E-book
20.48
drukowana A5
39.47
drukowana A5
kolorowa
60.43
Misja Spacer

Bezpłatny fragment - Misja Spacer

30 dni do luźnej smyczy


5
Objętość:
114 str.
ISBN:
978-83-8189-905-5
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 39.47
drukowana A5
kolorowa
za 60.43

Część 1 Teoria Spaceru

Wstęp, czyli czym jest spacer?

Często moi znajomi, lub kursanci zadają mi pytanie, którą część pracy z psami lubię najbardziej. Praca węchowa? Zaprzęgi? A może posłuszeństwo?

Od lat, niezmiennie odpowiadam… Spacer. Gdybym miała możliwość spędzania tylko jednej godziny dziennie z psami, to zamiast ostrych treningów posłuszeństwa, wyprawy zaprzęgiem, czy innej formy sportu wybrałabym właśnie spacer. Nic nie może się z nim równać. Wspólne poznawanie świata, aktywność, możliwość zaspokajania potrzeb moich i psa… Wszystko opiera się na spacerze.


Spacer. Niewinna czynność wykonywana przez każdego opiekuna psa, chociaż raz dziennie. Codziennie. Może być traumatycznym przeżyciem, lub radością dla Was obojga.

Dużo robię ze swoimi psami- razem biegamy, ćwiczymy, moje psy ciągną na treningach mój rower, lub ćwiczą swoją pracę węchową… Co miesiąc dopisuje do listy kolejne nowe, wyuczone sztuczki, ale to spacer jest naszym najwspanialszym, najbardziej wyczekiwanym punktem dnia.

Lubię spacery z moimi psami. Odprężam się na nich, relaksuje- one tak samo. Najdłuższym naszym spacerem był na pewno Marsz przez Polskę, gdzie dzień po dniu pokonywaliśmy 50km trasy, poznając nowych ludzi, zwierzaki, krajobrazy i miasta.

Jednak bez dobrego przygotowania taki spacer by nie wyszedł.


Za każdym razem, gdy wychodzę się przejść widzę przedstawicieli jednej z trzech grup przewodników z psem. Nie zawsze wszystkich, ale któraś z tych grup na pewno się pojawi.


Grupa pierwsza składa się z tych osób, które na szkoleniach zjadły zęby, lub intuicyjnie wiedzą czego ich pies potrzebuje (tak są tacy ).

Przedstawiciele tej grupy zwykle nie wiedzą, że ich obserwuję. Są zajęci poznawaniem świata ze swoim zwierzęciem. Uczą się od niego, a on od nich. Jest to coś pięknego. Jest to grupa, której spacery są przepełnione światłem, zapachem, zrozumieniem, emocjami… Ale również ciszą i radością. Oni już odkryli jak wyjść razem z psem i jak z niego czerpać pełną piersią!


Grupa druga składa się z osób, które władczo podchodzą do psa. Ich zwierzak nie jest przyjacielem. Ich psiak porusza się jak cień, załatwiając potrzebę fizjologiczną i drepcząc cichutko za swoim władcą, aby nie narobić sobie problemów.

W świecie tych spacerów nie ma światła, radości, zapachów. Obserwacja takich spacerów nie jest miła — zawsze wtedy jest mi… po prostu przykro.


Do tej samej grupy zaliczam “duchy” czyli właścicieli psów bez kontaktu. Taki duch porusza się trasą spacerową, gdzieś tam za nim, przed nim, lub obok niego biega pies, ale gdyby nie smycz, często wystająca jedynie z kieszeni, to nie wpadłbyś na to, że cokolwiek ich łączy. Na sam koniec spaceru… po prostu znikają. Taki spacer nie jest dla mnie spacerem, jest zabawą w unikanie- właściciel stara się unikać swojego zwierzaka jak może, a psiak unika smyczy jak ognia.


Jest jeszcze trzecia grupa.

Są to przewodnicy psów, którzy chcieliby wyjść na spacer i czerpać z niego pełną piersią, ale nie wiedzą jak. Możliwe, że nigdy nie spotkali na swojej drodzę przyjaciela- trenera, który wytłumaczyłby im jak zrozumieć psi język, jak otworzyć się na jego poznanie. Najczęściej pojawia się w nich frustracja, która może prowadzić do postaw skrajnych — albo czerpania wiedzy o psach z każdego możliwego miejsca i próbowanie każdej możliwej techniki na raz, albo załamania się i ucieczki. Taką ucieczką może być chęć oddania psa, albo wykorzystanie “obroży elektrycznej”, czy kolczatki… Przewodnicy z tej grupy wiedzą, że istnieją psie potrzeby, ale nie wiedzą jak je zaspokoić.

