1. Dawid Motyka — zawistny człowiek
zawistny człowiek zawsze coś psuje
choć nasza godność swe życie buduje
zawistny człowiek wspiera jedynie zło
tylko ta podłość kocha zwyrodniale go
zawistny człowiek nie wie co to ból
co to cierpienia kujący od pszczół ul
tylko wymachuje swą szpadą po trochę
do niego dotrzeć to jak o ścianę grochem
zawistny człowiek to same porażki
on twierdzi, że to jedynie igraszki
zawistny człowiek nie wie co to zgubna mgła
on na nią patrzy jakby szła jego ćma
zawistny człowiek nie chce nas koić
nie chce miło szeptać nie chce ran goić
on tylko uszczypliwość ma za swoje cudo
bo sobie rzeknie pod nosem ty moja nudo
zawistnemu człowiekowi trzeba zwrócić uwagę
my rezolutni i powściągliwi damy mu radę
zawistny człowiek musi dać sobie spokój
gdyż my tylko siejemy dobro i pokój
zawistny człowieku przestań już gnębić
zacznij nasze poczynania po prostu wielbić
zmień tok myślenia i przyzwyczajenie
powiedź do siebie w końcu się zmienię
i tym sposobem zawistny człowiek już jest lepszy
zaczyna myśleć mówić nie pieprzyć
nie chce już wkurzać i nas zagnębiać
powoli razem i z nim zaczynamy się odprężać
2. Dawid Motyka — Dżentelmen
Dżentelmen to człowiek z klasą
nosi się z lepszą jakby ludzką rasą
jest szlachetny stoicki czcigodny
zawsze jak nowość taki świeży, modny
Dżentelmen to siła charakteru
mocna idea jedynie niewielu
to majstersztyk swojskiego ideału
który pnie się do sedna zawsze skrupulatnie,
pomału
Dżentelmen to wielka postać
chodzi jak Paf, który chce mistrzem zostać
nigdy nie łudzi się w przekonaniu
a zawsze zaś sprawdza się w swym rozeznaniu
Dżentelmen ty siło dostojna
mocny jak drzewo i wielkość ta głodna
ty zawsze chcesz kroczyć do swego celu zasłużenie
tylko najlepszym obierasz swe dowodzenie
Dżentelmenie
jesteś uprzejmy i nienagannie wychowany
przypominasz geny swojej z klasą mamy
jesteś honorowy i posiadasz dobre maniery
w rękach trzymasz zawsze te statków stery
Dżentelmenie
ty zawsze wiesz jak się w towarzystwie zachować
umiesz wszystkie krzywe sprawy sprostować
łączysz styl z etykietą i troską o relacje
ty zawsze, ale to zawsze masz swoją rację
3. Dawid Motyka — Polsko nasza!
Polsko nasza tyś braterska i szlachetna
w swojej trosce jesteś taka świetna, dla nas wierna
tobie flagę wyżej sprawiedliwą unosimy
Polską godność miarą pracowitości uświęcimy
piękna Polska tyś niezwyciężona
dla niepodległości jesteś w świecie wyniesiona
za Boga Honor i naszą dojrzałą Ojczyznę
tyś na wieki wyleczyła z ran swoją zaborczą bliznę
Polsko ty bądź zawsze aby nasza
każdy Polak Polaka i nie tylko do ciebie tu zaprasza
bo ty chwałę nosisz wielką suwerenną w sobie
my wierzymy w ciebie nadal w duszy głowie
Polsko nasza ty płomieniu danym chleba
ciebie wolnej i czułej nam w świecie potrzeba
wielkich cnót i ideałów dla wdzięczności
niech patriotyzm jak orzełek się na sercu nosi
Polacy wznieśmy w górę serca aby w górę dłonie
niech ta rzeczypospolita ciągle teraz płonie
od miłości dla twego Bałtyckiego pokrzepienia
blask twój nosi się dla górskiego to stworzenia
wielki Polaku co życie tu dostałeś
Polskiego honoru jak wody w dzbanku nabierałeś
oddaj cześć i pokłon swej Ojczyźnie
niech tak po Bożemu najwłaściwiej teraz błyśnie
bo Polsko jesteś już wolna i szczęśliwa
od lat wysokich lotów jak Orła cień właściwa
wspieraj swego rodaka jak rodzinę
umacniaj nie tylko miasta ale i Polską gminę
4. Dawid Motyka — baletnicą
miłość, czy ty dobrzejesz
czy ty sercem swym otulasz i czułość siejesz
miłość czy ty kochasz za swe ideały
które wierną ręką tobie życie awangardy dały
miłość czy ty się nie złościsz
gdy siły namiętnej nie odczujesz bo drżysz z podłości
miłość
czy ty blaskiem księżyca zakrywasz swe schody
które prowadzą cię do swej wygody
miłości ty piękniejesz i jaśniejesz
nad ponętność urokiem wiejesz
niczym halny na zakręcie
pcha do ciebie wszędzie
bo rozterek widać kilka
gdy miłości nie da moja Lilka
która kochając wzór wyznacza
dla mnie pisarza i śpiewacza
Lilianko, tyś miłością mą
z zbawiennością swą
tyś dobrobytem i karą
mlecznym żaglem duszą wiecznie starą
ty wspominasz apostrofy i wierności
co szczekały dla wartości
one rządzą swoją kwiczą
niech nas serca dziś podliczą
5. Dawid Motyka — żyła złota
gdy za życia studzi się nam prowincji żar
pójdźmy na przód opróżnić swój biegły bar
on na pewno skrywa coś pospolitego
jak na mój gust to coś nadzwyczaj dostojnego
chwyćmy za te trunki poczęstunki
niech nam wybrzmiewają a te wszystkie gitar strunki
będzie uczta jako słodka dziś zabawa
bo to moja radosna aby wola, proszę brawa
jeszcze tylko jedno ziarno swej miłości
a skosztuję też to winko które mi tu się nie złości
będę likier rurką spijał zaś powoli
niby ja miastowy a podmakam jak z wiejskiej roli
zacznę whisky teraz swe próbować
potem zacznę kota swego a malować
aż zobaczę czy jest znów płochliwy
toż to może strzał do brzuszka słodko miły
gdy zabraknie mi swojskiego oleju
doleję do kieliszka wielebnego kleju
to jest mój napój mocno wystrzałowy
zatem pędzi jak rakieta do mej głowy
na zakończenie spróbuję mocnej wódki
czy na myszy łapie aby z trutki
czy zadziała moc ta gorzko a zbawienna
kieliszka przecież wymowa jest taka wierna
czy i ty masz ochotę na jednego?
