E-book
15.75
drukowana A5
46.91
Mój Człowiek

Bezpłatny fragment - Mój Człowiek

Tom 2 Cienie przeszłości


Objętość:
216 str.
ISBN:
978-83-8455-433-3
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 46.91

Rozdział 31. Strach

Leżąc na szpitalnym łóżku, Kira była całkowicie bezbronna. Patrząc w oczy temu, który ją stworzył, odczuwała przerażenie, które głęboko zakorzeniło się w jej wnętrzu, tak bardzo, że wydawało się, jakby nawet same kości były nim przesiąknięte. Ona — najlepsza i najniebezpieczniejsza genetycznie zmodyfikowana kobieta — odczuwała strach w jego najczystszej postaci i nie chodziło o to, że bała się Josepha albo tego, co jej zrobi. Chodziło o to, że bała się tego, w co zamieni ten świat. Przypomniał jej o misjach, które wykonywała dla swojego świata, a groza, którą szerzyła przed spotkaniem Nicka, głęboko zapadła jej w pamięć. Ta krew, którą przelała w imię ulepszeń i kast, nigdy nie zostanie zmyta z jej rąk — będzie podążać za nią niczym cień, dokądkolwiek pójdzie. Swoją chorobę Kira postrzegała jako zapłatę za to, czego się dopuściła, za wszystko, czym była.

— Nie możesz wykorzystać tego świata… — powiedziała dziewczyna przez piekielny ból, wyciskając z siebie każde słowo. W jej oczach pojawiły się drobne perełki łez.

— Znalezienie cię nie było łatwe, a tym bardziej dostanie się do tego świata. Wiesz, stało się to możliwe dzięki temu, że pochłonąłem część twoich genów. Zdołałem wydobyć z nich wszystkie informacje. Powinnaś być szczęśliwa, bo dzięki tobie będę mógł naprawić swoje błędy. W tym zadziwiającym świecie, pełnym różnorodnego życia, będę bezgranicznie potężny — mówił Joseph. W jego słowach nie było emocji — jedynie bezgraniczne szaleństwo. Dawno przestał być człowiekiem. Czego więc naprawdę chciał — nawet on sam tego nie wiedział. Po prostu był demonem z natury, a całym swoim wnętrzem zawsze pragnął zwyciężać.

Od tych słów wszystko ścisnęło się w środku dziewczyny. Była silna i z łatwością mogłaby go zabić, ale nie teraz. Teraz jej własne ciało było jej wrogiem. Rozpadała się tak, jakby niszczyła samą siebie.

— Nie martw się, moja droga, zobaczysz mój triumf. Znajdę sposób, by cię uleczyć, i sama po niego przyjdziesz. Wtedy znów staniesz się moja — tylko moja. Zrozumiesz, że mam rację. Zawsze mam rację.

— Nie zamieniaj tego świata w taki sam betonowy koszmar, jak ten, w którym żyliśmy. Znajdź inny sposób. Czy naprawdę chcesz zniszczyć tak piękny świat, podobny do naszego świata sprzed lat? Pamiętam wszystkie lekcje historii, których mnie uczono. Widziałam ten świat takim, jaki był wcześniej. Grzebałam w twoich archiwach, kiedy byłam dzieckiem. Ukryłeś całą prawdę przed innymi. Ale jestem dużo starsza od pozostałych modeli, prawda? Mam ponad sto lat. — po raz pierwszy od wielu lat Kira rozmawiała szczerze ze swoim stwórcą. I rzeczywiście była dla Josepha kimś wyjątkowym. Okazała się bardziej ludzka, niż planował.

— Nie jesteś teraz w pozycji, by mi grozić, a tym bardziej o coś prosić. Wiem, że przeprowadził na tobie operację, ale i tak umrzesz, Kira. Geny, których nie jesteś już w stanie naprawić, zabiją cię. Wkrótce znów zaczną mutować. Wiesz, że jestem jedynym, który może ci pomóc, bo jestem twoim stwórcą. Tylko ja mogę wziąć twoje stare geny i zastąpić je nowymi, ulepszonymi. I już niedługo sama będziesz błagać mnie o pomoc — sama przyjdziesz. Jak widzisz, jest tu wystarczająco dużo genów, bym stworzył nie jedną taką jak ty, lecz setki tysięcy. Armię, Kira. Nie jestem twoim wrogiem, dobrze o tym wiesz. Pochodzimy z tego samego świata. Naprawdę nie możemy być po tej samej stronie? — w głosie Josepha brzmiała taka pewność siebie, że nawet sama Kira przez chwilę zwątpiła w to, czego naprawdę chce.

— Jestem pewna, że Nick znajdzie sposób, by mnie uratować. Jest lekarzem w tym świecie i prawdopodobnie wie więcej albo znajduje się na twoim poziomie. Usunął to, co mnie zabijało. Teraz czuję ulgę. — głos dziewczyny drżał, bo było to kłamstwo. Nadal czuła ból i to, że coś się z nią dzieje, ale nie chciała mówić o tym Josephowi. Po raz pierwszy od bardzo dawna okłamywała tego, który ją stworzył.

— Ha-ha-ha. On nie znajdzie sposobu, by cię uratować w tym prymitywnie rozwiniętym świecie, gdzie technologia jest jak relikt przeszłości. Nic nie może zrobić. Ten człowiek będzie ciąć cię raz za razem, wycinając coraz to nowe guzy. Z każdym nawrotem i tak umrzesz, Kira. Zostań moją sojuszniczką — uratuję ci życie. Wystarczy, że o to poprosisz. — choć Joseph próbował to ukryć, wciąż chciał, by Kira była przy nim, i nawet dla tego był gotów wybaczyć jej zdradę. Nie rozumiał jednak, że nawet jeśli Kira do niego wróci, nigdy nie poczuje wobec niego tego, co czuje do Nicka. Joseph nie wiedział, że miłość przerodziła się w głębokie uczucie, które zapuściło korzenie w duszy dziewczyny, w jej świadomości, i teraz nie mogła już być inna. Nie mogła znów stać się jego Kirą — posłusznym żołnierzem, którego tak bardzo chciał mieć przy sobie.

— Wynoś się. Nie chcę cię widzieć. — ekran urządzenia pokazał, że puls dziewczyny gwałtownie przyspieszył, zdradzając jej prawdziwy strach. Bała się Josepha.

— Jesteś taka bezbronna, Kira. Dałem ci życie. Powinnaś być mi wdzięczna. — Joseph wstał z fotela, na którym wcześniej siedział, tak, jakby ten świat należał do niego, i położył swoje szorstkie, lekko chłodne dłonie na szyi dziewczyny. Cień strachu przemknął w oczach Kiry. Nie mogła nic zrobić, nie była nawet w stanie podnieść ręki, by się obronić. — Mogę z łatwością odebrać ci twój dar. Co wtedy zrobisz? — Joseph powoli zaczął zaciskać dłonie na jej szyi, obserwując, jak z oczu Kiry znika iskra życia.

Dziewczyna zaczęła się dusić, lecz ku własnemu zdziwieniu nie próbowała się bronić. Lepiej było umrzeć teraz, niż zobaczyć zagładę świata, który pokochała przez zaledwie kilka dni. Dlatego opuściła ręce i po prostu pogodziła się z tym, że za chwilę straci wszystko, co stało się jej drogie: uśmiech Nicka, który zmienił jej wyobrażenie o świecie, smak jedzenia, które nie było z saszetek, emocje, które były dla niej tak cenne, i wspomnienia, których nigdy nie zdobyła w swoim świecie. Była szczęśliwa.

— Co ty robisz? Tak po prostu się poddałaś? Rozczarowałaś mnie. Nie jesteś godna umrzeć z moich rąk. — Joseph tak i nie potrafił zabić własnego dzieła, ale nie było w tym ani odrobiny sentymentalizmu. Nie chciał zabijać kogoś, kto i tak umrze. Chciał, żeby walczyła, uderzyła go albo chociaż krzyczała. Ale ona się poddała.

Dziewczyna odkaszlnęła, a w sali zaczęły piszczeć wszystkie urządzenia — świadczyło to o tym, że jej stan się pogarsza. Nie mogła teraz nic zrobić. Choć jej ciało regenerowało się bardzo szybko, nie wystarczało to, by walczyć z kimś, kto przewyższał ją siłą.

Joseph nie odwrócił się, wychodząc z jej sali. Powiedział tylko jedno zdanie, które wbiło się ostrym nożem w serce dziewczyny.

— Prędzej czy później zdradzisz go i przyjdziesz do mnie po lekarstwo. A jeśli okażę łaskę, być może ci pomogę. A póki co karm się nadziejami, które tak pokochałaś w tym świecie. A ja zbuduję swoją armię i podbiję ten świat — będzie należał do mnie. Przyjdź, kiedy dokonasz swojego wyboru…

Były to okrutne słowa dla dziewczyny, ale były szczere. Rozumiała, że Joseph ma rację — potrzebowała siły, by z nim walczyć. Ale zaufanie mu było tym samym, co skoczyć ze skały w głęboką przepaść, nie wiedząc, czy zdoła się z niej wydostać.

— Zabiję cię… — wyszeptała Kira za odchodzącym Josephem. I nawet ona rozumiała, że istnieje prawdopodobieństwo, iż naprawdę zdradzi Nicka — miała to w genach.

Kilka minut później Nick wbiegł do sali. Szybciej, niż zareagowała pielęgniarka, spojrzał na wyniki. Sprawdził stan wszystkich urządzeń. Twarz dziewczyny wyrażała szczęście, ale ślady palców, które pozostawiły siny odcień na jej cienkiej szyi, przeraziły Nicka.

Pomógł dziewczynie usiąść w wygodniejszej pozycji, podnosząc oparcie łóżka. Teraz dziewczyna czuła się trochę lepiej. Nadal była przerażona, jej oddech był nierówny, a emocji nie potrafiła ukryć. Zresztą już nawet nie próbowała wyglądać na silną.

— Co się z tobą dzieje, jak się czujesz, czegoś potrzebujesz, przynieść ci wody, może czegoś? Tylko mi powiedz. — Zwykle Nick nigdy nie troszczył się o swoich pacjentów ani ich nie odwiedzał. Choć był geniuszem w swoim fachu, nigdy nie tworzył bliskich ani przyjacielskich relacji z ludźmi, którzy byli jego pacjentami, ale nie zawsze tak było — wydarzył się kiedyś pewien przypadek, który bardzo go zmienił i pozostawił głęboką bliznę na jego sercu.

— On tu był… — głos dziewczyny był urywany i Nick nie do końca zrozumiał, kto dokładnie przyszedł.

— O czym ty mówisz, Kira, kto tu był? — Nick bał się usłyszeć odpowiedź, ale gdzieś w głębi duszy wiedział, kto był w tej sali, tylko nie chciał się do tego przyznać.

— Joseph tu był, zniszczy ten świat. — Dziewczyna mówiła z takim strachem i bólem w głosie, że Nick nie wiedział, jak ją uspokoić. Wziął dziewczynę za rękę, próbując ją wesprzeć, ale sam się bał: choć jego ręce były czyste, kiedy na nie patrzył, nadal widział na nich krew. To uczucie pozostało po tym, jak uciekli z tamtego świata, i nie potrafił się go pozbyć. Siedziało głęboko w jego świadomości, w duszy, pozostawiając blizny, które już nigdy nie miały się zagoić. Jego dusza była poraniona wszystkim, co przyszło mu przeżyć w jej świecie. Przez ten krótki czas, który tam spędził, nawet nie potrafił sobie wyobrazić grozy, jaką Joseph może sprowadzić na jego świat.

— Nie, uspokój się, Kira, nie mógł przejść przez portal razem z nami, a ja widziałem, jak portal zamknął się za nami. Poza tym nie było go z nami w pokoju hotelowym. Myślę, że to wszystko działanie leków, które ci podawałem, żeby cię uśpić podczas operacji. Więc uspokój się. — Nick mówił to z pewnością, choć sam odczuwał wątpliwości, ale żeby uspokoić dziewczynę, zrobił wszystko, by ukryć przed nią te emocje. Potrafił maskować swój ból, strach i rozczarowanie. Tylko jeden zapis w dzienniku pozostał z nim na zawsze. Teraz nie miał czasu prowadzić notatek, ale mimo wszystko starał się trzymać.

— On tu był, Nick, czuję to, zniszczy ten świat tak, jak zniszczył nas… Co ja zrobiłam, co ja zrobiłam, Nick… — dziewczyna dalej płakała i nie mogła się uspokoić, zaczęła krzyczeć, ale w tej samej chwili poczuła dziwny ciężar, a jej powieki opadły, zamykając zapłakane oczy. Zasnęła pod wpływem leku, który Nick podał jej do kroplówki, podczas gdy dziewczyna próbowała poradzić sobie z emocjami, które spadły na nią niczym wodospad.

— Śpij, szybko do ciebie wrócę, tylko wypełnię kilka dokumentów i wrócę, wrócę po ciebie, słyszysz. — Nick delikatnie pocałował Kirę w czoło i poszedł wypełnić wszystkie potrzebne dokumenty, bo nie mógł działać tak łatwo jak w świecie Josepha — był przyzwyczajony do biurokracji w swoim kraju i sam był jej częścią.

Nicka dręczyły wątpliwości, czy wystarczy mu sił i wiedzy, by uratować Kirę — kobietę, którą zdążył tak fatalnie pokochać. Dodatkowo w ostatnim czasie dręczyły go wizje tego, jak zabijał Mike’a. Coraz częściej przychodziła mu do głowy myśl, że tylko Joseph może uratować Kirę, i dla tego byłby gotów poświęcić kogoś, był gotów zabijać, i to go przerażało, ponieważ ta kobieta budziła w nim te mroczne części duszy, których nie chciał znać, przed którymi uciekał przez całe życie.

