E-book
7.88
drukowana A5
35.93
Maska

Bezpłatny fragment - Maska


Objętość:
153 str.
ISBN:
978-83-8440-336-5
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 35.93

Wszystkie postacie i wydarzenia w książce są fikcyjne. Książka przeznaczona dla Dorosłego Czytelnika.

Życzę przyjemnie spędzonego czasu z książką.

W podróży

W powietrzu unosił się przyjemny chłód morskiej bryzy. Statek mknął u wybrzeży Emiratów Arabskich i zmierzał z Dubaju w stronę Abu Zabi. Później z Abu Zabi miał płynąć do Dauha i w Maskat zakończyć swój rejs. Na statku wycieczkowym przebywali nie tylko podróżni, których celem był wypoczynek, ale i kupcy oraz biznesmeni wsiadający w każdym z portów w celu załatwienia swoich spraw służbowych. Stanowili nieliczne grono, jak zazwyczaj na zwykłym statku pasażerskim, ale zauważalne. Zapewne te osoby zakupiły bilet w ostatniej chwili i z braku miejsc na innych statkach skorzystały z wycieczkowca, który być może okazał się ich ratunkiem. Pokaźna liczba pasażerów relaksowała się w wybrany przez siebie sposób. Jedni dla swojej wygody korzystali z basenów, liczne grano — zwłaszcza panów — zasiadało w kasynie, nieliczni oglądali film w kinie, a większość po prostu siedziała przy stolikach i delektowała się widokiem za burtą, racząc się chłodnym trunkiem i prowadząc spontaniczne rozmowy. Ostatnią wersję relaksu wybrały Joanna z Emmą.

Pół roku minęło od śmierci Tomasza, kiedy to pierwszy raz od wielu lat Joanna wybrała się na wczasy. Do podróży zachęciła ją ukochana pasierbica. To za jej namową wybrała Dubaj na miejsce wypoczynku. Emiraty i sąsiednie kraje gwarantowały pogodę, a słońce, które uwielbiała — doskonały relaks. Obie kobiety nie widziały się pół roku. Emma ze względu na obowiązki służbowe nie przyjechała do Gdańska do Joanny. Przyleciała z Nicei i miała w Warszawie przesiadkę na lot do Dubaju. Trzyipółgodzinny postój to było dla niej za mało, żeby zaraz po przylocie wybrać się na miasto, dlatego czekała z utęsknieniem w hali odlotów na Joannę, która do Warszawy jechała własnym samochodem z Gdańska. Na pięć minut przed odprawą spotkały się w hali. Joanna poczuła się szczęśliwa na widok Emmy siedzącej z kubkiem kawy na krzesełku. Kobiety przywitały się serdecznymi uściskami i ruszyły z bagażami do odprawy. Z lotniska Chopina poleciały do Dubaju, gdzie rozpoczął się rejs wielkiego, luksusowego statku. Joannie — kobiecie przed pięćdziesiątką — odpoczynek był potrzebny jak nigdy, bo po przeprowadzce do Gdańska nie ruszała się prawie nigdzie. Jedynie z mężem od czasu do czasu spędzała weekend nad samym morzem. Ten rejs to była jej wymarzona podróż. Kobieta czuła silne zmęczenie, być może już związane z wiekiem, ale trzeba przyznać, że nawał obowiązków w pracy też dawał się odczuć fizycznie i psychicznie. Zdecydowanie musiała się gdzieś wyrwać, żeby naładować się pozytywną energią. Przed wyjazdem Joanna dobrze się przygotowała. Swoje obowiązki powierzyła nowozatrudnionej pracownicy. Przeszkoliła ją i po czterech miesiącach, zdana na los, powierzyła firmę w jej ręce na czas swojej nieobecności. Przyznać trzeba, że zatrudniona osoba z dwudziestoletnim stażem pracy miała spore doświadczenie i sprawy rynku nieruchomości nie były dla niej trudne do ogarnięcia. Joanna nie miała obaw, że kobieta sobie z czymś nie poradzi.

Emma, siedząc na krzesełku z założoną nogą na nogę, oparta o balustradę, przyglądała się nachalnie zachodzącemu słońcu. Różowe niebo i wspaniały widok jego odbicia w wodzie cieszył jej oczy. Ten obraz wywołał uśmiech jak u małego dziecka i relaksował na tyle, że nie chciała prędko odejść od kawiarnianego stolika. Od czasu do czasu sączyła podarowane przez nieznajomego mojito i spoglądała na macochę, rozmawiając z nią na luzie o zakupach i swoich potrzebach, które załatwią w najbliższym porcie. Od niechcenia sporadycznie zaczepiała wzrok na siedzącym z tyłu panu w kandurze. Emma w dużych, kocich okularach i chuście okrywającej włosy wyglądała zjawiskowo. Młoda, o wysportowanej sylwetce, w krótkiej sukience w kwiaty, sandałkach rzymiankach na słupku emanowała energią bogini. Niewiarygodne, że była samotna. Właściwie to dokładnie dwa tygodnie temu zakończyła kolejny związek. Niestety mimo wdzięku i urody miała nieudane życie osobiste. Jej fatalny ostatni związek był trzecim, który rozpadł się z winy partnera. Każda relacja kończyła się zdradą. Nie rozumiała, co jest nie tak, że wybiera niewłaściwych facetów, a wręcz przyciąga ich do siebie jak lep. A może to z nią jest coś nie tak? Nieraz myślała w ten sposób. Prawda, że kiedy chodziło o dobro firmy, tak się angażowała w pracę, że nic innego dla niej nie istniało. Jak zawsze w tych trudnych dniach brakowało jej czasu. Panowie nie potrafili tego zrozumieć, zaczekać, i kończyło się rozstaniem.

Kolejny raz Emma spojrzała na Joannę, a nieco starszy od niej pan siedzący za macochą posłał jej szeroki uśmiech. A uśmiech miał uroczy, to trzeba przyznać. Emma mimowolnie się odwzajemniła. Joanna, na widok zmiany emocji na twarzy Emmy, odważyła się zapytać:

— A co ci tak wesoło, moje dziecko?

— Tylko się nie odwracaj, moja droga. Proszę cię, nie odwracaj się — powstrzymywała ją Emma. Joanna nie wytrzymała. Chciała sprawdzić, co jest przyczyną radości pasierbicy, i zaraz się odwróciła. Na widok przystojnego mężczyzny spuściła ręką okulary na czubek nosa i, zainteresowana, odezwała do nieznajomego:

— I was wondering who was bothering Emma. It’s you.

(A tak się zastanawiałam, kto zaczepia Emmę. A to Pan).

Podszedł do ich stolika i się przedstawił:

— Sorry. I’m Mohammed.

(Przepraszam. Jestem Mohammed).

— I see that you are alone. We invite you to join us. Please have a seat.

(Widzę, że jesteś sam. Zapraszamy cię do nas. Proszę, usiądź) — Joanna chętnie zaprosiła obcego człowieka do stolika.

