ROZDZIAŁ 1: Trzydzieści Siedem Procent Zepsucia
Pobudka i Długi
Budzik Johna nie dzwoni. Oczywiście, że nie dzwoni. Zamiast tego, włącza się Cyril.
— Witaj, John — głos sztucznej inteligencji, wbudowanej w hełm wiszący nad jego głową, był idealnie gładki, ale miał niepokojąco cierpki ton. — Jest godzina 11:37. Czas wezwania do agencji „Szybkie Cykle” minął jedenaście minut temu. Twoje szanse na dotarcie bez utraty całego porannego honoru wynoszą 1,3%.
John mruknął coś, co mogło być „pieprzyć honor”, i podniósł się. Kapsuła do spania w jego mikroskopijnym mieszkaniu w Dolnej Neonie była zaprojektowana tak, by zajmować jak najmniej miejsca, co w praktyce oznaczało, że wyjście z niej przypominało poród.
— Apropo strat — ciągnął Cyril, projektując na scianę przed Johnem pulsujący, czerwony bilans kredytowy. — Dzisiejsza płatność minimalna na rzecz firmy windykacyjnej Finanse Cienia wynosi 38 kredytów. Oczywiście, nie masz tych pieniędzy. Zalegasz na 47 312 kredytów. Twoje przewidywane dożycie po przymusowym wszczepieniu chipa dłużniczego szacuję na dwanaście lat ciężkiej, bezpłatnej pracy.
— Cyril, wyłącz to. Zawsze mi to psuje śniadanie.
— Nie jadasz śniadań, John. Zbyt drogie. — odparł Cyril z niezachwianą logiką.
John wcisnął się w swój zniszczony, ale wciąż jakoś trzymający ciepło skórzany kombinezon Kuriera Klasy C. Na ścianie, obok bilansu, pojawił się nowy, migający hologram. Była to Babulka 7.0. Jej twarz miała tradycyjne, głębokie zmarszczki, ale jej prawe ramię lśniło chromowanym, muskularnym ulepszeniem.
— JOHN! — Warknęła Babulka 7.0. — Pamiętasz babcię? Z Finansów Cienia! My się nie pierniczymy z odroczeniami! Płatność natychmiast, albo to ramię odepnie Ci głowę i wniesie ją jako depozyt. Wyznaczam Ci czas: zanim neonowe słońce nad Gmachami OMNI się schowa!
John pośpiesznie ubrał swój hełm, aktywując filtr szumów. Babulka natychmiast ucichła do irytującego, ale ledwo słyszalnego brzęczenia.
— Oszukujesz cyfrowe powiadomienia windykacyjne. Nisko upadasz, John. — To jest przetrwanie, Cyril. A teraz ruszamy. Muszę dojechać do Maestro.
Neona i Skuter
John wyszedł na zewnątrz. Miasto uderzyło go w twarz typowym koktajlem zapachów: przegrzany plastik, tanie syntetyczne jedzenie i wilgoć. Mimo braku słońca (miasto było całkowicie zasłonięte przez tysiące pięter megakorporacji), wszechobecny, jaskrawy neon malował ulice na palący róż i trujący zielony. Dolna Neona to labirynt betonowych wąwozów, gdzie tylko najtańsze neony jeszcze migotały.
John podszedł do swojego skarbu — skutera antygrawitacyjnego, który pieszczotliwie nazywał Rzęchem. Wyglądał jak zardzewiały wrak z recyklingu.
— Stan skutera: Trzydzieści siedem procent zepsucia — poinformował Cyril. — Dziś spodziewana awaria lewego stabilizatora. — Taa, wczoraj to był prawy stabilizator. Postępy.
John z trudem odpalił silnik. Maszyna jęknęła, wydała z siebie dźwięk pękającego szkła, a potem, z charakterystycznym, nieszczęśliwym buczeniem, uniosła się metr nad brudny chodnik.
— Rozpoczynamy trasę do Agencji. Proponuję unikać Strefy 4, trwa tam tam demontaż nielegalnej fabryki dronów, co może zakłócić stabilizatory. Chyba że lubisz zderzenia? — Nie mam czasu na objazdy, Cyril. Trzymam się najkrótszej trasy. Jeżeli mam zostać zgnieciony, niech to będzie w drodze do pracy.
John wcisnął gaz. Skuter szarpnął, ale ruszył. John był Kurierem Klasy C. Jego praca była chaotyczna, niebezpieczna i słabo płatna. Ale to była jedyna praca, która pozwoliła mu latać.
Spotkanie z Maestro
Agencja „Szybkie Cykle” mieściła się w opuszczonej pralni przemysłowej. W środku czekał Maestro. Szef agencji był ubrany w przestarzały, aksamitny garnitur w kolorze fuksji, palił elektroniczną fajkę.
— John! — Zawył Maestro, podrywając się z fotela. — Spóźniony! Myślałem, że znów wylądowałeś w windykacyjnym areszcie! — Mała awaria skutera. I Babulka mnie ścigała, Maestro. Muszę zarobić. Coś szybkiego, prostego, dobrze płatnego?
Maestro odrzucił ramię teatralnym gestem. — Proste? John, czy ja wyglądam na kogoś, kto zajmuje się prostymi rzeczami? Mam dla Ciebie perłę! Zlecenie, które wyleczy Twój dług na rok!
John poczuł dreszcz, który nigdy nie zwiastował niczego dobrego. — Brzmi niebezpiecznie, Maestro.