Pogrążona w dziwnym śnie wywołanym lekami, Kira widziała świat, który zniszczyła. To była jej pierwsza misja. Dziewczyna pamiętała twarz każdej żywej, oddychającej istoty, którą zamieniła w genetyczny pył — pamiętała, jak biegła, jak zabijała, krocząc po pyle składającym się z niegdyś żywych stworzeń, i podobało jej się to, uważała to za normalne, dopóki nie spotkała Nicka.

Skupiając się na chwili, gdy po raz pierwszy spróbowała lodów, przypomniała sobie, jak Nick kupił jej ogromny pucharek, w którym były trzy gałki waniliowych lodów, udekorowane truskawką i waflem w kształcie trójkąta, wbitym w jedną z gałek. Po raz pierwszy próbując słodkiego i zimnego deseru, którego nigdy wcześniej nie jadła, dziewczyna z zachwytem zjadła wszystko z taką przyjemnością, że oblizała nawet końcówki swoich palców. Pamiętała, jak Nick się z tego śmiał — wtedy jeszcze nie wiedział, że jest okrutną zabójczynią.

Jeśli chodzi o Josepha, po wyjściu z przychodni, do której trafił, przyciągnięty genami Kiry, był zachwycony różnorodnością życia w nowym świecie, ponieważ teleportował się prosto do schowka tej kliniki i nawet dostał mopem w głowę, kiedy próbował się wydostać. Ponieważ nosił eleganckie stroje w stylu retro, nikt nie zwrócił uwagi na jego dziwactwa.

W tym świecie był jedynie mężczyzną w średnim wieku z idealnie ułożoną fryzurą i nietypowym stylem ubierania się. Takich ludzi było pełno, zwłaszcza w świecie, w którym chodzenie w różnych strojach było czymś całkowicie normalnym.

— Cóż, widzę, że ten świat jest znacznie lepszą wersją mojego. — Joseph bardzo szybko przeprowadził analizę, dostosował się do zachowania innych ludzi, do sposobu mówienia i chodzenia, brakowało mu jedynie kilku drobnych szczegółów.

Dlatego postanowił się przejść, obserwując, jak ptaki latają po niebie, a różne zwierzęta chodzą po ziemi. Przypominał sobie, że kiedyś jego świat wyglądał dokładnie tak samo, dopóki nie rozpoczął eksperymentów. Poczuł nostalgię, której nie doświadczał od dawna — prawdopodobnie przez ostatnie kilka stuleci swojego życia.

Anastazja nie weszła do kliniki, dziewczyna miała złe wspomnienia związane z tym miejscem, ale dokładnie wiedziała, dokąd powinna udać się dalej.

Kontynuując obserwację, zauważyła dziwnego mężczyznę, który rozglądał się wokół tak, jakby po raz pierwszy widział wszystko, co się dzieje. Był dziwnie ubrany, ale mimo to była w nim pewna elegancja i dziewczyna na kilka chwil oderwała się od własnych myśli, obserwując, jak osobliwie ten mężczyzna bada otoczenie.

Ale dziewczyna musiała pojechać do serwisu, ponieważ w jej samochodzie nie było szyb, a sam pojazd również nie wyglądał najlepiej.

Mimo wszystko dziewczyna, nie mając w sobie odpowiedniego rodzaju cierpliwości, postanowiła, że skoro i tak przyjechała do kliniki, może pozwolić sobie na mały podstęp i udać się na oddział ratunkowy, żeby opatrzono jej rany.

Przy recepcji wyjaśniła, że miała niewielki wypadek i dlatego ma kilka nieprzyjemnych skaleczeń, które chciałaby opatrzyć. Dziewczynę bardzo szybko zaprowadzono na izbę przyjęć, gdzie opatrzono wszystkie rany na twarzy i rękach, zbadano ją oraz wykonano wszystkie niezbędne badania diagnostyczne.

Anastazja podeszła do recepcji, aby wypełnić potrzebne dokumenty. Wtedy zobaczyła tego, kogo nie widziała od kilku lat, tego, przez kogo nie lubiła klinik, tego, do kogo należała tamta przeklęta walizka, którą znalazła na miejscu zbrodni.

Oddech dziewczyny zamarł. Nadal był bardzo przystojnym, wysokim i umięśnionym mężczyzną. Nie mogła zdobyć się na to, by się do niego odezwać, odczuwała wstyd za to, jak go potraktowała, za wybór, którego dokonała, i do jakich konsekwencji to później doprowadziło. Patrząc, jak nerwowo wypełnia dokumenty, sama napisała niewłaściwe słowo, wypełniając swoje formularze. Podając je pielęgniarce, nadal nie odrywała wzroku od Nicka.

— Przepraszam, ale tutaj nieprawidłowo wpisała pani dane, proszę wszystko poprawić — poprosiła uprzejmie pielęgniarka, oddając Anastazji dokumenty, aby poprawiła swój błąd. Dziewczyna odwróciła się zaledwie na chwilę, zwracając uwagę na to, co mówi pielęgniarka.

Ale kiedy ponownie spojrzała w stronę, gdzie stał Nick, już go tam nie było. Dziewczyna wypełniła dokumenty i jak najszybciej opuściła klinikę w nadziei, że jej nie zauważył i nigdy sobie o niej nie przypomni.

Joseph był naukowcem zbyt długo, dlatego doskonale rozumiał, że testy terenowe wymagają pewnego rodzaju tajemnicy, dlatego nie zamierzał przeprowadzać eksperymentów w gęsto zaludnionych rejonach ani w miejscach dużego skupiska ludzi. Potrzebował miejsca, w którym istniałaby różnorodność życia, ale jednocześnie byłoby bardzo mało ludzi. Jako naukowiec rozumiał, że nawet w tak prymitywnym świecie istnieje system ochrony, a on sam był teraz bezbronny: nie miał armii, miejsca do przeprowadzania eksperymentów, laboratorium ani schronienia, dlatego do eksperymentu wybrał sklepik z dala od ludzkich oczu.

Joseph wybrał sklep, który jednocześnie był stacją benzynową. W samym sklepie był jeden sprzedawca, małe akwarium z trzema różnymi gatunkami ryb, które pływały w dawno zaniedbanym zbiorniku, w którym rosła tylko jedna roślina wodna, a woda była już dość brudna, o zielonkawym kolorze. Było tam również kilku klientów. Samo pomieszczenie miało nie więcej niż 15 m², co pozwalało Josephowi z powodzeniem przeprowadzić eksperyment.

Joseph wyciągnął ze swojej ukrytej między wymiarowej kieszeni broń. Był to zbieracz, rozszczepiacz i stabilizator molekuł. To urządzenie w formie dużej broni z jasno świecącym niebieskim kamieniem było jednocześnie przetwornikiem i rozszczepiaczem — wszystko zależało wyłącznie od początkowych ustawień, które Joseph wprowadzał odciskiem swojego palca do urządzenia.

— Przykro mi, chociaż nie, nie jest mi przykro, cieszę się, że będziecie moimi pierwszymi podopiecznymi. — Joseph nacisnął spust swojej broni. Wszystko wokół zaiskrzyło jasnym niebieskim światłem. Sprzedawca, którego trafił pierwszy promień, natychmiast zamienił się w pył, a zaraz po nim ryby i roślina wodna z akwarium. Wszyscy klienci również przemienili się w pył. Po tym, jak Joseph zakończył rozszczepianie wszystkich żywych istot w tym sklepie, przestawił ustawienia w swoim urządzeniu, wprowadzając zaledwie kilka poprawek.

— Zobaczmy, co mogę stworzyć z tych genów. — Obecni w sklepie nawet nie zdążyli nic poczuć, nie zdążyli nawet przerazić się tym, co się dzieje, ponieważ dla ludzkiego mózgu zrozumienie tak ciężkiej i szybkiej sytuacji było niemożliwe. Ponieważ wszystko trwało zaledwie kilka sekund, dla wszystkich żywych istot było już po wszystkim.

Joseph zebrał wszystkie uzyskane geny w jednym miejscu, i w tym również pomogło mu jego urządzenie, ponieważ automatycznie zbierało cały genetyczny pył w promieniu rażenia. Powstała niewielka garść popiołu pośrodku brudnej podłogi sklepu. Nie czekał i natychmiast uruchomił w swoim urządzeniu tryb tworzenia prototypu. Z genetycznego pyłu, w promieniu jasnego niebieskiego światła, zaczęło formować się ciało.

Rozdział 32. Pierwszy prototyp

Joseph z niecierpliwością oczekiwał końcowego rezultatu z zebranych genów. Niczym dziecko oczekujące świątecznego prezentu nie odrywał wzroku od całego procesu. Od wielu lat nie widział narodzin nowego genetycznie zmodyfikowanego człowieka. Kiedy proces dobiegł końca i ciało zostało uformowane, Joseph oczekiwał doskonałego rezultatu. Uważał, że stworzył coś perfekcyjnego, inteligentnego i coś, co pomoże mu podbić ten świat. Jednak ku ogromnemu rozczarowaniu Josepha genów zebranych w tym sklepie na stacji benzynowej wystarczyło jedynie na stworzenie powłoki silnego i wytrzymałego ciała, ale było ich zbyt mało, by stworzyć odpowiednio rozwinięty mózg.

— Oto jesteś, mój pierwszy wojowniku w tym świecie. Będziesz pierwszym wojownikiem mojej wielotysięcznej armii, którą stworzę na twoje podobieństwo i wzór. — W odpowiedzi panowała jedynie cisza. Naukowiec nie rozumiał, co się dzieje i dlaczego jego pierwsze dzieło było tak prymitywne. Joseph pomyślał, że potrzeba jeszcze kilku chwil, aby wszystkie funkcje organizmu się ustabilizowały, ale mylił się — jego eksperyment zakończył się porażką.

— Nazwę cię Pierwszy. Mamy jeszcze wiele pracy, mój wojowniku. Chodź ze mną. — Josepha rozczarowała prymitywność stworzonej przez niego istoty.

Przypuszczał, że z genów zaledwie kilku ludzi będzie w stanie stworzyć wystarczająco inteligentnego i silnego wojownika, ale się mylił. Liczył na coś znacznie bardziej zaawansowanego i doskonałego. Nie uczestniczył w podbojach żadnego ze światów, z których pobierał geny do nowych eksperymentów, dlatego nawet nie przypuszczał, że wykorzystywał znacznie więcej materiału, niż mu się wydawało. Teraz, znajdując się w warunkach terenowych i wykorzystując w praktyce uzyskane dane obliczeniowe, doszedł do wniosku, że potrzeba znacznie więcej ludzi do stworzenia jednego idealnego prototypu. Głupi prototyp, nierozumiejący najprostszych poleceń, zupełnie go nie satysfakcjonował, ale w tej chwili nie miał wyboru. Nie znał jeszcze możliwości nowego świata, a jak każdy naukowiec potrzebował czasu i oczywiście zasobów.

— Chodź. Powiedziałem. — Dopiero za trzecim razem Pierwszy podążył za naukowcem niczym marionetka poruszana długimi nićmi. Wszystko dlatego, że każdy genetycznie zmodyfikowany prototyp stworzony przez Josepha posiadał funkcje pełnej kontroli i bezwzględnego posłuszeństwa wobec swojego twórcy, i cokolwiek Joseph rozkazał — musiało zostać wykonane bez sprzeciwu. Taka była natura wszystkich genetycznie zmodyfikowanych ludzi stworzonych przez Josepha. Celowo wprowadził tę zmianę do urządzenia, ponieważ w swoim świecie popełnił błąd, dając najwyższej kaście wolność, i kosztowało go to władzę oraz kontrolę nad własnym stworzonym światem. Joseph zdążył już upatrzyć sobie miejsce do przeprowadzania eksperymentów. Pozostało jedynie zabić wszystkich, którzy się tam znajdowali…

— Cóż, muszę dokładnie zbadać, co powstało z otrzymanych genów, więc najprawdopodobniej zabiję cię jako pierwszego, żeby dowiedzieć się, co jest z tobą nie tak. Ale powinieneś wiedzieć, że twoje posłuszeństwo posłuży szlachetnemu celowi — staniesz się podstawą mojej armii. — Ale Joseph nadal nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Pierwszy, niczym posłuszna marionetka, szedł za swoim stwórcą całkowicie nagi, niczym nieokryty.

Wychodząc z budynku ze swoim prototypem, Joseph uświadomił sobie, że w nowym świecie nie może zachowywać się tak jak w swoim dawnym świecie, dlatego musiał się przystosować. Ponieważ eksperyment przeprowadził na stacji benzynowej, zauważył stojącego obok czarnego mini pick-upa.

— Tym będziemy się na razie poruszać. Trzeba tylko zrozumieć, jak sterować tym ustrojstwem. Z wyglądu przypomina samochody z mojego świata, ale najprawdopodobniej jest to starsza i bardziej prymitywna wersja. — Joseph przeskanował stojący pojazd swoim naręcznym skanerem.

Elektroniczny głos odczytał informacje o pojeździe:

— To czarny minivan „Bens”, wyprodukowany w 2016 roku. Model mechaniczny, uruchamiany kluczykiem zapłonu, napędzany benzyną — paliwem wytwarzanym z ropy naftowej. Według wstępnej oceny pojazd nadaje się do poruszania się z prędkością do 120 km/H… pozostałe informacje niedostępne. Sposób sterowania retro, czyli kierowanie za pomocą kierownicy oraz skrzyni biegów i pedałów.

— Dość stary. W moim świecie takich nie produkuje się już od tysięcy lat, ale nic, wydaje mi się, że jeszcze pamiętam, jak się czymś takim jeździ. — Otworzył samochód. Nie był zamknięty, ponieważ jego właściciel zostawił go otwartego, wchodząc do sklepu.

Posłuszna marionetka Josepha w postaci pierwszego genetycznie zmodyfikowanego prototypu usiadła na tylnym siedzeniu w półleżącej pozycji, ponieważ funkcja zginania tułowia była u niego rozwinięta niewystarczająco.

