Każda książka to krok w stronę zmiany i inspiracji. Jeśli chcesz iść dalej razem ze mną, zapraszam Cię na:
samuelkaine.wixsite.com/samuel-kaine
Wstęp
Czyli skąd się wzięła ta cała popkultura (i dlaczego wciąż kręci nas tak samo mocno)
Kiedyś świat był prostszy. Ludzie chodzili do pracy, słuchali radia, a wieczorem czytali książki albo w najlepszym razie gapili się w czarno-biały telewizor wielkości mikrofalówki. Ale potem coś się zmieniło. Świat zaczął pulsować wyobraźnią.
Pojawiły się bajki z myszą w czerwonych spodenkach, herosi w pelerynach, czarodzieje z blizną na czole, galaktyki bardzo, bardzo odległe… a do tego muzyka, która rozwalała system, gry, które uzależniały lepiej niż cukier, i filmy, po których człowiek nie mógł zasnąć z wrażenia.
Tylko jedno pytanie: kto za tym wszystkim stoi?
No właśnie — ta książka to zbiór opowieści o dziesięciu osobach, które nie tylko marzyły, ale zamieniły te marzenia w coś, co pokochał cały świat. To właśnie oni — mistrzowie wyobraźni. Ludzie, którzy nie bali się ryzykować, być inni, tworzyć rzeczy, które wydawały się „zbyt dziwne”, „zbyt kolorowe”, „zbyt śmiałe”… aż w końcu stały się popkulturą.
Niektórzy z nich tworzyli komiksy, inni kręcili filmy, pisali książki albo projektowali gry. Ale wszyscy mieli jedną wspólną cechę: wiedzieli, że wyobraźnia to siła, która może zmieniać świat.
I wiecie co? Mieli rację.
Ta książka nie jest encyklopedią ani nudnym zestawem dat. To podróż po wyobraźni — trochę zabawna, trochę refleksyjna, a przede wszystkim inspirująca. Bo kto wie? Może Ty też jesteś przyszłym mistrzem wyobraźni. Może Twoje pomysły też kiedyś podbiją świat?
A teraz zapnij pasy. Wchodzimy w świat Disneya, Marvela, Śródziemia, Hogwartu, Galaktycznego Imperium, Miyazakowego snu i bitów z Nintendo.
Przygoda się zaczyna.
Rozdział 1
Walt Disney — Zamki, myszy i magia
Dziś każdy zna Myszkę Miki. Ale nie każdy wie, że gdyby nie jeden uparty facet z wąsikiem i walizką pełną szkiców, tej myszki nigdy by nie było. Nazywał się Walt Disney i był tak zakręcony na punkcie animacji, że ludzie najpierw myśleli, że jest trochę… dziwny.
Walt zaczynał od zera. Miał marzenia, ołówki, i — przez większość czasu — pusty portfel. Jego pierwsze studio splajtowało szybciej niż zdążył powiedzieć „kreskówka”. Ale się nie poddał. I wtedy… pojawiła się mysz.
Tak, Myszka Miki narodziła się z desperacji. A dokładnie w pociągu. Disney wracał z kolejnego nieudanego interesu i wpadł na pomysł postaci, która zmieni jego życie. Narysował ją na kolanie. Dosłownie. Nadał jej imię „Mortimer”, ale żona szybko uznała, że brzmi to jak nazwa lekarstwa. I tak powstał Mickey Mouse — mysz z charakterem większym niż niejeden człowiek.
Ale to był dopiero początek. Disney stworzył pierwszą dźwiękową kreskówkę, potem pierwszą kolorową, a w końcu — pierwszy pełnometrażowy film animowany: „Królewna Śnieżka”. Wszyscy mówili, że to będzie klapa stulecia. A wyszła z tego największa bajka swoich czasów.
A potem… przyszedł Disneyland. Prawdziwy park marzeń. Walt chciał miejsca, gdzie dzieci i dorośli będą mogli bawić się razem, bez nudy i bez stresu. Zbudował coś, co wyglądało jak sen — i uczynił z tego biznes imperium.
