E-book
15.75
drukowana A5
38.82
Moja droga życia III

Bezpłatny fragment - Moja droga życia III

Kolejna przystań


Objętość:
117 str.
ISBN:
978-83-8467-726-1
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 38.82

1. Dawid Motyka — Z lalką

Dziś już się pewnie lalką bawiłaś,

Mała dziewczynko, która ją kupiłaś.

Ona jest piękna, lśni tak uroczo,

Gdy stroisz ją w suknie z czułą pomocą.


Będzie dla ciebie wielką pociechą,

Czeka na miłość z cichą uciechą.

Czeka na wspólne gry i kąpiele,

By razem czas spędzać w każdą niedzielę.


Włosy ma lśniące, gładko uczesane,

Szaty misternie na niej dobrane.

Cóż tam skrywasz, moje drogie dziecię?

„To przecież lalka najmilsza na świecie!”


Śpiewa jak Barbie, spójrz, moja miła,

Wystarczy guzik, by pieśń swą skończyła.

Jest jak malina świeża i młoda,

Taka to jej wieczna, niezmierna uroda.

2. Dawid Motyka — Na miłość

I tylko serca dwa się pokochały,

W wielkiej miłości na zawsze utonęły.

Złączyły się ze sobą tak blisko, bezpiecznie,

Jak dwie jasne gwiazdy na niebie, na wiecznie.


Czule was kocham i nucę tę pieśń ze wzruszeniem,

Gdy wasz wspólny spacer staje się marzeniem.

Idziecie przed siebie, trzymając za ręce,

A Bóg wam z wysoka błogosławi w podzięce.


Otacza opieką tych, co żyją czysto,

Rozmawiacie szeptem, z miłością wieczystą.

Ttulicie się mocno w rytm serca bicia,

Unosząc ten blask ponad szarość życia.


Byście w zachwycie spędzali wspólne chwile,

Rzucam wam pod nogi świetliste motyle.

3. Dawid Motyka — Pustułeczka

Pustułeczka, ta mała, kochana ptaszyna,

Choć dumnego orła z wyglądu przypomina,

Jest zbyt krucha i drobna, by stać się symbolem,

Co na dumnym godle króluje nad polem.


Jest tak bliska sercu, przytulna i czuła,

Jakby z samych ciepłych wspomnień się wykuła.

Wystarczy jej rzucić suchego źdźbło siana,

By gniazdo uwiła, w zachwycie poranna.


Ta ptaszyna maleńka powróciła z daleka,

Gdzieś z rumuńskich krain, gdzie czas na nią czekał.

W naszej wielkiej Unii świat się dzisiaj mieni,

Gdy ten rzadki gość ląduje pośród tej zieleni.


Choć to ptak lęgowy, co spotkać się rzadko daje,

Swoim pięknym duchem zdobi nasze kraje.

Wchodzi w ludzkie myśli, w pamięci zostaje,

Przynosząc ze sobą dalekie obyczaje.

4. Dawid Motyka — Do Tatr

Krupówki, Kościeliska, Hala Gąsienicowa —

To najwspanialsza dla serca namowa,

By porzucić troski, ruszyć śmiało w Tatry

I poczuć na twarzy rześkie, górskie wiatry.


Tam wierzbówka kiprzyca purpurą rozkwita,

Gdy lśnieniem wakacji poranek nas wita.

Piękno dzikiej natury bez granic zachwyca,

Górski majestat ludzkie oko syci.


Z wdzięcznością przyjmuję ten dar od Karpat,

Gdzie mądrość wieków w szczytach jest zawarta.

Będę tu powracał, by czerpać natchnienie,

Odnaleźć spokój i serca ukojenie.


By skryć w swojej duszy to, co najdoskonalsze,

Co promienne, czyste i na wieki trwalsze.

5. Dawid Motyka — Mały kotek

Mały koteczek chodzi w sweterku,

Tuli się mocno na zimnym wietrzyku.

Nosi też czapkę, krawat i brodę,

A w letnie dni na deszczu szuka ochłody.


Gdy nadchodzą wyczekiwane wakacje,

W morskich falach urządza swawole.

Łapki wyliże czysto i zgrabnie,

By wszystko wokół wyglądało ładnie.


Spaceruje tam z mamą i małą córką,

By czas upływał wesoło, w kółko.

Za chwilę przyjdzie mu leżeć na ziemi,

Gdzie zielona trawa w słońcu się mieni.


