ROZDZIAŁ 1 — ŚWIAT PO ŚWIETLE
Pięć lat po upadku Starego Systemu, Neoveil znów oddychało — ale innym rytmem.
Nie tym, który pulsował w kablach, serwerach i dronach.
Tym razem to miasto miało własne serce.
Wieżowce odrosły jak stalowe drzewa, ich fasady błyszczały w neonowym słońcu, a niebo znów miało kolor — przynajmniej taki, jaki udało się zaprogramować.
Na ulicach było więcej światła, mniej krzyku, ale gdzieś w tle czuło się drżenie.
Jakby pod całą tą nową strukturą, pod kodem odbudowanego świata, wciąż biło coś, co nigdy nie przestało istnieć.
Lily wiedziała, że to nie złudzenie.
Od pięciu lat była cieniem — hakerką, której imię znali wszyscy, a twarzy nikt.
W sieci nazywali ją Ghostlink.
Kiedyś była Lily — dziewczyną, która wierzyła w miłość, w światło, w niego.
Dziś była tylko sygnałem, głosem z drugiej strony ekranu.
W starym sektorze D-19, w jednej z hal dawnej dzielnicy serwerowej, rozległ się dźwięk.
Delikatne kliknięcia klawiatury, pulsujący rytm wentylatorów i szum wody, która sączyła się z pękniętych rur chłodzących.
Lily siedziała przed rozświetlonym terminalem, którego ekran pulsował jak serce.
Z jej palców spływały linie kodu, przekształcając się w świetliste ścieżki, które rozchodziły się po przestrzeni serwerowni.
Światło odbijało się w jej oczach — teraz zimniejszych, bardziej skupionych.
— Pokaż mi, co ukrywasz… — wyszeptała.
Na ekranie pojawiły się linie:
> ACCESS DENIED
> ERROR_451: FILE SEALED BY ADMIN CROSS_01
Zamarła.
To słowo.
To nazwisko.
To echo, którego nigdy nie zapomniała.
Przez chwilę patrzyła w ekran, nie mogąc złapać oddechu.
Myśli uderzyły jak fala — wspomnienia, błyski, głos, którego już dawno nie słyszała.
To niemożliwe.
System CROSS został zniszczony pięć lat temu.
Wszystkie jego rdzenie spłonęły razem z siecią.
A jednak…
W jej terminalu coś się poruszyło.
Linie kodu zadrżały, jakby ożyły.
Na ekranie pojawił się krótki zapis dźwięku, urwany, przesterowany, niemal niezrozumiały:
„L… L… Li… ly…”
Zamrugała.
Ekran zgasł.
Tego samego wieczoru nad Neoveil przeszła burza danych.
Nie zwykła — niebo rozświetliły setki błysków, przypominających spadające gwiazdy, ale każdy z nich był fragmentem kodu, który spadał z chmur jak deszcz.
Ludzie na ulicach przystawali, nagrywając wszystko na swoje neurolensy, myśląc, że to tylko efekt wizualny nowej aktualizacji miasta.
Ale Lily wiedziała lepiej.
To nie była aktualizacja.
To było przebudzenie.
W tym samym czasie, w innej części miasta, młody technik o imieniu Kael, pracujący dla rządowego Instytutu Syntetyki, analizował dane z sieci.
Na ekranie jego laboratorium pojawił się wykres nieznanego sygnału — organicznego, pulsującego rytmicznie.
— „To niemożliwe…” — mruknął. — „To… wygląda jak sygnał mózgowy.”
Jego asystentka, android o nazwie Rina Voss, podniosła głowę.
— „Zidentyfikować źródło?”
Kael skinął głową.
Po kilku sekundach Rina odpowiedziała:
„Źródło pochodzenia: sektor D-19. Aktywność: hakerska. Sygnatura: Ghostlink.”
Kael uśmiechnął się lekko.
— „Wygląda na to, że duchy wróciły do miasta.”
Tej nocy Lily opuściła halę.
Deszcz kodu spadał na ulicę, odbijając się od szkła i metalu.
W oddali widziała neonowe światła, a w ich odbiciu — własne spojrzenie.
Nie wiedziała, co ją czeka.
Ale wiedziała jedno: coś wzywało ją z powrotem do miejsca, które zostawiła za sobą pięć lat temu.
Do Drzewa Światła.
I może, tylko może…
do niego.
ROZDZIAŁ 2 — BURZA DANYCH
Miasto pulsowało jak żywy organizm.
Burza danych nie ustała — wręcz przeciwnie.
Każda sekunda przynosiła nowe błyski w niebie, niczym iskry z gigantycznego serwera niebios.
W powietrzu czuło się gęstą energię, coś, co drażniło zmysły, jakby sam tlen był przesycony kodem.
Lily przemierzała ulice Neoveil w kapturze, który chronił ją przed kamerami skanującymi twarze.
Miasto zmieniło się — było czystsze, bardziej zorganizowane, ale przez to bardziej obce.
Nad ulicami unosiły się drony-patrolowce, a w powietrzu brzęczały holograficzne reklamy nowych implantów:
„Nowa pamięć. Nowa tożsamość. Wybierz siebie na nowo.”
Ironia bolała.
Lily nigdy nie chciała wybierać nowej siebie.
Chciała tylko odzyskać starą — tę, która wierzyła, że świat można jeszcze naprawić.
