E-book
11.03
drukowana A5
27.77
Mimo że jesień — wieczna młodość

Bezpłatny fragment - Mimo że jesień — wieczna młodość

Przegląd twórczości Cz. III. Niech słowa tańczą


Objętość:
119 str.
ISBN:
978-83-8440-589-5
E-book
za 11.03
drukowana A5
za 27.77

O Autorce i jej twórczości

Mimo że jesień — wieczna młodość to czteroczęściowe najpełniejsze wydanie twórczości Barbary Śnieżek.


Barbara Śnieżek (Olech) ukończyła matematykę na UJ w Krakowie. Pracowała głównie na uczelniach i w szkole średniej. Jako poetka zadebiutowała w antologii Do jutra (2013). Autorka 10 książek z wierszami dla dorosłych i 3 dla dzieci, współautorka wielu antologii. Od 2014 r. należy do Regionalnego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Rzeszowie, gdzie 7 lat kierowała Sekcją Literacką, dla której opracowała dwie antologie. Uhonorowana Medalami: Brązowy Gloria Artis (2025), im. Jakuba Wojciechowskiego (2024), Zasłużony dla Kultury Polskiej (2020) oraz Nagrodą Prezydenta Miasta Rzeszowa (2024).


Niezwykle wnikliwą analizę twórczości Barbary Śnieżek prof. dr hab. Marek Nalepa zawarł w swoim eseju Chociaż już mnie czas nie kocha / ja w wir życia ciągle wpadam”. O poezji Barbary Śnieżek. Natomiast w recenzji tomiku Podszepty nocy Barbary Śnieżek prof. Marek Nalepa napisał: W swojej najnowszej książce zawarła liryczne realizacje gatunków wymagające dyscypliny i dokładności warsztatowej związanej z ich dystynkcjami strukturalnymi, takimi jak wersyfikacja, metrum, układy rymów, strofika etc. […] Staranność o formę wiersza pozwala jej wyciszyć do koniecznego minimum ekspresję emocji, a tym samym ustrzec się ideowej banalności i kiczowatości. […] Klasycy […] metryczną formę wiersza nazywali „błogosławionym ograniczeniem”, dzięki któremu wzrasta pojemność znaczeniowa komunikatu literackiego, i nie tylko literackiego, a samemu autorowi pozwala ono wyzwolić się z różnych nawyków, niekoniecznie korzystnych dla strony artystyczno-literackiej utworu. Wiersz miarowy jest bowiem podstawowym organizatorem porządku i ładu myśli…

Poezja tańcem duszy

Zapisz słowami

melodię duszy —

popłyną pieśnią.


Tymi wierszami

każdego wzruszysz,

gdy wersy tańczą.


Zapraszam — Barbara Śnieżek

I. Wietrzne harce

Roztańczona

(rondo)

A ja tańczę na łące, w zieleni

niespalonej żarem słońca jeszcze,

do nut z kropel w tęczy siedmiolinii

zapisanej przez wiosenne deszcze.


A ja tańczę

pośród letnich gorących promieni

i urokiem kwiatów zmysły pieszczę.

Albo z liśćmi w kolorach jesieni

razem z wiatrem do rytmu szeleszczę.


A ja tańczę

białą zimą z płatkami śnieżnymi,

nie przestraszą mnie mrozy złowieszcze,

pobrzękuję soplami srebrnymi,

chociaż czasem przenikają dreszcze.


A ja tańczę…

Wieczna młodość

Niech wieczna młodość w duszach nam tkwi,

zawsze spragniona, uczuciem drży.

Wciąż niespokojna i pełna marzeń,

dąży do celu i szuka wrażeń.

Ta wieczna młodość bez przerwy mknie,

nic jej nie wstrzyma, wie, czego chce.


Ona pośród obłoków

złotym słońca promieniem,

rześkim wiatru powiewem,

czystym górskim strumieniem.


Ona w niebios granacie

srebrnym blaskiem księżyca

nasze szlaki oświetla

i zmiennością zachwyca.


Urocza młodość przez wiele lat

niechaj nas wiedzie w cudowny świat.

Choć czas upływa i dni mijają,

lecz nasze dusze się nie zmieniają,

bo wieczna młodość nam w sercach gra,

póki żyjemy, niech zawsze trwa.