poleję ci więc mój kolego
aby na nóżeczkę prawą się dogadać
czy do tego wszystkiego rybkę
można już do ust aby wkładać
i zjadamy śledzia błękitnego
rudy napój mi tu spojrzeć dla dna morskiego
lej po brzegi zacny panie
niech ta łódka nam na baczność stanie
6. Dawid Motyka — wernisażem
pornografia nigdy nie umarła
leciwym psem poganiam teraz to
błazeńska myśl jest powściągliwie marna
ja nadaremnie w przyrodzie szukam dno
nie jeden raz już cierpiał człowiek
słomiany zapał rozmieniał w trupa go
w tą myśl co zbudził ponętny orzeł
złodziejów i krnąbrnych budzi warkot armat sto
czasami słowa nie są obłędne
zegar nicości stawia czoło swe
wielkimi snami ciążą rude zwiędłe
a ja rękami mocno wszystko gnę
bardzo mi siedzi to na kości
że władza myśli o mnie ciągle źle
gdy wszystko pada się w żar nicości
głodnymi ramion ja ciebie nadal chce
7. Dawid Motyka — Hola swawola
niegodziwe westchnienia zakutych zdarzeń
i przeszytych Eastwoodami górnych to lotami
tych podniebnych pociągów co z armatnich zdarzeń
wysokie to mianowniki ślą poliglotami
skamieniałe bandaże okaleczonych chodników
i rozwydrzonych niechcianych ostentacyjnie myśli
to co tylko w nas dziś się zabrzmiało
niech się to nam teraz a walecznie wyśni
patrz na stołek Achillesa
on wiadrami spuszczał łomot co to teraz grzmi
brudne te karczmy są z przedmieścia
a ja ci w barbarzyńsko sidła wrzucam, więc ty mi ryby ślij
walcz o godność i braterstwo
niech kajdany zapłakane spłaszczą obraz twój
toż to słowa te co dziś są sponiewierane
niech arbitrażowo pokaleczą siebie aby w wstrętny gnój
8. Dawid Motyka — ślązackie
ślązackie są swoiste
dyrmiduszki i chojraki
to kaczeńce miłe przyszłe
daje się we znaki
hypc i ogień
to miłości skrupulatność
być i żyć
to stoicka zacność
9. Dawid Motyka — cicha zmora
serce białymi nićmi szyte
jest już kochane i skulone
siłą woli słowem wryte
skrzydłami mocno jest rozpiętrzone
otwiera się życia dar na ziemi
złocisty blask parzy swym jaskrawym okiem
to gwiazda która słońca dziś nie zmieni
przeistacza się w lustrzane jestestwo z Bogiem
tęcza która świeci niczym zorza polarna na niebie
roztacza pieśń podniebnymi to świecidełkami
archaicznie unosi się pragnieniem w takt ku siebie
ukochuje letnimi to zasiewami
wiernie przynoszę garści zboża
w zagajnik który odbierany jako swój platoniczny rytm
we wrzosowisku świeci zaś Królewie z poroża
dociera płaszcz do otchłani tworząc demagogiczny byt
10. Dawid Motyka — odmienieni
żyj jak to możliwe na sto procent
niech twe możliwości się uwypuklą
dodaj wielkość do wielkości
a policzki z pary niechaj życiem puchną
żyj tak aby wykorzystać to co mamy
ta siła doskonałości dołoży kolejne gramy
to nasze niechaj są przyzwyczajenia
wedle nich ku lepszemu niech się nam zmienia
żyj ucząc się w każdej dziedzinie
siła charakteru urośnie i nigdy nie minie
tak bogatych jest nie wielu ale poskromionych
tym sposobem zmień w sobie myślenie bądź dla olśnionych
żyj jak tylko się da najwyżej
jakbyś naukę miał za swoją krew
abyś ciągle miewał w odpowiedzi siebie bliżej
trzymaj się tej pracy nad sobą jak najstarszych drzew
11. Dawid Motyka — tyś moja jedyna!
tyś moja ty jesteś moja jedyna
ubrana w sukienki płonących mórz
słoneczko dziś świeci jak tęcza wieczna dziecina
zapachem poskramiam cię z rozkosznych róż
najdrożej jesteś mi tutaj wybrana
