1. Dawid Motyka — nostalgia
biegniemy tak szybko, jakby na końcu drogi
czekał na nas medal za zgubione godziny
zostawiamy w tyle poranki i progi
nie mając pojęcia, co właściwie tracimy
a życie to przecież ta kawa parzona w pośpiechu
ten chłodny wieczór i ciepła dłoń w dłoni
sekunda ciszy ukryta w uśmiechu
którego nikt z nas już potem nie dogoni
zatrzymaj się czasem. Świat poczeka chwilę
nie musisz dogonić każdego uciekającego dnia
zobacz, ile piękna marnuje się w tyle
gdy ty wciąż wierzysz, że ta gonitwa sens ma
2. Dawid Motyka — tęsknota
najtrudniej jest mijać kogoś, z kim kiedyś
dzieliło się sekrety i poranną herbatę
kiedy zamiast cześć, w oczach rośnie mur
a dawna bliskość wdaje się tylko w stratę
mamy swoje numery, adresy i konta,
wiemy o sobie wszystko, a zarazem nic
dziś jesteśmy tylko dwoma obcymi ludźmi
którzy kiedyś potrafili z jednego serca żyć
szkoda, że czas uczy nas dystansu
zamiast naprawiać to, co pękło w pół
zostaje tylko profil w sieci, ciche kliknięcie
i ten dziwny, pożegnalny ból
3. Dawid Motyka — nadzieja
nawet po najdłuższej i najciemniejszej nocy
w końcu nadchodzi ten pierwszy, jasny świt
nie trać wiary w siebie, w siłę swojej mocy
choćby wokół ciebie nie wierzył w to nikt
zbierz te wszystkie chmury, które nosisz w głowie
i pozwól im odejść wraz z zachodnim wiatrem
Jutro napiszesz zupełnie nową opowieść
bo każdy twój dzień jest nowym teatrem
odetchnij głęboko. Zacznij jeszcze raz
masz w sobie wszystko, by przetrwać tę burzę
zawiruj w świetle niczym w jasny czas
bądź w miłości i ciepłej chmurze
4. Dawid Motyka — siła
powiedzą ci nieraz, że to nie twój czas
że wiatr jest zbyt silny, a ty zbyt mały
będą chcieli zgasić ten wewnętrzny blask
by twoje marzenia w kącie przeczekały
lecz ty spójrz w lusterko i zobacz tę moc
ile już przeszedłeś, ile burz za tobą
choćby najciemniejsza otoczyła cię noc
idź dumnie przed siebie i bądź po prostu sobą
nie pozwól, by cudzy strach pisał twój los
masz w sobie tę siłę. Usłysz swój własny głos
5. Dawid Motyka — powroty
zostawiliśmy na podwórkach zapach tamtych lat
beztroskie wieczory i zdarte kolana
dziś w dorosłych butach przemierzamy świat
a tamta chłopięca radość leży zapomniana
gdzie podziały się tamte proste marzenia
gdy szczytem wszystkiego był powrót przed zmrokiem
dziś gromadzimy rzeczy, gubiąc wspomnienia
i mierzymy sukces tylko ślepym wyrokiem
czasem warto wrócić, choćby tylko w myślach
do tamtego domu, do starej drewnianej ławki
przypomnieć sobie, co naprawdę w życiu błyszczy
i odrzucić na bok te dorosłe zabawki
6. Dawid Motyka — chwila
żyjemy tak, jakbyśmy mieli wieczność
odkładając czułość na jakieś mityczne potem
a przecież jedyne, co pewne, to ta obecność
ta krótka chwila, która pachnie zachodem
przytul, dopóki możesz
powiedz, dopóki słyszą
zanim bezlitosny czas
zastąpi wszystko ciszą
7. Dawid Motyka — dla niej
zbyt często nakładałaś maski, by dogodzić światu
by nikt nie zobaczył łez pod kruchą powieką
gasiłaś swój własny blask w cieniu cudzego dyktatu
wierząc, że do szczęścia wciąż masz zbyt daleko
a ty jesteś silna jak rzeka, co kruszy najtwardsze skały
choć czasem po cichu w poduszkę zapłaczesz
twój świat nie musi być idealny i cały
