E-book
13.65
drukowana A5
39.47
Marzenia senne i sposoby kierowania nimi  — uwagi praktyczne

Bezpłatny fragment - Marzenia senne i sposoby kierowania nimi — uwagi praktyczne

studium o świadomym śnie

Objętość:
250 str.
ISBN:
978-83-8155-563-0
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 39.47

Markiz D’Hervey de Saint Denys (1823—1892) jest pierwszym nowożytnym autorem, który opisał stan świadomego snu oraz zdolność do kierowania snami, której istotą jest utrzymywanie pełnej przytomności umysłu we śnie. W swojej pracy o marzeniach sennych proponuje podstawy teoretyczne i metody kontrolowania snów oraz opisuje sny, w których śniący doskonale wie, że śni doświadczając wglądu w głębszą treść swojej własnej istoty.

„Chciałbym przede wszystkim szczególnie pokreślić znaczenie tej umiejętności i przekonać czytelnika, że sam ją posiada i powinien ją wykorzystać do ćwiczenia się w panowaniu nad samym sobą. Dotykamy tu być może najbardziej interesującej praktyki, zupełnie nowych propozycji, w myśl których taka kontrola samego siebie może być doświadczona przez każdego. Efektem tego jest połączenie funkcji uwagi i siły woli podczas snu, co daje nam już pierwszy środek do kierowania snem i modyfikowania go zgodnie z naszym zamysłem”.


Markiz D’Hervey de Saint Denys

Przełożył i napisał przedmowę Marek Czekański na podstawie wydania oryginalnego: Les Rêves et les Moyens de les diriger. Observations pratiques, Paris 1867. Copyright © for the translation by Marek Czekański 2019

Praktyka jasnego snu według markiza d’Hervey de Saint Denys

PRZEDMOWA TŁUMACZA

Wiadomości biograficzne

Markiz Marie Hervey de Saint Denys, francuski orientalista i literat, urodził się w Paryżu 6 maja 1823 r., (pełne imię i tytuły arystokratyczne: Marie Jean Léon Lecoq, baron d’Hervey de Juchereau, markiz d’Hervey de Saint Denys). D’Hervey de Saint Denys poświęcił się badaniu kultury Chin, prowadził intensywne studia w zakresie języka chińskiego, w roku 1851 opublikował swoją rozprawę Recherches sur l’agriculture et l’horticulture des Chinois, w której zajmuje się roślinami i zwierzętami, które mogą być aklimatyzowane na Zachodzie. Na wystawie światowej w Paryżu w 1867 r. pełnił funkcję komisarza ekspozycji chińskiej i został odznaczony Legią Honorową; w 1874 r. został następcą Stanisława Julien na katedrze sinologii w College de France; w 1878 r. został wybrany członkiem Académie des Inscriptions et de Belles-Lettres. Jego prace obejmują przekłady poezji chińskiej z epoki Tang, przetłumaczone z języka chińskiego (1862). Był też znany w świecie literackim, przetłumaczył kilka prac hiszpańskojęzycznych i napisał historię dramatu hiszpańskiego. W 1868 roku markiz ożenił się z 19-letnią sierotą, Austriaczką Louise de Ward. Zmarł w Paryżu 2 listopada 1892 roku.

Niedawno d’Hervey de Saint Denys stał się znany dzięki introspekcyjnym studiom nad snami. D’Hervey de Saint Denys jest jednym z pierwszych nowożytnych oneirologów, a obecnie jest nawet uważany za „Ojca” współczesnego świadomego śnienia. W czternastym roku życia rozpoczyna spisywanie swoich marzeń sennych, aby wkrótce doznawać pełnej przytomności we śnie. Zdolność ta pozwalała jemu przeżywać sen z pełną świadomością rzeczywistego stanu i myśleć o tym co przeżywał w czasie czuwania, w wyniku czego miał on wystarczającą władzę nad swoimi aktami poznawczymi we śnie aby postrzegać, wyobrażać sobie, przypominać i rozumować. D’Hervey de Saint Denys w pewnym okresie swojego życia będąc już w pełni dojrzały intelektualnie, zaczyna badać swoje przeżycia, a przede wszystkim usiłuje wyrazić je w terminach zgodnych z ówczesnym stanem wiedzy dotyczącej fizjologii człowieka. Właściwie przez całe życie jego praca i działalność literacka dotyczyła tematyki kultury chińskiej, a własne dociekania psychologiczne pozostawia niejako w sferze prywatnych przemyśleń. Z czasem były one również podzielane przez niektórych jego przyjaciół i może nigdy nie byłyby powszechnie znane i opublikowane, gdyby nie ich zainteresowanie. Przyjaciele ostatecznie zachęcili go do wzięcia udziału w konkursie na napisanie artykułu naukowego, eseju o zbliżonej tematyce, kiedy w 1855 roku sekcja filozoficzna Francuskiej Akademii Nauk Społecznych i Politycznych ogłosiła temat konkursu na stworzenie teorii snu i marzeń sennych.

W 1867 r. ukazała się anonimowa publikacja zatytułowana Les reves et les moyens de les diriger, w przypisie na stronie 1 rozprawy Alfreda Maury’ego Le sommeil et les reves, wydanego w 1878 r., D’Hervey de Saint Denys został zidentyfikowany jako jej autor. W swojej pracy o marzeniach sennych proponuje podstawy teoretyczne i metody kontrolowania snów oraz opisuje sny, w których śniący doskonale wie, że śni. Markiz d’Hervey de Saint Denys jest pierwszym nowożytnym autorem, który opisał stan świadomego snu.

Źródła myśli markiza d’Hervey de Saint Denys

D’Hervey de Saint Denys jest myślicielem znajdującym się pod wpływem XIX-wiecznej filozofii pozytywistycznej, czerpie z dziedzictwa filozofii Kartezjusza i stoi z daleka do idealizmu, który wyłonił się z filozofii niemieckiej. Filozofia Kartezjusza obejmuje pojęcia starożytnej filozofii greckiej: dusza, intelekt, wola, zmysły zewnętrzne, zmysły wewnętrzne, wyobraźnia, pamięć oraz myśl jako idea znajdująca się w duszy. Posługując się tymi terminami D’Hervey de Saint Denys jest jednocześnie sceptycznym empirystą i swoje analizy stara się przeprowadzać na korzyść empirycznego racjonalizmu. Jest to widoczne, gdy przeanalizuje się jak autor podchodzi do doświadczenia własnych stanów psychicznych i jaką metodą posługuje się w badaniu świata marzeń sennych. Przyjmuje on pogląd, że w świadomości nie znajduje się niczego co najpierw nie byłoby postrzegane zmysłowo. Idee pojawiające się w marzeniu sennym są tylko modyfikacją innych idei, utworzonych z doświadczenia zmysłowego w stanie czuwania. Doświadczenie to w formie wrażenia przechowywane jest w pamięci.

O marzeniach sennych i sposobie kierowania nimi, jest analitycznym studium procesów psychicznych urzeczywistniających się we śnie, rozumianych jako myśli i akty woli. Powstawanie myśli w świadomości w stanie świadomego snu D’Hervey de Saint Denys nazywa wyłanianiem się idei z klisz-wspomnień. Droga do udowodnienia na podstawie przeprowadzonych doświadczeń, że istnieje zdolność umysłu do przywoływania idei wrażeń poznania zmysłowego i idei poznania intelektualnego w stanie pełnej świadomości człowieka śniącego jest rozwinięciem koncepcji Kartezjusza. Zagadnienie pełnej przytomności we śnie, które analizuje markiz D’Hervey de Saint Denys pozwala lepiej zrozumieć założenia kartezjanizmu. W Rozprawie o metodzie, zostało postawione fundamentalne pytanie, o kryterium które mogłoby nas przekonać, że to co widzimy jest rzeczywistością a nie snem. Wątpienie w istnienie świata obiektywnego, najsilniej przejawia się w świadomym śnie, w tym stanie dusza jest pewna o swoim istnieniu na podstawie refleksji, że sama jest swoim myśleniem i wątpi w istnienie świata obiektywnego. W świadomym śnie najsilniej powinno się wątpić w istnienie świata zewnętrznego, ponieważ jest to warunkiem uświadomienia sobie, że jest się we śnie. Wątpienie staje się drogą do wejścia w stan świadomego snu, wątpienie we wszystkie świadectwa zmysłów staje się metodą utrzymywania świadomości we śnie.

Jeżeli dla Kartezjusza wątpienie staje się dowodem realności świata zewnętrznego, dla D’Hervey de Saint Denys wątpienie staje się dowodem znajdowania się w iluzji snu. Argument z odróżnienia jawy od snu, zyskuje więc istotne znaczenie, ponieważ jak wynika z analiz opartych na doświadczeniu ze świadomym snem, które opisuje markiz D’Hervey de Saint Denys istniej wiele kryteriów, które pozwalają odróżnić jawę od snu, wystarczy wspomnieć o czytaniu w świadomym śnie. W filozofii Kartezjusza istotną rolę odgrywają idee, które są jasne i wyraźne, i one również się takimi przedstawiają w świadomości śniącego. Idee te są czymś uprzednim w stosunku do pewności, jaką mamy w naszym poznaniu zewnętrznego świata. Na podstawie tego kryterium przedmioty intelektu poznajemy w sposób prawdziwy i nieomylnie jesteśmy przekonani o tym, że rzeczy tak się mają. Rozróżnienie idei na pierwotne i na reprezentacje wrażeń zmysłowych, czyli abstrakcje myśli wyprowadzone z wyobraźni i pamięci znajdujących się w świadomości, jest wspólne dla Kartezjusza i dla D’Hervey de Saint Denys. Jasny sen składa się z myśli jasnych i wyraźnych, jest to czyste myślenie samo w sobie. Czy zatem horyzont poznawczy świadomości we śnie nie stanowi rozwinięcia perspektywy myślenia, dla której drogę utorowała filozofia kartezjańska, skoro idee, które są dane podmiotowi we śnie jawią się jako jasne i wyraźne? Jeżeli tak, to z racjonalizmu kartezjańskiego istnieje zatem droga wiodąca ku irracjonalizmowi myślenia symbolicznego. Chociaż nie jest to świat gdzie byt podlega pierwszym zasadom poznania, istnieją jednak inne możliwości. Według markiza D’Hervey de Saint Denys sen jest wycofywaniem się ducha ku życiu w samym sobie i stanowi bramę do świata nadzmysłowego.

Racjonalizm i przeciwstawienie się spirytyzmowi

Chociaż markiz D’Hervey de Saint Denys czuje się lepiej w roli humanisty, dąży jednak do naukowego wyjaśnienia swoich doświadczeń wewnętrznych co szczególnie widać w momencie kiedy usiłuje stanąć do konkursu aby zmierzyć się z kwalifikowanymi psychologami i lekarzami, którzy wypowiadają się na temat oneirologii niejako zawodowo. Pomimo, że D’Hervey de Saint Denys analizuje swoje własne przeżycia wewnętrzne, które są dla niego czymś oryginalnym w stosunku do tego co zastaje w swoim zewnętrznym otoczeniu intelektualnym, określonym przez kulturę i współczesne jemu autorytety naukowe, usiłuje zrozumieć o czym piszą jego potencjalni krytycy i stara się dostosować własny sposób rozumienia do wiedzy, która ówcześnie była uznawana za oficjalną naukę. Jest to przede wszystkim wiedza z dziedziny nauk przyrodniczych, medycyny, psychologii, a więc z dzisiejszego punktu widzenia, chcąc się do niej odnieść musielibyśmy przebijać się przez gąszcz koncepcji, które od dwustu lat pozostają wątpliwe, biorąc pod uwagę obecny rozwój nauk przyrodniczych, a ich wiarygodność i przydatność jest znikoma, dlatego część polemiki, z niektórymi autorami została pominięta w niniejszym przekładzie.

Będąc przekonanym, że sny są to tylko iluzje, i że nie ma niczego w wizjach sennych co nie byłoby wcześniej dostępne dla wzroku D’Hervey de Saint Denys usiłuje opierając się na akademickich wyjaśnieniach stworzyć teorię, tak aby móc swoje odkrycia opublikować. Formułuje więc koncepcję w terminach ówcześnie uznawanych jeszcze za niepodważalne, jak idee czyli myśli, które są dane w świadomości, pojęcia duszy, woli, władz poznawczych. Posługuje się pojęciem wrażenia zmysłowego, rozróżnia w duszy władzę wolicjonalną i intelektualną itd. D’Hervey de Saint Denys używa pojęcia duszy, intelektu i woli w rozumieniu Arystotelesa, natomiast pojęcie myśli jako idei, odpowiada rozróżnieniom Kartezjusza, które stosuje w odniesieniu do poznania rzeczywistości świadomego snu. Idee jako myśli były jeszcze terminem akceptowanym przez oficjalną naukę, analizowanie i poszukiwanie uzasadnienia ich racji bytu w postaci stworzenia teorii w sensie nowej koncepcji psychologicznej, terminologicznie w zupełności mieści się w granicach ówcześnie uprawianej psychologii. Dzisiejsza materialistyczna psychologia odrzuca pojęcie intelektu i woli, duszy oraz idei jako myśli. Przedmiotem zainteresowania ówczesnych badaczy, była istotna dla rozwoju psychologii i fizjologii problematyka snów lunatycznych czyli somnambulizmu, zaburzeń psychicznych związanych ze snem oraz zagadnienie hipnozy. Natomiast doświadczenie wewnętrzne D’Hervey de Saint Denys jest doświadczeniem innego rodzaju, jest przede wszystkim, co sam podkreśla, doświadczeniem psychicznym zdrowego człowieka, stąd jego analizy nie dotyczą snu hipnotycznego ani zaburzeń związanych z somnambulizmem. Jego zainteresowania nie odnoszą się także do innych zaburzeń świadomości lub sztucznie wzbudzonych odmiennych stanów świadomości przez stosowanie substancji o działaniu narkotycznym jak opium, haszysz i innych.

Pełna świadomość podczas snu, którą doświadczał i opisał markiz D’Hervey de Saint Denys zupełnie nie należy do tego rodzaju stanów psychicznych. O ile są to subiektywne przeżycia wewnętrzne, zupełnie naturalnie doznaje ich osoba zdrowa psychicznie podczas snu. D’Hervey de Saint Denys interesuje się wyłącznie stanami mentalnymi istniejącymi podczas świadomego snu, zachodzącymi jako naturalne stany psychiczne w obrębie zdrowej psychiki. Świadomość we śnie to osobiste doświadczenie wewnętrzne, obejmujące naturalne doznawanie stanów pełnej przytomności i uważności we śnie, jasnego oglądu iluzji marzeń sennych, poczucia bycia obserwatorem i coraz jaśniejszego oglądu rzeczywistości świata snu w miarę rozwoju praktyki świadomego śnienia.

