E-book
16.38
drukowana A5
12.92
drukowana A5
Kolorowa
32.7
Motyl cienia

Bezpłatny fragment - Motyl cienia


4
Objętość:
50 str.
ISBN:
978-83-8245-405-5
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 12.92
drukowana A5
Kolorowa
za 32.7

Melancholia

Zaprosiłam do życia melancholie

Przybrała wyrazistych wspomnień kolie

Otula ją mgły tajemnica

W ręku płonie gromnica

Proszę ją by sięgnęła do mej pamięci zasobów

Wykreśliła kilka poległych epizodów

Pogrzebała to co martwe

Co wzbudza na sercu zadrę.

Ona na to nie przystaje

Kąśliwą i występną staje

Zamiast ramion wyciąga kolczyste rozłogi

Pęta nimi ciało, obezwładnia nogi

Czuje jak bolesnym objęciem łamie me kości

Wnet doprowadzi mnie tym do ostateczności

Pokłady człowieczeństwa powoli wyniszcza

W mgnieniu oka przeobrażając w zgliszcza.

Upaja się widokiem istoty popadającej w marazm

Abym stanu apatii doznała kolejny raz.

Prędzej rozum postradam

Niż ulegnę i się z nią zbratam.

PrzyGNĘBIENIE

Pakt zawarłeś z niepokalanym księżycem,

zza chmur zerka złowrogim swym obliczem,

Po stokroć drobiazgowo, moje myśli przenika,

Nie sposób powstrzymać tego bacznego czytelnika.

Na twe zaklęcie wertuje karty codziennych myśli,

upominasz byśmy dla siebie na powrót rozbłyśli;

Czy choć raz bywasz tym co dzień zamyka,

gdy dusza ma niefrasobliwie w świat snu wnika.

Gromady kruków sadzasz na gałęzi,

trzymasz w mocy swej uwięzi.

Naprzeciw okna wypatrują mej postaci,

niestrudzeni słudzy, wierni delegaci.

Nadzorujesz okiem ptasiego przewodnika,

jak wspomnienie Ciebie z mego życia umyka.

Spoglądasz na me ciało obleczone w bólu siniznę,

wybierasz jedna, te najświeższą bliznę.

Otwierasz jednym ostrym słowa cięciem,

pragnąc wiedzieć kim bez ciebie jestem.

W okowach wspomnień I

Odegnać przeszłość kilkoma zdaniami

Pozostawiając ją za zamkniętymi drzwiami

Zgłuszyć, stłumić — jedna prośba mała

By ledwie słyszalnym szeptem się ostała

Na moje wołania pozostaje głucha

Zwycięskim triumfem wybrzmiewa donośnie

Wypełniając teraźniejszość ponad sklepienie nieba

By powrócić niezapomnianym echem — tego jej potrzeba

W okowach wspomnień II

Doświadczeń niezłomnie zaciekła gromada

Skrupulatnie wnętrzem mej cielesności włada

niczym pajęczą nicią, tak wspomnieniem owija

Bodaj pamięć o utraconym nigdy nie przemija

Kościste wnętrze a w nim odwiecznie skryty…

Ból — dosadnie wypisany, wyryty

Jego porzucenie — To nie roszczenie

Choć tak niepomierne czyni duszy więzienie

Wrót którego pamięć każdego świtu strzeże

Co dzień je przekraczam na nowo z nimi mierze

Aby choć cienia wspomnień nie uronić

Wszak na próżno mi się przed nimi bronić.

Senne objęcie

Przed monstrualny strachem

trawiącym dusze z rozmachem,

Od obaw pewne odcięcie,

zaręcza senne objęcie.

Pozwala formować, kreować od nowa,

jemu nie straszna fizyczna przeszkoda.

Od niezrozumienia dalece stroni,

koi uściskiem niewidocznej dłoni.

Kiedy zawiść ludzka duszą poniewiera,

świat osobistych roszczeń nie podziela.

Z odsieczą nadchodzi wyobraźnia,

ona cienie osamotnienia rozjaśnia.

Zwołuje do krainy niezatartych marzeń,

wykraczającej poza zmysłowość zdarzeń.

Tule sen, zamykam rutyną znużone oczy,

Pozostawiam za nimi świat bólu, niemocy.

Nadziei jak promyka słońca wypatruje,

gdy noc mą świadomość przejmuje.

Z sugestią intencji unosimy się razem

Ponad świadomością i czasem.

Codzienna ucieczka

Przeszłości niestety jestem wdzięcznie oddana,

mimo iż zazwyczaj cierniami bywała usłana.

Oczekując chwili wytchnienia,

zawłada mną czar marzenia.

Od dziecięcych lat spisany,

tak bliski, pielęgnowany

Weryfikuje dokonane wspomnienia,

jak i te które nie doczekały spełnienia.

Roztaczają woń kwiatów wiśni,

jedne noc z gwiazdami wyśni.

Inne ulatują niesione rwącym potokiem,

zanim zdołam objąć je wzrokiem.

To przeze mnie zbudowany świat,

wolny od zawiści, pozbawiony wad.

Nie podlegający wpływom, trwały,

jedynie przeze mnie zarządzany.

Poranną rosą utkany,

straży pamięci oddany.

Nie stwarza przeszkód,

tutaj spełnia się cud.

To moja przestrzeń, ona nie zginie,

nawet gdy czas, życie minie.

Skrupulatnie spisuje nowe wiersze, świeże,

w ich niezłomność nieustannie wierze.

Antidotum przeciw urokom

A gdy ciężar wspomnień na mnie spadnie,

bez namysłu wnet cały obezwładnię.

