Operacja opolska
Operacja opolska, nazywana w rosyjskiej historiografii „marcową” lub „górnośląską”, była to ofensywa przeprowadzona przez Armię Czerwoną — wojska I Frontu Ukraińskiego w dniach od 15 do 31 marca 1945 roku. Jej głównym celem była likwidacja opolsko-raciborskiej grupy wojsk niemieckich, a tym samym eliminacja zagrożenia lewego skrzydła wojsk radzieckich oraz uniemożliwienie potencjalnego uderzenia, które mogłoby odblokować oblężony Wrocław. Jednym z najważniejszych elementów tej operacji było uderzenie 21 Armii i wspierającej ją 4 Armii Pancernej Gwardii z rejonu Grodkowa w kierunku Nysy i dalej Prudnika. Zgrupowanie to, nazywane północnym lub opolskim, miało w tej ostatniej miejscowości połączyć się z działającym równolegle grupowaniem południowym, czyli raciborskim. W ten sposób, po zrealizowaniu założonych celów, w kotle znalazłaby się Grupa Korpuśna „Schlesien” i część XI Korpusu 1 Armii Pancernej. W dalszej perspektywie zakładano całkowite rozbicie 1 Armii Pancernej oraz dotarcie do czeskiej Ostrawy. Planowane natarcie tak scharakteryzował generał Dmitrij Leluszenko:
(…) Zadanie wojsk w operacji górnośląskiej różniło się od poprzednich tym, że naszą armię pancerną czekało przerwanie obrony przeciwnika wspólnie z piechotą tylko na początku samej operacji. Zaraz po przerwaniu obrony mieliśmy się oderwać od oddziałów strzeleckich i szybko podążać w rejon Prudnika i Białej, aby wraz z 59 Armią gen. Korownikowa zakończyć okrążenie nieprzyjacielskiego ugrupowania. (…)
Chwilę wytchnienia po styczniowym pogromie Niemcy wykorzystali w celu reorganizacji i uzupełnienia własnych oddziałów oraz przygotowania odpowiedniej obrony. Pod koniec lutego oraz w marcu 1945 roku pozycje niemieckie były cały czas rozbudowywane.
Jeśli chodzi o rejon Grodkowa wspomniała o tym w swoim pamiętniku mieszkanka Nysy, Grete Hoffmann,
10 marca 1945 r.
Wczoraj w urzędzie pewien kolejarz opowiedział nam, że w Kopicach widział okopy, przy których prace ukończono w tym tygodniu. To z kolei pozwoliło rozpanoszyć się Rosjanom. Jednak dość szybko przybyła tam artyleria, która polowała na tychże nieproszonych gości.
Strukturę tego systemu obronnego w następujący sposób scharakteryzował profesor Damian Tomczyk:
(…)Niemcy zbudowali w tym czasie — poza umocnieniami typu polowego i zaporami inżynieryjnymi na przednim skraju — dość mocne punkty oporu na tyłach i przygotowali do długotrwałej obrony większość miejscowości, a nawet poszczególne domy. Gęsta sieć zabudowań umożliwiała hitlerowcom ostrzeliwanie ogniem artylerii i karabinów maszynowych całej prawie przestrzeni między nimi. W lukach między poszczególnymi miejscowościami zostały wykopane transzeje i zbudowane zapasowe stanowiska ogniowe. Punkty oporu, będące kośćcem taktycznej głębokości obrony niemieckiej, urzutowane były w głąb na 20—25 km. (…)
Ten system obronny uzupełniono gęstym zaminowaniem. Pola minowe budowano według następujących zasad: 52 % min przeciwpiechotnych (43 % naciskowych i 9 % z naciągiem) oraz 48 % min przeciwczołgowych. Tak skonstruowane liczyły od 4 do 12 rzędów i miały 24, 48, 72 lub 96 metrów długości. Gęstość zaminowania wynosiła od 1000 do 4000 min na 1 km2. Jak stwierdził dowódca 1 Frontu Ukraińskiego marszałek Iwan Koniew: (…) min było przed nami mnóstwo, Niemcy poutykali je wszędzie, gdzie się tylko dało.(…)