Ten materiał powstał właśnie dla nich. Za każdym razem, gdy widzę przedstawiciela takiej grupy mam ochotę podbiec, przytulić go i powiedzieć, że będzie dobrze. Napisanie tej książeczki jest dla mnie właśnie takim przytuleniem!

Chcę ci pokazać, że będzie dobrze, przyjacielu!


Niedawno była moda na kuwetowanie psów, czyli uczenie ich załatwiania się na matę i nie wychodzenie z nimi nawet pod blok. Pies był traktowany jak kot, albo chomik… Mogłeś nie wiedzieć, że obok ciebie mieszka mały York, bo nigdy go nie widziałeś! Ta moda była zła. Niszczy psychikę psów, doprowadzała do chorób, destrukcyjnych zachowań, samookaleczenia, problemów natury zarówno medycznej jak i behawioralnej.


Pamiętasz jak byłeś chory? Na pewno choć raz zdarzyła ci się choroba, w ciągu której ani razu nie mogłeś wyjść z domu. Zero spacerów, wyjść ze znajomymi, zero pracy…


Co się wtedy działo!

Oglądałeś filmy, gdzie widziałeś ruszające się postacie na ekranie.

Grałeś w gry planszowe bądź internetowe,

Czytałeś książki.

Robiłeś cokolwiek aby zająć swój czas.

Miałeś kontakt z ludźmi — przecież masz Facebooka prawda? Jednak dla ciebie też to było za mało. Kiedy już lekarz zezwolił na wyjście na zewnątrz, pierwsze kroki były do znajomego, rodziny. Pogadać z kimś zobaczyć czyjąś twarz!


Tym samym, a nawet czymś więcej jest spacer dla naszego psa. Pies w domu nie ma Facebooka, nie ma telefonu, nie zadzwoni do swojego innego psiego znajomego. Nasz pies nie zacznie grać w szachy, czy nie odpali sobie przeglądarki internetowej, aby obejrzeć filmik z psem w roli głównej.


Tak naprawdę nie ma możliwości wychowania zrównoważonego psa bez wychodzenia na spacer. To tak jakbyś chciał wychować zrównoważone dziecko zamykając je w piwnicy. Czy ono sobie poradzi w przyszłości? Czy będzie wychowane? Czy będzie wesołe? Nie. Ono będzie wiedziało, że piwnica to jest wszystko na co może liczyć, a na świat zewnętrzny będzie reagowało agresją, bądź strachem.


Spacer to możliwość zaspokojenia potrzeb psa. Potrzeby zabawy, poznawania świata. Potrzeb socjalnych, umysłowych, fizycznych… nie tylko fizjologicznych. To też najlepszy sposób na budowanie więzi z psem, czy naukę takiego zwykłego, codziennego posłuszeństwa.


Jak wiesz, dużo podróżuje ze swoimi psami. Nasze spacery mają często ponad 100 kilometrów. Do tej pory nie pobitym rekordem był spacer na dystansie 1800km w 30 dni przez Polskę (Tak. Z buta. Pieszo.).

Jednak nawet nasze spacery, to nie była tylko podróż do celu. Każdego dnia moje psy poznawały inne zwierzęta, kąpały się w jeziorach, morzu, czy rzekach, uczyły się skupienia uwagi na mnie, pomimo zapachu kurczaka pieczonego na rożnie, czy innych osób kąpiących się w morzu. Był też czas na odpoczynek, gdy siadaliśmy wieczorem przy ognisku i oddawaliśmy się ciszy otoczenia.


Tym właśnie jest spacer.

Poznawaniem każdego dnia na nowo i świata, i siebie nawzajem.

Jesteś na to gotowy?

Dlaczego pies ciągnie na smyczy?

Często dostaję pytania:

Czy każdego psa można nauczyć chodzić na luźnej smyczy?

Czy zdarzają się przypadki beznadziejne, które zawsze będą ciągnąć?

Czy Husky, można tego oduczyć? 

Odpowiedź jest prosta — każdy pies może chodzić na luźnej smyczy, nawet jeżeli pracuje w zaprzęgu. Aby zrozumieć odpowiedź na to pytanie musimy zastanowić się nad jednym- dlaczego pies ciągnie na smyczy?


