Wstęp
Niniejsza książka „Moja czerwona książeczka. Manifest byłego prawaka” to swoiste wyznanie wiary w socjalizm oraz wyraz moich lewicowych poglądów. To także przegląd moich przekonań dotyczących ważnych dla mnie kwestii społecznych i politycznych. Książeczka ta jest również wyrazem złości oraz poczucia zawodu neoliberalnymi kłamstwami, którymi byłem karmiony przez większość życia. To także wyraz złości i rozczarowania rzeczywistością oraz rządami „Koalicji 13 grudnia”, a wcześniej „Zjednoczonej Prawicy”.
„Manifest byłego prawaka” to również opis mojej drogi do obecnych poglądów społecznych i politycznych. Aby ten obraz był pełniejszy, do głównej części tekstu dołączam kilka artykułów, które publikowałem na swoim blogu w serwisie Tezeusz.pl, wywiad udzielony Sylwii Kośmider oraz esej napisany w ramach studiów, na zaliczenie zajęć z filozofii.
I w tym miejscu muszę przeprosić za moją przeszłość, w której byłem sfrustrowanym incelem, sympatykiem prawicy, gorliwym, a czasem niemal fanatycznym katolikiem. Głosiłem i wyrażałem poglądy, których dzisiaj się wstydzę. Byłem mizoginem oraz homofobem. Swoje ówczesne poglądy wyrażałem na blogu w portalu Tezeusz.pl. Za raniące innych poglądy, teksty i wypowiedzi pragnę przeprosić oraz proszę o wybaczenie.
Moja droga do lewicowości trwała około 10 lat i była ewolucją, która nie zawsze była łatwa i przyjemna. Droga ta ściśle wiąże się także z przemianami zachodzącymi w moim życiu duchowym: od fanatyzmu religijnego, przez poznanie i fascynację teologią wyzwolenia, po bezpośrednie doświadczanie Siły Wyższej.
Droga do lewicowości to także perturbacje związane z rozczarowaniem neoliberalnymi kłamstwami dotyczącymi mojej ścieżki zawodowej.
Gdyby nie ta droga, gdyby nie te przemiany, nie byłbym dzisiaj człowiekiem o dużej wrażliwości i empatii wobec drugiego człowieka. A moja lewicowość wprost wypływa z mojego duchowego oraz intelektualnego doświadczenia!
Wielu ludzi jest dziś oburzonych i zawiedzionych moją przemianą, wyznawanymi poglądami oraz podejmowanymi aktywnościami społeczno-politycznymi. Niektórzy pytają: „Jak to jest możliwe? Jak do tego doszło?”. Dla takich ludzi odpowiedź mam prostą: czytam książki z prawa i lewa, spotykam się i rozmawiam z ludźmi. Wyszedłem ze swoich baniek i zaciekawiłem się światem drugiego człowieka. Sprawdziłem też, czy to, czego uczyli mnie w szkole, w Kościele i w domu, jest prawdziwe. Niestety, nie jest… Na lewą stronę zaprowadziły mnie odważne pytania oraz trudne odpowiedzi na nie.
Pierwotny tekst książki powstał podczas kampanii wyborczej przed wyborami w 2023 roku. Był rozpowszechniany drogą „podaj dalej”, w wersji elektronicznej, wśród znajomych i bliskich. Dziś decyduję się opublikować ten tekst publicznie po dokonaniu koniecznych poprawek i rewizji faktów.
Zapraszam do lektury i wspólnej podróży! Wierzę, że razem zbudujemy lepszy kraj! Zbudujemy wspólnotę dla wszystkich!
Gniezno, 27.10.2026
Po pierwszze sprzeciw!
SPRZECIWIAM SIĘ PRAWU, KTÓRE JEST DYSKRYMINUJĄCE I NIE RESPEKTUJE ZASAD SPRAWIEDLIWOŚCI SPOŁECZNEJ!
SPRZECIWIAM SIĘ PRAWU KWESTIONUJĄCEMU ZASADĘ RÓWNOŚCI WSZYSTKICH WOBEC PRAWA!
SPRZECIWIAM SIĘ POLITYCE GOSPODARCZEJ, KTÓRA FAWORYZUJE NAJBOGATSZYCH I MOŻNYCH TEGO ŚWIATA!
SPRZECIWIAM SIĘ POLITYCE, KTÓRA DZIELI POLAKÓW NA GORSZYCH I LEPSZYCH, NA SWOICH I WROGÓW!
SPRZECIWIAM SIĘ IDEOLOGIZACJI NAUKI I EDUKACJI!
SPRZECIWIAM SIĘ MARIAŻOWI PAŃSTWA Z KOŚCIOŁEM ORAZ INGERENCJI KOŚCIOŁA INSTYTUCJONALNEGO W POLITYKĘ!
SPRZECIWIAM SIĘ POLITYCE MIESZKANIOWEJ, KTÓRA SPRAWIA, ŻE MIESZKANIE JEST TOWAREM, I TO TOWAREM LUKSUSOWYM, NA KTÓRY STAĆ CORAZ MNIEJ POLAKÓW!
SPRZECIWIAM SIĘ ZAWŁASZCZENIU MEDIÓW PUBLICZNYCH!
SPRZECIWIAM SIĘ NEPOTYZMOWI I KOLESIOSTWU ORAZ OBSADZANIU WAŻNYCH STANOWISK LUDŹMI, KTÓRZY NIE MAJĄ DO TEGO ŻADNYCH KOMPETENCJI!
SPRZECIWIAM SIĘ LUDZIOM, KTÓRZY BUDZĄ ŚMIESZNOŚĆ I KOMPROMITUJĄ NAS NA ARENIE MIĘDZYNARODOWEJ!
SPRZECIWIAM SIĘ POLITYKOM, KTÓRYCH GŁÓWNY CEL TO SWÓJ WŁASNY INTERES!
SPRZECIWIAM SIĘ POLITYCE PRACY, KTÓRA FAWORYZUJE PRACODAWCÓW ORAZ WIELKIE KORPORACJE I BIZNESY WYSYSAJĄCE Z POLSKICH PRACOWNICZEK I PRACOWNIKÓW OSTATNIE SOKI!
SPRZECIWIAM SIĘ POLITYCE SŁUŻBY ZDROWIA, JEJ NIEWYDAJNOŚCI, NIEUDOLNOŚCI ORAZ SŁABEGO JEJ FINANSOWANIA!
SPRZECIWIAM SIĘ ADMINISTRACJI PUBLICZNEJ I BUDŻETÓWCE, W KTÓREJ URZĘDNIK CZY NAUCZYCIEL ZARABIAJĄCY GROSZE TRACI MOTYWACJĘ DO PRACY I SŁUŻENIA OJCZYŹNIE!
