1. Dawid Motyka — Zawistny człowiek
Zawistny człowiek zawsze coś psuje,
Choć nasza godność swe życie buduje.
Zawistny człowiek wspiera tylko zło,
W sidła podłości wciąga je tło.
Zawistny człowiek nie wie, czym jest ból,
Czym użądlenia, gdy pęka wściekły ul.
Wymachuje szpadą, tnąc powietrze puste,
Słowa do niego są rzucaniem w chustę.
Zawistny człowiek to same porażki,
Choć wciąż powtarza, że to są igraszki.
Zawistny człowiek nie wie, czym jest mgła,
Gdy w ciemną noc za nim kroczy jego ćma.
Zawistny człowiek nie chce nas koić,
Nie pragnie szeptać, nie chce ran goić.
On uszczypliwość ma za swoje cudo,
I mruczy pod nosem: „Odejdź, moja nudo”.
Zawistnemu człowiekowi trzeba stawić czoła,
Nasza mądra skromność do rozsądku woła.
Zawistny człowiek musi zyskać spokój,
Gdyż my siejemy tylko dobroć i pokój.
Zawistny człowieku, przestań już gnębić,
Zacznij nas w końcu szanować i wielbić.
Zmień tok myślenia oraz przyzwyczajenie,
Powiedz do siebie: „Wreszcie się zmienię”.
I tym sposobem brat twój jest już lepszy,
Zaczyna mądrze mówić, bzdur nie pieprzy.
Nie chce już wkurzać, przestał nas gnębić,
Możemy wreszcie spokój w sercu zgłębić.
2. Dawid Motyka — Dżentelmen
Dżentelmen to człowiek z najwyższą klasą,
Nosi się dumnie, jakby lepszą rasą.
Jest szlachetny, stoicki, wielce czcigodny,
Zawsze elegancki, nienaganny i modny.
Dżentelmen to wielka siła charakteru,
Mocna idea, którą posiadło niewielu.
To prawdziwy majstersztyk czystego ideału,
Który pnie się do celu skrupulatnie, pomału.
Dżentelmen to doprawdy potężna postać,
Kroczy śmiało przed siebie, by mistrzem zostać.
Nigdy nie ulega złudnemu przekonaniu,
Zawsze pewny i stały w swoim rozeznaniu.
Dżentelmenie, tyś jest siłą dostojną,
Trwałą niczym drzewo i wielkości głodną.
Ty zawsze chcesz kroczyć do celu zasłużenie,
Tylko najlepszym oddajesz swe dowodzenie.
Dżentelmenie, jesteś nienagannie wychowany,
Przypominasz szlachetne geny swojej mamy.
Jesteś honorowy, znasz dobre maniery,
W swych silnych rękach trzymasz statku stery.
Dżentelmenie, ty wiesz, jak się zachować,
Umiesz każdą krzywdę i spór sprostować.
Łączysz styl z etykietą i troską o relacje,
W obronie prawdy masz zawsze rację.
3. Dawid Motyka — Polsko nasza!
Polsko nasza, tyś braterska i szlachetna,
W swojej trosce tak niezłomna i pamiętna.
Dla nas wierna, więc ku tobie flagę wznosimy,
Polską godność trudnem pracy uświęcimy.
Piękna Polsko, tyś jest wręcz niezwyciężona,
Dla niepodległości w świecie wyniesiona.
Za Boga, Honor i tę dojrzałą Ojczyznę,
Zatarłaś na wieki dawną, zaborczą bliznę.
Polsko, ty bądź zawsze bliska i jedyna,
Niechaj cię wysławia polska tu rodzina.
Bo ty chwałę wielką nosisz dumnie w sobie,
My wierzymy w ciebie w sercu oraz w głowie.
Polsko nasza, tyś płomieniem i pożogą,
Światłem chleba dla tych, co iść naprzód mogą.
Wielkich cnót nam trzeba, prawdy i wdzięczności,
Niech orzełek biały w sercach nam zagości.
Polacy, wznieśmy serca, wznieśmy dłonie,
Niech Rzeczpospolita żywym ogniem płonie.
Od Bałtyku, co nam daje pokrzepienie,
Aż po Tatry, po to górskie, wolne tchnienie.
Wielki Polaku, co żywot tu dostałeś,
Który honoru jak wody w dzban nabrałeś,
Oddaj cześć i pokłon drogiej swej Ojczyźnie,
Niechaj po Bożemu jej potęga błyśnie.
Bo ty, Polsko, jesteś wolna i szczęśliwa,
W locie Orła Biała duma w nas ożywa.
Wspieraj swego rodaka w każdą godzinę,
Umacniaj miasta i każdą polską gminę.
4. Dawid Motyka — Baletnica
Miłości, czy ty w dobrym tonie dniejesz?
Czy sercem swym otulasz i swą czułość siejesz?
Miłości, czy ty kochasz za swe ideały,
Które awangardowy sznyt ci w życiu dały?
Miłości, czy ty we mnie nigdy się nie złościsz,
Gdy odczuwasz zmęczenie od ludzkiej podłości?
Miłości,
Czy ty blaskiem księżyca zakrywasz te schody,
Które prowadzą prosto do twojej wygody?
Miłości, ty piękniejesz i w ciemności jaśniejesz,
Nad ludzką namiętnością urokliwie wiejesz.
Niczym wiatr halny, co na zakręcie pędzi,
Pcha człowieka ku tobie, ku bezpiecznej krawędzi.
Bo rozterek wokoło widać dzisiaj kilka,
Gdy uczucia prawdziwego nie da moja Lilka.
Ona kochając wiernie, czysty wzór wyznacza
Dla mnie — zakochanego poety i gracza.
Lilianko, tyś jest wielką miłością jedyną,
I moją wybawienną, najsłodszą godziną.