— Cóż, myślę, że muszę dowiedzieć się więcej o tym świecie. Trzeba będzie odzyskać Kirę. Przebywała w tym świecie dłużej, więc najprawdopodobniej zdążyła go poznać, ponieważ musiała się maskować. A według mojego klucza należało wtedy zabrać ją z kliniki. Dobrze, że klinika znajduje się niedaleko stąd — zaledwie kilka minut pieszo. Mimo to miejsce jest dość opuszczone.

Joseph przygotował swoją broń. Nie wiedział jeszcze, czy będzie musiał walczyć, aby odzyskać Kirę, czy wszystko uda się załatwić pokojowo, ale na wszelki wypadek położył broń na siedzeniu obok siebie. Patrząc w lusterko wsteczne na to, co stworzył — na istotę, która nie potrafiła ani siedzieć, ani leżeć — czuł rozczarowanie.

Joseph dość szybko przystosował się do prowadzenia samochodu, choć pierwsze próby uruchomienia i kierowania nim były trudne. Raz ruszał do przodu, raz do tyłu, raz gwałtownie się zatrzymywał — wszystko dlatego, że nie mógł przyzwyczaić się do skrzyni biegów i sterowania za pomocą pedałów, ponieważ w jego świecie od dawna nie używano już takich rozwiązań.

Nick siedział w szpitalnej sali Kiry i patrzył, jak ukochana kobieta walczy o życie. Do głowy przychodziły mu różne myśli, ale jedną z nich odpychał od siebie wyjątkowo uporczywie. Ta myśl przerażała go od chwili, gdy dowiedział się o pochodzeniu Kiry.

Z ogromnym trudem udało mu się wyjaśnić swojemu zespołowi dziwny wygląd nowotworu, który usunął Kirze. Potajemnie pozbył się guza. Nick rozumiał, że nowotwór zostanie wysłany do badań w laboratorium kliniki. Trudno byłoby to wyjaśnić. Kira natychmiast stałaby się obiektem badań. Nick nie mógł do tego dopuścić. Dlatego, podczas gdy cały zespół przechodził obowiązkową procedurę oczyszczania po operacji, wrzucił guz do pieca do utylizacji odpadów biologicznych. Szybko wrócił, żeby nikt nie zauważył jego nieobecności, a dowód, który mógł zdradzić Kirę, został spalony i zamienił się w popiół — nikt nigdy by go nie odnalazł.

— A co, jeśli naprawdę nie zdołam jej uratować? — Nick był szaleńczo zakochany w tej kobiecie i gotów zrobić dla niej wszystko, nawet zniszczyć cały świat. Sama myśl o tym, że byłby zdolny do takich czynów dla niej, przerażała go.

— Siedziałeś tutaj przez cały ten czas? — Kira dość szybko doszła do siebie po działaniu środka uspokajającego. Nick siedział na krześle obok łóżka Kiry, opierając się o nie jak o poduszkę. Wyglądał na wyczerpanego.

— Tak, bałem się od ciebie odejść, Kira. On mógł wrócić. — Nick spędził całą noc w sali, patrząc, jak Kira spokojnie śpi. Tak naprawdę bał się nie tego, że wróci Joseph, lecz tego, że nie zdąży albo że coś pójdzie nie tak. Była dla niego ważniejsza, niż chciałby przyznać.

— Nie, on tutaj nie wróci. Dlaczego miałby aż tak ryzykować? Nadal jesteśmy mu potrzebni żywi. Znam go bardzo dobrze, jest dla mnie prawie jak ojciec. O ile w ogóle można tak powiedzieć o swoim stwórcy. On coś planuje, a my odgrywamy ważną rolę w jego planie. Inaczej już bym nie żyła. — Kira była wojskową i doskonale rozumiała, że strategia jest ważniejsza niż brutalna siła, ponieważ właśnie tego uczono ją w akademii.

— Po co jesteś mu potrzebna, Kira, skoro jesteś taka słaba? — Nick nie miał pojęcia, czego Joseph chce od Kiry. I skąd miał wiedzieć, jakie relacje łączą Kirę i Josepha. Może Kira tylko udaje, może nadal współpracuje z Josephem. W najgłębszej części jego świadomości zrodziła się myśl, że został wykorzystany, ale odpychał ją od siebie, nie pozwalając jej przeniknąć do swojego serca, w którym dopiero niedawno narodziło się głębokie i ciepłe uczucie miłości, nawet jeśli skierowane było do genetycznie zmodyfikowanej kobiety.

— Sama do końca nie rozumiem. Najprawdopodobniej już rozpoczął swoje eksperymenty. Musimy się pospieszyć… — Kira próbowała wstać, ale jej słabe ciało runęło na podłogę. W sali dziewczyna miała na sobie szpitalny fartuch i podczas upadku odsłoniły się niektóre intymne części jej ciała. Nick podniósł ją i delikatnie objął, zasłaniając ją sobą i osłaniając jej nagie ciało. Mimo całej tej czułości Kira odczuwała rozczarowanie — zdradzało ją własne ciało.

— Musisz dojść do siebie po operacji. — wciąż mocno obejmując dziewczynę, powiedział Nick. Kira odwracała wzrok, nie chciała patrzeć mu w oczy, jakby czuła się wobec niego zobowiązana.

— Moja głowa… — Kira chwyciła się za głowę. Jej cienkie, drobne palce wyczuły bandaże, pod którymi znajdowała się świeżo uformowana blizna, a także krótki meszek włosów. Dziewczyna jeszcze nie wiedziała, że jej głowa jest całkowicie łysa, ale przesuwając dłonią od czubka głowy do twarzy, zrozumiała to.

— Ból po operacji to normalne zjawisko. Jeszcze za wcześnie, żebyś wstawała z łóżka. Nie będziesz w stanie zregenerować się tak szybko, nawet jeśli jesteś zmodyfikowanym człowiekiem. — Nick uśmiechnął się do dziewczyny. Wziął rękę Kiry, która przesuwała się po jej głowie, i pomógł jej usiąść.

— W moim świecie nasze rany goją się w ciągu dwudziestu czterech godzin. Nieważne, jak poważne były, najważniejsze, żeby nie były śmiertelne. — Opierając się o ciało Nicka jak o podporę, dziewczyna w końcu stanęła na własnych nogach, ale czuła słabość i to ją przerażało.

— Nie jesteś w swoim świecie, u nas wszystko wygląda inaczej. Pozwól mi obejrzeć ranę. — Kira twierdząco skinęła głową i usiadła na łóżku, pozwalając Nickowi zdjąć bandaże z jej głowy. Nick obejrzał ranę i tak naprawdę pozostała tam już tylko blizna. Nawet włosy w tym miejscu zaczęły już odrastać. Nick był w szoku po tym, co zobaczył.

— Cholera, nie możemy tutaj zostać. Nikt nie może zobaczyć, że twoja rana już się zagoiła, tym bardziej że utworzyła się blizna. — Nick spanikował. Rozumiał, na jakie niebezpieczeństwo naraża dziewczynę, bo jeśli ktokolwiek będzie chciał zmienić jej opatrunek, natychmiast zauważy skalę zmian. A ponieważ w dokumentacji będzie napisane, że operacja odbyła się zaledwie kilka godzin temu, Kira od razu stanie się obiektem badań jakiegoś laboratorium tajnych organizacji. Nie mógł do tego dopuścić.

— Nick, co się dzieje? — zapytała Kira. Widząc przerażenie na twarzy Nicka, rozumiała, że najprawdopodobniej rozpoczął się już proces regeneracji. Ale dla zwykłego ludzkiego świata przebiegał on zbyt szybko. Teraz wiedziała, że Nick będzie musiał podjąć szereg decyzji, które mogą zniszczyć nie tylko jego karierę, ale całe jego życie.

— W naszym świecie na takie blizny potrzeba miesięcy, a twoja rana zagoiła się w ciągu dziesięciu godzin. To będzie ogromny problem, jeśli ktokolwiek poza mną się o tym dowie. Zabiorę cię stąd. Muszę wypełnić dokumenty, dlatego powinnaś teraz udawać, że śpisz i w miarę możliwości nie kontaktować się z nikim innym. — Nick rozumiał, że po raz pierwszy w życiu będzie musiał skłamać przy wypełnianiu ważnych dokumentów — nie miał innego wyjścia.

— Nick, co mam robić? — Kira nie wiedziała, jak powinna zachowywać się w świecie Nicka. Pomógł jej położyć się do łóżka, delikatnie przykrył ją kocem i pocałował w policzek.

— Zostań tutaj. Nigdzie nie wychodź, z nikim nie rozmawiaj. Udawaj, że śpisz. Zaraz wrócę i pójdziemy razem do mojego domu. Zaopiekuję się tobą. Tylko poczekaj jeszcze chwilę. — Zamknął za sobą drzwi do jej sali, wcześniej gasząc światło, żeby dziewczyna naprawdę mogła odpocząć.

Kiedy Nick wrócił do sali Kiry, dziewczyny już tam nie było. W panice zaczął biegać po szpitalu, próbując zrozumieć, gdzie mogła zniknąć. Poszedł do recepcji, żeby dowiedzieć się, czy wyszła, czy nie.

— Cześć, Julie. Szukam dziewczyny, jest po operacji. Przed chwilą podpisywałem z tobą jej dokumenty. — Dziewczyna wychyliła się zza lady i przerwała Nickowi.

— Nick Wilson, proszę się uspokoić. Taka wysoka i ruda? — zapytała pielęgniarka. Julie nie rozumiała, co się dzieje. Znała Nicka od wielu lat, ale nigdy nie widziała go tak zdenerwowanego. Tego dnia zachowywał się bardzo dziwnie. Zawsze spokojny i opanowany Nick nigdy nie okazywał emocji, ale dziś nie potrafił się powstrzymać. Zrozumiała, że coś poszło nie tak.

— Tak, to ona. — Nick odetchnął z ulgą.

— Proszę się nie martwić, przyjechał po nią ojciec i zabrał ją do domu. Przedstawił się jako Joseph i powiedział, że jest prawie pańskim kolegą po fachu. Będzie opiekował się swoją córką w domu. Dziewczyna go rozpoznała. Była trochę smutna…

— Cholera… — Nick z wściekłością uderzył pięściami w blat.

— Co się stało? Nie rozumiem, skąd ta agresja, Nick. To przecież jej ojciec, dlaczego tak się denerwujesz? — Dziewczyna odruchowo sięgnęła do przycisku alarmowego, który zawsze znajdował się przy recepcji na wypadek agresywnych odwiedzających, ale powstrzymało ją to, że był lekarzem tej kliniki i zawsze prezentował się z jak najlepszej strony.

— Nie, wszystko w porządku… — W duszy Nicka wszystko było rozdarte na kawałki. Złościł się na siebie za to, że nie zdołał jej pomóc. Za kolejne kłamstwo, które jej nie uratuje.

Kira jechała ogromnym czarnym samochodem, nie rozumiejąc, co się dzieje. Dobrowolnie wsiadła do auta, ale nie mogła pojąć, gdzie się znajduje. Dlaczego nie ma Nicka? Wszystko wokół było rozmazane i niezrozumiałe. Obok niej odzywały się jakieś głosy, ale nie mogła zrozumieć ani jednego słowa. Wkrótce znowu poczuła się źle: zakręciło jej się w głowie, a ciało stało się ciężkie i bezwładne. Dziewczyna pogrążyła się w pustce.

Nick nie potrafił nic wymyślić. Nie wiedział, gdzie jest Kira ani co się z nią dzieje. Dręczyły go pytania: dlaczego Kira się nie broniła? Dlaczego odeszła z Josephem? Nie rozumiał tego z jej strony. Było to dla niego zagadką. Teraz przerażały go myśli, że grozi jej niebezpieczeństwo. Nick został w szpitalu, czekając na Kirę — może wróci. Miał nadzieję, że Joseph jej nie skrzywdzi.

Kira ocknęła się, siedząc związana w fotelu, w ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu. Wzrok wrócił jej do normy i mogła rozejrzeć się dookoła.

— Widzę, że szybko doszłaś do siebie. Myślałem, że będę miał więcej czasu. — Joseph polerował swoje nowe narzędzia chirurgiczne, które zamierzał wykorzystać na Kirze. Dziewczyna nadal źle się czuła, ale rozpoznała Josepha.

Rozdział 33. Badania w nowym świecie

Kira próbowała uwolnić ręce z więzów. Była mocno związana, a przy każdym jej ruchu szorstka lina coraz głębiej wrzynała się w jej dłonie, nasiąkając krwią.

— Radzę ci się nie opierać, twoja zdolność regeneracji nie jest teraz w najlepszym stanie. Widzę, że mocno ci się dostało. — Joseph patrzył na swoje urządzenie, nie zaszczycając Kiry spojrzeniem. — Wiesz, wystarczyło, że powiedziałem, iż jestem twoim ojcem i zabieram cię do domu. Głupi ludzie nawet nie domyślili się, patrząc na mnie, że nie mogę być twoim ojcem.

Joseph zaczął rozkładać na stole narzędzia do eksperymentów.

— Czego ode mnie chcecie? Jestem dla was bezużyteczna. Moje geny mutują. Nie wiem, ile jeszcze pożyję. — Kira rozpaczliwie próbowała rozwiązać więzy i uwolnić ręce mimo bólu.

— Oczywiście, w tym masz rację, Kira. Nie będę mógł wykorzystać cię jako materiału do moich nowych prac. Chociaż ze wszystkich moich stworzeń byłaś najinteligentniejsza. Jak się okazało, w tym świecie rzeczywiście istnieje wiele dobrego materiału. Problem w tym, że stworzenie z niego naprawdę inteligentnego żołnierza jest bardzo trudne. Nawet rozdzielając prawie tuzin ludzi, nie udało mi się stworzyć ani jednego inteligentnego prototypu takiego jak ty. Coś jest nie tak z genami tego świata, zachowują się inaczej. Dlatego uznałem, że skoro twój mózg nie jest ci już potrzebny, to ja go wykorzystam. Po prostu przeszczepię twój mózg mojemu nowemu żołnierzowi. Ten świat jest bardzo prymitywny, więc metody również będą prymitywne. W moim świecie mogłem tworzyć wszystko, czego chciałem, dopóki mój świat nie stał się martwy. Trudno ci uwierzyć, że mogę być aż tak okrutny. Że mogę nie cenić życia. Wiesz, po tylu wiekach zrozumiałem, że tylko to, co sprawia ci przyjemność, powinno dawać ci satysfakcję. Jak się okazało, lubię tworzyć coś nowego, nawet niszcząc cały świat.