oddana w miłości czule bądź w ciszy swej
tak dobrze w swym życiu w moc wierności poukładana
że chcę ja przyłożyć dłonie do spódniczki twej
łatwymi tu chadzasz polnymi drogami
zapraszasz do domu wybranych laureatów swych
dotykasz zboża aksamitnymi barw brzegami
nanosisz kwiatostan co Słowik dotyka ust twych
wybrzmiewasz jak piosnka po rzewnym lesie
kładziesz Bławatkiem w motylach te włosy swe
chmur białych echo się dźwięcznie tu niesie
ja kwiaty na łąkach tobie w bukiety tnę
przyjdź i ukołysz swą smutną naturę
dodawaj otuchy zamiarów właściwych swych
pszenicznych ziaren wiatr siłą poniesie kapturem
dotykiem oczu z tych blasku zanoszę do rąk twych
kochaj mnie kochaj i noś nad czarujących rękach
podnoś jaskrawym spojrzeniem swem
bo w złoto się tobie ja tudzież klękam
tyś mą miłością ja w ciebie wierzę i ciebie chcę
12. Dawid Motyka — z słońca dniem
z słońca dniem pończocha się mocno zatrzasnęła
zapędza mnie w nocne wyimaginowanie
nieludzka litera się staje zawiedziona w sterach
wszystko się mieści w dialektu politowanie
chylę czoła teraz temu wszystkiemu
co aby nigdy mnie złapać żądło nie może
bo prosząc nie będę z wzgardzonymi z wielu
ja ciebie jedynie wspierać chcę miłym groszem
wydaje mi się, że można być więcej i wyżej
ulituj się nade mną aby już na czas
bo ja zaczynam w siebie wierzyć w to coraz bliżej i bliżej
dokładać do tego wszystkiego aż słońca blask
13. Dawid Motyka — zaludniona
kraino zaludniona połączonych miłością wianuszków
przenikliwie zaplątanych myśli
tyś wiernie w tłumie powściągliwa
błogą afirmacją ci się świat wyśni
stronniczo zaplątanych dłoni
ciał w jedną Syrenę kąśliwie wyśnionych
z mórz i oceanów z błękitnej skroni
rozkochujesz swój rytm w takt walca zmienionych
ty jesteś wisienką na letnim drzewie
złotym pyłem zapłodnionego zboża
ty jesteś wielkością arbitrażu w nośnym siewie
Maryją wyczekaną Boża
ty jesteś białym wytrawnym winogronem
ziarnem myśli nawilżając z oczu twych
ty jesteś w trudzie barwy zamyślona
z pejzażów i padołów podniebnych mych
14. Dawid Motyka — mój cień
mój cień dopada mnie, gdy patrzy na mnie dużym promieniem słońca
odbija moją smukłą twarz, posturę, gdyż ja widzę ją tak bez końca
gdy księżyc zapada się swym urokliwie srebrzystym wzrokiem
żywy blask zbliża się do cienia wielkim marmurowym krokiem
w jasności nie uciekniemy nigdy nigdzie w ciemny kąt
on z blaskiem słońca zapada się zawsze w nas zewsząd
z cieniem możemy jedynie rytm swawolny zatańczyć
a jak to z spojrzeniem światła będziemy go niechlubnie niańczyć
bo cień to jest jakby nasza druga falująca twarz
co prym nadal wiedzie, dwadzieścia cztery na dobę, aby cały czas
i gdy cienia nam już właściwie nigdzie nie potrzeba
chowamy się za ścianę, albo za kawałkiem mężnego drzewa
lecz drzewo to i ściana też go jakby posiada
swą ozdobą siłą blasku się mu w poświatę aby trudem nada
bo cień ma swoją własną żywą kapturzoną naturę
która dodaje uroku w ciemną aury szarości posturę
15. Dawid Motyka — ma góro umiłowana
w stromych zboczach wzgórze światełkowo gra
swą melodię, którą zawsze w szlagier trwa
każdy kto tutaj do tej góry przyjdzie
radość wielka z niego tudzież aby wyjdzie
góra ta jest stworzona z płomiennego Mendelsona
niech się tu ktoś wyspina a wiarę swą dokona
i dostanie wielkich skrzydeł aby fruwać wiecznie
skrzydła które zaniosą na wyżyny tak niesprzecznie