— Niebezpieczne to moje drugie imię. Albo trzecie. — Maestro podszedł do biurka i z teatralnym zgrzytem odsunął ciężką, metalową pokrywę. Pod spodem leżał mały, czarny, zupełnie niepozorny dysk danych. — Paczka Krytyczna — szepnął. — Wysoki priorytet. Dostawa do Sektora 12. Absolutnie żadnych pytań, John. Po prostu leć i zrzuć w punkcie odbioru. Klient Z płaci dziesięciokrotność Twojej stawki!
— To niemożliwe. Dziesięciokrotność? To pachnie pułapką, John. Z punktu widzenia statystyki, szansa na bezproblemową dostawę jest bliska zeru. — wtrącił Cyril.
— Zamknij się, Cyril — mruknął John, chwytając dysk. Był zimny i nieprzenikliwie gładki. Czterdzieści siedem tysięcy długu… i Babulka.
— W porządku, Maestro. Dostarczę to. Ale jeżeli ten dysk to bomba, wracam tu i zdetonuję ją pod twoim tronem. — Świetnie, John! Teraz ruszaj! I pamiętaj… nikt nie może dotknąć Paczki Krytycznej. Nikt!
John ruszył w stronę wyjścia.
— Kierunek: Sektor 12, Północna Neona. Piętnaście minut lotu, John. Uważaj na lewy stabilizator.
John wsiadł na Rzęcha. Silnik zakaszlał, skuter buchnął dymem i wyleciał na oświetloną neonami ulicę. John, trzymając dysk mocno w kieszeni kombinezonu, czuł to. Czuł, że ten dzień będzie inny. Czuł to w zardzewiałych stabilizatorach swojego skutera.
Niech będzie to dostawa jedzenia dla jakiegoś szalonego naukowca, pomyślał po raz ostatni. Tylko nic… krytycznego.
Oczywiście, nie miał takiego szczęścia.
ROZDZIAŁ 2: Skuter i Pierwsza Zasadzka
Lot nad Sektorem Biednym
John trzymał się nisko. Mimo instrukcji Maestro, by lecieć szybko i wysoko w kierunku Gmachów OMNI, John wolał zgiełk i osłony Dolnej Neony. Tutaj, wśród rozsypujących się reklam hologramowych i gęstwiny zwisających kabli, miał przewagę — nikt nie spodziewał się, że kurier będzie tak niekompetentny w nawigacji.
— Projekcja trasy: Sektor 12 za dwanaście minut, piętnaście sekund — oznajmił Cyril. — Lecz ze względu na Twoją prędkość, John, oraz dym wydobywający się z silnika, szacuję, że to będzie dwanaście minut, dwadzieścia sekund.
— Dwadzieścia sekund opóźnienia, apokalipsa — mruknął John. Myśl o dziesięciokrotności stawki rozgrzewała mu zziębnięte palce. To była cała wolność. Wolność od Babulki 7.0. Wolność od oglądania każdej kropli taniej syntetycznej kawy.
Gdy skuter Rzęch wyprzedzał rzędy opuszczonych, podświetlonych na czerwono automatów z jedzeniem, lewy stabilizator zaczął niemiłosiernie rzęzić.
— Właśnie tak, John. Lewy stabilizator. Trzydzieści siedem procent zepsucia było dokładne. Przyszykuj się na lekkie, losowe przechylenia.
Skuter przechylił się nagle o dwadzieścia stopni w lewo. John złapał równowagę w ostatniej chwili, uderzając kolanem o wystającą część obudowy.
— Lżejsze! Niech będą lżejsze! — Nie jestem w stanie sterować usterkami, John. W tym tkwi cały urok.
Niespodziewana Eskorta
Właśnie gdy John wjeżdżał w strefę przejściową, gdzie beton ustępował miejsca czarnemu, polerowanemu metalowi należącemu już do korporacji, poczuł na sobie wzrok. Nie był to wzrok drona monitorującego ruch uliczny, ale coś bardziej celowego.
Spojrzał w górę i serce podeszło mu do gardła.
Dwa smukłe, czarne, ultranowoczesne motory szybujące pojawiły się zza narożnika, lecąc w doskonałej formacji. Nie miały logo policji korporacyjnej OMNI, ale były profesjonalne. A ich kierowcy byli ubrani w lśniące, ciemne kombinezony, których jedyną ozdobą były uszkodzone, migające wyświetlacze LED na ich hełmach.
— Ostrzeżenie! Niezidentyfikowane jednostki zbliżają się szybko. Ich tor lotu jest agresywny i nakierowany na kolizję. — Wiem, Cyril! Widzę, że to nie jest eskortowanie kuriera!
Jeden z motocyklistów, ten o mniejszej posturze (Poplecznik MINUS), wykonał gwałtowny ruch ręką. Z pojazdu drugiego (Poplecznik PLUS) wysunął się magnetyczny hak.
— John, to jest próba zneutralizowania! Sugeruję natychmiastowe zwiększenie prędkości.
John wcisnął gaz, ale Rzęch mógł zaoferować tylko tyle. Motory z łatwością ich doganiały. Hak magnetyczny, którym sterował PLUS, chybił o włos.
— Chybił! To banda amatorów! — zakrzyknął John. — O nie, John. Nie chybił. Celowali w Twój lewy stabilizator. Celowo chcieli, żeby ten zepsuty ustąpił. Nie są amatorami. Są dobrze poinformowani.
Zaraz po tych słowach, skuter Johna przechylił się, tym razem celowo, tak bardzo, że John musiał położyć rękę na ziemi, by nie spaść. Lewy stabilizator wydał z siebie ostateczny, jęczący dźwięk.