Tyś moim dobrobytem, tyś dla serca miarą,
Mlecznym żaglem na niebie i duszą wciąż starą.
Ty wspominasz dawne strofy i słowa wierności,
Które głośno wołały o wielkiej wartości.
Dziś one dawnym echem w pamięci skowyczą,
Niechaj nasze dwa serca na wieczność podliczą.
5. Dawid Motyka — Żyła złota
Gdy za życia studzi się prowincji żar,
Pójdźmy naprzód, by opróżnić bar.
On na pewno skrywa coś pospolitego,
Jak na mój gust — nadzwyczaj dostojnego.
Chwyćmy za te trunki, za te poczęstunki,
Niechaj nam nastroją swych gitar strunki.
Będzie huczna uczta, słodka dziś zabawa,
Taka moja wola, więc poproszę brawa!
Jeszcze tylko jedno ziarno swej miłości,
Skosztuję to winko, co we mnie nie gości.
Będę słodki likier rurką spijał z wolna,
Choćem ja miastowy, kusi wiejska rola.
Zacznę teraz whisky powoli próbować,
Potem zacznę kota pędzlem swym malować.
Aż zobaczę wreszcie, czy jest tak płochliwy,
Toż to dla mojego brzuszka strzał jest miły.
Gdy zabraknie w głowie swojskiego oleju,
Doleję do szklanki wielebnego kleju.
To jest mój napitek mocno wystrzałowy,
Który jak rakieta uderza do głowy!
Na sam koniec jeszcze spróbuję tej wódki,
Czy uleczy smutek i codzienne smutki?
Czy zadziała moc ta, gorzka i zbawienna?
Kieliszka wymowa jest zawsze tak wierna.
Czy i ty masz dzisiaj ochotę na jednego?
Poleję ci chętnie, mój drogi kolego.
By na prawą nóżkę dobrze się dogadać,
Czy do tego można już zagrychę wkładać?
I zjadamy śledzia, co błękitem lśni,
Rudy napój każe o dnie morskim śnić.
Lej po same brzegi, zacny barmanie,
Niech ta nasza łódka na baczność stanienie!
6. Dawid Motyka — Wernisaż
Pornografia świata nigdy nie umarła,
Leciwym psem poganiam ten dzisiejszy czas.
Błazeńska myśl w nicości znowu się zatarła,
Ja nadaremnie w ziemi szukam mrocznych baz.
Nie jeden raz już cierpiał zagubiony człowiek,
Słomiany zapał w trupa przemieniał go wnet.
W tę myśl, co ją obudził krążący gdzieś orzeł,
Złodziejom i krnąbrnym gra wojenny flet.
Czasami nasze słowa nie są tak obłędne,
Zegar nicości stawia czoło chłodnej mgle.
Wielkimi snami ciążą liście rude, zwiędłe,
A ja rękami mocno rzeczywistość gnę.
Bardzo głęboko siedzi to w mojej już kości,
Że wielka władza myśli o mnie ciągle źle.
Gdy wszystko wokół spada w otchłań bezradności,
Głodnymi ramionami ja wciąż ciebie chcę.
7. Dawid Motyka — Hola swawola
Niegodziwe westchnienia zakutych w czas zdarzeń,
Przeszytych Eastwooda podniebnym polotem,
W pociągach co pędzą wśród armatnich wrażeń,
Gdy wysokie miana ślą poliglotom.
Skamieniałe bandaże okaleczonych dróg,
Rozwydrzonych i skrytych ostentacyjnie myśli.
To wszystko, co w nas dzisiaj obudzić mógł duch,
Niechaj się nam teraz walecznie wyśni.
Spójrz na twardy stołek wielkiego Achillesa,
On wiadrami spuszczał łomot, co wciąż grzmi.
Brudna jest ta karczma ze smutnego przedmieścia,
Gdy w barbarzyńskie sidła los rzuca nam dni.
Walcz o czystą godność, o braterstwo staj,
Niech kajdany płaczące nie gaszą twych sił.
Słowa, co dziś sponiewierał ten podły kraj,
Zmień w oręż walki, byś dumnie w nim żył.
8. Dawid Motyka — Ślązackie
Ślązackie są te swoiste
Dyrmiduszki i chojraki,
To kaczeńce, kwiaty czyste,
Co nam dają się we znaki.
Nagły hyc i żywy ogień
To miłości skrupulatność.
Być i żyć, omijać trwogę —
Oto jest stoicka zacność.
9. Dawid Motyka — Cicha zmora
Serce białymi nićmi uszyte,
Jest już kochane i utulone.
Siłą tej woli w słowach wyryte,
Skrzydłami dumnie jest rozpostarte.
Otwiera się życia dar na tej ziemi,
Złocisty blask parzy jaskrawym okiem.
To gwiazda, która słońca nie zmieni,
Gdy mknie w lustrzane jestestwo z Bogiem.
Tęcza, co świeci niczym ta zorza,
Roztacza pieśń podniebnym blaskiem.
Unosi pragnienie z głębi bezdroża,
Gdy lato darzy nas swoim plonem.
Wiernie przynoszę garść złotego zboża
W zagajnik, który ma swój czysty rytm.
Gdzie we wrzosowisku lśni król z poroża,
A mgła spowija ten mistyczny byt.
10. Dawid Motyka — Odmienieni
Żyj tak, jak można, na sto procent,
Niech twe talenty w pełni wybuchną.
Dodaj do wielkich celów swą siłę,
A niech policzki radością puchną!
Żyj tak, by zyskać to, co jest dane,
Czyste staranie przyniesie plany.
Zmień stare nawyki na nowe cele,
Niechaj ku dobremu zmienia się wiele.