Ze źródeł niemieckich wynika, że na grodkowskich odcinku było tak spokojnie, iż ludność niemiecka ewakuowana na przykład do Nysy — wracała do okolicznych wiosek po ukrytą żywność. Rosjanie osiągnęli swój cel — wywiad niemiecki nie zdołał ustalić, że do Grodkowa przerzucono oddziały 4 Armii Pancernej, które wzmocniły stacjonujące tam jednostki 21 Armii Ogólnowojskowej, 4 Korpusu Pancernego Gwardii oraz 5 Armii Gwardii. W tym przypadku słynna radziecka maskirowka, czyli zabezpieczenie operacji bojowych polegające miedzy innymi na ograniczeniu do minimum ognia na pozycjach oraz „ciszy w eterze”, dala wspaniałe rezultaty. Jak już wcześniej wspomniano — zgrupowanie to, nazywane północnym lub opolskim, miało uderzyć na Nysę oraz Prudnik i w tej ostatniej miejscowości połączyć się z działającym równolegle grupowaniem południowym, czyli raciborskim. W ten sposób, po zrealizowaniu założonych celów, w kotle znalazłaby się 56 Korpus nazywany Grupą Korpuśną „Schlesien”. W dalszej perspektywie zakładano całkowite rozbicie 1 Armii Pancernej oraz dotarcie do czeskiej Ostrawy.
Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem ofensywy lotnictwo radzieckie rozpoczęło szereg akcji nękających, skierowanych na ważne obiekty militarne, węzły komunikacyjne i zakłady przemysłowe w pasie od Jeleniej Góry po Racibórz. Jak podaje Bolesław Dolata, w tym okresie radzieckie bombowce wykonały 8747 nalotów. Oczywiście ataki te były tak planowane, aby nie zdemaskować miejsca ewentualnego uderzenia.
W przeddzień ataku „pracownicy polityczni” starali się „podbudować” ducha bojowego czołowych oddziałów i zmobilizować żołnierzy do jak największego wysiłku.
Przed ofensywą
Przygotowania
W trakcie przygotowań do kolejnego uderzenia 117 Korpus Strzelecki otrzymał 5134 ludzi w ramach uzupełnienia. Rozdzielono ich następująco: 72 Dywizja — 2794 ludzi, 120 Dywizja Strzelecka — 913 ludzi, 125 Dywizja Strzelecka — 1427 ludzi. Tylko 25% z nich posiadało doświadczenie bojowe. Nawet po tych uzupełnieniach średnia liczba żołnierzy w kompaniach nieznacznie przekraczała 60 osób. Ostatecznie dywizje korpusu posiadały do dyspozycji następującą liczbę żołnierzy: 72 Dywizja Strzelecka — 3951, 120 Dywizja Strzelecka — 3703, a 125 Dywizja Strzelecka — 4491.
Od 9 marca 1945 roku artyleria poszczególnych dywizji 117 Korpusu Strzeleckiego zaczęła zajmować pozycje ogniowe na wysokości planowanego przełamania. Dwa dni później dołączyła do niej artyleria pułkowa. Rozpoczęto szeroko zakrojone przygotowania do organizacji przyszłego wsparcia ogniowego piechoty. 12 marca 1945 roku odbyło się szkolenie dla oficerów — dowódców oddziałów i pododdziałów wszystkich szczebli, w trakcie którego szczególny naciski kładziono na współdziałanie oraz organizację natarcia przy wsparciu czołgów lub dział samobieżnych. W następnych dniach zapoznawano żołnierzy z pancerfaustami. Poszczególne pułki dysponowały od 100 do 250 sztuk tej zdobycznej broni przeciwpancernej i dlatego dowódcy zostali zobligowani do wyznaczenia 30—35 żołnierzy — niszczycieli czołgów wyposażonych w pancerfausty. Pojawił się jednak problem. Zwiad nie zdołał w pełni rozpoznać zgrupowania oraz systemu ognia nieprzyjaciela na odcinku planowanego natarcia. Nie udało się ustalić pełnego przebiegu pierwszej linii obrony niemieckich oddziałów. W związku z tym dowódca korpusu 13 marca 1945 roku wydał rozkaz wyznaczenia w każdej dywizji jednego, pierwszorzutowego batalionu, które miały ruszyć do walki przed uderzeniem sił głównych o godzinie 6.00 15 marca 1945 roku. Zadania tych batalionów zawarte w rozkazie wyglądały następująco:
(…) 1. Dowódcy 72 Dywizji Strzeleckiej nakazuję rankiem 15 marca 1945 roku czołowym batalionem 133 Pułku Strzeleckiego przerwać przedni skraj obrony przeciwnika. Zdobyć Leśnicę i tam okopać się do chwili nadejścia sił głównych. Batalion ma prowadzić zwiad wzdłuż szosy, na zachód i południe oraz przechwycić jeńców.
