E-book
15.75
drukowana A5
38.34
Moja droga życia II

Bezpłatny fragment - Moja droga życia II

Życiem dostaję


Objętość:
114 str.
ISBN:
978-83-8467-785-8
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 38.34

1. Dawid Motyka — Pomarańcza

Pomarańcza najlepsza jest taka do tańca,

Taka do tańca w sam biały dzień.

Czy ja o niej coś więcej wiem?


Co w sobie skrywa?

Soczysty miąższ owocu ubywa,

To prawdziwy eliksir miłosny

Na podwieczorek radosny.


Wypływa sok z zen świadomości,

Kwaśny i słodki dla wiarygodności.

To kwaśna chwila i słodycz miękka —

Czysta rozkosz ukryta w dźwiękach.

2. Dawid Motyka — Kiwi

A co to za kiwi, którego lubisz słuchać?

Czy ma ono serce i duszę udobruchać?

Może to witamina C tam nisko się kłania,

Przynosząc siłę, zdrowie i moc uzdrawiania?


Kiwi jest silne i zdrowe, przecież wiesz,

To witaminowy wybuch, gdy je zjesz.

Dlaczego nie chcesz skosztować owocu?

To nie jest dobre dla twojego koca w nocy,


Którym tak bardzo chciałbym cię przytulać,

Zamiast samym kiwi przed chłodem otulać.

Chcę darować ci ciepło z miłości dostatkiem,

Będąc dla ciebie czułym, leśnym bratkiem.

3. Dawid Motyka — Bóg kocha cię

Bóg nas w nadmiarze obdaruje, On nigdy nie karze,

Zbierze w Swym koszu owoce, by oczyścić twarze.

Zaufajmy Mu zatem i sercem pokochajmy,

Bo Jego jest niebo — tam całą miłość dajmy.

Tam czeka na ciebie, przy Sobie miejsce wskaże,

Gdy prostą i prawą ścieżką iść Mu nakaże.


Bo Bóg kocha każdego, przyjmie i ubogiego,

Nawet człowieka z szat obnażonego,

Który pragnie po prostu żyć i spełnić siebie.

On chce nas napełnić miłością w potrzebie,

Byśmy obraz Jego blasku w duszy odtworzyli,

I w czystej radości Jego wolę wypełnili.


Gdyż Pan jest pełen dobra i wiecznej radości,

Dodaje nam siły, nadziei i wytrwałości,

By całą Swą uwagę skupić dziś na tobie.

Nie lękaj się zatem, co stanie się w grobie,

Bo Bóg sędzią sprawiedliwym dla nas pozostaje,

Gdy człowiek, jak Syn, Mu serce swe oddaje.

4. Dawid Motyka — To ten stołeczek

Jedzie stołek do matołka,

Czego szuka tutaj wołka?

Czy uderzysz mnie po głowie?

Stołku, nic mi po twej mowie.


No to stołek kręci, wierci,

Aż ucieka od swej śmierci,

Pręży się i stawia nogę:

„Tym na pewno ci pomogę”.


I ten stołek zabrał kogoś,

Czy usiadła na nim dobroć?

Czy tu zmieni się na lepsze?

Kto mi sypie w oczy pieprzem?


I ten stołek już wyrzucił

Tego, kto się mu narzucił,

By pamiętał: nie jest łatwy.

Tylko dla tych godnych — zdatny.

5. Dawid Motyka — Ta marchewka

Wystaje marchewka prosto ze zlewu,

Zaraz nabierze życia i podlewu.

Zupa na ogień zacznie się nastawiać,

By zapachem rosołu domownikom sprawiać radość.


Zacznie błyszczeć w wywarze chrupiąca,

Marcheweczka złocista i lśniąca.

Będę ją dłubać, smakować i czekać,

Bo słodko-słone jadło nie daje zwlekać.


Ta marchewka jest wprawdzie maleńka,

Lecz w garnku błyszczy jak dostojna panienka.

