Książkę dedykuję mojemu tacie — Stanisławowi Zbigniewowi Bednarczykowi
Wilki
Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy
szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać
już nie zostanie agronomem
„Ciemny” a „Świt” — księgowym
„Marusia” — matką „Grom” — poetą
posiwia śnieg ich młode głowy
nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać
przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować — gryzipiórkom —
i gładzić ich zmierzwioną sierść
ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy
— Zbigniew Herbert —
Prolog
Dziadka mojego, Bolesława Bednarskiego, nigdy nie poznałam. W momencie moich narodzin, w roku 1965, dziadek od 13 lat już nie żył. Nie wiem, czy w czasach mojego dzieciństwa, członkowie rodziny o nim rozmawiali, ale nawet wtedy, gdy byłam już na tyle dojrzała, by o dziadka pytać — kim był, czym się zajmował i dlaczego nie żyje — za każdym razem uzyskiwałam jedynie krótkie, lakoniczne odpowiedzi. Na ich podstawie wiedziałam jedynie, że dziadek Bolek był członkiem AK, że po wojnie odebrał sobie życie i że słuch muzyczny zapewne po nim odziedziczyłam. Nigdy nie jeździliśmy na jego grób, nie składaliśmy kwiatów i nie zapalaliśmy zniczy, dlatego do dzisiejszego dnia nie mam pojęcia, gdzie został pochowany, poza tym, że w Nisku. I tak oto Bolesław stał się tematem tabu dla pokolenia jego dzieci, wnuków i prawnuków.
1 listopada 2023 r. nastąpił przełom dotyczący mojej niewiedzy na temat dziadka — w dniu święta Wszystkich Świętych, w którym to w naszej pamięci przywołujemy nie tylko świętych Kościoła Katolickiego, ale także wszystkich naszych najbliższych, którzy już nas opuścili, a których groby właśnie 1 listopada tłumnie odwiedzamy.
Może to właśnie atmosfera tego święta sprawiła, że mój tata, Stanisław Zbigniew, postanowił podzielić się ze mną informacjami, które na temat własnego ojca otrzymał z IPN. Trzymał je od trzech miesięcy w domu, czekając zapewne na ten odpowiedni moment, by Bolesław mógł powrócić z krainy zapomnienia, zasnutej strachem historii, której karty w komunistycznej Polsce trzymano pod klauzulą „tajne” czy „ściśle tajne”. Nie wiedział, co począć lub jak się odnieść do wszechobecnej, wyzierającej z niemalże każdej strony protokołu, nomenklatury — „bandyta”.
Dziś moją wewnętrzną potrzebą, której towarzyszy także ogromna radość, jest to, by książka o moim dziadku przywołała go do żywych, by dała świadectwo jego życia i przekonań, by opowiedziała historię życia człowieka. Na ile to tylko będzie możliwe i obiektywne. Czasy, w których przyszło mu żyć, były okrutne, bo każda wojna niesie za sobą ból, okrucieństwo, śmierć i strach. Nic nie jest czarno — białe, zwłaszcza gdy ważą się losy kraju, ludzkiego życia i dokonywanych wyborów, za którymi kryją się polityczne przekonania, ludzkie dramaty i rozdarte losy rodzin, odciskające się piętnem na życiu tych, którzy to brzemię, w taki czy inny sposób, muszą dźwigać i ponieść w przyszłość.
