E-book
15.75
drukowana A5
51.49
Moja droga życia VIII

Bezpłatny fragment - Moja droga życia VIII

Witaj wiosno


Objętość:
206 str.
ISBN:
978-83-8440-978-7
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 51.49

1. Dawid Motyka — zawistny człowiek

zawistny człowiek zawsze coś psuje

choć nasza godność swe życie buduje

zawistny człowiek wspiera jedynie zło

tylko ta podłość kocha zwyrodniale go


zawistny człowiek nie wie co to ból

co to cierpienia kujący od pszczół ul

tylko wymachuje swą szpadą po trochę

do niego dotrzeć to jak o ścianę grochem


zawistny człowiek to same porażki

on twierdzi, że to jedynie igraszki

zawistny człowiek nie wie co to zgubna mgła

on na nią patrzy jakby szła jego ćma


zawistny człowiek nie chce nas koić

nie chce miło szeptać nie chce ran goić

on tylko uszczypliwość ma za swoje cudo

bo sobie rzeknie pod nosem ty moja nudo


zawistnemu człowiekowi trzeba zwrócić uwagę

my rezolutni i powściągliwi damy mu radę

zawistny człowiek musi dać sobie spokój

gdyż my tylko siejemy dobro i pokój


zawistny człowieku przestań już gnębić

zacznij nasze poczynania po prostu wielbić

zmień tok myślenia i przyzwyczajenie

powiedź do siebie w końcu się zmienię


i tym sposobem zawistny człowiek już jest lepszy

zaczyna myśleć mówić nie pieprzyć

nie chce już wkurzać i nas zagnębiać

powoli razem i z nim zaczynamy się odprężać

2. Dawid Motyka — Dżentelmen

Dżentelmen to człowiek z klasą

nosi się z lepszą jakby ludzką rasą

jest szlachetny stoicki czcigodny

zawsze jak nowość taki świeży, modny


Dżentelmen to siła charakteru

mocna idea jedynie niewielu

to majstersztyk swojskiego ideału

który pnie się do sedna zawsze skrupulatnie,

pomału


Dżentelmen to wielka postać

chodzi jak Paf, który chce mistrzem zostać

nigdy nie łudzi się w przekonaniu

a zawsze zaś sprawdza się w swym rozeznaniu


Dżentelmen ty siło dostojna

mocny jak drzewo i wielkość ta głodna

ty zawsze chcesz kroczyć do swego celu zasłużenie

tylko najlepszym obierasz swe dowodzenie

Dżentelmenie

jesteś uprzejmy i nienagannie wychowany

przypominasz geny swojej z klasą mamy

jesteś honorowy i posiadasz dobre maniery

w rękach trzymasz zawsze te statków stery

Dżentelmenie

ty zawsze wiesz jak się w towarzystwie zachować

umiesz wszystkie krzywe sprawy sprostować

łączysz styl z etykietą i troską o relacje

ty zawsze, ale to zawsze masz swoją rację

3. Dawid Motyka — Polsko nasza!

Polsko nasza tyś braterska i szlachetna

w swojej trosce jesteś taka świetna, dla nas wierna

tobie flagę wyżej sprawiedliwą unosimy

Polską godność miarą pracowitości uświęcimy


piękna Polska tyś niezwyciężona

dla niepodległości jesteś w świecie wyniesiona

za Boga Honor i naszą dojrzałą Ojczyznę

tyś na wieki wyleczyła z ran swoją zaborczą bliznę