D’Hervey de Saint Denys ogląda wewnętrzny świat własnej duszy i usiłuje zrozumieć naturę swoich wizji, przyjmując hipotezę, że doświadczenie to nie jest objawieniem mistycznym, a stan pełnej świadomości we śnie jest zjawiskiem naturalnym, i nie doszukuje się w nim cech nadnaturalnych. Stwierdza, że nadprzyrodzoność nie może odgrywać żadnej roli w praktycznych obserwacjach jakie prowadzi. Jego wizje nie są wizjami religijnymi ani magicznymi, a ich treść jest istotna, o ile pozwala dostrzec jeszcze inne aspekty własnego umysłu. Doświadczenie świadomego snu powinno być wyjaśniane przez psychologię a nie religię. Opinie i zakazy religijne zniekształcają badanie świadomego snu dlatego nie powinny służyć jako podstawa do oceny faktów w porządku naturalnym. Z tego powodu uznaje starożytną oneirokrytykę za nieprzydatną, a nadanie problematyce marzeń sennych charakteru religijnego przy jednoczesnym jej odrzucaniu przez Ojców Kościoła jest niezrozumieniem natury człowieka. Analizując wyjaśnienia religijne, odrzuca je stwierdzając, że wszystkie obrazy znajdujące się w snach powstają ze wspomnień zgromadzonych w realnym życiu. D’Hervey de Saint Denys słusznie powinien zostać uznany za współtwórcę idei nieświadomości w psychologii, wielokrotnie stwierdza, że tworzenie się klisz-wspomnień następuje bez wiedzy tego kto je nabywa, i że w czasie snu z tych klisz przed oczyma naszego umysłu mogą być reprodukowane klarowne obrazy.

Rozwój osobisty i emancypacja umysłu

W pierwszej części swojej pracy markiz D’Hervey de Saint Denys przedstawia osobiste świadectwo, ukazując drogę prowadzącą do ukształtowania własnych poglądów. Ujawnienie się zdolności świadomego śnienia nastąpiło u niego samoistnie i wynikało z charakteru jego rozwoju osobistego w dzieciństwie, o którym zdecydowały wychowanie i edukacja. D’Hervey de Saint Denys wspomina o zamiłowaniu do samotności, które miało decydujące znaczenie w rozwoju jego osobowości. Przede wszystkim wspomina o tym, że odkrył zdolność świadomego śnienia poprzez przywoływanie wspomnień ze snów, kiedy w swoim szkicowniku utrwalał obrazy oglądane we śnie, nadając im nazwy i tworząc opisy swojego wewnętrznego świata marzeń sennych.

Pomysł zrodził się podczas zabawy, ponieważ mając upodobanie w rysowaniu, powziął sobie taki właśnie temat, rysowania treści swoich snów, co bardzo go pochłonęło i zainteresowało. Świadomość dziecka, pod wpływem zamierzeń jakie następnie powziął rozwinęła u niego refleksję nad rzeczywistością świata marzeń sennych. Początkiem jego praktyki wewnętrznej było więc prowadzenie swoistego dziennika snów, w którym ilustrował swoje doświadczenia w postaci kolorowych rysunków, przy których zapisywał spostrzeżenia i doznane wrażenia, tak aby je odpowiednio nazwać własnymi słowami. Z czasem przyzwyczaił się coraz łatwiej zapamiętywać fantastyczne elementy swoich ilustrowanych opowiadań. W miarę jak czynił postępy w prowadzeniu dziennika swoich snów, luki w nim były coraz rzadsze. Wątki wydarzeń stawały się coraz bardziej konsekwentne, a niektóre zadziwiająco powiązane z innymi.

D’Hervey de Saint Denys, poświęcał wiele czasu świadomemu śnieniu i było to u niego czymś co możnaby nazwać zamknięciem się we własnym świecie, w świecie fantazji. Przejawiając uzdolnienia artystyczne w ciągu dalszego życia pracował wiele nad osiągnięciem dojrzałej formy swoich prac malarskich. Świadome śnienie rozwijało u niego potrzebę rozwoju wyobraźni i poszukiwania inspiracji twórczej. Wyrobienie w sobie nawyku systematycznego prowadzenia intymnego dziennika marzeń sennych, pod wpływem drobiazgowego wyszukiwania różnorodnych walorów treści doświadczenia wewnętrznego, poszerza jego horyzont poznawczy. Z czasem był on w stanie coraz dokładniej zapamiętać i uchwycić szczegóły swoich wizji sennych, coraz bardziej też rozwijała się u niego twórcza wyobraźnia. Dostrzegał w tym samym czasie u siebie rozwój duchowy, gdy pod wpływem przyzwyczajenia, zdolność, którą posiadał na skutek długotrwałych obserwacji zwiększała się coraz bardziej. Za każdym razem kiedy po przebudzeniu, nagle bywał zaskoczony jakimś szczególnie niezwykłym procesem umysłowym chwytał do ręki ołówek, który był zawsze umieszczony obok jego łóżka. Sięgał do niego niemal po omacku z wpół zamkniętymi oczyma, zanim jeszcze te subtelne wrażenia nie umkną jak ulotne obrazy w ciemni fotograficznej, szybko zanikając w pełnym świetle dnia. Doznawanie pełnej świadomości w stanie snu pochodziło z zaangażowania w analizowanie marzeń sennych.

Pod wpływem systematycznego studiowania wizji sennych, stopniowo dochodzi do coraz jaśniejszego oglądu swoich marzeń sennych we śnie. Zauważa, że staje się coraz bardziej przytomny w swoich snach. Najpierw będąc jedynie obserwatorem, z czasem uczestniczy w akcji, która toczy się w obrębie marzeń sennych, wywierając wpływ zgodnie ze swoją wolą na treść snów. Markiz d’Hervey de Saint Denys w części autobiograficznej oraz w relacjach snów, zaczerpniętych ze swoich dzienników marzeń sennych dokumentuje własne dociekania psychologiczne, drogę, którą wyruszył ku zrozumieniu świata wewnętrznego jeszcze w dzieciństwie, a kiedy osiągnął dojrzały wiek postanowił ów świat analitycznie zbadać i uzgodnić własne poglądy z ówczesną nauką akademicką. Ten nowy sposób obserwacji sukcesywnie przybierał coraz większy zakres i stał się dla niego źródłem skomplikowanych dociekań, do tego stopnia, że zaczął postrzegać te badania już jako coś zupełnie innego niż tylko dziecięcą rozrywkę.

Przy bardzo jasnym oglądzie i w pełni świadomym doświadczaniu rzeczywistości marzenia sennego jako innego świata, w którym ma poczucie, że jest tak samo obecny jak doświadcza świata będąc w stanie przebudzenia, doświadcza wglądu w głębszą treść swojej własnej istoty. Bezpośrednim skutkiem jaki uzyskał była możliwość studiowania samego siebie. Nawyk myślenia w ciągu dnia o własnych marzeniach sennych, analizowania ich i opisywania miał taki rezultat, że weszły na stałe w ramy wspomnień, które przychodziły jemu na myśl, i z powrotem trafiały do snu wspólnie z elementami jego normalnego życia intelektualnego. Praktyka myślowa, która stała się odtąd częścią jego życia duchowego według niego samego była już na takim poziomie, że jego rozumienie natury własnej jaźni wykraczało poza teorie ówczesnej psychologii.

Wzbudzenie stanu świadomego snu

Aby wejść w stan snu, potrzebne jest zapomnienie o otaczającym nas świecie rzeczywistym, przerwanie odniesienia do relacji zachodzących w życiu na jawie, wycofanie się umysłu ku samemu sobie. D’Hervey de Saint Denys podaje przykład z jazdą zaprzęgiem konnym, pewnego razu kiedy podróżował on dyliżansem zauważył, że jego myśli podążały za marzeniami. Pod wpływem rytmicznych poruszeń powozu przestaje zwracać uwagę, że jedzie, a jego marzenia snują się beztrosko. Świadomość podąża za swobodnym biegiem skojarzeń myślowych, podobne jak można mówić o podejmowaniu medytacji z oddechem, przez porównanie do jazdy powozem, którym przebywamy drogę poprzez materialne okoliczności świata zewnętrznego. Uznawszy chociaż przez jakiś czas, że nasz byt jest zabezpieczony w tym sensie, że nie musimy się troszczyć o wychodzenie z dyliżansu, nasza świadomość jest wciąż na jawie, a jednocześnie nie zwracamy uwagi na to co się wokół nas dzieje. Nasze ciało jest bezpieczne i jest nam obojętne czy przyśniemy na chwilę czy też będziemy z uwagą obserwowali zmieniający się krajobraz za oknami. Kiedy pojawiają się różne widoki za oknami, nie zwracamy na nie uwagi i uspokojeni monotonną podróżą, przestajemy koncentrować się na wrażeniach zmysłowych docierających do naszej świadomości. Kiedy pozwalamy wyobraźni swobodnie toczyć bieg naszych marzeń, które podążają w różnych nieprzewidywalnych kierunkach, ich bieg odbywa się spontanicznie. Wtedy przestajemy interesować się światem znajdującym się na zewnątrz nas, ponieważ nasze ciało bezpiecznie spoczywa. Nie musimy z wysiłkiem woli koncentrować uwagi. Pozwalamy swobodnie roić naszej wyobraźni. I to jest ten moment, w którym uświadamiamy sobie, inną rzeczywistość niejako pozazmysłową.

Świadome przejście z jawy do snu, będzie polegało na skupieniu uwagi i wszystkich naszych myśli nie tylko na przedmiotach, które obecne są w naszej wyobraźni i pamięci, lecz także na tych które ożywiają się i wydają się przybierać formę zmysłową podczas gdy nasze zmysły są zamknięte na świat zewnętrzny. Przejście z jawy do snu dokonuje się poprzez odwrócenie uwagi od wrażeń zmysłowych i poddanie się spontanicznemu przepływowi wyobrażeń z wyobraźni i pamięci. Bynajmniej nie chodzi o to abyśmy mieli koncentrować się na jakiś pojęciach i wzbudzać silne pragnienie osiągnięcia pożądanego rezultatu. D’Hervey de Saint Denys sądzi, że błędna jest opinia, że przed zaśnięciem wystarczy silnie myśleć o kimś lub o czymś, aby to się przyśniło. Jeśli miałoby to być nieustanne zaabsorbowanie czymś, które zajmuje nas przez cały dzień, to taka sama obsesja będzie mogła prześladować nas we śnie i w nim się przejawiać. Jednak jeśli pomyślelibyśmy dobrowolnie i chwilowo na jakiś temat przed zaśnięciem, nurt skojarzeń, który byłby w stanie dalej poprowadzić swój kapryśny bieg od początku snu, będzie już daleko od punktu wyjścia w momencie kiedy nasze wizje zaczną się pojawiać wyraźnie.

Dzisiaj znanych jest wiele różnych metod umożliwiających rozwinięcie zdolności świadomego śnienia. D’Hervey de Saint Denys nie pisze o metodzie ale o naturalnej zdolności. Dążenie do wzbudzenia klarowności marzeń sennych opierające się na powzięciu mocnego postanowienia uzyskania zamierzonego rezultatu, stanowi przeciwieństwo praktyki naturalnie osiąganego świadomego snu, o której pisze D’Hervey de Saint Denys, chcąc przede wszystkim pokreślić znaczenie tej naturalnej umiejętności i przekonać czytelnika, że sam ją posiada i powinien ją wykorzystać do ćwiczenia się w panowaniu nad samym sobą, poprzez kierowanie uwagi na stany wewnętrzne i wywieranie wpływu siłą woli aby móc w pełni opanować wizje marzeń sennych, wtedy kiedy jest się świadomym że się śni. Można powiedzieć, że metoda markiza D’Hervey de Saint Denys nie jest metodą w sensie współczesnych atrakcyjnie prezentowanych technik osiągania świadomego snu. Naturalne pojawienie się stanu świadomości we śnie, nie jest rezultatem dokonywania łatwych zabiegów aby natychmiast osiągnąć zamierzony efekt.

Metoda, którą D’Hervey de Saint Denys opiera na pracy z dziennikiem snów jest introspekcyjna i metafizyczna, oparł ją on na osobistym doświadczeniu przejścia przez bramę świata nadzmysłowego wiodącą na wyższy poziom myślenia. Wstąpienie w stan świadomego snu nie dokonuje się poprzez zastosowanie łatwo osiągalnego środka, który miałby skutkować natychmiastowo. Dlatego trwała dyspozycja do świadomego śnienia nie pochodzi ze zredukowania do poziomu prostej rozrywki metody mającej zastosowanie do postępu wewnętrznego. D’Hervey de Saint Denys wskazuje istotne warunki umożliwiające wzbudzenie świadomego snu. Jest to przede wszystkim posiadanie przez śniącego nawyku, który nabywa się przez sam fakt prowadzenia dziennika swoich marzeń sennych, a następnie kojarzenie wspomnień ze snów z określonymi spostrzeżeniami zmysłowymi, tak aby powrót tych wrażeń podczas snu wprowadzał w obrębie naszych marzeń sennych myśli lub obrazy, które z nimi łączyliśmy. Skupienie się na abstrakcyjnym przedmiocie, idei reprezentowanej w umyśle, wynikającym z analizy wspomnień odnotowanych w dzienniku snów oraz analiza treści własnych marzeń sennych doprowadzi do stopniowego wzrostu klarowności pojawiających się obrazów we śnie, które ukonstytuują świadomy sen.

Przejście ze stanu czuwania do stanu snu a ciągłość myślenia

Markiz D’Hervey de Saint Denys analizuje aktywność poszczególnych władz umysłowych podczas snu i dochodzi do wniosku, że podczas snu wszystkie one pozostają czynne. Porównuje myśli podczas zasypiania, do koni, które są zaprzęgnięte i zajęte przez cały dzień pracą, pod wieczór zostają one wyprzęgnięte ale ich wodze wciąż pozostają w ręku woźnicy, i to jest początek snu. Prowadzi je on na pastwisko i wypuszcza z rąk wodze, pozwalając podążać im za ich fantazją, i to jest właśnie zupełny sen. Doskonały sen, dający odpoczynek i powodujący regenerację sił, to taki stan, podczas którego owe konie zostały pozostawione samopas. I to właśnie wtedy gdy woźnica nie pędzi ich w taki sam sposób jak podczas trzymania w uprzęży. Wejście w stan snu następuje wtedy gdy ów woźnica traci nad nimi przewagę, a w najlepszym razie jest niezdolny do kierowania nimi w określonym kierunku. Świadomość bez przerwy podąża za ciągiem obserwowanych reprezentacji przedmiotów i spostrzeżeń, jednak są one nieraz tak mylne i niejasne, że nie pozostaje po nich najmniejszego śladu. Jest to właśnie to, co nazywa się głębokim snem.

