Rozdział 1. Obcy bez kodu
Głośne, natarczywe pukanie wyrwało Nicka ze słodkiego snu. Gwałtownie usiadł na łóżku, przecierając oczy. Rozdrażnienie narastało jak fala — ciepła, gęsta i ciężka.
— Kto tam, do cholery?.. — wymamrotał i niechętnie ruszył w stronę drzwi hotelowego pokoju.
Na progu stało trzech rosłych mężczyzn. Byli ubrani w czarne, obcisłe uniformy przypominające wojskowy ekwipunek. Na ich twarzach malowała się obojętność, jakby zostały wykute z marmuru niczym posągi.
— Sir, naruszył pan obowiązującą godzinę policyjną — powiedział sucho jeden z nich, spoglądając na przezroczysty ekran wysuwający się z bransolety na jego ręce, na którym wyświetlały się niezrozumiałe dla Nicka cyfry i litery. — Proszę okazać swój chip identyfikacyjny. Kara wynosi: trzy metry sześcienne powietrza, sir.
Nick zmarszczył brwi i odruchowo podrapał się po policzku pokrytym porannym zarostem. Wszystko, co mówił ten człowiek, podobny do pozostałych niezapowiedzianych gości jak dwie krople wody, budziło w Nicku mgliste wątpliwości co do realności tego, co się dzieje. A to zimne spojrzenie, którym patrzył na niego człowiek z ekranem na ręce, przerażało go, wywołując uczucie niepokoju.
— Co? O piątej rano? Mówicie poważnie? — rzucił przelotne spojrzenie na wiszący na ścianie zegar i uśmiechnął się szyderczo. — To jakiś żart? Pomyliliście pokój, chłopaki. Klaunów nie zamawiałem. — Nie potrafił powstrzymać swojej uszczypliwości — był to zły nawyk, który pozostał z nim jeszcze z czasów studiów medycznych. Ta cecha jego charakteru najczęściej ujawniała się wobec ludzi, których nie lubił.
— Proszę pokazać nam swój chip, sir. W przeciwnym razie będziemy zmuszeni użyć siły — głos stał się twardy, metaliczny, jakby należał nie do człowieka, lecz do programu.
— Jaki jeszcze chip?.. Nie mam żadnego chipa! — Nick machnął ręką z irytacją. — Idźcie spać, wariaci. — Trzasnął drzwiami prosto przed ich twarzami. Jedyne, czego chciał, to wrócić do łóżka. Sen był jego świętą rutyną, szczególnie po dyżurach, kiedy tak bardzo mu go brakowało.
BACH!
Drzwi rozleciały się w drzazgi. Odłamki posypały się, jakby zmiótł je podmuch eksplozji. Jeden z niezapowiedzianych gości zrobił krok do przodu i jednym ruchem wykręcił Nickowi rękę, a uderzenie pod kolano zmusiło go do osunięcia się na dół. Zdążył odejść zaledwie kilka kroków od drzwi, dlatego chwyt był niespodziewany i Nick nie zdążył zareagować. Dodatkowo dosięgły go drobne, ostre odłamki, które przecięły mu rękę, lekko szyję i plecy. Te rany nie były głębokie.
Dla chirurga było to najgorsze, co mogło się wydarzyć. Ręce były jego główną bronią w walce z chorobami. Ratowały życie wielu pacjentom, wykonywały najdelikatniejsze operacje mózgu i narządów wewnętrznych, dlatego w żaden sposób nie mógł pozwolić sobie na uszkodzenie tego narzędzia.
— Co wy sobie, kurwa, pozwalacie?! — wrzasnął Nick, upadając na kolana. Ból przeszył jego prawe ramię. To była jego dominująca ręka, ponieważ był praworęczny, i właśnie tą ręką trzymał mocno i precyzyjnie skalpel. W głowie dudniła mu tylko jedna myśl: „Tylko żeby nie złamał mi ręki, pieprzony skurwysyn!” — Nick przestał się wyrywać, aby zminimalizować szkody.
— Roy, zeskanuj jego chip! — powiedział Bill, mocno trzymając rękę Nicka.
Nick odruchowo drgnął od dotyku zimnego przedmiotu przy swojej szyi, ale czyjaś dłoń ścisnęła mu kark, zmuszając go do zastygnięcia niczym łania zamierająca przed celownikiem broni.
„Ci ludzie to nie zwykła ochrona, są zbyt silni jak na ochronę hotelową. Kim oni są? Dlaczego mnie potrzebują? Muszę się trochę uspokoić — im mniej będę się opierał, tym mniej ucierpię.” — Nick nie był przyzwyczajony do prowadzenia tak wielu myśli w głowie, ale teraz nie mógł wypowiedzieć na głos wszystkiego, co przychodziło mu do głowy.
Urządzenie przypominające miniaturowe działo wydało ostry sygnał, a mały ekran zaświecił się na czerwono.
— Brak chipa z ludzkim kodem, sir — zameldował krótko Roy.
— Sprawdź jeszcze raz. Może urządzenie się zawiesiło! — rozkazał dowódca. Wyraźnie nie miał ochoty pracować po godzinach przez jakiegoś bezimiennego mężczyznę, a tym bardziej później wypełniać sterty raportów związanych z incydentem.
Aparat zapiszczał ponownie.
— Chip nie został wykryty. — Tym razem urządzenie wydało odpowiedź głosową.
— Co do… Co tu się w ogóle dzieje?! — Nick całkowicie się obudził. Jego serce biło z taką siłą, jakby wybijało rytm na bębnach wewnątrz klatki piersiowej. Rozsądnie myśląc, rozumiał, że nie może się opierać, ponieważ ryzykuje swoją ręką.
— Pójdzie pan z nami w celu dalszego badania — powiedział Bill, podnosząc Nicka z kolan. Nie pozwolił mu się ubrać, dlatego Nick szedł boso, w samych spodenkach, marznąc z przerażenia i od nocnego przeciągu na korytarzu.
— Jestem obywatelem! Nie macie prawa! Mam dokumenty! — krzyknął, próbując się wyrwać. Wypowiadając te słowa, Nick poczuł, jak jego ciało staje się ciężkie od strachu. Bill trzymał go tak mocno, jakby był skuty ciężkimi żelaznymi łańcuchami.
— Zaczekajcie, może on jest z kasty? Sprawdźmy jego dokumenty, dowódco. Roy! — powiedział Rob, rozumiejąc, że jeśli schwytali przedstawiciela najwyższej kasty genetycznie zmodyfikowanych ludzi, grozi im egzekucja.
— Gdzie są twoje dokumenty?! — powiedział Bill i rzucił Nickiem o podłogę jak szmacianą lalką. Upadł ciężko, boleśnie uderzając kolanem i ramieniem o twardą kamienną posadzkę, ale ten niewielki ból był teraz dla Nicka nieistotny.
„Śnię? To sen? Czy wariuję?..” — przemknęło przez głowę Nicka. Z trudem rozpiął zamek swojej starej walizki, którą dawno należało wymienić, ale pozostała jeszcze z czasów, gdy Nick podróżował z rodzicami. Ta walizka była swego rodzaju jedyną rzeczą przypominającą mu o szczęśliwych dniach dzieciństwa. Nick wyciągnął paszport i prawo jazdy. Jego ręce drżały z bólu i przerażenia, a po lewej nodze spływała strużka krwi ze świeżej rany na kolanie.
Myśli o Kirze spłynęły na niego niczym lodowaty prysznic. „Gdzie ona jest? Przecież była ze mną… przez całą noc…” Nick rozejrzał się po pokoju — ani śladu. Kira zniknęła, jakby nigdy jej tu nie było.
Nick wyciągnął swoje dokumenty w stronę niezapowiedzianego gościa i wpatrywał się w niego niczym dziecko w automat z cukierkami, oczekując, co wydarzy się dalej.
— Co tam, Rob? — rozległ się głos dowódcy.
— Nigdy czegoś takiego nie widziałem, sir… — Roy powoli przewracał strony paszportu Nicka. Jego twarz pozostała kamienna, ale spojrzenie stało się ciężkie, niemal oskarżycielskie.
— Daj, ja też spojrzę na jego dokumenty. — Gdy Bill zobaczył dokumenty, od razu wszystko zrozumiał. Mocno ścisnął je w dłoniach. — To czerwony kod. Przestępca pierwszego poziomu. Bill, zneutralizować go — padł rozkaz.
— Tak jest, sir. — Bill natychmiast wyciągnął broń i jednym jedynym strzałem w szyję obezwładnił go.
Sszik.
Igła weszła w szyję miękko, niczym pierwsza kropla spadającego deszczu dotknęła jego skóry. Zaledwie w jednej chwili świat Nicka zamienił się w rozmyty zbiór obrazów. Tuż przed zapadnięciem w ciemność Nick poczuł, jak na jego głowę zakładają ciężki hełm. Przyjemny kobiecy głos wypowiedział słowa:
— System podawania powietrza aktywowany.
