Wstęp
„I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi.”
Ewangelia Jana 8,32
Przez wiele lat nie przypuszczałem, że kiedykolwiek napiszę tę książkę. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę publicznie opowiadał o Bogu, o swoim nawróceniu i o drodze prowadzącej do Zboru Zielonoświątkowego, prawdopodobnie tylko bym się uśmiechnął albo uznał to za niemożliwe. Moje życie wyglądało wtedy zupełnie inaczej. Byłem człowiekiem pełnym pytań, rozczarowań, gniewu i wewnętrznego chaosu. Choć wiedziałem, że Bóg istnieje, żyłem tak, jakby był bardzo daleko ode mnie.
Pisząc te słowa, nie chcę przedstawiać się jako człowiek idealny. Nie jestem kaznodzieją, teologiem ani osobą, która zna odpowiedź na każde pytanie. Jestem zwykłym człowiekiem, który wiele razy w życiu popełniał błędy. Były momenty, kiedy odwróciłem się od Boga. Były chwile, kiedy wydawało mi się, że sam poradzę sobie ze wszystkim. Były także sytuacje, których dziś się wstydzę i które chciałbym wymazać z pamięci. Jednak właśnie dlatego postanowiłem opowiedzieć swoją historię.
Ta książka nie jest historią człowieka doskonałego. Jest historią człowieka zagubionego, którego odnalazł Jezus Chrystus.
W moim życiu było wiele trudnych doświadczeń. Przechodziłem przez chwile bólu, samotności, niezrozumienia i wewnętrznego zagubienia. Szukałem szczęścia w różnych miejscach. Szukałem akceptacji u ludzi. Szukałem poczucia wartości w tym, co robiłem. Szukałem odpowiedzi na pytania dotyczące sensu życia. Jednak im bardziej szukałem po swojemu, tym bardziej oddalałem się od prawdziwego pokoju.
Pamiętam okres, kiedy wydawało mi się, że Bóg już o mnie zapomniał. Modlitwa nie miała dla mnie znaczenia. Biblia leżała zamknięta. Coraz bardziej przyzwyczajałem się do życia bez Bożej obecności. Myślałem, że jestem wolny, a tak naprawdę stawałem się niewolnikiem własnych słabości, błędów i złych decyzji.
Dzisiaj wiem, że nawet wtedy Bóg mnie nie opuścił.
To właśnie jest jedna z najważniejszych prawd, które odkryłem podczas swojej duchowej podróży. Człowiek może odejść od Boga, ale Bóg nigdy nie przestaje szukać człowieka. Możemy zamknąć przed Nim drzwi naszego serca, możemy ignorować Jego głos, możemy żyć tak, jakby Go nie było, ale On nadal czeka. Nadal kocha. Nadal wyciąga rękę.
Przez długi czas nie rozumiałem tej miłości. Wydawało mi się, że muszę najpierw stać się lepszy, bardziej wartościowy, bardziej święty, aby zasłużyć na Bożą obecność. Tymczasem Ewangelia mówi coś zupełnie innego. Jezus przyszedł właśnie do ludzi zagubionych. Do ludzi słabych. Do ludzi poranionych. Do ludzi takich jak ja.
Moje nawrócenie nie wydarzyło się w jednej sekundzie. Nie było to jedno spektakularne wydarzenie, które nagle zmieniło wszystko. Była to droga. Czasem trudna, czasem pełna pytań, czasem pełna walki z samym sobą. Bóg krok po kroku prowadził mnie tam, gdzie chciał mnie mieć. Posługiwał się ludźmi, sytuacjami i wydarzeniami, których wtedy nie rozumiałem.
Szczególne znaczenie miały dla mnie spotkania z wierzącymi ludźmi, którzy pokazali mi, że chrześcijaństwo nie jest tylko tradycją ani religijnym obowiązkiem. Zobaczyłem w nich radość, pokój i autentyczność. Po raz pierwszy od dawna zobaczyłem, że wiara może być żywa. Że można naprawdę kochać Boga i cieszyć się Jego obecnością.
To właśnie te doświadczenia zaczęły zmieniać moje serce.