Ona wiosny zielenią,

białą zimą, jesienią

barwą liści urzeka —

żółcią, brązem, czerwienią.


Ona kwiatów rozkwitem

letnią porą czaruje,

wabi, tęskni, unosi,

piękną miłość zwiastuje.


Niech wieczna młodość w duszach nam tkwi,

zawsze spragniona, uczuciem drży.

Wciąż niespokojna i pełna marzeń,

dąży do celu i szuka wrażeń.

Ta wieczna młodość bez przerwy mknie,

nic jej nie wstrzyma, wie, czego chce.

Wietrzne wyczyny

(tautogram na „w”)

wirtuoz wiatr

w wiklinę wpadł

wygrywa w wiotkich

wierzbowych witkach


wiosłuje wśród

wezbranych wód

wybrzmiewa w wodospadach

wieńce wawrzynu wkłada


wznosi, wieje

wzdycha, wyje

w wiatrakach wibruje

wąwóz wydmuchuje


wiruje wzdłuż

wrzosowych wzgórz

wędruje wszerz, wychodzi wspak

wspaniały wszak wichrzyciel wiatr.

Przebudzenie / Zielone pola

Przebudzenie


z sennego bezdna niebytu

wracam ku rzeczywistości

w porannych zwiastunach świtu

wyzwalam się z nieważkości


mgławicę mleczną otrząsam

szeroko otwieram oczy

motylem lekkim podążam

niech życie dalej się toczy


Zielone pola

(stornel)


Zielone pola

po długiej zimie są już obudzone —

wydała plony wypoczęta rola.


Pola zielone,

gdzie sięgniesz wzrokiem, ciągną się dokoła

i chwali wiosnę radosny skowronek.

Wiosennie

poranny świt

rozświetlił w mig

ponurą ciemność nocy

radośnie tak

zaśpiewał ptak

melodią zauroczył


zaszumiał wiatr

do sadu wpadł

przywodząc zapach kwiatów

obudził się

pogodny dzień

i to jest wiosny atut


więc z wiarą wchodź

chwytając moc

niech spełnią się marzenia

wytężaj wzrok

i postaw krok

wciąż bliżej przeznaczenia


wytyczaj cel

miłością dziel

uśmiechaj się do ludzi

bo wiosna jest

jak wino śpiew

nadzieje wszelkie budzi

Wiosenne ożywienie

Stoją w sadzie panny młode

kwieciem wystrojone

wabią wonią i urodą

pszczoły niezliczone


Na rabatkach też ruch wielki

w kwiatkach kolorowych

uganiają się motylki

istny zawrót głowy


Nad zielono-żółte łąki

od kwitnących mleczy

nadleciały różne bąki

nektarem się cieszyć


A po stawie brodzi bociek

wyławiając żabki

dla maleńkich jego pociech

przysmak to nierzadki


Las rozbrzmiewa ptaków trelem

gniazdka sobie wiją

zapraszają na wesele

stają się rodziną


Tak to wiosna ze snu budzi

calutką przyrodę

jest nadzieją też dla ludzi

i wiarą w odnowę

Spotkanie z wiosną

Stąpam bosą stopą po wilgotnej trawie,

wchłaniam pełną piersią tę chwilę radosną

rześkiego poranka. Podglądam ciekawie,

jak budzi się życie… — Witaj, piękna wiosno!


Po przelotnym deszczu zapachy świeżości

rozsiewasz dokoła znad pobliskiej łąki.

Ptaki uczysz pieśni o wielkiej miłości,

a kwiatom rozchylasz różnobarwne pąki.


Młodziutką zielenią stroisz drzewa, krzewy.

Powiedz, skąd pomysły i siły tworzenia?

— Przecież długo spałam, dużo we mnie werwy,

dlatego pracuję, a świat trzeba zmieniać.


Mam duszę artysty, lubię tańczyć, śpiewać,

malować kolory, uszczęśliwiać ludzi,

więc gdy tylko słońce zaczyna przygrzewać,

staram się przyrodę calutką pobudzić.

Konwaliowo / Bieszczadzki świt

Konwaliowo


Szerokie liście nisko się ścielą

pośród zieleni dzwoneczki drobne

mocnym zapachem nęcą nadobnie

i zachwycają niewinną bielą.