Żyj, ciągle ucząc się w swej dziedzinie,
Charakter wzrośnie i już nie minie.
Niewielu jest mędrców tak poskromionych,
Więc zmień swe myślenie, dołącz do lśniących!
Żyj zawsze dumnie, jak tylko najwyżej,
Jakby nauka była twą krwią.
Byś w odpowiedziach czuł siebie bliżej,
Trzymaj się zasad, co w tobie tkwią.
11. Dawid Motyka — Tyś moja jedyna!
Tyś moja, ty jesteś moja jedyna,
Ubrana w sukienki z płonących mórz.
Słońce lśni jasne jak wieczna dziecina,
Gdy cię poskramiam zapachem róż.
Najdroższa, jesteś mi tutaj wybrana,
Oddana miłości w ciszy i mgle.
Wierności mocą tak pięknie usłana,
Że pragnę dłonie przyłożyć ku tobie.
Chadzasz lekkimi, polnymi drogami,
Witasz w swym domu laureatów swych.
Dotykasz kłosów złotymi barwami,
Słowik swym śpiewem muska usta twych.
Wybrzmiewasz niczym ta pieśń w gęstym lesie,
Wplatasz bławatki we włosy swe.
Echo chmur białych wiatrem się niesie,
Ja świeże kwiaty w bukiety tnę.
Przyjdź i ukołysz swą rzewną naturę,
Dodaj otuchy do myśli swych.
Pszeniczne ziarna wiatr niesie nad chmurę,
Blask twego oka zanoszę do rąk twych.
Kochaj mnie, kochaj, noś na swych rękach,
Podnoś jaskrawym spojrzeniem swem.
W złocie i słońcu przed tobą klękam,
Tyś mą miłością, ja ciebie chcę.
12. Dawid Motyka — Ze słońca dniem
Ze słońca dniem zasłona nocy się zatrzasnęła,
Zapędza mnie w mroczne, głębokie wyobrażenie.
Nieludzka litera staje się, zawiedziona w sterach,
Wszystko się mieści w dialektu smutne milczenie.
Chylę dziś czoła przed tym wszystkim, co dokoła,
Co żadnym żądłem już nigdy mnie dotknąć nie może.
Bo prosząc o pomoc, nie stanę wśród podłych w koło,
Ja ciebie pragnę wspierać swym sercem i groszem.
Wydaje mi się, że można być wyżej i więcej,
Ulituj się nade mną, nim minie nasz wspólny czas.
Bo zaczynam wierzyć w swe siły coraz goręcej,
By wpleść w to życie czysty i jasny słońca blask.
13. Dawid Motyka — Zaludniona
Kraino zaludniona przez miłości wianuszki,
Przenikliwie zaplątanych, głębokich myśli.
Tyś wiernie w tłumie cicha i powściągliwa,
Błogą afirmacją niech ci się świat wyśni.
Stronniczo zaplątanych w uścisku dłoni,
Ciał w jedną Syrenę tak pięknie wyśnionych.
Z mórz i oceanów, z błękitnej skroni,
Rozkochujesz rytm w takt walca zmienionych.
Ty jesteś słodką wisienką na letnim drzewie,
Złotym pyłem dojrzałego, pełnego zboża.
Ty jesteś czystą wielkością w obfitym siewie,
Wybraną, świętą i Matką od Boga.
Ty jesteś białym, dojrzałym winogronem,
Ziarnem myśli, co bije z jasnych oczu twych.
Ty jesteś w trudzie i barwie zamyślona,
Z pięknych pejzażów i padołów mych.
14. Dawid Motyka — Mój cień
Mój cień dopada mnie w promieniach słońca,
Odbija smukłą twarz i mą posturę.
I tak wpatruję się w ten obraz bez końca,
Gdy księżyc srebrną rzuca nań jaskrawość.
A żywy blask, co mknie nad moim krokiem,
Zamyka ciemność swym miarowym wzrokiem.
W jasności dnia przed nim się nie schowamy,
On razem z słońcem spływa na nas zewsząd.
Z tym wiernym cieniem w taniec uderzamy,
Choć czasem chcemy uciec przed tą więzią.
Splątani z blaskiem, który w krąg się sączy,
Idziemy drogą, co nas z ziemią łączy.
Bo cień to druga, falująca twarz,
Co prym wciąż wiedzie przez dobę całą.
Gdy go nie chcesz, gdy schronienie masz,
Ukrywasz ciało za mężną ścianą.
Lecz ściana oraz najpotężniejsze drzewo
Też rodzą własny cień na prawo i lewo.
Bo słońce w poświatę ich trud zamienia,
A urok blasku ozdabia koronę.
Natura cienia, pełna tajemniczego milczenia,
Wprowadza magię w szarych dni zasłonę.
I tak ta postać podąża krok w krok ze mną,
Czyniąc piękniejszą każdą chwilę ciemną.
15. Dawid Motyka — Ma góro umiłowana
W stromych zboczach wzgórze światłami pięknie gra,
Snuje melodię, co wiecznym szlagierem trwa.
Każdy, kto dzisiaj na te szczyty przyjdzie,
Z wielką radością w sercu stąd wyjdzie.
Góra ta z tonów Mendelssohna jest stworzona,
Niechaj się wspina ten, w kim wiara niezłomna.
I zyska skrzydła, by fruwać bezpiecznie,
By na wyżyny wzbić się ostatecznie.
Góro wyniosła, tyś zawsze umiłowana,
Swoim natury darem mocno ukochana.
Wołaj do siebie przodków i rodaków,
Zbudź ze snu mędrców, kozaków i biedaków.
Bo po to stoję, muzyką odprężona,
By dawać wolność, sukcesu wciąż spragniona.
By odmieniać życie ludziom tylko swym,
Będę im śpiewać i grać na fortepianie mym.
