E-book
32.76
drukowana A5
41.7
Muzyka i on

Bezpłatny fragment - Muzyka i on


Objętość:
113 str.
ISBN:
978-83-8155-458-9
E-book
za 32.76
drukowana A5
za 41.7

Rozdział 1

Wchodzi do mieszkania i zamyka drzwi na klucz. Jest sam i dobrze mu z tym. Jego rodzina żyje w innym mieście, on wybrał życie z dala od niej — swobodne, wolne i bez ograniczeń. Mieszkanie, które kupił jakiś czas temu, jest zawalone różnego rodzaju sprzętami. Przede wszystkim przy ścianie kłębi się sprzęt muzyczny: dwie gitary, wzmacniacze, pudełko piórek, a także pokaźna sterta zapisów nutowych. Do Krakowa przybył kilka lat temu, wcześniej tułając się od Warszawy do Wrocławia, tudzież dając koncerty tu i ówdzie w Europie. Jego zespół muzyczny jest znany i dobry i on czuje się w nim spełniony, mogąc robić to, co kocha, czyli grać na gitarze elektrycznej. Muzyka jest jego życiem, jego miłością i bez niej czułby się pusty. Uwielbia próby z zespołem, uwielbia jeździć na koncerty i stać na scenie, jednak równie silnie uwielbia samotność, swój własny świat i czas, w którym dotyka dźwięków, w którym zostaje sam na sam z dźwiękami i może tworzyć to, co mu się żywnie podoba. Jest więc trochę dziwny i odosobniony. Jego koledzy z zespołu są znacznie bardziej otwarci, nigdy nie spędzają czasu sami, w weekendy zawsze wychodzą do pubów, aby poznawać nowych ludzi. On nie. Jego dziwność polega jeszcze choćby na wizualnej stronie jego osoby — ma krótko ścięte włosy z pozostawionym jednym, spływającym na czoło, drażniącym oczy kosmykiem — takie odwołanie do punka, chociaż jego zespół nie gra punka, tylko coś, co określają jako metal opera. Pod tym pojęciem rozumieją oni nie tyle operowe brzmienie instrumentów, co raczej wplecenie w muzykę metalową, w taką znacznie delikatniejszą muzykę metalową, elementów opery w postaci pięknego, krystalicznego, operowego właśnie śpiewu wokalistki zespołu — Sofii oraz różnego typu innych dźwięków, mających na celu przynosić słuchającym skojarzenia z operą.

Jest trochę nieśmiały. Nieśmiałość jest dobrą cechą, ale nie jeśli chce się nawiązywać kontakty towarzyskie. Jemu one jednak nie są potrzebne. Ma swój zespół i to mu wystarcza. Poza tym, od czasu do czasu, odwiedza swoją rodzinę. Co jakiś czas też budzi się ze swojego stanu osamotnienia i szuka dziewczyny, której jednak nigdy nie znajduje. Czasami zastanawia się, czy rzeczywiście jej potrzebuje, czy może raczej to szukanie jest jakiegoś rodzaju oszukiwaniem samego siebie, próbą robienia czegoś na siłę, chęcią zapełnienia wolnego czasu. Chciałby znaleźć dla siebie dziewczynę, a równocześnie wydaje mu się, że to zagroziłoby jego wolności, niezależności i samotności, więc niewiele robi w tym kierunku. Raczej czeka na łut szczęścia, na to, że może pewnego dnia jakaś dziewczyna mu się trafi, sam nie bardzo wiedząc, jak owa miałaby wyglądać, jaki miałaby mieć charakter, jak miałaby się zachowywać.