Cicho cichutko całkiem bezgłośnie

drżąc delikatnie z powiewem wiatru

wdzięcznym zalotnym pląsem do taktu

nucą radosną piosnkę o wiośnie.


Bieszczadzki świt


Bieszczadzki pejzaż budzi się czarami.

Doliny mglistą zasłoną spowite —

tiule rozkłada przeźroczysta pani —

otula pola, łąki, lasy, szczyty.


Oddechem ziemia piersi gór unosi,

drży z podniecenia spragniona pieszczoty,

cichym westchnieniem chłodne niebo prosi,

czeka na słońca ciepły, czuły dotyk.


A ono zsyła promienie złociste,

rozprasza mroki, rozrzedza mgieł woal,

potokom iskrzy powierzchnie faliste,

wszystko, co żywe, już do czynów woła.

W Karpatach wschodzi słońce

(strofa spenserowska)

Już wschodzi słońce i w Karpatach dnieje,


nieboskłon płonie w żółciach i czerwieni.


Mrok coraz rzadszy, horyzont jaśnieje,


powoli cały pejzaż się wyłoni.


Z mgieł wyrastają zarysy połonin,


skalistych szczytów w całym majestacie,


srebrzą się wstęgi szemrzących strumieni,


a gór podnóża toną w cudnym kwiecie.


Kto ów widok zobaczy, zamiera w zachwycie.

W tatrzańskiej dolinie

W tatrzańskiej będąc dolinie,

zaszyj się w zieleń jej traw,

gdzie woda żlebami płynie,

a kresem nurtu jest staw.


Zachwycaj oczy szczytami

tnącymi nieba błękit,

upajaj się widokami,

wyłapuj wszystkie dźwięki.


Posłuchaj cichej muzyki,

którą na smrekach gra wiatr

i strumień pluszcze kamykiem,

symfonię niosąc od Tatr.


Pośród tej ciszy na łące

z owadów głośnym rojem,

w harmonii wspaniale brzmiącej

ukoisz myśli swoje.

Żabie Szczyty

Nad szczytami Tatr hula sobie wiatr.


Sprawdza góry, liczy stawy,

szarpie chmury dla zabawy,

aż w dolinę wpadł i tam cicho siadł.


Znów szybuje hen wysoko,

przelatuje Morskie Oko,

obok Czarny Staw, a w nim pełno żab.


Wszystkie żaby wędrowały,

dla parady przysiadały

na gór szczytach. Tam jest ich cały kram!


Stąd powstały Szczyty Żabie

i przetrwały wieki prawie.

Teraz nazwy gór śpiewa żabi chór.


Z drugiej strony Żabich Szczytów

wiatr zdziwiony dojrzał, że tu

aż dwa stawy są z żabią nazwą tą


i Dolina Żabią zwana…

To nowina niesłychana!

Czemu pełno żab jest wśród szczytów Tatr?!

Błogi spokój

Ciche szepty letniej nocy

płyną w dal przestrzenną.

Błogi spokój zauroczy

wyobraźnię senną.


Śmielej snują się marzenia

w Orfeusza splocie

i poezji tęskne brzmienia

koją myśl w pieszczocie.


Uchylonym wpada oknem

dźwięk muzyki z dala…

Wchłania chwile te ulotne

kołysząca fala.


Majaczenia pod powieką

tworzą mdłe obrazy,

kolorami się obleką

wśród nocnej ekstazy.


Rozwarła się otchłań mroku,

nie słychać odgłosów.

Spowija sen błogi wokół —

nastał czas chaosu.

Niebawem… / Zachwyt

Niebawem…


niebawem słońce dotknie już ziemi

wiązką ostatnich jasnych promieni

i łuną niebios błękit rozpłoni


przejrzy się w lustrze głębokiej toni

by wkrótce całkiem zaniknąć z granic

w horyzontalnej morskiej otchłani


Zachwyt

(krescent)

O,

jakże

wspaniały

zachód słońca!

Barwi niebiosa

łuną promienistą,

a odbicie lustrzane

w tafli oceanu wzmaga

wrażenie niezwykłego piękna,

wzbudzając naszą ekstazę czystą.

Zachody inspirują

(strofa saficka mniejsza)

Słońce wysyła ostatnie promienie,

rozpala niebo nadzwyczajnym blaskiem,

zmierzch już zapada i wyzwala cienie —

z wolna dzień gaśnie.