— If I may?…

(Jeżeli można?…)

— Mamo, proszę cię, uspokój się. Nie nalegaj! — uspokajała ją szeptem Emma. Widziała, że jej macocha działa w zapędzie, chce poznać nowego, przystojnego mężczyznę.

— And you won’t oppose it, ma’am?

(I pani nie będzie się sprzeciwiać?)

Mohammed posłał Emmie kłopotliwe dla niej zapytanie. Ta, jak gdyby nigdy nic, przytaknęła wbrew sobie, bo przecież tego za żadne skarby świata nie chciała. Marzyła o spokoju i nie myślała o nawiązywaniu nowych znajomości. Teraz żałowała, że odwzajemniła uśmiech. Nie dość, że nie chciała przelotnych relacji w podróży, to dodatkowo mężczyzna, siadając naprzeciw niej, zasłonił jej bajeczny zachód słońca. Zdecydowanie nie był obiektem, który chciała oglądać. Mężczyzna wyczuł niechęć Emmy i zdał się na rozmowę tylko z Joanną, która okazała się ciepłą osobą, skupioną na tym, co mówi. Rozmowa z nią była sympatyczna i miło spędzał ten czas. Jej towarzystwo bardzo mu odpowiadało. Znudzona Emma mimochodem przysłuchiwała się rozmowie Joanny z Mohammedem. Mężczyzna w końcu odważył się i zaproponował paniom herbatę. Miał nadzieję na dłuższą konwersację, co wyczuła Emma. Joanna zgodziła się, natomiast dziewczyna po drinku nie miała już ochoty na nic. Kiedy mężczyzna odszedł od stolika i wszedł do środka lokalu, żeby złożyć zamówienie, kobiety zaczęły się między sobą sprzeczać:

— Mamo, co ty wyprawiasz? — zapytała z niepokojem Emma.

— Nie bój się, nie romansuję. Nawet nie chcę niczego zaczynać, to tylko znajomy z wycieczki, z którym miło się rozmawia. Sama przyznaj, że jest bardzo serdeczny.

— Mam nadzieję, że nie wysiądziesz z nim w kolejnym porcie i nie zostawisz mnie tutaj samej. Przyznaję, że jest sympatyczny — potwierdziła na zgodę opinię Joanny, z trwogą, że zaraz rozpocznie się romans tej pary.

— Na litość boską, o czym ty mówisz? To już nie mogę w miłym towarzystwie napić się herbaty?!

— Ależ możesz. Jesteś dorosła i ja niczego ci nie zabraniam. Tylko nie chcę, żebyś później żałowała… jak się rozczarujesz — odpowiedziała Emma z troską, a może z zazdrością, że Joannie łatwo przychodzą znajomości z ciekawymi osobami. Dobrze ukrywała to i maskowała, że Mohammed jest jej zdaniem ciekawą osobą.

Mężczyzna złożył zamówienie i wyszedł z lokalu. Kobiety zajęte pogaduchami straciły go z pola widzenia. On usiadł przy stoliku przy basenie, żeby w spokoju przeczytać wiadomości napływające na telefon. Niektóre z nich, dotyczące pracy, wymagały szybkiej odpowiedzi. Powoli zapadał zmrok. Do jego stolika przysiadł się nieznajomy. Mohammed właśnie skończył odpisywać na wiadomości. Odłożył telefon na pobliskim krześle i zaczął dyskusję z Europejczykiem. Ten potrzebował pilnie ognia, bo jego zapalniczka odmówiła posłuszeństwa. Sam Mohammed miał ochotę zapalić. Wdając się w dyskusję na temat tytoniu z młodszym od siebie mężczyzną, zupełnie zapomniał o herbacie. Został poczęstowany papierosem, ale ognia nie mieli obaj.

— O, jak widać, mamy ochotę zapalić, ale nie możemy — powiedział Europejczyk, lekko się uśmiechając.

— Od wejścia na statek nie paliłem i teraz naszła mnie chęć, a przy tym zawsze dobrze się rozmawia.

— No, ja z tego miejsca mam akurat daleko do swojej kabiny.

— Ja przeciwnie, blisko.

— No to może przyniesiesz ogień, bo zdaje mi się, że oprócz nas to tu nie ma palaczy i nikt nam nie pomoże.

— Masz rację. Nie widzę, żeby ktoś palił — powiedział Mohammed, rozglądając się po sąsiednich stolikach.

Arab wstał od stołu i ruszył w kierunku swojej kajuty po zapalniczkę i telefon, który zostawił, jak mu się wydawało, na łóżku. Jego kajuta miała numer 211. Zamyślony, mocno pociągnął za klamkę zamiast przyłożyć najpierw kartę do czytnika. Drzwi jednak luźno puściły, bo okazały się niezamknięte. Chwilę się zastanawiał, czy oby na pewno ich nie zamknął przed wyjściem. Dlaczego tak się stało? Rozmyślania o drzwiach zaprzestał, kiedy, lekko uchylone, odsłoniły w środku piekielny widok. Mężczyzna doznał szoku i wpadł w panikę.

Naburmuszona Emma podjęła decyzję, że wraca do kajuty. Przestała przejmować się Joanną i Mohammedem, a ściślej mówiąc — nową znajomością matki, która na każde słowo mężczyzny zdawała się jej zdaniem być do przesady poruszona. Faktycznie Joannie dobrze rozmawiało się z mężczyzną o podróży, książce i innych drobnostkach. Dla Emmy tematy i towarzystwo było zbyt nudne. Te ochy i achy Joanny stały się przesadne i nie do zniesienia. A może chciała uciec, bo przy tej dwójce czuła się zbytnim balastem lub piątym kołem u wozu?

— Mamo, ja już idę. Poczytam sobie książkę — oświadczyła Emma, wstając z gracją od stołu. Miała przy tym tyle wdzięku co niejedna modelka z żurnala czy też profesjonalistka na wybiegu.

— A rób, co chcesz, dziecinko, ze swoim czasem wolnym. Ważne, żebyś wypoczęła.

— To na razie.

W tym „dziecinko” Emma doszukiwała się podtekstu. Czy miało znaczyć „nie przeszkadzaj mi?”. Tego nigdy nie wiadomo. Weszła na piętro. Na wąskim korytarzu nie było nikogo, jej wzrok błądził po numeracji kabin. Były to wyraźne, duże, pozłacane cyfry na olchowych drzwiach. Emma, wychodząc zza lekkiego zakrętu, zauważyła kogoś przed sobą — to mężczyzna, w którym z ruchów i postury rozpoznała Mohammeda. Nie myliła się, to był on. Zdziwiona jego obecnością tutaj, szła tym samym tempem za nim, ale w sporej odległości. Nie chciała go dogonić, wyprzedzić ani o nic pytać. Mężczyzna jej nie obchodził, był jej całkowicie obojętny. Może dzieliła ich odległość dwudziestu metrów, może mniej, a może więcej. Nieważne. Mohammed — nowy znajomy, który miał zamówić herbatę ponad dziesięć minut temu — wyglądał, jakby uciekał do swojej kajuty. Na widok mężczyzny wchodzącego do kabiny Emma nie mogła się powstrzymać i na korytarzu parsknęła głośno śmiechem. W jej mniemaniu wyglądało na to, że Joanna czeka na darmo, bo na pewno herbaty nie dostanie. Cóż, macocha wielce się rozczaruje i tyle. Wymijając kajutę, za której drzwiami przed momentem zniknął Mohammed, dostała silny cios drzwiami. Krzyknęła z bólu, łapiąc się za ramię:

— Co jest, do cholery?!