Daje witamin moc i siłę kusi,

Gdy zupa z grochem na stole zagościć musi.


Tego grochu w talerzu nie ma zbyt wiele,

Bo marchew króluje dziś w swoim kościele.

Tutaj jest jej miejsce, w niedzielę właśnie,

Niech przykrywka opadnie, a ogień już zgaśnie.

6. Dawid Motyka — Gruszeczka ala z orzeszka co płynie rzeczka

Moja gruszeczko, witaj mi na nowo,

Dotykam twego ciała tak zmysłowo.

Mam cię nareszcie w moich ciepłych rękach,

Jesteś w apostazy palców krętych wnękach.


Moje dłonie czule cię trzymają

I moje serce optymizmem napawają.

Bo ja cię kocham nadzwyczaj i skrycie,

Życie me całe to gruszeczki życie.


A i orzeszek zjawia się tu trochę,

By opowiedzieć małą anegdotę.

By dodać kroplę z wielkim utęsknieniem,

Liczę źdźbła trawy pod powiek cieniem.


Oj, mój orzeszku, mały oraz miły,

Twe radosne blaski nigdy nie zgasły i nie zgniły.

Leżałeś w trawie, cicho odpoczywałeś,

Aż cię znalazłem i ze sobą zabrałeś,

Nim w rzecznym stawie wraz ze mną pływałeś.

7. Dawid Motyka — Z orzeszkiem laskowym

Smakuję cię, mleczny orzeszku, chrupię z oddaniem,

Jesteś w swym ideale zacnym stworzeniem i daniem.

Dwa małe ziarenka przyniesione z wielkiej sali,

Bo to właśnie tam na ciebie ochotę żeśmy nabierali.


Jesteś niczym twarda pestka soczystej wisienki,

Niczym dumny chłód zgorzkniałej panienki,

Która na krok jeden nie pozwala zbliżyć się nikomu,

Każe tylko zwlekać, broniąc swego domu.


Zjem cię jednak, zjem z prawdziwym animuszem,

Bo ja przecież mocno kocham także tamtą gruszę,

Którą w moim wierszu wcześniej opisałem —

Dla was obu, skarby natury, ani chwili się nie wahałem.

8. Dawid Motyka — Nord stream

Nord Streamie, ty gazowy, potężny bastionie,

Niby jesteś bez winy, gdy trwasz na dnie w tonie.

A jednak nas omijasz, choć drogę tę znasz —

Przecież Polskę mijasz, gdy swój nurt gnasz.


My także dokujemy, na morzu budujemy,

Napełniamy przestrzeń, własną moc niesiemy.

Moglibyśmy cię zasilić, stać się częścią drogi,

Nie powinieneś nas mijać, rzucając nam kłody pod nogi.


Polska to piękny, dumny i gościnny kraj,

Rosjo, Niemcy — dobrze tę krainę znaj!

Bo to jest ziemia bogata, miodem płynąca,

Więc i tu dodaj gazu, niech bije siła budująca.

9. Dawid Motyka — Moja aronia

Moja aronia jest już w moich dłoniach,

Trzymam ją zamkniętą w szklanych słoikach,

Tu wielkie sprawy kryją się bez liku,

W tym małym, rubinowym, pełnym zdrowia słoiku.


To prawdziwa bomba witaminowa,

Wśród winogron i wiśni — to owoców głowa.

Gdzie słodki sok malin leje się strumieniem,

Tam Boski eliksir staje się ukojeniem.


Wszyscy wiemy dobrze, jak to działa przykładnie:

Daje czyste zdrowie i krzepi wydajnie.

Kto wypija ten syrop choćby po troszeczku,

Ten buduje siłę i radość w serdeczku,

By szczęście w nim rosło jak ziarno w kłoseczku.

10. Dawid Motyka — Mógłby żyć

Czy ten chłopak mógłby jeszcze płakać,

By wraz z łzami do tych właściwych dróg powracać?

Czy ten chłopak mógłby wierny sobie trwać,

By w tej życiowej walce nagrodę znowu brać?


