E-book
27.3
drukowana A5
40.07
Nad życiem dumanie czyli barwy duszy oficera

Bezpłatny fragment - Nad życiem dumanie czyli barwy duszy oficera

WIERSZE WYBRANE

Objętość:
43 str.
ISBN:
978-83-8273-337-2
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 40.07

NOTA BIOGRAFICZNA


mgr inż. Mirosław Kazimierz Laus, ur. 03 marca 1954 r. w Człuchowie, żołnierz, nauczyciel i poeta.

W 1982 r. ukończył Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Rakietowych i Artylerii w Toruniu, dowódca różnych szczebli, do dywizjonu włącznie, od 2003 r. oficer stanu spoczynku. W latach dziewięćdziesiątych ukończył studia drugiego stopnia na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Gdańskiego, kolejno podyplomowe — przygotowanie pedagogiczne, dzięki czemu przez wiele lat pracował z dziećmi i młodzieżą. Obecnie spełniony emeryt, mąż, ojciec, dziadek i wędkarz. Jest to pierwsza publikacja tomiku poezji, więcej utworów kreślonych wierszem i prozą znaleźć można na facebookowym profilu autora.

Nie ma Olgi i Michała,

gdzie rodzinka się podziała?

Gdzie się Ewelina chowa,

pojechali do Lulkowa!

Tacie — Gusia

Chabry z poligonu wiarusa

Pieśnią o chabrach urzeczony

i o błękitnym mym berecie,

naręcza polnych kwiatów niosłem,

dla najpiękniejszej w świecie.


Jak seria długa z erkaemu,

w rzeczywistości chwilą mija

Tak życie nasze płynie wartko

i wina to niczyja.


Prosisz o dary mej miłości,

o wiersze i wspomnienia miłe.

Daruj kochana zaniechanie,

zbyt życie nasze jest zawiłe.


A trwamy przecież wiecznie razem,

w myśl powiedzianych słow w przeszłości

Bądź pewna, życie swoje daję,

inna w mym sercu nie zagości.


Gdy ciałka naszych malców muskam,

w miłości naszej się zatracam.

To jądro wspomnień, do którego

w chwilach niepewnych wracam.

Dłonie losu-wspomnienie

Czy nazywałeś życiem chwilę,

gdy dłonie matki chleb kroiły,

gdy cukier znalazł się w herbacie,

a czy jej jak gwiazdy lśniły?


Co czujesz dziś do matki swojej,

gdy pod choinką znajdowałeś,

jej cząstkę spracowanych dłoni

a skromny prezent za nic brałeś?


Nazywasz życiem taką chwilę,

gdy twoje dłonie już znużone,

kreślą wspomnienie, po wspomnieniu,

a serce w smutek obleczone?


Kiedy w zacisznym kącie siadasz,

bo masz ten piękny, upragniony,

o życiu z nocką sobie gadasz,

uśmiechasz się do śpiącej żony!

Dumanie starego oficera

Zaszyty w dostojeństwie kniei,

na ciszę, ciszą odpowiadam.

I tylko czasem, ledwo szeptem,

pytanie w przestrzeń boską zadam.

Czy coś dwa razy się wydarzy,

bliźniaczy obraz czy powróci,

czy serce moje umęczone,

wśród leśnej gęstwy ciężar zrzuci?


Czy echem wrócą tamte chwile,

i we mnie będą wirowały,

motyle, które gładzą duszę,

kiedy twe oczy miłość dały?


Rzucony w toń kamyczek mały…

Rodzą się kręgi, umierają.

Jak świt, co we łzach tonie cały…

A duchy szeptać nie przestają!

Ewie L

Spóźniona róża mgłą osnuta,

pięknem się broni przed zagładą.

Zziębnieta tuli się bezradnie

i kuli płatków czerwień bladą.


Lecz wzejdzie słońce, buchnie życie,

ma małą wieczność mgły rozgoni

i piekną różę rozognioną,

umieszczę w Twej kochanej dłoni.


