Ta książka naprawdę mnie zaskoczyła. Spodziewałam się fajnej opowieści o egzotycznej wyspie, a dostałam coś dużo więcej niż zwykłą relację z podróży.
Mauritius – tylnymi drzwiami do raju czyta się jak rozmowę z kimś, kto zna to miejsce od środka i chce je pokazać bez lukru i bez pocztówkowych filtrów.
To nie jest przewodnik w stylu „tu idź, tam zjedz”. To raczej historia o Mauritiusie takim, jakim jest naprawdę, z codziennym życiem, ludźmi, ich historiami i kontrastami, które sprawiają, że ta wyspa jest tak ciekawa.
Pani Kasia świetnie oddaje klimat miejsca: można niemal poczuć zapach jedzenia z ulicznych straganów, usłyszeć gwar rozmów i zobaczyć ten cały kolorowy miks kultur.
Bardzo podobało mi się to, że wszystko jest napisane lekko i naturalnie. Bez zadęcia, bez udawania eksperta od „raju na ziemi”. Są momenty zabawne, są też takie, które skłaniają do refleksji — o podróżowaniu, o patrzeniu na inne kraje z większą uważnością, o tym, co zostaje w głowie po powrocie.
Polecam tę książkę każdemu, kto lubi podróże, ale niekoniecznie te hotelowe i instagramowe. To świetna lektura zarówno dla osób, które marzą o Mauritiusie, jak i dla tych, którzy chcą po prostu przeczytać dobrą, wciągającą historię. Po tej książce Mauritius przestaje być tylko „rajem z katalogu” — staje się miejscem, które naprawdę chce się zrozumieć.