Polsko ty bądź zawsze aby nasza

każdy Polak Polaka i nie tylko do ciebie tu zaprasza

bo ty chwałę nosisz wielką suwerenną w sobie

my wierzymy w ciebie nadal w duszy głowie


Polsko nasza ty płomieniu danym chleba

ciebie wolnej i czułej nam w świecie potrzeba

wielkich cnót i ideałów dla wdzięczności

niech patriotyzm jak orzełek się na sercu nosi


Polacy wznieśmy w górę serca aby w górę dłonie

niech ta rzeczypospolita ciągle teraz płonie

od miłości dla twego Bałtyckiego pokrzepienia

blask twój nosi się dla górskiego to stworzenia


wielki Polaku co życie tu dostałeś

Polskiego honoru jak wody w dzbanku nabierałeś

oddaj cześć i pokłon swej Ojczyźnie

niech tak po Bożemu najwłaściwiej teraz błyśnie


bo Polsko jesteś już wolna i szczęśliwa

od lat wysokich lotów jak Orła cień właściwa

wspieraj swego rodaka jak rodzinę

umacniaj nie tylko miasta ale i Polską gminę

4. Dawid Motyka — baletnicą

miłość, czy ty dobrzejesz

czy ty sercem swym otulasz i czułość siejesz

miłość czy ty kochasz za swe ideały

które wierną ręką tobie życie awangardy dały

miłość czy ty się nie złościsz

gdy siły namiętnej nie odczujesz bo drżysz z podłości

miłość

czy ty blaskiem księżyca zakrywasz swe schody

które prowadzą cię do swej wygody


miłości ty piękniejesz i jaśniejesz

nad ponętność urokiem wiejesz

niczym halny na zakręcie

pcha do ciebie wszędzie


bo rozterek widać kilka

gdy miłości nie da moja Lilka

która kochając wzór wyznacza

dla mnie pisarza i śpiewacza


Lilianko, tyś miłością mą

z zbawiennością swą

tyś dobrobytem i karą

mlecznym żaglem duszą wiecznie starą

ty wspominasz apostrofy i wierności

co szczekały dla wartości

one rządzą swoją kwiczą

niech nas serca dziś podliczą

5. Dawid Motyka — żyła złota

gdy za życia studzi się nam prowincji żar

pójdźmy na przód opróżnić swój biegły bar

on na pewno skrywa coś pospolitego

jak na mój gust to coś nadzwyczaj dostojnego


chwyćmy za te trunki poczęstunki

niech nam wybrzmiewają a te wszystkie gitar strunki

będzie uczta jako słodka dziś zabawa

bo to moja radosna aby wola, proszę brawa


jeszcze tylko jedno ziarno swej miłości

a skosztuję też to winko które mi tu się nie złości

będę likier rurką spijał zaś powoli

niby ja miastowy a podmakam jak z wiejskiej roli


zacznę whisky teraz swe próbować

potem zacznę kota swego a malować

aż zobaczę czy jest znów płochliwy

toż to może strzał do brzuszka słodko miły


gdy zabraknie mi swojskiego oleju

doleję do kieliszka wielebnego kleju

to jest mój napój mocno wystrzałowy

zatem pędzi jak rakieta do mej głowy


na zakończenie spróbuję mocnej wódki

czy na myszy łapie aby z trutki

czy zadziała moc ta gorzko a zbawienna

kieliszka przecież wymowa jest taka wierna


czy i ty masz ochotę na jednego?