Drzwi szybko się zamknęły, a przed nią stanął przerażony mężczyzna, który bełkotał niezrozumiale:

— To nie moja kajuta… Ja się pomyliłem. A tam, a tam jest…

— Co jest? — warknęła z bólu, trzymając się za ramię.

— Trup… Chyba trup… Trup tam jest.

— Co takiego?… Trzeba wezwać policję — odpowiedziała, przerażona równie jak mężczyzna, sycząc z bólu. Patrzyła na roztrzęsionego nieznajomego, który z silnego, mężnego chłopa zamienił się w przerażone, spłoszone małe zwierzątko. Można go było i porównać do chłopczyka, którego należałoby przytulić i zapytać, czy nic mu nie jest. Emma zrozumiała, że roztrzęsiony mężczyzna nie jest w stanie wezwać pomocy, bo doznał silnego szoku. Teraz zainteresowało ją bardzo to, co mógł zobaczyć za drzwiami. Jednak za nie nie zajrzała. Widok panikującego mężczyzny ją powstrzymał. Nie chciała sprawdzać w obawie, że nie da rady zmierzyć się z rzeczywistością i spanikuje tak jak jej towarzysz. Wyjęła natychmiast telefon i poinformowała służby o zajściu. Postanowiła, że nie wejdzie do środka, aby nie zacierać śladów. Kiedy odkładała telefon, mężczyzna już się uspokoił. Emma na widok zmiany jego nastroju poprosiła, żeby spróbował ponownie otworzyć drzwi. Ciekawość wygrała, była jednak od niej silniejsza. Mohammed się zgodził, puścił drzwi szeroko, zasłaniając swoje oczy ręką. Emma patrzyła oburzona i zdziwiona to na niego, to na pomieszczenie i nie wierzyła, że kajuta jest pusta.

— Dlaczego zasłaniasz oczy?! Nic tu przecież nie ma! — zawołała zdenerwowana. Była zbulwersowana, że na darmo wezwała służby. Mohammed odsłonił oczy i spojrzał do środka z niedowierzaniem, puszczając drzwi, a te zamknęły się z głośnym chlapnięciem.

— Ale tam na środku leżała kobieta. Daję słowo, że widziałem kobietę, bardzo piękną kobietę.

— Tak?! To gdzie ona teraz jest?!

— Nie wiii.. em… — zająknął się Mohammed.

Już teraz zabrakło jej słów. Skrzyżowała ręce i nerwowo dygotała nogą. Brała go za oszusta, który nie postawił Joannie herbaty, i na dokładkę za dziwaka, który ma przywidzenia. Może chłop zwariował, może nie? Jednego była pewna — że to ona będzie musiała się tłumaczyć z trupa, którego nie ma, służbom, które wezwała. Za pięć minut pojawił się kapitan z ludźmi, którzy mieli zabezpieczyć pokój taśmą, zanim dopłyną do kolejnego brzegu, do portu w Abu Zabi.

— Panowie, to fałszywy alarm– oświadczyła zmieszana, stłumionym głosem.

— Co takiego? — warknął kapitan.

— Nie ma trupa. Chłopu się przywidziało. Najwidoczniej zwariował. Ot, co się stało.

Kapitan chwilę się wahał, zanim zdecydował o zostawieniu kogoś pod drzwiami nieszczęsnej kajuty. Opuszczając tę dwójkę, posłał w stronę Mohammeda smutne spojrzenie, szczerze współczując mu choroby. I tak oto z piątki marynarzy przy drzwiach pozostał jeden, jedyny, najmłodszy, niskiego wzrostu, krępej budowy ciała, ciemnowłosy, o śniadej cerze. Emma oddaliła się, podobnie Mohammed. Każdy z nich poszedł do siebie. Emma nie zdążyła ściągnąć obuwia ze swoich stóp, a już zapukano do jej drzwi. Pomyślała, że to wraca Joanna, więc otwierała mało energicznie. Zdziwiła się, kiedy ujrzała tęgiego mężczyznę w letnim garniturze, legitymującego się odznaką. Cokolwiek, ale tego zupełnie się nie spodziewała. Zaskoczona, ze zdumienia otworzyła szeroko oczy, przyglądając się dokładnie świecącej odznace.

— Dzień dobry pani. Jestem detektyw Stone, a to Achtar. Szukamy pani Hindi Kumar. Może widziała się pani z nią i wie, gdzie przebywa?

— Na Boga, nie ma jej u mnie i nikogo takiego nie znam. A co się stało? — zapytała, przerażona.

— Jej narzeczony zgłosił zaginięcie. W związku z tym mamy nakaz przeszukania wszystkich kajut.

— Skoro tak, to proszę, przeszukujcie! — powiedziała i uchyliła szerzej drzwi, aby wpuścić obu panów do środka. Detektywi tak szybko w akcji? Niby skąd się, u licha, wzięli? — myślała. Służby, które powiadomiła, miały wejść na pokład dopiero w porcie. Czego niby u niej szukają? Dlaczego nie przeszukują kajuty, w której Mohammad niby widział trupa? Prawda, że wydaje się to podejrzane? Czy kajuta Mohammeda została już przeszukana? Sprawdzają tylko ewentualnych świadków? Niepytana, jednak siedziała cicho, ale gryzły ją niewygodne myśli. No cóż, stwierdziła, że może to ktoś inny miał zająć się tamtą kajutą, a może już ją przeszukano lub przeszukują w tej właśnie chwili, i dała sobie spokój — przestała się zadręczać. Nie ma się czym przejmować, bo niedługo wszystko i tak się wyjaśni.

Panowie wyszli od niej i zastukali w sąsiednie drzwi. Zanim zamknęła swoje na klucz, usłyszała krótką formułkę, jaką wypowiedzieli niedawno pod jej drzwiami. Postawa panów utwierdziła ją w przekonaniu, że byli autentycznymi detektywami i o oszustwie nie mogło być mowy. Statek wreszcie zatrzymał się w porcie i wtedy do kajuty wpadła jak błyskawica roztrzęsiona Joanna.

— Kochanie, wiesz, ile w porcie jest jednostek policji?! — zapytała krzykliwie Joanna, przekonana, że przyszła z nową, sensacyjną informacją. — Jakaś masakra! — zaraz dodała. Zdenerwowana zaistniałą sytuacją, kontynuowała: — Nie możemy wyjść na ląd do chwili wyjaśnienia sprawy. Nikt nie wie, po co i dlaczego będziemy stać. Co tu się, do diaska, dzieje?!