Ale nie wszystko było takie różowe. Disney był perfekcjonistą. Pracował do upadłego. Zdarzało mu się zawieść ludzi. Czasem był zbyt surowy. Ale jedno trzeba mu oddać — wierzył w marzenia do końca.
Czego możesz się nauczyć od Disneya?
— Nie musisz mieć dużo — wystarczy pomysł i odwaga.
— Wyobraźnia to potężna broń — używaj jej codziennie.
— Nie bój się budować czegoś, czego jeszcze nie było.
— Bądź jak dziecko — patrz na świat z ciekawością i humorem.
Ciekawostki
1. Prawie stracił Myszkę Miki
Zanim powstał Mickey, Disney miał inną postać — Króliczka Oswalda. Był popularny, ale prawa autorskie należały do wytwórni, która… go wyrzuciła. I wtedy Walt postanowił: „Nigdy więcej nie oddam kontroli nad moimi postaciami”. Tak narodziła się Myszka Miki — całkowicie jego własność.
2. Myszka Miki powstała… w pociągu
Walt wracał z Nowego Jorku po tym, jak właśnie stracił Oswalda. W wagonie, pełen złości, frustracji i zawziętości, narysował pierwszą wersję Mickey’ego. Jego szkicownik do dziś jest traktowany jak świętość.
3. Na „Królewną Śnieżkę” wziął kredyt i zastawił dom
Nikt nie wierzył w sukces pełnometrażowej animacji. Banki mówiły „Pan zwariował, panie Disney”. A on… zastawił wszystko, co miał. Efekt? Film odniósł taki sukces, że uratował jego firmę i stał się kamieniem milowym w historii kina.
4. Disney nienawidził ściągania jakości
Podobno raz kazał zerwać cały fragment świeżo zbudowanego Disneylandu, bo „wyglądało zbyt tanio”. Nawet najmniejsze detale musiały być perfekcyjne. Zamek Kopciuszka był testowany o różnych porach dnia, żeby wyglądał dobrze nawet o zachodzie słońca.
5. Głos Myszki Miki? Disney sam!
Przez pierwsze lata to Walt Disney sam podkładał głos Mickey’emu! Miał charakterystyczny, piszczący ton i świetnie nadawał się do tej roli. Dopiero później przekazał mikrofon komuś innemu, gdy firma urosła.
6. Disneyland powstał, bo… Walt nudził się z córkami
Serio! Chodził z nimi do wesołych miasteczek i narzekał: „Brudno, tandetnie i nic ciekawego dla dorosłych”. Więc postanowił stworzyć miejsce, gdzie sam chciałby się bawić z dziećmi.
7. Nie, nie został zamrożony
To jeden z najtrwalszych mitów popkultury — że Disney został po śmierci zamrożony kriogenicznie. Prawda jest taka, że został skremowany. Ale teoria o „Disneyu w lodówce” krąży do dziś.
MINITEST: Czy masz w sobie coś z Walta Disneya?
Zaznacz TAK lub NIE przy każdym pytaniu. Policz ile razy odpowiedziałeś „TAK”!
— Masz dziwne pomysły, których inni nie rozumieją?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
— Marzysz o miejscu, gdzie wszystko byłoby magiczne i kolorowe?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
— Miałeś kiedyś swój własny „projekt życia”, który nie wypalił… ale próbowałeś dalej?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
— Zdarza Ci się rozrysowywać coś w zeszycie, na marginesach, serwetkach albo ręce?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
— Gdy widzisz stary park rozrywki, myślisz: „Zrobiłbym to lepiej”?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
— Wierzysz, że wyobraźnia to nie zabawa — to supermoc?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
Wyniki:
— 5–6 razy TAK:
— Masz duszę Disneya! Marzyciel, twórca, perfekcjonista. Buduj swój zamek — cegła po cegle.
— 3–4 razy TAK:
— Jesteś kreatywny, ale czasem brakuje Ci odwagi. Ucz się od Walta — porażki to tylko przystanki w drodze.