Joseph zaczął oglądać głowę Kiry, wykonując oznaczenia czarnym markerem.

— Jesteś potworem. Musisz zrozumieć, że nawet znajdując się w innym ciele, nie będę cię słuchać. — Kira czuła chłód tuszu pozostawiającego ślady na jej głowie. Chociaż włosy odrosły już na pięć centymetrów, nie stanowiło to przeszkody dla Josepha.

— Nie będziesz miała wyboru. W naszym świecie dałem ci prawo wyboru, ponieważ byłaś moim najlepszym dziełem. Teraz mogę bardzo łatwo usunąć twoje nieposłuszeństwo jedną poprawką genu. Będziesz posłuszna, Kira. — Joseph pogładził dziewczynę po twarzy. Kira odwróciła głowę.

— Byłeś dla mnie jak ojciec… — Kira uważała Josepha nie tylko za swojego stwórcę, ale naprawdę go kochała.

— Myślisz, że takie pochlebne słowa coś zmienią? Mam setki prototypów takich jak ty. Nie czuję wobec was ani miłości, ani dumy, jesteście tylko moimi eksperymentami i niczym więcej.

Chociaż Joseph powiedział częściowo prawdę, gdzieś głęboko w duszy wiedział, że Kira jest dla niego wyjątkowa. Była ostatnią, którą stworzył w swoim świecie. Kira spędzała wiele czasu w laboratorium Josepha, kiedy dorastała. Była jego rodziną, przywiązał się do dziewczynki. Choć Joseph tego nie okazał, słowa Kiry zraniły jego duszę — o ile jeszcze ją posiadał.

— Rozumiem, ale mimo wszystko powinieneś coś do nas czuć jako twórca? — Kira próbowała zajmować go rozmową, żeby zdążyć uwolnić się z więzów. Nie miała jednak dość siły, by choć trochę je poluzować.

— Wiele poświęciłem, żeby stworzyć wszystkie prototypy w naszym świecie. Kaście nigdy nie było dość: chcieli nowych, bardziej zaawansowanych gatunków. Stworzyłem je, a potem stałem się niepotrzebny. Kasta dała mi pozorną władzę, ale ona nigdy naprawdę do mnie nie należała. Byłem pionkiem w ich grze, ale teraz, w tym nowym świecie, mogę stać się kimś większym, niż jestem. Mogę dać temu światu nowych ulepszonych ludzi. Mogę dać armiom nowych wojowników, mogę rządzić tym światem. Nie jesteś w stanie zrozumieć, jak to jest, gdy niszczysz wszystko dla cudzych ambicji, a oni wycierają sobie tobą buty. — Joseph wymachiwał rękami i zachowywał się agresywnie, czego Kira nigdy wcześniej u niego nie widziała.

— Więc dlatego zniszczyłeś nasz świat. Mogłeś ich powstrzymać. To przecież ty stworzyłeś kastę. — Kira poczuła żal wobec Josepha. W gruncie rzeczy sam stał się marionetką w rękach własnych stworzeń.

— Nadal nic nie rozumiesz. Przestań mi to powtarzać, znam cię wystarczająco dobrze. To ja cię stworzyłem, Kira. Teraz przeprowadzę kilka testów, po których dasz mojemu nowemu dziełu nowe życie. — Josephowi ciążyło coś na sercu, ale mimo tego dziwnego uczucia naukowiec kontynuował badania Kiry.

Joseph mierzył parametry życiowe Kiry za pomocą różnych urządzeń. Pobrał krew z jej żyły do niezrozumiałego dla niej urządzenia. Urządzenie zaiskrzyło krwistoczerwonym światłem i zaczęło wydawać sygnał dźwiękowy.

— To niemożliwe! — Na twarzy Josepha pojawiło się szczere zdumienie tym, co zobaczył na ekranie urządzenia. Wskazania aparatury były niemożliwe z punktu widzenia fizjologii stworzonego przez niego genetycznie zmodyfikowanego człowieka.

— Potrzebuję więcej testów. Teraz rozumiem, dlaczego twoje idealne geny zaczęły tak szybko mutować. Właśnie dlatego umierasz, Kira. — Joseph nie zamierzał wyjaśniać jej, co pokazało urządzenie. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu Joseph znów odczuwał ekscytację eksperymentami.

— Nie rozumiem, co robisz, Joseph? — Kira była wstrząśnięta postępowaniem Josepha. Chciał ją zabić, ale pod wpływem wskazań urządzenia rozwiązał jej ręce i nogi, uwalniając ją.

Dziewczyna rozmasowała nadgarstki i kostki, ale nie spieszyła się ani z ucieczką, ani z atakiem. Obudziło się w niej zainteresowanie tym, co się dzieje.

— Dlaczego mnie uwolniłeś? — dziewczyna zadała nurtujące ją pytanie naukowcowi całkowicie pochłoniętemu swoją pracą.

— Kira, nie nadajesz się już do mojego eksperymentu. Możesz iść, gdzie chcesz, więcej cię nie tknę. — Joseph musiał wszystko dokładnie przemyśleć. To, co pokazało urządzenie, mogło wiele wyjaśnić, ale niestety to, co się działo, wywoływało jeszcze więcej pytań.

Pierwszy obserwował wszystko, co się działo. Niczego nie rozumiał z powodu braku rozwiniętego mózgu. Kira zauważyła ten prototyp i przeraziła się, rozumiejąc, że Joseph już zaczął działać w nowym świecie. Spojrzenie Kiry początkowo przestraszyło Pierwszego. Skrzywił twarz, próbując uśmiechnąć się do dziewczyny.

— Kto to jest, Joseph? — zapytała Kira. Choć znała już odpowiedź. Wszystko było oczywiste. — Skoro nie nadajesz się już do moich eksperymentów, powiem ci, Kira. W tym świecie jest wiele genów, ale ich skład nie nadaje się do wszystkiego. Stworzyłem pierwszy prototyp genetycznie zmodyfikowanego człowieka w tym świecie. Ale coś poszło nie tak: jest silny, ale głupi, najwyraźniej brakuje mu czegoś istotnego do pełnego rozwoju. Analizując twoje wyniki, będę w stanie rozwiązać ten problem. — Joseph nadal studiował ekran urządzenia.

— Dlaczego mnie uwolniłeś, Joseph? Dokąd mam pójść? Nic nie wiem o tym świecie. — dziewczyna była zdezorientowana i słaba, a to, co się działo, budziło w niej strach.

— Odprowadzę cię z powrotem do niego, tylko pozwól mi dokończyć moją pracę. Na szczęście niektóre technologie tego świata są podobne do tych, które istnieją w naszym świecie. Dlatego będę mógł cię odesłać. Daruję ci życie. — Joseph wziął probówkę z krwią dziewczyny.

Kira zgodziła się na propozycję Josepha. Chciała znowu zobaczyć Nicka. Teraz jednak bała się tego, dlaczego Joseph darował jej życie.

Nick przez całą noc czekał na Kirę w szpitalnym holu, śpiąc na kanapie. Rano obudziła go pielęgniarka. Poprosiła, żeby wrócił do domu. Tylko tyle pamiętał. Nick nie pamiętał, jak znalazł się w domu. W jego wspomnieniach była ogromna luka. Nie mógł pozbyć się podejrzenia, że Joseph czegoś chce od Kiry. Po prostu nie wiedział czego i to go przerażało. Oddać ukochaną kobietę w ręce szalonego maniaka nie było najlepszą perspektywą, ale jakie miał szanse, żeby ją uratować?

— Co tu się, do cholery, dzieje? — Nick odskoczył od kanapy. Widząc Kirę leżącą na kanapie w swoim przedpokoju, zaklął. Uspokoił go jej spokojny wyraz twarzy podczas snu. Ale nie miał pojęcia, jak znalazła się w jego domu, tym bardziej że zawsze zamykał drzwi i okna.

Nick przykucnął obok kanapy i jakby bał się spłoszyć miraż, obawiał się jej dotknąć. Dopiero kiedy jego palce poczuły, że ręka dziewczyny jest prawdziwa, odetchnął z ulgą.

Cieszyła go myśl, że teraz jest przy nim. Wziął z górnej półki komody koc i przykrył nim Kirę. Choć nadal prześladowała go jedna myśl: „Dlaczego sam Joseph oddał mu dziewczynę i jakie eksperymenty na niej przeprowadzał?” Miał nadzieję, że będzie potrafił się nią zaopiekować i że uda mu się ją uratować.

Natarczywe pukanie do drzwi przerwało jego myśli; zupełnie nie spodziewał się gości. Teraz chciał być tylko z Kirą. Delikatnie pocałował ją w czoło i poszedł otworzyć drzwi.

— Kto to może być?

Otwierając drzwi, Nick nie spodziewał się zobaczyć Anastazji, swojej byłej miłości. Piękna i pełna gracji, zawsze w szpilkach. Podziwiał tę kobietę: zawsze była uosobieniem piękna i elegancji, ale jej ciągła skrytość i zdolność do pozostawania zagadką stały się przyczyną ich rozstania. Była bardzo piękną kobietą o zielonych oczach, które podkreślały jej lekko podłużną twarz. Szkarłatne loki opadały jej na ramiona. Jednak Nick potrzebował czegoś więcej niż pięknego wyglądu i tajemniczości — jego serce nie lgnęło do serca tej pięknej kobiety.

— Anastazja, co tutaj robisz o tak późnej porze? Nie zapraszałem cię do siebie. — Nick nie wpuścił Anastazji do środka, zatrzymując ją w otwartych drzwiach.

— Myślę, że to monstrum należy do ciebie. — Anastazja wsunęła w uchylone drzwi walizkę Nicka. Widząc swoją walizkę, Nick od razu wszystko zrozumiał, ale nie dał tego po sobie poznać.

— Drogi Nicku, naprawdę zostawisz mnie na progu? Zimno mi. — Jej próby wejścia zostały powstrzymane przez Nicka, ponieważ gdyby weszła do środka, zobaczyłaby Kirę. Nickowi nie była potrzebna scena zazdrości. Poza tym Kira była chora. Nie chciał jej niepokoić.

— Odejdź, między nami wszystko dawno się skończyło. Nie mam zamiaru słuchać twoich żałosnych prób odzyskania tego, co straciliśmy. — Nick próbował zamknąć drzwi i wypchnąć walizkę.

— Nie przyszłam tutaj po to, żeby odzyskać naszą utraconą miłość, Nick. — Odepchnęła Nicka i weszła do środka. To właśnie ta cecha tak bardzo mu się w niej nie podobała. Anastazja była bezczelna i zawsze osiągała to, czego chciała. Z jednej strony kochała tę cechę w sobie, z drugiej — nienawidziła jej.

— Czego chcesz? — próbował powstrzymać Anastazję przed wejściem do pokoju, w którym spała Kira. Co chwilę zastępował jej drogę.

— Wiesz, odbyłam interesującą rozmowę z jednym z twoich nowych znajomych. — dziewczyna rozejrzała się po znajomych ścianach domu, w którym kiedyś mieszkała.

— Jaki znowu znajomy? O czym ty mówisz? — Nick starał się nie okazywać zdenerwowania. Anastazja obeszła kuchnię i podeszła do przedpokoju, w którym leżała Kira.

— Stój, wyjaśnij mi, o jakim znajomym mówisz i dlaczego tak bezczelnie wtargnęłaś do mojego domu. — Nick już rozumiał, że Anastazja przyszła z konkretnym celem.

— Nie przedstawił się, ale powiedział, że w twoim domu ukrywa się niebezpieczny przestępca, którego chronisz. Jest poszukiwana za morderstwo na stacji benzynowej, a także za zabójstwo na plaży. — dziewczyna opuściła wzrok na walizkę.

— Co ty wygadujesz? Ty w ogóle siebie słyszysz? Zupełnie oszalałaś? Wszyscy tam jesteście szaleni? Od kiedy sprawdzacie przypuszczenia przypadkowych ludzi? — Nick był bardzo zły. Starał się nie patrzeć na walizkę.

— Nie, dał więcej niż wyraźną wskazówkę, a także przedstawił dowody. Wysłano mnie, żebym to sprawdziła. Oczywiście ta informacja jest nieoficjalna, ponieważ jesteś mi drogi. Nie chcę wciągać cię w problemy. Ale ty, Nick, rozumiesz, że to bardzo poważna sprawa, skoro powierzono ją właśnie mnie. — Anastazja mówiła, flirtując z Nickiem. Mimo że na jej twarzy były plastry, nie odbierały jej urody.

Nick wiedział, że Anastazja nie pracuje w policji. W ich związku ten temat był surowym tabu, ponieważ praca Anastazji była ściśle tajna.

— Nie, nie rozumiem. Nie rozumiem, dlaczego ścigacie zwykłego mordercę. Wasza organizacja zajmuje się znacznie poważniejszymi sprawami. Co takiego jest w tym morderstwie, że zainteresował się nim specjalny wydział? — Nick rozumiał, że dziewczyna może wiedzieć, kim jest Kira.

— Wygląda na to, że znalazłam to, czego szukałam. — Zobaczyła bezbronną, śpiącą Kirę leżącą pod kocem. Uśmiech na twarzy Anastazji pokazał Nickowi powagę jej zamiarów. Znał tę dziewczynę bardzo dobrze, bo kiedyś nawet chciał się z nią ożenić, ale poświęciła jego miłość dla kariery. Nick nie potrafił jej tego wybaczyć.