Rozdział 2. Przebudzenie w białym pokoju
Nick ocknął się po działaniu preparatu, który najwyraźniej nie był przeznaczony dla kruchego ludzkiego organizmu. Zadziałał silniej i dłużej, niż było to przyjęte w tym świecie.
Przebudzeniu towarzyszył nagły atak mdłości i nieprzyjemny metaliczny posmak w ustach — był to efekt dużej dawki preparatu i jego niekompatybilności z ludzkim organizmem. W głowie mu się kręciło, jak po długiej przejażdżce na karuzeli w wesołym miasteczku, a funkcje poznawcze organizmu były zaburzone. Powietrze było ciężkie, obce, jakby przesiąknięte kurzem i plastikiem. Nawet kilka głębokich oddechów nie pomogło Nickowi przyzwyczaić się do jego gęstości.
— Boże, czuję się tak, jakbym całą noc chlał, łeb mi pęka — potarł kark, przypominając sobie, jak kiedyś na imprezie integracyjnej na uniwersytecie upił się do utraty przytomności. Rano czuł się dokładnie tak samo jak teraz.
Spróbował podnieść się z pozycji szmaty rzuconej na podłogę, w której zostawili go żołnierze, ale ciało go nie słuchało. Każdy ruch kończył się kolejnym upadkiem.
Jego oczy paliły białe ściany, które zaciskały się wokół niego niczym imadło, przygniatając go ze wszystkich stron. Żadnych okien ani drzwi — tylko sterylna, oślepiająca pustka. W tej martwej ciszy nawet własny oddech brzmiał dziwnie, a myśli w głowie roiły się niczym pszczoły w ulu.
„Gdzie ja jestem? To więzienie? Cela? Laboratorium? Gdzie te potwory mnie przywlokły?..” — jeszcze nigdy w głowie Nicka nie było tylu pytań, na które nie potrafił odpowiedzieć, opierając się na logicznym myśleniu.
Obrazy sprzed utraty przytomności wracały z przerażającą wyrazistością: drzwi, ludzie w dziwnych ubraniach, podobni do siebie jak dwie krople wody, wysocy, umięśnieni i rudowłosi, różniący się jedynie fryzurami; z boku wyglądali jak jednojajowi bliźniacy. I ten pulsujący ból po igle. Wszystko wokół dosłownie krzyczało — to rzeczywistość.
Opierając się na swoim medycznym doświadczeniu, Nick obmacał i obejrzał rękę oraz całe przedramię.
— Świetnie, to tylko niewielki siniak, poboli kilka dni i przejdzie. Akurat mam jeszcze kilka dni urlopu. Jasna cholera… powinienem teraz leżeć na plaży. Gdzie ja, do cholery, jestem? — Nick nie przeklinał zbyt często w zwykłym życiu, ponieważ psuło to jego wizerunek; jako człowiek należący do elity lekarzy musiał być idealnym przykładem.
Przed oczami pojawiła się twarz Kiry — zaróżowiona ze wstydu, jej bezdennie błękitne oczy pełne jednocześnie czułości i pożądania, patrzące na niego na tle czerwonego, bordowego zachodu słońca rozciągającego się nad morskim horyzontem. Delikatna bryza pozostawiająca małe krople na rozgrzanej skórze. Czułe objęcia otulające go — namiętne jak ogień. Ciepło zetknięcia dusz i drżenie płynące z połączenia ciał. Kira była ostatnim odłamkiem jego rzeczywistości, w którą chciał wierzyć, tym słodko-gorzkim smakiem jego życia. To dawało mu siłę do walki z okrutną rzeczywistością, której ani ciało, ani umysł nie chciały zaakceptować.
— Gdzie ona zniknęła? Czy ją też zabrali? Jakim cudem wpakowałem się w takie gówno? — Nick rozmyślał na głos, oglądając otarcia na swoim ciele, wokół których zdążyły już pojawić się bordowo-sine siniaki. — Takie zazwyczaj pojawiają się jakieś dwadzieścia godzin po urazie, czyli jestem tu mniej więcej od doby.
W jednej z białych ścian światło stało się znacznie jaśniejsze, boleśnie wbijając się w oczy niczym małe igły. Nick zmrużył oczy, zasłaniając je dłonią.
Drzwi otworzyły się bezpośrednio w białej ścianie, tworząc biały prostokąt wysoki na wzrost wchodzącego ciemnego cienia. Wnętrze Nicka ścisnęło się w nerwowy supeł na widok tej sylwetki. Przez chwilę, jakby zapominając, jak się oddycha, wpatrywał się w tak dobrze znaną twarz. Patrzył na nią. Na tę jedyną.
— To niemożliwe! To ty? — głos wyrwał się z drżących ust Nicka, a ciało znalazło w sobie siłę, by się podnieść. Wyczuwając za sobą oparcie w postaci ściany, Nick zdołał usiąść. Tępy ból przeszedł falą gęsiej skórki po całym jego ciele, przypominając mu, jak brutalnie obeszli się z nim niezapowiedziani goście. — Myślałem, że ty… nie wiem, co powiedzieć… — po jego twarzy spłynęła łza, a ręka wyciągnęła się w stronę dziewczyny, jakby była mirażem z pustyni, który zaraz zniknie.
Wyładowanie prądu przebiegło przez każdą komórkę jego ciała, a palący ból rozlał się po mięśniach, wnikając w nie i zmuszając je do spazmatycznych skurczów. Chciał krzyknąć — ale usta go nie słuchały, świadomość miotała się niczym dzikie zwierzę zapędzone do klatki. Skurcz wykręcił jego ciało i Nick runął na białą podłogę, kuląc się ze strachu przed wykonaniem choćby jednego oddechu.
Roy zajmował się raportami dla kasty. Był urzędnikiem niższego szczebla, ponieważ do służby wstąpił zaledwie dziesięć lat temu, zaraz po ukończeniu akademii. Rzadko brał udział w niebezpiecznych zadaniach. Właśnie dlatego pozostawał zwykłym kontrolerem prawidłowego przestrzegania wszystkich praw. Sprawa Nicka była pierwszą poważną sprawą w jego aktach służbowych, które do tej pory zawierały jedynie mandaty za naruszenie ograniczeń.
W swoim tablecie miał kilka formularzy dokumentów, które musiał wypełnić.
— Dlaczego akurat mnie spotkała taka sytuacja? — pomyślał Roy. Teraz czekało go nie tylko wypełnienie kilku dokumentów, ale również sporządzenie opisu wszystkiego, co znaleźli w pokoju przestępcy pierwszego poziomu. Wszystko, czego dotknął Nick, podlegało szczegółowym badaniom, a sam pokój, w którym znaleziono naruszyciela, został zapieczętowany i miał zostać całkowicie zniszczony oraz poddany chemicznemu oczyszczeniu.
Po dokładnym wypełnieniu wszystkich wymaganych formularzy raportów i opisaniu wszystkich rzeczy znalezionych w pokoju naruszyciela Roy otrzymał dziwną wiadomość na swój służbowy tablet:
„Dowódco Roy, proszę stawić się w sali raportowej na 21. piętrze w celu złożenia pełnego raportu najwyższej kaście genetycznie zmodyfikowanych ludzi”.
Patrząc na tę wiadomość, dowódca nie wiedział, co go czeka dalej. Po raz pierwszy miał złożyć raport samej kaście. Przez wszystkie lata służby nigdy wcześniej nie był w sali raportowej, słyszał jedynie o istnieniu tego rodzaju raportowania. Wszyscy funkcjonariusze doskonale wiedzieli, że wchodzenie na wyższe piętra bez rozkazu jest zabronione, a naruszenie tego zakazu grozi natychmiastowym rozłożeniem na atomy.
— No cóż, moja godzina właśnie nadeszła — wymamrotał dowódca Roy i skierował się do windy. Wykonał pełną procedurę i przesłał raport elektronicznie do systemu. Roy wszedł do windy, która zawiozła go na 21. piętro budynku. Przed jego oczami pojawiły się drzwi. Przyjemny elektroniczny głos oznajmił:
— Witamy, dowódco Roy. Proszę zeskanować swój kod osobisty.
W ścianie pojawił się skaner do odczytu informacji. Była to standardowa procedura.
Roy przyłożył skaner do swojej szyi.
— Procedura zakończona pomyślnie — rozległ się głos, ale Roy już go nie usłyszał. Ostatnim, co zarejestrowała jego pamięć, były bryzgi własnej krwi na ścianie naprzeciwko. Głowa dowódcy eksplodowała natychmiast po przejściu kontroli tożsamości. Jego martwe ciało upadło na podłogę, zalewając i brudząc idealnie białe ściany krwią.
— Aktywowano protokół ochronny — oznajmił elektroniczny głos. Piętro rozbłysło czerwonym światłem. Wszystko, co miało organiczne pochodzenie, zostało rozłożone na atomy. Po ciele dowódcy Roya nie pozostał nawet ślad.
Rozdział 3. Okrucieństwo rzeczywistości
Ciało powoli dochodziło do siebie po porażeniu prądem, ale serce nadal biło zbyt szybko, odbijając się głośnym, pulsującym echem w głowie Nicka.