Wyobraź sobie taką scenkę:

Idziesz ze swoim psem przez miasto. Obok ciebie jedzie rowerzysta lub idzie pani z wózkiem dziecięcym. Twój pies jest zabrany z domu, który zna już od podszewki. Na dworzu wszędzie są obecne bodźce. Dla niego wszystko jest nowe, niecodzienne, wyjątkowe. Chce wszystko zbadać, sprawdzić. “O! A Azor wysłał nową wiadomość za pośrednictwem betonowego słupka! O! Zosia kupuje wędzonego kurczaka! A tamta Pani ma siaty pełne zakupów!!” Ty stoisz na końcu smyczy, trzymasz tą linkę przypiętą do obroży, bądź szelek i ograniczasz jego możliwości poznawcze. Budzi się frustracja. Jak to ja chcę iść, a Ty stoisz i mi nie pozwalasz!


Teraz zmieńmy scenerię. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w galerii handlowej. Przy jednej witrynie jest napis “zniżka -70% “, przy drugiej zniżka “-40 plus trzecia rzecz za darmo”. Właśnie jest wystawiona torebka, o której marzyłaś, od kiedy po raz pierwszy zobaczyłaś ją na zdjęciu w magazynie. Nie wiesz w którą stronę iść, chcesz wejść wszędzie, zobaczyć, chociaż dotknąć, jeżeli nie kupić. Masz nieograniczone fundusze, ale… ktoś trzyma cię za rękę i mówi “Nie. Nie interesuje mnie czego chcesz”.


Jeśli jesteś mężczyzną wyobraź sobie, że masz nieograniczony budżet i wchodzisz do salonu samochodowego. Po raz pierwszy możesz kupić każdy samochód, jaki tylko chcesz. Możesz kupić nawet wszystkie! Wchodzisz, widzisz jeden, drugi, trzeci… Takie interesujące! Chcesz sprawdzić silniki, zobaczyć jak wyglądają w środku… Ale za rękę trzyma cię twoja partnerka, która nie pozwala Ci ruszyć w ich stronę! Ona totalnie nie interesuje się samochodami i zamiast pozwolić ci je obejrzeć parska tylko “No, skończyłeś już? No, zobaczyłeś, to teraz idziemy do mojej Mamusi” Czujesz to samo, co czuje twój pies na spacerze. Masz nieograniczony budżet, a nie możesz zrealizować zakupu… ponieważ ktoś cię ogranicza i nie rozumie twoich potrzeb!


Może czas zrozumieć swojego psa? Tak jak ty nie chcesz wyjść z salonu bez nowego samochodu, tylko po to, aby spotkać się z teściową, tak on nie chce kończyć spaceru tylko po to, aby wrócić do domowej izolacji.


Dlaczego pies ciągnie na smyczy?

Chcę osiągnąć cel, a ten kawałek linki przywiązany do jego obroży uniemożliwia mu to. Tak jak ciebie nie interesuje zapach na trawie tak jego nie interesuje nowy samochód.

Ale… Może można zainteresować go motoryzacją? Albo pójść na kompromis?

Jeśli zrozumiemy, że luźna smycz nie oznacza kompletnego braku reakcji na rozproszenia, a jest jedynie nauczeniem psa sygnalizowania nowości i poczekaniem na naszą reakcję, to wtedy wszystko zaczyna nam się układać, prawda?


W czasie mojej pracy często wychodzę z psimi przewodnikami, aby zobaczyć, co nie gra w ich spacerach. Stworzyłam listę najczęstszych błędów, które zauważałam na tych spacerach:

— Zbyt krótka smycz,

— Zakaz wąchania,

— Pies ma prawo iść tylko przy nodze,

— Szarpanie smyczą przez przewodnika,

— Stałe trasy spacerowe,

— Niedobrane szelki, sprzęt, powodujące dyskomfort,

— Podążanie za napiętą smyczą przez przewodnika,

— Brak zabaw spacerowych, rutyna,

— Jedynie negatywne emocje przewodnika!

— Brak konsekwencji w treningu!


Czy jeśli przeanalizujesz swój spacer z psem, to nie odnajdziesz się w jednym, albo kilku tych punktach?

Psie Potrzeby

Każdy pies jest inny.

