E-book
50.51
drukowana A5
50.9
drukowana A5
kolorowa
66.12
Narodziny Mamy Mocy

Bezpłatny fragment - Narodziny Mamy Mocy

Przewodnik dla rodziców małych dzieci i kobiet w ciaży

Objętość:
68 str.
ISBN:
978-83-8189-032-8
E-book
za 50.51
drukowana A5
za 50.9
drukowana A5
kolorowa
za 66.12

Wprowadzenie

Witam Cię na wstępie e-booka Narodziny Mamy Mocy i cieszę się, że zdecydowałaś się na wspólne podążanie ścieżką żyrafy. Dziękuję za zaufanie i świętuję, że jest w Tobie pragnienie bycia jak najlepszą mamą.

Niezależnie od tego, czy Twoje dziecko jest już na świecie, jesteś w ciąży czy dopiero planujesz ten etap w swoim życiu, mam dla Ciebie dobrą wiadomość.

JESTEŚ najlepszą mamą. Nie tylko jedyną, ale także najlepszą mamą, jaką Twoje dziecko jest sobie w stanie wymarzyć. Nie ma lepszej mamy od Ciebie!

Ja sama jestem matką i nieraz doświadczyłam zwątpienia, czułam się niekompetentna, bezradna, zagubiona czy po prostu po ludzku zła, jednak myśl, że dla swojego dziecka jestem jedyna, idealna, najwspanialsza, dodawała mi sił.

Zdarzało mi się również myśleć, że albo ze mną, albo z moim dzieckiem „jest coś nie tak”. Że moje niespełna miesięczne maleństwo „robi mi na złość”, że powinno już przesypiać noce, że karmię za dużo lub za mało, nie rozumiem mojego dziecka, a ono nie chce ze mną współpracować.

To są tylko przekonania, które nie mają nic wspólnego z faktami. Prawdopodobnie nie ominie Cię podobne myślenie i ja też nie ustrzegę Cię przed nim, jednak chcę Cię zaprosić do przeżycia przygody, która odczaruje macierzyństwo, pokaże jego blaski i cienie. Jednak najważniejsze, o co będę Cię prosić, to uważność, słuchanie i słyszenie, patrzenie na Twoje dziecko i widzenie go. Będę Cię zachęcała do zaufania swojej intuicji, do autentycznego kontaktu ze swoimi potrzebami. Będę uczyła Cię, jak rozpoznawać potrzeby dziecka i na nie reagować. Pokażę Ci, jak i gdzie możesz szukać pomocy, regenerować się, łapać równowagę.

Być może podejrzewasz, że Twoje dziecko można określić mianem high need baby. Czujesz lęk, bezradność i frustrację. Wspólnie poszukamy mocy, która pomoże Ci nie tylko przetrwać ten okres, ale także uznać go za najpiękniejszy czas w Twoim życiu.

Weź dla siebie tyle, ile potrzebujesz, i wracaj do tego materiału, kiedy tylko zechcesz. Pozostańmy też w kontakcie. Jestem otwarta na wszelkie sugestie i nie ma pytania, na które nie będę chciała odpowiedzieć. Być może jeszcze nie znam odpowiedzi, jednak zawsze będę jej szukać dla Ciebie i siebie. Pozwól się więc poprowadzić ścieżką mocy, a największym sukcesem będzie, jeśli autentycznie odczujesz tę moc w sobie. Powodzenia!

Case study

Chcę Ci opowiedzieć pewną historię. To moja historia. Sami jesteśmy dla siebie najlepszym modelem do eksperymentów. Przecież od dziecka właśnie o to nam chodzi, o uczenie się na błędach. Nie zawsze jednak nasze błędy dotyczą tylko nas samych. Czasem mają też ogromny wpływ na innych ludzi. Tak też było w historii, którą chcę Ci opowiedzieć.


Na pytanie Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?, zawsze odpowiadałam: miłość. Potem w naturalny sposób miłość podmieniłam na rodzina. Tak, to jest dla mnie najważniejsze w życiu. Rodzina, ta najbliższa, mąż, córka, potem druga. Z tą myślą robiłam wszystko, co w mojej mocy, żebyśmy byli szczęśliwi. Jestem pewna, że każdy z nas tak funkcjonuje. Robi wszystko, co może, żeby było dobrze.