Kraków jest miastem, które go zachwyca. Robi przerwy od grania na gitarze, wychodząc na długie spacery po mieście, nie mogąc oderwać od niego oczu. Odpowiada mu klimat tego miasta, tabuny kolorowych turystów na rynku, a nawet hałas, tworzący swoistą „mowę” miasta, będący „aranżacją” jego spacerów, wyznaczający rytm jego życia. Miasto jest dla niego miejscem kontemplacji, alienacji i schronienia, kiedy wkracza późnymi wieczorami w jego najciemniejsze zakamarki, baraszkując tam, gdzie nikt inny nie waży się wchodzić. Lubi ten rodzaj penetracji miasta, kiedy nikt nie wie, gdzie on jest, a on sam nie wie, gdzie znajdzie się za chwilę. Przed południem też zdarza mu się wychodzić na miasto, jest to jednak zupełnie inny rodzaj „odwiedzin”. Przed południem ze sklepów wylewają się kolejki pożądających towarów ludzi, tramwaje dudnią, poruszając się w zawrotnym tempie, w parkach roi się od matek, krzyczących na niesforne dzieci, wyluzowani studenci przesiadują po okolicznych ławkach, a głodni żebracy przeszukują okoliczne kubły na śmieci.

Ulicami kroczy pewnie. Mimo nieśmiałości jest przekonany do samego siebie, pełen wiary w siebie i silny. Zna swoje marzenia, zamiary, plany, i jest pewien, że się zrealizują. Dlatego w zespole jest jednym z lepszych muzyków, nigdy nie opuszcza prób i całą energię wkłada w to, aby zagrać jak najlepiej. Również on pisze teksty, które po wielu dyskusjach pomiędzy członkami jego zespołu, uzyskują kształt piosenek. Piosenki podobają się słuchaczom, chciałby jednak kiedyś napisać taką, która szczególnie zapadłaby im w pamięć. Przypomina mu się przy tym utwór Unforgiven grany przez zespół Apocaliptica, który to zespół przeniósł tę znaną piosenkę innego zespołu — Metallica — na kontrabasy. Chciałby kiedyś stworzyć taki utwór, który byłby tak rozpoznawany na całym świecie jak Unforgiven.

Rozdział 2

Ma swój świat. Świat refleksji, wizji i marzeń. Gdyby go nie miał, dawno oszalałby od prozy życia. Nie czuje się najlepiej w realizmie życia. Jeżeli odkłada gitarę, to tylko po to, aby obejrzeć jakąś wystawę w galerii sztuki, interesuje się bowiem również malarstwem. Rzadko natomiast czyta książki, po pierwsze z powodu braku czasu, po drugie z powodu braku cierpliwości do tekstu, która to cierpliwość jest u niego tak wysoka w przypadku dźwięków. Czasami zdarza mu się jednak, że za bardzo zamyka się w tym swoim świecie, tak bardzo, że każde zderzenie z otaczającą go rzeczywistością staje się bolesne. Bywa, że z mieszkania nie wychodzi i przez tydzień, całkowicie zanurzając się w muzykę, która jest swoistym lekarstwem dla jego duszy, jak i codziennym wyzwaniem.

Czuje się wolny. Czuje się wolny, swobodny i beztroski, a jednocześnie wiecznie czymś obciążony, jakimś odłamkiem wielkiego gabarytu sztuki, która dotyka najbardziej unikalnych artystów. On podłącza się pod to obciążenie, stara się być artystą przez wielkie A, stara się być nieprzenikniony, niechętny, wyizolowany. On przejmuje tę schedę po innych, on poczuwa się do bycia w podobnej kondycji psychicznej, lecz już nie w podobnej sytuacji materialnej, gdyż zarabia dobrze. On próbuje tej ich maniery, czyniąc siebie samego ekstrawaganckim, ekscentrycznym, egzotycznym. Takim chce być jako artysta i takim się staje po czasie. Ale niewiele osób potrafi dostrzec jego prawdziwą naturę, niewiele osób bowiem zna go prywatnie. Znają go tylko jego najbliżsi i to oni wiedzą, jaki naprawdę jest.

Próby odbywają się w salce obok mieszkania jednego z członków zespołu. Kiedy pojawia się on, jako ostatni, zabierają się do pracy. Jest dużo nastrajania sprzętu, szarpania strun gitar, uderzania pałeczkami o perkusję, wibrowania głosem, śmiechu. W zespole jest ich pięcioro: wokalistka, dwóch gitarzystów, basista i perkusista. Zrezygnowali z klawiszowca, nie potrzebując w takim stopniu instrumentu, na którym on gra. Cieszy ich ta zabawa instrumentami, a to najważniejsze. To, co dalsze, czyli odpowiednia muzyka, staje się tylko konsekwencją pierwotnego zachwytu dźwiękiem. To, co grają, czyli metal opera, jest dla nich kwintesencją muzyki, łączy w sobie bowiem to, co ciężkie i mroczne, z tym, co lekkie i emanujące. A emanujący, silnie emanujący, jest głos wokalistki Sofii, która stara się o to, by wydobyć z niego zarazem ostrość, jak i krystaliczność.