— Spokojnie, wszystko się wyjaśni. À propos służb, to dwóch panów było już u nas i zdaje się, że przeszukują wszystkie kajuty.

— Kto był?… Policja?

— Detektywi, chyba raczej wynajęci. Chociaż ten drugi to wątpię, żeby był nawet policjantem.

— Co chcieli? Czego szukają?

— Zaginęła kobieta. Ot, co się stało.

— Ale to chyba jakaś ważna eminencja? No wiesz… nie byle kto, bo tyle policji w porcie, to ja na oczy nie widziałam… i do tego jeszcze dorwali swoich tutaj dwóch w cywilu. Niech no zgadnę… byli na wczasach jak my. To już trzeba mieć przesrane, żeby wracać do roboty na urlopie. …Ty wiesz, tak sobie myślę… A jak ona nie zaginęła, a się utopiła?

— Zaraz się utopiła. Ty to wszystko widzisz w czarnych barwach.

— Ciekawa jestem, czy popłyniemy dalej i ile czasu będziemy sterczeć w tym porcie. A tak chciałam zrobić zakupy… i nie mogę.

— Raczej nie możemy, bo miałyśmy iść obie. Pamiętasz?

— Pamiętam — przytaknęła.

— Daleko i tak nikt by nie odszedł, bo jest już ciemno… Spokojnie, mamo. Niedługo się wszystko wyjaśni.

— Chyba wezmę prysznic, skoro i tak nie możemy zejść na ląd.

Joanna poszła do łazienki, a Emma zastanawiała się, czy powiedzieć jej o Mohammedzie i nieszczęsnej sytuacji, w jakiej się znalazła przez splot ostatnich wydarzeń. Postanowiła, że na ten temat będzie jednak milczała, aby nie psuć macosze wymarzonej, życiowej podróży. Nie chciała jej martwić, bo i tak pewnie była rozczarowana tym, że Mohammed nie przyniósł jej herbaty i relacja z nim była zmarnowana, przyniosła tylko rozczarowanie. Przebrała się w strój kąpielowy i za chwilę poinformowała Joannę krótkim zawołaniem za drzwiami łazienki:

— Idę na basen.

W kajucie Szejka

Zastukał do drzwi pięć razy, jak podawała wcześniej ustalona instrukcja. Wpuszczony przez lokaja do środka, oniemiał z wrażenia. Już w progu znać było luksus. Jego uwagę przykuł duży, złocony pomnik w formie dzbana, stojący przy szklanym stoliku z nogami ze złota, na którym leżały markowe cygara. Luksus było widać od samego progu. Wielkie, szerokie pomieszczenie sprawiało, że można było swobodnie się poruszać z wielką grupą osób. Ściany z freskami były wykończone rzeźbami ze złoceniami. Kajuta została iście bogato udekorowana. Przez chwilę zastanawiał się, kto go zaprosił. Po wystroju wiedział, że musi to być majętny człowiek, zapewne miliarder. Nikt z klasy średniej na spotkanie nie wybierał miejsca pełnego luksusu i przepychu. Spotkanie to zaaranżowano przez pośrednika i nie znał w ogóle personaliów zleceniodawcy. Może właśnie teraz spotka się z nim osobiście, a może i tym razem nie. Może i w tym przypadku nadal będzie występował sam pośrednik. Różnie bywało w tej jego profesji. Mężczyzna nigdy do końca nie był pewny, z kim ma do czynienia, chyba że z góry klient przedstawił swoje personalia. Odnośnie do aktualnego spotkania, wiedział jedynie tyle, że ma dojść do wizyty z urzędnikiem państwowym. Tego rodzaju zajęcie zawsze wymagało dyskrecji i anonimowości.

Jeden z pięciu ochroniarzy stojących przy drzwiach nakazał gestem dłoni iść za sobą. Anonimo ruszył więc za wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Prowadzący czarnoskóry młodzieniec wyposażony był w kaburę z pistoletem i mikrosłuchawkę w uchu, która sterczała jak jakaś antena. Anonimo od dwóch godzin nie czuł się za dobrze. Doskwierała mu zwykła maseczka nałożona na twarz, taka, jaką nosiło się w czasie epidemii COVID. A wszystko przez słońce i upały, które panowały na zewnątrz. Ta kajuta była dobrze klimatyzowana i chłód trochę łagodził podrażnienia na jego twarzy. Żar słońca na spieczonej skórze zaczął gasnąć i Anonimo zaczął odczuwać lekką ulgę. Musiał wytrzymać w masce jeszcze kilkanaście minut, zanim wysiądzie w najbliższym porcie i opuści statek na dobre. W białej kandurze i kefii opaloną twarzą nie wyglądał na typowego Europejczyka. Szedł spokojnie, powolnym krokiem, za muskularnym mężczyzną i przyglądał się zza ciemnych okularów mijanym ścianom i meblom. Ta kajuta była zdecydowanie inna i nad wyraz luksusowa. Dzieła sztuki, obrazy, warte pewnie miliony, i klejnoty jako dekoracje powtykane w ramy dekoracyjne zdecydowanie przykuwały uwagę. Złodziej tutaj chętnie zeskrobałby wszystko ze ścian i wyszedł z workiem o sporej wartości. Mięśniak przeprowadził Anonimo przez ten iście królewski salon na zewnętrzny taras, na którym siedział przy kawowym stoliku jego klient — szejk. W podobnym ubraniu nie czuł się obco. Miał wrażenie, że trafił swój na swego. Szejk był dla niego ziomalem. Mężczyzna siedzący przy stoliku z przerwami pił kawę, spoglądając w swój smartfon. Wokół niego stało sześciu ochroniarzy. Ten, za którym przyszedł gość, zatrzymał się przy szejku i coś mu szepnął na ucho. Zaraz potem osiłek stanął przed drzwiami tarasowymi i kazał chwilę na siebie zaczekać. Czas się wydłużył. Czekaniu nie było końca. Szejk jeszcze jakiś czas spoglądał w swój telefon i nie obejrzał się ani razu w stronę przybyłego. Dopiero później dał znak ręką, że można już podejść do stolika. Ochroniarz przepuścił Anonimo, a ten stanął naprzeciwko szejka.

— Mam jednak dobre źródła. Okazuje się, że się nie mylą. Dobrze, że jesteś tutaj, na statku, w podróży. Przepraszam, że ci ją przerwałem — powiedział, wstając i ściskając dłoń gościa na powitanie.

— Co chce pan wiedzieć ode mnie? — niecierpliwie zapytał Anonimo, puszczając swoją dłoń z uścisku.

— Od trzech godzin nie mogę skontaktować się z Hindi. Miała na mnie tutaj zaczekać i, jak się pan domyśla, zniknęła — odpowiedział, siadając do stołu i wskazując na miejsce dla gościa.