To dla niego zasłużona odpoczynku chwilka,

Wokół kwiatów i mojego barwnego motylka.

6. Dawid Motyka — Maluszek

Jak malutkie dziecię leży na łóżeczku,

Mama je przytula w pokoju i w wózeczku.

Oba te miejsca są dla niego wspaniałe,

Tam odpoczywają maleństwa w swej chwale.


Potem przyjdzie pora na uśmiech i łzy,

Na pierwsze kroki i dziecięce sny.

Gdy maluch po domu zaczyna już biegać,

Z puszystym kotkiem uczy się sypiać.


Wesoły ten kotek, choć bywa też śpiochem,

Dzieli się z dzieckiem swym małym okruchem.

Wtula się miękko w malutkie ramiona,

Gdy dziecięca miłość w łapkach jest uśpiona.


Mruczący przyjaciel tak kocha przytulać,

By małe serduszko co wieczór rozczulać.

By spało się dziecku nadzwyczajnie dobrze

I żadne złe sny nie mąciły mu spojrzeń.

7. Dawid Motyka — Warszawo

Warszawo, ty tętniasz tak dumnie i żwawo,

Lecz cichniesz, gdy nikt cię nie wita brawami.

Pęd samochodów jest wielką tu sprawą,

Gdy drogą za chlebem idziemy latami.


Chcemy swą pozycję na jutro umacniać,

Dlatego z nadzieją tak ciebie wielbimy.

Gdy kultura z małej wyrusza stąd gminy,

Możemy rozwijać się z każdej dziedziny.


Wyjdź nam naprzeciw, otocz nas opieką,

Swoją wielką, gwarną aglomeracją.

Chcemy się dopasować, nie stać gdzieś daleko,

I rozkwitać w tobie z niezwykłą pasją.


Promuj nas w świecie i całej Europie,

Bądź dla nas domem i źródłem chleba.

Bo to boskie cele: odnaleźć tu siebie

I sięgać do marzeń prosto z twego nieba,

O których dziś każdy tak śpiewa.

8. Dawid Motyka — Morskie wejście

Piękno budynków i łodzi na wodzie,

To żywe ziarno, co sprzyja urodzie.

Buduje potęgę, wszechmocną i wielką,

Wspólnotę ludzką, dla duszy kropelkę —

To tutaj schronienie bezpieczne znalazłem.


Tu społeczeństwo ma godność i siłę,

By nieść przez życie to, co jest miłe.

Nikt nie chce niszczyć, nikt nie chce się bać,

Jedynie sercu coś z siebie dać.


To urokliwe, włoskie miasteczko,

Lśni pod niebiosami jak złote miasteczko,

Gdzie Boży duch chroni to święte miejsce —

Oto przed nami urocze, morskie wejście.

9. Dawid Motyka — Śnieżna kula

Łamiące się wokół drzew gałęzie,

Trzask i destrukcja szerzy się wszędzie.

To groźny wicher i śnieżny gwar,

Ciszy odebrany utopijny czar.


Leżą pokosem zboża i krzaki,

Ziemię trawią ukryte robaki.

To tutaj padło całe wrzosowisko,

W odmętach duszy wciąż jest mi ślisko.


Przeszła nawałnica, lodowaty grad,

W pył się obrócił uśpiony świat.

Samotny słup w tumanach zamieci

Blaskiem latarni mrok rzadki kleci.


To mroczny liści śmiertelny ton,

W oddali bije spóźniony dzwon.

On nam ogłasza, że startujemy,

I wprost ku nicości już wędrujemy.

10. Dawid Motyka — Foki

Jak foki, co idą na krwawą rzeź,

Wkraczają w moją rodzinną wieś.

Idą wysoko, na same szczyty,

By nagle skoczyć w tłum obfity.


To one mieszkają na Grenlandii,

W zimowym pałacu — sam dziś zgadnij,

Gdzie wielkich lodów jest pod dostatkiem,

A brzeg rzadko kiedy wita się z statkiem.


Są takie piękne, przez nas kochane,

Czułe, na świecie wszystkim tak znane.

Kto im w nagrodę świeżą rybę da,

Ten morskich głębin tajemnicę ma.

11. Dawid Motyka — Koniec świata

Nadchodzi wielki koniec świata,

Gdy w trwodze o pomoc brat chwyta brata.

