E-book
27.3
drukowana A5
45.98
Mundkiem i Siembkiem

Bezpłatny fragment - Mundkiem i Siembkiem

chałociach - wiersze


Objętość:
105 str.
ISBN:
978-83-8189-887-4
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 45.98

Moje wiersze

To my piszemy życie a nie ono nas

To nie my przemijamy to przemija czas

1

JAK TU DUSZNO


Dusza moja się uniosła

Z łoża swego zimowego

Nie sądziła że jest wiosna

Że zobaczy coś takiego


W swym podziwie i zachwycie

Tak wysoko uniesiona

Zobaczyła mianowicie

Wiele dusz ze swego grona


Nigdy przedtem tak nie miała

Nie sądziła że tak może

Wszystkie dusze przywitała

W tej wiosennej miłej porze


Jestem duszą bardzo młodą

Pełna jestem też wigoru

Skropionego zimną wodą

Do koloru, do wyboru

2

NIKT MNIE NIE ROZUMIE


Trochę inną mam wrażliwość

Świat odbieram w inny sposób

Mam nadmierną gadatliwość

Zwłaszcza w kwestii swego losu.


Gdy dyskusję z kimś prowadzę

To tak jakbym był w amoku

Mam wciąż tylko na uwadze

By nie spuszczał ze mnie wzroku.


Zdarza mi się chociaż rzadko

Dyskutować w wielkim tłumie

Choć rozmowa idzie gładko

Tłum niczego nie rozumie.

3

Z OPASKĄ NA OCZACH


Mały brzdąc swe oczy otworzył,

Rozejrzał się wokół i zdziwił biedaczek,

Natychmiast na głowę opaskę założył

Chciał niżej, lecz nie mógł inaczej.


Gdy trochę podrósł i znalazł się w szkole,

Opuścił ją niżej o niczym nie wiedząc,

Miał tylko w głowie same swawole,

Zajęty pracą nad swą niewiedzą.


Gdy w życie jego miłość wkroczyła

I mocno targnęła osobą jego,

Opaska oczy mu przesłoniła

Zabrała wszystko, to znaczy ego.


Teraz gdy starość nad nim zawisła,

Rujnując życie mocno, dosadnie,

Martwi się bardzo o swoją przyszłość,

Co będzie gdy umrze, jak ona spadnie?

4

LETNIA ZJAWA


Lipiec, lato upał spory

Młodość swoje ma uroki,

Czasu dużo na amory

Miłość stawia pierwsze kroki.


Była blisko za plecami

Swym oddechem mnie muskała,

Nie byliśmy wtedy sami

Ona skrzydła chyba miała?


Można mniemać czy dowodzić

Wywołując sporów wiele,

Muszę jednak z tym się zgodzić,

Zakochałem się w aniele.


Zanurzyłem się w jej oczy

Mały włos a bym utonął,

Amor z hukiem we mnie wskoczył,

Tak została moją żoną.

5

TROCHĘ BOLI


Ciężko żyje się kobiecie

Od początku swej niedoli,

O tym chyba wszystkie wiecie

Każdy poród — trochę boli.


Dziecko zdrowe roześmiane

Hasa skacze i swawoli,

Gdy opuszcza swoją mamę

Co tu mówić, trochę boli.


Ślub wesele wielka feta,

Bochen chleba trochę soli,

Lecz co zrobić? głowa nie ta

Coś w niej szumi, trochę boli.


Stare kości w końcu spoczną

Wiedząc o tym że w niedoli,

Młodszych boli bardzo mocno

A tych starych, trochę boli.

6

KIM JESTEM?


Zadano pytanie co myślę w ogóle?

Czy człowiek mi bliski mówi do mnie czule?

Może jest osoba wierna mi bez końca?

Albo jestem fanem czerwonego słońca.


