E-book
13.65
drukowana A5
47.65
Mityczne Dzieje Ludzkości

Bezpłatny fragment - Mityczne Dzieje Ludzkości

Część II — Złoty i Srebrny Wiek


Objętość:
256 str.
ISBN:
978-83-8126-791-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 47.65

Od Autora

„Złoty i Srebrny Wiek” jest częścią II publikacji zatytułowanej „Mityczne Dzieje Ludzkości”. W cyklu książek składających się na całość publikacji staram się odtworzyć mityczne dzieje.

Część II odtwarza Złote Czasy boga Enki i Srebrne Czasy tytana Kronosa. W książce tej wykazuję, że mitologie starożytnych narodów opisują ten sam mityczny świat. Różnią się tym, że opisują go z punktu widzenia poszczególnych mitycznych ludów i dlatego, że mityczna historia każdego z tych ludów odradzała się w starożytności w odmiennych, często krańcowo różnych środowiskach i warunkach. W części II, podobnie jak w części I zatytułowanej „Aniołowie i Syreny”, narzędziem, jakiego użyłam do odtworzenia mitycznych dziejów, jest żywa, głównie polska mowa.

Odtworzenie mitycznych dziejów ludzkości nie jest jedynym celem mojej badawczej działalności. Celem pracy, której poświęciłam wiele lat życia jest wykazanie, że cywilizacja organizująca się na Ziemi, obejmująca tysiąclecia działalności pokoleń ludzi, jest żywym organizmem zasilanym energią Słońca i Kosmosu, stymulowanym w rozwoju wpływami planet noszących imiona starożytnych bogów. Jest organizmem, który powstał w Złotym Wieku; przeżył mityczne Wieki: Srebra, Brązu, Żelaza; przeżył Wielką Apokalipsę i nadal się rozwija się dzięki niebu i Słońcu z pomocą Księżyca i planet.

Hipotezę integrującą Astrologię z Akupunkturą a tym samym fizjologię człowieka i życia ewoluującego na Ziemi z wpływami Układu Słonecznego i kosmosu, z racji, że zrozumienie jej i akceptacja wiąże się z poznaniem mitycznych dziejów, przedstawię w ostatniej części publikacji.


Warszawa 2018 r.

Mit

Czym jest mit?

Encyklopedia informuje: mit to podanie o legendarnych bohaterach, bogach, fantastycznych zdarzeniach; mit to również pradawna opowieść sakralna zawierająca: dzieje bóstw, elementy kosmogonii, poglądy na życie po śmierci, wyjaśnienie pochodzenia człowieka; mit to także wymysł, bajka, miraż i mistyfikacja.

Aby zrozumieć istotę mitu, trzeba zrozumieć oznaczające go słowo. Najstarsza, uwieczniona pismem mitologia Sumeru głosi: Imię zawiera w sobie istotę danej osoby lub rzeczy. Dać imię to znaczy tyle, co stworzyć. Aby istnieć nie wystarczy mieć imię, trzeba mieć przeznaczenie. Hebrajskie księgi głoszą: Na początku było słowo. Stworzonym ludziom Bóg nadał imiona i określił im przeznaczenie. Mieli zarządzać Ziemią. Człowiek nazwał zwierzęta, rośliny, otaczające go zjawiska i sukcesywnie zaczął określać ich los.

Gdyby nie słowa człowiek nie stałby się człowiekiem, nie uświadomiłby sobie swojej przeszłości i przyszłości. Słowa wyrażają to, co sobie uświadamiamy. Pozwalają wymieniać spostrzeżenia. Zamieniać spostrzeżenia w wiedzę. Słowa pozwalają dzielić się z innymi wiedzą i przekazywać ją następnym pokoleniom. Nazwa rzeczy z przypisanym jej przeznaczeniem to świadomie planowany i realizowany rozwój.

Bez słów tworzących mowę bylibyśmy zwierzętami. Nie uświadomilibyśmy sobie Boga. Cóż z tego, że byłby Bóg, jeśliby nikt mu ołtarzy nie stawiał, nie modlił się do Niego, nie prosił o wsparcie, nie dziękował za łaski. Gdyby nie słowa, któż by o Nim cokolwiek wiedział? Kto by oceniał Jego wielkość?

Sięgnijmy, więc do słowa, zajrzyjmy do leksykonu i słownika wyrazów obcych by dowiedzieć się, co oznacza słowo mit, jaki jest jego cel i przeznaczenie?