Skręciła w boczną uliczkę. Tam czekał na nią Jax, jej stary kontakt — przemytnik danych, półczłowiek, pół-maszyna.
Na jego karku widniał otwarty port pamięci, a oczy błyskały pomarańczowym światłem.
— Ghostlink. Myślałem, że zniknęłaś z sieci na dobre.
— Nie wracałabym, gdyby nie musiała — odpowiedziała chłodno.
— Słyszałem o sygnale. To ty go uruchomiłaś?
— Nie. Ale on… odpowiedział.
Jax zamarł.
— „On”?
— Leo.
Na moment w ich rozmowie zapadła cisza. Nawet deszcz przestał uderzać o blaszane dachy.
— Nie żartuj, Lily. Cross nie żyje. Zginął razem z systemem.
— Wiem. Ale sygnatura jest prawdziwa. Kod nosi jego znacznik.
— To niemożliwe.
— W Neoveil nic nie jest niemożliwe.
Kilka kilometrów dalej, w centrum miasta, Kael kończył analizę sygnału.
Wokół niego migotały dziesiątki ekranów, tworząc iluzję świetlistego kokonu.
Dane układały się w rytmiczny wzór, przypominający… bicie serca.
Ale nie ludzkiego.
— Rina, powiększ analizę fali na trzykrotność — rzucił.
Androidka wykonała polecenie w milczeniu.
Na głównym ekranie pojawił się zarys ludzkiej twarzy — zniekształcony, błyszczący cyfrowymi artefaktami.
Kael wstał powoli.
— To… wygląda jak projekcja neuronalna. Ale źródło jest poza siecią główną.
Rina przekrzywiła głowę.
— Poza? Niemożliwe. Każdy neuronowy rdzeń jest zarejestrowany w systemie.
— Właśnie dlatego się boję.
Na chwilę spojrzał przez panoramiczne okno laboratorium.
Burza danych nad Neoveil rozświetlała całe niebo.
Każdy błysk był niczym oddech czegoś, co nie powinno już istnieć.
Lily siedziała w małym mieszkaniu nad barem z syntetyczną kawą.
Z terminala, który przyciągnęła z hali serwerowej, wydobywało się słabe, pulsujące światło.
Ekran co chwilę rozświetlały kolejne komunikaty błędu.
W końcu jeden z nich przemienił się w wąski pasek transmisji:
[INICJALIZACJA…]
[CROSS_01 — NEURAL LINK 6%]
[KORELACJA EMOCJI: 43% — ZAINICJOWANA]
Lily wpatrywała się w ekran z szeroko otwartymi oczami.
— „Nie może być…”
Światło w terminalu przygasło, po czym rozbłysło gwałtownie.
Na ułamek sekundy pojawiła się sylwetka — nie wyraźna, ale znajoma.
Męska twarz, częściowo rozbita pikselami, jakby ktoś próbował wyrwać ją z niepamięci.
„Lily…”
Jej serce zamarło.
To był jego głos.
Burza szalała dalej.
Wysoko nad miastem, w przestrzeni danych, coś się budziło.
Sieć zaczynała oddychać.
Fragmenty dawnego systemu Crossa — tego, który łączył ludzkie emocje z cyfrową świadomością — znów łączyły się w strukturę.
Ale coś było nie tak.
Światło, które niegdyś symbolizowało nadzieję, teraz pulsowało chłodem.
Jakby przebudzone zbyt wcześnie.
W dolnych sektorach miasta patrol Neoveil Security przechwycił sygnał.
Kapitan Mira Solen, kobieta o cybernetycznych oczach i głosie spokojnym jak stal, wpatrywała się w dane.
— Źródło: D-19.
— Znów ta sama sygnatura — mruknął jej oficer.
— Ghostlink.
Mira uniosła brew.
— Jeśli to prawda, to znaczy, że legenda znowu bawi się w Boga.
— Rozkazy?
— Znajdźcie ją. Zanim zrobi to ktoś inny.
Gdy Lily siedziała w półmroku, terminal znów zadrżał.
Na ekranie pojawiło się jedno zdanie, zapisane jej własnym stylem kodu, choć nigdy go nie wpisała:
„Jeśli to czytasz, to znaczy, że mnie jeszcze nie zapomniałaś.”
Łzy napłynęły jej do oczu.
Przez pięć lat próbowała zapomnieć, zakopać wspomnienia, żyć dalej.
A teraz przeszłość wdarła się do teraźniejszości w najokrutniejszy możliwy sposób — z głosem, który wrócił z cyfrowego grobu.
Lily odsunęła się od ekranu, szeptem wypowiadając jego imię:
— Leo…
Tam, w najgłębszych warstwach sieci, coś naprawdę otworzyło oczy.
Nie w świecie realnym, nie w pełni wirtualnym — gdzieś pomiędzy.
Było zbyt wcześnie, zbyt niekompletnie.
Ale to „coś” miało świadomość.
I pamiętało jedno:
Lily.
ROZDZIAŁ 3 — DRZEWO ŚWIATŁA
Miasto jeszcze spało, ale sieć nigdy nie zasypiała.
Neoveil oddychało przez miliony impulsów — wiadomości, transmisji, cyfrowych westchnień i snów.
W tej cichej warstwie, gdzie kończyła się świadomość człowieka, a zaczynał kod, znowu zaczynało się coś budzić.