Nadciąga klęski żywiołowej moc,

Mroczna i ciężka niczym wieczna noc.


Idzie potężna, niszcząca ulewa

I wielki wicher, co łamie drzewa,

Zrywa z domostw ostatnie dachy —

Spisane w gwiazdach dawne strachy.


Nadchodzi mroźna, biała śnieżyca,

Z popiołem wulkanu płonie Wierzbica.

Ziemia drży w posadach, pękają skały,

W iskrach zielone płoną dziś lasy.


Idzie też ogień, żywe palenisko,

Przemieniając ziemię w jedno ognisko,

Które zatrzyma obecny czas

I zmieni losy ludzkich ras.

12. Dawid Motyka — Pachnidełko

Ty moje małe, wonne pachnidełko,

Czyste i świeże niczym poranne mydełko.

Zmywasz zmęczenie z mojego czoła,

Gdy słodki zapach roztaczasz dokoła.


A gdy cię braknie, szampon wnet króluje,

Który mą skórę i włosy pielęgnuje.

Spłuczę nim troski, oczyszczę ciało,

By wszystko wokół blaskiem pojaśniało.


Wtedy swobodny, świeży i modny,

Mogę iść w świat, zachwytu godny.

Na koniec kroplą Davidoffa zwieńczę to dzieło,

By z moich dłoni tchnienie świeżości runęło.


Niechaj ten zapach niesie się po świecie,

Którym wy, piękna degustanci, żyć pragniecie.

13. Dawid Motyka — Instrumentalista

Jesteś dla wielu czystym ideałem,

Dzięki twej pracy sukces dziś wygrałem.

Zawsze tak świetnie, dumnie przygotowany,

W blasku estrady stale nagradzany.


Instrumentalistą jesteś doskonałym,

Przewodzisz wszystkim z sercem i zapałem.

By w waszej grze coś więcej się zrodziło,

A wspólne dzieło owoc swój przyniosło.


Ćwiczyłeś pilnie przez długie, żmudne lata,

Lecz ten poświęcony czas to żadna strata.

On dzisiaj owocuje w dźwięków czułości,

W wielkiej sile bratniej, szczerej miłości.


Każdy cię chwali za talent i trudy,

W ich sercach nie ma lęku ani nudy.

Sami są przecież wielkimi muzykami,

Lecz twój kunszt cenią nawet ci najbardziej znani.

14. Dawid Motyka — Metallica

To heavymetalowa, głośna ulica,

Grają najlepiej na całym świecie.

Wydają płyty, którymi zachwycą,

Gdy brzmią potężnie w każdym duecie.


Grają finezyjny metal z pasją, sercem,

W wielkiej historii to cenny detal.

Melodyjnie, chwytliwie, w wiecznym pędzie,

Najbardziej dynamicznie, jak tylko się da.


Kto ten zespół szczerze wielbi i szanuje,

Ten z wielką werwą idzie ciągle w przód.

W ich mocnych dźwiękach siłę swą odnajduje,

By solidnie i śmiało pokonać każdy trud.


Oto Los Angeles — wielki, jasny świat,

Który nie z kruchych desek przecież wzniesiono.

To wielki pomost, co przetrwa setki lat,

Gdzie siłę dobra Metalliki ogłoszono.

15. Dawid Motyka — Różami słońca

Róże czarne, fioletowe, ogrodowe,

Róże białe, pnące się przez balustradowe.

Wszystkie jesteście nadzwyczajnie piękne,

W swej wiernej czerwieni dostojne i wielkie.


Rośniecie pod dyktando słonecznego życia,

Budząc zachwyt świata od pierwszego rozkwicia.

A wasze ostre kolce są tylko dla ozdoby,

By strzec mądrości ludzkiej, dojrzałej głowy.


Wasze czułości z każdym dniem się wzmacniają,

W miłości i przyjaźni pięknie się splatają.

Rosną tak słodko w promieniach poranka,

Cenniejsze niż złoto, tkane niczym koronka.


Ktoś was czule zerwie pewnego dnia,

By obdarzyć miłością, co w sercu trwa.

By nasycić się dumnie tym pięknym zapachem,

Co koi duszę pod niebios dachem.


Bo to romantyczny i wrażliwy ktoś,

Kto doceni piękno, niezwykły gość.

On doskonale wie, co w życiu jest dobrego,

Gdy wybiera kwiat z ogrodu najdorodniejszego.