W polskim języku zachowały się dwa archaiczne wyrazy zawierające słowo mit. Pierwszy to mitręga — marnowanie czasu. Mit-rę- ga odczytana z pomocą sylab oznaczających pierwsze archaiczne słowa wyraża zdanie: Słońca Re i Galaktyka Ga wspólnie realizują jakiś mit. Ponieważ w kółko po niebie chodzą, ludziom zdawać się może, że czas mitrężą. Drugie słowo mitygować — uspokajać, pouczać, upominać, znaczy: Matka Galaktyka poucza mitami jak należy żyć, by przetrwać w tyglu życia, by zasłużyć na owacje. Zamiana sylaby gago informuje, że nie tylko uspokaja, poucza, upomina, także nieco straszy swoje dzieci. Samogłoska Ooo! wyraża zdumienie zabarwione strachem.

Niemieckie słowa: Mit — z, razem; Mitte — środek; Mütterlisch — macierzyństwo; Mütze — czapka zwana mycką, pamiętają matriarchat. Matki chroniły wtedy dzieci tak, jak czapka chroni zimą głowę. Wokół matek skupiała się rodzina. Matki stanowiły jej centrum. Pomnażały rodzinę i scalały ją miłością.

Jeszcze dzisiaj skromna czapka podobna do miseczki przez sam fakt, że jest noszona, czyni rodzinami wielomilionowe rzesze Żydów i Mahometan. U Katolików takie małe kopulaste czapeczki noszą hierarchowie Kościoła.

Współcześni ludzie silnie odczuwają własną indywidualność. Z racji posiadanego majątku osobistego, pozycji w społeczności i w rodzinie, z racji posiadanej wiedzy i umiejętności, rent, emerytur, ubezpieczeń czują się bezpiecznie jako jednostki i nie zastanawiają się nad autentyczną samotnością. Przeludnienie świata pozwala człowiekowi wyobcować się, lecz nie pozwala mu być samotnym. Człowiek pradawny ginął pozostawiony sam sobie. Aby przetrwać, musiał żyć w grupie. Nie potrafił wyobrazić sobie odosobnienia. To nie on, lecz jego rodzina stanowiła całość, on był jedynie ułamkiem całości. Kobieta przez setki, dziesiątki tysięcy lat lodowcowego paleolitu nie była indywidualną kobietą. Kobiety w koczującej grupie stanowiły macierz. Z tej macierzy wyłaniały się rokrocznie nowe dzieci. Macierz z dziećmi stanowiła centrum, obracający się mimośród. Celem jego było mobilizować mężczyzn do ruchu posuwisto-zwrotnego. Wyruszali w teren na łowisko i wracali z mięsem do macierzy ukrytej w miso-podobnej ziemiance zabezpieczonej przed deszczem i spiekotą skórzaną czapką, mycką. W tym pierwszym ludzkim domu znajdowały się ich wspólne dzieci, miot. Słowo to jest bardzo podobne do mitu.

Słowo miot określa zwierzęta urodzone z ciąży mnogiej. U ludzi paleolitu miot oznaczał dzieci wspólnej macierzy. W polskim języku zachowało się słowo miot w wydaniu wiele wnoszącym do dalszych rozważań, tak zwany czarci pomiot. Czarci pomiot to potomstwo czarownic, spłodzone na Łysej Górze z czartem.

Kolejnym słowem podobnym do mitu jest miotła, związany łykiem pęk pojedynczych gałązek. Wszyscy znamy przypowieść o niezgodnych braciach. Ojciec pouczał ich, by zawsze trzymali się razem. Mówił, każdy z was oddzielnie jest kruchą gałązką, którą łatwo złamać. Gdy będziecie trzymać się razem jak gałązki w miotle nikt i nic was nie złamie.

Od miotły blisko jest do miłości. Wystarczy sylabę ot opuścić by mieć miłego. Lecz, po co robić miłość z miotły, na której nasze praprababki wiedźmy latały na orgie z miłym czartem?

W grupie rodzinnej naszych paleolitycznych praprzodków prócz macierzy istotną rolę pełnił dominujący w stadzie mężczyzna. Był nim przywódca grupy — nepota, tatasz, czart, czarodziej. Swym doświadczeniem, uzdolnieniami, siłą, refleksem, sprytem, integrował aktywność pozostałych mężczyzn i członków grupy. Jego konsolidująca działalność stanowiła podstawę sukcesu zwanego przetrwaniem rodziny.

Kobiety za upolowane i dostarczone mięso wynagradzały seksem wszystkich dzielnych mężczyzn, lecz gdy przychodziła pora rui jedynie ten najlepszy, nepota, lapidarnie po polsku ogierem zwany a po słowacku tataszem, przystępował do twórczego dzieła. Kierując się nosem, a może i smakiem wyczuwał zapach gotowych do poczęcia kobiet i je zapładniał.