To dla poetów pora wzniosłych natchnień —

słowa się cisną wezbranym potokiem

i dla malarzy czas zachwytów, wrażeń —

są pod urokiem.


Wówczas się rodzą najpiękniejsze wiersze,

na płótnach cudne powstają obrazy,

a zakochani dają coraz śmielsze

uczuć wyrazy.


Muzycy stroją swoje instrumenty,

by komponować nokturny wspaniałe,

każdy artysta jest jak wniebowzięty —

tworzy wytrwale.

Echo

Ukryło się echo w zielonej dąbrowie,

w gęstej leśnej głuszy, pomiędzy listowiem

i wszystkich przedrzeźnia, i głosy powtarza,

wiernie naśladuje, albo je przetwarza.


Gdy głośno zawołasz: — Hop, hop! Hejże, hura! —

ono odkrzykuje: — Ho, ho! Ejże, ura!…

I dźwięk się odbija, i leci daleko,

bo na tym polega echo, echo, echo…


Gdzie się kryjesz, echo, powiedz mi, gdzie jesteś?

Ono odpowiada: — Jesteś, jesteś, jesteś…

Poczekaj tam na mnie, zaraz cię poszukam!

A echo żartuje: — Szukam, pukam, kukam!…

Idzie Jesień

To już wrzesień! Idzie Jesień,

kwiatów bukiet niesie.

Zamyślona i stęskniona

błąka się po lesie


Kolorami, marzeniami

drzewa wystroiła.

Oby złota, a nie słota

dłużej z nami była.


Owoc darem, pod ciężarem

gałąź się ugina.

Cicho w sadzie, mgła się kładzie,

błyszczy pajęczyna.


Idzie Jesień, rudość niesie,

strąca liście z drzewa.

Pędzą chmury i wichury,

ptak już rzadziej śpiewa


Poszarzało i wylało

niebo łez tysiące.

Lecz zza chmury poprzez dziury

zaświeciło słońce!

W jesiennym słońcu

Łagodne słońce muska złociście

pocałunkami zielone liście.

Drżą ze wzruszenia i się rumienią

żółcią i brązem, złotem, czerwienią.


Wiatr je do tańca muzyką prosi,

porwał i teraz w górę unosi.

Barwnie wirują lekko nad ranem.

Wkrótce zmęczone spoczną dywanem


i zaszeleszczą nam pod stopami,

zadziwią swymi opowieściami

o wietrze, słońcu, wiośnie i lecie…,

więc posłuchajcie, gdy tam będziecie.


Dopóki dzionki wabią słoneczkiem,

wyruszcie jeszcze gdzieś na wycieczkę,

bo potem przyjdzie czas niepogody,

nastaną wichry, słoty i chłody.

Tańcz wietrze!

Hej! Tańcz, wietrze szalony,

po ziemi i po niebie,

szarp w gałęziach, jak w struny

i zatracaj się w śpiewie.


Zrywaj liście ostatnie,

które w słońcu się mienią,

wspominając dni letnie,

lewitują nad ziemią.


Jeszcze chwilę wirują,

zachwycają kolorem,

niczym ptaki szybują,

układają się wzorem.


Hej! Tańcz, wietrze swobodny,

graj w drzew nagich konarach,

dopóki dzień łagodny,

póki jesień się stara.


Gdy nastaną już deszcze,

stracisz urok i wszystko,

nikt nie powie: „Wiej jeszcze!”,

tylko: „Wstrętne wietrzysko”.

Wietrzne harce

Wiatr rozbujał w parku drzewa —

swą piosenkę skoczną śpiewa.

Rozkołysał wiotkie trawy,

porwał krzewy do zabawy.


Brzoza cała się chybocze,

rozpląsała w rytm warkocze.

Młoda wierzba zapłakała,

długie witki pogmatwała.


Klon w podskokach liście gubi,

których rzeźbą wciąż się chlubi.

Świerk pochyla czub w ukłonach.

Leszczyna też rozbawiona.


Dąb choć stary, ale jary,

prosi lipę w tan do pary.

Poplątali już gałęzie,

aż strach myśleć, co to będzie?!


Igiełkami sosna trzęsie…

Tańczy falą staw na rzęsie,

a łabędzie po nim białe

w takt żeglują doskonale.