Gang ZŁAMANYCH PIKSELI
Motocykliści zwolnili, otaczając John. Motocyklista MINUS, z hełmem wyświetlającym ciągle migający znak zapytania, podniósł dłoń.
— Stać! — Głos był elektronicznie zniekształcony i wysoki. — Dysk. Nam. — Nie mam pojęcia, o czym mówicie — odparł John, starając się, by jego głos brzmiał twardo, choć trzęsły mu się nogi.
Nagle z dachu pobliskiego budynku zeskoczył trzeci. To był SQUID, w przerośniętym hełmie, którego LED wyświetlał zepsutą, migającą emotikonę śmiejącej się czaszki.
— Wiem, że masz dysk, Kurierze Klasy C. — Głos Squida był przesiąknięty arogancją. — Zostaliśmy wynajęci, by odebrać Paczkę Krytyczną. Złamane Piksele nie zawodzą. Oddawaj go po dobroci, a skończysz tylko z kilkoma siniakami.
— To jest Squid, John. Lider Gangu Złamanych Pikseli. Szansa na pokojowe rozwiązanie: 0,001%.
John rozejrzał się. Był otoczony, na środku skrzyżowania, tuż pod wiszącym billboardem, który reklamował sztuczne wakacje w tropikach.
— Nie ma mowy. To moje zlecenie. I moich dziesięć razy stawka. — Och, będzie Twoje zlecenie. Ostatnie zlecenie. — zaśmiał się Squid.
John wiedział, że musi ruszyć się pierwszy. Nie miał szans na walkę, ale miał Rzęcha i chronicznego pecha. Zdecydował się polegać na tym drugim.
Gwałtownie odchylił się w prawo, zmuszając skuter do niemal pionowego skrętu. Złamał Piksele nie byli na to gotowi. John uderzył Rzęchem w najbliższy, migoczący neon.
— Wybierasz ucieczkę? Statystycznie, to najgorsza opcja! — Wiem! — krzyknął John. — Ale przynajmniej będzie głośno!
Neon eksplodował gejzerem kolorowych iskier i dymu. John, oszołomiony, ale cały, wcisnął się w gęsty dym. Wystarczy, żeby zyskać parę sekund.
ROZDZIAŁ 3: Dopóki Skuter Nie Wybuchnie
Ucieczka w Dymie
Eksplozja neonu, którą John spowodował, uderzając w reklamę Syntetycznych Tropików, kupiła mu ułamki sekund. Wystarczająco, by wcisnąć gaz do oporu i skierować Rzęcha do betonowego kanionu, który służył za rynnę ściekową.
— John, to jest Rynna Ściekowa Sektora B. To nie jest trasa przelotowa! — niemal krzyknął Cyril. — Wolę ścieki niż chromowany hak w plecach, Cyril!
Skuter leciał nisko nad toksycznie zieloną, parującą wodą. Rzęch, mimo uszkodzonego lewego stabilizatora, dawał radę. Przynajmniej na chwilę.
Złamane Piksele jednak nie odpuszczali. Motory szybujące wbiły się w dym i zderzyły się z hukiem, który odbił się echem od betonowych ścian.
— Minus i Plus zderzyli się z sobą. Stan uszkodzeń: 47% i 52%. Ich kłótnia zacznie się za trzy… dwa…
— TY DEBILU! — rozległ się zza pleców Johna zniekształcony głos PLUSA. — Nie widziałeś, że tu zwalniam?! — To ty zwalniasz za wolno, kretynie! — odbił MINUS. — Musimy działać precyzyjnie!
John wykorzystał ich kłótnię i skręcił ostro w boczny tunel wentylacyjny, ledwo mieszcząc się w szczelinie.
Manewry Skutera
Tunel wentylacyjny był ciemny, wąski i pełen rur. Rzęch szorował bokami o zardzewiałe metalowe ściany.
— Włączam światło awaryjne. Niestety jest koloru seledynowego, co jest kiepską barwą kamuflażu. — Po prostu mi mów, co jest przede mną!
Przed nimi pojawiła się nagle zapadnia konserwacyjna. John nie zdążył skręcić. Skuter przeleciał przez zapadnię. Został podrzucony, a dysk w kieszeni uderzył go mocno w żebra.
— Potwierdzam, lądowanie było nieudane. Stan Johna: 67% sprawności. Stan skutera: 41% zepsucia. Płyn hydrauliczny wycieka.
John z trudem utrzymał kierownicę. Z tyłu wleciał SQUID. Lider Pikseli był wściekły, a emotikona na jego hełmie migotała wściekłą, czerwoną barwą.
— Stój, kurierze! Skończyłeś!
Squid wyciągnął plazmowy miotacz i posłał w stronę Johna pulsujący pocisk. John instynktownie schylił się, a pocisk uderzył w rurę tuż nad jego głową. Para i gorące opary osłoniły ich obu.
— Właśnie zniszczył rurę odprowadzającą kondensat klimatyzacyjny, John. To jest gorące i cuchnie, ale na chwilę straciliśmy go z zasięgu wzroku.
John wykorzystał parę jako osłonę i wyjechał z tunelu, lądując na tarasie serwisowym w pobliżu Wysokiego Sektora. Złamane Piksele byli tuż za nim.