Głoska N to głoska smaku i węchu. Można ją wymówić przy drożnych kanałach nosowych z wywieszonym, zamykającym jamę ustną językiem. Miłość francuska nie jest więc perwersją, jest kultywowaniem pradawnego sposobu sprawdzania gotowości prokreacyjnej partnerki, który z czasem zamienił się w grę miłosną.

Dzieci paleolitycznej wspólnej macierzy były miotem jednego czarta nepoty, polskiego tatusia. Skórzane zadaszenie gniazda rodziny ludzkiej, podobne do żydowskiej mycki z czasem ulepszono i nazwano namiotem. Namiot chronił miot nepoty.

Starożytne cywilizacje czciły dobrotliwych pokracznych bogów z groteskowo wywieszonym ozorem. Nie pamiętały już, co ten ozór oznacza. Wywieszony ozór dobrego pokracznego bożka był symbolem ojca rodu przekazującego swe geny potomstwu.

Podobieństwo genetyczne czyniło z grupy skonsolidowaną rodzinę rozumiejącą się bez słów. Były to czasy, gdy człowiek dopiero zaczął tworzyć słowa. Mężczyźni w czasie polowania, by nie spłoszyć zwierza, nie rozmawiali i poruszali się bezszelestnie. Reagowali na zaistniałe sytuacje natychmiast i identycznie, w podobny do przywódcy sposób. Odziedziczone po przywódcy zdolności, przywódca był z reguły ojcem lub bratem pozostałych, ułatwiały to spójne działanie.

Małe dzieci pokazują język, gdy nie potrafią znaleźć słownych argumentów do wyegzekwowania swoich żądań. Dziecko czując, że ma rację, że mu się coś słusznie należy sądzi, że wystarczy pokazać język, by mu ustąpiono. Udaje nepotę, przywócę archaicznej grupy rodzinnej.

Patrząc na współczesne reklamy obserwujemy powrót do paleolitycznych zachowań. Młode piękne panie, co i rusz pokazują nam swe języki. Chcemy czy nie chcemy, języki te kojarzą nam się z seksem.

W chrześcijaństwie, prości ludzie przyjmując komunię, wysuwają jak mogą najdalej język. Przyjmują ciało Chrystusa. Ma ono ich odrodzić, dać nadzieję zbawienia, uwiecznić po śmierci. Czy pragnienie to nie jest podobne do pragnienia posiadania udanego potomstwa?

Do miłości nie tylko miotła prowadzi. Naszej polskiej kochającej matce wystarczy samogłoskę a wyrażające podziw i akceptacje zamienić na i wyrażające bliski kontakt z groźnym i nieznanym, by otrzymać mit.

To właśnie matki tworzyły słowa. Z racji opieki nad potomstwem nie mogły uczestniczyć w niebezpiecznych łowieckich wyprawach. Niepokoiły się opóźnionymi powrotami mężczyzn. Radowały się zdobytym mięsem. Spontanicznie domagały się od powracających z polowania relacji z przebiegu wydarzeń. Relacje te były pantomimą, przeważała w nich mimika, gesty, jakieś nieartykułowane wrzaski. To wszystko musiały sukcesywnie zamienić w słowa. Tak zaczął się mit opisujący bohaterskie dokonania myśliwych. Myśliwy związany jest z myślą. Trzeba było myśleć, by coś upolować. Kobieta aktywną męską myśl wyrażoną wrzaskiem, obrazami i gestami ubierała w słowa.

Mama karmi dziecko am — piersią, grzeje ciałem i chroni.

Samogłoska Iiii to pisk ofiary schwytanej przez drapieżnika za gardło. Sylaba mi nie jest symbolem ciepłej matczynej piersi wypełnionej mlekiem, jest symbolem żywego mięsa, jest symbolem pragnienia, by nie zostać pożartym.

Człowiek epoki zlodowaceń był pokarmem nie tylko drapieżników. Były to czasy, gdy kanibalizm nie był obcy człowiekowi. Nie tylko mięso zwierząt, lecz także ciała zwyciężonych w walce pobratymców pozwoliły silniejszym zwyciężyć głodową śmierć i przetrwać kolejne zlodowacenia. Wszyscy mężczyźni przynosili zdobyte mięso swej macierzy. Nowym dzieciom w łonie macierzy dawał tchnienie ich przywódca nepota, tatasz, bohater.

Rzymska mater to całość, to grupa rodzina. Jest w tym słowie: Ma kochająca z dzieciątkiem w ramionach; At, bóg Aton, ojciec chroniący rodzinę jak tarcza Słońca; Er, dziecko, mały Eros, Słońce Re odradzające się rokrocznie po zimie. Celem Erosa jest być kochanym, być nadzieją na przyszłość.