Teraz gwiżdże wiatr w konarach

i usilnie tak się stara,

by zapiszczeć na fujarce,

utrzymując wietrzne harce.

Symptomy jesieni

okryły chmury

niebo pierzyną

jest dzień ponury

upał przeminął


ranek rozściela

mgliste firanki

wznoszącą bielą

zraszając łąki


szarość jesienna

w krąg dominuje

pogoda zmienna

słońca brakuje


liście na drzewach

żółkną rdzewieją

ptak rzadziej śpiewa

wiatry wciąż wieją


łan zbóż skoszony

pusto na polach

zebrane plony

zorana rola


kusi nas jeszcze

owoc w ogrodach

rzęsistym deszczem

płacze przyroda

Październik / Jesienna szaruga

Październik


Mgliste poranki, chłodne wieczory

i łagodniejsze słońca promienie

malują pejzaż w ciepłe kolory.

Dzień coraz krótszy — lato wspomnieniem.


Coraz smutniejsza jest pani jesień,

więc często płacze z braku uniesień.


Jesienna szaruga

(stornel)

Jesienna szaruga

mgieł snuje welony, dżdżu dawka niezmierna,

wiatr chłodem przenika, dzień krótki, noc długa.


Szaruga jesienna —

smutek, melancholia, żałosna paskuda

i na rychłą zmianę nadzieja daremna.

Burza / Nawałnica

Burza


niebo

ciężkie

poczerniało

jęzory ogniste

z hukiem wyrzuca

rozszalała nawałnica

wylewając z chmur

wodę strugami

łamie drzewa

potokami

płyną

ulice


Nawałnica


Poczerniało niebo ciężkie

i wyrzuca ognia wstęgi,

wybuchają gromy wielkie

jak niezwykły zew potęgi.


Wokół ciemno i ponuro,

rozszalała się ulewa,

wertepami gna wichura,

ugina i łamie drzewa.


Nieustanne błyski, grzmoty,

szumią groźnie dzikie knieje

i wezbrane rwą potoki —

aż strach patrzeć, co się dzieje.

Pierwszy śnieg

Wiatrem nocy cień rozproszony — zbladł.

Obudzony dzień zastał biały świat.

Śnieg spadł leciutko,

usiadł cichutko,

otulił watą ziemię calutką,

jak białą szatą ślicznie, równiutko.


I wszędzie biało; niebo z ziemią

razem się zlało, cichutko drzemią.

A środkiem lasu,

szukając czasu,

bieży strumyczek lodem nieścięty

i o kamyczek pluska, zawzięty.


Śnieżek puszysty drobniutko leci

złoty, srebrzysty, na słońcu świeci.

Zaśnieżony bór —

jak zaklęty dwór.

Jodła króluje ze świerkiem wspólnie;

rządy sprawuje trochę ogólnie.


Drzewa wierzchołki chylą w ukłonie

i jak pachołki spuszczają dłonie.

Chociaż zniżone

i przygarbione,

a jednak dumne z swego odzienia,

jakby rozumne były stworzenia.


Sosny-matrony igły ukryły

pośród korony, futrem pokryły.

Brzozy-panienki

w białe sukienki

przybrane stoją. Do nich to klony

i miny stroją, i ślą ukłony.


Kiedy już wstały nieznośne kruki,

śnieg otrzepały, gdzie rosną buki;

te nagie stoją,

zimy się boją!

Nawet krzewiny, trawki uschnięte

mają szubiny*, są owinięte.


Lis, czy też zając śnieg z krzewu strącił

i umykając ciszę zamącił.

Znów spada kulka,

to ją wiewiórka

kitką wymiotła ze swej kryjówki,

teraz ta miotła strząsa śnieg z główki.


Płateczki śniegu jak gwiazdki lecą,

w szalonym biegu migocą, świecą.

Białe okruszki

jak małe muszki

to w prawo, w lewo ukołysane

wzlecą na drzewo, umilkną same…

*szubina — utworzone od słowa „szuba”.

Szuba — obszerne, długie okrycie wierzchnie podbite futrem, używane od XVI w.

Zimowy abecedariusz

Ale

Biało!

Cały

Dzień

Esy —

Floresy,

Gwiazdki,

Hieroglify,

Igiełki

Jodełki,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 11.03
drukowana A5
za 27.77