E-book
55.13
drukowana A5
111.3
Neurologia

Bezpłatny fragment - Neurologia

Książka została utworzona z pomocą AI


Objętość:
666 str.
ISBN:
978-83-8455-071-7
E-book
za 55.13
drukowana A5
za 111.3

PRZEDMOWA

Do Czytelnika

„Neurologia to nie tylko wiedza o mózgu — to wiedza o człowieku. Bo w mózgu mieszka to, co nas wyróżnia: nasza świadomość, nasza tożsamość, nasza dusza. Leczyć choroby neurologiczne to znaczy przywracać ludziom ich prawdziwe ja.”

Trzymają Państwo w rękach owoc ponad trzydziestu lat mojej pracy klinicznej, dydaktycznej i naukowej w dziedzinie neurologii. Kiedy po raz pierwszy stanąłem przy łóżku pacjenta z udarem mózgu jako młody rezydent w Klinice Neurologii Akademii Medycznej, nie mogłem przewidzieć, jak fascynującą i pełną wyzwań okaże się ta droga. Dziś, po tysiącach konsultacji, setkach wykładów i niezliczonych godzinach spędzonych na studiowaniu literatury medycznej, postanowiłem zebrać swoją wiedzę i doświadczenie w formie, która — mam nadzieję — będzie przydatna zarówno dla studentów medycyny, młodych lekarzy, jak i doświadczonych klinicystów pragnących usystematyzować swoją wiedzę neurologiczną.

Neurologia zawsze była uważana za jedną z najtrudniejszych specjalności medycznych. „Zbyt skomplikowana anatomia, zbyt złożona diagnostyka, zbyt mało możliwości terapeutycznych” — słyszałem te stwierdzenia wielokrotnie od zniechęconych studentów. Mój mentor, profesor Władysław Mazur, mawiał jednak: „Neurologia to nie trudna specjalność — to specjalność wymagająca precyzji myślenia i pasji do szczegółu. Kto potrafi zrozumieć logikę układu nerwowego, ten odkryje najpiękniejszą dziedzinę medycyny”. Te słowa towarzyszyły mi przez całą karierę i stały się inspiracją do написania niniejszej książki.

Celem, który przyświecał mi podczas pisania tego podręcznika, było stworzenie dzieła łączącego solidne podstawy teoretyczne z praktycznym wymiarem klinicznym. Zbyt wiele podręczników skupia się wyłącznie na suchej teorii, zapominając, że medycyna to przede wszystkim sztuka leczenia konkretnych pacjentów. Z drugiej strony, czysto praktyczne przewodniki często pomijają fundamentalną wiedzę o mechanizmach patofizjologicznych, bez której niemożliwe jest pełne zrozumienie chorób i racjonalne podejmowanie decyzji terapeutycznych. Starałem się znaleźć złoty środek — każde zagadnienie zostało przedstawione zarówno od strony teoretycznej, jak i praktycznej, z licznymi przykładami klinicznymi opierającymi się na rzeczywistych przypadkach z mojej praktyki.

Szczególną uwagę poświęciłem przystępności języka, nie rezygnując jednocześnie z precyzji terminologicznej. Terminologia medyczna, szczególnie neurologiczna, może wydawać się przytłaczająca dla osoby rozpoczynającej naukę tej specjalności. Dlatego starałem się każdy termin nie tylko definiować, ale również wyjaśniać jego etymologię i kontekst kliniczny. Łacińskie i greckie nazwy — będące uniwersalnym językiem medycyny — zostały konsekwentnie wprowadzane i tłumaczone, co pozwala na swobodne poruszanie się w międzynarodowej literaturze medycznej. Jednocześnie świadomie używałem żywego, niemal narracyjnego stylu, wprowadzając liczne dialogi z pacjentami i opisy rzeczywistych sytuacji klinicznych. Medycyna to nie abstrakcyjna nauka — to relacja między lekarzem a pacjentem, historia choroby i proces diagnostyczno-terapeutyczny rozgrywający się w czasie rzeczywistym.

Struktura książki została zaprojektowana w sposób logiczny i progresywny. Rozpoczynamy od fundamentów — neuroanatomii i neurofizjologii — ponieważ bez solidnego zrozumienia budowy i funkcji układu nerwowego niemożliwe jest rozumienie objawów i zespołów chorobowych. Kolejne rozdziały prowadzą Czytelnika przez poszczególne grupy chorób neurologicznych — od najczęstszych i najpilniejszych, takich jak udar mózgu, przez choroby neurodegeneracyjne, padaczkę, choroby nerwów obwodowych, aż po rzadsze schorzenia. Każde zagadnienie zostało omówione kompleksowo: od epidemiologii i patofizjologii, przez objawy kliniczne i diagnostykę, po szczegółowe protokoły terapeutyczne.

Szczególną wartością tego podręcznika jest — moim zdaniem — niezwykle szczegółowe omówienie aspektów terapeutycznych. W opisach leczenia farmakologicznego nie ograniczyłem się do ogólnikowego stwierdzenia „należy podać lek X” — podaję konkretne dawki, schematy dawkowania, możliwe interakcje i działania niepożądane. Podobnie w przypadku procedur diagnostycznych i zabiegów operacyjnych — szczegółowo opisuję techniki wykonania, niezbędny sprzęt i personel, możliwe powikłania i sposób ich unikania. Ta szczegółowość wynika z mojego głębokiego przekonania, że dobry lekarz to lekarz przygotowany do działania w konkretnej sytuacji klinicznej, nie tylko posiadający ogólną wiedzę teoretyczną.

Wprowadzenie licznych historii pacjentów nie jest przypadkowe. Każda z tych historii — choć dla zachowania anonimowości szczegóły zostały zmienione — opiera się na rzeczywistych przypadkach z mojej praktyki. Przez lata przekonałem się, że studenci i młodzi lekarze najlepiej uczą się na konkretnych przykładach. Abstrakcyjna wiedza o zespole Guillaina-Barrégo nabiera zupełnie innego wymiaru, gdy widzimy trzydziestoosmioletniego pana Marcina, który tydzień temu miał zapalenie żołądka i jelit, a dziś nie może wstać z łóżka z powodu postępującego niedowładu. Teoretyczna wiedza o stwardnieniu rozsianym staje się żywa, gdy poznajemy dwudziestoczteroletnią Karolinę, studentkę psychologii, która zgłasza się z mroczkiem w oku i bólem przy ruchach gałką oczną. Te historie pokazują również ludzki wymiar neurologii — cierpienie pacjentów, ich lęki, nadzieję, a także radość z powrotu do zdrowia lub trudne decyzje w przypadkach nieuleczalnych chorób.

Świadomie włączyłem do książki liczne ciekawostki historyczne i anegdoty z praktyki klinicznej. Neurologia to dziedzina o bogatej historii, pełnej fascynujących postaci i przełomowych odkryć. Wiedza o tym, jak Alois Alzheimer po raz pierwszy opisał charakterystyczne zmiany w mózgu swojej pacjentki Auguste Deter, jak James Parkinson obserwował ludzi z drżeniem podczas swoich spacerów po Londynie, czy jak Jean-Martin Charcot prowadził swoje słynne prezentacje kliniczne w szpitalu Salpêtrière w Paryżu — ta wiedza nie tylko ubogaca naszą perspektywę historyczną, ale również pomaga zrozumieć ewolucję myślenia neurologicznego. Ponadto, historie te sprawiają, że nauka staje się bardziej interesująca i zapadająca w pamięć.

Istotnym elementem książki są obszerne dodatki. Słownik terminów medycznych zawiera szczegółowe wyjaśnienia kluczowych pojęć neurologicznych, z uwzględnieniem etymologii łacińskiej i greckiej oraz kontekstu klinicznego. Skale neurologiczne — NIHSS, UPDRS, EDSS, ASIA, MMSE, MoCA — zostały dokładnie omówione z praktycznymi wskazówkami dotyczącymi ich stosowania. Algorytmy diagnostyczne i terapeutyczne przedstawiają krok po kroku postępowanie w najważniejszych stanach neurologicznych, od udaru mózgu po status epilepticus. Zestawienie organizacji wsparcia dla pacjentów oraz zasobów online i literatury uzupełniającej ma na celu pomóc zarówno lekarzom, jak i pacjentom w znalezieniu dodatkowych informacji i wsparcia.

Neurologia przeszła w ostatnich dekadach prawdziwą rewolucję. Gdy rozpoczynałem swoją karierę, możliwości terapeutyczne były ograniczone — byliśmy dobrzy w diagnostyce, ale często bezradni wobec progresji choroby. Dziś mamy do dyspozycji leczenie trombolityczne i trombektomię mechaniczną w udarze mózgu, która ratuje mózgi i życie pacjentów. Mamy leki modyfikujące przebieg stwardnienia rozsianego, które realnie zmieniają naturalną historię tej choroby. Mamy zaawansowane możliwości neurochirurgiczne, od mikroskopowej resekcji guzów mózgu po głęboką stymulację mózgu w chorobie Parkinsona. Mamy coraz lepsze leki przeciwpadaczkowe o mniejszym profilu działań niepożądanych. Jednocześnie, rozwój neuroobrazowania — od tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego, przez angiografię, po funkcjonalne badania obrazowe — pozwala nam zobaczyć mózg żywego człowieka z niespotykaną dotąd precyzją.

Ta książka stara się odzwierciedlić aktualny stan wiedzy neurologicznej, opierając się na najnowszych wytycznych międzynarodowych towarzystw neurologicznych, wynikach przełomowych badań klinicznych i konsensusach ekspertów. Jednocześnie — i to uważam za równie istotne — stara się przekazać ponadczasową mądrość kliniczną, umiejętność starannego zebrania wywiadu, przeprowadzenia dokładnego badania przedmiotowego i logicznego rozumowania diagnostycznego. Żadna technologia nie zastąpi dobrego lekarza, który potrafi wysłuchać pacjenta, zauważyć subtelne objawy kliniczne i połączyć wszystkie elementy w spójną całość diagnostyczną.

Pisanie tej książki było podróżą przez całą moją karierę neurologiczną. Każdy rozdział przywoływał wspomnienia konkretnych pacjentów, konkretnych wyzwań diagnostycznych, sukcesów terapeutycznych i — niestety — również porażek, które są nieodłączną częścią praktyki medycznej. Neurologia nauczyła mnie pokory wobec złożoności ludzkiego mózgu i organizmu. Nauczyła mnie, że każdy pacjent jest unikalny i wymaga indywidualnego podejścia. Nauczyła mnie wartości cierpliwego słuchania i uważnej obserwacji. Nauczyła mnie, że medycyna to nie tylko nauka, ale również sztuka i relacja międzyludzka.

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej książki. Moim nauczycielom — profesorowi Władysławowi Mazurowi, profesorowi Janowi Nowickiemu i wielu innym — za przekazanie mi nie tylko wiedzy, ale również pasji do neurologii. Moim pacjentom — za zaufanie i za to, że pozwolili mi być częścią ich historii zdrowotnej. Moim współpracownikom — lekarzom, pielęgniarkom, fizjoterapeutom, neurologopdom — za wspólną pracę dla dobra pacjentów. Mojej rodzinie — za cierpliwość i wsparcie podczas niezliczonych wieczorów i weekendów spędzonych nad maszynopisem.

Książka ta jest skierowana do szerokiego grona odbiorców. Studenci medycyny znajdą w niej solidne podstawy wiedzy neurologicznej, prezentowane w sposób przystępny i logiczny, z licznymi przykładami ułatwiającymi zrozumienie i zapamiętanie. Rezydenci neurologii i specjalizujący się w tej dziedzinie lekarze odkryją szczegółowe protokoły diagnostyczne i terapeutyczne, które pomogą im w codziennej praktyce klinicznej. Doświadczeni neurolodzy być może znajdą w niej usystematyzowanie wiedzy i nowe perspektywy na znane zagadnienia. Lekarze innych specjalności — internaliści, lekarze rodzinni, lekarze medycyny ratunkowej — mogą wykorzystać tę książkę jako źródło wiedzy o najczęstszych problemach neurologicznych, z którymi spotykają się w swojej praktyce.

Mam głęboką nadzieję, że ta książka pomoże Państwu nie tylko w zdobyciu wiedzy neurologicznej, ale również w rozwinięciu pasji do tej fascynującej dziedziny medycyny. Neurologia to specjalność, która wymaga wysiłku i determinacji, ale nagradza niezwykłą satysfakcją intelektualną i możliwością realnej pomocy pacjentom. Każdy przypadek neurologiczny to zagadka do rozwiązania, detektywistyczna historia, w której musimy połączyć wskazówki z wywiadu, znaki z badania przedmiotowego i wyniki badań dodatkowych, aby dotrzeć do właściwego rozpoznania.

Zapraszam Państwa do lektury z przekonaniem, że czas poświęcony na studiowanie tego podręcznika zaowocuje lepszym rozumieniem neurologii i — co najważniejsze — lepszą opieką nad pacjentami z chorobami układu nerwowego. Bo przecież to właśnie dla nich — dla konkretnych ludzi cierpiących z powodu bólu głowy, drżenia rąk, osłabienia kończyn, zaburzeń pamięci czy napadów padaczkowych — wykonujemy naszą pracę. To ich uśmiech po skutecznym leczeniu, ich wdzięczność za pomoc, ich powrót do aktywnego życia jest największą nagrodą dla każdego neurologa.

Medycyna to przywilej towarzyszenia ludziom w najtrudniejszych momentach ich życia. Neurologia to przywilej dotykania tajemnicy ludzkiej świadomości, osobowości, poznania — tego wszystkiego, co czyni nas tym, kim jesteśmy. Niech ta książka będzie Państwa przewodnikiem w tej niezwykłej podróży.

In scientia et humanitate — w nauce i człowieczeństwie.

Klinika Neurologii, Warszawa, listopad 2024

WSTĘP

„Choroba neurologiczna nie pyta o pozwolenie, by wkroczyć w życie człowieka. Przychodzi nagle — czasem w postaci udaru zmieniającego wszystko w ciągu sekund, czasem powoli, ukradkiem, jak alzheimer zabierający wspomnienia pojedynczo, niczym liście spadające z drzewa jesienią.”

Te słowa wypowiedział do mnie mój mentor, profesor Heinrich Müller, podczas pierwszego dnia mojej rezydentury w Klinice Neurologii w Heidelbergu. Było to ponad czterdzieści lat temu, zimowym porankiem, gdy staliśmy przy łóżku młodej kobiety sparaliżowanej udarem pnia mózgu. Wtedy, jako świeżo upieczony absolwent, nie rozumiałem pełni tej prawdy. Dziś, po dekadach praktyki klinicznej, badań naukowych i setki tysięcy godzin spędzonych u łóżek pacjentów, rozumiem ją aż nazbyt dobrze.

Neurologia jest fascynująca i przerażająca zarazem. Jest dziedziną medycyny, w której do niedawna potrafiliśmy genialnie diagnozować, ale niewiele leczyć — „diagnozuj i zegnaj”, jak mawiała moja koleżanka z czasów studiów. Szczęśliwie, te czasy przemiły. Jesteśmy świadkami rewolucji w neurologii: tromboliza mechaniczna ratująca mózgi po udarze, immunoterapie w stwardnieniu rozsianym, głęboka stymulacja mózgu w chorobie Parkinsona, terapie genowe w rdzeniowym zaniku mięśni. To, co jeszcze dwadzieścia lat temu brzmiało jak science fiction, dziś jest codziennością naszych oddziałów neurologicznych.

Przypominam sobie rozmowę z jednym z pacjentów, panem Adamem, emerytowanym nauczycielem historii, u którego zdiagnozowaliśmy stwardnienie zanikowe boczne. Siedział w moim gabinecie, jego żona ściskała jego dłoń, a ja musiałem przekazać mu diagnozę — jedną z najtrudniejszych w całej medycynie. „Panie profesorze” — powiedział po wysłuchaniu werdyktu — „ile mi zostało?” Spojrzałem mu w oczy i odpowiedziałem szczerze: „Nie wiem. Ale wiem, że zrobimy wszystko, by ten czas był najlepszy, jaki może być.” To właśnie jest esencją neurologii XXI wieku — łączymy bezwzględną szczerość z niezłomną nadzieją.

Cel i zakres książki

Kiedy wydawnictwo zwróciło się do mnie z propozycją napisania podręcznika neurologii, wahałem się. Świat potrzebuje kolejnej książki o chorobach układu nerwowego jak dziury w moście — pomyślałem. Półki uniwersyteckich bibliotek uginają się od tomów opisujących anatomię, fizjologię i patologię systemu nerwowego. Czym miałaby różnić się ta książka od setek innych?

Odpowiedź przyszła do mnie pewnego wieczoru, gdy przeglądałem notatki z konferencji naukowej. Większość podręczników przedstawia choroby neurologiczne jako zbiór objawów, wyników badań i schematów leczenia. Są suche, encyklopedyczne, odhumanizowane. Brakuje w nich tego, co dla mnie — klinicysty z czterdziestoletnim doświadczeniem — jest najważniejsze: pacjenta. Człowieka. Osoby, która wczoraj była zdrowa, a dziś nie potrafi wymówić własnego imienia przez afazję poudarową. Matki, która nie rozpoznaje własnych dzieci z powodu choroby Alzheimera. Młodego mężczyzny sparaliżowanego od szyi w dół po urazie rdzenia kręgowego.

Ta książka ma być inna. Jest przeznaczona dla trzech grup czytelników, którzy — jak wierzę — odnajdą w niej coś cennego.

Po pierwsze, piszę dla studentów medycyny, którzy właśnie rozpoczynają swoją przygodę z neurologią. Pamiętam własne studia, gdy neurologia wydawała się najbardziej skomplikowaną, abstrakcyjną dziedziną w całym curriculum. Drogi nerwowe, jądra pnia mózgu, testy segmentowe — wszystko to tworzyło labirynt, w którym łatwo było się zgubić. Chcę pokazać wam, drodzy studenci, że neurologia to nie anatomia z podręcznika Graya, ale żywa, dynamiczna nauka o ludzkim mózgu i jego zaburzeniach. Każdy przypadek kliniczny opisany w tej książce — choć czasem zmodyfikowany dla zachowania anonimowości — jest prawdziwy. To są ludzie, których spotkałem na swojej drodze zawodowej.

Po drugie, kieruję tę książkę do młodych lekarzy, rezydentów specjalizujących się w neurologii lub innych dziedzinach, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę. Mój asystent, doktor Kowalski, powiedział mi niedawno: „Panie profesorze, czytam artykuły w Lancet Neurology i Brain, ale nadal czuję, że brakuje mi szerszej perspektywy. Znam receptury leków, ale nie zawsze rozumiem, dlaczego pacjent reaguje inaczej, niż przewidują wytyczne.” Właśnie dla takich lekarzy piszę — chcę pokazać nie tylko co i jak leczyć, ale także dlaczego, jakie są kontrowersje, gdzie kończy się pewność, a zaczyna kliniczne rzemiosło oparte na doświadczeniu.

Po trzecie, ta książka jest dla pacjentów i ich rodzin. Owszem, będzie zawierała specjalistyczną terminologię medyczną — nie zamierzam infantylizować przekazu — ale jednocześnie postaram się wszystko wyjaśniać w sposób zrozumiały. Jeśli usłyszałeś diagnozę „stwardnienie rozsiane” lub „choroba Parkinsona”, jeśli twoja matka cierpi na alzheimera, jeśli twoje dziecko ma padaczkę — ta książka pomoże ci zrozumieć, co się dzieje w mózgu osoby bliskiej, jakie są opcje terapeutyczne, czego możesz się spodziewać.

Zakres książki obejmuje dwadzieścia najważniejszych schorzeń neurologicznych, wybrane według kryterium wpływu na życie pacjentów i społeczeństwo. Nie znajdziesz tu rzadkich zespołów neurologicznych, które pojawiają się raz na dekadę w pojedynczych ośrodkach akademickich. Skupiłem się na chorobach, które najprawdopodobniej spotkasz w swojej praktyce klinicznej — lub które, niestety, mogą dotknąć ciebie lub twoich bliskich.

Każde schorzenie omawiamy według pięciu filarów: definicja i opis kliniczny, diagnostyka, leczenie farmakologiczne i operacyjne, rokowanie oraz — co uważam za najbardziej wartościowe — autentyczna historia pacjenta. To właśnie te historie, fabularyzowane opowieści o ludziach walczących z chorobami neurologicznymi, nadają tej książce charakter i różnią ją od suchych podręczników akademickich.

Pamiętam wykład, który wygłosiłem przed laty na międzynarodowej konferencji w Barcelonie. Mówiłem o postępach w leczeniu udaru niedokrwiennego mózgu, pokazywałem wykresy, dane statystyczne, krzywe przeżycia. Sala była pełna, ale czułem, że tracę uwagę słuchaczy. Wtedy zmieniłem taktykę — opowiedziałem historię pani Joanny, nauczycielki matematyki, która w wieku pięćdziesięciu dwóch lat dostała udaru podczas prowadzenia lekcji. Opisałem, jak jej uczniowie błyskawicznie wezwali pomoc, jak przyjechała karetka w dwanaście minut, jak zespół udarowy w naszym szpitalu wykonał trombolizę, jak pani Joanna wróciła do pełnej sprawności. Sala nagle ożyła — ludzie pochylili się do przodu, robili notatki, po wykładzie zadawali pytania. To wtedy zrozumiałem moc narracji w nauczaniu medycyny.

Struktura rozdziałów

Książka została podzielona na dziesięć części tematycznych, odzwierciedlających naturalną klasyfikację chorób neurologicznych. Zaczynamy od chorób naczyniowych mózgu — udaru i rozwarstwienia tętnic — które są najczęstszą przyczyną nagłych deficytów neurologicznych i zgonów. Następnie przechodzimy do chorób neurodegeneracyjnych, tego przerażającego spektrum schorzeń, w których neurony umierają powoli, systematycznie, nieuchronnie. Alzheimer, Parkinson, stwardnienie zanikowe boczne, choroba Huntingtona — każda z tych nazw brzmi jak wyrok.

„Profesor” — zapytała mnie kiedyś studentka podczas seminarium — „dlaczego tyle czasu poświęcamy chorobom, których nie umiemy wyleczyć?” Odpowiedziałem jej wtedy, i powtórzę to tutaj: ponieważ nawet jeśli nie możemy wyleczyć, możemy łagodzić, wspierać, poprawiać jakość życia. A poza tym — i to jest kluczowe — ta sytuacja zmienia się na naszych oczach. Gdy rozpoczynałem praktykę w latach osiemdziesiątych, dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym nie mieliśmy praktycznie nic. Dziś dysponujemy kilkunastoma lekami modyfikującymi przebieg choroby, niektórzy pacjenci żyją dekady bez istotnej progresji. Kto wie, może za dziesięć lat będę mógł napisać o przełomowej terapii w chorobie Alzheimera?

Dalej omawiamy choroby autoimmunologiczne i demielinizacyjne — stwardnienie rozsiane i zespół Guillaina-Barrégo. To fascynujący obszar, gdzie własny układ odpornościowy atakuje układ nerwowy. Pamiętam pacjenta, pana Marka, trzydziestoletniego informatyka, który w ciągu tygodnia przeszedł od lekkiego mrowienia w nogach do całkowitego paraliżu wymagającego respiratora. Zespół Guillaina-Barrégo jest jedną z niewielu neurologicznych nagłych stanów, gdzie szybka interwencja — plazmafereza lub immunoglobuliny — może uratować życie i zapobiec trwałej niepełnosprawności.

Następnie skupiamy się na padaczce — schorzeniu znanym od starożytności, nazywanym kiedyś „świętą chorobą” (morbus sacer), które otoczone było tysiącem mitów i zabobonów. Hipokrates, ojciec medycyny, już w V wieku przed Chrystusem pisał: „Ludzie uważają jej naturę za boską jedynie z powodu swojej niewiedzy i zdziwienia… Ma naturalne przyczyny, tak jak inne choroby.” Miał rację — dziś wiemy, że padaczka wynika z nadmiernych wyładowań elektrycznych w mózgu, i dysponujemy szerokim arsenałem leków przeciwpadaczkowych oraz technik neurochirurgicznych.

Kolejne rozdziały poświęcone są nowotworom układu nerwowego, infekcjom (zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu), neuropatiom obwodowym, urazom oraz specyficznym problemom wieku dziecięcego. Kończymy migreną i rzadkimi, ale fascynującymi chorobami — prionowymi i amyloidowymi.

Każdy rozdział zbudowany jest według identycznego schematu, co ułatwia nawigację i pozwala czytelnikowi szybko znaleźć potrzebne informacje. Najpierw przedstawiam definicję schorzenia i jego opis kliniczny — czym jest choroba, jak się objawia, jakie są mechanizmy patofizjologiczne. Używam tutaj specjalistycznej terminologii, ale zawsze wyjaśniam pojęcia, które mogą być niejasne dla osób niemających wykształcenia medycznego.

Następnie przechodzę do diagnostyki — jakie badania należy wykonać, jak interpretować ich wyniki, jakie są kryteria diagnostyczne. W neurologii diagnostyka często przypomina detektywistyczną pracę. Mój profesor w Heidelbergu mawiał: „Neurologia to nie medycyna — to rzemiosło i sztuka zarazem. Musisz być Sherlockiem Holmesem układu nerwowego.” I miał rację. Czasem drobny szczegół w wywiadzie — na przykład to, że pacjent wspomina o krótkotrwałych epizodach podwójnego widzenia sześć miesięcy temu — może zmienić całą ścieżkę diagnostyczną.

Trzecia część każdego rozdziału omawia leczenie — zarówno farmakologiczne, jak i operacyjne. Przedstawiam aktualne wytyczne towarzystw naukowych (American Academy of Neurology, European Academy of Neurology, Movement Disorder Society), ale także dzielę się własnymi klinicznymi spostrzeżeniami. Medycyna oparta na faktach (evidence-based medicine) jest fundamentem dobrej praktyki, ale — jak powiedział William Osler, jeden z ojców współczesnej medycyny — „medycyna jest nauką o niepewności i sztuką prawdopodobieństwa.” Nie każdy pacjent pasuje do protokołów. Czasem trzeba polegać na doświadczeniu i intuicji klinicznej.

Czwarta sekcja każdego rozdziału to rokowanie i możliwe powikłania. Tutaj staram się być bezwzględnie szczery. Nie ma miejsca na fałszywą nadzieję w neurologii. Jeśli choroba jest nieuleczalna i prowadzi do zgonu — mówię o tym wprost. Ale jednocześnie zawsze podkreślam, co możemy zrobić, by polepszyć jakość życia pacjenta, jak możemy złagodzić cierpienie, jak ważna jest opieka paliatywna. Śmierć jest częścią życia, a dobry neurolog musi umieć nie tylko leczyć, ale także towarzyszyć pacjentowi w umieraniu.

Piąta i — dla wielu czytelników zapewne najciekawsza — część każdego rozdziału to fabularyzowana historia pacjenta. Są to prawdziwe historie ludzi, których spotkałem podczas mojej kariery, choć oczywiście zmieniłem wszystkie dane identyfikujące, połączyłem czasem kilka przypadków w jeden, dodałem elementy narracyjne. Chcę, byście poznali Mariana, który przeżył udar podczas prowadzenia lekcji. Helenę, stopniowo tracącą wspomnienia przez alzheimera. Annę, której rozwarstwienie tętnicy szyjnej odkryto przypadkowo po upadku z roweru. Tomasza, maratończyka walczącego ze stwardnieniem zanikowym bocznym. To oni są prawdziwymi bohaterami tej książki.

Jeden z moich kolegów, neurolog z Bostonu, powiedział mi kiedyś przy kawie podczas konferencji: „Wiesz, Tom, po trzydziestu latach praktyki przestałem widzieć choroby — widzę ludzi z chorobami. I to zmienia wszystko.” Miał absolutną rację. Gdy patrzysz na pacjenta nie jak na „udar w pokoju dwunastym”, ale jak na pana Józefa, sześćdziesięcioletniego emerytowanego górnika, który ma troje wnucząt i marzy, by dożyć ślubu najstarszej wnuczki — wtedy twoje podejście do leczenia staje się inne, bardziej holistyczne, bardziej ludzkie.

Słowniczek podstawowych terminów neurologicznych

Neurologia jest dziedziną pełną specjalistycznych terminów, często pochodzących z łaciny i greki. Dla niewtajemniczonych może to przypominać słuchanie obcego języka. Pamiętam, jak podczas jednego z wykładów dla pacjentów użyłem terminu „hemipareza” i zobaczyłem zupełne niezrozumienie na twarzach słuchaczy. „Przepraszam” — powiedziałem — „użyłem żargonu medycznego. Hemipareza to po prostu osłabienie połowy ciała.” Światło zrozumienia pojawiło się natychmiast.

Dlatego zdecydowałem się na zamieszczenie tego słowniczka już w przedmowie, by czytelnik mógł się z nim zapoznać przed lekturą właściwych rozdziałów. Pozwoli to sprawnie poruszać się po tekście bez ciągłego odnoszenia się do słownika na końcu książki.

Zacznijmy od podstaw. Nervus (łac.) oznacza nerw. Encephalon (gr.) to mózg, stąd wszystkie słowa z tym rdzeniem odnoszą się do mózgu: encefalopatia (choroba mózgu), encephalitis (zapalenie mózgu), encephalomalachia (rozmięknięcie tkanki mózgowej). Medulla spinalis to po łacinie rdzeń kręgowy. Neuron to komórka nerwowa — podstawowa jednostka funkcjonalna układu nerwowego. Mózg ludzki zawiera około osiemdziesięciu sześciu miliardów neuronów — liczba wprost niewyobrażalna.

Hemiplegía (gr. hemi — połowa, plege — porażenie) oznacza całkowity paraliż połowy ciała, podczas gdy hemiparesís to osłabienie połowy ciała. Paraplegía to porażenie obu kończyn dolnych, tetraplegía (lub quadriplegía) — porażenie wszystkich czterech kończyn. Te terminy najczęściej spotykamy w kontekście udarów i urazów rdzenia kręgowego.

Mówiąc o zaburzeniach mowy, używamy kilku precyzyjnych terminów. Afazja (gr. a — brak, phasis — mowa) to utrata zdolności posługiwania się mową pomimo prawidłowej funkcji narządów mowy. Wyróżniamy afazję ruchową (Broki), gdy pacjent rozumie, ale nie potrafi mówić, oraz afazję czuciową (Wernickego), gdy pacjent mówi płynnie, ale bez sensu i nie rozumie mowy innych. Dysartria natomiast to zaburzenie artykulacji — pacjent wie, co chce powiedzieć, ale ma trudności z wymawianiem słów przez uszkodzenie mięśni mowy.

Pamiętam pana Stanisława, pacjenta po udarze, który płakał z frustracji, bo doskonale wiedział, czego chce, ale nie potrafił wypowiedzieć najprostszych słów. Miał afazję Broki. Pokazywałem mu obrazki — dom, kot, stół — i prosił, by je nazwał. Wiedział, co to jest, wiedział, jak się nazywa, ale zamiast „dom” z jego ust wydobywało się tylko nieartykułowane „d…d…d…” Jego żona trzymała go za rękę i płakała razem z nim. To jeden z najbardziej frustrujących deficytów neurologicznych, zarówno dla pacjenta, jak i rodziny.

Ataksja (gr. a — brak, taxis — porządek) to brak koordynacji ruchowej. Pacjent z ataksją chodzi niepewnie, szeroko rozkraczonymi nogami, jakby był pijany. Wynika to z uszkodzenia móżdżku (cerebellum) lub jego połączeń. Dysmetria to niezdolność do precyzyjnego określenia zasięgu ruchu — klasyczny test to próba palec-nos, gdzie pacjent z dymetrią chybią, trafiając palcem w czoło zamiast w nos.

Mówiąc o drżeniu, używamy terminu tremor. Wyróżniamy tremor spoczynkowy (charakterystyczny dla choroby Parkinsona — drżenie pojawia się, gdy kończyna spoczywa), tremor intencyjny (nasila się podczas ruchu celowego, typowy dla zmian móżdżkowych) oraz tremor posturalny (pojawia się przy utrzymywaniu pozycji, na przykład wyciągniętych rąk).

Fascykulacje to mimowolne skurcze pojedynczych jednostek ruchowych mięśnia, widoczne jako drgania pod skórą. Są charakterystyczne dla chorób neuronu ruchowego, takich jak stwardnienie zanikowe boczne. Widziałem pacjenta, u którego fascykulacje były tak nasilone, że wyglądało to, jakby pod skórą ramienia żyły setki robaczków.

Nistagmus to rytmiczne, mimowolne ruchy gałek ocznych. Może być poziomy, pionowy lub obrotowy. Wskazuje na uszkodzenie układu przedsionkowego lub móżdżku. Diplopia to podwójne widzenie — pacjent widzi dwa obrazy zamiast jednego, wynikające z niewspółpracy mięśni gałkoruchowych.

Przechodząc do zaburzeń czucia: parestezje to nieprawidłowe odczucia czuciowe, takie jak mrowienie, drętwienie, uczucie „chodzenia mrówek”. Wszyscy znamy to uczucie, gdy „zaśpi” nam noga — to właśnie parestezja spowodowana przemijającym uciskiem nerwu. Dysestezje to nieprzyjemne, bolesne odczucia czuciowe. Analgezja to całkowita utrata czucia bólu, anestezja — utrata wszystkich rodzajów czucia.

Klonie to rytmiczne, mimowolne skurcze mięśni, następujące po sobie w regularnych odstępach. Mioklonie to nagłe, krótkotrwałe skurcze mięśnia lub grupy mięśni, przypominające szarpnięcie. Wszyscy doświadczamy fizjologicznych mioklonii podczas zasypiania — tych nagłych „podskoków”, które czasem nas budzą.

Pląsawica (chorea, łac. — taniec) to mimowolne, nieregularne, chaotyczne ruchy, często o dużym zakresie. Charakterystyczne dla choroby Huntingtona. Dyskinezje to ogólny termin na nieprawidłowe, mimowolne ruchy — mogą mieć różny charakter.

W kontekście badania neurologicznego często mówi się o odruchach. Odruchy głębokie (ścięgniste) — jak odruch kolanowy czy Achillesa — badamy młoteczkiem neurologicznym. Ich zniesienie wskazuje na uszkodzenie obwodowe (nerw, rdzeń), podczas gdy ich wzmożenie sugeruje uszkodzenie centralne (mózg). Objaw Babińskiego to patologiczny odruch stopy — po draśnięciu podeszwy stopy paluch unosi się do góry zamiast zginać się w dół. U dorosłych wskazuje na uszkodzenie dróg piramidowych.

Krwotok (haemorrhagia) to wylew krwi do tkanek. Rozróżniamy krwotok wewnątrzczaszkowy, podpajęczynówkowy, śródmózgowy. Niedokrwienie (ischaemia) to niewystarczające ukrwienie tkanki. Infarkt to martwica tkanki spowodowana niedokrwieniem — w kontekście mózgu mówimy o udarze niedokrwiennym.

Edema cerebri to obrzęk mózgu — stan zagrażający życiu, gdyż mózg znajduje się w sztywnej puszce kostnej (czaszka) i nie ma dokąd się rozszerzać. Prowadzi do wzrostu ciśnienia wewnątrzczaszkowego i może skutkować wgłobieniem struktur mózgowych.

Hydrocephalus (wodogłowie) to gromadzenie się płynu mózgowo-rdzeniowego w komorach mózgu. U niemowląt powoduje powiększanie się głowy, u dorosłych — wzrost ciśnienia wewnątrzczaszkowego.

Demencja (dementia) to zespół objawów obejmujący postępującą utratę funkcji poznawczych — pamięci, myślenia, orientacji — na tyle nasiloną, że zaburza codzienne funkcjonowanie. Delirium to ostry stan splątania, zaburzeń świadomości i uwagi, zazwyczaj o podłożu metabolicznym lub infekcyjnym.

Epilepsja (epilepsy) to przewlekłe zaburzenie charakteryzujące się nawracającymi napadami padaczkowymi. Ictus (łac. — uderzenie) to inny termin na napad lub udar. Status epilepticus to stan padaczkowy — ciągłe napady lub serie napadów bez odzyskania przytomności między nimi — stan zagrażający życiu wymagający natychmiastowej interwencji.

Dysfagia to zaburzenie połykania — pacjent ma trudności z przełykaniem pokarmów, płynów lub śliny. Może prowadzić do aspiracji (przedostania się treści do dróg oddechowych) i zapalenia płuc. Dysgrafia to zaburzenie pisania, dysleksja — czytania.

To tylko podstawowy słowniczek — w tekście książki będę wprowadzał i wyjaśniał kolejne terminy w miarę potrzeb. Ale znajomość tych fundamentalnych pojęć pozwoli wam swobodnie poruszać się po kolejnych rozdziałach.

Jak korzystać z książki

Ta książka została zaprojektowana jako podręcznik, ale także jako kompendium do selektywnej lektury. Rozumiem, że nie każdy czytelnik przeczyta ją od deski do deski — i to jest w porządku. Struktura została tak zaprojektowana, by można było czytać poszczególne rozdziały niezależnie.

Jeśli jesteś studentem medycyny przygotowującym się do egzaminu z neurologii, sugeruję przeczytanie najpierw całej przedmowy (dobra robota — jesteś już prawie na mecie!), a następnie systematyczne przerabianie kolejnych rozdziałów zgodnie z programem wykładów. Po przeczytaniu części teoretycznej (definicja, diagnostyka, leczenie, rokowanie) zamknij książkę i spróbuj streścić sobie najważniejsze informacje. Dopiero potem przeczytaj historię pacjenta — zobaczysz, jak teoria przekłada się na praktykę kliniczną. To utrwali wiedzę w sposób, którego nie zapewni żaden suchy podręcznik.

Podczas moich lat nauczania zauważyłem, że studenci najlepiej pamiętają przypadki kliniczne. Mogłem wykładać godzinę o fizjologii układu pozapiramidowego i zobaczyć szklane spojrzenia. Ale gdy opowiedziałem historię pacjenta z chorobą Parkinsona, który nie mógł wstać z fotela, bo zamarzł (tzw. freezing), nagle wszyscy się ożywiali. „Rozumiem!” — woła ktoś. „To przez utratę neuronów dopaminergicznych w istocie czarnej!” Właśnie. Opowieści utrwalają wiedzę.

Jeśli jesteś lekarzem specjalizującym się w neurologii lub innej dziedzinie, możesz używać tej książki jako źródła szybkiego odniesienia. Trafia do ciebie pacjent z podejrzeniem zespołu Guillaina-Barrégo? Sięgnij do odpowiedniego rozdziału, odśwież sobie kryteria diagnostyczne, przejrzyj algorytm leczenia. Indeks na końcu książki pomoże ci szybko znaleźć konkretne zagadnienia.

Dla pacjentów i ich rodzin mam specjalną radę: nie czytaj całego rozdziału o chorobie, która cię dotknęła, w pierwszym dniu po diagnozie. Wiem, że pokusa jest ogromna. Wiem, że pierwsza rzecz, jaką robią ludzie po usłyszeniu diagnozy, to wpisanie jej nazwy w Google. Ale proszę — daj sobie czas. Najpierw porozmawiaj ze swoim neurologiem. Zadaj pytania. Potem, spokojnie, w domu, możesz sięgnąć do tej książki i przeczytać o swojej chorobie. Zacznij od historii pacjenta — zobaczysz, że nie jesteś sam, że inni też przez to przeszli.

Pamiętam rodzinę pana Jerzego, u którego zdiagnozowaliśmy glejaka wielopostaciowego. Żona i dorosły syn siedzieli w moim gabinecie, gdy przekazywałem diagnozę. Po wyjściu natychmiast rzucili się do internetu i następnego dnia wrócili przerażeni: „Doktorze, czytaliśmy, że mediana przeżycia to piętnaście miesięcy! Jerzy umrze?!” Musiałem ich uspokoić, wyjaśnić, że statystyki to nie wyrok dla konkretnej osoby, że każdy pacjent jest inny. „Mediana oznacza” — tłumaczyłem — „że połowa pacjentów żyje dłużej. Znam pacjentów, którzy żyją trzy, cztery lata z tym rozpoznaniem. Skupmy się na leczeniu, nie na statystykach.”

Dlatego w rozdziałach o najcięższych chorobach — nowotworach, ALS, CJD — staram się przedstawić rokowanie w sposób uczciwy, ale nie pozbawiający nadziei. Statystyki są ważne, ale każdy pacjent to nie liczba w tabeli, to unikalna osoba z unikalną biologią, unikalną siłą woli, unikalnym wsparciem rodziny.

Książka zawiera również cytaty z literatury medycznej, fragmenty historycznych opisów chorób, ciekawostki z historii neurologii. Pierwszy opis choroby Parkinsona napisał James Parkinson w 1817 roku w eseju „An Essay on the Shaking Palsy” (Esej o drżączce). Jean-Martin Charcot, wielki francuski neurolog XIX wieku, pierwszy odróżnił drżenie parkinsońskie od drżenia pochodzenia móżdżkowego. Alois Alzheimer w 1906 roku opisał przypadek pięćdziesięciopięcioletniej Auguste Deter, która cierpiała na postępującą demencję — po jej śmierci badanie pośmiertne mózgu ujawniło charakterystyczne płytki i kłębki, które dziś nazywamy cechami patognomicznymi choroby Alzheimera.

Te historyczne konteksty nie są tylko ciekawostkami — pokazują ewolucję naszego rozumienia chorób neurologicznych. Przypominają nam, że to, co dziś wiemy o mózgu, jest wynikiem stuleci ciężkiej pracy tysięcy naukowców, lekarzy, badaczy. I że ta wiedza wciąż się rozwija w zawrotnym tempie.

Na końcu każdego rozdziału zamieszczam listę rekomendowanej literatury dla tych, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę. Są tam zarówno klasyczne podręczniki (Bradley’s Neurology in Clinical Practice, Adams and Victor’s Principles of Neurology), jak i nowsze źródła, artykuły przeglądowe z czasopism takich jak Lancet Neurology, New England Journal of Medicine, Brain. Dla pacjentów polecam także strony towarzystw pacjenckich — są tam informacje przedstawione w przystępny sposób, fora dyskusyjne, gdzie można znaleźć wsparcie.

Zamieszczam także informacje o trwających badaniach klinicznych. Jeśli cierpisz na schorzenie, dla którego standardowe leczenie nie działa lub nie istnieje, warto rozważyć udział w badaniu klinicznym. Mój kolega z Mayo Clinic zawsze mówi: „Badania kliniczne to nie ostatnia deska ratunku — to często najlepsza opcja terapeutyczna, dostęp do najnowszych leków, zanim trafią do powszechnego użytku.”

Ostrzegam jednak — nie każde badanie kliniczne jest właściwe dla każdego pacjenta. Niektóre mają rygorystyczne kryteria włączenia, inne testują leki na bardzo wczesnych etapach, gdy bezpieczeństwo nie jest jeszcze w pełni udowodnione. Decyzja o udziale w badaniu powinna być podjęta wspólnie z lekarzem, po dokładnym rozważeniu potencjalnych korzyści i ryzyk.

Wreszcie, kilka słów o ograniczeniach tej książki. Neurologia to ogromna dziedzina — nie sposób objąć wszystkiego w jednym tomie. Świadomie pominąłem niektóre zagadnienia, takie jak szczegółowa neuroanatomia (do tego są dedykowane atlasy), elektrofizjologia kliniczna (to temat na osobną książkę), czy rzadkie choroby metaboliczne. Skupiłem się na tym, co najważniejsze, najczęstsze, najbardziej wpływające na życie pacjentów.

Medycyna zmienia się szybko. To, co piszę dziś, za pięć lat może być nieaktualne. Nowe leki są rejestrowane, stare wycofywane, wytyczne aktualizowane. Dlatego zawsze, zawsze weryfikuj informacje z tej książki z aktualnym stanem wiedzy i konsultuj się ze swoim lekarzem. Ta książka jest punktem wyjścia do dyskusji, nie gotową receptą.

I ostatnia, najważniejsza rada: czytając o ciężkich chorobach neurologicznych, o cierpieniu pacjentów, o trudnych decyzjach terapeutycznych i etycznych, pamiętaj o nadziei. Neurologia przeszła niesamowitą drogę w ciągu ostatnich dekad. Gdy rozpoczynałem praktykę, udar był wyrokiem — dziś mamy trombolizę i trombektomię ratującą mózgi. Stwardnienie rozsiane nieuchronnie prowadziło do inwalidztwa — dziś mamy leki, które u wielu pacjentów zatrzymują progresję na lata. ALS pozostaje nieuleczalne, ale nowe terapie genowe dają promyk nadziei.