Sylaba mi poprzez słowo miano oznaczające nazwa, tytuł, tworzy pojęcie matematyczne mianownik. W matematyce wspólny mianownik określa wielkość liczników przy sumowaniu ułamków. Daje możliwość porównania elementów składowych całości. Pozwala określić ich wartość względem siebie. Przywódca paleolitycznej rodziny miał znacznie większy licznik w grupowej całości od pozostałych jej członków. Zasłużył na tytuł nepoty, bo był bohaterem.

Bohater narodowy często znaczy tyle, co cały naród, co wspólny mianownik. Gdy naród nie ma szczęścia do bohaterskich przywódców podupada a bywa też, że roztapia się bez śladu w dziejach ludzkości.

Od bohatera już blisko do Boga. Ukraiński Bóg to Boh.

Walka związana jest z przelewem krwi. Krew jest czerwona. Mi związane jest z przelewem krwi i bohaterską walką. Czerwone barwniki znane od początków ludzkich dziejów, minia ołowiana i minia żelazna mają kolor krwi i zawierają prócz sylaby mi głoskę N nepoty.

Mioglobina jest barwnikiem magazynującym tlen w mięśniach, Miogen to białko tworzące mięśnie. Mężczyznę od kobiety różni między innymi przewaga w umięśnieniu szkieletu i związana z nią siła fizyczna niezbędna w walce.

Gdy pokarmu było pod dostatkiem grupy rodzinne zwiększały swoją liczebność. Aby wyżyć na terytoriach łowieckich realizowały mitozę. Czyniły to, co czynią do dzisiaj, aby przetrwać, najprostsze organizmy jednokomórkowe. Dzieliły się na dwie części. Tym sposobem zaludniły Ziemię.

Skończył się matriarchat.

Słońce Ra, światło i ciepło zasilające życie na Ziemi, w wielu mitologiach bóstwo kobiece, zmieniło płeć. Indoirański słoneczny Bóg Mitra, opiekun władców i wojowników stał się bóstwem męskim, ugruntowanym przez patriarchat, umocnionym w swej władzy przez starożytne wojujące cywilizacje.

Czym więc jest mit?

Mit jest hołdem złożonym przez ludzkość rodzinie.

Pramatkom, które na przekór śmierci rodziły dzieci i tworzyły słowa. Tym sposobem wydłużały w czasie ludzką egzystencję. Jest hołdem złożonym praojcom, którzy ryzykując życie starali się swemu potomstwu zabezpieczyć byt.

Mit jest opowieścią o chwale naszych przodków. Dopingowani do życia przez rozrodczość, pracą rąk i wysiłkiem umysłu zaludnili Ziemię. Mit ubóstwiając czyny przodków utrwala przeszłość. Poprzez religię, obyczaj, scala narody. Mit kultywując przeszłość pozwala wierzyć w przyszłość.

Mity Australii i Polinezji

Mityczna prawda

Mityczna prawda ubrana jest jak cebulka. Kolejne pokolenia, przez kolejne tysiąclecia pieczołowicie stroiły ją w szmatki i gałganki. W ubrankach tych, jednym wydaje się piękna i tajemnicza, drugim wydaje się kiczem i ułudą. Jeśli chcemy poznać nagą mityczną prawdę musimy ją rozebrać.

Jak to zrobić? Jak do tego się zabrać?

Z miłością.

Na wyspach Polinezji, ostatniej zaludnionej przez człowieka ziemi, na wyspie Tahiti mieszkają piękne kobiety. Wyspa ta, dziwnym zbiegiem okoliczności, nosi nazwę podobną do wypracowanej przez Taoizm energii Tai-Qi i do pięknej tytanii Tetis, protoplastki znaku Ryb. Jeśli rozbierać, to piękne kobiety. Zacznijmy, więc od mitów Polinezji.

Polinezja to wyspy Oceanu Spokojnego położone w trójkącie zawartym pomiędzy Nową Zelandią, Hawajami i Wyspą Wielkanocną. Zasiedlanie ich, w czasach poapokaliptycznych, zaczęło się od Tajwanu. Ludy austronezyjskie zamieszkujące Tajwan nauczyły się od Chin (4 tys. lat p.n.e.) uprawy ryżu. Pożywny ryż sprawił, że rozmnożyły się ponad miarę, nie mogły pomieścić się na Tajwanie i zaczęły sukcesywnie zaludniać Filipiny, Malezję, Indonezję, a następnie Nową Gwineę. Tysiąc lat p.n.e. dotarły do wysp Fidżi, Samoa i Tonga. Utworzyły tam kulturę Lapita. W połowie I tys. p.n.e. kultura Lapita podzieliła się na starą kulturę Melanezji i kulturę Polinezji. Kolebką kultury Polinezji są wyspy Fudżi, Samoa i Tonga. Około 200 r. p.n.e. Polinezyjczycy zajęli Tahiti i Markizy, w 300 r. n.e. Wyspę Wielkanocną, sto lat później Hawaje. Nową Zelandię zaludnili około 1000 roku n.e.