I naprzemiennie będę kochał,

raz uśmiech Twój, raz promyk słońca,

dłoń z różą będę muskał czule

i będę czynił to bez końca.


Kiedy pogoda figla spłata,

gdy czas się zacznie z sobą dłużyć,

ujmę Twe dłonie, poprowadzę,

gdzieś do krainy nowej róży.

Jest miłość…

Noc bajki mi opowiada,

z tych bajek układam życie.

Nawet do głowy nie przyjdzie,

że wszystko umrze o świcie.


Bajeczny świat cichej nocy

i zapach gorącej kawy.

Szukam rozkoszy w natchnieniu,

dla życia, nie dla zabawy!


O ciepły piec kiedy mroźno,

o spokój oddechu kochanej,

o myśli pogodne poproszę,

anioły przez Boga zesłane.


Kucają gdzieś na stoliku

i lampki światło mi mażą.

Zagląda mi jeden z drugim,

w źrenice swą piękną twarzą.


A jednak urody zbyt mało

i smutek do końca nie minie,

gdy twarz ukochanej matki

na skrzydłach anielskich przypłynie.

Jeśli tylko chcesz…

Za te oczy błyszczące, płonące w ciemności,

za szeroko otwarte w których radość gości.

Za ich błękit co wokół rozsiewał nadzieję,

za ich piękno i smutek, kiedy mrok lub dnieje.


Gdzieś piosenkę słyszałem, która szła polami,

gdy siedziałem w zasadzce zdobionej chaszczami.

Raz przycichła, raz zgasła, o szmaragdach szemrała

jaka piękna to miłość co kochanków chciała.


Brzozy cudnie usiane melodii słuchały,

listki drżały w ciemności i akordy brały.

Zanuciłem cicho, zbiegły sarny w pola,

nie będę dziś zabijał, taka Boga wola.


Za te zblakłe turkusy, które mają za nic,

nasze myśli, życzenia bezczelne, bez granic.

Patrz na serce matki, słuchaj, cicho bije,

nie rozpaczaj okrutnie, ono wiecznie żyje.

Lot dzikiej kaczki (Grażynie i Emilii)

Lot dzikiej kaczki, śmigłej kuli,

jak jasnej strzały smutek znaczy.

Wspomnienia dziwnych lat dzieciństwa,

gdy czas surowy w mgle majaczy!


To loty kaczek, wryte w pamięć,

ich przerażenie i ucieczka.

To czyni w głowie wielką zamieć,

opowieść to małego dziecka.

Dziś piękny pośpiech kaczek widzę,

ich śmigłość, życia furkotanie.

Kiedyś maleńką garstkę mięsa,

zabitą, głodnym na śniadanie.


Coś każde nagle głośno krzyknąć

i z chłopcem z pustą torbą w dłoni,

do cieni drogich już przywyknąć,

za kupką pierza w myślach gonić…

Mała wieczność

W pęczku kumpel cię przysłał, o łyk wody prosiłaś,

wiotka, sucha, szkaradna, wkrótce w ziemi ożyłaś.

Panien było wiele, lasek stworzyć miały,

starały się bardzo, drogi nie przetrwały.

Biegłaś w górę najszybciej, śliczna i powabna,

coraz bardziej zielona, coraz bardziej zgrabna.

Zawładnęłaś ziemią, wzięłaś w posiadanie,

skrawek łąki przy polu, na wieczne przetrwanie.

Przerosłaś mnie śliczna, goniąć wciąż do nieba,

chroniłaś swoim ciałem, przed słońcem, gdy trzeba.

Pachniałaś mi w upały, sklejałaś me dłonie,

muskana z czułością, igłą kłułaś skronie.

Nie zmieniasz sukienki, gdy przychodzi zima,

choć ta sroga pani co niewoli trzyma.

Udusić chce śniegiem, czasem szronem sypnie,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 40.07