Dla wszystkich ofiar i więźniów nieudolnej polityki covidowej
#NigdyWięcej
Prolog
Prolog opowiada o obecnej sytuacji epidemicznej. Nie jest potrzebny do fabuły.
Ciemność zawitała do mojego pokoju. Leżę nieruchomo na łóżku i wpatruję się w sufit. Zaczyna się wiosna i kwiaty zaczynają kwitnąć. Mógłbym teraz wyjść na dwór i spędzić czas na świeżym powietrzu, ale nie chcę. I nie mogę. Rok 2020. Zaczęło się w miarę spokojnie, chociaż jasnowidze przepowiadali nam straszne wizje. Niestety, większość ich czarnych prognoz stała się rzeczywistością. Australia mierzyła się z ogromnymi pożarami. Płonęły największe lasy, a ginęły miliony zwierząt. Tysiące strażaków walczyły z ogniem z lądu i powietrza, jednak zabójcze płomienie nie ustępowały i dalej pustoszyły zielony kontynent. Australia stała się piekłem dla małych kangurów, które w pomarańczowych płomieniach szukały swoich rodziców. Może udało im się znaleźć żywych lub martwych.
Miesiąc później prawie wybuchła wojna. Sytuację tradycyjnie podsycały media i serwisy społecznościowe. Użytkownicy aplikacji TikTok straszyli młodszych, co wywoływało niepotrzebne zamieszanie. Wojny nie było, ale zdarzyło się coś, co zmieniło świat na zawsze. Życie, które znaliśmy, przestało istnieć i musieliśmy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Gdybym usłyszał tę historię kilka lat temu, stwierdziłbym, że ktoś mówi totalne bzdury. To jednak wydarzyło się naprawdę i nie jest to żadna fikcja. Pod koniec lutego tego feralnego roku, zaczęły dochodzić głosy o tajemniczym wirusie z Chin. Choroba miała mieć podobne objawy do grypy, ale wyższą śmiertelność. Początkowo nie było paniki, raczej sceptyczne nastawienie. Wszystko zmieniło się, kiedy media zaczęły podsycać zamieszanie, a wirus pokazał swoje prawdziwe oblicze. W marcu odnotowano pierwszy przypadek koronawirusa. Rząd natychmiast wprowadził lockdown. Zamknął szkoły, kina, teatry, restauracje, hotele, a nawet lasy. Wszystko zostało sparaliżowane, a ludzie pozostali w domowych aresztach… I to w tym momencie zaczęły się moje największe problemy. Rutyna diametralnie się zmieniła. Mój pokój zmienił się w więzienną celę. Moje życie dosłownie się zamknęło. Wychodzę do toalety, wracam do pokoju, wychodzę do kuchni, wracam do pokoju. To jedyne spacery, które wykonuję. I pewnie nie tylko u mnie tak to wygląda. Ulice opustoszały. Mieszkam w małym mieście, ale zdjęcia z Instagrama przerażają. Ludzie dobrowolnie poddają się kwarantannie domowej i wychodzą do sklepów tylko po niezbędne produkty. Nasze życie przeniosło się do internetu, gdzie odbywają się codzienne zdalne lekcje i całe życie towarzyskie. Społeczeństwo jest offline w rzeczywistości, a online w sieci.
1: „Jestem Maks”
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
Wstałem z łóżka. W ostatniej chwili złapałem się biurka, gdy spadałem na podłogę. Wyprostowałem się i ruszyłem w stronę drzwi. Delikatnie nacisnąłem klamkę i rozejrzałem się, czy nikogo nie ma w pobliżu. Słyszę dźwięki z telewizora. Wychodzę z pokoju po raz pierwszy dzisiaj i nie wiem, czy nie ostatni. Gdy pokonałem długi korytarz, zobaczyłem kuchnię. Drzwi były zamknięte. Nigdy nie sądziłem, że będziemy mieli w kuchni drzwi, i byłem zdziwiony, gdy tata ogłosił to na cotygodniowych spotkaniach rodzinnych zwanych „planszowymi piątkami”.
Zatrzymałem się na chwilę i zacząłem rozmyślać nad tym, co czuła kuchnia. Poszedłem dalej, gdy przypomniałem sobie, że pomieszczenia nie mają uczuć i w rzeczywistości nas nie rozumieją. Skąd taka kuchnia ma wiedzieć, że jest kuchnią? Po tym, że ma piekarnik w sobie? Skąd ma wiedzieć, że piekarnik musi być akurat tutaj?
Spotkania rodzinne to było coś, co bardzo kochałem. Od zawsze uwielbiałem spędzać czas z bliskimi. Szukaliśmy tylko powodów, aby wspólnie usiąść i porozmawiać. Tata wpadł wtedy na genialny pomysł, aby w każdy piątek zasiadać do gier planszowych i wspólnych rozmów. To naprawdę była świetna inicjatywa, która już nie funkcjonuje.
Otwieram drzwi. W kuchni nikogo nie ma. Czuję, jak kamień spada mi z serca. Podszedłem do lodówki, a kiedy ją otworzyłem, usłyszałem swoje imię. Lodówka do mnie mówi? Przecież to niewiarygodne. Często słyszę głosy, po prostu mam paranoje. Ten dźwięk wydawał się bardziej realny. Brzmiał inaczej niż te, które mam w swojej głowie.
— Maks! — zabrzmiał po raz kolejny donośny głos. — Jesteś tam?
Cześć, jestem Maks. W tym roku skończyłem siedemnaście lat i jestem wrażliwy. Podobno też egoistą, tak przynajmniej twierdziła moja była. Nie jestem asertywny i słowny. Mówię to całkiem szczerze, bo jestem szczerym człowiekiem. Wcześniej byłem ekstrawertykiem w pełnym wymiarze godzin. Uwielbiałem spotkania z ludźmi, wspólne parapetówki i rozmowy nad jeziorem, takie przy piwie. Kiedyś to była jedna z nielegalnych rzeczy, które robiłem, ale teraz? W pandemii wszystko jest nielegalne.
Opisuję się jako brunet ze średnią długością włosów. Mam szczupłą sylwetkę i jestem średnio zbudowany. Mam niebieskie oczy i małe usta, a moje uszy nie odstają. Jestem zwykłym chłopakiem z marzeniami, które szybko postanowiono mi zabrać. Uwielbiam pisać wiersze. To od zawsze moja wielka pasja. Może nie są najlepsze, ale są moje. I to sprawia mi największą satysfakcję.
Kiedyś lubiłem jeździć na rowerze, spacerować i pomagać tacie na świeżym powietrzu. Teraz, w tym pokoju, strasznie brakuje mi tlenu, czasami duszę się z jego braku. Kocham pracę w ogrodzie, ale w nim byłem poprzedniego lata. Zawsze z tatą słuchaliśmy muzyki. Zazwyczaj leciała playlista z lat osiemdziesiątych. Ostatnio lubię wracać do tych piosenek, ponieważ pozwalają mi wrócić do tamtych dni. Już czuję smak słonych łez, ale utopia kończy się tam, gdzie zaczyna się życie.
Mama wchodzi do kuchni. Strasznie się o mnie martwi. W jej oczach widać strach i przerażenie, które przelewa na innych członków rodziny w postaci krzyku. Przez pierwsze kilkanaście sekund nic nie mówi. W końcu zebrała się na odwagę.
— Jak się czujesz? — zapytała. — Lepiej?
Nic nie odpowiedziałem, ponieważ nie mam już siły. Zaczynam wymyślać plan ucieczki. Strasznie mi jej żal, ale nie potrafię z nią rozmawiać. Wiem, że chce pomóc, ale nie potrafi. Szybko wyciągam jogurt truskawkowy z lodówki, otwartej już przez kilkadziesiąt sekund. Wzrokiem szukam szafki z łyżeczkami, otwieram ją i zabieram jedną. Idę w stronę pokoju, a mama schodzi mi z drogi. Ze łzami w oczach patrzy, jak odchodzę, jednak nie potrafię powiedzieć do niej ani jednego słowa. Wiem, że nie spodziewała się odstępstwa od normy. Moje życie wygląda tak od kilkunastu dni.
Moja mama to cudowna kobieta. Zawsze pełna nadziei, optymizmu i kreatywnych pomysłów. Pewnego razu napisała dla mnie piosenkę. I to w tamtym momencie byłem naprawdę bardzo szczęśliwym człowiekiem. Zawsze jej ufałem, mówiłem jej dosłownie wszystko. Wiedziała o mojej pierwszej miłości, o pierwszym pocałunku, o pierwszych kłótniach i wszystkich problemach, które mnie otaczały. Była jedną z niewielu osób, którym ufałem bezgranicznie. Próbowała znajdować racjonalne wyjścia z sytuacji. A wiecie, co jest najlepsze? Zawsze jej się udawało. Była taka sytuacja, że gdy miałem cztery latka, zakochałem się w przedszkolu. Nie wiem, czy było to prawdziwe uczucie, ale bardzo chciałem wziąć przedszkolny ślub. Zapytałem mamy, jak mam poprosić wybrankę o rękę. Odpowiedziała tak, że zapamiętam to do końca życia: „Po swojemu, synku.”
Jogurty truskawkowe są naprawdę smaczne. To jedna z niewielu rzeczy, które obecnie jestem w stanie zjeść. Początkowo bardzo się cieszyłem z chwili odpoczynku, ale wkrótce ta wolność zaczęła przemieniać się w piekło. Najbardziej odczuła to moja głowa, właściwie psychika. Tak naprawdę od początku izolacji straciłem poczucie własnej wartości. Nie czuję się już ważny, choć wiem, że dla wielu osób taki jestem. Czasami mam ochotę po prostu zniknąć z tego świata, ale nie wyobrażam sobie bólu, jaki sprawię moim rodzicom, przyjaciołom i wszystkim, którym na mnie zależało. Zdarza się, że wyobrażam sobie swój pogrzeb i wtedy czuję ulgę. Absurdalnie to brzmi, ale musisz się przyzwyczaić. Jedna z moich byłych dziewczyn powiedziała kiedyś, że nie wyobraża sobie mnie stracić. Chwilę później stwierdziła, że jestem najgorszym chłopakiem, jakiego miała. Pociesza mnie fakt, że byłem pierwszym, więc może znalazł się ktoś, kto był jeszcze gorszy. Po tym, jak mi to powiedziała, poczułem się bezużyteczny i było to początkiem stanu, w którym obecnie się znajduję. Próbuję walczyć, naprawdę.