Oni są zadowoleni z tego, czym się zajmują. Jedynym niezadowolonym mógłby pozostać basista Peter, wiele lat zainteresowany bardziej muzyką gruenge’ową niż metalową — musi przestawić się na mocniejsze brzmienie. Edward, bo tak ma na imię ów gitarzysta, bohater tej opowieści, pozostaje w wirze swoich zainteresowań — muzyki metalowej słucha od czasów, kiedy to chodził do liceum, a operą zainteresował się na studiach, studiował bowiem na jednej z uczelni muzycznych w Warszawie, a później próbował grać muzykę klasyczną, jednak jego undergroundowe korzenie szybko dały o sobie znać. Przypadkowo przypomnieli sobie o nim jego znajomi muzycy z liceum, nakłonili go do założenia polsko-norweskiego zespołu i w ten sposób jego zainteresowania przerodziły się w życiową pasję. Wybrali Kraków na miasto swojego zamieszkania, bo jest on tyglem wszelkiej sztuki. I tak Edward zrezygnował z garnituru, ubieranego na koncerty muzyki klasycznej, na rzecz białego t-shirtu, czarnych spodni i czarnej skórzanej kurtki, która podkreśla jego outsiderski charakter.

Czasami spóźnia się na próby, pozostawiając nieco złe wrażenie, gdyż inni tego nie lubią bądź nie tolerują. Wynika to z niesfornego, hybrydycznego, nieskoordynowanego życia, które prowadzi, nie jest zaś celowym zamierzeniem. Choć wydawałoby się, że próby powinny mieć dla niego największe znaczenie, on raczej stara się oddzielać je od swojego życia prywatnego, większy nacisk kładąc na sferę swoich myśli, marzeń i emocji. Z tego płynie muzyczna inspiracja, i to stara się on w największym stopniu pielęgnować. Inni są na niego źli, jednak nie mogą lub nie chcą do końca temu przeciwdziałać, znając jego naturę. Ważne, że tworzona przez nich muzyka jest naprawdę warta tego, aby jej posłuchać i ważne, że Edward gra w tym zespole, gdyż bez niego nie byłoby zarówno dobrych tekstów, jak i wymyślnych linii melodycznych, których on jest niekwestionowanym autorem.

Rozdział 3

Chciałby powiedzieć wiele przez muzykę, ale ma wrażenie, że to bardziej muzyka mówi przez niego. Kiedy jest jej poddany, cały świat wydaje się żywy, pulsujący i otwarty na niego. W chwili, kiedy odkłada gitarę do pokrowca, odsuwa się od muzyki i ma wrażenie jakby cały świat odsuwał się od niego. Wówczas coś się w nim przełamuje. Nie pragnie niczego więcej, jak móc ciągle wracać do tych samych rytmów i do tych samych melodii. One są całym jego światem, przepełniają go wewnętrznie, sprawiają, że czuje, że żyje i że jest szczęśliwy. Inni członkowie zespołu z muzyką mają podobnie, jednak mniej u nich poetyckich uniesień niż u niego. Tylko on pisze teksty. Mniej u nich tego przepełnienia muzyką, które u niego jest stale obecne, a już w szczególnie mniej u nich skłonności do życia outsiderskiego, w izolacji od otoczenia, które u niego występują.

A co poza muzyką jest dla niego ważne? Właśnie ten samotniczy tryb życia, te nocne włóczenie się po Krakowie, czasem poranna kawa w mieście, klimat, spokój i relaks, fascynacja tym miastem, a na dalszym planie ludzie, wszyscy i nikt równocześnie, konkretni i abstrakcyjni, wyabstrahowani z życia tak samo jak on. Chciałby powiedzieć, że poza muzyką ma jeszcze jakąś miłość, ale byłoby to nieprawdą. Jedynie kilka tych sfer, wraz z malarstwem, zajmuje jego osobę, stąd częste jego wizyty w galeriach sztuki czy w muzeach, ale już nie w teatrach. Zdarza mu się natomiast bywać w operze, a w zasadzie wybierają się tam całą grupą dla inspiracji w przerwach między próbami i trasami koncertowymi. Oglądają wówczas zazwyczaj kilka oper z rzędu, co sprawia im niesamowitą, ogromną, bezbrzeżną radość.