Mnie zastanawiało czasem, dlaczego efekty moich działań odbiegają od ideału. Przecież przez półtora roku byłam na urlopie wychowawczym, kupowałam tylko najlepsze pieluszki, dzieci oglądały bajki tylko przez godzinę dziennie, karmiłam piersią przez rok, pisałam każdej córce pamiętnik, żeby mogła wrócić do chwil dzieciństwa, kiedy już wspomnienia wyblakną. Do tego byłam zmęczona, gruba, zaniedbana i cholernie wkurzona — i jest to najłagodniejsze określenie, jakiego mogę użyć. Czułam prawie permanentną złość, której źródła nie potrafiłam odkryć. 99% czasu ukrywałam ją, zajadałam słodyczami, siłą trzymałam w środku. Bardzo bałam się dać jej ujście.

Zastanawiasz się, co z 1%? Bynajmniej nie przekazywałam go na szlachetne cele. Krzyczałam, wrzeszczałam, rzucałam zabawkami, zdarzyło mi się też dać dziecku klapsa. Tak wtedy, jak i dziś, kiedy dzielę się tym z Tobą, czuję ogromny ból. Wyrzuty sumienia. Żeby je zagłuszyć, jeszcze bardziej się starałam, budowałam kolejne zabezpieczenia, żeby złość nie wymykała się na zewnątrz. To było wbrew prawom fizyki, więc jak zamknięty szybkowar bez wywietrznika koniec końców i tak wybuchałam z siłą wulkanu. Bywało, że chciałam skończyć ten koszmar. Kiedy wyjechałam z domu, żeby zawieźć córki na basen, i byłyśmy spóźnione o kilka minut, bo „strasznie się guzdrały”, miałam ochotę rozwalić samochód o najbliższe drzewo. Gdyby nie było ich ze mną, kto wie… Ich krzyk, kiedy poczuły, że auto gwałtownie skręca, był dla mnie jak kubeł zimnej wody wylany na głowę.

Kursy dla rodziców

Takie hasło wpisałam w wyszukiwarkę i serwery wypluły mi warsztaty z Porozumienia bez przemocy. OK, są za dwa tygodnie. OK, są w moim mieście. OK, cena do przeżycia, idę. Można było nawet przyjść z dziećmi, nie było więc argumentu na NIE.

To, co się wtedy wydarzyło, było olśnieniem. Zrozumiałam, że nigdy, przenigdy nie zadałam sobie pytania, czego potrzebują moje dzieci. Że nigdy w życiu ich nie słuchałam. Że nie współpracowałam z nimi. Że nie dawałam jasnych, czytelnych sygnałów. Że moja czułość przeplatana z furią to nie jest najlepsze, co może spotkać kilkuletnią dziewczynkę. Najukochańszą istotę na świecie. Że moje dzieci są normalne. Że są ludźmi, tylko mniejszego rozmiaru. I że ja też jestem normalna. I że muszę zacząć od siebie.

W pierwszym rozdziale chcę Cię zaprosić do intensywnej pracy. Nie będę Cię w nim uczyć, ale chcę Cię wysłuchać, tak jak będę prosić, byś nie zmieniała swojego dziecka, tylko podążała za nim.

Chcę też z góry uprzedzić, że to nie jest e-book, który sam wejdzie Ci do głowy. Nie wykujesz tu na pamięć stu magicznych zaklęć, które zaczarują Twoje dziecko. Nie poznasz metod, bo na samo słowo „metoda” cierpnie mi skóra. W tej publikacji, zgodnie z powiedzeniem Głowa jest okrągła, żeby myśli mogły zmienić kierunek, proszę Cię o odwagę zmiany myślenia. Czytaj, notuj, planuj, sprawdzaj, dyskutuj i pozwól mi się zaczarować.