To co ciekawi mojego Baskila nie będzie ciekawiło Luxa. To co jest super dla Lakiego nie jest dobre dla Almy, a to co ciekawi Almę niekoniecznie będzie ciekawiło Hektora.

Każdy pies preferuje inny sposób zabawy. Są to często rzeczy zapisane w typie ich rasy (każda rasa ma inne predyspozycje do pracy), ale mogą to też być predyspozycje osobnicze, jak i te, uwarunkowane przeszłością psa.


Pies który był okładany kijem w poprzednim domu nie za bardzo będzie chciał ten kij aportować, natomiast może chcieć polecieć za frisbee, czy piłeczką. Niby praca ta sama, ale inny bodziec — bodziec który nie powoduje dyskomfortu psychicznego.


Zanim wyjdziesz na spacer zastanów się co lubi twój pies.

Twój pies lubi pływać? Może warto mu kilka razy w tygodniu zapewnić wyjścia nad rzekę?

Lubi aportować? Piłka w trakcie spaceru może być dobrym pomysłem. Ważne, aby spacer nie opierał się tylko na bezmyślnym rzucaniu piłki!

A może twój pies lubi pracę węchową? Weź go w takim razie, w taki teren gdzie będzie mógł ją zaspokoić, chociażby przez wspólną zabawę w wyszukiwanie smaczków schowanych przez właściciela.


Czasem wymagamy koncentracji na sobie w chwili, w której pies potrzebuje załatwić swoje potrzeby fizjologiczne. Daj mu chwilkę — kto lubi koncentrować się na kimś w toalecie? To samo z wodą — możliwe, że jest tak spragniony, że ciągnie cię do miejsca, gdzie może zaspokoić pragnienie.


Obserwuj też czy pies chcę faktycznie wyjść na spacer. Mój Lucky nie za bardzo chce wychodzić na spacer kiedy jest deszcz — wystarczy mu wtedy szybki skok na podwórko i wraca na swoje posłanie. Jeżeli w trakcie deszczu chcę go zabrać na spacer odmówi, albo pójdzie ze mną, tam gdzie chcę, ale zacznie szybko ciągnąć do domu. Dlaczego miałabym go zmuszać?

Dla odmiany jeżeli jest temperatura powyżej 30 stopni moja suczka Alma nawet nie będzie chciała iść nad jezioro- bardzo źle znosi wysokie temperatury. Musiałabym ją naprawdę zanieść nad rzekę. Skoro spacer nie byłby dla niej komfortowy, to dlaczego mam ją zmuszać?

Czy pies może żyć w ogrodzie?

Nie, żaden pies nie powinien żyć tylko w ogrodzie. Ogród dla psa jest przedłużeniem domu. Pomyśl, czy jeśli masz dom i ogród, to już nie potrzebujesz wychodzić na zewnątrz?

Owszem, posiadanie ogrodu, to duże ułatwienie, szczególnie w chwilach kryzysowych, jednak nie zaspokaja on w najmniejszym stopniu prawdziwych potrzeb twojego psa.


Całe życie mieszkam na wsi, więc ogród mam zawsze pod ręką, jednak obserwując moje psy jestem pewna tego, że te kilkaset metrów zielonego terenu traktują bardziej jak salon z łazienką, niż spacer. Owszem, gdy jestem chora i przez tydzień nie mam możliwości wyjść z nimi na zewnątrz, to ogród jest ułatwieniem, jednak bardziej rozleniwiającym niż faktycznie potrzebnym.


Pies mieszkający w bloku często ma szczęśliwsze życie, niż ten, który ma stały dostęp do ogrodu. Dlaczego? Tak działa nasza, ludzka psychika. Skoro nie mogę zapewnić psu biegania po prywatnym terenie, to będę go częściej wyprowadzać na spacer, zacznę jeździć na treningi itd.. itd… Dziwne, a jednak prawdziwe.

Czasem wypuszczam swoje psy po prostu do ogrodu. Biegają chwilkę, załatwią co psie i wracają do domu, bo pańcia tam została, a bez pańci to nudy. Gdy wychodzę z nimi na trawnik, to możemy spędzić na nim kilka godzin- psy bawią się między sobą, ze mną, odpoczywają na trawie, lecz gdy tylko zniknę, to biegną sprawdzić gdzie uciekałam.