Słyszę wrzaski taty. Jest osobą nerwową, więc często słyszę, jak krzyczy. Jednak ma naprawdę dobre serce. Raz wpłacił tysiąc złotych na schronisko dla zwierząt, chociaż nigdy nie mieliśmy zwierzaka w domu i raczej mieć nie będziemy. Sądzę, że w ten sposób chciał nam udowodnić, że potrafi być dobry dla zwierząt na swój indywidualny sposób.
Historia rodziny taty jest tragiczna. Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy miał osiem lat. Był wtedy w przedszkolu i zamiast uśmiechniętej mamy zobaczył swoją ciotkę. Wspomina, że kobieta miała łzy w oczach i była wyjątkowo smutna. Zabrała go do swojego domu, gdzie czekali kuzyn i wujek. Nałogowo wypytywał ciotkę o rodziców, ale ta nie dawała mu żadnych odpowiedzi. W końcu złamała się i powiedziała: „Mamusia i tatuś już nie wrócą, nigdy.” Rozpłakała się i nie odzywała się przez kilka dni. Tata był mały, ale szybko dotarło do niego, co się stało. Zamknął się w sobie i do końca roku szkolnego nie uczestniczył w zajęciach. Potem udało mu się dojść do siebie, ale do dzisiaj ma traumę spowodowaną tamtymi wydarzeniami. Cierpi na napady paniki, strasznych wspomnień i koszmarów, kilka nocy z rzędu śni mu się wypadek rodziców. Widzi martwą kobietę i martwego mężczyznę, a w tle słyszy syreny karetek i straży pożarnych.
Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Tata musi być naprawdę silny, skoro dał radę psychicznie to wytrzymać. W wieku piętnastu lat trafił do internatu. W liceum poznał mamę, zakochał się, a ona okazała się miłością na długie lata. Do dzisiaj bardzo się kochają, choć ich relację przeplatają kłótnie. Często są z mojego powodu, ale nic na to nie poradzę. Nigdy nie rozumiałem miłości, dopóki sam się nie zakochałem. Jednak moje miłości były ulotne, nietrwałe i niedojrzałe. Wszystko rozpadało się w ciągu kilku miesięcy. Nie wydaje mi się, że znajdę kiedyś miłość życia…
Teraz słyszę krzyki mamy. Rozpoczęła się kolejna kłótnia, znowu o mnie. Historia mamy nie jest tak dramatyczna, wręcz przeciwnie. W dzieciństwie miała wszystko, ponieważ babcia pracowała w ówczesnym, komunistycznym rządzie. Miała wszystkiego pod dostatkiem, co na tamte czasy było niecodzienne. Udało się jej dobrze żyć w trudnych latach. Po śmierci jej ojca (choć jej mama dalej żyje) dostała ogromny spadek. W sumie kilkaset tysięcy złotych i trzy kamienice, które służyły za czasów komuny. Nasza rodzina jest bogata, ale pieniądze szczęścia nie dają. Dlatego nie czuję się królem życia i nigdy się nim nie czułem.
Dziadka bardzo kochałem. Zmarł kilka lat temu na raka płuc. Całe życie palił papierosy i w końcu się doigrał. Był moją podporą w ciężkich życiowych sytuacjach, bo zawsze mogłem uzyskać od niego pomoc i ogromną dyskrecję. Niestety, nie mam go już przy sobie. Życie nie chce, żebyśmy byli szczęśliwi, tylko chce odebrać nam najważniejsze osoby.
Mam jeszcze rodzeństwo — brata. Ma piętnaście lat. Nie bierze udziału w tej głośnej wymianie zdań, może nie chce ingerować, a może nawet nie wie, że trwa. Od początku izolacji, właściwie przez cały czas, siedzi przy komputerze. Chyba się od tego uzależnił. Długo przed pandemią spędzaliśmy prawie każdą wolną chwilę razem, obowiązkowe były weekendowe wspólne wypady na miasto, czasami spotykaliśmy się z moimi znajomymi. Spokojnie, nie demoralizowaliśmy go.
To, co tutaj powiedziałem, to tylko skrócony życiorys mojej rodziny. Teraz czuję, że są dla mnie obcymi ludźmi. Izolacja wszystkich nas podzieliła. Jesteśmy jak czterech nieznajomych zamkniętych w jednym mieszkaniu. To naprawdę straszne.
2: „Piekło w raju”
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
Słyszę dźwięk powiadomienia.
— Hej.
To Maja, moja przyjaciółka.
— Hej — odpisuję.
— Co tam u ciebie?
— A jak myślisz?
— Jak zawsze?
— Bingo.
Ona jest dla mnie największą zagadką. Niby wszystko jest w porządku, ale czuję, że ma do mnie żal i nie chce tego pokazywać.
— A u ciebie jak? — po minucie ciszy, kontynuuję rozmowę.
— Jest cudownie — odpisuje po dwóch sekundach, jakby tylko czekała, aż o to zapytam.
Maja nie potrafi przyjąć do wiadomości, że nie wszystko jest tak dobrze, jak u niej. Wydaje się, że nie dostrzega, że ja też mogę mieć problemy.
— U ciebie serio zawsze jest tak pięknie?
— Zawsze.
Wieczna optymistka.
— Ty po prostu nie umiesz doceniać życia — napisała po chwili.
— Co miałbym teraz docenić?
— Ciesz się, że żyjesz. To wystarczający powód do szczęścia.
No nie wydaje mi się, zwłaszcza w tej chwili.
— Nawet tego nie umiesz zrobić, nieudaczniku? — napisała.
— Umiem, ale tylko wtedy, gdy mam coś konkretnego do docenienia — odpisałem.
— Jasne, jasne — napisała. — Wyluzuj, żartowałam.
Jeśli żart to coś naprawdę śmiesznego, to ona chyba nie zna tej definicji. Maja ma tendencję do używania ironii, co na początku bardzo mi przeszkadzało, a niektóre jej teksty mnie dotykały. Zdążyłem się przyzwyczaić, ale od pewnego czasu zaczyna mnie to znów boleć. Historia naszej przyjaźni nie zaczęła się w internecie. Poznaliśmy się w rzeczywistości, właściwie to w raju.
Niestety, ta przyjaźń to żaden raj, tylko czysty koszmar.
603 DNI DO DNIA ZERO | LIPIEC 2018
Wchodzę do kawiarni. To moja ulubiona, choć w tej okolicy jest ich kilkanaście. Najlepszym wyborem z karty menu jest zdecydowanie kawa latte. Jest naprawdę przepyszna. Podchodzę do lady, aby złożyć zamówienie. Ładna blondynka wita mnie uśmiechem, a ja odwzajemniam uśmiech.
— Co dla ciebie? — zapytała, nie przestając się uśmiechać.
— Poproszę kawę latte — odpowiedziałem.
— Oczywiście. To będą 4 lewy — odrzekła.
Zapłaciłem, zabrałem numerek i usiadłem przy stoliku. Spojrzałem przez okno, gdzie morskie fale delikatnie uderzały o złocisty piasek. Bułgaria jest przepiękna. W tej okolicy jestem pierwszy raz, ale w tym kraju byłem już pięć razy. Rodzice zawsze wybierają Bułgarię na letni wypoczynek. Uważam, że to świetny wybór, ponieważ to miejsce jest cudowne, a tata zawsze stawia na hotele najwyższej jakości — z doskonałą obsługą, basenem, SPA i leżakami. Tym razem w cenie nie są kawiarnie, ale to nie szkodzi. Ceny są tu całkiem przystępne. Po kilku minutach kelnerka przynosi moją kawę. Kiwam głową w podziękowaniu. Podnoszę kubek i zbliżam do ust, aby wziąć łyka, gdy usłyszałem szlochanie, które wydaje się całkiem blisko. Podnoszę wzrok znad kubka i zauważam dziewczynę płaczącą przy stoliku obok.
Miała długie, blond włosy, które były częściowo zasłonięte przez dłonie zakrywające jej twarz. Ubrana była w czerwoną koszulkę i krótkie, czarne szorty. Zastanawiam się, czy nie podejść i nie pomóc, ale z drugiej strony nie chciałem być nachalny. Zaryzykowałem. Dziewczyna gwałtownie odwróciła wzrok, gdy odsuwałem krzesło, aby się dosiąść. Wtedy dostrzegłem jej oczy — były piękne, zielone, pełne smutku.
— Wszystko w porządku? — zapytałem z niepewnością w głosie.
Nie zareagowała. Dłońmi zakrywała twarz. Może nie rozumie po polsku, w końcu jest tu wielu turystów z różnych krajów Europy.
— Tak, dziękuję — odpowiedziała, ale jej głos był ledwo słyszalny.
— O, w końcu ktoś z Polski — powiedziałem z radością w głosie, a potem zrozumiałem, że to mogło być nieodpowiednie. Dziewczyna zdecydowanie nie miała ochoty na śmiech. Pewnie nie zaśmiałaby się, nawet gdybym opowiedział jej najlepszy żart na świecie.
— Dlaczego płaczesz? — zapytałem po dłuższej chwili.
— Dlaczego się dosiadłeś? — spojrzała mi w oczy, a jej głos brzmiał bardziej stanowczo.
Dobre pytanie, na które sam nie umiem sobie odpowiedzieć. Może zrobiło mi się jej żal, może szukam nowych znajomości, a może po prostu próbuję pomóc…
— Chciałem się upewnić, że wszystko w porządku — odpowiedziałem, próbując brzmieć jak najbardziej serdecznie.
Dziewczyna odwróciła głowę w drugą stronę. Normalnie powinienem sobie po prostu pójść, ale zostałem. Muszę tej dziewczynie pomóc, cokolwiek się stało.
— Dlaczego kłamiesz, że wszystko jest w porządku? — zapytałem, nie odrywając wzroku od dziewczyny.
Wziąłem łyka kawy, którą przeniosłem ze swojego stolika.
— Nic nie jest w porządku — powiedziała, odwracając głowę, jakby starała się ukryć swoje emocje.
— Domyśliłem się — powiedziałem, starając się brzmieć jak najbardziej delikatnie. — Chcesz o tym pogadać?
Nie chciałem naciskać, tylko oferować wsparcie. Dziewczyna pokiwała głową i wyprostowała się, choć wciąż miała trudności z nawiązaniem kontaktu wzrokowego. Widziałem w jej oczach, że chce, abym zrozumiał jej problem, nawet jeśli sama nie jest gotowa go wypowiedzieć. Musi się przełamać, wtedy jej pomogę.
— Poczekaj chwilę — powiedziałem i wstałem z krzesła, udając się do lady, aby złożyć zamówienie.