— 0–2 razy TAK:
— Hmm… może jesteś bardziej realistą? Ale nie martw się — wyobraźnia da się trenować. Kto wie, może masz ją w uśpieniu?
„If you can dream it, you can do it.” — Walt Disney
(„Jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz też to zrobić.”)
Rozdział 2
Stan Lee — Z wielką mocą… przychodzi wielki scenarzysta
Zanim super bohaterowie podbili kina, Netflixa i kolekcje figurek w każdej galerii handlowej, byli tylko… rysunkami na papierze. A dokładniej: w głowie jednego faceta, który nie bał się wymyślać postaci dziwnych, pokręconych i — przede wszystkim — ludzkich.
Ten facet to Stan Lee, prawdziwy tata Marvela (chociaż w spisie bohaterów nie znajdziesz go obok Hulka). Był scenarzystą, redaktorem, narratorem, duszą towarzystwa i legendą już za życia. Ale zanim jego bohaterowie stali się super, Stan był tylko chłopakiem z Bronksu, który lubił pisać — i miał wielką potrzebę tworzenia czegoś więcej.
W latach 60. komiksy traktowano jak bajki dla dzieci. A Stan? On chciał, żeby opowiadały o prawdziwych problemach. Więc wymyślił Spider-Mana — nieprzyzwoicie chudego nastolatka z trądzikiem i problemami w szkole. Zamiast herosa z marmuru, dał nam chłopaka z sąsiedztwa.
I co? Boom! Sukces.
Potem przyszli X-Meni (temat tolerancji), Hulk (gniew), Iron Man (technologia vs moralność), a potem Thor, Doktor Strange, Daredevil, Black Panther… lista jest o wiele dłuższa.
Stan Lee miał swój styl: tworzył herosów z wadami. A jednocześnie opowiadał o rzeczach ważnych, nie moralizując. Niby rozrywka, a jednak coś zostawało w głowie.
I tak Marvel zaczął zmieniać świat. Najpierw komiksy, potem filmy, potem cały popkulturowy wszechświat. A Stan? Do końca życia był energicznym dziadkiem, który pojawiał się we wszystkich filmach w małych rólkach i machał do fanów jak wujek z Ameryki.
Ciekawostki
1. Stan Lee naprawdę nazywał się… Stanley Martin Lieber
Pseudonim „Stan Lee” miał być tymczasowy. Chciał prawdziwe imię zostawić dla poważnej kariery pisarskiej. Potem żartował, że i tak wszyscy znają go tylko jako „tego od komiksów”.
2. Spider-Man prawie nie powstał
Szefowie nie chcieli tej postaci: „Nikt nie chce czytać o dzieciaku z pajęczą mocą!”. Ale Stan i tak przemycił Spider-Mana do ostatniego numeru mało znanego magazynu. Efekt? Czytelnicy oszaleli.
3. Cameo King
Stan Lee wystąpił w prawie wszystkich filmach Marvela. Jako listonosz, kierowca, ochroniarz, dziwny staruszek… Fani wyczekiwali jego mini-ról bardziej niż scen po napisach.
4. Hulk miał być… szary!
Pierwsze wersje Hulka były szare, ale maszyny drukarskie nie dawały rady z tym kolorem. W końcu zmieniono go na zielony — i tak zostało.
5. Nigdy nie przestał być fanem
Stan uwielbiał rozmawiać z fanami. Był jednym z pierwszych autorów, który pisał bezpośrednio do czytelników w kolumnie „Stan’s Soapbox”. Pisał o… rasizmie, empatii i odwadze. W komiksach!
Minitest: Czy masz w sobie coś ze Stana Lee?
— Zdarza Ci się rozmyślać nad życiem… nawet podczas oglądania kreskówek?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
— Lubisz tworzyć postacie, historie, światy (choćby w głowie)?
— 🔲 TAK 🔲 NIE
— Masz swoje dziwactwa, ale nie wstydzisz się ich?