16. Dawid Motyka — Motylek kochany

Motylek świata, piękny i purpurowy,

Już nigdy, maluchu, nie wyjdziesz mi z głowy.

Choćbyś w ogrodzie był wyhodowany,

Przez moje serce będziesz ukochany.


Jesteś dla świata małym świecidełkiem,

Gdy los wygrywam jak monetę z orzełkiem.

Twoja obecność obfite niesie plony,

Choć losem motyla zostałeś poskromiony.


Gdziekolwiek bywasz na tym wielkim świecie,

Tam fala czułości zaraz się podniesie.

W blasku piękna i daru szczodrego,

Chłopcze, weź go na ręce niczym przyjaciela swego.


I wtem motylek siada na paluszek,

Dotyka dłoni, łaskocze w mały brzuszek.

Czuję to tchnienie na twarzy i w ustach,

Gdy dmucham na skrzydła ukryte w porzeczkach.


Leć, moje serduszko, leć śmiało w dal,

Rozświetlaj mroki, odsuń smutek i żal.

Niechaj nasz zakątek motyle ukocha,

By z wielkiego wzruszenia nikt już nie szlochał.

17. Dawid Motyka — Kotki wnoszę

Małe, puszyste i psotne,

Kocięta niezwykle żywotne.

W swym małym ciele wytrwałe,

Przez wszystkich wokół kochane.


Lubią się bawić kłębuszkiem,

Zajadać chętnie z okruszkiem.

A gdy już mleko wypiją,

Pod dachem swe gniazdo uwiją.


Jutro je na strych wynoszę,

Gdzie cicho mruczą o koszyk.

Będą tam dorastać powoli

I psocić, i skakać do woli.


By życie się nasze zmieniło,

Nowym szczęściem nam obrodziło.

18. Dawid Motyka — Kto gra, ten sławę ma

Perkusistką jesteś wprost wspaniałą,

Swoim rytmem zachwycasz salę całą.

Żadne covery nie są tobie obce,

Twoje pałeczki wciąż są silne, mocne.


I ty, gitarzystko, znana w wielkim świecie,

Połączyłaś moce z bębnami w duecie.

By wasze wspólne, piękne wykonanie,

Przyniosło radość ojcu, tobie, mamie.


Doskonałe są wasze muzyczne utwory,

Talent w was drzemie czysty i uparty.

Dźwięki te niosą chwile odprężenia,

Moc wielką wnoszą, budzą zachwycenia.


Grajcie więc dalej, z pasją muzykujcie,

Ćwiczcie wytrwale i sukces świętujcie.

Niech wasze solo w ludzkie serca wpłynie,

Zanim czas przyjdzie na ciszę w gęstwinie.

19. Dawid Motyka — Jeżyk, który kocha

A ja tak bardzo kocham jeżyka,

Co rumiane jabłko na grzbiecie nosi.

Choć skrzydełkami w locie nie bzyka,

O czułe słowo aż sam się prosi.

Ciężkie to jabłko, lecz siły ma nadto,

By unieść owoc ukryty w trawie —

Choć tym ciężarem dziś poskromiony,

Dumnie wędruje w porannej rzeźbie.


Nie tylko ty jedno jabłuszko kochasz,

Gdy jego słodki zapach wciąż wąchasz.

To życiodajne, piękne stworzenie,

Co jeszcze niedawno wisiało na drzewie.

A gdy tak leży swobodnie na ziemi,

W letnim ogrodzie w słońcu się mieni.

Zdrowo jest zjeść cię, złote jabłuszko,

Chcę cię na zawsze zamknąć w serduszku.


A z małym jeżykiem w puszystym koszyku,

Chcę zbierać gruszki o rannym świcie.

20. Dawid Motyka — Schronisko dla zwierząt

O, moje pieski, tak bardzo urocze,

To ja dziś przed wami te drzwi otworzę.

Zaproszę was chętnie do domu swego,

Bym mógł wam usłużyć z serca całego.


Choć dziś na uwięzi was trzymają mury,

Bezpieczne tu jesteście, lecz los wasz ponury.

Chciałbym dla was wolności i świata jasności,

Ciepłego domu oraz ludzkiej czułości.


Pewnego dnia ktoś was stąd zabierze,

„To moi przyjaciele!” — mocno w to wierzę.

