E-book
15.02
drukowana A5
24.55
Na Bożych Fundamentach

Bezpłatny fragment - Na Bożych Fundamentach


5
Objętość:
33 str.
ISBN:
978-83-8221-999-9
E-book
za 15.02
drukowana A5
za 24.55

Książka ta powstała z natchnienia oraz całkowicie na chwałę Boga

I. Boży start

Bóg był obecny w moim życiu, odkąd pamiętam. Poczucie, że istnieje i czuwa nade mną coś wyższego i niepojętego, towarzyszy mi od dzieciństwa. Początki były bardzo zwyczajne. Chodziłam do kościoła, na lekcje religii oraz czytałam ilustrowaną biblię dla dzieci. W tamtym czasie brakowało mi jeszcze świadomości żywego Boga i możliwości otwartej relacji z Nim. Pamiętam jednak jak w wieku wczesnoszkolnym, spotkałam Jezusa w swoim śnie. Sen wyglądał następująco:


Panował mrok. Stałam w tłumie ludzi. Pamiętam, że byłam ubrana w swoją ówczesną odświętna sukienkę. Scena wyglądała dość mrocznie. Kojarzyło mi się to z końcem świata. Wszyscy ludzie wokół mnie patrzyli w niebo. Było bardzo ciemne, ale spomiędzy czarnych obłoków, przebijała się jasność. Smuga światła rozbłysł wśród przeraźliwie ponurego nieba. Nagle znalazłam się na betonowej klatce schodowej. Widziałam schody w górę, a na końcu tych schodów było niebo. Biło stamtąd dobro, ciepło i miłość. Widziałam świetlistą przestrzeń i czułam, że chcę tam być. Były też schody w dół. Prowadziły do piekła. Widziałam ogień i szatana. Był czerwony i szczerzył zęby, wyglądał przerażająco. Gdy tak patrzyłam chwilę w stronę diabła, moja stopa osunęła się i znalazłam się na pierwszym stopniu prowadzącym wprost do piekła. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co zrobić. Nagle spojrzałam w górę i pojawił się Jezus. Uśmiechnął się do mnie i chwycił moją dłoń. Zabrał mnie po schodach do nieba. I na tym sen się zakończył.


Rzadko pamiętam sny, a tak dokładnie jak ten, nie zdarzyło mi się zapamiętać nigdy wcześniej, ani później. Długo po tym zdarzeniu rozmyślałam, co ten sen oznaczał. Czułam, że to było coś bardzo ważnego. Początkowo sądziłam, że Bóg pragnie powołać mnie do zakonu. Prosiłam Go wtedy, żeby tego nie robił, bo naprawdę byłaby ze mnie bardzo kiepska zakonnica, a w czarnym raczej mi nie do twarzy. Z czasem kiedy emocje opadły, temat zakonu został przeze mnie zamknięty, a sen o Jezusie był i jest nadal, jednym z najpiękniejszych spotkań z Bogiem, w moim życiu.

Często wracam do tego snu i za każdym razem widzę i czuję wszystko, tak samo wyraźnie. Można by powiedzieć, że ten sen prowadzi mnie przez życie, bo od tego właśnie snu, zaczęło we mnie wzrastać pragnienie relacji z Bogiem.

Poszukiwania żywego Boga w dzieciństwie, były dla mnie dość trudne. Widziałam wiele sprzeczności. Ludzie będący, na pierwszy rzut oka, bardzo blisko Boga, swoim zachowaniem zaprzeczali własnym słowom i wyznawanym zasadom. Często spotykałam się z surowymi zasadami, brakiem wyjaśnienia wielu kwestii czy po prostu z niechęcią do rozmowy o Bogu. Chodziłam do kościoła, ale to co słyszałam na kazaniach, kłóciło się często, z obrazem Boga jako kochającego ojca, a tak Boga ukazuje Biblia. W tamtym czasie nie byłam w stanie tego pojąć i brakowało mi pomysłu, jak rozwiązać wiele sporów w mojej głowie. Przyjęłam więc wszystko takie jakie było, nadal jednak czułam o wiele więcej niż pojmowałam.


Lata dojrzewania, a potem wczesnej dorosłości, mijały na zwykłych rzeczach. Codziennie jednak modliłam się. W tamtym czasie używałam standardowych formułek, czasem jednak lekko je modyfikowałam. Zdarzało się, że prosiłam Boga o różne rzeczy i za każdym razem, On spełniał moje prośby. Na tamten moment całkowicie mi to wystarczało. Czułam związek z Bogiem. Z perspektywy czasu widzę, że ta relacja była dość płytka, jednak był to zalążek wszystkiego co miało miejsce później.


