E-book
15.75
drukowana A5
31.38
Moja droga życia XI

Bezpłatny fragment - Moja droga życia XI

ukojony życiem


Objętość:
70 str.
ISBN:
978-83-8467-546-5
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 31.38

1. Dawid Motyka — nostalgia

biegniemy tak szybko, jakby na końcu drogi

czekał na nas medal za zgubione godziny

zostawiamy w tyle poranki i progi

nie mając pojęcia, co właściwie tracimy


a życie to przecież ta kawa parzona w pośpiechu

ten chłodny wieczór i ciepła dłoń w dłoni

sekunda ciszy ukryta w uśmiechu

którego nikt z nas już potem nie dogoni


zatrzymaj się czasem. Świat poczeka chwilę

nie musisz dogonić każdego uciekającego dnia

zobacz, ile piękna marnuje się w tyle

gdy ty wciąż wierzysz, że ta gonitwa sens ma

2. Dawid Motyka — tęsknota

najtrudniej jest mijać kogoś, z kim kiedyś

dzieliło się sekrety i poranną herbatę

kiedy zamiast cześć, w oczach rośnie mur

a dawna bliskość wdaje się tylko w stratę


mamy swoje numery, adresy i konta,

wiemy o sobie wszystko, a zarazem nic

dziś jesteśmy tylko dwoma obcymi ludźmi

którzy kiedyś potrafili z jednego serca żyć


szkoda, że czas uczy nas dystansu

zamiast naprawiać to, co pękło w pół

zostaje tylko profil w sieci, ciche kliknięcie

i ten dziwny, pożegnalny ból

3. Dawid Motyka — nadzieja

nawet po najdłuższej i najciemniejszej nocy

w końcu nadchodzi ten pierwszy, jasny świt

nie trać wiary w siebie, w siłę swojej mocy

choćby wokół ciebie nie wierzył w to nikt


zbierz te wszystkie chmury, które nosisz w głowie

i pozwól im odejść wraz z zachodnim wiatrem

Jutro napiszesz zupełnie nową opowieść

bo każdy twój dzień jest nowym teatrem


odetchnij głęboko. Zacznij jeszcze raz

masz w sobie wszystko, by przetrwać tę burzę

zawiruj w świetle niczym w jasny czas

bądź w miłości i ciepłej chmurze

4. Dawid Motyka — siła

powiedzą ci nieraz, że to nie twój czas

że wiatr jest zbyt silny, a ty zbyt mały

będą chcieli zgasić ten wewnętrzny blask

by twoje marzenia w kącie przeczekały


lecz ty spójrz w lusterko i zobacz tę moc

ile już przeszedłeś, ile burz za tobą

choćby najciemniejsza otoczyła cię noc

idź dumnie przed siebie i bądź po prostu sobą


nie pozwól, by cudzy strach pisał twój los

masz w sobie tę siłę. Usłysz swój własny głos

5. Dawid Motyka — powroty

zostawiliśmy na podwórkach zapach tamtych lat

beztroskie wieczory i zdarte kolana

dziś w dorosłych butach przemierzamy świat

a tamta chłopięca radość leży zapomniana


gdzie podziały się tamte proste marzenia

gdy szczytem wszystkiego był powrót przed zmrokiem

dziś gromadzimy rzeczy, gubiąc wspomnienia

i mierzymy sukces tylko ślepym wyrokiem


czasem warto wrócić, choćby tylko w myślach

do tamtego domu, do starej drewnianej ławki

przypomnieć sobie, co naprawdę w życiu błyszczy

i odrzucić na bok te dorosłe zabawki

6. Dawid Motyka — chwila

żyjemy tak, jakbyśmy mieli wieczność

odkładając czułość na jakieś mityczne potem

a przecież jedyne, co pewne, to ta obecność

ta krótka chwila, która pachnie zachodem


przytul, dopóki możesz

powiedz, dopóki słyszą

zanim bezlitosny czas

zastąpi wszystko ciszą

7. Dawid Motyka — dla niej

zbyt często nakładałaś maski, by dogodzić światu

by nikt nie zobaczył łez pod kruchą powieką

gasiłaś swój własny blask w cieniu cudzego dyktatu

wierząc, że do szczęścia wciąż masz zbyt daleko