16. Dawid Motyka — Ryzykanci
Pewni osiłkowie skaczą w górę jak kangury,
Zdobywając nocne, nieprzebyte mury.
Toż to są śmiałkowie wielce ekstremalni,
Co lubią ryzykować, wiedząc, że są łatwopalni.
Ten ze spadochronem ćwiczy bungy-jump,
Tamten zdobyć pragnie dumny szczyt Mont Blanc.
Żadne wielkie ryzyko dziś ich nie wystraszy,
Co drugi z nich chętnie nowy teren znaczy.
Ta mknie na rolkach, ten na desce trzeszczy,
Inny śmiało skacze prosto w jamy kleszczy.
Ten znów ciągnikiem bagna pokonuje,
A tamten w locie skok odważny próbuje.
Jakie to są wasze wielkie adrenaliny,
Gdy nie trzymacie się asekuracyjnej liny?
Odwaga w was drzemie i ryzyko pełne chwały,
Dlatego te postacie nie będą się bały.
Lecz gdy was dopadnie nagłe nieszczęście,
Bezpieczeństwo zniknie, ucieka bezwzględnie.
Musicie się za inną czynność w życiu zabrać,
By z dala od zatracenia sił i zdrowia nabrać.
Życie wam się przecież jeszcze nie znudziło,
Więc zacznijcie żyć bezpiecznie, pięknie i miło.
A nie jak na zwariowanych papierach nachalnie,
Bo zwyczajnie wcale nie oznacza trywialnie!
17. Dawid Motyka — PIS
Partia polskiej prawicy to Prawo i Sprawiedliwość,
Przykładem dla nas stoją, to nie jest żadna mściwość.
To konserwatyści z prawego powołania,
Piszę, byś wybrał ich dla mądrego przekonania.
Tworzą potrzebne reformy i wielkie zmiany w kraju,
By żyło się bezpieczniej w autobusie i tramwaju.
Dbają, by polskie marki w narodzie nie umarły,
By barwy naszej flagi blasku swego nie zatarły.
Idea tego polskiego i prawego rządzenia
To wspierać rodaka z nazwiska oraz imienia.
To dać społeczne programy i większe poparcia,
A sojusz z Ameryką to silny filar wsparcia.
Budują nowe drogi i wznoszą wielkie mosty,
To wynegocjowany i strategicznie szyk prosty.
Który silniejszym państwom stawia jasne warunki,
Nie to co liberałowie, czczący ulotne trunki.
Prawo i Sprawiedliwość to mężna jest zasługa,
Przebyta przez nich droga jest szlachetna i długa.
Dać im poparcie dzisiaj to wybrać wolną Polskę,
Karol Nawrocki upiecze dla kraju tłustą gąskę.
Bo zjednoczona musi być nasza cała prawica,
Z pradziadka ojca na syna, na kolejnego dziedzica.
Gdyż Polskę wreszcie zrobimy wspaniałą i lepszą,
Odbudujemy rolnictwo, kulturę i przyszłość całą.
Wybierz ten dumny naród i każdego Polaka,
I bogatego, i biednego w kraju rodaka.
Z tą partią, gdzie Bóg, Honor oraz rodzina,
Na lepsze zmieni się wkrótce każda dziedzina.
Zaufaj mi, bo dobrze wiem, co piszę i mówię,
Że to najlepsza partia i ja ją szczerze lubię.
Gdzie dobro wspólne jest dla nich zawsze najważniejsze,
A więzi z Europą staną się o wiele silniejsze.
Nie spychajmy ojczyzny do lewego koryta,
By Polska była w chwale i w wielkiej sile obyta.
Bo fundusze największe, z trudem wynegocjowane,
Zostaną przez opozycję bezmyślnie zmarnowane.
Na koniec powiem: PiS to polski w pełni rozwój,
Gdy lewa strona niesie chaos oraz rozbój.
Różnica między nimi jest jasna i widoczna,
A polska wiara w tradycję mocna i owocna.
Strzeż polskiej tradycji, wiary oraz miłości,
Prawdziwy patriotyzm nigdy się na to nie złości.
Jedność to nasza siła i wielka aglomeracja,
To tchnienie w Boskości i czysta narracja.
18. Dawid Motyka — Ze spoiwa
Krwi boskiej rzeszy, natręctwa wygnanie,
Przeistoczone oczy patrzą w wyrafinowanie.
Którędy iść do kościoła, którędy do nicości,
Którędy świat się rozchodzi w martwej skamieniałości?
Gdy grzmi piorunem na wartkim zakręcie,
Świat się przebudzi w nowe, waleczne zaklęcie.
Światło otacza wydmy swoimi pochodniami,
Karmiąc to drzewo natchnienia wiernymi służebnicami.
Wielki animusz w nicości powoli umiera,
Zapomina, czym jest ta zbereźna, kolejna hiena.
Zapomina, czym jest ten głupi, bezduszny łomot,
Gdy barwy szczęścia jednoczy potężny grzmot.
Warkot tych ulic i warkot podłego myślenia,
Ze spoiwa zabija tę siłę, tak bez niechcenia.
Ześlij mi, Panie, stan wielkiego ducha i Boga,
A ja już sam napocznę kolejnego wroga.
19. Dawid Motyka — Moje cudeńko
Moja harmonijka gra dziś dla ciebie,
Tyś słonkiem miłości na lazurowym niebie.
Moja maleńka, najśliczniej ukochana,
Śpiewaj mi i graj na fortepianie do rana.
Ty, moje najjaśniejsze, najsłodsze cudeńko,
Pieść mnie i unoś zwiewną sukienką.
Tyś moją królową anielskich, płomiennych zbóż,
Ja twoje serce otoczę pąkami najskrytszych róż.