Czy ten chłopak mógłby trudny los przeżyć,

Gdyby zechciał przykazaniom swe serce powierzyć?

Czy ten chłopak mógłby teraz z nami być,

Gdyby godność w jego duszy mogła dumnie żyć,

By na tym świecie nadal i bezpiecznie być?

11. Dawid Motyka — To ta dziewczyna

To ta dziewczyna, to ta dziewczyna,

Zgasła nagle na życia mieliznach.

Była tak miła, pełna życia i czysta,

Poczciwie bliska — prawda to oczywista.


To ta dziewczyna, to ta dziewczyna,

W drewnianej trumnie sen swój zaczyna.

Była maleńka, niewinna i krucha,

Więc rzucam jej kwiat, gdy losu już nie usłucha,

Gdyż walkę z życiem przegrała jej dusza.

12. Dawid Motyka — Miłość wygrywa

Nie pokona nic prawdziwej miłości,

Gdy ludzkie serce złotym żytem jest usłane.

Mroczne siły zła, wściekłe aż do kości,

Przez tę potęgę zostaną na zawsze pokonane.


Bo miłość nieraz bywa w ciężkich opałach,

Lecz przetrwa wszystko, niezłomna i silna.

Ta moc jest wielka niczym obronny pałac,

Gdzie dusza chroni się, bezpieczna i stabilna.


I choćby czasem ta miłość malała,

Ktoś przecież do ciebie z tęsknoty truchleje.

Ktoś w trudnej chwili ducha ci podnosi,

By w twoje serce wlać nową nadzieję.


Bo miłość kocha czysto, bezgranicznie,

W swej wielkiej ofierze zapomina o sobie.

To najwspanialsza siła, by trwać przy tobie,

Gdy miłość w drugiej miłości się przegląda,

Codziennie obecna w każdym czynie i mowie.

13. Dawid Motyka — Umiejętność muzyka

Jest tylko jeden człowiek na tej wielkiej ziemi,

Który rozumie mnie i moje myśli doskonale.

To tajemniczy stróż w zaciszu chłodnej sieni,

Który budzi dawną woń i niesie ją dalej.


On doskonale zna ten trudny kawał życia,

I ludzkich gorzkich trosk rozumie całkiem wiele.

On daje nową siłę, gdy bliskość jest do zdobycia,

Gdyż ramię w ramię kroczymy dziś na czele.

14. Dawid Motyka — Gram na basie

I szarpię, mocno szarpię cię, mój basie,

Splatam czułe dźwięki niczym na harfie.

Wszystko się zgadza, idealna jest harmonia,

Spełniony kładę się teraz przy tobie,

Rozkwitając dumnie jak purpurowa piwonia.


Klang i głębokie glissando już mnie rozpieszcza,

Nadchodzi potężny łomot z ust nowego wieszcza!

Tym razem na basie — tak, jak to widzieli,

Zagrałem drapieżnym, czystym slappingiem,

Aż z podziwu wszyscy rywale zaniemówili.

15. Dawid Motyka — Bzy Maryi i my

Maryjo, słoneczne są te Twoje bzy,

Pachniecie jak lilie, a w tym zapachu — ja i Ty.

Unosicie mnie niczym windą do czystego słońca,

Gdzie budzi się poezji moc, nigdy niekończąca.


W głębokim fiolecie tak pięknie wygrywacie,

Słodyczą letnich malin do serca wzdychacie.

Jesteście jak ziemskiej miłości piękny trud,

Gdyż z Wami i dla Was sprzymierza się Bóg.

16. Dawid Motyka — Bóg potrafi

Wszystkie dzieła Boże są najdoskonalsze,

W Jego świętych przykazaniach ludzkie życie trwalsze.

Wszystko wokół owiane tajemnicą boskości,

Gdy Pan obraca całe ziemskie zło w skamieniałości.


Bo choć grzech i ciemność istnieją na ziemi,

Bóg ufa niezmiennie, że każdy się na lepsze zmieni.