— Nie dotykaj jej. Niczego nie zrobiła. I nie mogła nic zrobić, dochodzi do siebie po operacji. — stanął w obronie Kiry, zasłaniając ją przed Anastazją. Dosłownie stanął przed dziewczyną.

— Widzę, że jesteś jej wspólnikiem. Chyba pomyliłam się co do ciebie. — Anastazja była rozczarowana zachowaniem Nicka.

— Jak możesz tego nie rozumieć? Ona nie mogła tego zrobić. — Nick bronił Kiry. Kira była zbyt słaba, żeby obudzić się od głośnych słów tej dwójki.

— Dlaczego tak jej bronisz? Co, zakochałeś się? — choć Anastazja żartowała, była przestraszona.

— To nie twoja sprawa. Jest moją pacjentką. Możesz sprawdzić nagrania z kamer monitoringu. Dzisiaj zabrałem ją do domu, żeby móc lepiej się nią opiekować, ponieważ jest moją przyszłą żoną. — te słowa wprawiły Anastazję w szok, ponieważ od ich rozstania minęło niewiele czasu.

Anastazja nie spodziewała się, że spotka kogoś innego. W jej planach nie było miejsca na to, żeby ten mężczyzna związał się z kimkolwiek. Należał do niej i nie umiała rezygnować ze swoich pragnień. Jeśli czegoś chciała, miało to być jej. Albo nikt nie miał tego dostać.

— Nie traciłeś czasu. Ona pójdzie ze mną, czy ci się to podoba, czy nie. Zajmę się nią w wydziale. — Anastazja wyciągnęła rękę w stronę dłoni Kiry. Nick chwycił ją za rękę, nie pozwalając jej nawet dotknąć Kiry.

— Bez nakazu i bez powodu jej stąd nie zabierzesz. Uwierz mi, wiem to. Byłem z tobą zbyt długo. Wiem, jak to u was działa. I wiem, że przyszłaś tu nieoficjalnie, bo jesteś sama. — Nick tak naprawdę niewiele wiedział o pracy Anastazji, ale musiał coś wymyślić. Powiedział wszystko, co przyszło mu do głowy, choć większość tych słów znał jedynie z filmów.

— Zmądrzałeś, Nick Wilson. Przypomniałam sobie swoje lekcje. Chyba niepotrzebnie uczyłam cię, jak się przeciwstawiać i omijać prawo. Zostawię ją w spokoju. Ale wrócę za godzinę i będę miała prawne podstawy, żeby ją stąd zabrać. Ty, Nick, możesz tego uniknąć. Przecież wiesz, czego mi tak bardzo brakuje, czego tak bardzo pragnę.

Podeszła do niego i delikatnie rozpięła dłonią górny guzik jego koszuli, patrząc na niego figlarnym i pełnym pożądania wzrokiem, przygryzając dolną wargę aż do krwi. Nick odsunął się od niej, ale przypomniał sobie, jak dobrze było mu z nią. Pamiętał też ból, który mu zadała. Nie potrafił jej wybaczyć. Jego ciało jej pragnęło, ale rozumiał, że to tylko zwierzęcy instynkt — nie miłość ani nawet namiętność, lecz zwykłe pożądanie pięknego ciała. Nick odsunął się od Anastazji i zabrał jej ręce ze swojego ciała. Dziewczyna strasznie się rozzłościła. Jej pewność siebie zachwiała się.

— Dokonałeś swojego wyboru, ale pamiętaj, wrócę. — wyszła, głośno trzaskając drzwiami, budząc Kirę.

Joseph przeprowadził już wystarczająco dużo eksperymentów z krwią Kiry. Wszystko było dla niego jasne, pozostało jedynie sprawdzić wszystko w praktyce. Zebrane geny były przechowywane w przezroczystej kolbie po oddzieleniu nowych próbek. Naukowiec potrząsnął nią i dodał do niej krew Kiry. Natychmiast nastąpiła reakcja w postaci wytrącenia się materiału genetycznego.

Joseph wylał zawartość probówki na podłogę obok Pierwszego.

— A więc zobaczmy, co się stanie. — odsunął się na odległość odpowiednią do oddania strzału z broni w stronę Pierwszego, który niczego nie podejrzewając, stał i obserwował Josepha z boku. Wszystko było gotowe. Potężny wyrzut energii trafił w cel. Teraz pozostawało jedynie czekać, co stanie się z tymi genami. Potężny strumień energii połączył ze sobą wszystkie geny — te znajdujące się na podłodze i te, z których składał się Pierwszy.

— Zobaczmy moje dzieło. — powiedział Joseph, obserwując, jak z genów formuje się nowe ciało. Po swoich kształtach było kobiece. Ten fakt nie rozczarował Josepha, a wręcz go ucieszył, ponieważ podstawą tego prototypu były również geny ciała Kiry. Nic więc dziwnego, że prototyp miał kobiecą budowę. Z genów uformowała się dziewczyna o atrakcyjnej urodzie, z kręconymi rudymi włosami, wysoka, lekko szczupła, o migdałowej twarzy pokrytej drobnymi piegami. Bardzo przypominała Kirę. Proces został zakończony, pozostało już tylko sprawdzić zdolności umysłowe.

— Witaj, moje dziecko. Będę nazywał cię Lina. — eksperyment Josepha zakończył się sukcesem.

Joseph zdjął z siebie marynarkę i rzucił ją w stronę dziewczyny, ponieważ była całkowicie naga. Dziewczyna okryła się nią.

— Podoba mi się to imię. Jak się nazywasz, stwórco? — nie wyróżniała się emocjonalnością jak na zmodyfikowanego człowieka, co było nawet dobre. Obecność powietrza w tym świecie wszystko ułatwiała. Chip nie był potrzebny. Aby stworzyć Linę, Joseph rozłożył Pierwszego na atomy, ale było warto.

— Jestem Joseph, twoim stwórcą. Wszystko, co tutaj widzisz, należy do mnie. — zamachał rękami, pokazując opuszczony magazyn pełen niezrozumiałych urządzeń i probówek z różnymi cieczami. Lina okazała się niezwykle inteligentna; oceniła sytuację i od razu wszystko zrozumiała.

— Josephie, wszystko rozumiem, ale dlaczego mój stwórca żyje i pracuje w tak okropnych warunkach? — obejrzała narzędzia i kolby.

— Jestem z innego świata. Stworzę armię, żeby podbić ten świat, a ty jesteś pierwszą z moich wojowniczek. — Joseph był dumny ze swojego nowego dzieła.

— Nie osiągniesz tego, pracując tutaj, Josephie. Będziemy musieli znaleźć lepsze laboratorium. — Lina wiedziała, że do pracy potrzebują nowych zasobów.

— Masz rację, moje dziecko. Coś znajdziemy. Nic nie wiem o tym świecie. Najpierw musimy poznać jego prawa, żeby go podbić. — Joseph był lekko przestraszony geniuszem Liny. Dziewczyna połączyła w sobie całą wiedzę i doświadczenie zdobyte przez Kirę w nowym świecie oraz całą wiedzę tych, z których został stworzony Pierwszy, dlatego znacznie lepiej orientowała się w nowym świecie niż sam Joseph. W gruncie rzeczy przewyższała swojego stwórcę.

Nick w pośpiechu spakował wszystko, co niezbędne, wiedząc, że Anastazja wróci. Wiedział, że musi się gdzieś ukryć. Miał wiejski dom swoich rodziców, z którego nie korzystali i o którego istnieniu nikt nie wiedział.

— Kira, zbieraj się, wychodzimy… — Nick próbował pomóc dziewczynie wstać. Wszystko na próżno, była zbyt słaba.

— Dobrze. — wstała zbyt gwałtownie i natychmiast straciła przytomność.

— Cholera… — Nick zostawił wszystkie rzeczy. Owinął Kirę w koc i zaniósł ją na rękach do samochodu.

Rozdział 34. Nowe laboratorium

Anastazja nadal siedziała w swoim rozbitym samochodzie. W związku z wydarzeniami ostatnich kilku dni nie rozumiała, co właściwie powinna teraz zrobić. Oficjalnie jej biuro nie prowadziło i nie zajmowało się sprawą, którą zajmowała się ona. Gdyby na jej ciele nie pojawiło się nowe nakłucie i gdyby nie pamiętała, że jej partnerka zginęła, nigdy nie rozpoczęłaby śledztwa, podczas którego natrafiła na dziwne wydarzenia na stacji benzynowej i niezwykłą gościnie w domu Nicka.

— Przecież chciałam tylko odzyskać tę cholerną walizkę — dziewczyna przez chwilę się zastanawiała i wysłała prośbę o wsparcie. Nie wiedziała, czego dokładnie będzie szukać, ale była pewna jednego: skoro pułkownik Mil dał jej zgodę na prowadzenie śledztwa, mogła skorzystać z zasobów biura. Dopiero zaczynała zbierać dowody, dlatego miała jedynie kilka nagrań z kamer na stacji benzynowej z podejrzanym, niezrozumiałym mężczyzną, który wszystkich zabił; ciało na plaży, które wyrzucił nurt; oraz podejrzaną sukienkę w kwiatki, która znajdowała się w walizce, a wcześniej widziano w niej zmarłą dziewczynę. Wszystkie te dane Anastazja zebrała w ciągu jednego dnia, porządnie jeżdżąc po mieście swoim rozbitym samochodem. Nawet nie zadała sobie trudu, by wyczyścić szybę i wnętrze auta — usunęła odłamki jedynie z fotela, na którym sama siedziała.

Wsparcie przyjechało do dziewczyny bardzo szybko. Wyjaśniła swojej drużynie, co się dzieje, i wydała określone rozkazy dotyczące szturmu oraz, w razie konieczności, całkowitej eliminacji celu. Trzeba było działać szybko, ponieważ dziewczyna rozumiała, że jeśli Nick rzeczywiście jest zamieszany, spróbuje uciec razem z nią.

Przez kilka dni wydarzyło się zbyt wiele. Pogrążony we własnych myślach Nick nie spodziewał się tak szybkiego powrotu Anastazji. Tym razem dziewczyna nie była sama — towarzyszyło jej kilku uzbrojonych żołnierzy w pełnym wyposażeniu. Rozdzielili się po domu i rozpoczęli przeszukanie. W obliczu takiej sytuacji Nick nie wiedział, co robić, ale rozumiał, że nie może teraz odejść. Kira potrzebowała leczenia i pilnej pomocy, dlatego nie miał większego wyboru.

— Wróciłaś zbyt wcześnie. Nie spodziewałem się tak szybkiego powrotu — powiedział Nick, nie ukrywając swojego zdziwienia. Uważnie obserwował ludzi, którzy przeszukiwali jego dom. Nie krępowali się tłuc naczyń, przewracać mebli i rozrzucać jego rzeczy.

— Widzę, że pozbyłeś się dziewczyny — powiedziała z obrzydzeniem Anastazja, patrząc na kanapę, na której wcześniej leżała Kira.

Nick bardzo dobrze znał Anastazję i rozumiał, że jego jedynym wyjściem jest jej neutralizacja. Niestety dla niego dziewczyna nie należała do przeciwników, z którymi można było poradzić sobie siłą fizyczną. Pomimo kruchej budowy ciała posiadała umiejętności bojowe i z łatwością mogła znokautować przeciwnika trzy razy większego od siebie. Taka była jej praca.

— Wiesz, kiedy odeszłaś, zrozumiałem, jak silne są moje uczucia do ciebie. Zapłonęły jak ogień w mojej piersi. Nie mogę już tak żyć. Pozwól mi być z tobą. — Nick objął Anastazję w talii i mocno przyciągnął ją do siebie. Bez wątpienia żywił wobec niej uczucia i pragnienia. Wziął jej delikatną dłoń i położył ją na swojej piersi, aby dziewczyna poczuła, jak szybko bije jego serce.

— A co z nią? — Anastazja nie spodziewała się czegoś takiego po Nicku. Zmieszała się i straciła wobec niego czujność.

— Odeszła zaraz po twoim przyjściu. Do wszystkiego mi się przyznała. Powiedziała, że to naprawdę jej wina. Byłem zaskoczony. — Nick pogładził Anastazję po twarzy swoją szorstką, męską dłonią, ale jej się to spodobało — tak bardzo, że zapomniała, czego ją uczono. Napływające uczucia wzięły górę. Jego usta delikatnie dotknęły jej warg, łącząc się z nimi w namiętnym pocałunku. Wsunął dłoń w jej włosy — od tego dziewczyna jeszcze bardziej traciła zmysły, a mgła pożądania ogarnęła jej ciało.

Nagły ból przerwał falę pragnienia. Nick uderzył dziewczynę w głowę ciężkim przedmiotem. Wyliczył siłę ciosu tak, aby ją obezwładnić, ale nie wyrządzić poważnej krzywdy. Ostrożnie położył dziewczynę na podłodze i sprawdził, czy nie krwawi, po czym odszedł.

— Mam nadzieję, że mi wybaczysz, ale tak było trzeba… — cicho zamknął za sobą drzwi, nie zwracając uwagi pozostałych żołnierzy przeszukujących jego dom. Jego dom był bardzo duży — miał kilkaset metrów kwadratowych.

Anastazja była zbyt ufna wobec ludzi; często obracało się to przeciwko niej. Jej drużyna nadal kontynuowała przeszukanie domu.

Nick uruchomił samochód i ruszył z maksymalną prędkością, na jaką było stać jego stare auto. Rozważając wszystkie „za” i „przeciw”, rozumiał, że powinien jechać bocznymi drogami, aby nie wpadać w kamery, ponieważ Anastazja najprawdopodobniej miała do nich dostęp. Jednak krytyczny stan Kiry nie pozwalał mu myśleć aż tak racjonalnie.

Lina była istotą grozy. Bardzo szybko znalazła nowe, ulepszone miejsce do przeprowadzania eksperymentów. Przeglądając zaledwie kilka broszur w sklepie, znalazła odpowiednie laboratorium dla Josepha. Nie znajdowało się zbyt daleko od nich i nie przyciągałoby uwagi w razie wykrycia.

