E-book
6.83
drukowana A5
14.15
drukowana A5
Kolorowa
32.79
Misiątko

Bezpłatny fragment - Misiątko

Opowiadania dla rodziców i ich dzieci


Objętość:
34 str.
ISBN:
978-83-8126-720-5
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 14.15
drukowana A5
Kolorowa
za 32.79

Dla rodziców, którzy chcą pomóc swoim dzieciom zrozumieć emocje

Wstęp

Co robią płaczące noworodki? Krzyczą. Zaraz potem zaczynają ruszać rękami: ich ramiona poruszają się same, bez ładu i składu, zdarza się, że uderzą noworodka po twarzy. A dalej? Dalej jest dziecko, przerażone tym, że atakują go jego własne ręce. Jeśli nie przytuli się mocno maluszka albo nie zawinie w becik lub kocyk, płacz nie ustanie. Niby zaczęło się niewinnie, od sygnalizowania głodu, skończyło na wszechogarniającym dziecko lęku: przed własnymi rękami, którymi porusza „sam” układ nerwowy, bez jakiejkolwiek kontroli.

Z czasem, zgodnie z prawidłami rozwoju, dziecko uczy się kontrolować ręce, zyskuje nad nimi władzę. Przestają być zagrożeniem, stają się przydatne — podają zabawki, gładzą mamę po twarzy, służą do raczkowania, jedzenia i mnóstwa innych rzeczy.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, dziecko szybko nauczy się, do czego służą ręce i nigdy już nie będą dla niego powodem lęku.

Podobnie jest z emocjami.

Dziecko, które czuje złość, frustrację, rozczarowanie, niepokój, gniew czy wściekłość — nie ma żadnej kontroli nad sobą. Nie wie, co się z nim dzieje: dlaczego dłonie zaciskają się w piąstki, stopy tupią, twarz robi się czerwona, a zęby same zaciskają. Wydobywający się z małego gardła krzyk jest krzykiem bezsilności. Na szczęście, z czasem dzieci uczą się panować nad emocjami i prawidłowo je rozpoznawać. Pomaga im w tej nauce rozwój układu nerwowego, a wpływ wspierających, mądrych rodziców jest nie do przecenienia.

Tak — można pomóc swoim dzieciom w tej trudnej nauce uczuć.

Tę książeczkę napisałam z myślą o dzieciach w wieku od 2 do 5 lat. Jej treść oparłam na moich osobistych oraz wieloletnich zawodowych doświadczeniach z rodzicami kilkulatków. W czasie prowadzonych przeze mnie warsztatów psychologicznych najczęstszym problemem było „jak okiełznać dwulatka” oraz „jak opanować małego złośnika” (najczęściej rzucającego się na podłogę w supermarkecie). W mojej pracy uczyłam rodziców samodzielnego układania bajek psychoedukacyjnych, takich jak te o Michasiu. Opowieści o złości, smutku, radości, tęsknocie i lęku pokazują dzieciom, na czym polega to, co odczuwają oraz proponują sposoby postępowania.

Opowieści o Misiątku można czytać dzieciom profilaktycznie albo w przypadku wystąpienia konkretnego problemu: kiedy dziecko nie radzi sobie ze złością, lękiem, tęsknotą.

Dzieci uwielbiają takie opowieści. Nastawcie się Państwo na wielokrotne ich czytanie.

Kim jest Misiątko?

Misiątka zazwyczaj biorą się z małych, kolorowych kubeczków. A gdzie można znaleźć takie kubeczki? Kto wie… Może w niebie, może w lesie, może w morzu. Misiątka siedzą sobie spokojnie i czekają, aż jakaś mama zapragnie je mieć. Wtedy szybko przeskakują z kubeczka do brzucha mamy i czekają na swoje przyjście na świat.

Nasze misiątko czekało sobie w swoim kubeczku. Kubeczek był zielony, z wielkim uchem, a z boku miał obrazek z niedźwiadkiem siedzącym nad rzeką. Wokół latały motylki i ptaszki, a niebo było zasłane puchatymi obłoczkami. Misiątku było bardzo miło i wygodnie.

Pewnego ranka obudziło się całkiem rześkie i w dobrym humorze. Podniosło główkę i wyjrzało trochę z kubeczka. Zobaczyło młodą, uśmiechniętą kobietę, która siedzi na ławce w parku i czyta książkę. Po chwili do kobiety podszedł młody mężczyzna i przyniósł jej wielką tabliczkę czekolady. Kobieta podziękowała i podzieliła się smakołykiem, a potem pocałowała mężczyznę i siedzieli sobie dalej na ławce razem, przytuleni.

