E-book
13.65
drukowana A5
43.55
drukowana A5
Kolorowa
68.51
Mityczne Dzieje Ludzkości

Bezpłatny fragment - Mityczne Dzieje Ludzkości

Część I - Aniołowie i Syreny


Objętość:
219 str.
ISBN:
978-83-8126-775-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 43.55
drukowana A5
Kolorowa
za 68.51

Od Autora

Cykl książek „Mityczne Dzieje Ludzkości” jest pracą badawczą mającą na celu odtworzenie mitycznych dziejów od czasów, gdy człowiek oswoił ogień (300 tys. lat p.n.e.); przez czasy Syren i Aniołów; wygnanie zbuntowanych Aniołów z Nieba i wyjście Człowieka Współczesnego z Afryki (90 tys. lat p.n.e.); Złoty Wiek zakończony Wielkim Potopem (40 tys. lat p.n.e.); Wiek Srebrny, Brązowy i Żelazny; po Wielką Apokalipsę (10–8 tys. lat p.n.e.) i ponowne odradzanie się cywilizacji (8–4 tys. lat p.n.e.).

Część pierwsza tego cyklu „Aniołowie i Syreny” jest próbą odtworzenia najwcześniejszych ludzkich dziejów. Narzędziem, jakiego użyłam by próby tej dokonać jest: żywa mowa — głównie polska. To ona pozwoliła mi rozszyfrować mity — głównie greckie i żywe w polskiej tradycji obrzędy i obyczaje.

W części tej udowadniam istnienie Atlantydy. Przedstawiam odmienny pogląd na ewolucję człowieka. Wykazuję, że tytani spłodzeni przez Uranosa (oś nieba) i Gaję (Galaktykę), bóstwa odpowiedzialne za przyrodę i zajęcia ludzi w dwunastu porach roku, byli protoplastami znaków Zodiaku. Oddziaływali przez te znaki na bioplazmę (energię Qi) krążącą w organizmach ludzi w dwunastu merydianach, wytyczonych na ciele człowieka punktami akupunktury — merydianach tworzących podobnie jak tytani sześć małżeńskich par.

Tym samym wykazuję, że globalna cywilizacja organizująca się na Ziemi, obejmująca dziesiątki tysiącleci ludzkiej działalności, jest organizmem zasilanym energią Słońca stymulowanym do rozwoju wpływami kosmosu i planet noszących imiona starożytnych bogów. Organizmem, który powstał w Złotym Wieku, przeżył Wieki: Srebra, Brązu, Żelaza i nadal rozwija się na Ziemi dzięki niebu i Słońcu z pomocą Księżyca i planet.

Mowa

Myśl — Mowa — Słowo

W grupie pierwszoklasistów wyróżnia się kilkoro dzieci. Przewyższają pozostałe sprawnością i pasją przyswajania wiedzy. Po ukończeniu podstaw nauczania uczniowie ci kontynuują naukę w szkołach ogólnokształcących. Tu różnicują się ponownie na przeciętnych i nieliczną elitę uczniów umiejących i kochających się uczyć. Po maturze, ci najlepsi kształcą się na uczelniach. Na nich, dwukrotnie już selekcjonowany zbiór uzdolnionej i oddanej wiedzy młodzieży poddany jest kolejnej selekcji. Po raz trzeci okazuje się, że w studenckiej grupie znajdują się osoby przeciętne i kilka osób przewyższających ogół zdolnościami i umiłowaniem wiedzy. Z tych wybrańców jedynie nieliczni mają szczęście zapisać się na kartach osiągnięć ludzkiej cywilizacji.

W dziejach ludzkości zawsze jedynie nikły procent ludzi aktywnie pasjonował się wiedzą. Wiedza o świecie odkrywana i integrowana przez ten nikły procent wybrańców kierowała rozwojem ludzkiej cywilizacji. Pozostali ludzie wcielali w życie i testowali efekty działalności tych wybranych.

Wielu sądzi, że ludzie przed tysiącami lat myśleli prymitywnie. Wnioski te wysnuwają na podstawie obserwacji życia plemion zamieszkujących do dzisiaj odludne zakątki ziemi. Ludziom współczesnej cywilizacji wydaje się, że myślenie zależy od bytowania. Hasło „Byt kształtuje świadomość” interpretują mylnie. Uważają, że prymitywne warunki bytu to słabe myślenie, komfortowy byt to ekspansja myślenia.