Zdaniem markiza d’Hervey de Saint Denys chociaż wydaje się, że istnieją ewidentne luki w pamięci snu, nawet jeśli istnieje coś w rodzaju przerw w ciągu naszych myśli, to jednak żadnej realnej przerwy między nimi nie ma. Dlatego brak pamięci całego snu nie jest tym samym co domniemanie faktycznej przerwy w aktywności umysłowej w czasie snu. Wszystkie władze poznawcze pozostają czynne. Przejście z jawy do snu może się dokonywać stopniowo i bez przerywania łańcucha myśli. Moment, w którym następuje przejście ze stanu czuwania do stanu snu zawsze charakteryzuje mniej lub bardziej długotrwała chwila marzeń, podczas której myśli i wspomnienia łączą się w łańcuch i rozwijają się spontanicznie podążając według praw skojarzeń myślowych. Dlatego uwaga będzie momentalnie zawieszona, gdy taki stan marzeń nastąpi.

D’Hervey de Saint Denys analizuje moment świadomego uchwycenia przejścia ze stanu czuwania do stanu snu, a raczej do stanu marzeń sennych. Jego zdaniem od samego początku marzenia są tym samym co marzenia senne, natomiast przeszkodą świadomego wejścia w sen jest brak uważności, rozproszenie, które odbywa się pod wpływem oddziaływania przyczyn fizycznych, nadmierne przywiązanie do materialnych przejawów rzeczywistości i napięcie nerwowe utrudniające naturalny i spontaniczny przebieg myśli, bez którego nie może się dokonać przejście od stanu jawy do snu. Przejście z jawy do snu, ze stanu myślenia człowieka obudzonego ze snu w stan człowieka śpiącego, może się dokonywać stopniowo i to bez przerywania łańcucha myśli, nie powodując w nim braków. Oczy ciała zamykają się na świat rzeczywisty aby umożliwić oczom umysłu otwarcie się na świat duchowy. D’Hervey de Saint Denys opisał stan jasnego snu oraz zdolność do kierowania snami, której istotą jest utrzymywanie pełnej przytomności umysłu we śnie. Niektóre sny bywają bardzo jasne i wyraźne, wiele innych wydaje się być nieokreślonych i niejasnych.

Nie we wszystkich snach możliwe jest osiągnięcie pełnej przytomności umysłu. Przyczyna tego zjawiska leży w stopniu intensywności snu i może być wyjaśniona fizjologicznie. Rozwinięcie zdolności utrzymywania pełnej świadomości w stanie snu polega na wyćwiczenia nawyku oglądania obrazów jawiących się we śnie. Klarowność obrazów, jakie pojawiają się w snach zależy od ukształtowania wspomnień z zapamiętanych snów. Świadomie śniący, żywiąc wiarę we własne twórcze możliwości ma silną motywację do tego aby rozwinąć kontrolę nad swymi snami z powodu wielkiego znaczenia, jakie przywiązuje do tych zdolności. Nie należy jednak koncentrować się na dążeniu do osiągnięcia stanu klarownego snu, ale uważać klarowność za naturalny rezultat towarzyszący rozwinięciu zainteresowania treścią marzeń sennych. Wraz ze wzrostem zaangażowania w analizę własnych doświadczeń wewnętrznych klarowność snu pojawi się sama. Mając świadomość, że się śni, należy koncentrować uwagę na szczegółach marzenia sennego, jednocześnie pozwalając na swobodny bieg myśli. Pomyślenie o danym przedmiocie, oznacza jego postrzeganie. W ten sposób sen odzyskuje swoją żywotność i trwa dalej.

Intuicja, introspekcja i samoświadomość bramą świata nadzmysłowego

Markiz D’Hervey de Saint Denys nie będąc przez nikogo pouczony dochodzi do swojej praktyki, która została ukształtowana w toku jego dążeń poznawczych w sposób nieuprzedzony. Będąc jeszcze dzieckiem zainteresowania światem iluzji sennych w najmniejszym stopniu nie uznawał za coś, czym nie powinien był się zajmować, przed czym byłby przez kogokolwiek przestrzegany. Wiedziony osobistym przekonaniem, dochodzi do poznania w sposób niezależny i nieuprzedzony. Kiedy bezskutecznie usiłował wyjaśnić własne przeżycia związane ze świadomym snem, zdumiało go, że spotkał się z brakiem odpowiedzi ze strony autorytetów naukowych, zarówno pisarzy dawniejszych jak i ówczesnych przedstawicieli nurtu pozytywistycznego. Poznając ówczesną literaturę naukową na temat snu najpierw stwierdza, że możliwość urzeczywistniania aktów poznawczych we śnie, jest negowana przez wielu autorów. W miarę jak czyni postępy w swoich badaniach, dowiaduje się, że jasne sny były znane w religiach, obecne w poglądach wielu autorów starożytnych, znajduje bardzo bogate świadectwo ludzkiego doświadczenia, sięgające niepamiętnych czasów, zapisane niejako na marginesie literatury filozoficznej oraz tekstów religijnych pochodzących z różnych kultur i z rożnych epok, aż po czasy nowożytne. Intuicja i osobiste dążenie poznawcze, prowadzą go do przekonania, że jedynie on sam jest odkrywcą i władcą nieznanego świata własnego ducha.

Świat wewnętrzny, dostępny wyłącznie w indywidualnym przeżyciu wewnętrznym jawi się w pełni kiedy analizując pojęcia odkrywane w swoim umyśle uzyskuje się introspekcyjny wgląd we własną jaźń. Z drugiej strony D’Hervey de Saint Denys stwierdza, że założenie, jakie czyni filozofia starożytnego Wschodu, jakoby umysł miał wędrować swobodnie po świecie materialnym i niematerialnym podczas gdy ciało śpi nie wydawało się jemu hipotezą na której mógłby się oprzeć. Bardziej skłonny jest uznać, że dusza uwolniona z więzów, które wiążą ją z ciałem, przenosi się w świat stworzony przez nią samą. Jest to aktywność, którą dokonuje się z prawdziwą łatwością gdy umysł zostanie przyzwyczajony do pewnego nawyku, przez długotrwałą praktykę. Jeżeli nie istnieje sen bez marzeń sennych, co D’Hervey de Saint Denys usiłuje wykazać na podstawie swoich analiz i doświadczeń, to świadomość pozbawiona zmysłowych władz poznawczych, oderwana od treści wrażeń doświadczenia zmysłowego posiada swoją samoistną czynność, która jest życiem duchowym. Stan ten można nazwać doświadczeniem poza ciałem. Wrażenia zmysłowe ustępują miejsca niezliczonym abstrakcjom oddzielającym się i modyfikującym się na wiele przypadków. To co ma miejsce w porządku fizycznym w odniesieniu do wrażeń zmysłowych urzeczywistnia się w porządku duchowym. Pod wpływem tego stanu zwanego świadomym snem, śniący zamykając oczy ciała otwiera oczy umysłu na zupełnie nowe postrzeganie bogactw odkrywanych w pamięci i konstruowanych przez wyobraźnię, kiedy na zewnątrz roztacza się noc, a blask światła oświetla duszę od wewnątrz, może ona dostąpić stopnia wrażliwości dużo większego od tego, który jest dostępny dla niej na jawie. Czynność umysłowych władz poznawczych urzeczywistniająca idealny świat świadomego snu nie jest ograniczona danymi poznania zmysłowego, rozciągłości, czasu i przestrzeni a wówczas świadomy sen staje się bramą do poznania nadzmysłowego. D’Hervey de Saint Denys dochodzi więc do wniosku, że fenomen marzeń sennych jest ściśle związany z wielką tajemnicą dualizmu ciała i umysłu, w tym sensie nie jest adekwatnym przedmiotem badania psychologii w ujęciu materialistycznym, ponieważ usiłowanie wyjaśnienia wszystkich fenomenów związanych ze snem za pomocą zasad materialistycznych, jest bezskutecznym dążeniem do ujawnienia niezgłębionej tajemnicy związku pomiędzy ciałem i duszą.

Czytelnik zainteresowany tematyką świadomego snu w trzeciej części książki znajdzie dla siebie najbardziej wartościowe treści stanowiące oryginalne poglądy autora, wolne od dzisiejszych nawarstwionych uprzedzeń i błędnych opinii, które są przeszkodą w przeżywaniu osobistego świata, danego w indywidualnym przeżyciu wewnętrznym. Najistotniejsze jest to, w jaki sposób markiz D’Hervey de Saint Denys dochodzi do swojej praktyki i jak ją uprawia, a nie to, co stanowiło przedmiot jego dyskusji z przedstawicielami oficjalnej nauki o orientacji materialistycznej. Aby świadomie śnić nie potrzebujemy znać dzisiejszej terminologii psychologicznej, w życiu na wiele nam się ona nie przyda, albowiem dla praktykującego obserwatora istnieje zupełnie nieodkryty świat. Wizji doświadczanych w świadomym śnie nie wyjaśni nam współczesna psychologia mająca w założeniu uznanie człowieka za organizm biologiczny pozbawiony duszy rozumnej.

D’Hervey de Saint Denys chce zaszczepić w nas pogląd, że byłoby wielkim błędem przyjmowanie wyłącznie materialistycznej fizjologii do opisu całej natury człowieka, co dzisiaj przyjmuje się w oficjalnej nauce za jedynie słuszny pogląd, zgodnie z którym w człowieku wszystko wyjaśniać należy wyłącznie za pomocą praw fizycznych, to znaczy, że trup jest przykładem tego, jak we śnie ustają wszelkie władze poznawcze. Śpiący człowiek, dla psychologów jest dowodem, że znajduje się on w stanie utraty przytomności, stąd błędnie uważają oni sen za zupełny brak wszelkiej percepcji, za całkowitą bezczynność umysłu. O ile istnieją dzisiaj liczne publikacje na temat snu i marzeń sennych, a doświadczenia empiryczne potwierdzają fenomen świadomego snu, temat ten jest marginalizowany i klasyfikowany jako pseudonauka. Markiz d’Hervey de Saint Denys, którego inspiracje można również przypisać takim myślicielom jak Porfiriusz, Jamblich, Jakub Böhme, czy Emanuel Swedenborg, czerpie z bezdennej studni myśli filozoficznej nieskażonej materialistycznym empiriokrytycyzmem, a jego praktykę jasnych snów oświeca philosophia perennis, zwana też prisca philosophia, to jest odwieczna filozofia uznająca w człowieku naturę rozumną, której przynależy dusza i wolność woli.


Marek Czekański

Marzenia senne i sposoby kierowania nimi — uwagi praktyczne

„Jeśli śnilibyśmy każdej nocy o tym samym, wpływałoby to na nas tak jak wszystkie inne rzeczy, które spostrzegamy na co dzień”.

Blaise Pascal

Czego należy spodziewać się znaleźć w tej książce i o tym jak została napisana

Rozważania wstępne

Krótkie rozważania wstępne. — Dla kogo książka ta nie została napisana. — W jakim wieku i w jakich okolicznościach zacząłem zwracać uwagę na moje sny, a następnie je studiować. — Moje pierwsze odkrycia i mój pierwszy postęp na tej ścieżce. — Jestem jednak zmuszony do przerwania tych badań, do czego wrócę później. — Dlaczego nie podjąłem wyzwania w roku 1855, oraz w jakiej formie zdecydowałem się opublikować moje badania obecnie.


Podążając krok po kroku w marszu ludzkiego umysłu w jego kapryśnych wędrówkach poprzez idealny świat, można dokładnie przeanalizować pewne dane rzucające wiele światła na cały obraz. Usiłowanie doświadczenia łączności tego co ma siedzibę między działaniami życia na jawie a iluzją snu, jest już samo przez się zagadnieniem, które wzbudza niezwykłe zainteresowanie. Gdyby jednak udało się wywieść z niniejszego studium dowód, że wola nie jest bez wpływu na wiele perypetii naszego wyimaginowanego istnienia we śnie, kierując nieraz naszymi iluzjami tak samo jak wydarzeniami minionego dnia, nie byłoby to niemożliwe, aby przypomnieć sobie jakąś magiczną wizję przywołaną z rzeczywistości realnego życia i wrócić do jej przeżywania we śnie w jakimś poruszającym momencie. Perspektywa ta z pewnością zasługuje na szczególną uwagę, o znaczeniu której, być może nikt dotąd jeszcze nie podejrzewał. Czy marzenia senne nie są trzecią stroną naszej egzystencji? Czy dla tych, którzy poszukują, fenomen marzeń sennych nie jest ściśle związany z wielką tajemnicą dualizmu ciała i umysłu, która nigdy nie zostanie zgłębiona? Czy pośród tych marzeń sennych, które odczuwane są żywo, w końcu nie ma tam przynajmniej niejasnego zachowania w pamięci jakiejś zachwycającej wizji pozostawiającej słodkie i niezatarte wrażenie?