Urocza blondynka przy ladzie już nic nie mówiła, ale cały czas się uśmiechała. Poprosiłem o jeszcze jedno latte, wskazując stolik, przy którym siedziała tajemnicza dziewczyna.
Gdy wróciłem do stolika, dziewczyna wciąż siedziała cicho, jakby przygotowywała się do przełamania swoich barier.
— Mam nadzieję, że lubisz latte? — zapytałem, próbując rozluźnić atmosferę.
Dziewczyna delikatnie pokiwała głową. Coś musiało się wydarzyć, coś naprawdę strasznego. Położyłem ręce na stole, dając jej do zrozumienia, że jestem gotowy jej wysłuchać. Miałem nadzieję, że ona również będzie gotowa do rozmowy.
— Pewien chłopak nie daje mi spokoju, a dzisiaj mnie uderzył — powiedziała, łamiącym się głosem.
Cios poniżej pasa. Spodziewałem się kłótni rodzinnej, może czyjejś śmierci, ale nie damskiego boksera. Momentalnie poczułem rosnące napięcie.
— Nic ci się nie stało? — zapytałem, czując rosnące zaniepokojenie.
— Nie — dziewczyna rozpłakała się jeszcze bardziej, jej głos drżał od emocji.
Pogłaskałem ją delikatnie po ramieniu. Nie znaliśmy się, ale chciałem, aby poczuła, że jest ktoś, kto się o nią troszczy. Chciałem, aby miała pewność, że w każdej chwili może liczyć na wsparcie.
— Poznaliśmy się tutaj — zaczęła — byliśmy przez kilka dni najlepszymi przyjaciółmi, potem on coś do mnie poczuł i… — zakończyła nagle, jakby zabrakło jej słów.
Dziewczyna nagle wstała i wybiegła z kawiarenki, mijając kelnerkę, która niosła dla niej kawę. Nie znałem jej problemu ani imienia. Nie udało mi się jej pomóc w taki sposób, aby poczuła się lepiej. Nie będę jej wołał, krzyczał ani biegł za nią. Daję jej wolną rękę, nie musi mi się spowiadać.
Kelnerka położyła kawę na stole, niepewnie się uśmiechając. Pewnie pomyślała, że była to nieudana randka.
— Dla ciebie — powiedziałem, wstałem i poszedłem w stronę drzwi.
Przez kolejne dni i noce nie widziałem jej. Wmawiałem sobie, że jej historia mnie nie interesuje, ale w rzeczywistości było inaczej. Przywiązałem się do niej emocjonalnie, do jej historii, i nie mogłem tego wymazać z pamięci. Starałem się ją odnaleźć, chodziłem na wszystkie hotelowe imprezy z nadzieją, że ją zobaczę. Wieczorami chodziłem wokół basenu, próbując dostrzec jej zielone oczy w ciemności. Wszystko na nic — przepadła na zawsze, tak myślałem.
W końcu nastał ten dzień, na który czekałem naprawdę długo. Ujrzałem ją leżącą na leżaku, zanurzoną w książce. Miała na sobie czerwony strój kąpielowy. Nie wiem, dlaczego się temu przyglądałem. Nie miałem ochoty do niej podejść, cały czas o tym myślałem, ale się hamowałem. Nie można żyć tylko jednym wydarzeniem, zwłaszcza takim, o którym nic nie wiesz. Dlatego wzrok skupiłem na czytaniu „Metra 33”.
Po kilku minutach zauważyłem cień padający na mnie. Zwrócił moją uwagę, więc podniosłem wzrok. Miała już na sobie koszulkę, stała i uśmiechała się do mnie. Chwyciłem się na tym, że wpatruję się w nią jak w dobry film.
— Cześć — powiedziała, jej uśmiech był szczery.
— Cześć — odpowiedziałem, wracając do rzeczywistości.
— Cieszę się, że cię znalazłam — dodała. — Chcesz porozmawiać przy kawie? — zapytała.
Natychmiast się zgodziłem. Ciekawość i ogromna chęć pomocy przeważyły nad głosem podświadomości, który ostrzegał mnie przed dalszym zaangażowaniem. Wstałem z leżaka, założyłem koszulkę i poszedłem krok w krok za nią. Domyślałem się, gdzie idziemy, ale zapytałem dla pewności.
— Gdzie idziemy? — zapytałem.
— Tam, gdzie ostatnio — odpowiedziała cicho.
Nie zatrzymywałem się. Gdy weszliśmy do kawiarenki, usiedliśmy przy tym samym stoliku co ostatnio. Przez pierwsze kilkanaście sekund panowała cisza.
— Kawy? — zapytała w końcu.
— Wolę sok — odpowiedziałem.
— Ostatnio piłeś kawę — powiedziała, uśmiechając się.
— Piłem już dzisiaj — stwierdziłem. — Nie mogę pić więcej niż jednej kawy dziennie, bo potem nie zasnę.
Maja wstała i podeszła do lady. Czekałem na nią przez kilka sekund, wpatrując się w ścianę i zastanawiając się, co zaraz usłyszę.
Gdy wróciła do stolika i usiadła, położyła dłonie na stole, jakby chcąc dać mi znać, że jest gotowa na rozmowę.
— Z chęcią wysłucham — powiedziałem, delikatnie się uśmiechając.
— Jak już ci mówiłam, kilka dni temu poznałam chłopaka, z którym świetnie się dogadywałam. Postanowiliśmy zostać przyjaciółmi…
— Po kilku dniach zostaliście już przyjaciółmi? — przerwałem jej.
— Szybko ufam ludziom — odpowiedziała. To bardzo źle, ale postanowiłem się nie odzywać i pozwolić jej kontynuować.
— Był przy mnie cały czas, opowiadaliśmy sobie o wszystkim, bardzo mu ufałam, ale on chciał być kimś więcej…
— Chciał związku? — zapytałem, domyślając się odpowiedzi.
Pokiwała głową.
— Powiedziałam mu, że nie potrafię tego, że jest tylko moim przyjacielem. On nie potrafił się z tym pogodzić i zaczął się na mnie wyładowywać.
Zrobiłem wielkie oczy.
— Co robił? — zapytałem, czując, że mam gęsią skórkę.
Zanim zaczęła opowiadać dalej, kelnerka przyniosła nasze napoje. Podziękowaliśmy skinieniem głowy i wzięliśmy po łyku naszych napojów.
— Znęcał się nade mną psychicznie, groził mi, że zdradzi wszystkim moje sekrety, ośmieszał mnie, a na końcu uderzył — powiedziała, odsłaniając ślady uderzenia na ramieniu.
— Sukinsyn — powiedziałem, czując, jak ciśnienie mi podskakuje. Moja złość była ogromna.
Patrzyła na mnie smutnymi oczami. Wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby jej pomóc.
— Jak masz na imię? — zapytała.
— Maks — odparłem.
— Jestem Maja — powiedziała tajemnicza dziewczyna. W jednym momencie przestała być nieznajomą.
— Maju — zacząłem, głaszcząc ją po ramieniu. — Pomogę ci najlepiej, jak potrafię. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, który był prawdziwie promienny. — Może najpierw dobrze się poznamy? — zaproponowałem.
— Świetny pomysł — odpowiedziała Maja.
Przez kolejne czterdzieści osiem godzin spędziliśmy niemal każdą chwilę razem. Rozmawialiśmy cały dzień i całą noc, spędzając czas na basenie, plaży i w naszej ulubionej kawiarni. Poczułem wtedy, że Maja jest moją prawdziwą przyjaciółką i że bardzo jej na mnie zależy.
Maja była typem introwertyczki. Interesowała ją muzyka i śpiewanie. Nie miała wielu przyjaciół, a w szkole była raczej wyzywana i poniżana, odrzucona przez społeczeństwo. Na wakacje przyjechała z mamą, ojczymem i młodszym bratem. W Bułgarii są po raz pierwszy i zamierzają tu wrócić. Ciepła woda i złoty piasek są dla nich prawdziwym rajem, a dla Mai szczególnie, ponieważ na co dzień żyje raczej w piekle. Maja to bardzo silna dziewczyna. Codziennie walczy o godne życie. Nie poddaje się. Inspiruje mnie jej waleczność i jest dla mnie przykładem. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi na zawsze, a wyjazd z Bułgarii nie będzie końcem naszej znajomości.
— Wiesz co? — zapytała mnie Maja.
Leżeliśmy obok siebie na łóżku hotelowym, opierając się o siebie nawzajem. W powietrzu unosiła się cisza, która tylko wzmacniała napięcie.
— Co? — zapytałem, czując niepokój i ciekawość.
— Chyba mam problem — powiedziała, jej głos był cichy, ale pełen emocji.
Podniosłem się z łóżka, obiecując sobie, że dla niej zrobię wszystko. Ona również wstała, patrząc na mnie intensywnie.
— Jaki? — zapytałem, przerażony.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko wpatrywała się w moje oczy, jakby próbując znaleźć odpowiedź w ich głębi.
— Maks?
Nie zdejmowała ze mnie wzroku. Czułem się dziwnie przyjemnie w jej obecności, jakbym znalazł się w samym centrum jej świata.
— Słucham, Maju? — zapytałem, starając się ukryć drżenie w głosie.
Jej głowa zaczęła zbliżać się do mojej, nasze usta dzieliło może kilka centymetrów. Czułem jej oddech, świeży i miętowy. Nagle nasze usta się dotknęły, nieoczekiwanie. Całowaliśmy się delikatnie, a potem się odsunąłem. Czułem, że popełniłem ogromny błąd. Maja zaczęła wyglądać na zaniepokojoną, jej oczy zdradzały wyrzuty sumienia.
— Przepraszam — powiedziała, jej oddech był przyspieszony.
Ja miałem przyspieszone bicie serca. Zdecydowałem się działać impulsywnie. Przysunąłem ją do siebie i namiętnie ją pocałowałem. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem, ale coś w środku pragnęło tego. Chciałem żyć chwilą i nie martwić się o konsekwencje. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, Maja przytuliła się do mnie. Czułem jej ciepły oddech na mojej szyi, co sprawiło, że poczułem się blisko niej.
— Kocham cię, Maks — usłyszałem.
— Ja ciebie też — odpowiedziałem, choć nie byłem pewien, czy to prawda.
Nie byłem pewny, czy coś do niej czuję. Nie wyobrażałem sobie związku, zwłaszcza na odległość. Później zacząłem żałować tego pocałunku i słów, które mogły dać jej fałszywą nadzieję na stabilność i spokój, którego desperacko szukała.