Sądzę, że ludzie zawsze myśleli na miarę swojego pofałdowanego, ważącego półtora kilograma mózgu. Myśl nie zależy od bytowania, myśl odzwierciedla byt. Osiągnięcia myśli człowieka na przestrzeni tysiącleci są jednako wielkie. Osiągnięcia rozumu Neandertalczyka, Człowieka z Cro Magnon, człowieka Złotego Wieku i współczesnego są porównywalne, dotyczą kwestii zrozumienia świata i przetrwania, różnią się jedynie interpretacją rzeczywistości. A ta ustawicznie się zmienia. Pradawny człowiek starał się przetrwać w środowisku przyrody. By przeżyć, starał się zrozumieć swój świat. Człowiek współczesny chce przetrwać w przeludnionym i skażonym odpadami świecie i również chce go zrozumieć. Różnica leży w tym, że tamten człowiek patrzył na świat dziesiątkami zgrupowanych w koczujących plemionach oczu, a współczesny człowiek obserwuje świat oczyma i zmysłami wielomilionowej cywilizacji.

Małpolud stał się człowiekiem nie wtedy, gdy wyprostował się, nie wtedy, gdy zrobił narzędzie z kamienia. Stał się człowiekiem, gdy opanował ogień i nazwał coś z otaczającego go świata po imieniu. Ogień zaczął go grzać i rozświetlać mroki nocy. W tej odrobinie komfortu utworzonego z ciepła, światła i czasu wydartego nocy narodziło się Słowo.

Biblia głosi: Na początku było Słowo.

Od momentu nazwania przez człowieka rzeczy po imieniu, życie na Ziemi znalazło skuteczniejszy, szybszy od zapisu genetycznego sposób przekazywania informacji. Zaczęło rozwijać się lawinowo i przekształciło w cywilizację. Historia ludzkości i związane z nią zmiany środowiska są ostatnimi sekundami w miliardowej historii świata. Dzięki mowie wiedza o świecie i przystosowaniu się do zmian w nim zachodzących rozmnaża się spontanicznie w aktualnych i kolejnych pokoleniach. Obecnie dzięki mowie inżynieria genetyczna przetwarza i rozmnaża informacje zawartą w genach. Ludzka mowa rozwija się nieustannie. Rośnie zasób jej pojęć i słów.

Mowa to nie tylko aktywność mózgu na przetartych neuronowych szlakach, to także opis aktualnej rzeczywistości. Pradawna mowa zawierała niewiele słów, wielotomowe słowniki współczesnych narodów ważą kilogramy. Pradawny człowiek, im dalej w przeszłość, tym mniejszą ilością słów operował. W procesie myślowym kojarzył barwy, kształty, dźwięki, zapachy, ruch. Dzisiejszy człowiek również mało słów używa. Zapatrzony w ekran telewizora zapomina czytać. Kojarzy nie słowa, lecz obrazy i dźwięki.

Można myśleć nie używając słów. Aktywność myślowa męska Yang charakteryzuje się kojarzeniem zdarzeń. Aktywność myślowa kobieca Yin stara się myśli ubrać w słowa w celu przekazania ich innym. Kobiety i mężczyźni potrafią myśleć obydwoma sposobami. Różnice w funkcjonowaniu półkuli mózgowych u obu płci sugerują, że przeciętna statystyczna kobieta myśli bardziej Yin a przeciętny statystyczny mężczyzna myśli bardziej Yang. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że mężczyzna na pytanie kobiety — O czym myślisz? Odpowiada najczęściej — O niczym.

Jak można myśleć o niczym?

On myśli, tylko nie słowami. Trudniej mu wyrazić w słowach wyobrażenia kołaczące się w jego szarych komórkach.

Mężczyźni sądzą, że intelekt kobiety jest słabszy od męskiego. Mylą się. To język chcący opisać nową myśl powstałą w głowie człowieka jest zbyt ubogi. Gdyby nie wysiłek kobiety pragnącej myśl ubrać w słowa i przekazać innym nie było by postępu i rozwoju cywilizacji.

To kobiety tworzyły mowę, ubierały myśli w słowa. Mężczyzna, od początku ludzkich dziejów, nieskrępowany bezradnością dzieci, aktywnie uczestniczył w zdarzeniach zachodzących w otoczeniu. Dostosowywał się do zmian i czynił zmiany. Kobieta ograniczana potomstwem obserwowała otoczenie, porządkowała zdobywaną informacje, ubierała ją w gesty i słowa. Rodziła dzieci, pielęgnowała je, dopingowała do życiowej aktywności, uczyła zachowań. Jeszcze dzisiaj zawód nauczyciela jest sfeminizowanym zawodem.

Ktoś powie: w szkołach wyższych nauczyciele mężczyźni przeważają liczebnie nad kobietami. Tak, lecz człowiek najintensywniej uczy się w dzieciństwie i wczesnej młodości. Potem z reguły jest samoukiem. Akademicki nauczyciel nie uczy, lecz kieruje nauczaniem.