góro uciemiężona tyś jest zawsze umiłowana
swoim darem dźwięków jesteś mocno ukochana
wołaj do siebie wszystkich swoich przodków i rodaków
niechaj budzi się ze snu nawet i kozaków i biedaków
bo po to ja jestem góra ta ciągle muzyką odprężona
abym wolno zawsze prężnie i sukcesu była tak spragniona
aby zmienić życie ludziom tylko aby swym
będę lepiej śpiewać, grać na fortepianie aby mym
16. Dawid Motyka — ryzykanci
pewni osiłkowie skaczą w górę jak kangury
zdobywając nocne wstrzemięźliwie mury
toż to są śmiałkowie ekstremalni
którzy lubią ryzykować rozumiejąc, że są łatwopalni
ten spadochron ten skok na jump
a ten wspina się na Mont Blanc
żadne ryzyko ich nie straszy
co drugi to nowy teren znaczy
ta na rolkach ten na desce
ten łubu da skacze w jamy kleszcze
a ten ciągnikiem serpentyny, bagna pokonuje
zaś ten drugi do góry nogami skok próbuje
jakie to są wasze adrenaliny
co nie trzymacie się żadnej asekuracyjnej liny
odwaga w was wielka i ryzyko pełnej chwały
dlatego żadne postacie się nie będą tu bały
lecz gdy was dopadnie wielkie nieszczęście
bezpieczeństwo przestanie działać wiecznie
musicie się za inną czynność w życiu zabrać
aby więcej podniecenia nie było zdrowia nabrać
życie się wam przecież nie znudziło
więc zacznij żyć normalnie, miło
a nie jak na zwariowanych papierach nachalnie
czyż zwyczajnie znaczy być bezpiecznie
czyli najprawdziwiej w świecie grzecznie
a nie trywialnie!
17. Dawid Motyka — „PIS”
partia Polskiej prawicy to Prawo i Sprawiedliwość
przykładem są tutaj, nie, że ich to jest jakaś mściwość
to konserwatyści z prawego pochodzenia, powołania
piszę byś wybrał ich dla właściwego przekonania
tworzą potrzebne reformy i zmiany w kraju
tak abyście jeździli w lepszym autobusie, tramwaju
by Polskie marki nigdy nie umarły
dla sprawiedliwej flagi narzucamy dwuznacznej barwy
idea tego Polskiego rządzenia
to wspierać Polaka godnie z jego nazwiska, imienia
to dać lepsze socjale i większe wszystkie poparcia
to Ameryki głównie dom wsparcia
tworzą pomosty i wielkie mosty
to wynegocjowany szyk prosty
który silniejszym stawia mocne warunki
nie jak liberałowie sobie ulotne trunki
Prawo i Sprawiedliwość to mężna zasługa
przebyta ich droga jest bardzo długa
dać im poparcie to jak wybrać Polskę
Karol Nawrocki poskubie na tym na szczęście gąskę
bo zjednoczona musi być aby prawica
z pradziadka na kolejnego dziedzica
gdyż Polskę wreszcie zrobimy wspaniałą, lepszą
rolnictwo, kulturę, każdą możliwość
tylko sceptycy nie wierzą, o tym nie wiedzą
wybierz ten naród każdego Polaka
i bogatego i biednego rodaka
z tą partią Boga honoru i rodzina
każda się zmieni na plus dziedzina
Zaufaj mi, bo wiem co piszę, mówię
że to najlepsza partia i ja ją lubię
gdzie dobro wspólne jest dla nich najważniejsze
nawet Unii Europejskiej będą więzi silniejsze
nie spychajmy Polski do lewego koryta
bo Polska nie będzie wiarygodna w sile obyta
a pieniądze największe wynegocjowane
zostaną niechlubnie tak zmarnowane
na zakończenie PIS to Polski w pełni rozwój
lewica to jak biały szum, jakby rozbój
różnica jest taka okrąglutka
że wiara Polaka bez wsparcia jest bardzo wąziutka
strzeż Polskiej tradycji i miłości
patriotyzm się na tym nigdy nie złości
jedność to my Polska aglomeracja
to tchnienie w Boskości dydaktyczna narracja
18. Dawid Motyka — z spoiwa