Życzę Ci takiego olśnienia, jakiego ja doznałam. Wiem, że nie będzie łatwo. Wiem, że będziesz próbować, zniechęcać się i znowu próbować. Wiem, że każdy rozwiązany problem doda Ci skrzydeł. Wiem, że nieraz nie będziesz w stanie się zatrzymać i wybierzesz stary, znany schemat. Wiem to i chcę Ci powiedzieć tylko jedno — próbuj. Dzięki temu e-bookowi będę Ci towarzyszyć. Pomagać, wspierać, tłumaczyć, służyć przykładami z życia. A Ty po prostu próbuj.

I świętuj każde zwycięstwo.

Rozdział 1.
Rodzi się Mama Mocy

Zaczynamy! Na początek jedno z zadań z przedmiotu wiedza. Dziś to nie ja będę uczyć Ciebie, tylko poproszę Cię o refleksję. Niezależnie od tego, czy planujesz macierzyństwo, czy jesteś w ciąży, czy też niedawno zostałaś mamą, masz pewnie w głowie swoją wizję rodzicielstwa. Masz również oczekiwania w stosunku do siebie, swojego dziecka, partnera, bliskich.

Im więcej świadomości tego, o co nam chodzi i na czym nam zależy, tym większa szansa, że osiągniemy to, co chcemy! Bo jeśli tego nie mamy, to tak, jak gdybyśmy prosiły w kasie na dworcu o bilet nie do Katowic. Nie znając celu, masz dużą szansę zabłądzić, poświęć więc ten dzień na spisanie swoich wizji, marzeń, planów. Nie ignoruj tego zadania, proszę, i zaufaj, że ono naprawdę okaże się pomocne.

Jestem:


Mogę:


Nie mogę:


Muszę:


Nie muszę:


Chcę:


Nie chcę:


Jestem rodzicem, który:


Moje dziecko ma być:


Moje dziecko ma mieć:


Moje dziecko musi:


Moje dziecko nie musi:


Przyjrzyj się teraz swoim odpowiedziom, spróbuj zapisać wnioski i pogratuluj sobie. Dużo pracy za Tobą.

Rozdział 2.
Cztery kroki Porozumienia bez przemocy

Ten rozdział jest najdłuższy i najbardziej teoretyczny ze wszystkich. Być może od początku do końca będziesz zastanawiać się, jak to wszystko, o czym piszę, ma się do Twojego maleńkiego dziecka. Rozumiem to i — jak widzisz — uprzedzam Twoje obawy. Wystarczy uświadomić sobie, że czas, w którym nie komunikujesz się werbalnie, „po dorosłemu”, na zasadzie wymiany komunikatów słownych, to zaledwie sześć–dwanaście miesięcy. W tym czasie również rozmawiacie — nie słowami, tylko sercem. Niech więc Twoje serce nie zamarza, tylko pozostaje żywe i autentyczne, byś nie straciła ani chwili kontaktu ze swoim dzieckiem.

Nie chcę pisać, że ten rozdział jest najważniejszy, ale prawda jest taka, że bez jego przeczytania i zrozumienia nie będzie możliwe zrozumienie żadnego kolejnego. Dlatego bardzo Cię proszę, usiądź wygodnie z kubkiem ulubionego napoju i pozwól się zabrać w podróż po krainie relacji międzyludzkich.

Żeby ją odbyć, musisz zrobić tylko cztery kroki.

Obserwacja Uczucie Potrzeba Prośba

Krok 1. Obserwacja

To, co dzieje się zwyczajowo w naszym życiu, nazwałam kiedyś patrzeniem z zamkniętymi oczami. Jest to nic innego, jak wykorzystywanie ekonomii naszego mózgu. Zamiast opisywać rzeczywistość taką, jaką naprawdę widzimy, mózg błyskawicznie dokonuje analizy i syntezy danych, a potem jak kalkulator wypluwa nam wynik.

Spójrz, jak to może działać.

Mąż leży na kanapie, a my mówimy: Co za leń.

W pokoju dziecka jest bałagan, a my mówimy: Co za bałaganiarz.

Dziecko już czwarty raz przeszkadza nam w czytaniu książki: …………………

Sama już możesz dopisać, prawda?

A do tego zdania oceniające typu: On ZAWSZE wchodzi do domu w ubłoconych butach. Ona NIGDY nie zasypia sama. Oni są WIECZNIE nadąsani.