Kiedy kilka dni później Maja wraz z rodziną opuszczała hotel, podeszła, aby się ze mną pożegnać. Gdy ją zobaczyłem, moje wyrzuty sumienia tylko się pogłębiły. Maja zaczęła przystawiać swoje usta do moich, ale gwałtownie się odsunąłem. Spojrzała na mnie zdziwiona, a ja miałem nadzieję, że zrozumiała, że to był tylko chwilowy impuls.
— Ale dlaczego? — zapytała, jej głos łamał się na końcu zdania.
Zdałem sobie sprawę, jak bardzo ją skrzywdziłem. Jej złamane zielone oczy błagały o coś, czego nie potrafiłem dać.
— Nie umiem — powiedziałem, czując się bezsilny.
— Maks — zaczęła, jej głos pełen był emocji — ale ja cię kocham!
— To był jedyny i ostatni raz. Zapomnijmy o tym — powiedziałem, próbując być stanowczy, ale czując się okropnie.
— Maks! Ja cię błagam! Przyjadę do ciebie, zamieszkamy razem! — krzyczała, jej słowa były pełne desperacji.
Zamknąłem oczy, mając nadzieję, że to wszystko zaraz się skończy. Kiedy je otworzyłem, Maja już szła w kierunku autobusu, który miał zawieźć ich na lotnisko. Widziałem ją po raz ostatni, ale wiedziałem, że to nie koniec naszej rozmowy. Zrozumiałem, że jej historia była jak zapowiedź naszej relacji. Moje zachowanie było podobne do tego chłopaka — skrzywdziłem ją w najgorszym możliwym momencie.
Jestem bezużytecznym potworem. Przepraszam Maju, chociaż to już niczego nie zmieni.
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
Słowo „przepraszam” nie cofa konsekwencji, które niosła za sobą nasza przyjaźń. Maja napisała do mnie kilka miesięcy później. Przyznała, że sama nie wie, czego chciała, ale pragnęła utrzymywać ze mną przyjacielski kontakt. Początkowo nie odpisywałem, ale potem zebrałem się na odwagę. Teraz jesteśmy przyjaciółmi, choć czuję, że Maja nadal ma do mnie ogromny żal. To uczucie będzie z nami prawdopodobnie aż do końca naszej przyjaźni, która wydaje się nieunikniona.
Dzięki internetowi udało mi się odkryć prawdziwą twarz Majki. Żarty, które na początku wydawały się niewinne, zaczęły przeradzać się w coś bardziej bolesnego. Na kilka miesięcy przed lockdownem zaczęła wysyłać mi ironiczne wiadomości, które początkowo tolerowałem, mimo że nigdy nie lubiłem ironii. Z czasem jednak żarty zaczęły przybierać bardziej agresywną formę.
Dlaczego nie zerwę przyjaźni z Mają? Boję się, że mogłaby zniszczyć mi życie. Wie o mnie zbyt wiele. Może zrujnować mnie kilkoma zrzutami ekranu — wysyłałem jej wszystkie możliwe konwersacje ze swoimi byłymi i swoje zdjęcia. Choć nie są to zdjęcia kompromitujące w tradycyjnym sensie, wystarczyłyby, bym stracił wszystkich znajomych i został odrzucony przez społeczeństwo. Nigdy więcej się już nie spotkaliśmy i prawdopodobnie nigdy się nie spotkamy. Życie w tej przyjaźni jest piekłem, które sam zapoczątkowałem w raju.
W tej sytuacji czuję się przywiązany i uwięziony. Wiem, że powinniśmy byli zakończyć tę przyjaźń kilka miesięcy temu, ale Maja nie pozwala na to i prawdopodobnie nigdy nie pozwoli. To uczucie zagubienia i bezsilności, które teraz noszę, przypomina mi, że wszedłem na ścieżkę, z której nie ma łatwego odwrotu.
3: „Szary świat”
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
Leżę na łóżku, wpatrując się w ścianę. Robię to, kiedy czuję się bezsilny. Zdaję sobie sprawę, że utknąłem w martwym punkcie, ale nie potrafię się ruszyć. Po chwili udaje mi się wyrwać z tego stanu i zdać sobie sprawę, że czas działać, ale nie mam na to ani chęci, ani siły. Wstaję powoli, kierowany jedynie przez resztki energii, które daje mi jogurt truskawkowy. Usiadłem na krześle, gdy na zegarze wybiła dziesiąta wieczorem. Siedzę, wpatrując się w czarny ekran komputera i zastanawiam się, czy może jednak zagrać w grę. Czuję, że sam stawiam sobie opór, ale decyduję się ryzykować i uruchamiam komputer.
Ekran startowy wita mnie radosnym dźwiękiem systemu operacyjnego, który stara się przekonać mnie, że świat jest piękny. Po załadowaniu się jeszcze ładniejszej tapety chwytam myszkę i klikam ikonę gry „Amaland”. Gra komputerowa, która powstała w 2017 roku. Polega na stworzeniu własnego awatara i ułożeniu sobie życia w wirtualnej rzeczywistości, która jest lepsza od prawdziwego świata. Kiedy rzeczywistość staje się zbyt trudna, można próbować żyć inaczej. Moja postać w grze nie przypomina mnie w realnym życiu. Stworzyłem kogoś zupełnie innego, kogoś, kim chciałbym być. Ekran startowy gry przywitał mnie kolorowymi, mrugającymi światełkami, a na środku pojawiła się opcja kontynuacji gry, rozpoczęcia od nowa i przejścia instrukcji. Klikam „kontynuuj”, bo po co miałbym zaczynać idealne życie od nowa?
Po krótkim wczytaniu mapy pojawia się mój wirtualny dom. Moja postać stoi na samym środku ogromnego pokoju, który przypomina salon. Rozglądam się po całym pomieszczeniu. Pod ścianą stoi czerwona kanapa. Obok leży szaro-czerwony dywan, który najbardziej mi się podoba. Na ścianie wiszą plakaty przedstawiające coś, co trudno zinterpretować. Na dywanie stoi szara ława. Pokój ma w sobie chaos, który jest celowy — chciałem, aby odzwierciedlał zamieszanie mojego życia. Kuchnia łączy się z salonem, ale nie dominuje tutaj kolor czerwony. Z powodu braku czerwonych szafek kuchennych, kuchnia jest w odcieniach szarości. Pomieszczenie to jest w grze niepotrzebne, gdyż nie możemy gotować. Żeby nakarmić naszą postać, trzeba kupić gotowe jedzenie w supermarketach lub restauracjach. W kuchni jest jedynie lodówka do przechowywania zakupionych produktów, a pralka znajduje się w łazience. Jednakże problemem jest brak dodatkowych pomieszczeń w domu. Są drzwi, ale nie mam mebli, które mogłyby się tam znaleźć. To wejście do pustej przestrzeni, która nic nie znaczy i nie pełni żadnej funkcji. Moja postać załatwia swoje potrzeby w krzakach i wygląda na brudną, ale nikt na to nie zwraca uwagi. W grze praca jest niepotrzebna, bo pieniądze zdobywa się przez zamianę prawdziwych złotówek na walutę gry — Amy. Jedna Amy kosztuje dziesięć złotych. Nie ma innej możliwości zdobycia waluty poza wygraniem w loteriach, które są kosztowne.
Otwieram drzwi i wychodzę z domu. Na zewnątrz widzę ulicę oświetloną latarniami. Jest cicho i pusto — wszyscy pewnie udali się na wirtualne imprezy w centrum miasta. Idę chodnikiem, mijając domy graczy. Czas w grze jest taki sam jak w rzeczywistości — autobusy, tramwaje i pociągi mają swój rozkład jazdy, który jest przestrzegany. Po chwili chodzenia decyduję się udać do sklepu meblowego. Klikam dwukrotnie klawisz „W” i biegnę do najbliższego przystanku autobusowego. Na szczęście złapałem autobus, który zaraz ruszył. Mijam różne dzielnice, każda z oryginalną nazwą. Moja nazywa się „Jaszewo”, ale znam dziewczynę z dzielnicy „Loyland”. Ta druga brzmi bardziej prestiżowo, ale „Jaszewo” jest dla graczy VIP, co wykupiłem na początku izolacji, uznając to za najlepsze wydanie pieniędzy. Pod sklepem, który miał przypominać „IKEA”, ale coś poszło nie tak z kolorystyką, wysiadam z autobusu i wchodzę do środka.
W środku jest ogromna, rozświetlona hala. Choć sklep powinien być zamknięty po godzinie dwudziestej drugiej, zapomniałem o tym, gdy wsiadałem do autobusu. Na szczęście jest otwarty. Przechadzam się po alejkach w poszukiwaniu mebli do swojego domu. Zauważam alejkę z łóżkami do sypialni i postanawiam zainwestować w coś do spania. Łoże w grze jest zbędne, bo sen jest niepotrzebny, ale muszę wydać pieniądze, które przelałem na grę. W oddali dostrzegam czerwone łóżko, które od razu przyciąga moją uwagę. Cena, 100 Amy, przeraża mnie, ale decyduję się na zakup, skoro i tak nie mam nic lepszego do kupienia. Klikam „Kup”, a łóżko natychmiastowo ląduje w moim ekwipunku. Postanawiam wrócić do domu. Tym razem muszę poczekać dłużej na autobus. Podczas powrotu myślę o tym, jak bardzo trzeba być zdesperowanym, aby kupować łóżko w grze, gdzie sen nie ma znaczenia. Gra ta jest zapewne dla osób zdesperowanych i dlatego można ją było zdobyć za darmo.
Gdy wracam do domu, otwieram drzwi i włączam światła. Udaję się do pomieszczenia, które zaplanowałem jako sypialnię. Otwieram ekwipunek i umieszczam łóżko pod oknem. Pasuje do ścian, więc uznaję, że było to kosztowne, ale dobre rozwiązanie. Nie mam już wielu pieniędzy, ale w tej grze znajduję minimalną radość. To wirtualne życie daje mi chwilową ucieczkę od rzeczywistości, która mnie przytłacza.
899 DNI DO DNIA ZERO | WRZESIEŃ 2017
Wychodzę z autobusu. Odwracam się, aby sprawdzić, czy Paweł idzie za mną. Zmierzamy w kierunku szkolnych drzwi. Po ich otwarciu wita nas duchota i gwar rozmów. Idziemy wzdłuż holu, szukając tablicy z informacjami na temat naszego planu lekcji.
— Sala 202 — powiedziałem, jeszcze raz bardziej przyglądając się kartce.