krwi boskiej rzeszy natręctwa wygnanie
przeistoczone oczy patrzą w wyrafinowanie
którędy iść do kościoła którędy do nicości
którędy zaś świat się roznosi w skamieniałości
gdy grzmi piorunem na wartkim zakręcie
świat się budzi w nowe waleczne zaklęcie
świat otacza wydm swymi pochodniami
którymi karmi to drzewo bodźca służebnicami
wielkości animusz orientacyjnie umiera
zapomina czym jest ta zbereźna kolejna hiena
zapomina czym jest ten bęcwała łomot
tu barwy szczęścia się jednoczą co nośny grzmot
warkot ulic i warkot ordynarnego myślenia
z spoiwa zabija się ta siła z niechcenia
pocznij mi stan wielkiego ducha, Boga
a ja już napocznę kolejnego wroga
19. Dawid Motyka — moja cudeńka
moja harmonijka gra cudeńko dla ciebie
tyś słonko ty miłości w mym lazurowym niebie
moja maleńka najśliczniej ukochana
śpiewaj mi i graj na swym fortepianie do rana
ty moja najjaśniejsza najsłodsza cudeńko
pieść mnie i unoś w falbanie sukienką
tyś moja królowo anielskich płomiennych zbóż
ja cię obłożę sercem najskrytszych róż
cudeńko wybrzmiewaj na ciepłym poecie
niech nas rozbrzmiewa w tym nośnym duecie
niech ptaszki kukają do twych słonecznych drzwi
ja chcę z tobą zamieszkać ty się ku mnie sercem pnij
przepiękna ty cudeńko i najjaśniejsza
rozkoszna promieniem kochana taka cieplejsza
niech gwiazdy płyną do twoich kwiecistych stup
ja będę cię kochać na wieki mógł
20. Dawid Motyka — oby do przyjaciela
chcę twej przyjaźni wszędzie bez bojaźni
chcę być twoim przyjacielem co na drogę tobie ścielę
chcę aby twoja przyjaźń nigdy mej nie sprzedała
tylko ta dobra bo prawdziwa przyjaźń będzie wiecznie trwała
chcę by przyjaciel nie sprzedał cię za bezcen
by nie zdradził i był zawsze dostępny jak na granicy bez ceł
chcę abyś szedł u boku z ufnością ciągle jego
przyjaźń to cel dla celu oby obopólnie zwyciężonego
chcę by przyjaciel nie tarasował ci żadnego przejścia
a jedynie był radością z swego walecznego podejścia
chcę aby nigdy nie wbijał noża tobie w plecy
i zawsze działał najgorliwiej i był do rzeczy
chcę byś zadzwonił do przyjaciela nawet o 4 nad ranem
by przynosił ci podarunki z pełnym życia dzbanem
bo przyjaciel to drzwi co naszym jest szerokim otworem
on zawsze jest siłą i takim drugim napędu motorem
chcę byś przy przyjacielu nigdy się nie czuł głupio
czy to milczał czy krzyczał, a nawet oczy niech się łupią
bo chcę żebyś zawsze mógł liczyć tylko na niego
i traktować go jak brata najbliższego, swojego
chcę by przyjaźń ci zawsze wiernie służyła
i mnogością pomysłów ciągle magia była
bo przyjaciel to nie tylko chęć dla wyżalenia
on zawsze jest z nami na dobre nawet od zwykłego niechcenia
21. Dawid Motyka — doczekałem się
tą zrzutkę ja tobie przyjacielu, przyjaciółko dedykuję
gdyż dobrym człowiekiem okazałaś, okazałeś się, dziękuję
za to, że jesteś i mi finansowo pomogłaś, pomogłeś
za to, że aż tyle darować mi swymi możliwościami mogłaś, mogłeś
kto nie ma pieniędzy i jak mi pomóc iść w przód dalej
może udostępnić polubić, skomentować tą zrzutkę tak mi dopomóż trwalej
tylko nieliczni mają na mnie, na me wypłakane marzenia
czy to mało czy wiele, dziękuję ci z twego istnienia
nie wahaj się i wspieraj mnie godnie czym prędzej
gdyż twoje serce rozraduje się aby miłością dźwięczniej
bo to łaska wielkiego szlachetnego sprzymierzenia
ta moja chwila jest już wyczekana, w toku lepszego myślenia