SPRZECIWIAM SIĘ SPOSOBOWI FUNKCJONOWANIA WOJSKA ORAZ SŁUŻB MUNDUROWYCH!
SPRZECIWIAM SIĘ ZAWŁASZCZANIU HISTORII, JEJ FAŁSZOWANIU ORAZ UPOLITYCZNIANIU!
SPRZECIWIAM SIĘ NEOLIBERALNEMU PORZĄDKOWI ORAZ NEOLIBERALNEJ NARRACJI I JEJ KŁAMSTWOM!
MAM DOŚĆ NEOLIBERALNEGO PORZĄDKU! Przemiany społeczno-polityczne i gospodarcze na początku lat 90., które miały otworzyć nasz rynek na kapitał zewnętrzny i sprawić, że staniemy się bogatsi i będzie nam się żyło lepiej, okazały się wielkim niewypałem. Plan Balcerowicza sprawił, że miliony Polaków straciły pracę, a ich stopa życiowa znacząco się obniżyła. Dotyczyło to zwłaszcza osób z mniejszych miejscowości oraz wsi. I tak kolejny raz oszukano klasę ludową i społeczeństwo. Oczekiwana wolność w praktyce niewiele przyniosła — mówimy tu oczywiście o realnym przełożeniu polityki na życie poszczególnych grup społecznych. Neoliberalna narracja stworzyła negatywny obraz klasy robotniczej, ludzi ze wsi i małych miasteczek, przedstawiając ich jako roszczeniowych, leniwych i niepotrafiących odnaleźć się w nowej rzeczywistości wolnej gospodarki. Narracja ta sprawiła, że ludzie masowo zaczęli wyjeżdżać do dużych miast w poszukiwaniu lepszego życia i większych szans na wzbogacenie się. Przyczyniło się to także do wytworzenia pewnego rodzaju wstydu z powodu pochodzenia z mniejszej miejscowości, ze wsi czy z prowincji. Do dziś wstyd się przyznać, że pochodzi się z małej miejscowości lub ze wsi. Na długie lata zapomniano o tych ludziach, a przypomniał sobie o nich dopiero PiS w 2015 roku — i dlatego sprawuje rządy już od ośmiu lat! Jesteśmy przekonani, że już wystarczy!
Neoliberalizm zawiódł! Widać to niemal gołym okiem na każdym kroku, na niemal każdym rogu każdej ulicy, w każdym polskim mieście. Oczywiście nie jest tak, że nic nie zmieniło się na lepsze. Nie jest też tak, że Polska wali się i wszędzie widać tylko smród, głód i ubóstwo. Sęk w tym, że jeśli czegoś nie widać, nie oznacza to, że tego nie ma! Niestety, niski status i niewielki majątek większości Polaków oraz brak dobrobytu są przykryte widokiem wieżowców należących do wielkiego kapitału i banków, wyremontowanych kamienic, zabetonowywanych placów i rynków miejskich, powstających jak grzyby po deszczu galerii handlowych oraz supermarketów, a także luksusowych aut na ich parkingach. Nie zmienia to jednak faktu, że nie zniknęły problemy, z którymi mierzą się nasi rodacy: bieda, ubóstwo, brak oszczędności i mieszkań, konieczność ograniczania zakupów z powodu szalejącej inflacji, wzrastające z miesiąca na miesiąc raty kredytów, opłaty za media oraz żłobki i przedszkola, ciągnące się w nieskończoność kolejki do specjalistów, zadłużone szpitale, słabo opłacana budżetówka czy inne istotne dla sprawnego funkcjonowania państwa oraz społecznego współżycia branże i zawody. To jest rzeczywistość dużej części naszego społeczeństwa — rzeczywistość, której nie da się przykryć nowoczesnymi wieżowcami. Liberalizm miał przynieść naszemu krajowi powszechny dobrobyt i bogactwo oparte na własnej ciężkiej pracy oraz kreatywności. Głosił, że jeśli tylko będziemy ciężko pracować i będziemy przedsiębiorczy, osiągniemy wszystko, czego chcemy. Główne hasło liberalizmu brzmi: „Chcieć to móc!”. Wystarczy chcieć, bo jeśli tylko chcemy, na pewno znajdziemy sposób, by założyć firmę i osiągnąć sukces materialny. Nie jest istotne, skąd pochodzisz, jaki masz kapitał początkowy, rodzinny czy społeczny. Nie jest istotne miejsce, z którego startujesz — ważne jest to, dokąd zmierzasz! Wszystko jest w twoich rękach, jesteś kowalem własnego losu. A jeśli nie osiągasz celu, to jesteś leniwy i roszczeniowy!
Kłamstwa, w które każą nam wierzyć liberałowie i neoliberałowie! Pierwsze kłamstwo: CHCIEĆ TO MÓC! Serio? Wystarczy chcieć? A wszystko się samo ułoży? Któż z was nie chce mieć gdzie mieszkać? Kto z was nie chce dobrze zarabiać, mieć dostęp do służby zdrowia? Kto z was nie chce jeździć na wakacje? Któż z was nie chce jeździć dobrym samochodem? No chyba większość z was zwyczajnie nie chce! Bo przecież nie macie mieszkania, samochodu, zarabiacie minimalną krajową, jeździcie starymi samochodami i drżycie przed inflacją! Po prostu nie chcecie zmiany! Jest wam wygodnie w biedzie! Wolicie po prostu tkwić w waszej strefie komfortu!
Drugie kłamstwo: JESTEŚ KOWALEM WŁASNEGO LOSU. Wszystko jest w Twoich rękach! To kłamstwo jest bardzo podobne do tego pierwszego. Wystarczy chcieć, a potem konsekwentnie, wytrwale dążyć do celu. Nie możesz liczyć na nikogo! Szczęście? Przypadek? Absurd! Nie ma czegoś takiego jak szczęście czy przypadek! Wszystko jest wynikiem ciężkiej pracy i planu! Znajomości? Nie! Wszystko osiągane jest mimo braku znajomości oraz braku wsparcia, a często nawet mimo hejtu! Bogaci rodzice i kapitał rodzinny? No nie! Jak możesz! Nie jest istotne, skąd pochodzisz, a twoi rodzice nie muszą być bogaci, żebyś ty był bogaty! Nawet jeśli Twój ojciec był robotnikiem, a matka sprzątaczką, to możesz osiągnąć wszystko! No więc moi drodzy! Jeśli nie jesteście bogaci, nie macie mieszkań na własność, nie macie firmy, nie jeździcie na wakacje, zarabiacie grosze, to widocznie nic nie robicie! Po prostu wam się nie chce! Wy nieroby! Wy patusy! Lenie! Chcecie, żeby wam wszystko spadło z nieba! Ruszcie dupy!
