życia.

Zupy od wieków robi się podobnie.

Zmienia się tylko nazwa.


Zupa z siekiery

Wkładasz do garnka siekierę.

Dodajesz wodę, dobry kawał mięsa, warzywa i przyprawy.

Gotujesz.

Masz rosół z siekiery.


Pomidorowa

Jak wyżej.

Tylko dodajesz przecier pomidorowy.


Krupnik

Jak wyżej.

Tylko dodajesz kaszę.


Ogórkowa

Jak wyżej.

Tylko dodajesz ogórki.

I nagle — całkiem inne danie.

Ale idziemy dalej.

Bo nowoczesna gospodyni nie gotuje na siekierze.

Nowoczesna gospodyni idzie z postępem.


Zupa ogonowa

Kupujesz ogon od knura.

Nie od świni — knur ma dłuższy.

I najlepiej potrójnie zakręcony w spiralkę.

Masz ogon?

Masz każdą zupę.

Bo siekiera już niepotrzebna.

Wskazówka:

Kup od razu dwadzieścia takich ogonów.

Będzie zapas.

I siekiera odpocznie.

Narzędzia się zmieniają.

Zupa zostaje.

Jak masz ogon — dasz radę.

Potrawy mączne

Bierzesz dowolną ilość mąki.

I myślisz przez chwilę…

Makaron domowy?

Pierogi?

A może naleśniki?

Albo ciasto?

Błąd.

Nie myśl o drobiazgach.

Z tej ilości mąki i tak zrobisz, co zechcesz.


Makaron

Bardzo proszę.

Dodaj jajko.

Wody ile trzeba.

Ugniataj jak głupia.

Potem skalecz się w palec przy krojeniu, oparz nadgarstek przy wrzucaniu do wrzątku…

i na koniec przypomnij sobie, że zapomniałaś soli.

To dawaj — łyżeczka soli pod język!


A wystarczyło kupić w sklepie.


Pierogi i naleśniki

Zapomniałaś, że masz tonę pierogów z kapustą i grzybami?

To po co się męczyć od nowa?

Naleśniki też już masz.

Tam, gdzie pierogi.

W krokietach.

Czyli w zamrażarce.

Dobra gospodyni nie gotuje bez sensu.

Dobra gospodyni pamięta, co już narobiła.

A jeszcze mądrzejsza pamięta, gdzie to schowała.

Zamrażarka to nie wstyd. To rozsądek.


Pierogi leniwe

Już sama nazwa zachęca.

Leniwe.

Wrzucasz jajko, twaróg.

Ugniatasz — ale bez przesady.

Formujesz wałeczek.

Kroisz.

I już masz.

Rzucasz do wrzątku…

STOP!

Jak cię znam, zapomniałaś posolić wodę.

Albo… w ogóle jej nie wstawiłaś.

Spokojnie.

Zrób kawę.

Wstaw wodę.

Nalej drinka.

Zapal faję.

I przy okazji poszukaj cynamonu.


Leniwe nie tylko z nazwy.

Styl życia.

Pośpiech jest zły. Leniwe i tak zdążą… chociaż leniwe.

Ciasta

Kupujesz jakiekolwiek ciasto.

Dowolne.

Sernik.

Makowiec.

Szarlotkę.

Co tam los i promocja przyniosą.

Ślady ze sklepu usuwasz.

Dokładnie.

Bo istnieje realne niebezpieczeństwo, że sprawa się wyda.

A rodzinę informujesz spokojnym głosem:

— Od rana stałam przy piekarniku…

I patrzysz ludziom prosto w oczy.

To ważne.

Pewność siebie to połowa sukcesu.

A gdyby ktoś zaczął podejrzewać…

Nie przyznawaj się.

Pod żadnym pozorem.

Idź w zaparte.

Możesz:

— zacząć szlochać

— zagrozić rozwodem

— albo wyprowadzką do mamusi

W sytuacjach wyjątkowych możesz jeszcze obrazić się i milczeć trzy dni.

To zawsze robi wrażenie.

Raz się przyznasz — koniec.

Już nikt nigdy nie uwierzy.

I zapamiętaj:

Domowe ciasto to nie miejsce produkcji. To stan ducha.

Drugie dani

Każ mężowi, teściowej, bąbelkom — komukolwiek — obrać ziemniaki.

Tu się nie da iść na skróty.

Obrane ziemniaki każ pokroić w ćwiartki.

Mąż i teściowa wiedzą, co to jedna czwarta — poradzą sobie.

Teściowa — płukanie.

Mąż — wrzuca do garnka.

I… on soli.

Ty?

Pijesz kawę.

Robisz drinka.

Zapalasz faję.

Potem:

Mąż odlewa.

Teściowa ugniata na purée i doprawia.

I to jest bardzo ważne:

— nie powie, że niedosolone — bo syn solił

— nie powie, że bez przypraw — bo sama doprawiała

Ty w tym czasie wyciągasz coś z lodówki:

parówki (te z 15% mięsa), kilka jajek…

Niech sobie radzą.

A Ty spokojnie wyciągnij słoik bigosu z kiełbasą, mięsem i boczkiem.

Ale poczekaj…

niech oni najpierw się najedzą.

Resztę ziemniaków zostaw w chłodnym miejscu.

I idź na drzemkę.

Należy ci się.

Jeżeli teściowa nadal gości…

podaj na deser coś „Twojej roboty”.

Na przykład makowiec — postrach właścicieli protez zębowych.

Może akurat uzna, że już się najadła na długo.

A jeśli to trudny przeciwnik…

na kolację proponuję klasykę:

podsmażone na smalcu (nie żałuj i daj tak ok 300 g )ziemniaki i kilka parówek.