Cudeńko, wybrzmiewaj w tym ciepłym poecie,
Niech pieśń nas połączy w miłosnym duecie.
Niech ptaki śpiewają u słonecznych drzwi,
Chcę z tobą zamieszkać, więc sercem ku mnie się pnij.
Przepiękne cudeńko, tyś jest najjaśniejsza,
Rozkoszna promieniem, od innych cieplejsza.
Niech gwiazdy spłyną do twoich kwiecistych stóp,
Bym wiecznie cię kochać i chronić mógł.
20. Dawid Motyka — Oby do przyjaciela
Chcę twej przyjaźni wszędzie, bez żadnej bojaźni,
Być wiernym przyjacielem w najtrudniejszej jaźni.
Chcę, aby twoja lojalność mnie nigdy nie sprzedała,
Tylko prawdziwa więź będzie wiecznie trwała.
Chcę, by przyjaciel nie oddał cię za bezcen,
By stał na straży prawdy, wolny od cłowych scen.
Chcę, byś szedł u jego boku z ufnością każdego dnia,
Gdy wspólny cel przed wami w pełnym słońcu lśni i trwa.
Chcę, by przyjaciel nie zamykał ci żadnego przejścia,
Lecz uczył cię radości i dzielnego podejścia.
Chcę, aby nigdy nie wbijał ci noża w plecy,
Działał zawsze gorliwie i mówił prosto do rzeczy.
Chcę, byś mógł zadzwonić do niego o czwartej nad ranem,
By dzielił się radością i pełnym życia dzbanem.
Bo przyjaciel to drzwi otwarte szerokim otworem,
On zawsze jest nam wsparciem i drugim napędu motorem.
Chcę, byś przy nim nigdy nie czuł się zagubiony,
Gdy milczysz lub gdy krzyczysz, przez świat niedoceniony.
Bo chcę, żebyś zawsze mógł liczyć tylko na niego
I traktował jak brata, jak kogoś najbliższego.
Chcę, by przyjaźń ta zawsze wiernie ci służyła,
A w mnogości wspólnych chwil czysta magia żyła.
Bo przyjaciel to nie tylko powiernik wyżalenia,
On trwa przy nas na dobre, bez cienia uprzedzenia.
21. Dawid Motyka — Doczekałem się
Tę zrzutkę każdemu z was dziś dedykuję,
Gdyż dobrym człowiekiem jesteś — dziękuję.
Za to, że w trudzie mi dłoń swą podałeś
I finansowo mnie tu wspierałeś.
Kto nie ma grosza, by pomóc mi dalej,
Niechaj udostępni, polubi to trwalej.
Nieliczni wszak widzą me skryte marzenia,
Dziękuję wam szczerze za dar wasz istnienia.
Nie wahaj się dłużej, wesprzyj mnie godnie,
Niech twoje serce zapłonie swobodnie.
Bo łaska to wielka szlachetnego zrzeszenia,
Gdy chwila wyczekała w toku lepszego myślenia.
Hojność wasza jest dzisiaj wielce najdroższa,
A wiara w drugiego człowieka wciąż młodsza.
Nieważne, ile masz w banku, w portfelu i lat,
Wiem, że dzięki wam odrabiam ten dawny strat.
I każdy nowo przybyły grosz zbliża do celu,
Czym większy, tym lepiej, gdy jest was tak wielu.
Złotówka do złotówki, jak mała kropla do morza,
I już wstaje dla mnie nowa, jasna zorza.
Dziękuję raz jeszcze za wszystko, przyjaciele,
Za serce, za pomoc i chleb z hasłem: „dzielę”.
Niech każdy grosz oddany spełni wasze pragnienia,
Jesteście wielcy, wolni od skąpstwa cienia!
22. Dawid Motyka — Sfera niczym sfora niebiańska
I
Niewypowiedziane dawno słowa,
Ukrytych argumentów i atramentu tok.
Gdy ludzka dłoń do czynu jest gotowa,
Prawda rozjaśnia każdy mroczny krok.
To czas pojednanych w chwale tablic,
W wielkiej reformie serc wywyższonych.
I płomiennych, czystych, mądrych mównic,
Z najtwardszych diamentów uczynionych.
Pnij się prężnie, ukochana Polsko,
Zjednocz rozproszone dzieci swoje.
Tyś jest jasną, Bożą Opatrznością,
Co uciszy najtrudniejsze boje.
Słuchaj głosu, który z głębi woła,
Przekuj twardy los w zwycięstwa znaki.
Nowy dzień potęgą błyśnie wkoło,
Gdy w wolności wzniosą się rodacy.
Za to wszystko odmówmy modlitwę,
By tętniło w nas życie dobitne.
Niechaj prawda każdemu posłuży,
Żaden dzień się już nigdy nie znuży.
Mamy w kraju potężną prawicę,
Co w sercach tłumu rzuca kotwicę.
I gdy los będzie znów niełaskawy,
A powszedni pochód szary, mrawy,
Dołącz śmiało do jasnej ludzkości,
Gdzie braterstwo wypływa aż z kości.
Nikt nie zdołał ocalić tak wielu,
W czystym świetle, bez pychy i kleru.
To jest światło naszej tożsamości,
Odrodzenia i wielkiej wdzięczności.
Przyjdź, o Polsko, silna, zjednoczona,
W swej historii godnie naznaczona.
Przyjdź i wynieś tę dziejową chwałę,
To stąd iskrę wolności dostałem.
Ona cuda przed nami objawi,
I nasz naród na wieczność naprawi.
II
Plugawy wróg już więcej nie iskrzy,
Nie szuka słabości w naszym ciele.
Choć w kącie bezsilny malkontent piszczy,
Naród się podnieść może w niedzielę.
Bo z grobów jak dawni zmarli powstali
Ci, których się winni tak bardzo bali.
