Na skraju serca
Zapomnijmy o wszystkim
Chodź pobiegniemy przez most
Usnuty z naszych marzeń
Tam gdzie nikt nas nie znajdzie
I nikt już nie odmieni biegu zdarzeń
Tam na moście
Wtulimy się mocno w swe ramiona
Na przekór przeciwnościom
Wbrew kłamstwu i podłości
Co serce tłamsi
Lecz miłości w sercu nie pokona
Chodź otulimy się wzajemnie szeptem ciszy
I z czułością wypowiem słowo „zostań”
A dotykiem szepnę „pragnę”
Gdy świat słów mych nie słyszy
I kolejny raz rozpacz z serca odgonimy
Zapomnimy o wszystkim i wszystko
Przemilczymy
O czym tak zaciekle milczysz
O czym tak zaciekle milczysz
Co ukrywasz tak starannie
W myślach chowasz wręcz uparcie
I pomijasz nieustannie
Nieugięcie i stanowczo
Fanatycznie i gorliwie
Na dnie serca skrywasz miłość
Przy mnie
Wzrok spuszczasz wstydliwie
Chronisz swoją tajemnicę
Obojętność wciąż udając
Nie dotykasz mojej dłoni
Nawet dłoń w zasięgu mając
Nie całujesz ust spragnionych
Nie przytulasz mnie do serca
Tylko patrzysz z dala na mnie
Jak prześmiewca i szyderca
Nieustannie droczysz ze mną
Zamiast miłość mi wyjawić
A ja przecież bardzo tęsknię
Chcę do Ciebie
Nie potrafię Cię zostawić
Na skraju serca
Na skraju serca stoję samotnie
Wspominając te cudne dni
Kiedy miłość nam w duszy
Walca tańczyła
I spełniały się nasze sny
Na skraju wspomnień
Wciąż zamieszanie
A serce mocno drży
Bo gdzie nie zerknę
Tam nieustannie
Osnuci szczęściem „My”
Na skraju duszy
Miłość trzepocze
Choć w oczach dzisiaj łzy
Więc Cię poproszę nieco nieskromnie
Byś mnie utulił mocno w ramionach
Gdyż…
Na skraju serca dziś nieustannie
Smutek mi tęsknie mży…
Nie zgub mnie
Nie zgub mnie
Między porankiem a zmierzchem
Między westchnieniem a ciała dreszczem
Nie zgub mnie
Bo gdy mnie zgubisz
Gdzieś po drodze
Wpadając w otchłań namiętności
Nasz świat w posadach zadrży srodze
I runie w swej okazałości
Grzebiąc miłość
Na serca dnie
Więc proszę
Nie zgub mnie…
Pytasz czym jest tęsknota
Pytasz mnie czym jest tęsknota
To tańcząca melancholia w duszy
I słonawa łza powoli spływająca z oka
To brak radości w sercu i uśmiechu na ustach
Oraz martwy wzrok wbity w przestrzeń
Która wciąż bez Ciebie tak boleśnie pusta
To brak snu
Który nocą nie odwiedza już mych progów
A także wspomnienie zapachu bzu
I modlitwy za Ciebie składane do bogów
To poczucie bezsilności
Które wciąż zakrada się w myśli podstępnie
To trwanie w ciszy skrywanej miłości
Której wierna pozostałam dogłębnie
To również milczenie pomiędzy nami
I moje zmienne nastroje
To zrywanie się na oddźwięk kroków
Które nigdy nie są twoje
Pytasz mnie czym jest tęsknota
A to ból przeszywający duszę i ciało
To przejście przez piekieł wrota
Katusze jakich mało
Anioł
Spojrzałam z wiarą w niebo prosząc o Anioła
A Niebo tylko rzekło że pomóc mi nie zdoła
Gdyż wszystkie Anioły na Ziemi przebywają
Lecz próżno ich szukać
Tak różną postać przybierają
Powędrowałam dalej zawiedziona
Że bez Anioła żyć jestem zmuszona
Gdy w końcu przystanęłam
Na skraju polnej drogi
Znienacka mały kotek podbiegł mi pod nogi
Wzięłam go na ręce
Zabrałam do domu
Nie będzie żył w udręce
Nie oddam go nikomu
Idąc drogą życia bez przerwy pomagałam
Nikogo bez pomocy zostawić nie umiałam
I gdy dotarłam wreszcie do schyłku mego losu
Skrzydła rozłożyłam
Po cichu
Bez patosu
I wreszcie jako Anioł
Do nieba bram się wzbiłam
By z góry zerknąć na to co światu zostawiłam
Więc teraz bez ogródek
Powiedzieć Wam już mogę
Szukając Anioła — szukajcie zawsze w sobie
Nas już nie ma
W zakamarkach pamięci
Snując się bezładnie
Wciąż swym blaskiem nęci
I wybrzmiewa przesadnie
Twoje imię
Zapisane gorzkimi łzami
I choć pragnę wymazać
Te bolesne wspomnienia
Zadać cios mym marzeniom
Rzucić w twarz „Do widzenia”
Ciągle tęsknię
Za uściskiem twych ramion
Patrzę w księżyc zachłannie
Wypatruję tam Ciebie
Zliczam gwiazdy starannie
Na gwiaździstym dziś niebie
Lecz tylko cisza
Mnie do snu wciąż utula
Więc gdy znowu zapragniesz
Snuć się między myślami
Wspomnij proszę i zrozum
Że to wszystko za nami
Nas już nie ma
To pragnienie spowił już mrok
Nasze życie
Namalowałam nasze wspólne życie
To najwspanialsze
O którym wciąż marzymy skrycie
Gdzie czułość miesza się z tkliwością
A nasza słabość do siebie wzajemna
Nieustannie spotyka z serdecznością
Gdzie spojrzenie do spojrzenia biegnie
A widząc uśmiech promienny na ustach
Każdy smutek natychmiast blednie
Gdzie nieustannie słońce na niebie świeci
A wokół naszego domu z marzeń
Biegają nasze wspólne dzieci
Nasz dom
A w nim gwarny śmiech
Co po świecie echem się niesie
Nasze serca
A w nich miłość przemożna