Misiątko przyglądało się wszystkiemu bardzo dokładnie i pomyślało, że po pierwsze — ma ochotę na kawałek czekolady, a po drugie — też chciało się przytulić do młodej kobiety na ławce. Wychyliło się więc jeszcze trochę bardziej z kubeczka i… Zakręciło mu się w głowie! Raz dwa trzy! Misiątko znalazło się w czyimś brzuszku.

W brzuchu było ciepło, słodko od czekolady i przyjemnie kołysało. Kiedy Misiątko usłyszało bicie serca, zrozumiało, że znajduje się w brzuchu swojej mamy. Kołysane, wsłuchiwało się w jej łagodny głos i śmiech. Teraz pozostało już tylko czekać na przyjście na świat.

To był zimny, zimowy dzień i mama misiątka musiała ubrać się w kurtkę jego taty, bo już nic innego na nią nie pasowało — taki miała wielki brzuch. Misiątko rosło w jej brzuchu i radośnie kopało od samego rana, próbując wydostać się na zewnątrz.

— Będziemy potrzebować kogoś, kto nam pomoże — powiedziała mama misiątka, głaszcząc tatę po głowie. — Nasze dziecko jest już wystarczająco duże, by przyjść na świat. Potrzebujemy teraz dobrej położnej i wygodnego, dużego łóżka.

Mama miała rację. Położna to osoba, która pomaga dzieciom, które chcą wyjść na świat z brzucha mamy. A kiedy już z niego wyjdą, kładzie dzieci u mamy na piersi, żeby ta mogła je przytulić i nakarmić.

Tata przygotował więc duże, miękkie łóżko i kupił do niego kolorową pościel w obłoczki i słoneczka, żeby małe misiątko było otoczone wesołymi kolorami od pierwszych chwil na świecie. Przyszła położna: wysoka, tęga kobieta z długimi, brązowymi włosami, uśmiechniętymi oczami i dołeczkami w policzkach.

Nie zajęło to dużo czasu, kiedy misiątku udało się wydostać z brzucha mamy. Rozejrzało się wokół.

— Aj, aj, sika! — roześmiała się położna, trzymając misiątko na rękach. — Jak mały strażak!

Rzeczywiście, misiątko z przejęcia obsikało położną, kocyk i podłogę.

— Zuch chłopak! — ucieszył się tata. — Może w przyszłości będzie gasił pożary, co?

Wszyscy zaczęli się głośno śmiać, a najgłośniej śmiała się mama misiątka, bo była najszczęśliwszą mamą na świecie.

— Proszę mi go pokazać — powiedział tata.

— Oczywiście, proszę podejść — powiedziała położna, która właśnie zawijała misiątko w czysty kocyk, żeby było mu cieplutko.

— Jaki śliczny nosek! — zachwycił się tata. — I jakie śliczne, malutkie stópki!

— Ma pan zdrowego syneczka — potwierdziła położna.

— Dajcie mi go, już nie mogę się doczekać — poprosiła mama.

Przytuliła misiątko mocno do piersi, żeby dziecko mogło nadal słyszeć bicie jej serca i nie lękało się. A misiątko ani myślało się bać, samo wybrało sobie przecież rodziców.

— Moje kochanie, moje jedyne, moje maleństwo, mój dzidziuś — szeptała mama delikatnie przytulając misiątko.

Tata siedział z boku i się przyglądał. Jego synek miał na głowie mnóstwo brązowych, mięciutkich włosków.

— Czy wszystkie dzieci są takie… kudłate? — zapytał położną.

Położna skończyła sprzątać to, co obsikało misiątko i usiadła wygodnie w fotelu.

— Nie wszystkie — powiedziała. — Ale każde dziecko jest inne. Jedne dzieci mają jasne włosy, inne ciemne. Niektóre dzieci są większe, inne mniejsze. Jedne są brązowe, inne różowe.

Dopiła swoją herbatę i wyszła, machając wszystkim na pożegnanie.

Mama, tata i misiątko zostali sami w domu. Tata ugotował pyszny obiadek, a do niego kompot z jabłek.

— Czy mogę popatrzeć, jak zmieniasz mu pieluszkę? — zapytał mamę.

— Oczywiście, kochanie. Podaj mi nowe ubranko.

Mama odwinęła misiątko z kocyka tak, że dokładnie było widać całe jego ciałko.

— Jest śliczny, kocham go najbardziej na świecie — powiedziała mama. — Tak długo na niego czekałam.