Nie będzie już dążeń do podłej grabieży,
Po krwawych wojnach nikt w to nie wierzy.
A jednak chwała będzie wywyższona,
A wroga zuchwałość wnet onieśmielona.
Bo kat to jest podły i zimny morderca,
Co ostrzem nienawiści w serce się wwierca.
On drwi po kryjomu z cudzego skonu,
Daleki od prawdy i Bożego tronu.
Lecz dziś dla nas drzwi są na oścież otwarte,
Jak wtedy, gdy światem trząsł Bonaparte.
Czy dzięki nowemu prawicy przywódcy
Będziemy mieć lepiej, silniejsi i ludzcy?
By tak się stało, porzućmy już waśnie,
Niech głośny krzyk dumy w narodzie nie gaśnie.
Nie piej jak kogut do kury bez celu,
Lecz działaj dla kraju, mój przyjacielu.
I pnij nas ku szczytom, ku wolnej kulturze,
Zostawmy to, co małe, spoglądajmy w górę!
III
I słone poty czoło moje zalewają,
Gdy łzę ostatnią mocni ludzie dobywają.
Bo to jest droga długich lat wielkiego zmieniania,
Pośród cierpienia, trudu i mężnego dotrwania.
To nie są tylko Smoleńska dawne upodliny,
Gdy w prostocie serca zajadałem maliny.
One mi dały wtedy mnóstwo czułości,
A tobie przyniosły dar sprawiedliwości.
I gdy głuchy los mnie boleśnie sponiewierał,
Świat cały w zachwycie nad Polską się wydzierał.
Z tego kraju wszak niejedna święta iskra wyszła,
Intronizacja, PiS, Duda, Nawrocki — ta przyszłość nam bliższa.
Trzeba nam śmiało opanować unijne stery,
To stąd świat się szerzy, buduje nowe litery.
Aż po najdalszy ląd i ziemię Aborygenów,
Gdzie Ameryka, Rosja i Chiny budzą moc genów.
I choć dym jeszcze po mnie dzisiaj ujrzałeś,
To nie są zgliszcza, lecz świat, który sam obrałeś.
Tak bardzo go w swoich pieśniach wywyższyłem,
To przed twoim majestatem czoło swe schyliłem.
Moje dążenie, by was wznosić coraz wyżej,
To pielęgnowanie tradycji, by być Boga bliżej.
Tego, co czysto polskie — czyli dawnego ciebie,
A teraz was wszystkich pod wspólnym dachem na niebie.
Ja połączyłem dziś postać Mesjasza z Polską,
Tam, w Ziemi Świętej, gdzie narodził się Syn Maryi.
By dać narodowi potęgę i siłę niebiańską,
Czy poczułeś tę świętość w głębi swojej szyi?
Czy zrozumiałeś wreszcie, że potęga nasza
To ta wolna, suwerenna Ojczyzna wasza?
A Rzym temu wszystkiemu dumnie przewodniczył,
Aż sam papież przed Bogiem wiernych swych odliczył.
23. Dawid Motyka — Miłości daj
Gdzieś nieopodal mojej własnej duszy,
Moje cielesne serce słońcem się wzruszy.
Kocha się czule i niemiłosiernie,
A ja ten zachwyt witam zawsze wiernie.
Tchnij we mnie życie, mój aniele z nieba,
Niech błogostanu dotknę, ile trzeba.
Niech odkupienie wplecione w me dni,
Przyniesie spokój, o którym serce śni.
Bo ten miły stan raczkuje u Boga,
Jak małe dziecko, dla którego droga
Nie jest mielizną, lecz jasnym istnieniem,
A ja ten świat wyśnię z pełnym zachwyceniem.
24. Dawid Motyka — Przegryźć trzeba
O Boże, czemu tak się z rana czuję,
Że mętny chłam w swej głowie znowu snuję?
Dlaczego nosi mną na każdą stronę,
Jakbym po lekach zmysły miał zamglone?
Mój Boże, czemu nie ma Cię tu blisko?
Skleić bym chciał to pęknięte wszystko.
Bo czuję się jak po ciężkiej walce,
Padnięty w biegu, stojący na palce.
Mój Boże, czemu siły mi odebrałeś?
Dlaczego dzisiaj właśnie tak bardzo chciałeś?
Dlaczego gorzko ta herbata mi smakuje,
Choć pić ją trzeba, gdy organizm szwankuje?
Skąd wziąć wigoru, skąd zaczerpnąć miłości,
By zyskać trochę porannej zaradczości?
Spokój poranka znów mnie nagle zawiódł,
Jak znaleźć cud, co w piękno by mnie przywiódł?
Lecz dobrze wiem, czego mi teraz trzeba:
Czekolady, kawy i słodkiego chleba!
To mnie pobudzi do życia i działania,
Do świata wokół na lepsze odmieniania.
Gdyż potrzebuję żywego wigoru,
By nie było w sercu nieludzkiego sporu.
Trzeba nowy dzień przywitać jak łyk wody,
I na zawołanie wracają siły i uroda.
25. Dawid Motyka — Dary nieba
Przez żołądek dotrzeć można do ludzkiego serca,
To sprawdzona prawda, która smutki uśmierca.
Gdy podniebienie słodki smak z zachwytem bada,
Ciało do błogiego wypoczynku chętnie siada.
Dobre, puszyste ciasto i aksamitny krem
Potrafią wygoić nawet najgorszy zły sen.
Trzeba po prostu wrzucić coś na podniebienie,
By w czystą słodkość poczuć nagłe przemienienie.
Daj mi dziś życia, daj powszedniego chleba,
Niech oliwne gałązki rosną nam do nieba.
Są niczym grudniowe święto i Mikołaje,
Od których od razu lepszy dzień nastaje.