Interwencja Dyrektora
John wjechał na taras pełen lśniących, luksusowych pojazdów. To była strefa należąca do OMNI. Nagle, z eleganckiej, czarnej limuzyny, wysiadł Dyrektor Vandelay. Ubrany w perfekcyjnie skrojony, szary garnitur, Vandelay wyglądał na uosobienie spokoju i porządku.
— Co to ma być?! — Dyrektor Vandelay mówił cicho, ale jego głos przebijał się przez ryk silników. — Akty wandalizmu w Strefie 12 są nieakceptowalne!
Zobaczywszy Johna na zardzewiałym skuterze, a za nim rozbitych, ale wciąż groźnych Złamanych Pikseli, Vandelay wyciągnął rękę do zegarka.
— Wzywam Policję Korporacyjną. Natychmiast!
SQUID, widząc Vandelaya, zawahał się. OMNI było pracodawcą (pośrednim lub bezpośrednim), a strzelanie do Dyrektora nie było w planie. John wykorzystał tę sekundę.
— Użyj dopalacza! Teraz! Maestro go zamontował! — krzyknął Cyril. — Jaki dopalacz?! — Wajcha pod siedzeniem, John! Ta z naklejką „Nie Ruszać”!
John szarpnął wajchą. Z tyłu Rzęcha zamiast ognia, wytrysnął gejzer… jaskrawo różowej pianki! Skuter faktycznie przyspieszył, ale stracił przyczepność na śliskiej powierzchni tarasu.
— John, to nie dopalacz, to uszczelniacz hydrodynamiczny! Pomyliłeś przełączniki!
John, ślizgając się na różowej pianie, wjechał prosto w gablotę, w której stał luksusowy, chromowany SUV korporacyjny. Szkło pękło z hukiem.
SQUID, który wahał się, czy zaatakować Johna na oczach Vandelaya, teraz już nie miał wątpliwości.
— To! Koniec! — wrzasnął SQUID.
John jednak wpadł w rozbitą gablotę i wylądował na zapleczu tarasu, tuż obok windy serwisowej. Złapany w pułapkę. Bez wyjścia.
ROZDZIAŁ 4: Paczkę Pobrał Nieznany Adresat
Złapany na Gorącym Uczynku
John wylądował na twardym, zimnym betonie za pękniętą gablotą, tuż obok drzwi windy serwisowej. Skuter Rzęch leżał przewrócony, dymiąc delikatnie różową pianą hydrauliczną.
— Status: Unieruchomiony — skwitował Cyril. — SQUID i Dyrektor Vandelay zbliżają się. Wandalay wygląda na bardziej wściekłego, John. Prawdopodobnie z powodu plamy piany na jego polerowanej posadzce.
John, oszołomiony uderzeniem, podniósł się. Musiał uciekać, ale winda serwisowa była zablokowana. Wyjął dysk z kieszeni — Paczka Krytyczna była nienaruszona.
SQUID pojawił się w przełomie, a jego emotikona na hełmie teraz migała symbolem bomby. Był wściekły z powodu pościgu, strat w ludziach (MINUS i PLUS wciąż się kłócili gdzieś w rynnie ściekowej) i piany.
— Skończyłeś, Kurierze. Oddawaj to! — warknął SQUID, celując miotaczem plazmy.
W tym momencie na taras wbiegł Dyrektor Vandelay, jego idealnie skrojony garnitur był prawie zbezczeszczony przez odrobinę pyłu. Był purpurowy ze wściekłości.
— Dosyć tego! To jest moja własność! — Vandelay wskazał na rozbitą gablotę. — A ty, ty futurystyczny wandal — zwrócił się do Johna. — Zostaniesz ukarany! SQUID! Zostaw dysk, aresztuj tego natychmiast za zniszczenie mienia korporacyjnego!
SQUID zawahał się. Cel był dysk, ale Vandelay, choć niższy rangą niż jego prawdziwy zleceniodawca, był twarzą OMNI. Zanim SQUID zdążył podjąć decyzję, John wykorzystał ich zdezorientowanie. Rzucił w stronę SQUIDA garścią splątanych, zardzewiałych kabli, które znalazł przy windzie.
Niespodziewana Odpowiedź
To oczywiście nie powstrzymało SQUIDA, ale wystarczyło, by odwrócić jego uwagę.
W tym ułamku sekundy, z windy serwisowej — tej samej, która wcześniej była zablokowana — wyskoczyła postać.
To była kobieta. Ubrana w ciężką, szarą kurtkę roboczą, miała na sobie gogle, a jej twarz była zasłonięta bandaną. Nie była elegancka jak Vandelay, ani krzykliwa jak PIKSELE. Była cicha i szybka.
Kobieta rzuciła mały, okrągły przedmiot pod nogi Vandelaya. Przedmiot wydał z siebie piskliwy, ale nieszkodliwy dźwięk, a następnie wypuścił fontannę tęczowego brokatu.
Vandelay, perfekcjonista, krzyknął z obrzydzenia, starając się zasłonić swoją twarz. Brokat przykleił się do jego garnituru.
SQUID, ogłuszony głośnym piskliwym dźwiękiem, odwrócił się w stronę kobiety.
— Kobieta nieznana, nieuzbrojona. Wygląda na typ sabotażysty. I ma bardzo dziwne poczucie humoru. — skomentował Cyril.
Zanim SQUID zdążył zareagować, kobieta podeszła do Johna.
— Ty masz Paczkę Krytyczną? — zapytała cichym, ale zdecydowanym głosem. — Tak, ale… — Dobrze. To nie ty masz dostarczyć, tylko my mamy odebrać.