Los mojego dziadka i jego rodziny podzieliły z pewnością tysiące innych ludzi. Martwi nie mają już głosu, dlatego to ja, czuję się w obowiązku, ocalić pamięć o Bolesławie Bednarskim — moim dziadku — od zapomnienia. I robię to nie tylko dla siebie, mojej córki czy przyszłych pokoleń, ale zwłaszcza dla mojego taty — jedynego z trzech synów Bolesława, który żyje i choćby w taki sposób ma możliwość „odzyskać” ojca, którego widział jedynie dwa razy, będąc małym dzieckiem,
Bolesław Bednarski
Mój dziadek Bolesław, urodził się 2 stycznia 1924 roku w Starachowicach, w powiecie iłżeckim, w ówczesnym woj. kieleckim. Jego rodzicami byli Władysław Bednarski, z zawodu cieśla i Katarzyna Bednarska, z domu Kowalik. Bolesław miał 4 braci — Józefa, Jana, Tadeusza i Zygmunta oraz 2 siostry — Władysławę i Mariannę. Cała rodzina była narodowości polskiej, bezpartyjna, wyznania rzymsko-katolickiego i mieszkała w Starachowicach, przy ulicy Długiej 63.
Gdy w roku 1939 wybuchła II wojna światowa, Bolesław miał 15 lat.
W początkowym okresie wojny pracował z ojcem w tartaku, później przy wycince drzew, a następnie jako odlewnik w starachowickiej hucie, w której w trakcie działań wojennych, Niemcy produkowali amunicję artyleryjską i karabinową. [starachowice-net.pl]
W 1941 r. młody Bolesław wstąpił do ZWZ — AK, a dwa lata później znalazł się w szeregach partyzantki, walcząc również w oddziałach Antoniego Hedy ”Szarego”, w bojówkach pod dowództwem por. „Jawora” i kpr. podchor. „Wilka”. Już po wojnie, w 1946 roku, przystąpił także do WiN.
W roku 1943 Bolesław ożenił się z Ireną Przysiwek (ur. 1926 r.) i mając 19 lat po raz pierwszy został ojcem. W tym roku bowiem urodził się jego syn Waldemar.
Na początku roku 1945 (luty/marzec) za przynależność do AK, Bolesław został na krótko zatrzymany, by na mocy amnestii zostać zwolnionym. Nadal jednak działał w podziemiu i w maju 1945 dołączył do oddziału partyzantów, będącego pod dowództwem por. Stanisława Sikorskiego „Jaremy”. Jednak miesiąc później, w wyniku walk z UB i NKWD oddział został rozbity i Bolesław przeniósł się na Ziemie Odzyskane, do Jeleniej Góry, by wstąpić w szeregi ówczesnych struktur MO, do wydziału śledczego. Nie pozostał w nich długo, ponieważ w tym czasie utrzymywał kontakty z byłymi partyzantami i formalnie za nielegalną sprzedaż broni funkcjonariuszowi MO, został zwolniony.
Wrócił najprawdopodobniej do Ćmielowa, gdzie w rodzinnym domu mieszkała wraz z jego synem żona Irena Bednarska i od września 1945 r. do kwietnia 1947 r. pracował prywatnie (brak bliższych danych). W tym okresie na świat przyszli jego kolejni synowie — Leszek i Stanisław.
Obowiązki rodzinne nie zakończyły podziemnej działalności dziadka, jednak 22 kwietnia 1947 roku postanowił się ujawnić, korzystając z tzw. drugiej amnestii. Przed komisją PUBP w Radomiu złożył „nielegalnie posiadaną” broń, a już w następnym miesiącu, w maju, został zatrzymany, postawiony przed Sądem Wojskowym i skazany na 3 lata więzienia, z którego zbiegł na kilka miesięcy przed końcem kary. Od tego momentu był poszukiwany, a wszystkie dokumenty dotyczące jego osoby, objęto klauzulą „tajne” lub „ściśle tajne” i wszystkie zawierały informacje o przynależności Bolesława do AK, a także do WiN.
Z „Charakterystyki Nr 176” [Karta Informacyjna IPN Rz 05/197] dowiadujemy się, że w Lublinie, w jednym z zakładów penitencjarnych, w których Bolesław był więźniem, poznał Michała Kruka, członka WiN. Ten po opuszczeniu zakładu karnego z początkiem 1951 r. nawiązał kontakt z Bolesławem i odtąd obaj wraz z innymi byłymi partyzantami i byłymi członkami AK i WiN działali wspólnie na terenie województw — rzeszowskiego i kieleckiego. [IPN w Rzeszowie 042/1090].