Pytań było wiele podobnych i dziwnych,

Ciągle wygłaszanych przez ludzi naiwnych,

Nie wiedzieć dlaczego ich myśli goniły,

Nie miały spoczynku jeszcze ich raniły.


Problemu nie miałem uciec przed napaścią,

Wodę z ogniem łączyć rany leczyć maścią,

Zrozumiałem prawdę która była lekiem,

Wolny człowiek panem, jestem tym człowiekiem.

7

BRODA


Tydzień temu było miło

Dziś wątpliwość mnie nachodzi

To co mi się przytrafiło

Może tylko mi zaszkodzić.


Wstałem rankiem niewyspany

Coś tam zjadłem na szybkiego,

Biegnąc traktem dobrze znanym

Rozminąłem się z kolegą.


Gdy dobiegłem w miejsce znane

Tam na ławce siadłem sobie,

Rozminąłem się z Romanem!

Wiem co teraz właśnie zrobię!


Dzwonię szybko chcąc to zbadać,

Halo! Słucham- głos w słuchawce,

Chciałem z tobą dziś pogadać

Siedzę sobie w naszej ławce.


Roman przyszedł bardzo szybko

Siadł na ławce do mnie przodem,

Chcę zapytać ciebie tylko

Kiedy zapuściłeś brodę?

8

ROWER


Byłem w lesie na spacerze.

Trochę nogi mnie bolały,

Najpierw stałem teraz leżę

Jestem cały obolały.


Coś mi nagle zaświtało.

Pomyślałem gdzie mam głowę?.

Na polanie? coś tam stało.

Jak przypuszczam był to rower.


Więc podniosłem się i idę

By to sprawdzić bo wypada,

Nie do wiary co ja widzę,

Do roweru ktoś się skrada.


Na polanę więc wkroczyłem

Sądząc że to jakieś zwierzę

Będąc blisko zobaczyłem

Krasnal jedzie na rowerze.

9

MISKA


Chcę zapytać tylko panie

Bo faceci mają tupet,

Robiąc rano im śniadanie

W czym podacie panom zupę?


Albo w obiad gdy pan przyjdzie.

Ściągnie kurtkę oraz bluzę,

A gdy pani z kuchni wyjdzie

W czym mu poda pyry luzem?


Każdy myśli o talerzu

Tym głębokim a nie płytkim,

Można też mi nie dowierzać

Brać mnie można też na spytki.


Lecz odpowiedź jest dość prosta

Powiem więcej oczywista,

Nagrodzonym można zostać

A nagrodą będzie miska.

10

DZWONEK


Rozdzwoniony dzwonek dzwoni

Mało ucha nie rozerwie,

Przyłożyłem dłoń do skroni,

Do cholery — bo się wnerwię!


Posiedziałem jeszcze chwilę

Potem w pałąk się wygiąłem,

Zaufałem swojej sile

Nawet nie wiem jak zasnąłem.


A rodzina dzwonków stoi

Przy mym łóżku patrząc na mnie,

Przy tym dziwne miny stroi

Dla mnie jest to dość zabawne.


Ten dzwon duży — był tatusiem

Wkroczył na mnie swą osobą,

I powiedział — będziesz musiał

Kopać tunel pod podłogą.


Ja zdziwiony, co się dzieje?

Dzwon nie mówi — nie poeta,

Zrobię tunel no i zwieję

Zmienię siebie w ciało kreta.


Kopię grzebię więc łapkami

Patrząc tylko w jasną stronę,

Widzę stolik a tam na nim

W telefonie — dzwoni dzwonek.

11

PRZEBUDZENIE


Wynurzam się z niebytu, przestrzeń dławi, dusi — chyba umieram.

Nie to nie to o czym myślicie, to inna śmierć, piękna pani roześmiana

Uśmiecha się do mnie czule, a ja no cóż serce otwieram.

Chcę mówić, nic nie mów szepcze cicho moja pani, już nie będę sama.