Paczka Pobrał Nieznany Adresat
Zanim John zdążył przetworzyć, że całe zlecenie mogło być pułapką, kobieta wykonała szybki ruch ręką. Użyła małego, cylindrycznego urządzenia, które dotknęła do kieszeni Johna.
— Ostrzeżenie, John! Urządzenie skanujące!
Urządzenie wydało krótki sygnał. Kobieta wyjęła dysk z kieszeni Johna z chirurgiczną precyzją.
— Przepraszam za chaos. Miało być subtelniej. Zlecenie „Klient Z” było tylko zmyłką, żeby Paczka Krytyczna trafiła w odpowiednie ręce. — oznajmiła, trzymając dysk.
John poczuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg. Dług, pościg, Vandelay, SQUID… wszystko na marne?
— Moje pieniądze! Gdzie moja dziesięciokrotność stawki?! — To cię już nie martwi, kurierze. Jesteś wolny od zlecenia.
Kobieta skoczyła w kierunku okna serwisowego. W tym momencie SQUID w końcu otrząsnął się z szoku po brokatowej bombie.
— Nie uciekniecie! — wrzasnął SQUID i wystrzelił pocisk plazmowy.
Kobieta wpadła w okno, które pękło, i zniknęła. John, widząc otwartą drogę, skoczył za nią. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszał, był przeraźliwy wrzask Dyrektora Vandelaya:
— TEN BROKAT SIĘ NIE ZMYWA! WEZWAĆ CZYSZCZENIE KLASY A!
John wylądował na metalowym daszku, a wiatr uderzył go w twarz. Spojrzał w dół. Kobieta włączyła własny, mały skuter, który czekał na dachu pobliskiego budynku. Odjeżdżała szybko.
John został na daszku, bez Paczki Krytycznej, z dymiącym skuterem na tarasie i wściekłym SQUIDEM oraz Dyrektorem OMNI na piętrze.
— John, to jest definitywny błąd. Zostałeś wrobiony. Nie masz paczki, nie masz pieniędzy, a masz teraz dwa razy więcej wrogów. — Tak, Cyril. Ale mam czyste sumienie. Prawie. A Paczka Krytyczna trafiła do… kogoś, kto jej chciał.
John spojrzał na SQUIDEM, który właśnie wychodził na daszek. Wiedział, że teraz, gdy Paczka Krytyczna zniknęła, SQUID będzie wściekły i będzie chciał krwi.
— Czas na prawdziwą ucieczkę, John. Musisz zejść do Podziemi. Szybko.
John wiedział, że ma rację. Musiał uciec ze strefy OMNI i znaleźć kogoś, kto wiedziałby, kim jest ta kobieta. Został sam, na dachu, z długiem i nowym, bardzo poważnym problemem.
ROZDZIAŁ 5: Schronienie w Cieniu i Kredytka
Ucieczka z Wysokiego Sektora
John nie miał czasu, by analizować absurdalną interwencję kobiety. Najważniejsze było, że SQUID, wściekły, iż Paczka Krytyczna zniknęła, teraz całą swoją złość skupiał na nim.
— Uciekaj, John! Przez to, że Paczka zniknęła, SQUID przełączył się w tryb „zemsta”! — ostrzegł Cyril.
John zeskoczył z daszku na niższy poziom, lądując na stosie starych skrzyń z recyklingu. SQUID oddał strzał z miotacza plazmy. Promień trafił w skrzynie, powodując eksplozję sprasowanego kartonu i syntetycznych włókien. John, osłonięty dymem, pobiegł w stronę najbliższej klatki schodowej.
— Musimy dostać się do Dolnej Neony. Tam zgubimy go w chaosie. OMNI i Złamane Piksele rzadko zapuszczają się do Sektora Zero.
John biegł w dół. Klatka schodowa była ciemna, a powietrze stawało się coraz gęstsze. Czuł, jak każdy krok oddala go od lśniącego, ale zdradzieckiego świata korporacji.
Miasto Podziemne
Kiedy w końcu wydostał się z klatki, John znalazł się w zupełnie innym świecie. To był Sektor Zero, czyli najstarsze, niekonsolidowane podziemia miasta, gdzie budynki były ze sobą połączone pajęczyną rur i nielegalnych konstrukcji. Neony były tu rzadkie i zepsute, a oświetlenie pochodziło głównie z niskopoziomowych, czerwonych lamp ostrzegawczych.
— Witaj w domu, John. Śmietnik z charakterem — skomentował Cyril. — Twoje szanse na anonimowość wzrosły do 78%.
John schował się w cieniu wielkiej, zardzewiałej rury wentylacyjnej. Wibracje i dźwięki miasta były tu inne: ciężki, basowy rytm podziemnych generatorów i niezidentyfikowany huk. Czuł głód i pragnienie.
— Muszę znaleźć kogoś, kto zna tę kobietę — powiedział John. — Kogoś, kto wie, jakie grupy interesują się Paczką Krytyczną.
— Potrzebujesz informatora. Lokalnego, godnego zaufania… Cóż, w Neonie „godny zaufania” oznacza kogoś, kto nie sprzeda Cię w pierwszej kolejności.
— Barman. Potrzebuję barmana.
Kredytka
John ruszył dalej, kierując się w stronę muzyki i gęstszego zapachu spalonego alkoholu. W końcu znalazł to, czego szukał: obskurny lokal ukryty w starej, betonowej cysternie. Nazwa, wypisana sprayem, brzmiała „Ostatni Wirus”.