Gdy wyobraźnia tworzy przepyszne i efektowne fantastyczne widowiska, nad którymi panuje jako absolutny władca, niezależny od wszystkiego, co w realnym życiu mogłoby stanowić wymagania i przeszkody, wspaniałość ideału przekracza jakąkolwiek granicę! Koszmary, potwory i niewypowiedziane zmory czasem powodują, to prawda — bardzo bolesne emocje, ale i zaczarowane krainy, urocze zjawy, jak i ukazujące się przepyszne rozkosze powodują niezwykle żywe odczucia, które nieraz wywołują u nas żal, że zbyt prędko obudziliśmy się w nocy! Wiem, że już nawet te wstępne przemyślenia zostaną źle przyjęte przez niektórych ludzi, którzy nigdy nie dopuszczą aby sen stanowił dla nich coś innego niż tylko martwą formę, i będą zaprzeczali temu wszystkiemu aż do niedorzeczności, wyrażając jedyny pogląd, który może być dostępny dla ich umysłowości. Lecz nie dla nich publikuję tę książkę, a nawet nie nalegałbym, aby ją otwierali. Ci, u których mam ambicję znaleźć zrozumienie bynajmniej nie będą to tego rodzaju specjaliści, którzy mieliby rozpatrywać zagadnienie tylko z tej jednej strony, że autor nie jest doktorem medycyny, nie mówiąc już o filozofii. Jakież więc kompetencje decydują ostatecznie o ogarnięciu tak delikatnego tematu? Najistotniejsze jest to, aby Czytelnik wiedział, że nie wyobrażam sobie lepszego sposobu aby o tym go poinformować, niż opowiedzieć mu po prostu jak te sprawy ujawniały się w moim codziennym życiu. W mojej rodzinie byłem tak wychowywany, że uzyskałem wykształcenie pozbawiony towarzystwa rówieśników. Pracowałem sam, trzymając się zarówno z dala od jakiejkolwiek rozrywki, jak i czyjegoś nadzoru, mając tworzyć moje wypracowania w zadanym czasie, odizolowany od innych podczas moich godzin zajęć szkolnych, w czym znajdowałem inspirację i upodobanie. W ten sposób doszedłem do tego, że często zdarzało mi się wykonać moje zadania domowe przed upływem określonego czasu. Instynktowne lenistwo wszystkich chłopców przeszkadzało mi wszystko dobrze przemyśleć przed wyrażeniem swojej uwagi na głos, a nawet najmniejsza rozrywka wydawała mi się lepsza niż jakiekolwiek zajęcie do którego byłem zmuszony, do czego zresztą nie udawało się mnie zobowiązać. Więc chętnie korzystałem z tych chwil wypoczynku w taki czy inny sposób. Czasami rysowałem, a czasami kolorowałem to co naszkicowałem. Pewnego dnia naszedł mnie pomysł (byłem wtedy w moim czternastym roku życia), aby obrać sobie za temat moich szkiców wspomnienia dziwnego snu, który wywarł na mnie głębokie wrażenie. Rezultat wydawał mi się zabawny, i wkrótce miałem specjalny album, gdzie przedstawieniu każdej sceny i każdej postaci towarzyszyła uwaga wyjaśniająca, starannie dotycząca okoliczności, które do niej doprowadziły lub poprzedzały pojawienie się wizji. Kierując się chęcią wzbogacenia tego albumu, przyzwyczaiłem się coraz łatwiej zapamiętywać fantastyczne elementy moich ilustrowanych opowiadań. W miarę jak czyniłem postępy w dzienniku moich nocy, luki w nim były coraz rzadsze. Wątki wydarzeń stawały się coraz bardziej konsekwentne, a niektóre zadziwiająco powiązane z innymi. Doświadczenie pokazało mi wielokrotnie, że luki te były po prostu skutkiem braku ich w pamięci. Kiedy po raz pierwszy zwróciłem uwagę na te przerwy w obrazach, którymi zajęty był mój umysł, niepostrzeżenie doszedłem do przekonania, że nie ma snu bez marzeń sennych, ani stanu uśpienia bez myśli. Widziałem w tym samym czasie u siebie rozwój, a pod wpływem przyzwyczajenia, zdolność, którą miałem po większej części z długotrwałych obserwacji zwiększała się coraz bardziej. Zdolność ta często pozwalała mi mieć świadomość we śnie mojej prawdziwej sytuacji, i utrzymywać we śnie myśli o moich zmartwieniach przeżywanych w czasie czuwania, w wyniku czego utrzymywałem wystarczającą władzę nad moimi pomysłami pozwalającą na nadawanie im biegu w takim lub innym kierunku aby je sobie uzmysławiać. Wszedłszy z dzieciństwa w okres pochłaniających mnie szczegółowych studiów, byłem ciekaw jak temat ów był traktowany przez najbardziej znanych autorów wypowiadających się w kwestii snu i marzeń sennych, których dotychczas jeszcze nie przestudiowałem. Moje zdziwienie było bardzo duże — przyznaję, kiedy pojąłem, że najbardziej znani psychologowie i fizjologowie zaledwie tylko rzucali niewielkie promienie światła w sposób nierozstrzygający na to, co jak sobie wyobrażałem, powinno było być przedmiotem bezpośredniego wyjaśnienia. Nie dawali oni rozwiązania żadnych trudności, nad którymi sam najczęściej się zatrzymywałem, a moje własne praktyczne doświadczenie skłaniało mnie często do obalenia tego co oni sami utrzymywali w odniesieniu do pewnych zjawisk i teorii. Przywiązałem więc szczególnie moją uwagę do niektórych z tych mniej zrozumianych tajemnic psychologicznych i postanowiłem dojść do ich wyjaśnienia podczas samego snu poprzez wykorzystanie tej mojej dawno już nabytej zdolności, często zachowującej w moich marzeniach sennych pewną wolność ducha. Pierwsze zdobycze uzyskane z tej pracy nieustannie zachęcały mnie do kontynuowania jej tak usilnie, że w ciągu kilku miesięcy doszedłem do tego, że tak powiem — nie zaprzątałem sobie uwagi niczym innym. Zastanawiając się w ciągu dnia nad najbardziej interesującymi do wyjaśnienia kwestiami, obserwowanymi podczas marzeń sennych, w których miałem poczucie mojej sytuacji, wykorzystywałem wszystkie okazje aby coś odkryć albo przeanalizować, poznając wstrząsający sen poprzez gwałtowny wysiłek woli. Za każdym razem kiedy myślałem, że nagle zostanę zaskoczony jakimś szczególnie niezwykłym procesem umysłowym trzymałem w ręce ołówek, który był zawsze umieszczony obok mojego łóżka. Sięgałem do niego niemal po omacku z wpół zamkniętymi oczyma, zanim jeszcze te subtelne wrażenia nie umkną jak ulotne obrazy w ciemni fotograficznej, szybko zanikając w pełnym świetle dnia. Jedyny sprzeciw jaki naturalnie się u mnie pojawiał był następujący — jakby coś mi mówiło: „Przecież ty nigdy nie śpisz. Ten osobliwy sen, o którym nam opowiadasz nie był prawdziwym snem”. A ja w odpowiedzi na to, szczerze się tej wątpliwości w sobie przeciwstawiałem. Kiedy zaatakował mnie nawracający ból głowy, sądziłem że trzeba przerwać te moje nocne ekstrawagancje ale odpoczynek od tego i względny spokój umysłu, który przywrócił mi zdrowie nie spowodował utraty czy zmiany mojej już ostatecznie nabytej zdolności dającej mi możliwość oglądania własnych marzeń sennych, i chociaż upłynęło dwadzieścia lat od tamtego czasu, nigdy tej zdolności nie utraciłem. Muszę więc przyznać, że jak sądzę doświadczyłem wówczas, po prostu moralnego zmęczenia, takiego jak ci co wysilają swoje ciało gwałtowną gimnastyką w celu rozwinięcia wielkich zdolności tkwiących w ludzkim ciele. I tak, zamiast bólu mięśni, było to chwilowe zmęczenie umysłu jakiego doznawałem. Otóż, jeśli ja byłem skłonny uwierzyć, że istniały jakieś przeciwstawne nawyki mentalne, które zwalczałem, jak to również bywa z przeciwnościami przy wykonywaniu ćwiczeń na trapezie i trampolinie. Nie byłem jednak pozbawiony zbytniej pewności siebie biorąc się za to począwszy od wieku, w którym natura dostosowuje się z zadowoleniem do wszystkiego czego się od niej wymaga, i jak wiele osób dochodzi do mistrzostwa w ćwiczeniach gimnastycznych tak i ja doszedłem do opanowania marzeń w swoich snach. Bez wątpienia rezultat był nieoczekiwany, lecz nie było w tym niczego chorobliwego lub nienormalnego. Powiedziałem, że z powodów zdrowotnych musiałem wstrzymać, przynajmniej na jakiś czas badanie własnego snu. Powróciłem do tego stopniowo, bez nadmiaru i teraz już bez zmęczenia. Niektóre odkrycia mnie zachwyciły. Moja ambicja nie miała granic. Nie starałem się już o nic więcej jak tylko o to, aby dać pełną teorię snu i marzeń sennych. Taka perspektywa podwoiła moje wysiłki. Ale w miarę jak postępowałem w znajomości mojego tematu, jak już przeniknąłem do tego przerażającego labiryntu, spostrzegłem że trudności się zwiększyły i nadmiernie skomplikowały. Wyjaśnienie niektórych zjawisk, które udało mi się zrozumieć, jeśli nie zawsze udało mi się dosięgnąć ich pierwszą przyczynę, przynajmniej umożliwiło mi postęp i rozwój. Kilka nagłych olśnień, poprzez które natychmiast miałem wgląd w głębię nieznanych obszarów, pozwoliły mi silnie odczuć, że zadania którego się podjąłem nie jestem w stanie zrealizować. Mój brak zdolności do zbudowania systematycznej teorii wydawał mi się tak zupełny, że już nawet wprawiało mnie w zakłopotanie uzgodnienie materiałów, które miałem zebrane, co wydało mi się takim ciężarem, że zniechęcenie zastąpiło nagle miejsce wcześniejszemu zapałowi, a pochłonięty innymi studiami odstąpiłem od tego wszystkiego. Było mi jednak trudno wciąż o tym nie myśleć, zawsze mając w pamięci większość moich marzeń sennych, własny stan świadomości człowieka śpiącego, powracałem często instynktownie do aktywności, która urzekła mnie od wielu lat. Nowym ciekawym pomysłem jaki zrodził się w mojej głowie, była nadarzająca się okazja dająca szansę osiągnięcia długo szukanego rozwiązania, a ja nie mogłem się oprzeć przyjemności poświęcenia jej całej mojej uwagi, mimo że poprzednio odstąpiłem od zamiaru zbudowania mojego systemu, wciąż nie zaprzestałem ustawicznego gromadzenia materiałów. Gdy w 1855 roku sekcja filozoficzna Francuskiej Akademii Nauk Społecznych i Politycznych ogłosiła temat konkursu na stworzenie teorii snu i marzeń sennych, odżył problem, który wydawał mi się długo zapomniany, a to za sprawą przyjaciół, którym miałem poprzednio przekazać kilka fragmentów moich badań, usilnie mnie oni nakłaniali abym stanął pośród konkurentów. Niezależnie jednak od tego, było to dla mnie bardzo trudne, aby z mojego punktu widzenia zaakceptować założenia programowe, przed którymi powstrzymywała mnie jak już wyjaśniłem, niemożność szkicowania kompletnego planu budowli, z której zaledwie tylko niektóre części jasno przedstawiały się w moim umyśle. Czekałem jednak niecierpliwie na opublikowanie zwycięskiego eseju. Kiedy czytałem go z zainteresowaniem, było to dla mnie mieszaniną żalu i satysfakcji, znaleźć wiele problemów, które ja sam już wyjaśniłem, lecz opisanych przez kogoś innego o wiele bardziej wymownie niż ja sam zdołałbym to uczynić. Wydawało mi się jednak, że pan Lemoine (laureat konkursu) był właśnie przygotowany raczej bardziej do walki z tymi największymi z przeszkód, które mnie przeraziły, a mianowicie z obowiązkiem dostosowania się do wymagań w przewidzianych z góry ramach. Oprócz bez wątpienia szczęśliwych fragmentów, znajdują się tam ślady wahania wskazujące na obszary, o których Autor wolałby nie pisać. W toku dalszej analizy historycznej głoszonych opinii odnoszących się do snów i marzeń sennych będę analizować powyższą pracę, a także dwie ostatnie publikacje panów Alfreda Maury i dr Macario. Muszę jednak od początku zaprotestować, że ubolewam, widząc nazbyt często wywody na temat krążenia krwi, płynów życiowych, włókien mózgu, itd., itd., ponownie wznowione rozważania dawnej szkoły, które moim zdaniem, absolutnie niczego nie wyjaśniają. Wiemy zbyt mało o tajemniczych więzach, które wiążą duszę z materią, aby anatomia mogła służyć nam za przewodnika w tym, w czym psychologia jest bardziej subtelna. Podsumowując: pomimo tego wszystkiego co zostało opublikowane przez uczonych i myślicieli na temat snu i marzeń sennych, i pobudza do dyskusji odkąd istnieją te książki, wciąż jeszcze pozostaje dla praktykującego obserwatora zupełnie nieodkryty świat. Podjęcie się takiej pracy łączącej zarówno jedno jak i drugie przerastało moje siły ale podobnie jak podróżnik, który rekompensuje brak wiedzy dokładnością swoich spostrzeżeń, mogę również wnieść mój przyczynek do nowych koncepcji. Tam gdzie logika i tok dyskusji wydaje się to wywoływać, nie będę stosował innej metody niż logiczne prezentowanie moich obserwacji i pomysłów chociaż w sposób, w którym nie będę nakładał żadnych sztywnych klasyfikacji, natomiast wrócę do samych faktów za każdym razem jeżeli zaistnieje okoliczność dla przedstawienia odmiennego punktu widzenia lub wydobycia nowej wskazówki. Postaram się opisać jak najwyraźniej, to co czułem, doświadczyłem, poznałem, o czym przekonały mnie powtarzane doświadczenia, że jest pewne, a co zaobserwowałem tylko zmienne. W końcu, zgodnie z zasadami porównania, którymi już wcześniej się posłużyłem, zapewnię z mojej strony materiał do budowy teorii pozostawiając jej wznoszenie i staranne wykończenie architektowi doskonalszemu ode mnie, aby dokończył budowy.

Dziennik marzeń sennych

Dziennik moich marzeń sennych i pierwsze rezultaty, które uzyskałem. — Przyzwyczaiłem się przypominać sobie coraz lepiej to co mi się śniło i doszedłem do przekonania, że nie ma snu bez marzeń sennych. — Następnie wyrobiłem sobie nawyk, aby podczas marzeń sennych być świadomym, że śnię i w tym stanie obserwować pracę mojego umysłu.