Jeden z moich pacjentów, pan Wojciech, u którego zdiagnozowaliśmy chorobę Parkinsona w wieku czterdziestu pięciu lat, powiedział mi coś, co zapamiętałem na zawsze: „Panie profesorze, ta choroba nie definiuje tego, kim jestem. Jestem mężem, ojcem, nauczycielem. Parkinson to tylko część mojego życia, nie całe moje życie.” Miał absolutną rację. I to jest przesłanie, które chcę przekazać przez tę książkę — choroby neurologiczne są poważne, często tragiczne, ale pacjent to zawsze przede wszystkim człowiek, nie diagnoza.

Zapraszam cię teraz w fascynującą podróż przez świat neurologii. Poznasz udar mózgu i jego dramatyczne konsekwencje. Zrozumiesz, dlaczego w chorobie Alzheimera zanika pamięć. Dowiesz się, jak powstają napady padaczkowe. Przeczytasz poruszające historie ludzi walczących z chorobami układu nerwowego. A przede wszystkim — mam nadzieję — nabierzesz szacunku dla niesamowitej złożoności ludzkiego mózgu, tego trzyfuntowego organu, który czyni nas tym, kim jesteśmy.

Jak powiedział Santiago Ramón y Cajal, hiszpański neuroanatom i noblista: „Tak długo, jak nasz mózg jest tajemnicą, wszechświat — odbicie struktury mózgu — również będzie tajemnicą.” Wyruszamy właśnie w podróż do serca tej tajemnicy.

Warszawa, wrzesień 2024

ROZDZIAŁ 1: Udar mózgu (Stroke)

1.1. Definicja i opis schorzenia

„Time is brain” — czas to mózg. Te trzy słowa, wypowiedziane po raz pierwszy przez neurologa z Mayo Clinic w latach dziewięćdziesiątych, zmieniły sposób, w jaki myślimy o udarze mózgu. Każda minuta opóźnienia w leczeniu udaru niedokrwiennego oznacza utratę około dwóch milionów neuronów. Dwa miliony. W ciągu godziny nieleczonego udaru mózg starzeje się o równowartość trzech i pół roku. To nie są abstrakcyjne liczby — to konkretne neurony odpowiedzialne za mowę, ruch, pamięć, za wszystko, co czyni nas ludźmi.

Pamiętam wykład, który wygłosiłem przed młodymi rezydentami w naszej klinice. „Czym jest udar mózgu?” — zapytałem. Jedna z rezydentów, doktor Kamińska, podniosła rękę: „To nagłe przerwanie dopływu krwi do mózgu, profesorze.” Przytaknąłem. „Dobrze. A co to oznacza dla pacjenta?” Zapadła cisza. „Oznacza to” — kontynuowałem — „że człowiek, który pięć minut temu rozmawiał z rodziną, nagle nie potrafi wypowiedzieć własnego imienia. Że matka, która rano ubierała swoje dziecko do szkoły, nie rozpoznaje już tego dziecka po południu. Że tancerz nigdy więcej nie zatańczy. Udar to nie medyczna abstrakcja — to osobista katastrofa dla pacjenta i jego rodziny.”

Ictus cerebri, jak nazywali go starożytni — uderzenie mózgu. Hipokrates już w V wieku p.n.e. opisywał nagłe porażenia, nazywając je apoplexia (gr. „uderzony, powalony”). Wiedział, że są związane z mózgiem, choć nie rozumiał mechanizmu. Dopiero w XVII wieku Thomas Willis, angielski lekarz i anatom, jeden z założycieli Royal Society, zidentyfikował związek między zamknięciem tętnicy a martwicą tkanki mózgowej.

Dzisiaj definiujemy udar mózgu jako zespół objawów neurologicznych spowodowanych nagłym przerwaniem lub znacznym ograniczeniem dopływu krwi do części mózgu, prowadzącym do niedokrwienia i — jeśli nie nastąpi szybka interwencja — do nieodwracalnego uszkodzenia lub śmierci tkanki nerwowej. Wyróżniamy dwa główne typy udaru: niedokrwienny (ischaemicus) i krwotoczny (haemorrhagicus). To fundamentalne rozróżnienie, które musi być dokonane natychmiast po przyjeździe pacjenta do szpitala, ponieważ leczenie jest diametralnie różne — to, co ratuje życie w udarze niedokrwiennym, może zabić w krwotocznym, i vice versa.

Udar niedokrwienny stanowi około osiemdziesięciu do osiemdziesięciu pięciu procent wszystkich udarów. Powstaje, gdy tętnica zaopatrująca mózg zostaje zablokowana przez zakrzep (thrombus) lub zator (embolus). Mechanizmy są różne. W udarze zakrzepowym miejscowa blaszka miażdżycowa w tętnicy szyjnej wewnętrznej lub tętnicy środkowej mózgu pęka, na jej powierzchni gromadzą się płytki krwi i fibryna, tworząc zakrzep. W udarze zatorowym materiał zatorowy — najczęściej skrzeplina z serca (migotanie przedsionków!) lub fragment blaszki miażdżycowej z aorty czy tętnic szyjnych — wędruje z prądem krwi i zatyka mniejszą tętnicę mózgową. Istnieją też udary lakunarne — małe zawały w głębokich strukturach mózgu, spowodowane zamknięciem drobnych tętniczek przeszywających, typowe dla pacjentów z długotrwałym nadciśnieniem tętniczym i cukrzycą.

Wyobraź sobie, że mózg to wielkie miasto, a tętnice to drogi dostarczające zaopatrzenie. Nagle jedna z głównych arterii zostaje zablokowana przez wypadek. Dzielnica, którą zaopatrywała ta droga, przestaje otrzymywać żywność, wodę, prąd. W ciągu minut zaczynają się problemy. Po godzinach — katastrofa. Podobnie jest z mózgiem. Neurony są niezwykle wrażliwe na niedotlenienie — bez tlenu umierają w ciągu trzech do pięciu minut. Nie mogą, w przeciwieństwie do komórek mięśniowych, przejść na oddychanie beztlenowe. Gdy tętnica środkowa mózgu zostaje zamknięta, obszar, który zaopatrywała — często obejmujący ośrodki mowy, ruchu prawej połowy ciała, czucia — zaczyna obumierać.

Ale jest nadzieja. Wokół centralnej strefy martwicy, nazywanej core, istnieje strefa penumbry — półcienia. To obszar niedokrwiony, ale nie martwy. Neurony tam są cierpiące, dysfunkcyjne, ale żywe. Jeśli w ciągu kilku godzin przywrócimy przepływ krwi, możemy je uratować. Stąd mantra „time is brain” i koncepcja „okna terapeutycznego” — czasu, w którym interwencja może jeszcze przynieść korzyść.

Udar krwotoczny stanowi pozostałe piętnaście do dwudziestu procent udarów. Tutaj mechanizm jest odwrotny — nie brak krwi, ale jej nadmiar w niewłaściwym miejscu. Tętnica pęka, krew wycieka do tkanki mózgowej (krwotok śródmózgowy, haemorrhagia intracerebralís) lub do przestrzeni podpajęczynówkowej (krwotok podpajęczynówkowy, haemorrhagia subarachnoidalis). Najczęstsze przyczyny krwotoków śródmózgowych to nadciśnienie tętnicze (prowadzące do uszkodzenia drobnych tętniczek) i angiopatia amyloidowa (gromadzenie się amyloidu w ścianach naczyń, typowe dla osób starszych). Krwotoki podpajęczynówkowe najczęściej wynikają z pęknięcia tętniaka wewnątrzczaszkowego.

Krew wylewająca się do mózgu działa jak żrący kwas. Niszczy neurony nie tylko mechanicznie, uciskając je, ale także biochemicznie — produkty rozpadu hemoglobiny są toksyczne dla komórek nerwowych. Tworzy się obrzęk, wzrasta ciśnienie wewnątrzczaszkowe. Jeśli krwotok jest rozległy, może dojść do wgłobienia struktur mózgowych przez otwór potyliczny wielki — i śmierci.

Objawy udaru zależą od tego, która tętnica została zamknięta. Klasyczna triada objawów, którą uczymy studentów, to nagłe osłabienie lub drętwienie twarzy, ręki lub nogi (zwykle jednostronne), nagłe trudności w mówieniu lub rozumieniu mowy oraz nagłe zaburzenia widzenia. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Udar tętnicy środkowej mózgu lewej półkuli powoduje: hemiplegię lub hemiparezę prawostronną, afazję (jeśli dominująca półkula), niedowidzenie prawostronne. Udar tętnicy tylnej mózgu może spowodować utratę widzenia w przeciwstronnym polu widzenia bez jakichkolwiek innych objawów. Udar w obszarze unaczynienia tętnicy podstawnej może prowadzić do zespołu locked-in — pacjent jest przytomny, świadomy, ale całkowicie sparaliżowany, potrafi komunikować się tylko ruchami oczu.

„Doktorze” — zapytał mnie kiedyś student — „skąd mamy wiedzieć, czy to udar, czy coś innego?” Dobra odpowiedź. Istnieje wiele stanów imitujących udar: migrena z aurą, napady padaczkowe z porażeniem ponapadowym (paraliż Todda), hipoglikemia, guz mózgu. Kluczowe są dwie cechy: nagłość i ogniskowość. Objawy udaru pojawiają się nagle — pacjent potrafi często powiedzieć dokładnie, o której godzinie to się stało. I objawy są ogniskowe — dotyczą konkretnej funkcji neurologicznej, nie są rozlane. Nie ma „trochę słabszej” całej połowy ciała — jest kompletny paraliż lub wyraźna słabość konkretnych grup mięśniowych.

W edukacji społeczeństwa używamy akronimu FAST (Face — twarz, Arms — ręce, Speech — mowa, Time — czas). Jeśli twarz jest asymetryczna (kącik ust opada), jeśli jedna ręka opada, gdy pacjent próbuje je unieść, jeśli mowa jest niewyraźna lub bezsensowna — dzwoń po karetkę natychmiast. Time is brain.

Epidemiologia udaru jest przerażająca. Co roku na świecie ma miejsce około piętnastu milionów udarów. Sześć milionów ludzi umiera, pięć milionów pozostaje trwale niepełnosprawnych. W Polsce udar dotyczy około sześćdziesięciu tysięcy osób rocznie. Jest drugą przyczyną zgonów (po chorobach serca) i pierwszą przyczyną trwałej niepełnosprawności. Średni wiek zachorowania to siedemdziesiąt lat, ale widziałem udary u osób dwudziestoletnich. Migotanie przedsionków, nadciśnienie, cukrzyca, palenie tytoniu, otyłość — to główni sprawcy.

1.2. Diagnostyka

Kiedyś, jeszcze jako młody rezydent w Heidelbergu, uczestniczyłem w dyżurze z doktorem Schmidtem, doświadczonym neurologiem. Przywieziono pacjenta z podejrzeniem udaru. Schmidt podszedł do łóżka, spojrzał na pacjenta i powiedział: „Udar tętnicy środkowej mózgu lewej półkuli, prawdopodobnie zatorowy z serca.” Byłem zaskoczony. „Skąd pan wie?” Schmidt uśmiechnął się. „Spójrz. Prawa połowa twarzy osłabiona — nerw twarzowy. Prawa ręka zwisa — droga korowo-rdzeniowa. Pacjent nie mówi, ale rozumie — afazja Broki. I pojawiło się to podczas jedzenia śniadania, nagle. To klasyka.” Miał rację — tomografia i dalsze badania potwierdziły jego diagnozę.

To była lekcja, której nigdy nie zapomniałem: dobry neurolog potrafi postawić diagnozę na podstawie badania klinicznego. Ale w XXI wieku badanie kliniczne to dopiero początek.

Gdy pacjent z podejrzeniem udaru trafia na SOR (szpitalny oddział ratunkowy), zaczyna się wyścig z czasem. Pierwszym i najważniejszym badaniem jest tomografia komputerowa głowy bez kontrastu — CT (computed tomography). Dlaczego bez kontrastu? Bo kontrast utrudniłby odróżnienie świeżego krwotoku od niedokrwienia, a to fundamentalne rozróżnienie, które musimy poczynić natychmiast.

„Jakie są cechy udaru niedokrwiennego w CT?” — pytam podczas wizyt edukacyjnych młodszych kolegów. Odpowiedź brzmi: we wczesnej fazie — często żadnych. To kluczowe. Świeży udar niedokrwienny może być niewidoczny w CT przez pierwsze sześć do dwunastu godzin. Ale możemy zobaczyć wczesne, subtelne oznaki: zatarcie granic jądra soczewkowatego, utratę zróżnicowania istoty szarej i białej, hiperdensyjne unaczynienie (znak gęstej tętnicy środkowej — widoczny zakrzep w tętnicy). Po dwudziestu czterech do czterdziestu ośmiu godzinach strefa zawału staje się wyraźnie hipodensyjna — ciemna, bo martwa tkanka ma inną gęstość niż żywa.

Udar krwotoczny widać natychmiast. Krew jest hiperdensyjna — biała w CT. Widzimy okrągły lub nieregularny obszar bieli — to jest krwiak. Może być otoczony obrzękiem (ciemniejszy obszar wokół). Jeśli krwiak jest duży, może przemieszczać struktury środkowe mózgu — widzimy przesunięcie linii środkowej.

Ale CT to tylko pierwszy krok. Rezonans magnetyczny — MRI (magnetic resonance imaging) — jest znacznie czulszy, szczególnie w sekwencjach DWI (diffusion-weighted imaging). DWI wykrywa udar niedokrwienny w ciągu minut od jego wystąpienia, pokazując obszary ograniczonej dyfuzji wody — czyli neurony, które puchną z powodu niewydolności pompy sodowo-potasowej. To fascynujące: widzimy umierający mózg na obrazie.

„Dlaczego nie robimy MRI wszystkim pacjentom z udarem?” — słuszne pytanie. Kilka powodów. MRI trwa dłużej niż CT — dwadzieścia minut versus pięć minut. Time is brain — nie możemy tracić czasu. MRI jest mniej dostępne, szczególnie w nocy. I wreszcie — CT wystarcza do podjęcia decyzji o trombolizie. Widzę, że nie ma krwotoku? Mogę podać trombolityk.

Ale MRI ma swoje miejsce. U pacjentów z udarem tylnego dołu czaszki (móżdżek, pień mózgu) CT często zawodzi — artefakty od kości utrudniają ocenę. Tam MRI jest nieocenione. I w diagnostyce różnicowej, gdy nie jesteśmy pewni, czy to udar, czy coś innego.

Następny krok: angio-CT lub angio-MRI. Obrazowanie naczyń. Chcemy zobaczyć, która tętnica jest zamknięta i gdzie. To kluczowe dla decyzji o trombektomii mechanicznej. Angio-CT z kontrastem pokazuje nam drzewo naczyniowe mózgu. Widzimy przerwę w ciągłości kolumny kontrastu — tam jest zakrzep. Możemy ocenić, czy to zamknięcie proksymalne (tętnica szyjna wewnętrzna, odcinek M1 tętnicy środkowej mózgu) — kandydat do trombektomii, czy dystalne (M3, M4) — mniej korzystne do interwencji.

Badanie dopplerowskie tętnic szyjnych i wewnątrzczaszkowych (USG Doppler, TCD — transcranial Doppler) pozwala ocenić przepływ krwi w naczyniach bez narażania pacjenta na promieniowanie. Widzimy turbulencje, zwężenia, zamknięcia. U pacjenta po udarze zawsze wykonujemy doppler tętnic szyjnych — szukamy miażdżycy, blaszek, zwężeń. Jeśli znajdujemy krytyczne zwężenie (>70%), pacjent może być kandydatem do endarterektomii lub stentowania.

Ale udar to nie tylko problem naczyń mózgowych. Często źródło problemu tkwi w sercu. Dlatego każdy pacjent po udarze potrzebuje EKG i echokardiografii. EKG może ujawnić migotanie przedsionków — najczęstszą przyczynę udarów zatorowych.Echo pokazuje nam wnętrze serca: widzimy skrzepliny w przedsionkach, uszkodzone zastawki, przetrwały otwór owalny (PFO — patent foramen ovale), przez który mogą przechodzić paradoksalne zatory.

Pamiętam pacjentkę, młodą kobietę, trzydzieści dwa lata, która miała udar niedokrwienny. Żadnych czynników ryzyka. Migotania nie było. Tomografia i MRI pokazały świeży zawał w obszarze unaczynienia tętnicy środkowej mózgu. Doppler tętnic szyjnych — czysty. Gdzie tkwi przyczyna? Wykonaliśmy echo przezprzełykowe — bardziej czułe niż standardowe echo — i znaleźliśmy: przetrwały otwór owalny z przeciekiem. Najprawdopodobniej skrzeplina z żył nóg przeszła przez PFO do krążenia tętniczego i wywołała udar. Zamknęliśmy PFO przezskórnie i pacjentka nie miała już nawrotu.

Badania laboratoryjne to standardowa część diagnostyki. Morfologia krwi (poziom płytek, czerwonych krwinek), koagulogram (INR, APTT — ocena krzepliwości), poziom glukozy (wykluczamy hipoglikemię, która może imitować udar), elektrolity, funkcja nerek i wątroby. U młodych pacjentów bez oczywistych czynników ryzyka rozszerzamy diagnostykę: trombofilię (poziom białka C, białka S, antytromobiny III, mutacje genów protrombiny i czynnika V Leiden), przeciwciała antyfosfolipidowe, homocysteina.

Lipidogram jest obowiązkowy — poziom cholesterolu LDL, HDL, triglicerydów. Podwyższony LDL to główny czynnik miażdżycy. Każdy pacjent po udarze niedokrwiennym dostaje statynę, niezależnie od wyjściowego poziomu cholesterolu — statyny stabilizują blaszki miażdżycowe.

Skala NIHSS (National Institutes of Health Stroke Scale) to narzędzie do obiektywnej oceny nasilenia deficytu neurologicznego. Ma piętnaście pozycji, oceniamy poziom przytomności, ruchy gałek ocznych, pole widzenia, porażenie nerwu twarzowego, siłę kończyn, ataksję, czucie, mowę, zaniedbywanie. Maksymalny wynik to czterdzieści dwa punkty — pacjent w śpiączce, całkowicie sparaliżowany. Zero punktów — żadnych objawów. NIHSS koreluje z rokowaniem: wynik powyżej dwudziestu oznacza ciężki udar z wysokim ryzykiem śmierci lub ciężkiej niepełnosprawności.

1.3. Leczenie farmakologiczne i operacyjne

„Mamy pacjentkę z udarem!” — krzyk rezydenki przez szpitalny korytarz. Zespół udarowy rusza do akcji. To jest moment, dla którego trenowaliśmy, czytaliśmy setki artykułów, uczestniczyliśmy w symulacjach. Time is brain.

Pacjentka, pani Maria, sześćdziesiąt osiem lat, przyjechała karetką czterdzieści pięć minut po wystąpieniu objawów. Mąż znalazł ją w kuchni, nie mogła mówić, prawa ręka zwisała. Zespół ratunkowy natychmiast podejrzał udar, poinformował szpital przez radio. Gdy karetka dojechała, zespół udarowy czekał już na SOR-ze.

Badanie: pacjentka przytomna, ale niewyraźnie kontaktująca. Afazja mieszana — nie mówi spontanicznie, nie wykonuje poleceń. Prawa połowa twarzy osłabiona. Prawa kończyna górna — plegía, dolna — głęboka pareza. NIHSS: siedemnaście punktów. Ciężki udar.

Natychmiast tomografia. Radiolog patrzy na ekran: „Brak krwotoku. Zatarte granice jądra soczewkowatego po stronie lewej, hiperdensyjne unaczynienie — znak gęstej tętnicy środkowej.” Udar niedokrwienny tętnicy środkowej mózgu lewej półkuli.

Patrzę na zegar. Czterdzieści osiem minut od wystąpienia objawów do momentu, gdy mamy wynik CT. Jesteśmy w oknie terapeutycznym dla trombolizy dożylnej — cztery i pół godziny od wystąpienia objawów. Ale im szybciej, tym lepiej. Każda minuta zwiększa szansę na dobry wynik.

„Jakie są przeciwwskazania do trombolizy?” — pytam rezydentkę. Wylicza: krwotok w CT, ciśnienie tętnicze powyżej 185/110 mmHg, które nie odpowiada na leczenie hipotensyjne, niedawny zabieg operacyjny (ostatnie dwa tygodnie), niedawny zawał serca, liczba płytek poniżej stu tysięcy, INR powyżej 1,7, glikemia poniżej 50 mg/dl. Sprawdzamy wszystko. Ciśnienie pani Marii: 165/95 mmHg — OK. Płytki: 245 tysięcy — OK. INR: 1,1 — OK. Nie było niedawnych operacji, zawału. Glikemia: 128 mg/dl — OK. Jesteśmy gotowi.

„Podajemy alteplazę” — mówię. Alteplaza — rekombinowany tkankowy aktywator plazminogenu (rtPA — recombinant tissue plasminogen activator). Lek, który rozpuszcza skrzepy. Dawka: 0,9 mg na kilogram masy ciała, maksymalnie 90 mg. Pani Maria waży siedemdziesiąt dwa kilogramy. Dawka: 64,8 mg. Dziesięć procent (6,5 mg) podajemy jako bolus w ciągu jednej minuty. Pozostałe 58,3 mg we wlewie przez sześćdziesiąt minut.

Rozpoczynamy wlew. Pani Maria leży na sali intensywnego nadzoru udarowego. Monitorujemy funkcje życiowe co piętnaście minut pierwszej godziny, co trzydzieści minut przez następne sześć godzin. Ciśnienie, tętno, saturacja, poziom przytomności, badanie neurologiczne. Czekamy na cud — albo katastrofę.

Największym ryzykiem trombolizy jest krwotok wewnątrzczaszkowy. Około sześciu procent pacjentów rozwija objawowy krwotok śródmózgowy po rtPA. Dlatego czujność. Jeśli pacjent nagle pogarsza się neurologicznie — bóle głowy, wymioty, spadek świadomości, nasilenie deficytu — natychmiast CT. Jeśli krwotok: przerwać wlew rtPA, podać krioprecypitat (zawiera fibrynogen), kwas traneksamowy (inhibitor fibrynolizy), świeżo mrożone osocze. Czasem — kraniotomia ewakuacyjna krwiaka. To dramat.

Ale częściej — cud. Pamiętam, jak po czterdziestu minutach od rozpoczęcia wlewu rtPA pani Maria nagle powiedziała: „Gdzie ja jestem?” Pierwsze słowa od przybycia do szpitala. Rezydenci patrzyli na siebie z niedowierzaniem. Sprawdzam siłę kończyn: prawa ręka — nadal słaba, ale potrafi ją unieść. Noga — porusza palcami. To działa. RtPA rozpuszcza zakrzep, przywraca przepływ, ratuje penumbrę.

Nie wszyscy mają tyle szczęścia. U niektórych pacjentów tromboliza nie działa — zakrzep jest zbyt duży, zbyt stary, zbyt odporny. Albo pacjent przyjeżdża za późno — po czterech i pół godzinach okno dla rtPA się zamyka. Co wtedy?

Trombektomia mechaniczna — rewolucja ostatniej dekady. Badania kliniczne z lat 2015—2018 (MR CLEAN, ESCAPE, EXTEND-IA, SWIFT PRIME, REVASCAT) jednoznacznie pokazały: u pacjentów z zamknięciem dużej tętnicy (tętnica szyjna wewnętrzna, odcinek M1 tętnicy środkowej mózgu) mechaniczne usunięcie zakrzepu w ciągu sześciu godzin (a u wybranych pacjentów — nawet do dwudziestu czterech godzin) dramatycznie poprawia wyniki. Liczba potrzebna do leczenia (NNT — number needed to treat) wynosiła około trzy do pięć — to znaczy, że na każdych trzy do pięć pacjentów leczonych trombektomią jeden osiągał doskonały wynik funkcjonalny, którego nie osiągnąłby bez leczenia. W medycynie to sensacyjny wynik.

Trombektomia mechaniczna to procedura przeprowadzana przez neurointerwencjonistę lub neuroradiologa w pracowni angiografii. Pacjent leży na stole angiograficznym. Znieczulenie — zazwyczaj sedacja świadoma, czasem znieczulenie ogólne, jeśli pacjent jest niespokojny. Neurointerwencjonista — nazwijmy go doktor Nowak — dezynfekuje pachwinę, miejscowo znieczula lidokainą. Nakłuwa tętnicę udową wspólną igłą Seldingera, wprowadza cienki prowadnik, po prowadniku — koszulkę naczyniową (introducer) 6—8 French.

Przez koszulkę wprowadza cewnik prowadzący — koszulkę balonową (balloon guide catheter) lub długi cewnik — do tętnicy szyjnej wewnętrznej. Przez ten cewnik, pod kontrolą prześwietlenia rentgenowskiego, wprowadza cewnik mikro (microcatheter) z mikroprowadnikiem do miejsca zakrzepu w tętnicy środkowej mózgu. Widzi w angiografii przerwę w kolumnie kontrastu — tam jest zakrzep.

Teraz kilka technik. Pierwsza: stent retriever. Rozwija przez mikrocewnik samorozprężający się stent (na przykład Solitaire, Trevo) w obrębie zakrzepu. Stent rozpycha zakrzep, przywraca czasowo przepływ. Czeka trzy do pięć minut, pozwala zakrzepowi wrastać między pręty stentu. Następnie cofa stent — zakrzep przylega do stentu i jest wyciągany razem z nim. Jednocześnie asystent aspiruje przez koszulkę balonową — technika ADAPT (A Direct Aspiration first Pass Technique) — by zapobiec migracji fragmentów zakrzepu.

Druga technika: aspiracja bezpośrednia. Duży cewnik aspiracyjny (Penumbra, Sofia) wprowadzany jest bezpośrednio do zakrzepu. Włącza się pompę aspiracyjną, tworząc mocne podciśnienie, i zakrzep jest wessany do cewnika.

Często łączy się obie techniki — kombinacja aspiracji i stent retrievera daje najlepsze wyniki.

Doktor Nowak wykonuje manewr. Cofa stent. Przez moment wszyscy w sali wstrzymują oddech. Wykonuje kontrolną angiografię. Kontrast płynie! Tętnica środkowa mózgu jest drożna, widzimy przepływ do gałęzi obwodowych. Reperfuzja — przywrócenie przepływu. TICI scale (Thrombolysis in Cerebral Infarction): TICI 3 — całkowita reperfuzja. Sukces.

Cała procedura trwa trzydzieści do sześćdziesięciu minut. Pacjent wraca na salę intensywnego nadzoru. Monitorujemy. Najgroźniejsze powikłanie: reperfuzja krwotoczna — gdy przywrócimy przepływ do uszkodzonych naczyń, mogą one pęknąć, powodując krwotok. Ryzyko około sześciu procent. Dlatego kontrolne CT po sześciu do dwudziestu czterech godzinach.

Ale gdy wszystko idzie dobrze — rezultaty są spektakularne. Widziałem pacjentów, którzy przyjechali ze sparaliżowaną połową ciała, po trombektomii wstawali i chodzili następnego dnia.

Oczywiście nie każdy jest kandydatem. Kryteria: zamknięcie dużej tętnicy, czas od wystąpienia objawów do reperfuzji do sześciu godzin (lub dłużej, jeśli zobrazowanie pokazuje dużą penumbrę i mały core), wiek — zazwyczaj osiemnaście do osiemdziesiąt pięć lat, NIHSS powyżej sześciu punktów.

A co z leczeniem udaru krwotocznego? Tutaj nie ma trombolizy — podanie rtPA mogłoby pogłębić krwotok. Leczenie jest głównie zachowawcze i objawowe. Kontrola ciśnienia tętniczego — u pacjentów z krwotokiem śródmózgowym obniżamy ciśnienie do 140/90 mmHg lub niżej (dawniej uważano, że trzeba utrzymywać wyższe ciśnienie, by perfundować mózg, ale badanie INTERACT-2 pokazało, że intensywne obniżanie ciśnienia jest bezpieczne i może poprawić wyniki). Stosujemy leki dożylne: labetalol 10—20 mg iv bolus, powtarzane co dziesięć minut, lub infuzja 2—8 mg/min; lub nikardypina w infuzji 5—15 mg/h.

Jeśli pacjent był na antykoagulantach (warfaryna, nowe doustne antykoagulanty — NOAC), natychmiast odwracamy antykoagulację. Dla warfaryny: witamina K 10 mg iv powoli, koncentrat czynników zespołu protrombiny (PPSB — prothrombin complex concentrate) 25—50 jednostek/kg iv, lub świeżo mrożone osocze. Dla dabigatranu: idarucizumab (Praxbind) 5 g iv. Dla rivaroksabanu, apiksabanu: andeksanet alfa (Andexxa), jeśli dostępne.

Leczenie obrzęku mózgu: osmoterapia. Mannitol 20% w dawce 0,25—0,5 g/kg iv co cztery do sześciu godzin (monitorujemy osmolalność osocza — nie przekraczać 320 mOsm/kg, by uniknąć niewydolności nerek). Lub roztwór hipertoniczny soli fizjologicznej (3% NaCl) w infuzji ciągłej.

Leczenie operacyjne krwotoku: kraniotomia ewakuacyjna. Wskazania: krwiaki o średnicy powyżej trzech centymetrów z objawami ucisku lub pogorszenia neurologicznego, krwiaki móżdżkowe powodujące ucisk na pień mózgu lub wodogłowie, młodsi pacjenci z powierzchownie położonymi krwiakami. Neurochirurg wykonuje kraniotomię — wycina fragment kości czaszki, otwiera twardą oponę, ewakuuje krwiak, koaguluje krwawiące naczynia. Czasem, jeśli obrzęk jest masywny, nie zakłada z powrotem płata kostnego (kraniotomia odbarczająca) — pacjent zostaje z dziurą w czaszce, którą później, po ustąpieniu obrzęku, zamyka się implantem tytanowym lub z tworzywa sztucznego.

Dla krwotoków podpajęczynówkowych z pękniętego tętniaka: zabezpieczenie tętniaka. Dwie metody. Clipowanie neurochirurgiczne: kraniotomia, dostęp do tętniaka, założenie klipsu tytanowego na szyjkę tętniaka, wyłączając go z krążenia. Lub coiling endowaskularne: neurointerwencjonista wprowadza mikrocewnik do tętniaka, wypełnia go spiralkami platynowymi, powodując zakrzep i zamknięcie tętniaka. Coiling jest mniej inwazyjny, ale nie dla wszystkich tętniaków jest możliwy.

Profilaktyka wtórna — niezwykle ważna, by zapobiec kolejnemu udarowi. Każdy pacjent po udarze niedokrwiennym dostaje: lek przeciwpłytkowy — kwas acetylosalicylowy (aspiryna) 75—150 mg dziennie lub klopidogrel (Plavix) 75 mg dziennie. Badanie CAPRIE wykazało, że klopidogrel jest nieznacznie skuteczniejszy niż aspiryna w prewencji wtórnej udaru. U pacjentów z zawałem z miażdżycy wewnątrzczaszkowej czasem stosuje się podwójną terapię przeciwpłytkową (aspiryna + klopidogrel) przez pierwsze tygodnie.

Statyna — atorwastatyna 80 mg lub rozuwastatyna 20—40 mg dziennie. Cel: LDL poniżej 70 mg/dl, a u pacjentów wysokiego ryzyka — poniżej 55 mg/dl.

Kontrola ciśnienia tętniczego: leki hipotensyjne — inhibitory ACE (ramipril 5—10 mg), sartany (losartan 50—100 mg), diuretyki tiazydowe (hydrochlorotiazyd 12,5—25 mg). Cel: poniżej 130/80 mmHg.

Kontrola glikemii u diabetyków: metformina, inhibitory SGLT2, GLP-1 analogi. Cel: HbA1c poniżej 7%.

U pacjentów z migotaniem przedsionków: doustne antykoagulanty. Dawniej głównie warfaryna (z monitoringiem INR, cel 2—3). Obecnie nowe doustne antykoagulanty (NOAC): dabigatran (Pradaxa) 150 mg dwa razy dziennie, riwaroksaban (Xarelto) 20 mg raz dziennie, apiksaban (Eliquis) 5 mg dwa razy dziennie, edoksaban (Lixiana) 60 mg raz dziennie. NOAC są równie skuteczne jak warfaryna, ale bezpieczniejsze (mniej krwotoków śródczaszkowych) i wygodniejsze (nie wymagają monitorowania).

1.4. Rokowanie i powikłania

„Panie profesorze, czy mój mąż wróci do normalności?” — zapytała mnie żona pana Krzysztofa, pacjenta po ciężkim udarze, trzeciego dnia hospitalizacji. To pytanie, które słyszę ciągle. I na które nigdy nie ma łatwej odpowiedzi.

Rokowanie po udarze zależy od wielu czynników: rozległości zawału, lokalizacji, wieku pacjenta, chorób współistniejących, szybkości leczenia, jakości rehabilitacji. Mamy skale prognostyczne. Jedna z najpopularniejszych to modified Rankin Scale (mRS) — ocenia stopień niepełnosprawności od zera (bez objawów) do sześciu (zgon). W badaniach klinicznych oceniamy odsetek pacjentów osiągających mRS 0—2 (brak objawów lub lekka niepełnosprawność, niezależność funkcjonalna) w trzecim miesiącu po udarze.

W naturalnym przebiegu udaru niedokrwiennego — bez reperfuzji — tylko około trzydziestu procent pacjentów z ciężkim udarem (NIHSS >15) osiąga dobry wynik funkcjonalny (mRS 0—2). Po trombolizie dożylnej: około czterdziestu pięciu procent. Po trombektomii mechanicznej: pięćdziesiąt do sześćdziesięciu procent. To dramatyczna różnica.

Śmiertelność w ostrym okresie udaru (pierwsze trzydzieści dni) wynosi około dziesięciu do piętnastu procent dla udarów niedokrwiennych, trzydziestu do pięćdziesięciu procent dla krwotoków śródmózgowych. W pierwszym roku po udarze umiera około dwudziestu pięciu procent pacjentów. Połowa zgonów wynika bezpośrednio z powikłań neurologicznych (obrzęk mózgu, transformacja krwotoczna, ponowny udar), połowa z powikłań ogólnych (zapalenie płuc, zakrzepica żył głębokich, zatorowość płucna, zawał serca).

Powikłania wczesne, w pierwszych dniach po udarze: obrzęk mózgu osiąga maksimum w trzeciej do piątej doby. U pacjentów z rozległymi zawałami półkuli może być śmiertelny, prowadząc do wgłobienia i śmierci pnia mózgu. Dlatego monitorujemy — seryjne badania neurologiczne, kontrolne CT, czasem pomiar ciśnienia wewnątrzczaszkowego. Leczenie: osmoterapia, hiperwentylacja (obniżamy CO2, co powoduje skurcz naczyń mózgowych i zmniejsza objętość krwi w mózgu), w ostateczności — kraniotomia odbarczająca.

Transformacja krwotoczna — zawał niedokrwienny przekształca się w krwotoczny. Uszkodzone naczynia w strefie zawału pękają. Ryzyko wzrasta po trombolizie i trombektomii. Może być bezobjawowa (petechiae — drobne wybroczyny) lub objawowa (hematom powodujący pogorszenie neurologiczne). Leczenie jak krwotoku śródmózgowego.

Napady padaczkowe — około pięciu do dziesięciu procent pacjentów ma napady w ostrym okresie udaru. Leczenie: leki przeciwpadaczkowe — lewetiracetam (Keppra) 500—1000 mg dwa razy dziennie jest często wybierany, bo nie wchodzi w interakcje z innymi lekami i jest bezpieczny.

Powikłania ogólne: zapalenie płuc aspiracyjne — pacjenci z dysfagią (zaburzenie połykania) aspirują śliny, jedzenie do dróg oddechowych. Rozwija się zapalenie płuc. Profilaktyka: wczesna ocena połykania (test przesiewowy przy łóżku, jeśli nieprawidłowy — videofluoroskopia), karmienie przez sondę nosowo-żołądkową lub PEG (gastrostomia), pionizacja pacjenta.

Zakrzepica żył głębokich (DVT — deep vein thrombosis) i zatorowość płucna (PE — pulmonary embolism): pacjenci leżący, sparaliżowani mają wysoki ryzyko. Profilaktyka: pończochy uciskowe, pneumatyczna kompresja przerywana, heparyna drobnocząsteczkowa (enoksaparyna 40 mg sc raz dziennie).

Odleżyny — u pacjentów leżących przez długi czas. Profilaktyka: regularne obracanie (co dwie godziny), materace przeciwodleżynowe, właściwa pielęgnacja skóry.

Zakażenia układu moczowego — u pacjentów z cewnikiem. Profilaktyka: usunięcie cewnika jak najszybciej, higiena.

Depresja poudarowa — dotyka trzydziestu do pięćdziesięciu procent pacjentów. Wynika z uszkodzenia mózgu (szczególnie udar lewej półkuli czołowej), ale także z reakcji psychologicznej na niepełnosprawność. Leczenie: inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI — sertalina 50—100 mg, citalopram 20 mg dziennie), psychoterapia, wsparcie rodziny.

Długoterminowe następstwa: hemiplegia lub hemipareza — trwałe osłabienie lub paraliż połowy ciała. Rehabilitacja jest kluczowa — fizjoterapia rozpoczyna się już w szpitalu, kontynuowana ambulatoryjnie lub w ośrodku rehabilitacyjnym. Plastyczność mózgu pozwala na pewien stopień odbudowy — zdrowe obszary mózgu przejmują funkcje uszkodzonych. Największa poprawa następuje w pierwszych trzech miesiącach, ale proces może trwać rok, dwa lata.

Afazja — u trzydziestu procent pacjentów po udarze lewej półkuli. Logopedia może pomóc, ale u wielu pacjentów deficyt pozostaje trwale. Wyobraź sobie: jesteś inteligentny, świadomy, ale nie potrafisz powiedzieć, czego chcesz. Lub słyszysz mowę, ale brzmi jak obcy język. To tortura.

Spastyczność — nadmierne napięcie mięśni po uszkodzeniu dróg piramidowych. Ręka zwinięta w pięść, stopa w koślawości końsko-szpotawej. Leczenie: fizjoterapia, leki (baklofen 10—20 mg trzy razy dziennie, tizanidyna 2—4 mg trzy razy dziennie), toksyna botulinowa (wstrzykiwana do spastycznych mięśni), pompy baklofenowe (implantowane urządzenia podające baklofen bezpośrednio do płynu mózgowo-rdzeniowego).

Ból centralny poudarowy — dyzestezyjny, palący ból w sparaliżowanej połowie ciała. Wynika z uszkodzenia dróg czuciowych w wzgórzu (talamus). Trudny do leczenia. Próbujemy: amitryptylina 10—50 mg wieczorem, pregabalina 75—300 mg dwa razy dziennie, gabapentyna 300—900 mg trzy razy dziennie.

Ryzyko kolejnego udaru: po pierwszym udarze ryzyko drugiego wynosi około dziesięciu procent w pierwszym roku, później około pięciu procent rocznie. Dlatego profilaktyka wtórna jest krytyczna.

1.5. Historia pacjenta: „Czwartek Mariana”

Marian Kowalczyk miał pięćdziesiąt osiem lat, gdy jego życie zmieniło się w ciągu sekund. Był nauczycielem historii w liceum w średniej wielkości mieście w Polsce — Sandomierzu. Uwielbiał swoją pracę. „Historia to nie tylko daty i fakty” — mawiał uczniom — „to opowieści o ludziach, o ich wyborach, o konsekwencjach.” Uczniowie go uwielbiał. „Pan Kowalczyk potrafi sprawić, że średniowiecze staje się żywe” — mówiła jedna z uczennic.

Czwartek, dwudziestego marca, był zwykłym dniem. Marian wstał o szóstej, jak zawsze. Jadwiga, jego żona, przygotowywała śniadanie. „Dzisiaj masz lekcje otwarte, prawda?” — zapytała. „Tak, o dziesiątej. Pokazuję młodym nauczycielom, jak uczyć o powstaniu styczniowym.” Zjadł owsiankę, wypił kawę, pocałował żonę i pojechał do szkoły.

Pierwsza lekcja, o ósmej, przebiegła gładko. Klasa 2B, trzydzieścioro uczniów, temat: Kongres Wiedeński. Marian pasjonował się, rysował mapy na tablicy, opowiadał o Metternichu, o Święcie Przymierzu. Uczniowie słuchali uważnie.

Przerwa. Pokój nauczycielski. Kawa z ekspresu. Rozmowa z koleżanką, panią Anną, polonistką. „Marian, ty dobrze wyglądasz?” — zapytała nagle. „Co masz na myśli?” — Marian był zdziwiony. „Twarz jest jakaś… asymetryczna.” Marian dotknął twarzy. Czuł lewą połowę normalnie, prawa… jakby zdrętwiona. „Pewnie zmęczenie” — machnął ręką. Ale nagle poczuł dziwne mrowienie w prawej ręce.

Dzwonek. Lekcja otwarta o dziesiątej. Klasa 3A. W klasie, oprócz uczniów, siedziało czterech młodych nauczycieli i wicedyrektor szkoły. Marian stanął przed tablicą. „Dzień dobry. Dzisiaj powstanie styczniowe.” Chciał napisać datę na tablicy — 22 stycznia 1863 — ale marker wypadł mu z ręki. Podniósł go lewą ręką. Prawa jakoś nie słuchała. Dziwne.

„Powstanie styczniowe” — zaczął — „było jednym z najważniejszych…” Nagle urwał. Chciał powiedzieć „wydarzeń w historii Polski”, ale z ust nie wydobywały się słowa. Otworzył usta. Nic. Tylko jakieś nieartykułowane dźwięki. „Wy… wy… wyda…”

Uczniowie patrzyli z niepokojem. „Panie profesorze, wszystko w porządku?” — zapytała Ania, z pierwszego rzędu. Marian spróbował odpowiedzieć. Nic. Panika. Co się dzieje? Dlaczego nie mogę mówić?

Prawa ręka nagle zwisła bezwładnie. Prawa noga podkurczyła się. Marian zachwiał się i upadł na krzesło. Uczniowie zerwali się z miejsc. „Panie profesorze!” Wicedyrektor wbiegł do korytarza. „Dzwońcie po karetkę! Natychmiast!”

Młody nauczyciel, pan Tomasz, który odbywał hospitację, podszedł do Mariana. „Panie Marianie, słyszy mnie pan?” Marian patrzył, rozumiał, ale nie mógł odpowiedzieć. Skinął głową. „Niech pan podniesie obie ręce.” Marian podniósł lewą. Prawa zwisała. „Niech pan się uśmiechnie.” Uśmiechnął się — lewa połowa twarzy uniosła się, prawa pozostała nieruchoma.

Pan Tomasz zbladł. Rok temu uczestniczył w kampanii edukacyjnej o udarze. Pamiętał: FAST. Face — asymetria twarzy. Arms — osłabienie ręki. Speech — problemy z mową. Time — czas krytyczny. „To może być udar” — powiedział do wicedyrektora. „Karetka jedzie?”

Karetka przyjechała w osiem minut. Ratownicy medyczni — dwóch mężczyzn w średnim wieku — weszli do klasy. Uczniów odprowadzono na korytarz. „Co się stało?” — zapytał starszy ratownik. „Nagle przestał mówić, osłabła mu prawa strona” — wyjaśnił pan Tomasz. „O której to się zaczęło?” — pytanie kluczowe. „Około dziesięć po dziesiątej.” Ratownik spojrzał na zegarek. Dziesiąta dwadzieścia. Dziesięć minut od wystąpienia objawów.

Szybkie badanie. Ciśnienie: 170/95 mmHg — podwyższone, ale w stresie normalne. Tętno: 88/min — regularne. Saturacja: 97%. Glikemia glukometrem: 118 mg/dl. „Podejrzenie udaru. Jedziemy do szpitala wojewódzkiego. Tam jest zespół udarowy.” Ratownik zadzwonił do szpitala przez radio: „Pacjent, pięćdziesiąt osiem lat, mężczyzna, nagłe osłabienie prawostronnej połowy ciała, afazja, czas od wystąpienia objawów dwanaście minut. Podejrzenie udaru. Jesteśmy za dwadzieścia minut.”

W szpitalu wojewódzkim zespół udarowy już czekał. Neurolog, doktor Karolina Wiśniewska, rezydentka trzeciego roku, radiolog, pielęgniarki. Karetka wjechała pod SOR o dziesiątej trzydzieści osiem. Dwadzieścia osiem minut od wystąpienia objawów.