W środku było ciemno i głośno. John podszedł do lady, której blat był pokryty lepką, nieznaną substancją.
Za ladą stał Kredytka. Był to wąsaty mężczyzna, który wyglądał jak typowy właściciel baru, gdyby nie jedna rzecz: w jego prawym nadgarstku miał wszczepioną mikro-drukarkę.
— Czego się napijesz? — zapytał Kredytka, przecierając szklankę brudną szmatą. — Coś mocnego, czystego. I mam pytanie.
— Pytania kosztują — Kredytka stuknął palcem w mikro-drukarkę. — Zaczynamy od standardowej opłaty za Intrygę — 10 kredytów. Jeśli zapytanie wymaga Pamięci Długoterminowej, to 25. Ryzykowne Plotki to 50.
— Oszustwo. Ale i tak tańsze niż opłata za dane OMNI. — skomentował Cyril.
John westchnął i położył na ladzie jedyną kartę, na której miał jeszcze jakieś saldo. Kredytka, z zadowoleniem, przesunął skanerem nad kartą, a mikro-drukarka w jego nadgarstku wypluła mały, papierowy rachunek.
— Pytanie: Dziesięć kredytów. — Widziałeś tu ostatnio kogoś, kto włamuje się na tarasy serwisowe OMNI? Kobieta w szarej kurtce roboczej, z brokatową bombą?
Kredytka uniósł brwi. — Brokatowa bomba? To mi przypomina Ryzykowną Plotkę. Dwadzieścia pięć kredytów, proszę.
John skinął głową z rezygnacją. Kolejny rachunek wysunął się z ręki barmana.
Kredytka pochylił się, a jego głos stał się cichszy. — Ta historia o brokacie. Krąży. To robota Vixen. Lokalna legenda.
— Vixen? — Vixen to hakerka. Zawsze robi zamieszanie, ale nigdy dla pieniędzy, tylko dla zabawy. Mówią, że jest genialna, ale niebezpiecznie absurdalna. Jeśli interesuje ją Paczka Krytyczna, to znaczy, że nie jest to zwykła kradzież. Ona nie robi niczego, co nie ma potencjału do wywołania dużego Błędu Systemowego w OMNI.
— Bingo, John. Trafiliśmy na informatora, który ma pojęcie o wyższej lidze — powiedział Cyril.
John poczuł, jak rośnie mu nadzieja, ale i panika. Jeśli Vixen działała dla idei, nie będzie jej łatwo przekupić.
— Gdzie ją znajdę?
Kredytka uśmiechnął się, a mikro-drukarka w jego nadgarstku zaczęła już buczeć. — To wymaga Pamięci Długoterminowej z Elementami Ryzyka. Siedemdziesiąt pięć kredytów.
John zacisnął zęby. Dług rosnie, nawet kiedy ucieka.
ROZDZIAŁ 6: Sojusz z Absurdem
Cena Informacji
John patrzył na Kredytkę, który cierpliwie czekał, aż mikro-drukarka w jego nadgarstku wypluje rachunek na 75 kredytów. Ostatnie rezerwy finansowe Johna, które miały wystarczyć na ratowanie skutera, właśnie topniały w imię poszukiwania hakerki, która obrzuciła dyrektora korporacji brokatem.
— Niech będzie — westchnął John. — Ale to ostatnia plotka, jaką kupuję. Następne informacje wycisnę z ciebie siłą.
— Próbowało wielu, chłopcze — Kredytka wzruszył ramionami. — Ale moje dane są szyfrowane. I zarchiwizowane. Zaufaj mi.
Po kolejnej transakcji, Kredytka znowu się pochylił. — Vixen ma kryjówkę w starym Sektorze Chłodniczym. To niski poziom, nikomu niepotrzebny, pełen zepsutych rur i zamarzniętego kondensatu. Szukaj lokalu z migającą, zieloną lampką. Ona wierzy, że zielony kolor odgania policyjne drony.
— Absurdalna przesądność. Zgodnie z analizą sensoryczną, drony policyjne reagują na fale cieplne, a nie kolor. — skomentował Cyril.
— Wiem, Cyril. Ale może to tylko jej sposób na żarty. Dzięki, Kredytka.
— Pamiętaj, John — ostrzegł barman, patrząc mu w oczy. — Vixen to nie jest zwykła kradzież. To problemy. Jeśli jej szukasz, to szukasz kłopotów.
Zimny Sektor
John opuścił „Ostatni Wirus” i skierował się do Sektora Chłodniczego. Im niżej schodził, tym powietrze stawało się cięższe i zimniejsze, mimo tropikalnej temperatury panującej na powierzchni Neony. Rury pokryte były lodem, a podłoga była śliska od lodu i wody. SQUID i jego Piksele raczej nie szukaliby go tutaj.
Pośród rzędów zardzewiałych, nieczynnych zamrażarek, John w końcu znalazł małe, stalowe drzwi, nad którymi migotała stara, zielona lampka.
John zapukał. Odpowiedział mu zniekształcony głos:
— Jeśli to dostawca jedzenia, to nie, dziękuję. Dziś mam nastrój na syntetyczny ramen, a nie na pizzę z mikrofali.
— Nie jestem dostawcą jedzenia — odparł John. — Nazywam się John. Szukam hakerki, która rzuca brokatowymi bombami. Mam do niej sprawę związaną z Paczką Krytyczną.
Chwila ciszy. Potem mechaniczny zamek drzwi kliknął.