poleję ci więc mój kolego

aby na nóżeczkę prawą się dogadać

czy do tego wszystkiego rybkę

można już do ust aby wkładać


i zjadamy śledzia błękitnego

rudy napój mi tu spojrzeć dla dna morskiego

lej po brzegi zacny panie

niech ta łódka nam na baczność stanie

6. Dawid Motyka — wernisażem

pornografia nigdy nie umarła

leciwym psem poganiam teraz to

błazeńska myśl jest powściągliwie marna

ja nadaremnie w przyrodzie szukam dno


nie jeden raz już cierpiał człowiek

słomiany zapał rozmieniał w trupa go

w tą myśl co zbudził ponętny orzeł

złodziejów i krnąbrnych budzi warkot armat sto


czasami słowa nie są obłędne

zegar nicości stawia czoło swe

wielkimi snami ciążą rude zwiędłe

a ja rękami mocno wszystko gnę


bardzo mi siedzi to na kości

że władza myśli o mnie ciągle źle

gdy wszystko pada się w żar nicości

głodnymi ramion ja ciebie nadal chce

7. Dawid Motyka — Hola swawola

niegodziwe westchnienia zakutych zdarzeń

i przeszytych Eastwoodami górnych to lotami

tych podniebnych pociągów co z armatnich zdarzeń

wysokie to mianowniki ślą poliglotami


skamieniałe bandaże okaleczonych chodników

i rozwydrzonych niechcianych ostentacyjnie myśli

to co tylko w nas dziś się zabrzmiało

niech się to nam teraz a walecznie wyśni


patrz na stołek Achillesa

on wiadrami spuszczał łomot co to teraz grzmi

brudne te karczmy są z przedmieścia

a ja ci w barbarzyńsko sidła wrzucam, więc ty mi ryby ślij


walcz o godność i braterstwo

niech kajdany zapłakane spłaszczą obraz twój

toż to słowa te co dziś są sponiewierane

niech arbitrażowo pokaleczą siebie aby w wstrętny gnój

8. Dawid Motyka — ślązackie

ślązackie są swoiste

dyrmiduszki i chojraki

to kaczeńce miłe przyszłe

daje się we znaki


hypc i ogień

to miłości skrupulatność

być i żyć

to stoicka zacność

9. Dawid Motyka — cicha zmora

serce białymi nićmi szyte

jest już kochane i skulone

siłą woli słowem wryte

skrzydłami mocno jest rozpiętrzone


otwiera się życia dar na ziemi

złocisty blask parzy swym jaskrawym okiem

to gwiazda która słońca dziś nie zmieni

przeistacza się w lustrzane jestestwo z Bogiem


tęcza która świeci niczym zorza polarna na niebie

roztacza pieśń podniebnymi to świecidełkami

archaicznie unosi się pragnieniem w takt ku siebie

ukochuje letnimi to zasiewami


wiernie przynoszę garści zboża

w zagajnik który odbierany jako swój platoniczny rytm

we wrzosowisku świeci zaś Królewie z poroża

dociera płaszcz do otchłani tworząc demagogiczny byt

10. Dawid Motyka — odmienieni

żyj jak to możliwe na sto procent

niech twe możliwości się uwypuklą

dodaj wielkość do wielkości

a policzki z pary niechaj życiem puchną


żyj tak aby wykorzystać to co mamy

ta siła doskonałości dołoży kolejne gramy

to nasze niechaj są przyzwyczajenia

wedle nich ku lepszemu niech się nam zmienia


żyj ucząc się w każdej dziedzinie

siła charakteru urośnie i nigdy nie minie

tak bogatych jest nie wielu ale poskromionych

tym sposobem zmień w sobie myślenie bądź dla olśnionych


żyj jak tylko się da najwyżej

jakbyś naukę miał za swoją krew

abyś ciągle miewał w odpowiedzi siebie bliżej

trzymaj się tej pracy nad sobą jak najstarszych drzew

11. Dawid Motyka — tyś moja jedyna!

tyś moja ty jesteś moja jedyna

ubrana w sukienki płonących mórz

słoneczko dziś świeci jak tęcza wieczna dziecina

zapachem poskramiam cię z rozkosznych róż


najdrożej jesteś mi tutaj wybrana

oddana w miłości czule bądź w ciszy swej

tak dobrze w swym życiu w moc wierności poukładana

że chcę ja przyłożyć dłonie do spódniczki twej


łatwymi tu chadzasz polnymi drogami

zapraszasz do domu wybranych laureatów swych

dotykasz zboża aksamitnymi barw brzegami

nanosisz kwiatostan co Słowik dotyka ust twych


wybrzmiewasz jak piosnka po rzewnym lesie

kładziesz Bławatkiem w motylach te włosy swe

chmur białych echo się dźwięcznie tu niesie

ja kwiaty na łąkach tobie w bukiety tnę


przyjdź i ukołysz swą smutną naturę

dodawaj otuchy zamiarów właściwych swych

pszenicznych ziaren wiatr siłą poniesie kapturem

dotykiem oczu z tych blasku zanoszę do rąk twych


kochaj mnie kochaj i noś nad czarujących rękach