Sądzę, że prymitywne ludy i maleńkie narody przetrwały do dzisiaj po to, byśmy mogli spojrzeć na świat ich oczyma pamiętającymi dzieciństwo i młodość ludzkości. Byśmy mogli przypomnieć sobie i docenić osiągnięcia myśli naszych praprzodków.

Analizując i porównując słowa zawarte we współczesnych językach, związane z przetrwałymi do naszych czasów strzępami archaicznej wiedzy, można wiele dowiedzieć się o zamierzchłej przeszłości człowieka i jego wielkim intelektualnym wysiłku włożonym w rozwój cywilizacji. W kulturze i mowie narodów położonych na odludziu, z dala od wydeptanych przez historię szlaków, perły osiągnięć intelektu praludzi leżą na drodze. Wystarczy się schylić i je podnieść. Na uczęszczanych cywilizacyjnych szlakach przemieszczające się ustawicznie narody przeszłość wpisaną w słowa wdeptały głęboko w ziemię i trudniej ją odszukać.

Na początku było Słowo. To biblijne stwierdzenie obrazuje fakt narodzin Świata. Nikt tych narodzin by nie spostrzegł, nikt by tymi narodzinami się nie zachwycił, gdyby jakiś afrykański małpolud nie uświadomił sobie, że można przypisać dźwięk kamiennemu tłukowi zaciśniętemu w pięści i Słońcu gorejącemu na niebie.

A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami.

Toż to nic innego jak tylko rozum Kosmosu wibrujący w naszych genach. Kosmiczny dorobek, który staramy się odczytać, ubrać w słowa, by mógł zaistnieć świadomie między nami, byśmy mogli z niego korzystać.

Okultyzm

Pierworodnym synem Gai i Uranosa był Okeanos.

Słowa z nim związane to Ocean, w innych językach zapisany jako OzeanOkean. Wszystkie te nazwy mają związek z okiem, oczyma, pozieraniem, spozieraniem.

Protoplaści człowieka: Australopiteki, Pitekantropy urodzili się nad wielkimi afrykańskimi jeziorami. Kolejnymi wielkimi jeziorami w dziejach ludzkości były morza: Śródziemne, Kaspijskie, Czarne. Cofający się lodowiec pozostawiał po sobie jeziora północnej Europy i Ameryki. Wszystkie zbiorniki wodne były i są swoistymi ekosystemami. We współczesnych atlasach geograficznych ekosystem związany z jeziorem służy jako przykład obrazujący zależności w środowisku między florą i fauną. Ekosystem mógłby nazywać się okosystemem, tak jak nazywa się w Grecji.

Ignacy Kraszewski w „Starej Baśni” przyrównuje jezioro do oka. Czarna głębia na środku jeziora, to źrenica. Wokół niej szafirowa, zielona lub piwna płytsza woda, to tęczówka. Przybrzeżne wody z racji płycizn są jasne jak rogówka. Brzegi porasta sitowie, to rzęsy. Jeden brzeg jeziora, wysoki, porosły lasem to brwi, drugi z reguły niski i płaski pełen zabagnionych łąk to obszar usytuowany pod okiem.

Nie wiem, czy ten opis Ignacy Kraszewski sam stworzył, czy zaczerpnął go z ludowego przekazu. Faktem jest, że ludowe pozieranie i spozieranie podobne jest do rosyjskiego oziera i polskiego jeziora.

Słowo okultyzm wywodzi się od oka i tytana Okeanosa. Okultyzm uznawany dzisiaj za magię i zabobon był pierwszą metodą poznawania świata. Podstawowym narzędziem badawczym w tej metodzie były oczy. W jeziorze i w oczach drugiego człowieka można się przejrzeć, zobaczyć swoje odbicie. Człowiek, póki nie dojrzał w wodzie swego odbicia, nie wiedział, jaki jest. Sadzę, że okultystycznie myślący pradawny człowiek, zdawał sobie sprawę z względności patrzenia. Z tego, że obserwując świat nie widzi istoty rzeczy, lecz jej odbicie w lustrze wody. Że każdy obserwator jest nieco innym lustrem i nieco inny dostrzega świat.

Okultyzm, paleolityczny sposób dedukcji, przetrwał w symbolu Opatrzności. Jest nim oko umieszczone w równoramiennym trójkącie. Trójkąt ten był pierwszym geometrycznym prawem. Posiadał okultystyczną właściwość. Obiekty znajdujące się w trójkącie zawartym miedzy okiem obserwatora, jego stopami i punktem na horyzoncie im bardziej były odległe od obserwatora tym zdawały się być mniejsze. Człowiek nadchodzący z daleka, w miarę zbliżania się do obserwatora powiększał się a przy oddalaniu malał. Znana wysokość przemieszczającego się obiektu pozwalała ocenić jego odległość od obserwatora bez potrzeby jej przemierzania. Z pomocą tego trójkąta można było na bazie malejących i rosnących obiektów oceniać przebytą i planować dalszą drogę. Można było obserwując zbliżający się obiekt, np. stado zwierząt, przewidzieć czas spotkania i przedsięwziąć odpowiednie środki. I to właśnie była ta czuwająca Opatrzność, oko umieszczone w trójkącie.