a ty jesteś silna jak rzeka, co kruszy najtwardsze skały

choć czasem po cichu w poduszkę zapłaczesz

twój świat nie musi być idealny i cały

byś mogła uwierzyć, jak wiele znaczysz


zdejmij ten ciężar z ramion. Odetchnij głęboko

jesteś piękna w swej prawdzie. Spójrz strachowi w oko

8. Dawid Motyka — ekrany

mamy tysiące znajomych na szklanych ekranach

lajki, serduszka, wirtualne uściski

lecz gdy nadchodzi wieczór i pustka w ścianach

zastanawiasz się, kto tak naprawdę jest bliski


przewijamy te życia, cudze chwile i zdjęcia

szukając w nich prawdy, której sami nie mamy

zgubiliśmy gdzieś magię zwykłego objęcia

w pogoni za światem, który sami stwarzamy


napisz czasem list. Zadzwoń bez powodu

zanim całkiem zamarzniemy w tym cyfrowym chłodzie

9. Dawid Motyka — żyj w pełni

żyj pięknie, chociaż ciało czasem ciąży jak stal

a los rzuca pod nogi kłody i twardy kamień

nie patrz ze smutkiem na to, czego w życiu żal

ale przed siebie idź i buduj nowy ramień


bo z każdym nowym dniem masz nową czystą kartę

by napisać opowieść, która w sercu głośno gra

twoje starania i marzenia są tego warte

by wygrać z losem, nawet gdy gra niesłusznie trwa


odetchnij głęboko, spójrz z nadzieją w niebo czyste

rozwiń skrzydła, choćby wiatr mocno w oczy wiał

wszystkie poranki mogą stać się znowu promieniste

gdy będziesz dumnie w swojej własnej prawdzie stał

10. Dawid Motyka — ta największa miłość

ta największa miłość nigdy nie zna gniewu i zazdrości

nie szuka na siłę poklasku ani pustych słów

nie chowa w sercu żalu, bezsensownej złości

ale pozwala z popiołów narodzić się znów


ona jest jak ogrodnik, co o swój kwiat dba szczerze

grabi, podleje i chroni przed mrozem złym

wspiera bez słów, gdy człowiek w nieszczęśliwym potknął się geście

i daje schronienie przed całym światem tym


nie więdnieje z czasem, nie schnie i nie zdradza

podaje dłonie, kiedy wokół gęsty mrok

to jedyna siła, która wszystko w dobro przeobraża

i daje odwagę, by zrobić kolejny krok

11. Dawid Motyka — przebudzenie

krajobrazem nieba przesiąknięte chmury płyną

świat powoli barwy morza w gęstym mroku gasi

wszystkie nasze troski z nocnym wiatrem w końcu miną

gdy serce do dźwięków czystej miłości zaprosi


nie pędź tak ślepo, daj duszy chwilę wytchnienia

niech melancholia stworzy dzisiaj piękny wzór

w ciszy poranka rodzą się najskrytsze marzenia

które potrafią zburzyć każdy twardy mur

12. Dawid Motyka — osamotnieni

dzisiejsi ludzie są bardzo samotni

gonią za zyskiem, egoistycznie wygodni

dziś liczy się pokaz i ten lustrzany wrzask

by w błysku fleszy ukryć oczu blask


chciwie przed siebie przez to życie brną

za garść pieniędzy nawet duszę kupić chcą

auto, telefon i ciuchy modne nad stan

choć serce chłodne, każdy chce być pan


szukają tylko własnej, ślepej wygody

rzucając innym pod nogi ciężkie kłody

manipulują, by narzucić tempo swoje

karmiąc po drodze własne niepokoje


nasz świat powoli zatraca swój dawny błysk

gdy prawda i gniew uderzają prosto w pysk

bo żal rodzi zazdrość, a zazdrość zatracenie

w tych dziwnych czasach tak tanie jest sumienie

13. Dawid Motyka — na szklanym ekranie

**(zwrotka 1)**

po co nam świt i zachody złote

gdy szkło błękitne zabija tęsknotę

po co uciekać, proszę, nie kłam

gdy wciąga nas ten cyfrowy ekran

wpatrzeni w matryce od rana do nocy

oddajemy duszę w myśl taniej pomocy

gdzie wielkie show i szybkie monety