Do ciepłego dania trzeba jeszcze napoju,
Co przyniesie chwile wytchnienia i spokoju.
Kawa, herbata czy młodzieńczy, świeży sok
Odnaleźć pozwolą dla trosk bezpieczny bok.
Bo do żołądka trafia się dobrym pokarmem,
Z czystością dziecka chętnie to sercem ogarnę.
To jak okład na ranę, jak obiecany ląd,
Bo całe ludzkie życie tętni właśnie stąd.
I z bliskiego łona przychodzi nagle ona,
Ta, która nakarmiła, miłością natchniona.
Serce otuliła i twarz czule obmyła,
Z drzewa życia obfitość wielką nam wybiła.
Naznaczona dobrem, gdy karmi nas, śpiewa,
Jej obecność wszystkie niepokoje rozwiewa.
Ona doskonale wie i tajemnicę zna,
Jak miłością nakarmić, by radość w nas trwała.
26. Dawid Motyka — Z błękitnych snów
Błękitna więź tworzy błękitne sny,
A moje serce mówi, że to będziesz ty.
Ścieżka usłana różami i liliami lśni,
Przez najpiękniejsze, kolorowe dni.
Wąchaj te płatki, chłoń ich słodką woń,
Królewno moja, wyciągnij swą dłoń.
Ty chciej te dary pięknie ukoronować,
A potem ich słodycz bez końca smakować.
Otaczaj wszystko swą czystą miłością,
Namiętną, a zarazem pełną powściągliwości.
I daruj uśmiechów na świecie jak najwięcej,
Ja różami ścielę ci łóżko goręcej.
Byś przyszła do mnie lekko, na bosaka,
Daję ci dzisiaj jasny znak mojego ptaka.
Bo to jest droga, którą przyjąć trzeba,
Wiodąca prosto do samego nieba.
Jesteś jak najsłodszy krem w bombonierce,
Sukienką i wdziękiem radujesz me serce.
By twoje ciało czuło się dziś lżej,
Ciepło w swych dłoniach na zawsze miej.
27. Dawid Motyka — W dzień św. Walentego
To właśnie w piękny dzień świętego Walentego
Przesyłam mnóstwo miłości, moja kochana, dlatego,
Że to jest święto wszystkich szczerze zakochanych,
Uścisków pełne i uczuć głośno wyznawanych.
To jest rozkoszne i czułe serc zaprzysiężenie,
Gdy bliska osoba przynosi ci ukojenie.
Nie pytaj, skąd w obfitości te kwiaty się wzięły,
I czemu płatki róż herbatę czerwoną zajęły.
W ten wyjątkowy dzień wszystko się na plus zmienia,
Bo czternasty lutego to czas wielkiego wzruszenia.
Twój wierny stróż już czeka i dobrze wie, dlaczego
Chce kochać mocno gestem serca dorodnego.
To już ostatnie do wspólnych chwil odliczanie,
Niech wielka, piękna miłość dzisiaj się stanie.
Masz już właściwie wszystko, brak tylko adoratora —
Oto on, czuły, stateczny, nadeszła już pora!
Od teraz pragnie być wyłącznie dla ciebie,
Twój zakochany na lazurowym niebie.
On pokaże się dzisiaj z daru najlepszego,
W czułości jak złoto, z blasku dnia gwiezdnego.
A morał z tego wiersza płynie bardzo prosty:
Niech ten dzień wznosi ku miłości mosty!
28. Dawid Motyka — W rytmie sieci
Wędrowałem po świecie niczym biała łuna,
Wydawało mi się, że to samotność znużona.
Gdy nagle zaskoczył mnie potężny tłum morza,
To jasne pnięcie w górę nieba — moja zorza.
Od czystych wód oceanu i leśnych malin,
O moją wielką radość rzewnie się dopominali.
Był to wiatr niezwykle miły i powściągliwy,
Jak koloryt nieba, błogi oraz jasno miły.
Złote chmury przesuwały się dumnie,
Po horyzoncie niczym karawana na pustyni.
Wiatr pustelniczy okalał mnie ciepłym piaskiem,
By darować chwile wytchnienia swoim blaskiem.
Błogie słońce podpatrywało ten ląd suchy,
Czy to będzie twardy kamień, czy owoc głuchy?
Czy narodzi się cud czystej anielskości,
Co wznosi słodki miód w stronę samej Boskości?
Bo gdy leżę samotny na swoim tapczanie,
Nosi mnie w głębi duszy nagłe urąganie.
To drobna szczypta soli i barwnego makijażu,
Które nie schodzą z pamięci bez głębokiego urazu.
Więc darz mnie swoim poetyckim animuszem,
Gdy staję się dla ciebie złotym, żywym buszem.
Darz mnie w rytm piękna, serca powściągliwego,
Darem wielkim, braterskim i wielce wspomnożonego.
I jeszcze to kwiecie pachnie mocno w mym poecie,
Dotykiem czułych rąk siłę jego ciągle mierzę.
Bo rodzi to stan wiecznego, jasnego pejzażu,
Który mam na swoim maju, w zanadrzu i w raju.
Ten młody pąk, co wznosi się ponad te góry,
Pnie się niczym latorośl pod niebieskie chmury.
Pnie się śmiało do raju tego umiłowanego,
Gdzie cud życia proroków strzeże bohatera czułego.
Bo choć oszpecony smucę się, uciemiężony,
Zawsze brnę do pałacu, cichy i poskromiony.
Wiarą w swą męskość na nowo dziś odmieniony,
Wszystko, co piszę, jest moim wielkim wspomożeniem,
Darem żywej wiary i szczodrym, jasnym myśleniem.
29. Dawid Motyka — Kaligrafem
Czym mam okraszać cię w swoim świecie?