Gdy tylko łaska obudzi w nas dziecko Boże,

Ona każdemu człowiekowi w końcu dopomoże.

17. Dawid Motyka — Polsko nasza

Niech pokoleń sztafeta ruszy w radosnym pędzie,

Gdy boska opieka Trójcy nad nami będzie.

Aby nasza Polska ruszyła z kopyta,

Czerpiąc moc z ziarna, co w ziemię głęboko jest wryte.


Polsko nasza, Ojczyzno wspaniała,

Tyś wierna Trójcy, zdrady Judasza nie znałaś.

Owiana jesteś od wieków tajemnicy glorią,

Wolna od tyranii, z własną piękną historią.


Masz w sobie żywe demokracji tchnienie,

Które nas chroni czułym mocy ramieniem.

By pilnować porządku i prawa swojego,

Dla wolnego ludu w polskim domu narodzonego.

18. Dawid Motyka — Z Ukrainą

Poszedł zwykły człowiek na okrutną wojnę

I już więcej pewnie do domu nie wróci.

Nastały dni straszne, czasy niespokojne,

Gdy w okopach żołnierz z losem się kłóci.


To jest ta wojna, gdzie Ukraina krwawi,

Gdy Rosja napiera i triumfy płodzi.

To nie jest dobra wola ludzkiego istnienia,

By usiać minami nurt rzek i pół cienia.


Choć wróg krwiożerczy wielką siłę pręży,

Ukraiński żołnierz wciąż o wolność walczy.

Bije się o godność na tym wielkim świecie,

Byście go po latach, w wolnym, czystym domu,

Żywego i zdrowego uściskać mogli przecie.

19. Dawid Motyka — Kiepskich żywot

Oto jest właśnie tych Kiepskich życie,

Więc nas witajcie i z nami trwajcie!

W pogodne słońce śmiało zaglądajcie,

Czyż nie na taki moment liczycie?

Więc w jedną paczkę szybko się zgrajcie.


My sobie żyjemy spokojnie i wolno,

Na wspólnej domówce, z uciechą swawolną.

Choć wiecznie przeszkody niszczą nam plany,

A los wciąż przynosi nam nowe zabawy,

To w sąsiedzkich układach toczą się nasze sprawy.

20. Dawid Motyka — Mój ty aniele

Mój ty aniele, zapalam ci światło w niedzielę,

Niosę ten blask, co z Bożego ducha się ściele.

Jestem wysłannikiem słodkiego spoczynku i ciszy,

Gdy Bóg szeptem tuli to, co ludzkie ucho ledwo usłyszy.


Będę cię chronić, przed złem wiecznie wybawiać,

W mroku twej drogi jasne słońce stawiać.

Każdy, kto na tę pomoc sercem zasłużył,

I każdy, kto na mnie czekał, gdy czas mu się dłużył —

Wie dobrze, że noc minie w bezpiecznym spokoju,

Bez lęku i trwogi w codziennym znoju.


Anioł z niebios sprawia nam wiele radości,

Otwórz mu serce, daj owoc tej pożyteczności.

Pozwól mu kochać cię szczerze i na stałe,

By darował ci błędy, wiodąc dusze w wieczną chwałę.

21. Dawid Motyka — Na fortepianie

Fortepianie, jakież dziś dasz nam przesłanie?

Czy twoje czarne i białe klawisze zaświecą,

By dźwiękiem poruszyć serca, co ku tobie lecą?

Czy nuty twe piękne zachwytem panienki podniecą?


Grać trzeba na tobie uroczyście i godnie,

Z dumną pasją w sercu, czule i dogodnie.

Niech kwieciem usłana melodia płynie w oddali,

Aby dźwięki tworzyły potęgę swych fal,

Niosąc w świat siłę, co zuchwale gna w dal.

22. Dawid Motyka — CoŚ dla ciebie

Czy tę piękną różę mogę dzisiaj tobie dać?