Powiedziałem, że miałem 13 lat gdy zacząłem prowadzić bardzo regularny dziennik moich marzeń sennych. Dziennik ten, który składa się z dwudziestu dwóch zeszytów, zapełnionych kolorowymi ilustracjami, reprezentuje serię tysiąca dziewięciuset czterdziestu sześciu dni, co oznacza więcej niż pięć lat. Zanim przejdę do szczegółów relacji, które one zawierają, jak również do wniosków, które można by z nich wysunąć, uczynię wpierw kilka ogólnych uwag dotyczących treści tych dokumentów. W ciągu pierwszych sześciu tygodni trudno znaleźć zapis, któryby nie został przerwany przez liczne luki. Każda kartka zawiera znaki urwania wątku snu czy też jego wspomnienia, które zachowałem. Czasami krótka lakoniczna adnotacja oznacza po prostu, że tego dnia nie przypomniałem sobie absolutnie nic. Od trzeciego do piątego miesiąca, brak spójności pojawia się coraz to rzadziej, natomiast w tym samym czasie stopniowo zwiększa się szczegółowy charakter sprawozdań. Ostatnia wzmianka o śnie, w którym marzenia senne nie zostawiły w ogóle żadnego śladu została napisana po 179 nocy. Czy można wywnioskować z tego ostatniego faktu, że od tego czasu marzyłem więcej we śnie, i że to przyzwyczajenie zajęcia się w ciągu dnia moimi snami znacznie zwiększyło moją zdolność do marzeń sennych? Zdolność myślenia wzrasta poprzez ćwiczenia, które się z nim wykonuje, dlatego jest bardzo prawdopodobne, że ta sama zasada odnosi się do zdolności marzeń sennych w sensie posiadania bardziej żywych i różnorodnych snów. Jednakże liczne fragmenty z mojego pamiętnika napisane w okresie gdy byłem jeszcze daleko od utrwalonej opinii były dla mnie dowodem, że pod wpływem trwałego przyzwyczajenia, szczególnie zdolność łatwego zapamiętywania moich snów wzrastała z dnia na dzień, lub raczej z nocy na noc. Doszukując się wspomnień z ostatniej minionej nocy, czasami zdarzało mi się, że nagle odnajdywałem cały łańcuch wydarzeń z wcześniej zapomnianego snu. Stwierdziłem więc, że sama pamięć mnie nie zawodziła, gdyż wcześniej mogłem obwiniać ją o luki w moich marzeniach sennych. Opinia ta, która później stała się dla mnie niezachwianym przekonaniem, wiedzą, że myślenie nigdy całkowicie nie zanika, tak jak krew nie przestaje krążyć, o czym miałem już intuicyjne przeświadczenie wówczas kiedy pisałem następujące zdania:

„14 czerwca. — Tej nocy nic mi się nie śniło. Chociaż bardzo starałem się, nie mogłem przypomniałem sobie niczego, lecz wydawało mi się to niemożliwe abym przeżył noc bez marzeń sennych”.

„28 czerwca. — Nic zupełnie nic, łamałem sobie głowę na ten temat, ale nie mogę sobie przypomnieć, co mi się śniło tej nocy”.

„7 lipca. — (Po przypomnieniu sobie kilku szczegółów z części snu mianego ostatniej nocy): nagle przypominam sobie sen z czwartku zeszłego tygodnia, z którego wówczas niczego nie mogłem sobie przypomnieć po przebudzeniu. Znalazłem się znowu w łodzi… itd. (następuje tutaj opowieść snu, i wreszcie…) To nie pierwszy raz, kiedy przypominam sobie dopiero w kilka dni później fragmenty snu, o którym nie miałem żadnej wiedzy tego samego dnia, ale jest to pierwszy raz, kiedy w pełni dochodzę do przypomnienia sobie wszystkiego po tak długim czasie. To mnie zaskoczyło, bo było to w sprzeczności z tym, co zauważałem kilkakrotnie, a mianowicie, że w celu zapamiętania szczegółów snu, konieczne było ich zanotowanie natychmiast po przebudzeniu, zanim będzie się miało na myśli co innego”. To ostatnie spostrzeżenie będzie dalej tematem kilku szczegółowych obserwacji. Teraz ograniczę się do zasygnalizowania, że kolejnych sześć miesięcy uwagi i codziennych ćwiczeń było wystarczające na tyle abym przyzwyczaił moją psychikę do budzenia się zawsze z zachowaniem w pamięci snu z minionej nocy. Od tego czasu i przez ponad dwadzieścia lat, ani razu po przebudzeniu nie pytałem się na próżno mojej pamięci. Nie tylko że dostarczała mi pojęć ze snu, ale także odtwarzała mi jego wszystkie istotne okoliczności. Nasze zwyczajne zajęcia i problemy wywierają wielki wpływ na naturę naszych snów, które w ogólności są odzwierciedleniem naszego rzeczywistego istnienia. Jest to prawda, która mocno dosięga banału, i myślę, że nawet nie potrzeba abym o tym wspominał iż bezpośrednim skutkiem jaki uzyskałem była możliwość studiowania samego siebie, co jest źródłem rozważań, które dzisiaj publikuję. Nawyk myślenia w ciągu dnia o moich marzeniach sennych, analizowania ich i opisywania miał taki rezultat, że weszły na stałe w ramy wspomnień, które przychodziły mi do głowy, i z powrotem trafiały do snu wspólnie z elementami mojego normalnego życia intelektualnego. Tak więc zdarzyło mi się pewnej nocy, że śniąc odtwarzałem marzenia senne, które poprzednio szczegółowo opisałem. Po przebudzeniu mój żal był ogromny ponieważ w czasie snu, nie byłem świadomy tej nadzwyczajnej sytuacji.

Jaka piękna stracona szansa — powiedziałem do siebie, jakże ciekawe szczegóły mógłbym wyłowić! Ten pomysł dręczył mnie kilka dni, a ponieważ nie zostawiał mojego umysłu w spokoju, ten sam sen wkrótce się powtórzył, z tą jednak różnicą, że mniej ważne spostrzeżenia zgromadziły się teraz jako myśl przewodnia. Byłem całkowicie świadom, że śnię i mogłem skupić moją uwagę na tych szczegółach, które mnie więcej zainteresowały, w ten sposób w czasie przebudzenia zachowałem bardziej wyraźne wspomnienia. Ten nowy sposób obserwacji sukcesywnie przybierał coraz większy zakres i stał się dla mnie źródłem skomplikowanych dociekań, do tego stopnia, że zacząłem postrzegać te badania już jako coś zupełnie innego niż tylko dziecięcą rozrywkę. Pierwszy sen, w którym, będąc pogrążony we śnie doznałem świadomości mojego rzeczywistego stanu miał miejsce podczas 207, a drugi podczas 214 nocy. Sześć miesięcy później, to samo powtarzało się już średnio dwa razy w ciągu pięciu nocy. Po roku, trzy razy na cztery noce. Wreszcie, po piętnastu miesiącach, występowało już prawie codziennie i od tamtego czasu, już tak odległego, mogę stwierdzić, że nie zdarzało mi się przeżywać marzeń sennych bez doświadczania przynajmniej chwilowo, poczucia świadomości we śnie.

Natura wizji miewanych we śnie

Wizje jakie miewamy we śnie można określić jako: widziane oczyma naszego umysłu reprezentacje przedmiotów, które zajmują nasze myślenie. — Nihil est in visionibus somniorum quod non prius fuerit in visu. (Nie ma niczego w wizjach sennych co nie byłoby wcześniej dostępne dla wzroku). — Klisze fotograficzne wspomnień. — Różnica między śnieniem a myśleniem. — Dlaczego miewamy raz wizje o doskonałej jasności a innym razem wizje niejasne. — Wstępne badanie pewnych opinii materialistycznych. — Sen o florystce i sen o żebraku. — O monumentach architektonicznych i o dziełach sztuki, które jawią się nam w snach. — Relacja o dość niezwykłym śnie i konsekwencje, które mogą być zeń wyprowadzone.


Wizje, które mamy w snach mogą być określane według mnie jako: reprezentacje przed oczyma umysłu, przedmiotów, które zajmują nasze myśli. Nasza pamięć, jeżeli miałbym się posłużyć porównaniem zapożyczonym z odkryć współczesnej techniki, jest jak szkło pokryte warstwą substancji światłoczułej, które przechowuje wrażenia wyświetlanego na nim obrazu poprzez obiektyw w ciemni optycznej.

Czy jednak jest to narzędzie precyzyjne? Czy rzeczywiście taki obraz jest całkowicie wyraźnie wyświetlany? Klisza odda go za każdym razem, gdy pojawi się żądanie, stworzenia jasnych i precyzyjnych obrazów. Jednak jest to obraz i tak niewyraźnie postrzegany a gdy warunki dotyczące światła, odległości i czułości były niekorzystne, albo gdy naświetlanie dokonane zostało zbyt szybko aby pozostawić dobre odbicie, otrzymuje się jedynie mgliste sylwetki, cienie i mylące linie. W porównaniu do aparatu fotograficznego, pamięć ma tę niezwykłą zaletę, że dzięki naturalnym zdolnościom jest w stanie odtwarzać takie same obrazy o własnych siłach. Jej szklana klisza jest zawsze gotowa do utrwalania wszystkiego, co odzwierciedla (z różną jasnością i zależnie od czasu i okoliczności). U każdego z nas obejmuje ona wreszcie, niezmierzone kartoteki, w których nagromadzone są wszystkie nasze wspomnienia, tak jak archiwum fotografa, w którego przepastnych szafach czy też w poukładanych stertach zgromadzone zostały kolekcje klisz. To właśnie są takie klisze fotograficzne, które możecie czasami pokazać, jakby posługując się nimi bez rozpoznania ich zawartości, nie przypominając sobie co one zawierają, z powodu upływu wielu lat i przewinięcia się przed oczyma tysięcy innych obrazów. Jak trudne byłoby dla nas, poznanie tego wszystkiego, co może być ukryte w niezmierzonych głębiach pamięci, gdzie przechowywane są niezliczone klisze ze wspomnieniami z każdej chwili naszego życia, i to najczęściej uchwycone w stanie naszej nieświadomości. Czym innym jest posiadanie, a czym innym świadomość tego co się posiada. Tak więc czym innym jest posiadanie wspomnień a czym innym jest uświadamianie ich sobie. Tak więc, wyjaśniłem jak według mnie działają, jak to nazwałem klisze fotograficzne wspomnień, i przedstawię teraz trzy twierdzenia, które wynikają z tego co powyżej zostało powiedziane:

1. Stopień klarowności obrazów, które widzimy w naszych snach zwykle zależy od stopnia doskonałości z jaką pierwotnie zostały ukształtowane klisze wspomnień.

2. Kiedy obserwujemy znaki lub postacie we śnie, wierzymy, że ich do tej pory nie mieliśmy przed naszymi oczyma, nie mając o nich pojęcia tylko dlatego, że utraciliśmy bezpośrednią pamięć o okolicznościach poprzedzających ukształtowanie się kliszy wspomnień lub dlatego, że nie rozpoznaliśmy ich pierwotnej formy zmodyfikowanej przez pracę wyobraźni.

Znajdujemy się w odniesieniu do nich w sytuacji człowieka, który jest właścicielem czegoś nie podejrzewając o tym, jednakże modyfikując słynny aksjomat, można powiedzieć: nihil est in visionibus somniorum quod non prius fuerit in visu — nie ma niczego w wizjach sennych co nie byłoby wcześniej dostępne dla wzroku.

3. Natura klisz-wspomnień, z którymi nasza pamięć staje się zaznajomiona, wywiera ogromny wpływ na nasze marzenia senne. Zwykłe relacje i środowisko, w którym żyjemy, widowiska w których uczestniczymy, malowidła i albumy które oglądamy, książki jakie czytamy itp., stanowią dla pamięci niewyczerpane źródło zwielokrotniania klisz-wspomnień. To co najpierw było tylko dziełem artysty, przyjmuje we śnie często ciało i ukazuje się w realistyczny sposób, do tego stopnia, że śnią się nam osobiste fantazje, ale czy także i nie to co dzieje się w życiu codziennym na jawie, kiedy pozwalamy naszym umysłom swobodnie wędrować w poszukiwaniu jakiejś stosunkowo nowej koncepcji? Czyż nie jest to właśnie to, co jest twórcze u człowieka? Czyż nie odnosi się to do tego co on tworzy, jak malarstwo, literatura i poezja? Czy nie jest to po prostu ponowne połączenie na nowo różnych technik artystycznego zauroczenia w nową paletę, której elementy dostarczane są przez naszą pamięć, czyli nasze klisze-wspomnienia? Pomiędzy myśleniem a marzeniem we śnie istnieje zawsze ogromna różnica, bo w realnym życiu, zarówno światło dnia jak i otaczający świat nie pozwala nigdy naszym prostym myślom na przyjęcie jasnej i wyraźnej formy. Podczas gdy we śnie, kiedy okiennice umysłu zamknięte są przed światłem zewnętrznym, nie jest możliwe myślenie o rzeczywistym przedmiocie, inaczej jak bez towarzyszących jemu powiązanych z nim reprezentacji zmysłowych. Wszystko co sobie wyobrażamy przedstawiając to sobie, pojawia się natychmiast tuż przed nami z o wiele większą jasnością na jaką pozwalają klisze-wspomnienia.