Ze względu na charakter działalności, stali się dla nowego systemu komunistycznego wrogami politycznymi, zwanymi „bandytami”, działającymi na jego szkodę.
We wsi Kołodzieje, w obecnym województwie podkarpackim, w gminie Bojanów, 1 lutego 1952 roku, w obławie zorganizowanej przez KPMO w Nisku, mój dziadek Bolesław Bednarski i Michał Kruk, zostali zastrzeleni.
Powyższe fakty zostaną szerzej omówione w kolejnych rozdziałach książki.
Rozdział I
Krótki rys historyczny Starachowic w okresie od XIX wieku do roku 1952
W wieku XIX Starachowice nie posiadały statusu miasta. Były wsią, która dała nazwę obecnemu miastu. W czasach Królestwa Kongresowego Starachowice przynależały do powiatu iłżeckiego w guberni kieleckiej. W I połowie XIX w. obok Starachowic powstała osada fabryczna dla obsługi największego ośrodka przemysłu metalowego Królestwa Polskiego, w obrębie Staropolskiego Zagłębia Przemysłowego.
Początkowo, w latach 1867–1870, Starachowice znajdowały się w gminie Starachowice, której były siedzibą. 13 stycznia 1870 roku gmina Starachowice została zniesiona w związku z przyłączeniem do niej pozbawionego praw miejskich Wierzbnika i równoczesnym przemianowaniem jednostki na gminę Wierzbnik. 18 sierpnia 1916 roku z gminy Wierzbnik wyłączono Wierzbnik, przekształcając go w odrębną gminę miejską, a już 1 listopada 1916 z pozostałej części gminy Wierzbnik (ze Starachowicami) utworzono nową gminę Styków.
W II RP Starachowice przynależały do woj. kieleckiego, powiat iłżecki, gdzie w 1921 roku, łącznie z osadą fabryczną Starachowice, liczyły 3474 mieszkańców. 31 października 1933 wieś Starachowice w gminie Styków podzielono na część wiejską i część fabryczną. Starachowice (Wieś) utworzyły gromadę o nazwie Starachowice, składającą się ze wsi Starachowice oraz gruntów kolejowych, natomiast w nowo powstałą gromadę Starachowice Fabryczne, utworzoną z kolonii Majówka, Bugaj, Sztolnia, Przykościelna, Robotnicza, Urzędnicza i innych, połączono z miastem Wierzbnikiem 1 kwietnia 1939, nadając nazwę Starachowice-Wierzbnik. Natomiast Starachowice-Wieś zachowały dalej swoją odrębność jako gromada w gminie Styków.
Podczas II wojny światowej włączone zostały do Generalnego Gubernatorstwa (dystrykt radomski, powiat starachowicki). Hitlerowcy znieśli gromadę Starachowice (a także gromady Starachowice Górne, Krzyżowa Wola i Wanacja), włączając ją do miasta Starachowice-Wierzbnik, które przemianowali na Starachowice.
W dwudziestoleciu międzywojennym Starachowice były ważnym ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego. Z racji swojego położenia w Centralnym Okręgu Przemysłowym, odbywała się tu produkcja licencjonowanych dział „Bofors”. Działały liczne kopalnie rud żelaza, huta (stąd w herbie miasta skrzyżowane narzędzia hutnicze i górnicze) do której koleją wąskotorową dowożono rudy z okolicznych kopalń.