Dużo wcześniej, bo przed Wielkim Potopem, około 65–40 tys. lat temu, ludność wywodząca się z tej samej rodziny językowej, wykorzystując oziębienie klimatu ziemskiego i związane z nim obniżenie poziomu wód oceanicznych, wyemigrowała z Indii przez Indochiny do Australii. Dożyła tam w matriarchacie, na poziomie człowieka paleolitu, aż do naszych czasów.

Mitologia Australii pozwoli nam zidentyfikować mity stworzone przez ludzi kontynentu Eurazji w obszarze oddziaływań cywilizacji Atlantów przeniesione przez emigrantów ze starego kontynentu na nową ziemię. Mity powstałe w Złotym, Srebrnym, Brązowym i Żelaznym Wieku zwanym przez Aborygenów Czasem Snu, w okresie 65–10 tys. lat p.n.e. Mitologia Polinezji pozwoli nam zrozumieć proces tworzenia się mitu.

Australia

Gdy w 1788 r. Wielka Brytania przyłączyła do swego imperium Australię, zamieszkiwało ją 300 tys. Aborygenów podzielonych na ponad 400 plemion. Plemiona te liczyły od 50 do 500 osób, żyły w znacznym oddaleniu od siebie i posługiwały się około dwustoma dialektami. Prowadziły koczowniczy lub pół osiadły tryb życia, trudniły się polowaniem i zbieractwem, nie znały rolnictwa, metalurgii, ceramiki. Mimo niskiego poziomu kultury materialnej, wykształciły złożony porządek społeczny oparty na religii specyficznej dla tego kontynentu.

Aborygeni przez długie tysiąclecia, od czasu, gdy wezbrane roztopami lodowców wody oceanów oddzieliły Australię od eurazjatyckiego kontynentu, od około 10–8 tys. lat p.n.e. do czasów współczesnych, odizolowani byli od pozostałej ludności świata. Odosobnienie to sprawiło, że do XVIII wieku żyli w epoce kamiennej, na przełomie matriarchatu z patriarchatem. Obecnie populacja Aborygenów liczy około 60 tys. osób. Zamieszkują pustynne regiony środkowej Australii. Zostali tam wyparci przez przybyszów z cywilizowanego świata. Od XVIII wieku w kontakcie z napływową białą i żółtą ludnością zatracają swą archaiczną tożsamość.

To, że lud ten przez 10–12 tysiącleci odizolowany był od coraz intensywniej zaludniającego i integrującego się świata nie świadczy, że wcześniej, w czasach przed wielkimi roztopami, nie kontaktował się systematycznie z tym światem.

W mitycznych czasach do krainy tej wielokrotnie przybywały fale uchodźców wypędzanych apokaliptycznymi kataklizmami z rodzinnych ziem eurazjatyckiego kontynentu. Uchodźcy, chcąc przedostać się z jednej wyspy na drugą i dopłynąć do Australii, musieli pokonywać sterownymi łodziami lub tratwami przestrzenie wodne dochodzące do 100 km.

Do Australii przybywali nie tylko wygnani kataklizmami uchodźcy. Australię systematycznie odwiedzały przedpotopowe łodzie złotego boga Enki, popotopowe łodzie srebrnego boga Enki i Enlila oraz łodzie Odyna władającego mitycznym światem w Epoce Brązu i Żelaza, zwanego przez Greków Posejdonem. W miarę zacieśniania się przesmyku Kanaan i Zatoki Mezopotamii cywilizacyjne wyprawy Atlantów w ten region świata stawały się coraz rzadsze i w końcu ustały. Łodzie mitycznych cywilizacji Indii i Chin utrzymywały łączność z Australią do końca swych mitycznych dziejów.

W epoce zlodowaceń Australia złączona z Nową Gwineą i Tasmanią tworzyła kontynent znacznie większy od obecnego. Ze starym światem łączyły ją znacznie większe niż obecnie, bo wynurzone z oceanu, Indochiny i wyspy Indonezji.

Pierwsi osadnicy przybyli do Australii 65 tys. lat temu.