Proszę księżyc by użyczył mi swej mocy,

rozgonił lęki niczym mroki nocy.

Błagam słonce by wraz z deszczem,

zbudowało tęczę wspólnym gestem.

Tak przyjmuje że ten czarowny znak,

odda wyczekiwanego optymizmu brak.

Zagarnę do bezdennej skrzyni ból i obawy,

te które sprawiają duszy okrutne zabawy.

Ukryje głęboko pod taflą jeziora,

by pochłonęła je piekielna zmora.

Od przeszłości fortunnie odcięta,

karkołomna klątwa niepowodzeń zdjęta.

Garstkę marzeń w przyszłość zabiorę,

Z ich mocy uczynię życiową podporę.

Nocte Tacere

O nocy nieprzenikniony aksamicie,

gwiezdnymi lampionami usłany faworycie.

Niechże twe ciemne szafirowe otchłanie,

ułożą mi na mchu posłanie.

Smukłe onyksowe cienie,

pozwolą wyśnić marzenie.

Twa moc w księżyca tarcze wtopiona,

sprawi bym koszmarem nie została udręczona.

Odegnaj bezsenności sidła,

ukaż błogiej opowieści Widma.

A gdy brzask rozjaśni Twe sklepienie,

i jego widokiem nasycę wspomnienie,

zechciej z troski uczynić tajemnice,

I z objęć wypuść mnie o świcie.

Letni wieczór

Gdy jaskółka ostatnim lotem niebo przecina,

dając znak ze wieczór się rozpoczyna.

Pożegnalny świetlisty obłok za horyzontem umyka

chłód rześkim wietrzykiem łąki przenika.

Dzika róża zamyka swych kwiatów korony,

zapachem usypia strudzone pszczoły.

Na rozgrzanym kamieniu gości świerszcz

rozbrzmiewa donośnie ten owadzi wieszcz.

Gałązki jasnoty wiatrem kołysane,

codziennej pieśni oddane,

wyznaczają takt melodii lata,

to dla płonącej gwiazdy ich wdzięczna zapłata.

Grają donośnie werset ku chwale słońca,

to od dzieci łąki podzięka nieustająca.

Depresja

Dławię się lękami

Strachem…

Kropla po kropli…

Pada krwawa mżawka

Zrodzona z nieba snów

Podbarwionego koszmarem.

Moj umysł jest tak ciężki,

Otępiały,

Nieprzystępny

Jak powietrze przed burzą.

Zalega na żołądku.

Czepiając się mojej duszy

Jak rzep kociej sierści.

Sprawiają ze nie potrafię przyjąć posiłku

Jest zbyt wiele zasadnych obaw…

W spojrzeniach

Szeptach przechodniów…

Jeszcze kilka a nie wytrzyma naporu i pęknie…

Rozsypie na drobne kawałki,

Nie będzie czego zbierać,

Nikomu niepotrzebnego ciężaru.

Jedyne co po mnie pozostanie…

Gromada strachów oraz udręczona nimi dusza.

i co jeszcze?

Kilka, wątpliwych wytworów mojej wyobraźni

[nie znającej granic]

Obawy…

[jakie z każdym dniem wydaje na świat]

Ja w jesieni

Kim jestem tej jesieni?

Osamotnionym liściem na gałęzi życia…

Zaczepiona agonalnie…

przywarła ostatkiem sił,

Do zgniłego konaru nawyków.

To ja…

Przekwitły sentyment matki natury.

Wyczekuje wichrowej zawiei…

Pragnę gradu emocji…

Doświadczyć więcej…

Więcej niż…

Rozmyślnie nakreślony bieg losu.

Odgórnie konturowany…

Pragmatyczny…

Nieprzejednany.

Czekam.

A niebawem poddam mu się…

Wbrew sobie…

Czując jak sama,

Przejmuje role upadłych chwatów.

Zgasnę na chodniku,

Niezauważona,

Pominięta.

A pozbawiona empatii hałastra

Niczym krwiożercze ogary teraźniejszości

Zetrze mnie w pył,

Zepchnie w niebyt.

Nie będę jak on!

Jak ten liść…

Upadek jest domeną słabych.

Nie dam się podporządkować

Nie skapituluje bez walki.

Czy mam przyjąć utarte schematy?

Aprobata rzeczywistości ma być mą drogą?

Mylne przeświadczenia!

To moje życie!

Moje ścieżki!

Kim jeszcze mogę być,

O tej porze uśpienia?

W letargu spowita.

Nagą gałęzią cierniem nabitą?

Grzmiącą o brudną szybę

Niezrozumienia…

Łaknąca uwagi,

Upraszająca bezgłośnie

choć krztyny siebie.

Poszukuje zapewnienia,

Że znaczę więcej niż kwiecie

którym byłam przyodziana

W okresie swej świetności.

A może kroplą deszczu

Drążącą uparcie posągi przodków.

Pozostać zapamiętaną…

To jej nadrzędny zamysł.

Kto dostrzeże jej potencjał,

Chęć i pragnienie…

Podczas przewlekłej walki z czasem.

Cała truchleje…

Na widmo wieczność…

Permanentnie wypiętrzające się…

Ponad horyzont życia.

Czym jeszcze mogę być?

Dymem z domowego paleniska

Ciepłym i tak przyjaznym

Ulatującym strzeliście

Iskrą niespełnionych snów

Ponad najwznioślejszą z myśli.

Drwię z was… głupcy

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 16.38
drukowana A5
za 12.92
drukowana A5
Kolorowa
za 32.7