Nie jest to nic niezwykłego. Pies potrzebuje kontaktu ze swoim właścicielem. Im ma go więcej, tym jest szczęśliwszy. Pies potrzebuje również zadań, a jeśli Ty mu ich nie dasz, to znajdzie je sobie sam… Wtedy możesz nie być już taki szczęśliwy z posiadania na raz ogrodu i psa.


Zdaje sobie sprawę, że są psy, które nie znoszą spacerów, z różnych, często nielogicznych dla nas powodów. Może być to totalny brak socjalizacji, szczególnie u psów poschroniskowych, oraz szczeniąt, który przeszły pełną, lub rozszerzoną kwarantannę.


Niechęć do spacerów może być też podyktowana wiekiem psa. Przykładem tego może być moja Alma, która niedawno skończyła 12 lat. Gdy była młodsza całodzienny spacer był dla niej czymś normalnym, nigdy nie miała dość. Potrafiłyśmy przez kilka dni nie wracać do domu, będąc na wędrówce po lasach i miastach, niestety starość przyszła nagle i niespodziewanie. Obecnie po naszym sobotnim, długim spacerze Alma przez kolejne trzy dni jest chętna jedynie na wyjście przed dom i rozłożenie się na trawie. Gdy biorę smycz do ręki przekazuje mi informacje- nie dziękuje, idź sama.

Akceptuje to.


Innym przykładem może być Lux, którego spacery w niektórych miesiącach są bardzo skracane. Psiak ten jest częstym pacjentem weterynarza ze względu na problemy z pęcherzem- przeziębić go potrafi nawet od mocnego wiatru. Gdy zaczyna się “pora deszczowa” często rezygnuje ze spacerów z Luxem, albo robię je bardzo krótkie. Zamiast spaceru Lux uczy się wtedy nowych komend, sztuczek, zachowań, a gdy tylko deszcz przestaje padać zabieram go na długo wyczekany spacer.


Psiak, który nie jest przewlekle chory, lub ze względu na wiek nie ogranicza sam swojej aktywności potrzebuje minimum jednego długiego spaceru dziennie, aby zachować stabilność psychofizyczną. Spaceru różnorodnego, z możliwością wybiegania się, węszenia, zabawy i socjalizacji, więc drogi przyjacielu, jeśli masz podwórko i twierdzisz, że nie potrzebujesz wychodzić ze swoim psem, to jesteś w wielkim błędzie!


Mam znajomą, która ma działkę wielkości małego miasteczka. Hoduje konie, więc hektarów swojej działki ma tyle, że ciężko policzyć- sama pytana o kraniec swojej działki pokazuje las, daleko na horyzoncie, mówiąc, że to będzie gdzieś tam. Nawet Ona mając swoje trzy psy codziennie zabiera na długi spacer, często do miasta, socjalizując je w różnych warunkach, gdyż jak sama twierdzi nie wie, czy kiedyś nie będzie musiała sprzedać swojej ziemi i uciec do miasta, więc lepiej, aby jej psy były na to gotowe.

Sprzęt spacerowy

Nie mam zamiaru namawiać cię do zakupów! Spokojnie! Ze względu na ilość sprzętu spacerowego dostępnego w sklepach zoologicznych, pragnę jedynie powiedzieć ci na co warto zwrócić uwagę, a co lepiej omijać szerokim łukiem.

Obroże

Obroże standardowe, czyli skórzane, lub parciane paski, zapinane na klips lub sprzączkę. Zwykle odradzam ten typ obroży. Moje psiaki mają ok. 40kg każdy… nie znalazłam jeszcze wytrzymałego klipsa. Drugim problemem z tego typu obrożami jest możliwość wyciągnięcia głowy z paska. Nie musi być to celowe — wystarczy, że pies cofnie się przed rowerzystą.


Obroża półzaciskowa- od lat mój faworyt. Obroża ta zapobiega wysunięciu się głowy w trakcie spaceru. W chwili, w której pies celowo lub nie, próbuje wyciągnąć głowę z obroży, ruchoma część zaciska się, blokując mu możliwość ucieczki. Obroża nie poddusza, tylko zaczyna ciasno przylegać do szyi. Gdy pies idzie spokojnie obroża jest luźna.


Żmijki i dławiki, które mimo tego, że są na rynku chyba od zawsze nigdy nie będą polecane przeze mnie. Sprzęt ten jest nieregulowany. Gdy pies za mocno pociągnie zaciska się. Może powodować uszkodzenia krtani, podduszenia… Powoduje dyskomfort na spacerze.