W tym czasie klimat zaczął intensywnie się oziębiać. Długie, mroźne i śnieżne zimy oraz mrozy ciągnące od powiększających się lodowców Tybetu i Kaukazu zmusiły plemiona koczujące na wyżynach obecnej Turcji, Iranu, Afganistanu, Pakistanu do poszukiwania nowej ziemi. Ludzie ci posiadali światopogląd wschodniego Neandertalczyka. Wędrując na południe wzdłuż Indusu i Gangesu a następnie wybrzeżem Indochin przez Sumatrę, Jawę i kolejne wyspy Indonezji przyswajali światopoglądy zamieszkujących te krainy ludów urabiane środowiskiem dolin wielkich rzek i morskiego wybrzeża. W końcu dotarli do bezludnych, zalesionych, bagiennych nizin między Nową Gwineą i Australią.

Podróże urabiają i kształcą.

Długa wędrówka przekształciła przybyłych do Australii ludzi w całkiem nową rasę. Podczas tułaczki zdobyli wszechstronne umiejętności radzenia sobie z życiowymi problemami. Swój światopogląd zintegrowali z wiedzą o świecie wypracowaną przez napotkane społeczności. Wiedza ta przydała im się na bezludnym kontynencie. Zetknęli się na nim z całkiem odmienną fauną i florą, z całkiem odmiennym klimatem. Na kontynencie tym zamiast znanych im ssaków, żyły olbrzymie kangury i wombaty wielkości nosorożca oraz mniejsze nie mniej dziwne zwierzęta. Niektóre z nich np. diabeł tasmański i workowate wilki były groźnymi drapieżnikami. W tym dziwnym świecie żyło mnóstwo barwnie upierzonych ptaków i wielkich ptaków nieumiejących latać. Większość kontynentu porastały suche lub półsuche trawy i krzewy oraz eukaliptusowy i akacjowy las.

Aby przeżyć w tym dziewiczym, całkiem nowym środowisku trzeba było uczyć się życia od nowa i nie od ludzi, lecz jak to czynili ich praprzodkowie w zamierzchłych czasach, od lokalnych zwierząt. Z tej to przyczyny w religii Aborygenów bardzo silnie zaznaczony jest totemizm wypracowany na starym kontynencie i odrodzony na nowym w ekstremalnie odmiennym środowisku.

Wiele wykopalisk świadczy o istnieniu drugiego etapu kolonizacji Australii. Kolonizacja ta odbywała się w 40–35 tysiącleciu, po Wielkim Potopie. Społeczności, które wyemigrowały w tym czasie ze starego kontynentu, utrzymywały stałe kontakty lub należały do cywilizacji Atlantów. Wpływy Atlantów sięgały wtedy Mezopotamii, Doliny Indusu i Gangesu a nawet dolin wielkich chińskich rzek.

Fakt, że Aborygeni czasy swych mitycznych praprzodków, totemicznych olbrzymów, twórców świata nazwali Czasem Snu pozwala przypuszczać, że w 30–25 tysiącleciu odbyła się jeszcze jedna fala osadnictwa. Zaistniała za czasów germańskich mitycznych olbrzymów zwanych Śpiącymi Ymirami.

Imię Ymir zawiera słowo mir tworzące następujące słowa:

Mir po rosyjsku znaczy pokój, spokój, pojednanie, cisza, a także cały ziemski świat. Mir to także gmina, gminna wspólnota. Miriady to niezliczone mnóstwo. Mirra to wonna, gorzkawa, żółta lub brunatna gumożywica otrzymywana z różnych gatunków drzew balsamowych, rosnących w Afryce i Arabii, używana jako kadzidło oraz w lecznictwie, w starożytności stosowana była również do balsamowania zwłok. To dar dla maleńkiego Jezusa od jednego z trzech mędrców przybyłych złożyć mu hołd. Mirra podarowana Jezusowi symbolizowała mądrość. Miraż to zjawisko optyczne w atmosferze ziemskiej polegające na tworzeniu się podwójnych lub wielokrotnych widoków obiektu znajdującego się gdzieś daleko za horyzontem. To także nieziszczalne marzenie, złudzenie, ułuda. Prócz codziennych zwykłych marzeń istnieją marzenia senne. Sen przynosi ludziom dobre rady. W czasie snu śnimy prorocze sny.

Śpiącymi Ymirami byli mądrzy i potężni władcy Srebrnego Wieku władający, z Atlantydy leżącej za horyzontem na końcu świata, miriadami ludzi zorganizowanych w społeczności i społeczeństwa powielające wypracowane na Atlantydzie cywilizacyjne pomysły — miraże.