podnoś jaskrawym spojrzeniem swem

bo w złoto się tobie ja tudzież klękam

tyś mą miłością ja w ciebie wierzę i ciebie chcę

12. Dawid Motyka — z słońca dniem

z słońca dniem pończocha się mocno zatrzasnęła

zapędza mnie w nocne wyimaginowanie

nieludzka litera się staje zawiedziona w sterach

wszystko się mieści w dialektu politowanie


chylę czoła teraz temu wszystkiemu

co aby nigdy mnie złapać żądło nie może

bo prosząc nie będę z wzgardzonymi z wielu

ja ciebie jedynie wspierać chcę miłym groszem


wydaje mi się, że można być więcej i wyżej

ulituj się nade mną aby już na czas

bo ja zaczynam w siebie wierzyć w to coraz bliżej i bliżej

dokładać do tego wszystkiego aż słońca blask

13. Dawid Motyka — zaludniona

kraino zaludniona połączonych miłością wianuszków

przenikliwie zaplątanych myśli

tyś wiernie w tłumie powściągliwa

błogą afirmacją ci się świat wyśni


stronniczo zaplątanych dłoni

ciał w jedną Syrenę kąśliwie wyśnionych

z mórz i oceanów z błękitnej skroni

rozkochujesz swój rytm w takt walca zmienionych


ty jesteś wisienką na letnim drzewie

złotym pyłem zapłodnionego zboża

ty jesteś wielkością arbitrażu w nośnym siewie

Maryją wyczekaną Boża


ty jesteś białym wytrawnym winogronem

ziarnem myśli nawilżając z oczu twych

ty jesteś w trudzie barwy zamyślona

z pejzażów i padołów podniebnych mych

14. Dawid Motyka — mój cień

mój cień dopada mnie, gdy patrzy na mnie dużym promieniem słońca

odbija moją smukłą twarz, posturę, gdyż ja widzę ją tak bez końca

gdy księżyc zapada się swym urokliwie srebrzystym wzrokiem

żywy blask zbliża się do cienia wielkim marmurowym krokiem


w jasności nie uciekniemy nigdy nigdzie w ciemny kąt

on z blaskiem słońca zapada się zawsze w nas zewsząd

z cieniem możemy jedynie rytm swawolny zatańczyć

a jak to z spojrzeniem światła będziemy go niechlubnie niańczyć


bo cień to jest jakby nasza druga falująca twarz

co prym nadal wiedzie, dwadzieścia cztery na dobę, aby cały czas

i gdy cienia nam już właściwie nigdzie nie potrzeba

chowamy się za ścianę, albo za kawałkiem mężnego drzewa


lecz drzewo to i ściana też go jakby posiada

swą ozdobą siłą blasku się mu w poświatę aby trudem nada

bo cień ma swoją własną żywą kapturzoną naturę

która dodaje uroku w ciemną aury szarości posturę

15. Dawid Motyka — ma góro umiłowana

w stromych zboczach wzgórze światełkowo gra

swą melodię, którą zawsze w szlagier trwa

każdy kto tutaj do tej góry przyjdzie

radość wielka z niego tudzież aby wyjdzie


góra ta jest stworzona z płomiennego Mendelsona

niech się tu ktoś wyspina a wiarę swą dokona

i dostanie wielkich skrzydeł aby fruwać wiecznie

skrzydła które zaniosą na wyżyny tak niesprzecznie


góro uciemiężona tyś jest zawsze umiłowana

swoim darem dźwięków jesteś mocno ukochana

wołaj do siebie wszystkich swoich przodków i rodaków

niechaj budzi się ze snu nawet i kozaków i biedaków


bo po to ja jestem góra ta ciągle muzyką odprężona

abym wolno zawsze prężnie i sukcesu była tak spragniona

aby zmienić życie ludziom tylko aby swym

będę lepiej śpiewać, grać na fortepianie aby mym

16. Dawid Motyka — ryzykanci

pewni osiłkowie skaczą w górę jak kangury

zdobywając nocne wstrzemięźliwie mury

toż to są śmiałkowie ekstremalni

którzy lubią ryzykować rozumiejąc, że są łatwopalni

ten spadochron ten skok na jump

a ten wspina się na Mont Blanc

żadne ryzyko ich nie straszy

co drugi to nowy teren znaczy

ta na rolkach ten na desce

ten łubu da skacze w jamy kleszcze

a ten ciągnikiem serpentyny, bagna pokonuje

zaś ten drugi do góry nogami skok próbuje

jakie to są wasze adrenaliny

co nie trzymacie się żadnej asekuracyjnej liny

odwaga w was wielka i ryzyko pełnej chwały

dlatego żadne postacie się nie będą tu bały

lecz gdy was dopadnie wielkie nieszczęście

bezpieczeństwo przestanie działać wiecznie

musicie się za inną czynność w życiu zabrać

aby więcej podniecenia nie było zdrowia nabrać

życie się wam przecież nie znudziło

więc zacznij żyć normalnie, miło

a nie jak na zwariowanych papierach nachalnie

czyż zwyczajnie znaczy być bezpiecznie

czyli najprawdziwiej w świecie grzecznie

a nie trywialnie!