Kolczatka. O kolczatce można pisać, czytać i dyskutować w nieskończoność. Są trenerzy, którzy używają jej na swoich zajęciach, jednak…. jest to skalpel. A skalpel nie powinien być sprzedawany w sklepach zoologicznych. Poprawnie założona kolczatka przylega ciasno za uszami psa. Zakładanie jej “jak kolii” — luźno na szyję, czyli w sposób najczęściej spotykany na spacerach nie tylko jest niepoprawny, ale również może powodować uszkodzenia gardła, szyi, tchawicy, tarczycy… Nie. Nie kupuj jej jako obroży spacerowej. Jeśli podejmiesz decyzje o szkoleniu za pomocą kolczatki udaj się do trenera, który zna tę metodę pracy. Niech wyjaśni ci jak podejść do tej metody.


Obroża Elektryczna. W żaden sposób nie może zastąpić normalnej parcianej czy skórzanej obroży. Obroża elektryczna jest dopuszczalnym narzędziem w mikro procencie, w wyjątkowych przypadkach, o takich, o jakich tu nie wspominam. Jako obrożę elektryczną klasyfikuję tutaj, zarówno obroże zapachowe, obroże szokowe, obroże z wibracją i wszelkiego rodzaju elektroniczne obroże. Nie nauczysz psa luźnej smyczy używając obroży elektrycznej!


Obroże świecące i odkleszczowe. Fajne, przydatne, ale nie są to obroże treningowe, ani spacerowe. Zawsze są zakładane jako druga obroża, nigdy jako ta, do której przyczepia się smycz!

Szelki

“Koszykowe” bądź “Spacerowe” — czyli najpopularniejsze szelki na polskim rynku. Szelki składają się z dwóch pętli- jednej na szyi, a drugiej idącej po klatce piersiowej psa, połączonych paskiem na mostku. Na grzbiecie, między łopatkami jest klips z dwoma kółkami. Zapinasz klips, zapinasz smycz na oba kółka i w drogę. Moim zdaniem, nie są to szelki dobre na spacer. Nie da się ich dokładnie wyregulować, przez co ocierają skórę waszego psa. W jednym z najdelikatniejszych miejsc jego ciele szelki są zapinane, co powoduje dyskomfort na spacerach. Poza tym źle rozkładają ciężar, co w skrajnych przypadkach może skończyć się np. dysplazją, czy podduszeniem.


Szelki norweskie. Trzy paski — jeden to pętla przechodząca pod szyją psa, drugi okala klatkę piersiową. Trzeci pasek łączy dwa poprzednie, tworząc pętlę na grzbiecie do łapania psa. Szelki norweskie dla mnie są dokładnie tym samym co szelki siodełkowe, czyli wszelkie te które wyglądają jak wypasione szelki policyjne, ozdobione napisami “security”, “pies pracujący”, “pies obronny”, “pies asystujący” i tak dalej i tak dalej. Nie widzę problemu żeby używać tych szelek przy psach, które nie ciągną na smyczy. Sprawdzają się na pokazach, gdy przyczepiamy na nich oznaczenia szkoły, czy klubu… ale nie są szelkami spacerowymi. Powodują dyskomfort. Jeśli pies napina smycz całe szarpnięcie, cała siła rozchodzi się po pierwszym pasku, czyli często na szyji waszego psa.


Szelki typu “Guard” Składają się z dwóch pasów. Jeden, który przebiega wzdłuż kręgosłupa i drugi który opiera się na mostku. Pasy te połączone są chomontem z przodu waszego psa oraz paskiem w okolicy końca żeber. Szelki te są o tyle dobre, że karabińczyk, który jest umiejscowiony na samym końcu górnego paska szelek nie ociera się o delikatne miejsca naszego psa. Pies nie jest narażony na żaden dyskomfort spacerowy. Spacer jest po prostu dla niego przyjemny, dodatkowo nawet jeżeli jest pociągnie nie jest obciążana obręcz barkowa i mostek. Karabińczyk nawet gdy strzeli czy pęknie, nie odbije się o łopatki naszego psa. Jeżeli ktoś się mnie pyta o szelki spacerowe to jak najbardziej polecam szelki typu Guard.