2. Dowódcy 125 Dywizji Strzeleckiej nakazuję rankiem 15 marca 1945 roku czołowym batalionem 657 Pułku Strzeleckiego przerwać przedni skraj obrony przeciwnika i opanować obsadzone, bezimienne wzgórze na północ od Kopic / 1673/ oraz drugą linię okopów koło Kopic. Umocnić się na zajętym obszarze i oczekiwać na dotarcie sił głównych. Prowadzić zwiad w kierunku wschodnim, południowo wschodnim i południowym. Zdobyć jeńców.
3. Do każdego czołowego batalionu przydzielić dwa czołgi lub działa samobieżne, które zaczną natarcie w chwili uderzenia artyleryjskiego i dościgną piechotę z rubieży nie mniej niż cztery kilometry od linii frontu.
4. artyleria — każdy czołowy batalion wspierać ogniem co najmniej dwóch pułków artylerii. Przed atakiem przeprowadzić nawałę ogniową przez 10 minut. (…)
Rozkaz ten oznaczał zmianę zaplanowanego przygotowania artyleryjskiego. Zamiast 85 minut miało ono trwać najpierw 10 minut, a przed uderzeniem sił głównych — 40 minut.
O wadze planowanego uderzenia świadczyło istotne wsparcie sił pancernych oraz artylerii samobieżnej. W rejon Grodkowa (wówczas Grottkau) skierowano 62 Brygadę Pancerną Gwardii pułkownika Siergieja Denisowa, która po uzupełnieniach na początku marca 1945 roku dysponowała 60 czołgami T-34 i 1200 żołnierzami. 14 marca 1945 roku w lesie, 1,5 kilometra od Grodkowa, skoncentrował się 1 Batalion Czołgów, liczący 13 maszyn oraz przydzielone do niego pododdziały: bateria z 1222 Pułku Lekkiej Artylerii Samobieżnej (5 dział samobieżnych), dwie kompanie z 72 Samodzielnego Pułku Czołgów Ciężkich (10 czołgów IS-2) oraz dwa działa 100 mm i 12 armat przeciwlotniczych 37 mm.
Na pozycjach w pobliżu Grodkowa znalazły się przydzielone do brygady: dywizjon z 34 Brygady Artylerii Gwardii (12 dział 120 mm), pluton czołgów z trałami z 92 Inżynieryjnego Pułku Pancernego i dywizjon z 3 Dywizji Zmechanizowanej Gwardii (12 M-31).
Charakterystyka niemieckiej obrony
Odcinek zaplanowanego przełamania był broniony przez 45 Dywizję Grenadierów Ludowych generała majora Richarda Daniela (45 Volksgrenadier-Division), która jeszcze nie zdołała w pełni odtworzyć swojej zdolności bojowej po rozbiciu w walkach nad Wisłą w styczniu 1945 roku i w zasadzie składała się z połączonych grup bojowych. W marcu 1945 roku została pośpiesznie podporządkowana XVII Armii i skierowana na front. Tak ją charakteryzował sowiecki wywiad:
(…) Dywizja została skompletowana z kompanii marszowych, policyjnych i żandarmerii. (…) Zgrupowanie wroga wspierało 5 baterii artylerii z 98 Pułku Artylerii 45 Dywizji Grenadierów Ludowych. (…)