Trzecie kłamstwo: WYSTARCZY BYĆ PRZEDSIĘBIORCZYM I KREATYWNYM! No po prostu nie jesteście przedsiębiorczy! Przecież co za problem założyć firmę!? Nie masz pomysłu? No pomyśl! Bądź twórczy! Bądź kreatywny! Wymyśl coś! Nie masz pieniędzy na rozkręcenie biznesu? No to weź kredyt! Jeśli bank tobie nie da, to weź chwilówkę! Co za problem? Ewentualnie poproś rodziców o pomoc. Jan Kulczyk przecież dostał od ojca milion czy coś w tym stylu… Nie znasz się na prowadzeniu firmy? To chyba nie uważałeś na lekcjach podstaw przedsiębiorczości! Przecież uczyliśmy cię przez kilka lat, jak to być przedsiębiorczym! Jesteś na etacie, pracujesz dla kogoś? Ty przegrywie! Ty konformisto! To właśnie przez takich jak ty w tym kraju jest jak jest i dlatego jesteś biedakiem!
Czwarte kłamstwo: IM CIĘŻEJ BĘDZIESZ PRACOWAŁ, TYM OSIĄGNIESZ WIĘKSZY SUKCES! No ty, leniu! Jak to pracujesz 10–12 godzin dziennie i nie stać cię na mieszkanie i samochód? Zarabiasz minimalną krajową? No to naprawdę chyba się opierdalasz w tej robocie! Musisz jeszcze ciężej pracować! Weź dodatkową pracę! Pracujesz od poniedziałku do piątku? Ej! Są jeszcze weekendy? Możesz coś znaleźć na sobotę i niedzielę? A w nocy też możesz wziąć jakąś lekką pracę, np. jako stróż nocny? Musisz się wyspać? No przestań! Wyśpisz się po śmierci! Chciałbyś odpocząć? No nie… no przestań być takim mięczakiem! Urlop? Urlop jest dla frajerów, ewentualnie dla prezesów spółek, którzy już się dorobili. Ty dopiero jesteś na początku drogi. Musisz zapierdalać! Nie ma leżenia! Nie ma nie mam siły! Jesteś chory? Ojej, pyralgina, aspiryna, kop w dupę i do roboty! Bill Gates, Elon Musk, Rafał Brzózka, kojarzysz ich? Są bogaci, piękni i znani, bo ciężko pracują po kilkanaście godzin dziennie. Taki Brzózka sam rozwozi paczki do paczkomatów, jest na kontrakcie B2B i zobacz, jaki sukces! Miliarder! A nie czekaj…
Piąte kłamstwo: BOGACI MUSZĄ SIĘ BOGACIĆ, BO TYLKO WTEDY TOBIE COŚ SKAPNIE! Bogaci, właściciele wielkich biznesów, korporacje, banki muszą mieć ułatwienia oraz przywileje. Bo tylko wtedy zainwestują w naszą gospodarkę, dadzą tobie pracę. Podatki? Są dla ciebie, pracowniku, nie dla właściciela kapitału. Jemu nie wolno podnosić podatków, wymagać przejrzystości, lepiej nie tykać, nie sprawdzać, nie pytać, bo jeszcze się obrazi i wyniesie do jakiejś Afryki czy Azji… Przecież jeśli bogaty będzie bogatszy, to podzieli się z tobą tym bogactwem! Bogaty to dobry człowiek o wielkim sercu. Zresztą zobacz, jacy to filantropi i darczyńcy, fundatorzy wielu fundacji. A to, że odliczą sobie parę złotych od podatku, to przecież nic w porównaniu do tego, co nam dają. Ale żeby tobie dali, muszą zobaczyć, jak ciężko pracujesz, jak jesteś im lojalny oraz oddany. Musisz pokazać, że jesteś dla nich, a nie oni dla ciebie. Wzywają cię z wakacji do pracy, to idziesz, zmieniają grafik, trudno widocznie takie są potrzeby! Zagryź zęby i do roboty! Jak zobaczy, że jesteś pracowity, to może da ci podwyżkę? Jak to zarabiasz od 10 lat tyle samo? No to pewnie się obijasz! Pewnie bierzesz urlopy albo chodzisz na L4 zamiast do roboty. Pewnie masz słabe wyniki, musisz się bardziej postarać, nie wiem… może nadgodziny? Najlepiej bezpłatne, a zobaczysz, że cię doceni i prędzej czy później ci to odda! To ty musisz płacić podatki, być uczciwym i pracowitym! Bez urlopu i bez chorowania!
Szóste kłamstwo: NIECH PAŃSTWO ODWALI SIĘ OD MOICH PIENIĘDZY! JA WIEM LEPIEJ, JAK NIMI DYSPONOWAĆ. JESTEM RACJONALNY! No tak, przecież wiem wszystko: znam się na ekonomii, podatkach, transporcie, drogach, budownictwie, biznesie technologicznym, medycynie itd. — no po prostu na wszystkim! Dlatego dobrze rozdysponuję moje pieniądze. To ja będę decydował o swoim zdrowiu, sam zapłacę za operację, a jeśli nie będzie mnie stać, to jej nie zrobię. Co jeśli wtedy umrę? No trudno, takie prawo ewolucji. Darwinizm czy jakoś tak! Jak będę chciał, to sobie kupię ziemię, wybuduję drogi, położę tory kolejowe i tramwajowe. Jak będę chciał, to sobie zrobię własne wojsko czy policję. Jak będę chciał, to zbuduję sobie szpital czy szkołę. No sam sobie to wszystko załatwię. Państwo mi nie jest potrzebne! A ciebie, jeśli cię na to nie stać… no trudno, może jakiś bon tobie damy? A nie, my nic nie dajemy! Rozdawnictwo jest passe, bo tworzy tylko patusów i nierobów! No nadszedł czas oddzielenia silnych od słabych. Darwinizm, ewolucja, przetrwają kowale własnego losu, reszta patusów umrze, coś takiego mówił nasz mistrz W.C. Korwin.