tu hojność jest wielce najłaskawiej najdroższa
zaś wiara, że pomogłaś, pomogłeś mi jedynie aby staraniem młodsza
nie ważne więc ile masz na koncie, w portfelu i lat
wiem, że dzięki tobie odrabiam te wiele wiele strat
i każdy nowo przybyły pieniądz przybliża mnie do celu
czym większy tym lepiej, gdy was jest wielu
i nawet złotówka do złotówki kawa mała do dużej kawy
i już jestem żywy, dzięki tobie życiem żwawy
dziękuję ci raz jeszcze za wszystko teraz razy wiele
za to, że tak bardzo się starałaś, starałeś dając mi chleb, mówiąc dzielę
aby każdy mi teraz dany grosz spełnił wszystkie twe pragnienia
już jesteś wielka wielki za brak twojego skąpego mnożenia
22. Dawid Motyka — sfera niczym sfora niebieska [niebiańska]
I
niewypowiedziane słowa
schowanych argumentów atramentów
dłonic zawsze żywo żwawych
to jak bez ludzkiego wykrętu
pojednanych tablic
w reformie wszystkich wywyższonych
i zwięzłych mównic
utkanych z diamentu rozmienionych
pnij się prężnie Polsko
zahacz swoich wiele
tyś Boże Błogosławieństwo
nie tylko w niedzielę i kościele
przyj do mego głosu
to co ludzko nie nazywają
przyj z grubego losu
aby nowe dni naszych ludzi większe argumenty zdobywają
za to wszystko odmówimy modlitwę
aby życie tętniło dobitne
każdemu z osobna
jak piłka będzie nożna
każdemu się przysłuży
życie ci się już nie znuży
bo mamy mocną prawicę
co wżera w tłumy kotwicę
i gdy los będzie dla ciebie niełaskawy
a żywy pochód mrawy
dołącz do ludzkości
choć braterskość dudni z kości
nikt jeszcze nie zaspokoił tak wielu
te donice zapala się jednak bez kleru
one światłem przynależności
odrodzenia wdzięczności
przyjdź Polsko zjednoczona
w uniformie naznaczona
przyjdź i wynieś chwałę
to stąd światło dostałem
gdzie jedynie iskra wywyższona
dozgonnie dla ciebie zmieniona
co cuda ułaskawi
aż wszyscy będziemy mili tak to się nastawi
II
plugawy naród już nie iskrzy
nie szuka wad w ciele
jedynie malkontent piszczy
podnieść się jednak może w niedzielę
bo z grobu jak umarli powstali
ci co się ich wstydzili bali
nie będzie ciągnąć do grabieży
po wojnach już nikt w to nie wierzy
a jednak chwała będzie wywyższona
zuchwałość onieśmielona
bo kat to jedyny morderca
smutno czasem w zimnie wwierca
który drwi po kryjomu
skubie aby z zgonu
bo tu już drzwi na oścież otwarte
chwali Bonaparte
czy dzięki temu prezydentowi
będziemy mieć lepiej
by tak się stało, ty nie piej
jak kogut do kury
lepiej pnij nas zawsze do góry
III
i słone poty ze mnie już zalewają
łzę którą mocni dobywają
bo to wiele lat zmieniania
po drodze cierpień z dotrwania
to nie tylko Smoleńsk te upodliny
ja kochając zajadałem maliny
one dały mi wiele czułości
a tobie sprawiedliwości
i gdy głuchy los mnie sponiewierał
świat w zachwycie nad Polską się wydzierał
z tego kraju nie jedna iskra wyszła
Intronizacja, PIS, Duda, Nawrocki,
to siła nam bliższa
trzeba opanować Unijne stery
to z stąd świat się szerzy buduje litery
do wielkiego Aborygenu
co Ameryka Rosja Chiny budzi nas w myśleniu
i jeszcze dym po mnie ujrzałeś
to nie zgliszcza lecz twój świat obrałeś
tak bardzo go wywyższyłem
to tobie się chyliłem
moje zmienianie wam na wyżej
to wieczne pielęgnowanie
tego co Polskie czyli ty
teraz wy
ja połączyłem Mesjasza z Polską
to tam w Izraelu znów przybył Syn Maryi
aby dać ze mną siłę niebiańskości
czy poczułeś to do kości?