— Jestem śledczą Kira. Moim zadaniem jest ustalenie, w jakim celu przekroczył pan granicę przestrzeni i czasu? — Głos Kiry był równy i wyprany z emocji. Przed nim stała już nie tamta zaróżowiona dziewczyna, lecz bezduszny mechanizm o twarzy marmurowego posągu.
— Zajmę się pańską sprawą.
Z podłogi wysunęło się białe krzesło, na którym dziewczyna usiadła, uruchamiając holograficzny tablet, w którym znajdowały się już wszystkie dane dotyczące Nicka. Nawet struktura jego DNA. Zanim wpuszczono kogokolwiek do sali przesłuchań, Nick został dokładnie przeskanowany przy pomocy sztucznej inteligencji. Sprawdzono go pod kątem chorób zakaźnych i anomalii genetycznych. Wszystko to zostało wykonane w celu ochrony genetycznie zmodyfikowanych ludzi, z którymi przestępca miał wejść w kontakt.
— Co?.. Jaka sprawa? — Nick z trudem uniósł się na łokciach, a jego wzrok błądził między ścianą a Kirą. Porażenie osłabiło jego ciało, świadomość pozostawała zamglona. — Co tu się dzieje?! — pytanie zabrzmiało słabo, niemal głucho.
— Nie pochodzi pan z naszego świata. Zadam panu kilka pytań. Odpowiedzi zadecydują o pańskim losie. — Nie patrzyła na niego. W jej głosie pobrzmiewał dystans i obrzydzenie, jakby był nie człowiekiem, lecz biologicznym błędem.
— To szaleństwo… — wyszeptał. — Byliśmy nad brzegiem. Śmiałaś się… Tańczyłaś… Znasz mnie. Spałaś w moich ramionach. — Próbował mówić, opierając dłonie o ścianę, nawet siedzenie sprawiało mu trudność, ciało było ciężkie i nieposłuszne.
— W tym świecie to ja zadaję pytania. Widzę pana dziś po raz pierwszy w życiu, a żyję już prawie siedemdziesiąt lat. Dlatego wszystko, co pan mówi, jest kompletną bzdurą. Ma pan wybór: odpowiedzieć na moje pytania albo przekażę pańską sprawę do naszego laboratorium, gdzie z pewnością rozłożą pana na atomy. Mam też partnera, Mike’a, i jeśli nie wie pan, czym jest piekło, to przy nim doświadczy pan takiego bólu, że śmierć będzie dla pana wybawieniem. Zastosuje wobec pana wszystkie możliwe rodzaje tortur, a kiedy pozostanie z pana jedynie świadomość, zacznie zadawać pytania. — Głos dziewczyny stał się jeszcze chłodniejszy, lecz w jej oczach coś drgnęło. Strach? Zwątpienie?
— Proszę odpowiadać na pytania. Wtedy nie będę musiała ponownie użyć wyładowania elektrycznego. Sądząc po parametrach pańskiego organizmu, i tak jest pan już w ciężkim stanie fizycznym. Nie chcę uszkodzić pańskiego mózgu, może nam się jeszcze przydać do badań nad pańskim gatunkiem.
Nick podniósł ręce na znak zgody. Drżały jak u chorego człowieka.
— Pytaj… — na twarzy Nicka pojawił się grymas przypominający uśmiech, a w jego oczach można było dostrzec głęboką rozpacz.
W elektronicznym raporcie komandora Roya kasta szczegółowo dowiedziała się, w jaki sposób odnaleziono naruszyciela. Jednak fakt, że sam genetycznie zmodyfikowany prototyp zaginął i nie stawił się osobiście przed najwyższą kastą w celu złożenia raportu, wzbudził niepokój wśród przedstawicieli kasty. Jednogłośnie podjęto decyzję o wszczęciu wewnętrznego śledztwa.
Na wbudowany komunikator w ręce Michaela przyszedł rozkaz.
— Co znowu? — zapytał Mike, zeskakując z treningowej skały o wysokości dziesięciu metrów w dół. Wylądował lekko i bezszelestnie, jakby jego umięśnione, męskie ciało nic nie ważyło. Większość czasu spędzał na treningach i misjach bojowych, co mocno odbiło się na jego ciele. W przeciwieństwie do pozostałych genetycznie zmodyfikowanych ludzi nie usuwał swoich blizn i wolał, by rany goiły się bez przyspieszonej regeneracji stymulowanej przez urządzenia. Właśnie dlatego tak bardzo różnił się wyglądem od innych genetycznie zmodyfikowanych ludzi.
Otworzył wiadomość:
„Pułkowniku Mike, powierzamy panu wewnętrzne śledztwo w sprawie komandora Roya, który zaginął bez śladu przed złożeniem raportu najwyższej kaście. Obiekt wszedł w kontakt z przestępcą pierwszego poziomu. W razie konieczności otrzymuje pan pełne uprawnienia do eliminacji przestępcy pierwszego poziomu. Przed rozpoczęciem operacji proszę odebrać destabilizator molekuł. Otrzymuje pan pozwolenie na noszenie go i używanie na całym terytorium bez ograniczeń. Natychmiast przystąpić do wykonania rozkazu.”
Mike lubił trudne misje, dlatego była to dla niego dobra okazja do zdobycia awansu.
— Cóż, czas wracać do pracy, może chociaż tym razem trafi mi się godny przeciwnik. Przeprowadzić pełne oczyszczenie ciała i wyposażenia — wydał rozkaz swojemu bojowemu kombinezonowi. Wszystkie uszkodzone i zabrudzone fragmenty materiału zostały odnowione, jakby niczym wąż zrzucił starą skórę.
— Czas rozpocząć polowanie…
Rozdział 4. Prawda
— Jakiej technologii użyliście, aby przeniknąć do naszego świata? Gdzie znajduje się stworzona przez was szczelina czasoprzestrzenna? Kim są wasi sojusznicy w naszym świecie? W jakim celu przybyliście? — Kira zadawała pytania bez przerwy, jakby wypuszczała kolejne naboje z naładowanego magazynka pistoletu.
— Nie rozumiem całej tej terminologii. Byłem w swoim pokoju hotelowym i słodko spałem w miękkim łóżku pierwszy raz od bardzo dawna — powiedział Nick, jakby przyznawał się do swojego nieustannego pracoholizmu. — Przyszli jacyś… ludzie. Powiedzieli, że naruszyłem godzinę policyjną i zażądali opłaty w wysokości trzech metrów sześciennych powietrza, a potem oznajmili, że mam pokazać identyfikację tożsamości. Dałem im swoje dokumenty, cały czas myśląc, że to jakiś nieudany żart. Jeden z nich mnie znokautował, kiedy zobaczyli moje dokumenty. Ten z dziwną fryzurą, chyba miał związany z tyłu kucyk i wydawał rozkazy pozostałym, powiedział, że jestem przestępcą jakiegoś tam poziomu. Potem obudziłem się już tutaj, w kałuży własnej krwi i cały pobity. To wszystko, co wiem, uwierz mi, mówię prawdę. — Mowa Nicka była urywana i nie do końca pewna, nadal nie potrafił normalnie mówić ani budować zdań. Wszystko, co powiedział, zostało zarejestrowane przez urządzenia jako prawda.
— Nie odpowiedział pan na moje pytania. — Dziewczyna przygotowała się do naciśnięcia przycisku uruchamiającego prąd, ale mężczyzna jakby uprzedził ją ciężkim, nieprzyjemnym westchnieniem. Nick był wystarczająco inteligentny, by po pierwszym porażeniu prądem zrozumieć możliwe konsekwencje — jeszcze kilka takich wyładowań i zamieni się w warzywo albo, co gorsza, straci rozum.
— Nie, odpowiedziałem na wszystko, co mogłem! Spójrz na moje dokumenty — paszport, prawo jazdy, przecież je masz. Kira… proszę cię. To ja, Nick. — W jego głosie brzmiał ból rozpaczy, niemal wołanie o ratunek.
— To, co nazywa pan dokumentami, nie istnieje w naszym świecie w takiej formie. Papieru nie produkuje się już od dwóch tysięcy lat, ponieważ drzewa już nie istnieją. — Choć dziewczyna nie była zobowiązana do wyjaśnień, mimo wszystko uznała, że być może będzie to dla Nicka pomocne.
— …Co to znaczy? — Słowa o drzewach uderzyły mocniej niż prąd. Wszystko, co się działo, przypominało scenę z fantastycznego filmu o przyszłości. — To bzdura… To jakiś żart… To niemożliwe… nie wierzę ci… — Nick próbował zaprzeczyć rzeczywistości, nie chciał jej zaakceptować. Bo przyjęcie tej brutalnej prawdy oznaczałoby pogodzenie się z tym, że nie ma już wyjścia, a jedynym zakończeniem dla niego będzie śmierć albo znacznie gorszy los laboratoryjnego obiektu doświadczalnego.