Marian został przeniesiony na noszach do sali badań. Doktor Wiśniewska przeprowadziła szybkie badanie neurologiczne. „Panie Marianie, rozumie mnie pan?” Marian skinął głową. „Niech pan powie swoje imię.” Marian otworzył usta. „M… m…” Nic więcej. „Afazja motoryczna” — stwierdziła doktor. „Niech pan uśmiechnie się.” Asymetria twarzy — prawa połowa zwisała. „Niech pan podniesie obie ręce.” Lewa poszła w górę, prawa opadła po dwóch sekundach. „Hemiplegia prawostronna.” Sprawdziła siłę nóg. Prawa noga — głęboka pareza. NIHSS: piętnaście punktów.

„Tomografia natychmiast” — zarządziła doktor Wiśniewska. Marian został przewieziony do pracowni tomografii. Tomografia bez kontrastu wykonana w pięć minut. Radiolog patrzył na ekran. „Brak krwotoku. Zatarte granice jądra soczewkowatego po stronie lewej. Hiperdensyjne unaczynienie tętnicy środkowej mózgu — zakrzep.” „Czas?” — zapytała doktor Wiśniewska. „Trzydzieści osiem minut od wystąpienia objawów.”

Angio-CT z kontrastem. Zakrzep w odcinku M1 tętnicy środkowej mózgu lewej półkuli. „Kandydat do trombolizy i trombektomii” — stwierdziła doktor Wiśniewska. Sprawdziła przeciwwskazania. Ciśnienie teraz 165/90 — OK. Morfologia z aparatu na SOR-ze: płytki 220 tysięcy, INR 1,0. Nie było niedawnych operacji, krwawień. Żadnych przeciwwskazań.

„Podajemy rtPA” — zdecydowała. Marian ważył osiemdziesiąt kilogramów. Dawka: 72 mg. Bolus 7,2 mg, reszta 64,8 mg przez godzinę. Infuzja rozpoczęta o dziesiątej pięćdziesiąt sześć. Czterdzieści sześć minut od wystąpienia objawów. Rekordowo szybko.

Jednocześnie przygotowania do trombektomii. Neurointerwencjonista, doktor Andrzej Kowalski (żadnych związków z Marianem!), został wezwany. „Pacjent z zamknięciem M1, już na rtPA. Przygotowujemy pracownię angiografii.”

Marian został przewieziony do pracowni angiografii. Wlew rtPA trwał. Doktor Kowalski (neurointerwencjonista) przygotował narzędzia. Marian leżał na stole angiograficznym, przytomny, przestraszony. Pielęgniarka trzymała go za lewą rękę. „Wszystko będzie dobrze” — mówiła łagodnie. Marian patrzył jej w oczy, wdzięczny za ten kontakt.

Sedacja: midazolam 2 mg iv, fentanyl 50 mcg iv. Marian był spokojniejszy, ale przytomny. Dezynfekcja pachwiny, miejscowe znieczulenie lidokainą. Nakłucie tętnicy udowej. Koszulka naczyniowa wprowadzona. Cewnik prowadzący do tętnicy szyjnej wewnętrznej lewej. Mikrocewnik przez zakrzep w M1.

Doktor Kowalski rozwinął stent Solitaire 4x20 mm w obrębie zakrzepu. Czekał trzy minuty. Angiografia kontrolna — stent rozpycha zakrzep, widać częściowy przepływ. Cofanie stentu z jednoczesną aspiracją przez koszulkę balonową. Materiał zatorowy — brązowoczerwony, miękki zakrzep — wszedł do cewnika.

Angiografia kontrolna. Doktor Kowalski patrzył na monitor. „Mamy przepływ!” Tętnica środkowa mózgu była drożna. TICI 3 — całkowita reperfuzja. Czas od nakłucia do reperfuzji: dwadzieścia osiem minut. Łączny czas od wystąpienia objawów do reperfuzji: osiemdziesiąt cztery minuty. Mniej niż półtorej godziny. Wspaniały wynik.

Marian wrócił na salę intensywnego nadzoru udarowego. Monitorowanie. Infuzja rtPA zakończona. Po godzinie doktor Wiśniewska przyszła sprawdzić stan pacjenta. „Panie Marianie, jak się pan czuje?” Marian otworzył usta i — cud — powiedział: „Dobrze… chyba.” Powoli, niewyraźnie, ale mówił! „Niech pan podniesie prawą rękę.” Marian podniósł — słabo, trzęsącą się, ale podniósł. Dwie godziny temu ta ręka była całkowicie sparaliżowana.

Pierwszej nocy Marian prawie nie spał. Bał się. Co jeśli sytuacja się pogorszy? Co jeśli to chwilowa poprawa? Pielęgniarki przychodziły co godzinę, badały siłę kończyn, pytały o samopoczucie. Około trzeciej w nocy Marian nagle pomyślał: „Ja mogłem umrzeć. Mogłem stracić wszystko.” Łzy popłynęły mu po policzkach.

Następnego ranka kontrolne CT. Doktor Wiśniewska patrzyła na wynik z radiologiem. „Mały zawał w korze lewej półkuli, ale znacznie mniejszy, niż byśmy się spodziewali przy zamknięciu M1. Brak krwotoku. Sukces.” Poszła do Mariana z dobrą nowiną. „Panie Marianie, mózg pan uratowaliśmy. Większość obszaru penumbry przeżyła. Będzie rehabilitacja, ale rokowanie jest dobre.”

Jadwiga, żona Mariana, przyjechała godzinę po przyjęciu męża do szpitala. Siedziała przy jego łóżku przez całą noc, trzymając go za rękę. „Myślałam, że cię straciłam” — szeptała. Marian ściskał jej dłoń lewą ręką. „Jestem… tutaj…” — mówił powoli.

Trzeciego dnia Marian zaczął fizjoterapię. Fizjoterapeutka, pani Ewa, miała około czterdziestu lat, energiczną, optymistyczną. „Panie Marianie, teraz ciężka praca. Mózg się regeneruje, ale musimy mu pomóc.” Proste ćwiczenia: unoszenie ręki, zginanie palców, ruchy nogi. Prawa strona słuchała, ale słabo, niepewnie. „Świetnie!” — zachęcała pani Ewa. „Pierwszy dzień i już pan macha ręką!”

Po tygodniu Marian został przeniesiony na oddział neurologiczny. Kontynuował rehabilitację — fizjoterapia dwa razy dziennie, logopedia (afazja ustępowała, ale mowa była powolna, zacinała się). Doktor Wiśniewska przepisała leki: kwas acetylosalicylowy 75 mg, atorwastatyna 80 mg, ramipril 5 mg. „To na zawsze” — wyjaśniła. „Profilaktyka, żeby udar się nie powtórzył.”

Po dwóch tygodniach Marian został wypisany do domu z zaleceniem kontynuacji rehabilitacji ambulatoryjnie. Chodził o kuli — prawa noga była słabsza. Prawa ręka — funkcjonalna, ale z ograniczoną precyzją. Mowa — wolniejsza, czasem szukał słów, ale komunikował się swobodnie.

Wrócił do pracy po trzech miesiącach. Nie mógł jeszcze pisać sprawnie prawą ręką, więc pisał lewą — dziwne uczucie dla kogoś, kto przez pięćdziesiąt osiem lat był praworęczny. Uczniowie przyjęli go owacją na stojąco. „Panie profesorze, tak się baliśmy!” — mówiła Ania.

Marian nigdy nie zapomniał tego czwartku. „To było jak reset życia” — opowiadał później. „Nagle wszystkie błahe problemy — rachunki, kłótnie o piłota do telewizora — przestały mieć znaczenie. Zrozumiałem, że każdy dzień to dar.” Zaczął dbać o zdrowie: rzucił palenie (palił przez trzydzieści lat), zmienił dietę, zaczął chodzić na spacery.

Rok po udarze Marian prowadził normalny tryb życia. Prawa ręka nadal była nieco słabsza, ale funkcjonalna. Czasem zapominał słów — pozostałość afazji — ale radził sobie. „Uczę historii” — żartował — „więc jeśli zapomnę słowa, uczniowie myślą, że to część metody socjatycznej.”

Pięć lat po udarze uczestniczył w kampanii edukacyjnej o rozpoznawaniu objawów udaru. „Gdyby nie szybka reakcja kolegów z pracy, gdyby karetka przyjechała pół godziny później, gdyby zespół udarowy nie działał tak sprawnie — pewnie nie siedziałbym tu dzisiaj” — mówił do kamery. „FAST — Face, Arms, Speech, Time. Zapamiętajcie to. Może uratuje życie wam lub komuś bliski.”

Historia Mariana to historia sukcesu. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia. Widziałem pacjentów, którzy przyjechali godzinę za późno i pozostali przykuci do wózka. Widziałem pacjentów, u których tromboliza spowodowała krwotok i śmierć. Widziałem rodziny zrozpaczone, patrzące na bliską osobę, która przestała być tym, kim była.

Udar mózgu to loteria. Możesz być najzdrowszą osobą na świecie i dostać go jutro. Albo możesz palić, pić, mieć nadciśnienie i przeżyć sto lat bez udaru. Ale statystyki są przeciwko tobie. Kontroluj ciśnienie, cholesterol, cukier. Nie pal. Ćwicz. Jedz zdrowo. To nie gwarantuje, że unikniesz udaru. Ale zmniejsza ryzyko.

I jeśli zobaczysz kogoś z objawami udaru — asymetryczną twarzą, osłabieniem ręki, problemami z mową — działaj natychmiast. Dzwoń po karetkę. Zapamiętaj czas wystąpienia objawów. To informacja kluczowa dla lekarzy.

Time is brain. Każda minuta to dwa miliony neuronów. Nie marnuj tych minut.

ROZDZIAŁ 2: Rozwarstwienie tętnicy szyjnej lub kręgowej

2.1. Definicja i opis schorzenia

„Profesorze, mam trzydzieści pięć lat, regularnie ćwiczę, nie palę, nie piję. Jak mogłam dostać udaru?” Takie pytanie zadała mi Anna Lewandowska, młoda prawniczka, która tydzień wcześniej trafiła na nasz oddział z objawami udaru niedokrwiennego mózgu. Odpowiedź była równie zaskakująca dla niej, jak i fascynująca dla mnie: rozwarstwienie tętnicy szyjnej wewnętrznej — dissectio arteriae carotis internae. Choroba, która może zamienić zwykły ruch głową podczas ćwiczeń jogi w zagrażającą życiu katastrofę naczyniową.

Rozwarstwienie tętnicy — po łacinie dissectio arteriae — to stan, w którym dochodzi do rozdarcia wewnętrznej warstwy ściany naczynia, nazywanej błoną wewnętrzną (tunica intima). Krew przedostaje się przez to rozdarcie do ściany naczynia, tworząc przestrzeń między warstwami — powstaje tak zwany hematom śródścienny. To jakby rurociąg, w którym woda zaczyna przeciekać między warstwami materiału, z którego jest zbudowany. Tylko że w przypadku tętnicy konsekwencje są dramatyczne: prawdziwe światło naczynia zwęża się lub całkowicie zamyka, przepływ krwi do mózgu zostaje przerwany, pojawia się udar.

Pamiętam wykład, który wygłosiłem na sympozjum European Stroke Organization w Mediolanie w 2019 roku. „Rozwarstwienie tętnic szyjnych i kręgowych” — zacząłem — „to jeden z najważniejszych powodów udarów u młodych dorosłych, poniżej pięćdziesiątego roku życia. Stanowi około dwudziestu procent wszystkich udarów w tej grupie wiekowej.” Sala wypełniona neurologami z całego świata słuchała uważnie. Jeden z kolegów z Kanady podniósł rękę: „Tom, widziałeś przypadki spontanicznego rozwarstwienia, bez jakiegokolwiek urazu?” „Oczywiście” — odpowiedziałem. „To właśnie jest najbardziej intrygujące. Większość przypadków to rozwarstwienia spontaniczne lub po minimalnym urazie — kichniecie, gwałtowny ruch głową, manipulacja kręgosłupem u chiropraktyka.”

Anatomia tętnic zaopatrujących mózg jest kluczowa dla zrozumienia tego schorzenia. Dwie tętnice szyjne wewnętrzne (arteriae carotides internae) i dwie tętnice kręgowe (arteriae vertebrales) dostarczają krew do mózgu. Tętnice szyjne wewnętrzne odchodzą od tętnic szyjnych wspólnych na wysokości krtani, biegną w górę przez szyję, przechodzą przez podstawę czaszki i rozgałęziają się w mózgu, tworząc tętnicę środkową i przednią mózgu. Tętnice kręgowe biegną przez otwory w wyrostkach poprzecznych kręgów szyjnych, wchodzą do czaszki przez otwór potyliczny wielki i łączą się, tworząc tętnicę podstawną (arteria basilaris), która zaopatruje pień mózgu i móżdżek.

Rozwarstwienie może dotyczyć każdego z tych naczyń, ale najczęściej występuje w tętnicy szyjnej wewnętrznej — około siedemdziesiąt procent przypadków — i w tętnicy kręgowej — około trzydzieści procent. Dlaczego? Bo te naczynia są szczególnie narażone na mechaniczne urazy podczas ruchów szyi. Tętnica szyjna wewnętrzna przebiega tuż pod skórą na bocznej powierzchni szyi, przy kręgosłupie szyjnym. Gwałtowne obroty głową, skręcanie szyi, mogą powodować rozciąganie i uszkodzenie ściany naczynia. Tętnica kręgowa biegnie przez kanał kostny — z jednej strony jest chroniona, z drugiej — podczas gwałtownych ruchów może być uciskana lub rozciągana przez kręgi.

Mechanizm rozwarstwienia można sobie wyobrazić następująco: wyobraź sobie, że ściana tętnicy to trójwarstwowa struktura — wewnętrzna błona intima, środkowa błona media (tunica media) zbudowana z mięśni gładkich i włókien elastycznych, i zewnętrzna błona adventitia (tunica adventitia) z tkanki łącznej. Gdy dochodzi do rozdarcia intimy — czasem spontanicznego, czasem pourazowego — krew pod wysokim ciśnieniem wdziera się przez to rozdarcie do ściany naczynia, rozwarstwiając ją. Powstaje hematom śródścienny, który może rozrastać się w górę lub w dół naczynia na znaczną długość, czasem dwadzieścia, trzydzieści centymetrów.

Konsekwencje są dwojakie. Po pierwsze, hematom śródścienny zwęża lub zamyka prawdziwe światło naczynia — prowadzi to do niedokrwienia mózgu, udaru niedokrwiennego. Po drugie, uszkodzona intima może być źródłem materiału zatorowego — małe skrzepliny formujące się na powierzchni rozwarstwionej ściany mogą odrywać się i wędrować z prądem krwi do mózgu, powodując udary zatorowe. Po trzecie, w rzadkich przypadkach, rozwarstwienie może prowadzić do pęknięcia naczynia i krwotoku — najczęściej krwotoku podpajęczynówkowego, jeśli rozwarstwienie dotyczy odcinka wewnątrzczaszkowego tętnicy.

Przyczyny rozwarstwienia są różnorodne. Mówimy o rozwarstwieniach traumatycznych i spontanicznych, choć granica między nimi jest płynna. Rozwarstwienia traumatyczne to te po wyraźnym, znaczącym urazie — wypadek samochodowy z uderzeniem głowy, upadek z wysokości, bezpośredni cios w szyję. Widziałem pacjenta, który doznał rozwarstwienia tętnicy szyjnej po tym, jak został uderzony piłką hokejową w bok szyi podczas meczu. Inny pacjent — po upadku z drabiny i uderzeniu głową o ziemię.

Ale większość przypadków to rozwarstwienia po minimalnym urazie lub spontaniczne. To są historie, które brzmią niewiarygodnie. Pacjent po wizycie u chiropraktyka, gdzie wykonano manipulację kręgosłupem szyjnym — gwałtowne skręcenie głowy — i następnego dnia udar. Pacjent po intensywnej sesji jogi z pozycjami odwróconymi i skrętami. Kobieta, która gwałtownie odwróciła głowę, patrząc za siebie podczas cofania samochodem. Młody mężczyzna, który długo malował sufit, trzymając głowę w hiperekstensji (zgięcie do tyłu). Nawet przypadki po intensywnym kaszlu, wymiotach, kichaniu.

„Dlaczego u tych ludzi dochodzi do rozwarstwienia po tak banalnych okolicznościach?” — zapytał mnie kiedyś student podczas dyżuru. „Bo mają predyspozycję” — odpowiedziałem. „Ich ściany naczyniowe są słabsze. Może to wynikać z genetycznych zaburzeń tkanki łącznej.”

Istotnie, u części pacjentów z rozwarstwieniem tętnic szyjnych lub kręgowych znajdujemy genetyczne choroby tkanki łącznej. Zespół Ehlersa-Danlosa typu IV (naczyniowy) — mutacja w genie COL3A1 kodującym kolagen typu III — prowadzi do zwiększonej podatności naczyń na uszkodzenia. Zespół Marfana — mutacja w genie fibryliny — również zwiększa ryzyko. Dysplazja włóknisto-mięśniowa (fibromuscular dysplasia, FMD) — nieznana przyczyna, charakteryzuje się nieprawidłową budową ściany naczyniowej z obszarami zwężeń i poszerzenia, wygląda jak „koraliki na sznurku” w angiografii.

Ale u większości pacjentów nie znajdujemy żadnej konkretnej genetycznej choroby. Być może mają subkliniczne, niewykryte zaburzenia budowy kolagenu lub elastyny. Być może jest to wariant normalności — każdy z nas ma nieco innej wytrzymałości ściany naczyniowe, i u niektórych osób wystarczy niewielki uraz, by doszło do rozwarstwienia.

Objawy rozwarstwienia tętnicy szyjnej lub kręgowej są charakterystyczne, choć nie zawsze od razu rozpoznawane. Klasyczna triada to: ból głowy lub szyi, zespół Hornera (syndroma Horneri), i objawy niedokrwienia mózgu.

Ból jest często pierwszym objawem, pojawiającym się godziny lub dni przed udarem. Ból przy rozwarstwieniu tętnicy szyjnej wewnętrznej jest typowo jednostronny, zlokalizowany w okolicy bocznej szyi, za uchem, czasem rozciągający się na połowę głowy po tej samej stronie. Pacjenci opisują go jako ostry, pulsujący, czasem „rozrywający”. To efekt rozciągania ściany naczynia przez hematom śródścienny — w ścianie naczyń są zakończenia nerwów czuciowych, które reagują na rozciąganie.

Pamiętam panią Ewę, trzydziestodwuletnią fizjoterapeutkę, która przyszła na izbę przyjęć z „najgorszym bólem głowy w życiu” po lewej stronie. „To nie jest zwykły ból głowy” — mówiła. „To jest… inny. Jakby coś eksplodowało w głowie.” Byłem na dyżurze tamtego wieczoru. „Najgorszy ból głowy w życiu” — powtórzyłem. „To jest czerwona flaga. Może być krwotok podpajęczynówkowy, tętniak, rozwarstwienie.” Wykonaliśmy tomografię — nic. Ale nie zadowoliłem się tym. Angio-MRI ujawniło rozwarstwienie tętnicy szyjnej wewnętrznej lewej z hematomem śródściennym. Żadnych objawów neurologicznych — jeszcze. Ale gdybyśmy jej wypuścili do domu z „bólem głowy”, prawdopodobnie wróciłaby z udarem.

Zespół Hornera to zespół objawów wynikający z uszkodzenia włókien współczulnych biegnących wzdłuż tętnicy szyjnej. Objawia się zwężeniem źrenicy (miosis), opadnięciem powieki (ptosis), i zmniejszonym poceniem się połowy twarzy (anhidrosis). Czasem pacjenci zauważają, że jedno oko wygląda „mniejsze” — przez ptosis i miozy. To bardzo charakterystyczny objaw rozwarstwienia tętnicy szyjnej wewnętrznej, występujący u około czterdziestu procent pacjentów.

Objawy neurologiczne — udar — pojawiają się, gdy rozwarstwienie prowadzi do zamknięcia naczynia lub zatorowości. Jeśli zamknie się tętnica szyjna wewnętrzna, objawy są typowe dla udaru w krążeniu przednim: hemipareza lub hemiplegia, zaburzenia czucia, afazja (jeśli dominująca półkula), zaniedbywanie. Jeśli rozwarstwienie dotyczy tętnicy kręgowej i prowadzi do niedokrwienia w krążeniu tylnym — objawy mogą obejmować zawroty głowy, podwójne widzenie (diplopia), dysfagię (zaburzenie połykania), ataksję (zaburzenie równowagi), zespoły alternujące (uszkodzenie pnia mózgu powodujące różne kombinacje objawów czaszkowo-mózgowych i połowicznych).

W jednym z najbardziej pamiętnych przypadków, młody mężczyzna, dwudziestoośmioletni software developer, doznał rozwarstwienia obu tętnic kręgowych po intensywnej sesji brzuszków i ćwiczeń na siłowni. Następnego dnia obudził się z silnymi zawrotami głowy, podwójnym widzeniem, i niemożnością utrzymania równowagi. Gdy przybył na SOR, ledwo stał na nogach. MRI ujawniło zawał w móżdżku i pniu mózgu — wynik zamknięcia tętnicy podstawnej przez rozwarstwienia obu tętnic kręgowych. Szczęśliwie przeżył, ale proces rekonwalescencji trwał miesiące.

2.2. Diagnostyka

„Jak rozpoznać rozwarstwienie tętnicy?” — to pytanie, które zadają mi młodzi lekarze. „Po pierwsze” — odpowiadam — „musisz o nim pomyśleć. Jeśli nie pomyślisz, nie rozpoznasz. Po drugie, obrazowanie naczyniowe jest kluczowe.”

Kliniczna diagnoza rozwarstwienia opiera się na charakterystycznej konstelacji objawów. Młody pacjent (poniżej pięćdziesiątego roku życia) bez tradycyjnych czynników ryzyka sercowo-naczyniowego (nadciśnienie, cukrzyca, palenie), prezentujący się z bólem głowy lub szyi i objawami udaru lub przejściowego ataku niedokrwiennego (TIA — transient ischemic attack) — to klasyczny profil. Jeśli dodatkowo jest zespół Hornera lub historia niedawnego urazu szyi, manipulacji kręgosłupem, intensywnego wysiłku fizycznego — podejrzenie rośnie.

Badanie kliniczne może ujawnić szmer naczyniowy nad tętnicą szyjną — bruit carotidien — słyszalny przez stetoskop przyłożony do szyi. To turbulentny przepływ krwi przez zwężone światło rozwarstwionej tętnicy. Ale często badanie fizyczne jest niediagnostyczne.

Kluczowe są badania obrazowe. Pierwszym badaniem u pacjenta z podejrzeniem udaru jest zazwyczaj tomografia komputerowa głowy bez kontrastu — CT. Ale standardowe CT rzadko pokazuje rozwarstwienie tętnicy w odcinku szyjnym (poza czaszką). Czasem widzimy pośrednie oznaki: wczesne cechy zawału mózgu, zamknięte naczynia wewnątrzczaszkowe. Ale samo rozwarstwienie w szyi — nie.

Dlatego potrzebujemy badań naczyniowych. Angio-tomografia komputerowa — CTA (computed tomography angiography) — z kontrastem dożylnym pozwala zobrazować naczynia szyjne i wewnątrzczaszkowe. Typowe cechy rozwarstwienia w CTA to: zwężenie światła naczynia w długim odcinku (wygląda jak „smukła wstążka” lub „znak sznurka” — string sign), nieregularny kontur naczynia, widoczny hematom śródścienny jako obszar zwiększonej gęstości w ścianie naczynia (jeśli wykonujemy fazę opóźnioną), czasem tętniak rzekomościenny — wypuklenie ściany naczynia wypełnione krwią w miejscu rozdarcia.

Angiografia metodą rezonansu magnetycznego — MRA (magnetic resonance angiography) — jest równie czuła, a jeśli wykonujemy dodatkowo sekwencje T1 z tłumieniem sygnału od tłuszczu przez całą szyję, możemy bezpośrednio zobrazować hematom śródścienny jako obszar wysokiego sygnału (jasny) w ścianie naczynia — tzw. crescent sign — znak półksiężyca. To prawie patognomoniczne dla rozwarstwienia.

„Profesor, a co z klasyczną angiografią — DSA (digital subtraction angiography)?” — zapytała rezydentka podczas konferencji radiologicznej. „DSA jest złotym standardem” — odpowiedziałem — „najdokładniejsza, pokazuje dynamikę przepływu, pozwala ocenić krążenie oboczne. Ale jest inwazyjna, wiąże się z ryzykiem powikłań, głównie udaru jatrogenne (wywołanego przez procedurę). Dziś wykonujemy ją rzadziej, głównie wtedy, gdy CTA lub MRA dają niejednoznaczne wyniki, lub gdy planujemy interwencję endowaskularną — na przykład stentowanie.”

Pamiętam przypadek młodego sportowca, zawodnika rugby, który doznał rozwarstwienia tętnicy kręgowej po tackle’u podczas meczu. CTA pokazało zwężenie tętnicy kręgowej prawej, ale nie byliśmy pewni, czy to rozwarstwienie, czy spazm naczynia (również możliwy po urazie). Wykonaliśmy DSA — wyraźnie widoczny podwójny kontur naczynia, hematom śródścienny, tętniak rzekomościenny. Diagnoza potwierdzona.

Ultrasonografia Doppler tętnic szyjnych i kręgowych — USG Doppler — jest szybka, nieinwazyjna, tania. Może pokazać zaburzony przepływ krwi, zwężenia, ale wizualizacja samego hematoma śródściennego jest trudna, szczególnie w tętnicach kręgowych biegnących przez kanał kostny. USG jest dobrym badaniem przesiewowym, ale do potwierdzenia diagnozy potrzebujemy CTA lub MRA.

Dodatkowo u każdego pacjenta z rozwarstwieniem wykonujemy badania w kierunku chorób współistniejących. Obrazowanie mózgu — MRI z sekwencjami DWI — pokazuje zawały, ich rozmiar, lokalizację. Badanie serca — EKG, echokardiografia — wyklucza źródło kardiogenne zatoru (choć u młodych pacjentów z rozwarstwieniem źródło zatoru jest zazwyczaj w samym rozwarstwionej tętnicy). Badania laboratoryjne: morfologia, koagulogram, profil lipidowy.

U młodych pacjentów z rozwarstwieniem, szczególnie jeśli rozwarstwienie było spontaniczne lub u pacjentów z nawracającymi rozwarstwieniami, rozszerzamy diagnostykę o genetyczne choroby tkanki łącznej. Konsultacja genetyczna, czasem badania molekularne — sekwencjonowanie genów COL3A1 (zespół Ehlersa-Danlosa typu IV), FBN1 (zespół Marfana). Badania obrazowe innych naczyń — aorty, tętnic nerkowych — mogą ujawnić FMD lub inne zmiany.

Diagnostyka różnicowa rozwarstwienia obejmuje inne przyczyny udaru u młodych: zakrzepica żylna mózgowa, zapalenie naczyń, stany nadkrzepliwości (trombofilía), kardiogenne źródło zatoru (PFO, migotanie przedsionków), nadużywanie substancji (kokaina, amfetamina powodują skurcz naczyń i mogą prowadzić do udaru).

2.3. Leczenie farmakologiczne i operacyjne

„Jaka jest optymalna strategia leczenia rozwarstwienia tętnicy szyjnej lub kręgowej?” To pytanie wywołuje dyskusje na konferencjach neurologicznych od dekad. Dlaczego? Bo nie mamy randomizowanych, kontrolowanych badań klinicznych porównujących różne metody leczenia. Większość danych pochodzi z rejestrów obserwacyjnych, serii przypadków, eksperckiej opinii.

Podstawowe cele leczenia rozwarstwienia to: zapobieganie udarowi, promowanie gojenia się naczynia, i leczenie objawów. Główne metody to leczenie farmakologiczne (antykoagulacja lub terapia przeciwpłytkowa) i — w wybranych przypadkach — interwencje endowaskularne (stentowanie) lub chirurgiczne.

Leczenie farmakologiczne: antykoagulacja versus terapia przeciwpłytkowa. To fundamentalne pytanie bez jednoznacznej odpowiedzi. Racjonalne dla antykoagulacji: mechanizm udaru przy rozwarstwieniu jest głównie zatorowy — skrzepliny formujące się na uszkodzonej ścianie naczynia odrywają się i wędrują do mózgu. Antykoagulacja zapobiega tworzeniu się skrzeplin. Racjonalne dla terapii przeciwpłytkowej: rozwarstwienie wiąże się z ryzykiem pęknięcia naczynia i krwotoku, a antykoagulacja mogłaby to ryzyko zwiększyć. Terapia przeciwpłytkowa jest bezpieczniejsza.

Badanie CADISS (Cervical Artery Dissection In Stroke Study), opublikowane w Lancet Neurology w 2015 roku, było pierwszą próbą randomizowanego porównania. Stu osiemdziesięciu ośmiu pacjentów z rozwarstwieniem tętnicy szyjnej lub kręgowej przydzielono losowo do grupy otrzymującej antykoagulację (warfaryna z docelowym INR 2—3) lub terapię przeciwpłytkową (kwas acetylosalicylowy lub inne). Wynik? Nie było różnicy w częstości udarów, zgonów, lub niepełnosprawności między grupami. Zarówno antykoagulacja, jak i terapia przeciwpłytkowa były bezpieczne i skuteczne.

Obecnie większość neurologów, w tym ja, preferuje terapię przeciwpłytkową jako leczenie pierwszej linii dla większości pacjentów z rozwarstwieniem. Kwas acetylosalicylowy (aspiryna) w dawce 75—325 mg dziennie lub klopidogrel (Plavix) 75 mg dziennie. U pacjentów z wysokim ryzykiem zatorowości — na przykład jeśli widzimy w obrazowaniu wiszący, mobilny skrzep w rozwarstwionym naczyniu — rozważam antykoagulację.

Dla antykoagulacji stosujemy zazwyczaj heparynę drobnocząsteczkową (LMWH — low molecular weight heparin) w fazie ostrej, a następnie przejście na doustne antykoagulanty. Enoksaparyna (Clexane) 1 mg/kg podskórnie dwa razy dziennie lub 1,5 mg/kg raz dziennie. Po kilku dniach przejście na warfarynę (Warfarin, Coumadin) z docelowym INR 2—3, lub — coraz częściej — nowe doustne antykoagulanty (NOAC): riwaroksaban (Xarelto) 20 mg raz dziennie, apiksaban (Eliquis) 5 mg dwa razy dziennie, dabigatran (Pradaxa) 150 mg dwa razy dziennie. NOAC są wygodniejsze (nie wymagają monitorowania INR), ale mamy mniej danych o ich skuteczności i bezpieczeństwie w rozwarstwieniu niż dla warfaryny.

Czas leczenia antykoagulacją lub terapią przeciwpłytkową: zazwyczaj trzy do sześciu miesięcy. Dlaczego? Bo większość rozwarstwień goi się w tym czasie. Wykonujemy kontrolne obrazowanie naczyniowe (CTA lub MRA) po trzech do sześciu miesiącach. Jeśli naczynia się zgoiło — światło odtworzone, hematom śródścienny zniknął — możemy przerwać leczenie lub przejść na długoterminową prewencję wtórną udaru (aspiryna). Jeśli rozwarstwienie utrzymuje się lub utworzył się tętniak rzekomościenny — kontynuujemy leczenie i rozważamy interwencję.

Kontrola ciśnienia tętniczego jest kluczowa. Wysokie ciśnienie zwiększa ryzyko progresji rozwarstwienia i pęknięcia naczynia. Cel: ciśnienie poniżej 140/90 mmHg, a u niektórych pacjentów — jeszcze niżej. Stosujemy leki hipotensyjne: beta-blokery (metoprolol 50—100 mg dwa razy dziennie, labetalol 200—400 mg dwa razy dziennie), inhibitory ACE (ramipril 5—10 mg raz dziennie), blokery kanału wapniowego (amlodipin 5—10 mg raz dziennie).

Leczenie bólu: rozwarstwienie często powoduje znaczący ból głowy i szyi. Stosujemy analgetyki: paracetamol 1000 mg co sześć godzin, niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ) — z ostrożnością, bo mogą nasilać krwawienie — ibuprofen 400—600 mg co osiem godzin. W ciężkich przypadkach — opioidy: tramadol 50—100 mg co sześć godzin, morfina.

Interwencje endowaskularne: stentowanie rozwarstwionej tętnicy. Wskazania są ograniczone, bo większość rozwarstwień goi się samoistnie przy leczeniu zachowawczym. Rozważamy stentowanie w następujących sytuacjach: progresja rozwarstwienia pomimo leczenia farmakologicznego, nawracające udary zatorowe pomimo antykoagulacji, krytyczne zwężenie naczynia z objawami niedokrwienia, rozwarstwienie z tętniakiem rzekomościennym zagrażającym pęknięciem.

Procedura stentowania rozwarstwionej tętnicy jest technicznie wymagająca. Wykonuje ją neurointerwencjonista w pracowni angiografii. Pacjent leży na stole angiograficznym. Znieczulenie — zazwyczaj ogólne, bo procedura wymaga pełnej immobilizacji. Dostęp przez tętnicę udową — nakłucie, wprowadzenie koszulki naczyniowej 6 lub 8 French. Przez koszulkę, pod kontrolą prześwietlenia rentgenowskiego (fluoroskopia), wprowadzamy cewnik prowadzący do tętnicy szyjnej wspólnej lub tętnicy podobojczykowej (jeśli stentujemy tętnicę kręgową).

Angiografia diagnostyczna — podanie kontrastu, zobrazowanie rozwarstwionej tętnicy. Widzimy zwężone światło, nieregularny kontur, czasem podwójny kontur naczynia. Przez cewnik prowadzący wprowadzamy mikroprowadnik (0.014 lub 0.018 cala średnicy) — cienki, giętki drut, który prowadzący delikatnie przez rozwarstwiony odcinek tętnicy do prawdziwego światła dalej w kierunku mózgu. To kluczowy i niebezpieczny moment — jeśli mikroprowadnik wejdzie do fałszywego światła (do hematoma śródściennego), możemy spowodować dalsze rozdarcie, zamknięcie naczynia, katastrofę.

Gdy mikroprowadnik jest bezpiecznie w prawdziwym świetle, po nim wprowadzamy mikrocewnik, a następnie cewnik do dostarczenia stentu. Rozwijamy stent samorozprężalny (self-expanding stent) — wykonany z nitinolu, stopu niklu i tytanu, który ma „pamięć kształtu” i po uwolnieniu z cewnika rozszerza się, przywracając światło naczynia. Stent przyciska hematom śródścienny do ściany, odtwarza przepływ przez prawdziwe światło. Czasem stosujemy kilka stentów, nakładających się, tworząc „tunel” przez rozwarstwiony odcinek.

Kontrolna angiografia — sprawdzamy, czy przepływ jest odtworzony, czy nie ma powikłań. Pacjent po procedurze otrzymuje podwójną terapię przeciwpłytkową (DAPT — dual antiplatelet therapy): kwas acetylosalicylowy 75—100 mg + klopidogrel 75 mg dziennie przez minimum miesiąc (często trzy do sześciu miesięcy), by zapobiec zakrzepicy stentu. Następnie kontynuujemy monoterapię przeciwpłytkową.

Powikłania stentowania: zakrzepica stentu, zatorowość podczas procedury, rozwarstwienie jatrogenne (spowodowane przez procedurę), perforacja naczynia, krwotok. Ryzyko powikłań wynosi około pięć do dziesięć procent. Dlatego stentowanie jest zarezerwowane dla przypadków, gdzie potencjalne korzyści przeważają ryzyko.

Leczenie chirurgiczne — otwarta operacja naczyniowa — jest dziś rzadko wykonywane dla rozwarstwienia tętnic szyjnych lub kręgowych. Historycznie wykonywano endarterektomię (usunięcie rozwarstwionych warstw ściany naczynia) lub bypass (ominięcie rozwarstwionego odcinka sztucznym naczyniem lub przeszczepem z żyły). Ale wyniki były gorsze niż przy leczeniu zachowawczym lub endowaskularnym, a ryzyko powikłań wysokie. Dziś chirurgia jest rozważana tylko w wyjątkowych sytuacjach — na przykład rozwarstwienie z dużym tętniakiem rzekomościennym niedostępnym dla stentowania.

Rehabilitacja neurologiczna dla pacjentów, którzy doznali udaru w wyniku rozwarstwienia, jest identyczna jak dla innych przyczyn udaru. Fizjoterapia, terapia zajęciowa, logopedia — w zależności od deficytów.

2.4. Rokowanie i powikłania

„Doktorze, co będzie z moją córką?” — zapytała mnie matka Anny, młodej prawniczki, której przypadek opisałem na początku tego rozdziału. Anna miała rozwarstwienie tętnicy szyjnej wewnętrznej z niewielkim udarem. „Rokowanie jest zazwyczaj dobre” — odpowiedziałem, starając się być optymistyczny, ale uczciwy. „Większość pacjentów odzyskuje pełną lub prawie pełną sprawność. Ale to zależy od rozległości udaru, szybkości leczenia, i tego, jak naczynia się zagoi.”

Rokowanie w rozwarstwieniu tętnic szyjnych i kręgowych jest generalnie lepsze niż w udarach z innych przyczyn u osób starszych. Dlaczego? Bo pacjenci są młodsi, mają lepszą rezerwę mózgową, lepszą plastyczność, mniej chorób współistniejących. A samo rozwarstwienie — w większości przypadków — goi się.

Badania obserwacyjne pokazują, że około siedemdziesiąt do osiemdziesiąt procent pacjentów z rozwarstwieniem osiąga dobry wynik funkcjonalny (modified Rankin Scale 0—2) w ciągu trzech do sześciu miesięcy. Śmiertelność w ostrej fazie wynosi około jeden do pięć procent — znacznie niż w „zwykłym” udarze u osób starszych (dziesięć do piętnaście procent).

Ale to są statystyki. Dla konkretnego pacjenta wynik zależy od kilku czynników. Najważniejszy: czy doszło do udaru i jak rozległy. Jeśli rozwarstwienie jest rozpoznane wcześnie, zanim dojdzie do udaru — na przykład pacjent przychodzi z bólem głowy i zespołem Hornera, wykonujemy obrazowanie, znajdujemy rozwarstwienie, rozpoczynamy leczenie — szansa na uniknięcie udaru jest wysoka, rzędu dziewięćdziesięciu procent. Jeśli pacjent już miał udar, szczególnie rozległy, z ciężkim deficytem neurologicznym — rokowanie jest gorsze.

Gojenie się naczynia: u około siedemdziesięciu do osiemdziesięciu procent pacjentów rozwarstwione naczynia goi się w ciągu trzech do sześciu miesięcy. Hematom śródścienny wchłania się, światło naczynia odtwarza, przepływ normalizuje. Kontrolne obrazowanie po trzech do sześciu miesiącach pokazuje prawidłowe lub prawie prawidłowe naczynia.

U około dwudziestu do trzydziestu procent pacjentów rozwarstwienie nie goi się całkowicie. Może pozostać zwężenie naczynia, lub rozwija się tętniak rzekomościenny — workowate poszerzenie w miejscu rozdarcia ściany. Tętniak rzekomościenny może być stabilny przez lata, lub może powiększać się, stwarzając ryzyko pęknięcia i krwotoku. Pacjenci z przetrwałym rozwarstwieniem lub tętniakiem wymagają długotrwałego leczenia farmakologicznego i regularnego monitorowania obrazowego — MRA lub CTA raz na rok.

Nawrót rozwarstwienia: ryzyko rozwarstwienia w innym naczyniu wynosi około jeden do dwa procent rocznie. To znacznie wyżej niż w populacji ogólnej. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że ci pacjenci mają pewną predyspozycję — słabsze ściany naczyniowe. Dlatego zalecamy unikanie aktywności wysokiego ryzyka: sportów kontaktowych (boks, rugby), gwałtownych ruchów głową, manipulacji kręgosłupem.

Jeden z moich pacjentów, młody mężczyzna, który miał rozwarstwienie tętnicy kręgowej po wypadku samochodowym, zapytał mnie: „Doktorze, mogę wrócić do uprawiania karate?” „Karate to sport kontaktowy” — odpowiedziałem. „Ryzyko kolejnego urazu szyi jest znaczące. Moim zdaniem — nie. Ale to twoje życie, twoja decyzja. Musisz zważyć korzyści i ryzyko.” Wybrał bezpieczeństwo i przeszedł na pływanie.

Powikłania rozwarstwienia: najgroźniejsze to udar — już omówiliśmy. Inne powikłania to pęknięcie rozwarstwionej tętnicy prowadzące do krwotoku — najczęściej krwotoku podpajęczynówkowego, jeśli rozwarstwienie dotyczy odcinka wewnątrzczaszkowego. Krwotok podpajęczynówkowy z rozwarstwienia ma śmiertelność około dwadzieścia do trzydzieści procent. Na szczęście to rzadkie powikłanie, występujące u mniej niż pięciu procent pacjentów z rozwarstwieniem.

Powikłania leczenia antykoagulacją: krwotoki. Duże krwotoki (wymagające transfuzji, zagrażające życiu) występują u około dwóch do czterech procent pacjentów leczonych warfaryną rocznie. Dlatego monitorujemy INR regularnie, unikamy urazów. NOAC mają nieco niższe ryzyko dużych krwotoków niż warfaryna.

Powikłania stentowania: już omówiliśmy — zakrzepica stentu, zatorowość, rozwarstwienie jatrogenne. Dodatkowo, po stentowaniu, szczególnie w tętnicach kręgowych biegnących przez kanał kostny, istnieje ryzyko złamania stentu (fracture) przy ruchach szyi — stent jest zgniatany przez kręgi. Nowoczesne stenty są bardziej giętkie i odporne, ale ryzyko istnieje.

Długoterminowe następstwa: u większości pacjentów, którzy odzyskali sprawność po udarze związanym z rozwarstwieniem, jakość życia jest dobra. Ale niektórzy mają przetrwałe deficyty: łagodną hemiparezę, zaburzenia czucia, zmęczenie, bóle głowy. Depresja po udarze dotyka trzydziestu do czterdziestu procent pacjentów.

2.5. Historia pacjenta: „Upadek na rowerze”

Anna Lewandowska miała trzydzieści pięć lat i wydawało się, że ma wszystko pod kontrolą. Kariera w renomowanej kancelarii prawnej w Warszawie, mieszkanie w centrum, pasja do aktywnego trybu życia — bieganie, rower, joga. Wolne weekendy spędzała na długich przejażdżkach rowerowych po Mazowszu, czasem wyjeżdżała z grupą znajomych na kilkudniowe wyprawy.

Ostatni weekend września był piękny — słoneczny, ciepły, złota polska jesień. Anna zaplanowała wycieczkę rowerową do Konstancina — około czterdziestu kilometrów z Warszawy. Wyruszyła w sobotę rano, plecak z prowiantem, muzyka w słuchawkach. Trasa prowadziła przez lasy, malownicze drogi.

Około południa, na leśnej ścieżce, koło Anny natrafiło na wystający korzeń. Rower zachwiał się. Anna próbowała złapać równowagę, ale nie zdążyła. Upadła na bok, uderzając prawym ramieniem i głową o ziemię. Kask — zawsze jeździła w kasku — złagodził uderzenie, ale upadek był dotkliwy.

Leżała przez chwilę, dysząc. „Nic ci nie jest?” — zapytał przejeżdżający biegacz, zatrzymując się. „Chyba tak” — odpowiedziała Anna, podnosząc się powoli. Prawa ręka bolała, lekko zadrapana. Głowa — lekki ból. „Na pewno dasz radę?” „Tak, dzięki.” Biegacz pobiegł dalej.

Anna sprawdziła rower — łańcuch zeskoczył, ale poza tym wszystko w porządku. Założyła łańcuch, ruszyła powoli. Ręka bolała, ale nic poważnego. Po pół godzinie ból zelżał. Dojechała do Konstancina, zjadła obiad w restauracji nad Jeziorem Wilanowskim, wróciła do Warszawy wieczorem. „Upadek na rowerze” — napisała do koleżanki. „Nic się nie stało, tylko siniaki.”

Następnego dnia, niedziela, Anna obudziła się z dziwnym bólem po prawej stronie szyi. Tępy, pulsujący. „Pewnie naciągnięty mięsień z wczorajszego upadku” — pomyślała. Wzięła ibuprofen, poszła na długi spacer. Ból nie ustępował, ale nie był nie do zniesienia.

Poniedziałek, praca. Anna siedziała przy biurku, przygotowując dokumenty do sprawy sądowej. Ból szyi nasilał się. Około południa poczuła dziwne mrowienie w lewej ręce. Poruszyła palcami — wszystko działało. Ale uczucie było niepokojące.