W pewnym momencie zrozumiałem, że nie chcę już uciekać przed Bogiem. Nie chcę żyć wyłącznie dla siebie. Nie chcę budować swojego życia na tym, co przemija. Chciałem czegoś więcej. Chciałem poznać Boga nie tylko jako odległą postać z kart Biblii, ale jako żywego Ojca, który jest obecny każdego dnia.
Ta decyzja doprowadziła mnie do wspólnoty Zboru Zielonoświątkowego. Tam zacząłem na nowo odkrywać modlitwę, Słowo Boże i działanie Ducha Świętego. Tam zacząłem rozumieć, czym naprawdę jest relacja z Jezusem Chrystusem. Tam zacząłem doświadczać przemiany, która trwa do dziś.
Pisząc tę książkę, nie chcę nikogo przekonywać na siłę. Nie chcę nikogo osądzać ani pouczać. Chcę jedynie opowiedzieć swoją historię. Chcę pokazać, jak Bóg działał w moim życiu. Chcę opowiedzieć o swoich upadkach, błędach, porażkach, ale również o łasce, przebaczeniu i nadziei, które odnalazłem w Jezusie.
Jeżeli czytasz te słowa i czujesz się zagubiony, zmęczony albo przekonany, że dla ciebie jest już za późno, chcę powiedzieć ci jedno: nie jest za późno. Dopóki żyjesz, Bóg nadal cię szuka. Nieważne, jak daleko odszedłeś. Nieważne, jakie błędy popełniłeś. Nieważne, ile razy upadłeś.
Jezus Chrystus nadal zmienia ludzkie życie.
Mam nadzieję, że moja historia będzie świadectwem tego, że Boża miłość jest większa niż nasze grzechy, większa niż nasze błędy i większa niż nasza przeszłość. Jeśli choć jedna osoba dzięki tej książce zbliży się do Boga, odnajdzie nadzieję albo odważy się zrobić pierwszy krok w stronę Jezusa, to jej napisanie będzie miało sens.
Zapraszam Cię do poznania mojej historii. Historii człowieka, który zgubił drogę, ale został odnaleziony przez Boga.
Rozdział 1
Dzieciństwo i pierwsze pytania o Boga
„Wychowuj chłopca odpowiednio do drogi, którą ma iść, a nie zejdzie z niej nawet w starości.”
Przysłów 22,6
Każdy człowiek ma swoją historię. Zanim poznałem Boga w sposób osobisty, zanim zacząłem świadomie budować swoją relację z Jezusem Chrystusem, byłem po prostu dzieckiem próbującym zrozumieć świat wokół siebie.
Dorastałem w rodzinie, która — jak wiele rodzin w Polsce — miała kontakt z wiarą chrześcijańską. Od najmłodszych lat słyszałem o Bogu, o Jezusie i o modlitwie. W moim domu pojawiały się rozmowy o wierze, choć nie zawsze rozumiałem ich znaczenie. Dla dziecka wiele rzeczy wydaje się oczywistych. Widzimy kościół, słyszymy modlitwy, obchodzimy święta, ale często nie zastanawiamy się jeszcze nad tym, kim naprawdę jest Bóg.
Pamiętam swoje pierwsze dziecięce pytania. Zastanawiałem się, gdzie mieszka Bóg. Jak wygląda niebo. Czy Bóg naprawdę słyszy każdą modlitwę. Czy widzi wszystko, co robię. Były to pytania proste, ale szczere. Dziecięce serce potrafi pytać o rzeczy, które dla dorosłych wydają się skomplikowane.
Już wtedy czułem, że istnieje coś większego niż człowiek. Patrzyłem na świat, na ludzi, na przyrodę i zastanawiałem się, skąd to wszystko się wzięło. Nie znałem jeszcze odpowiedzi, ale w moim sercu rodziło się pragnienie poznania prawdy.
Moje dzieciństwo nie było jednak pozbawione trudności. Tak jak wielu ludzi doświadczałem sytuacji, które budziły we mnie lęk, niepewność i smutek. Nie zawsze rozumiałem, dlaczego pewne rzeczy dzieją się właśnie tak. Zadawałem sobie pytania, które później miały wracać przez wiele kolejnych lat.