17. Dawid Motyka — „PIS”

partia Polskiej prawicy to Prawo i Sprawiedliwość

przykładem są tutaj, nie, że ich to jest jakaś mściwość

to konserwatyści z prawego pochodzenia, powołania

piszę byś wybrał ich dla właściwego przekonania


tworzą potrzebne reformy i zmiany w kraju

tak abyście jeździli w lepszym autobusie, tramwaju

by Polskie marki nigdy nie umarły

dla sprawiedliwej flagi narzucamy dwuznacznej barwy


idea tego Polskiego rządzenia

to wspierać Polaka godnie z jego nazwiska, imienia

to dać lepsze socjale i większe wszystkie poparcia

to Ameryki głównie dom wsparcia


tworzą pomosty i wielkie mosty

to wynegocjowany szyk prosty

który silniejszym stawia mocne warunki

nie jak liberałowie sobie ulotne trunki


Prawo i Sprawiedliwość to mężna zasługa

przebyta ich droga jest bardzo długa

dać im poparcie to jak wybrać Polskę

Karol Nawrocki poskubie na tym na szczęście gąskę


bo zjednoczona musi być aby prawica

z pradziadka na kolejnego dziedzica

gdyż Polskę wreszcie zrobimy wspaniałą, lepszą

rolnictwo, kulturę, każdą możliwość

tylko sceptycy nie wierzą, o tym nie wiedzą


wybierz ten naród każdego Polaka

i bogatego i biednego rodaka

z tą partią Boga honoru i rodzina

każda się zmieni na plus dziedzina


Zaufaj mi, bo wiem co piszę, mówię

że to najlepsza partia i ja ją lubię

gdzie dobro wspólne jest dla nich najważniejsze

nawet Unii Europejskiej będą więzi silniejsze


nie spychajmy Polski do lewego koryta

bo Polska nie będzie wiarygodna w sile obyta

a pieniądze największe wynegocjowane

zostaną niechlubnie tak zmarnowane


na zakończenie PIS to Polski w pełni rozwój

lewica to jak biały szum, jakby rozbój

różnica jest taka okrąglutka

że wiara Polaka bez wsparcia jest bardzo wąziutka


strzeż Polskiej tradycji i miłości

patriotyzm się na tym nigdy nie złości

jedność to my Polska aglomeracja

to tchnienie w Boskości dydaktyczna narracja

18. Dawid Motyka — z spoiwa

krwi boskiej rzeszy natręctwa wygnanie

przeistoczone oczy patrzą w wyrafinowanie

którędy iść do kościoła którędy do nicości

którędy zaś świat się roznosi w skamieniałości


gdy grzmi piorunem na wartkim zakręcie

świat się budzi w nowe waleczne zaklęcie

świat otacza wydm swymi pochodniami

którymi karmi to drzewo bodźca służebnicami


wielkości animusz orientacyjnie umiera

zapomina czym jest ta zbereźna kolejna hiena

zapomina czym jest ten bęcwała łomot

tu barwy szczęścia się jednoczą co nośny grzmot


warkot ulic i warkot ordynarnego myślenia

z spoiwa zabija się ta siła z niechcenia

pocznij mi stan wielkiego ducha, Boga

a ja już napocznę kolejnego wroga

19. Dawid Motyka — moja cudeńka

moja harmonijka gra cudeńko dla ciebie

tyś słonko ty miłości w mym lazurowym niebie

moja maleńka najśliczniej ukochana

śpiewaj mi i graj na swym fortepianie do rana


ty moja najjaśniejsza najsłodsza cudeńko

pieść mnie i unoś w falbanie sukienką

tyś moja królowo anielskich płomiennych zbóż

ja cię obłożę sercem najskrytszych róż


cudeńko wybrzmiewaj na ciepłym poecie

niech nas rozbrzmiewa w tym nośnym duecie

niech ptaszki kukają do twych słonecznych drzwi

ja chcę z tobą zamieszkać ty się ku mnie sercem pnij


przepiękna ty cudeńko i najjaśniejsza

rozkoszna promieniem kochana taka cieplejsza

niech gwiazdy płyną do twoich kwiecistych stup

ja będę cię kochać na wieki mógł

20. Dawid Motyka — oby do przyjaciela

chcę twej przyjaźni wszędzie bez bojaźni

chcę być twoim przyjacielem co na drogę tobie ścielę

chcę aby twoja przyjaźń nigdy mej nie sprzedała

tylko ta dobra bo prawdziwa przyjaźń będzie wiecznie trwała


chcę by przyjaciel nie sprzedał cię za bezcen

by nie zdradził i był zawsze dostępny jak na granicy bez ceł

chcę abyś szedł u boku z ufnością ciągle jego

przyjaźń to cel dla celu oby obopólnie zwyciężonego


chcę by przyjaciel nie tarasował ci żadnego przejścia

a jedynie był radością z swego walecznego podejścia

chcę aby nigdy nie wbijał noża tobie w plecy

i zawsze działał najgorliwiej i był do rzeczy


chcę byś zadzwonił do przyjaciela nawet o 4 nad ranem

by przynosił ci podarunki z pełnym życia dzbanem

bo przyjaciel to drzwi co naszym jest szerokim otworem

on zawsze jest siłą i takim drugim napędu motorem


chcę byś przy przyjacielu nigdy się nie czuł głupio

czy to milczał czy krzyczał, a nawet oczy niech się łupią

bo chcę żebyś zawsze mógł liczyć tylko na niego