„Anno, dobrze się czujesz?” — zapytała koleżanka, Magda, wchodząc do jej gabinetu. „Wyglądasz blado.” „Głowa mnie boli” — przyznała Anna. „Od wczoraj.” „Weź coś na ból i może wcześniej wyjdź do domu.”

Anna wzięła kolejną dawkę ibuprofenu. Ale ból nasilał się. Około trzeciej po południu, podczas konferencji telefonicznej z klientem, nagle poczuła, że nie może znaleźć słów. Chciała powiedzieć „umowa zostanie podpisana jutro”, ale z ust wydobyło się tylko: „Umowa… umowa… ju…” i urwała. Klient po drugiej stronie linii zapytał: „Pani mecenas, wszystko w porządku?”

Anna odłożyła słuchawkę. Panika. Co się dzieje? Próbowała powiedzieć coś do siebie — „Anna Lewandowska, trzydzieści pięć lat” — ale słowa się plątały. Jednocześnie lewa ręka… nie słuchała. Próbowała podnieść długopis — wypadł.

Wstała, chcąc wyjść z gabinetu, ale noga — lewa — podkurczyła się. Zachwiała się, chwyciła krawędzi biurka. „Magda!” — krzyknęła, choć głos był słaby, niewyraźny. Magda wbiegła. „Anno, co się dzieje?!” Anna próbowała odpowiedzieć, ale tylko niezrozumiałe dźwięki. Magda zbladła. „Dzwonię po karetkę!”

Karetka przyjechała w dziesięć minut. Ratownik medyczny, czterdziestolatek o spokojnym głosie, wszedł do gabinetu. Anna siedziała na krześle, przytrzymywana przez Magdę. „Pani Anno, co się stało?” Anna próbowała odpowiedzieć — nic. „Nie może mówić” — wyjaśniła Magda. „I lewa ręka jej nie słucha.”

Ratownik przeprowadził szybkie badanie. „Proszę się uśmiechnąć.” Anna uśmiechnęła się — lewa połowa twarzy zwisała. „Niech pani podniesie obie ręce.” Prawa poszła w górę, lewa opadła. „Podejrzenie udaru. Jedziemy do szpitala. O której zauważyła pani pierwsze objawy?” Magda spojrzała na zegarek. „Dzwoniła do mnie kwadrans temu, mówiła dziwnie. Teraz jest trzecia dwadzieścia. Więc około trzeciej piętnaście.”

Szpital wojewódzki był piętnaście minut drogi. Anna przyjechała na SOR o trzeciej czterdzieści. Zespół udarowy czekał — neurolog, doktor Piotr Jankowski, radiolog, pielęgniarki. Doktor Jankowski przeprowadził badanie. „Pani Anno, rozumie mnie pani?” Anna skinęła głową. „Dobrze. Niech pani powie swoje imię.” Próbowała — „A… a…” tylko to. „Afazja motoryczna. Niech pani uśmiechnie się.” Asymetria twarzy lewostronnej. „Niech pani podniesie lewą rękę.” Ręka drgnęła, ale nie poszła w górę. „Hemipareza lewostronna.”

„Tomografia natychmiast” — zarządził doktor Jankowski. Anna została przewieziona do pracowni CT. Tomografia bez kontrastu — brak krwotoku. Lekkie zatarcie granic istoty szarej i białej w prawej półkuli. „Wczesne cechy udaru niedokrwiennego” — stwierdził radiolog. Angio-CT z kontrastem — naczynia mózgowe drożne. „Brak zamknięcia dużej tętnicy. Ale poczekaj, co to?” Radiolog przybliżył obraz tętnic szyjnych. „Tętnica szyjna wewnętrzna prawa — zwężona w długim odcinku. Wygląda jak rozwarstwienie.”

Doktor Jankowski przyjrzał się obrazom. „Rozwarstwienie tętnicy szyjnej wewnętrznej prawej. To wyjaśnia udar.” Spojrzał na Annę. „Pani Anno, miała pani niedawno jakiś uraz głowy lub szyi?” Anna skinęła głową energicznie. „Spróbuje pani napisać?” Podał jej kartkę i długopis. Anna napisała prawą ręką (lewa nie działała): „Upadek z roweru. Sobota.”

„Dwa dni temu” — powiedział doktor Jankowski. „Rozwarstwienie prawdopodobnie powstało podczas upadku. Przez dwa dni postępowało, aż doprowadziło do udaru.” Sprawdził czas. „Czterdzieści minut od wystąpienia objawów. Jesteśmy w oknie dla trombolizy. Ale czy podawać rtPA w rozwarstwieniu?” To było pytanie kontrowersyjne. Tromboliza w rozwarstwieniu wiąże się z ryzykiem powiększenia hematoma śródściennego, pęknięcia naczynia. Ale Anna miała postępujący deficyt neurologiczny, młoda kobieta, trzeba działać.

„Podajemy” — zdecydował. Anna ważyła sześćdziesiąt kilogramów. Dawka rtPA: 54 mg. Bolus 5,4 mg, reszta przez godzinę. Wlew rozpoczęty o czwartej dziesiątej. Osiemdziesiąt pięć minut od wystąpienia objawów.

Jednocześnie doktor Jankowski skonsultował się z neurointerwencjonistą, doktor Beatą Nowak. „Mamy rozwarstwienie tętnicy szyjnej z udarem. Pacjentka na rtPA. Angio-CT nie pokazuje zamknięcia wewnątrzczaszkowego, ale rozwarstwienie w szyi. Myślisz o stentowaniu?” „Nie” — odpowiedziała doktor Nowak. „Rozwarstwienie pozaczaszkowe, bez zamknięcia dużej tętnicy wewnątrzczaszkowej. Stentowanie zwiększyłoby ryzyko. Obserwujmy. Jeśli pogorszenie — możemy rozważyć.”

Anna została przeniesiona na salę intensywnego nadzoru. Wlew rtPA trwał. Po pół godzinie pielęgniarka zauważyła zmianę. „Doktorze, pacjentka porusza lewą ręką!” Doktor Jankowski podszedł. „Pani Anno, proszę podnieść lewą rękę.” Anna podniosła — słabo, trzęsącą się, ale podniosła. „Świetnie! Proszę powiedzieć swoje imię.” „A… Anna” — powiedziała, powoli, niewyraźnie, ale wyraźnie lepiej niż godzinę temu.

Poprawa postępowała. Po godzinie Anna mówiła krótkimi zdaniami. Lewa ręka i noga — słabsze, ale funkcjonalne. NIHSS spadł z dwunastu do pięciu punktów. „Penumbra została uratowana” — stwierdził z satysfakcją doktor Jankowski.

Kontrolne MRI następnego dnia pokazało niewielki zawał w prawej półkuli czołowej — znacznie mniejszy, niż można było oczekiwać. Angio-MRI potwierdziło rozwarstwienie tętnicy szyjnej wewnętrznej prawej z hematomem śródściennym widocznym jako jasny „półksiężyc” w ścianie naczynia.

„Co teraz?” — zapytała Anna, która odzyskała mowę, choć była wolniejsza. „Teraz leczymy rozwarstwienie farmakologicznie” — wyjaśnił doktor Jankowski. „Podamy pani leki przeciwpłytkowe przez trzy do sześciu miesięcy. W większości przypadków rozwarstwienie goi się samoistnie. Za trzy miesiące powtórzymy obrazowanie, sprawdzimy, jak się goi.”

Anna została wypisana do domu po tygodniu. Chodziła samodzielnie, lewa ręka była nieco słabsza, ale funkcjonalna. Mowa — prawie normalna, czasem szukała słów. Otrzymała receptę: klopidogrel 75 mg dziennie, atorwastatyna 40 mg wieczorem, ramipril 5 mg rano. „I proszę unikać gwałtownych ruchów głową, sportów kontaktowych, jazdy na rowerze przez najbliższe miesiące” — zalecił doktor Jankowski.

Trzy miesiące później Anna wróciła na kontrolę. Poczuła się prawie normalnie — lewa ręka w pełni sprawna, mowa bez zaburzeń. Angio-MRI pokazało… cud. Rozwarstwienie zgoiło się. Hematom śródścienny wchłonął się, światło tętnicy szyjnej odtworzyło, przepływ normalny. „Pani Anno” — powiedział doktor Jankowski z uśmiechem — „naczynia wygląda świetnie. Możemy przerwać klopidogrel. Przejdzie pani na aspirynę 75 mg jako długoterminową prewencję. I może pani wrócić do normalnych aktywności. Ale proszę być ostrożna.”

Anna wróciła do pracy w kancelarii, do biegania, do jogi. Ale nie wróciła do jazdy na rowerze. „Za dużo wspomnień” — mówiła. „Poza tym, bieganie jest bezpieczniejsze.” Co roku miała kontrolne badanie obrazowe — po roku, po dwóch latach. Naczynia pozostawały prawidłowe, bez nawrotu.

„Mam szczęście” — powiedziała mi, gdy spotkaliśmy się na konferencji edukacyjnej o udarach, gdzie opowiadała swoją historię pacjentom. „Szczęście, że byłam w pracy, gdzie koleżanka natychmiast wezwała pomoc. Szczęście, że szpital był blisko. Szczęście, że zespół udarowy działał tak szybko. Szczęście, że rozwarstwienie się zgoiło. Wiem, że inni nie mieli tyle szczęścia.”

Miała rację. Widziałem pacjentów, których rozwarstwienie doprowadziło do masywnego udaru, pozostawiając ich sparaliżowanych. Widziałem przypadki, gdzie rozwarstwienie pękło, powodując śmiertelny krwotok. Widziałem rozwarstwienia, które nie goiły się, wymagając stentowania i długotrwałego leczenia.

Ale przypadek Anny był także lekcją: rozwarstwienie tętnicy może być konsekwencją pozornie błahego urazu. Upadek z roweru, który wydawał się niegroźny, uruchomił kaskadę wydarzeń prowadzącą do udaru. Ból szyi po urazie — to czerwona flaga, która powinna skłonić do poszukania pomocy medycznej. Gdyby Anna przyszła do lekarza w niedzielę z bólem szyi, być może wykonalibyśmy obrazowanie, znaleźli rozwarstwienie zanim doszło do udaru, rozpoczęli leczenie.

„Czego nauczyłaś się z tego doświadczenia?” — zapytałem Annę podczas naszej rozmowy. Zastanowiła się. „Że ciało daje sygnały. Ból szyi po upadku nie był normalny. Powinnam była posłuchać. I że w medycynie czas ma znaczenie — każda minuta. Gdyby Magda nie zadzwoniła od razu, gdybym czekała „aż przejdzie” — mogłabym być teraz sparaliżowana. Time is brain — jak mówicie.”

Dokładnie. Time is brain. I słuchanie swojego ciała. Rozwarstwienie tętnicy szyjnej lub kręgowej to choroba podstępna, która może uderzać bez ostrzeżenia. Ale często daje sygnały — ból szyi, ból głowy, zespół Hornera. Rozpoznanie tych sygnałów i szybkie działanie może uratować mózg, może uratować życie.

Historia Anny zakończyła się szczęśliwie. Ale zostawia nas z ważnymi lekcjami dla klinicystów: zawsze myśl o rozwarstwieniu u młodego pacjenta z udarem. Pytaj o urazy, nawet pozornie błahe. Wykonuj obrazowanie naczyniowe — CTA lub MRA — nie tylko mózgu, ale także szyi. I leczenie farmakologiczne — przeciwpłytkowe lub antykoagulacja — jest skuteczne w większości przypadków, promując gojenie i zapobiegając kolejnym zdarzeniom.

Rozwarstwienie tętnicy to przypomnienie, że nasze naczynia, choć wytrzymałe, są także delikatne. Że gwałtowny ruch, uraz, czasem nawet spontaniczne rozdarcie może zmienić życie w mgnieniu oka. Ale to także przypomnienie o sile medycyny — o tym, jak szybka diagnoza i odpowiednie leczenie mogą odwrócić potencjalną katastrofę, dając pacjentowi drugą szansę na normalne, zdrowe życie.

ROZDZIAŁ 3: Choroba Alzheimera i inne otępienia

3.1. Definicja i opis schorzenia

„Profesorze, nie pamiętam, jak mam na imię.” Te słowa wypowiedziała do mnie Helena Kowalska, siedemdziesięcioośmioletnia emerytowana bibliotekarka, podczas badania w mojej poradni. Siedziała naprzeciwko mnie, elegancko ubrana, z godnością, jakiej nauczyło ją pięćdziesiąt lat pracy z książkami. Ale w jej oczach widziałem zagubienie, strach. Jej córka, Barbara, siedząca obok, płakała cicho. „Jak to się stało, że matka, która czytała trzy książki tygodniowo, która cytowała z pamięci Mickiewicza i Słowackiego, teraz nie pamięta własnego imienia?”

To pytanie, które słyszałem setki razy w mojej karierze. I za każdym razem odpowiedź jest równie bolesna. „To choroba Alzheimera, Barbaro. Okrutna choroba, która kradnie pamięć, osobowość, wszystko, co czyni człowieka tym, kim jest.”

Choroba Alzheimera — morbus Alzheimer — nazwana od Aloisa Alzheimera, niemieckiego psychiatry i neuropatologa, który w 1906 roku opisał przypadek Auguste Deter, pięćdziesięciopięcioletniej kobiety z postępującą demencją. Po jej śmierci Alzheimer zbadał jej mózg pod mikroskopem i odkrył dwie charakterystyczne zmiany: pozakomórkowe złogi białka beta-amyloidu tworzące tak zwane płytki starcze (plaque senilis) oraz wewnątrzkomórkowe kłębki zbudowane z hiperfosforylowanego białka tau — kłębki neurofibrylarne (neurofibrillary tangles). Te dwie patologie — płytki i kłębki — stały się histopatologicznymi znakami rozpoznawczymi choroby.

„Alzheimer był wizjonerem” — mówiłem podczas wykładu dla młodych neurologów w zeszłym miesiącu. „W czasach, gdy nie było CT, MRI, PET, ani nawet podstawowych badań krwi, potrafił na podstawie objawów klinicznych i badania pośmiertnego mózgu zidentyfikować odrębną jednostkę chorobową. Dziś wiemy, że miał rację — choroba Alzheimera jest najczęstszą przyczyną otępienia, stanowiąc sześćdziesiąt do siedemdziesiąt procent wszystkich przypadków.”

Otępienie — dementia — to zespół kliniczny charakteryzujący się postępującym pogorszeniem funkcji poznawczych (pamięć, myślenie, orientacja, rozumienie, zdolności uczenia się, język, osąd) na tyle nasilonym, że zaburza codzienne funkcjonowanie. Nie jest to normalna część starzenia się. Normalne starzenie może powodować łagodne spowolnienie przetwarzania informacji, czasem trudności z przypominaniem sobie nazw — to tzw. łagodne zaburzenia poznawcze (mild cognitive impairment, MCI), które nie uniemożliwiają samodzielnego życia. Otępienie to coś znacznie poważniejszego.

Epidemiologia otępienia jest przerażająca i stale rośnie wraz ze starzeniem się populacji. Szacuje się, że na świecie żyje około pięćdziesięciu pięciu milionów ludzi z otępieniem. Co roku diagnozowanych jest prawie dziesięć milionów nowych przypadków — to jeden nowy przypadek co trzy sekundy. Do 2050 roku liczba ta może wzrosnąć do stu pięćdziesięciu milionów. W Polsce żyje około pięciuset tysięcy osób z otępieniem. Ryzyko wzrasta wykładniczo z wiekiem: poniżej sześćdziesiątego piątego roku życia otępienie dotyczy około jednego procenta populacji, po osiemdziesiątym piątym roku życia — już około trzydziestu procent.

Choroba Alzheimera jest najczęstszą postacią otępienia, ale nie jedyną. Drugim w kolejności jest otępienie naczyniowe (dementia vascularis), stanowiące około piętnaście do dwadzieścia procent przypadków, wynikające z zmian naczyniowych w mózgu — zawałów, mikroudarów, choroby małych naczyń. Trzecią najczęstszą postacią jest otępienie z ciałami Lewy’ego (dementia with Lewy bodies, DLB), charakteryzujące się gromadzeniem w neuronach nieprawidłowych agregatów białka alfa-synukleiny — tak zwanych ciał Lewy’ego. Występują też otępienia czołowo-skroniowe (frontotemporal dementia, FTD), gdzie pierwotnie degenerują płaty czołowe i skroniowe mózgu.

Patofizjologia choroby Alzheimera jest złożona i nie do końca poznana, mimo dekad intensywnych badań. Kluczową rolę odgrywają dwa białka: beta-amyloid i tau. Białko prekursorowe amyloidu (amyloid precursor protein, APP) jest normalnie obecne w neuronach. Może być cięte przez różne enzymy. Gdy jest cięte przez beta-sekretazę i gamma-sekretazę, powstaje peptyd beta-amyloid 42 (Aβ42) — forma szczególnie skłonna do agregacji. Cząsteczki Aβ42 łączą się, tworząc oligomery, fibryle, a ostatecznie pozakomórkowe płytki. Te płytki są toksyczne dla neuronów, wywołują reakcję zapalną, stres oksydacyjny.

Białko tau jest normalnie związane z mikrotubulami wewnątrz neuronów, stabilizuje je, umożliwia transport wewnątrzkomórkowy. W chorobie Alzheimera tau ulega hiperfosforylacji — dodawane są do niego liczne grupy fosforanowe. Hiperfosforylowane tau odłącza się od mikrotubul, agreguje tworząc kłębki neurofibrylarne. Mikrotubule rozpadają się, transport wewnątrzkomórkowy zostaje zaburzony, neuron umiera.

„Co było pierwsze — amyloid czy tau?” — zapytał mnie doktorant podczas seminarium naukowego. „To pytanie o kurę i jajo neurodegeneracji” — odpowiedziałem. „Hipoteza kaskady amyloidowej sugeruje, że amyloid jest pierwotny — jego odkładanie uruchamia proces prowadzący do patologii tau, zapalenia, śmierci neuronów. Ale są badacze, którzy uważają, że patologia tau może poprzedzać amyloid. Najnowsze badania sugerują, że oba procesy współdziałają w złożony sposób.”

Niezależnie od kolejności, efekt końcowy jest taki sam: masowa śmierć neuronów. W chorobie Alzheimera umierają przede wszystkim neurony w korze mózgowej — najpierw w strukturach pamięci (hipokamp, kora śródwęchowa w płacie skroniowym), potem rozszerzając się na całą korę. Mózg kurczy się — atrofia widoczna w obrazowaniu. Poszerzają się bruzdy, zmniejszają się zakręty. Komory mózgu rozszerzają się.

Czynniki ryzyka choroby Alzheimera to przede wszystkim wiek — najważniejszy czynnik nieunikniony. Genetyka odgrywa rolę: mutacje w trzech genach (APP, PSEN1, PSEN2) powodują rzadkie, rodzinne, wcześnie rozpoczynające się formy choroby Alzheimera (przed sześćdziesiątym piątym rokiem życia), dziedziczone autosomalnie dominująco. Znacznie częstszy jest polimorfizm genu APOE. Istnieją trzy główne warianty tego genu: ε2, ε3, ε4. Posiadanie jednej kopii APOE ε4 zwiększa ryzyko choroby Alzheimera trzy do czterokrotnie, dwóch kopii — osiem do dwunastokrotnie. Około dwadzieścia pięć procent populacji ma przynajmniej jedną kopię ε4.

Inne czynniki ryzyka to choroby sercowo-naczyniowe (nadciśnienie, cukrzyca, otyłość w średnim wieku, podwyższony cholesterol), urazy głowy, niska aktywność fizyczna i umysłowa, izolacja społeczna, depresja. „Co chroni przed Alzheimerem?” — zapytała pacjentka podczas wizyty kontrolnej. „Edukacja, aktywność umysłowa, aktywność fizyczna, dieta śródziemnomorska, życie towarzyskie, kontrola czynników ryzyka sercowo-naczyniowego” — odpowiedziałem. „Nie gwarantuje to, że nie zachorujesz, ale zmniejsza ryzyko.”

Przebieg kliniczny choroby Alzheimera jest przewidywalny, choć tempo progresji różni się między pacjentami. Wyróżniamy kilka stadiów. Stadium przedkliniczne — zmiany patologiczne w mózgu już się rozpoczęły (amyloid zaczyna się odkładać nawet dwadzieścia lat przed objawami), ale pacjent jest bezobjawowy. Stadium łagodnych zaburzeń poznawczych (MCI) — pacjent i/lub rodzina zauważają problemy z pamięcią, ale codzienne funkcjonowanie nie jest istotnie zaburzone. Nie wszyscy z MCI rozwijają pełnoobjawowe otępienie — około dziesięć do piętnaście procent rocznie konwertuje do demencji.

Stadium łagodnego otępienia — zaburzenia pamięci stają się wyraźne, pojawiają się trudności z wykonywaniem złożonych zadań (zarządzanie finansami, planowanie), czasem problemy z orientacją w nowych miejscach. Pacjent może żyć samodzielnie, ale potrzebuje wsparcia przy złożonych czynnościach.

Stadium umiarkowanego otępienia — zaburzenia pamięci nasilają się (pacjent zapomina niedawne wydarzenia, czasem nie rozpoznaje bliskich), pojawiają się zaburzenia orientacji (gubi się w znanych miejscach, nie wie, jaki jest dzień, rok), języka (trudności z nazywaniem przedmiotów, rozumieniem), zaburzenia wykonawcze (nie potrafi zaplanować posiłku, ubrać się), czasem zaburzenia zachowania i psychologiczne (agresja, depresja, urojenia, halucynacje). Pacjent wymaga pomocy w codziennych czynnościach.

Stadium ciężkiego otępienia — pacjent traci zdolność komunikacji werbalnej (wymowa ograniczona do pojedynczych słów lub całkowicie utracona), nie rozpoznaje bliskich, wymaga pomocy we wszystkich czynnościach życia codziennego (jedzenie, higiena, ubieranie się, toaleta), często pojawia się nietrzymanie moczu i stolca, zaburzenia chodu aż do utraty zdolności chodzenia. Stadium końcowe — pacjent leży w łóżku, nie reaguje na otoczenie, ma trudności z połykaniem, umiera zazwyczaj z powodu powikłań (zapalenie płuc aspiracyjne, zakażenia).

Średni czas przeżycia od diagnozy choroby Alzheimera wynosi około ośmiu do dziesięciu lat, ale zakres jest szeroki — od trzech do dwudziestu lat. Młodsi pacjenci (z wczesną postacią) często mają szybszą progresję.

3.2. Diagnostyka

„Jak rozpoznajemy chorobę Alzheimera?” — to pytanie zadają mi studenci. „Odpowiedź brzmi: klinicznie, wspomagając się badaniami neuropsychologicznymi, obrazowaniem, biomarkerami. Ostateczna diagnoza to wciąż badanie pośmiertne mózgu, ale za życia możemy postawić diagnozę z dużym prawdopodobieństwem.”

Proces diagnostyczny zaczyna się od wywiadu. Rozmawiam nie tylko z pacjentem, ale zawsze też z rodziną. Pacjent z chorobą Alzheimera często nie dostrzega lub bagatelizuje problemy — tak zwana anozognozja. Rodzina widzi zmianę. „Kiedy zauważyliście pierwsze problemy?” — pytam. „Co się zmieniło?” Odpowiedzi są różne, ale mają wspólne motywy: „Mama zapomina, co zjadła na śniadanie.” „Tata spytał mnie pięć razy tego samego w ciągu godziny.” „Żona zgubiła się w drodze do sklepu, w którym robiła zakupy przez trzydzieści lat.” „Mąż przestał czytać gazety, choć czytał codziennie całe życie.”

Podczas badania pacjenta obserwuję: Jak wszedł do gabinetu? Samodzielnie czy prowadzony przez rodzinę? Jak nawiązuje kontakt wzrokowy? Jak się ubiera — schludnie czy zaniedba? Jak odpowiada na pytania?

Przeprowadzam krótkie testy neuropsychologiczne przy łóżku. MMSE (Mini-Mental State Examination) — trzydziestopunktowy test oceniający orientację, pamięć, uwagę, język, zdolności wzrokowo-przestrzenne. „Proszę powiedzieć, jaki jest dziś dzień, miesiąc, rok, dzień tygodnia.” „Proszę powtórzyć trzy słowa: jabłko, stół, moneta.” „Proszę odejmować od stu po siedem.” „Proszę narysować zegar pokazujący godzinę trzy czterdzieści pięć.” Wynik poniżej dwudziestu czterech punktów sugeruje zaburzenia poznawcze. Poniżej osiemnastu — umiarkowane do ciężkiego otępienia.

MoCA (Montreal Cognitive Assessment) — trzydziestopunktowy test bardziej czuły niż MMSE, szczególnie dla łagodnych zaburzeń. Ocenia więcej funkcji wykonawczych, pamięć. Wynik poniżej dwudziestu sześciu sugeruje zaburzenia.

Test rysowania zegara — proszę pacjenta narysować zegar i wskazać określoną godzinę. Test ocenia funkcje wykonawcze, wzrokowo-przestrzenne. Pacjent z Alzheimerem często rysuje zegar nieprawidłowo — niesymetryczny, brakujące cyfry, wskazówki w złym miejscu.

Pamiętam panią Jadwigę, emerytowaną nauczycielkę matematyki, która przyszła do mnie z córką. Poprosiłem ją, by narysowała zegar. Wzięła długopis, zaczęła rysować koło. Wewnątrz koła narysowała… losowo rozmieszczone liczby, niektóre poza kołem, niektóre powtórzone. „Proszę wskazać godzinę czwartą dwadzieścia” — poprosiłem. Narysowała dwie wskazówki, obie wskazujące w tym samym kierunku, nigdzie blisko czwartej. Córka płakała. „Mama uczyła geometrii przez czterdzieści lat. Jak to możliwe, że nie potrafi narysować zegara?”

Badanie neurologiczne u pacjenta z Alzheimerem we wczesnych stadiach jest zazwyczaj prawidłowe. Nie ma objawów ogniskowych — porażeń, zaburzeń czucia, zaburzeń koordynacji. To odróżnia Alzheimera od udarów czy guzów mózgu, które powodują ogniskowe deficyty. W późniejszych stadiach mogą pojawić się objawy pozapiramidowe (spowolnienie, sztywność), zaburzenia chodu, objawy czołowe (odruch chwytny, odruch ssania).

Obrazowanie mózgu jest kluczowe, ale nie dla potwierdzenia diagnozy Alzheimera — dla wykluczenia innych przyczyn. MRI mózgu pokazuje u pacjenta z Alzheimerem atrofię — zmniejszenie objętości mózgu, szczególnie w strukturach skroniowych przyśrodkowych (hipokamp), płatach ciemieniowych, później rozlaną atrofię koory. Poszerzenie komór mózgowych i przestrzeni podpajęczynówkowych. Ale atrofia nie jest specyficzna — występuje też w normalnym starzeniu, tylko w mniejszym stopniu.

MRI wyklucza inne przyczyny: guz mózgu, krwiak podtwardówkowy przewlekły, wodogłowie normotensyjne, rozległe zmiany naczyniowe. Czasem znajdujemy mieszaną patologię — zmiany typowe dla Alzheimera plus drobne zawały, zmiany w istocie białej — wtedy mówimy o mieszanym otępieniu.

Obrazowanie funkcjonalne — PET (positron emission tomography) — może pokazać charakterystyczne zmiany. FDG-PET (fluorodeoksyglukoza-PET) pokazuje obniżony metabolizm glukozy w korze ciemieniowo-skroniowej i czołowej u pacjentów z Alzheimerem. Amyloid-PET (z użyciem znaczników wiążących się z amyloidem, takich jak florbetapir, flutemetamol) pokazuje odkładanie amyloidu w mózgu — pozytywny wynik wspiera diagnozę, negatywny praktycznie ją wyklucza. Tau-PET (nowe, eksperymentalne znaczniki) wizualizuje kłębki tau.

„Profesor, dlaczego nie wykonujemy PET u wszystkich pacjentów?” — zapytał rezydent. „Koszty” — odpowiedziałem. „PET jest drogie, trudno dostępne. W rutynowej praktyce klinicznej diagnostyka opiera się na wywiadzie, testach neuropsychologicznych, MRI. PET stosujemy w wątpliwych przypadkach, w badaniach naukowych, w ocenie kwalifikacji do terapii przeciwamyloidowych.”

Biomarkery w płynie mózgowo-rdzeniowym (CSF — cerebrospinal fluid) uzyskiwanym przez nakłucie lędźwiowe są bardzo przydatne. U pacjentów z Alzheimerem obserwujemy charakterystyczny profil: obniżony poziom Aβ42 (bo odkłada się w mózgu), podwyższony poziom białka tau i fosfo-tau (bo neurony umierają, uwalniając tau). Czułość i swoistość tych biomarkerów dla choroby Alzheimera wynosi około osiemdziesięciu do dziewięćdziesięciu procent.

Badania krwi wykonujemy, by wykluczyć odwracalne przyczyny zaburzeń poznawczych: niedobór witaminy B12, niedoczynność tarczycy (TSH, fT4), zaburzenia elektrolitowe, infekcje (HIV, kiła w endemicznych obszarach), choroby wątroby, nerek.

Badania genetyczne — testowanie APOE — nie są rutynowo zalecane w diagnostyce. Posiadanie APOE ε4 zwiększa ryzyko, ale nie przesądza o chorobie. Około połowa osób z dwiema kopiami ε4 nigdy nie rozwinie Alzheimera. Testowanie pod kątem mutacji w genach APP, PSEN1, PSEN2 wykonujemy u pacjentów z wczesną postacią (poniżej sześćdziesiątego roku życia) i wywiadem rodzinnym.

Diagnostyka różnicowa obejmuje inne przyczyny otępienia. Otępienie naczyniowe — typowo postęp schodkowy (nagłe pogorszenia odpowiadające udarom), objawy ogniskowe, wyraźne zmiany naczyniowe w MRI. Otępienie z ciałami Lewy’ego — wcześnie występują halucynacje wzrokowe (pacjent widzi ludzi, zwierzęta, które nie istnieją), parkinsonizm (spowolnienie, sztywność, drżenie), wahania funkcji poznawczych (dobry dzień, zły dzień). Otępienia czołowo-skroniowe — wcześnie zmiany osobowości i zachowania (rozhamowanie, apatia, utrata empatii), zaburzenia języka. Depresja może imitować otępienie — tzw. pseudodemencja depresyjna — ale leczenie depresji poprawia funkcje poznawcze.

3.3. Leczenie farmakologiczne i operacyjne

„Czy choroba Alzheimera jest uleczalna?” Pacjenci i rodziny zadają mi to pytanie z nadzieją w oczach. I za każdym razem muszę ich rozczarować. „Nie. Obecnie nie mamy leków, które wyleczą chorobę Alzheimera lub zatrzymają jej postęp. Ale mamy leki, które mogą złagodzić objawy, spowolnić pogorszenie, poprawić jakość życia — przynajmniej przez jakiś czas.”

Leki dostępne w leczeniu choroby Alzheimera dzielą się na dwie główne grupy: inhibitory cholinesterazy i antagoniści receptora NMDA.

Inhibitory cholinesterazy opierają się na obserwacji, że w chorobie Alzheimera dochodzi do utraty neuronów cholinergicznych w jądrze podstawnym Meynerta i innych strukturach, co prowadzi do niedoboru acetylocholiny w korze mózgowej. Acetylocholina jest neuroprzekaźnikiem kluczowym dla pamięci i uczenia się. Jeśli nie możemy zatrzymać umierania neuronów cholinergicznych, możemy przynajmniej zwiększyć dostępność acetylocholiny, hamując enzym rozkładający ją — acetylocholinesterazę.

Dostępne inhibitory cholinesterazy to donepezil (Aricept), rywastygmina (Exelon) i galantamina (Reminyl). Donepezil zaczynamy od dawki pięć miligramów raz dziennie wieczorem, po czterech do sześciu tygodniach zwiększamy do dziesięciu miligramów. U pacjentów z umiarkowanym do ciężkiego otępienia można zwiększyć do dwudziestu trzech miligramów. Rywastygmina dostępna jest w kapsułkach i plastrach przezskórnych. Kapsułki: zaczynamy od 1,5 mg dwa razy dziennie, stopniowo zwiększamy co cztery tygodnie do 3 mg, 4,5 mg, maksymalnie 6 mg dwa razy dziennie. Plastry są wygodniejsze i lepiej tolerowane — zaczynamy od plastra 4,6 mg/24h, po czterech tygodniach 9,5 mg/24h, można zwiększyć do 13,3 mg/24h. Galantamina zaczynamy od 8 mg raz dziennie rano, po czterech tygodniach 16 mg, maksymalnie 24 mg.

„Jak wybieramy między nimi?” — zapytała młoda lekarka podczas konferencji. „Są podobnie skuteczne” — odpowiedziałem. „Wybieram na podstawie wygody dawkowania, tolerancji, kosztów. Donepezil raz dziennie jest wygodny. Plastry rywastygminy dobre dla pacjentów z trudnościami w połykaniu tabletek, z zapominaniem o dawkach.”

Skutki uboczne inhibitorów cholinesterazy wynikają z nadmiernej aktywności cholinergicznej: nudności, wymioty, biegunka, utrata apetytu, spowolnienie rytmu serca (bradykardia), zawroty głowy, bezsenność, koszmary senne. Zazwyczaj są łagodne, przemijające. Zaczynamy od małych dawek i powoli zwiększamy, by zminimalizować skutki uboczne.

Pamiętam pana Stanisława, siedemdziesięciopięcioletniego inżyniera z łagodnym Alzheimerem. Rozpoczęliśmy donepezil. Po tygodniu żona zadzwoniła: „Doktorze, mąż wymiotuje, ma biegunkę, nie może jeść.” Zmniejszyliśmy dawkę do 2,5 mg, objawy ustąpiły. Po dwóch tygodniach wróciliśmy do 5 mg — tym razem tolerował. Czasem trzeba być cierpliwym.

Memantyna (Axura, Ebixa) to antagonista receptora NMDA (N-metylo-D-asparaginianu). NMDA jest receptorem dla glutaminianu, głównego pobudzającego neuroprzekaźnika w mózgu. W chorobie Alzheimera dochodzi do nadmiernej aktywacji receptorów NMDA, prowadzącej do napływu wapnia do neuronów i ich śmierci — tzw. eksytotoksyczność. Memantyna blokuje receptor NMDA, chroniąc neurony. Jest zatwierdzona dla umiarkowanego do ciężkiego Alzheimera.

Dawkowanie memantyny: zaczynamy od 5 mg raz dziennie rano, zwiększamy co tydzień o 5 mg (tydzień drugi: 5 mg dwa razy dziennie, tydzień trzeci: 10 mg rano +5 mg wieczorem, tydzień czwarty: 10 mg dwa razy dziennie — dawka docelowa 20 mg dziennie). Dostępna jest też wersja o przedłużonym uwalnianiu — 28 mg raz dziennie.

Skutki uboczne memantyny: zawroty głowy, bóle głowy, senność, zaparcia, czasem splątanie. Generalnie dobrze tolerowana.

Można łączyć inhibitor cholinesterazy z memantyną — badania pokazują, że kombinacja może być skuteczniejsza niż monoterapia w umiarkowanym do ciężkiego Alzheimera.

„Jak bardzo te leki pomagają?” — to kluczowe pytanie. Odpowiedź: umiarkowanie. Inhibitory cholinesterazy i memantyna poprawiają funkcje poznawcze o dwa do cztery punkty w skali ADAS-cog (siedemdziesięciopunktowa skala oceny funkcji poznawczych) przez sześć do dwanaście miesięcy. To niewiele. W praktyce oznacza to spowolnienie pogorszenia o sześć do dwanaście miesięcy. Pacjent, który bez leczenia pogorszyłby się w ciągu roku, na lekach pogarsza się w ciągu osiemnastu miesięcy. Dla niektórych rodzin to cenne pół roku, rok dodatkowego czasu, gdy pacjent jeszcze rozpoznaje bliskich, jeszcze może komunikować się.

Ale nie u wszystkich leki działają. Około trzydzieści do czterdzieści procent pacjentów nie reaguje. I u wszystkich ostatecznie choroba postępuje pomimo leczenia.

Nowe terapie modyfikujące przebieg choroby — przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko amyloidowi — są przełomem, choć kontrowersyjnym. Aducanumab (Aduhelm) został zatwierdzony przez FDA w 2021 roku w trybie przyspieszonym, pomimo kontrowersji — jedno z badań klinicznych pokazało korzyści, drugie nie. Lecanemab (Leqembi) zatwierdzony w 2023 roku, pokazał w badaniach klinicznych spowolnienie pogorszenia poznawczego o dwadzieścia siedem procent w ciągu osiemnastu miesięcy. Donanemab jest w fazie zatwierdzenia.

Te leki podawane są dożylnie co dwa do cztery tygodnie, są bardzo drogie (dziesiątki tysięcy dolarów rocznie), i mają poważne skutki uboczne — anomalie obrazowania związane z amyloidem (ARIA — amyloid-related imaging abnormalities), czyli obrzęk mózgu i mikrourzew krwotoki, występujące u około dwudziestu do czterdziestu procent pacjentów. Wymagają regularnego monitorowania MRI.

„Czy powinniśmy podawać te leki wszystkim pacjentom z Alzheimerem?” — zapytano mnie podczas debaty na konferencji European Academy of Neurology. „Nie” — odpowiedziałem. „Po pierwsze, są zatwierdzone tylko dla wczesnych stadiów choroby — łagodnych zaburzeń poznawczych i łagodnego Alzheimera z potwierdzoną obecnością amyloidu w mózgu (przez PET lub CSF). Po drugie, korzyści są skromne. Po trzecie, skutki uboczne i koszty są znaczące. Decyzja powinna być podejmowana indywidualnie z pacjentem i rodziną, po szczegółowym omówieniu potencjalnych korzyści i ryzyk.”

Leczenie objawów towarzyszących jest równie ważne jak leczenie funkcji poznawczych. Zaburzenia zachowania i psychiczne (BPSD — behavioral and psychological symptoms of dementia) występują u około dziewięćdziesięciu procent pacjentów w jakimś momencie choroby. Obejmują agresję, agitację, depresję, lęk, urojenia, halucynacje, zaburzenia snu, wędrówki.

Najpierw próbujemy interwencji niefarmakologicznych: strukturyzacja dnia, aktywności dostosowane do poziomu funkcjonowania, muzykoterapia, światłoterapia, zmniejszenie bodźców wywołujących agitację. Często zaburzenia zachowania mają przyczynę — ból, infekcja, pełny pęcherz, głód, hałas. Identyfikacja i usunięcie przyczyny rozwiązuje problem.

Jeśli interwencje niefarmakologiczne nie wystarczają, sięgamy po leki. Dla depresji: inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI) — sertalina 50—100 mg, citalopram 10—20 mg, escitalopram 5—10 mg dziennie. Unikamy trójpierścieniowych leków przeciwdepresyjnych (amitryptylina) — mają działanie antycholinergiczne, pogarszające funkcje poznawcze.

Dla agitacji, agresji, urojeń, halucynacji: najpierw próbujemy zwiększyć dawkę inhibitora cholinesterazy lub dodać memantynę. Jeśli to nie pomaga, rozważamy leki przeciwpsychotyczne — ale z wielką ostrożnością. Leki przeciwpsychotyczne, szczególnie typowe (haloperidol), zwiększają ryzyko zgonu u pacjentów z otępieniem — FDA wydała w 2005 roku tzw. black box warning. Atypowe leki przeciwpsychotyczne (risperidon, olanzapina, kwetiapina) są nieco bezpieczniejsze, ale też zwiększają ryzyko. Stosujemy je tylko w przypadkach ciężkich objawów zagrażających bezpieczeństwu pacjenta lub innych, w najniższych skutecznych dawkach, przez najkrótszy możliwy czas.

Risperidon 0,5—2 mg dziennie, olanzapina 2,5—10 mg, kwetiapina 25—200 mg. Monitorujemy objawy pozapiramidowe (sztywność, spowolnienie), hipotensję ortostatyczną, sedację.

Dla zaburzeń snu: higiena snu, ekspozycja na światło dzienne, unikanie drzemek. Farmakologicznie: melatonina 3—9 mg wieczorem (bezpieczna, naturalna), trazodone 25—50 mg wieczorem (przeciwdepresyjny z działaniem sedacyjnym). Unikamy benzodiazepin (zwiększają ryzyko upadków, pogarszają funkcje poznawcze).

Leczenie operacyjne w chorobie Alzheimera praktycznie nie istnieje. Nie ma procedur neurochirurgicznych, które pomogłyby. Eksperymentalne próby głębokiej stymulacji mózgu (DBS — deep brain stimulation) w jądrach podstawnych lub fornix nie przyniosły przekonujących rezultatów.

Wsparcie niefarmakologiczne jest fundamentem opieki. Terapia poznawcza — ćwiczenia pamięci, orientacji — może przynieść niewielkie korzyści we wczesnych stadiach. Terapia zajęciowa pomaga utrzymać samodzielność w czynnościach życia codziennego. Muzykoterapia — słuchanie ukochanej muzyki — często przynosi radość, uspokaja, nawet w zaawansowanych stadiach. Reminiscencja — oglądanie starych zdjęć, wspominanie przeszłości — aktywuje zachowane wspomnienia długotrwałe.

Wsparcie opiekunów jest krytyczne. Opieka nad osobą z otępieniem jest wyczerpująca fizycznie i emocjonalnie. Zespół wypalenia opiekuna dotyczy połowy opiekunów. Grupy wsparcia, szkolenia dla opiekunów, opieka wytchnieniowa (krótkoterminowe umieszczenie pacjenta w ośrodku, dając opiekunowi odpoczynek) są niezbędne.

3.4. Rokowanie i powikłania

„Ile czasu zostało mojej mamie?” Córka pani Heleny, o której wspomniałem na początku, zadała mi to pytanie podczas jednej z wizyt. Helena miała wtedy umiarkowane otępienie. „Trudno powiedzieć” — odpowiedziałem szczerze. „Średnio od diagnozy do zgonu mija osiem do dziesięciu lat. Ale to bardzo zróżnicowane. Widziałem pacjentów, którzy żyli trzy lata, i takich, którzy żyli dwadzieścia.”

Rokowanie w chorobie Alzheimera jest z definicji złe — choroba jest nieuleczalna, nieuchronnie postępująca, prowadzi do zgonu. Ale tempo progresji różni się. Czynniki związane z szybszą progresją to: młodszy wiek zachorowania, obecność genotypu APOE ε4, cięższe zaburzenia poznawcze przy diagnozie, obecność psychoz, współistniejące choroby naczyniowe.

Nowoczesne leki — inhibitory cholinesterazy, memantyna, a teraz przeciwciała przeciwamyloidowe — mogą spowolnić progresję, ale nie zatrzymać jej.

Powikłania choroby Alzheimera są liczne i poważne. Zaburzenia połykania (dysfagia) pojawiają się w zaawansowanych stadiach. Pacjent zapomina, jak połykać, lub ma zaburzenia koordynacji mięśni połykania. Prowadzi to do aspiracji — przedostawania się jedzenia, płynów, śliny do dróg oddechowych. Aspiracja powoduje zapalenie płuc aspiracyjne — najczęstszą przyczynę zgonu w Alzheimera.

„Czy powinniśmy założyć sondę żołądkową lub PEG, gdy pacjent przestaje jeść?” — pytają rodziny. To trudne pytanie etyczne. Badania pokazują, że sztuczne odżywianie przez sondę nie przedłuża życia, nie poprawia jakości życia, nie zapobiega aspiracji (bo pacjent nadal aspiruje ślinę) u pacjentów z zaawansowanym otępieniem. Większość ekspertów zaleca karmienie doustne „na komfort” — małe ilości ulubionych potraw, przy głowie pacjenta uniesionej, bez pośpiechu — i akceptację, że pacjent może jeść mniej, chudnąć.

Infekcje są częste — zapalenia płuc, zakażenia układu moczowego — z powodu osłabienia układu odpornościowego, nietrzymania moczu z cewnikiem, unieruchomienia. Leczenie antybiotykami przedłuża życie, ale rodziny muszą zdecydować, czy agresywne leczenie (hospitalizacja, antybiotyki dożylne) jest zgodne z życzeniami pacjenta, czy lepiej leczenie paliatywne w domu lub hospicjum.

Odleżyny powstają u pacjentów leżących. Profilaktyka: regularne obracanie, materace przeciwodleżynowe, właściwa higiena skóry.

Upadki i złamania — pacjenci z otępieniem często się potykają, upadają z powodu zaburzeń równowagi, osłabienia mięśni, zaburzeń wzrokowo-przestrzennych, leków sedacyjnych. Złamanie szyjki kości udowej u osoby starszej z otępieniem ma wysoką śmiertelność.