— Znalazłam dla nas laboratorium. Jest zaledwie kilka mil stąd. Skoro umiesz prowadzić te pojazdy, zawieziesz nas tam. A jeśli chodzi o resztę pracy, zajmę się pracownikami. Poza tym będę mogła udoskonalić i rozwinąć swoje umiejętności bojowe. — Dziewczyna podała Josephowi broszurę, na której widniało niewielkie laboratorium prowadzące eksperymenty na zwierzętach. Było to laboratorium kosmetyczne — testowano tam głównie kosmetyki.

— Wygląda całkiem nieźle. Cóż, wyruszymy natychmiast. Ale przygotowałem dla ciebie coś wyjątkowego. Biorąc pod uwagę twoje upodobania i strukturę, pomyślałem, że ta broń ci się spodoba. — Joseph podał Linie dwa ostre noże. Każdy miał około czterdziestu centymetrów długości i solidną drewnianą rękojeść. Za pomocą urządzenia stworzył dla dziewczyny nie tylko broń, ale również wygodną kaburę, aby mogła zawsze nosić ją przy sobie. Broń okazała się bardzo stabilna, a rękojeść dobrze leżała w dłoni dziewczyny. Wykonując kilka ruchów z nożami w dłoniach, dziewczyna uśmiechnęła się złowrogo. Była zadowolona z prezentu — teraz nie musiałaby już zabijać gołymi rękami.

— Podoba mi się… — powiedziała dziewczyna, zakładając kaburę na talię i chowając noże pod ubraniem.

— A mnie to cieszy, moje dziecko. Chcę, żebyś pomogła mi przenieść sprzęt. — Joseph wskazał Linie kilka probówek i pudełek z niezrozumiałą zawartością. Jednak najbardziej zainteresowała dziewczynę dziwna broń ze świecącym niebieskim kamieniem w środku.

— Co to jest? — powiedziała Lina, wyciągając rękę w stronę broni Josepha.

— To chyba wezmę sam. — Joseph odebrał dziewczynie broń i skierował się do wyjścia.

Przez całą drogę samochodem oboje milczeli — właściwie nie mieli o czym rozmawiać. Joseph nie tworzył planów przejęcia laboratorium, ponieważ doskonale wiedział, że Lina wszystkim się zajmie. Była idealnym zabójcą pod względem swojej struktury genetycznej.

W praktyce właśnie tak się stało. Gdy przybyli na miejsce, przy wejściu powitał ich ochroniarz. Dziewczyna nie odpowiedziała ani słowem — po prostu wbiła mu nóż w szyję. Podczas gdy powoli się wykrwawiał, otworzyła na panelu sterowania bramę i wpuściła Josepha do budynku.

Samodzielnie zabiła kilkanaście osób. Doskonale wiedziała, gdzie uderzyć, aby zabić człowieka jednym ciosem. Laboratorium okazało się dość słabo chronione, ponieważ był to bardziej kompleks przemysłowy niż coś naprawdę poważnego. Krople krwi tysiącami spływały po twarzy, rękach i nogach Liny, a ona szła przez kałuże krwi, jakby była to jej naturalna przestrzeń — jej własny raj. Joseph zauważył na jej twarzy przyjemność, jaką dziewczyna czerpała z zabijania kolejnych ludzi. Nie oszczędzała ani kobiet, ani mężczyzn.

Joseph potrzebował obiektów do eksperymentów, a w takim tempie Lina zabiłaby absolutnie wszystkich.

Wybierając odpowiedni moment, zanim Lina dotarła do kolejnych ludzi, Joseph postanowił powstrzymać swoje stworzenie.

— Lina, przestań. Nie potrzebujemy aż tylu trupów. Nie będę w stanie przerobić ich na geny. — Joseph naprawdę potrzebował materiału do pracy, a martwi ludzie byli bezużyteczni: nie można było przetworzyć ich na geny ani na cokolwiek innego.

— Daj spokój, Joseph. Jest tu tyle ludzi, że wystarczy na stworzenie całej armii. Nie martw się tak. Nic się nie zmieni przez kilka osób zabitych przeze mnie, dopóki będę się tym cieszyć. — Odczuwała błogość, odbierając komuś życie. Krew zabitych przez nią ludzi spływała po jej twarzy, rękach i nogach, a ona szła przez kałuże krwi, jakby była to jej naturalna przestrzeń, jej własny raj.

Joseph widział już wcześniej coś podobnego u swoich ludzi, ale tylko wtedy, gdy tworzył ich z naprawdę wysokiej jakości, lecz potwornych genów — naturalnych zabójców, takich jak lwy czy niedźwiedzie. I najokrutniejsi z nich byli podobni do Liny.

Lina dotarła do centralnego panelu laboratorium. Znajdował się tam tylko jeden człowiek, ale wzbudził jej zainteresowanie.

— Patrz, jaki prezent ci znalazłam, Joseph. Ten człowieczek pomoże nam podbić ten świat. — Lina spojrzała na człowieka w szklanym pomieszczeniu. Małego, kruchego, w okularach. Miał ciemne włosy, lekko przerzedzone przy skroniach. Widząc zakrwawioną dziewczynę za szybą, przeraził się, odsunął się od biurka i rzucił się w stronę drzwi.

— Nie będę wam pomagał. Zabijcie mnie — powiedział drżącym głosem naukowiec, zamykając szklane drzwi swojego laboratorium.

Lina z łatwością wybiła szybę jednym kopnięciem, mimo że była kuloodporna. Dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo, przechodząc po odłamkach szkła. Na twarzy naukowca zastygło przerażenie.

— Naprawdę myślisz, że będziesz miał wybór? Znam tak wiele wyrafinowanych tortur, że nie starczyłoby ci życia, żeby im się przeciwstawić. — Dziewczyna szła w stronę naukowca, a on, potykając się o własne nogi, próbował przed nią uciec.

— Powtarzam: zabij mnie. Nie pomogę wam. — Strach widoczny w oczach naukowca można było dostrzec nawet przez jego okulary. Rozumiał, że mogą go nie zabić, lecz poddać długim i bolesnym eksperymentom. Nie chciał jednak zmieniać swojej decyzji. Lina nie zamierzała ustępować. Chwyciła naukowca za kołnierz fartucha i rzuciła nim na krzesło. Krzesło było na kółkach, dlatego naukowiec od razu zaczął odjeżdżać w stronę wybitych drzwi.

— Wiesz, ile kości mogę połamać w twoim ciele, zanim umrzesz z bólu? — zapytała dziewczyna, chwytając naukowca za rękę, którą mocno ścisnęła. W ten sposób zatrzymała przesuwające się krzesło.

— Tak, wiem. Uwierz mi, wytrzymam ten ból, ale wam nie pomogę. — W głębi duszy naukowiec rozumiał, że gdy tylko złamie mu pierwszy palec, podda się, ponieważ nie będzie w stanie wytrzymać tego bólu, ale przynajmniej psychicznie był silniejszy niż fizycznie.

— Jaki ty jesteś głupi. Kości można łamać na różne sposoby, a ból też będzie różny. Skoro tak nalegasz, zacznę od nóg, żebyś nie mógł uciec. — Zdjęła z jego nogi mały biały pantofel w rozmiarze trzydzieści dziewięć, zdjęła szarawą skarpetkę i, chwytając naukowca za mały palec u stopy, złamała go od razu w dwóch miejscach, po prostu ściskając go w dłoni.

Przenikliwy, bolesny krzyk rozszedł się echem po laboratorium, odbijając się od ścian i wracając wielokrotnie wzmocniony.

Ból był naprawdę potężny, zupełnie inny niż zwykły ból przy złamaniu. Naukowiec często łamał sobie kości, ale po raz pierwszy odczuwał tak przerażający ból. Krzyczał — palec po palcu. Lina była konsekwentna: łamała mu palce jeden po drugim. Gdy skończyła łamać palce prawej stopy, zerwała ścięgna w tej samej nodze.

Krzyczał i krzyczał. Lina zatrzymała się dopiero wtedy, gdy naukowiec stracił przytomność.

— Szybko się poddałeś — powiedziała rozczarowana dziewczyna, patrząc na zmasakrowaną nogę naukowca. Przybrała sinawy kolor z krwistoczerwonymi plamami i zaciekami krwi pod skórą.

— No dalej, ocknij się — powiedziała dziewczyna i wymierzyła naukowcowi kilka policzków. Czując nagły ból i przypływ krwi do policzków, naukowiec odzyskał przytomność.

Zanim Lina zdjęła drugi but z jego nogi, naukowiec wykrzyczał słowa, które dziewczyna tak bardzo chciała usłyszeć:

— Tak. Zgadzam się, przestań. Będę wam pomagał — powiedział naukowiec, wijąc się i cierpiąc z bólu. Patrząc na zakrwawioną dziewczynę, która uśmiechała się tak szczerze jak małe dziecko, na zawsze utrwalił w pamięci obraz grozy widoczny na jej twarzy.

— No i dobrze. Wiedziałam, że się zgodzisz, ale sprawianie ci cierpienia było dla mnie wyjątkowo przyjemne. — Lina wstała i spojrzała na Josepha. Dziewczyna uśmiechała się na widok cierpienia naukowca.

Dopiero w tamtym momencie, gdy Joseph zobaczył Linę w walce, dotarło do niego, że stworzył potwora. Już wcześniej tworzył potwory, ale one przynajmniej posiadały rozum, a ona miała jedynie pragnienie torturowania i zabijania.

Choć naukowiec nie wypowiedział swoich myśli na głos, było dla niego jasne, że prędzej czy później niekontrolowana Lina zapragnie większej władzy i trzeba będzie pilnie coś z tym zrobić — wymyślić jakiś sposób kontroli. W jego świecie służyły do tego chipy, ale w tym świecie, gdzie powietrze było ogólnodostępne, nie posiadał takiej władzy. Wszystko było dobrze, dopóki dziewczyna stała po jego stronie, ale wystarczyłby jeden jego błąd, a stałaby się jego wrogiem.

— Więc tak, mój drogi, opatrzę ci nogę, a ty nam pomożesz — powiedziała dziewczyna i uderzyła przerażonego naukowca w chorą nogę. — Pokażesz nam wszystko i opowiesz mi o swoich eksperymentach. Wy też przeprowadzacie eksperymenty na ludziach, prawda? — dziewczyna powiedziała to tonem pełnym pewności, ponieważ rozumiała, że tego rodzaju laboratorium jest jedynie przykrywką. — Okrucieństwo waszych eksperymentów można porównać do naszych. Właśnie dlatego wybrałam ciebie, Mitchell. — Lina przeczytała imię naukowca znajdujące się na jego identyfikatorze. Dziewczyna była geniuszem w każdej dziedzinie: hakowanie komputerów nie stanowiło dla niej żadnego problemu, a umiejętność dostania się do bazy danych całego laboratorium odziedziczyła po jednym z okazów, z których została stworzona. Zdobyła wiedzę i umiejętności wszystkich tych, których Joseph zniszczył, tworząc jej świadomość, i najprawdopodobniej jednym z nich był geniusz komputerowy.

— Nie mogliście wiedzieć o tych eksperymentach. Te informacje nigdzie nie były zapisane; prowadzono je w warunkach pełnej tajemnicy — naukowiec był jeszcze bardziej przerażony. Osobiście nie brał udziału w eksperymentach, ale bardzo często dostarczał potrzebne materiały.

Kira obudziła się w miękkim łóżku. Strasznie bolała ją głowa. W domu pachniało pysznym jedzeniem — była bardzo głodna. Choć Joseph uczynił zmodyfikowanych ludzi silnymi i wytrzymałymi, pozostawił im głód, aby zmuszać ich do wykonywania podstawowych zadań. Jako naukowiec rozumiał, że jeśli prototyp człowieka nie będzie odczuwał głodu ani potrzeby powietrza i snu, nie zdoła kontrolować takich wojowników. Ryzyko buntu byłoby bardzo wysokie. Jedyną rzeczą, którą usunął, były nadmierne emocje.

Nick nie lubił gotować, ale mimo to robił to po mistrzowsku. Cokolwiek przygotowywał, zawsze było pyszne. Kira odnalazła kuchnię w tym domu po zapachu. Opierając się o szafki, ściany i meble, zeszła na parter.

— Obudziłaś się? — patrzył na nią zakochanym wzrokiem, choć w jego oczach widać było smutek z powodu wszystkiego, co się wydarzyło. Nie powiedział jej, że zostali odkryci i że są ścigani. Chciał zachować dla niej tę chwilę szczęśliwą.

Kira siedziała na wysokim stołku i patrzyła, jak zręcznie Nick podrzuca naleśniki na patelni.

— Jakie pyszne jedzenie macie w swoim świecie. Wybacz, że od razu nie powiedziałam ci, kim jestem. — Dziewczyna delektowała się jedzeniem. Naleśniki polane syropem dosłownie rozpływały się w ustach. Nick nie mógł oderwać wzroku od Kiry, która z przyjemnością jadła.

— Mam wrażenie, że pierwszy raz jesz naleśniki — Nick uroczo uśmiechnął się do dziewczyny. Położył jej na talerzu jeszcze dwa naleśniki.

Nick zauważył, że włosy Kiry odrosły do poprzedniej długości. Sprawiało to wrażenie, jakby operacji w ogóle nie było. Proces regeneracji jej ciała go zadziwiał.

— Więc tak nazywa się ten przysmak — Kira zjadła wszystko. Nick uroczo się uśmiechnął.

— Co jecie w swoim świecie? — Nick przypomniał sobie, że w świecie Kiry nikt go nie karmił i nie odczuwał szczególnego głodu. Dopiero teraz wydało mu się to dziwne.

— Białka i mieszanki podtrzymujące życie. Na pewno zauważyłeś, że w moim świecie nie ma roślin, ptaków ani zwierząt. Nie istnieją, ponieważ Joseph rozłożył je na geny, żeby stworzyć nadludzi — Kira nadal cieszyła się słodkim smakiem pozostającym w ustach.