Anonimo własnym uszom nie dowierzał, że chodzi o jakąś świeżą sprawę, którą powinna natychmiast zająć się policja, na pewno nie on i organizacja. Zastanawiał się, od kogo szejk wiedział, że jest na statku. Czyżby ktoś szperał i poznał jego tożsamość, którą solidnie ukrywał przed światem? Czy może pojawił się zdrajca, który pomału go zniszczy, od środka lub z zewnątrz? Organizacja była dla niego jak rodzina. Członkowie wzajemnie sobie pomagali. Głównym jej celem było dać nowe życie osobom, które uciekały przed światem. Zmiana danych osobowych i paszportów sprawiała, że ludzie czuli się pewniej i zaczynali żyć na nowo. Pomagali głównie ofiarom przemocy.

Nie marnując chwili dłużej, wyciągnął z kieszeni talię kart i położył na stole przed szejkiem. Ten na polecenie gościa przełożył je. Mężczyzna kolejno zaczął je powoli odwracać i interpretował to, co widzi.

— Pokłóciliście się. Ona tobie wybaczyła, ale chciała odpocząć i pobyć chwilę sama, tutaj, w tej kajucie — powiedział, a potem zapadła długa cisza.

— Tak, zgadza się — potwierdził szejk, przerywając nieznośną chwilę milczenia. — Tak było — dodał i przytaknął skinieniem głowy. Więcej było za niż przeciw, że Anonimo jest prawdziwym medium. Przez dalsze minuty wymownej ciszy szejk miał jednak wątpliwości. Nabierał coraz więcej podejrzeń, że medium mogło być zwykłym oszustem. Patrzył obsesyjnie na jego wypielęgnowane dłonie, w których gość niedawno trzymał przetasowaną i przełożoną talię kart, odłożoną na stolik. Przy odkrywaniu kart jego ruchy były zwinne. Wypielęgnowane dłonie mężczyzny świadczyły o tym, że nie pracował ciężko. A może w ogóle nie pracował? Czyżby utrzymywał się z naciągania i wyłudzania pieniędzy? Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, czy owo medium nie widziało jego sprzeczki z narzeczoną. Ale to jednak nie było możliwe, bo jedynymi świadkami zajścia byli jego ochroniarze. A może właśnie został poinformowany o zajściu przez któregoś ze swoich pracowników ochrony lub kogoś z bliskiego otoczenia? Czyżby sądził teraz, że gość jest oszustem odgrywającym swoją rolę jak zawodowy aktor, a nie żadnym medium? Tak szejk przed chwilą ocenił swojego gościa. Porównał go do aktora. Mężczyzna mimo wątpliwości ostatecznie postanowił jednak, że będzie się dobrze bawił. Chętnie zagra w tę już rozpoczętą grę. W końcu zaprosił mężczyznę do siebie i nie wypadało gościa szybko spławiać. Starannie ukrywał swoje znudzenie, dobrze się maskując niby wielkim zainteresowaniem przepowiednią z kart.

— Co mówią duchy? Co mówią? Gdzie jest Hindi? — niecierpliwił się szejk. Anonimo chwilę się wahał i nie odpowiadał. W wizji pojawiło się wiele znaków. Widział front, flagę Ukrainy, drony i znak drogowy z nazwą miejscowości. Starał się zapamiętać tę wizję, która mogła w każdej chwili ulecieć i mógł ją zapomnieć na stałe. Tak najczęściej bywało, kiedy wracały świadomość i rzeczywistość. Dopiero po drogowskazie w jego wizjach pojawiła się kobieta leżąca na podłodze, a nad nią — mogiła. Zrozumiał, że to znak, że ona nie żyje.

— Nie żyje… Przykro mi, to właśnie widzę — odpowiedział ze smutkiem.

— Nie żyje?! Jak to?! — krzyknął, zbulwersowany, waląc pięścią w stół. Miał inne zdanie. Myślał, że usłyszy, że narzeczona go zdradza albo że jest w innej kajucie, bo ma chandrę. Tego, co usłyszał, całkowicie się nie spodziewał. Dlaczego się zbulwersował? Tego sam nie rozumiał. Przecież człowieka, który przed nim siedział, brał za oszusta. Czyżby śmierć nim wstrząsnęła, że zaczął wierzyć mężczyźnie i patrzeć na wszystko z innej perspektywy?

— Czuję, że jest pan rozczarowany. Chciał pan ją złapać na zdradzie, ale to, co pan usłyszał ode mnie, wywróciło pańskie życie do góry nogami.

— Proszę już oszczędzać słowa — powiedział, po czym wstał i odszedł od stołu. Zatrzymał się dopiero na balustradzie, spoglądając niemo przed siebie.

— Mam tylko jedno pytanie — zaznaczył groźnym głosem Anonimo.

— Proszę. Nie wiem tylko, czy będę na nie mógł panu odpowiedzieć.

— Skąd pan wiedział, że jestem na statku?

— Tak się składa, że z ostatnią osobą, z którą pan się spotkał, mam bardzo dobre relacje i ona wspomniała o pańskiej podróży.

Już zrozumiał, że nie było nic nadzwyczajnego w tym, że szejk miał o nim dobre informacje. Skojarzył fakty i poczuł ulgę, że nadal nikt nie zna jego tożsamości. A tego bardzo się bał. Bał się, że ktoś odkryje jego prawdziwą twarz, którą tak starannie ukrywał. Ale czy na pewno nikt nie znał jego personaliów?

— To chyba wszystko. Jestem już niepotrzebny — rzekł Anonimo i ruszył w drogę powrotną, zabierając ze stołu karty. Schował je do kieszeni, kiedy przechodził przez drzwi tarasowe. W drzwiach spojrzał za siebie w stronę szejka i szczerze mu współczuł straty. Widział w kartach, jak bardzo mężczyzna kochał kobietę, że oddał jej serce, a tu taka przykra niespodzianka, bo zamiast ślubu będzie pogrzeb. Do drzwi odprowadził go ten sam ochroniarz, który go przyprowadził. Mężczyzna po wyjściu od szejka, idąc spokojnie korytarzem, czuł, że jeszcze jest w transie. Zmarła, obudzona, niezidentyfikowana dusza go nie opuściła i nadal mu towarzyszyła. Przechodząc obok pierwszej napotkanej osoby, zaczepił ją, zagadując rozmową:

— Przepraszam. Mam uszkodzony telefon, a pilnie potrzebuję skontaktować się z lekarzem. No, wie pan… moja matka jest chora. — Zdecydował się na kłamstwo, które dałoby natychmiastowy efekt w pozyskaniu na chwilę cudzego aparatu. W sumie innego wyjścia nie miał, innej możliwości nie było. Mężczyzna bez wątpienia chciał pomóc. Bez chwili zastanawiania dał swój aparat proszącemu mężczyźnie. Na pewno nie wypadało tego nie robić, jeżeli chodziło o ratowanie czyjegoś życia. Anonimo odszedł kilka kroków dalej z aparatem w ręce i oznajmił, że będzie dzwonił, a sprawa ma charakter bardzo ważny i prosi o dyskrecję, żeby mu nie przeszkadzano. Mężczyzna przytaknął. Anonimo wybrał numer i po krótkim sygnale się połączył:

— Vladimir, widziałem, że nalot będzie na Charków. Trzymajcie się.