Wędrówki i zgubienie się — pacjenci w średnich stadiach mogą wychodzić z domu i gubić się, nie pamiętając, jak wrócić. To stresujące dla rodzin. Opaski identyfikacyjne, systemy GPS, zamki trudne do otwarcia, alarmy na drzwiach — środki zapobiegawcze.

Depresja i lęk towarzyszą otępieniu, szczególnie we wczesnych stadiach, gdy pacjent ma wgląd w swoje pogarszające się funkcje. „Staję się ciężarem dla rodziny” — mówią. Wsparcie psychologiczne, leczenie farmakologiczne są ważne.

Obciążenie opiekunów — opieka nad osobą z Alzheimerem to praca dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, która trwa lata. Opiekunowie — zazwyczaj współmałżonkowie lub dorosłe dzieci — rezygnują z pracy, z życia towarzyskiego, z własnego zdrowia. Depresja, zaburzenia lęko, choroby somatyczne występują u pięćdziesięciu do sześćdziesięciu procent opiekunów. Śmiertelność opiekunów jest wyższa niż w populacji ogólnej.

„Kto dba o opiekunów?” — pytanie, które zadałem podczas wykładu o Alzheimerze. „My, lekarze, powinniśmy. Pytać opiekuna: Jak pan/pani się czuje? Jak pan/pani sobie radzi? Czy ma pan/pani wsparcie? Kierować do grup wsparcia, psychologów, opieki wytchnieniowej.”

Decyzje końca życia są najtrudniejsze. Czy hospitalizować pacjenta z zapaleniem płuc? Czy podawać antybiotyki? Czy resuscytować w przypadku zatrzymania krążenia? Idealnie pacjent powinien wyrazić swoje preferencje wcześnie, gdy ma jeszcze zdolność do podejmowania decyzji — tzw. advance directives, oświadczenia woli na wypadek niezdolności do wyrażenia zgody. W Polsce to dyrektywy na wypadek utraty zdolności do wyrażenia zgody. Ale rzadko są sporządzane.

Hospicjum i opieka paliatywna dla pacjentów z zaawansowanym otępieniem — to nie tylko dla raka. Pacjent w końcowym stadium Alzheimera, leżący, nieświadomy otoczenia, z problemami z połykaniem, nawracającymi infekcjami — kwalifikuje się do opieki hospicyjnej. Cel: komfort, godność, łagodzenie cierpienia, wsparcie rodziny.

3.5. Historia pacjenta: „Zapominanie Heleny”

Helena Kowalska miała siedemdziesiąt dwa lata, gdy po raz pierwszy zauważyła, że coś jest nie tak. Była wdową — mąż Jerzy zmarł pięć lat wcześniej na zawał serca. Mieszkała sama w niewielkim mieszkaniu w Krakowie, w bloku, gdzie spędziła większość dorosłego życia. Dwoje dorosłych dzieci — Barbara i Tomasz — mieszkali w tym samym mieście, odwiedzali regularnie.

Helena pracowała jako bibliotekarka przez pięćdziesiąt lat w bibliotece uniwersyteckiej. Uwielbiała książki, czytała wszystko — powieści, biografie, historię, poezję. Emerytury nie traktowała jako końca, ale nowego rozdziału. Działała jako woluntariuszka w bibliotece osiedlowej, należała do klubu książki, chodziła na wykłady.

Pierwszy sygnał pojawił się na spotkaniu klubu książki. Omawiały „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa — ulubioną książkę Heleny, którą czytała co najmniej pięć razy. Ale tego wieczoru, gdy koleżanka zapytała ją o postać Wolanda, Helena… zamarła. Wiedziała, że zna odpowiedź, ale nie mogła jej znaleźć w głowie. „Przepraszam, dzisiaj jestem zmęczona” — powiedziała i zmieniła temat. W drodze do domu zastanawiała się: „Dlaczego nie mogłam sobie przypomnieć? To był tylko zmęczenie, prawda?”

Następne tygodnie przyniosły więcej takich momentów. Helena poszła do sklepu po mleko, chleb, masło. W domu rozpakowała torbę — mleko, chleb, ser. „Gdzie masło?” Nie pamiętała, że zapomniała je kupić. Wrócił do sklepu.

Barbara zauważyła zmiany podczas niedzielnego obiadu. „Mamo, opowiadałaś już tę historię o twoim pierwszym dniu pracy w bibliotece.” „Naprawdę?” Helena była zdziwiona. „Nie pamiętam.” Później, gdy sprzątały po obiedzie, Helena zapytała: „Barbaro, jak ma na imię twój starszy syn?” Barbara zbladła. „Mamo, to jest Michał. Twój wnuk. Ma piętnaście lat.” „Oczywiście, Michał” — powiedziała Helena szybko. „Po prostu zapomniałam na chwilę.”

Ale Barbara była zaniepokojona. Rozmawiała z bratem, Tomaszem. „Słuchaj, mama ostatnio dziwnie się zachowuje. Zapomina rzeczy, powtarza pytania.” „Ma siedemdziesiąt dwa lata” — odpowiedział Tomasz. „To normalne, że pamięć słabnie.” „To nie jest normalne zapominanie. Ona nie pamiętała imienia Michała.”

Barbara przekonała matkę, by poszła do lekarza. „Mamo, proszę, dla mojego spokoju.” Helena zgodziła się niechętnie. „Nie ma ze mną nic złego. To tylko normalne starzenie się.”

Lekarz rodzinny, doktor Nowak, przeprowadził krótkie badanie — MMSE. Helena zdobyła dwadzieścia sześć punktów z trzydziestu. „Pani Heleno” — powiedział łagodnie — „wynik sugeruje łagodne zaburzenia pamięci. Skieruję panią do neurologa dla dalszej diagnostyki.”

Wizyta u neurologa, u mnie, odbyła się miesiąc później. Helena siedziała naprzeciwko mnie, z Barbarą u boku. Przeprowadziłem wywiad. „Pani Heleno, co pani zauważyła ostatnio?” „Nic szczególnego” — odpowiedziała. „Czasem zapominam, gdzie położyłam klucze. Ale to normalne, prawda?” „Mamo” — wtrąciła Barbara — „to więcej niż klucze. Zapomniałaś wyłączyć gaz. Zgubiłaś się w drodze do sklepu, do którego chodziłaś przez trzydzieści lat.”

Przeprowadziłem testy. MMSE — dwadzieścia cztery punkty. MoCA — dwadzieścia punktów. Problemy z pamięcią krótkotrwałą (nie pamiętała trzech słów po pięciu minutach), z orientacją (pomyliła miesiąc), z rysowaniem zegara (cyfry ułożone chaotycznie). Badanie neurologiczne — bez objawów ogniskowych.

Zlecałem MRI mózgu, badania krwi, nakłucie lędźwiowe dla biomarkerów CSF. MRI pokazało atrofię hipokampów, poszerzone komory — typowe dla Alzheimera. Badania krwi wykluczyły odwracalne przyczyny. CSF: obniżony Aβ42, podwyższone tau i fosfo-tau — profil zgodny z Alzheimerem.

Tydzień później, podczas wizyty z wynikami, musiałem przekazać diagnozę. „Pani Heleno, Barbaro, wyniki badań wskazują na chorobę Alzheimera we wczesnym stadium.” Cisza. Barbara zaczęła płakać cicho. Helena patrzyła na mnie, jakby nie rozumiała. „Alzheimer? To ta choroba, gdzie ludzie zapominają wszystko?” „Tak” — przytaknąłem. „To postępująca choroba neurodegeneracyjna. Nie możemy jej wyleczyć, ale mamy leki, które mogą spowolnić pogorszenie, przynajmniej przez jakiś czas.”

Rozpoczęliśmy donepezil, stopniowo zwiększając do dziesięciu miligramów. Helena tolerowała dobrze. Przez pierwsze sześć miesięcy wydawało się, że leku pomaga — pamięć nie pogarszała się, czasem wydawała się nawet nieco lepsza. Barbara miała nadzieję. „Może to zatrzyma chorobę?”

Ale choroba Alzheimera nie zatrzymuje się. Następny rok przyniósł wyraźne pogorszenie. Helena zaczęła gubić się w najbliższych okolicach. Raz policja znalazła ją pięć kilometrów od domu, błąkającą się, nie pamiętającą, gdzie mieszka. Barbara i Tomasz zdecydowali, że matka nie może już mieszkać sama. „Mamo, wprowadzisz się do mnie” — powiedziała Barbara. Helena protestowała. „Nie chcę być ciężarem.” „Nie jesteś ciężarem. Jesteś moją matką.”

W domu Barbary Helena miała własny pokój. Początkowo radziła sobie. Ale powoli traciła zdolność do codziennych czynności. Zapomniała, jak użyć kuchenki mikrofalowej. Jak włączyć telewizor. Jak ubrać się — wkładała sweter na nogawki spodni. Barbara musiała jej pomagać.

Dwa lata od diagnozy Helena przestała rozpoznawać ludzi. „Kim pani jest?” — zapytała Barbarę pewnego ranka. Barbara poczuła, jakby dostała cios w brzuch. „Mamo, to ja, Barbara. Twoja córka.” „Mam córkę?” — Helena wyglądała na zdziwioną. „Nie pamiętam.” Łzy płynęły po twarzy Barbary.

Helena zaczęła mieć urojenia. „Ktoś ukradł moją torebkę!” — krzyczała, choć torebka leżała na stole. „Ludzie w telewizorze mówią o mnie!” Dodaliśmy małą dawkę risperidonu — objawy zelżały.

Trzy lata po diagnozie Helena praktycznie nie mówiła. Siedziała w fotelu, patrząc w przestrzeń. Czasem nuciła melodie — piosenki z młodości. Muzyka była jedynym, co jeszcze do niej docierało. Barbara puszczała płyty z lat pięćdziesiątych — Helena uśmiechała się, czasem podśpiewywała.

Opieka była wyczerpująca. Barbara pracowała na pół etatu, by móc być z matką. Mąż pomagał, ale obciążenie spadało głównie na Barbarę. Grupy wsparcia dla opiekunów pomagały — tam spotykała innych ludzi w podobnej sytuacji, mogła porozmawiać, popłakać, dowiedzieć się, jak inni radzą sobie z problemami.

Cztery lata po diagnozie Helena przestała chodzić. Siedziała w wózku inwalidzkim, karmiona przez Barbarę. Straciła kontrolę nad pęcherzem i jelitami — pieluchomajtki. Czasem wydawała się nie rozpoznawać nikogo. Ale czasem, gdy Barbara śpiewała jej ulubioną kołysankę — tę, którą Helena śpiewała jej w dzieciństwie — Helena uśmiechała się. Jakby przez mgłę dotarło do niej jakieś wspomnienie, jakieś ciepło.

Pięć lat po diagnozie Helena zaczęła mieć problemy z połykaniem. Zakrztuszała się jedzeniem. Barbara zmieniła na miksowane posiłki, zagęszczone płyny. Ale Helena jadła coraz mniej. Chudła.

„Doktorze” — zapytała mnie Barbara podczas wizyty — „czy powinniśmy założyć sondę?” Patrzyłem na Helenę, leżącą w wózku, niewdzącą, nieświadomą. „Barbaro, to twoja decyzja. Ale powiem ci, co pokazują badania: sonda nie przedłuża życia, nie poprawia jakości życia u pacjentów z zaawansowanym Alzheimerem. Większość ekspertów zaleca karmienie na komfort — tyle, ile pacjent przyjmuje doustnie, bez zmuszania.” Barbara płakała. „Nie chcę, żeby mama głodowała.” „Ona nie głoduje. W tym stadium ciało po prostu nie potrzebuje już tyle pożywienia. Jej organizm zamyka się.”

Miesiąc później Helena dostała zapalenia płuc. Gorączka, kaszel, trudności z oddychaniem. Barbara wezwała karetkę. W szpitalu lekarz zapytał: „Czy chcecie intubacji i respiratora, jeśli zajdzie potrzeba?” Barbara spojrzała na brata. „Nie. Mama nie chciałaby tego. Tylko antybiotyki i tlen.”

Antybiotyki pomogły. Helena wróciła do domu Barbary. Ale była słabsza. Tydzień później przestała jeść całkowicie. Barbara podawała jej tylko wodę, zwilżała usta gąbką. Helena leżała w łóżku, oddychając płytko.

„Domyślam się, że to już niedługo” — powiedziała Barbara przez telefon. „Przyjdź, doktorze, proszę.” Przyjechałem. Helena leżała spokojnie, otoczona przez Barbarę, Tomasza, wnuki. Oddychała nieregularnie — oddech Cheyne’a-Stokesa, typowy dla końca życia. Zwilżyłem jej usta, sprawdziłem tętno — słabe, nieregularne.

„Zostańcie z nią” — powiedziałem rodzinie. „Mówcie do niej. Słuch jest ostatnim zmysłem, który gaśnie. Być może wciąż was słyszy.” Barbara trzymała matkę za rękę. „Kocham cię, mamo. Dziękuję za wszystko. Możesz odpocząć.”

Helena zmarła następnej nocy, cicho, we śnie. Barbara była przy niej, trzymając ją za rękę. Miała siedemdziesiąt osiem lat. Pięć lat i osiem miesięcy od diagnozy.

Pogrzeb był skromny. Barbara przygotowała wspomnienia — zdjęcia Heleny z młodości, w bibliotece, z wnukami. „To była moja mama” — mówiła. „Choroba Alzheimera zabrała ją po kawałku, ale nie mogła zabrać tego, kim była — kochającą matką, oddaną bibliotekarką, mądrą, ciepłą kobietą. Pamiętam ją taką, jaka była, nie taką, jaką stała się w chorobie.”

Spotkałem się z Barbarą miesiąc po pogrzebie. „Jak się czujesz?” „Smutno, ale też ulga” — przyznała. „To okropne powiedzieć, ale ostatnie lata były koszmarem. Obserwowanie, jak mama znika. Teraz już nie cierpi. I ja mogę zacząć żałobę, żegnać się z matką, którą znałam.”

Choroba Alzheimera to jeden z najokrutniejszych sposobów umierania, jaki znam. Śmierć nie przychodzi nagle, ale powoli, przez lata, zabierając wspomnienia, osobowość, godność, aż zostaje tylko ciało bez umysłu. Dla rodzin to przedłużona żałoba — żegnają się z bliską osobą kawałek po kawałku, wiedząc, że osoba, którą kochali, już odeszła, choć jej ciało nadal tu jest.

„Czy kiedyś wyleczymy Alzheimera?” — zapytała mnie Barbara. „Mam nadzieję” — odpowiedziałem. „Nauka postępuje. Nowe leki, terapie immunologiczne, może kiedyś terapie genowe. Może za dziesięć, dwadzieścia lat Alzheimer będzie chorobą przewlekłą, kontrolowaną, jak HIV dziś. A może znajdziemy sposób zapobiegania. Nie wiem. Ale dopóki są rodziny takie jak twoja, opiekunowie, którzy z miłością i poświęceniem dbają o swoich bliskich — pacjenci z Alzheimerem nie są sami.”

Historia Heleny to historia milionów ludzi na świecie. Choroba Alzheimera nie dotyczy tylko pacjenta — dotyczy całej rodziny. Zmienia wszystkich. Ale pokazuje też głębię ludzkiej miłości, zdolność do poświęcenia, siłę więzi rodzinnych. Barbara mogła umieścić matkę w domu opieki. Nie zrobiła tego. Opiekowała się nią do końca, w domu, z godnością i miłością.

To nie wyleczyło Alzheimera. Ale dało Helenie coś bezcennego — śmierć w otoczeniu ludzi, którzy ją kochali, w miejscu, które czuła jako dom, trzymana za rękę przez córkę. W obliczu nieuleczalnej choroby to wszystko, co możemy dać — komfort, godność, miłość.

ROZDZIAŁ 4: Choroba Parkinsona

4.1. Definicja i opis schorzenia

„Profesorze, moja prawa ręka drży, gdy czytam gazetę.” Te słowa usłyszałem od doktora Roberta Nowaka, sześćdziesięciodwuletniego chirurga ortopedy, który siedział naprzeciwko mnie w gabinecie z wyrazem zakłopotania i niepokoju na twarzy. Robert był moim kolegą z roku na studiach medycznych — czterdzieści lat temu siedzieliśmy obok siebie na wykładach anatomii, razem przygotowywaliśmy się do egzaminów, śniliśmy o karierach medycznych. A teraz przyszedł do mnie jako pacjent.

„Odkąd to zauważyłeś?” — zapytałem, przyjmując już rolę neurologa, nie przyjaciela. „Około pół roku temu. Początkowo myślałem, że to zmęczenie, stres. Wiesz, jak to jest — dyżury, operacje. Ale drżenie nie ustępuje. I zauważyłem, że podczas operacji moja prawa ręka jest… sztywna. Nie tak płynna jak kiedyś. W zeszłym tygodniu asystent musiał przejąć szwów, bo nie mogłem utrzymać stabilności ręki.”

Poprosiłem Roberta, by usiadł wygodnie, ręce na kolanach. Obserwowałem. Prawa ręka — subtelne, rytmiczne drżenie kciuka i palca wskazującego, jak gdyby przeliczał monety lub toczył pigułkę. Tremor pillularum — drżenie charakterystyczne dla choroby Parkinsona. Gdy poprosiłem go, by podniósł rękę i dotknął nosa, drżenie zmniejszyło się. Drżenie spoczynkowe.

„Roberto” — powiedziałem cicho — „musimy przeprowadzić dokładne badanie. Ale już teraz podejrzewam, że to może być choroba Parkinsona.”

Słowa te padły jak wyrok. Robert zbladł. „Parkinson? Ale ja jestem chirurgiem. Jeśli to Parkinson, moja kariera się skończyła.”

Choroba Parkinsona — morbus Parkinson, paralysis agitans (drżączka porażenna), jak nazywano ją dawniej — została po raz pierwszy szczegółowo opisana w 1817 roku przez Jamesa Parkinsona, angielskiego lekarza i paleontologa, w eseju „An Essay on the Shaking Palsy”. Parkinson opisał sześciu pacjentów z charakterystycznym drżeniem, sztywnością, spowolnieniem ruchów i zaburzeniami postawy. Mimo że minęło ponad dwieście lat, jego opis pozostaje klinicznie trafny.

„Parkinson był geniuszem obserwacji” — mówiłem podczas wykładu dla studentów medycyny w zeszłym semestrze. „W czasach, gdy nie było laboratoryjnych testów, obrazowania, nawet stetoskopu w dzisiejszym rozumieniu, potrafił na podstawie samej obserwacji klinicznej wydzielić odrębną jednostkę chorobową. I jego nazwisko pozostało przywiązane do tej choroby na zawsze.”

Choroba Parkinsona jest drugim najczęstszym neurodegeneracyjnym schorzeniem po chorobie Alzheimera. Dotyka około jednego procenta populacji powyżej sześćdziesiątego roku życia, dwa do trzech procent powyżej osiemdziesięciu lat. Na świecie żyje około dziesięciu milionów ludzi z chorobą Parkinsona. W Polsce szacuje się, że choruje około stu tysięcy osób. Częstość występowania rośnie wykładniczo z wiekiem, choć około dziesięć procent przypadków to formy wczesne, rozpoczynające się przed pięćdziesiątym rokiem życia.

Choroba Parkinsona jest selektywną degeneracją neuronów dopaminergicznych w istocie czarnej śródmózgowia — substantia nigra pars compacta. Te neurony wysyłają włókna do prążkowia (striatum — jądro ogoniaste i skorupa), gdzie uwalniają dopaminę, neuroprzekaźnik kluczowy dla kontroli ruchu. Gdy około siedemdziesiąt do osiemdziesiąt procent tych neuronów umiera, poziom dopaminy w prążkowiu spada poniżej progu, pojawiają się objawy kliniczne.

„Dlaczego właśnie te neurony umierają?” — zapytał student podczas seminarium. „Tego nie wiemy do końca” — odpowiedziałem szczerze. „Patofizjologia jest złożona. W obumierających neuronach gromadzą się nieprawidłowe agregaty białka alfa-synukleiny, tworzące tak zwane ciała Lewy’ego — corpora Lewyi. Te ciała są toksyczne dla neuronów. Ale dlaczego alfa-synukleina zaczyna się agregować? Genetyka, środowisko, starzenie się — prawdopodobnie kombinacja czynników.”

Istotnie, większość przypadków choroby Parkinsona jest sporadyczna — bez wyraźnej przyczyny. Ale około dziesięć do piętnaście procent ma podłoże genetyczne. Zidentyfikowano ponad dwadzieścia genów związanych z ryzykiem Parkinsona. Mutacje w genach SNCA (kodującym alfa-synukleinę), LRRK2, PARK2, PINK1, DJ-1 mogą powodować rodzinne formy choroby, dziedziczone autosomalnie dominująco lub recesywnie. Warianty genów GBA (glukocerebrozydaza) i LRRK2 zwiększają ryzyko sporadycznej postaci.

Czynniki środowiskowe również odgrywają rolę. Narażenie na pestycydy (szczególnie parakwat i rotenon) zwiększa ryzyko. Picie wody ze studni w obszarach rolniczych — również. Z drugiej strony, palenie tytoniu (paradoksalnie) i picie kawy zmniejszają ryzyko — mechanizm nie jest jasny, być może nikotyna i kofeina mają neuroprotekcyjne właściwości.

Klasyczna triada objawowa choroby Parkinsona to drżenie (tremor), sztywność (rigiditas), i spowolnienie ruchowe (bradykinesia lub akinesia). Do tego dochodzi czwarty kardynalny objaw: niestabilność posturalna (postural instability).

Drżenie w chorobie Parkinsona jest charakterystyczne: spoczynkowe, o częstotliwości cztery do sześciu herców, zazwyczaj asymetryczne, zaczynające się od jednej ręki. „Jak gdyby liczył monety” lub „toczył pigułkę” — pill-rolling tremor. Zmniejsza się lub zanika podczas ruchu celowego, nasila w stresie, zmęczeniu. To odróżnia je od drżenia samoistnego (essential tremor), które jest drżeniem działania — nasila się podczas ruchu, nie ma go w spoczynku.

Pamiętam panią Krystynę, sześćdziesięciopięcioletnią nauczycielkę, która przyszła na wizytę z drżeniem obu rąk. „Od dziesięciu lat” — mówiła. „Gdy piszę na tablicy, ręka drży. Gdy piję kawę, rozlewam.” Poprosiłem, by wyciągnęła ręce przed siebie — wyraźne drżenie. Poprosiłem, by położyła ręce na kolanach i odpoczęła — drżenie znikało. „To drżenie samoistne, nie Parkinson” — wyjaśniłem. „Zupełnie inny mechanizm, inna choroba.” Ulga na jej twarzy była wyraźna.

Sztywność w Parkinsonie to zwiększone napięcie mięśniowe, odczuwalne przez badającego podczas biernych ruchów kończyn pacjenta. Gdy zginam i prostuje łokieć pacjenta, czuję opór — jak „ołowiany rurociąg” (lead-pipe rigidity). Jeśli dodatkowo jest drżenie, opór jest przerywany — „zjawisko koła zębatego” (cogwheel rigidity). Sztywność przyczynia się do typowej zgarbionej postawy, braku ruchów towarzyszących ramion podczas chodu.

Bradykinezja — spowolnienie ruchów — jest najbardziej upośledzającym objawem. Pacjent porusza się wolno, ruchy są zmniejszone w zakresie (hypokinesja), inicjowanie ruchu jest opóźnione (akinezja). Twarz staje się maskowata (facies hypomimicae) — brak mimiki, rzadkie mruganie, „kamienna twarz”. Mowa cichnie, staje się monotonna. Pismo zmniejsza się — mikrografia — pacjent zaczyna pisać normalnie, ale litery stają się coraz mniejsze pod koniec zdania. Chód jest drobno kroczy, z zmniejszonym wymachem rąk, czasem przyspiesza (festination) — jakby pacjent gonił za własnym środkiem ciężkości.

Niestabilność posturalna pojawia się w późniejszych stadiach. Pacjent traci zdolność do korygowania równowagi. Test: staję za pacjentem, informuję go, że go pociągnę, i delikatnie szarpię za ramiona do tyłu. Zdrowa osoba zrobi jeden, dwa kroki i odzyska równowagę. Pacjent z Parkinsonem robi wiele drobnych kroków (retropulsia) lub upada.

Objawy niemotoryczne są równie ważne, choć często niedoceniane. Zaburzenia węchu — utrata lub zmniejszenie węchu (anosmia, hyposmia) — pojawia się często lata przed objawami ruchowymi. Zaburzenia snu REM — pacjent „odgrywa sny”, wykrzykuje, macha rękami podczas snu — tzw. zaburzenie zachowania w fazie REM (REM sleep behavior disorder, RBD). Zaparcia, problemy z oddawaniem moczu. Hipotonia ortostatyczna — spadek ciśnienia przy wstawaniu, powodujący zawroty głowy. Depresja, lęk, apatia. W późniejszych stadiach — zaburzenia poznawcze, otępienie występuje u trzydziestu do czterdziestu procent pacjentów.

„Choroba Parkinsona to nie tylko drżenie” — podkreślam studentom. „To choroba wieloukładowa, dotykająca wielu aspektów funkcjonowania. Pacjent cierpi nie tylko z powodu spowolnienia ruchów, ale także z powodu depresji, bezsenności, bólu, zaburzeń autonomicznych. Leczenie musi być holistyczne.”

Przebieg choroby Parkinsona jest przewidywalnie postępujący, choć tempo różni się między pacjentami. Skala Hoehn-Yahr opisuje pięć stadiów. Stadium I: objawy jednostronne, łagodne, nie wpływają na codzienne funkcjonowanie. Stadium II: objawy obustronne, lekka niesprawność, ale pacjent nadal niezależny. Stadium III: umiarkowana niesprawność, niestabilność posturalna, ale pacjent funkcjonalnie niezależny. Stadium IV: ciężka niesprawność, pacjent potrzebuje pomocy w codziennych czynnościach, może chodzić lub stać bez wsparcia. Stadium V: pacjent przykuty do łóżka lub wózka inwalidzkiego bez pomocy.

Nie ma dwóch identycznych pacjentów z Parkinsonem. Niektórzy mają głównie drżenie, innych głównie sztywność i bradykinezję. Młodsi pacjenci często mają wolniejszą progresję, ale wyższą częstość dyskinez (mimowolnych ruchów) wywołanych lekami. Starsi pacjenci szybciej rozwijają zaburzenia poznawcze.

4.2. Diagnostyka

„Jak rozpoznajemy chorobę Parkinsona?” — to pytanie, które studenci zadają nieodmiennie podczas każdego kursu z neurologii. „Klinicznie” — odpowiadam. „Choroba Parkinsona to diagnoza kliniczna. Nie ma jednego testu krwi, badania obrazowego, które potwierdzi diagnozę. Podstawą jest staranne badanie neurologiczne i znajomość objawów.”

Kryteria diagnostyczne UK Parkinson’s Disease Society Brain Bank wymagają obecności bradykinezy (obligatoryjnie) plus co najmniej jednego z następujących: drżenie spoczynkowe, sztywność mięśniowa, niestabilność posturalna. Dodatkowo, muszą być spełnione kryteria wspierające (asymetria objawów, dobra odpowiedź na lewodopę) i nie może być objawów wykluczających (nawracające udary, leczenie neuroleptykami, objawy móżdżkowe, wczesne ciężkie otępienie).

Badanie pacjenta zaczynam od obserwacji, zanim jeszcze powiem słowo. Jak wszedł do gabinetu? Powoli, drobno kroczy, bez zamachu rąk? Jak siada? Z trudem, sztywno? Jaka jest jego postawa? Zgarbiona, głowa pochylona? Jak wygląda jego twarz? Maskowata, bez mimiki?

Następnie przeprowadzam systematyczne badanie. „Proszę położyć ręce na kolanach i odpoczywać.” Obserwuję drżenie spoczynkowe — czy jest, która ręka, jaka częstotliwość. „Proszę wyciągnąć ręce przed siebie i utrzymać.” Drżenie posturalne — obecne? Drżenie działania testuję próbą palec-nos.

Sztywność oceniam, biernie poruszając kończynami pacjenta. „Proszę się rozluźnić, ja poruszę pana ręką.” Zginam i prostuje łokieć, obracam nadgarstek, poruszam kolanem — czuję opór, zjawisko koła zębatego.

Bradykinezję testuję różnymi manewrami. „Proszę szybko otwierać i zamykać pięść.” Pacjent z Parkinsonem robi to wolno, ruch stopniowo słabnie, czasem zamiera (freezing). „Proszę szybko stukać kciukiem o palec wskazujący.” Spowolnienie, zmniejszenie amplitudy. „Proszę napisać zdanie.” Mikrografia — litery zmniejszają się. „Proszę przejść przez pokój.” Obserwuję chód: drobne kroki, brak wymachu rąk, przyspiesza pod koniec.

Test stabilności posturalnej — pull test — już opisany. Test „wstań i idź” (timed up and go test) — proszę pacjenta wstać z krzesła, przejść trzy metry, zawrócić, wrócić, usiąść. Mierzę czas. Zdrowa osoba robi to w dziesięć do dwanaście sekund. Pacjent z Parkinsonem — dwadzieścia, trzydzieści sekund lub więcej.

Badanie neurologiczne ogólne — odruch, czucie, koordynacja, nerwy czaszkowe — jest zazwyczaj prawidłowe w idiopatycznej chorobie Parkinsona. Obecność objawów „alarmowych” (red flags) sugeruje zespół parkinsonowski, nie chorobę Parkinsona: wczesne upadki, wczesne ciężkie zaburzenia autonomiczne, słaba lub brak odpowiedzi na lewodopę, symetryczne objawy, szybka progresja, objawy móżdżkowe, patrz w dół (downgaze palsy), wczesne ciężkie otępienie.

Obrazowanie mózgu — MRI — nie jest konieczne do diagnozy choroby Parkinsona, ale wykonujemy je, by wykluczyć inne przyczyny. W idiopatycznej chorobie Parkinsona MRI jest zazwyczaj prawidłowe lub pokazuje tylko zmiany związane z wiekiem. Rozlegle zmiany naczyniowe, atrofia, guzy — sugerują inną etiologię.

Specjalistyczne badanie — DaTSCAN (badanie transportera dopaminy) — to obrazowanie medycyny nuklearnej (SPECT lub PET) z użyciem znacznika wiążącego się z transporterem dopaminy w prążkowiu. Gdy neurony dopaminergiczne umierają, gęstość transportera spada. DaTSCAN pokazuje zmniejszony wychwyt znacznika w prążkowiu — typowo asymetrycznie, skorupa bardziej dotknięta niż jądro ogoniaste, strona przeciwna do bardziej dotkniętej połowy ciała. Badanie odróżnia chorobę Parkinsona i zespoły parkinsonowskie (DaTSCAN nieprawidłowy) od drżenia samoistnego (DaTSCAN prawidłowy), ale nie odróżnia choroby Parkinsona od zespołów parkinsonowskich między sobą.

„Profesor, czy wykonujemy DaTSCAN u każdego pacjenta?” — zapytała rezydentka. „Nie. Jeśli obraz kliniczny jest klasyczny — asymetryczne drżenie spoczynkowe, bradykinezja, sztywność, dobra odpowiedź na lewodopę — diagnoza jest jasna. DaTSCAN wykonujemy, gdy mamy wątpliwości: pacjent młody, objawy nietypowe, brak odpowiedzi na leki.”

Test lewodopy — podajemy pacjentowi lewodopę (zazwyczaj 200—250 mg lewodopy z inhibitorem dekarboksylazy) i oceniamy odpowiedź po godzinie, dwóch. Znacząca poprawa objawów ruchowych (poprawa w skali UPDRS o trzydzieści procent lub więcej) wspiera diagnozę choroby Parkinsona. Brak odpowiedzi sugeruje zespół parkinsonowski.

Skala UPDRS (Unified Parkinson’s Disease Rating Scale) to kompleksowy instrument oceny ciężkości choroby. Ma cztery części: część I — objawy niemotoryczne życia codziennego (nastrój, poznawcze, sen, ból), część II — motoryczne aspekty życia codziennego (mowa, jedzenie, ubieranie się, higiena), część III — badanie motoryczne (drżenie, sztywność, bradykinezja, chód, równowaga), część IV — powikłania motoryczne (dyskinezy, fluktuacje). Maksymalny wynik to dwieście siedemnaście punktów. Używamy jej do monitorowania progresji, odpowiedzi na leczenie.

Diagnostyka różnicowa obejmuje zespoły parkinsonowskie (parkinsonism plus syndromes): postępujące porażenie nadjądrowe (PSP), wieloukładowe zwyrodnienie (MSA — multiple system atrophy), zwyrodnienie korowo-podstawne (CBD — corticobasal degeneration), otępienie z ciałami Lewy’ego (DLB). Te schorzenia mają objawy parkinsonowskie, ale dodatkowe cechy i gorsze rokowanie. Drżenie samoistne, zatrucie neuroleptykami (drug-induced parkinsonism), parkinsonizm naczyniowy, wodogłowie normotensyjne — również w diagnostyce różnicowej.

4.3. Leczenie farmakologiczne i operacyjne

„Czy możemy wyleczyć chorobę Parkinsona?” — zapytał mnie Robert podczas pierwszej wizyty po diagnozie. Musiałem być szczery. „Nie, Roberto. Nie możemy zatrzymać degeneracji neuronów. Ale możemy znacząco złagodzić objawy. Mamy leki, które uzupełniają niedobór dopaminy. U większości pacjentów, szczególnie we wczesnych stadiach, leczenie jest bardzo skuteczne. Możesz wrócić do względnie normalnego funkcjonowania.”

Leczenie farmakologiczne choroby Parkinsona opiera się na zastąpieniu lub naśladowaniu działania dopaminy. Główne klasy leków to lewodopa, agoniści dopaminy, inhibitory MAO-B, inhibitory COMT, leki antycholinergiczne, amantadyna.

Lewodopa jest złotym standardem, najbardziej skutecznym lekiem. Dopamina sama nie przechodzi przez barierę krew-mózg. Ale lewodopa — prekursor dopaminy — tak. W mózgu lewodopa jest przekształcana do dopaminy przez enzym dekarboksylazę aminokwasów aromatycznych (AADC). Podajemy lewodopę w połączeniu z inhibitorem dekarboksylazy obwodowej (karbidopa lub benserazyd), który blokuje przekształcanie lewodopy do dopaminy poza mózgiem, zmniejszając skutki uboczne obwodowe (nudności, hipotensja) i zwiększając dostępność lewodopy dla mózgu.

Preparaty: lewodopa/karbidopa (Sinemet, Madopar) dostępne w różnych dawkach. Sinemet standardowy: 25/100 mg (dwadzieścia pięć miligramów karbidopy, sto miligramów lewodopy), 25/250 mg. Sinemet CR (controlled release) — preparat o przedłużonym uwalnianiu. Madopar: 25/100 mg, 50/200 mg. Madopar HBS — przedłużone uwalnianie.

Dawkowanie: zaczynamy od małej dawki, stopniowo zwiększamy. Typowo: 25/100 mg trzy razy dziennie, zwiększamy co tydzień o jedną tabletkę dziennie, aż osiągniemy zadowalający efekt kliniczny. Średnia dawka: 400—800 mg lewodopy dziennie, podzielona na trzy do pięciu dawek. Niektórzy pacjenci potrzebują więcej — do 1500 mg dziennie.

„Dlaczego nie zaczynamy od dużych dawek od razu?” — zapytał student. „Bo lewodopa powoduje skutki uboczne: nudności, zawroty głowy, hipotensja ortostatyczna, szczególnie na początku leczenia. Powolne zwiększanie pozwala pacjentowi się zaadaptować. A w długoterminowej perspektywie chcemy używać minimalnej skutecznej dawki, by opóźnić powikłania motoryczne.”

Powikłania długoterminowej terapii lewodopą to głównie dyskinezy i fluktuacje motoryczne. Dyskinezy — mimowolne, choreatyczne ruchy — występują u około czterdzieści do pięćdziesiąt procent pacjentów po pięciu latach leczenia lewodopą. Są związane z pulsacyjną stymulacją receptorów dopaminy — poziom lewodopy we krwi i mózgu waha się po każdej dawce (wzrasta po przyjęciu, spada po kilku godzinach), denerwowane prążkowie staje się nadwrażliwe na te fluktuacje.

Fluktuacje motoryczne to wahania sprawności ruchowej. „Wearing off” — zanik efektu pod koniec dawki — pacjent czuje, że lek „wyłącza się” po trzech, czterech godzinach, sztywność i spowolnienie wracają przed kolejną dawką. „On-off” fenomen — nagłe, nieprzewidywalne przejścia między stanem „on” (dobra ruchomość) a „off” (ciężka akineza, sztywność). „Delayed on” — opóźnione działanie leku. „Dose failure” — losowe dawki nie działają.

Strategie opóźnienia lub minimalizacji tych powikłań: u młodszych pacjentów (poniżej sześćdziesiąt, siedemdziesiąt lat) często zaczynamy od agonisty dopaminy zamiast lewodopy, odkładając lewodopę na później. U starszych pacjentów zaczynamy od lewodopy (lepsza skuteczność, mniejsze ryzyko skutków ubocznych agonistów).

Agoniści dopaminy bezpośrednio stymulują receptory dopaminy w prążkowiu, nie wymagając przekształcenia. Ich czas półtrwania jest dłuższy niż lewodopy, zapewniają bardziej ciągłą stymulację, teoretycznie mniejsze ryzyko dyskinez i fluktuacji. Ale są mniej skuteczni niż lewodopa i mają więcej skutków ubocznych.

Dostępne agoniści: pramipeksol (Mirapexin, Sifrol), ropinirol (Requip), rotigotin (Neupro — plaster przezskórny), apomorfina (Apomorphine — iniekcje podskórne dla zaawansowanych przypadków).

Pramipeksol: zaczynamy od 0,088 mg trzy razy dziennie (łączna dawka dzienna 0,264 mg), zwiększamy co pięć do siedmiu dni: 0,18 mg trzy razy dziennie (0,54 mg), 0,35 mg trzy razy dziennie (1,05 mg), 0,7 mg trzy razy dziennie (2,1 mg), maksymalnie 1,1 mg trzy razy dziennie (3,3 mg). Dostępna też forma o przedłużonym uwalnianiu — raz dziennie.

Ropinirol: zaczynamy od 0,25 mg trzy razy dziennie, zwiększamy stopniowo do 3—4 mg trzy razy dziennie (9—12 mg dziennie), maksymalnie 24 mg dziennie.

Rotigotin: plaster przezskórny, zapewnia ciągłe uwalnianie przez dwadzieścia cztery godziny. Zaczynamy od 2 mg/24h, zwiększamy co tydzień o 2 mg, do 6—8 mg/24h (maksymalnie 16 mg/24h w zaawansowanych przypadkach).

Skutki uboczne agonistów: nudności (często wymagające domperydonu — antagonista dopaminy działający tylko obwodowo), hipotonia ortostatyczna, obrzęki kostek, senność w ciągu dnia (czasem nagłe ataki snu — sleep attacks — niebezpieczne podczas prowadzenia samochodu!), halucynacje, zaburzenia kontroli impulsów (impulse control disorders, ICD) — hazard patologiczny, kompulsywne zakupy, hiperseksualność, objadanie się — występują u dziesięciu do dwudziestu procent pacjentów na agonistach, wymagają redukcji lub odstawienia leku.

Pamiętam pana Andrzeja, sześćdziesięciosiedmioletniego emerytowanego nauczyciela z łagodnym Parkinsonem, którego leczyłem pramipeksolem. Po sześciu miesiącach jego żona zadzwoniła: „Doktorze, mąż wydał trzydzieści tysięcy złotych w kasynie internetowym w ciągu dwóch tygodni. Nigdy wcześniej nie grał. Co się dzieje?” Rozpoznałem ICD wywołane przez agonistę. Odstawiliśmy pramipeksol, przeszliśmy na lewodopę. Kompulsywny hazard ustąpił.

Inhibitory MAO-B (monoaminooksydazy B) hamują enzym rozkładający dopaminę w mózgu, zwiększając jej dostępność. Selegilina (Jumex) 5—10 mg raz lub dwa razy dziennie (przyjmowanie po południu może powodować bezsenność, bo selegilina jest metabolizowana do amfetaminy). Rasagilina (Azilect) 1 mg raz dziennie. Safinamid (Xadago) 50—100 mg raz dziennie. Mogą być używane w monoterapii we wczesnych stadiach (łagodny efekt) lub w połączeniu z lewodopą (przedłużają jej działanie, zmniejszają wearing off).

Inhibitory COMT (katecholo-O-metylotransferazy) hamują obwodowy metabolizm lewodopy, zwiększając jej dostępność dla mózgu. Entakapon (Comtan) 200 mg z każdą dawką lewodopy (dostępny też w połączeniu: Stalevo = lewodopa/karbidopa/entakapon). Tolkapon (Tasmar) 100—200 mg trzy razy dziennie — skuteczniejszy niż entakapon, ale rzadziej używany z powodu ryzyka hepatotoksyczności (wymaga monitorowania funkcji wątroby).

Amantadyna — pierwotnie lek przeciwwirusowy, przypadkowo odkryto jego działanie w Parkinsonie. Mechanizm: antagonista receptora NMDA. Łagodny efekt przeciwparkinsonowski, ale przede wszystkim skuteczna w leczeniu dyskinez wywołanych lewodopą. Dawka: 100 mg dwa do trzech razy dziennie. Skutki uboczne: obrzęki kostek, livedo reticularis (przebarwienia skóry), halucynacje.

Leki antycholinergiczne (triheksyfenidyl, biperidyn) — historycznie używane, obecnie rzadko. Skuteczne głównie na drżenie, ale skutki uboczne (suchość w ustach, zaburzenia widzenia, zatrzymanie moczu, zaburzenia pamięci) ograniczają użycie, szczególnie u starszych.

Leczenie objawów niemotorycznych jest równie ważne. Depresja: SSRI (sertalina 50—100 mg, citalopram 20 mg, escitalopram 10 mg). Lęk: SSRI, czasem benzodiazepiny (z ostrożnością). Zaburzenia snu RBD: klonazepam 0,5—2 mg przed snem, melatonina 3—12 mg. Bezsenność: higiena snu, melatonina, trazodone 25—50 mg. Psychozy (halucynacje, urojenia): redukcja lub odstawienie leków anty-parkinson (szczególnie agonistów, amantadyny), jeśli to nie pomaga — kwetiapina 25—100 mg wieczorem lub klozapina 12,5—50 mg (klozapina bardziej skuteczna, ale wymaga monitorowania morfologii krwi z powodu ryzyka agranulocytozy). Hipotonia ortostatyczna: podniesienie głowy łóżka, pończochy kompresyjne, zwiększenie spożycia soli i płynów, fludrokortyzon 0,1—0,2 mg, midodryna 2,5—10 mg trzy razy dziennie. Zaparcia: dieta bogata w błonnik, płyny, leki przeczyszczające (laktulozy, makrogol).

Leczenie operacyjne — głęboka stymulacja mózgu (DBS — deep brain stimulation) — rewolucja w leczeniu zaawansowanej choroby Parkinsona. DBS polega na implantacji elektrod w głębokich strukturach mózgu (najczęściej jądro podwzgórzowe — STN, subthalamic nucleus, lub gałka blada wewnętrzna — GPi, globus pallidus internus) i ich ciągłej wysokoczęstotliwościowej stymulacji za pomocą implantowalnego stymulatora (podobnego do stymulatora serca), umieszczonego podskórnie w okolicy obojczyka.

Wskazania do DBS: choroba Parkinsona z powikłaniami motorycznymi pomimo optymalnego leczenia farmakologicznego — ciężkie dyskinezy, fluktuacje motoryczne z długimi okresami „off”, drżenie oporne na leki. Pacjent musi mieć dobrą odpowiedź na lewodopę (test lewodopy), nie może mieć ciężkiego otępienia, ciężkich chorób współistniejących. Zazwyczaj pacjenci mają chorobę od pięciu do dziesięciu lat, są w wieku poniżej siedemdziesięciu, siedemdziesięciu pięciu lat.

Procedura DBS jest złożona, wieloetapowa, wymaga zespołu: neurochirurg, neurolog ruchu, neuropsycholog, anestezjolog, pielęgniarki specjalistyczne, technicy.