Ktoś powie: zwierzęta też potrafią ocenić odległość.

Tak, lecz zwierzęta nie zastanawiają się nad tym. Człowiek paleolitu dostrzegł zjawisko, zrozumiał je i zapoczątkował geometrię, niezwykle użyteczną dziedzinę wiedzy.

Jezioro kształtuje klimat na dość znacznym obszarze. Wilgoć, którą wydziela do atmosfery i wód gruntowych wpływa na otoczenie jeziora. Im bliżej jeziora tym bujniejsze życie, im dalej jeziora tym klimat ostrzejszy, przyroda mniej zróżnicowana, uboższa, niklejsza. Proporcję tą dostrzegli nasi praprzodkowie. Zauważyli, że przyroda w otoczeniu jeziora zachowuje się podobnie jak obiekt oddalający się od oka. Podlega trójkątowi Opatrzności. Odkrycie to ułatwiało im orientację w terenie i efektywniejsze wykorzystanie zamieszkiwanego, stworzonego przez jezioro ekosystemu.

Okultystyczne myślenie praludzi obejmowało mikro- i makropostrzeganie. Było globalne, a nawet astralne. Zasób słów mieli niewielki. Dopiero tworzyli słowa. Nie mogli precyzować słowami swych myśli a myśleć musieli, bo mieli mózg na miarę człowieka. Myśleli obrazami. Porównywali otaczającą ich rzeczywistość, starali się znaleźć powiązania między zjawiskami otaczającego ich świata. Porównywali makroświat z mikroświatem. Znajdowali podobieństwa łączące zjawiska i elementy rzeczywistości. Z obserwacji tych wysnuwali prawdziwe wnioski. Wymieniali między sobą spostrzeżenia posługując się mimiką, gestem i rodzącym się słowem.

Pradawna okultystyczna metoda poznawania świata funkcjonuje we współczesnym okultyzmie w krańcowo odmienionej formie. Współcześni okultyści wierzą, że w świecie wszystko ze wszystkim łączy się w magiczny sposób w czasie i przestrzeni. Starają się właściwość tą wykorzystać w praktyczny sposób. Wierze tej nie można zarzucić braku logiki. Czy świat nie jest spleciony w całość oddziaływaniami elektromagnetyzmu i grawitacji? Czy czas tak naprawdę istnieje? Teologia głosi: Bóg jest wieczny a dusza ludzka nieśmiertelna. Jeśli to prawda, to czas jest nieistotny. Czas jest tylko ludzkim postrzeganiem, odbiciem rzeczywistości w lustrze świadomości człowieka. Czasu nie ma.

Współczesny okultysta: bioenergoterapeuta, wróżbita, jasnowidz koncentruje się na osobie lub przedmiocie należącym do interesującej go osoby i ponoć potrafi niekiedy w magiczny sposób osiągnąć zamierzony skutek: uzdrowić, przewidzieć przyszłość, odnaleźć zaginionego.

Nie to jest najistotniejsze w jego działalności.

Dzięki magicznym praktykom współczesnych okultystów zapamiętaliśmy paleolityczny okultyzm posługujący się w badaniu świata okiem. Zapamiętaliśmy podstawową zasadę okultyzmu i kultywującej okultyzm astrologii. Oto ona: Jak na niebie tak i na Ziemi.

Alfabet

Człowiek nie tylko widział. Człowiek słyszał i wydawał dźwięki. Wzbogacał nimi porozumiewanie się z pomocą mimiki i gestów. Niektóre dźwięki były łatwe, same wydobywały się z gardła. Inne trzeba było mozolnie tworzyć. Dźwięki tworzone przez człowieka starały się nie tylko naśladować dźwięki otaczającego świata. Starały się oddawać jego sens.

W miarę jak człowiek doskonalił narządy mowy wydawał coraz więcej zróżnicowanych dźwięków, wypracował sylaby i głoski. Zanim zaczął pisać stworzył alfabet, uporządkowany w logicznej kolejności zbiór podstawowych dźwięków swej mowy.

Znaki graficzne liter (litych dźwięków) i znaki graficzne cyfr powstały w późniejszych czasach. Były dziełem cywilizacji Atlantów. Pora by uniwersalizm głosek i obrazujących je liter, wypracowany i uporządkowanych przez naszych praprzodków w odwiecznym alfabetycznym indoeuropejskim szyku doczekał się zrozumienia.