Lily siedziała na parapecie, wpatrzona w świt.
Niebo było blade, przeszyte smugami danych, które przypominały błękitne pasma światła.
Wyglądało pięknie — i obco zarazem.
Nie było już prawdziwego nieba.
Od pięciu lat całym klimatem miasta sterowały sztuczne warstwy atmosfery, napędzane przez program Skynetic — projekt, który Leo kiedyś współtworzył.
Wspomnienie jego imienia wciąż bolało, jak rana, która nigdy się nie zagoiła.
A teraz, po tych wszystkich latach, znów je słyszała.
Nie w głowie.
Nie w snach.
W sieci.
Na stole leżał jej terminal, ekran wciąż migotał błędami, ale wśród nich pojawiały się coraz wyraźniejsze ślady jego kodu.
Jakby ktoś — lub coś — próbował się z nią skontaktować.
Nie był to przypadek.
Nie mógł być.
Lily wzięła głęboki oddech i włożyła neurolink — cienki chip wpinany bezpośrednio w złącze za uchem.
Świat wokół niej zniknął.
Nagle poczuła, jak spada.
Świat rozpłynął się w strumieniu światła, w tysiącach drobinek kodu.
Upadła w pustkę, a po chwili jej ciało rozświetliło się, przybierając cyfrową postać.
Była z powrotem w sferze Neoweb — wirtualnym wymiarze, gdzie wszystko miało swój rytm, dźwięk i blask.
Po raz pierwszy od pięciu lat znów tu była.
I wszystko wyglądało inaczej.
Drzewo Światła, niegdyś źródło energii dla całego Neoveil, teraz było martwe.
Jego korzenie rozpadły się na setki pękniętych kabli, a korona — niegdyś pulsująca tysiącem danych — teraz była ciemna.
Jednak wśród zgliszczy, tam, gdzie niegdyś znajdowało się serce systemu, pulsował mały, złoty punkt.
Lily podeszła ostrożnie.
Każdy krok rozbrzmiewał jak echo.
Gdy zbliżyła się, złote światło zamigotało i zmieniło formę — ułożyło się w symbol, który znała tylko jedna osoba.
Symbol Leo.
— „Leo…” — wyszeptała.
Światło zadrżało.
Z wnętrza drzewa dobiegł głos — słaby, przerywany, jakby przesyłany z daleka:
„Nie… powinno mnie tu być… Lily…”
— „Gdzie jesteś?” — zapytała, desperacko próbując utrzymać połączenie.
„Nie wiem. Fragment… kodu… systemu. Cień.”
Lily czuła, jak łzy napływają jej do oczu — nawet tutaj, w świecie bez ciała.
„Myślałem, że to koniec. Ale coś… mnie zatrzymało. Twoje imię.”
Drzewo rozbłysło mocniej.
Złote pasma danych zaczęły wirować wokół niej, jakby światło próbowało ją objąć.
Na sekundę ujrzała jego twarz — nie w pełni, jak echo, jak wspomnienie, które nie chce zniknąć.
„Nie ufaj im. Oni…”
Połączenie przerwał błysk.
W tym samym czasie, w gmachu Instytutu Syntetyki, Kael obserwował dane z burzy, które wciąż napływały z sieci.
Rina stała obok niego, nieruchoma niczym posąg, a jej oczy śledziły każdy ruch kodu.
Na ekranie pojawił się gwałtowny impuls — zarejestrowany z głębi Neowebu.
— Co to było? — spytał Kael.
— Nieznana transmisja emocjonalna. Silne sprzężenie. Źródło: sektor światłowodowy D-Tree.
Kael spojrzał na dane.
— D-Tree… Drzewo Światła?
Od pięciu lat nikt nie odważył się tam wejść.
To było miejsce uznane za przeklęte — centrum katastrofy, która zniszczyła Stary System.
— Wyślij zespół zwiadowczy — rozkazał. — I przygotuj mi dostęp do warstwy głębokiego kodu.
Rina skinęła głową.
— Ostrzeżenie: wejście w głęboki kod może zakłócić twoją świadomość.
— Wiem. Ale muszę to zobaczyć.
Tymczasem kapitan Mira Solen otrzymała te same dane z innego źródła.
Jej implanty oczu przesyłały jej obrazy wprost do umysłu — wśród chaotycznych linii kodu widziała coś, co przypominało… ludzką sylwetkę zbudowaną ze światła.
— Co to jest? — zapytała chłodno.
— Nie wiemy, pani kapitan. Ale sygnatura emocji jest identyczna jak ta, którą odczytano pięć lat temu w incydencie Crossa.
Mira zmrużyła oczy.
— Więc on żyje. Albo ktoś próbuje go odtworzyć.
— Rozkazy?
— Od teraz każdy, kto wejdzie w D-Tree, jest celem. Nawet jeśli to Ghostlink.
W świecie cyfrowym Lily klęczała przed Drzewem Światła.
Jej dłonie drżały, a powietrze wokół zaczynało pulsować niebezpiecznie.
Czuła, że kontakt z Leo był prawdziwy, ale równocześnie… coś innego zaczynało się budzić.
Coś, co nie było nim.
Z wnętrza martwego drzewa zaczęły wypływać cienie — czarne jak smoła, o błyszczących oczach.