To tylko kilka kłamstw, które w latach 90. zatruły umysły Polek i Polaków. Podzieliły społeczeństwo i dzielą je do dzisiaj! To przez te kłamstwa Polacy szczują sami na siebie! Dzielą się na zaradnych i roszczeniowych, pracowitych i leniwych, normalnych i „patusów”. Na tych, którzy są okradani, i tych, którzy są obdarowywani pieniędzmi za to, że żyją. Na tych, którzy są nierobami, i tych, którzy robią na tych nierobów. Tak zrodziła się nienawiść do biednych, do tych, którym nie wyszło w biznesie, którzy ciężko pracują, ledwo wiążą koniec z końcem, mieszkają w mieszkaniach socjalnych, dostają wsparcie od państwa czy pobierają świadczenie 500+. Co ciekawe, nikt sam nie zrezygnował z 500+. Stałem się lewakiem dlatego, że kiedyś — uwiedziony tymi kłamstwami — brutalnie zderzyłem się z rzeczywistością. Można powiedzieć, że życie pokazało mi oraz moim rówieśnikom, że NEOLIBERALIZM TO ŚCIEMA! Rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i skomplikowana, a ja jako człowiek jestem zależny od innych ludzi, a także od państwa. Ta świadomość doprowadziła mnie do odpowiednich lektur oraz do spotkania z ludźmi, którzy pokazali mi zawiłości świata. Zawód neoliberalizmem i wkurwienie na to, jak ten świat wygląda i jak gardzi słabszymi, starszymi oraz tymi, którzy mają czelność odróżniać się od większości, zaprowadziły mnie do walki o ten lepszy, sprawiedliwy świat, w którym chce się żyć! Chce się mieszkać! Zakładać rodzinę! Pracować, a z wypracowanych pieniędzy utrzymać siebie oraz rodzinę, a także mieć środki na mieszkanie i opłaty! Chcę wspólnoty! Chcę normalności! Chcę kraju, w którym można czuć się bezpiecznie, który dba o wszystkich i nikogo nie wyklucza! Kraju, w którym aparat państwa zamiast odwracać wzrok od biedy, chorób, niepełnosprawności, bezrobocia, bezdomności, prześladowania oraz łamania praw pracowniczych, praw człowieka i praw kobiet, podaje rękę ludziom, którzy akurat jej potrzebują! Dla jednych będzie to pomoc w postaci podania wędki, dla drugich — wykopania nowych łowisk, a dla trzecich — podania ryby! Im więcej będzie ryb, nieistotne, czy dlatego, że je rozdano, czy dlatego, że je złowiono, tym więcej będzie pełnych brzuchów! Chcę takiego kraju i wierzę, że da się taki zbudować! Nie, to nie jest kolejna utopia. To kraj, w którym nie trzeba rewolucji czy wywracania stołka! To kraj, w którym ten stołek trzeba uporządkować i naprawić. Wspólnie! Różniąc się i spierając, jednak koniec końców działając RAZEM. My, Polacy, umiemy to robić. Ponad sto lat temu dwaj panowie o skrajnych poglądach, niemiłosiernie ze sobą skłóceni, postanowili zawiesić topór wojenny i walczyć o niepodległą Polskę! To Piłsudski i Dmowski są symbolem tego, że w kluczowych kwestiach możemy się dogadać jako naród!
Dziś stawką jest dobre życie, dobrobyt, bezpieczeństwo, zdrowie każdej Polki i każdego Polaka! Walcz razem ze mną!
Przejdę teraz przez subiektywnie wybrane przeze mnie obszary, które w mojej ocenie są kluczowe dla budowania lepszej wspólnoty dla nas wszystkich. Bez zmian w tych obszarach Polska będzie stawała się krajem, w którym nie będzie się chciało żyć, pracować ani zakładać rodzin. Bez zmian zaczniemy się jeszcze bardziej cofać w rozwoju, a rozwarstwienie społeczne będzie tylko narastało. Bez tych zmian Polska stanie się wyłącznie prywatnym folwarkiem różnych grup interesów, polityków, finansjery, banków, deweloperów oraz gigantów cyfrowych i międzynarodowych korporacji. Taki folwark zbudował PiS! Zatem zakrzycz ze mną ***** *** i Konfederację! I weźmy się do roboty! Tej jest mnóstwo!
PRACA JEST DLA CZŁOWIEKA, NIE CZŁOWIEK DLA PRACY!
Przede wszystkim, aby chciało się żyć w naszym kraju, potrzebujemy pracy, która się opłaca. Pracy, która daje człowiekowi możliwość zarabiania pieniędzy, które może przeznaczyć na utrzymanie siebie i własnej rodziny, a także na przyjemności, własny rozwój i odpoczynek. Potrzebujemy godnej płacy, która na to wszystko pozwoli. Potrzebujemy pracy, która przestanie wyciskać ostatnie soki z pracowników, oferując im odpowiedni odpoczynek bez karania za odpoczywanie. Jeśli pracownik zachoruje, także musi mieć czas na regenerację i powrót do zdrowia — tyle, ile potrzebuje, i bez strat w wynagrodzeniu. Dzięki temu unikniemy zakażeń i „epidemii” różnych chorób w zakładach pracy. Potrzebujemy pracy, która przestrzega praw pracowniczych, i miejsca pracy, w którym pracownika postrzega się podmiotowo, a nie przedmiotowo — jak robota, który zawsze i wszędzie musi być sprawny i gotowy do pracy. Potrzebujemy pracy, która odpoczynek traktuje bardzo serio i zbędnie go nie przerywa, nie dzwoniąc ani nie pisząc po godzinach pracy. Odpoczynek się bowiem opłaca! Im bardziej wypoczęty pracownik, prowadzący życie poza pracą, bawiący się i spędzający czas z bliskimi, tym bardziej będzie zmotywowany do pracy, która stanie się dużo bardziej efektywna! Do warunków pracy oraz odpoczynku wrócę jeszcze przy omawianiu tematu zdrowia publicznego. Sprzeciwiam się neoliberalnemu, przedmiotowemu traktowaniu pracownika, bez uwzględnienia kontekstu jego życia prywatnego, które służy wyłącznie temu, by przychody właścicieli były wysokie. A jeśli pracownik nie wytrzymuje fizycznie bądź psychicznie, neoliberalna narracja określa go jako osobę nienadającą się, słabą, nierozumiejącą biznesu i rynku pracy, a także nieszanującą pracy, roszczeniową i leniwą. Sprzeciwiam się neoliberalnej gadce, że im cięższa praca, tym większe szanse na bogactwo i dobrobyt. Tylko że to bogactwo i dobrobyt dotyczą wyłącznie właścicieli i pracodawców! Praca 5 razy w tygodniu po 12 godzin na 3 zmiany nikogo nie czyni bogatym, poza tymi, którzy na tej pracy się dorabiają! Milionerzy nie