Litery zapomniane w poapokaliptycznych czasach odżyły u starożytnych Fenicjan. Hebrajczycy przypisali im kolejne cyfry i w ten sposób utrwalili na kolejne wieki mityczny szyk alfabetu. Przetrwał on do naszych czasów z niewielkimi zmianami w wielu alfabetach świata opartych na hebrajskim, grece i łacinie. Indie przechowały do czasów średniowiecza znaki cyfr od jednego do dwunastu oraz zero. Odżyły one w arabskim systemie dziesiętnym.

Nazwy cyfr i liter alfabetu żyją we współczesnej kulturze. Zachwycają nas swą tajemnicą. Alfa, Beta, Gama; Jeden, Dwa, Trzy; co znaczą te tajemnicze nazwy, jaki jest sens ich tajemniczego szyku?

Sądzę, że elity intelektualne Atlantów już w Wieku Brązu potrafiły pisać literami, znały znaki graficzne cyfr wraz zerem oraz system dziesiętny. Administrowali wszak mitycznym światem, pracowali naukowo, badali przeszłość ludzkości, dociekali skąd wzięła się mowa i w jaki sposób tworzyło się słowo.

Podstawowa ilość liter w alfabecie oscyluje wokół 24. Tyle jest aminokwasów — podstawowych cegiełek budulcowych tkanki człowieka. Tyle godzin liczy doba. Cyfr mieli tuzin. Dziewięć pierwszych i zero stosowali w rachunkach. Dwanaście cyfr, z racji okrągłego Słońca, Księżyca, horyzontu i cyklicznie powtarzających się pór roku stosowali przy obliczaniu kalendarza oraz w geometrii. Dwanaście cyfr dobrze zapamiętał język niemiecki. Trzy ostatnie cyfry niemieckiego tuzina: zehn, elf, zwölf nie ustępują w prostocie dziewięciu poprzedzającym.

Głoski i cyfry powstały w paleolitycznych czasach. Atlanci, których nazwa związana jest z atlasem, ogólnym zbiorem wiedzy, usystematyzowali wiedzę praprzodków. Stworzyli teorię wyjaśniającą proces tworzenia się nazw głosek i cyfr oraz wymyślili ich zapis graficzny.

Zapis treści literami i cyframi z racji braku ogólnie dostępnych artykułów piśmiennych i praktycznych potrzeb nie rozpowszechnił się w codziennym życiu prostego mitycznego człowieka. Sądzę tak, bo jeszcze niedawno w Europie analfabetyzm był powszechny, mimo dostępności atramentu i papieru. Pismo i umiejętność liczenia dziesiętnego powiązanego przez tuzin z geometrią wykorzystywane były jedynie przez elity umysłowe świata Atlantów. Umiejętności te uległy zapomnieniu po Wielkiej Apokalipsie, która 10–8 tys. lat p.n.e. unicestwiła Atlantydę i Mityczny Świat.

Praktyczne umiejętności zdobywane przez tysiąclecia mitycznych dziejów bardzo szybko odżyły w neolicie. W miarę jak wzrastała liczebność i zorganizowanie społeczności, ludzie przypominali sobie umiejętności hodowcy, rolnika, rzemieślnika. Pisanie literami i liczenie dziesiętne długo nie miało dla nich logicznego uzasadnienia. Walka o przetrwanie i zaludnianie ziemskiego globu stała się głównym zadaniem ludzkości.

Gdy w starożytnych czasach odrodziło się rolnictwo, hodowla, rzemiosło a z nimi kalendarz, wydobyto z otchłani zapomnienia pamięć o pradawnych symbolach liter i cyfr. Lecz pamięć o tych osiągnięciach, jako, że znana jedynie mitycznym elitom, nie u wszystkich ludów w jednakowym stopniu przetrwała. I stąd te obrazkowe pisma u wielu cywilizacji zamiast uniwersalnego alfabetu.

O tym, że graficzne symbole liter i cyfr pochodzą z mitycznych czasów świadczy żydowska kabała uświęcająca litery i przypisane im cyfry oraz imię hebrajskiego Boga opisywane taką ilością liter, że nawet jak by się bardzo chciało, nie sposób jest je wymówić.

Symbolem zera znanego w Indiach i u Majów był punkt lub elipsa. Punkt jest symbolem początku i środka. Elipsa opisuje obieg Ziemi wokół Słońca.

Zero — NIC — jest symbolem nabytego doświadczenia zakodowanego w genach, zapisanego w mózgu i pamięci ludzi, zdolnego udziesięciokrotnić osiągnięcia ludzi w kolejnym astrologicznym cyklu.

Biblia głosi: Świat powstał z niczego.

Po Wielkiej Apokalipsie, po zagładzie Atlantydy i mitycznego świata, ludzkość odrodziła się z niczego, ze zdobytej w przeszłości wiedzy i doświadczenia. Od zera organizować się zaczęła w nową cywilizację.