Dlaczego ludzie cierpią?
Dlaczego jedni mają szczęśliwe życie, a inni muszą zmagać się z problemami?
Dlaczego Bóg pozwala na ból?
Gdzie jest Bóg, kiedy człowiek płacze?
To były pytania, na które nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. Im byłem starszy, tym częściej pojawiały się w mojej głowie.
Pierwsze doświadczenia wiary nie były związane z wielkimi cudami ani niezwykłymi wydarzeniami. Były raczej małymi chwilami, które wtedy wydawały się zwyczajne. Krótkie modlitwy przed snem. Chwile ciszy. Wspomnienia związane z nabożeństwami i rozmowami o Bogu. Dzisiaj widzę, że właśnie wtedy Bóg zaczął zasiewać w moim sercu pierwsze ziarna wiary.
Nie rozumiałem jeszcze Ewangelii. Nie znałem dobrze Biblii. Nie wiedziałem, czym jest nowe narodzenie ani czym jest osobista relacja z Jezusem. Jednak gdzieś głęboko w środku wiedziałem, że Bóg istnieje.
Z biegiem lat zacząłem coraz bardziej interesować się sensem życia. Chciałem wiedzieć, po co człowiek żyje. Czy nasze życie kończy się w chwili śmierci. Czy istnieje coś więcej niż codzienność, szkoła, obowiązki i problemy.
Niektórzy moi rówieśnicy nie zadawali sobie takich pytań. Skupiali się na zabawie, planach i marzeniach. Ja również miałem swoje zainteresowania i cele, ale jednocześnie czułem w sercu pewną pustkę. Nie potrafiłem jej nazwać, ale wiedziałem, że istnieje.
Dzisiaj rozumiem, że była to tęsknota za Bogiem.
Święty Augustyn napisał kiedyś słowa: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu.” Choć wtedy ich nie znałem, dokładnie oddawały to, co przeżywałem.
Szukając odpowiedzi, próbowałem zrozumieć świat na własny sposób. Czytałem, obserwowałem ludzi i słuchałem różnych opinii. Każdy mówił coś innego. Jedni twierdzili, że Bóg jest najważniejszy. Inni uważali, że człowiek powinien liczyć wyłącznie na siebie. Jeszcze inni twierdzili, że życie nie ma żadnego głębszego sensu.
Im więcej słuchałem różnych głosów, tym bardziej byłem zagubiony.
Nie wiedziałem jeszcze, że prawdziwa odpowiedź znajduje się w Jezusie Chrystusie.
Patrząc dziś na swoje dzieciństwo, widzę, że Bóg był obecny w moim życiu znacznie wcześniej, niż sam zdawałem sobie z tego sprawę. Nawet wtedy, gdy nie rozumiałem Jego działania. Nawet wtedy, gdy nie potrafiłem Go dostrzec. Nawet wtedy, gdy byłem zwykłym chłopcem szukającym odpowiedzi na pytania o sens życia.
Wierzę, że już wtedy Bóg przygotowywał mnie na drogę, którą miałem przejść. Nie znałem jeszcze przyszłości. Nie wiedziałem, jakie błędy popełnię, jakie trudności mnie spotkają i jak daleko czasem odejdę od Niego. Ale On wiedział.
I choć moje serce miało jeszcze wiele razy zbłądzić, Bóg już wtedy rozpoczął dzieło, które wiele lat później miało doprowadzić mnie do prawdziwego nawrócenia i osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem.
Rozdział 2
Gdy odszedłem od Boga
„Albowiem wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej.”
Rzymian 3,23
Choć w dzieciństwie wierzyłem, że Bóg istnieje, z biegiem lat zacząłem się od Niego oddalać. Nie stało się to nagle. Nie było jednego dnia, w którym postanowiłem całkowicie odwrócić się od Boga. Był to proces, który rozwijał się powoli, niemal niezauważalnie.
Na początku wydawało mi się, że wszystko mam pod kontrolą. Coraz rzadziej się modliłem. Coraz mniej interesowały mnie sprawy duchowe. Zamiast szukać Boga, zacząłem szukać własnej drogi. Chciałem sam decydować o swoim życiu, sam ustalać zasady i sam wybierać, co jest dobre, a co złe.