Paweł pokiwał głową i poczekał na mój ruch. Na końcu holu znajdują się schody, po których udajemy się na drugie piętro. Naprzeciwko znajdują się drzwi. To sala, której szukamy. W szkole rozległ się dźwięk dzwonka, więc idziemy szybkim krokiem w stronę zamkniętych drzwi. Naciskam klamkę, otwieram drzwi na oścież i przekraczam próg klasy. Dostrzegam siedzących prosto uczniów i wstającą nauczycielkę. Wszyscy wpatrują się nas. Paweł stoi tuż za mną i głośno przełyka ślinę.
— Maks i Paweł, spóźnienie — powiedziała Pani Lubecka, po czym odwróciła wzrok i popatrzyła w jasny ekran szkolnego komputera.
— Dopiero zadzwonił dzwonek — usłyszałem głos Pawła.
— U mnie lekcja zaczyna się pięć minut wcześniej — odpowiedziała nauczycielka, uśmiechając się ironicznie.
Paweł chciał coś powiedzieć, zapewne wszcząć dyskusję, ale machnąłem do niego ręką, dając do zrozumienia, że ma być cicho. Chłopak omija mnie i zrezygnowany udaje się w stronę wolnej ławki. Uśmiecham się do pani Lubeckiej i idę w jego ślady.
— Dziwna babka, co? — zaczął do mnie szeptać.
Pokiwałem głową. Wyjąłem zeszyt z plecaka i zacząłem przepisywać notatkę.
— To niesamowite, że przez pięć minut zdążyła tyle napisać — odparłem.
Paweł zaśmiał się, otworzył zeszyt i zaczął przepisywać.
— Słuchaj…
— Cicho — przerwałem mu, widząc, że pani profesor patrzy w naszą stronę.
— Dobra, dobra — odrzekł zrezygnowany — pilny uczeń — dodał ironicznie.
Nie uważałem się za pilnego ucznia. Lubiłem się uczyć, a w szczególności przedmiotów, które mnie interesują. Przyswajanie wiedzy przychodziło mi łatwo, ale musiałem się na tym skupić. Gdy byłem młodszy, rodzice cisnęli mnie, twierdząc, że dbają o moją przyszłość. Kiedy odpuścili, byłem już przyzwyczajony do ciągłej presji. Poza tym — miałem ambitne plany na przyszłości i chciałem, aby doszły do skutku.
Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, zagłuszając panią Lubecką mówiącą, że nie ogłosiła jeszcze końca dzisiejszej lekcji. Paweł nieco spokojniej zaczął się pakować, a ja zastanawiałem się, czy nie podejść i nie poprosić o usunięcie spóźnienia. Ostatecznie odpuściłem, bo to tylko jeden żółty kafelek frekwencji w dzienniku.
Pani Lubecka jest nauczycielką chemii. Nie poznaliśmy jej jeszcze dobrze, ale wiemy, że jest wymagająca oraz strasznie restrykcyjna. Chemia jest jednym z moich ulubionych przedmiotów i jest mi potrzebna, ponieważ w przyszłości chcę zostać lekarzem.
Wychodzę z klasy jako ostatni. Zniecierpliwiony Paweł siedzi na ławce i oczekuje mojego nadejścia. Jego mina daje mi do zrozumienia, że wychodziłem za długo.
— Nie narzekaj, nie narzekaj — wyprzedzam jego komentarz.
Wspólnie podeszliśmy do automatu z kawą. Wybrałem moje ulubione espresso, a Paweł kawę z mlekiem. Ten napój zacząłem pić dopiero po przyjściu do liceum, wcześniej nie miałem takiej potrzeby.
— Opowiadaj, co tam u ciebie? — rozpoczął Paweł, wyjmując kawę z automatu.
— Wszystko dobrze, bez zmian — odparłem, popijając swoje latte.
Podeszliśmy do najbliższej ławki i usiedliśmy.
— Co robisz po lekcjach? — zapytał.
Wzruszyłem ramionami.
— Nie mam żadnych planów — powiedziałem.
— Chcesz iść ze mną do sklepu z grami? — zapytał po krótkiej chwili.
— Po co? — zapytałem.
Paweł mówił, że nie gra w żadne gry, dlatego zdziwiłem się, kiedy mi to oznajmił.
— Nie słyszałeś? — zapytał.
— O czym? — zrobiłem zdziwioną minę.
— Dzisiaj premiera gry, którą można dostać całkowicie za darmo — powiedział podekscytowany.
Gra w sklepie za darmo? Czy to w ogóle ma rację bytu?
— No dobra, mogę iść z tobą, ale sam wiesz, że mnie gry nie interesują — powiedziałem.
Pomyślałem wtedy, że Paweł skusił się na grę, ponieważ nie trzeba za nią płacić.
Po ostatniej lekcji opuściliśmy szkołę w celu udania się do sklepu z grami. Po dotarciu do budynku z widocznym szyldem „RTV i AGD”. Gdy weszliśmy do środka, poszliśmy na dział „Gry PC” i zaczęliśmy szukać okładki opisanej przez Pawła.
— Jest! — krzyknął Paweł podekscytowany.
Półka, na której znajdowała się gra, ewidentnie się wyróżniała. Była kolorowa, otoczona napisami „FREE”. W tym miejscu znajdowało się ponad pięćdziesiąt sztuk opakowań. Okładka przedstawiała mężczyznę w domu, wokół niego znajdowało się kilka obrazków przypominające miasto.
— Okładka wygląda ładnie — stwierdziłem.
— Jest świetna — odparł Paweł i zabrał dwa opakowania z półki.
— Bierzesz dwa? — zapytałem zdziwiony.
— Jedno dla ciebie — odpowiedział — W końcu jest za darmo.
— Weź przestań, nie chcę tego — powiedziałem.
— Och, Maks — wziął głęboki oddech — jedynie komuś oddasz.
— No dobra — powiedziałem, przewracając oczami.
Po opuszczeniu sklepu poszliśmy w stronę mojego domu. W drodze rozmawialiśmy o wielu rzeczach, ale w końcu temat zaczął kręcić się wokół darmowej gry.
— Na czym polega ta gra? — zapytałem.
— Żyjesz w wirtualnym mieście, masz swój własny dom i możesz brać udział w wirtualnych imprezach, chodzić do różnych miejsc — zaczął — jest naprawdę wiele możliwości i to wszystko za darmo!
— Dlaczego musieliśmy iść po to do sklepu, a nie po prostu pobrać z internetu? — zapytałem. — Byłoby szybciej i wygodniej.
— Nie mam pojęcia — odrzekł.
Nie wiedziałem, dlaczego twórcy tak bardzo utrudniali zagranie w darmową grę. Miałem podejrzenie, że było to zagranie, które miało wpłynąć na duże zainteresowanie. Każdy pomyśli, że darmowa gra w sklepie, w którym wszystko jest płatne, jest czymś unikalnym.
— Dziwne to — powiedziałem.
Chłopak nie mówił nic więcej, aż końcu dotarliśmy do mojego domu. Pożegnaliśmy się, a Paweł kontynuował drogę, ponieważ dom miał trochę dalej.
Zabrałem się za wypełnianie wszystkich swoich obowiązków, aby jak najszybciej móc położyć się na łóżku i po prostu odpocząć. Wieczorem nadszedł moment upragnionego relaksu. Położyłem się w łożu i zacząłem wpatrywać się w sufit.
Podniosłem się delikatnie, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu rozrywki. Na biurku dostrzegłem opakowanie gry, którą zdobyliśmy dzisiaj z Pawłem. Napis „Amaland” zdawał się świecić, co jeszcze bardziej przyciągnęło moją uwagę.
Wstałem i usiadłem przy biurku. Chciałem wypróbować nabytą grę. Po otworzeniu opakowania i włożeniu płyty do napędu CD-ROM, na ekranie wyświetliła mi się informacja, która nakazywała zainstalować grę. Kliknąłem odpowiednią opcję i rozpoczęła się instalacja. Proces trwał kilkanaście minut, co wydawało mi się małym czasem oczekiwania, jak na grę z taką grafiką. Chyba że obrazki na okładce to nie były widoki, które możemy znaleźć w grze. Wyświetlił mi się z regulamin, który należało zaakceptować, aby gra się odpaliła. Zawsze czytałem wszystkie umowy, nawet te dotyczące mało znaczących rzeczy. Po dziesięciu minutach czytania nużącego regulaminu większość punktów była całkowicie bezpieczna i nie zwracała większej uwagi. Jedna informacja jednak przykuła moją uwagę i nie pozwoliła przejść obojętnie. Ostatni punkt, który był zapisany pomniejszonym czcionką, mówił o tym, że twórca ma prawo do zmiany regulaminu, a gracz nie może pod żadnym pozorem odstąpić od zaakceptowanej umowy. Zapaliła mi się czerwona lampka i postanowiłem zadzwonić do Pawła, aby poinformować go o przeczytanej informacji oraz ostrzec przed ewentualnymi konsekwencjami.
— Paweł, instalowałeś grę? — zapytałem zdenerwowany, kiedy Paweł odebrał.
— Tak — odpowiedział.
— Widziałeś ostatni punkt regulaminu? — zapytałem.
— To ty czytasz regulaminy? — chłopak się zaśmiał — Maks, proszę cię.
— Jest napisane, że twórca może zmienić regulamin, a my nie mamy prawa do odstąpienia od umowy — powiedziałem.
— Boże, Maks — zrobił głęboki wydech — to tylko gra, co się może stać?
Jego słowa uspokoiły mnie i szybko podzieliłem jego zdanie.
— Dobra, masz rację — powiedziałem — to tylko gra.
— Podaj mi później swój adres — odparł i się rozłączył.
Odłożyłem telefon i zaakceptowałem regulamin.
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
Nie potrafię spędzić dnia bez zagrania w „Amaland”. Uwielbiam w nią grać, bo sprawia radość w tym szarym świecie, który dawno stracił dla mnie znaczenie. Wcześniej nie wydawała się wyjątkowa, jednak teraz, kiedy nasze życie przeniosło się do internetu, ta gra jest jedynym przejawem normalności, z którą mam do czynienia. Moją potrzebą jest grać i nie przejmować się teraźniejszość. Usiąść na miękkim krześle i na kilka godzin zaszyć się w wirtualnej rzeczywistości.
To jednak nie jest to samo „Amaland”. Umowę, którą podpisałem trzy lata temu nie ma już żadnego znaczenia i była zmieniana wielokrotnie. Czasami mam wrażenie, że nawet nie zdaję sobie sprawy, w co tak naprawdę gram.