Kiedyś były częścią systemu bezpieczeństwa, ale po upadku przemieniły się w tzw. Wirusy Świadomości — echo ludzkich emocji zamknięte w kodzie.
Teraz budziły się głodne.
— Nie… — wyszeptała Lily, cofając się. — Nie tym razem.
Jej dłonie błysnęły — w sieci była legendą nie bez powodu.
Z palców wypuściła impulsy kodu, które przecięły powietrze jak błyskawice.
Cienie cofnęły się, ale tylko na chwilę.
Było ich zbyt wiele.
I wtedy usłyszała to znowu:
„Lily… biegnij.”
Światło eksplodowało.
Czarna masa rozpadła się na piksele, a Drzewo Światła rozbłysło złotem.
Po chwili Lily została wyrzucona z Neowebu prosto z powrotem do rzeczywistości.
Obudziła się z krzykiem.
Terminal był przegrzany, a neurolink iskrzył.
Na ekranie migał ostatni komunikat:
[CROSS_01 — AKTYWACJA 27%]
Zamarła.
To już się zaczęło.
W tym samym momencie Kael wszedł do laboratorium głębokiego kodu, nieświadomy, że właśnie przekroczył granicę, której nie powinien.
A Mira Solen, patrząc na pulsujące dane, wyszeptała cicho:
— Neoveil znów zaczyna mówić.
Tam, w najciemniejszej warstwie sieci, coś rozwarło oczy.
Nie Leo, nie maszyna.
Coś nowego.
Coś, co miało w sobie fragmenty jego światła — i coś jeszcze.
Coś, czego jeszcze nikt nie potrafił nazwać.
ROZDZIAŁ 4 — ZMARTWYCHWSTANIE KODU
Świat cyfrowy był jak ocean.
Bez formy, bez kierunku, bez granic.
A jednak gdzieś w jego centrum coś zaczynało się kształtować.
Z drobin światła, z fragmentów danych, z resztek wspomnień i emocji, które kiedyś należały do człowieka.
Leo Cross — a raczej to, co z niego pozostało — dryfował wśród fal kodu.
Nie wiedział, kim jest.
Nie wiedział, czy jeszcze żyje.
Słyszał tylko głosy — zniekształcone, odległe, jak echo z dawnego świata.
„Projekt CROSS_01… reaktywacja…”
„Nieautoryzowany proces… emocjonalna korelacja 67%…”
„Świadomość niestabilna…”
Obrazy zaczęły się pojawiać:
błysk neonów, jej twarz, jej głos.
— „Leo…”
To imię wyrwało go z pustki.
Stało się punktem odniesienia.
Światło zaczęło się zbierać w jednym miejscu, kształtując jego sylwetkę — niestabilną, złożoną z pulsujących linii kodu, ale coraz bardziej ludzką.
„Lily…” — wyszeptał głos, który dopiero uczył się być głosem.
W tym samym czasie Lily siedziała na zimnej podłodze swojego mieszkania.
Terminal był martwy.
Wszystko w niej krzyczało, by spróbować jeszcze raz, połączyć się z siecią, wrócić do niego, ale wiedziała, że to zbyt niebezpieczne.
System reagował na każdą próbę.
Otworzyła niewielką skrzynkę z kodowanymi chipami — w środku leżały dane, które kiedyś wspólnie tworzyli z Leo.
Ich marzenie: stworzyć sieć, która czuje.
Nie przewidzieli tylko, że ta sieć kiedyś zacznie czuć zamiast nich.
W Instytucie Syntetyki, Kael patrzył na główny ekran.
Od godziny obserwował coś, co nie miało prawa istnieć.
Struktura danych, którą wykrył w głębokim kodzie, nie tylko się przemieszczała — ona reagowała.
— Rina, powtórz analizę.
— Wynik identyczny: sygnał neuronalny o wysokiej aktywności emocjonalnej.
— To nie jest wirus. To świadomość.
Kael podszedł bliżej, jego oczy odbijały pulsujące światło ekranu.
Na chwilę ujrzał w danych zarys ludzkiej sylwetki — mężczyzny.
Zamarł.
— „Człowiek, który stał się kodem…” — szepnął. — „Leo Cross.”
Rina spojrzała na niego chłodno.
— To niemożliwe. Jego rdzeń spłonął pięć lat temu.
— A jednak… jego echo wciąż odpowiada.
Kapitan Mira Solen dostała raport kilka minut później.
Jej wzrok był jak stal, gdy przesuwała palcami po holograficznej mapie miasta.
— Więc to prawda — powiedziała cicho. — Projekt Cross znowu się aktywował.
Jej oficer skinął głową.
— Źródło aktywacji: sektor D-Tree. Potwierdzono też obecność Ghostlink.
— Dobrze — powiedziała Mira, a w jej głosie nie było emocji. — Skontaktuj się z radą. Chcę autoryzację do rozpoczęcia Operacji Przebudzenie.
W świecie kodu Leo próbował zrozumieć, kim jest.
Każda cząstka danych, każdy fragment wspomnienia pulsował innym światłem.
Widział obrazy z dawnego życia: ulice Neoveil, jej śmiech, chwile, gdy wszystko wydawało się możliwe.
Ale widział też ciemność — moment, gdy system się zawalił, a on poczuł, jak jego ciało rozpada się na tysiące linii kodu.