byś mogła uwierzyć, jak wiele znaczysz
zdejmij ten ciężar z ramion. Odetchnij głęboko
jesteś piękna w swej prawdzie. Spójrz strachowi w oko
8. Dawid Motyka — ekrany
mamy tysiące znajomych na szklanych ekranach
lajki, serduszka, wirtualne uściski
lecz gdy nadchodzi wieczór i pustka w ścianach
zastanawiasz się, kto tak naprawdę jest bliski
przewijamy te życia, cudze chwile i zdjęcia
szukając w nich prawdy, której sami nie mamy
zgubiliśmy gdzieś magię zwykłego objęcia
w pogoni za światem, który sami stwarzamy
napisz czasem list. Zadzwoń bez powodu
zanim całkiem zamarzniemy w tym cyfrowym chłodzie
9. Dawid Motyka — żyj w pełni
żyj pięknie, chociaż ciało czasem ciąży jak stal
a los rzuca pod nogi kłody i twardy kamień
nie patrz ze smutkiem na to, czego w życiu żal
ale przed siebie idź i buduj nowy ramień
bo z każdym nowym dniem masz nową czystą kartę
by napisać opowieść, która w sercu głośno gra
twoje starania i marzenia są tego warte
by wygrać z losem, nawet gdy gra niesłusznie trwa
odetchnij głęboko, spójrz z nadzieją w niebo czyste
rozwiń skrzydła, choćby wiatr mocno w oczy wiał
wszystkie poranki mogą stać się znowu promieniste
gdy będziesz dumnie w swojej własnej prawdzie stał
10. Dawid Motyka — ta największa miłość
ta największa miłość nigdy nie zna gniewu i zazdrości
nie szuka na siłę poklasku ani pustych słów
nie chowa w sercu żalu, bezsensownej złości
ale pozwala z popiołów narodzić się znów
ona jest jak ogrodnik, co o swój kwiat dba szczerze
grabi, podleje i chroni przed mrozem złym
wspiera bez słów, gdy człowiek w nieszczęśliwym potknął się geście
i daje schronienie przed całym światem tym
nie więdnieje z czasem, nie schnie i nie zdradza
podaje dłonie, kiedy wokół gęsty mrok
to jedyna siła, która wszystko w dobro przeobraża
i daje odwagę, by zrobić kolejny krok
11. Dawid Motyka — przebudzenie
krajobrazem nieba przesiąknięte chmury płyną
świat powoli barwy morza w gęstym mroku gasi
wszystkie nasze troski z nocnym wiatrem w końcu miną
gdy serce do dźwięków czystej miłości zaprosi
nie pędź tak ślepo, daj duszy chwilę wytchnienia
niech melancholia stworzy dzisiaj piękny wzór
w ciszy poranka rodzą się najskrytsze marzenia
które potrafią zburzyć każdy twardy mur
12. Dawid Motyka — osamotnieni
dzisiejsi ludzie są bardzo samotni
gonią za zyskiem, egoistycznie wygodni
dziś liczy się pokaz i ten lustrzany wrzask
by w błysku fleszy ukryć oczu blask
chciwie przed siebie przez to życie brną
za garść pieniędzy nawet duszę kupić chcą
auto, telefon i ciuchy modne nad stan
choć serce chłodne, każdy chce być pan
szukają tylko własnej, ślepej wygody
rzucając innym pod nogi ciężkie kłody
manipulują, by narzucić tempo swoje
karmiąc po drodze własne niepokoje
nasz świat powoli zatraca swój dawny błysk
gdy prawda i gniew uderzają prosto w pysk
bo żal rodzi zazdrość, a zazdrość zatracenie
w tych dziwnych czasach tak tanie jest sumienie
13. Dawid Motyka — na szklanym ekranie
**(zwrotka 1)**
po co nam świt i zachody złote
gdy szkło błękitne zabija tęsknotę
po co uciekać, proszę, nie kłam
gdy wciąga nas ten cyfrowy ekran
wpatrzeni w matryce od rana do nocy
oddajemy duszę w myśl taniej pomocy
gdzie wielkie show i szybkie monety