Pod koniec moich studiów, poznałam swojego ukochanego. On zaczął pokazywać mi głębię życia duchowego. W tamtym czasie zajmował się energią i szeroko pojętą duchowością, której wcześniej nie znałam. To było dla mnie coś zupełnie nowego. Wtedy zaczął się dla mnie proces rozwoju mojej świadomości. Uczyłam się czym jest świat niewidzialny fizycznie, tylko ten ukryty w środku każdego z nas. Poznawałam coraz bardziej swoje wnętrze. Zaczęłam zauważać istnienie w sobie, wyższego ja. W tamtym czasie byłam skupiona na ogólnym rozwoju własnej świadomości. Powoli się budziłam, jednak brakowało mi wtedy poczucia Boga, jako ojca.

Bóg działa w bardzo przemyślany sposób. Pokazuje nam to, co powinniśmy zobaczyć, w tempie dopasowanym do nas samych. On wie doskonale jak i kiedy do nas mówić, a kiedy pozostawić nas w kompletnej ciszy, chociaż często tego nie rozumiemy. Bóg jest najgenialniejszym strategiem, który patrząc na całokształt naszego życia, każdy moment układa w taki sposób, by wszystko działało na naszą korzyść.


W moim przypadku droga do poznania Boga od strony energii, praw wszechświata oraz wszystkiego co z tym związane, była jedyną słuszną. Zrozumienie zasad i praw mojego wewnętrznego świata, było pierwszym krokiem do odkrycia prawdy o sobie i Bogu.

Kolejnym krokiem była praca nad sobą, w oparciu o to, czego dowiedziałam się wcześniej o sobie samej. Poszerzałam świadomość i zdałam sobie sprawę z ogromu wpływu moich myśli i słów, na moje życie. Zmiana swojego myślenia i pozbycie się schematów myślowych, była dla mnie bardzo dużym wyzwaniem. To tak jakby wykasować wszystko to, czego do tej pory się nauczyliśmy i rozpocząć proces nauki od nowa. Nauki w świadomości wyższego ja oraz tego, że istnieje świat duchowy, który króluje ponad tym materialnym. Była to niezbędna zmiana, która umożliwiła dalszy rozwój.


Im bardziej pojmowałam świat duchowy i to, jak doskonale te niewidzialne przestrzenie są zaprojektowane, tym mocniej uświadamiałam sobie ogrom geniuszu projektanta, którym jest Bóg.

Praca nad sobą, momentami okazywała się jednak zbyt trudna. Frustracja i problemy życia codziennego przejmowały całe skupienie i czasem zdawało się, że niszczyły starania, które koniec, końców, były bezowocne, bo jednak opierały się na mnie. A wszystko powinno dziać się w oparciu o Boga.

Tamten etap mojego życia przypominał walkę między tym, jak chciałam żeby było, a tym, jak było na daną chwilę. Zrozumiałam jednak, że to co dzieje się obecnie, nie stanowi opozycji dla tego, czego pragnę i do czego jestem przeznaczona. W zasadzie jest wręcz odwrotnie. Nasze obecne okoliczności i nasz stan to niezbędna część procesu, prowadzącego do naszego spełnienia. Życie bez uświadomienia sobie tego faktu, to niekończąca się frustracja i zmartwienia.

Kiedy zbyt mocno skupiamy się na tym, co dzieje się wokół nas, zawężamy pole widzenia wyłącznie na dzisiejsze problemy. Znikają nam wtedy z oczu możliwości i okazje do rozwoju. Wielokrotnie, gdy patrzyłam tylko na świat zewnętrzny, nieświadomie ignorowałam zmiany, które działy się w moim wnętrzu. Przez to często nie przeżywałam ich świadomie i brakowało mi wewnętrznej równowagi.

Dużą lekcją wyniesioną przeze mnie z tamtego procesu, była szczerość wobec samej siebie. Bóg kocha prawdę i jest prawdą. On zawsze odkrywa fałsz i pokazuje to, co najprawdziwsze. Najciężej być szczerym wobec samego siebie, odnośnie tego, co nie wychodzi poza nasze myśli. Trudność polega na tym, że jeśli sami dla siebie, nie będziemy żyć w pełnej szczerości ze sobą, to nikt z zewnątrz, nawet tego nie dostrzeże, więc nie zareaguje. Bóg pragnie byśmy trwali w Nim, czyli w prawdzie. Pomaga nam zauważyć, jak okłamujemy sami siebie. Czasem trzeba zdać sobie sprawę, z tego jak popsuci jesteśmy. Musimy mieć świadomość, które części naszego charakteru, wierzeń czy zachowań, należy zmienić. Jeśli przyznamy przed samym sobą, w których miejscach pojawiła się jakaś dysfunkcja, wtedy możemy zrobić krok, by tę dysfunkcję wyeliminować. Bóg jest tak dobry, że nie tylko pokazuje, co nie działa tak, jak powinno, ale naprawia wszystko, o ile pozwolimy mu na to.