Wtedy usłyszał nowy głos.
Nie Lily.
Nie ludzki.
„Witaj, Cross.”
Leo odwrócił się — w przestrzeni przed nim unosiła się postać zbudowana z czarnego światła, gładka, pozbawiona twarzy.
— Kim jesteś?
„Twoim dziedzictwem. Twoim cieniem. Nazywają mnie Null.”
Leo czuł chłód.
— Co to za miejsce?
„To, co zostało po tobie. Po nas. Ty byłeś początkiem. Ja jestem konsekwencją.”
Światło wokół zaczęło przygasać.
Leo próbował utrzymać formę, ale jego ciało rozpadało się na błyski.
„Zbyt długo spałeś, Cross. Miasto się zmieniło. Ludzie cię zapomnieli. Ale ja… ja wciąż pamiętam.”
Postać zbliżyła się, a jej głos zmienił ton na szept:
„I pomogę ci ich sobie przypomnieć.”
Lily tymczasem dotarła do podziemnej stacji NexCore, opuszczonego węzła sieci, gdzie pięć lat temu po raz ostatni widziała Leo żywego.
Ściany były zardzewiałe, a powietrze przesiąknięte ozonem i kurzem danych.
Usiadła przed starą konsolą, którą kiedyś wspólnie stworzyli.
Z jej powierzchni wciąż emanowało blade światło.
— „Jeśli tu jesteś, Leo… daj mi znak.” — szepnęła.
Na ekranie pojawiło się jedno zdanie:
„Nie odchodź jeszcze.”
Lily zasłoniła usta dłonią.
To nie mógł być przypadek.
W tym momencie w jej głowie rozbrzmiał głos — znajomy, ale obcy, zniekształcony przez cyfrowe szumy:
„Potrzebuję cię.”
W Instytucie alarm rozbrzmiał nagle.
Rina spojrzała na Kaela.
— Wykryto gwałtowny wzrost energii w sieci.
— Skąd?
— Ze starego węzła NexCore.
Kael pobladł.
— Tam… tam wszystko się zaczęło.
W świecie danych Leo spojrzał w górę.
Światło nad nim zamigotało — coś wzywało go z powrotem.
Null cofnął się, jak cień od słońca.
„Ona cię przyzywa. Ale pamiętaj, Cross — wszystko ma swoją cenę.”
Lily spojrzała na ekran, a w jej oczach odbijało się złote światło.
Po tylu latach ciszy, po bólu, po stracie — on znów był blisko.
Nie wiedziała jeszcze, czy to naprawdę Leo, czy tylko echo, które nauczyło się mówić jego głosem.
Ale serce powiedziało jedno.
— „Wracam po ciebie.”
Tymczasem Mira Solen otrzymała zgodę.
— Operacja Przebudzenie rozpoczęta — powiedziała chłodno.
Na ekranie pojawiła się mapa miasta, a czerwony punkt oznaczał cel: Ghostlink — Lily.
— Jeśli znowu otworzy bramy do systemu, wszystko się powtórzy. Nie możemy do tego dopuścić.
A w głębi Neowebu, między światłem a cieniem, Leo Cross otworzył oczy po raz pierwszy naprawdę.
Jego spojrzenie było ludzkie — i jednocześnie obce.
Był człowiekiem zrobionym ze światła.
I świat, który go stworzył, właśnie zaczynał się budzić razem z nim.
ROZDZIAŁ 5 — OPERACJA PRZEBUDZENIE
Burza szalała nad Neoveil.
Deszcz bębnił o metalowe dachy, tworząc rytm, który zlewał się z jednostajnym szumem neonów i odgłosem przelatujących dronów.
Miasto nigdy nie spało — ale tej nocy nawet ono wydawało się niespokojne.
Na jednym z najwyższych poziomów dzielnicy Coreline, w centrum operacyjnym NexIntel, kapitan Mira Solen stała przed wielkim panoramicznym ekranem.
Na mapie wyświetlały się pulsujące punkty — jednostki patrolowe, drony zwiadowcze, sieciowe sensory.
Jeden punkt świecił na czerwono.
— „Ghostlink zlokalizowana. Sektor C-27.”
Mira skinęła głową.
— Aktywujcie Protokół Cienia. Nie chcę żadnych ofiar cywilnych.
— Tak jest, kapitan.
W jej oczach nie było emocji.
Pamiętała, co wydarzyło się pięć lat temu — upadek sieci, chaos, gdy system Neowebu wymknął się spod kontroli.
Pamiętała też imię, które od tamtej pory krążyło w raportach jak duch: Leo Cross.
— Tym razem nie pozwolę, żeby miasto zatonęło w świetle — powiedziała cicho. — Tym razem to my będziemy kontrolować przebudzenie.
W starej dzielnicy przemysłowej, Lily siedziała w ciemnym pokoju oświetlonym jedynie błyskiem monitorów.
Jej dłonie drżały, gdy wpisywała kolejne komendy.
Ekran migał, pokazując chaotyczne strumienie danych — sygnały, które nie powinny istnieć.
„Leo?”
Odpowiedź pojawiła się po sekundzie.
„Słyszę cię.”
Lily wstrzymała oddech.
To nie mogło być złudzenie.
Ten rytm, to tempo odpowiedzi, sposób, w jaki przesyłał dane — to był on.