ROZDZIAŁ CZWARTY
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
Czasami lubię wspominać dobre i stare czasy. Nie zawsze było jednak tak kolorowo. Idealnym przykładem jest dziewczyna, która skradła moje serce i zajmowała moją głowę przez cały czas. Jednak, gdy zebrałem się na odwagę, potraktowała mnie jak śmiecia.
691 DNI DO DNIA ZERO | KWIECIEŃ 2018
Spojrzała się na mnie. Zawsze się na mnie patrzy, gdy stoję przy szafkach. Jest taka piękna, jednak czuję, że nie mam u niej szans. Tak naprawdę nie wiem, czy patrzy na mnie, czy tylko chcę, aby taka była rzeczywistość.
Dziewczyna odeszła, a ja cały czas wpatruję się w punkt, gdzie stała. Przychodzi Paweł i zatrzymuje się w obrębie mojego wzroku. Zaczyna się śmiać.
— Aż tak ci się podobam? — pyta ironicznie.
Budzę się z moich romantycznych fantazji.
— Bardzo śmieszne — prychnąłem.
— Była tutaj? — zapytał Paweł, uśmiechając się.
— Kto? — pytam, udając, że nie wiem, o kogo chodzi.
— Natalia — powiedział.
— Ta — odrzekłem, odwracając się w stronę mojej szafki.
Natalia jest pierwszą dziewczyną, w której tak bardzo się zakochałem. Miałem kilka prób umówienia się z nią, jednak każda kończyła się tym, że odpuściłem.
— Chłopie, zagadaj do niej — powiedział Paweł.
— Jasne. I tak się nie zgodzi — stwierdziłem.
— A próbowałeś? — zapytał, znając odpowiedź.
Nie odpowiedziałem, tylko ruszyłem w stronę wyjścia z szatni.
— Idziesz na lekcję? — zapytałem.
— Jasne — odpowiedział.
Wchodzimy do klasy biologicznej i zmierzamy w kierunku ostatniej ławki. Przed nami siedzi Kasia i Ola, które często nam pomagają. Ostatnio jednak zauważyłem, że zmierzamy w kierunku przyjacielskiej relacji.
— Cześć dziewczyny — przywitał się Paweł.
Dziewczyny odwracają się do nas i odpowiadają.
— Macie zadanie domowe? — zapytała Ola.
— A czy kiedyś mieliśmy? — zapytał Paweł.
Odpowiedź była im znana. Przewróciły oczami i odwróciły się z powrotem. Dziewczyny poznaliśmy na początku liceum. Od początku złapaliśmy dobry kontakt i pomagamy sobie nawzajem. Oficjalnie nie jesteśmy przyjaciółmi, ale nasza relacja do tego dąży, ponieważ coraz częściej się sobie zwierzamy. Ola odwraca się ponownie.
— Jak tam twoja wybranka serca? — zapytała, patrząc na mnie.
— Ola, daj spokój — powiedział Paweł.
— Dobra, dobra, sorki — powiedziała i odwróciła się z powrotem.
— Maksiu, ona cię nie chce? — słyszę głos z innej części sali — jak mi przykro…
— Zamknij się — powiedziałem.
— Przymknij się, bo mnie głowa zaczyna boleć, gdy słyszę twój głos — powiedziała Ola, a ja się szeroko uśmiechnąłem.
— Jaka agresywna — odrzekł Kacper — lubię takie.
— O takiej jak ja, to możesz sobie pomarzyć — odpowiedziała Ola, ironicznie się uśmiechając.
Kacper to jeden z moich wrogów. Nie lubimy siebie nawzajem, bez żadnej większej przyczyny. On raczej nie ma wielu przyjaciół, ponieważ jest zbyt dużym egoistą. Chłopak ostatecznie zamknął się i usiadł na swoim miejsce. Ola odwróciła się w moją stroną i się uśmiechnęła. Lekcja biologii minęła mi szybko i nauczyłem się naprawdę wielu ciekawych rzeczy. Po zakończonych zajęciach całą czwórką udaliśmy się do automatu.
— Z tego Kacpra to prawdziwy dupek — zaczęła Kasia, wybierając sobie latte.
— Nie zaczynajmy o nim — powiedział Paweł.
— O wilku mowa — powiedziała Ola, wskazując palcem przed siebie.
Przed nami stanął Kacper.
— Witajcie ofermy — powiedział.
— Jak ty nas nazwałeś? — zapytała Ola — bo chyba nie dosłyszałam.
— Głucha jesteś? — zapytał.
— Dobra, spadaj — powiedziałem.
Kacper podszedł bliżej mnie. Zauważyłem, że Paweł chce reagować, ale powstrzymałem go, wyciągając dłoń. Chłopak patrzył mi się w prosto w oczy, w których widziałem pełną nienawiść.
— Maks, nie daj się sprowokować — usłyszałem głos Kasi.
Popchnął mnie, ale dalej byłem w stanie utrzymać równowagę. Odepchnąłem go dwa razy mocniej, w konsekwencji czego, chłopak upadł na ziemię.
— Przegiąłeś — powiedział, wstając i rzucając się w moją stronę z pięściami w górze.
Zrobiłem unik, ale on nie przestawał. Dostałem dwukrotnie pięścią. Czując ból, upadłem na ziemię, a kiedy załapałem, co się dzieje, wokół nas zgromadziła się spora grupa zainteresowanych gapiów. Słyszałem śmiech Kacpra, a rozmazanym wzrokiem starałem się dostrzec miejsce, gdzie stał. Kasia natychmiastowo podeszła do mnie i mówiła coś, jednak nie byłem w stanie usłyszeć, co.
— Co tu się dzieje? — usłyszałem stłumiony głos i głośny stukot butów Pani Lubeckiej.
— Zaatakował mnie! — krzyczał Kacper — on jest niebezpieczny.
Powoli dochodziłem do siebie, a rozmazany obraz zaczął przypominać ludzkie sylwetki.
— To on leży na ziemi, a nie ty — powiedział Paweł. — więc zamknij się i nie histeryzuj.
— Cisza! — krzyknęła pani Lubecka.
Delikatnie podniosłem się z ziemi, a Paweł i Kasia pomogli mi stanąć na nogi. Pani Lubecka rozglądała się, próbując zgadnąć, czyja to była wina.
— Co tu się wydarzyło? — zapytała.
— Nic — odpowiedziałem.
Pani profesor miała dość niewiadomych i zarządziła.
— Wszyscy do dyrektora, łącznie z wami — wskazała na Pawła i dziewczyny.
Szliśmy przez długi korytarz, a ja czułem na sobie wzrok wszystkich. Kacper szedł kilka metrów dalej, bliżej pani profesor, więc nie mieliśmy możliwości kolejnej konfrontacji. Gdy doszliśmy do drzwi, pani Lubecka zapukała i weszła do pomieszczenia. Sekretarka szkolna przywitała nas uśmiechem i informacją, że Pan Dyrektor jest w swoim gabinecie. Po zapukaniu usłyszeliśmy głos pozwalający wejść nam do środka.
— Panie dyrektorze, przyprowadziłam chłopaków, którzy chcieli sobie coś wyjaśnić w naszej szkole — ostatnie słowa zaakcentowała — i jeszcze któregoś z nich przyjaciół.
— Moich — odezwałem się.
Pani profesor pokiwała głową i opuściła gabinet.
— Panowie, o co poszło? — zapytał dyrektor.
Dyrektor naszej szkoły to złoty człowiek. Potrafił znaleźć rozwiązanie na wszystkie problemy, które z pozoru mogły się wydawać nierozwiązywalne. Wiemy, że nie tolerował bójek, dlatego pojawił się u mnie strach i obmyślanie planu, jak z tego wybrnąć.
— Sprowokował mnie — powiedziałem, zanim Kacper zdążył dojść do głosu.
— Tak było — powiedziała Kasia.
— Gówno było! — krzyknął Kacper.
— Słownictwo — odparł dyrektor z powagą.
Kacper powiedział coś pod nosem.
— Panowie, takie sprawy próbujemy załatwić rozmową — powiedział — lub po prostu po wyjściu z tego budynku.
Ola się zaśmiała, ale kiedy zobaczyła, że nikt inny tego nie zrobił, przeprosiła.
— Nie wezwę waszych rodziców, ale macie omijać się szerokim łukiem — odparł.
Pokiwaliśmy głową.
— Możecie iść na lekcję — powiedział i wrócił do pracy.
Podziękowaliśmy i opuściliśmy gabinet. Po wyjściu usłyszałem, że Kacper miał coś jeszcze do powiedzenia, ale udawaliśmy, że go nie słyszymy i zaczęliśmy iść w stronę automatu.
— Dobrze, że jest naszym dyrektorem — powiedział Paweł — inaczej, byłoby nieciekawie.
— Gdy widzę tego Kacpra, to mam ochotę na melisę, a nie na kawę — powiedziała Ola.
— Ja też, ale teraz mam ochotę na kawę — odparła Kasia.
Ola skinęła głową i się uśmiechnęła.
Po skończonych lekcjach, gdy wychodziliśmy ze szkoły, znowu ją ujrzałem. Stała na przystanku i rozmawiała z koleżankami. Stanąłem i wpatrywałem się w nią. Chwilę później podszedł Paweł i szturchnął mnie w ramię.
— Idź do niej zagadać, teraz albo nigdy — powiedział.
— Niby dlaczego nigdy? — zapytałem.
Paweł wzruszył ramionami.
— Dobra — wziąłem głęboki wdech i ruszyłem w stronę Natalii.
Widziałem, że Paweł się zdziwił. Przystanek był może pięćdziesiąt metrów od szkolnego wyjścia. Szedłem i szedłem, a droga zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Czułem, jak pot spływa mi po całym ciele. Gdy znalazłem się przystanku, na początku stanąłem obok nich, żeby wyglądało na to, że jestem tu całkowicie przypadkiem. W końcu odwróciłem się w stronę dziewczyny i wydobyłem z siebie pierwsze słowo.
— Hej.
Dziewczyny natychmiastowo przerwały rozmowę i gwałtownie się odwróciły.
— Hej — odrzekła Natalia, zdecydowanie niechętna do rozmowy.
— Co tam? — zapytałem niepewnie.
Przypomniałem sobie, że Paweł mówił, aby tak nie zaczynać rozmowy. Natalia spojrzała na swoje koleżanki i wszystkie zaczęły się śmiać. Chyba jestem skazany na porażkę, ale nie poddam się. Nie teraz.