Chciałby powiedzieć wiele o sobie, ale ma wrażenie, że cokolwiek powie, będzie naddatkiem albo kłamstwem. Lubi być szczery względem siebie i otoczenia i żyć zgodnie ze swoim wewnętrznym rytmem. Dlatego, kiedy pewnego dnia poznaje dziewczynę, która próbuje go osaczyć, wpłynąć na niego i sprawić, aby stał się jej miłosnym niewolnikiem, szybko odcina łączące ich więzy i ucieka przed nią, tak aby nie zaburzyć swojego życia. Woli być wolny, niezależny i sam, bo wolność sprawia, że czuje się szczęśliwy. Wolność przejawia się we wszystkich sferach jego życia, od indywidualnych wyborów, przez własną muzykę, aż po samotność w codziennym byciu.

Tak więc jest i nie jest samotny równocześnie. Otacza się ludźmi, a jednocześnie się od nich izoluje. Jest szczęśliwy ze swoim trybem życia i ze swoimi zainteresowaniami i nie szuka zmian. Członkowie jego zespołu lubią go, a on lubi ich, dlatego współpraca układa się pomyślnie — wydają już trzeci album, a on pisze teksty kolejnych piosenek. Może brakuje mu trochę miłości, o której czasami marzy, ale każda napotkana nowa dziewczyna okazuje się albo zbytnio ingerować w jego życie, albo nie jest dobrego serca, albo jest „nie-tą” i kontakt między nimi zostaje urwany. Żyje więc sam, codziennie wykonując te same czynności: poranna kawa i śniadanie, strojenie instrumentu, kilka godzin gry na nim, obiad, ponowne kilka godzin gry na gitarze lub próby z zespołem, wieczorny wypad na miasto w połączeniu z kolacją i nocne błądzenie po nim, sen. Te czynności stanowią podstawę jego życia, jego dość ciekawej, choć niezbyt skomplikowanej, egzystencji, a przynajmniej nie tak skomplikowanej jak on sam. Nie jest bowiem wbrew pozorom człowiekiem prostym. Jego teksty są poetyckie i nośne, mają w sobie dużą moc. Nie pisze pod przymusem, zawsze czeka na wenę, która pojawia się i znika jak niesforny, choć zawsze mile widziany gość.

Zawsze zastanawia się, czy będzie w stanie wymyślić coś oryginalnego, niesamowitego, głębokiego. Zawsze wydaje mu się, że jest pusty, wyzuty z wszelkich pomysłów, nieadekwatny. Ciągle marzy o czymś, czego nie może osiągnąć, co wydaje się odległe, niemożliwe, nienamacalne. Ciągle próbuje pisać, a to pisanie często mija się z celem. W końcu jednak przychodzi ta chwila, ten błysk, to olśnienie, kiedy spod jego ręki zaczynają wypływać właściwe słowa. Kiedy coś rodzi się, powstaje, zostaje powołane do istnienia. W końcu zaczyna wierzyć w to, że może stworzyć coś unikalnego, pięknego, właściwego. Nadchodzi moment spełnienia i czysta kartka zapełnia się finezyjnym pismem — pierwszym kształtem długo oczekiwanego tekstu. Czyż może być coś cudowniejszego nad to poczucie satysfakcji z dobrze wykonanego zadania, które nie jest prostym? Czyż może być coś wspanialszego niż gotowy tekst muzyczny, z którego aż wycieka słodycz i gorycz, radość i melancholia, podziw i odraza? Od siebie wymaga zawsze wiele, nie chce być posądzony o niedbałość, brak profesjonalizmu czy lenistwo. Stara się pisać systematycznie i dąży w tym do perfekcji. Jego teksty są doskonałe, a on jest tego całkowicie świadomy. Członkowie jego zespołu są z niego zadowoleni. W zeszłym roku, dzięki jego wkładowi w tworzenie piosenek, sprzedali pokaźną liczbę płyt.