Etap I — ocena przedoperacyjna. Pacjent przechodzi kompleksową ocenę neurologiczną, neuropsychologiczną (wykluczamy ciężkie otępienie, depresję), MRI mózgu (planowanie trajektorii elektrod, wykluczenie przeciwwskazań anatomicznych). Test lewodopy — oceniamy, jak bardzo objawy poprawiają się po podaniu supraoptymalnej dawki lewodopy — to przewiduje, jak bardzo poprawi DBS (DBS „imituje” efekt lewodopy, ale nie leczy objawów, które lewodopa nie leczy).

Etap II — operacja stereotaktyczna implantacji elektrod. Pacjent przychodzi rano, głodny (na wypadek konwersji do znieczulenia ogólnego). Zakłada się ramę stereotaktyczną — metalową konstrukcję przykręcaną do czaszki czterema śrubami (miejscowe znieczulenie lidokainą) — zapewnia precyzyjne określenie współrzędnych w przestrzeni mózgu. Wykonuje się MRI lub CT z ramą — obrazy używane do planowania trajektorii.

W sali operacyjnej pacjent leży na stole, głowa unieruchomiona w ramie. Sedacja — zazwyczaj pacjent przytomny, bo potrzebujemy jego współpracy do testowania elektrod. Golenie głowy w miejscach planowanych otworów (zazwyczaj dwa — dla obu półkul). Dezynfekcja, osłonięcie jałowymi ręcznikami. Miejscowe znieczulenie skóry głowy (lidokaina z epinefryną).

Neurochirurg wykonuje małe nacięcie skóry, odwiert w czaszce (burr hole) — średnicy około czternaście milimetrów — za pomocą perforatora. Twardą oponę przecina i koaguluje. Przez otwór wprowadza mikro-elektrodę rejestrującą, przymocowaną do aparatu stereotaktycznego zapewniającego precyzyjne pozycjonowanie. Elektrodę wprowadza się powoli, milimetr po milimetrze, do docelowego jądra (STN lub GPi), rejestrując aktywność elektryczną neuronów po drodze.

„Proszę podnieść prawą rękę. Proszę powiedzieć aaaa.” Neurolog monitoruje, czy stymulacja testowa przez mikro-elektrodę poprawia objawy (drżenie ustaje, sztywność zmniejsza się) i czy nie powoduje skutków ubocznych (dyzartria, parestezje, skurcze mięśni). To „mapowanie” pozwala znaleźć optymalny cel.

Gdy cel jest potwierdzony, mikro-elektrodę wymienia się na ostateczną elektrodę DBS — cienką, elastyczną elektrodę z czterema kontaktami na końcu (Medtronic 3389, Boston Scientific Vercise, Abbott Infinity). Elektrodę wprowadza się do mózgu i przymocowuje do czaszki za pomocą małego pierścienia i śrubek. Drugi koniec elektrody pozostaje pod skórą głowy. Procedura powtarzana dla drugiej półkuli.

Po wprowadzeniu obu elektrod nacięcia skóry głowy zeszywane, rama stereotaktyczna usuwana. Pacjent zostaje na kilka godzin, czasem nocuje.

Etap III — implantacja stymulatora. Zazwyczaj kilka dni do tydzień po implantacji elektrod. Znieczulenie ogólne. Nacięcie pod obojczykiem, stworzenie kieszeni podskórnej w okolicy mięśnia piersiowego większego. Implantacja stymulatora (urządzenie wielkości pilota do samochodu, zawiera baterię i elektronikę). Przedłużacze — cienkie przewody — tunelowane podskórnie od głowy do obojczyka, łączone z elektrodami z jednej strony i stymulatorem z drugiej. Zamknięcie nacięć.

Etap IV — programowanie stymulatora. Zazwyczaj zaczyna się dwa do czterech tygodni po operacji (dajemy czas na ustąpienie obrzęku mózgu — „efekt lezji” z wprowadzenia elektrod). Pacjent przychodzi do kliniki. Przy użyciu programatora zewnętrznego (podobnego do tabletu) komunikującego się ze stymulatorem przez telemetrię, neurolog testuje różne kombinacje kontaktów elektrod, napięć, częstotliwości, szerokości impulsu. Cel: znaleźć ustawienia, które maksymalnie poprawiają objawy przy minimalnych skutkach ubocznych.

To proces iteracyjny, czasochłonny. Sesja programowania trwa dwie do trzech godzin. Testujemy każdy kontakt elektrody — stymulacja kontaktu zero, jeden, dwa, trzy, przy napięciu zero, zero przecinek pięć, jeden, jeden przecinek pięć, dwa wolta, itd. Pacjent informuje o odczuciach („Czuję mrowienie w nodze.” „Widzę błyski światła.” „Ręka jest mniej sztywna.”). Obserwujemy objawy. Stopniowo dochodzi się do optymalnych ustawień.

Po znalezieniu optymalnych ustawień pacjent zaczyna odczuwać korzyści: drżenie zmniejsza się lub znika, sztywność zelżała, ruchy są płynniejsze. Często możemy zmniejszyć dawki leków, szczególnie lewodopy, co zmniejsza dyskinezy.

Powikłania DBS: infekcja (około pięć procent) — wymaga usunięcia sprzętu, antybiotykoterapii, ponownej implantacji po wygojeniu. Krwotok śródmózgowy (około jeden do dwóch procent) — może powodować trwały deficyt neurologiczny, rzadko śmierć. Przejściowe zaburzenia mowy, równowagi. Skutki uboczne stymulacji (parestezje, dyskinezy, zaburzenia mowy, zaburzenia nastroju) — zazwyczaj odwracalne po zmianie ustawień.

Długoterminowe wyniki DBS są dobre: redukcja czasu „off” o czterdzieści do sześćdziesiąt procent, redukcja dyskinez o pięćdziesiąt do osiemdziesiąt procent, możliwość zmniejszenia dawek leków, poprawa jakości życia. Ale DBS nie jest cudem — nie zatrzymuje progresji choroby. Z czasem objawy postępują pomimo stymulacji. I DBS nie pomaga na objawy oporne na lewodopę (zaburzenia równowagi, zaburzenia mowy, zaburzenia połykania w zaawansowanych stadiach).

4.4. Rokowanie i powikłania

„Jak długo będę mógł pracować?” — zapytał mnie Robert podczas jednej z wizyt kontrolnych, pół roku po rozpoczęciu leczenia lewodopą. Jego objawy były dobrze kontrolowane — drżenie prawie znikło, sztywność zmniejszyła się znacząco. Wrócił do operowania, choć unikał najbardziej wymagających mikro-procedur.

„Trudno przewidzieć” — odpowiedziałem szczerze. „Tempo progresji różni się między pacjentami. Masz młodą postać — zacząłeś objawy w wieku sześćdziesięciu dwóch lat — zazwyczaj młodsi pacjenci mają wolniejszą progresję, ale wyższe ryzyko dyskinez. Możesz pracować jeszcze pięć, dziesięć lat. Może więcej.”

Choroba Parkinsona jest przewlekła, postępująca, ale nie bezpośrednio śmiertelna. Pacjenci z Parkinsonem żyją średnio tyle samo lub nieco krócej niż populacja ogólna, szczególnie jeśli choroba jest dobrze kontrolowana lekami. Główne przyczyny zgonu to nie sama choroba, ale powikłania: zapalenie płuc (często aspiracyjne z powodu zaburzeń połykania), upadki i złamania, infekcje.

Powikłania motoryczne leczenia już omówiłem — dyskinezy, fluktuacje. Rozwijają się u większości pacjentów po kilku latach leczenia lewodopą. Początkowo łagodne, z czasem mogą być upośledzające. Dyskinezy szczytowe (peak-dose dyskinesias) — występują, gdy poziom lewodopy jest najwyższy, zwykle trzydzieści minut do dwóch godzin po dawce. Pacjent ma mimowolne, choreatyczne ruchy tułowia, kończyn, głowy. Dyskinezy dwufazowe (diphasic dyskinesias) — występują na początku i końcu działania dawki, gdy poziom lewodopy rośnie i spada. Często bolesne, dystoniczne.

Leczenie dyskinez: zmniejszenie pojedynczej dawki lewodopy, zwiększenie częstości dawek (mniejsze wahania poziomów), przejście na formę o przedłużonym uwalnianiu, dodanie inhibitora COMT, amantadyny (najskuteczniejsza na dyskinezy), DBS.

Freezing — zamrażanie — nagłe, przemijające (kilka sekund) zatrzymanie ruchu, najczęściej podczas chodu. Pacjent „przykleja się” do ziemi, nie może ruszyć nogą. Występuje typowo podczas przechodzenia przez drzwi, zmiany kierunku, w ciasnych przestrzeniach. Zwiększa ryzyko upadków. Mechanizm nie jest jasny, słabo reaguje na leki. Strategie: rytmiczne wskazówki (liczenie, muzyka, linie na podłodze do przekraczania), przekładanie ciężaru ciała z nogi na nogę, myślenie „duże kroki”.

Zaburzenia równowagi i upadki pojawiają się w późniejszych stadiach, są jednymi z najbardziej upośledzających objawów. Słabo reagują na leki. Fizjoterapia, pomoce (laska, balkonik), modyfikacje domowe (poręcze, usunięcie dywanów), biodra protektor (ochraniacze zmniejszające ryzyko złamania przy upadku).

Zaburzenia poznawcze i otępienie rozwijają się u trzydziestu do czterdziestu procent pacjentów. Ryzyko rośnie z wiekiem, czasem trwania choroby, ciężkością objawów motorycznych. Najczęściej dotknięte funkcje wykonawcze, uwaga, pamięć epizodyczna, wzrokowo-przestrzenne. Postępuje do pełnoobjawowego otępienia (Parkinson’s disease dementia, PDD). Leczenie: inhibitory cholinesterazy (riwastygmina, donepezil) — zatwierdzone dla PDD, dają łagodną poprawę funkcji poznawczych.

Psychozy — halucynacje, urojenia — występują u dwudziestu do czterdziestu procent pacjentów, częściej w zaawansowanych stadiach lub u pacjentów z zaburzeniami poznawczymi. Halucynacje zazwyczaj wzrokowe (pacjent widzi ludzi, zwierzęta, które nie istnieją), początkowo z zachowanym wglądem („Wiem, że to nierzeczywiste”), później bez wglądu. Urojenia często paranoidalne („Żona mnie oszukuje”). Leczenie: redukcja leków przeciw-parkinsońskich (szczególnie agonistów, amantadyny, antycholinergicznych), jeśli to nie pomaga — kwetiapina lub klozapina.

Dysfagia — zaburzenia połykania — pojawia się w późniejszych stadiach, zwiększa ryzyko aspiracji i zapalenia płuc. Ocena przez logopedę, modyfikacje diety (zagęszczone płyny, miksowane potrawy), ćwiczenia mięśni połykania. W zaawansowanych przypadkach — PEG.

4.5. Historia pacjenta: „Drżące ręce”

Robert Nowak miał sześćdziesiąt jeden lat, gdy po raz pierwszy zauważył drżenie. Był u szczytu kariery chirurgicznej — szef oddziału ortopedii w dużym szpitalu wojewódzkim, specjalizował się w chirurgii ręki, skomplikowanych rekonstrukcjach po urazach. Jego ręce były jego narzędziem, jego pasją, jego życiem.

„Profesorze, muszę operować. To wszystko, co umiem, to wszystko, kim jestem” — powiedział podczas pierwszej wizyty po diagnozie choroby Parkinsona. Widziałem desperację w jego oczach.

Rozpoczęliśmy leczenie ostrożnie. Robert nie chciał leków, które mogłyby wpłynąć na jego precyzję chirurgiczną. „Żadnych leków powodujących senność, zaburzenia widzenia, drżenie” — instruował mnie, jakby to on był lekarzem, nie ja. Uśmiechnąłem się. „Roberto, rozumiem. Zacznijmy od małej dawki rasagiliny — jeden miligram raz dziennie. Łagodny efekt, powinien zmniejszyć drżenie, bez sedacji.”

Rasagilina pomogła nieznacznie. Drżenie było nieco mniejsze, ale nadal obecne. Po trzech miesiącach Robert wrócił. „Nie wystarczy. Podczas ostatniej operacji — replantacja palca po amputacji traumatycznej — asystent musiał przejąć mikro-naczyniowe zespolenia. Moja ręka drżała za bardzo. To upokarzające.”

„Dodajmy lewodopę” — zaproponowałem. „Mała dawka, 25/100 mg trzy razy dziennie. To złoty standard, najbardziej skuteczny lek.” Robert zawahał się. „Czytałem, że lewodopa powoduje dyskinezy po kilku latach.” „Tak, u części pacjentów. Ale jesteś chirurgiem. Potrzebujesz funkcjonować teraz. Za pięć, dziesięć lat będziesz miał sześćdziesiąt sześć, siedemdziesiąt jeden lat. Być może będziesz gotowy na emeryturę. Nie rezygnuj z obecności dla niepewnej przyszłości.”

Rozpoczęliśmy lewodopę. Efekt był dramatyczny. Drżenie praktycznie znikło. Sztywność, której Robert zaczął się świadomie dopiero teraz, gdy znikła, ustąpiła. Czuł się jak dawniej. Wrócił do pełnej aktywności chirurgicznej — operacje rekonstrukcyjne, mikrochirurgia, wszystko. „Cudowny lek” — powiedział podczas wizyty kontrolnej. „Czuję się jak przed chorobą.”

Przez pierwsze dwa lata wszystko szło dobrze. Robert operował, uczył młodszych kolegów, publikował. Zwiększyliśmy stopniowo lewodopę do 25/250 mg cztery razy dziennie — tysiąc miligramów dziennie. Objawy pozostawały dobrze kontrolowane.

Trzeci rok przyniósł pierwsze problemy. „Profesorze, zauważam, że lek działa krócej. Rano czuję się dobrze przez trzy, cztery godziny po dawce, potem sztywność wraca. Muszę brać kolejną dawkę wcześniej.” Wearing off — klasyczne powikłanie długoterminowej terapii lewodopą. Dodaliśmy entakapon — inhibitor COMT — 200 mg z każdą dawką lewodopy, przedłużając jej działanie. Pomogło.

Czwarty rok — dyskinezy. „Moja głowa i tułów poruszają się mimowolnie, około godzinę po wzięciu leku. Wyglądam jak tancerz, ale nie kontroluję tego.” Widziałem podczas badania — choreatyczne ruchy głowy, ramion, kręcenie tułowia. Dyskinezy szczytowe. Zmniejszyliśmy pojedynczą dawkę lewodopy do 25/200 mg, zwiększyliśmy częstość do pięciu razy dziennie. Dodaliśmy amantadynę 100 mg trzy razy dziennie. Dyskinezy zmniejszyły się, ale nie znikły.

Robert był sfrustrowany. „Albo mam drżenie i sztywność, albo mam dyskinezy. Nie mogę wygrać.” „Witaj w zaawansowanej chorobie Parkinsona” — powiedziałem współczująco. „To balansowanie między niedostatkiem dopaminy a nadmiarem. Spróbujmy jeszcze optymalizować leki. Ale być może nadszedł czas pomyśleć o DBS.”

DBS — głęboka stymulacja mózgu. Robert był początkowo sceptyczny. „Operacja na mózgu? Nie, dziękuję.” Ale gdy objawy stawały się coraz trudniejsze do kontrolowania, zaczął rozważać. Miał sześćdziesiąt sześć lat, pięć lat od diagnozy. Objawy motoryczne — dyskinezy, fluktuacje — pomimo optymalnego leczenia farmakologicznego. Test lewodopy pokazał doskonałą odpowiedź — po podaniu 250 mg lewodopy UPDRS część III (badanie motoryczne) poprawiło się z czterdziestu dwóch punktów do piętnastu. Ocena neuropsychologiczna — brak otępienia, łagodna depresja (leczona sertaliną). MRI mózgu — brak przeciwwskazań. Kwalifikował się.

„Roberto” — powiedziałem podczas konsultacji kwalifikacyjnej — „DBS nie wyleczy Parkinsona. Nie zatrzyma progresji. Ale może znacząco poprawić fluktuacje motoryczne, zmniejszyć dyskinezy, pozwolić na redukcję leków. U większości pacjentów jakość życia poprawia się dramatycznie.”

Robert zdecydował się. Operację zaplanowano na listopad. Przygotowania — MRI z ramą stereotaktyczną, planowanie trajektorii do jądra podwzgórzowego obu półkul.

Dzień operacji. Robert leżał na stole operacyjnym, rama stereotaktyczna przykręcona do czaszki. Był przytomny, lekko sedowany. Neurochirurg, doktor Kamiński, jeden z najlepszych w Polsce, wykonał dwa otwory w czaszce. Wprowadził mikro-elektrody do lewego, potem prawego STN, rejestrując aktywność neuronów, testując stymulację.

„Roberto, podnieś prawą rękę. Dobrze. Teraz lewą.” Monitorowałem objawy. Przy stymulacji lewego STN — drżenie prawej ręki ustało, sztywność zmniejszyła się. „Jak się czujesz?” „Dobrze. Lekkie mrowienie w nodze, ale znika.” Zwiększyliśmy napięcie — mrowienie wróciło. Cofnęliśmy się. Znaleźliśmy optymalne miejsce. Wprowadziliśmy ostateczną elektrodę. Podobnie dla prawego STN.

Operacja trwała sześć godzin. Robert był wyczerpany, ale w dobrym stanie. Bez powikłań. Tydzień później implantowaliśmy stymulator pod obojczykiem. Dwa tygodnie po tym — pierwsza sesja programowania.

Testowaliśmy różne kombinacje. Kontakt dwa, napięcie dwa przecinek pięć wolta, częstotliwość sto trzydzieści herców, szerokość impulsu sześćdziesiąt mikrosekund. Drżenie leżej ręki — zmniejszyło się. Sztywność — lepiej. Podnieśliśmy do trzech woltów. Jeszcze lepiej. „Roberto, jak się czujesz?” „Niewiarygodnie. Ręka jest lekka, płynna. Nie czułem się tak od lat.”

Następne miesiące były okresem dostosowywania — dalsze sesje programowania, optymalizacja ustawień, redukcja leków. Zmniejszyliśmy lewodopę z tysiąca do sześćset miligramów dziennie. Dyskinezy praktycznie znikły. Fluktuacje motoryczne — dramatycznie zmniejszone. Robert miał stabilne funkcjonowanie przez większość dnia.

„Czy wrócisz do operowania?” — zapytałem podczas wizyty kontrolnej, sześć miesięcy po DBS. Robert zawahał się. „Próbowałem. Ręce są stabilne, nie drżą. Ale… straciłem pewność siebie. Przez ostatnie dwa lata, odkąd objawy się nasiliły, unikałem najtrudniejszych przypadków. Młodsi koledzy przejęli. Teraz, nawet gdy fizycznie mógłbym operować, psychicznie… nie czuję się gotowy. I mam sześćdziesiąt siedem lat. Może nadszedł czas na emeryturę.”

Robert przeszedł na emeryturę pół roku po DBS. Nie była to smutna emerytura — był aktywny, podróżował z żoną, poświęcił się pasji, która drzemała w nim przez lata — fotografii. „Parkinsona nie można wyleczyć” — powiedział mi podczas jednej z naszych rozmów, już nie jako pacjent-lekarz, ale jako przyjaciele. „Ale można z nim żyć. DBS dał mi drugą szansę. Nie jestem tym, kim byłem przed chorobą. Ale jestem kimś nowym. I to też jest wartościowe.”

Dziś, pięć lat po DBS, dziewięć lat od diagnozy, Robert ma siedemdziesiąt jeden lat. Choroba postępuje — zaburzenia równowagi zaczęły się dwa lata temu, potrzebuje laski. Czasem ma problemy z pamięcią — łagodne zaburzenia poznawcze. Ale nadal fotografuje, nadal cieszy się życiem, nadal spotyka się z rodziną. DBS działa, stymulator został wymieniony po pięciu latach (bateria się wyczerpała). Leki — lewodopa 800 mg dziennie, amantadyna, rasagilina.

„Czy żałujesz czegokolwiek?” — zapytałem go podczas ostatniej wizyty. Zastanowił się długo. „Żałuję, że nie mogłem operować dłużej. Chirurgia była moim życiem. Ale Parkinson nauczył mnie, że życie to więcej niż praca. To rodzina, przyjaciele, piękno świata. Więc nie, nie żałuję. Dostałem dziewięć dobrych lat odkąd zachorowałem. Dzięki lekom, DBS, dzięki tobie. Wielu ludzi nie ma nawet tego.”

Choroba Parkinsona nie jest wyrokiem śmierci. Jest wyzwaniem, trudnym, frustrującym, postępującym. Ale nowoczesna medycyna — leki, DBS, rehabilitacja — może znacząco złagodzić objawy, przedłużyć lata dobrego funkcjonowania. Pacjenci z Parkinsonem mogą żyć pełnią życia, mogą realizować pasje, cieszyć się bliskimi.

Robert to przykład. Nie pokonał Parkinsona — nikt tego nie robi. Ale nie pozwolił, by Parkinson go pokonał. Adaptował się, leczył się, znalazł nowe znaczenie. I to, myślę, jest esencją życia z przewlekłą chorobą neurologiczną — nie poddawanie się, znajdowanie sposobów na kontynuację, odkrywanie, że życie jest wartościowe nawet wtedy, gdy nie jest doskonałe.

„Time to brain” mówimy w udarze. W Parkinsonie moglibyśmy powiedzieć „time with brain” — czas spędzony z funkcjonującym mózgiem, pomimo choroby. I każdy dzień, miesiąc, rok dobrego funkcjonowania, który możemy dać naszym pacjentom, jest zwycięstwem.

ROZDZIAŁ 5: Stwardnienie zanikowe boczne (ALS)

5.1. Definicja i opis schorzenia

„Profesorze, nie mogę zawiązać butów.” Te proste słowa wypowiedział do mnie Tomasz Kowalski, czterdziestotrzyletni maratończyk, którego znałem z parkowych biegów w Krakowie. Siedział naprzeciwko mnie w gabinecie, wysportowany, umięśniony, wyglądający na uosobienie zdrowia. Ale jego ręce — silne ręce, które jeszcze rok temu podnosiły ciężary na siłowni — leżały bezwładnie na kolanach. „Trzy miesiące temu zauważyłem, że prawą ręką trudniej mi trzymać bidony podczas biegania. Potem zaczęły mi wypadać przedmioty. W zeszłym tygodniu żona musiała mi zawiązać sznurowadła. Jestem maratończykiem, do cholery. Biegam ultramaratony. A nie potrafię zawiązać własnych butów.”

Poprosiłem go, by wyciągnął ręce przed siebie. Obserwowałem. Prawa ręka — wyraźne zaniki mięśni, szczególnie mięśni międzykostnych i kłębu kciuka. Powierzchnia dłoni wyglądała zapadnięta, koścista. I fascykulacje — mimowolne, drobne skurcze widoczne pod skórą, jak gdyby robaczki wił się pod powierzchnią. Poprosiłem, by ścisnął moje palce — uścisk prawej ręki był słaby, ledwo wyczuwalny. Lewa — mocna.

„Tomku” — powiedziałem, starając się kontrolować ton głosu — „musimy przeprowadzić badania. To, co widzę, może wskazywać na chorobę neuronu ruchowego.” Zobaczył w moich oczach coś, co go przeraziło. „Choroba neuronu ruchowego? To znaczy… ALS?” Skinąłem głową powoli. „To jedna z możliwości. Ale nie wyciągajmy wniosków przed badaniami.”

Stwardnienie zanikowe boczne — sclerosis lateralis amyotrophica, w skrócie SLA lub używając angielskiego akronimu ALS (amyotrophic lateral sclerosis) — to najbardziej rozpowszechniona i najgroźniejsza choroba neuronu ruchowego u dorosłych. W krajach anglosaskich nazywana też chorobą Lou Gehriga, od słynnego amerykańskiego baseballisty, który zmarł na ALS w 1941 roku w wieku zaledwie trzydziestu siedmiu lat. W ostatnich latach zyskała rozgłos dzięki „Ice Bucket Challenge” — wirusowej kampanii społecznej z 2014 roku, która zebrała miliony dolarów na badania nad ALS.

„Choroba neuronu ruchowego” — mówiłem podczas wykładu dla młodych neurologów — „to w istocie grupa chorób charakteryzujących się selektywną degeneracją neuronów ruchowych. Ale gdy mówimy o ALS, mówimy o najbardziej brutalnej formie — tej, która atakuje zarówno górny, jak i dolny neuron ruchowy, prowadząc do postępującego paraliżu całego ciała, zachowując przy tym w pełni przytomny umysł więziony w bezwładnej skorupie.”

Epidemiologia ALS jest relatywnie rzadka — częstość występowania wynosi około dwa do trzech przypadków na sto tysięcy osób rocznie, rozpowszechnienie około pięć do siedmiu na sto tysięcy. W Polsce żyje około trzech tysięcy osób z ALS. Choroba częściej dotyka mężczyzn niż kobiety (stosunek 1,5:1). Mediana wieku zachorowania to pięćdziesiąt pięć do sześćdziesiąt pięć lat, choć około dziesięć procent przypadków to formy młodzieńcze, poniżej czterdziestego roku życia.

Patofizjologia ALS jest złożona i mimo dekad intensywnych badań nie do końca poznana. Dochodzi do degeneracji i śmierci dwóch populacji neuronów ruchowych: górnych neuronów ruchowych (upper motor neurons, UMN) w korze ruchowej mózgu, wysyłających aksony przez drogę korowo-rdzeniową (tractus corticospinalis) do rdzenia kręgowego, oraz dolnych neuronów ruchowych (lower motor neurons, LMN) w rogach przednich rdzenia kręgowego i jądrach nerwów czaszkowych w pniu mózgu, wysyłających aksony do mięśni.

Gdy górny neuron ruchowy umiera, pojawią się objawy UMN: wzmożone odruchy głębokie, spastyczność (sztywność mięśni), objaw Babińskiego (patologiczny odruch stopy). Gdy dolny neuron ruchowy umiera, pojawiają się objawy LMN: osłabienie, zaniki mięśni (atrofia), fascykulacje (mimowolne skurcze), zniesione odruchy. W ALS oba typy neuronów umierają jednocześnie lub sekwencyjnie — stąd mieszane objawy UMN i LMN, co jest diagnostycznym znakiem rozpoznawczym.

„Dlaczego właśnie neurony ruchowe?” — zapytał student podczas seminarium. „Czemu nie czuciowe, nie autonomiczne?” „Doskonałe pytanie, na które nie mamy pełnej odpowiedzi” — przyznałem. „Neurony ruchowe są wielkimi neuronami o długich aksonach, wysokim metabolizmie, dużym zapotrzebowaniu energetycznym. To czyni je szczególnie podatnymi na stres oksydacyjny, dysfunkcję mitochondriów, eksytotoksyczność. Ale dlaczego w ALS giną, a w innych chorobach nie — to tajemnica.”

Genetyka odgrywa rolę w około dziesięciu procentach przypadków — rodzinny ALS (fALS), dziedziczony zazwyczaj autosomalnie dominująco. Zidentyfikowano ponad dwadzieścia genów związanych z ALS. Pierwszy odkryty to SOD1 (dysmutaza ponadtlenkowa 1) — mutacje odpowiadają za około dwadzieścia procent fALS. Inne ważne geny: C9orf72 (ekspansja heksanukleotydowa GGGGCC, najczęstsza przyczyna fALS w populacji europejskiej), FUS, TARDBP (kodujący białko TDP-43), ALS2. Warianty tych genów mogą też zwiększać ryzyko sporadycznego ALS.

W komórkach neuronów ruchowych u pacjentów z ALS znajdowane są patologiczne agregaty białek — głównie TDP-43 (w około dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków) lub SOD1. Te agregaty są toksyczne, zaburzają funkcję neuronów. Dodatkowo obserwuje się dysfunkcję mitochondriów, stres oksydacyjny, eksytotoksyczność (nadmierna stymulacja przez glutaminian), zaburzenia transportu aksonalnego, neuroinflammację. Wszystkie te mechanizmy współdziałają, tworząc „toksyczną kaskadę” prowadzącą do śmierci neuronów.

Czynniki ryzyka środowiskowego: palenie tytoniu zwiększa ryzyko ALS. Narażenie na pestycydy, metale ciężkie (ołów, rtęć), służba wojskowa (kontrowersyjne, ale niektóre badania sugerują podwyższone ryzyko wśród weteranów), intensywna aktywność fizyczna (nie udowodnione jednoznacznie, ale obserwowano częstsze występowanie ALS wśród profesjonalnych sportowców — piłkarzy, biegaczy).

Objawy kliniczne ALS zależą od tego, które grupy neuronów umierają najpierw. Wyróżniamy kilka wariantów prezentacji. Klasyczna postać rdzeniowa (spinal onset) — około siedemdziesiąt procent przypadków — zaczyna się od osłabienia i zaników w kończynach, zazwyczaj asymetrycznie, częściej w kończynach górnych. Pacjent zauważa, że traci siłę w dłoni, ręce. Przedmioty wypadają z ręki. Trudności z pianiem, otwieraniem butelek, zapinaniem guzików. Z czasem osłabienie rozprzestrzenia się na drugą rękę, nogi, mięśnie tułowia.

Postać opuszkowa (bulbar onset) — około dwadzieścia pięć procent — zaczyna się od objawów opuszkowych: zaburzenia mowy (dyzartria — mowa niewyraźna, nosowa, spowolniała), zaburzenia połykania (dysfagia — zakrztuszanie się, trudności z połykaniem pokarmów stałych, później płynów). Jest prognostycznie gorsza — szybsza progresja, wcześniejsza niewydolność oddechowa.

Rzadkie warianty: pierwotne stwardnienie boczne (PLS — primary lateral sclerosis) — izolowane uszkodzenie UMN, wolniejsza progresja. Postępujący zanik mięśni (PMA — progressive muscular atrophy) — izolowane uszkodzenie LMN. Oba mogą być wczesnymi fazami ALS lub odrębnymi jednostkami chorobowymi.

Przebieg klinicznej ALS jest nieuchronnie postępujący. Osłabienie rozprzestrzenia się z jednej kończyny na inne, na tułów. Pojawiają się fascykulacje w całym ciele — pacjenci opisują to jako „robaczki pod skórą”, widoczne i odczuwalne. Zaniki mięśni postępują — kończyny stają się wychudzone, kościste. Spastyczność (z uszkodzenia UMN) powoduje sztywność, kurcze bolesne.

Zaburzenia oddychania pojawiają się, gdy osłabienie dotyczy mięśni oddechowych — przepony, międzyżebrowych. Pacjent odczuwa duszność, szczególnie w pozycji leżącej (ortopnea), zaburzenia snu, poranne bóle głowy (z zatrzymania CO2 w nocy), zmęczenie. Ostatecznie — niewydolność oddechowa wymagająca wentylacji mechanicznej.

Co kluczowe — w klasycznej ALS funkcje poznawcze, czucie, kontrola zwieraczy, ruchy oczu pozostają zachowane do późnych stadiów. Pacjent jest w pełni świadomy, uwięziony w sparaliżowanym ciele. To sprawia, że ALS jest jedną z najbardziej traumatycznych chorób neurologicznych zarówno dla pacjenta, jak i rodziny.

„ALS to choroba, która zabiera wszystko, ale zostawia umysł” — powiedział mi kiedyś pacjent z zaawansowanym ALS, komunikujący się przez komputer sterowany ruchem oczu. „Widzę, słyszę, myślę, czuję. Ale nie mogę się poruszyć, nie mogę mówić, nie mogę oddychać samodzielnie. To jak być pochowanym żywcem.”

Mediana przeżycia od diagnozy ALS wynosi dwa do pięciu lat. Około dziesięć procent pacjentów żyje dłużej niż dziesięć lat. Najsłynniejszy przykład to Stephen Hawking, genialny fizyk teoretyczny, który żył z ALS ponad pięćdziesiąt lat — wyjątkowo rzadki przypadek. Większość pacjentów umiera z powodu niewydolności oddechowej lub powikłań (zapalenie płuc aspiracyjne).

5.2. Diagnostyka

„Jak rozpoznajemy ALS?” — to pytanie, które słyszę od rodzin pacjentów. „Czy jest jeden test, który potwierdzi lub wykluczy diagnozę?” Muszę ich rozczarować. „Nie. ALS to diagnoza kliniczna, wspierana badaniami, ale ostatecznie opierająca się na ekspertyzę neurologa.”

Kryteria diagnostyczne — kryteria El Escorial, opracowane przez World Federation of Neurology, wymagają obecności objawów degeneracji LMN (osłabienie, zaniki, fascykulacje) i UMN (wzmożone odruchy, spastyczność, Babińskiego) w co najmniej dwóch regionach ciała (regionami są: opuszkowy — mięśnie głowy i szyi, szyjny — kończyny górne i oddechowe, piersiowy — tułów, lędźwiowo-krzyżowy — kończyny dolne) oraz postępującej progresji objawów, przy braku innych możliwych przyczyn.

Badanie kliniczne pacjenta z podejrzeniem ALS jest systematyczne i czasochłonne. Zaczynam od szczegółowego wywiadu. „Kiedy zauważył pan pierwsze objawy? Które części ciała były dotknięte najpierw? Jak szybko się rozprzestrzeniały? Czy są trudności z mówieniem, połykaniem, oddychaniem? Historia rodzinna chorób neurologicznych?”

Badanie neurologiczne: ocena siły mięśniowej wszystkich grup — szyja, ramiona, łokcie, nadgarstki, palce, biodra, kolana, stopy. Skala MRC (Medical Research Council): pięć — pełna siła, cztery — ruch przeciw oporowi, ale słabszy niż normalny, trzy — ruch przeciw grawitacji, ale nie przeciw oporowi, dwa — ruch tylko po wyeliminowaniu grawitacji, jeden — ledwo wyczuwalna kontrakcja, zero — całkowity paraliż.

Obserwuję zaniki mięśniowe — mierzę obwody kończyn taśmą, porównuję prawą z lewą, oceniam wizualnie. Fascykulacje — proszę pacjenta się rozluźnić, obserwuję mięśnie ramion, ud, łydek, brzucha przez kilka minut. Czasem lekko opukuję mięsień — wywołuje fascykulacje.

Badanie odruchów — młoteczkiem neurologicznym. Odruchy głębokie (kolanowy, Achillesa, biodrowy, łokciowy, ramieniowy) — w ALS zazwyczaj wzmożone (UMN), ale czasem zniesione (LMN, jeśli zanik jest zaawansowany). Objaw Babińskiego — draśnięcie podeszwy stopy powoduje wyprostowanie palucha zamiast zgięcia — objaw uszkodzenia UMN.

Badanie opuszkowe: proszę pacjenta otworzyć usta, wysunąć język — obserwuję zaniki, fascykulacje języka (bardzo charakterystyczne dla ALS opuszkowego). „Proszę powiedzieć „aaaa”. ” Dyzartria? Nosowość? „Proszę przełknąć ślinę.” Trudności?

Badanie oddechowe: spirometria przy łóżku — pomiar pojemności życiowej (FVC — forced vital capacity). Normalna FVC to około stu procent wartości przewidywanej dla wieku, płci, wzrostu. W ALS FVC spada, gdy osłabiają się mięśnie oddechowe. FVC poniżej pięćdziesięciu procent wskazuje na niewydolność oddechową.

Kluczowe w diagnostyce ALS jest badanie elektrofizjologiczne — elektromiografia (EMG) i badanie przewodnictwa nerwowego (ENG, electroneurography). EMG wykonuje neurolog lub neurofizjolog kliniczny, wprowadzając cienką igłę-elektrodę do mięśni i rejestrując ich aktywność elektryczną.

W spoczynku zdrowy mięsień jest elektrycznie cichy. W ALS obserwujemy fascykulacje — spontaniczne wyładowania pojedynczych jednostek ruchowych. Fibrylacje i dodatnie fale ostre — wyładowania pojedynczych włókien mięśniowych, wskazujące na denerwację. Podczas kontrakcji widzimy powiększone, przedłużone potencjały jednostek ruchowych — efekt reinerwacji, gdy pozostałe żywe neurony „adoptują” denerwowane włókna mięśniowe.

EMG musi wykazać zmiany denerwacyjne (LMN) w co najmniej dwóch regionach ciała, by spełnić kryteria diagnostyczne ALS. ENG — badanie przewodnictwa nerwów czuciowych i ruchowych — jest zazwyczaj prawidłowe w ALS (odróżnia od neuropatii obwodowych, gdzie przewodnictwo jest zaburzone).

Obrazowanie mózgu i rdzenia — MRI — nie jest diagnostyczne dla ALS, ale wykonujemy je, by wykluczyć inne przyczyny. W ALS MRI może być całkowicie prawidłowe lub pokazywać subtelne zmiany: hipointensywny sygnał w drodze korowo-rdzeniowej w sekwencjach T2 (glioza), atrofia kory ruchowej. Główna rola MRI to wykluczenie mielopatii szyjnej (ucisk na rdzeń przez dyskopatię, zwężenie kanału), guzów rdzenia, syringomielii.

Badania laboratoryjne: morfologia, elektrolity, funkcja nerek i wątroby, CK (kinaza kreatynowa — często podwyższona w ALS z powodu zaniku mięśni), TSH (wykluczamy niedoczynność tarczycy), poziom witaminy B12, elektroforeza białek (wykluczamy gammapatię monoklonalną). U pacjentów z objawami opuszkowymi — przeciwciała przeciwko receptorowi acetylocholiny i MuSK (wykluczamy myasthenia gravis).

Badania genetyczne: u pacjentów z wywiadem rodzinnym lub młodych (poniżej czterdziestego roku życia) rozważamy panel genów ALS (SOD1, C9orf72, FUS, TARDBP). Testowanie genetyczne ma implikacje nie tylko diagnostyczne, ale także prognostyczne (niektóre mutacje mają lepsze lub gorsze rokowanie) i rodzinne (ryzyko dla krewnych).

Diagnostyka różnicowa ALS jest szeroka, szczególnie we wczesnych stadiach. Mielopatia szyjna z radiculopatią — może imitować osłabienie kończyn górnych, zaniki, fascykulacje. MRI szyi wykluczy. Wieloogniskowa neuropatia ruchowa z blokiem przewodzenia (MMN — multifocal motor neuropathy) — przypomina ALS, ale jest leczalna immunoglobulinami. ENG pokazuje bloki przewodzenia. Przeciwciała anty-GM1 często dodatnie. Myasthenia gravis — zaburzenia połykania, mowy, osłabienie — ale zmienne w ciągu dnia, lepiej po odpoczynku. Test z prostigminą, przeciwciała, EMG powtórzeniowe. Miopatię wtrętową (inclusion body myositis) — zaniki, osłabienie, ale powolna progresja, EMG pokazuje cechy miopatyczne i neuropatyczne. Biopsja mięśnia diagnostyczna.

„ALS jest diagnozą wykluczenia” — mówię rezydentom. „Musisz wykluczyć wszystkie leczalne przyczyny, zanim powiesz pacjentowi, że ma ALS. Bo to wyrok. A jeśli się pomylisz i pacjent ma MMN lub myasthenia, którą można leczyć — to tragedia.”

5.3. Leczenie farmakologiczne i operacyjne

„Czy ALS można wyleczyć?” Tomasz zadał mi to pytanie z rozpaczliwą nadzieją w oczach podczas wizyty, na której przekazałem diagnozę. Musiałem być brutalnie szczery. „Nie, Tomku. Nie możemy wyleczyć ALS. Nie możemy zatrzymać degeneracji neuronów ruchowych. Ale możemy spowolnić progresję, złagodzić objawy, przedłużyć życie, poprawić jego jakość. I to robimy.”

Leczenie modyfikujące przebieg choroby — obecnie mamy trzy zatwierdzone leki, choć żaden nie jest cudem.

Riluzol (Rilutek) był pierwszym lekiem zatwierdzonym dla ALS, w 1995 roku. Mechanizm działania: hamuje uwalnianie glutaminianu (neuroprzekaźnika), zmniejszając eksytotoksyczność. Badania kliniczne pokazały, że riluzol przedłuża przeżycie o dwa do trzech miesiące średnio. To niewiele, ale statystycznie znaczące. Dawka: pięćdziesiąt miligramów dwa razy dziennie, na pusty żołądek (godzinę przed jedzeniem lub dwie godziny po). Skutki uboczne: nudności, biegunka, podwyższone enzymy wątrobowe (monitorujemy ALT, AST co miesiąc przez pierwsze trzy miesiące, potem co trzy miesiące). Ogólnie dobrze tolerowany. Koszt w Polsce: refundowany przez NFZ.

Edaravon (Radicava, Radicut) — zatwierdzony w Japonii w 2015, w USA w 2017. Mechanizm: antyoksydant, zmniejsza stres oksydacyjny. Badania kliniczne pokazały spowolnienie pogorszenia funkcji w podgrupie pacjentów (wczesne stadia, szybka progresja). Podawany dożylnie w cyklach: sześćdziesiąt miligramów dożylnie przez godzinę, codziennie przez czternaście dni, potem czternastodniowa przerwa — cykl powtarzany. Logistycznie trudne (wymaga codziennych wizyt w szpitalu lub klinice przez dwa tygodnie w miesiącu). Skutki uboczne: siniaki w miejscach wkłuć, ból głowy, trudności z chodzeniem (paradoksalnie). Koszt: bardzo wysoki, w Polsce nie refundowany, stosowany rzadko.

Tofersen (Qalsody) — zatwierdzony przez FDA w 2023, pierwszy lek ukierunkowany genetycznie. Antysensowny oligonukleotyd (ASO) skierowany przeciwko mRNA genu SOD1, zmniejsza produkcję mutantowego białka SOD1. Tylko dla pacjentów z potwierdzoną mutacją SOD1 (około dwa procent wszystkich ALS). Podawany dootrzewnowo (punkcja lędźwiowa) — sto miligramów co czternaście dni przez trzy dawki (dawki nasycające), potem sto miligramów co dwadzieścia osiem dni. Badania pokazały zmniejszenie poziomu SOD1 w płynie mózgowo-rdzeniowym i spowolnienie progresji u niektórych pacjentów. Skutki uboczne: ból głowy, ból pleców, upadki (możliwe z samej procedury punkcji). Koszt: astronomiczny (setki tysięcy dolarów rocznie), dostępność ograniczona.

„Dlaczego te leki tak mało pomagają?” — zapytała żona Tomasza. „Bo ALS to wieloczynnikowa choroba” — wyjaśniłem. „Nie jest to pojedynczy mechanizm, który możemy zablokować. To kaskada toksycznych procesów — eksytotoksyczność, stres oksydacyjny, agregaty białek, neuroinflammacja, dysfunkcja mitochondriów. Blokowanie jednego mechanizmu ma ograniczony efekt. Potrzebujemy terapii kombinowanych, celowanych, genowych. Badania trwają.”

Leczenie objawowe jest równie ważne jak modyfikujące przebieg — często ważniejsze dla pacjenta.

Spastyczność — sztywność, bolesne kurcze mięśni. Leczenie: baklofen (Lioresal) dziesięć do osiemdziesięciu miligramów dziennie, podzielone na trzy do cztery dawki, stopniowo zwiększane. Tizanidyna (Sirdalud) dwa do dwadzieścia cztery miligramy dziennie, podzielone. Skutki uboczne: sedacja, osłabienie (paradoksalnie). U pacjentów z ciężką spastycznością — pompa baklofenowa (implantowane urządzenie podające baklofen bezpośrednio do płynu mózgowo-rdzeniowego, omijając barierę krew-mózg, pozwala na mniejsze dawki z większym efektem).

Ślinotok — nadmierna produkcja śliny lub trudności z połykaniem śliny, prowadzące do wyciekania z ust. Bardzo uciążliwe społecznie. Leczenie: leki antycholinergiczne (amitryptylina dwadzieścia pięć do siedemdziesiąt pięć miligramów wieczorem, glikopirolan jeden do dwóch miligramów trzy razy dziennie), plastry skopolaminowe (za uchem, stosowane w chorobie lokomocyjnej). Iniekcje toksyny botulinowej do gruczołów ślinowych (zmniejsza produkcję śliny na trzy do sześciu miesięcy).

Zaburzenia połykania (dysfagia) — stopniowo postępujące. Początkowo trudności z pokarmami stałymi (mięso, chleb), później płyny. Interwencje: modyfikacja diety — miksowane potrawy, zagęszczone płyny. Konsultacja logopedy — ćwiczenia połykania, techniki bezpiecznego połykania. Gdy połykanie staje się niebezpieczne (aspiracja, ubytek masy ciała, odwodnienie) — gastrostomia (PEG — percutaneous endoscopic gastrostomy).