Po drugiej stronie padł tylko krótki wyraz „dzięki”. Głos mężczyzny odbierającego połączenie był ospały i na tyle zmęczony, że Anonimo wiedział, że odebrano go w okopach na froncie.

Mężczyzna natychmiast zakończył rozmowę, lecz jeszcze nie odsuwał telefonu od ucha. Rozejrzał się za właścicielem aparatu, a kiedy ten odwrócił się do niego plecami, dopiero opuścił aparat i wybrał szybko kolejny numer. Teraz połączył się z agencją i oznajmił krótko, nagrywając się na automatyczną sekretarkę:

— Jestem spalony. Nie liczcie na mnie. Urywam kontakt. Powodzenia. Cześć. — Rozłączył się i, nadal trzymając słuchawkę przy uchu, głośno mówił:

— Tak, doktorze… Dziękuję, doktorze… Dobrze, doktorze…

Ostatnie zdania wypowiedział na tyle głośno, że właściciel telefonu się obejrzał, a ten zaraz się rozłączył. Wrócił na miejsce, w którym stał mężczyzna w czerwonych kąpielówkach i z pasiastym ręcznikiem na ramieniu, i serdecznie mu dziękował, oddając pożyczony telefon. Na zakończenie ścisnął mocno jego dłoń.

— Jest szansa, że przeżyje. W porcie będzie opieka medyczna. Jeszcze raz panu serdecznie dziękuję. Dziękuję panu bardzo — powiedział.

— To bardzo dobra wiadomość. Cieszę się, że mogłem pomóc — odezwał się starszy pan, dumny, że przysłużył się komuś.

Mężczyzna nonszalancko machnął ręką i wyminął Anonimo. Ruszył on śpiesznie na taras z basenem, a tajniak wrócił do swojej kajuty. Przebrał się w strój charakterystyczny dla Europejczyka i wyszedł na górę.

Życie jest piękne

Na pokładzie statku znajdowały się pole golfowe i wielki basen. David nie zamierzał korzystać ani z jednego, ani z drugiego. Oparł się o barierkę i patrzył przed siebie, doszukując się lądu. Spojrzał w dół i zobaczył piękną kobietę, którą chciałby poznać bliżej. Wzrokiem sprawdzał, gdzie ona patrzy. Zwrócił uwagę na to, że nie był jej obojętny. Kobieta co jakiś czas patrzyła w jego stronę, raz na gasnące słońce, raz na gościa siedzącego z tyłu, za jej towarzyszką. Kiedy podeszła do niego kelnerka, z przyjemnością chwycił z tacy drinka. Kolejny raz ślicznotka rzuciła w przelocie na niego wzrokiem i zatrzymała się na dłuższą chwilę, przyglądając się mężczyźnie. On w tym czasie uśmiechnął się do niej i podniósł w górę kieliszek, jakby wznosił toast na jej cześć. Kobieta odwzajemniła uśmiech. Mężczyzna chciał wypaść dobrze na początku nowej znajomości, dlatego zawołał kelnerkę i poprosił, żeby drinka zaniosła na dół. Wskazał, komu ma go podać i jaką wiadomość przekazać. Wiadomość brzmiała: Słońce zachodzi dziś pięknie, na różowo, ale ty jesteś od niego znacznie piękniejsza. Wręczył obsługującej banknot, a ta pośpiesznie odeszła. Mężczyzna nie chciał kobiety nigdzie od razu zapraszać, żeby jej nie przestraszyć i nie spłoszyć. Nie był też pewny, czy będzie miała ochotę z nim się spotkać i czy nie jest czasem tutaj z mężem, więc działał ostrożnie. Kiedy kelnerka podeszła do stolika, przy którym siedziały dwie kobiety, wręczyła drinka młodszej z nich i przekazała jej wiadomość, wskazując palcem mężczyznę na górze, na zlecenie którego tutaj przyszła. Teraz on ponownie uniósł kieliszek, robiąc wspaniały uśmiech. Kobieta zrobiła to samo — uśmiechnęła się z sympatią. David, ciągle patrząc na piękność w dole, przechylił kieliszek, nabierając solidnego łyka do ust. Zachłysnął się nim i wylał się fontanną z jego zamkniętych ust. Nie znosił smaku tego napoju, a było to mojito. Kobiecie wyjątkowo drink smakował. Na widok reakcji mężczyzny na górze śmiała się do łez. Mężczyzna wystawił język w jej stronę, sugerując swoją miną, że jego trunek jest ohydny.

— A któż to cię, Emmo, podrywa? — zapytała Joanna, rozglądając się do góry za siebie. Nikogo już tam nie było. Kilka sekund temu drugi mężczyzna podszedł do balustrady i obaj za moment się oddalili. Emma widziała, jak panowie znikają w dali.

— Nikt taki, Joanno. Człowiek chciał być tylko miły. To jeden z naszych sąsiadów, i do tego żonaty — odparła, nie mając pewności, czy widziała go z żoną, czy też pomyliła z kimś innym.

— Ach tak. Nie wiem, dlaczego mi nie postawił drinka…

— Może ciebie wcześniej nie widział, a mnie tak.

— Aaa. No tak, możliwe, to wszystko wyjaśnia.

Joanna zamówiła sobie napój i panie spokojnie sączyły trunki. Emma piła mojito, a Joanna — tequillę sunrise. Obie zastanawiały się, co jeszcze zamówić. Miejsce było pełne uroku, a przy tak ślicznym pejzażu szybko nie chciało się odchodzić od stolika.

Po chwili przysiadł się do nich, siedzący w samotności z tyłu, pan w kandurze i rozmowa ożyła. Emma nie była zadowolona z towarzystwa, za to Joanna nową znajomością była zachwycona.

Spotkanie

— Szwagier, dawno cię nie widziałem. Co porabiasz? Mów, co słychać — dopytywał się kolega, z którym nie widział się od pięciu lat. Kruczowłosy mężczyzna, w T-shircie polo w biało-czarne paski i w czarnych spodenkach z szerokimi nogawkami, przywitał go mocnym, serdecznym uściskiem dłoni.

Ostatni raz widzieli się w pracy, kiedy jeszcze był na kontrakcie w Krakowie. Ostatnią małą czarną wypili razem przed wyjściem z pracy, przed godziną piętnastą. Ten czarny trunek podawano do sernika, który przyniósł z pobliskiej cukierni na pożegnanie. Szwagrem nigdy dla niego nie był. Wojciech tak go nazywał ze względu na swoją siostrę, z którą dwa razy próbowano go poznać. Bardziej to Ula, starsza siostra Wojtka, nalegała, żeby wybrał się z młodszą na randkę. Do randki nigdy nie doszło, nawet oboje nigdy się nie poznali i nie widzieli na oczy. Barbara i Wojtek tak polubili go w pracy, że robili wszystko, co mogli, żeby zeswatać go z ich najmłodszą siostrą. Los im nie sprzyjał i para nigdy się nie poznała, bo Davida po trzech miesiącach pracy przeniesiono do Warszawy. I od tego czasu obaj mężczyźni się nie widzieli — aż do tej pory.