Ale w jaki sposób w trakcie snu układa się ciąg myśli? Jakimi przyczynami determinowane jest myślenie, że koncentruje się na takich czy innych przedmiotach? Będziemy to badać, po tym jak poczynimy pewne wstępne założenia. Dostrzegamy to opierając się na trzech założeniach, które opierają się na niektórych przykładach wziętych z moich dzienników. Moje pierwsze spostrzeżenie dotyczy faktu, co każdy może stwierdzić wiele razy, a mianowicie, że niektóre wizje bywają czasem doskonałej jasności, a wiele innych wydaje się być nieokreślonych, niejasnych i owianych jakąś mgłą. Kiedy to wszystko co składa się na sen, jawi się mgliście lub wyraźnie jasno, wówczas przyczyna tego często leży w stopniu intensywności snu i może być bardzo łatwo wyjaśniona. Jednak z drugiej strony, kiedy jasna wizja poprzedza obrazy, które są mętne i niejasne, to co jest tego powodem? Teoretycy, którzy znajdują wyjaśnienie tego wszystkiego w układzie nerwowym, z pewnością udzielą wam odpowiedzi nie budzącej żadnych wątpliwości. Oni powiedzą wam, że jest to spowodowane tym, że korzenie włókien mózgowych, które przekazują mylny obraz, nie zostały wystarczająco mocno pobudzone, jak korzenie innych włókien, które spowodowały widok wyraźnych konturów. I tym gorzej dla was, jeśli nie jesteście w pełni usatysfakcjonowani z takiego optymistycznego wyjaśnienia. Osobiście muszę przyznać z pokorą, że nic mi nie wiadomo o tym, co dzieje się w moich włóknach mózgowych, natomiast oto co dzieje się w domenie otwartej dla moich skromnych obserwacji: naprzeciwko mojego okna znajdowała się pracownia florystki. Była to jedna z tych rzeczy, które wzbudzały u mnie wiele roztargnienia. W czasie gdy spisywałem moje marzenia senne moje oczy uciekały dość często w jej kierunku, aby obrócić w tamtą stronę moje popiersie Tacyta. Tymczasem moja wyobraźnia odgrywała ważną rolę w tym kontemplacyjnym zachwycie, chociaż oddzielał nas dziedziniec i ogród, za którym znajdował się dom w którym ona mieszkała. I jak bardzo by nie były przenikliwe me spojrzenia, nigdy nie mógłbym dostrzec tam niczego więcej ponad ową uroczą harmonię, której cechy zawsze pozostawały nieokreślone. To atrakcyjne roztargnienie umysłu nie mogło oczywiście nie zajmować moich myśli tak, aby powracać czasem w moich snach. W moich notatkach osiem razy w ciągu trzech lat znajdują się adnotacje o tym, że sąsiadka w różnych okolicznościach pojawiała się w moich snach. Dwa razy widziałem ją spoglądając przez moje okno, tak jak to miało miejsce na co dzień w realnym życiu. Kiedy indziej wydawało mi się, że znalazłem się w atelie gdzie pracowała, albo spotkałem się z nią przy jej drzwiach, wyobrażałem sobie, że jest na wsi u moich rodziców, flirtowałem z nią, a w reszcie widziałem ją z bliskiej odległości. Za każdym razem gdy było mi to dane, mój dziennik zawsze wzmiankuje poczucie smutku, że nie byłem w stanie dobrze odróżnić jej fizjonomii, zawsze wydawało mi się, że przesłania ją jakaś szara zasłona lub przelotny cień. Gdzie indziej, w tymże dzienniku moich marzeń sennych, występuje obraz starego żebraka w strasznej postaci, który wieczorem w dziwnych słowach prosił nas o jałmużnę, pojawiał się on ponownie trzykrotnie w innych miejscach tego samego dziennika snów, jednak bez wywierania na mnie szczególnego wrażenia. Marzenia senne, w których się on pojawia należały do najklarowniejszych i najbardziej szczegółowych. Tym niemniej postać starego cygana nigdy nie wychodziła z półcienia. Klisza wspomnień od samego początku była nieuformowana i zamazana, nie miała zdolności do przedstawiania w sobie bardziej wyrazistego obrazu niż ten który zawierała.

Obraz ten był zasadniczo niewyraźny, a jeśli już został wzmocniony przez łańcuch skojarzeń do poziomu intensywności innych doskonale jasnych obrazów, to zawsze jakiś nieco zamglony widok podkreślał w snach znajomy kontrast między, z jednej strony scenami o bezprecedensowej wyrazistości a z drugiej strony jedynie samymi szkicowymi zarysami. Te dwa przykłady powinny być wystarczające, aby scharakteryzować to moje pierwsze spostrzeżenie, które jest potwierdzone gdzie indziej w moich notatkach przez niezliczoną ilość innych obserwacji.

Przejdę teraz do drugiego twierdzenia, które jest nie mniej ważne dla dobrego ugruntowania tematu, a mianowicie tezy, w której stwierdzam, że wszystkie obrazy znajdujące się w naszych snach emanują ze wspomnień zgromadzonych w realnym życiu. Jest to z kolei ściśle związane z trzecim twierdzeniem mówiącym o sposobie w jaki zapełnia się nasza pamięć. Podam też kilka przykładów, które mogą odnosić się do obu twierdzeń. Wśród czytelników, którzy czynią mi zaszczyt przedzierając się przez niniejszą książkę, znajdą się niewątpliwie i tacy, którzy będąc architektami, rzeźbiarzami czy malarzami zastanawiali się, jak to jest możliwe, że w stanie marzeń sennych dostrzegali niezwykłe style architektoniczne, obrazy lub rzeźby o wyjątkowej jakości, które najwyraźniej utworzone zostały wyłącznie mocą ich własnej wyobraźni. Fakt, że ktoś, kto w ciągu dnia nie jest w stanie narysować najzwyklejszego kształtu lub naszkicować prostego domku, nagle samą mocą snu projektuje piękne pałace i stwarza obrazy jak arcydzieła, stanowi ważny fakt, na który chciałbym zwrócić uwagę. Dziwi mnie bardzo, że nie widać aby to zostało przeanalizowane przez któregokolwiek z autorów w jego pismach na temat snu i marzeń sennych, które miałem przed oczyma. A jednak pomimo tego istotnego faktu, osobiście jestem przekonany, że nie można zaprzeczyć temu, iż od czasu do czasu w panoramie krajobrazu marzeń sennych, monumentalne budowle i dzieła sztuki postrzegane są w takiej jakości, która przekracza możliwości kreatywności śniącej osoby i o której nie miała ona uprzednio najmniejszego pojęcia. Logika prowadzi nas do nieuniknionego dylematu: albo przypisujemy nadnaturalną władzę wyobraźni śpiącego człowieka albo musimy założyć, że posiada on już nieświadomie, w zakamarkach swej pamięci zgromadzone klisze wspomnień, które dostarczają jemu tych niezwykłych wizji. Postawienie takiego pytania jest już w jakimś sensie rozstrzygnięciem. Nadprzyrodzoność nie może odgrywać żadnej roli w praktycznych obserwacjach takich jak tutaj omawiane. Przyjrzyjmy się więc temu co mówi nam doświadczenie, aby na nim oprzeć odpowiedź jaka właściwie już została udzielona. Liczne kolorowe rysunki z mojego dziennika snów wielokrotnie pozwoliły mi po znacznym upływie czasu, na odnalezienie i wyśledzenie pierwotnego pochodzenia niektórych symboli marzeń sennych, miejsc czy ruchomych scenerii upamiętnionych na tych ilustracjach. Podczas wizyty na wsi u rodzica, z którym od czasu do czasu się widywaliśmy, rozpoznałem pewnego razu na ścianie korytarza starą karykaturę, która została przedstawiona wraz z cechami szczególnymi i strojem zjawy, która pojawiło mi się we śnie w określonym dniu dwa lata wcześniej. Ponad rok upłynął od czasu, kiedy spojrzałem na tamtą karykaturę, a wrażenie jakie najwyraźniej przechowywane było w pamięci tak żywo pojawiło się w moim śnie.

Jednak pamięć o nim wydawała się całkowicie zatarta, skoro mogłem narysować i pokolorować zjawę z mojego snu, będąc przekonany, że nic takiego wcześniej nie pojawiło się przed moimi oczyma. Niezwykłe zdarzenie, które można by nazwać przygodą, przytrafiło mi się kilka miesięcy później. Był to okres, kiedy nie śniło mi się prawie nic bez zachowywania pełnej świadomości we śnie.

Miałem sen, bardzo jasny, bardzo spójny, bardzo szczegółowy, w którym przedstawiłem sobie, że znalazłem się w Brukseli (gdzie nigdy nie byłem). Szedłem spokojnie przez jedną z najbardziej ruchliwych ulic, a po obu stronach było wiele sklepów, których wielobarwne szyldy rozciągały się nad głowami przechodniów. „To jest bardzo dziwne — powiedziałem sobie — jest przecież nieprawdopodobne, aby moja wyobraźnia przywoływała tak wiele szczegółów o własnych siłach”. Założenie, jakie czynią na Wschodzie, że umysł wędruje swobodnie podczas gdy ciało śpi nie wydawało mi się hipotezą na której mógłbym się oprzeć. Pomimo że nigdy nie odwiedziłem Brukseli, patrzę a oto tutaj widać słynny kościół św. Guduli, który widziałem tylko na rycinach. Nie miałem w ogóle poczucia abym kiedykolwiek szedł tą ulicą, ani przebywał w mieście, w którym to było. Jeśli moja pamięć może przechowywać tak drobiazgowe wrażenia, podczas gdy mój umysł nie ma o nich żadnej wiedzy, to fakt ten zasługuje aby zostać zauważonym i z pewnością powinien być tematem dociekliwej weryfikacji. Istotne zatem byłoby podjęcie tej myśli, a w konsekwencji zwrócenie na nią baczniejszej uwagi. Gdy tylko odpowiednio dokładnie zacząłem oglądać jeden ze sklepów, uznałem ponad wszelką wątpliwość, że nie mogłem tam być nigdy wcześniej. Chodziło o kupca handlującego wyrobami pończoszniczymi, naprzeciw którego się znalazłem, a który był iluzoryczną wizją jawiącą się oczom mojego umysłu koncentrującego się na tym wyimaginowanym świecie. Najpierw zauważyłem w szyldzie sklepu widocznym z ulicy znak z dwiema skrzyżowanymi pończochami, jedną czerwoną a drugą białą, jakby uwieńczone koroną z ogromnej bawełnianej czapki w paski. Przeczytałem kilka razy nazwisko kupca aby je dobrze zapamiętać, zwróciłem uwagę na numer domu i jego drzwi, których górna część została ozdobiona ostrołukiem zawierającym wkomponowany weń monogram. Następnie otrząsnąłem się ze snu za pomocą intensywnego wysiłku woli, co można zawsze uczynić jeśli się wie, że jest się w stanie uśpienia, i nie tracąc czasu aż znikną te żywe obrazy, czym prędzej wziąłem się za ich zapisywanie aby nakreślić wszystkie szczegóły z najwyższą starannością. Kilka miesięcy później miałem okazję odwiedzić Brukselę, i było dla mnie bardzo ważne aby bez jakiegokolwiek uprzedzenia wyjaśnić fakt, który inspirował mnie do przyjęcia jak najbardziej fantastycznych założeń. Czekałem z niewypowiedzianą niecierpliwością na chwilę gdy moja rodzina miała się przenieść do Belgii. I oto nadeszła! Pobiegłem do kościoła św. Guduli, który okazał mi się jakby od dawna znajomy, ale kiedy szukałem ulicy z różnokształtnymi szyldami reklamowymi i wyśnionym sklepem nie dostrzegłem niczego takiego, absolutnie niczego co można by z nim porównać. Na próżno systematycznie przechodziłem wszystkie dzielnice handlowe tego uwodzącego miasta. Musiałem uznać daremność moich poszukiwań i pogodzić się porażką.

Szczerze mówiąc, w przeciwnym razie byłbym bardziej zszokowany niż zachwycony nieoczekiwanym sukcesem, który musiałby koniecznie przenieść mnie w sferę fantazji i cudowności. Teraz wiedziałem, że miałem do czynienia ze zjawiskiem psychologicznym, prawdopodobnie dającym się wyjaśnić. Nie przewidując czy kiedykolwiek będzie mi dane znaleźć dokładne wyjaśnienie, z jeszcze większym spokojem podjąłem na nowo sumienną analizę zjawisk, które były dostępne ludzkiemu badaniu. Upłynęło wiele lat. Kiedy musiałem wiele podróżować po różnych częściach Niemiec, które odwiedzałem od najmłodszych lat, prawie zapomniałem ten epizod dotyczący moich trosk z młodości. Otóż kiedy znalazłem się we Frankfurcie, szedłem sobie po śniadaniu spokojnie paląc papierosa, idąc przed siebie bez żadnej uprzednio zaplanowanej trasy. Wszedłem w ulicę Judengasse i naraz wiele nieokreślonych wspomnień zaczęło niewyraźnie zajmować mój umysł. Kiedy tak wysilałem się aby znaleźć przyczynę tego dziwnego uczucia, nagle przypomniałem sobie cel moich bezskutecznych spacerów po Brukseli. Kościół św. Guduli niewątpliwie nie pojawiał się w tej perspektywie ale na pewno była to właśnie ta ulica, którą narysowałem w moim dzienniku snów, były tu takie same dziwaczne szyldy sklepowe, tacy sami ludzie na ulicy, towarzyszył mi ten sam stan umysłu, który niegdyś wywarł ma mnie tak żywe wrażenie podczas snu. Powiedziałem, że jeden dom w szczególności był przedmiotem mojego dokładnego badania. Jego widok i jego numer został mocno wyryty w mojej pamięci. Podążyłem więc aby go szukać, nie bez szczerego wzruszenia.

Czyżby miało mnie spotkać nowe rozczarowanie albo przeciwnie, znalezienie ostatniego słowa w jednym z najbardziej interesujących mnie pytań jakie sobie zadałem? Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie i jednocześnie zachwyt, kiedy znalazłem się naprzeciw fasady domu, który był dokładnie taki sam, jak ten widziany w moim dawnym śnie. Miałem wrażenie jakbym cofnął się w czasie o sześć lat do owego momentu sprzed wybudzenia się ze snu. W Paryżu nie miałbym zbyt wiele szans aby jeszcze raz odnaleźć podobne charakterystyczne drzwi, ze staroświeckim zwieńczeniem z inicjałami kupca. Ale we Frankfurcie do gorączki dewastacji wywołanej rewolucją było na szczęście daleko aby miała ona spowodować podobne zniszczenia. Miałem satysfakcję ujrzeć w końcu potwierdzenie mojej opinii, którą żywiłem przez tak długi czas, a mianowicie, że tworzenie się klisz-wspomnień następuje bez wiedzy tego kto je nabywa, i że w czasie snu z tych klisz przed oczyma naszego umysłu mogą być reprodukowane klarowne obrazy. Było oczywiste, że musiałem już kiedyś iść wzdłuż tej ulicy w czasie gdy po raz pierwszy odwiedziłem Frankfurt trzy lub cztery lata wcześniej zanim pojawiła się ona w moim śnie. A więc niezależnie od moich wątpliwości czy braku wyjaśnienia tych szczególnych właściwości, które byłyby z tym związane, wszystkie obserwowane dane były przechowywane w mojej pamięci z niezwykłą dokładnością. Jednakże moja uwaga, zgodnie ze znaczeniem, które jest zwykle przypisywane do tego słowa, pozostawała nieświadoma tego co działo się spontanicznie i w sposób tajemniczy, o czym nawet nie zachowała najmniejszego wspomnienia. Jest to przedmiot dla poważnej refleksji, którą wzbudza u każdego kto chce odkrywać tajemne moce ludzkiego umysłu.

W każdym razie pozostaje jeszcze jedno pytanie. Dlaczego miało to związek z kościołem św. Guduli? Dlaczego monumentalna budowla, której nigdy nie widzieliście, pojawia się w czasie waszego snu mającego związek ze wspomnieniami z Frankfurtu?