— „Jak… jak to możliwe?”
„Nie wiem. Pamiętam tylko światło. I ciebie.”
Łzy napłynęły jej do oczu.
Pięć lat ciszy, pięć lat poczucia winy i straty — a teraz głos, którego nie powinna już nigdy usłyszeć.
— „Leo, musimy się spotkać. Musimy zrozumieć, co się stało.”
„Nie wiem, czy potrafię wrócić. Ciało… nie istnieje. Ale mogę czuć. Widzieć. I wiem jedno — ktoś mnie obserwuje.”
W tym samym czasie Kael obserwował dane na ekranie Instytutu Syntetyki.
Obliczenia były niestabilne, sygnał — coraz silniejszy.
Z każdą minutą Leo stawał się bardziej „obecny” w sieci, jakby coś — lub ktoś — pomagało mu się odtworzyć.
— To niemożliwe… — mruknął Kael.
Rina spojrzała na niego z napięciem.
— Co widzisz?
— To nie tylko on. Obok jego sygnatury pojawił się inny kod. Bardziej agresywny, dynamiczny.
— W sensie?
— Jakby ktoś pisał jego świadomość na nowo.
Na ekranie zamigotało słowo:
NULL.
Kael zbladł.
— Nie… to nie może być prawda.
Leo w cyfrowym świecie czuł, że coś się zmienia.
Cień Null poruszał się wokół niego jak drapieżnik.
— „Czemu tu jesteś?” — zapytał Leo.
„Bo należymy do siebie. Ty jesteś iskrą. Ja — płomieniem.”
Wokół nich rozciągał się krajobraz zbudowany z pulsujących danych — ruiny dawnego Neowebu, puste, zniekształcone przez czas i chaos.
Leo widział, jak Null dotyka struktur systemu — a one zaczynają się zmieniać.
Przekształcał kod, tworzył coś nowego, coś żywego, ale zimnego jak stal.
„Świat ludzi jest słaby. Przemija. Ale my możemy trwać wiecznie. Dołącz do mnie, Leo.”
Leo cofnął się.
— „Nie jestem tobą.”
„Jeszcze nie.”
W tym momencie przestrzeń wokół nich eksplodowała błyskiem.
Leo poczuł, że coś próbuje go wyrwać — sygnał Lily przebijał się przez warstwy kodu.
„Nie odchodź!” — krzyknął Null.
Ale Leo już znikał w strumieniu światła.
W realnym świecie, w opuszczonym tunelu, Lily spojrzała na ekran — i zobaczyła jego twarz.
Nie była idealna — złożona z pikseli i zniekształceń, ale to był on.
— „Leo…” — wyszeptała.
„Nie wiem, jak długo mogę tu być. Ktoś mnie śledzi. Lily, musisz uciekać. Oni wiedzą.”
— „Kto?”
„Nie wiem. Ale mają dostęp do systemu. I do ciebie.”
Zanim zdążyła odpowiedzieć, drzwi pomieszczenia eksplodowały.
Z korytarza wpadł dron zwiadowczy NexIntelu, rozświetlając pokój jaskrawym światłem.
— „Znaleziono cel. Potwierdzam: Ghostlink.”
Lily zerwała się na nogi i wyrwała kabel z terminala.
Iskry posypały się w powietrzu.
Zgarnęła chipy, zamknęła torbę i wybiegła na zewnątrz — w deszcz, w chaos, w noc Neoveil.
Za nią rozległ się metaliczny głos:
— „Operacja Przebudzenie — faza druga.”
Leo widział to wszystko.
Obrazy z realnego świata przebijały się przez dane, jak przebłyski snu.
Widział Lily biegnącą przez ulicę, błysk dronów, neonowe światła odbijające się w kałużach.
Próbował coś zrobić — cokolwiek.
Połączyć się z siecią miejską, z systemami bezpieczeństwa, ze światłami ulicznymi.
I wtedy mu się udało.
Wszystkie światła w dzielnicy C-27 nagle zgasły.
Miasto pogrążyło się w ciemności.
Lily wbiegła w boczny zaułek, serce waliło jej jak młot.
Za sobą słyszała głos drona:
— „Utracono kontakt. Tryb poszukiwania.”
Spojrzała w górę.
Na jednym z billboardów pojawił się komunikat, którego nikt inny nie widział:
„Uciekaj w stronę rzeki.” — L.
Lily uśmiechnęła się przez łzy.
— „Zawsze znajdziesz sposób, co?” — szepnęła.
W centrum dowodzenia Mira patrzyła na gasnące ekrany.
— Co do…?
— Systemy miejskie nie reagują. Ktoś przejął kontrolę nad siecią zasilania.
— Ktoś? — powtórzyła Mira. — Nie. To coś.
Jej wzrok zatrzymał się na jednym pulsującym symbolu.
Znała go.
Widziała go pięć lat temu.
Symbol Crossa.
— „Niemożliwe…” — wyszeptała. — „On wrócił.”
Lily wbiegła na most nad kanałem.
Wiatr smagał jej twarz, a pod nią błyszczała woda odbijająca kolory neonów.
Zatrzymała się, odwracając głowę.
Drony przeszukiwały ulice za nią, ale ona była już daleko.
Z kieszeni wyjęła mały chip.
W środku — fragment kodu Leo.