i traktować go jak brata najbliższego, swojego


chcę by przyjaźń ci zawsze wiernie służyła

i mnogością pomysłów ciągle magia była

bo przyjaciel to nie tylko chęć dla wyżalenia

on zawsze jest z nami na dobre nawet od zwykłego niechcenia

21. Dawid Motyka — doczekałem się

tą zrzutkę ja tobie przyjacielu, przyjaciółko dedykuję

gdyż dobrym człowiekiem okazałaś, okazałeś się, dziękuję

za to, że jesteś i mi finansowo pomogłaś, pomogłeś

za to, że aż tyle darować mi swymi możliwościami mogłaś, mogłeś


kto nie ma pieniędzy i jak mi pomóc iść w przód dalej

może udostępnić polubić, skomentować tą zrzutkę tak mi dopomóż trwalej

tylko nieliczni mają na mnie, na me wypłakane marzenia

czy to mało czy wiele, dziękuję ci z twego istnienia


nie wahaj się i wspieraj mnie godnie czym prędzej

gdyż twoje serce rozraduje się aby miłością dźwięczniej

bo to łaska wielkiego szlachetnego sprzymierzenia

ta moja chwila jest już wyczekana, w toku lepszego myślenia


tu hojność jest wielce najłaskawiej najdroższa

zaś wiara, że pomogłaś, pomogłeś mi jedynie aby staraniem młodsza

nie ważne więc ile masz na koncie, w portfelu i lat

wiem, że dzięki tobie odrabiam te wiele wiele strat


i każdy nowo przybyły pieniądz przybliża mnie do celu

czym większy tym lepiej, gdy was jest wielu

i nawet złotówka do złotówki kawa mała do dużej kawy

i już jestem żywy, dzięki tobie życiem żwawy


dziękuję ci raz jeszcze za wszystko teraz razy wiele

za to, że tak bardzo się starałaś, starałeś dając mi chleb, mówiąc dzielę

aby każdy mi teraz dany grosz spełnił wszystkie twe pragnienia

już jesteś wielka wielki za brak twojego skąpego mnożenia

22. Dawid Motyka — sfera niczym sfora niebieska [niebiańska]

I

niewypowiedziane słowa

schowanych argumentów atramentów

dłonic zawsze żywo żwawych

to jak bez ludzkiego wykrętu

pojednanych tablic

w reformie wszystkich wywyższonych

i zwięzłych mównic

utkanych z diamentu rozmienionych

pnij się prężnie Polsko

zahacz swoich wiele

tyś Boże Błogosławieństwo

nie tylko w niedzielę i kościele

przyj do mego głosu

to co ludzko nie nazywają

przyj z grubego losu

aby nowe dni naszych ludzi większe argumenty zdobywają

za to wszystko odmówimy modlitwę

aby życie tętniło dobitne

każdemu z osobna

jak piłka będzie nożna

każdemu się przysłuży

życie ci się już nie znuży

bo mamy mocną prawicę

co wżera w tłumy kotwicę

i gdy los będzie dla ciebie niełaskawy

a żywy pochód mrawy

dołącz do ludzkości

choć braterskość dudni z kości

nikt jeszcze nie zaspokoił tak wielu

te donice zapala się jednak bez kleru

one światłem przynależności

odrodzenia wdzięczności

przyjdź Polsko zjednoczona

w uniformie naznaczona

przyjdź i wynieś chwałę

to stąd światło dostałem

gdzie jedynie iskra wywyższona

dozgonnie dla ciebie zmieniona

co cuda ułaskawi

aż wszyscy będziemy mili tak to się nastawi

II

plugawy naród już nie iskrzy

nie szuka wad w ciele

jedynie malkontent piszczy

podnieść się jednak może w niedzielę

bo z grobu jak umarli powstali

ci co się ich wstydzili bali

nie będzie ciągnąć do grabieży

po wojnach już nikt w to nie wierzy

a jednak chwała będzie wywyższona

zuchwałość onieśmielona

bo kat to jedyny morderca

smutno czasem w zimnie wwierca

który drwi po kryjomu

skubie aby z zgonu

bo tu już drzwi na oścież otwarte

chwali Bonaparte

czy dzięki temu prezydentowi

będziemy mieć lepiej

by tak się stało, ty nie piej

jak kogut do kury

lepiej pnij nas zawsze do góry

III

i słone poty ze mnie już zalewają

łzę którą mocni dobywają

bo to wiele lat zmieniania

po drodze cierpień z dotrwania

to nie tylko Smoleńsk te upodliny

ja kochając zajadałem maliny

one dały mi wiele czułości

a tobie sprawiedliwości

i gdy głuchy los mnie sponiewierał

świat w zachwycie nad Polską się wydzierał

z tego kraju nie jedna iskra wyszła

Intronizacja, PIS, Duda, Nawrocki,

to siła nam bliższa

trzeba opanować Unijne stery

to z stąd świat się szerzy buduje litery

do wielkiego Aborygenu

co Ameryka Rosja Chiny budzi nas w myśleniu

i jeszcze dym po mnie ujrzałeś

to nie zgliszcza lecz twój świat obrałeś

tak bardzo go wywyższyłem

to tobie się chyliłem

moje zmienianie wam na wyżej

to wieczne pielęgnowanie

tego co Polskie czyli ty

teraz wy

ja połączyłem Mesjasza z Polską

to tam w Izraelu znów przybył Syn Maryi

aby dać ze mną siłę niebiańskości

czy poczułeś to do kości?