pracują po 12 godzin dziennie i żadną ciężką pracą nie dochodzą do większego bogactwa. Po prostu robią to zwykli pracownicy — prekariusze, zatrudnieni — daj Boże — na umowie o pracę, zapierając po 12 godzin i będąc obarczonymi wieloma obowiązkami, ograniczeniami, karami w postaci potrąceń premii! Koniec z kulturą zapierdolu! Sprzeciwiam się wysyłaniu pracowników na umowy śmieciowe i samozatrudnienie, ponieważ to się ma bardziej opłacać. Trzeba dodać, że to opłaca się tylko jednej stronie — stronie pracodawcy! Sprzeciwiam się takiemu traktowaniu pracowników! Pracownik musi zostać objęty ochroną przez państwo przed nieuczciwymi i wyzyskującymi pracodawcami. Ta ochrona państwa to koniec umów śmieciowych i samozatrudnienia. To upowszechnienie umów o pracę! To dobrze działająca, wyposażona w dobre efektywne instrumenty kontroli i wyciągania konsekwencji, dobrze opłacana praca w instytucji Państwowej Inspekcji Pracy! To PIP będzie stał na straży przestrzegania praw pracowniczych, godzin pracy, wypłacania na czas wynagrodzeń, czasu odpoczynku, prawa do odłączenia oraz prawa do życia prywatnego! Ochrona pracowników przez państwo to także jasne przepisy antymobbingowe, które stoi po stronie osób, które doświadczają przemocy, a nie po stronie ją stosujących! Ochrona pracowników przez państwo to także przepisy wprowadzające 35-godzinny tydzień pracy, 7-godzinny dzień pracy, a w przyszłości 4-dniowy tydzień pracy. A wszystko to bez obniżania wynagrodzeń! Jako naród, który pracuje najdłużej w Europie, zasługujemy na to, żeby w końcu zjadać owoce własnej pracy! Te owoce to także skrócony czas pracy, po to, aby móc cieszyć się życiem, odpoczywać i wydawać pieniądze! To napędzi gospodarkę. Drugim owocem, który jest nagrodą za naszą pracę i który powinniśmy skonsumować, jest godna płaca! Dlatego to państwo powinno gwarantować i prowadzić mądrą politykę płacy minimalnej! Dodatkowo potrzebujemy ustaw, które gwarantują minimalne wynagrodzenia w kluczowej dla dobrego funkcjonowania państwa budżetówce. Mam tu na myśli wynagrodzenia urzędników wszystkich szczebli, pracowników służby zdrowia na wszystkich szczeblach, nauczycieli oraz pracowników oświaty na każdym szczeblu. Poziom płac powinien sprawiać, że młodzi ludzie będą chcieli być lekarzami, pielęgniarkami, nauczycielami, urzędnikami, po to by służyć nam wszystkim, mając pewność, że wykonywanie tych zawodów da możliwość utrzymania siebie, własnej rodziny i prowadzenia życia prywatnego. Bardzo ważnym aspektem prawa pracowników są związki zawodowe. Państwo musi stwarzać przestrzeń dla powstawania związków zawodowych w firmach z prywatnym kapitałem. Mam tu na myśli korporacje oraz zachodnie firmy. Dodatkowo potrzeba wzmocnić ochronę prawną dla członków związków zawodowych oraz ich liderów. Niedopuszczalna jest sytuacja, kiedy pracodawca zwalnia liderów związków zawodowych lub pomysłodawców ich utworzenia. Niestety w Polsce mieliśmy nie tak dawno kilka takich przykładów.
Jeszcze raz! To praca jest dla człowieka, nie człowiek dla pracy!
Chcemy mieć gdzie mieszkać!
Po pracy chcemy wracać do własnego domu lub mieszkania! Dzisiaj moi rówieśnicy wracają do domów i mieszkań swoich rodziców lub do wynajmowanych mikroapartamentów po szalonych cenach! Niektórzy szczęściarze posiadający zdolność kredytową spłacają kredyt, którego raty w szalonym tempie z miesiąca na miesiąc rosną! Wszyscy jednak marzą o tym, że kiedyś będą mieli własne lokum, w którym będzie można spokojnie wieść życie rodzinne, odpoczywać, regenerować się bez strachu o to, że inflacja, bank, sytuacja losowa pozbawi ich dachu nad głową!
Mieszkanie prawem nie towarem!
Sprzeciwiam się temu, co mamy dziś w Polsce na rynku mieszkaniowym, na którym mieszkanie jest towarem: bardzo chodliwym, drogim, pożądanym, zapewniającym ogromne bogactwo jego właścicielowi. Budownictwo mieszkań służy tylko i wyłącznie wzbogacaniu się rentierów. Patologią jest to, że jeden właściciel skupuje po kilka mieszkań tylko po to, by je wynajmować z zyskiem. Mieszkanie nie służy mieszkaniu, lecz zarabianiu na nim pieniędzy! W efekcie ceny mieszkań na rynku pierwotnym osiągają niebotyczne, bajońskie sumy, a na rynku wtórnym wcale nie jest lepiej. Warto wspomnieć, że dziś więcej mieszkań od razu trafia na rynek wtórny, na wynajem. No i koło się zamyka… Chcesz mieć dach nad głową, to płać! Nie stać cię?! Ty nieudaczniku! Zatem zmień pracę i weź kredyt! Nie stać Cię na kredyt, to mieszkaj z rodzicami, nie chcesz! Ty patolu! Zatem mieszkaj w mikroapartamencie o powierzchni 20 m². Nie podoba się?! To na bruk!
Kurwa no nie! Dość tego! Non possumus!
Mieszkanie, czyli dach nad głową, jest PRAWEM gwarantowanym przez Konstytucję RP! Dach nad głową jest PRAWEM CZŁOWIEKA gwarantowanym przez podpisane przez Polskę konwencje międzynarodowe! Dach nad głową jest ludzką powinnością! Dach nad głową jest gwarantem bezpieczeństwa i stabilizacji! Dach nad głową jest gwarantem wzrostu demograficznego oraz wzrostu gospodarczego! Dach nad głową to także gwarancja zdrowia fizycznego i psychicznego obywateli, a co za tym idzie, mniejsze koszty leczenia!
Parafrazując klasyka: Naród, który nie gwarantuje swoim obywatelom dachu nad głową, jest narodem bez przyszłości!
DOPŁATY DO KREDYTÓW — TO NIE DZIAŁA!
Powiedzmy to wreszcie głośno! Różnego rodzaju dopłaty do kredytów, ulgi i programy dla młodych itp. zrobiły dobrze tylko jednej grupie! Nie są to kredytobiorcy w złotówkach ani we frankach. Tę grupę stanowią bankierzy oraz deweloperzy. To jedna grupa, jedna klika, która dorobiła się na rządowych programach wsparcia obywateli zaciągających kredyty! Ten proceder także przyczynił się do horrendalnego wzrostu cen mieszkań!