W czasie II wojny światowej, na podstawie zarządzenia z 29 września 1939 roku, zlecono całkowitą konfiskatę majątku polskiego. Na mocy tego zarządzenia Zakład wielkopiecowy w Starachowicach wraz Zakładami Ostrowieckimi oraz Hutą w Stalowej Woli wszedł w skład koncernu Reichswerke AG für Berg- und Hüttenbetriebe „Hermann Göring Werke” i lata II wojny światowej zakończyły okres rozwoju miasta. Władze okupacyjne kontynuowały produkcję zbrojeniową, zmuszając ludność polską do niewolniczej pracy w fabryce, zaś ludność żydowską zamknęły w dzielnicy żydowskiej. W październiku 1942 r. większość żydowskich mieszkańców miasta wywieziono do obozu w Treblince, gdzie zostali zgładzeni. [3]
Po wojnie powrócono do stanu sprzed wojny; gromady włączone przez hitlerowców do Starachowic odzyskały swoją samodzielność (w tym Starachowice-Wieś), a miasto powróciło do przedwojennej nazwy Starachowice-Wierzbnik. Zmieniono ją z powrotem na Starachowice dopiero 3 września 1949 roku.
Starachowice-Wieś utraciły ostatecznie swoją samodzielność 1 lipca 1952, kiedy włączono je do miasta Starachowice w związku z nadaniem mu statusu powiatu miejskiego. [ w oparciu o teksty źródłowe: pl.wikipedia.org]
System szkolnictwa w II RP
W okresie międzywojennym czyli w II RP system szkolnictwa wyglądał inaczej niż obecnie:
„Po odzyskaniu niepodległości, pierwszym zadaniem władz oświatowych stało się ujednolicenie systemu szkolnego. […] Proces ten trwał do 1922. Z inicjatywy MWRiOP [Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego — przyp. autora] w kwietniu 1919 zwołano Ogólnopolski Zjazd Nauczycielski, który przeszedł do historii p.n. Sejmu Nauczycielskiego; […] Jednym z pierwszych aktów prawnych regulujących sprawy oświaty w odrodzonym państwie, był wydany 7 II 1919 dekret O obowiązku szkolnym; wprowadzał on obowiązkową 7-letnią szkołę powszechną dla wszystkich dzieci od 7 do 14 roku życia; szkoła miała być bezpłatna, co nakładało na państwo obowiązek zapewnienia dostępu do niej wszystkim dzieciom; […] na szczeblu szkolnictwa średniego utrzymało się 8-klasowe gimnazjum, w którym wyodrębniano 2 stopnie — pierwsze 3 klasy o charakterze ogólnokształcącym oraz częściowo ukierunkowane klasy wyższe; matura gimnazjalna otwierała drogę do studiów wyższych. W systemie tym szkoła średnia nie była powiązana ze szkolnictwem powszechnym: do gimnazjum przyjmowano na podstawie egzaminu po 5 klasach szkoły powszechnej. W niektórych gimnazjach otwierano klasy wstępne, przygotowujące do nauki w szkole średniej z pominięciem szkoły powszechnej. […] Poważnym ograniczeniem dostępu do szkół średnich i wyższych była odpłatność za naukę, utrzymująca się mimo postulatów posłów, przede wszystkim z lewicy, by kształcenie na wszystkich szczeblach było bezpłatne. […]” [2]
Rozdział II
Dzieciństwo i młodość Bolesława
Pokolenie Bolesława nie miało tyle szczęścia, by cieszyć się swoją młodością i beztroskim życiem nastolatków. 1 września 1939 r. wybuchła wojna, która zabrała bezpowrotnie całą radość życia, szczęście i poczucie bezpieczeństwa. Nagle trzeba było nauczyć się funkcjonować w rzeczywistości przesiąkniętej strachem, bólem i śmiercią, z poczuciem niemocy, że odtąd zwykła egzystencja zależała od niemieckiego najeźdźcy, który pogwałcił podstawowe prawo do wolności. Dzieciom odebrano dzieciństwo, a młodzi ludzie w ekspresowym tempie musieli uczyć się dorosłości. Bolesław miał wówczas 15 lat.
Wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkał w Starachowicach, przy ulicy Długiej 63. Uczęszczał do 7-klasowej szkoły powszechnej, którą ukończył w 1938 roku, w wieku 14 lat, a więc na rok przed wybuchem II wojny światowej. W związku z faktem, iż był dzieckiem muzycznie utalentowanym, swoje uzdolnienia rozwijał na kursie muzycznym. Grał na akordeonie i skrzypcach.
Poza tym, w oparciu o treść oświadczenia, jakie złożył 22 kwietnia 1947 roku podczas ujawniania się (w trakcie tzw. drugiej amnestii przed Komisją Miejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Radomiu) napisał, iż ukończył jeszcze 3 kursy szkoły zawodowej. [brak bliższych informacji]
Na podstawie posiadanych dokumentów, których informacje niestety nie są dokładne i spójne, wynika, że w latach ok 1938 — 1941 pracował wraz z ojcem w tartaku oraz przy wycince drzew w nadleśnictwie Lipie k/Starachowic. Od września 1941 roku czyli w wieku 17 lat zaczął pracę w zawodzie gisera (odlewnika), w starachowickiej hucie, w której przepracował 8 miesięcy. [Protokół przesłuchania z dnia 10 lutego 1945r]
Za opuszczenie 3 dni pracy został skazany na 7 dni aresztu. Po odbyciu kary nie powrócił już do pracy w hucie. Ponownie zatrudnił się przy pracach leśnych, które wykonywał do 1943 roku.
Jak już wcześniej wspomniałam, brak jest spójności faktów w dokumentach i tak to „Charakterystyka” opracowana przez Edwarda Janusa, byłego funkcjonariusza WUBP w Kielcach, a podpisana przez Komendanta MO w Starachowicach, por. Mariana Jaroczyńskiego mówi, że Bolesław pracował w starachowickiej hucie około 6-ciu miesięcy i w związku z aroganckim traktowaniem przez Niemca, pracę samowolnie opuścił, po czym wrócił wraz z ojcem do pracy w lesie.
Na podstawie w/w „Charakterystyki” dowiadujemy się także, że latem 1942 roku Bolesław „zaczął sprzedawać broń Żydom w miejscowości Starachowice.” (cyt.) Jeden z mieszkańców pochodzenia żydowskiego został zatrzymany przez Niemców, którym zeznał okoliczności nabycia broni, a tym samym wyjawił nazwisko mojego dziadka. Odtąd Bolesław był ścigany przez Żandarmerię Niemiecką oraz Policję Polską Generalnego Gubernatorstwa, potocznie określaną jako policja granatowa, która podporządkowana była wówczas lokalnym komendantom niemieckiej policji porządkowej — Ordnungspolizei. Z dalszej części „Charakterystyki” czytamy, że zimą w roku 1942 i 1943 Bolesław ukrywał się w miejscowości Lubienia, gm. Styków i „w późniejszym czasie wstąpił do organizacji AK” (cyt.) Tu sporządzający ową „Charakterystykę” opisał, że wstąpił „do d-cy »Wilka« należał do d-cy plutonu ps. »Okrutny« właściwe nazwisko Schabowski Wacław zam. w Starachowice ul. Zacisze Nr. 37” (cyt.).
Cytowany fragment wskazuje, że dowódca plutonu nosił pseudonim „Okrutny”, co jest nieścisłością, ponieważ tym pseudonimem posługiwał się mój dziadek, Bolesław Bednarski.
Rozdział III
Wojna i Partyzantka
Do miejscowej placówki ZWZ w Starachowicach, wstąpił w roku 1941, w której wykonywał swoje zadania do roku 1942.
W 1943 wstąpił do szeregów partyzantki AK pod dowództwem porucznika Antoniego Hedy „Szarego” i po trzech miesiącach został przeniesiony do bojówki Armii Krajowej w Starachowicach, pozostając w niej do 1945 roku.