Był to czas buntu.
Bunt nie zawsze wygląda jak głośny sprzeciw. Czasem zaczyna się w sercu. Człowiek przestaje słuchać Boga, bo uważa, że wie lepiej. Przestaje pytać Go o zdanie. Przestaje liczyć się z Jego wolą. Właśnie tak było ze mną.
Patrząc dziś wstecz, widzę, że coraz bardziej skupiałem się na sobie. Moje potrzeby, moje emocje i moje pragnienia stawały się ważniejsze niż wszystko inne. Wydawało mi się, że wolność oznacza życie bez ograniczeń. Myślałem, że szczęście znajdę tam, gdzie nie ma zasad i odpowiedzialności.
Byłem w błędzie.
Im dalej odchodziłem od Boga, tym częściej podejmowałem niewłaściwe decyzje. Nie zastanawiałem się nad konsekwencjami. Liczyło się tylko to, co było tu i teraz. Chciałem zagłuszyć swoje problemy, swoje lęki i swoje pytania. Chciałem choć na chwilę poczuć się lepiej.
To właśnie wtedy w moim życiu pojawiły się rzeczy, które zaczęły mnie niszczyć.
Zamiast szukać pomocy u Boga, szukałem jej w świecie. Zamiast szukać pokoju w modlitwie, próbowałem znaleźć go tam, gdzie nigdy nie mogłem go odnaleźć. Każda kolejna zła decyzja oddalała mnie jeszcze bardziej od Boga.
Pamiętam momenty, kiedy wydawało mi się, że już nie potrzebuję Boga. Myślałem, że poradzę sobie sam. Że jestem wystarczająco silny. Że nikt nie będzie mówił mi, jak mam żyć.
Była to pycha, której wtedy nie dostrzegałem.
W moim życiu pojawiły się również narkotyki. Na początku mogły wydawać się ucieczką od problemów. Chwilowym sposobem na zapomnienie o bólu, samotności czy rozczarowaniach. Jednak bardzo szybko zrozumiałem, że nie rozwiązują żadnego problemu. Wręcz przeciwnie — tworzą nowe.
To, co miało dawać ulgę, zaczęło odbierać mi spokój. To, co miało pomagać zapomnieć, sprawiało, że czułem się jeszcze bardziej zagubiony. Każda próba znalezienia szczęścia bez Boga prowadziła mnie do jeszcze większej pustki.
Najgorsze było jednak to, co działo się w moim sercu.
Zamiast szukać odpowiedzi u Boga, zacząłem mieć do Niego pretensje. Nie rozumiałem wielu wydarzeń w swoim życiu. Nie rozumiałem cierpienia, którego doświadczałem. Nie rozumiałem strat, bólu i rozczarowań. W moim sercu pojawił się gniew.
Pytałem: „Boże, dlaczego?”
Dlaczego pozwoliłeś na to?
Dlaczego mnie nie wysłuchałeś?
Dlaczego nie zmieniłeś mojej sytuacji?
Dlaczego milczysz?
Choć nie zawsze wypowiadałem te słowa na głos, nosiłem je głęboko w sobie. Były dni, kiedy czułem się opuszczony. Były chwile, kiedy wydawało mi się, że Bóg jest bardzo daleko.
Dzisiaj wiem, że to nie Bóg oddalił się ode mnie.
To ja oddaliłem się od Niego.
Im bardziej odwracałem się od Boga, tym bardziej rosło we mnie poczucie pustki. Z zewnątrz mogłem się uśmiechać. Mogłem udawać, że wszystko jest w porządku. Mogłem przekonywać innych, że mam kontrolę nad swoim życiem.
Ale kiedy zostawałem sam, prawda wyglądała inaczej.
Czułem samotność.
Czułem zagubienie.
Czułem brak sensu.
Próbowałem wypełnić tę pustkę różnymi rzeczami, ale nic nie działało na długo. Każda chwilowa radość szybko znikała. Każda próba znalezienia szczęścia kończyła się kolejnym rozczarowaniem.