I tak jest już z najnowszym programem rządowym 2 %. Nie zmieni niczego oprócz tego, że ceny mieszkań wzrosną! Program jeszcze dobrze nie ruszył, a ceny mieszkań już poszły w górę!
Dość tego! Dość nabijania kabzy tym, którzy nie liczą się z ludzkim losem ani potrzebą społeczną tylko zwykłym zyskiem! Sprzeciw! Liberum veto!
A na koniec dwa smutne fakty: 1) tylko 10 % obywateli posiada zdolność kredytową; 2) większość ludzi mieszka w blokach z wielkiej płyty, wybudowanych za czasów wstrętnego Gierka. W mieszkaniach tych można było zamieszkać, wybierając określony zawód i długo na nie czekając, ale z czasem można było dojść do ich własności. Dziś ci ludzie, sprzedając te mieszkania za kilkaset tysięcy złotych, mają czelność zarzucać mojemu pokoleniu, że jest niezaradne i roszczeniowe!
Da się to zrobić!
Da się to zrobić! Wystarczy wola polityczna, lepsza redystrybucja dochodów państwa oraz czerpanie ze wzorców zachodnich, zwłaszcza wiedeńskich! Obowiązek budowania nowych mieszkań musi spoczywać na państwie. To państwo powinno przejąć odpowiedzialność za budowę mieszkań! Potrzebujemy mieszkań na tani wynajem — a będą one tanie, bo wybuduje je państwo, istotnie wspierając w tym samorządy! To już się dzieje; przykładem modelowym niech będzie Włocławek!
My, młodzi, potrzebujemy mieszkań, potrzebujemy dachu nad głową. Nie musimy posiadać mieszkania na własność! Możemy je wynajmować! To nam wystarczy!
Da się to zrobić! Żądamy od kolejnego rządu budowy tanich mieszkań na wynajem!!!
Chcemy być zdrowi!
Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że w naszej służbie zdrowia nie dzieje się najlepiej… Kolejki do lekarzy na NFZ, czas oczekiwania na wizytę to średnio ponad rok. Zadłużenie szpitali, zwłaszcza tych powiatowych, braki kadrowe zarówno wśród lekarzy, jak i pielęgniarek. Niewydolny system, który powoduje, że jako naród nie czujemy się zaopiekowani przez państwo pod względem zdrowia. Kolejną patologią jest to, że mimo płacenia składek w wypadku choroby lub problemów ze zdrowiem wybór jest prosty: czekać rok na wizytę u specjalisty lub zapłacić kilkaset złotych za wizytę prywatną. U tego samego lekarza, do którego na NFZ trzeba czekać ponad rok, po uiszczeniu stosownej opłaty można odbyć wizytę już następnego dnia!
Sprzeciwiam się temu! Mam tego dość! Mam dość systemu ochrony zdrowia, który nie służy obywatelom!
Od prawie 30 lat mam styczność ze służbą zdrowia od strony pacjenta, a przez około dwóch lat miałem tę przyjemność poznania jej od wewnątrz jako pracownik w jednym z wojewódzkich szpitali. Dzięki tym doświadczeniom miałem okazję z bliska przyjrzeć się wszystkim patologiom systemu: począwszy od niebotycznych kolejek, kosmicznego czasu oczekiwania na wizytę i posiłków wołających o pomstę do nieba. Co więcej, wielokrotnie podczas hospitalizacji musiałem korzystać z własnych leków, ponieważ szpital nie mógł mi ich zapewnić.
Do tego dodajmy także ceny leków, które osiągają wysokie sumy, a refundacja nie zawsze jest efektywna. Wystarczy inna diagnoza niż przewidziana w ustawie lub wiek pacjenta i już trzeba zapłacić pełną sumę.
Nie tak dawno na moje leki musiałem wydać ponad 700 złotych, a i tak była to kwota po uwzględnieniu kilku refundacji. Bez nich musiałbym zapłacić ponad 1000 zł.
Strach pomyśleć o osobach leczących się na kilka schorzeń, z niepełnosprawnościami sprzężonymi, które muszą korzystać z prywatnej opieki zdrowotnej i kupować wiele leków, z których większości refundacja nie obejmuje.
Rehabilitacja na NFZ… Czekaj rok na 12 zabiegów albo płać i wracaj do sprawności!
Muszę jeszcze wspomnieć o lekach dla osób zmagających się z chorobami rzadkimi, których leczenie w wielu przypadkach w ogóle nie jest refundowane! Kosztuje ono kilka tysięcy złotych miesięcznie!
Innym, całkiem nowym przykładem jest sprawa leku Enhertu, który jest bardzo skuteczny w walce z nowotworem piersi. Niestety NFZ nie chce go refundować, a cena rynkowa leku wynosi ok. 4500 euro!!! Jest to patologia, bo patologią jest pozwalać ludziom umierać, bo brakuje woli politycznej! Na szczęście dzięki zaangażowaniu celebrytów oraz samych chorych udało się tę refundację wywalczyć!
Nie byłbym jednak uczciwy, gdybym nie wspomniał o tym, że przez te wszystkie lata większość szpitali „wypiękniała”, unowocześniła się pod względem sprzętu. Do tego jako pacjent w określonych podmiotach leczniczych muszę także przyznać, że wielokrotnie spotkałem się z wielką życzliwością i pracowitością personelu.
Jako pracownik szpitala mogłem z bliska zobaczyć absurdalny system wynagrodzeń dla lekarzy, pielęgniarek oraz przedstawicieli innych zawodów medycznych. Spotkałem się z wielką pazernością dyrekcji szpitala, która kombinowała, jak mogła, aby przyznać jak najniższe wynagrodzenia, często pomijając posiadane wykształcenie i kwalifikacje. Tłumaczono to tym, że istotniejsze są kwalifikacje i wykształcenie wymagane na danym stanowisku, a nie te faktycznie posiadane!
To absurd, który koniec końców prowadzi do frustracji pracowników, a także do obniżenia jakości udzielanych świadczeń. Ten absurd sprawia, że pielęgniarkom, lekarzom, innym pracownikom zwyczajnie nie opłaca się uczyć, poszerzać wiedzy oraz podnosić kwalifikacji!
Dlatego nie dziwmy się, że następuje wielki exodus lekarzy z publicznej służby zdrowia do sektora prywatnego! Pielęgniarki oraz przedstawiciele innych zawodów medycznych radzą sobie w ten sposób, że podejmują pracę w kilku placówkach: po zakończeniu dyżuru w jednym szpitalu udają się do pracy w drugim. Rekordzistki potrafią pracować przez 72 godziny bez przerwy! Czy taki proceder może w pozytywny sposób przyczynić się do poprawy jakości świadczonych usług medycznych? Nie sądzę!