— Musimy wymyślić, jak zatrzymać Josepha — Nick przypomniał sobie szczegóły świata Kiry. Choć zauważył, że nie ma tam ptaków ani drzew, nie przywiązał do tego większej wagi. Dopiero teraz zrozumiał cały horror życia w świecie Kiry.

— Boję się, że to niemożliwe — dziewczyna posmutniała. Dobrze znała potencjał broni Josepha i to, do czego może doprowadzić nowy świat, i zupełnie nie chciała brać udziału w wojnie o świat, który nawet nie był jej. W najlepszym przypadku, pomagając Nickowi, niczego by nie zyskała poza czasem spędzonym z nim, a w razie porażki straciłaby nawet ten czas.

— Dlaczego? — Nick był przerażony. Wszystko docierało do niego stopniowo, dlatego uczucie grozy dopadło go w chwili, gdy zmywał naczynia.

— To, co widziałeś w moim świecie, jest wynikiem działań Josepha. Świat, w którym byłeś, kiedyś wyglądał tak samo jak wasz obecnie. Wiele razy przechodziliśmy do innych światów i czasów — Kira opuściła wzrok, żałując tego, co zrobiła.

— Niczego nie rozumiem. Jak można zamienić ogromną planetę w martwe betonowe budynki? — Nicka przeraziła świadomość, że świat, w którym żyje, może zamienić się w bez życiową pustynię.

— Jesteśmy wojownikami i zostaliśmy stworzeni do podbijania nowych światów. Pierwszy świat, który odwiedziłam, był podobny do waszego. Był pełen różnorodnych żywych istot i roślin — wspomnienia zalały dziewczynę. To, co zrobiła, zniszczyło cały świat, unicestwiło żyjące w nim istoty — po co? Żeby stworzyć kilka tysięcy podobnych do niej.

— Co robiłaś w tamtym świecie? — zadając to pytanie, Nick bał się odpowiedzi, ale ludzka ciekawość zwyciężyła strach. Wziął kubek kawy i usiadł obok niej. Chciał poznać jej historię — nawet jeśli była przerażająca, bezwzględna i odpychała go sama myśl, że była zabójczynią, i tak chciał wiedzieć.

— Ty i ja byliśmy w nim. Świat, w którym stoczyłam swoją pierwszą bitwę, później stał się naszym nowym domem. Przenieśliśmy się tam, ale wkrótce stał się taki sam jak nasz świat — w oczach Kiry było tyle bólu. Gdy proces asymilacji mieszkańców dopiero się rozpoczął, w tamtym świecie były jeszcze rośliny i zwierzęta, i czasami pozwalałam sobie je podziwiać, ale już po kilku dekadach świat ten stał się taki sam jak mój poprzedni: powietrze przestało istnieć, a rośliny i zwierzęta zniknęły.

— Powiedziałaś przecież, że było tam wiele różnych istot i roślin. Co się z tym wszystkim stało? W twoim świecie nie widziałem nawet trawy. I nie było tam powietrza — Nick nie potrafił sobie nawet wyobrazić, ile czasu musi minąć, by świat pełen życia zamienił się w jedną wielką betonową przestrzeń.

— To ja przyszłam jako pierwsza do nowego świata. Był piękny. Ale miałam rozkaz od Josepha — z jej oczu popłynęły łzy. Po raz pierwszy w swoim życiu Kira płakała. Musiała podzielić się z kimś swoim bólem. Teraz czuła wszystko, a uczucia nienawiści, wstydu i rozczarowania samą sobą pożerały ją od środka.

— Jaki to był rozkaz? — lepiej byłoby, gdyby Nick nigdy nie zadał tego pytania.

— Mój osobisty rozkaz był taki: znajdowałam mężczyznę zajmującego ważną pozycję w danym świecie i uwodziłam go. Zdobywałam wszystkie potrzebne informacje do podboju: rozmieszczenie baz wojskowych, informacje o broni, sposoby obrony, wszystko — aż po strukturę genetyczną. Kiedy zdobyłam wszystkie potrzebne dane, wracałam do swojego świata. Jeśli informacje zostały zebrane prawidłowo, świat podlegał rozszczepieniu. Przygotowywaliśmy się do bitwy i na podstawie zdobytych danych najeżdżaliśmy nowy świat. Wystarczało nam zaledwie kilka dni, by zamienić cały świat w nasze więzienie.

— Ile takich rozkazów wykonałaś? — gniew i ból wybrzmiewały w głosie Nicka. Zrzucił kubek kawy ze stołu, rozbijając go. Nie mógł uwierzyć, że ta beztroska, figlarna dziewczyna, w której się zakochał, była kimś takim.

— Tylko raz — Kira wiedziała, że zareaguje właśnie w ten sposób. Nie przerwała jednak swojej opowieści, nie próbowała go pocieszyć, lecz mówiła dalej. Chciała, żeby znał prawdę, ponieważ gdzieś głęboko w duszy rozumiała, że wkrótce umrze, i wolała, by ją znienawidził, niż żałował, że nie zdołał jej uratować.

Nick chodził tam i z powrotem wzdłuż stołu i nie potrafił się uspokoić. Gdzieś głęboko w duszy bał się, że on również był częścią planu. Czuł się zdradzony. Bolało go to; jego duszę skuły ciężkie łańcuchy, które martwym ciężarem opadły nie tylko na jego ciało, ale również na uczucia, które do niej żywił.

Kira podeszła do niego. Spojrzała mu w oczy i objęła go. Nie odepchnął jej tym razem, ale nie był już tym czułym i troskliwym mężczyzną, którego znała — przypominał bryłę lodu.

— Ja też byłem częścią planu? — odepchnął ją, ponownie zatrzymując kolejną próbę objęcia go przez dziewczynę.

— Nie. O tobie nikt nie wiedział. Patrzyłam na kolejny rozkaz, w którym Joseph wysyłał mnie do nowego świata, i uciekłam. Po prostu wpisałam losowe dane do komputera i trafiłam do twojego świata. Kiedy znalazłam się w waszym świecie, nie wiedziałam, co robić. Znałam tylko jeden sposób działania.

— Po prostu mnie wykorzystałaś? Czy ty w ogóle mnie kochałaś? — Nick był przytłoczony wszystkim, co się działo.

— Na początku tak, byłeś tylko sposobem na przetrwanie, jedynie cię wykorzystywałam, ale potem zrozumiałam, że jesteś mi bliski. Kocham cię, Nick — Kira trzymała Nicka za rękę. Szczerze przyznała, że początkowym celem jej znajomości z nim była ochrona, ale później przerodziło się to dla niej w coś więcej.

— Wybrałem ciebie. Jak mogłaś mi to zrobić? Chociaż czemu się dziwię — ty nawet nie jesteś kobietą. Jesteś tylko zlepkiem genów. — Nick zabrał swoją rękę i zaczął wchodzić po schodach na drugie piętro. W jego głowie szalała burza. Rozumiał, że kochał całym sercem, i powiedział Kirze zbyt wiele okrutnych słów. Potrzebował czasu, żeby się uspokoić.

— Wybacz mi. Kocham cię… — Kira upadła na kolana, szlochając. Bolało ją, jej pierś ściskał ludzki ból, którego wcześniej nie znała.

Anastazja odzyskała przytomność. W furii i gniewie rozbiła całą zastawę w domu Nicka.

— No ty diable… — przeklinała Anastazja.

Rozdział 35. Trudna decyzja

Po tym, jak obraz z ekranu zniknął w momencie procesu, Steve zaczął obserwować reakcję najwyższej kasty. Spośród wszystkich poruszonych przedstawicieli kasty najspokojniejszy był pan Vix — jakby w ogóle nie uczestniczył w zebraniu. Dla niego wszystko było monotonne. Tak dziwne zachowanie zauważyła również pani Giselle. W przeciwieństwie do pana Sterna, którego otwarcie nie szanowała, pana Vixa uważała za wyjątkowo niebezpiecznego. Na poziomie podświadomości Giselle czuła, że powinna trzymać się od niego z daleka. Jej instynkty zawsze były jej główną bronią — właśnie dzięki temu, że bezwzględnie za nimi podążała, zdołała osiągnąć poziom najwyższej kasty genetycznie zmodyfikowanych ludzi.

— Proszę państwa o spokój. Mam wiadomości od systemu sądowniczego — pan Vix wstał ze swojego fotela i odwrócił się w stronę przedstawicieli kasty, aby widzieć ich twarze.

Kiedy kasta ucichła, kontynuował:

— Nasz naukowiec o imieniu Joseph, którego wszyscy dobrze znamy, wyruszył śladem przestępcy pierwszego poziomu oraz śledczej Kiry. Według wstępnych danych, które otrzymałem na swój komunikator z chipa Josepha, świat, w którym się obecnie znajduje, nadaje się do asymilacji i przetworzenia. Dlatego fakt, że przestępca wrócił do swojego domu, jest dla nas szansą na zdobycie nowego źródła genów.

— Ale od ostatniego podboju nie minęło nawet stulecie. Czy naprawdę mamy aż tak pilną potrzebę nowych genów, panie Vix? — oburzyła się Giselle, mimo że jej wewnętrzna natura odczuwała strach, choć nie powinna była go czuć. Z każdym krokiem Vixa w jej stronę to uczucie coraz bardziej ją pochłaniało.

— Czy istnieje granica doskonałości, pani Giselle? Czy naprawdę nie podoba się pani wyglądać tak olśniewająco? — Vix delikatnie przesunął opuszkami palców po delikatnym i gładkim policzku Giselle. Od dotyku palców tego człowieka biło śmiercią, a w jego oczach była pustka tysiącleci.

Chwycił Giselle za szczękę i zaczął ściskać jej twarz prawą dłonią. Łamiąc kości szczęki, delektował się każdym trzaskiem jej kości, słuchając ich niczym muzycznej symfonii. Dziewczyna nie stawiała oporu, ponieważ mogłoby ją to kosztować życie, a połamane kości mogła naprawić.

Pan Stern podniósł się z miejsca — chciał pomóc dziewczynie, ale stłumił swoje pragnienie, obserwując, jak Vix samą siłą palców łamie wytrzymałe kości genetycznie zmodyfikowanej kobiety. Trudno było sobie wyobrazić, do czego naprawdę był zdolny.

— Zrozumiałam pana, panie Vix — powiedziała dziewczyna, wycierając krew z twarzy. Mimo że kości jej szczęki zostały zmiażdżone, ból był silny, ale nie krytyczny. Giselle od dawna chciała pozbyć się Sterna i Vixa, ale jakość ich genów przewyższała jej potencjał. I właśnie teraz się o tym przekonała. Między nią a Vixem istniała przepaść kilku stuleci i zakładanie ich równości byłoby głupotą. Dlatego dziewczyna usiadła na krześle, prostując plecy i dumnie unosząc głowę. Teraz jej status w kaście spadł do najniższego poziomu — lata pracy przepadły na marne przez kilka pochopnych słów.

Steve obserwował wszystko w milczeniu, analizując dane. Doskonale wiedział, że Giselle przyjdzie do niego.

— Jeśli nie ma już więcej protestujących, daję Josephowi zgodę na podbój nowego świata. Dziękuję za uwagę, wszyscy mogą odejść. Będę informował was na bieżąco. A ciebie, Giselle, oczekuję u siebie w rezydencji — i załóż czerwoną suknię — powiedział Vix i rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając w duszy Giselle nieprzyjemne uczucie. Do dziewczyny docierały brudne plotki o tym, co dzieje się w rezydencji Vixa, ale teraz musiała do niego przyjść — i to przerażało ją do szaleństwa.

Jak później się okazało, Vix nawet nie opuścił swojego domu na czas zebrania. Możliwości jego hologramu przewyższały technologie dostępne innym.

Znajdując się w komorze regeneracyjnej, do której Giselle udała się od razu po zebraniu, dziewczyna dochodziła do siebie:

„Co za drań, jak śmiał przy wszystkich złamać mi szczękę? Zabiję go własnymi rękami”.

Proces regeneracji ciała przebiegał dość szybko, ale aby go przejść, należało wejść do komory całkowicie nago. Ponieważ szczęka zrosła się, ale nadal była źle ustawiona, Giselle sama nastawiła ją na miejsce. Dziewczyna zakończyła proces regeneracji i wyszła z kapsuły znajdującej się w laboratorium.

— Nie dogadujecie się z panem Vixem? — rozległ się głos za plecami Giselle, a czyjaś ręka podała jej sukienkę. Właśnie ponownie zakładała bieliznę.

— Nigdy nie mówiono panu, że podkradanie się do kobiety bywa niebezpieczne? — Giselle nie wstydziła się swojej nagości, zresztą doskonale wiedziała, do kogo należał głos — był to Steve i jego wyraźnie nie interesowały kobiece wdzięki. Zresztą co mogło interesować sztuczną inteligencję, która nie była zdolna do odczuwania ani czerpania przyjemności z czegokolwiek?

— Jest pani bezsprzecznie piękną kobietą, ale proszę tylko wyobrazić sobie, co mogłaby pani osiągnąć, posiadając władzę, a ja mogę pani w tym pomóc. Oboje wiemy, że musimy zmienić swoją pozycję w społeczeństwie. — Mimo że Steve był sztuczną inteligencją, w postaci hologramu mógł dotykać różnych obiektów, dlatego pomógł Giselle założyć sukienkę, zapinając zamek z tyłu.

— I co mi pan proponuje? Przecież pan również nie posiada władzy, Steve — dziewczyna poprawiła włosy i zaczęła zakładać buty.

— Tutaj się pani myli, pani Giselle. Mam znacznie wyższy poziom dostępu niż pani. Mnie również nie podoba się panowanie pana Vixa, a pan Stern już dawno przekracza granice. Myślę, że następnym razem powinna pani nie tylko wyrazić swoje zdanie na zebraniu, ale również mu przewodniczyć. Jest pani inteligentną, piękną, a przede wszystkim godną władzy kobietą. — Steve własnymi rękami pomógł Giselle upiąć włosy do tyłu. Bardziej podobało mu się, gdy pani nosiła upięte włosy, niż kiedy je rozpuszczała lub układała w inne fryzury. Mała, elegancka spinka z koralikami wyglądała bardzo naturalnie i stylowo w długich włosach Giselle.