— Chcesz wyskoczyć na szybką kawkę? — zapytałem.
Dziewczyna zrobiła zażenowaną minę.
— Że ja z tobą? — zapytała.
Pokiwałem głową.
— No wiesz… — zacząłem.
— Co wiem? — zapytała.
Nie mam pojęcia, skąd w tamtym momencie pojawiła się u mnie taka odwaga i pewność siebie.
— Podobasz mi się — powiedziałem.
Natalia zrobiła skwaszoną minę i roześmiała się na cały głos. Ludzie, którzy stali na przystanku odwrócili się w naszą stronę, zaskoczeni głośnym śmiechem dziewczyny.
— Ty myślisz, że masz u mnie szansę? — powiedziała głośno Natalia, jeszcze bardziej się śmiejąc.
Niektóre osoby zaczęły patrzyć z zażenowaniem, inni również delikatnie się roześmiali, a kolejni po prostu wrócili do rozmów. Miałem ochotę stamtąd uciec albo po prostu cofnąć czas i nigdy nie powtórzyć tego, co aktualnie zrobiłem. Właśnie stałem przed dziewczyną, która bardzo mi się podoba i codziennie zajmuje miejsce w moich myślach. Osoba, która śmieje się ze mnie na oczach całej szkoły, bo zebrałem się na odwagę. Jestem już blisko ucieczki. Czuję, że dalej nie wytrzymam i moje nogi same zaczną biec w stronę budynku szkoły.
Zaczynam biec. Czuję, że wszyscy odwracają się i patrzą, jak uciekam skompromitowany. Na trasie mojego biegu, minąłem Olę, która akurat szła w stronę przystanku. Kątem oka widziałem, że również patrzyła w moją stronę.
— Suka z ciebie! — słyszałem stłumione głosy z przystanku.
Wbiegłem do szkoły i najszybciej udałem się do łazienki. Zamknąłem się pierwszej lepszej kabinie i usiadłem na podłodze. Żałuję, że się odważyłem. Popełniłem ogromny błąd. Chwilę później do łazienki ktoś wszedł. Podniosłem głowę, nasłuchując.
— Maks! — to głos Pawła.
— Spadaj! — krzyknąłem.
— Nie poddawaj się — powiedział — ej, słyszysz?
— To ty mi kazałeś — krzyczałem dalej i czułem, jak łzy napływają mi do oczu.
— Skąd mogłem wiedzieć, że ona taka jest? — zapytał — uspokój się i wyjdź.
Cały czas siedziałem na podłodze. Byłem na krawędzi płaczu, czułem, że to wszystko nie ma żadnego sensu. Po kilku chwilach opuściłem kabinę i ujrzałem Pawła, który siedział obok umywalki.
— Maks? — zapytał, jakby zobaczył przed sobą innego człowieka.
Chwilę później w toalecie pojawiła się Ola, która podbiegła do mnie i się przytuliła. Niczego innego wtedy nie potrzebowałem, bo to było wspaniałe uczucie.
— Maks, daj sobie z nią spokój — zaczęła — widzisz, jaka jest.
— Ola, ale ona mi się podoba — powiedziałem.
— Wiem, wiem — odparła — co zamierzasz teraz zrobić?
— Powinieneś iść się z nią skonfrontować — odparła Kasia, która weszła niezauważalnie.
— To znaczy? — zapytałem.
— Powiedz jej, co dla ciebie znaczyła i jak się czujesz, kiedy potraktowała cię jak śmiecia — powiedziała — teraz nie masz nic do stracenia.
Oli chyba ten pomysł się spodobał, ponieważ pokiwała głową.
— Ja nie jestem przekonany, czy to dobry pomysł — odrzekł Paweł.
— Niby dlaczego? — zapytała Kasia.
— Może ośmieszy go jeszcze bardziej — odpowiedział. — Co mu potem powiecie?
— Paweł — Ola podeszła do chłopaka — na razie to twoje rady średnio zadziałały.
Wiem, że nie chciała być chamska, po prostu była szczera. Paweł pokiwał głową. Kasia jako pierwsza opuściła toaletę i krzyczała, że mamy się pośpieszyć, zanim przyjedzie autobus i Natalia wyruszy w stronę domu. Chwilę później opuściliśmy budynek i szliśmy w kierunku przystanku autobusowego. Natalia dalej stała na przystanku i rozmawiała z tymi samymi koleżankami, co wcześniej.
— Och, a kto tu przyszedł? — zaczęła Natalia — tym razem z ekipą?
— Lepiej dobra ekipa, niż słaba dziewczyna — powiedziała prześmiewczo Ola.
— Och, złotko — zaśmiała się.
Podszedłem bliżej i stanęliśmy twarzą w twarz. Teraz nie było już wyjścia, nie mogłem uciec od tej konfrontacji.
— Wiesz co? — zacząłem — podobasz mi się, a ty mnie tak potraktowałaś. Rozumiem, nie chciałaś umówić się na kawę, ale musiałaś od razu mnie tak wyśmiać? Jesteś naprawdę chamska i bez serca — skończyłem.
— W dupie mam twoje zdanie — odparła po chwili Natalia.
— Bo taka jesteś — powiedziałem — w dupie masz ludzkie uczucia, jesteś zapatrzona w siebie.
Natalia zrobiła poirytowaną minę.
— Słuchaj! — krzyknęła — to, że jesteś brzydki, to już nie moja wina.
— Wzruszająca przemowa, Maksiu — zza dziewczyn wyszedł Kacper.
Jeszcze tylko go w tym miejscu brakowało. Byłem przygotowany na kolejne komentarze i prowokacje.
— Och, to znowu ty — powiedziała Ola.
— Czego chcesz? — zapytałem — nie przeszkadzaj.
Kacper podszedł i mnie popchnął.
— Znowu zaczynasz? — zapytała Kasia — daj spokój, nie wszystko załatwia się pięściami.
Kacper odsunął się ode mnie i podszedł do Kasi. Spoliczkował jej twarz. Dziewczyna pisnęła, ale nikt z przystanku nie zareagował na ten incydent.
— Przesadziłeś — powiedziałem i rzuciłem się na niego.
Turlaliśmy się po ziemi i nawzajem uderzaliśmy pięścią, dopóki Paweł nas nie rozdzielił i nie zaczął panować nad tą beznadziejną sytuacją. Nikt nie zareagował. Wszyscy stali i patrzyli się, niektórzy wyciągnęli smartfony i nagrywali. Kasia została spoliczkowana na przystanku, przy kilkudziesięciu osobach, które nie potrafiły wydobyć z siebie słowa i się sprzeciwić. Ludzie, którzy cierpieli na znieczulicę dwudziestego pierwszego wieku, myśląc, że przemoc to niech jest ich problem. Dopóki coś nie dotyczyło ich, oni nie potrafili zareagować. Wstałem z ziemi i wykrzyczałem.
— Wszyscy jesteście tacy sami. Bez serca i uczuć, pieprzeni egoiści i tchórze!
Poczułem mocne uderzenie w twarz. Obudziłem się w domu, leżałem w łóżku, a na twarzy miałem położony zimny okład. Wszystko mnie bolało.
— O Boże, Maks, ty żyjesz? — Ola weszła do pokoju i mnie przytuliła.
Mama weszła tuż za nią i zaczęła tłumaczyć, że nie tak powinno załatwiać się sprawy. Byłem tego świadomy, ale wiedziałem, że nie było innego wyjścia.
— Rozmawiałam z Kasią — odrzekła. — jej rodzice chcą się z tobą zobaczyć.
— Po co? — zapytałem.
— Chcą ci podziękować — odpowiedziała i się uśmiechnęła — jednak jest jeszcze problem — powiedziała — szkoła się o wszystkim dowiedziała.
— Wybrniemy z tego — odpowiedziałem.
Mama stwierdziła, że zostawi nas samych i opuściła pokój
— Trzymaj się, Maks — zaczęła Ola — muszę lecieć do domu, ale jutro wszyscy cię odwiedzimy.
Nazajutrz cała trójka mnie odwiedziła. Byłem bardzo szczęśliwy, że miałem wszystkich przyjaciół blisko siebie.
— Co oni wszyscy sobą reprezentują? — zapytała Kasia. — Po co Kacper się do wszystkiego miesza?
— Może są razem — rzuciła Ola.
— W sumie pasują do siebie — powiedziała Kasia.
— Dziewczyny! — przerwał Paweł — niezależnie od wszystkiego, Kacper uderzył Kasię i to nie jest w porządku. Zresztą przemoc nigdy nie jest w porządku — spojrzał na mnie.
Wszyscy spojrzeliśmy na niego, oczekując kolejnych wskazówek.
— Co robimy? — zapytałem, kiedy zauważyłem, że Paweł skończył?
— A co chcesz zrobić? — zapytała Ola.
Zacząłem rozmyślać naprawdę o wszystkim. Od uderzenia Kasi przez Kacpra, do tego, że przemoc tak naprawdę buduje przemoc. Może to ja narażam swoich przyjaciół na niebezpieczeństwo i jestem przyczyną wszystkich problemów?
— Maks? — zapytała Kasia.
Ocknąłem się.
— Czy ty nas w ogóle słuchasz? — zapytał Paweł.
— Tak, tak — odrzekłem.
— Musisz się odkochać — powiedział.
— To tak nie działa, idioto — odparła Ola z zażenowaniem.
— Pokaże wam coś — powiedziałem i wstałem z łóżka.
Podszedłem do szafki, otworzyłem ją i zacząłem przerzucać kolejne kartki.
— Napisałeś scenariusz życia z nią? — zapytał Paweł.
Ola uderzyła go w ramię.
— Mam! — krzyknąłem, wyjmując kartkę.
Ola podeszła i wzięła ode mnie kartkę. Cofnęła się i cała trójka wczytywała się w tekst. To był wiersz dla Natalii.
oddech twój jak pęd kwiatów,
mam dość idealnych poematów,
kiedyś tylko powiernica,
teraz chwila bez ciebie, jak ciemnica,
w ciemności gubię wzrok,
ale ciebie dojrzę przez mrok,
ale nie wiem, co dla ciebie znaczę,
trudno, jedynie serce stracę,
życie mija, czas odlicza,
a ja szukam twe oblicza
Wszyscy wyglądali na zaskoczonych.
— To ty piszesz wiersze? — zapytał Paweł.
— Czasami — odpowiedziałem.
— Ładny — stwierdziła. Ola.
Uśmiechnąłem się.
— Schowaj, dasz go innej kandydatce — odparła Kasia.