Cyfry od jednego do dziewięciu są symbolami kolejnych faz rozwoju. Dziewiątka związana jest okultystycznie z dziewiątym znakiem zodiaku, Strzelcem i jego protoplastą tytanem Japetosem. Symbolizuje czas pełnego uformowania się nasienia rośliny, czas uformowania się płodu w łonie matki. Cyfry dziesięć, jedenaście, dwanaście związane są z zimą, ze znakami Koziorożca, Wodnika, Ryb i wstrzymaną wegetacją roślin. Niby nic nie dzieje się w przyrodzie, lecz jak wiele dzieje się w życiu ziemskim. Trzeba aż trzech podwójnych cyfr 10, 11, 12 by to wyrazić.

Samogłoski

Samogłoski są dźwiękami najłatwiejszymi do wymowy. Otwiera się usta i wraz z oddechem dźwięk z nich ulata. W zależności od kształtu, w jaki wargi się ułożą wydajemy dźwięki o różnym zabarwieniu uczuciowym.

A — Acha, Aaaa — Rozdziawił usta ze zdumienia. Samogłoska A wyraża zdumienie z pewną dozą akceptacji i chęcią dialogu powstałe w momencie zaobserwowania nowego zjawiska.

E — Eee, E tam. Samogłoska E wyraża niedowierzanie grające na zwłokę. Często nie potrafiąc kontynuować myśli w słownej wypowiedzi stosujemy przerywniki, eee, eee, eee.

O — Ooo! Ojej! Ojojoj! Samogłoska O wyraża zachwyt z pewną dozą zaniepokojenia. Zachwyt towarzyszy szczęściu, lecz szczęście nie trwa wiecznie. Strata szczęścia to ból, to rozpacz.

U — Uuuu, Auuu — Tak tęsknie wyje wilk do Księżyca. Takie głosy wydają po nocach złe duchy. Do dzisiaj dźwiękiem tym straszą się dzieci. Samogłoska U wyraża strach i tęsknotę. Nieszczęścia, trudy życia, niepokój o przyszłość. Budzi tęsknotę do lepszego jutra.

I — Iiiiii to pisk. Pisk wydajemy w stanie przerażenia przy bezpośrednim, nagłym kontakcie z obcym, nieznanym. W słowiańskich językach samogłoska I jest spójnikiem łączącym dwa równorzędne zdania lub słowa.

Y — Tak stękamy z wysiłku. Y wyraża wysiłek i trud.

Każdy naród ma inną historię rozwoju, inaczej słyszy, inaczej mówi. Inny klimat, inne środowisko urabiało jego mowę. Inaczej ma wydeptane w mózgach swego ludu, ścieżki neuronowe wiążące mowę ze słuchem i odczuwaniem. Im człowiek młodszy, tym łatwiej uczy się cudzej mowy, ponieważ zarysy wypracowanych dawno temu neuronowych ścieżek związanych z ośrodkami mowy wydeptuje w mózgu od nowa, rozwijając równocześnie mięśnie artykułujące dźwięki. Starsi ludzie z ukształtowanymi ośrodkami mowy nie słyszą prawidłowo niuansów cudzego języka, mają trudności z odtworzeniem obcego dźwięku. Samogłoski w różnych językach brzmią nieco odmiennie, liczba ich również jest zróżnicowana.

Polacy wymawiają stękające, zabarwione wysiłkiem samogłoski A, O, E zapisywane jako Ą i Ę. Cechą narodową zachowań Polaka jest aktywność podejmowana z dużym zaangażowaniem emocjonalnym. Polakowi nie wystarcza w kontakcie z nowym akceptacja nowego wyrażana uczuciami A, E, O. Polak stykając się z nowym stara się je unowocześnić. Działanie takie wymaga zwiększonego wysiłku. Zdarza się, że opóźnia realizację nowego. Upodabnia się wtedy do oporu. Stąd wzięło się u Polaków to uczuciowe stękanie.

Głoski

A — Człowiek rodzi się z okrzykiem Aaaa. Okrzykiem zdumienia i akceptacji. A — to amorAdam.

B — Baba. Przy wymawianiu głoski B policzki nadymają się jak brzuch brzemiennej kobiety. Wybrzuszają się jak morska fala, bałwan. Baba, to połączona ze zdumieniem akceptacja kobiety brzemiennej. Litera B to schematyczny rysunek pełnych kobiecych piersi i krągłych kobiecych pośladków. Ludzie podobnie jak wszystkie stworzenia mnożą się po to, by ich potomstwo podobnie jak rozchodząca się po wodzie fala, kontynuowało ich życiowe dzieło. Brzuch kobiety jest pierwszym bezpiecznym domem człowieka. Bebe, Beee, to archaiczne słowa wyrażające przestrogę przed nieznanym i niebezpiecznym światem. Słowami tymi jeszcze dzisiaj matki ostrzegają małe dzieci przed dotknięciem, skonsumowaniem, doświadczeniem czegoś nieznanego i zakazanego.