— Załóżmy, że zgodzę się na twoją propozycję, Steve, ale kompletnie nie rozumiem, czego właściwie chcesz i o jakiej władzy mówisz, skoro jesteś tylko programem komputerowym, jedynie ulepszoną sztuczną inteligencją — Giselle pozwalała mu się dotykać, ponieważ nie czuła z jego strony zagrożenia.

— Wie pani przecież o projekcie „Nuty”, który Joseph stworzył bardzo dawno temu, jeszcze w starym świecie — Steve wyświetlił podstawowe informacje w postaci holograficznych tabel.

— To nie podlega dyskusji. Ten projekt został słusznie zamknięty jednogłośną decyzją kasty. Nikt nie powinien posiadać takiej władzy. Nigdy nie zgodzę się na aktywację tego protokołu i panu również na to nie pozwolę, Steve — słysząc o eksperymencie pod nazwą „Nuty”, Giselle straciła panowanie nad sobą. Projekt nie bez powodu został zamknięty, a sam Joseph wyeliminował wszystkich jego uczestników.

— Mogę wskrzesić ten projekt. Powinna się pani nad tym zastanowić, pani Giselle. Dam pani ten nadajnik — znajduje się na nim tylko jeden przycisk, czerwony. Jeśli go pani naciśnie, projekt zostanie natychmiast aktywowany i będzie należał wyłącznie do pani oraz pozostanie całkowicie pod pani kontrolą — powiedział i włożył w dłoń Giselle małe kwadratowe urządzenie z jednym czerwonym przyciskiem.

— Powinieneś rozumieć, Steve, że nigdy się na to nie zgodzę. Moja sytuacja jest wprawdzie tragiczna, ale nie zaryzykuję wszystkiego dla władzy — jednak Giselle mówiła już do pustki. Steve zniknął, a w jej dłoni pozostał jedynie mały czerwony przycisk i mnóstwo wątpliwości w głowie. Pomimo swojego pragnienia rządzenia Giselle nie chciała zdobyć władzy w tak okrutny sposób — miała swoje tabu, których nie łamała bez względu na wszystko.

Pułkownik Mil otrzymał wyniki śledztwa Anastazji. Niestety słowa dziewczyny o anomaliach się potwierdziły. Wkrótce po tym, jak opowiedziała o wydarzeniach w hotelu „Submarina”, rzeczywiście do nich doszło, włącznie ze śmiercią Kristin. Sprawie 456 nadano najwyższą klauzulę tajności, a dziewczynie przyznano dostęp klasy C do wszystkich zasobów miasta i laboratoriów.

Wkrótce do wszystkiego dołączyła sprawa 457 — przypadek nietypowego morderstwa na stacji benzynowej. Z kamer monitoringu zabezpieczono nagrania napastników oraz samego zdarzenia, ale niczego one nie wyjaśniały. Pytań było coraz więcej.

Teraz zachód słońca za oknami gabinetu pułkownika Mila wyglądał przerażająco, ponieważ nie było wiadomo, co przyniesie nowy dzień.

Giselle założyła swoją najlepszą długą czerwoną suknię z głębokim wycięciem na plecach i upięła włosy w elegancki kok długą, ostrą spinką, pozostawiając kilka kosmyków dla retro elegancji. Rozumiała, że przy wejściu zostanie sprawdzona pod kątem broni, dlatego ukryła przycisk w ozdobach sukni.

Przy wyjściu z domu dziewczynę przywitało dwóch wysokich genetycznie zmodyfikowanych żołnierzy. Jeden z nich galanteryjnie otworzył przed nią drzwi samochodu.

Przez całą drogę Giselle milczała.

Dziewczyna spodziewała się wszystkiego, ale nie uprzejmego traktowania: nie sprawdzono jej pod kątem posiadania broni, lecz po prostu zaprowadzono ją do pięknego pokoju z ornamentami na ścianach.

— Wiedziałem, że ten kolor będzie pani pasował, Giselle — powiedział Vix, wchodząc do pokoju.

— Po co mnie pan tutaj wezwał? Mam nadzieję, że za to pytanie nie złamie mi pan znowu szczęki — dziewczyna uśmiechnęła się szyderczo.

— Nie, nie zrobię pani krzywdy. Proszę mi wybaczyć. — Vix wziął dłoń dziewczyny i pocałował jej nadgarstek.

— Co się dzieje… — powiedziała Giselle, upadając na kamienną podłogę wyłożoną drobną białą mozaiką.

— Dziękuję za projekt „Nuty”… — powiedział Vix i przeszedł obok dziewczyny.

Dwóch żołnierzy podniosło Giselle.

— Wiecie, co z nią zrobić — wydał żołnierzom polecenie Vix z wyraźnym zadowoleniem.

Dziewczyna ocknęła się w fotelu samoregulacji z elektrodami podłączonymi do głowy. Świadomość Giselle była zamglona — nie rozumiała, gdzie się znajduje.

— Wreszcie się obudziłaś, Giselle — powiedział Vix, przypinając kolejne elektrody, a jego głos drżał.

— Co ty robisz?.. — dziewczyna była związana. Impuls elektryczny przeszył jej kręgosłup. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i wić się z bólu.

— No już, ciszej, moja słodyczy. Nasze gry dopiero się zaczęły, a przed nami samo najlepsze. — Vix zamknął Giselle usta dłonią. Małe impulsy elektryczne popłynęły przewodami prosto do mózgu Vixa. Gdy tylko impulsy dotarły do jego mózgu i ciała, poczuł przypływ rozkoszy i adrenaliny — było to najwyższe błogosławieństwo. Jego ciało drgnęło, otrzymując kolejną porcję przyjemności.

— Jesteś narkomanem… — powiedziała przez ból Giselle, patrząc, jak Vix rozłożył się na podłodze, rozpływając się z przyjemności.

Jak każdemu narkomanowi, małe dawki szybko przestały mu wystarczać. Bardzo szybko odzyskał panowanie nad sobą.

— Jesteś wyjątkowo smakowita… pochłonę cię całą… — Vix przekręcił przełącznik urządzenia, ustawiając je na maksymalną moc.

— To ty zabiłeś Kaya… — Giselle zaczęła się dusić. Łapczywie próbowała zaczerpnąć powietrza, którego nie było. Kości w jej ciele łamały się i wykręcały w różne strony, deformując jej piękne ciało. Elektroniczne impulsy niczym macki wyciągały z niej życie, rozrywając molekularne struktury jej DNA. Vix otrzymał swoją dawkę przyjemności w chwili, gdy Giselle wydała ostatnie tchnienie. Pochłonął całą moc molekuł dziewczyny, a jego ciało pulsowało od nadmiaru emocji i energii. Dla tego niezrównanego uczucia pochłaniania zabijał.

Ale z każdym kolejnym razem potrzebował więcej: im częściej kogoś pochłaniał, tym słabszy stawał się efekt.

Steve wszystko widział…

Rozdział 36. Wymuszona więź

Lina zakończyła swoją pracę zabójczyni i postanowiła doprowadzić się trochę do porządku. Ponieważ w laboratorium często przebywali ludzie, przewidziano w nim pokoje wypoczynkowe. W jednym z nich dziewczyna się zadomowiła. Podobało jej się, że wszystko w tym pomieszczeniu było jasne i przyjemne. Sam pokój był niewielki, miał około 15 m². Znajdowały się w nim prysznic, toaleta oraz podstawowe rzeczy, takie jak czajnik i mała lodówka.

Dziewczyna wzięła prysznic i przebrała się w ubrania znalezione w szafce. Na jej smukłej sylwetce wszystkie rzeczy wyglądały dobrze, dlatego zwykły zielony T-shirt i dżinsy pasowały na nią idealnie. Dziewczyna wyjęła z małej lodówki kanapkę z niezrozumiałym nadzieniem i gazowany napój. Gryząc kanapkę, ułożyła się na łóżku. Od jej mokrych włosów poduszka natychmiast przemokła, wywołując nieprzyjemne uczucie na skórze. Patrzyła w sufit i bawiła się swoim nożem, podrzucając go do góry i czekając, aż spadnie.

Dziewczyna odziedziczyła zdolności analityczne po jednym z ludzi, których geny otrzymała podczas swojego stworzenia. Dlatego przeanalizowała zachowanie swojego twórcy, Josepha. Dotknął ją fakt, że własny stwórca nie podziwiał jej żądzy krwi, a wręcz przeciwnie — przerażała go, co było widać gołym okiem. Dziewczyna była niebezpieczna, nie miała ograniczeń ani narzuconych praw, nie ograniczał jej chip i bez problemu mogła sama zdobywać pożywienie. Nie odczuwała więc szczególnej potrzeby obecności samego twórcy. Chciała uznania ze strony Josepha, ale zobaczyła jedynie strach w jego oczach.

Joseph studiował zapisy wykonane w tym laboratorium. Naukowcy nie wiedzieli, według jakich kryteriów Lina wybrała dla niego właśnie to laboratorium, ale znajdując te pliki, zrozumiał, że dziewczyna wiedziała o prowadzonych tu eksperymentach na ludziach, a same eksperymenty były podobne do tych, które on sam przeprowadzał kiedyś bardzo dawno temu. Jego przypuszczenia okazały się słuszne — w tym świecie wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Ludzie posiadali genetyczne predyspozycje do określonego typu mutacji, co wpływało na zdolności poznawcze i funkcjonowanie mózgu. Dlatego pierwszy stworzony przez niego prototyp okazał się nieudany, mimo że składał się z kilku osób.

Co więcej, w tym świecie samo pole elektromagnetyczne przestrzeni otaczało człowieka niewidzialną barierą ochronną. Właśnie dlatego urządzenie Josepha nie działało poprawnie w tym świecie, ponieważ wcześniej najeżdżał światy w czasie, gdy jeszcze nie istniały. Teraz jednak znajdował się w przeszłości nieznanego mu świata, a różnice w strefach czasowych również dawały o sobie znać na poziomie elektromagnetycznym, nie pozwalając urządzeniu formować genów potrzebnych do konstrukcji. Utrudniało to pracę Josepha, ponieważ w gruncie rzeczy musiał zaczynać wszystko od nowa. Sam system się nie zmienił, ale źródło energii stabilizacji i rekonstrukcji należało poprawić i dostroić do świata, w którym teraz się znajdował, a do tego potrzebował dokładnie przeanalizować zdobyte materiały.

— Zadziwiające, że te prymitywne istoty doszły do tak podobnych rozwiązań, że były na właściwej drodze i być może za jakieś tysiąclecie doszłyby do genetycznej modyfikacji człowieka — naukowiec rozumiał, że podbicie nowego świata będzie znacznie trudniejsze bez jego dawnej armii, a przenieść jej do nowego świata nie mógł, ponieważ maszyna po jego przejściu ostatecznie się rozpadła. Cudem przeszedł przez portal i nie zrobił sobie krzywdy.

Coraz częściej zauważał, że część jego genów, a być może nawet większość z nich, samoistnie się niszczy, podobnie jak geny Kiry. Coś oddziaływało na niego w tym świecie, ale do końca nie rozumiał co. Środowisko wydawało się przecież takie samo jak początkowo w ich świecie. Niektóre elementy istniejące w tym nowym świecie nie poddawały się jego naukowemu geniuszowi.

W tym nowym świecie zauważył, że na jego idealnie gładkiej twarzy pojawiły się drobne zmarszczki, których wcześniej nie było, mimo że miał około 4000 lat. Jego geny były pierwsze i najbardziej doskonałe — nie starzał się, ale w tym świecie działały na niego nowe prawa i to go przerażało. Zapomniał, czym jest starość, już przy stworzeniu pierwszego genetycznie doskonałego człowieka.

Ponieważ w chwili rozpoczęcia swoich eksperymentów nie posiadał własnych zasobów, laboratoriów ani pełnej swobody działania z powodu szeregu absurdów ówczesnego rządu, sam stał się pierwszym prototypem. W gruncie rzeczy eksperymentował na własnym ciele — prawo tego nie zabraniało, a poza tym nikt o tym nie wiedział. Joseph stopniowo wymienił wszystkie elementy swojego ciała i za pomocą technologii oraz maszyn przeszczepił swój mózg do nowego organizmu.

Tworząc dla siebie genetycznie zmodyfikowane ciało, Joseph zachował wszystkie cechy swojej prawdziwej twarzy i sylwetki. Nie był przesadnie przystojny, ale posiadał pewien rodzaj uroku. Z estetycznego punktu widzenia wyglądało to dobrze. Miał średni wzrost — 175 cm, szeroką sylwetkę z dobrze rozwiniętymi mięśniami. Miał czarne włosy nieco dłuższe niż przeciętne oraz brązowe oczy, które podkreślały jego nos i podbródek na wydłużonej twarzy. Zachował również wiek swojego ciała z momentu stworzenia pierwszego prototypu człowieka — miał wtedy 38 lat.

Joseph przypomniał sobie, jakim był człowiekiem, zanim stał się genetycznie zmodyfikowany i przestał się starzeć oraz cokolwiek odczuwać. Nowy świat burzył całe jego wyobrażenie o tym, co wiedział i co osiągnął. Dlaczego w tym świecie jego ciało się starzało, skoro wszystkie geny działały prawidłowo, a liczne badania wykazywały, że wszystko jest w normie? W laboratorium, które on i Lina przejęli, prowadzono właśnie eksperymenty związane ze starzeniem się i modyfikacją człowieka. Jeśli chodzi o to drugie, Joseph był ekspertem. Ale starzenia się nie rozumiał i prawie nic o nim nie wiedział. Zmodyfikował się przecież w średnim wieku. Wszystko, czego potrzebował jego mózg, zapewniało mu niemal niezniszczalne ciało.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 46.91