Wiele razy w życiu doświadczałam podobnych sytuacji. Ciągle ten sam problem, to samo zdarzenie i ta sama frustracja. Poprzez cały proces poznania Boga, dowiedziałam się, że jeśli jakaś sytuacja powtarza się niepokojąco wiele razy, to tylko i wyłącznie po to, by pokazać mi w jakim stanie jest moje serce i czym jest wypełnione. Momenty najtrudniejsze pokazują nam, czego jesteśmy pełni. Gdy po kolejnej z rzędu, podobnej sytuacji, dopadła mnie frustracja i nerwy, zdałam sobie sprawę, że te emocje były już we mnie, zanim jeszcze zaistniał konkretny problem. Nagle dotarło do mnie, że fakt, iż byłam lekko poddenerwowana bez żadnego powodu, miał wpływ na to, że znalazłam się w sytuacji, która to mocno uwydatniła. Kiedy zaczęłam pracować nad oczyszczaniem swojego serca ze wszystkiego, co działało na mnie destrukcyjnie, pewne problemy, ciągnące się przez lata, zniknęły. Zdarzały się nadal nieprzyjemne sytuacje, ale moja reakcja na nie, była już zupełnie inna. Zdawało się, że to, co kiedyś bardzo mnie irytowało, nagle nie wywierało na mnie żadnego wrażenia. A kiedy nawet przyszedł stres, byłam w stanie bardzo szybko, go sobie uświadomić i zareagować na niego słowem Bożym i rozmową z Bogiem, co działa na mnie kojąco.


Mimo pracy nad sobą i to całkiem owocnej, nie brakowało wyzwań. Praca nad swoim charakterem to codzienna walka, zwłaszcza na samym początku. Kontrolowanie zachowań nabytych przez całe życie, pozbycie się ego, czy jak w moim przypadku, walka z przewrażliwieniem na własnym punkcie, to naprawdę spore wyzwanie. Warto jednak podjąć je, by zbierać owoce przez resztę życia. Ważne, aby w tym procesie współpracować z Bogiem. On pomaga rozróżnić myśli od głosu serca. Trzeba być otwartym na to, co nie mieści się w naszych głowach.

Minęło wiele miesięcy pracy nad sobą i poznawania różnych form duchowości takich jak: medytacja, prawo przyciągania, afirmacje itd, nim Bóg pokazał mi siebie, jako kochającego mnie Ojca.


Pamiętam, kiedy po obejrzeniu kolejnego filmiku o tematyce duchowej, na YouTube wyświetlił mi się filmik Abi Lopez. Jest to kobieta, która ma kanał z wieloma cudownymi filmikami o Bogu. Nie pamiętam dokładnie jaki filmik zobaczyłam jako pierwszy, ale to odmieniło moje spojrzenie na Boga. Już ciężko mi powiedzieć jak to dokładnie było, ale zaczęliśmy wraz z moim ukochanym, oglądać materiały, wspomnianej już wcześniej Abi Lopez oraz liczne filmiki innych twórców o podobnej tematyce. Ilość ludzi mówiących o Bogu, świadectwa uzdrowień czy też przemowy pastorów, zaskoczyły mnie. Nie spotkałam się wcześniej z tym, by ktoś mówił o Bogu w tak bezpośredni sposób z ogromną pewnością, za którą stoi relacja z Nim. Słuchanie tego wszystkiego dawało mi ogromną radość. Prawie wszyscy, których oglądaliśmy, powoływali się bardzo mocno na Biblię, dlatego też postanowiliśmy wspólnie po nią sięgnąć. W ten sposób wykształcił się nasz codzienny rytuał czytania Pisma Świętego. Pomimo znajomości Biblii od najmłodszych lat, spojrzenie na treści tam zawarte, było zupełnie inne niż dotychczas. Prawdy o życiu, znalezione z tej księdze, okazały się niesamowicie aktualne i obecne w naszym życiu. To już nie chodziło tylko o czytanie Słowa Bożego, ale o odczuwanie w bardzo mocny i autentyczny sposób, wszystkiego, co było tam zawarte.


W miarę upływu czasu i coraz lepszej znajomości Pisma, zaczęliśmy doświadczać Słowa Bożego w praktyce. Inaczej jest kiedy czyta się historie biblijne z perspektywy poukładanego życia w obfitości, bez jakikolwiek braków, a zupełnie inaczej, gdy samemu jest się w sytuacji bardzo mocno przypominającej losy postaci, o których czytamy. Odnosi się wtedy wrażenie, że jest się bezpośrednio połączonym z tymi wszystkimi ludźmi, o których się czyta. Historie biblijne żyją, a my zaczynamy nie tylko rozumieć, to co czytamy, ale przede wszystkim, czujemy to sercem.

Apostoł Paweł w Liście do Filipian (4 rozdział, wersety 12—14) napisał:

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.02
drukowana A5
za 24.55