— Jaki według pana mamy teraz rok? — przerwała panikującemu Nickowi, który pogrążał się coraz głębiej w swojej rozpaczy.
— Mówisz poważnie?.. — Wypuścił powietrze i objął głowę rękami, ból był prawdziwy.
— Luty 2021 roku. Chyba Ziemia. Jestem lekarzem onkologiem z centralnego szpitala miejskiego. Ja żyję… — dotknął swojej twarzy i torsu. — Ja… jestem prawdziwy, spójrz, z ran leci mi krew, czuję ból, czy to nie wystarczy?! — Jego mowa nadal była nieskładna, jakby sam próbował przekonać siebie, że żyje, ale słysząc własny głos, wciąż chciał wierzyć, że to jedynie koszmarny sen.
— U nas trwa piąta era. Jest pan błędem systemu. Nie powinno pana tutaj być. Stanowi pan zagrożenie dla bezpieczeństwa. Należy pana jak najszybciej zniszczyć.
Wszystko w Nicku zamilkło po tych słowach wypowiedzianych przez człowieka, którego całował. W środku ogarnął go lodowaty chłód. Poczuł, jak świat, w którym żył, oddala się i staje się jedynie duchem wspomnień. Jakby jego świat nigdy nie istniał.
— Więc pochodzi pan z przeszłości… z innego świata… — Kira nagle zamilkła, a jej głos ucichł.
Cienka strużka krwi spłynęła z nosa dziewczyny — była jaskrawoczerwona, tak samo jak kręcone włosy opadające na jej ramiona. Miała w sobie niezwykłe piękno — migdałową twarz i błękitne oczy, w których można było utonąć jak w bezdennym morzu. Smukłą, zgrabną sylwetkę podkreślał czarny kombinezon ciasno przylegający do ciała. Była idealnym typem kobiety dla Nicka — właśnie takie mu się podobały: piękne i niebezpieczne jak ostrze noża.
— Ty… — Nick drgnął. — To często ci się zdarza? — Jego lekarskie spojrzenie nie przeoczyło zamglonego wzroku dziewczyny.
W milczeniu wyjęła kawałek świecącego materiału przypominającego rozmiarem i kształtem małą chusteczkę i przyłożyła go do nosa. Krew natychmiast zniknęła z jej twarzy i przestała płynąć. Cała czynność zajęła jej zaledwie sekundę, Nick niczego by nie zauważył, gdyby nie patrzył na nią tak uważnie.
— Widziałem to już wcześniej. — Nick podniósł się do wygodniejszej pozycji i z całą szczerością, na jaką był zdolny zwykły człowiek, spojrzał jej w twarz. — To guz w twojej głowie. Rozszerzone źrenice, krwawienie z nosa, zawroty głowy, utrata koncentracji. Pewnie tracisz wzrok. Mylą ci się słowa? Kira, jesteś poważnie chora. Muszę cię zoperować. Natychmiast. — Nick nie lubił tej cechy u siebie. Zawsze i wszędzie patrzył na ludzi wokół siebie przez pryzmat swojego lekarskiego doświadczenia. Często prowadziło to do konfliktów z otaczającymi go ludźmi. Właśnie dlatego nie miał wielu przyjaciół, a kiedy potrzebował się wygadać po ciężkim dniu pracy, zawsze miał pod ręką swój gruby pamiętnik w czarnej skórzanej okładce, który wiedział o nim absolutnie wszystko — wszystkie zwycięstwa i porażki oraz uczucia, których Nick nie chciał pokazywać światu, ukrywając je pod maską obojętności. Pamiętnik zaczął prowadzić jeszcze w szkolnych latach, kiedy zrozumiał, że bardzo różni się od innych.
— Pacjenci… — Kira jakby powtórzyła obce słowo. — To… kto? — Kira naprawdę nie znała znaczenia tego słowa w jego zwyczajnym rozumieniu. Jeśli bowiem prototyp nie nadawał się do przywrócenia — był niszczony.
— Pacjent to człowiek, który jest chory. Ty jesteś pacjentką, Kira, bo jakkolwiek na to spojrzeć, masz wszystkie objawy. — Przez jego ciało przetoczył się chłodny niepokój, Nick na chwilę zapomniał, że jest teraz przestępcą w obcym świecie.
Kira po raz pierwszy się zawstydziła. Prawdziwa emocja przecięła chłód jej twarzy. Właśnie w tym momencie Nick zrozumiał — wciąż ma szansę.
— Nie mogę chorować, ponieważ zostaliśmy stworzeni z genetycznie stabilnych łańcuchów DNA. Obdarzył nas nimi nasz stwórca. Nie mamy możliwości starzenia się ani chorowania. Z natury jesteśmy genetycznie zmodyfikowanymi ludźmi, nieśmiertelnymi. Dopóki przynosimy korzyść — możemy istnieć. Kiedy stajemy się bezużyteczni — natychmiast nas niszczą. — Dziewczyna uprościła wyjaśnienie dla Nicka, rozumiejąc, że mógłby nie pojąć całej wiedzy, którą mogłaby mu przekazać.
— To nieprawda. — Patrzył jej w oczy. — Umierasz właśnie teraz, powoli i boleśnie. — Mężczyznę absolutnie nie obchodziło, że stoi przed dziewczyną na czworakach niczym pies, mimo że czuł do niej coś znacznie głębszego niż zwykłą sympatię.
— …Rozmowa zakończona. — Gwałtownie wstała. Jej głos znów stał się równy, taki jak na początku rozmowy.
— Nie odchodź! — krzyknął Nick, wyciągając rękę, jakby próbował złapać znikający miraż. — Kira! Proszę! Mogę ci pomóc!
Kira szła w stronę drzwi, nie oglądając się za siebie. Była profesjonalistką w swoim fachu, litość wobec przestępców nie leżała w jej naturze.
I w tej samej chwili ciało Nicka przeszył kolejny impuls elektryczny, zaciskając go w imadle okoliczności i bólu, od którego świadomość odpływała w pustkę. Przed oczami pociemniało. A jednak… przez moment, zaledwie przez sekundę, dziewczyna zadrżała. Jej ramiona drgnęły, lecz opanowała się i odeszła, ani razu się nie odwracając.
— Kira… — ciało Nicka przeszył kolejny impuls elektryczny, zaciskając go w imadle okoliczności i bólu, od którego świadomość pogrążyła się w ciemności.
Rozdział 5. Raport dla najwyższej kasty
Wychodząc z sali przesłuchań, Kira nie spodziewała się lecącego prosto w jej twarz tak dobrze znanego z regularnych treningów ciosu pięścią. Dziewczyna odruchowo uniknęła uderzenia, wykonując salto w tył. Przyjęła pozycję bojową i uważnie spojrzała swojemu partnerowi w jego niewzruszenie spokojną twarz. Ich rozmowa przebiegała bez słów, słychać było jedynie odgłosy pięści zderzających się podczas walki. Pojedynek nie trwał długo — po serii kopnięć w korpus Kira jednak przepuściła cios pięścią prosto w czoło.
— Widzę, że całkiem się rozleniwiłaś. — powiedział Mike, zatrzymując się. Nie atakował już dziewczyny.
— Co ty tutaj robisz? — zapytała Kira, pocierając dłonią czoło. Mike zwykle trzymał się z dala od jej pracy. „Dlaczego nagle się tu pojawił?” — zamyśliła się Kira.
— Mam tutaj zadanie służbowe, coś w rodzaju małego polowania. Tak się składa, że przechodziłem obok. — Mike z zadziwiającą łatwością kłamał. To właśnie Nick był głównym celem jego misji.
— Przesłuchiwałam dziwnego przestępcę pierwszego poziomu, dzień był ciężki, a i tak praktycznie niczego nie powiedział. — Dziewczyna ufała swojemu partnerowi i dzieliła się z nim wszystkim, ponieważ wiele razem przeszli.
— W takim razie szybko załatwię swoje zadanie i potem pogadamy. Powinnaś więcej trenować, widzę, że twoje umiejętności się pogorszyły, odkąd przestałaś chodzić na misje bojowe. — Mimo braku emocji Mike’owi nie była obca uszczypliwość wobec Kiry.
— Tak. Idę teraz do sali raportowej dla najwyższej kasty. — Kira nawet nie słuchała, co dokładnie odpowiedział jej Mike. Ze względu na służbę często bywała w sali raportowej, ale tym razem wszystko było dla niej inne. Tak opanowana przez całe swoje życie i służbę, po raz pierwszy była tak napięta, niczym zbyt mocno naciągnięta struna instrumentu muzycznego, która pęknie od najmniejszego dotyku. „Bez problemu przejdę kontrolę” — uspokajała samą siebie, podchodząc do drzwi.
— Witamy, śledcza Kira — przywitał dziewczynę elektroniczny głos przy wejściu. — Proszę przyłożyć skaner do swojego chipa. — Z gładkiej białej ściany wysunął się skaner umieszczony na wysuwanej półce. Przypominał skaner produktów przy kasie sklepowej. Dziewczyna przyłożyła skaner do chipa przy swojej szyi. Mała lampka zaświeciła się na zielono.