— Podróżuję. Jestem na wczasach, a tak na co dzień pracuję w Dubaju dla francuskiej firmy — zdradził kilka szczegółów ze swojego życia, o których kolega Wojciech na pewno od nikogo nie słyszał.

— Co to za firma? Zdradzisz?

— Lepiej nie. Jestem tam nowy i wolę nie podawać szczegółów.

— Co? Znowu będziesz uciekał po zakończonym terminie kontraktu? Pamiętam, że cię zawsze ciągnęło blisko domu…

— Zgadza się. Jeszcze trochę. Zdobędę nowe doświadczenie i wracam na stałe do domu. A ty co robisz?

— To samo, co robiłem. Jestem tu z kolegą, dobijamy targu z Niemcami i nic poza pracą.

— No to współczuję. Bo ja akurat się relaksuję.

— Bywaj. Dobrze było cię spotkać po latach.

— No to działaj! Pozdrów dziewczyny, no i wszystkich w pracy.

— OK. Cześć!

David przysiadł na krzesełku przy najbliższym stoliku i jeszcze jakiś czas przeglądał informacje w swoim telefonie. Wymienił kilka SMS-ów ze znajomymi, a po kwadransie otrzymał wiadomość, która brzmiała: Gotowe. Wstał od stolika gwałtownie i śpiesznym krokiem wracał do swojej kajuty. W dali korytarza zauważył kobietę, której postawił drinka, i daleko przed nią mężczyznę w kandurze. Na lament mężczyzny zatrzymał się w bezpiecznej odległości i zachował od pary spory dystans. Przyglądał się z zaciekawieniem dziwnej sytuacji, a kiedy zrozumiał, że kobieta wzywa policję, wybiegł na zewnętrzny taras i, głęboko oddychając, usiadł w cieniu pod parasolem przy basenie. Po drugiej stronie basenu zauważył znajomego, ale nie miał ochoty na rozmowę z nim, więc nie podchodził bliżej. Poza tym kolega nie był sam, a w towarzystwie trzech kobiet. David nie był zainteresowany ludźmi i tym, co dzieje się wokół. Zerkał tylko w swój telefon. W pewnym momencie spojrzał na basen. Widząc zadowolone twarze w wodzie, postanowił, że sam skorzysta z kąpieli. Natychmiast rozebrał się do kąpielówek i wskoczył zaraz do wody. Jego kolega Wojtek właśnie opuszczał teren kąpieliska w towarzystwie dużo młodszych koleżanek i nawet go nie zauważył. Basen i teren wokół był dobrze oświetlony i gdyby jego kolega był uważny, nierozproszony przez młode damy, to rozpoznałby go bez problemu. David kąpał się dobre pół godziny i zamierzał już wyjść, kiedy to ukazała się jego oczom piękność z dzisiejszego dnia. Nie mógł uwierzyć, że ponownie spotkał kobietę, którą niedawno udało mu się rozśmieszyć. Odpłynął na drugą stronę basenu, stanął i, oparty jedną ręką o brzeg, ukradkiem się jej przyglądał. Kobieta wyglądała pięknie. Zaczął ponownie pływać to w jedną, to w drugą stronę, ukradkiem zerkając na nią. Odnosił wrażenie, że kobieta rozłoży się na materacu, ale kiedy ściągnęła spódnicę i odwróciła w stronę wody, wiedział, że zaraz do niej wejdzie. Nie mylił się. Kobieta zeszła po schodach, zamaczając się powoli. Mężczyzna odważył się i podpłynął do niej, kiedy woda pokryła ją po szyję. Ośmielił się zapytać:

— Jak smakował pani drink?

— Ja akurat lubię mojito — odpowiedziała, kiedy odwróciła się za pytającym głosem. Teraz rozpoznała w nim tego, który raczył ją drinkiem. — Za to panu nie bardzo przypadł do gustu — dodała szybko, robiąc lekki uśmiech.

— Ja go nie lubię — oświadczył.

— To dlaczego pan tak wybrał? — zapytała zdziwiona.

— Sam nie wiem, co mnie podkusiło — odpowiedział i zaraz się przedstawił: — Jestem David.

— Ja Emma.

— Miło mi — odpowiedział i wyciągnął rękę do uścisku. Później Emma odpłynęła.

W duchu narzekał, że nie będzie tak łatwo z nią rozmawiać, jak się wydaje. Chciał ją poznać lepiej, ale nie wyglądało na to, że kobieta jest tym zainteresowana. Z braku jej chęci na rozmowę wyszedł z basenu. Wycierał się ręcznikiem i nie zauważył, że kobieta zawróciła i zaraz za nim wyszła z wody. Przeszła wkoło leżaka i stanęła przed nim.

— Co tak krótko? — zapytał, zdziwiony.

— Nie mam jakoś ochoty. Chciałam się tylko zamoczyć.

— A na coś masz w ogóle ochotę? — zapytał bez zastanowienia, z lekką nutką uszczypliwości w głosie.

— Sama nie wiem. Chyba długo będziemy stać w tym porcie. Nawet na ląd nie zejdziemy, a chciałam zrobić zakupy.

— Dlaczego nie możemy zejść na ląd?

— Nie słyszałeś, że zaginęła kobieta? — zapytała zdziwiona. — Wszystkie kajuty sprawdzają — dodała szybko.

— No tak — skłamał, jakby znany był mu ten temat, a tak naprawdę nic o przeszukiwaniach nie wiedział. Mężczyzna miał nadzieję, że do kajuty kapitana nie zajrzą. W niej pod podłogą ukrył swój bagaż. Tylko z kilkoma rzeczami i błahostkami spakowanymi w torbę turystyczną ulokował się w kajucie na najwyższym piętrze.

— Co zamierzasz robić? — zapytał w ostatniej chwili, kiedy wyczuł, że Emma ma zamiar odejść. Odejść na dobre.

— Nie wiem — odrzekła, odwracając się w jego stronę i patrząc mu prosto w oczy.

— A co powiesz na drinka? — zaproponował pośpiesznie, jakby chciał, żeby nie odchodziła. Zaraz po tym jego telefon zaczął wibrować. Spojrzał na wyświetlacz, a później na Emmę. Jej mina dawała do zrozumienia, żeby się nie krępował i odebrał, ona z pewnością zaczeka. Odczytał wiadomość, a taka była jej treść: Sukces. Jesteśmy daleko. Wykasował wszystko, co miał w telefonie, włącznie z tym numerem, i schował aparat do kieszeni spodni. Znów spojrzał na kobietę, oczekując jej odpowiedzi.

— No, masz chęć? — wrócił do pytania o trunek.

— Drink? Może być. Pewnie długo będziemy tu stać — odpowiedziała, a on szczerze się uśmiechnął, jakby wygrał los na loterii.

— To chodź! — krzyknął, chwytając ją za rękę. Poprowadził ją za sobą i zatrzymał się dopiero przed drzwiami swojej kajuty.