Wszystko wokół się zmieniło, nie ma ludzi, zwierząt ani roślin,

nawet Słońce nie świeci swym blaskiem. Mimo tego jest przyjemnie,

chociaż...czuję się trochę nieswojo. Jest tak jakby ktoś mnie gościł,

a ja gościnę przyjmując podaję do stołu...sam sobie… wzajemnie.

12

KLUCZ


Nie wykluczam nigdy tego

Że nie zrobię czegoś złego,

Będę chodził będę kluczył.

W końcu życie mnie nauczy.


Że kluczową w życiu sprawą

Chodzić zawsze stroną prawą,

Innych nigdy nie wykluczać

I nikogo nie pouczać.


Kluczem szczęścia jest harmonia

A nieszczęściem monotonia,

To co jest nie wykluczone

To są myśli me szalone.


A na końcu chciałbym wyznać

Polska to moja Ojczyzna,

Dokonałem wczoraj puczu

I od dzisiaj mieszkam w Kluczu.

13

FALE


Nadmorskie fale łagodnie gładziły brzeg,

Po piaszczystej plaży jakiś człowiek biegł,

Za nim pies ujadał chcąc dogonić go,

Człowiek się przewrócił wpadł prosto na szkło.


Rozciął sobie nogę poszła z nogi krew.

Raptem się zleciało spore stado mew,

Wypatrzyły zdobycz, dziobać chciały już

Nie zdążyły jednak pomoc była tuż.


Pomoc przeszła obok jednak to nie to,

Człowiek leżąc w piasku wyjął z nogi szkło,

W głowie zaszumiało, wzrok stał się nie ten

Jakby było mało, człowiek zapadł w sen.


Nie wie co się stało gdy był nieprzytomny,

Gdy otworzył oczy ból był przeogromny,

Leżał on bezwładnie na piaszczystym wale

Tym co go zbudziło, były morskie fale.

14

HORYZONT


Gdzieś daleko w linii prostej

Za drzewami się ukrywa

Stary, młody czy wyrostek

Wiedzą jak on się nazywa.


Czasem jest już bardzo blisko

Mają obraz na widoku,

Potem naraz wszystko pryska

Zaciemniając wszystko wokół.


O nim mówią też zdarzenia

Które czasem są niedobre,

Jego bardzo się docenia

Gdy zdarzenia są podobne.


Gdy jest wąski i za ciasny

Niech mi każdy w to uwierzy,

Każdy kto ma rozum własny

Może łatwo go poszerzyć.

15

ŻYCIE


Gdzie nie spojrzę na około

Mam wrażenie że to Księżyc,

Muszę mocno zmarszczyć czoło

Obserwując, wzrok wytężyć.


Gdy się skupię na drobiazgu

Szczegół drobny mnie zachwyca

Raczej wolno — nie od razu

Zmieniam zdanie, w kwestii życia.


Życie tak na dobrą sprawę,

To zdarzenia niepozorne,

Takie małe i zabawne

Raz są miłe, raz upiorne.


Nie potrzeba nic rozumieć

I nie robić czegoś skrycie,

Lecz pogrążyć się w zadumie,

Że przepiękne jest te życie.

16

BĘBENEK


Ojciec matka troje dzieci

Jak ten czas szybciutko leci,

Rosną one jak na drożdżach

Chyba nazwać tak to można.


Roczny maluch jest jak kluska

Już nie mieści się do wózka,

Zenek co w przedszkolu hasa

Mówią o nim- to kiełbasa.


Brzuch największy ma Aldona

Dość podobny do balona,

Mama z tatą to grubasy

Smakoszami są kiełbasy.


Raz Aldona mówi mamie

Balonowa mówią na mnie,

Mówią o mnie że mam bęben

I w orkiestrze grać nim będę.


Mama na to i co z tego?

A co z bębnem brata twego?

Wiesz? co z przodu ma brat Zenek,

To nie bęben, to bębenek.