C — Cykady. Głoska C podobnie jak grecka Dzeta naśladuje brzęczące owady. Są tak drobne, że prawie ich nie widać. Wymawiając ten dźwięk usta ma się prawie zamknięte. Głos wychodzący z ust powinien być ciszą, a jednak go słychać. Jest natarczywy i niepokojący jak rozbrzmiewające w ciszy brzęczenie komara. Jest urzekający jak gra tysięcy świerszczy w letnie wieczory. Człowiek podobnie jak owad brzęczy nerwowo, gdy czuje się samotny. Gdy tworzy rodzinę, naród, cywilizację w chórze śpiewa. Słowa: cacy, ciuciu, cycuś to słodycz owadziego miodu. To coś miłego w dotyku i smaku.

D — Dech, duch, dym, dom. Przy wymawianiu tej głoski język przylega do podniebienia, blokuje ujście oddechu. Stara się powstrzymać ducha chcącego ulecieć z człowieka. Głoska D to ziemski dualizm ciała i ducha. Człowiek paleolitu zauważył, że bez jedzenia można wytrzymać długo, bez picia krócej, bez oddechu umiera się natychmiast. Dech podtrzymuje życie ludzkie i płomień w ognisku. Gdy życie gaśnie, duch ulatuje z oddechem. Ciało stygnie.

E — Niedowierzanie.

F — Fffffu dmuchamy na gorące by ostygło. Dmuchamy na wrzątek by się nie sparzyć. Dmuchamy w gasnące ognisko. Fffffu fukamy gniewnie na niesforne dziecko. Fukamy na kogoś ze złością. Fuj! Fu! Słowa te wyrażają wstręt, obrzydzenia, niesmak, niezadowolenie z powodu czegoś. Podobne są do słowa bebe, lecz znacznie intensywniejsze w odczuciu. Bebe to wyjście poza granice bezpiecznego domu, to płyniecie w nieznaną dal na spokojnej fali. Fuj to przekroczenie ustalonych granic, to fala zdolna zatopić i ogień zdolny spalić, to obrzydliwy smród.

Galaktyka, Gaja, gardło, garnek, gaworzenie niemowlęcia. Pulsujący dźwięk gggg modelowany jest w głębi gardła. Pulsacja ta słyszana jest najlepiej u oseska, którego gardziołko zalewa ślina lub resztka pokarmu wyssanego z piersi matki. Pulsacja dźwięku jest cykliczna, tak jak cykliczne są zmiany zachodzące w ciągu roku w wyglądzie galaktyki na nocnym niebie.

H — Hu, hu, ha nasza zima zła. Ha, ha! He, he! Hi, hi! Hej! Ho, ho! Hu, hu! Hola! Hura! Niemy dźwięk H wydobywa się bez przeszkód z głębi otwartego gardła. Jest jak oddech Słońca, grzeje ręce, gdy zimno. Dźwięk H zabarwiony uczuciami towarzyszących mu samogłosek staje się wesoły, zadziwiony, drwiący, zaczepny, zdumiony, wystraszony, śmiały, zwycięski, lekceważący śmierć. H jest jak Słońce, które bez żywej, wrażliwej i uczuciowej Ziemi było by niczym. Było by jedną z miliardów gwiazd. Słońce dopiero w kontakcie z żywą Ziemią nabiera mocy i znaczenia.

I — To samogłoska zmiękczająca głoski. Język przy jej wymowie tworzy wgłębienie. Upodabnia się do naczynia, w którym ugotować można do miękkości każdą, nawet najbardziej twardą i żylastą głoskę. Spójnik I ma moc spajania słów i zdań. Taką moc posiadała kiedyś zupa ugotowana we wspólnym garze, spożywana przez plemię przy ognisku. Obecnie taką moc posiadają smakowite potrawy spożywane podczas rodzinnych, towarzyskich lub dyplomatycznych spotkań.

J — Ta samogłoska lubi łączyć się z innymi samogłoskami. Wzmacnia ich rolę w alfabecie. W rosyjskim alfabecie Ja, Je, Ju tworzą samodzielne głoski. W języku polskim J lubi rozkazywać. Umieszczona na końcu czasownika tworzy tryb rozkazujący np.: maluj, pracuj, graj, stukaj.

K — To stuk kamienia o kamień. Dźwięk ten słyszał człowiek przy obróbce kamiennych narzędzi.