Położę ci ją pod drzwi, by miłości ziarno siać.

Wrzucę ją cicho przez otwarte okno,

Byś poczuła w sercu siłę wielką i mocną.


Ta czerwona róża rwie się dziś ku tobie,

Od razu jaśniej i piękniej jest w mojej głowie.

Większy zachwyt budzi się w całej naturze,

Niech każdy wie teraz, że dzięki miłości pniesz się ku górze.

23. Dawid Motyka — Budzisz się raz

Dozą moich cichych słów

Budzą się kapryśne dźwięki znów,

Które podnoszą się same dla siebie.

Ty dobrze wiesz, co i jak,

Gdy nagle w sercu narasta strach

Przed tym, co czeka na nas w niebie.


Oto opadł z drzewa głuchy liść,

Znak to wyraźny, że trzeba już iść,

Aby przytrafiło się nam coś dobrego.

Bo to jest właśnie ten trudny czas,

Który tak często gubi nas

I ślepo posyła swego do swojego.

24. Dawid Motyka — W niebie i słońcem

Na niebie chmurka miękko się otuliła,

Cicho jak myszka po błękicie pogubiła.

Miała zatrzymać chwile choćby na trochę,

Lecz pouciekały cienie za daleki horyzont.


Gdy szare niebo cicho się pomodliło,

Z góry drobnymi kroplami nakropiło.

Było deszczu ożywczego akurat po trochu,

Choć słonko wciąż lśniło pośród kropel pychu.


Wtedy i tęcza na niebie zawitała,

Chmurki deszczowe dumnie poprzykrywała.

Otuliła cały świat swoim żywym kolorem,

Ciesząc oczy nowym, malarskim wzorem.


A ciepłe słoneczko z góry przygrzewało,

Dało tyle miłości, aż wszystko dokoła pokochało.

Przyniosło światu radość i głęboką wdzięczność,

Darując naturze całe swe piękno i lekkość.

25. Dawid Motyka — Jabłonią

Piękna jabłoń urosła w zielonym sadzie,

Ma wielkie owoce, które ktoś przed królową kładzie.

Są niesamowicie soczyste, słodkie i dorodne,

A samo drzewo to skarb i dary czcigodne.


Rośnie ta dumna jabłoń już od lat dwudziestu,

Inne drzewa obok rodzą owoce ze smutku —

Jakby wiecznie były bez słońca i deszczu.

Nie mają w sobie takiego obrodzenia,

Tylko tę jedną jabłoń ramię nieba docenia.


Jej jabłka są pyszne, wręcz doskonałe,

Na podwieczorek i ognisk wieczorną chwałę.

Są pełne smaku, zdrowe i pożywne,

To najwspanialsze dary jesieni — słodkie oraz żyzne.

26. Dawid Motyka — Robot

Bzyy… Robot cicho przed siebie jedzie,

Ktoś przez niego życie dziwne wiedzie.

Bzyy… Robot zręcznie przed nami skacze,

Pokazuje sztuczki, dumnie kozacząc.


Bzyy… Robot myśli, jak świat mu się wyśni,

Choć z metalu stworzony w ludzkiej myśli.

Przecież ta maszyna nie ma ludzkiej duszy ani głowy,

W jej wnętrzu drzemie tylko komputer całkiem nowy.


Robot z cichym szumem na krześle już siada,

Nawet to potrafi, gdy mechaniczne ręce składa.

Ten robot jest doprawdy niezwykły, wyjątkowy,

To nowoczesny stróż, pomocnik porządkowy.

27. Dawid Motyka — Piramidy

Są ostentacyjnie wierzchołkiem wyostrzone,

Noszą w swych głazach wieki zamrożone.

Wszystko zależy od historii i miejsca,

Są wszak i takie, co w morzu toną od wejścia.


Wznoszą się dumnie na różnych kontynentach,

Piękne, monumentalne, zaklęte w triumfu momentach.