OK, mamy to. Teraz pytanie zasadnicze: A co w tym złego?

Wyobraź sobie, proszę, że ktoś mówi Ci: Ty ciągle jesteś nerwowa.

Jak się z tym czujesz?

Albo kiedy ludzie oceniają Cię jako rozrzutną, a Ty wolisz wydać pieniądze na dobre buty i mieć je na dłużej, niż kupować byle co.

Tak, OCENY SĄ PO PROSTU KRZYWDZĄCE.

Często też niesprawiedliwe, a już na pewno nie zachęcają do dialogu.

Jestem niejadkiem? OK, masz rację, nie będę jadł tej zupy. PRZECIEŻ JESTEM NIEJADKIEM!


Co proponuje Porozumienie bez przemocy?

Obserwację! Ściągę z obserwacji podam Ci zaraz, ale zanim to przeczytasz, wykonaj pewne ćwiczenie. Posłuchaj samej siebie. Zastanów się, czy często używasz ocen, przysłuchaj się, czy w Twoich wypowiedziach czają się etykietki, czy masz tendencję do używania (lub nawet nadużywania) słów: nigdy, zawsze, ciągle, często, wiecznie, znowu itp.

Jeżeli oglądałaś wideo o czterech krokach Porozumienia bez przemocy, być może poczułaś, że wszystkie te kroki wytrącają Cię trochę ze schematów, w jakich funkcjonujesz. Że jednak często reagujemy z automatu. Że chcemy zmiany w zachowaniu naszych dzieci, ale my używamy ciągle podobnych „środków wychowawczych”. Dlatego ten e-book również niczego nie zmieni. Nie ma na to szans, jeżeli nie dasz sobie przestrzeni do spróbowania czegoś całkowicie nowego.

Lista zdań, jakich Twoje dziecko nigdy nie powinno usłyszeć, przede wszystkim od rodziców, ale też w ogóle od nikogo, jest długa. Pewnie obiło Ci się o uszy, że nie jest dobrze mówić:

— Bądź grzeczny.

— Mamusi jest przykro.

— Nie, bo nie.

— Jaki ty jesteś…

— Przyjdzie tata, to zobaczysz.

— Uważaj, bo spadniesz.

— Nic się nie stało…

OK, nie wolno, ale właściwie dlaczego? Ja bardzo lubię stosować zmianę perspektywy. Czy kiedy słyszysz: Ale z ciebie niezdara, to sprawia to, że jesteś mniej niezdarna? A może wręcz przeciwnie, niezdarność staje się samospełniającą się przepowiednią?

Lub mówisz: Tak, taka jestem i co z tego?

Co musiałabyś usłyszeć, żeby podziałało to na Ciebie mobilizująco?

Może: Nic się nie stało?

No ale, do diabła, stało się! Upuściłaś szklankę, skaleczyłaś się przy tym.

Może wystarczyłoby, żeby ktoś był przy Tobie, pomógł posprzątać, nie oceniał, nazwał to, co się stało: Upuściłaś szklankę, rozbiła się, szkło leży na podłodze.

Oczywiście nie będziemy w ten sposób analizować każdej z sytuacji, jakich codziennie przydarza nam się setka. Chcę zwrócić tylko Twoją uwagę na fakt, że warto ćwiczyć się w nazywaniu tego, co widzi oko i co słyszy ucho, a nie w ocenianiu.

Bo czy dziecko, które płacze od dwudziestu minut, jest nieogarniętym dzieciakiem, marudą, robi to specjalnie i na złość mamie? Nie, fakt to fakt. Można go nazwać. Dziecko płacze od dwudziestu minut. Warto się zastanowić, dlaczego płacze, i choć przez chwilę spokojnie, z otwartym umysłem słuchać, co nasze dziecko chce nam przekazać.

Teraz przypomnij sobie lub przeczytaj wypisane sytuacje, w których czułaś, że oceniasz. Sama zastanów się, jaka obserwacja kryje się za tymi słowami. Po prostu, co tak naprawdę się wydarzyło?

Udało Ci się?