L — Język przy wymawianiu tej głoski trzepocze jak schwytana ryba. W podobny sposób miota się żywa zdobycz w szponach lub zębach drapieżnika. Trzepoczących konwulsji doznajemy podczas orgazmu i w chwili agonii.

M — Am, am, Mama. Wargi przy wymawianiu tego dźwięku zachowują się tak, jak by chciały uchwycić pierś matki. Am, am w języku dziecka znaczy mamo chcę jeść.

N — Nos, Nuta, Nepotyzm. N to głoska nosowa, którą można wyraźnie wymówić z wywieszonym językiem. Wywieszony język posiadało kilka mitycznych bóstw. W modulowaniu tego dźwięku uczestniczą zatoki. Język to smak. Nos to węch. Bez węchu życie nie ma smaku. Uroki życia oddaje śpiewna nuta. Bez nosa i zatok nie ma śpiewania. Bez węchu nie było by seksu.

O — O jak balon pękło. O, to zdumienie z pewną dozą zaniepokojenia.

P — Papa, Pole, Polowanie, Proca. W wielu europejskich językach papa znaczy tata. Pa, pa, pa — tak mówi małe dziecko machając rączką na pożegnanie. Papu to przetrwałe do dzisiaj w dziecinnym języku określenie jedzenia.

Przy tworzeniu głoski P zamknięte wargi blokują przez moment, jak wrota, ujście powietrza z ust. Po rozchyleniu warg powietrze uchodzi z ust dynamicznie, jak kamień wyrzucony z procy. Przy tworzeniu głoski M sytuacja wygląda odwrotnie. Dźwięk M wymawiamy rozchylając wargi. M związane jest z matką karmicielką. P związane jest z ojcem żywicielem. Osobą żegnaną u wrót domostwa był z reguły ojciec, zwany w wielu językach papa. Wyruszał na polowanie, po papu. Matka pozostawała z dzieckiem w domu.

Q — Zrobisz sobie kuku! Tak ostrzegamy dzieci przed bólem. Uuuu, tak zawodził człowiek, gdy przy obróbce kamienia zranił się, zrobił sobie w palec kuku.

R — Podobne do warczenia drapieżnika tworzy rodzinę. Głoska R jawnie oscyluje. Koniec język intensywnie drga przy jej wymawianiu. Podobnie drgającą, lecz w mniej widoczny sposób, jest głoska G.

Komplementarność głosek M i P potwierdzona słowami mama i papa oraz am, am i papu określającymi pokarm a także oscylacyjne właściwości głosek G i R pozwalają sądzić, że człowiek paleolitu myślał relatywistycznie, że jego relatywizm był okultystyczny. Hipotezę tą potwierdza egipskie bóstwo Re symbolizujące słabe, zmęczone, zachodzące Słońce i silne wschodzące bóstwo Ra.

Jeśli Egipcjanie czcili Słońce jako zmęczonego boga Re, (jego kult wiązali z kultem Ozyrysa, z ceremoniałem pochowku, z sądem pośmiertnym nad duszą), to musieli być świadomi istnienia silnego, wschodzącego Słońca boga Ra. Powody, dla których go nie czcili, skryte w ich podświadomości, były polityczne i sięgały w głąb mitycznych dziejów. Opisałam je w kolejnych częściach „Mitycznych dziejów ludzkości” poświęconych nowej interpretacji mitologii. W odtworzeniu tych dziejów pomogła mi analiza sensu głosek zawarta w tym rozdziale oraz przeświadczenie, że litery i sylaby tworzące imiona bogów i nazwy przypisanych im atrybutów nadal żyją i nadal coś znaczą we współczesnych słowach.

Słońce na niebie pojawia się cyklicznie. Co dnia rano wyłania się zza horyzontu, wznosi na niebie a potem opada i zachodzi. Podobnie zachowuje się w cyklu rocznym. Słońce cyklicznie zmienia wysokość górowania na niebie. Najniżej jest na niebie w południe na przełomie znaków Strzelca i Koziorożca. Najwyżej jest w południe na przełomie znaków Bliźniąt i Raka. Słońce zachowuje się jak koniec języka przy wymowie dźwięku R. Niskie i zachodzące Słońce jest Re, bo przy wymowie samogłoski E wargi są słabiej otwarte. Wysokie i wschodzące Słońce jest Ra, bo przy wymowie samogłoski A usta są szeroko otwarte. Samogłoska E wyraża niedowierzanie, zaniepokojenie, wątpliwość. Słońce zbliżając się do znaku Koziorożca z dnia na dzień słabnie. Samogłoska A wyraża podziw i akceptację. Jak tu nie podziwiać i nie akceptować silnego, gorącego, wysoko świecącego na niebie w znaku Raka Słońca?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 43.55
drukowana A5
Kolorowa
za 68.51