To absurd! I nie powinno tak być! Muszę tutaj głośno zakrzyczeć: SPRZECIW!
Zdrowie psychiczne
Wpływ neoliberalnej i kapitalistycznej polityki gospodarczej i społecznej na zdrowie w ogóle, a w szczególności na zdrowie psychiczne jest bardzo wyraźny. Wszelkie neoliberalne patologie (oraz patologie rządów PiS) związane z polityką pracy, wsparciem socjalnym, polityką mieszkaniową, służbą zdrowia, administracją państwową, edukacją, inflacją itp. powodują stres, który nie jest odreagowywany, bo brakuje czasu na odpoczynek, regenerację, regularny sen oraz „wyrzucenie z siebie stresu”. W związku z przeciążeniem związanym z pracą ¾ naszych rodaczek i rodaków doświadcza objawów wypalenia zawodowego. Mobbing w pracy skutkuje zaburzeniami lękowymi, nerwicowymi, PTSD, depresją.
To, co się dzieje wokół nas, budzi w Polkach i Polakach wiele strachu i lęku. Presja oraz oczekiwania powodują zaburzenia lękowe i nerwicowe. Niepowodzenia, porażki (te bardziej i te mniej oczywiste, mniej lub bardziej obiektywne) skutkują depresją, i to ciężką, niejednokrotnie wymagającą hospitalizacji, a dużo częściej skutkującą kilkumiesięcznym zwolnieniem lekarskim — Polki i Polacy najczęściej korzystają z L4 właśnie w związku ze zdrowiem psychicznym.
Smutek, depresja, lęki, presja, brak odpoczynku, wymagania społeczne, presja i oczekiwanie sukcesu, pogłębiająca się samotność, zwłaszcza wśród młodego pokolenia (na relacje albo brakuje czasu, albo zwyczajnie sił), poczucie bezradności i bycia gorszym, a także przekonanie, że wszelkie starania nie przynoszą efektów… To wszystko skutkuje epidemią samobójstw.
Statystyki dotyczące samobójstw w Polsce są przerażające. Rocznie samobójstwo popełnia prawie 6 tysięcy osób, czyli około 15 dziennie. Statystyki nie uwzględniają nieudanych prób, a tych jest co najmniej 2–3-krotnie więcej. Nie wszystkie zgony są klasyfikowane jako samobójstwa. Przykładowo, wielu mężczyzn popełnia samobójstwo poprzez spowodowanie wypadku drogowego. Na przykład poprzez wjechanie do rowu, uderzenie w drzewo czy spowodowanie czołowego zderzenia z tirem. Wypadków rocznie jest około 1,5 tysiąca, ile z nich to udane, zakamuflowane próby samobójcze? Trudno powiedzieć. Co ciekawe, codziennie oglądając wiadomości telewizyjne, słuchając radia, śledząc serwisy informacyjne znajdziemy informacje o wypadkach drogowych oraz liczbie rannych i zabitych. O samobójstwach ani nie usłyszycie, ani nie przeczytacie! Wiecie dlaczego? Bo mówienie o wypadkach drogowych świadczy o tym, że społeczeństwo jest zamożne, bo stać je na auta (przy okazji na głupotę, lekkomyślność, pijaństwo itd.). Natomiast liczba samobójstw świadczy o tym, że społeczeństwo sobie nie radzi! A żaden rząd, zwłaszcza ten neoliberalny, ani żadne medium, z których większość ma rodowód neoliberalny, nie przyzna, że system zawodzi, że zamiast sukcesu jest śmierć!
Samobójstw częściej dokonują mężczyźni niż kobiety. I tu w ogóle warto zaznaczyć, że z polskimi mężczyznami dzieje się coś złego. Nie potrafią radzić sobie z trudnymi uczuciami oraz myślami, nie potrafią o tym mówić. Towarzyszy im wstyd, a nieprzyjemne stany topią w alkoholu lub zażywają inne substancje. Polscy mężczyźni (choć trend jest ogólnoświatowy) są coraz częściej sfrustrowani, zestresowani, znudzeni, słabo wykształceni, niemobilni, nie lubią kobiet, a co najgorsze, są samotni. Mężczyźni ci stają się incelami, a to prosta droga do tego, aby zostali zawładnięci przez fanatyczne ruchy religijne lub inne skrajne ideologie. I to się dzieje na naszych oczach. Widzimy, że młodzi mężczyźni tworzą ruchy neofaszystowskie (na przykład polskie organizacje nacjonalistyczne) lub radykalnie religijne (np. Wojownicy Maryi).
Wróćmy do samobójstw. W 2022 r. dane policyjne wskazują, że 150 nastolatków odebrało sobie życie, a samych prób było ponad 2 tysiące! Rok wcześniej tych prób było 800! To ogromny wzrost! To ewidentnie pokazuje, że coś poszło nie tak i że jako społeczeństwo zostawiamy młodych ludzi samych sobie. A i dodajmy, że samobójstwa popełniają nawet 6–7-letnie dzieci!!!!!
Kiedy uczestniczyłem w Poznańskim Okrągłym Stole dotyczącym zdrowia psychicznego, z uwagą, smutkiem, a niejednokrotnie przerażeniem słuchałem młodych ludzi opowiadających o swoich doświadczeniach oraz doświadczeniach ich koleżanek i kolegów. Młodzi ludzie w pierwszej kolejności mówili o poczuciu osamotnienia i porzucenia, braku uwagi, zainteresowania rodziców. Nie, nie chodzi o to, że rodzice są po rozwodzie i walczą ze sobą. Dużo częściej ci rodzice po prostu pracują po kilkanaście godzin dziennie, są przemęczeni, przepracowani, niejednokrotnie brakuje im sił oraz cierpliwości. Czasami zdarzają się patologie spowodowane karierowiczostwem, zwykłym „olewaniem dzieci” dla wygody, cedowaniem obowiązków wychowawczych na opiekunki, wychowawców i nauczycieli w szkole, a młodych wysyła się na zajęcia dodatkowe! Czasem też dotyczy to oczywistych patologii typu alkoholizm rodziców. Dużo częściej osamotnienie dzieci i młodzieży wynika z sytuacji ekonomicznej rodziny, powodującej, że rodzice muszą pracować ponad siły, kosztem swoim i swoich dzieci!