czy kapnąłeś się, że siła nasza

to Polska wasza

a Rzym temu przewodniczył

aż papież się odliczył

23. Dawid Motyka — miłości daj

gdzieś nieopodal mojej duszy

moje ciało się na słoneczko wzruszy

kocha się tak niemiłosiernie

a ja zawsze witam go wiernie


życiem daj mój aniele stąd

niech błogostan duszy idzie do mych rąk

niech odkupienie własnego życia

teraz przyniesie podusię z upragnionego uszycia


bo miły stan raczkuje u Boga

toż to dziecka rączka aby noga

kocha się tak jakby na mieliźnie

a ja świat jemu taki wyśnię

24. Dawid Motyka — przegryźć trzeba

o Boże czemu ja tak mam

że zawsze z rana chłam

czemu nosi rzuca mną

czuję się jak z pigułkuą


Boże czemu cię nie ma tu

kleju szukam sobie niczym super glue

bo czuję się jak na kotlecie

padnięty w sztafecie


Boże czemu mi siły odebrałeś

czemu tak znowu chciałeś

dlaczego ta herbata nie smakuje mi

a ty ją wypić z niechcenia, ale trzeba ci


skąd wziąść wigoru i miłości

tak choćby dla tej porannej zaradczości

spokój z rana znów mnie zawiódł, zmienił

jak być tu pięknym, aby mnie cud odmienił


wiem co mi trzeba

czekolady kubek kawy i słodkiego miodem chleba

to mnie pobudzi do życzenia

niech się w końcu świat na części pierwsze odmienia


gdyż potrzebuje tego wigoru,

nie będzie tego nieludzkiego sporu

trzeba nowy dzień jak łyk

i lepszy mamy już na pstryk

25. Dawid Motyka — dary nieba

przez żołądek dotrzeć można do serca

to jest teraz siła wywyższona

gdzie wszystko w ustach smak próbuje

a ciało do wypoczynku wędruje


dobre ciasto dobry krem

to wygoi nie jeden zły sen

który trzeba coś na wrzucić podniebienie

że aż się w słodkość zmienię


daj mi życia daj mi chleba

niech gałązki oliwne trzymać nam potrzeba

są jak święto w Mikołaje

i już lepszy nowy dzień nastaje


do ciepłego dania trzeba jeszcze napoju

niech jest niczym z ciepłego pokroju

kawa herbata i młodzieńczy sok

to jedzenia miły kąt, na miły bok


bo do żołądka trafić można pokarmem

jak z dzieciątka to ogarnę

jak przyłóż do rany i już jest głębi ląd

tak tętni życie właśnie stąd


bo z cudzego łona, teraz ona

ta która nakarmiła

sercu twarz obmyła

bo z cudzego drzewa ona wlewa

ta która naznaczona

siłą ludzką dla pokarmu wywyższona śpiewa

ta która to wie

siłą zwańczą się miłością zwie

ona już dogodziła

w brzuszku twym przecież była

26. Dawid Motyka — z błękitnych snów

błękitna więź tworzy błękitne sny

a ja ci mówię, że to będziesz ty

usłaną różami i Liliami

najwykwintniej kolorowymi dniami

ty chciej wąchać przednio

dostawać kwiaty ty królewno

ty chciej je ozdobami ukoronować

smakować później i próbować

ty chciej je otaczać wielką miłością

czułą z powściągliwością

i darować uśmiechu wiele

ja różowymi kwiatami tobie łożę ścielę

byś przyszła na bosaka

ja ci daje mojego znaka

bo to tu trzeba drogę przyjąć najwłaściwszą

twego apogeum zwinniejszą pyszną

jesteś jak krem w bombonierkach

noś się więc pięknie w swoich sukienkach

aby ciało miało się lżej

ty ciepło swoje ciągle miej aby darować chciej

27. Dawid Motyka — w dzień św. Walentego

to w ten dzień Walentego

przesyłam ci dużo miłości kochana dlatego

bo to doza wszystkich zakochanych

gdzie wiele uścisków i buzi musi być reflektowanych

to rozkoszne zaprzysiężenie

gdzie tylko zakochany jest już tylko obok ciebie

czemu tak w obfitości te kwiaty

nie pytaj, i róże do czerwonej dorzuca herbaty

w ten dzień wszystko się zmienia na plus

bo to 14 lutego czeka twój stróż

on wie co i dlaczego

chce kochać mocno z tego dnia gestem dorodnego

to już odliczanie

a niech się ci miłość wielka a stanie

masz już wszystko tylko brak adoratora

oto on czuły z swej powściągliwości i już na niego czas pora

i jest już tylko dla ciebie

twój zakochany też już jest w twoim niebie

on pokaże się tego dnia z daru najlepszego

w czułości jak złoto, które zaświeci dla ciebie z gwiazdy cudownego

i morał jest tego teraz taki

że wszyscy w tym dniu dostają dziubaki

28. Dawid Motyka — w rytmie sieci

wędrowałem po świecie niczym biała łuna

wydawało mi się, że jestem sam, że to ta pogoda znużona