Gość gościem…

ale dom też musi odetchnąć.

PORADY NIE OD PARADY

Zmarszczki

Weź kilka listków laurowych.

Włóż między zęby.

(Najlepiej swoje, a nie małżonka..chyba że pogniecione ma oblicze )

I przez pół godziny mów:

 „zmarszczki hyc!”

Efekt:

— zmarszczki znikają

— sąsiedzi zdziwieni

— a Ty młodsza o 10 lat.

Skuteczność: 0%

Jak z niczego zrobić awanturę

Czasami człowieka nosi.

A nawet roznosi.

I wtedy — jako że kobieta też człowiek — szuka ujścia dla emocji.

Wrzód się zebrał.

Lada chwila pęknie.

Napięcie wisi w powietrzu.

I wystarczy jedna iskra.

Szanowny małżonek, niczego nieświadomy, zagląda do kuchni i czule mówi:

— Rybeńko ty moja…

I awantura gotowa.

Bo jak on mógł?!

Tak potraktować?!

Tak upodlić?!

ONA???
FLĄDRA?!?!?!

Mechanizm już ruszył.

Do wieczora przewiduje się:

— krzyki

— płacze

— spazmy

wypominki z ubiegłego wieku.

Ciche dni też będą.

Ale od jutra.

Awantura z niczego nie istnieje.

Zawsze znajdzie się powód.

Jak powrócić do lat niemowlęcych

Po pierwsze:

kup paczkę dużych pampersów.

Po drugie:

wypij dwie butelki czeskiej Becherovki.

Po trzecie:

idź spać.

Rano na pewno poczujesz się jak niemowlę.

Na bank.

Objawy:

— bełkot niezrozumiały dla otoczenia

— problemy z równowagą

— ogromna potrzeba przytulenia i spania

— konieczność zmiany pampersa może okazać się uzasadniona

Skuteczność: 101%

Medycyna nie zna takich metod.

I bardzo dobrze.

Jak wydziergać mężowi szybki komplet zimowy

Kupujesz kłębek włóczki.

Przez kilka wieczorów robisz szydełkiem różne supły, pętelki i tajemnicze węzły.

Co jakiś czas wzdychasz:

— Oj… nie przeszkadzaj…

— To dla ciebie…

Ważne:

od czasu do czasu westchnij ciężko i potrzymaj się za kręgosłup.

Działa.

Ach… i prawie zapomniałam.

Najpierw kupujesz gotowy komplet.

Najlepiej ciepły.

Porada:

Nie przejmuj się, że kolor włóczki jest zupełnie inny niż gotowy komplet.

Faceci to prawie daltoniści.

Liczą się chęci.

I paragony.

Przepis na sweter:

Jak wyżej

Zioła — nasza tajna broń

Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile dobra dała nam matka natura.

Pomagała naszym przodkom wtedy, kiedy medycyna była jeszcze bezsilna.

Bez antybiotyków.

Bez klinik.

Bez reklam leków zaczynających się od: „jeśli objawy nie ustąpią…”

Ludzie korzystali z darów natury.

Zaopatrzeni w wiedzę prababek potrafili znaleźć pomoc niemal pod własnym płotem.

Na ból brzucha — miętę.

Na przeziębienie — lipę z miodem.

Na kaszel — syrop z cebuli albo tymianku.

Na zdarte kolano — babkę lancetowatą.

Na uspokojenie — melisę.

Na problemy żołądkowe — rumianek.

Na nerwy… czasem też rumianek. A czasem dwa razy rumianek.

Był jeszcze dziurawiec, pokrzywa, czarny bez, krwawnik, nagietek i skrzyp.

I co ciekawe — wiele z tych ziół rosło zupełnie za darmo.

Pod płotem.

Przy drodze.

Na łące.

Dziś człowiek często przechodzi obok nich obojętnie.

A nasze babki widziały tam małą aptekę.

Nie namawiam oczywiście, żeby od razu porzucać lekarzy i biec z wiadrem po pokrzywy.

Ale może warto czasem przypomnieć sobie, że natura od wieków była cichą pomocnicą człowieka.

I chyba trochę szkoda byłoby całkiem o niej zapomnieć.

Babka — Znachorka

Moja babcia opowiadała o zielarkach nie jako o wiedźmach, tylko o babkach.

Ludzie szli do babki po poradę.

Po coś na kaszel.

Po coś dla chorej krowy.

Po coś na ból brzucha.

Albo po coś, co zniechęci męża do picia. Choć przyznam, że tego przepisu nie pamiętam.

Te babki miały ogromną wiedzę.

Znały zioła, korzenie, napary i ludzkie troski.

Ale czasem wydaje mi się, że same tworzyły wokół siebie lekką aurę tajemniczości.

No… dla celów marketingowych.

Bo po co mówiły:

— Zaparz to ziele, nocą idź za stodołę, obróć się trzy razy i spluń przez lewe ramię…

?

Przecież równie dobrze mogły powiedzieć:

— Wypij i idź spać.

Ale nie.

Była noc.

Była stodoła.

Było lewe ramię.

Była tajemnica.

I człowiek od razu bardziej wierzył.

Choć… po latach przyszła mi do głowy jeszcze jedna teoria.

Może po tym ziółku następowała tak gwałtowna poprawa…

albo gwałtowna chęć wypróżnienia…

że ulga rzeczywiście przychodziła za stodołą.

Bo tam kiedyś stała taka… hm… wiejska toaleta.

I bądź tu człowieku mądry.

Może to była magia.

A może bardzo praktyczna znajomość anatomii i geografii podwórka.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 24.05