Szelki sled to szelki zaprzęgowe występują w różnych wariantach jednak zasada ich działania jest prosta -odpowiednio rozłożyć ciężar, tak aby pies mógł jak najwygodniej ciągnąć. Nie są to szelki spacerowe, wręcz nie powinny być, jednak warto o nich wspomnieć. Jeśli planujesz biegać ze swoim psem, to jest to zakup, który powinieneś poczynić.


Szelki spowalniające wiem, że są zalecane przez część behawiorystów jednak ja ich nie polecam. Zarówno kantary, jak eazy-walk są dla mnie narzędziami awersyjnymi. Mają powodować dyskomfort, a przecież nie na tym nam zależy prawda? Szelki te, tak samo jak kantarek mają spowodować odwrócenie szarpiącego się psa.

Ich dodatkowym minusem jest… Nie możliwe ich dobre dobranie.

W przypadku małego psa istnieje ryzyko podduszenia.

W przypadku dużego… po prostu mogą nie zadziałać, bo nie ściągniemy psa tak mocno. Dodatkowo, jeśli odradzamy kolczatkę, to nie powinniśmy wybierać szelek uciskowych. Schemat działania w obu przypadkach jest taki sam- pies czuje dyskomfort i przestaje ciągnąć.

Smycze

Może Cię zdziwię, ale nie mam jednej smyczy dla jednego psa. Dobieram linkę pod sytuacje, która nas czeka. Wymienię tutaj najczęstsze typy, opisując co do czego zastosować.


Pejcz, czyli krótka smycz. Ma od 50 centymetrów do metra. Używam jej do przytrzymania psa np. na placu treningowym, czy u weterynarza. Nie muszę myśleć, czy mam ją skracać, czy wydłużać — potrzebuję czegoś krótkiego i mam. Nie jest to jednak smycz spacerowa i nie powinno się jej w tym celu stosować.


Smycz przepinana. Zwykle ma ok. 3 metry. Charakteryzuje się dwoma karabińczykami i dużą ilością kółek, wszytymi w całą swoją długość. Przypinając karabińczyk możemy więc skrócić ją o połowę, lub mieć długą smycz spacerową.


Smycz z amortyzatorem zasługuje na specjalne miejsce w moim sercu. Uwielbiam ją i zawsze polecam do nauki. Z zasady jest to smycz sportowa, a zadaniem jej, jest zapewnienie bezpieczeństwa i Tobie, i psu w trakcie uprawiania sportów zaprzęgowych, czy dogtrekkingu. Dzięki wszytemu expandorowi (gumowa lina wykorzystywana do wspinaczki, czy skoków na bungee) szarpnięcia nie są tak bolesne i nie uszkodzą tak łatwo naszych rąk, czy układu kostno-stawowego naszego psa.


Flexi, czyli smycz automatyczna. Ma tak samo dużo zwolenników, jak przeciwników. Nie dziwię się. Jest wygodna… i to jej jedyna zaleta. Można smycz tego typu używać i to nawet dobrze, jako ludzie jesteśmy nauczeni ułatwiać sobie życie… jednak największą wadą flexy jest rozleniwianie przewodnika. Zasadą działania smyczy automatycznej jest regulowanie długości smyczy poprzez naciąg, więc dokładnie zaprzeczenie nauki luźnej smyczy. Pies chce rozsunąć smycz? Ciągnie. Dochodzi do celu i bum! Koniec smyczy, więc ciągnie mocniej. Na czas nauki warto odłożyć ją na półkę.


Smycz prosta- taśma z łapką i karabinkiem.. Prostota, klasa, multum wzorów. Jedyny minus? Nie skraca się, więc trzeba zwijać ją do odpowiedniej długości ręcznie.


Smycz do treningu przywołania- nazw ma wiele, od linek spacerowych, po taśmy do tropienia… Jej długość to minimum 10 metrów, chociaż znaleźć można i takie powyżej 50m. Pies na spacerze może zaznać trochę luzu, a my mamy go cały czas pod kontrolą- same plusy, prawda?


Co w takim razie wybrać na czas treningu luźnej smyczy?


Mój ukochany zestaw:

— Obroża półzaciskowa

— Smycz przepinana 3m

— Szelki typu guard


Jeśli nagrodą dla naszego psa będzie poruszanie się luzem, a nie mamy wyrobionego przywołania, niech towarzyszy nam na spacerach również 20—50 metrowa lina. Zabezpiecza ona przed ucieczką, a jednocześnie pozwala psu na swobodne przemieszczanie się.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 39.47
drukowana A5
kolorowa
za 60.43