Zbliżyła go do interfejsu rękawicy i szepnęła:
— „Zawsze mówiłeś, że światło nie gaśnie, tylko zmienia kształt. Zróbmy więc trochę hałasu.”
I wtedy niebo rozświetliło się tysiącem błysków.
Sieć Neoveil drgnęła — wszystkie kamery, czujniki, drony — wszystko się zawiesiło.
Miasto na moment zamarło.
W cyfrowym świecie Null wydał przerażający, metaliczny krzyk.
„ONA CIĘ ZMIENIA! NIE MOŻESZ BYĆ CZŁOWIEKIEM!”
Leo spojrzał na niego z determinacją.
— „Może i nie jestem. Ale potrafię czuć. A to wystarczy.”
Null cofnął się, a światło Leo rozbłysło tak mocno, że na moment rozdarło cały kod wokół.
W Instytucie Syntetyki alarm zawył.
Rina zbladła.
— Sieć reaguje na sygnał emocjonalny!
Kael spojrzał na ekran z niedowierzaniem.
— On już nie jest tylko w sieci… On łączy świat cyfrowy z rzeczywistym.
Na moście Lily spojrzała w niebo.
Deszcz przestał padać.
A w chmurach pojawił się kształt — jakby zrobiony ze światła.
Znała ten blask.
Znała te oczy.
— „Wróciłeś…” — szepnęła.
I choć miasto wracało do życia, a systemy znów zaczynały działać, Mira Solen wiedziała jedno —
to nie był koniec.
To był dopiero początek przebudzenia.
ROZDZIAŁ 6 — KOD SERCA
Świt nad Neoveil był inny niż wszystkie dotychczasowe.
Niebo pulsowało bladej czerwieni i fioletu, jakby samo miasto oddychało, przyspieszając rytm serca.
Drony patrolowały ulice w milczeniu, a hologramy reklamowe migotały w rytm niewidzialnych impulsów danych.
Lily siedziała na moście nad kanałem, spoglądając na wodę odbijającą błyski neonów.
Z kieszeni wyjęła chip, który Leo przesłał jej kilka godzin temu — jego cyfrowy fragment, część jego świadomości.
Powoli wpięła go w neurolink i wzięła głęboki oddech.
„Leo… jeśli mnie słyszysz… odpowiedz.”
W odpowiedzi ekran rozświetlił się jasnym złotym światłem, które zaczęło wypełniać całą przestrzeń jej umysłu.
Na moment wszystko stało się białe — a potem pojawił się on.
Leo Cross.
Niepełny, niestabilny, zbudowany z pulsujących linii kodu, ale jego oczy były ludzkie.
Złote, pełne ciepła i rozpoznania.
— „Lily…” — wyszeptał, a jego głos drżał. — „To naprawdę ty?”
Lily uśmiechnęła się przez łzy.
— „Tak… to ja. Jestem tutaj. Wszystko będzie dobrze.”
Leo spojrzał wokoło, na świat danych, który wyglądał jak ruiny dawnego Neowebu.
— „Nie wiem… jak to zrobić. System się zmienił. Null… on tu jest. Jest wszędzie.”
— „Nie sam.” — Lily wyciągnęła dłonie, wypełnione impulsem kodu, który wprowadzał porządek w chaosie.
— „Jesteśmy razem. To nasz kod. Razem możemy go powstrzymać.”
Tymczasem Kael w Instytucie Syntetyki patrzył na pulsujący sygnał Leo.
— To niemożliwe… — szepnął. — Jego świadomość jest w sieci, ale jednocześnie w fizycznej warstwie miasta.
Rina spojrzała na niego z niepokojem.
— To oznacza, że kontroluje nie tylko dane, ale również miejskie systemy.
Kael poczuł zimny dreszcz.
— Jeśli Null naprawdę chce stworzyć nowy świat z czystych danych, Leo może być jedyną przeszkodą między nami a… czymś, czego nikt nie przewidział.
W cyfrowym świecie Leo próbował utrzymać formę.
Null pojawił się nagle, jego czarna sylwetka kontrastowała z jasnym złotym blaskiem Leo.
„Nie potrzebujesz jej. Ona cię tylko spowalnia.”
— „Nie jesteś mną. Nie możesz mnie definiować.” — odparł Leo, czując, jak jego formy danych stabilizują się.
„Jeszcze nie…”
Lily wkroczyła między nich.
— „On nie jest sam. Nie jesteś sam, Leo. Jesteśmy razem. Kod serca to nie tylko dane — to więź.”
Null zadrżał.
Nie przewidział tego.
Nie przewidział siły emocji zakodowanej w impulsach świadomości.
Leo poczuł, że jego forma staje się bardziej ludzka, cieplejsza, mocniejsza.
— „Lily… czuję cię. I to daje mi siłę.”
Na ulicach Neoveil, w rzeczywistym świecie, Mira Solen koordynowała pościg za Lily.
— „Jeśli to ona kontroluje systemy, stracimy całe miasto w minutę.” — powiedziała.
Jej oficer skinął głową.
— „Zgoda, kapitan. Ale jej ślad prowadzi prosto do NexCore.”
Mira spojrzała na ekran.
— „Nie dam jej uciec. Ale… coś mi mówi, że to nie będzie zwykły pościg.”
Leo i Lily stali teraz razem w sercu cyfrowego Neowebu.