— Nie dziwisz się, że jest taki kudłaty? — zapytał tata z troską w głosie.

— Ani trochę. Będziemy go delikatnie czesać i kąpać. I bardzo kochać. Każde dziecko jest inne, a nasze jest po prostu takie tylko… No właśnie trochę bardziej… kudłate.

Tata westchnął.

— Jak go nazwiemy?

— Ja wiem? Taki mały niedźwiadek z niego. Mały miś. Michaś!

— Nazwijmy go Michasiem — zaproponował tata.

— Małym misiem, Michasiem — ucieszyła się mama.

A potem zdjęła Michasiowi pieluszkę i znowu wszystkich dokoła obsikał, co wzbudziło ogromną wesołość.

Misiątko się złości

Michaś obudził się rano, rozejrzał po swoim pokoju i poczuł, że musi natychmiast zawołać mamę.

— Mamooo! — krzyknął, najgłośniej jak się da.

Mama przybiegła natychmiast, zaspana.

— Co się stało, moje misiątko? — zapytała.

Michaś siedział na łóżku i marszczył nos.

— Chcę kakao — wyfuczał.

— I dlatego mnie zawołałeś?

— Tak!!! — krzyknął Michaś.

Zamiast od razu iść do kuchni, mama usiadła na łóżku i głęboko westchnęła. Przyjrzała się swojemu synkowi. Nadal miał zmarszczony nos, przez który fuczał. Obie piąstki zaciskał mocno.

— Michasiu, jest bardzo wcześnie rano. Nie krzycz, bo obudzisz tatusia. Oczywiście, że zrobię ci kubek ciepłego kakao. Nie rozumiem tylko, dlaczego krzyczysz, fuczysz i masz taką straszną minę.

— Bo miałem koszmar! — wyrzucił w końcu z siebie Michaś.

— Czyli taki zły sen? — upewniła się mama.

— Tak! Przyszedł tutaj Kubuś i niszczył wszystkie moje zabawki! A ja nie mogłem go powstrzymać! Rozumiesz? Nie dawałem rady, bo on biegał po pokoju jak jakiś robot i wszystkim rzucał!

— Michasiu — mama pogłaskała synka po główce. — To był tylko sen. To nie powód, żeby się tak zachowywać.

— Ale ja muszę. Muszę mamusiu kopać to łóżeczko, walić pięściami i krzyczeć. Rozumiesz mamusiu, to mi się tak samo robi!

I Michaś pokazał mamie, jak kopie w materac, uderza pięściami w poduszkę i ryczy jak lew.

— Zachowujesz się jak straszny lew — powiedziała mama.

— Tak! Jestem okropnym, straszliwym, ryczącym lwem!

— Nie, kochanie. Tylko zachowujesz się jak lew, bo po prostu czujesz złość.

— Złość?

— Tak. Czujesz złość, bo nie udało ci się wygonić z pokoju Kubusia.

Michaś westchnął raz i drugi i poczuł się odrobinę lepiej.

— Rozejrzyj się — przytuliła go mama. — W twoim pokoju nie ma żadnego psocącego chłopczyka. Jestem tylko ja, ty i twoje zabawki. A teraz przytul się mocno, bo zaraz pójdę ci zrobić kakao.

Michaś przytulił się do mamy, ale wciąż jeszcze trochę fuczał ze złości.

Wypił kakao i poszedł do przedszkola. A kiedy mama przyszła po niego po obiedzie, zastała swojego synka siedzącego w kącie sali, ze zmarszczonym ze złości nosem.

— Michaś jest coś dzisiaj nie w sosie — powiedziała na powitanie pani. — Złości się o byle co.

— Cóż — zmartwiła się trochę mama. — Dzieci tak się czasem zachowują. To przecież normalne, że taki mały chłopiec trudno sobie radzi ze sobą, gdy robi się zły jak lew.

Pani przedszkolanka uśmiechnęła się dobrodusznie i zawołała Michasia.

Michaś całą drogę do domu mocno tupał.

— Co się stało, moje misiątko? — zapytała mama.

— Nie mów do mnie misiątko! Nazywam się Michaś! I jestem zły jak lew!

— Widzę, że jesteś zły, bo znowu masz zmarszczony nosek, fuczysz i głośno tupiesz. Ale może powiesz mi, co się stało?

— Klementynka nie chciała mi dać się pobawić pociągiem.

— Może to była jej kolej na zabawę? Może wystarczyło poczekać?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 14.15
drukowana A5
Kolorowa
za 32.79