Mają w sobie czystą energię życia Boskiego,

A sam ich czubek to potęga i moc Jego.

28. Dawid Motyka — Morze arktyczne

Morze Arktyczne dumnie w lodach rwie się i gna,

Tam biały niedźwiedź swój bezpieczny schron ma.

Miejsca te mroźne, na samym krańcu ziemi,

Gdzie niejeden śmiałek diamentu szuka wśród cieni.


Bardzo wyjątkowe to morze, groźne i wielkie,

Które ukryty sens zamyka, chroniąc małą muszelkę.

Choć pod warstwą lodu nie widać jej niemal wcale,

Taka to mroźna aura, co budzi się tu stale.

29. Dawid Motyka — Sadem i ogrodem

W moim sadzie rosną wielkie, słodkie czereśnie,

A tuż obok kapusta zieleni się wcześnie.

Dalej pną się ogórki i dojrzałe pomidory —

Ten zielony świat nie jest pusty ani goły.


Rosną tu także jabłonie i wiśnie urodziwe,

Co wiosnę stroją się w kwiaty prawdziwe.

Wszystkie drzewa w ogrodzie ślicznie nas witają,

Gdy co roku nowymi barwami zachwycają.


Pośrodku leży klomb, tak uroczy i ładny,

Gdzie każdy detal wydaje się trafny.

Wszystko dokoła kolorami tęczy jasno świeci —

To radosne lato, czas mój oraz dzieci.


Maluchy bawią się chętnie tu i ówdzie,

Szukają beztroskich zabaw, zapominając o trudzie.

Znajdują bezpieczne miejsca do spędzania czasu,

Przynosząc zielone liście, zerwane wprost z lasu.

30. Dawid Motyka — Sztorm

Wielki, potężny sztorm zalał nasz rodzinny dom,

A statek na pełnym morzu uderzył w fale jak w dzwon.

Wszyscy w ciemności krzyczą: „Ratunku, litości proszę!”,

Gdy wiatr nas rzuca na liny, które z trudem podnoszę.


Wzburzone morze kręci się dzisiaj jak wielki młyn,

Wszystko dokoła zamienia się w groźny, śmiertelny płyn.

Nie ma już dla nas litości na tym tonącym statku,

A w zalanym domu nie ma zbawiennego blasku bławatków.


Wszystko wokół zarywa się nagle i z krzykiem upada,

Cała nadmorska wioska pod lodowatą wodą osiada.

Taki to sztorm potężny na naszych oczach się dzieje,

Że los nasz jest coraz gorszy i gasną ostatnie nadzieje.

31. Dawid Motyka — Wielka fala

Rozlega się szum, wielka fala na morzu,

Pędzi spiętrzona w potężnym stożku.

Ma w sobie niszczącą siłę atomu,

Taka to władczyni ziemskiego gromu.


I płynie powoli, lecz mknie nieubłaganie,

Niesie ze sobą wyrok i otchłanie.

Zaraz rozniesie na swojej drodze

Wszystko, co spotka — nic nie pomoże.


I nagle uderza ta wielka, ślepa moc,

Na którą bezradnie czekamy przez noc.

Pękają świata najmocniejsze szwy,

Wszystko się poddało, ulegliśmy i my.

32. Dawid Motyka — W świecie rybak stale

W podkoszulku starym siedział cichy człowiek,

Mówił, że swe życie trzeba puścić w obieg.

Narzekał, że na świecie nie ma nic dobrego,

I pytał sam siebie: co wyniknie z tego?


Palił powoli swoją jedną, tanią fajkę,

Nosił ze sobą grubą, wysłużoną kufajkę.

Nigdy nie chciał trudnych dróg dla siebie wybierać,

Lecz za wielkie czyny chętnie chciałby laury zbierać.


Wolał więc pójść rano na spokojne ryby,

Gdzie w głębinach wodnych krążą wieloryby, niby…

Gdzie pływają sztuki większe od jasnego delfina —

Żebyście widzieli, jaka była his mina!


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 38.34