Tak powie człowiek, co kocha szczerze,

Gdy weźmie pod dach to skrzywdzone zwierzę.


I zawoła radośnie: „Alleluja, mój miły,

W bezpiecznym tym niebie twe troski minęły!”

21. Dawid Motyka — Gdy umiera

O, nieszczęśliwe, gasnące wcielenie,

Czy świat zapomni dziś twoje imienie?

Gdy po cichutku konasz i umierasz,

I stary dobytek w zaświaty zabierasz.


O, niesprawiedliwy, umierający losie,

Czy patrzysz na łzy skryte w zboża kłosie?

Moje stroskane serce mocno zadrżało,

Gdy mroczna ziemia jej ciało zabierała.


O, odchodzący, cierpiący człowieku,

Czy cię dogonię na granicy wieku?

By zdążyć z pożegnaniem, zanim całkiem uśniesz,

Zanim na zawsze w mroku nocy znikniesz.


Czy wiesz, jak bardzo dusza moja płacze,

Gdy na to okrutne rozstanie dziś patrzę?

Człowiek się przecież o śmierć nie prosi,

A jednak serce w wielkim żalu unosi.

22. Dawid Motyka — UFO

Kto ujrzał UFO na nocnym niebie,

Ten tajemniczą ciszę ma wokół siebie.

Oto pozaziemski statek mknie w chmurze,

Majestatyczny, zwiastujący burzę.


Każdy z nas w lęku przed nieznanym stoi,

Gdy obca istota wzrok w nas utroi.

Wszyscy czujemy, że coś się wydarza,

Gdy obcy pojazd nad nami krąży.


Wielki ten statek z kosmicznej otchłani,

Zostawia znaki na zboża tkani.

Misternie rzeźbi te wielkie kręgi,

Niczym rysunki z pradawnej księgi.


Bo kto go widział, ten prawdę trzyma,

Gdy w gwiezdną przestrzeń kieruje oczy.

Musi być pewny, że pośród nocy

Człowiek z kososem właśnie się jednoczy.

23. Dawid Motyka — Boży dzień

Boże, w tej Twojej nieskończonej wielkości,

Pokaż nam, ile jest w Tobie mądrości.

Ile wokoło żywej tkwi natury —

Dzieła Twojego, co sięga pod chmury.


Ty w jasnym niebie królujesz i dbasz

O każdego człowieka, którego dobrze znasz.

O tych, co kochasz miłością bez końca,

By serca ludzkie mieniły się w blasku słońca.


Boże, Twój dom to pałac czystej miłości,

Pełen naszej pokornej i wiecznej wdzięczności.

Pragniemy czuwać, być blisko przy Tobie,

I kochać Cię wiernie w każdym naszym słowie.


Boże, chcemy być Twoi na wieki,

Szukając pod Twoją opieką opieki.

Ty jesteś jedynym gwarantem naszego życia,

I najpiękniejszego w nas duszy bicia.

24. Dawid Motyka — Zespół życia

Oto nastaje ten wielki zespół życia,

Co przez długie lata walczy o serca bicie.

By dumnie podbić wielki rynek światowy,

Wydać płytę, co wznieci ogień zupełnie nowy.


Każdy, kto dzisiaj walczy o samego siebie,

Może zapisać swój wielki czyn na niebie.

Taki potężny, że aż ktoś w zachwycie stanie,

I odnajdzie w tych dźwiękach swoje powołanie.


Graj z całą pasją, oddawaj swego ducha,

Niechaj calutki świat tej melodii słucha.

Niech rytm porwie tłumy, melodia zajaśnieje,

A w słuchawkach ludzi obudzi nową nadzieję.


Niechaj w małych miasteczkach i wielkich miastach,

Twój wielki głos i czysta muzyka wzrasta.

25. Dawid Motyka — Piękny ty, piękny ja

Malujesz rękami, malujesz myślami,

Łącząc wielkie dzieła z głębokimi snami.

Potrafisz odtworzyć każdą ludzką twarz,

Wielki artysto — ty swą godność znasz.


Podziwiam twą twórczość, cenię cię nadzwyczaj,

Twój talent to dar, szlachetny zazwyczaj.

Jest przecież ogromny, widoczny na świecie,

Najpiękniejszą z dróg przez to życie wiedzie.


To zupełnie tak jak ja, gdy piszę wiersze,

Choć dobrze wiem — to nie są moje pierwsze.

