Melancholia końca świata

Bezpłatny fragment - Melancholia końca świata


Objętość:
49 str.
ISBN:
978-83-8126-455-6

melancholia końca świata

mauretański król zakochał się w nordyckiej księżniczce

drzewa oliwne

pomarańcze

migdałowce

w kasynie w Estoril żydzi grają w ruletkę z nazistami

stromy

skalisty brzeg

latarnia morska

melancholia końca świata

zapach oceanu

sardynki z rusztu

słońce powoli rozgrzewa każdą część mojego ciała

ona tęskni za ośnieżonymi szczytami

kobieta ubrana na czarno śpiewa pieśni fado

kurs starożytnego majańskiego masażu brzucha

milczące wody jeziora Atitlan proszą Maximona o szczęście

uwierzyć płomieniom czytając z ognia

kakczikel

nic nie rozumiem

u Rosity dziś prymicja

konwulsje

krzyk

piana z ust

uwolnienie

oczyszczenie

prysznic dla duszy

lęk wypełnia pustkę

natura nie znosi próżni

wedle w nocy

nie jestem głodny abyś przyszedł do mnie

złośliwy dajmon szepce mi do ucha

mydło

powidło

abażur

kredens

po nocy przyjdzie dzień

w nocy przeżywam tragedie

wszystko staje się straszniejsze

krwiste wyraziste kolczaste

bezradność i osamotnienie

piasek sypie mi się do oczu i gardła

gałęzie drzewa przypominają głodne ręce

polują na ptaki i karmią się ich cierpieniem

ukojenie przychodzi rankiem

Jej usta ukarminowane ciszą

niewypowiedziane słowa kołyszą mnie do snu

stopklatka

skrawek nieba

przez okno


zamknięte oczy

sen na jawie


pachnące lasy

sufit ściana


zielone łąki

herbata jak absynt


słoneczne rabaty

stopklatka

pontefractum melancholicum

w sercu melancholijnego lasu

wciąż tkwię w przeręblu

promienie słońca na wyciagnięcie ręki

pościel pachnąca nagim ciałem

czarna kawa podana o poranku

obejmij jak umiesz tylko ty

zanurzam marzenia w lodowatej wodzie

nieskończone dzieła nosze w sobie

tężeją i kurczą się w głowie

by już nigdy się stamtąd nie wydostać

flebotomia

uzdrowicielka znachorka babka szeptunka

molfar szepce coś do ucha

magiczna pieśń szamana ayahuasca

przeprowadzi mnie przez noc

opuszczę swoje ciało

powędruję w odległe miejsce

do krainy saamów

którzy zatrzymają krew

w moich żyłach płynącą

czmychnę do namiotu

obetnę sobie język

przestanę używać słów

by doświadczyć głębszej obecności

zacznę słuchać i widzieć rzeczy takimi jakimi są

odgadnę kocie myśli

zaklęte w kłębkach wełny

na szczycie

z miłością i tęsknotą jak dziecko do kolan matki

wspinam się każdego dnia od nowa

by tylko dotknąć triangułu chińskiego

znów mijam czorten kolejna stacje na mojej drodze krzyżowej

na szczycie oczyszczony i wolny

staję się cząstką natury

i nie ma nic piękniejszego

niż perspektywa otwartej przestrzeni

aż po horyzont

zamknięty

nie ma znaczenia kim byłem

przedtem i kim będę potem

chwile zwątpienia pojawiają się

i znikają z każdym kolejnym dniem

pustka nicość próżnia

twarze nieskażone procesem myślowym

kambryjski trylobita kredowy amonita

anioły i wróżki przychodzą nocą

jeśli nie jest zimno zabierają mnie daleko stąd

iumma umo sigma draconis epsilon indi

kraj rad

krajem rad dupę

podcierali w wojsku

przez dupę do głowy

tak się zrodziła

miłość do czytania

gdybym

gdybym znał się na prawie

to bym tutaj nie siedział

a ja znam się tylko

na wyciskaniu sztangi

i kobiecych łez

penfro

zamykam oczy

nakrywa mnie fala

i znosi na skały

chwytam się wodorostów


hiraeth wciąż we mnie

jak w dziecku

za zielenią wzgórz

morskim wiatrem

przestrzenią i wolnością


wyjadę na koniec świata

gdzieś między górami a morzem

zasadzę jarzębinę

wymaluję dom byczą krwią


stojąc po szyję w wodzie

recytował będę psalmy

tonie

to nie wiersz

to tusz z długopisu

wylał się w kieszeni

moich spodni

grubaska szła ulicą

w kozakach na obcasach

było lato

dmuchane wieloryby & two black exotic dancers

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.