Sprawdź. Oto przykłady zdań. W niektórych z nich czai się ocena, inne są czystą obserwacją.

Wybierz te „czyste”, a zabarwione oceną spróbuj od razu przekształcić tak, żeby były jej pozbawione.

Tomka nie można odłożyć do łóżeczka, zaraz zaczyna grymasić.


Marta ukradła bratu kawałek ciastka.


Julia długo sznuruje buty.


Dominik znowu dokucza siostrze.


Karolina wczoraj oglądała bajki przez cztery godziny.


Odpowiedzi znajdziesz na końcu rozdziału.

A teraz czas odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie tego rozdziału: Co mi to da? Co zmieni, że będę obserwować, zamiast oceniać? Czy widzisz już jakieś korzyści płynące z tej zmiany?

Dla mnie jest to przede wszystkim:

— Otwieranie dialogu zamiast zamykania go np. stwierdzeniem: Jesteś leniem i tyle.

— Unikanie stawiania się w roli wszechwiedzącego sędziego.

— Traktowanie dziecka z szacunkiem, czego naturalną konsekwencją jest uczenie dziecka szacunku do nas.

— Wspólne szukanie rozwiązania, jeżeli zachodzi taka potrzeba.

— Uczucie ulgi, kiedy jakaś potencjalnie trudna sytuacja jest „rozbrojona”.

— Pozwolenie dziecku na wzięcie odpowiedzialności za swoje działania.

— Bycie w kontakcie z drugą osobą bez odgradzania się „szybą” naszych przekonań.


TRIK: Po czym poznasz, że obserwujesz, a nie oceniasz?

Jeżeli Ty mówisz, a Twój rozmówca (dziecko) mówi ALE…, to znaczy, że zabarwiłaś sytuację własnym osądem. Z obserwacją nie można dyskutować, bo odnosi się ona wyłącznie do faktów.

Jak to brzmi dla Ciebie? Tutaj możesz zapisać swoje uwagi, wrażenia, notatki:

Krok 2. Uczucie

O czym pomyślałaś, czytając nagłówek?

O miłości czy o złości? O radości czy frustracji? To powie Ci na przykład, w jakim stanie ducha jesteś. Co czujesz? Bo właśnie pytanie: Co czujesz?, a nie: Jak się czujesz?, zadajemy w Porozumieniu bez przemocy.

Co więcej — to już wiedza z poziomu zaawansowanego — mówiąc Czuję się… lub Czuję, że…, opisujemy tzw. uczucia rzekome, czyli takie, którymi maskujemy te prawdziwe, często w obawie przed ich ujawnieniem.

Jeżeli temat Cię zaintrygował, rozwinę go w dalszej części e-booka. To bardzo ciekawa przestrzeń do obserwacji. Ale wróćmy do pytania Co czujesz?.

Gdybym poprosiła Cię o wymienienie uczuć, jakie znasz, to ile by ich było? Zapisz.


A teraz poprzeczka wyżej. Które z nich autentycznie wyrażasz w kontaktach ze swoim dzieckiem?

Czy kiedy rano dziecko jak zwykle (ocena) grzebie się niemiłosiernie (ocena), to czujesz, że zaraz eksplodujesz (uczucie rzekome)?

Tak mówimy na co dzień. A w Porozumieniu bez przemocy wygląda to następująco:

Kiedy dziś rano przez pięć minut nie chciałaś wyjść z łóżka, to czułam narastającą złość, zniecierpliwienie i strach, że spóźnię się do pracy.

Hmm, zastanawiasz się może teraz, czy masz to powiedzieć do dwulatki?

No jasne! Kto, jak nie Ty? Kto ma ją nauczyć wyrażania swoich prawdziwych uczuć, a nie ranienia ocenami i zrzucaniem na innych odpowiedzialności za swoje samopoczucie?

Aby pomóc Ci w to uwierzyć i zaufać, dam Ci w prezencie jedno z wielu naprawdę „mocnych” zdań Marshalla Rosenberga.

Nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia, jakie wzbudzamy w innych ludziach

Przekonanie, że jesteśmy, wynika w dużej mierze z błędnych nawyków i wzorców porozumiewania się. Trudno Ci to przyjąć? Sprawdzaj w codziennych sytuacjach, przeanalizuj wydarzenia z przeszłości lub z tym zdaniem w głowie oglądaj serwis informacyjny. Jeżeli wciąż czujesz niezgodę i bunt, napisz mi o tym — podyskutujemy.


Podsumujmy:

Dysponując bogatym słownikiem uczuć, który pozwoli nam jasno i precyzyjnie nazywać i wyrażać uczucia, ułatwiamy sobie wzajemne kontakty.

Jeżeli chcesz, wykonaj zadanie. Wypisuj na bieżąco uczucia, jakie znasz. Nie tylko te, które czujesz, ale również takie, jakie odczytujesz u innych, również u Twojego dziecka. Zrób swoją listę. Pamiętaj tylko, proszę — to bardzo ważne — że w PBP nie ma DOBRYCH i ZŁYCH uczuć. One po prostu są.

Możesz również sięgnąć do listy uczuć zamieszczonej na końcu tego e-booka i posługiwać się nią na co dzień. Najlepiej prezentuje się powieszona na lodówce ;).

Mam nadzieję, że nasza podróż rozgrzała Cię trochę. Jesteśmy na półmetku.

Krok 3. Potrzeby

Jeżeli to Twój pierwszy kontakt z PBP, prawdopodobnie jesteś trochę zdziwiona tym, co próbuję Ci pokazać. Przygotuj się więc na lekki zawrót głowy, bo potrzeby to najistotniejszy z kroków. Nie da się go przeskoczyć, pominąć.

Od teraz nic już nie będzie takie samo.

Nasze dzieci mówią językiem potrzeb. Kiedy nic jeszcze nie mówią, tylko płaczą, krzyczą, wrzeszczą, kwilą, łkają, komunikują się grymasem twarzy, uśmiechem, zmarszczeniem noska… To nic innego jak JA CHCĘ!, JA NIE CHCĘ!, DAJ!, WEŹ!, TAK!, NIE!.

My też w każdej minucie dokonujemy nieświadomych wyborów, czego chcemy, a czego nie. Życie nauczyło nas jednak nie słuchać tego naszego wewnętrznego dziecka, a język potrzeb to według Rosenberga język serca — coś, co płynie prosto z niego. Dlatego właśnie dzieci to potrafią, a my spychamy ten głos jak najgłębiej.

Zastanów się, proszę, czego potrzebujesz. Zrób to teraz. Zanotuj.


Może wypisałaś potrzeby podstawowe, takie jak jedzenie, picie, powietrze. Może wolność, odpoczynek. Może radość, zabawa. Jeżeli masz ochotę na więcej lub chcesz sprawdzić, jak trafne były Twoje typy, zajrzyj do listy uczuć na końcu e-booka.

A teraz uwierz mi na słowo, nasze dzieci też CIĄGLE ODCZUWAJĄ POTRZEBY.

Oczywiście zdarza im się, nawet często, wyrażać je w trudny dla nas sposób, ale tak po prostu jest. Jedyna rada, jaką mogę Ci dać, to byś szukała potrzeby dziecka, starała się ją usłyszeć, wyłuskać ją spoza płaczu, odwrócenia główki lub wypowiedzianego wprost: Ja chcę!. Wtedy będziesz mogła zdecydować, czy zaspokoisz tę potrzebę, czy nie, jednak NAJPIERW warto ją usłyszeć.

Pamiętaj: Moje potrzeby są ważne i Twoje potrzeby są ważne. Wszystkim warto się przyjrzeć i zdecydować lub uzgodnić, które z nich będziemy zaspokajać najpierw.

Na koniec znów mocny cytat do powieszenia nad biurkiem:

Ludzie nie działają przeciwko innym ludziom, ale dla zaspokojenia swoich potrzeb

Jeśli to również dla Ciebie trudne lub niejasne, więcej na ten temat opowiadam w materiale wideo.

Podsumowując:

Kiedy ludzie zaczynają mówić o tym, czego potrzebują, i słyszeć potrzeby innych, dużo łatwiej jest się porozumieć.