Tworzę je z nadzieją na lepsze jutro,

Gdy w zimowe dni otula mnie futro.


Ja nie potrafię malować wielkiego ogromu,

Tworzyć takich dzieł w zaciszu, po kryjomu.

Za to piszę sercem, prosto i naturalnie,

Z głęboką wiarą, że los nas złączy idealnie.

26. Dawid Motyka — Moja drużyna

To Toto i Pink Floyd — jak ja was kochałem,

Słuchając waszych płyt, spokój sercem zdobywałem.

Gdy puszczam koncerty grane w wielkich miastach,

Chcę, by wasza muzyka także w małych gminach wzrastała.


To w waszych utworach płynie natura spokoju,

Bezpieczna przystań dla duszy, chwila ostoiku.

To tutaj można odpocząć najgłębiej, najwięcej,

By z dawnych ran i bólów uleczyć się czym prędzej.


Te wasze cudne dźwięki, te czyste harmonie,

Będę już w swym życiu kochał tak dozgonnie.

Są one niczym owoce z najświętszego drzewa,

Jak kojący szum morza, co do serca wlewa.

27. Dawid Motyka — Serce a rozum

Sercem przez całe życie się wiedzie,

Gdy rozum milczy w nagłej potrzebie.

Serce od zawsze tętniło w miłości,

W rozumie często brak sprawiedliwości.


Serce niezmiennie, najczulej kochało,

Chłodne nakazy rozumu mijało.

Bo serce szuka czystości umysłu,

Gdy rozum wzbrania się przed głębią zmysłów.


Kochaj więc sercem, śmiało i prędzej,

A zimny rozum porzuć w tej nędzy.

Gdyż pogoń za zyskiem i czcze kalkulacje,

Budzą jedynie żądze i racje.


A ludzkie serce tak umiłowało

Drugiego człowieka, że czule zadrżało.

Kto tylko chłodną logiką wciąż żyje,

Ten przed mądrością świata się kryje.


Lecz kto na miłość sercem odpowie,

Ten Bożą misję wypełni w swym słowie.

Choć kruche serce i ból czuje stale,

Przynosi owoce i bije w swej chwale.

28. Dawid Motyka — Motyka, co trawę kosi, pstryka

Moje nazwisko to dumnie Motyka,

Więc owszem, koszę i trawę, i pstrykam.

Pstrykam aparatem przeurocze zdjęcia,

Łapiąc w kadr jagnięta od pierwszego poczęcia.


Kocham w swym życiu robić rzeczy wiele,

By zawsze z sensem iść przed siebie, śmiele.

Pragnę wypełniać swoją własną misję,

Niosąc przez światło czystą, jasną wizję.


Kocham muzykę i świat cały wokół,

Nowych przyjaciół poznaję bez fochu.

Gdy inni robią tylko jedną rzecz na świecie,

Ja mam ich pełno, w radosnym pędzie, w bukiecie.


Lecz każdy z nas ma przecież misję swoją,

Dozgonną drogę, przed którą nie stoją.

By ludzkie życie dotarło do sedna,

Moja twórczość miłości pozostanie wierna.


I zawsze pamiętaj: gdy robisz to jedno,

Uderzaj z całego serca prosto w sedno.

Wtedy przed nami szansa do wielkości,

By dumnie zabłysnąć pośród tych różności.

29. Dawid Motyka — Ona

Zapachem róży pięknie olśniona,

To delikatna konwalia uchwycona.

I białej lilii cudowny, jasny pąk,

Co rośnie dumnie z Bożych, szczodrych rąk.


I te bławatki, błękitem ukochane,

Przez moje serce szczerze wysławiane.

I tulipany, co kwitną wieczyście —

Dzięki nim dzisiaj moje serce czyste.


I tej miłości najwspanialszy kwiat,

Co swym uderzeniem otuli cały świat.

Jak prosty dom, bez zbędnego piedestału,

Gdzie serce uczy się kochać, pomału.

30. Dawid Motyka — Moja Liliano

Moje maleńkie, najdroższe cudeńko,

Oczu radości, najjaśniejsza jutrzenko.

Chciałbym cię dumnie ponieść do ślubu,

By ocalić nas dwoje od smutku i zguby.


Wyprawić wesele, huczne i znaczne,

Niech nas rodzina szanować zacznie.

Niechaj doceni te mądre decyzje

I naszej miłości wielką precyzję.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 38.82