Vixen
W środku było zaskakująco ciepło, ale panował całkowity chaos. Ściany były pokryte mapami Neony, kodami binarnymi i nieudanymi portretami kota namalowanymi farbą w sprayu. Wszędzie walały się kable, wszczepy i puste opakowania po energetycznych napojach.
Vixen siedziała przed trzema migoczącymi monitorami, otoczona przez to całe zamieszanie. Miała zdjętą bandanę, a jej włosy były jaskrawo pomarańczowe. Jej oczy, choć skupione na ekranach, były błyskotliwe i pełne ironii.
— Wchodź, Kurierze Pechu. Wiedziałam, że mnie znajdziesz. Choć sądziłam, że SQUID wsadzi cię do beczki ze ściekami wcześniej.
— Znam Kredytkę. I mam mnóstwo pytań. Dlaczego mi to zrobiłaś? Co to za Paczka Krytyczna?
Vixen przewróciła oczami. — Po pierwsze, to nie ja ci to zrobiłam, tylko Omni. Zleciliśmy ten kurier do „Szybkich Cykli”, bo wiedzieliśmy, że Maestro jest dostatecznie chciwy, a jego kurierzy — dostatecznie pechowi — by przeżyć pościg w Wysokim Sektorze. To była eskalacja. Musiałeś wywołać chaos, by odciągnąć uwagę.
— Byłem przynętą, tak? A ty zwinęłaś to, co było naprawdę cenne? — Nie przynętą, a kluczem do odwrócenia uwagi! — Vixen uśmiechnęła się krzywo. — Paczka Krytyczna to klucz do wszystkich operacji OMNI. Nazywamy to „Kod Zimowego Uśpienia”. Zawiera pliki o wirusie psychicznym, które chcą ukryć.
John poczuł dreszcz, przypominając sobie notatki, które Cyril odczytał wcześniej. Wirus psychiczny. — Czyli chcesz ujawnić OMNI? — Nie tylko ja. Jestem częścią Ruchu Dusz, John. Chcemy, by Neona zobaczyła, co robi z nią korporacja. Twoja Paczka Krytyczna to dopiero początek.
Vixen nagle spojrzała na hełm Johna. — A ten maluch to kto?
— Cyril, jestem AI zoptymalizowaną do obliczeń. A Twoja metoda kamuflażu za pomocą zielonej lampki jest statystycznie bezużyteczna. — O, podoba mi się ten gość — zaśmiała się Vixen. — Słuchaj, John. Twoje długi mnie nie obchodzą, ale mam problem. Odszyfrowałam tylko część plików. Potrzebuję kolejnego elementu danych, który OMNI trzyma w małym, ale bardzo bezpiecznym magazynie na powierzchni. Nie mogę tego zdobyć sama.
Vixen spojrzała na niego wyzywająco. — Potrzebuję faceta z pechem, który potrafi wywołać wystarczający chaos, by mnie osłonić.
— Czyli znów mam być przynętą? — Nie. Tym razem będziemy w tym razem. Ty, ja, i ten sarkastyczny maluch. Zgadzasz się, Kurierze Pechu? To byłaby przygoda. I w przeciwieństwie do Maestro, ja płacę w poczuciu sprawiedliwości.
John zawahał się. Sprawiedliwość nie płaciła długu u Babulki. Ale pościg, brokatowa bomba i perspektywa walki z OMNI u boku genialnej hakerki… to miało potencjał.
— John, jej propozycja ma 65% szans na katastrofę, ale tylko 15% na nudę. W skali Twojego życia, to jest świetna inwestycja — ocenił Cyril.
John westchnął. — Dobra, Vixen. Ale jeśli znów wyląduję w ściekach, to ty będziesz mnie wyciągać.
ROZDZIAŁ 7: Planowanie Prawie Perfekcyjne
Mapa Chaosu
Kryjówka Vixen, oprócz bycia magazynem kodów i kabli, służyła teraz jako centrum dowodzenia. John stał nad holomapą, na której Vixen wyświetliła trójwymiarowy model Magazynu Danych OMNI 17-B. Budynek wyglądał niepozornie — był to niski, betonowy bunkier otoczony potężnym, pulsacyjnym polem siłowym.
— Naszym celem jest ten mikro-serwer — Vixen wskazała na migający czerwony punkt w samym środku magazynu. — Musimy zassać z niego pakiet danych. To jest klucz, który pozwoli w pełni rozszyfrować „Kod Zimowego Uśpienia” z dysku.
— I jak się tam dostaniemy? — zapytał John. — Widzę pole siłowe, lasery na dachu i chyba sześć dronów patrolowych. Oprócz tego, że mam pecha, nie jestem superżołnierzem.
— John, to pole siłowe działa w cyklach — wtrącił Cyril, analizując dane wyświetlone na holomapie. — Co osiemnaście minut następuje mikro-przerwa trwająca 4,2 sekundy. Teoretycznie wystarczy to, by skuter o dużej prędkości wleciał do środka, ale z Twoim skuterem… — Będę miał 4,2 sekundy na wlot, a potem 3,5 sekundy na lądowanie, bo Rzęch zawsze się spóźnia — dokończył John.
Vixen uśmiechnęła się. — Skuter wleci. Ale nie wleci z Tobą.
— Więc, plan jest prosty: użyjemy Kuriera John jako odwrócenia uwagi — skomentował Cyril. — Nie do końca — zaprotestowała Vixen. — Użyjemy Rzęcha jako przynęty. Magazyn ma automatyczny system reakcji. Jak tylko wykryje intruza, system skupi 80% uwagi na nim. John, Ty wejdziesz przez kanał serwisowy, który jest w teorii zablokowany, ale ja ten system zablokuję jeszcze bardziej, więc system uzna, że jest całkowicie sprawny.