Jesteś przecież tak bliski i bardzo czcigodny.
Jak wiatr, co chwiejnym pąkiem majowym się niesie,
Gdy zbyt krótki jest czas na te letnie wygody.
Czasem mgnienie oka w sercu złotem błyszczy,
Lub chowa piękne lico w cieniu koniunktury.
Wszystko, co zanadto, własne piękno niszczy
Przez przypadkowość albo zmienny grymas natury.
Nie będzie jednak usychać w nagłym zwątpieniu
Twe ukochane lato i twe chmury czyste.
Wygoją rany, nie zginiesz w roju cieniu,
Gdy odnajdziesz wokoło prawdy oczywiste.
Żyj więc bez lęku wobec mroku wiecznego,
Póki dłonie nasze splatają się ze sobą.
Będziesz trwał bezpiecznie w głębi serca mego,
A ja na zawsze podążę za tobą.
30. Dawid Motyka — W moim raju
W tym urokliwym, słowikowym świecie,
Świat się zanosi pieśnią ku poecie.
W pięknym duecie łączy serca dwa,
Gdy w tej symfonii czułe dłonie ma.
Z tym małym, kruchym i jasnym pisklęciem,
Głos mój mknie ku tobie z miłym uniesieniem.
Cichy zagajnik czystą pieśń nam gra,
Muzykę, którą każdy z nas już zna.
W tym tak cudownym, złotym, jasnym maju,
Rodzą się kwitnące ogrody w tym raju.
Niosą z uśmiechem ziarno przyszłych dni,
A wielka radość w każdym sercu tli.
W tym tradycyjnym chruśniaku malinowym,
Słońce śle blask miłośnikom nowym.
Tutaj uczucia w cieple dogrzewają,
Swoją szczęśliwą przyszłość już poznają.
Świat jest dokoła pięknie odmłodzony,
W stronę zwierząt oraz małych dzieci jest zwrócony.
Biegają boso ciepłym, jasnym latem,
Bo mocno kochają się z mamą i tatą.
W letnim ogrodzie, pośród jasnych drzew,
Słodkich owoców zjadamy obfity siew.
Rosną porzeczki i dojrzałe agresty,
Zjadamy arbuzy, pijąc nektar bez przerwy.
W tym kolorowym, pełnym słońca świcie,
Każdy ma powód, by kochać swe życie.
Nosi się wokół czas błogiego odpoczynku,
Turkusem lśni wianek, mój drogi rodzynku.
Gra ta melodia radosna po obiedzie,
Niech wielka miłość drogą prawdy wiedzie.
Nasze noce oraz jasne dnie,
Są zaplecione w najpiękniejszym śnie.
31. Dawid Motyka — Zdobywając
Zdobytym sercem mój świat twoim się staje,
To wyciszony los z górnolotnym obyczajem.
Nie chciało się mieścić w ramach twego istnienia
To wszystko, co płynie z dawnego zranienia.
Więc przyjdź i ostudź we mnie lęki złe,
Niech w tobie moje serce bezpiecznie pnie.
32. Dawid Motyka — Podliczone dni
Nie warto się mścić za nieludzkie grzechy,
Wolność to słuszność, dar złotej orzechy.
Bo Polska kwitnie w twym dumnym zwyczaju,
Jak nowy rodak, co rodzi się w raju.
Kwitnij dlatego i wiśnie rwij z drzewa,
Niech podły podstęp nikogo nie zwodzi.
Bo odstraszysz człowieka, co czeka i śpiewa,
Który na twoje zbawienie przychodzi.
Wejrzyj w głąb siebie, ujrzyj ponad miary,
Zanim porwą cię lata i staniesz się stary.
Ujrzyj w swej młodości swe dłonie i skronie,
Niech kraj nasz miłością najwyraźniej płonie.
33. Dawid Motyka — Wybaczenie
Wybaczam ci, że bywasz tak bezradny w świecie,
Choć rozum masz zdrowy, sił brakuje w necie.
Wybaczam ci każde dawne okaleczenie,
Przynieś mi tylko nowe, jasne przemyślenie.
Niech świat przed nami stanie otworem,
A młoda siła będzie ludzkim motorem.
My będziemy wiecznie wspólnie się starali,
By rolnicy i robotnicy nigdy nie byli mali.
34. Dawid Motyka — Dokąd zmierzasz
Dokąd zmierzasz, gdy świat tak zbrudzony,
Niechcianą krwią ciągle jest kropiony?
Dokąd zmierzasz, gdy podli rzemieślnicy
Prowadzą ludzkość prosto do kostnicy?
Dokąd zmierzasz, zagubiony człowieku mały?
Przed kim ty stajesz, tak bardzo zuchwały?
W kogo ty mierzysz i za jakie grzechy?
Gdy wokół płacz, tobie drwiące śmiechy.
Więc idź przed siebie i już nie narzekaj,
Z niczym, co pilne, na jutro nie zwlekaj.
Sięgaj po szczęście jak po jabłko z sadu,
Abyś w swym życiu zaznał wielkiego ładu.
35. Dawid Motyka — Piękny dzień, a ja budzę się
Odpłynie seledynowy i purpurowy wiatr,
W poezji żywej od morza aż do złotych Tatr.
Odpłynie dzika, naga morskiej tafli fala,
To ona smutne łzy swobodnie nam oddala.
Więc chodź, kochanie, i na zawsze rozchmurz się,
Niech jasne słońce rozweseli nasze dnie.
Niech czuły świat ukołysze wielkie sny,
Te moje i te twoje, co nosimy ja i ty.
Bo z pięknej, czystej, naturalnej rozrodczości,
Kwieciem i blaskiem ściele cud żywej Boskości.
On chce obdarować lekkimi motylami cię,