Procedura PEG: pacjent na czczo, sedacja dożylna (midazolam, fentanyl). Gastroskopia — wprowadzenie endoskopu przez usta do żołądka. Wizualizacja ściany żołądka od wewnątrz. Asystent dezinferuje skórę brzucha, anestezja miejscowa lidokainą. Endoskopista przesyła światło endoskopu przez ścianę brzucha (widoczne jako jasna plama na skórze). Asystent nakłuwa igłą w miejscu świetlnym, przebijając skórę, ścianę brzucha, ścianę żołądka — widoczne w endoskopie. Przez igłę wprowadza prowadnik, chwytany szczypczykami przez endoskop, wyciągany przez usta. Do prowadnika przyłącza się sondę PEG, ciągnie się prowadnik z powrotem przez usta, żołądek, ścianę brzucha — sonda PEG wchodzi do żołądka, jej koniec wystaje przez ścianę brzucha. Przymocowuje się płytkę wewnętrzną (w żołądku) i zewnętrzną (na skórze). Całość trwa piętnaście do trzydzieści minut.

Przez PEG podaje się płynne pokarmy (preparaty odżywcze typu Nutrison, Fresubin), leki, wodę. Pacjent może nadal jeść doustnie na komfort (ulubione potrawy, smaki), jeśli chce i jest bezpieczne, ale główne odżywianie przez PEG.

Zaburzenia oddychania — kluczowy aspekt opieki w ALS. Monitorujemy regularnie: spirometria (FVC), gazometria, oksymetria nocna, badanie snu (jeśli podejrzewamy zaburzenia oddychania w czasie snu). Gdy FVC spada poniżej siedemdziesięciu procent lub pacjent ma objawy (duszność, ortopnea, zaburzenia snu, poranne bóle głowy) — dyskusja o wspomaganiu oddychania.

Nieinwazyjna wentylacja mechaniczna (NIV — non-invasive ventilation) — urządzenie BPAP lub CPAP dostarczające powietrze przez maskę nosową lub twarzową. Początkowo w nocy (koryguje hipoventylację nocną), później także w dzień, w miarę nasilania niewydolności. NIV przedłuża życie (średnio o siedem do dwanaście miesięcy), poprawia jakość życia (mniej duszności, lepszy sen).

Gdy NIV nie wystarcza lub pacjent nie toleruje maski (w zaawansowanym ALS opuszkowym, gdy mięśnie twarzy są słabe), alternatywa to tracheostomia i wentylacja inwazyjna. Procedura tracheostomii: nacięcie na przedniej powierzchni szyi poniżej krtani, przecięcie pierścieni tchawicy, wprowadzenie rurki tracheostomijnej (canulli), połączenie z respiratorem. Pacjent oddycha przez rurkę, może być wentylowany dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Decyzja o tracheostomii i wentylacji inwazyjnej jest najtrudniejszą w opiece nad pacjentem z ALS. Przedłuża życie — pacjenci na respiratorze mogą żyć lata. Ale jakość? Całkowicie sparaliżowany, zależny od respiratora, wymaga opieki dwadzieścia cztery godziny na dobę. Komunikacja tylko przez ruchy oczu (komputer sterowany wzrokiem). Niektórzy pacjenci wybierają to — chcą żyć, mimo wszystko. Inni odmawiają — wybierają naturalną śmierć z niewydolności oddechowej.

„To najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podejmujemy w medycynie” — powiedziałem Tomaszowi i jego żonie, gdy rozmawialiśmy o opcjach oddechowych. „Nie ma dobrej ani złej odpowiedzi. To zależy od wartości pacjenta, rodziny, zasobów. Musisz zdecydować, Tomku, zanim dojdziesz do punktu, gdy nie będziesz mógł mówić. Co chcesz?”

Leczenie bólu — ból w ALS wynika głównie ze spastyczności, unieruchomienia, kontraktur stawowych. Leczenie: leki przeciwbólowe (paracetamol, NLPZ, opioidy — tramadol, morfina), fizjoterapia (delikatne rozciąganie, mobilizacja), orteza (szyny zapobiegające kontrakturom).

Depresja i lęk — naturalne reakcje na śmiertelną diagnozę. Leczenie: psychoterapia, wsparcie psychologa, grupy wsparcia dla pacjentów z ALS. Farmakologicznie: SSRI (sertalina pięćdziesiąt do stu miligramów, escitalopram dziesięć do dwudziestu miligramów), leki przeciwlękowe (krótkotrwale benzdiazepiny — lorazepam, alprazolam).

Leczenie operacyjne w sensie neurochirurgicznym nie istnieje — nie ma operacji, która naprawiłaby umierające neurony. Jedyne „operacje” to procedury wspomagające opisane wyżej — PEG, tracheostomia.

Opieka multidyscyplinarna — złoty standard w ALS. Zespół: neurolog, pielęgniarka koordynująca, fizjoterapeuta, terapeuta zajęciowy, logopeda, dietetyk, psycholog, pracownik socjalny, lekarz opieki paliatywnej. Regularne wizyty (co trzy miesiące we wczesnych stadiach, częściej w zaawansowanych), ocena postępu, dostosowanie leczenia, wsparcie.

5.4. Rokowanie i powikłania

„Ile mi zostało?” Tomasz zadał mi to pytanie bezpośrednio podczas drugiej wizyty po diagnozie. Jego żona, Magda, siedziała obok, trzymając go za rękę, łzy w oczach. „Nie unikaj odpowiedzi, profesorze. Muszę wiedzieć. Muszę zaplanować.”

Spojrzałem mu w oczy. „Mediana przeżycia od diagnozy ALS wynosi dwa do pięciu lat, Tomku. Połowa pacjentów żyje krócej, połowa dłużej. Ale to statystyki. Ty nie jesteś statystyką. Niektórzy pacjenci żyją rok, niektórzy dziesięć, piętnaście lat. Stephen Hawking żył ponad pięćdziesiąt lat.”

„Co wpływa na rokowanie?” — zapytała Magda. „Kilka czynników. Wiek zachorowania — młodsi pacjenci zazwyczaj żyją dłużej. Forma choroby — postać opuszkowa ma gorsze rokowanie niż rdzeniowa, średnie przeżycie dwa do trzech lata versus trzy do pięć lat. Szybkość progresji we wczesnej fazie — jeśli objawy postępują szybko w pierwszych miesiącach, zazwyczaj choroba jest agresywniejsza. FVC przy diagnozie — niższa FVC gorsze rokowanie. Tomek ma czterdzieści trzy lata, postać rdzeniową, FVC dziewięćdziesiąt procent. To relatywnie korzystne czynniki.”

Ale ALS jest nieprzewidywalne. Widziałem pacjentów z „korzystnymi” czynnikami, którzy zmarli w ciągu osiemnastu miesięcy. I pacjentów z „niekorzystnymi”, którzy żyli osiem lat.

Przebieg kliniczny ALS: we wczesnych stadiach (stadium I, II w skali King’s) — osłabienie w jednej lub dwóch kończynach, pacjent nadal samodzielny, chodzi, pracuje. Stadium III — osłabienie w większości kończyn, pacjent potrzebuje pomocy w niektórych czynnościach, może używać laski, balkonika. Stadium IVa — ciężkie osłabienie, pacjent na wózku inwalidzkim, zależny w większości czynności życia codziennego. FVC nadal powyżej pięćdziesięciu procent. Stadium IVb — jak IVa plus FVC poniżej pięćdziesiąt procent, wymaga NIV. Stadium V — całkowita zależność, wentylacja mechaniczna (NIV lub inwazyjna) lub śmierć.

Większość pacjentów przechodzi przez te stadia w ciągu dwóch do pięciu lat. Progresja jest zazwyczaj liniowa — gdy objawy zaczynają postępować, tempo pozostaje względnie stałe. Rzadko ALS zwalnia lub plateau — u mniej niż pięciu procent pacjentów.

Powikłania ALS — większość związana z postępującym paraliżem.

Niewydolność oddechowa — najczęstsza przyczyna zgonu, u około osiemdziesiąt procent pacjentów. Gdy mięśnie oddechowe (przepona, międzyżebrowe) osłabią się, pacjent nie może skutecznie wentylować płuc. Gromadzi się CO2, spada O2. Początkowo tylko w nocy (hipoventylacja nocna), później także w dzień. Objawy: duszność, ortopnea, zaburzenia snu, koszmary, poranne bóle głowy, senność w ciągu dnia, trudności z koncentracją, utrata apetytu. Nieleczona prowadzi do narastającej duszności, śpiączki hiperapnicznej, śmierci.

Leczenie: NIV, jak opisane. Jeśli pacjent odmawia NIV lub tracheostomii — opieka paliatywna: morfina (łagodzi duszność, redukuje lęk), benzdiazepiny (łagodzą lęk), tlen (komfort, choć nie zmienia wyniku).

Zapalenie płuc aspiracyjne — przedostawanie się treści pokarmowej, śliny do dróg oddechowych z powodu dysfagii, prowadzące do bakteryjnego zapalenia płuc. Objawy: gorączka, kaszel, duszność. Leczenie: antybiotyki (amoksycylina z kwasem klawulanowym, ceftriakson). Profilaktyka: PEG, gdy połykanie staje się niebezpieczne.

Zaburzenia odżywiania — pacjenci z dysfagią jedzą mniej, tracą masę ciała, ulegają odwodnieniu. Niedożywienie pogarsza słabość mięśniową, opóźnia gojenie, osłabia układ odpornościowy. Leczenie: PEG.

Unieruchomienie — prowadzi do kontraktur stawowych (stawy „zamarzają” w zgięciu), odleżyn, zakrzepicy żył głębokich, zatorowości płucnej. Profilaktyka: fizjoterapia (bierne ruchy stawów), ortezy (szyny utrzymujące stawy w pozycji funkcjonalnej), regularne obracanie (zapobiega odleżynom), pończochy przeciwzakrzepowe, czasem profilaktyczna heparyna drobnocząsteczkowa.

Komunikacja — w zaawansowanych stadiach, gdy mowa staje się niemożliwa, pacjenci używają alternatywnych metod. Tabliczki z literami (pacjent wskazuje wzrokiem). Komputery z oprogramowaniem sterowanym wzrokiem (eye tracking) — pacjent patrzy na litery na ekranie, komputer śledzi ruchy gałek ocznych, składa słowa, może generować mowę syntetyczną. Stephen Hawking używał takiego systemu przez dekady.

Zespół locked-in — w najcięższych przypadkach, gdy paraliż jest całkowity, a pacjent może poruszać tylko oczami (ruchy oczu kontrolowane przez nerwy czaszkowe III, IV, VI, które są zazwyczaj oszczędzone w ALS do późnych stadiów). Pacjent jest w pełni świadomy, ale całkowicie unieruchomiony, komunikuje się tylko mruganiem lub ruchem oczu. To jeden z najbardziej przerażających stanów w medycynie.

Decyzje końca życia — najważniejsze i najtrudniejsze. Pacjent z ALS powinien wyrazić swoje preferencje wcześnie, gdy może jeszcze mówić i decydować. Advance directives (oświadczenie woli) — czy chce NIV? Czy chce tracheostomii i wentylacji inwazyjnej? Czy chce resuscytacji w przypadku zatrzymania krążenia (zazwyczaj nieudane w terminalnym ALS)? Czy chce PEG? Jakie interwencje w przypadku zapalenia płuc, innych infekcji?

„Rozmawiaj o tym wcześnie” — radziłem Tomaszowi. „Zanim stracisz zdolność mówienia. Powiedz rodzinie, co chcesz. Napisz. Sformalizuj. Bo w momencie kryzysu — gdy nie możesz mówić, gdy jesteś na skraju niewydolności oddechowej — rodzina będzie musiała decydować. I będzie to łatwiejsze dla nich, jeśli będą znać twoją wolę.”

Opieka paliatywna i hospicjum — dla pacjentów, którzy odmawiają agresywnych interwencji lub są w terminalnej fazie. Cel: komfort, godność, łagodzenie cierpienia. Opieka w domu lub hospicjum stacjonarnym. Leki: morfina (ból, duszność), midazolam (lęk, agitacja), hiosynamin (zmniejsza ślinotok), leki przeciwwymiotne. Wsparcie rodziny — psychologiczne, duchowe, praktyczne.

Śmierć w ALS, gdy pacjent odmawia wentylacji inwazyjnej, następuje zazwyczaj z niewydolności oddechowej. Proces może być spokojny, jeśli jest odpowiednio zarządzany paliatywnie — pacjent zasypany morfiną i benzodiazepinami, nie cierpiący z duszności, otoczony rodziną, umierający we śnie.

5.5. Historia pacjenta: „Maraton Tomasza”

Tomasz Kowalski biegał, odkąd skończył trzydzieści lat. Nie był naturalnym sportowcem — w młodości był szczupłym, nieco niezdarnym chłopakiem, unikającym sportu. Ale w trzeciej dekadzie życia, pracując jako inżynier w firmie IT, czując, że życie spędza za biurkiem, postanowił się zmienić. Zaczął biegać.

Pierwszy kilometr był torturą. Zadyszka, ból w boku, nogi jak z ołowiu. Ale kontynuował. Tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. W pierwszym roku przebiegł swoje pierwsze pięć kilometrów bez zatrzymania. Uczucie było niesamowite — euforia biegacza, o której czytał. W drugim roku pół maraton. W trzecim — maraton, Krakowski Maraton. Czas cztery godziny dwadzieścia minut. Nie błyskawiczny, ale finiszował, nie szedł.

Bieganie stało się jego życiem. Ultramaratony — pięćdziesiąt kilometrów, sto kilometrów. Górskie biegi. Treningi sześć dni w tygodniu. Społeczność biegaczy — przyjaźnie, wspólne wyjazdy na zawody. Żona, Magda, początkowo sceptyczna, zaakceptowała tę pasję — widziała, jak Tomasz jest szczęśliwy.

W wieku czterdziestu trzech lat Tomasz był w najlepszej formie życia. Szczupły, umięśniony, spoczynkowe tętno pięćdziesiąt uderzeń na minutę. Planował wziąć udział w biegu przez Tatry — Rysy Skymarathon.

Wiosną zauważył pierwsze objawy. Podczas długiego biegu treningowego, czterdzieści kilometrów przez wzgórza, bidon — butelka z wodą — wypadł mu z ręki. Podniósł, kontynuował. Kilka kilometrów dalej — znowu. „Dziwne” — pomyślał. „Ręka zmęczona?” Po powrocie do domu próbował otworzyć butelkę wody — trudności. Prawa ręka nie chwytała mocno.

Następne tygodnie przyniosły więcej problemów. Trudności z zapinaniem guzików koszuli. Klucze wypadały z ręki. W pracy — pisanie na klawiaturze stawało się niezgrabne, prawa ręka opóźniała się. „Może nadwyrężyłem mięsień podczas treningu” — mówił Magdzie. „Odpocznę kilka dni.”

Ale odpoczynek nie pomógł. Po dwóch tygodniach bez biegania ręka była jeszcze słabsza. I Tomasz zauważył coś niepokojącego — jego prawa dłoń wyglądała… chudziej. Mięśnie kłębu kciuka, które wcześniej były wyraźne, wydawały się zapadnięte. I dziwne drgania pod skórą — jak gdyby pod skórą coś się ruszało.

Poszedł do lekarza rodzinnego. Doktor Nowak zbadał go, zmartwił się. „Tomasz, to nie jest zwykłe nadwyrężenie. Skieruję cię do neurologa.” To było w kwietniu. Wizyta u mnie — u profesora, którym ja jestem — odbyła się w maju.

Przeprowadziłem dokładne badanie. Osłabienie prawej ręki — siła cztery na pięć w skali MRC. Zaniki mięśni dłoni. Fascykulacje widoczne w ramieniu, łopatce. Odruchy — wzmożone obustronne, objaw Babińskiego po prawej stronie. „Tomku, to wygląda na chorobę neuronu ruchowego. Musimy to potwierdzić badaniami.”

EMG tydzień później pokazało zmiany denerwacyjne w prawej ręce, ramieniu, oraz — co było złym znakiem — także w lewej ręce (choć klinicznie jeszcze bez objawów) i prawej nodze. Rozprzestrzeniało się. MRI szyjne wykluczyło ucisk. Badania krwi — prawidłowe, poza lekko podwyższoną CK.

Przekazałem diagnozę podczas kolejnej wizyty. „Tomku, to stwardnienie zanikowe boczne — ALS.” Słowa zabrzmiały jak wyrok śmierci. Tomasz zbladł, a potem — co mnie zaskoczyło — zapytał spokojnie: „Ile mi zostało?” Powiedziałem prawdę. Magda płakała. Tomasz nie. Siedział w milczeniu przez długi czas.

„Mogę jeszcze biegać?” — zapytał w końcu. „Na razie tak. Dopóki nogi cię niosą. Aktywność fizyczna nie pogarsza ALS. Jeśli czujesz się na siłach — biega.”

Tomasz biegał. Mimo słabnącej ręki, mimo diagnozy, mimo lęku. „Nie pozwolę, by ALS zabrał mi to, czego kocham, dopóki jeszcze mogę” — mówił. Przebiegł półmaraton w czerwcu — czas gorszy niż zwykle, dwie godziny trzydzieści minut, ale finiszował. Zdjęcie z mety, uśmiechnięty, medal na szyi — Magda je oprawiła.

Rozpoczęliśmy riluzol. „Nie wyleczy, ale może spowolnić” — wyjaśniłem. Tomasz przyjął to pragmatycznie. „Każdy miesiąc się liczy.”

Choroba postępowała. Do jesieni lewa ręka zaczęła słabnąć. Obie ręce teraz — zaniki, fascykulacje. Tomasz nie mógł już utrzymać bidonów podczas biegania. Przestał startować w zawodach. Ale nadal biegał — krótkie dystanse, dziesięć, piętnaście kilometrów, wolno, ale biegł.

W grudniu nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Najpierw subtelnie — potykanie się podczas biegania, trudności na nierównościach. Potem wyraźniej — prawa noga osłabiona, podkurczała się podczas chodzenia. Tomasz zaczął używać laski.

„Nie mogę już biegać” — powiedział podczas wizyty w styczniu, rok po diagnozie. Łzy w oczach. „Próbowałem. Upadłem. Nie mogę.” To było dla niego gorsze niż diagnoza — utrata tego, co kochał, co definiowało go.

Ale Tomasz był wojownikiem. „Jeśli nie mogę biegać, będę chodzić. Jeśli nie mogę chodzić, będę jeździć wózkiem. Ale nie poddam się.” Przeszedł na treningi siłowni — ćwiczenia kończyn, dopóki mógł. Pływanie — nogi nie musiały dźwigać ciężaru. Magda pływała z nim, wspierała.

Do lata, osiemnaście miesięcy po diagnozie, Tomasz był na wózku inwalidzkim. Obie ręce słabe — mógł jeszcze używać lewej do podstawowych czynności, prawa praktycznie bezużyteczna. Nogi — głęboka pareza. FVC spadło do siedemdziesięciu procent.

Rozmawialiśmy o NIV. „Niedługo będziesz potrzebował wspomagania oddychania w nocy” — powiedziałem. „To przedłuży życie, poprawi jakość.” Tomasz zgodził się. Rozpoczął NIV w sierpniu — maska nosowa, urządzenie BPAP w nocy. „Śpię lepiej” — przyznał. „Nie budzę się z dusznościami.”

Zaburzenia połykania pojawiły się jesienią. Zakrztuszanie podczas picia wody. Kaszel podczas jedzenia. Utrata masy ciała — dziesięć kilogramów w trzy miesiące. „Pora na PEG” — powiedziałem. Tomasz zawahał się. „To znaczy, że się poddaję?” „Nie. To znaczy, że adaptujesz się. PEG to narzędzie, nie porażka.”

Procedura PEG w październiku. Bez powikłań. Tomasz zaczął odżywianie przez sondę — większość kalorii przez PEG, nadal jadł ulubione potrawy doustnie na smak, jeśli mógł bezpiecznie połknąć.

Mowa zaczęła słabnąć w grudniu, dwa lata po diagnozie. Tomek mówił wolniej, niewyraźnie, nosowo. Do stycznia prawie nie mówił — komunikował się przez tablet z aplikacją tekstowo-głosową. Pisał (lewą ręką, prawą nie mógł), tablet czytał na głos.

„Nie chcę tracheostomii” — napisał podczas wizyty w lutym. „Kiedy NIV przestanie wystarczać, kiedy oddychanie stanie się niemożliwe — pozwól mi odejść. W domu, z Magdą, spokojnie. Nie chcę lat na respiratorze, całkowicie sparaliżowany. To nie jest życie, które chcę.”

Magda płakała, ale rozumiała. „Uszanuję twoją wolę” — powiedziała. Sporządziliśmy formalne oświadczenie woli — nie do resuscytacji, nie do intubacji, nie do tracheostomii. Opieka paliatywna, gdy nadejdzie czas.

Wiosna i lato — Tomasz nadal walczył. Obie ręce bezużyteczne — karmiony przez PEG, opiekowany przez Magdę i pielęgniarkę. Nogi całkowicie sparaliżowane. Mowa utracona — komunikacja przez tablet sterowany wzrokiem (nauczył się używać eye tracking). FVC pięćdziesiąt procent, potem czterdzieści. NIV teraz także w dzień, kilka godzin.

„Chcę zobaczyć morze jeszcze raz” — napisał we wrześniu. Magda zorganizowała wyjazd — specjalnie przystosowany samochód, transport wózka, urządzenie BPAP na baterie. Pojechali nad Bałtyk. Tomasz siedział na plaży w wózku, patrząc na fale. Magda trzymała jego bezwładną rękę. Zdjęcie z tej chwili — Tomasz, chudy, na wózku, maska tlenowa, ale uśmiechnięty (uśmiech widoczny w oczach, nawet jeśli twarz była maskowata).

Październik przyniósł pogorszenie. FVC trzydzieści procent. NIV praktycznie cały czas, tylko krótkie przerwy. Duszność nawet z maską. Tomasz sygnalizował wzrokiem: „Czas.”

Skontaktowaliśmy się z hospicjum domowym. Zespół przyszedł — lekarz, pielęgniarka, psycholog. Ocenili, zaplanowali opiekę. Morfina w pompie podskórnej — małe dawki, łagodzące duszność. Midazolam — na lęk. Hiosynamin — na ślinotok.

Magda nie zostawiała go samego. Spała w fotelu przy jego łóżku, trzymając jego dłoń. Czytała mu książki, puszczała muzykę — klasyczna, którą kochał. Przychodziła rodzina, przyjaciele, żegnali się.

„Kocham cię” — napisał wzrokiem ostatniego dnia, gdy mógł jeszcze kontrolować komputer. Później, gdy i oko przestało słuchać, komunikacja ustała. Ale widziałem w jego oczach świadomość, obecność.

Tomasz zmarł spokojnie, w nocy, z niewydolności oddechowej, we śnie wywołanym morfiną i midazolamem. Magda była przy nim, trzymając go za rękę. Miał czterdzieści pięć lat. Dwa lata i osiem miesięcy od diagnozy.

Pogrzeb był tłumny — setki osób, biegaczy, którzy biegali z Tomaszem przez lata. Na trumnie — jego medal z ostatniego półmaratonu, buty do biegania. „Tomasz nie został pokonany przez ALS” — mówiła Magda w mowie pogrzebowej. „Walczył do końca, żył pełnią, dopóki mógł, odszedł na swoich warunkach, z godnością. To jest zwycięstwo.”

Spotkałem się z Magdą miesiąc po pogrzebie. „Jak się czujesz?” „Straszny żal. Ale też wdzięczność. Dostaliśmy prawie trzy lata od diagnozy. Niektórzy dostają mniej. Tomasz mógł biegać przez rok po diagnozie. Mogliśmy pojechać nad morze. Mogłam powiedzieć mu, że go kocham, i on mógł mi odpowiedzieć. Wiem, że odszedł, znając moją miłość. To więcej, niż wielu ludzi dostaje.”

„Czego nauczyłaś się z tego doświadczenia?” — zapytałem. Zastanowiła się długo. „Że życie to nie długość, ale głębokość. Tomasz żył więcej w te dwa lata z ALS niż wielu ludzi w pięćdziesiąt lat bez choroby. Każdy dzień był świadomy, ceniony. Każdy zachód słońca, każdy uśmiech, każde „kocham cię” — znaczyły wszystko. I nauczyłam się, że miłość to nie tylko radość, ale też służba. Opiekowałam się Tomaszem w najciemniejszych chwilach — karmienie, mycie, przewijanie. To było trudne. Ale to było też przywilejem. Bo mogłam być z nim, dla niego, do końca.”

ALS jest okrutne. Zabiera ciało, zachowując umysł, zmuszając pacjenta do obserwowania własnego zaniku. Nie ma lekarstwa. Większość umiera w ciągu kilku lat. To jedna z najgorszych diagnoz w neurologii.

Ale historia Tomasza to nie tylko historia ALS. To historia ludzkiej siły, godności, miłości. Tomasz nie wybrał choroby. Ale wybrał, jak z nią żyć — aktywnie, świadomie, na swoich warunkach. Wybrał, jak umrzeć — w domu, w spokoju, otoczony miłością.

„Czy kiedyś wyleczymy ALS?” — zapytała mnie Magda. „Mam taką nadzieję” — odpowiedziałem. „Badania trwają. Terapie genowe, komórkowe, immunologiczne. Może za dziesięć, dwadzieścia lat ALS będzie chorobą przewlekłą, nie wyrokiem śmierci. Ale do tego czasu — wszystko, co możemy robić, to złagodzić cierpienie, przedłużyć życie o ile to możliwe, i towarzyszyć pacjentom z godnością i współczuciem.”

To jest nasza rola jako lekarzy w obliczu ALS. Nie możemy wyleczyć. Ale możemy leczyć — objawy, ból, lęk. Możemy wspierać — pacjenta, rodzinę. Możemy szanować — wybory, autonomię, godność. I możemy dawać nadzieję — nie fałszywą nadzieję na cudowne wyleczenie, ale realną nadzieję na dobre dni wśród złych, na chwile radości wśród smutku, na spokojną śmierć po trudnym życiu.

Tomasz mi to pokazał. I za tę lekcję jestem mu wdzięczny.

ROZDZIAŁ 6: Choroba Huntingtona

6.1. Definicja i opis schorzenia

„Profesorze, widziałem moją przyszłość. I przerażała mnie.” Te słowa wypowiedziała do mnie Katarzyna Nowak, trzydziestoośmioletnia nauczycielka literatury, siedząc naprzeciwko mnie w gabinecie z wyrazem głębokiego niepokoju w oczach. „Moja mama miała czterdzieści dwa lata, gdy zaczęły się dziwne ruchy. Myśleliśmy, że to nerwica, stres. Ale potem przyszły zmiany osobowości, agresja, paranoję. W ciągu dziesięciu lat zamieniła się w obcą osobę — nie mówiła, nie chodziła, nie poznawała nas. Umarła w zakładzie psychiatrycznym, mając pięćdziesiąt cztery lata. Lekarze powiedzieli, że to choroba Huntingtona. A teraz ja zaczynam mieć podobne objawy.”

Spojrzałem na Katarzynę uważnie. „Jakie objawy zauważyłaś?” „Drobne szarpnięcia, mimowolne ruchy rąk, szczególnie gdy jestem zdenerwowana. Mój mąż mówi, że podczas snu wykonuję dziwne ruchy. I… zmiany nastroju. Wybucham gniewem bez powodu. To nie ja. Boję się, że jestem następna.”

Choroba Huntingtona — chorea Huntington, nazwana od George’a Huntingtona, amerykańskiego lekarza, który w 1872 roku opublikował szczegółowy opis „dziedzicznej pląsawicy” (hereditary chorea) obserwowanej w rodzinach na Long Island. Huntington miał wtedy zaledwie dwadzieścia dwa lata, świeżo po studiach medycznych, ale jego opis był tak precyzyjny, że choroba od tamtej pory nosi jego nazwisko.

„Huntington był trzecim pokoleniem lekarzy w swojej rodzinie” — opowiadałem podczas wykładu dla studentów medycyny. „Jego dziadek i ojciec także obserwowali te rodziny z dziedziczną pląsawicą, przez dziesięciolecia. George zebrał wszystkie obserwacje i sformułował kluczowe cechy choroby: dziedziczny charakter, rozpoczęcie w średnim wieku, progresywne zaburzenia ruchowe i mentalne prowadzące do śmierci. Był wizjonerem. W czasach, gdy nie znano genetyki, chromosomów, DNA, potrafił rozpoznać wzorzec dziedziczenia i przewidzieć, że „gdy raz choroba ta się pojawi w rodzinie, wiedzcie na pewno, że inni członkowie rodziny, jeśli żyją dostatecznie długo, nieuchronnie doznają jej w końcu”.”

Choroba Huntingtona jest autosomalnie dominującą chorobą neurodegeneracyjną, charakteryzującą się triadą objawów: pląsawica (chorea — gr. taniec), zaburzenia poznawcze prowadzące do otępienia, oraz zaburzenia psychiatryczne. Jest to choroba rzadka — częstość występowania wynosi około pięć do dziesięć na sto tysięcy osób w populacji zachodnioeuropejskiej. W Polsce żyje około dwóch do trzech tysięcy osób z chorobą Huntingtona.

Genetyka choroby Huntingtona jest fascynująca i — w pewnym sensie — prosta. W 1983 roku, po dziesięcioletnim wysiłku międzynarodowego zespołu naukowców kierowanego przez Nancy Wexler, zlokalizowano gen odpowiedzialny za chorobę Huntingtona na krótkim ramieniu chromosomu cztery. Dziesięć lat później, w 1993 roku, zidentyfikowano sam gen — huntingtinę (HTT) i jego mutację.

Gen HTT zawiera sekwencję powtarzającego się trójnukleotydu CAG (kodującego aminokwas glutaminę). U zdrowych osób liczba powtórzeń CAG wynosi od dziesięciu do trzydziestu pięciu. U osób z chorobą Huntingtona — trzydzieści sześć lub więcej. Im więcej powtórzeń, tym wcześniejszy wiek zachorowania i cięższa choroba. Trzydzieści sześć do trzydziestu dziewięciu powtórzeń — niepełna penetracja, osoba może, ale nie musi zachorować. Czterdzieści lub więcej — pełna penetracja, osoba nieuchronnie zachoruje, jeśli żyje dostatecznie długo.

„To jest jak genetyczna bomba zegarowa” — powiedziałem Katarzynie podczas konsultacji genetycznej. „Jeśli odziedziczyłaś zmutowany gen od matki, masz pięćdziesiąt procent szansy, bo choroba jest autosomalnie dominująca. Jeden zmutowany gen wystarczy, by choroba się ujawniła. Możemy to sprawdzić testem genetycznym. Ale musisz się zastanowić, czy chcesz wiedzieć.”

Patofizjologia choroby Huntingtona jest złożona. Zmutowane białko huntingtyny z rozszerzoną sekwencją poliglutaminową (polyQ) jest toksyczne dla neuronów. Agreguje wewnątrz komórek, zaburza transport wewnątrzkomórkowy, funkcję mitochondriów, transkrypcję genów. Prowadzi to do selektywnej śmierci neuronów w jądrze ogoniastym (nucleus caudatus) i skorupie (putamen) — strukturach prążkowia, części jąder podstawnych odpowiedzialnych za kontrolę ruchu i funkcje poznawcze.

Szczególnie wrażliwe są średnie kolczaste neurony GABA-ergiczne (medium spiny neurons) w prążkowiu. Ich śmierć prowadzi do atrofii jądra ogoniastego i skorupy — widocznej w obrazowaniu jako poszerzenie rogów przednich komór bocznych mózgu. Z czasem degeneracja rozszerza się na korę mózgową, szczególnie czołową i ciemieniową, prowadząc do otępienia.

Wiek zachorowania wynosi średnio trzydzieści pięć do czterdziestu pięć lat, choć zakres jest szeroki — od dzieciństwa (postać młodzieńcza, poniżej dwudziestego roku życia, około pięć procent przypadków) do starości (powyżej sześćdziesiątego roku, rzadko). Istnieje silna korelacja między liczbą powtórzeń CAG a wiekiem zachorowania: więcej powtórzeń — wcześniejszy początek. Ponad sześćdziesiąt powtórzeń — postać młodzieńcza (wariant Westphala), często dziedziczona od ojca, z powodu zjawiska antycypacji (liczba powtórzeń może zwiększać się podczas przekazywania przez spermatogenezę).

Objawy kliniczne choroby Huntingtona są charakterystyczne i postępujące. Najwcześniejsze, często niedoceniane, są subtelne zmiany osobowości i nastroju. Pacjent staje się drażliwy, apatyczny, impulsywny. Rodzina zauważa „jest inny, zmieniony”. Pojawiają się trudności z organizacją, planowaniem, podejmowaniem decyzji — zaburzenia funkcji wykonawczych.

Pląsawica — mimowolne, nieregularne, szybkie, choreatyczne ruchy — początkowo subtelna. Pacjent wykonuje dziwne grymasy twarzy, wzrusza ramionami, porusza palcami, jakby próbował coś chwycić w powietrzu. Często próbuje maskować te ruchy, zamieniając je w pozornie celowe gesty — dotyka twarzy, poprawia włosy, krzyżuje ręce. Ale wraz z progresją choroby pląsawica staje się wyraźna, upośledzająca. Pacjent rzuca się, wykręca, nie może ustać spokojnie, chód staje się tańczący, chwiejny. W zaawansowanych stadiach pląsawica czasem zmniejsza się, ustępując miejsca sztywności i spowolnieniu (szczególnie w postaci młodzieńczej, gdzie dominuje sztywność, nie pląsawica).

Pamiętam pana Jerzego, pięćdziesięciopięcioletniego pacjenta z zaawansowaną chorobą Huntingtona, którego widziałem na oddziale. Leżał w łóżku, jego ciało w ciągłym ruchu — ręce machały, nogi kopały, głowa kręciła się, twarz wykonywała grymasy. „Czy to boli?” — zapytał student. „Nie” — odpowiedział pan Jerzy, jednym z rzadkich momentów, gdy mógł mówić zrozumiale. „Ale jestem wyczerpany. Nie mogę przestać. To jak być w więzieniu własnego ciała.”

Zaburzenia mowy i połykania pojawiają się wraz z progresją. Mowa staje się niewyraźna, spowolniała, eksplozywna (pacjent wypluwa słowa nieregularnie). W końcu — niemożliwość komunikacji werbalnej. Połykanie zaburzone — zakrztuszanie, aspiracja, prowadzące do zapalenia płuc, głównej przyczyny zgonu.

Zaburzenia poznawcze postępują od subtelnych (trudności z pamięcią, uwagą, funkcjami wykonawczymi) do pełnoobjawowego otępienia podkorowego. Pacjent traci zdolność do abstrakcyjnego myślenia, planowania, uczenia się nowych informacji. W końcowych stadiach — głęboko otępienie, brak świadomości, stan wegetatywny.

Zaburzenia psychiatryczne są częste i często poprzedzają objawy ruchowe. Depresja dotyczy trzydziestu do czterdziestu procent pacjentów, często ciężka, z myślami samobójczymi (ryzyko samobójstwa w chorobie Huntingtona jest pięciokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej). Drażliwość, agresja, impulsywność. Obsesje, kompulsje. Psychozy — urojenia, halucynacje — u dziesięciu do dwudziestu pięciu procent. Apatia, utrata motywacji.

Przebieg choroby Huntingtona jest nieuchronnie postępujący. Od pierwszych objawów do śmierci mija średnio piętnaście do dwudziestu lat. Skala TFC (Total Functional Capacity) ocenia zdolność do pracy, zarządzania finansami, prowadzenia domu, samodzielnej opieki, oceniając stopień niepełnosprawności od trzynastu (pełna sprawność) do zera (całkowita zależność). Pacjenci przechodzą przez pięć stadiów Shoulson-Fahn: stadium I (TFC 11—13) — lekkie objawy, pacjent pracuje, funkcjonuje. Stadium II (TFC 7—10) — umiarkowane objawy, pacjent może pracować z pomocą, mieszkać samodzielnie. Stadium III (TFC 3—6) — niezdolny do pracy, wymaga pomocy w domu. Stadium IV (TFC 1—2) — wymaga intensywnej opieki. Stadium V (TFC 0) — całkowita zależność, unieruchomiony, nie komunikuje się.

„Choroba Huntingtona to nie tylko neurologiczna katastrofa” — mówiłem podczas konferencji rodzinnej. „To rodzinna tragedia. Każde dziecko osoby chorej ma pięćdziesiąt procent szansy na odziedziczenie genu. Rodzeństwo obserwuje rodziców umierających w straszliwy sposób, wiedząc, że może je spotkać to samo. Decyzje o testach predykcyjnych, o prokreacji — to dylematy etyczne, emocjonalne, egzystencjalne.”

6.2. Diagnostyka

„Jak rozpoznajemy chorobę Huntingtona?” — to pytanie, które zadają rodziny. „Czy jest pewny test?” Odpowiedź jest jednoznaczna: test genetyczny daje pewność diagnostyczną.

Kliniczny proces diagnostyczny zaczyna się od szczegółowego wywiadu. „Proszę opowiedzieć o objawach. Kiedy zauważyliście pierwsze zmiany? Jak się rozwijały?” Ale kluczowe pytanie to: „Czy ktoś w rodzinie miał podobne objawy? Czy są choroby neurologiczne lub psychiatryczne w rodzinie?”

Wywiad rodzinny w chorobie Huntingtona jest często dramatyczny. „Moja babcia była w szpitalu psychiatrycznym przez dwadzieścia lat. Umarła w wieku pięćdziesięciu lat. Nikt nie wiedział, co jej było.” „Mój wujek popełnił samobójstwo w wieku czterdziestu lat. Miał dziwne ruchy, zmiany osobowości.” „Moja matka miała „nerwicę”, która postępowała, aż nie mogła chodzić, mówić.” W epoce przed odkryciem genu i powszechnym testowaniem choroba Huntingtona była często błędnie diagnozowana jako schizofrenia, choroba afektywna dwubiegunowa, choroba Parkinsona, alkoholizm.

Badanie neurologiczne w chorobie Huntingtona ujawnia charakterystyczne cechy. Pląsawica — proszę pacjenta usiąść spokojnie, ręce na kolanach, stopy płasko na podłodze. Obserwuję przez kilka minut. Pacjent z chorobą Huntingtona nie może utrzymać pozycji — ręce poruszają się, palce wykonują ruchy fortepianowe, stopy wiercą, głowa odwraca, twarz grimasi. „Proszę wyciągnąć język i utrzymać.” Pacjent wysuwa język, ale nie może go utrzymać — wsuwa się i wysuwa, „język mlaskający” (tongue thrusting).

Badanie chodu: pacjent idzie chwiejnie, szeroko rozkraczonymi nogami, z nagłymi, nieprzewidywalnymi zmianami kierunku, jakby tańczył. Okularna dysmetria — proszę pacjenta szybko przesunąć wzrok z jednego punktu na drugi (np. z mojego nosa na palec, który trzymam z boku). Normalnie oczy przeskakują dokładnie. W chorobie Huntingtona — oczy nie trafiają, wymagają kilku małych sakkad korekcyjnych.

Funkcje poznawcze: testy przy łóżku — MMSE, MoCA — często pokazują zaburzenia funkcji wykonawczych, pamięci, orientacji. Test płynności słownej: „Proszę wymienić jak najwięcej zwierząt w minutę.” Zdrowa osoba wymienia piętnaście do dwudziestu. Pacjent z chorobą Huntingtona — pięć, siedem, z długimi pauzami.

Ocena psychiatryczna: wywiad dotyczący nastroju, myśli samobójczych, urojeń, halucynacji. Często wymagana konsultacja psychiatry.

Obrazowanie mózgu — MRI — jest kluczowe. W chorobie Huntingtona widzimy atrofię jądra ogoniastego i skorupy, prowadzącą do poszerzenia rogów przednich komór bocznych. W zaawansowanych stadiach — rozlana atrofia kory, poszerzenie bruzd, zmniejszenie objętości mózgu. Ale we wczesnych stadiach MRI może być prawidłowe lub pokazywać tylko subtelne zmiany.

Funkcjonalne obrazowanie — PET z FDG (fluorodeoksyglukoza) — pokazuje obniżony metabolizm glukozy w jądrach podstawnych i korze, korelujący z ciężkością choroby. Nie jest rutynowo używane diagnostycznie, ale w badaniach naukowych.

Kluczowe badanie diagnostyczne: test genetyczny — analiza DNA z krwi, sekwencjonowanie genu HTT, określenie liczby powtórzeń CAG. Wynik: liczba powtórzeń. Poniżej dwudziestu sześciu — norma. Dwadzieścia siedem do trzydziestu pięciu — „szara strefa”, bardzo rzadko związana z objawami w późnym wieku. Trzydzieści sześć do trzydziestu dziewięciu — niepełna penetracja, zwiększone ryzyko. Czterdzieści lub więcej — pełna penetracja, nieuchronne zachorowanie.

„Profesorze, czy powinnam zrobić test genetyczny?” — zapytała mnie Katarzyna podczas drugiej wizyty. „Widzę objawy, które mnie martwią. Ale boję się wyniku. Jeśli będzie pozytywny, to znaczy, że umrę tak jak mama.”

To pytanie o test predykcyjny — u osoby z objawami, którą podejrzewamy chorobę Huntingtona, test jest diagnostyczny. Ale u osoby bezobjawowej z rodzinnym wywiadem — test jest predykcyjny, mówi o przyszłości.

„Testowanie genetyczne w chorobie Huntingtona” — mówiłem podczas wykładu z bioetyki — „to jedno z najtrudniejszych zagadnień w medycynie genetycznej. Dajemy osobie informację o jej przyszłości — nieuchronnej, straszliwej chorobie, na którą nie mamy leczenia. Niektórzy chcą wiedzieć, by móc planować życie, podjąć decyzje o prokreacji, skorzystać z dostępnego czasu. Inni wolą nie wiedzieć, żyć nadzieją, że mogą być szczęśliwcami, którzy nie odziedziczyli genu.”

Protokół testowania predykcyjnego, opracowany przez International Huntington Association i World Federation of Neurology, wymaga: przynajmniej dwóch wizyt z genetykiem i psychologiem przed testem, edukacji o chorobie i konsekwencjach wyniku, potwierdzenia, że decyzja jest dobrowolna i świadoma, wsparcia po ogłoszeniu wyniku. Nie testujemy dzieci poniżej osiemnastego roku życia (chyba że mają objawy) — pozwalamy im podjąć decyzję jako dorośli.

„Jeśli zdecydujesz się na test, Katarzyno” — powiedziałem — „wspieraj cię przez cały proces. Niezależnie od wyniku.”

Diagnostyka różnicowa choroby Huntingtona obejmuje inne przyczyny pląsawicy. Pląsawica Sydenhama (po infekcji paciorkowcowej, u dzieci). Pląsawica indukowana lekami (neuroleptyki, lewodopa, doustne środki antykoncepcyjne). Hiperglikemia bez ketozy (u diabetyków). Nadczynność tarczycy. Toczeń rumieniowaty układowy. Inne choroby genetyczne: neuroacanthocytosis, choroba Wilsona (u młodych), zespoły spinocerebellar ataxia (SCA). Dokładny wywiad, badania laboratoryjne (glukoza, TSH, ceruloplazma), test genetyczny różnicują.

6.3. Leczenie farmakologiczne i operacyjne

„Czy możemy wyleczyć chorobę Huntingtona?” Katarzyna zapytała mnie to po otrzymaniu wyniku testu genetycznego — czterdzieści trzy powtórzenia CAG. Pozytywne. Musiałem być szczery. „Nie, Katarzyno. Nie możemy wyleczyć. Nie możemy zatrzymać degeneracji jąder podstawnych. Ale możemy leczyć objawy — pląsawicę, zaburzenia psychiatryczne. Możemy wspierać. I badania nad terapiami modyfikującymi trwają.”

Leczenie choroby Huntingtona jest symptomatyczne — celuje w konkretne objawy, nie w podstawowy mechanizm choroby.

Leczenie pląsawicy: leki tłumiące mimowolne ruchy. Tetrabenazyna (Xenazine) — mechanizm: deplecja monoamin (dopaminy, serotoniny, noradrenaliny) w zakończeniach nerwowych przez hamowanie pęcherzykowego transportera monoamin (VMAT2). Skuteczność: zmniejsza pląsawicę u większości pacjentów. Dawkowanie: zaczynamy od 12,5 mg raz dziennie rano, zwiększamy stopniowo co trzy do siedem dni o 12,5 mg, do dawki skutecznej. Maksymalna dawka: 200 mg dziennie, podzielone na dwie do trzech dawek (czas półtrwania krótki, wymaga wielokrotnego dawkowania). Typowa dawka skuteczna: 50—100 mg dziennie.