— Weryfikacja tożsamości zakończona pomyślnie, śledcza Kira. Najwyższa kasta już oczekuje pani wewnątrz. Życzymy miłego dnia. — Z jakiegoś powodu ten zawsze uprzejmy elektroniczny głos wydał się Kirze wyjątkowo drażniący.
Weszła do środka pomieszczenia, a drzwi natychmiast zamknęły się za nią.
Na ekranach większych od człowieka pojawiły się wizerunki kilku przystojnych mężczyzn. W przeciwieństwie do pozostałych genetycznie zmodyfikowanych ludzi ich rysy twarzy i wygląd różniły się między sobą. Nawet kolor włosów był inny, co w świecie Kiry praktycznie się nie zdarzało. W jej świecie wszyscy mieli identyczne rysy twarzy, ten sam kolor włosów i zbliżoną budowę ciała. Największe różnice były widoczne na poziomie społecznym. Im wyższy status miał genetycznie zmodyfikowany człowiek, tym atrakcyjniej wyglądał, jednak kolor włosów, wzrost i waga zawsze pozostawały takie same. Choć zdolności fizyczne mogły się bardzo różnić w zależności od wykonywanej pracy w społeczeństwie.
Kasta najwyżej zmodyfikowanych ludzi znacząco różniła się od reszty społeczeństwa. Mieli dostęp do bardziej udoskonalonych genów, dlatego nigdy nie pokazywali się osobiście swojemu narodowi. Większość genetycznie zmodyfikowanych ludzi nigdy nie widziała ich na żywo. Jeśli już dochodziło do jakichkolwiek wystąpień, najczęściej tych dziesięciu uprzywilejowanych władców pojawiało się na wielkich ekranach miasta i to jedynie na kilka minut.
Kira posłusznie czekała, aż ktoś się do niej odezwie, ponieważ nie mogła przemówić do nich pierwsza. Przestrzeganie hierarchii było wpisane w jej łańcuch DNA na podstawowym poziomie.
— Witaj, 1300 081, kryptonim śledcza Kira. Pokaż nam zapis przesłuchania — powiedział wysoki czarnowłosy mężczyzna o idealnie gładkiej skórze twarzy. Wyraziste błękitne oczy mocno kontrastowały z jego wizerunkiem, a jego szorstki sposób mówienia był jego cechą charakterystyczną.
— Tak jest, panie Kai. — To było wszystko, co mogła odpowiedzieć Kira. Poczuła, jakby w jej skórę wgryzał się pasożyt i powoli pełzł ku jej mózgowi, przenikając do myśli i świadomości, przegryzając sobie drogę do pamięci. Zaledwie kilka sekund wystarczyło, aby wszystko, co dotyczyło przesłuchania i wydarzeń z ostatniego roku życia dziewczyny, zostało przekazane do dyspozycji Kasty.
— Dziękujemy za służbę — odezwał się mężczyzna z innego ekranu. Jego popielate włosy i dziecięca twarz zdradzały młody wiek przedstawiciela kasty. Głos miał dźwięczny, a w jego brązowych oczach wciąż tliła się iskra zainteresowania otaczającym światem.
— To dla mnie zaszczyt służyć Kaście — odpowiedziała dziewczyna, tak jak zwyczajowo odpowiadało się przełożonym.
Pozostali przedstawiciele kasty milcząco obserwowali sytuację i nie uczestniczyli w rozmowie. Natychmiast dowiedzieli się wszystkiego, co zostało powiedziane podczas przesłuchania, ponieważ raport był przesyłany bezpośrednio do ich mózgów.
— Wszystko przeanalizujemy. Dziękujemy za pracę, śledcza Kira. Pańskie wynagrodzenie zostanie przelane na pani saldo. — powiedział chłopak o siwych włosach, a ekrany w sali pociemniały.
— Dziękuję za wsparcie i hojność, panie Ryan. — Na konto Kiry natychmiast wpłynęło dziesięć metrów sześciennych powietrza z dopiskiem: wynagrodzenie za pracę.
Kira mogła wreszcie opuścić to znienawidzone pomieszczenie, które było jeszcze gorsze od miejsca, w którym przesłuchiwała swoich więźniów. Jedyną różnicą była obecność wielkich ekranów i fakt, że tym razem to ona znajdowała się po stronie przesłuchiwanego.
Dziewczyna bardzo nie lubiła raportów przed najwyższą kastą, ponieważ jeszcze przez kilka dni dochodziła do siebie po ingerencji w jej świadomość i poczuciu obecności kogoś obcego we własnym wnętrzu. Niemal zawsze po tego rodzaju manipulacjach kierowano ją do laboratorium na diagnostykę stanu organizmu.
Kasta nie zawsze była troskliwa wobec swoich żołnierzy. Czasami zupełnie nie przejmowali się swoimi ludźmi i większość genetycznie zmodyfikowanych ludzi ginęła po kolejnym raporcie.
Za każdym razem, gdy wychodziła z sali raportowej, czekał na nią Mike. Był jej partnerem służbowym i głównym wsparciem. Tym razem również tam był.
— Jak poszło? — To znajome pytanie, które słyszała po każdym raporcie przez pięćdziesiąt lat służby, po raz pierwszy przebiło mur jej obojętności.
— Nienawidzę tych raportów. — Po ciele dziewczyny przebiegły ciarki. — Jakby w środku nadal był ktoś jeszcze.
— Może pójdziemy potrenować, jak zwykle? — Mike przywykł do tego, że po raportach dla najwyższej kasty Kira zawsze szła z nim trenować i szczególnie brutalnie go obijała. Choć oboje nie byli słabi, właśnie w takich momentach najczęściej dawał jej wygrać, mimo że przewyższał ją siłą kilkukrotnie. To był jego sposób okazywania jej wsparcia.
— Dziękuję, dzisiaj nie mam czasu na trening. To był ciężki dzień. — Dziewczyna nawet nie zauważyła, że po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat podziękowała mu za wszystko, co dla niej robił, choć zrobiła to w specyficzny sposób, uderzając go lekko w ramię w żartobliwej formie.
— Rozumiem. Pewnie teraz do laboratorium, a potem do domu? — Mike nie zwrócił uwagi na dziwne zachowanie Kiry i uznał, że dziewczyna jest po prostu bardzo zmęczona albo raport był wyjątkowo ciężki.
— Nie, jadę od razu do domu. Nie mam ochoty jeszcze siedzieć w laboratorium. Jutro przejdę wszystkie wymagane procedury, a teraz chcę odpocząć. — Dziewczyna szybkim krokiem skierowała się do wyjścia z budynku.
— Rozumiem cię, Kira, ale zapominasz, że to obowiązkowe procedury. Potem ci tego nie odpuszczą i najpewniej jeszcze dostaniesz karę. — Bezmyślność Kiry zdziwiła Mike’a. Po raz pierwszy zachowywała się dla niego całkowicie nieprzewidywalnie.
— Tak, zupełnie o tym zapomniałam. Dobrze, przejdę laboratorium, ale dzisiaj nie będzie treningu. Po laboratorium od razu jadę do domu. — Dziewczyna jeszcze raz uderzyła Mike’a w ramię i skierowała się na niższe piętra, do laboratorium regularnego skanowania.
— Chcesz, żebym cię podwiózł? — Jej partner naprawdę się o nią troszczył, dlatego zaproponował podwiezienie, lecz dziewczyna jedynie się uśmiechnęła i drzwi windy zamknęły się za nią. Na jej twarzy pojawiła się emocja, a to odstępstwo od wymagań wobec genetycznie zmodyfikowanych ludzi wywołało reakcję również u Mike’a i on sam, niezauważalnie dla siebie, odwzajemnił jej uśmiech.
Kira szybko zjechała na niższe piętro, gdzie znajdowało się laboratorium do samodzielnej diagnostyki, i weszła do kapsuły pełnego badania. W tej kapsule nie było elektronicznego głosu — należało wejść do środka, po czym zamykały się za tobą ogromne drzwi. Człowiek czuł się niczym zamknięty w ogromnym jajku, oczekując, aż elektroniczne pole przesunie się od dołu ku górze. Była to dość szybka procedura, jednak wszystko miało swoje wady: aby wejść do kapsuły, trzeba było całkowicie się rozebrać. Dodatkowo pozostawało nieprzyjemne uczucie przenikania do wnętrza — elektroniczne pole wnikało we wszystkie organy, komórki, a nawet strukturę DNA, co nie należało do przyjemnych doświadczeń.
Dziewczyna przeszła pełne badanie, wyszła z kapsuły, ubrała się i skierowała do windy, ponieważ kapsuła automatycznie przesyłała raport o stanie organizmu dziewczyny bezpośrednio najwyższej kaście — nie musiała robić już nic więcej.
Kira bardzo szybko dotarła do domu, wręcz nie zauważyła, kiedy znalazła się w znajomych ścianach, na swojej ulubionej kanapie.
„I co teraz?” — to pytanie utkwiło w głowie dziewczyny niczym myśl, która powoli pożerała ją od środka.