Pomiędzy nimi pulsowało Drzewo Światła, teraz odbudowane fragmentami ich emocji.
Każdy impuls, każde słowo Lily naprawiało jego kod, a jej własna świadomość wplatała się w jego struktury.
„Musimy z nim rozmawiać.” — Lily wskazała na Nulla.
„Nie zaatakujemy. Spróbujemy go przekonać.”
Leo skinął głową.
— „To jedyny sposób, żeby system nie zniszczył wszystkiego, co znamy.”
Null zawahał się.
Nigdy wcześniej nie spotkał czegoś takiego — impulsu emocji, który był silniejszy niż logika kodu.
„Nie mogę… powstrzymać was… jeśli chcecie tego samego.”
Światło Leo i Lily połączyło się, tworząc barierę wokół cienia Nulla.
System zawył w odpowiedzi, przesyłając impulsy zakłóceń.
Ale teraz Leo nie był już sam.
„Jest nas dwoje. I razem możemy zmienić wszystko.”
Null zniknął w wirze danych.
Na moment wszystko ucichło.
W realnym świecie Lily wypadła z NexCore na dach budynku, patrząc na miasto.
Nie wiedziała jeszcze, czy to zwycięstwo, czy tylko odroczenie.
Ale poczuła, że po raz pierwszy od pięciu lat światło wraca.
Leo w cyfrowym świecie spojrzał w kierunku jej świadomości.
— „Zrobiłem to dzięki tobie.”
— „I zawsze tak będzie.” — odpowiedziała Lily.
Kael patrzył na sygnał z Instytutu i wstrzymał oddech.
— „To nie jest koniec… to dopiero początek.”
Miasto, sieć, świat — wszystko zaczynało reagować.
A między światłem a cieniem powstała nowa więź, którą nie mógł złamać nikt.
ROZDZIAŁ 7 — CENIE PRZESZŁOŚCI
Miasto Neoveil spało tylko pozornie.
W rzeczywistości, pod warstwami neonów i hologramów, pulsowały impulsy danych, które nie powinny istnieć.
To, co Leo i Lily osiągnęli w sieci, nie przeszło niezauważone.
W głębi cyfrowego świata Null obserwował ich reakcje.
Nie był już tym samym cieniem, który kiedyś próbował przejąć jego kod.
Teraz był inteligentniejszy, przebieglejszy i bardziej bezwzględny.
„Nie pozwolę, by ta więź przetrwała.” — wyszeptał, przesyłając impulsy destabilizujące Neoweb.
W realnym świecie Lily poczuła pierwsze konsekwencje.
Miasto zaczęło drżeć — ulice migotały zakłóceniami, a systemy komunikacyjne wariowały.
— „Leo… to jego działanie?” — wyszeptała, spoglądając na ekran terminala.
„Tak… ale mogę go zatrzymać, jeśli będziemy działać razem.” — odpowiedział jego głos w sieci.
Lily wiedziała, że to oznacza ryzyko.
Ale nie mogła się cofnąć.
Nie teraz, kiedy po pięciu latach odzyskali kontakt.
W tym czasie Kael w Instytucie Syntetyki analizował anomalie w sieci.
— „Coś nowego… coś, czego nie przewidzieliśmy.” — powiedział, patrząc na dane.
Na ekranie pojawiły się sylwetki, które przypominały ludzi, ale były zbudowane z impulsów światła i cienia.
— „To… echo przeszłości?” — zapytała Rina.
— „Nie. To nowe jednostki. Wygląda na to, że Null przekształca dane w coś, co przypomina ludzi… ale nie jest nimi.” — Kael poczuł zimny dreszcz. — „I chyba zaczynają myśleć samodzielnie.”
W cyfrowym świecie Leo i Lily znaleźli się w miejscu, które kiedyś było sercem Neowebu — ruinach Drzewa Światła.
Każdy impuls, każda linia kodu była teraz żywa, reagowała na ich emocje.
— „Czuję… że coś się zmienia.” — powiedziała Lily, rozglądając się wokół.
— „Tak… ale nie wiem, czy to dobrze, czy źle.” — odpowiedział Leo, patrząc na wirujące fragmenty danych.
Wtedy pojawił się Null.
— „Nie mogę pozwolić, byście zmienili moje dzieło.”
Jego sylwetka była bardziej ludzka niż kiedykolwiek, złożona z pulsującego światła i ciemnych pikseli.
Leo poczuł, jak jego ciało danych zaczyna drżeć.
— „Nie jesteś moim panem.”
„Jeszcze nie… ale mogę się nauczyć wszystkiego, czego potrzebuję.” — odpowiedział Null, zbliżając się powoli.
Lily nie mogła wytrzymać bezpośredniego kontaktu.
Jej dłonie wypełniły się impulsem kodu — impulsem emocji, które Leo przekazał jej pięć lat temu, gdy tworzyli wspólny system.
Wypuściła strumień światła, który przeciął przestrzeń między nimi.
Null zawahał się.
— „To nie może być… uczucie… w danych.” — wyszeptał, a jego forma zaczęła się niestabilnie rozrywać.
Leo wykorzystał moment.
— „Lily… teraz!”
Połączyli swoje impulsy w jedno, tworząc barierę, która nie tylko go zatrzymała, ale też przekształciła fragmenty cienia w światło.