Ola podeszła do mnie. Wiedziałem, że ma dla mnie ważną radę.
— Maks. Jesteś cudownym chłopakiem, a ona na ciebie nie zasługuje — powiedziała i mnie przytuliła.
Tacy przyjaciela to prawdziwy skarb. Zgadzałem się z nią w pełni i byłem pewny, że chcę wyrzucić Natalię z mojej głowy. Nie miałem u niej żadnej szans, a zresztą — nie zasługiwała na mnie.
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
O Natalii nie zapomniałem i nie jestem w stanie zapomnieć. Była dla mnie ważną, życiową lekcją. Pokazała mi, że nie każda ładna dziewczyna zasługuje na wszystko. Pokazała mi, że inni ludzie to tchórze i że życie bez przyjaciół — nie ma większego sensu. Podniosłem się z łóżka i podszedłem do szafki, gdzie trzymałem wszystkie wiersze. Wyjąłem ten, który kiedyś był dla niej. Podarłem kartkę i rozrzuciłem jego części na podłogę. Łzy napływały mi do oczu, ale czułem, że dobrze zrobiłem. Ten wiersz już nie istnieje, ale wspomnienia zostały, bo one nigdy nie giną.
ROZDZIAŁ PIĄTY
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
To jest moje życie i wiele decyzji powinno być podejmowanych przeze mnie. Natomiast przez pierwsze osiemnaście lat decydują za nas nasi rodzice, później jesteśmy zależni od polityki, sytuacji ekonomiczno — społecznej i ludzi, którzy zwyczajnie są wyżej od nas. Świat wydaje się wolny, ale to nie jest prawda i nie dajcie sobie tego wmówić.
Mówię wam to ja i tysiące innych ludzi, których nie słyszycie. Siedzę w izolacji, choć jestem niewinny, a czuję, jakbym odbywał karę.
Wszyscy przecierają oczy ze zdziwienia i zastanawiają się, co tak naprawdę zawiniło. Nie każda tragedia to coś, co można przewidzieć. Tej można było uniknąć, wystarczyło pomyśleć, że takie mogą być konsekwencje. Dwie młode osoby, które miały przed sobą całe życie, kochających rodziców, przyjaciół i ludzi, na których zawsze mogli liczyć. Wszyscy sobie zadają tak krótkie, a zarazem tak trudne pytanie: Dlaczego?
Rano, gdy przeglądałem nowe informacje, natrafiłem na bardzo tragiczną wiadomość. Poprzedzona wiadomościami o pandemii i kolejnych, rzekomych uderzeniach wirusa. To przecież było najważniejsze, bo nic nie jest tak rozchwytywane, jak strach. Informacja dotyczyła śmierci dwóch krakowskich nastolatków, którzy mieli wyskoczyć z siódmego piętra wieżowca mieszkalnego. Chłopacy byli przyjaciółmi, znali się od dzieciństwa, które spędzali na wspólnym podwórku. Nie wyobrażam sobie samobójstwa mojej najlepszej przyjaciółki.
Być może to jeden chciał to zrobić, a drugi bał się tego, co będzie po jego śmierci? Obawiał się życia w samotności bez osoby, która zawsze go rozumiała. Może nie potrafił funkcjonować w tym nielogicznym świecie i targnął się na własne życie razem z przyjacielem?
Od rana wszystkie media społecznościowe zasypywane są postami o ich śmierci. Przeciwnicy pandemicznych obostrzeń zrzucają winę na rząd, który od kilkudziesięciu dni skutecznie ogranicza nam życie społeczne. Inni bronią władz i twierdzą, że wszystko jest dla naszego zdrowia. Kiedy oni „dbają o nasze zdrowie”, nastolatkowie skaczą z okien. Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że to nie działa.
Druga co do wielkości grupa to ludzie, którzy ukazują szkodliwość gier komputerowych w społeczeństwie. To właśnie one miały zabić krakowskich przyjaciół. Prawda jednak jest taka, że obie teorie łączą się ze sobą. Gdyby rząd nie zdecydował się na wprowadzenie lockdownu, wiele osób nie sięgnęłoby po gry. Idealnym przykładem jestem ja. Dopiero gdy w życie weszły ograniczenia pandemiczne, zacząłem grać w „Amaland” tak często, że się od tego uzależniłem. Co ciekawe — nowe fakty wskazują, że przyjaciele byli graczami i łączy mnie z nimi jeden, z pozoru nic nieznaczący szczegół — Amaland.
Gra przewinęła się już w kilkunastu artykułach, dziennikarze i internauci nie widzą żadnego związku z samobójstwem. Sama gra nie jest przecież brutalna, wszystko toczy się tak, jak w prawdziwym świecie. Morderca też nie zainspiruje się „Teletubisiami”.
Nic bardziej mylnego. Amaland ma swoją drugą, ciemną stronę. Okazało się, tak jak wcześniej się spodziewałem, że darmowa gra niesie ze sobą kilka niespodzianek. Niemiłe zaskoczenie przeżyłem chwilę po wejściu lockdownu, w momencie, kiedy szukałem czegoś, czym mogę się zająć. Na drugą twarz tej spokojnej gry natrafiłem tuż po rozpoczęciu izolacji. Wszystko za sprawą, której nie chcę poruszać. Okazało się, że regulamin został zmieniony i różnił się od pierwotnego kilkoma, kluczowymi punktami. Gry i tak nie było już w sklepach, więc użytkowników się przybywało. U twórców pojawiły się nowe pomysły, które miały utrudniać życie użytkownikom.
„Amaland” przestał być wolny i darmowy, a stał się płatnym więzieniem dla desperatów. Wszystko można było zakupić za prawdziwą opłatą i to nie byłyt to małe pieniądze. Za zakup wirtualnego domu mogłeś zapłacić nawet pół miliona złotych. Ja miałem to szczęście, że zdobyłem go przed wejściem w życie nowego regulaminu. Listy, skargi i zażalenia masowo popłynęły do twórców, którzy wydali tylko jedno, przerażające oświadczenie
Komu się nie podoba, może opuścić grę. Pamiętaj o konsekwencjach, bo ONI przyjdą.
Kolejna zmiana dotyczyła minimalnego czasu, który należało spędzać w grze. Wcześniej nie było takich restrykcji i każdy mógł być tutaj tak długo, jak tylko miał ochotę. Ograniczono czasowo działalność miejsc publicznych i wiele godzin użytkownicy musieli spędzać, nic nie robiąc.
Duża część graczy wpadła w panikę i próbowała omijać regulamin, ale większość spotykała się niepowodzeniem. Dodatkowo panował powszechny strach przed ludźmi, na których twórcy mówili „Oni”.
„Amaland” stracił przyjemność z grania i zamienił się rozrywkę pełną strachu i presji. Wszystko się pogłębiło, kiedy twórcy przedstawili ostatni punkt nowego regulaminu. Administracja zaczęła wyznaczać losowym użytkownikom zadania. Niewykonanie zadania mogło się wiązać z konsekwencjami w prawdziwym życiu. Głośno zrobiło się po przyznaniu zadania jednemu z graczy. Miał on zniszczyć życie swojemu najlepszemu przyjacielowi. Zrobił to, bo wydaje się, że nie miał wyboru. Wyciekły zrzuty ekranu, które zostały wysłane twórcom. Napisał w sieci, że jego przyjaciel jest gwałcicielem, podrobił zrzuty ekranu, stworzył fałszywe zdjęcie i rzekome dowody. W jednym momencie, życie tego chłopaka się zawaliło. Stracił wszystkich znajomych, a każdy jego dzień zaczynał się tak samo. Gracz nie przyznał się do kłamstwa i cały czas podtrzymywał swoją wersję zdarzeń, opierając się na fałszywych dowodach. Nie wiadomo, ile jeszcze osób dostało takie wyzwanie i jak powszechny był problem, a ilość ofiar twórców gry „Amaland” może cały wzrastać. W końcu to ja mogę dostać swoje zadanie i będę musiał je wykonać.
Czy ta gra jest winna śmierci nastolatków? Za mało dowodów, aby to stwierdzić. To bardzo możliwe, bo wystarczyło, że dostali zadania, które nakazywało im popełnić samobójstwo. Czy twórcy są zdolni do zabijania?
Prawda jest taka, że potrafili zrobić z normalnej gry piekło dla każdego jej użytkownika. Dlaczego zatem nie byliby zdolni do zlecania takich wyzwań? Dla nich każdy gracz to tylko nic nieznacząca statystyka. Jak bardzo krzywdząca nie byłaby to odpowiedź, lockdown też mógł przyczynić się do tej tragedii. A może to była tylko „choroba współistniejąca”?
Być może powód samobójstwa jest typowy i bardziej oczywisty, mieli ogromne problemy z rówieśnikami, dziewczyna, którą kochali, okazała się suką, a może rodzice, od których powinni mieć wsparcie — nie interesowali się nimi. Wolimy znaleźć powód, który wydaje się najbardziej realny, niż szukać problemu, którego wiele osób nie chciało widzieć. Nie wiemy, czy szkoła wiedziała o problemie i nie reagowała. Nie mamy pojęcia, czy ich rodzice nie siedzą w kącie i nie winią się za śmierć swojego dziecka. Oni wiedzą, co się stało i zabrali to ze sobą do grobu. Nie zostawili listu pożegnalnego, dlatego nigdy nie dowiemy się prawdy.
Dwóch nastolatków nie mogło sobie poradzić i potrzebowało pomocy, której nie dostało. Może teraz będziecie szczęśliwi.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
TERAZ | KWIECIEŃ 2020
Najlepsze momenty naszego życia to chwile, które lubimy wspominać. Przypominają nam o tym, co w życiu najpiękniejsze. Moje życie nie jest szczęśliwe, bo od pewnego czasu to istny koszmar. Zdarzały się momenty, kiedy było naprawdę dobrze, czasami idealnie. Przeszłość, to do niej chciałbym wrócić, kiedy płaczę w nocy i czuję, że życie traci sens. Moim marzeniem jest poczuć bliskość przyjaciół i szczęście, które wtedy mi towarzyszyło. Nie mam pojęcia, dlaczego miłe rzeczy nie trwają wiecznie, a te najgorsze ciągną się w nieskończoność.
915 DNI DO DNIA ZERO | WRZESIEŃ 2017
Dzisiaj rozpoczyna się nowy rok szkolny. Wchodzę do budynku wypoczęty i z nadzieją na upragnione szczęście. Gdy składałem papiery do liceum, zacząłem wierzyć, że w tej szkole wreszcie poczuję się dobrze.