Rozdział 6. Ucieczka
Kira po raz pierwszy poczuła niezrozumiałe dla siebie napięcie w klatce piersiowej — wszystko w środku ściskało się w ciasny kłębek gotowy eksplodować od pełnego miłości dotyku. Dla takiej jak ona, genetycznie zmodyfikowanej, było to nowe i obce uczucie. Rozumiała racjonalnie, że w słowach Nicka nie ma żadnej logiki, ale to nowe uczucie wewnątrz niej, którego nie potrafiła rozpoznać, zmuszało ją do nielogicznego myślenia.
Zabrała się za swoją zwykłą rutynę, jednak kosmyk włosów pozostawiony na szczotce wskazywał, że Nick może mieć rację. Długo wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze — nadal była tam ona, ale w jej oczach tliła się iskra życia, której wcześniej nie było.
Kira wyjęła zwyczajną kolację z miniaturowej lodówki. Był to srebrny woreczek z rurką, wewnątrz którego znajdował się wieczorny zestaw niezbędnych minerałów i składników odżywczych — całkowicie pozbawiony smaku. W lodówce znajdowały się woreczki tylko trzech kolorów: białe — z proteinami i tłuszczami na śniadanie, srebrne — na kolację. Jeśli chodzi o czerwone woreczki, można było używać ich wyłącznie po misjach i urazach — wydawano je jedynie wojownikom wykonującym zadania bojowe. Zawierały nano cząsteczki regenerujące uszkodzenia całego ciała niezależnie od ciężkości obrażeń.
Im więcej Kira myślała o Nicku i o tym, jak uratować mu życie, tym mocniej coś ściskało się w jej wnętrzu. Potrzebowała go! „Jak mógł trafić do mojego świata? A poza tym minęło już dziesięć lat od chwili, kiedy wróciłam z jego świata. Zablokowałam wszystkie wspomnienia i uczucia, których wtedy doświadczyłam. Więc dlaczego…” — dziewczyna dotknęła opuszkami palców swoich ust — one nadal pamiętały smak pocałunków Nicka.
— Jasna cholera… — poddając się napływającym wspomnieniom i emocjom, które tak długo spały w jej wnętrzu, dziewczyna przeklęła. Szybko skończyła kolację, zerwała się z ulubionej kanapy i wyrzuciła woreczek do pojemnika na odpady.
Dziewczyna jechała z prędkością trzystu kilometrów na godzinę, rozpędzając samochód do granic możliwości. Miała jedynie nadzieję, że raport przekazany najwyższej kaście w żaden sposób nie zdradzi jej prawdziwego związku z Nickiem ani tego, że naprawdę go znała. Kira doskonale znała prawa swojego świata, dlatego mogła z pełnym przekonaniem wmówić sobie, że wspomnienia sprzed dziesięciu lat nie będą dostępne dla kasty, ponieważ kasta sprawdza jedynie ostatni rok życia podczas każdego raportu.
Nick nie wiedział, ile czasu spędził w jednej pozycji. W jego głowie krążyła tylko jedna myśl: „Kira jest bardzo chora”. Mając dziesięcioletnie doświadczenie pracy jako chirurg w klinice onkologicznej, potrafił już określić stopień zaawansowania nowotworu, znając jedynie objawy. Jego własne położenie przestało mieć znaczenie. Czas i przestrzeń były trudne do odczuwania przez atmosferę niszczącą psychikę.
W ścianie, w którą Nick wpatrywał się pozbawionym wszelkiej nadziei wzrokiem, niespodziewanie otworzyły się drzwi. Zmrużył oczy — trudno było uwierzyć, że przed nim naprawdę stoi Kira. Nick ponownie zobaczył jej delikatne, pełne miłości spojrzenie. Dziewczyna podjęła wyrachowane ryzyko, wiedząc, że podpisuje na siebie wyrok śmierci we własnym świecie.
— Wybacz, nie mogłam pokazać, że cię znam — objęła go i czule spojrzała mu w oczy. Teraz w jej zachowaniu pojawiły się dokładnie te emocje, które powinna była odczuwać w chwili, gdy zobaczyła go w sali przesłuchań. Teraz była tą troskliwą dziewczyną, w której Nick był tak bardzo zakochany.
Nick odsunął się, patrząc na dziewczynę z niedowierzaniem. Jeszcze kilka godzin wcześniej bezlitośnie go torturowała, rażąc jego ciało potężnymi wyładowaniami elektrycznymi, które boleśnie wbijały się w każdą komórkę jego ciała.
Ostry, przeszywający ból przebił szyję Nicka, a jego twarz wykrzywiła się. Kira przy pomocy ostrego urządzenia wyjęła z jego szyi maleńki chip wielkości ziarenka ryżu. To właśnie ten mikrochip powodował ból podczas przesłuchania. Dziewczyna ścisnęła go między palcami i zamieniła w pył. Zadbała również o to, by nikt ich nie usłyszał — wyciągając chip, zakryła Nickowi usta dłonią, aby nie krzyknął z bólu.
— Cicho. Wyjęłam kontroler z twojej szyi — delikatnie pocałowała ranę, czym wywołała u Nicka zawstydzony uśmiech — jego szyja była wyjątkowo wrażliwa na każdy dotyk dziewczyny.
— Co się dzieje? — wyszeptał Nick, delikatnie przyciągając dziewczynę do siebie. W tej chwili chciał tylko jednego — żeby była prawdziwa. Dotyk jej ciepłego ciała uświadomił mu, że to rzeczywistość.
— To nie czas na rozmowy. Musimy wydostać się stąd jak najszybciej. Ubieraj się — oto ubrania, które ukradłam dla ciebie z męskiej szatni. Musisz wmieszać się w tłum innych zmodyfikowanych ludzi. Nie gwarantuję, że to zadziała. Fizycznie jesteś podobny budową do zmodyfikowanego człowieka, ale wizualnie bardzo się od nas różnisz. Mimo to spróbujemy. Nie ma innego sposobu, żeby cię stąd wyprowadzić. — Kira podała mu ubrania. Nie był to jego rozmiar — rzeczy były za duże, lecz po kilku sekundach dopasowały się do jego sylwetki, podkreślając zarys mięśni. Nick bardzo dbał o swoje ciało, dlatego jak na swój wiek był w doskonałej formie. Buty, które przyniosła Kira, okazały się idealne — tutaj dziewczyna trafiła bezbłędnie.
Nick poczuł, jak kombinezon ciasno przylega do całego jego ciała, a jednocześnie daje niezwykłą lekkość ruchów — przypominał drugą skórę.
Kira otworzyła drzwi i ruchem dłoni pokazała, że mogą iść. Szli spokojnie korytarzem, udając współpracowników. Dziewczyna nacisnęła przycisk na ścianie, przywołując windę. Wszystkich więźniów zwykle przetrzymywano na najwyższych piętrach wieżowców — w ten sposób zapewniano bezpieczeństwo podczas przesłuchań, ponieważ windę mógł przywołać jedynie ktoś posiadający chip z odpowiednim kodem dostępu. Wykluczało to jakąkolwiek możliwość ucieczki.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły, dziewczyna zobaczyła swojego partnera Mike’a. Nie zastanawiając się ani chwili, zaatakowała go.
Rozdział 7. Rozczarowanie partnerem
Mózg Kiry wydał komendę — „zagrożenie”. Doskonale wiedziała, że gdy tylko Mike wyjdzie z windy, natychmiast przekaże ją najwyższej kaście. Tak naprawdę Kira nie miała wyboru.
— Kira… — Mike zdążył jedynie wypowiedzieć imię dziewczyny i uniknąć ciosu. Pięść Kiry pozostawiła głębokie wgniecenie w metalowej obudowie windy, podczas gdy sama ręka dziewczyny pozostała nienaruszona.
Mike wyprowadził kontratak pięścią prosto w twarz, powalając Kirę na podłogę. Tak mocnego uderzenia dawno już od niego nie otrzymała. Zazwyczaj bardzo się hamował podczas sparingów, ponieważ bał się zrobić jej krzywdę. Kira poderwała się jednym skokiem i przyjęła pozycję bojową, wycierając krew z rozciętej wargi.
Tym razem Mike się nie powstrzymywał — zadawał kopnięcia w korpus i ciosy pięściami w twarz, nie pozwalając dziewczynie złapać oddechu. Większość z nich Kira przepuszczała. Była znacznie słabsza fizycznie od swojego przeciwnika. Poza tym od dawna nie brała udziału w misjach bojowych, w przeciwieństwie do Mike’a, który uczestniczył niemal we wszystkich operacjach przez ostatnie dziesięciolecia. Jego doświadczenie pozwalało mu przewidywać każdy jej ruch.