Jeśli miałbym odnieść się do tego zagadnienia na podstawie podobnych niezliczonych obserwacji, odpowiem bez wahania: Pierwszą sprawą do zbadania byłby związek skojarzeń myślowych pomiędzy słynnym kościołem w Brukseli, którego widok znałem ze sztychów i tą ulicą we Frankfurcie — jednym z moich najbardziej żywych wspomnień. Być może połączenie to przejawiało się w obrazach kilku takich rycin przechowywanych jako klisze w pamięci, które można odnaleźć w przedstawieniu dwóch dużych szyldów reklamowych zdobiących fasady domów obok kościoła, ukazującymi wiele podobieństw z tymi, które ciągną się wzdłuż wspomnianej ulicy we Frankfurcie. Ale nie jest to nic więcej jak tylko mały szczegół zdominowany przez zasady, które wpierw starałem się przedłożyć. Po przyjęciu tychże zasad, współwystępująca wizja kościoła w Brukseli i ulicy we Frankfurcie jest zjawiskiem bardzo łatwym do pojęcia. Pierwsza myśl natychmiast wywołuje drugą, i równocześnie ukazują się odpowiednie obrazy, dwa odrębne wspomnienia nagle łączą się razem w jeden spójny układ. Przyjrzyjmy się więc pokrótce, jak działa we śnie przebieg myśli, jak się one ze sobą łączą i kojarzą, i jakie wreszcie są główne elementy bazowe na których opiera się nasze rozumowanie.

Skojarzenia myśli we śnie

O kojarzeniu i łączeniu się myśli w łańcuchy; o nakładaniu się na siebie obrazów; czyste abstrakcje i potworne wizje, które je poprzedzają. — Jak przechodzi się z jawy do snu. — Jak formują się pierwsze sny. — Wyjaśnienie niektórych niespójnych i dziwacznych marzeń sennych. — Dwojaka zasada, z którą nierozerwalnie związane są wszystkie zdarzenia ze snów. — Pożyteczne jest abyśmy zaznajomili się z poglądami starożytnych i współczesnych autorów w sprawach kontrowersyjnych zanim sami zaczniemy szukać ich wyjaśnień.


Ci, którzy zajmują się naukami filozoficznymi i psychologicznymi zgodnie rozumieją przez kojarzenie myśli takie ich pokrewieństwo mocą którego jedne myśli prowokują inne. Przyjmijmy więc, że istnieje między nimi właśnie takie łatwo rozpoznawalne pokrewieństwo, albo też odróżniają je tylko pewne bardzo subtelne szczegóły, a pewne z nich rodzą się ze wspólnych abstrakcji wynikających z tajemniczego łańcucha, który je łączy. Pozostawię więc temu sformułowaniu jego zwyczajowe znaczenie takie jakim jest i przypomnę tutaj zasady, które już wcześniej wyraziłem, a mianowicie: 1º że obrazy ze snu jawiące się przed oczyma naszego umysłu są jedynie reprezentacjami przedmiotów, którymi zajmują się nasze myśli; 2º, że współzależny obraz wyłania się, gdy pojawi się taka myśl. Powinienem powiedzieć: ruchoma panorama naszych wizji sennych odpowiada dokładnie ciągowi nabytych wrażeń zmysłowych. Jest to idealna korelacja pomiędzy ruchem, który jest determinowany przez kojarzenie myśli i bezpośrednim wywołaniem obrazów, które przejawiają się w naszym umyśle. Wizja jest tylko uboczną okolicznością towarzyszącą, najważniejsza jest sama myśl. Obraz ze snu jest więc spowodowany przez myśl, która jest dokładnie taka sama, jak w obrazie rzutowanym przez latarnię magiczną, wywołanym przez blask światła przenikający przez szkło. Poznanie tego współzależnego związku i dokonanie rozróżnienia na przyczynę i skutek jest odpowiednim momentem aby zająć się dogłębną analizą przebiegu oraz kojarzenia myśli, i jeśli wolno mi użyć tego słowa — przypadkową rozwiązłością myśli podczas snu, aby być w stanie zrozumieć tkaninę marzeń sennych, a także aby wyjaśnić tak wiele dziwnych komplikacji, fantastycznych koncepcji, rażących nieścisłości, które okazują się być niczym więcej jak tylko pojawiającym się dość prosto i logicznie zjawiskiem, jeżeli można zrozumieć źródło z którego one powstają w perspektywie ich bardzo racjonalnego rozwoju. Z pomocą moich osobistych obserwacji postaram się odnaleźć kilka zagubionych ścieżek tego labiryntu, ale przede wszystkim jednak chciałbym przypomnieć, to co każdy samodzielnie mógłby stwierdzić.

W stanie czuwania na jawie, po wpływem trosk realnego życia kierujemy naszymi myślami rozkazując im tak jak nam się podoba, a to nie pozwala im wędrować swobodnie i zachodzić w poprzek drogi. Są jednak chwile bierności mentalnej, podczas których oddajemy się temu co powszechnie nazywamy marzeniami. Sytuacja ta jest czymś pośrednim między życiem na jawie i stanem snu. Każdy, kto kiedykolwiek podróżował pociągiem pamięta, że zapowiedź zbliżania się do stacji lub inne przypadkowe okoliczności, mogą nagle przywołać go do powrotu do prawdziwego życia, tak iż nieoczekiwanie zdumiewa go funkcjonowanie własnego umysłu. Tak więc we wspomnianej sytuacji manifestują się główne prawa rządzące we śnie, które odpowiedzialne są za spontaniczny pochód myśli.

Ostatnia myśl, która zajmowała moją uwagę przed opuszczeniem takiego stanu marzeń, dotyczyła jak sądzę przyjaciela podróżującego dla przyjemności po całych Włoszech, od którego niedawno otrzymałem wiadomość. Jego list przypomniał mi mój własny pobyt w Rzymie, i natychmiast w pamięci pojawiło się wspomnienie Koloseum. Przyszło mi na myśl wspomnienie spotkania w Koloseum znajomego malarza, człowieka wybitnego i wielkiego talentu, którego przedwczesna śmierć w krótkim czasie wyrwała z życia.

Myślałem o owym dniu, w którym sprzedawał on swoje rysunki i niedokończone płótna.

Szczególnie jeden szkic powrócił mi w pamięci, ukazywał dwoje bretońskich wiejskich chłopców, bardzo zgrabnych i żwawych, wysilających się aby robić wszystko to co ich starsi bracia, pracujący ciężkimi szpadlami i młócącymi cepami. To z kolei zaprowadziło mnie z powrotem do czasów, kiedy również i ja doświadczałem przyjemności posługiwania się zbyt dużymi dla mnie narzędziami i wiadrami na wodę naszego ogrodnika, dość ciężkimi jak na ramiona dziesięciolatka. I oto zatraciłem się w mętnym potoku wspomnień z dzieciństwa, które powiodły mnie gdzieś w dal. Jeżeli dodać do tego obrazy w wyobraźni to takie oddawanie się marzeniom jest tym samym co sen. Wizje? Lecz gdy owe imaginacje zaczynały stawać się już mniej lub bardziej precyzyjne, wtem hałas pociągu, który nagle się zatrzymał wyciągnął mnie ze stanu uśpienia czy też mojego snu.

O pewnym filozofie z Genewy, George Le Sage mówi się, że popadł w ruinę i doprowadził się do szaleństwa usiłując podejmować bezskuteczne próby świadomego uchwycenia przejścia ze stanu czuwania do stanu snu, a raczej do stanu marzeń sennych. A powinien był rozpoznać to, jak każdy z nas podróżujący dyliżansem pocztowym lub koleją żelazną, tak jak ja doszedłem do tego na podstawie moich obserwacji poczynionych w pociągu. Jego błędem było po prostu to, iż nie zrozumiawszy, że od samego początku marzenia były tym samym co marzenia senne, dręczył on swój umysł nieustannym napięciem utrudniając naturalny i spontaniczny przebieg myśli, bez którego nie może się dokonać przejście od stanu jawy do snu. W miarę jak ciało zapada w senne odrętwienie i przychodzi zapomnienie o rzeczywistości, coraz wyraźniej przejawiają się obrazy zmysłowych wyobrażeń przedmiotów, które zajmują umysł. Jeśli się myśli o kimś lub o jakimś miejscu, twarz, ubrania, drzewa lub domy, które są częścią tych wizji, przestają być tylko niejasnymi sylwetkami aby zostać bardziej zarysowanymi, nabrać koloru i stać się coraz więcej i więcej wyrazistymi. Nawiasem mówiąc, pytałem nawet tych, którzy cierpią na bezsenność i nieraz niecierpliwie czekają na sen, czy nigdy nie zauważyli, że w momentach ich chwilowej senności obrazy marzeń sennych stają się coraz bardziej oczywiste, a pożądany sen wydaje się być już bardzo blisko. Istotnie te krótkie chwile uśpienia, w których możemy zasnąć, posiadają już wyraźne obrazy, będące przejawami prawdziwego snu. Przejście od prostego snu do bardziej świadomego śnienia pojawia się bez jakiegokolwiek przerwania przesuwającego się łańcucha myśli. Można by było mnie jednak zapytać, jak mógłbym wyjaśnić owe niedorzeczne, potworne, dziwaczne i amorficzne marzenia senne, z których żadnego podobnego typu nie można znaleźć w życiu na jawie, a zatem nie mogą one pozostawiać śladu w postaci kliszy wspomnień przechowywanej w pamięci? Ten łańcuch całkowicie naturalnych myśli, jakie miewamy podczas marzenia sennego, możemy uznać za to samo co sen, chociaż wydaje się nie posiadać on jakiegokolwiek jego elementu. Najpierw odpowiem, że w zasypiającym człowieku po prostu kiełkuje już pierwsze ziarno niespójności, w wyniku czego dochodzi do utraty poczucia czasu i miejsca. Pamięć wyzwalana przez zdarzenie, osobę lub przez pewną rzecz będącą wrażeniem z jakiegoś momentu naszego życia wchodzi z nim w oddziaływanie, na przykład tak jak tło wizji malarskiej, obraz domu, ogrodu, ulicy, jako miejsca pośród którego zostało nabyte oryginalne wrażenie. Tak długo, jak będziemy wyłącznie tylko myśleć, ta tablica zawierająca obrazy będzie pozostawać owiana mgłą, ale gdy pogrążymy się w głębokim śnie, to w końcu ujawni się ona w całej pełni.

Jednak często zdarza się, że tablica ta nie zniknie tak szybko, jak myśl która była z nią współzależna, i tak jak sceneria teatralna, która nie została wystarczająco szybko usunięta przed następnym aktem, nie będzie ona już posiadała żadnego związku z czasem i miejscem epizodów, które będą się przed nią rozgrywały. Tak więc mogę wyobrażać sobie, że jestem po raz pierwszy w życiu w Szwajcarii, gdzie spostrzegam wiejskie domki, które przypominają mi ten na skraju Lasku Bulońskiego należący do Julesa Janin, a jeśli wspomnienie Julesa Janin wywołuje u mnie myśl o słynnym śpiewaku, u którego miałem okazję gościć, mogę sobie także wyobrazić, że słyszę tego artystę śpiewającego pośród wodospadów lub lodowców. To co się dzieje na tle tego tableau następuje teraz w taki sam sposób, z dużą ilością przypadkowych informacji, a nawet z udziałem kilku mocno uwydatnionych obrazów, które nadal zajmują nasze umysły po początkowym uspokojeniu i zrobieniu miejsca dla innych. Załóżmy na przykład, że jestem uczestnikiem walki byków, gdzie jeden z torreadorów został śmiertelnie raniony przez rozjuszone zwierze, a następnie dzięki skojarzeniu myśli, widzę siebie przeniesionego do znajomych w Normandii (gdzie kiedyś widziałem rozwścieczonego byka). Mógłbym być może jeszcze zobaczyć pośród bardzo realistycznej scenerii trupa zbroczonego krwią. Zakrwawione zwłoki, które wywołują u mnie gwałtowne poruszenie znikną z mojego umysłu równie nagle jak arena i widzowie. W przykładzie który podałem, zawiera się jedynie czysta i prosta niespójność, przybliżony obraz bez wyraźnie określonego związku, ale pod wpływem tych samych praw, może się wytworzyć kolejne niezwykłe zjawisko, o którego niesamowitych konsekwencjach miałem możność przekonać się po tym jak przypadkowa obserwacja dostarczyła mi do tego klucza. Kolejna analogia, wynikająca z efektu latarni magicznej — rzutnika przeźroczy, będzie jak zakładam już bardziej poddająca się określeniu.

Jeśli wpadniesz na pomysł, aby umieścić drugi arkusz szkła w rzutniku przeźroczy zanim pierwszy zostanie stamtąd usunięty, jest to jak dwie rzeczy, które mogą się zdarzyć jednocześnie w tym samym czasie: wówczas namalowane postacie z bajki na dwóch taflach szkła ukażą się jedna obok drugiej tworząc niejednorodny układ, w ramach którego Sinobrody i Tomcio Paluch znajdują się naprzeciwko siebie albo zostaną wyświetlone jedna na drugiej, a w tym przypadku Sinobrody będzie mieć dwie twarze, cztery nogi lub grożącą rękę wystającą z ucha. Pierwsza hipoteza wyjaśniająca wskazuje nam na rozpostartego trupa torreadora, na którego nie zwróciłby uwagi żaden spośród zrelaksowanych członków rodziny, zajęty rozmawianiem o polowaniu i ogrodnictwie lub pijący herbatę. Druga hipoteza zakłada większą różnorodność występujących anomalii, czego później zamierzam dostarczyć kilka przykładów, ale każdy ma swoje własne doświadczenia w zakresie wielu innych podobnych przykładów. Związki myślowe tego rodzaju są nieograniczone. Dwie myśli wraz ze swoimi obrazami mogłyby czasem tak się objawiać — jeśli można tak się wyrazić — jakby były wywołane jednocześnie przez skojarzenie wspomnień. To tak, jakby dwie płytki szklane z przeźroczami umieszczone zostały jednocześnie w soczewce obiektywu projektora. Kombinacja tego co jest niemal identyczne daje podobny rezultat. Na przykład śnię o sfinksach przywiezionych z Sewastopola, które zdobią balustrady w pałacu Tuileries. Skojarzenie myśli natychmiast przywołuje jednoczesne obraz przyjaciela, który zginął w wojnie krymskiej, a także tableau widokówek z ruin Memfis, gdzie zostały wyrzeźbione inne sfinksy. Spostrzegam także owego przyjaciela, który zmarł kilka lat temu, i jestem przekonany że widzę go w Egipcie, jak wraz ze mną zwiedza te pozostałości wspaniałej starożytności. Jeszcze inną przyczyną monstrualnych i dziwacznych obrazów pojawiających się w naszych snach, która jest nie mniej ciekawa i nie rzadziej występująca, jest to przyczyna powodująca niespójności, których skutki początkowo nie są widoczne. Jest to związane z usposobieniem naszego umysłu wytwarzającym często podczas snu drogą abstrakcji różne motywy tematyczne, które wywołują wspomnienia z pamięci. Tak więc umysł przenosi jakiś motyw, jakąś cechę lub stan z jednego tematu do drugiego, i to w sposób, który preferuje. Jeśli uderza mnie widok wychudzonego konia a zwłaszcza nędzny zaprzęg z jednym koniem, który widziałem we śnie, i jeśli ten powóz przywodzi mi na myśl podobny zaprzęg jakiegoś dzierżawcy rolnego, który kiedyś widziałem, to być może reprezentuje to abstrakcyjne pojęcie chudzielca i zaniku sił tego dzierżawcy, który pojawi się we śnie i będzie wyglądał jakby miał wyzionąć ducha.