Uczennice i uczniowie mówili o wielkiej presji wyników zarówno ze strony rodziców, jak i nauczycieli. Chodzi o nauczycieli, którzy już we wrześniu potrafią mówić o egzaminie ósmoklasisty lub maturze. Ba! O egzaminie ósmoklasisty mowa jest już w szóstej klasie szkoły podstawowej, a o maturach już w pierwszej klasie liceum lub technikum. A to wszystko w formie siania lęku i strachu „jak się nie przyłożycie, to nie zdacie”, „zawalicie egzaminy/maturę, to zawalicie przyszłość”, „nie dostaniecie się gdzie chcecie” itp. Prawda, że to przyjemnie?
Niektórzy mówili o tym, że nauczyciele potrafią zwyzywać ucznia, który dostaje gorsze stopnie, zarzucając mu zaniżanie poziomu klasy! A i dyrektorzy szkół też potrafią mówić o uczniach słabszych jako o zaniżających poziom.
Młodzi narzekają na to, że nauczyciele nie chcą słuchać ich perspektywy i tego, że są przemęczeni, że są przeciążeni i niewyspani. Nie mają odpoczynku i resetu, zawalają noce po to, aby się uczyć i odrabiać zadania domowe. Pamiętajmy, że oprócz odrabiania lekcji i nauki są korepetycje czy zajęcia dodatkowe. Moja nastoletnia klientka miała korepetycje z angielskiego dwa razy w tygodniu o 21.00!!! W weekendy też nie ma czasu odpocząć, bo trzeba nadrabiać zaległości. Boże, uchowaj przed zachorowaniem!
Do tego nieprzestrzeganie praw ucznia i planowanie w krótkim czasie mnóstwa sprawdzianów, testów i klasówek. Jeden z moich klientów w drugiej klasie liceum musiał w ciągu dwóch tygodni zaliczyć 21 testów i egzaminów! Skończył na sorze, nie spał, a żeby utrzymać się na nogach, pił napoje energetyczne i hektolitry kawy. Jedyny odpoczynek: godzina scrollowania TikToka. Tak czy siak wielki ukłon dla chłopaka, bo zaliczył wszystko!
Nauczyciele nie potrafią także skutecznie wspierać uczniów oraz uczennice w kryzysie psychicznym. Zdarza się też, że robią to w sposób nieefektywny, przynoszący odwrotny skutek: zamiast pomagać, szkodzą np. nie utrzymują tajemnicy (zresztą jak utrzymać tajemnicę, skoro muszą zgłosić myśli samobójcze ucznia!). Zresztą trudno się dziwić, ponieważ kształcenie nauczycieli nie obejmuje nauki udzielania wsparcia psychologicznego, a tym bardziej interwencji kryzysowej! Nauczyciele, ze względu na liczbę obowiązków, liczbę uczniów i czas lekcji w danej klasie, mają małe szanse zauważyć, że coś niedobrego dzieje się z uczniem. Największe szanse na zauważenie czegokolwiek ma polonista i matematyk ze względu na liczbę godzin przedmiotu w szkole. Z drugiej strony polonista i matematyk mają najwięcej roboty w szkole (sprawdzanie zeszytów, wypracowań, testów, sprawdzianów, prac itd.). Dlatego nie zawsze mają czas i chęci do obserwowania uczniów.
Nauczyciele nie zawsze potrafią szanować odmienność i różnorodność uczniów, zwłaszcza uczniów LGBT. Na przykład uporczywie, mimo próśb, zwracają się do transpłciowej uczennicy jej formalnym imieniem.
Do tego dodajmy hejt i przemoc rówieśniczą, których doświadczają młodzi ludzie. O tej przemocy szkoły zazwyczaj nie wiedzą, ponieważ zjawiska te dzieją się w „drugim obiegu” — w czeluściach internetowych forów i mediów społecznościowych, gdzie trudno zidentyfikować hejterów i stosujących przemoc. Dlatego młodzi często mają poczucie bezsilności i bezradności, ponieważ tej fali hejtu i przemocy nie da się zatrzymać (przynajmniej rzadko próbuje się je zatrzymać). A pomaga jedynie zmiana środowiska szkolnego. Hejt i przemoc rówieśnicza (bullying) są najczęstszą przyczyną prób samobójczych wśród nastolatków.
Co na to państwo? Odbiera finansowanie telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży prowadzonego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Likwiduje oddziały psychiatryczne dla dzieci i młodzieży (jak w Gnieźnie na Dziekance), a te, które są, są przepełnione, brakuje lekarzy ze specjalizacją z psychiatrii dla dzieci i młodzieży, brakuje psychologów w szkołach (nie dlatego, że jest mało psychologów, ale dlatego, że oferowane wynagrodzenie jest śmieszne!), są za to 2 razy w tygodniu lekcje z religii, brakuje dostępu do psychologa i psychiatry na NFZ — kolejki po kilka miesięcy, dlatego trzeba ratować się prywatnymi wizytami, płacąc krocie.
Brakuje grup wsparcia, nie brakuje zarzucania młodemu pokoleniu słabości charakteru i narzekań w stylu „za naszych czasów nikt się nie ciął!”. Owszem, ale nie było takiej presji, a nauczyciel był bardziej dla ucznia, a rodzic miał dla dziecka czas. W dodatku w szkole nie uczy się, jak radzić sobie z emocjami czy uczuciami. Nie uczy się, jak rozwiązywać własne problemy. Uczy się za to budowy pantofelka i głównych prawd wiary.
Uzależnienia wśród młodych? Owszem, są. Niektóre są mniej, inne bardziej destrukcyjne, ale ich przyczyną jest często samotność, brak umiejętności interpersonalnych i komunikacyjnych, trudności w radzeniu sobie z emocjami, uczuciami i myślami, a także brak konstruktywnych sposobów radzenia sobie z problemami i wymaganiami rzeczywistości. Druga opcja to przykład i modelowanie zachowań przez dorosłych, a dziś niech pierwszy rzuci kamieniem ten dorosły, który nie zmarnował czasu na przeglądanie Facebooka!
Zatrzymam się jeszcze chwilę na uzależnieniach. Uzależnienia to także przejaw tego, że społeczeństwo oraz jednostki sobie nie radzą. Nie jest to jednak wina jednostek, a często neoliberalnego systemu, który wyzyskuje, każe pracować ponad siły, nie uczy, jak sobie radzić z trudnościami życiowymi, generuje wyścig szczurów oraz stres, nie daje bezpieczeństwa i stabilizacji oraz nie zapewnia dachu nad głową. Każe płacić za dobrą kondycję psychofizyczną. Nie tylko genetyka decyduje o tym, czy ktoś doświadcza uzależnienia lub choroby natury psychicznej, lecz także środowisko i społeczeństwo, które w ogóle nie dbają o nasze zdrowie!