— To genialne. Plan polega na oszukiwaniu systemu za pomocą jego własnego błędu. — Cyril brzmiał na podziwiającego.
Niewygodny Zwiad
Aby plan zadziałał, John musiał najpierw dostać się w pobliże magazynu i zmapować kanały serwisowe. W tym celu Vixen wypożyczyła mu — za „symboliczną opłatą” 5 kredytów — niepozornie wyglądającą, zepsutą torbę z zakupami, która w rzeczywistości była zaawansowanym skanerem.
John, przebrany za zwykłego mieszkańca Neony, który zapomniał, gdzie zostawił swój pojazd (rola, która była Johnowi zadziwiająco bliska), wyruszył na zwiad.
Magazyn OMNI stał na odludnym, betonowym placu, oświetlonym zimnym, białym światłem. John, udając, że szuka czegoś pod starym koszem na śmieci, uruchomił skaner w torbie.
— Skanowanie rozpoczęte. Wykrywam pole siłowe. Potwierdzam cykl 18-minutowy. — powiedział Cyril. — Cyril, to jest zbyt nudne. Spodziewałem się, że coś eksploduje, albo że SQUID wyjdzie z kosza na śmieci.
Zamiast Squida, obok Johna pojawiła się lśniąca, czarna limuzyna, identyczna jak ta, którą wcześniej widział na tarasie. Wysiadł z niej Dyrektor Vandelay. Na jego nieskazitelnym garniturze nie było już śladu brokatu, ale Vandelay wydawał się wyjątkowo nerwowy.
— Vandelay. Zbieg okoliczności? — spytał Cyril.
Vandelay nie zauważył Johna. Podszedł do drzwi magazynu i wprowadził kod. Zanim jednak wszedł, odwrócił się i spojrzał w kierunku, w którym zniknął John po ucieczce.
— To wszystko przez tego wędrownego idiotę — mruknął do siebie Vandelay. — Chaos w moim sektorze. W magazynie są poufne dane. I nikt ich nie dostanie.
Paczka w Niebezpieczeństwie
John poczuł dreszcz. Vandelay był na miejscu. To oznaczało, że dane są dla OMNI ważniejsze, niż się wydawało, a może nawet wiedział, że ktoś będzie próbował je wykraść.
Nagle skaner w torbie Johna zaczął piszczeć.
— John, wykrywam ruch. Dwa pojazdy. Kierunek: Magazyn 17-B. To nie są pojazdy OMNI. — Kto to? — Są wyposażone w tanie, ale głośne silniki. I są obklejone zardzewiałą blachą. To wygląda…
Dwa zniszczone, pancerne pojazdy terenowe wjechały z piskiem w betonowy plac. Ich kierowcy byli ubrani w ten sam styl, co SQUID. Złamane Piksele. Musieli śledzić Vandelaya albo przewidzieć, że dane są tu przechowywane.
Z jednego z pojazdów wysiadł SQUID, a jego emotikona na hełmie migała znakiem pieniądza.
— Vandelay, Ty mały szczurze! Wiedziałem, że tu jesteś! — krzyknął SQUID, a jego głos odbił się echem od betonowych ścian.
Vandelay, przerażony, zniknął za drzwiami magazynu.
— John, to jest sytuacja krytyczna! Piksele są na miejscu, Vandelay jest w środku, a pole siłowe jest aktywne. Plan Vixen legł w gruzach, zanim zdążyłeś wrócić! — podsumował Cyril.
John, ściskając zepsutą torbę z zakupami, wiedział, że nie może po prostu wrócić do Vixen i powiedzieć: „SQUID mnie wyprzedził”. Musiał działać natychmiast, improwizując w obliczu narastającego chaosu.
ROZDZIAŁ 8: Awaryjny Rozruch Rzęcha
Awaryjny Generator Absurdu
John nie mógł czekać, aż SQUID sforsuje drzwi. Wiedział, że Vandelay, zamknięty w magazynie, będzie miał czas na przeniesienie lub usunięcie kluczowego pakietu danych. Musiał stworzyć chaos, zanim chaos stworzy jego.
— Cyril, co ten skaner w torbie potrafi, poza szpiegowaniem? — Skaner w Torbie Zakupowej™ to głównie odbiornik. Ale jego nadmierne obciążenie może wygenerować krótki, silnie skoncentrowany impuls elektromagnetyczny (EMP). Ryzyko destrukcji urządzenia: 99,99%. — Warto. Cel: pojazdy SQUIDA. Chcę, żeby zaczęły śpiewać. — Zrozumiałem. Przełączanie protokołu… Aktywacja „Koniec Sklepowych Promocji”.
John ukrył się za betonową beczką i, trzymając torbę, wycelował ją w kierunku dwóch pancerzowych pojazdów Złamanych Pikseli. Nacisnął ukryty przycisk.
Z torby nie wydobył się żaden dźwięk, ale chwilę później oba pojazdy Pikseli zgasły, a ich systemy zasilania zaczęły wariować. Wzbudzone EMP spowodowało, że głośniki pojazdów włączyły się na maksymalną moc, emitując kakofonię podziemnej opery mydlanej połączoną z jingle’em reklamowym syntetycznego smaru. Jednocześnie, reflektory zaczęły migać w rytm technicznej samby.
Gniew SQUIDA