czy kapnąłeś się, że siła nasza
to Polska wasza
a Rzym temu przewodniczył
aż papież się odliczył
23. Dawid Motyka — miłości daj
gdzieś nieopodal mojej duszy
moje ciało się na słoneczko wzruszy
kocha się tak niemiłosiernie
a ja zawsze witam go wiernie
życiem daj mój aniele stąd
niech błogostan duszy idzie do mych rąk
niech odkupienie własnego życia
teraz przyniesie podusię z upragnionego uszycia
bo miły stan raczkuje u Boga
toż to dziecka rączka aby noga
kocha się tak jakby na mieliźnie
a ja świat jemu taki wyśnię
24. Dawid Motyka — przegryźć trzeba
o Boże czemu ja tak mam
że zawsze z rana chłam
czemu nosi rzuca mną
czuję się jak z pigułkuą
Boże czemu cię nie ma tu
kleju szukam sobie niczym super glue
bo czuję się jak na kotlecie
padnięty w sztafecie
Boże czemu mi siły odebrałeś
czemu tak znowu chciałeś
dlaczego ta herbata nie smakuje mi
a ty ją wypić z niechcenia, ale trzeba ci
skąd wziąść wigoru i miłości
tak choćby dla tej porannej zaradczości
spokój z rana znów mnie zawiódł, zmienił
jak być tu pięknym, aby mnie cud odmienił
wiem co mi trzeba
czekolady kubek kawy i słodkiego miodem chleba
to mnie pobudzi do życzenia
niech się w końcu świat na części pierwsze odmienia
gdyż potrzebuje tego wigoru,
nie będzie tego nieludzkiego sporu
trzeba nowy dzień jak łyk
i lepszy mamy już na pstryk
25. Dawid Motyka — dary nieba
przez żołądek dotrzeć można do serca
to jest teraz siła wywyższona
gdzie wszystko w ustach smak próbuje
a ciało do wypoczynku wędruje
dobre ciasto dobry krem
to wygoi nie jeden zły sen
który trzeba coś na wrzucić podniebienie
że aż się w słodkość zmienię
daj mi życia daj mi chleba
niech gałązki oliwne trzymać nam potrzeba
są jak święto w Mikołaje
i już lepszy nowy dzień nastaje
do ciepłego dania trzeba jeszcze napoju
niech jest niczym z ciepłego pokroju
kawa herbata i młodzieńczy sok
to jedzenia miły kąt, na miły bok
bo do żołądka trafić można pokarmem
jak z dzieciątka to ogarnę
jak przyłóż do rany i już jest głębi ląd
tak tętni życie właśnie stąd
bo z cudzego łona, teraz ona
ta która nakarmiła
sercu twarz obmyła
bo z cudzego drzewa ona wlewa
ta która naznaczona
siłą ludzką dla pokarmu wywyższona śpiewa
ta która to wie
siłą zwańczą się miłością zwie
ona już dogodziła
w brzuszku twym przecież była
26. Dawid Motyka — z błękitnych snów
błękitna więź tworzy błękitne sny
a ja ci mówię, że to będziesz ty
usłaną różami i Liliami
najwykwintniej kolorowymi dniami
ty chciej wąchać przednio
dostawać kwiaty ty królewno
ty chciej je ozdobami ukoronować
smakować później i próbować
ty chciej je otaczać wielką miłością
czułą z powściągliwością
i darować uśmiechu wiele
ja różowymi kwiatami tobie łożę ścielę
byś przyszła na bosaka
ja ci daje mojego znaka
bo to tu trzeba drogę przyjąć najwłaściwszą
twego apogeum zwinniejszą pyszną
jesteś jak krem w bombonierkach
noś się więc pięknie w swoich sukienkach
aby ciało miało się lżej
ty ciepło swoje ciągle miej aby darować chciej
27. Dawid Motyka — w dzień św. Walentego
to w ten dzień Walentego
przesyłam ci dużo miłości kochana dlatego
bo to doza wszystkich zakochanych
gdzie wiele uścisków i buzi musi być reflektowanych
to rozkoszne zaprzysiężenie
gdzie tylko zakochany jest już tylko obok ciebie
czemu tak w obfitości te kwiaty
nie pytaj, i róże do czerwonej dorzuca herbaty
w ten dzień wszystko się zmienia na plus
bo to 14 lutego czeka twój stróż
on wie co i dlaczego
chce kochać mocno z tego dnia gestem dorodnego
to już odliczanie
a niech się ci miłość wielka a stanie
masz już wszystko tylko brak adoratora
oto on czuły z swej powściągliwości i już na niego czas pora
i jest już tylko dla ciebie
twój zakochany też już jest w twoim niebie
on pokaże się tego dnia z daru najlepszego
w czułości jak złoto, które zaświeci dla ciebie z gwiazdy cudownego
i morał jest tego teraz taki
że wszyscy w tym dniu dostają dziubaki
28. Dawid Motyka — w rytmie sieci
wędrowałem po świecie niczym biała łuna