17

CO BY BYŁO GDYBY?


Co by było gdyby przez maleńką dziurę,

Bez żadnych problemów jajko zniosło kurę,

Co by było wtedy jak ta sama kura

Pytała by jajko, gdzie jest moja dziura?


Wtedy byłby problem z pytaniem o prymat,

Jajko było pierwsze? -kura nie wytrzyma,

Wychodzi więc na to jajku będzie miło,

Kura była później, jajko pierwsze było.


Co by było gdyby kura oraz jajko

W zgodzie razem siedli z pokojową fajką,

Twierdząc że nie jajko ani też nie kura,

Pierwsza zawsze była ta maleńka dziura.

18

KIEROWNICA


Pan kierownik jest zmęczony

I ma dosyć tej roboty,

Papierami zawalony

Wypatruje już soboty.


No bo w piątek też pracuje

Zresztą cały tydzień robi,

Zdrowie sobie on rujnuje

Przy produkcji białej skrobi.


Skrobia to wyciąg z ziemniaka

Ale o tym wszyscy wiedzą,

Dobra, pyszna jest w lizakach

Wszyscy skrobię w plackach jedzą.


A on pisze, skreśla i poprawia

Robi przerwy na herbatę,

Jedno co go zastanawia

To spotkanie ze swym katem.


W końcu skończył i jest wolny,

Więc do auta szybko wskoczył,

Blisko domu trochę zwolnił

Ze zdziwienia przetarł oczy.


Gdy już do garażu wjechał

Na stoliku stała pizza,

I pomyślał znów mam pecha,

Toć to żona- kierownica.

19

ŚCIANA


Przede mną ściana… ściana miękka, lepka i przezroczysta.

Mój wzrok uwiodła, odzywa się cichutko, jak kochanka naga.

Woła mnie po imieniu, jakby znała mnie… ta Pani mglista.

Iść chcę w Jej stronę, lecz serce nie słucha, stoi i nie pomaga.


Z jej głębi wysuwa swe ręce i woła, chodź do mnie Marianie.

Chcę się do niej przesunąć..nie mogę!…więc płaczę i szlocham.

W kałuży łez stoję cały rozdarty, przy mojej życiowej ścianie.

Nie teraz? Mówię, powiedzieć muszę komuś że Go kocham!?

20

ŻURAW


O żurawiach wie Chełmoński

Bo to on ich namalował,

Gdybym użył słów drakońskich

Wśród żurawi była zmowa.


Ten co stoi w pierwszym planie

Nie ma chęci odlatywać.

Pani żuraw ma dziś branie

Tak na niby się odrywa.


Obok pani żurawiowej

Biegnie amant adorator,

Nie wie o tym że jest w zmowie

I zapłaci wkrótce za to.


A zapłatą dla lotnika

Będzie przelot bez partnerki,

No i co z tego wynika?

Że cierpliwy- znaczy wielki.


Tych żurawi jest dość dużo

Chyba coś tak ze czterdzieści,

Jest ich sporo nad kałużą

Lecz ich, obraz nie pomieścił.


Bo pan Józef tak to ujął

I tak sobie to uroił,

Te żurawie odlatują

Tylko jeden żuraw stoi.

21

PERFIDNA ZDRADA


Jestem dzisiaj zdruzgotany, niewyspany i bez życia.

Nie mam na nic dziś ochoty, do roboty nie chcę iść.

Będę robił wiele rzeczy pożytecznych, lecz z ukrycia.

Napisałaś wczoraj do mnie, no… i chory jestem dziś.


Do tej pory tak myślałem, na wyłączność ciebie mam.

Ale z listu wyczytałem, że ten drugi kręci teraz kołem.

Wtedy kiedy na imprezie, siedzieliśmy pośród dam.

To ten drugi patrząc na mnie, nogą pieścił cię pod stołem.