zastąpiły nam prawdziwe sekrety


**(refren)**

na szklanym ekranie gubimy swój czas

zimne światło powoli wypala nas

zapatrzeni w ten sztuczny, niemy świat

zanim poczujesz — twój własny zbladł

na szklanym ekranie, w matni ze szkła

zamiast żyć życiem, oglądasz jak trwa

**(zwrotka 2)**

po co nam mecze, spacery po lesie

gdy algorytm gotową iluzję niesie

zamiast tańczyć i chłonąć zapach drzew

wciskasz „play”, czując cyfrowy gniew

rowery rdzewieją, pusta pływalnia

gdy w pokoju działa ta iluzji pralnia

nieważne już, czy wczesna, czy późna pora

każda chwila mija w niewoli monitora

**(refren)**

na szklanym ekranie gubimy swój czas

zimne światło powoli wypala nas

zapatrzeni w ten sztuczny, niemy świat

zanim poczujesz — twój własny zbladł

na szklanym ekranie, w matni ze szkła

zamiast żyć życiem, oglądasz jak trwa


**(outro)**

spójrz w okno, zanim minie twój czas…

zanim to światło całkiem zgasi nas

ostatni piksel, wyblakły świat

14. Dawid Motyka — intymnie

pokażę ci czym jest spokój

bez wielkich gestów i krzyku

pozwolę mu usiąść obok

na brzegu koca, przy stoliku


otulę nas zapachem deszczu

a gdy na moment zamilkniesz

podam ci dłoń w szorstkim swetrze

tak najzwyklej


pokażesz mi czym jest dom

nie mówiąc ani słowa

w tym jednym cichym geście

odnajdę go od nowa

15. Dawid Motyka — platoniczna miłość

urodzona bez skrzydeł dzikiego pożądania

miłość czysta, zrodzona z duszy dogrania

czuje bliskość i wdzięczność, gdy razem przebywa

platoniczna, głęboka, dosłowna i tkliwa


wszystko, co dzisiaj sobie ofiarować możemy

to duchowe oddanie bez ciał, których chcemy

za to los nas obdarza nadprzyrodzoną siłą

by ta miłość na zawsze spójnością była miłą

16. Dawid Motyka — nadludzka siła

jesteś wielki, gdy mierzysz swe siły z boskim planem

w twoim wnętrzu rośnie góra, droga przed wyzwaniem

stawiasz czoła ogromom, co wznoszą cię do góry

choć codzienność wciąż zderza cię z losem ponurym


jesteś wielki, bo w sercu potęgę własną czujesz

przy tobie inni milkną, spokój im darujesz

osłania cię Zbawiciel, co włada tym światem

sam Bóg Odkupiciel jest twoim bliskim bratem

17. Dawid Motyka — myśli natchnione

tworzę iluzoryczny świat

on jest pełen życia wart

serce duszą łamie cudzysłowie

a ja zanoszę myśli w swojej głowie


karmię słodycz i braterstwo

czułe danie i poselstwo

jeszcze tylko brakuje narodzenia

mojego nowego stworzenia


ty mi powiedź jak to jest

że we dwoje budzi się

czy to słowa które tak karmione czują

czy to mowa że się w świat budują


wieńczę rany wieńczę zysk

nosze swe korony w błysk

już unosi się matczyne to wołanie

niech się nam miłość a stanie

18. Dawid Motyka — czarny zgiełk

na nieboskłonie widać martwy świat

tu dłonie swe samotny człowiek kładł

smutno wstrętnie i zaborczo

w naszych czasach jakby głodno


brakuje potępienia i strudzenia

brak wszelkiego okaleczenia

jednak są łzy i rany wywiórcze

mocne ręce w tej podpurce


pachnie zdradą pachnie zgiełkiem

nowy wstręt budzi się każełkiem

on rozlicza smutny cios

czy to nadaremnie głuchy los?


jest jeszcze jedna zaraza

spora ale jakże łagodna skaza

noszą się ku niej bydtlęta

czy gardzą nimi i jagnięta?


jeszcze jest tępy skos

niby z Chin a jednak trzos

budzi rozkosz i kamienie

nędzną posturę i Zbawienie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 31.38