gdy nagle mnie zaskoczył tłum morza

to jasne pniecie w górę nieba moja zorza

od wszystkich wód i malin

o mą radość się dopominali


był to wiatr miły powściągliwy

jak koloryt nieba błogi jasno miły

złote szlafroki przesuwały się

po horyzoncie niczym Wielbłądzie

wiatr pustelniczy okalał mnie piaskiem

aby czułym swym oczu blaskiem


błogie słonko podpatrywało ląd suchy

czy to będzie kamień owoc głuchy

czy to będzie cud anielskości

co wnosi się miód w stronę Boskości

bo gdy leżę samotny na tapczanie

nosi mnie jakby urąganie

to szczypta soli i makijażu

one nie schodzą stąd bez urazu

więc darz mnie swoim animuszem

ja już jestem złotym buszem

darz mnie w rytm powściągliwego

darem bratnim wspomożonego


i jeszcze to kwiecie pachnie się w mym poecie

dotykiem rąk siłę jego mierzę

bo rodzi to stan wiecznego pejzażu

który to mam na swoim maju w zanadrzu w który wierzę w raju

ten pąk co on góry miewa

pnie się niczym latorośl młodego drzewa

pnie się do raju umiłowanego

gdzie cud życia profetów dzierży z animacji bohatera czułego

bo oszpecony smucę się uciemiężony

zawsze brnę do pałacu poskromiony

wiarą w męskość znów odmieniony


wszystko co piszę tutaj jest moim wspomożeniem

darem wiary i szczodrym myśleniem

29. Dawid Motyka — kaligrafem

czym mam okraszać cię w swoim świecie?

jesteś przecież przynależny i bardzo czcigodny

jak wiatr chwiejnym pąkiem majowym się niesie

i zbyt krótki jest czas niepogody na te letnie wygody

czasem mgnienie oka w sercu błyszczy

lub chowa złote lico w koniunktury

wszystko co zanadto swoje piękno niszczy

przypadkowością albo zmienną natury

nie będzie usychać jednak w zwątpieniu

twe kochane lato a twe chmury czyste

wygoją twe rany, nie będziesz piszczał w roju cieniu

żyj więc bez myślenia w mroku wiecznemu

póki me dłonie splatają się w siebie

będziesz ty żył w nim a ja zawsze w twe myślenie

30. Dawid Motyka — w moim raju

w tym, Słowikowym świecie

świat się zanosi znów poecie w duecie

łączy liczy serca dwa

odegrane jak w symfonii dłonie ma


z tym małym pisklęciem

pnie się do ciebie tudzież względzie

co zagajnik nam łatwo pieśni gra

muzykę którą każdy z nas zna


w tym cudownym złotym maju

rodzą się kwiaty błogie w raju

niosą siewem swe uśmiechy

wiele to z nich teraz jest pociechy


w tym chruśniaku malinowym

słonko świeci zjadaczom nowym

tu miłości się dogrzewają

swoją przyszłość już poznają


świat jest wszędzie odmłodzony

w stronę zwierząt i dzieci jest zwrócony

a biegają sobie ciepłym latem

bo kochają mocno mamę tatę


bo w tym ogródku w lecie

wszystko zjadamy powolutku wiecie

rosną nawet i porzeczki i agresty

Turkusami i arbuzami spijamy rurką coś bez przerwy


bo w tym świcie kolorowym

każdy ma zajęcie jakieś z głowy

nosi się tu wiele odpoczynku

turkusami świeci wianek ah! ty mój rodzynku


gra melodia po objedzie

niech się duża siła teraz wiedzie

nasze noce długie dnie

są plecione wreszcie w pięknym śnie

31. Dawid Motyka — zdobywając

zdobytym sercem mój świat twoim się staje

to wyciszony los z górnolotnym obyczajem


nie chciało się mieścić z twego istnienia

stąd płynie dużo twego zranienia

więc chodź i ostudź mnie

niech w tobie moje serce się pnie

32. Dawid Motyka — podliczone dni

nie warto się mścić za nieludzkie grzechy

wolność to słuszność jak złote orzechy

bo Polska kwitnie w twym ustaju

jak nowy rodak rodzi się w błogim raju


kwitnij dlatego i wiśnie zrywaj

nikogo więcej nie kiwaj

bo odstraszysz tym niejednego człowieka

który jak na zbawienie na ciebie czeka


wejrzyj w głąb siebie i ujrzyj ponad miary

zanim to staniesz się stary

ujrzyj w swej młodości swe dłonie

niech kraj najwyraźniej płonie

33. Dawid Motyka — wybaczenie

wybaczam ci, że jesteś niedołęgą

ze zdrowym rozumem, a jednak siłą nie tęgą

wybaczam ci twe okaleczenie

zmień jedynie we mnie myślenie


niech świat stanie się nowym otworem

a siła nowych ludzi motorem

my będziemy wiecznie się starali

by aby rolnicy i ulicznicy nie byli mali

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 51.49