Germańskie bóstwa nowej generacji, Odyn, Wili i We, pierwsi władcy Brązowego Wieku, dokonali mordu na Śpiącym Ymirze. Z przeciętych żył giganta wypłynęło tyle krwi, że potonęli w niej prócz jednego wszyscy Szronowi Olbrzymi. Kataklizm skaził krwią wody świata. Zapamiętały go prawie wszystkie mitologie, nawet mitologia Melanezji i Polinezji.

Stary Śpiący Ymir to Kronos z Hellady zwyciężony przez swego syna Dzeusa z pomocą rodzeństwa i sprzyjających mu tytanów. Tragiczna śmierć Śpiącego Ymira zaistniała około 30 tys. lat p.n.e.

O tym, że Australia kontaktowała się ze zjednoczonym przez Atlantów mitycznym światem świadczy wiele faktów:

W Australii odkryto najstarsze na świecie ryty naskalne datowane na 40–20 tys. lat p.n.e. Naskalna sztuka Australii charakteryzuje się występowaniem zróżnicowanych form. Tworzą je linie faliste, zgeometryzowane kształty postaci ludzkich, wzory złożone z motywów geometrycznych i tropów zwierząt. Ryty znaczą płaskie głazy i prowadzą w poprzek Australii, od wybrzeży, do których dopływali osadnicy ze starego kontynentu, przez centrum wyspy, do Tasmanii oraz na wschodnie i zachodnie wybrzeże. Sądzę, że naskalne ryty pełniły w mitycznych czasach użyteczną funkcję. Były tablicami informacyjnymi dla ówczesnych podróżników, handlowców i administratorów oraz kolejnych osadników emigrujących ze starego do nowego świata. Informowały o położeniu zamieszkałych osad, o wodzie zdatnej do picia, o rodzaju występującej w okolicy zwierzyny.

Najstarsze ryty liczące 40 tys. lat znajdują się na dalekim południu Australii. Znacznie młodsze, liczące, co najmniej 20 tys. lat znajdują się w centrum i na północy kontynentu.

Aborygeni przeprowadzali i nadal systematycznie przeprowadzają renowacje swych pradawnych naskalnych malowideł. Sądzę, że znaki informacyjne wykonane na transaustralijskim szlaku były odnawiane także w mitycznych czasach. Po raz ostatni odnawiano je z polecenia Atlantów na początku ocieplania się klimatu. Pierwsze efekty ocieplenia widoczne były 20 tys. lat p.n.e. Przez dwa pierwsze tysiąclecia ocieplenie charakteryzowało się zwiększeniem wilgotności atmosfery. W strefach gdzie panowała mroźna zima, tereny południowej Australii leżały w takiej strefie, występowały obfite opady śniegu, który nie topniał w czasie chłodnego jeszcze lata. W wyniku tego zjawiska, mimo ocieplania się klimatu, do 18 tysiąclecia p.n.e. przybywało górskich i okołobiegunowych lodowców. Ostatnich prowadzących do Tasmanii rytów naskalnych nie odświeżono, ponieważ region ten pokryła gruba warstwa śniegu.

Informacyjnych rytów naskalnych nie odnaleziono w innych częściach świata dlatego, bo kolonizowane ziemie pozostałych kontynentów nie były ziemiami bezludnymi. Zamieszkiwane były przez koczownicze plemiona. Szlaki do tych ziem wiodły wzdłuż rzek. Setki pokoleń ludzi wydeptywały je przez wiele tysiącleci.

Ryty na skałach Australii nie są jedynym, zachowanym na tym kontynencie, świadectwem mitycznej historii ludzkości. Historii zaczynającej się nie w Australii, lecz hen daleko za horyzontem, w Czasie Ymirowego Snu o Potędze, w czasie panowania Kronosa.

Australijczycy epoki zlodowaceń nosili naszyjniki wykonane z kości i muszelek. Paciorki i muszelki nanizane na rzemyk, nim stały się biżuterią były różańcami, odmierzały kiedyś Aborygenom, podobnie jak ludziom ze starego kontynentu, upływający czas.

Święte domy zachowane na Nowej Gwinei i w Melanezji, tak zwane domy duchów przodków, symbolizowane są na malowidłach Znakiem Krzyża. Z racji zróżnicowanych ramion podobny jest on do Neandertalskiego Krzyża i krzyża na planie, którego budowano średniowieczne kościoły. W domach tych tubylcy przechowują przedmioty kultu. Domy te są miejscami spotkań, narad, odprawiania obrzędów i rytuałów. Kalenica świętego domu symbolizuje kręgosłup praprzodka, krokwie jego żebra, centralny słup podpierający strop utożsamiany jest praojcem plemienia. Sądzę, że symbolika słupa pamięta czasy neandertalskiego Uranosa — Osi Nieba. Święty dom od innych zwykłych domów wyróżniają zdobiące dach sznury muszelek podobne do neandertalskiego różańca i sznurów korali zdobiących wizerunki Matki Boskiej.