Rozdział 4

Z domu rodzinnego we Wrocławiu pamięta kilka historii, które zaważyły na jego życiu. W liceum żył również głównie muzyką i często bywał na koncertach, na studia wyjechał do Warszawy, a zaraz po studiach znalazł się w Krakowie. Matka i ojciec żyją i mają się dobrze, to wie, choć rzadko ich odwiedza. Jego matka była wobec niego zawsze przyjazna, łagodna i ustępliwa, ojciec, wręcz przeciwnie — autorytarny, oziębły i groźny. On zaś zawsze miał własne zdanie i starał się przecierać nowe szlaki. Z jednej strony był buntowniczy, samotny i władczy, z drugiej strony, pod tą twardą powłoką, kryły się spokój, miłość i empatia. Z rodzicami nie czuł się dobrze. Równie ciężko znosił spolegliwość matki, uważając ją za mało ambitną, nijaką i słabą, jak i despotyzm ojca, oceniając go jako nadgorliwego, napastliwego i egoistycznego. Nie mógł jednak temu przeciwdziałać, dlatego jedynym rozwiązaniem, dającym mu pełną wolność, niezależność i radość życia, był wyjazd na studia do Warszawy, mimo iż we Wrocławiu uczelnia oferowała mu równie dobre warunki nauki.

Wyjazd na studia do innego miasta był po części spełnieniem jego marzeń. Nigdy wcześniej nie czuł się tak wolny, nie miał się tak dobrze, jak na studiach. Był to czas nawiązywania nowych, owocnych znajomości, licznych koncertów, które dawał i na których bywał, i rozwijania się w wielu kierunkach. Po zakończeniu studiów to nie wygasło, a przed nim, wraz z wyjazdem do Krakowa, otworzyły się nowe możliwości. Z żalem porzucał jedynie swój zespół muzyki klasycznej. Kochał bowiem tak samo muzykę klasyczną, jak i nowoczesne, ostre brzmienie gitar. W tym zespole grał na wiolonczeli, po którą również czasami sięga i teraz.

W Krakowie lokuje się na dobre. Woli to miasto od metropolitalnej, ogromnej, przeludnionej według niego Warszawy. Odnajduje w nim klimat, którego brakowało mu w Warszawie. I mimo że Wrocław jest jego rodzinnym miastem i jest miastem ciekawym kulturalnie, Kraków zauracza go o wiele bardziej i sprawia, że odżywa. Czuje, że może godzinami snuć się po mieście o każdej porze dnia i nocy, i że to nigdy mu się nie znudzi. Latem miasto bujnie rozkwita tłumami ludzi, przedpołudniami przesiadującymi w kawiarenkach, a popołudniami w pubach. Wiosną, jesienią i zimą oferuje rozrywki takie jak galerie sztuki, teatry, lodowiska, a zachwyca bielą śniegu, który przysypuje ulice do tego stopnia, że można brodzić w nim po kostki.

Z charakteru jest człowiekiem nieprzeniknionym. Jest jednocześnie towarzyski i życzliwy, jak i odosobniony i nieuprzejmy. Najwięcej czasu poświęca muzyce, poza nią prawie już nie widząc świata. W życiu robi to, co kocha, lecz czy jest szczęśliwy? Dni płyną zawsze z trudem, próby są męczące, pisanie wyczerpuje. Czy jest coś, co mogłoby odciążyć go od tego lub sprawić, aby poczuł się inaczej, lżej, lepiej? Wydaje się, że nie. Jego rozrywki są ograniczone: kocha wyjścia na miasto, gdzie nurza się w kawiarenkach i w pubach, lubi spacery po parkach oraz wizyty w galeriach sztuki, w muzeach i w operze. Poza tym nie ma innych zainteresowań, nie uprawia intensywnie sportu, ale trzyma się nieźle. Nie interesuje się grą w szachy, grą na komputerze, grą w karty, grą na giełdzie, grą w totolotka czy innymi, im podobnymi, grami, ujmowanymi czasami również pod pojęciem hazardu.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 32.76
drukowana A5
za 41.7