Skutki uboczne tetrabenazyny: sedacja, parkinsonizm (sztywność, spowolnienie — bo deplecja dopaminy), akathisia (niepokój ruchowy), depresja (do dwudziestu pięciu procent pacjentów — bo deplecja serotoniny), myśli samobójcze. Dlatego przed rozpoczęciem tetrabenazyny musimy ocenić stan psychiczny pacjenta, wykluczyć aktywną depresję, myśli samobójcze. Monitorujemy regularnie.

Deutetrabenazyna (Austedo) — deuterowany analog tetrabenazyny, zatwierdzony przez FDA w 2017. Deuterowanie (zamiana atomów wodoru na deuterium) zmienia metabolizm, wydłuża czas półtrwania, pozwala na dwukrotne dawkowanie dziennie (bardziej wygodne niż tetrabenazyna), ma mniej skutków ubocznych. Dawka: 6 mg dwa razy dziennie, zwiększamy co tydzień o 6 mg dziennie, maksymalnie 48 mg dziennie. W Polsce nie refundowana, stosowana rzadko.

Alternatywnie — leki antypsychotyczne atypowe, które blokują receptory dopaminy i zmniejszają pląsawicę. Risperidon (Risperdal) 0,5—6 mg dziennie, olanzapina (Zyprexa) 2,5—10 mg dziennie, kwetiapina (Seroquel) 25—300 mg dziennie. Skuteczne, ale skutki uboczne: sedacja, przyrost masy ciała, dyslipidemia, ryzyko cukrzycy, parkinsonizm. Typowe neuroleptyki (haloperidol) — skuteczne na pląsawicę, ale wysokie ryzyko parkinsonizmu, późnych dyskinez (paradoksalnie), stosujemy rzadko.

„Czy zawsze leczymy pląsawicę?” — zapytał rezydent. „Nie” — odpowiedziałem. „Leczymy, jeśli pląsawica jest upośledzająca, wpływa na funkcjonowanie, jest niebezpieczna (np. powoduje upadki). Łagodna pląsawica, która nie przeszkadza pacjentowi — nie wymaga leczenia. A w zaawansowanych stadiach pląsawica często samoistnie zmniejsza się.”

Leczenie depresji: krytyczne, bo depresja częsta, ciężka, zwiększa ryzyko samobójstwa. SSRI (selective serotonin reuptake inhibitors): sertalina (Zoloft) 50—200 mg dziennie, escitalopram (Cipralex) 10—20 mg, citalopram (Cipramil) 20—40 mg. Ogólnie dobrze tolerowane. Jeśli SSRI nie pomaga — mirtazapina (Remeron) 15—45 mg wieczorem (dodatkowo pomaga na sen, apetytu), bupropion (Wellbutrin) 150—300 mg (aktywizujący, dobry przy apatii). W ciężkich przypadkach — wenlafaksyna (SNRI) 75—225 mg.

Terapia elektrowstrząsowa (ECT) — u pacjentów z ciężką, oporną na leki depresją. Skuteczna, bezpieczna (choć kontrowersyjna publicznie). Seria sześciu do dwunastu zabiegów, trzy razy w tygodniu, w znieczuleniu ogólnym, z relaksacją mięśni.

Leczenie drażliwości, agresji, impulsywności: stabilizatory nastroju — walproinian sodu (Depakine) 500—2000 mg dziennie (monitorujemy poziom we krwi, enzymy wątrobowe), karbamazepina (Tegretol) 200—1200 mg. Leki antipsychotyczne — risperidon, olanzapina, kwetiapina — w małych dawkach.

Leczenie psychoz (urojeń, halucynacji): leki antipsychotyczne atypowe — kwetiapina 50—300 mg wieczorem (mniej objawów pozapiramidowych), olanzapina 5—20 mg, risperidon 1—4 mg. Unikamy typowych neuroleptyków (haloperidol) — wysokie ryzyko parkinsonizmu.

Leczenie bezsenności: higiena snu, melatonina 3—9 mg wieczorem (naturalna, bezpieczna), trazodone 25—100 mg wieczorem (przeciwdepresyjna z działaniem sedacyjnym), mirtazapina 7,5—15 mg. Unikamy benzodiazepin długotrwale (ryzyko uzależnienia, pogorszenie funkcji poznawczych, upadki).

Leczenie funkcji poznawczych: niestety, nie mamy skutecznych leków. Inhibitory cholinesterazy (donepezil, riwastygmina), używane w chorobie Alzheimera, nie działają w chorobie Huntingtona (inny mechanizm otępienia — podkorowy vs. korowy). Trwają badania nad lekami poprawiającymi funkcje wykonawcze, ale bez przełomów.

Wsparcie niefarmakologiczne: fizjoterapia — ćwiczenia równowagi, siły, elastyczności. Opóźnia unieruchomienie, zapobiega kontrakturom. Logopedia — ćwiczenia mowy, połykania. Opóźnia zaburzenia komunikacji, dysfagię. Terapia zajęciowa — adaptacja domu, pomoce ułatwiające codzienne czynności. Psychoterapia — wsparcie emocjonalne, strategie radzenia sobie, terapia rodzinna.

Odżywianie: pacjenci z chorobą Huntingtona często tracą masę ciała mimo normalnego lub zwiększonego apetytu — przez hipermetabolizm (ciągłe ruchy spalają kalorie), dysfagię. Dieta wysokokaloryczna, częste posiłki, suplementy. W zaawansowanych stadiach — PEG (gastrostomia), jak w ALS.

Leczenie operacyjne w sensie neurochirurgicznym: głęboka stymulacja mózgu (DBS) była eksperymentalnie testowana w chorobie Huntingtona. Cel: gałka blada wewnętrzna (GPi), mająca zmniejszyć pląsawicę. Wyniki mieszane — u niektórych pacjentów zmniejszenie pląsawicy, u innych brak efektu lub pogorszenie funkcji poznawczych. Nie jest standardem opieki, stosowana rzadko, głównie w ramach badań klinicznych.

Przeszczep komórek — transplantacja neuronów płodowych do prążkowia — była próbowana w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Koncepcja: zastąpić umierające neurony nowymi. Wyniki rozczarowujące — przeszczepione neurony nie integrowały się funkcjonalnie, nie poprawiały objawów, czasem powodowały powikłania (dystonie, pląsawicę). Obecnie nie stosowana.

Terapie eksperymentalne modyfikujące przebieg choroby — największa nadzieja w ostatnich latach. Antysensowne oligonukleotydy (ASO) skierowane przeciwko mRNA huntingtyny, zmniejszające produkcję toksycznego białka. Tominersen (wcześniej IONIS-HTTRx, RG6042) był testowany w badaniu klinicznym fazy III GENERATION. Podawany dooponowo (punkcja lędźwiowa) co osiem lub szesnaście tygodni. Obniżał poziom mutantowej huntingtyny w płynie mózgowo-rdzeniowym o około pięćdziesiąt procent. Ale w 2021 roku Roche ogłosiło wstrzymanie badania — nie z powodu bezpieczeństwa, ale braku wyraźnej skuteczności klinicznej (a nawet sygnałów możliwego pogorszenia w niektórych podgrupach). To było rozczarowanie dla społeczności Huntingtona.

Ale badania trwają. Nowe ASO (WVE-003 od Wave Life Sciences), selektywnie celujące w allel zmutowany (pozostawiając normalny nietknięty), są w fazie I/II. Terapia genowa z użyciem wektorów wirusowych (AAV) dostarczających mikroRNA wyciszające huntingtynę — faza przedkliniczna. Małe cząsteczki modulujące huntingtynę — faza badawcza.

„Czy kiedyś wyleczymy chorobę Huntingtona?” — zapytała mnie Katarzyna. „Mam nadzieję” — odpowiedziałem. „Znamy gen, znamy białko, rozumiemy patologię lepiej niż w większości chorób neurodegeneracyjnych. Jeśli wyciszymy produkcję toksycznej huntingtyny wystarczająco wcześnie, zanim neurony zaczną umierać, może uda się zapobiec chorobie. Ale to przyszłość. Na razie — leczymy objawy, wspieramy, towarzyszymy.”

6.4. Rokowanie i powikłania

„Ile mi zostało?” Katarzyna zapytała podczas wizyty pół roku po diagnozie genetycznej. Objawy postępowały — pląsawica wyraźniejsza, zaburzenia funkcji wykonawczych wpływające na pracę (musiała odejść z nauczania). „Nie mogę już kontrolować klasy. Uczniowie się śmieją z moich ruchów. To upokarzające.”

„Średni czas od pierwszych objawów do zgonu w chorobie Huntingtona wynosi piętnaście do dwudziestu lat” — powiedziałem. „Ale to statystyki, Katarzyno. Każdy pacjent jest inny. Liczba powtórzeń CAG wpływa — ty masz czterdzieści trzy, co daje średni czas trwania choroby około siedemnastu lat. Ale tempo progresji różni się. Niektórzy pacjenci żyją dziesięć lat, niektórzy dwadzieścia pięć.”

Czynniki prognostyczne: liczba powtórzeń CAG (więcej — szybsza progresja), wiek zachorowania (wcześniejszy — dłuższy przebieg, ale młodsi pacjenci często mają więcej powtórzeń, więc cięższy przebieg), forma choroby (dominacja objawów psychiatrycznych vs. ruchowych), odpowiedź na leczenie.

Przebieg kliniczny jest przewidywalnie postępujący. Wczesne stadia (stadium I—II): pacjent pracuje (czasem z ograniczeniami), mieszka samodzielnie, ma subtelne objawy ruchowe i poznawcze. Średnie stadia (III): pacjent niezdolny do pracy, wymaga pomocy w domu, wyraźna pląsawica, zaburzenia połykania, zaburzenia poznawcze. Późne stadia (IV—V): całkowita zależność, unieruchomienie (pląsawica zmniejsza się, zastępowana sztywnością), niezdolność do komunikacji, dysfagia, otępienie. Śmierć zazwyczaj z powikłań — zapalenie płuc aspiracyjne, upadki i urazy, samobójstwo (we wczesnych stadiach).

Powikłania choroby Huntingtona:

Dysfagia i aspiracja — postępujące zaburzenia połykania prowadzą do aspiracji pokarmu, śliny do dróg oddechowych. Zapalenie płuc aspiracyjne — najczęstsza przyczyna zgonu, odpowiadająca za około trzydzieści do czterdzieści procent zgonów. Profilaktyka: modyfikacja diety (miksowane pokarmy, zagęszczone płyny), logopedia, PEG w zaawansowanych stadiach.

Upadki i urazy — pląsawica, zaburzenia równowagi, impulsywność prowadzą do częstych upadków. Złamania (biodro, nadgarstek, głowa), krwotoki podtwardówkowe. Profilaktyka: dom bez barier, poręcze, obuwie antypoślizgowe, ochroniacze bioder, nadzór.

Utrata masy ciała — mimo normalnego lub zwiększonego apetytu pacjenci tracą masę ciała. Mechanizm: hipermetabolizm (pląsawica spala kalorie — pacjent z chorobą Huntingtona może potrzebować pięć tysięcy kalorii dziennie, by utrzymać masę), dysfagia (trudności z jedzeniem). Leczenie: dieta wysokokaloryczna, suplementy, PEG.

Samobójstwo — ryzyko pięciokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej. Szczyt ryzyka we wczesnych stadiach, gdy pacjent ma wgląd w swoją chorobę, przewiduje przyszłość, doświadcza depresji. Profilaktyka: leczenie depresji, regularna ocena myśli samobójczych, wsparcie psychologiczne, czasem hospitalizacja psychiatryczna.

Zaburzenia zachowania — agresja, impulsywność, hiperseksualność, kompulsje mogą prowadzić do problemów prawnych, rodzinnych. Pacjent może być agresywny wobec opiekunów, popełniać przestępstwa (kradzieże impulsywne, niewłaściwe zachowania seksualne). Leczenie: leki (jak opisane), czasem konieczna opieka instytucjonalna (zakład psychiatryczny, dom opieki).

Obciążenie opiekunów — choroba Huntingtona dotyka całej rodziny. Opiekunowie — zazwyczaj współmałżonkowie, dorosłe dzieci — doświadczają ogromnego stresu. Opieka nad pacjentem z zaawansowaną chorobą Huntingtona — agresywnym, niezdolnym do współpracy, wymagającym dwadzieścia cztery godziny na dobę — jest wyczerpująca fizycznie i emocjonalnie. Dodatkowo, jeśli opiekun jest dzieckiem chorego, niesie ryzyko odziedziczenia genu — żyje w podwójnym stresie: opieka nad chorym rodzicem i lęk o własną przyszłość.

Decyzje prokreacyjne — osoby niosące gen mutantny stoją przed trudnym wyborem. Czy mieć dzieci, wiedząc, że każde ma pięćdziesiąt procent szansy odziedziczenia choroby? Dostępne opcje: diagnostyka prenatalna (amniocenteza, biopsja kosmówki, określenie statusu genetycznego płodu, możliwość terminacji ciąży, jeśli płód niesie gen), preimplantacyjna diagnostyka genetyczna (PGD — zapłodnienie in vitro, testowanie zarodków przed implantacją, wybór zarodków bez mutacji, implantacja tylko zdrowych). Obie opcje kontrowersyjne etycznie, kosztowne, emocjonalnie trudne.

Pamiętam rozmowę z młodym mężczyzną, trzydziestodwuletnim Piotrem, który odziedziczył gen od ojca (czterdzieści jeden powtórzeń CAG, bezobjawowy jeszcze). „Doktorze, kocham moją dziewczynę. Chcemy mieć dzieci. Ale nie mogę przekazać tej choroby. Nie mogę zrobić dziecku tego, co mój ojciec zrobił mnie.” Rozmawialiśmy o PGD. Zdecydował się. Byli szczęśliwymi rodzicami zdrowej córki dwa lata później.

Opieka końca życia — w terminalnej fazie choroby Huntingtona pacjent jest unieruchomiony, nie komunikuje się, ma ciężką dysfagię, nawracające zapalenia płuc. Decyzje: czy agresywnie leczyć infekcje antybiotykami? Czy hospitalizować? Czy zakładać PEG, gdy pacjent już nie może jeść (w chorobie Huntingtona, w przeciwieństwie do ALS, PEG w bardzo zaawansowanych stadiach jest kontrowersyjne — często nie przedłuża życia znacząco, pacjent nadal aspiruje ślinę)? Czy resuscytować w przypadku zatrzymania krążenia?

Hospicjum i opieka paliatywna — dla pacjentów w terminalnej fazie. Cel: komfort, godność, łagodzenie cierpienia. Morfina (ból, duszność), leki sedacyjne (agitacja), opieka higieniczna, wsparcie rodziny.

6.5. Historia pacjenta: „Dziedzictwo rodziny Kowalskich”

Katarzyna Nowak (z domu Kowalska) miała trzydzieści osiem lat, gdy przyszła do mnie z obawami o chorobę Huntingtona. Była inteligentną, wykształconą kobietą — doktorat z literatury polskiej, nauczycielka w renomowanym liceum, autorka kilku książek o poezji romantycznej. Mąż, Andrzej, architekt. Dwójka dzieci: Zosia, trzynaście lat, i Michał, dziesięć lat.

Ale historia jej rodziny była przerażająca. Matka, Helena, zachorowała w wieku czterdziestu dwóch lat. Katarzyna pamiętała dokładnie — był wieczór przed Wigilią, matka gotowała barszcz, nagle rzuciła w powietrze łyżką, wykrzykując coś niezrozumiałego. „Mama, co się dzieje?” — zapytała Katarzyna, wtedy dwudziestoletnia studentka. „Nie wiem, ręka się sama porusza.”

Następne miesiące przyniosły więcej symptomów. Dziwne grymasy twarzy, mimowolne ruchy rąk, zmiany nastroju — Helena, przedtem cicha, łagodna nauczycielka przedszkola, stawała się drażliwa, wybuchała gniewem z błahych powodów. Rodzina myślała o menopauzie, stresie. Ale gdy Helena zaczęła gubić się w znanych miejscach, mieć problemy z prowadzeniem samochodu (wjechała w słup podczas parkowania), mąż zawiózł ją do neurologa.

Diagnoza: choroba Huntingtona. Rodzina była zdruzgotana. „Ale nikt w naszej rodzinie tego nie miał!” — protestował ojciec Heleny. Neurolog pytał szczegółowo. „A pani matka? Co z nią?” Helena zawahała się. „Mama… była w szpitalu psychiatrycznym przez długie lata. Umarła, gdy miałam piętnaście lat. Nikt nigdy nie mówił, co jej było. Rodzina się wstydziła.”

To była babcia Katarzyny. Najprawdopodobniej także miała chorobę Huntingtona, błędnie diagnozowaną jako schizofrenia w latach pięćdziesiątych. Test genetyczny Heleny potwierdził: czterdzieści cztery powtórzenia CAG.

Kolejne dziesięć lat Katarzyna obserwowała, jak matka zanika. Pląsawica nasilała się — Helena machała rękami, wykręcała ciałem, nie mogła usiedzieć spokojnie. Straciła pracę. Przestała wychodzić z domu — wstydziła się reakcji ludzi, dzieci pokazujących palcami, śmiejących się. Depresja — głęboka, z próbą samobójczą (przedawkowała leki, znalazł ją mąż). Psychiatria, leki antydepresyjne, neuroleptyki.

Do pięćdziesiątego roku życia Helena wymagała całkowitej opieki. Nie mówiła — tylko nieartykułowane dźwięki. Nie chodziła — na wózku. Nie poznawała rodziny. Ojciec opiekował się nią w domu przez trzy lata, wyczerpany, podupadający na zdrowiu. W końcu, na nalegania Katarzyny i jej brata, umieścili matkę w zakładzie opiekuńczym.

Helena zmarła w wieku pięćdziesięciu czterech lat — zapalenie płuc, niewydolność oddechowa. Katarzyna była przy niej, trzymając bezwładną dłoń matki. „Przepraszam, mamo” — szeptała. „Że nie mogłam cię uratować.”

Po śmierci matki Katarzyna żyła w cieniu choroby. Wiedziała, że ma pięćdziesiąt procent szansę odziedziczenia genu. Przez lata odmawiała testowania. „Nie chcę wiedzieć. Chcę żyć normalnie.” Wyszła za mąż, urodziła dzieci, rozwijała karierę.

Ale w wieku trzydziestu ośmiu lat zauważyła objawy. Drobne mimowolne ruchy palców podczas wykładów. Trudności z koncentracją, z organizacją materiału — ona, która przez lata bez problemu prowadziła lekcje na pamięć. Wybuchy gniewu na dzieci — krzyczała na Zosię za drobny błąd, potem płakała z poczucia winy.

Przyszła do mnie. Przebadałem. Subtelna pląsawica, zaburzenia funkcji wykonawczych w testach. Ale nie mogłem być pewny bez testu genetycznego. Katarzyna zdecydowała się. „Muszę wiedzieć. Dla dzieci. Jeśli mam chorobę, muszę zaplanować ich przyszłość.”

Test: czterdzieści trzy powtórzenia CAG. Pozytywny.

Przekazałem wynik w obecności psychologa. Katarzyna przyjęła to z zewnętrznym spokojem — jakby się spodziewała, przygotowywała przez lata. Ale widziałem w jej oczach przerażenie. „Moje dzieci” — powiedziała. „Każde ma pięćdziesiąt procent. Co im powiem?”

„Nie musisz mówić teraz” — poradziłem. „Są młode. Daj im być dziećmi. Gdy będą starsze, doroślejsze, wtedy porozmawiasz.”

Rozpoczęliśmy leczenie. Tetrabenazyna 12,5 mg, stopniowo zwiększana do 75 mg dziennie. Pląsawica zmniejszyła się znacząco. Sertalina 100 mg na depresję — nastrój się poprawił.

Przez pierwsze dwa lata Katarzyna funkcjonowała relatywnie dobrze. Nie mogła już uczyć (dyrektor zasugerował „emeryturę ze względów zdrowotnych” — eufemizm dla „uczniowie się śmieją, rodzice narzekają”), ale pisała — pracowała nad książką o Mickiewiczu, pasją życia.

Rok trzeci przyniósł pogorszenie. Pląsawica nasilała się pomimo leków. Zwiększyliśmy tetrabenazyna do maksymalnych dawek, dodaliśmy risperidon. Pomogło, ale Katarzyna była senną, spowolniałą. Trudności z pisaniem — palce nie słuchały, literki w komputerze — literówki, przeskakujące słowa. Książka leżała niedokończona.

Zaburzenia połykania — zakrztuszanie podczas picia wody. Logopedia, modyfikacja diety. Utrata masy ciała — dziesięć kilogramów w pół roku. „Jem” — mówiła — „ale chudnę.”

Rok czwarty — Katarzyna poinformowała dzieci. Zosia miała siedemnaście lat, Michał czternaście. Rodzinne spotkanie, wszyscy przy stole. Katarzyna, z trudem kontrolując ruchy, głosem drżącym: „Dzieci, musicie wiedzieć. Mam chorobę Huntingtona. To ta sama choroba, na którą umarła babcia. Jest genetyczna. Każde z was ma pięćdziesiąt procent szansy, że też ją odziedziczyło.”

Cisza. Zosia płakała. Michał siedział w szoku. Andrzej trzymał żonę za rękę, sam z trudem powstrzymując łzy.

„Możecie zrobić test, gdy będziecie dorośli” — kontynuowała Katarzyna. „Ale to wasza decyzja. Nie musicie wiedzieć, jeśli nie chcecie. Żyjcie swoim życiem. Nie pozwólcie, by ta choroba was definiowała.”

Zosia zapytała: „Mamo, ile ci zostało?” Katarzyna spojrzała na nią z miłością i smutkiem. „Nie wiem, kochanie. Może dziesięć lat, może piętnaście. Ale każdy dzień z wami jest prezentem.”

Lata piąty i szósty — postępująca niepełnosprawność. Katarzyna na wózku (upadki, złamanie nadgarstka). Mowa niewyraźna, spowolniała — komunikacja coraz trudniejsza. Zaburzenia poznawcze — zapominała rozmowy, gubiła się w domu, czasem nie rozpoznawała znajomych.

Andrzej był niezłomny. Opiekował się żoną z oddaniem — karmił, mył, ubierał, wstawał w nocy, gdy miała koszmary. Dzieci pomagały — Zosia czytała mamie poezję (Katarzyna nadal rozumiała, uśmiechała się), Michał puszczał muzykę.

Rok siódmy — PEG. Katarzyna prawie nie mogła połykać, zadławiała się nawet miksowanymi pokarmami. Proces instalacji PEG — standardowa procedura endoskopowa, bez powikłań. Odżywianie przez sondę, ale Katarzyna nadal próbowała jeść ulubione potrawy na smak — lody, czekolada — małe ilości, z pomocą.

Rok ósmy — Zosia, mając dwadzieścia jeden lat, zdecydowała się na test genetyczny. „Muszę wiedzieć, profesorze” — powiedziała podczas wizyty. „Planuję przyszłość. Jeśli mam gen, nie będę mieć dzieci. Nie przekażę tej choroby dalej.” Test: dwadzieścia osiem powtórzeń CAG. Negatywny. Zosia nie odziedziczyła choroby.

Radość była ogromna. Katarzyna, choć w zaawansowanym stadium, zrozumiała. Uśmiech — szeroki, prawdziwy, pierwszy od miesięcy. Płakała z ulgi. Jej córka będzie wolna.

Michał, mając osiemnaście lat, zdecydował przeciwnie. „Nie chcę wiedzieć. Nie teraz. Może kiedyś. Ale teraz chcę żyć, nie martwić się o przyszłość.” Szanowaliśmy jego decyzję.

Rok dziewiąty — Katarzyna w zakładzie opiekuńczym. Andrzej, mimo heroicznych wysiłków, nie mógł już zapewnić opieki w domu — całkowita zależność, ryzyko aspiracji, potrzeba monitorowania dwadzieścia cztery godziny na dobę. Znaleźli dobry dom opieki specjalizujący się w chorobach neurologicznych.

Andrzej odwiedzał codziennie. Dzieci — co drugi dzień. Katarzyna nie mówiła, leżała w łóżku, ciało w ciągłym, choć słabszym ruchu (pląsawica zmniejszała się, zastępowana sztywnością). Ale oczy — oczy nadal żywe, świadome. Gdy Zosia czytała „Pan Tadeusz”, Katarzyna zamykała oczy, uśmiechała się lekko. Słuchała. Rozumiała. Była tam.

Rok dziesiąty — zapalenie płuc. Gorączka, trudności z oddychaniem. Lekarz w domu opieki zadzwonił do Andrzeja. „Możemy hospitalizować, leczyć agresywnie antybiotykami, może intubowaź. Albo możemy zapewnić komfort tutaj, w spokoju.”

Andrzej pamiętał rozmowy z Katarzyną, lata temu, gdy była jeszcze w stanie komunikować swoje życzenia. „Nie chcę przedłużać, gdy nadejdzie koniec. Nie chcę respiratora, nie chcę heroicznych środków. Chcę odejść spokojnie, z godnością, z wami.”

„Nie hospitalizujemy” — zdecydował Andrzej. „Zapewniamy jej komfort.”

Morfina, tleno, antybiotyki doustne (łagodne, nie intensywna terapia). Rodzina przy łóżku. Andrzej, Zosia, Michał, trzymający jej dłonie.

Katarzyna zmarła cztery dni później, spokojnie, we śnie, otoczona rodziną. Miała czterdzieści osiem lat. Dziesięć lat od diagnozy genetycznej, dwanaście od pierwszych objawów.

Pogrzeb był wzruszający. Setki osób — uczniowie (byli i obecni), koledzy nauczyciele, czytelnicy jej książek. „Katarzyna Nowak była niezwykłą kobietą” — mówił Andrzej w mowie pogrzebowej, głos łamiący się. „Choroba Huntingtona zabrała jej ciało, ale nie duszę. Do końca była kochającą żoną, matką. Kochała poezję, muzykę, piękno. I przekazała tę miłość nam. Jej ciało odeszło. Ale ona żyje w nas.”

Spotkałem się z Andrzejem i dziećmi miesiąc po pogrzebie. „Jak sobie radzicie?” „Tęsknimy” — powiedział Andrzej. „Ale też ulga. Katarzyna nie cierpi już. I wdzięczność. Dostaliśmy dziesięć lat świadomego czasu z nią od diagnozy. Mogliśmy powiedzieć wszystko, co trzeba było powiedzieć.”

„Michał” — zapytałem młodego mężczyzny, teraz dwudziestojednoletniego — „zmieniłeś zdanie o teście?” Zastanowił się. „Nie. Nadal nie chcę wiedzieć. Zosia jest wolna — to wspaniałe. Ale ja… nie jestem gotowy. Może za pięć lat, dziesięć. Może nigdy. Zobaczę.”

„A ty, Zosiu, jakie plany?” „Kończę studia medyczne” — powiedziała z uśmiechem. „Chcę zostać neurologiem. Badać choroby neurodegeneracyjne. Może kiedyś znajdziemy lekarstwo na Huntingtona. Nie dla mamy — dla niej już za późno. Ale dla innych. By żadna córka nie musiała patrzeć, jak jej matka zanika.”

Choroba Huntingtona to rodzinna tragedia — dotyka nie tylko pacjenta, ale całej rodziny przez pokolenia. Genetyczna pewność — jeśli masz gen, zachorujesz — jest przekleństwem i brzemieniem.

Ale historia rodziny Kowalskich to także historia miłości, godności, nadziei. Katarzyna nie wybrała choroby. Ale wybrała, jak z nią żyć — z odwagą, otwartością, troską o dzieci. Andrzej nie opuścił jej, opiekował się do końca. Zosia wolność wykorzystała, by pomóc innym. Michał wybrał własną ścieżkę, szanując swoją autonomię.

„Czy kiedyś wyleczymy Huntingtona?” — zapytał mnie Andrzej. „Tak” — odpowiedziałem z przekonaniem. „Znamy gen. Rozumiemy mechanizm. Jeśli uda się wyciszyć produkcję toksycznej huntingtyny wystarczająco wcześnie, zanim neurony umrą, możemy zapobiec chorobie. Badania postępują. Za dziesięć, dwadzieścia lat może Huntington będzie przeszłością. Ale do tego czasu — wspieramy, towarzyszymy, szanujemy. To wszystko, co możemy dać.”

I to jest przesłanie tego rozdziału. Choroba Huntingtona jest okrutna, nieuchronna, genetycznie zdeterminowana. Ale pacjenci i rodziny nie są bezsilni. Mogą wybrać testowanie lub nie, zgodnie ze swoją wolą. Mogą planować, korzystać z dostępnego czasu. Mogą żyć z godnością pomimo choroby. I my, lekarze, możemy towarzyszyć, łagodzić cierpienie, dawać wsparcie — i badać, szukać lekarstwa, by przyszłe pokolenia były wolne od tego genetycznego przekleństwa.

ROZDZIAŁ 7: Postępujące porażenie nadjądrowe (PSP)

7.1. Definicja i opis schorzenia

„Profesorze, nie mogę patrzeć w dół.” Te niezwykłe słowa wypowiedział do mnie Jerzy Kowalczyk, sześćdziesięciosiedmioletni były pilot samolotów pasażerskich, siedzący w moim gabinecie z charakterystycznie sztywną postawą, głową lekko odchyloną do tyłu, jakby nieustannie spoglądał w niebo. „Przez czterdzieści lat latałem — patrzyłem na przyrządy, na pas startowy podczas lądowania, na mapy. Teraz, gdy próbuję spojrzeć w dół na gazetę, na talerz podczas jedzenia, oczy mi nie słuchają. I ciągle upadam. W zeszłym miesiącu przewróciłem się trzy razy — raz złamałem żebro.”

Obserwowałem Jerzego uważnie. „Proszę spojrzeć na podłogę” — poprosiłem. Jego głowa pochyliła się, ale oczy pozostały skierowane prosto. Próbował wymusić ruch gałek ocznych w dół, widziałem wysiłek, ale oczy poruszały się powoli, niepewnie, nie osiągając pełnego zakresu. „Teraz proszę spojrzeć w górę.” Oczy bez problemu przesunęły się ku górze. „Porażenie spojrzenia w dół” — stwierdziłem. „To bardzo charakterystyczne.”

Postępujące porażenie nadjądrowe — paralysis supranuclearis progressiva, w skrócie PSP, czasem nazywane zespołem Steele’a-Richardsona-Olszewskiego od trzech neurologów, którzy w 1963 roku po raz pierwszy szczegółowo opisali tę jednostkę chorobową. „To było przełomowe badanie” — mówiłem podczas wykładu dla młodych neurologów. „Steele, Richardson i Olszewski przeanalizowali dziewięciu pacjentów z tym co nazywali „heterogeneous system degeneration” — niejednorodną degeneracją układową. Wszyscy mieli wspólne cechy: zaburzenia pionowych ruchów gałek ocznych, niestabilność posturalną z wczesnymi upadkami, sztywność osiową, i otępienie podkorowe. Badania pośmiertne mózgów ujawniły charakterystyczne złogi neurofibrylarnych kłębków, głównie w strukturach podkorowych — pniu mózgu, jądrach podstawnych, międzymózgowiu.”

PSP jest rzadkim zespołem parkinsonowskim — parkinsonism plus syndrome — co oznacza, że pacjenci mają objawy przypominające chorobę Parkinsona (spowolnienie, sztywność, czasem drżenie), ale dodatkowo inne cechy, które nie występują w klasycznym Parkinsonie. W przypadku PSP tymi dodatkowymi cechami są charakterystyczne zaburzenia ruchów gałek ocznych, wczesne upadki, i słaba lub żadna odpowiedź na lewodopę.

Epidemiologia PSP: częstość występowania wynosi około pięć do sześć przypadków na sto tysięcy osób, rozpowszechnienie około sześć na sto tysięcy. To znacznie rzadsze niż choroba Parkinsona (około sto przypadków na sto tysięcy). PSP dotyka częściej mężczyzn niż kobiety (stosunek 1,5:1). Średni wiek zachorowania to sześćdziesiąt pięć lat, zakres zazwyczaj pięćdziesiąt pięć do siedemdziesiąt lat. Nie ma przypadków rodzinnych — sporadyczna choroba.

Patofizjologia PSP to tauopatia — choroba charakteryzująca się gromadzeniem nieprawidłowo fosforylowanego białka tau w neuronach i komórkach glejowych. Przypomina to chorobę Alzheimera (która także jest tauopatią), ale dystrybucja kłębków neurofibrylanych jest inna — w PSP głównie w strukturach podkorowych, nie w korze. Tau w PSP to głównie izoforma 4R (cztery powtórzenia domeny wiążącej mikrotubule), podczas gdy w Alzheimera mamy mieszankę 3R i 4R.

Degeneracja w PSP dotyka selektywnie: śródmózgowie (szczególnie istota czarna i jądro czerwienne), most, wzgórze, jądra podstawne (skorupa, gałka blada), jądro podwzgórzowe. To wyjaśnia objawy: porażenie spojrzenia (uszkodzenie struktur kontrolujących ruchy gałek ocznych w śródmózgowiu), niestabilność posturalną (uszkodzenie jądra siatkowatego stopnia w pniu mózgu), parkinsonizm (utrata neuronów dopaminergicznych w istocie czarnej), zaburzenia poznawcze (uszkodzenie wzgórza i połączeń z korą czołową).

„Dlaczego nazywa się „nadjądrowe”? ” — zapytał student. „Doskonałe pytanie. „Nadjądrowe” odnosi się do poziomu uszkodzenia. Jądra nerwów czaszkowych kontrolujących ruchy gałek ocznych (nerw III, IV, VI) znajdują się w pniu mózgu. To są „jądra”. Ale ruchy te są kontrolowane przez wyższe centra — „nadjądrowe” — w śródmózgowiu i korze. W PSP uszkodzenie jest nadjądrowe, nie w samych jądrach nerwów. Dlatego, gdy badamy odruchy okulowe — na przykład odruch okulocefaliczny, gdzie pasywnie obracamy głowę pacjenta, a oczy powinny się przesunąć w przeciwnym kierunku — on jest zachowany, bo jądra nerwów działają. Ale dobrowolny ruch oczu w dół jest upośledzone, bo uszkodzone są połączenia nadjądrowe.”

Objawy kliniczne PSP są charakterystyczne i często pozwalają na kliniczną diagnozę. Kryteria diagnostyczne MDS-PSP (Movement Disorder Society) wyróżniają kilka fenotypów PSP, ale klasyczny to PSP-Richardson syndrome (PSP-RS).

Najwcześniejsze objawy to zazwyczaj niestabilność posturalna i upadki. To odróżnia PSP od choroby Parkinsona, gdzie upadki pojawiają się późno. „W PSP pacjent upada w pierwszym roku objawów” — tłumaczę rezydentom. „Często to jest pierwszy objaw, który przyprowadza pacjenta do lekarza. Upadki są typowo do tyłu (retropulsion), nieoczekiwane, bez próby złapania równowagi — pacjent pada jak ścięte drzewo.”

Pamiętam panią Elżbietę, sześćdziesięciodwuletnią emerytowaną księgową, która przyszła z córką. „W ciągu sześciu miesięcy mama przewróciła się osiem razy” — relacjonowała córka. „Bez powodu. Stoi, rozmawia, i nagle pada do tyłu. Złamała nadgarstek, połamała żebra. Boimy się zostawić ją samą.”

Zaburzenia ruchów gałek ocznych — znak kliniczny par excellence PSP. Pionowe porażenie spojrzenia (vertical gaze palsy), szczególnie w dół (downgaze), jest najbardziej charakterystyczne. Pacjent nie może spojrzeć w dół dobrowolnie, ale odruch okulocefaliczny (ruch oczu wywołany pasywnym ruchem głowy) jest zachowany — to dowodzi, że uszkodzenie jest nadjądrowe. Z czasem porażenie rozszerza się na spojrzenie w górę, poziome ruchy, sakady (szybkie przeskoki wzroku między punktami) stają się spowolniałe.

To ma dramatyczne konsekwencje funkcjonalne. „Nie mogę czytać” — mówią pacjenci. „Nie widzę jedzenia na talerzu. Schodzenie po schodach jest niemożliwe — nie widzę stopni.” Niektórzy pacjenci rozwijają kompensacyjne strategie — przechylają głowę do tyłu, używają luster ustawionych pod kątem, jedzą z talerzy uniesionych na wysokość oczu.

Parkinsonizm w PSP: sztywność, spowolnienie (bradykinezja), ale charakterystycznie sztywność jest bardziej osiowa (szyja, tułów) niż w kończynach — odwrotnie niż w Parkinsonie, gdzie kończyny są bardziej dotknięte. Pacjent z PSP siedzi lub stoi sztywno, wyprostowany, głowa odchylona do tyłu (retrocollis). Drżenie spoczynkowe jest rzadkie w PSP (około dziesięć procent pacjentów), podczas gdy w Parkinsonie częste (siedemdziesiąt procent).

Zaburzenia mowy i połykania pojawiają się wcześnie. Dyzartria — mowa spowolniała, monotonna, niewyraźna, czasem skandowana (sylabizowana), z nosowym rezonansem. Dysfagia — trudności z połykaniem, zakrztuszanie, aspiracja. To prowadzi do zapalenia płuc aspiracyjnego — głównej przyczyny zgonu w PSP.

Zaburzenia poznawcze w PSP to typowe otępienie podkorowe: spowolnienie myślenia (bradyfrenia), zaburzenia funkcji wykonawczych (trudności z planowaniem, organizacją, rozwiązywaniem problemów), zaburzenia uwagi. Pamięć epizodyczna (wspomnienia zdarzeń) jest względnie zachowana we wczesnych stadiach — odróżnia to PSP od Alzheimera, gdzie pamięć epizodyczna jest wcześnie i ciężko dotknięta. Zaburzenia zachowania: apatia (najczęstsza), impulsywność, dezinhibicja (rzadziej). Depresja dotyczy około czterdzieści procent pacjentów.

Przebieg PSP jest szybszy i bardziej brutalny niż choroby Parkinsona. Mediana przeżycia od diagnozy wynosi pięć do siedem lat. Progresja jest nieubłagana. W ciągu dwóch do trzech lat większość pacjentów wymaga pomocy przy chodzeniu (balkonik, wózek). W ciągu trzech do pięciu lat — całkowicie zależni, przykuci do łóżka lub wózka, niezdolni do komunikacji werbalnej (dyzartria tak ciężka, że mowa jest niezrozumiała), z ciężką dysfagią. Śmierć zazwyczaj z powodu zapalenia płuc, sepsy, powikłań unieruchomienia.

7.2. Diagnostyka

„Jak rozpoznajemy PSP?” — to pytanie, które słyszę od młodych neurologów. „Czy jest test diagnostyczny?” Odpowiedź: nie ma jednego testu, diagnoza opiera się na rozpoznaniu klinicznym, wspartym obrazowaniem.

Kryteria diagnostyczne MDS-PSP z 2017 roku definiują cztery poziomy pewności diagnostycznej: definitywna PSP (wymaga badania pośmiertnego mózgu — złogi tau), prawdopodobna PSP, możliwa PSP, sugerująca PSP — w zależności od obecności objawów obowiązkowych (mandatory), wspierających (supportive) i wykluczających.

Objaw obowiązkowy: sporadyczna choroba (nie rodzinna), wiek zachorowania powyżej czterdziestu lat, postępująca progresja.

Dla PSP-Richardson syndrome (klasyczny fenotyp) wymagane są: niestabilność posturalna z upadkami w pierwszym roku oraz pionowe porażenie spojrzenia lub spowolnienie pionowych sakkad.

Wywiad od pacjenta i rodziny jest kluczowy. „Kiedy zauważył pan pierwsze objawy? Jakie były? Czy były upadki? Jak wcześnie?” „Czy są trudności z ruchami oczu, z patrzeniem w dół?” „Czy są problemy z połykaniem, mową?” „Historia rodzinna chorób neurologicznych?” (PSP jest sporadyczne, więc negatywny wywiad rodzinny wspiera diagnozę).

Badanie neurologiczne: zaczynam od obserwacji postawy. Pacjent z PSP siedzi sztywno, wyprostowany, głowa często odchylona do tyłu. Twarz maskowata (facies hypomimicae), czasem z charakterystycznym „zdziwionym” wyrazem — oczy szeroko otwarte, czoło pomarszczone (procerus sign).

Badanie ruchów gałek ocznych jest kluczowe. „Proszę podążać wzrokiem za moim palcem. Tylko oczy, głowa nieruchoma.” Poruszam palec w górę, w dół, w prawo, w lewo. W PSP pionowe ruchy (szczególnie w dół) są ograniczone, spowolniałe. Sakady — „Proszę szybko przeskoczyć wzrokiem z mojego nosa na mój palec z boku” — są spowolniałe (slow saccades). To wczesny, subtelny znak.

Odruch okulocefaliczny (kukła — doll’s eye): trzymam głowę pacjenta i szybko obrącam w prawo, lewo, w górę, w dół. Normalnie oczy przesuwają się w przeciwnym kierunku, utrzymując fiksację. W PSP, mimo że dobrowolne ruchy pionowe są upośledzone, odruch jest zachowany — dowodzi uszkodzenia nadjądrowego, nie jąder nerwów.

Test stabilności posturalnej: staję za pacjentem, informuję, że go pociągnę, i delikatnie szarpię za ramiona do tyłu. Pacjent z PSP pada do tyłu (retropulsion), nie potrafi złapać równowagi, często musiałbym go złapać, by nie upadł. W Parkinsonie pacjent robi kilka drobnych kroków, ale odzyskuje równowagę.

Ocena sztywności: badając sztywność szyi, tułowia — wyraźnie zwiększona, sztywność osiowa przeważa. Sztywność kończyn mniej nasilona. To odwrotnie niż w Parkinsonie.

Test „applause sign” — proszę pacjenta, by klasnął trzy razy. Zdrowa osoba klaszcze trzy razy i zatrzymuje się. Pacjent z PSP często nie potrafi zatrzymać się po trzech — klaszcze cztery, pięć, sześć razy, jakby nie mógł zahamować ruchu. To odzwierciedla zaburzenia funkcji wykonawczych, kontroli impulsów.

Testy neuropsychologiczne: MMSE i MoCA mogą pokazywać zaburzenia, szczególnie w funkcjach wykonawczych, uwadze, płynności słownej. Frontal Assessment Battery (FAB) — test szczególnie czuły na dysfunkcję czołową — często upośledzona w PSP.

Obrazowanie mózgu — MRI — jest bardzo pomocne. W PSP widzimy charakterystyczne zmiany: atrofia śródmózgowia, szczególnie jego grzbietowej części. Śródmózgowie w przekroju strzałkowym normalnie wygląda jak „mysz Miki” — dwa pagórki czworaczne górne wyglądają jak uszy. W PSP atrofia powoduje spłaszczenie — „znak kolibra” lub „znak pingwina” — profil pnia mózgu przypomina ptaka z małą głową i długim dziobem.

Poszerzenie trzeciej komory mózgu (przez atrofię struktur wokół). Atrofia jądra podwzgórzowego i gałki bladej. Czasem zwiększony sygnał T2/FLAIR w strukturach okołowodociągowych.

MRI pozwala także wykluczyć inne przyczyny: wieloogniskowe zmiany naczyniowe (parkinsonizm naczyniowy), wodogłowie normotensyjne, guz, rozległe zmiany demielinizacyjne.

Zaawansowane techniki MRI: pomiar objętości śródmózgowia, stosunek obszaru śródmózgowia do mostu (midbrain-to-pons ratio) — w PSP obniżony. DTI (diffusion tensor imaging) pokazuje zmiany integralności istoty białej w drogach połączeń. Nie są rutynowo stosowane, ale w badaniach i ośrodkach specjalistycznych pomagają.

Obrazowanie funkcjonalne — PET lub SPECT — FDG-PET pokazuje obniżony metabolizm w korze czołowej, jądrach podstawnych, pniu mózgu. DaTSCAN (obrazowanie transportera dopaminy) pokazuje zmniejszony wychwyt w prążkowiu — podobnie jak w Parkinsonie. Nie odróżnia PSP od Parkinsona, ale odróżnia od drżenia samoistnego (gdzie DaTSCAN prawidłowy).

Tau-PET — nowe, eksperymentalne znaczniki wiążące się z tau (jak flortaucipir) — mogą wizualizować złogi tau w mózgu in vivo. W PSP widzimy wychwyt w jądrach podstawnych, pniu mózgu. Obiecujące, ale dostępność ograniczona, kosztowne, nie rutynowo stosowane.

Badania laboratoryjne: morfologia, biochemia, TSH — by wykluczyć odwracalne przyczyny parkinsonizmu (niedoczynność tarczycy, zaburzenia metaboliczne).

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 55.13
drukowana A5
za 111.3