Australijczycy już 30 tys. lat temu żyli w licznych osadach. Już 30 tys. lat temu, niektórzy badacze twierdzą, że 60 tys. lat temu, grzebali ciała zmarłych w płytkich grobach. Zwłoki zmarłych posypywali, podobnie jak Neandertalczycy, czerwoną ochrą. Już 25 tys. lat temu zaczęli palić zwłoki zmarłych na stosach. Niektóre plemiona australijskie zwyczaj ten kultywują do dzisiaj.

Na starym kontynencie, w początkach Wieku Brązu, wysoka temperatura stosu, na którym palono zwłoki zmarłych wykorzystywana była do wytopu większych ilości brązu ze złomu i trudnotopliwych rud. Słowo stos współtworzy stop metali oraz sto procent. Skład procentowy składników tworzących stop decyduje o temperaturze topnienia stopu, o jego lejności, plastyczności, sprężystości i wytrzymałości. Praktykowany przez Aborygenów 25 tys. lat temu zwyczaj palenia zwłok świadczy, że w tych czasach utrzymywane były kontakty między Australią a starym światem, bo przetapiano na stosach złom zużytych narzędzi dostarczanych z wielkiego kontynentu.

Mityczne wyroby z brązu, z meteorytowego żelaza, z żelaza produkowanego z rud w Wieku Żelaza, nie zachowały się do naszych czasów dlatego, bo regenerowane i wielokrotnie po zużyciu przetapiane zużyły się do zera. Praktykowane w neolicie palenie zwłok na stosach jest kultywowaniem niezrozumiałego wspomnienia o wczesnej metalurgii Wieku Brązu. Hipoteza ta przedstawiona będzie dokładniej w kolejnych częściach publikacji.

Neolit zwany epoką kamienia gładzonego to końcowy okres epoki kamienia (w Polsce około 4000–1700 r. p.n.e.). Okres ten charakteryzuje się ugruntowaniem rolnictwa i hodowli, rozwojem osiadłego trybu życia, obróbką kamienia, krzemienia, kości i rogu oraz pojawieniem się ceramiki. W Europie w neolicie nastąpił rozwój organizacji plemiennych, na Wschodzie powstały pierwsze państwa. Neolit to czasy stopniowego odradzania się ludzkości wyniszczonej Wielką Apokalipsą.

W Australii, już przed 30 tys. lat ludzi było tak dużo, że zaludnili nie tylko żyzną, obecnie zalaną wodami oceanu tropikalną północ kontynentu, lecz także wybrzeża, półpustynne centrum wyspy i zimne tereny Tasmanii. W płd. zach. Australii i na Tasmanii znaleziono pochodzące z tego okresu kościane ostrza. Niektóre wykorzystywane były jako groty oszczepów, inne jako szydła do wykonywania okryć ze skór. W Australii znaleziono również najstarsze, liczące 30 tys. lat fragmenty żaren z mikroskopijnymi śladami skrobi pochodzącej z nasion traw. Sadzę, że na tych żarnach mielono ryż wyselekcjonowany na mokradłach w czasach bogów Enlila, Enki i Ninhursag, bogów uwiecznionych w mitologii Sumeru. Na tropikalnym północnym wybrzeżu Australii i na Nowej Gwinei odnaleziono najwcześniejsze ślady karczowania i wypalania lasów pod ogrody. Mitologia hebrajska nazwała Rajem jeden z tych pierwszych ogrodów. Nazwa rajskich ptaków zamieszkujących lasy Australii i Nowej Gwinei do dzisiaj pamięta o tych mitycznych ogrodach.

Na tych terenach, już w epoce lodowcowej, przed 25–20 tys. lat rozpowszechnione były kamienne siekieromotyki charakterystyczne dla neolitycznych rolniczych społeczności w większości regionów świata. Taką siekieromotykę wymyślił i podarował ludziom po Wielkim Potopie bóg Enlil.

W północnej Australii odkryto wykonane 20 tys. lat temu siekierki z kamienia gładzonego. Technika gładzenia kamienia odrodziła się w starym świecie kilkanaście tysięcy lat później, w epoce neolitu.

W górach Nowej Gwinei odnaleziono liczący 10 tys. lat system kanałów melioracyjnych służący do nawadniania upraw. Tak wczesnych śladów stosowania melioracji nie odnaleziono nigdzie na świecie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 47.65