— Czy to znaczy, że zapraszasz mnie do siebie? — zapytała, zaskoczona.

— Jeżeli nie chcesz, to możemy iść do baru albo restauracji. Wybacz, że nie powiedziałem, że chcę zaprosić cię do siebie.

— Nie ma sprawy. Jeżeli masz dobry barek — zaśmiała się, a on ośmielił się otworzyć drzwi i wpuścił gościa do środka. — Cóż za porządek.

— Zawsze dbam o pomieszczenie, w którym przybywam — rzekł i wskazał palcem trunki stojące na szafce. Czekał na jej decyzję, czego jej nalać. Z początku nie wiedziała, co wybrać. Zastanawiała się między winem a likierem.

— Może być Jack Daniels z colą — odezwała się wreszcie. David nalał to samo sobie i jej i podał kobiecie szklankę.

— To co robisz na statku? — zapytała, nieśmiało upijając mały łyk.

— Jestem na wczasach.

— Zabawne, bo ja też. A skąd pochodzisz i gdzie pracujesz?

— Kończę kontrakt pod koniec miesiąca w Dubaju i wracam do rodziny w Polsce. A ty czym się zajmujesz?

— Pracuję w firmie, która zajmuje się nieruchomościami, częściami do maszyn i przemysłem stoczniowym.

— To musi być duża firma.

— Tak, jest wielka — odpowiedziała. — Ja tylko prowadzę finanse — sprostowała, aby nie dopytywał się i nie wyciągnął od niej, że jest udziałowcem. Na statku była wolnym człowiekiem i chciała pozostać anonimowa. Nie była tu w interesie firmy, a dla przyjemnego relaksu i tylko dla relaksu.

Miło im upływał czas na rozmowie. Najlepszym tematem były podróże z dzieciństwa i gafy, jakie wówczas popełniali. Nie wiadomo kiedy zbliżyli się do siebie. On ją najpierw mocno przytulił, a kiedy całował jej usta, doznała dreszczy i gęsiej skórki. Dawno się tak nie czuła. Czy to wina drinka? Czy mężczyzny? Była wyluzowana i pewna, że chce z nim być. David odsunął swoją twarz, spojrzał jej w oczy i, odgarniając jej włosy z czoła, zapytał:

— Wracasz do siebie? Czy chcesz zostać?

— Zostaję.

— Jesteś tego pewna?

— Nie, ale nie chcę się teraz nad tym zastanawiać.

Położyła się wygodnie na łóżku. Dół od stroju kąpielowego wylądował na podłodze. David zaczął ją pieszczotliwie całować i szeptał jej do ucha czułe słówka. Dawno się tak dobrze nie czuła przy mężczyźnie. Zapomniała, jak to jest, i miała oto okazję przypomnieć sobie o flircie. Mężczyzna był czuły i delikatny. Nie żałowała tego, co nastąpiło później. Można się było tego spodziewać, że skoro mężczyzna zaprasza do siebie, dojdzie do zbliżenia. Przy nim czuła się bezpiecznie. Jeszcze jakiś czas potem oboje leżeli obok siebie, przytuleni w wymiętolonej pościeli. Ich lenistwo przerwało niespodziewane, gwałtowne i głośne pukanie do drzwi.

— Twój mąż cię szuka? — zapytał mężczyzna, spoglądając na Emmę z lekkim przerażeniem.

— Chyba żartujesz. Prędzej to twoja żona.

— Ja nie mam żony.

Pukanie nie ustawało, więc nie było mowy o żadnej pomyłce. Oboje wstali i pośpiesznie nakładali na siebie odzież. David przy tym krzyczał:

— Zaraz. Już idę!

Ubrany, podszedł do drzwi i pociągnął klamkę do siebie. Na korytarzu ujrzał dwóch mężczyzn z legitymacjami służbowymi. Po krótkim zapoznaniu, z kim ma do czynienia, rozchylił szerzej drzwi i wpuścił ich do środka. Panowie rozpoznali Emmę od razu. Kobieta siedziała na fotelu, krzyżując dłonie i nogi. Bacznie przyglądała się im trzem, spoglądając na nich swoim posępnym, podejrzliwym, badawczym wzrokiem. Chciała ich dobrze prześwietlić i musiała mieć ich na widoku. Dwóch poznanych wcześniej detektywów krzątało się po kajucie Davida w celu przeszukania. Sprawiali wrażenie, jakby sami do końca nie wiedzieli, czego tak naprawdę szukają. Trzeci według niej zachowywał się dziwnie. Miała przeczucie, że coś ukrywał. Dlaczego tak pomyślała o Davidzie? Tego sama nie wiedziała. Może dlatego, że jego twarz była teraz jakaś inna… Przyjęła dziwne oblicze. Rysy jego twarzy stężały, wzrok zaostrzył się w srogi i surowy, a uśmiech gdzieś zniknął. Kiedy detektywi opuścili kajutę, mężczyzna odetchnął z wielką ulgą, wypuszczając powietrze z ust.

— Nienawidzę takich sytuacji. Człowiek chce odpocząć, a nie ma za grosz spokoju! — krzyknął, aż echo uniosło się po całej kajucie. Teraz Emma zrozumiała, dlaczego był spięty i nieobecny podczas policyjnych oględzin.

— Przecież mówiłam, że sprawdzają kajuty — oświadczyła Emma.

— Nie sądziłem, że te VIP też.

— Co myślałeś, że tylko dół sprawdzą i dadzą spokój? — zapytała, zdziwiona jego reakcją.

— Jak widać się myliłem, bo sprawdzają wszystko.

— A może masz coś do ukrycia? — zapytała, patrząc mu głęboko w oczy.

— No dobra, nie będę cię okłamywał. Nie jestem tu tylko dla relaksu, ale i służbowo. Niestety, chcąc, nie chcąc, tak wyszło, że musiałem się czymś zająć.

— Czym? Porwaniem kobiety? — zapytała, flirtując i patrząc namiętnie na jego usta, z których padło wytłumaczenie. Przez jego zwierzanie się, chociaż wyjaśnień wcale nie oczekiwała, czuła się doceniana i potrzebna.

— Któż to wie, może cię zaraz uprowadzę — odpowiedział kokieteryjnie i złożył soczysty pocałunek na jej ponętnych wargach.

Chwilę trwały ich uściski i pocałunki, zanim Emma je przerwała:

— Uciekam, bo zaraz będę poszukiwana przez Joannę, a z nią to lepiej nie zadzierać.

— Mówisz o tej kobiecie, z którą siedziałaś przy stoliku?

— Tak. Mówię właśnie o niej — odpowiedziała i ruszyła w kierunku wyjścia. David szedł za nią i jak na dżentelmena przystało wyminął ją i otworzył przed nią drzwi. Na pożegnanie, stojąc w korytarzu, machał za nią dłonią i puścił w jej stronę całusy. Dopiero kiedy kobieta zniknęła mu z widoku, zamknął drzwi.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 7.88
drukowana A5
za 35.93