Krok 4. Prośba

Nie chcę Cię oszukiwać i ryzykując, że to będą ostatnie słowa, które przeczytasz w tym e-booku, proszę, byś zrozumiała jedno zdanie. Prośba zakłada odmowę. Chcę podzielić się z Tobą wiedzą, przekazać to, czego się nauczyłam, jednak Ty też możesz mi teraz odmówić. Postaram się jednak poprosić Cię w czterech krokach Porozumienia bez przemocy:

Widzę, że szukasz pomocy w wychowaniu dziecka. Czuję radość, bo moja potrzeba współdzielenia jest zaspokojona. Jak by to było dla Ciebie, gdybyś czytała kolejne rozdziały i wykonywała zaproponowane przeze mnie ćwiczenia?

Spójrz: ja nie wydaję polecenia, tylko zapraszam Cię do wyrażenia swojej opinii na ten temat. Pozostawię Cię z tym zdaniem, bo w kolejnych rozdziałach będziemy trenować właśnie ten krok.

Podsumowując:

Łatwiej wyrazić prośbę, jeżeli wyraźnie zaznaczymy, że chcemy, aby rozmówca spełnił ją jedynie, jeżeli robi to w zgodzie z samym sobą.

To tyle w tym rozdziale. Przypominam o notatkach — proszę, nie omijaj tego elementu pracy. Zapisz poniżej, jakie ważne lekcje wyciągnęłaś z tego rozdziału. Co sądzisz o czterech krokach PBP?

Teraz świętuj i pogratuluj sobie, bo za Tobą naprawdę sporo pracy! Brawo!

Rozwiązanie zadań z rozdziału 2

Tomka nie można odłożyć do łóżeczka, zaraz zaczyna grymasić.

Cytuj, nazywaj dosłownie, nie opisuj własnymi słowami (jak np. grymasić). Np. Czasem, kiedy odkładam Tomka do łóżeczka, on robi „łeeee”.

Marta ukradła bratu kawałek ciasta. Ukradła to już ocena. Zabrała — to można zaobserwować. Np. Marta zabrała kawałek ciasta z talerza brata.

Julia długo sznuruje buty.

Długo, czyli za długo jak na nasz gust. A na Julki gust w sam raz ;). Pozbywamy się więc wiecznie i pozostaje nam:

Julia sznuruje buty przez dwie minuty.

Dominik znowu dokucza siostrze.

Znowu „do śmietnika”. Dokucza, czyli co robi? Może szczypie? Tak, to można zaobserwować.

Dominik szczypie siostrę.


Karolina wczoraj oglądała bajki przez cztery godziny.

To zdanie jest OK! Jeżeli tak faktycznie było, trudno z tym dyskutować lub doszukiwać się oceny.

Zobacz dodatkowy materiał wideo na https://bit.ly/2KnGZae lub za pomocą kodu

Rozdział 3.
Rodzicielstwo bliskości

Być może poprzedni rozdział mocno Tobą wstrząsnął. Wywołał zarówno zainteresowanie, jak i niedowierzanie, a nawet bunt. To wszystko potrzebuje czasu. Dam Ci go, bo zajmiemy się teraz tematem pozornie odbiegającym od NVC, jednak bardzo silnie z nim związanym ideologicznie.

Rodzicielstwo bliskości. Napisz, proszę, czy znasz to pojęcie, co ono dla Ciebie oznacza, czy jest obecne w Twoim życiu, jakie czerpiesz z niego korzyści. A może widzisz jakieś zagrożenia?


Być może irytuje Cię, że wciąż pytam, zostawiam Ci przestrzeń na notatki i własne przemyślenia. Robię tak dlatego, że bardzo wierzę w Twoje kompetencje. Z doświadczenia wiem, że każda z nas potrafi i wie więcej, niż to sobie uświadamia. Dlatego właśnie tak często zachęcam do korzystania z własnych zasobów.

Jeśli już zapisałaś powyższe pole, zapraszam Cię na niedługi wykład, a w nim ponownie porcję ćwiczeń i wolnej przestrzeni na refleksję.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 50.51
drukowana A5
za 50.9
drukowana A5
kolorowa
za 66.12