wydawało mi się, że jestem sam, że to ta pogoda znużona
gdy nagle mnie zaskoczył tłum morza
to jasne pniecie w górę nieba moja zorza
od wszystkich wód i malin
o mą radość się dopominali
był to wiatr miły powściągliwy
jak koloryt nieba błogi jasno miły
złote szlafroki przesuwały się
po horyzoncie niczym Wielbłądzie
wiatr pustelniczy okalał mnie piaskiem
aby czułym swym oczu blaskiem
błogie słonko podpatrywało ląd suchy
czy to będzie kamień owoc głuchy
czy to będzie cud anielskości
co wnosi się miód w stronę Boskości
bo gdy leżę samotny na tapczanie
nosi mnie jakby urąganie
to szczypta soli i makijażu
one nie schodzą stąd bez urazu
więc darz mnie swoim animuszem
ja już jestem złotym buszem
darz mnie w rytm powściągliwego
darem bratnim wspomożonego
i jeszcze to kwiecie pachnie się w mym poecie
dotykiem rąk siłę jego mierzę
bo rodzi to stan wiecznego pejzażu
który to mam na swoim maju w zanadrzu w który wierzę w raju
ten pąk co on góry miewa
pnie się niczym latorośl młodego drzewa
pnie się do raju umiłowanego
gdzie cud życia profetów dzierży z animacji bohatera czułego
bo oszpecony smucę się uciemiężony
zawsze brnę do pałacu poskromiony
wiarą w męskość znów odmieniony
wszystko co piszę tutaj jest moim wspomożeniem
darem wiary i szczodrym myśleniem
29. Dawid Motyka — kaligrafem
czym mam okraszać cię w swoim świecie?
jesteś przecież przynależny i bardzo czcigodny
jak wiatr chwiejnym pąkiem majowym się niesie
i zbyt krótki jest czas niepogody na te letnie wygody
czasem mgnienie oka w sercu błyszczy
lub chowa złote lico w koniunktury
wszystko co zanadto swoje piękno niszczy
przypadkowością albo zmienną natury
nie będzie usychać jednak w zwątpieniu
twe kochane lato a twe chmury czyste
wygoją twe rany, nie będziesz piszczał w roju cieniu
żyj więc bez myślenia w mroku wiecznemu
póki me dłonie splatają się w siebie
będziesz ty żył w nim a ja zawsze w twe myślenie
30. Dawid Motyka — w moim raju
w tym, Słowikowym świecie
świat się zanosi znów poecie w duecie
łączy liczy serca dwa
odegrane jak w symfonii dłonie ma
z tym małym pisklęciem
pnie się do ciebie tudzież względzie
co zagajnik nam łatwo pieśni gra
muzykę którą każdy z nas zna
w tym cudownym złotym maju
rodzą się kwiaty błogie w raju
niosą siewem swe uśmiechy
wiele to z nich teraz jest pociechy
w tym chruśniaku malinowym
słonko świeci zjadaczom nowym
tu miłości się dogrzewają
swoją przyszłość już poznają
świat jest wszędzie odmłodzony
w stronę zwierząt i dzieci jest zwrócony
a biegają sobie ciepłym latem
bo kochają mocno mamę tatę
bo w tym ogródku w lecie
wszystko zjadamy powolutku wiecie
rosną nawet i porzeczki i agresty
Turkusami i arbuzami spijamy rurką coś bez przerwy
bo w tym świcie kolorowym
każdy ma zajęcie jakieś z głowy
nosi się tu wiele odpoczynku
turkusami świeci wianek ah! ty mój rodzynku
gra melodia po objedzie
niech się duża siła teraz wiedzie
nasze noce długie dnie
są plecione wreszcie w pięknym śnie
31. Dawid Motyka — zdobywając
zdobytym sercem mój świat twoim się staje
to wyciszony los z górnolotnym obyczajem
nie chciało się mieścić z twego istnienia
stąd płynie dużo twego zranienia
więc chodź i ostudź mnie
niech w tobie moje serce się pnie
32. Dawid Motyka — podliczone dni
nie warto się mścić za nieludzkie grzechy
wolność to słuszność jak złote orzechy
bo Polska kwitnie w twym ustaju
jak nowy rodak rodzi się w błogim raju
kwitnij dlatego i wiśnie zrywaj
nikogo więcej nie kiwaj
bo odstraszysz tym niejednego człowieka
który jak na zbawienie na ciebie czeka
wejrzyj w głąb siebie i ujrzyj ponad miary
zanim to staniesz się stary
ujrzyj w swej młodości swe dłonie
niech kraj najwyraźniej płonie
33. Dawid Motyka — wybaczenie
wybaczam ci, że jesteś niedołęgą
ze zdrowym rozumem, a jednak siłą nie tęgą
wybaczam ci twe okaleczenie
zmień jedynie we mnie myślenie
niech świat stanie się nowym otworem
a siła nowych ludzi motorem
my będziemy wiecznie się starali
by aby rolnicy i ulicznicy nie byli mali