Coś ściskało się wewnątrz Mike’a — świadomość, że Kira stała się zdrajczynią, której nie mógł już ufać. Jego misja była praktycznie skazana na porażkę, ponieważ nigdy nie byłby w stanie jej zabić. Walczył z nią tylko dlatego, że nie chciał pozwolić jej popełnić błędu, który kosztowałby ją życie. Dopóki znajdowała się w budynku, miał jeszcze szansę ją uratować, lecz gdy tylko go opuści — Kira natychmiast stanie się zdrajczynią ojczyzny, którą czeka egzekucja bez śledztwa i procesu.
Oszołomiony Nick, choć nie rozumiał do końca, na co się porywa, postanowił pomóc Kirze. Nie był już w stanie patrzeć na walkę nadludzko silnych ludzi, których ciosy wyginały metal. Wyczekał moment, kiedy przeciwnik Kiry się odsłonił. Nick chwycił Mike’a od tyłu, próbując przytrzymać mu ręce. Różnica siły była tak ogromna, że Nick natychmiast pożałował włączenia się do tej walki. Kira powaliła ich obu, kopiąc Mike’a pod kolano i oplatając jego szyję nogami, zaciskając je z całej siły. Nick runął na podłogę razem z Mike’em — dla niego upadek w ciasnej przestrzeni windy oznaczał kolejne stłuczenia i obrażenia.
— Kira, co ty robisz? — Mike poczuł, jak świadomość opuszcza jego ciało. Próbował się wyrwać, lecz dziewczyna nie pozwalała mu się poruszyć. „Co ona wyprawia? To naprawdę Kira? Nie… to niemożliwe…” — świadomość Mike’a pogrążyła się w ciemności, pochłonięta przerażającymi pytaniami, na które nie znał odpowiedzi.
— Wybacz, Mike — wyszeptała dziewczyna. Nie pieściła jego szyi — po prostu pozbawiła go przytomności. „Jakże nie w porę się pojawiłeś… Co mam teraz z tobą zrobić?” — Kira nie wypowiedziała tej myśli na głos, ale na jej twarzy wyraźnie malowała się frustracja.
— Kira, co z nim zrobimy? — Nick zobaczył Kirę z zupełnie innej strony — wydała mu się tak odległa i obca.
— Ukradniemy jego chip z ludzkim kodem, a potem coś wymyślę. Musimy stąd wyjść. — Drzwi windy otworzyły się z trudem: pozostały na nich wgniecenia po pięściach i ślady kopnięć.
W tym ogromnym pomieszczeniu nigdzie nie było monitoringu, co wydało się Nickowi dość dziwne. Wszystko działało tutaj prosto — kontrola przemieszczania się i działań genetycznie zmodyfikowanych ludzi odbywała się za pomocą chipów wszczepionych w ich ciała. Dlatego kamery były zbędne. Najwyższa kasta mogła w każdej chwili połączyć się z dowolnym prototypem posiadającym chip i zobaczyć, usłyszeć oraz poczuć wszystko to, co odczuwał on sam.
Nick zarzucił Mike’a sobie na ramiona. Był bardzo ciężki, mimo że budową przypominał samego Nicka. Podążał za Kirą niczym ćma za ogniem pośród nocy. Od windy do wyjścia było zaledwie kilka kroków, ale były to najbardziej nerwowe i najcięższe kroki w jego życiu. Hol budynku utrzymany był w chłodnych, białych tonach, a mimo to zachwycał Nicka prostotą i genialnością swoich linii oraz form.
Na zewnątrz stał czarny samochód bardzo przypominający auta ze świata, z którego pochodził Nick. Różnił się jednak sam świat — ten przerażał architekturą, wysokością budynków i szarym niebem. Wszystko wokół pokrywał beton i asfalt. W polu widzenia Nicka nie było ani jednego zielonego miejsca — całą przestrzeń zajmowały budowle. Nie dostrzegł żadnego żywego stworzenia — ani ptaków, ani owadów. Wszystko było sterylnie czyste. I co dziwne, w tym świecie naprawdę nie było drzew.
Uczucie duszności i niemożność oddychania zwaliły Nicka z nóg — desperacko próbował zaczerpnąć powietrza, którego nie było. Kira całkowicie o tym zapomniała.
— Przestań gapić się na mój świat. Zaraz się udusisz — na zewnątrz nie ma powietrza. Wsiadaj szybko do samochodu. W środku będziesz mógł oddychać. — Dziewczyna otworzyła drzwi. Jedną ręką zdjęła Mike’a z pleców Nicka i zarzuciła go sobie na ramię, jakby nic nie ważył. W każdy inny dzień Nick byłby tym zszokowany, ale nie dzisiaj. Zamknął za sobą drzwi samochodu, a wnętrze kabiny natychmiast wypełniło się tym samym ciężkim powietrzem co w sali przesłuchań.
Dziewczyna posadziła Mike’a na tylnym siedzeniu i zapięła mu pas bezpieczeństwa. Czuła rozpacz i wyrzuty sumienia z powodu zdrady partnera, z którym pracowała ramię w ramię przez pięćdziesiąt lat. Ta decyzja kosztowała ją niewyobrażalnie wiele.
Usiadła za kierownicą. Dziewczyna preferowała retro styl prowadzenia, dlatego wnętrze pojazdu przypominało samochody ze świata Nicka. Tyle że wszystkie biegi i pedały znajdowały się przy kierownicy w formie dotykowych przycisków.
— Kira, możesz mi wyjaśnić, co tu się dzieje? — Nick nie potrafił pozbyć się wrażenia, że wszystko, co się dzieje, jest potworną halucynacją albo dziwnym snem. Potrzebował odpowiedzi, ponieważ pytań było zbyt wiele, a każde z nich wywoływało niepokój i strach.
— Nick, jeszcze będziemy mieli czas, żeby wszystko zrozumieć… — głos dziewczyny stał się cichszy niż zwykle. Z jej nosa popłynęła cienka strużka krwi. Dotknęła twarzy, zobaczyła krew na dłoni — i straciła przytomność za kierownicą samochodu.
Samochód automatycznie przeszedł w tryb autopilota.
— Autopilot aktywowany. Trasa: dom — odezwał się przyjemny elektroniczny głos.
— Kira, obudź się! — Nick próbował ocucić dziewczynę, ale nie reagowała na jego dotyk. Jej ciało było zimne jak lód. Po raz pierwszy Nick nie potrafił wykorzystać swojej wiedzy lekarskiej w praktyce — i właśnie to przerażało go najbardziej.
— Cholera… co za pieprzony świat… — Nick jednocześnie przeklinał i płakał.
— Tryb autopilota zakończony. Dotarliśmy do celu. — Podróż zajęła zaledwie kilka minut, ponieważ Kira wolała mieszkać niedaleko pracy, co ułatwiało jej powroty do domu po ciężkich dniach i długich misjach.
Rozdział 8. Dom Kiry
Przed oczami Nicka otworzył się naprawdę zachwycający widok. Było to chyba najpiękniejsze ze wszystkiego, co widział w tym świecie. Niewielki przytulny domek — jeśli tak można było nazwać wielki biały sześcian pozbawiony okien i drzwi — otaczały kamienne rzeźby o dziwacznych geometrycznych kształtach. Gdy tylko samochód wjechał na teren domu, wszystkie geometryczne figury rozbłysły jasnym światłem. W tym świecie trudno było określić porę dnia, ponieważ wszystko wokół spowijała szara mgła. Nick nie potrafił zrozumieć, czy jest teraz wieczór, dzień czy poranek. Nadal trudno było mu pogodzić się z tym, że w tym świecie był bezradny niczym małe dziecko uczące się dopiero chodzić. Wszystko, co go otaczało, było w gruncie rzeczy jego wrogiem i dążyło do tego, by go zniszczyć albo zranić.
Nick potrzebował chwili, aby przypomnieć sobie ćwiczenia wydłużające czas wstrzymywania oddechu. „Jak to się właściwie robiło?.. A, przypomniałem sobie… Dobra, muszę powoli wciągnąć powietrze nosem i rozszerzyć brzuch, potem wydychać dwa razy wolniej i wypuścić całe powietrze. Powtórzyć kilka razy. No to zaczynamy…” Mężczyzna nawet nie przypuszczał, że tego rodzaju wiedza kiedyś uratuje mu życie. Powtórzył ćwiczenie kilka razy, co wyraźnie wydłużyło czas, przez jaki był w stanie wstrzymywać oddech — liczył sekundy w myślach.
— Boże, oby to zadziałało… — Nick nie był człowiekiem wierzącym, ale w tej sytuacji przydałaby mu się pomoc nawet kogoś, w kogo nie wierzył.
Nick odpiął pas bezpieczeństwa Kiry i przeciągnął dziewczynę na swoje siedzenie pasażera, przyciskając ją do piersi. W tej chwili była tak krucha i zimna, jakby życie powoli ją opuszczało. Czując, jak życie dziewczyny przecieka przez jego drżące ze strachu dłonie, Nick otworzył drzwi samochodu. Głęboko nabierając powietrza, wyszedł na zewnątrz, trzymając Kirę na rękach — był to chyba najszybszy krok w jego życiu. W tamtej chwili nawet nie pomyślał o tym, że w domu Kiry może nie być powietrza.