zastąpiły nam prawdziwe sekrety
**(refren)**
na szklanym ekranie gubimy swój czas
zimne światło powoli wypala nas
zapatrzeni w ten sztuczny, niemy świat
zanim poczujesz — twój własny zbladł
na szklanym ekranie, w matni ze szkła
zamiast żyć życiem, oglądasz jak trwa
**(zwrotka 2)**
po co nam mecze, spacery po lesie
gdy algorytm gotową iluzję niesie
zamiast tańczyć i chłonąć zapach drzew
wciskasz „play”, czując cyfrowy gniew
rowery rdzewieją, pusta pływalnia
gdy w pokoju działa ta iluzji pralnia
nieważne już, czy wczesna, czy późna pora
każda chwila mija w niewoli monitora
**(refren)**
na szklanym ekranie gubimy swój czas
zimne światło powoli wypala nas
zapatrzeni w ten sztuczny, niemy świat
zanim poczujesz — twój własny zbladł
na szklanym ekranie, w matni ze szkła
zamiast żyć życiem, oglądasz jak trwa
**(outro)**
spójrz w okno, zanim minie twój czas…
zanim to światło całkiem zgasi nas
ostatni piksel, wyblakły świat
14. Dawid Motyka — intymnie
pokażę ci czym jest spokój
bez wielkich gestów i krzyku
pozwolę mu usiąść obok
na brzegu koca, przy stoliku
otulę nas zapachem deszczu
a gdy na moment zamilkniesz
podam ci dłoń w szorstkim swetrze
tak najzwyklej
pokażesz mi czym jest dom
nie mówiąc ani słowa
w tym jednym cichym geście
odnajdę go od nowa
15. Dawid Motyka — platoniczna miłość
urodzona bez skrzydeł dzikiego pożądania
miłość czysta, zrodzona z duszy dogrania
czuje bliskość i wdzięczność, gdy razem przebywa
platoniczna, głęboka, dosłowna i tkliwa
wszystko, co dzisiaj sobie ofiarować możemy
to duchowe oddanie bez ciał, których chcemy
za to los nas obdarza nadprzyrodzoną siłą
by ta miłość na zawsze spójnością była miłą
16. Dawid Motyka — nadludzka siła
jesteś wielki, gdy mierzysz swe siły z boskim planem
w twoim wnętrzu rośnie góra, droga przed wyzwaniem
stawiasz czoła ogromom, co wznoszą cię do góry
choć codzienność wciąż zderza cię z losem ponurym
jesteś wielki, bo w sercu potęgę własną czujesz
przy tobie inni milkną, spokój im darujesz
osłania cię Zbawiciel, co włada tym światem
sam Bóg Odkupiciel jest twoim bliskim bratem
17. Dawid Motyka — myśli natchnione
tworzę iluzoryczny świat
on jest pełen życia wart
serce duszą łamie cudzysłowie
a ja zanoszę myśli w swojej głowie
karmię słodycz i braterstwo
czułe danie i poselstwo
jeszcze tylko brakuje narodzenia
mojego nowego stworzenia
ty mi powiedź jak to jest
że we dwoje budzi się
czy to słowa które tak karmione czują
czy to mowa że się w świat budują
wieńczę rany wieńczę zysk
nosze swe korony w błysk
już unosi się matczyne to wołanie
niech się nam miłość a stanie
18. Dawid Motyka — czarny zgiełk
na nieboskłonie widać martwy świat
tu dłonie swe samotny człowiek kładł
smutno wstrętnie i zaborczo
w naszych czasach jakby głodno
brakuje potępienia i strudzenia
brak wszelkiego okaleczenia
jednak są łzy i rany wywiórcze
mocne ręce w tej podpurce
pachnie zdradą pachnie zgiełkiem
nowy wstręt budzi się każełkiem
on rozlicza smutny cios
czy to nadaremnie głuchy los?
jest jeszcze jedna zaraza
spora ale jakże łagodna skaza
noszą się ku niej bydtlęta
czy gardzą nimi i jagnięta?
jeszcze jest tępy skos
niby z Chin a jednak trzos
budzi rozkosz i kamienie
nędzną posturę i Zbawienie