22

NOS


Nos lub nosek jak kto woli

Na bogactwo będąc łasy,

Ten co żyje dziś w niedoli

Nie miał nosa do tej kasy.


Kasa kasą- ważne zdrowie

Bo to ono jest podstawą,

Zdrowie ważne ktoś mi powie,

Miałeś nosa brawo, brawo.


Na ten przykład nosacizna

Co u ludzi występuje,

Jest kłopotem muszę przyznać

Gdy krew nosem ulatuje.


Morskie świnki też w kłopocie

Że tak powiem i nadmienię,

Nie doczeka samiec pociech

Bo ma ostre zapalenie.


Dla mnie nos mój to część ciała

Jest przyjazny nie jest wrogiem,

W nim zapachów gama cała,

A ja wąchać wszystkie mogę.

23

PRZYSZŁOŚĆ


Mozaika przedziwnych zdarzeń mnie otacza,

Nie wierzę w to co widzę a widzę doskonale,

Nowe tajemne i nigdy nie znane przekraczam,

Bez strachu którego prawie nie mam wcale.


W dół patrzę w głębinę i otchłań piekielną,

Zanurzam się wzrokiem w odmętu głębiny,

Chcę dotknąć i poczuć istotę tak wielką,

Istnienia jej poznać prawdziwe przyczyny.


Już prawie ją miałem, a jednak uciekła

Sądziłem że spojrzeć się nie odważę

Gdy na nią spojrzałem to ona mi rzekła,

Chodź za mną, a przyszłość ci twoją pokażę.

24

ALTERNATYWA


Leży gdzieś w kącie alternatywa

Wciąż zapomniana i niepotrzebna,

Bo do tej pory nikt jej nie wzywał

Siedzi na tronie jak ta królewna.


Nagle ruch trochę słów

Rzucił ktoś w jej stronę,

Stary plan upadł znów

Nie stał się jej klonem.


Powoli lecz pewnie z niemałym mozołem,

Powstają jej wersje na dole pod stołem

Ktoś myśli i trudzi się nad nią niezmiernie

By wersje jej były dokładne i wierne.


Wychodzi spod stołu gotowa do drogi,

Spogląda na zewnątrz nie wierzy i mdleje,

Bo stara jej wersja stanęła na nogi

Swą wersję choć starą, na nowo znów sieje.


Nagle buch pięścią w brzuch

Nowa starej wali,

Musisz wiedzieć z wersji dwóch

Nową już wybrali.


Spogląda w około i rusza z łoskotem

Sprawdzając też wszystko na sali,

Pilnuje ją teraz z tą myślą by potem

Staruszki już nigdy nie brali.

25

KOCHAJCIE SIĘ


Cisza, pustka serce me zamarło w okropnym bezruchu

W ustach mych pustynia, piasek w moim gardle, nie mam siły

Zdaje mi się że coś widzę przed sobą, nie… to ty tylko cień

Nie jest on zwykłym cieniem, to odbicie mojego życia.


Nic nie mów mój cieniu, nie dosypuj piasku do mych ust

Serce me przepełnione od łez, pęka nic już nie ma, tylko żal

Puste serce woła echo jest też puste, tylko pustka noc i dzień

Życie nie jest żartem, róbcie wszystko lecz kochajcie się.

26

PODKOP


Niby nic a jednak problem

To błahostka myślę sobie,

Nie zrobiłem chociaż mogłem,

Może jednak dziś to zrobię?


Pójdę w końcu do redakcji,

A gdy spotkam naczelnego

Wytknę jemu brak reakcji

Na praktyki Kowalskiego.


Powiem wszystko o tym typie

Co bez przerwy i wytrwale,

Łasym okiem ciągle łypie

Na przepiękną panią Alę.


Sekretarką jest w gazecie

O kierunku politycznym,

Tyle ognia jest w kobiecie,

W jej obliczu demonicznym.


Muszę zrobić to co trzeba

By odzyskać Alę słodką,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 45.98