— Witamy w domu, Kira. Proszę zeskanować chip swojego ludzkiego kodu — rozległ się skomputeryzowany głos domu, gdy tylko stopa Nicka stanęła na progu złożonym z jednego stopnia.
Nick miał ogromną ochotę zakląć, ale w jego płucach kończyło się powietrze. Przypomniawszy sobie, że żołnierze, którzy zabrali go do sali przesłuchań, próbowali skanować go pod kątem obecności takiego chipa, uniósł głowę Kiry na wysokość skanera i przyłożył ją do ekranu. Skaner natychmiast rozpoznał swoją właścicielkę, rozświetlając się jasnym zielonym światłem.
— Wszystko w porządku, Kira. Skanowanie zakończone pomyślnie. Życzę miłego wieczoru. Mam nadzieję, że uda się pani wyspać i odzyskać utracone zasoby organizmu, ponieważ ostatnio parametry pani samopoczucia ulegają pogorszeniu. Zalecam dziś użycie czerwonego pakietu. Złożę wniosek o odpisanie metrów sześciennych powietrza na pokrycie kosztów. Proszę wracać do zdrowia, pani domu.
Drzwi się otworzyły. Nick, przekraczając próg domu Kiry, wziął głęboki oddech. Na szczęście dla niego w domu było powietrze — czystsze i lżejsze od tego, którym oddychał wcześniej. Jego organizm natychmiast odczuł różnicę. Głowa zaczęła go boleć, ciało stało się ciężkie, a do gardła podeszły mdłości — w ten sposób organizm sygnalizował nadmierne przeciążenie fizyczne i psychiczne. Potrzebował odpoczynku i porządnego, pożywnego posiłku.
Dziewczyna w ramionach Nicka jakby stała się cięższa o kilka kilogramów, a jego nogi pokryły fale gęsiej skórki. Dla mężczyzny był to wyraźny sygnał, że czas znaleźć miejsce, gdzie mógłby położyć Kirę. Rozejrzał się wokół: minimalistyczny styl utrzymany w szarych tonach nie wywołał w nim ani zachwytu, ani rozpaczy — jedynie obojętność. W pamięci przemknęło mu wspomnienie tego, jak bardzo bawiło go przy pierwszym spotkaniu to, że Kira, niczym dziecko, któremu wręczono słodycze, zachwycała się podmuchem wiatru, śpiewem ptaków, kolorami zachodu słońca i morskimi krajobrazami. Tak bardzo pokochał w niej tę cechę, że nie wyobrażał jej sobie już innej. Teraz jednak, patrząc na świat Kiry, rozumiał, że ta radość życia, która czyniła ją wyjątkową, była jedynie naturalną reakcją na coś nowego. Świat Nicka tak bardzo różnił się od świata Kiry, że mężczyzna przyłapał się na myśli, iż sam reagowałby dokładnie tak samo na własny świat, gdyby spędził wystarczająco dużo czasu w jej rzeczywistości.
Wzrok Nicka zatrzymał się na łóżku o dziwnym kształcie, przypominającym stół operacyjny, przy którym często operował swoich pacjentów. Z najwyższą delikatnością położył dziewczynę na łóżku, jakby była wazą z niemal przezroczystego, cienkiego kryształu, który mógł rozsypać się od jednego nieostrożnego ruchu.
— Muszę znaleźć lekarstwo… albo ten pakiet… Cholera… jak wszystko w tym świecie jest skomplikowane. — Teraz, gdy miał wolne ręce, mógł poszukać czerwonego pakietu, o którym wspominał głos komputera. Przeszedł przez kolejne pomieszczenia. Choć z zewnątrz sześcian wydawał się niewielki, w środku był znacznie bardziej przestronny.
Dziewczyna miała własną siłownię, w której znajdowało się mnóstwo niezrozumiałej i przerażającej broni oraz sprzętu treningowego. Nick nie przyglądał się temu dokładnie, ale mimo wszystko zauważył, że na ścianach było wiele śladów po nieudanych trafieniach daleko od celów. Wydało mu się to dziwne, choć sam nie rozumiał dlaczego.
W innym pomieszczeniu stały regały, na których znajdowały się półprzezroczyste tablety. Regał przypominał Nickowi półkę z książkami z jego świata. Jego ręka odruchowo sięgnęła po jeden z tabletów.
— Co my tu mamy? — mruknął, naciskając ekran i z ciekawością obserwując, co się pojawi. Po chwili ekran rozświetlił się miękkim światłem. Uwagę Nicka przyciągnęły jasne obrazy migające po powierzchni, lecz gdy przyjrzał się dokładniej, ogarnęło go przerażenie na widok tego, co zobaczył. Wziął kolejny tablet… i następny. Z każdą chwilą narastała w nim agresja pomieszana z bólem.
Rozdział 9. Tajne śledztwo
— Aktywowano protokół nr 156, sprawa nr 17. Zarejestrowano śmierć z niewyjaśnionej przyczyny. Roman Konstantin, wiek — 150 lat od momentu stworzenia genetycznie zmodyfikowanego człowieka. Ślady krwotoków z nosa, skargi na zaburzenia pracy genów. Prototyp należał do klasy pracującej genetycznie zmodyfikowanych ludzi. Umiejętności bojowe nieobecne, aktywność emocjonalna niezarejestrowana. Brak obrażeń ciała, śladów włamania oraz blizn. Podczas analizy materiału genetycznego, z którego stworzono prototyp, nie wykryto wyraźnych oznak uszkodzenia — wszystkie łańcuchy DNA znajdowały się w stanie nadającym się do użycia. Sprawę zamknięto z powodu nielogicznej awarii, informacje dotyczące tego prototypu są objęte ścisłym zakazem ujawniania. Wszystkie zarobione i zgromadzone metry sześcienne powietrza zdobyte podczas pracy zostały rozdzielone po równo pomiędzy jego klasę etniczną. Dane dotyczące tego prototypu usunięto z pamięci wszystkich, którzy kiedykolwiek go widzieli. Luki w pamięci spowodowane usunięciem wspomnień o jednostce zostały automatycznie wypełnione bezsensownymi informacjami. Koniec protokołu. Ekran zgasł.
— Co tu się, do cholery, dzieje?.. — Nick potrzebował kilku sekund ciszy, aby pojąć tę bezduszną, głęboką brutalność świata, w którym miał przeżyć. Dla kogoś takiego jak on, polegającego na emocjach i kierującego się zdrowym rozsądkiem zbudowanym na wieloletnim doświadczeniu, istnienie tak okrutnego świata przypominało chodzenie boso po odłamkach szkła dla przyjemności bólu. Wydarzenia ostatnich kilku godzin tak przerażająco poszerzyły jego spojrzenie na rzeczywistość, że nawet serce ścisnęło mu się z bólu tego uświadomienia.
Drżącą z emocji ręką Nick wziął kolejne urządzenie. Wiedział, że znajdzie tam coś podobnego do tego, co przed chwilą usłyszał i zobaczył, ale mimo wszystko zwykła ludzka ciekawość zwyciężyła. We wszystkich urządzeniach, które otworzył, pojawiały się te same objawy. Jedyną różnicą pomiędzy przypadkami była klasa, do której należeli genetycznie zmodyfikowani ludzie. Byli wśród nich zarówno żołnierze, jak i przedstawiciele uprzywilejowanych kast społeczeństwa. Nawet w tym świecie istniała hierarchia dzieląca biednych, słabych, silnych i bogatych.
Kira przetarła twarz dłonią. Przed jej oczami pojawił się znajomy obraz — sufit jej sypialni. Dziewczyna znała swoje rodzinne ściany jak samą siebie.
— Jestem w domu? — wyszeptała, podnosząc z łóżka siłą woli swoje zmęczone i ciężkie ciało. „Może to był tylko analityczny sen, który mi się śnił?” Wszystkie wątpliwości rozwiały się, ponieważ usłyszała szelest i dźwięki dobiegające z przedpokoju. Niczym podmuch wiatru podczas jesiennego opadania liści dziewczyna podkradła się do niczego nieświadomego Nicka, który był całkowicie pochłonięty przeglądaniem jej śledztw.
— Znalazłeś wyniki moich tajnych śledztw? — dziewczynie trudno było stać i się poruszać, dlatego oparła się o ścianę, przybierając kamienny wyraz twarzy, do którego tak przywykła w swoim świecie.
— Ty też jesteś chora, mogę ci pomóc. — Nick podszedł do dziewczyny i wziął ją za rękę. Naprawdę troszczył się o tę kobietę i było mu obojętne, że była genetycznie zmodyfikowana. Jego jedynym pragnieniem było uratowanie jej życia. I choć znał ją krótko, a między nimi było zaledwie kilka nocy pełnych miłości i namiętności — wszystko w Nicku krzyczało: „Mam gdzieś to, że nie jest człowiekiem, to w żaden sposób nie zmienia moich prawdziwych uczuć do niej”. Jego wzrok zdawał się przenikać strukturę jej genów, co sprawiało dziewczynie wyraźny dyskomfort.