Były momenty, kiedy nie rozumiałem już samego siebie. Wiedziałem, że moje życie nie zmierza w dobrym kierunku, ale nie potrafiłem tego zmienić. Czułem się jak człowiek, który zgubił drogę i nie potrafi odnaleźć powrotu do domu.
Dopiero później zrozumiałem, że właśnie wtedy Bóg zaczął działać najmocniej.
Choć wydawało mi się, że jestem od Niego bardzo daleko, On nadal był blisko. Choć ja przestałem Go szukać, On nie przestał szukać mnie. Nawet wtedy, gdy popełniałem błędy. Nawet wtedy, gdy żyłem w grzechu. Nawet wtedy, gdy byłem pełen gniewu i rozczarowania.
Bóg nie zrezygnował ze mnie.
Nie wiedziałem jeszcze, że przede mną jest moment, który zmieni całe moje życie. Nie wiedziałem, że Bóg przygotowuje ludzi i wydarzenia, które staną się początkiem mojego powrotu.
Wydawało mi się, że moja historia coraz bardziej oddala się od Boga.
W rzeczywistości byłem coraz bliżej chwili, w której miałem odkryć, że Jego miłość jest większa niż mój bunt, większa niż moje grzechy i większa niż wszystkie błędy, które popełniłem.
Rozdział 3
Życie bez Boga
„Jest droga, która człowiekowi wydaje się słuszna, lecz w końcu prowadzi do śmierci.”
Przysłów 14,12
Po tym, jak coraz bardziej oddalałem się od Boga, moje życie zaczęło zmieniać się w sposób, którego początkowo nie dostrzegałem. Wydawało mi się, że jestem wolny. Wydawało mi się, że sam decyduję o swoim losie. Byłem przekonany, że nie potrzebuję niczyjej pomocy, a już na pewno nie potrzebuję Boga, aby być szczęśliwym.
Dzisiaj wiem, że była to jedna z największych iluzji mojego życia.
Człowiek może próbować żyć bez Boga. Może ignorować Jego głos, odrzucać Jego wskazówki i budować swoją przyszłość według własnego planu. Przez jakiś czas może nawet wydawać się, że wszystko działa. Jednak przychodzi moment, kiedy zaczynają pojawiać się pytania, na które świat nie potrafi odpowiedzieć.
W moim przypadku zaczęło się od problemów.
Nie wszystkie pojawiły się od razu. Niektóre były konsekwencją moich decyzji. Inne przyszły niezależnie ode mnie. Jednak każdy kolejny problem sprawiał, że coraz bardziej czułem się przytłoczony. Zamiast szukać rozwiązania u Boga, próbowałem radzić sobie sam.
Im bardziej walczyłem własnymi siłami, tym bardziej się męczyłem.
Nosiłem w sobie wiele emocji, których nie potrafiłem nazwać. Były dni, kiedy budziłem się zmęczony już od samego rana. Były chwile, kiedy nie widziałem sensu w tym, co robię. Patrzyłem na swoją przyszłość i nie wiedziałem, dokąd właściwie zmierzam.
Z zewnątrz mogłem wyglądać normalnie. Rozmawiałem z ludźmi, wykonywałem codzienne obowiązki, uśmiechałem się. Jednak w środku toczyła się zupełnie inna walka.
Coraz częściej towarzyszyła mi samotność.
Samotność nie zawsze oznacza brak ludzi wokół. Można być wśród rodziny, znajomych czy tłumu ludzi i jednocześnie czuć się całkowicie samemu. Właśnie tak wyglądało moje życie.
Miałem wrażenie, że nikt nie rozumie tego, co dzieje się w moim sercu. Nie potrafiłem otwarcie mówić o swoich problemach. Bałem się oceny, niezrozumienia i odrzucenia. Dlatego wiele rzeczy zatrzymywałem dla siebie.
Z czasem samotność zaczęła stawać się codziennością.
Wieczorami zostawałem sam ze swoimi myślami. Wracały pytania, na które nie znałem odpowiedzi. Wracały wspomnienia błędów, których nie potrafiłem naprawić. Wracało poczucie winy i świadomość, że moje życie nie wygląda tak, jak powinno.