Albo przeciwnie, jeżeli jest to myśl o zaprzęgu, która zajęła moją uwagę o wiele wcześniej, wówczas bez najmniejszego zdziwienia zobaczę samego dzierżawcę rolnego zaprzęgniętego w końską uprzęż. Wreszcie, przywołanie kolejnych wspomnień jest unikalnym połączeniem ich w łańcuch za pomocą podobieństw wrażeń zmysłowych, dokonuje się ono drogą swego rodzaju abstrakcji, która jest w stanie wytworzyć najdziwniejsze kompozycje. Bez wiązania tego z marzeniami sennymi, rysownik-karykaturzysta Granville był świadom tych cudownych przemian, kiedy jego ołówek ukazywał nam stopniowo serię sylwetek, począwszy od tancerki, a skończywszy na wściekle wirującej szpulce nici. To ostatnie zjawisko występuje szczególnie w chwilach wielkiej bierności mentalnej, podczas których umysł w wewnętrznym skupieniu, jakby spoglądając z galerii przypatruje się z zaciekawieniem serii mniej lub bardziej wyraźnych obrazów, które przed nim defilują.

Widzimy zatem, że w ten sposób myśl powstaje i łączy się, i już samo tylko przywołanie wspomnień przechowywanych w zakamarkach pamięci wystarczy aby nadać naszym marzeniom jak najbardziej niesamowity wygląd. Dotychczas nie mówiłem jeszcze o niczym innym jak tylko o snach, w których myśli są ze sobą powiązane i ukazują się kolejno, bez jakiejkolwiek przyczyny fizycznej, wewnętrznej czy zewnętrznej, która by je komplikowała, przerywała, bądź modyfikowała ich bieg. Zachodzi jeszcze taka ewentualność, która występuje rzadko, i w przeciwieństwie do wyżej wymienionych skojarzeń myślowych będzie to ujawnianie się wielu bardzo różnorodnych drobnych przypadłości pochodzących z jednej strony z zewnątrz nas samych (odgłosy, ciepło, dotyk, itp.) a z drugiej strony od wewnątrz (duszenie się, nerwowe ruchy, itp.), wywołujące myśli związane z wrażeniami, z którymi były one pierwotnie związane. Umysł zaś nie pomijając ich przy przechodzeniu do wcześniej istniejącego snu, który jest związany z tymi wszystkimi nowymi myślami, pozostającymi w umyśle, z ich heterogenicznego amalgamatu tworzy co tylko zechce. Jakich powikłań, jakich nakładających się elementów, spotkania jakich anomalii należałoby się spodziewać aby nie być nimi zaskoczonym?

W związku z powyższym, u śpiącego często powstaje bezpośredni związek między wrażeniami jakich doznaje ciało, a myślami które wytwarzają sen, co jest tak powszechnie znane, iż nie wierzę abym musiał teraz przerywać wątek w celu wykazania tegoż.

To co pozostaje do przestudiowania, to wpływ różnorodnych wrażeń na traumę występującą w naszych snach, i myślę, że to co naturalnie dzieje się we śnie, nie jest na tyle dziwne i skomplikowane, aby nie można było wywieść tego z jednego z dwóch następujących fenomenów, lub z ich wzajemnego oddziaływania:

1º Naturalne i spontaniczne rozwijanie trwającej serii wspomnień;

2º Nagłe zakłócenie spowodowane obcą myślą względem tych, które tworzą łańcuch, w wyniku oddziaływania fizycznej przyczyny przypadłościowej.

Dogłębna analiza aktywności umysłu we śnie, liczne obserwacje, doświadczenia stanowiące niezbite argumenty, które będziemy następnie szerzej rozwijać, ukażą nam dowód tego co zostanie zwięźle wyłożone. Zobaczymy także jak trzeci element, którym z kolei jest przedłużanie danego snu zgodne z naszą wolą przyczynia się do powstawania marzeń sennych. Jednak przed przystąpieniem do nowych szczegółowych wywodów, myślę, że to będzie dobry pomysł aby rzucić szybkie spojrzenie na historię naukowego badania snu i opinie uczonych różnych epok reprezentujących główne szkoły i najbardziej znanych pisarzy. Czytelnik będzie wówczas lepiej przygotowany na pytania jakie następnie zostaną do niego skierowane oraz do ocenienia względnej wartości niektórych punktów widzenia, które powinny być wyjaśnione.

Omawiając opinie innych Autor zmierza do wyjaśnienia swojej własnej

Poglądy starożytnych dotyczące wizji miewanych we śnie

Starożytni: Egipcjanie; Chaldejczycy; Hebrajczycy; Arabowie; ludy Wschodu; Grecy; Rzymianie. — Inkubacja. — Etymologia słowa śnić. — Pisma Artemidora. — Hipokrates i jego koncepcje dotyczące snów. — dlaczego Ojcowie Kościoła przyjęli postawę obronną wobec zagadnienia interpretacji snów. — Tajemnice, które były w posiadaniu kapłanów pogańskich. — Co należy sądzić podsumowywując naukową oneirokrytykę starożytności.


Jak daleko chciałoby się cofnąć w starożytne przekazy, można odnaleźć tam stałe dążenie do studiowania marzeń sennych i odkrywania ich tajemniczych relacji z rzeczywistym życiem. Już w epoce Józefa, faraon Egiptu zwracał się do wszystkich wróżbitów swego królestwa, aby uzyskać wyjaśnienie słynnego snu, który tak bardzo go zaniepokoił. Później inny władca tegoż kraju Sabacon zrzekł się swojego tronu przekonany w wyniku snu, że jego panowanie się zakończyło. Chaldejczycy oddawali się z nie mniejszą gorliwością wróżeniu za pośrednictwem snów, w czym najbardziej zasłynął Nabuchodonozor. Porfiriusz informuje nas, że Pitagoras nabył sztukę interpretacji snów od Chaldejczyków, Hebrajczyków i Arabów. Takie same wierzenia znajdujemy u Persów, Greków, Indów, aż po Chińczyków, których pomysły w tej dziedzinie posiadają wyjątkowy charakter. Wierzą oni, że dusza osoby śpiącej jest w stanie samoistnie przenieść się do odległych miejsc, tym samym pozyskując cenne informacje.

Urzędnicy państwowi Sparty sypiali w świątyni Pazifaji aby zostać pouczonymi o sprawach publicznych. Mówca Arystydes pozostawił księgę skrupulatnie odnotowanych różnych wypadków jakie miały miejsce podczas wszystkich snów, które miewał w długotrwałej chorobie. Król Mitrydates posiadał kolekcję marzeń sennych swoich konkubin. Sny Dokdo, matki Zaratustry, Kserksesa, Dariusza, Astyagesa etc., cytowane przez Herodota, Kwintusa Kurcjusza, Justyna i przez wielu innych autorów stanowią potwierdzenie tego jakie zaufanie pokładano w rzekomo naukowej oneiroktytyce, a także jak zręczni i przebiegli ludzie czerpali z niej zyski. Historia dostarcza nam również nieskończonej liczby przykładów wiary w sny u rzymskiego ludu. Tytus Liwiusz podaje, że Atinius został ukarany odwołaniem z urzędu po tym jak rozmawiał z konsulami o ważnym śnie, którego doznał. Herodian, Pliniusz i Waleriusz Maksymus wykazują przekonanie o realności licznych zdumiewających przypadków tego rodzaju, o których donoszą umieszczając je kolejno pośród innych faktów. Wreszcie Cicero, zawsze walcząc z przesądami swojej epoki, zdaje się ubolewać nad tym, że senat zajmuje się badaniem wszystkich snów, które mogłyby mieć ważne znaczenie dla interesu publicznego. Twierdzi on, że nie jest postawą królewską, ani obywatelską, niepokoić się jakimiś tajemniczymi rewelacjami.

Nie ograniczano się tylko do samej interpretacji przypadkowo mianych snów. W najodleglejszej starożytności istniał w Egipcie zwyczaj, który następnie rozszerzył się w Grecji i w pozostałych częściach antycznego świata, polegający na stosowaniu sakralnej oneirokrytyki do leczenia ciężkich chorób poprzez sny, które były wywoływane i oczekiwane. Diodor oznajmia nam, że w świątyni Izydy, kładziono się spać aby poznać we śnie sekrety przywracające zdrowie. Lekarze będący jednocześnie kapłanami przewodzącymi kultowi tej bogini posiadali i przekazywali sobie sztukę usypiania chorych, aby następnie wnikać w znaczenie jasnych snów, które ci im relacjonowali.

Praktyka ta nazywana była inkubacją, a kapłani, którzy ją wykonywali składali ofiary zmorom sennym — inkubom. Sprengel podaje kilka przykładów.

Plautus nawiązuje do tego, kiedy mówi: „Incubare satius te fuerat Jovi”. Sens zdania jest następujący: «Będzie lepiej jeśli położysz się spać w świątyni w oczekiwaniu na proroczy sen udzielony przez Jowisza».

Poza tym, samo użycie tego słowa było tak rozpowszechnione, że uczony Henry Coringhius czuł się zobowiązany do opublikowania obszernej monografii na ten temat, zatytułowanej: „De incubatione in fanis Deorum medicinae causa olim facta” — „O praktykowanym w dawnych czasach śnie w miejscach poświęconych bogom celem otrzymania uzdrowienia”.

Cesarz Antonin Karakalla, syn Sewera, udał się dla uzyskania uzdrowienia do Epidauros, gdzie miał sen, o który prosił.

Galien nie zawahał się leczyć z choroby, na którą cierpiał od dzieciństwa, przez zlecenie upustu krwi przeprowadzonego według wskazówek, które otrzymał we śnie.

Plutarch, mówiąc o świątyni Mopsusa w Cylicji, powiedział wyraźnie, że zgodnie ze zwyczajem chorzy udawali się tam spać, i że bóstwo, przez usta swojej wyroczni interpretowało wizje, które udzielane były w czasie snu tym, którzy przybywali aby się jej poradzić. W swoim dziele „Wędrówki po Helladzie” Pauzaniasz wyjaśnia, że chorzy, którzy szukali pomocy u wyroczni w Amfiaraos, składali w ofierze barana, i że następnie kładli się spać w jego skórze, aby doznać snów mających dla nich znaczenie.

Analogiczne fakty wzmiankuje Strabon, odnośnie świątyni Serapisa w Kanopos oraz monumentów dwóch herosów, jednego poświęconego Caloasowi, drugiego Podalire, z których jeden znajdował się na szczycie, a drugi u podnóża wzgórza Daunie.

Za czasów tego pisarza mówiło się o cudownych uzdrowieniach, które miały być doznane w owych słynnych miejscach. Składana w ofierze owieczka miała być czarna. Jej skóra służyła następnie jako legowisko dla kładących się spać.

Komediopisarz grecki Arystofanes, potwierdza istnienie tego samego zwyczaju, kiedy czyni go przedmiotem uszczypliwej satyry w komedii Plutos.

Wergiliusz wreszcie daje nam opis jak zwyczaj ów praktykowano w świątyni Fauna: „Huc dona sacerdos. Cum tulit et caesarum ovium sub nocte silenti. Pellibus incubuit stratis, somnosque petivit.” — «Tę ofiarę z kędzierzawej owieczki kapłan składa pośród ciszy nocy. Skóry zwierzęcia rozpościera na posadzce świątyni w celu wyproszenia otrzymania wróżby we śnie».

Dostrzegamy tę jednomyślną zgodność starożytnych w tak intensywnym zajmowaniu się sennymi iluzjami nawet czytając niektórych świętobliwych pisarzy, którzy bynajmniej nie zaliczali się do pogan, a którzy chwalili się, że mogą oni dowolnie kierować swoimi marzeniami sennymi.

Przychodzi więc myśl, że owi kapłani i wróżbici tak biegli w interpretacji i tak potężni sprawcy tych rzekomych boskich wizji, za zasłoną cudowności musieli posiadać dogłębną wiedzę na temat fenomenów psychologicznych i fizjologicznych, a zwłaszcza snu; że byli oni świadomi wewnętrznych związków między warunkami fizycznymi i moralnymi śpiącego a charakterem jego marzeń sennych, i że doszli oni do sformułowania swoich założeń w oparciu o solidne dane, których nie uzyskaliby inaczej jak przez długotrwałe doświadczenie.

Jeżeli studia te podkreślają pewne osobne przypadki, świadczy to o bardzo gorliwym pragnieniu przeanalizowania samych zasad nauki badania znów. O ile pierwotne dokumenty już nie istnieją, pozostało nam co najmniej pięć ksiąg z dzieła Greka Artemidora Oneirokitikon, które jak wiemy zostało napisane w drugim wieku naszej ery o czym świadczą najlepiej zachowane i najbardziej wiarygodne przekazy z tego okresu.

Współcześni jemu, Marek Aureliusz i Antoninus Pius otwierali z pewnym zaciekawieniem jego długie i drobiazgowe rozprawy o snach ale jakże prędko byli bardzo rozczarowani z nadziei jaką żywili! Przeczytawszy z wielkim trudem kilka rozdziałów tej pracy bez większego zainteresowania jakiego się spodziewali doznać, odłożyli ją.

Interpretacje wróżbitów oparte wyłącznie na mitologicznych przesądach, fałszywych teoriach lub dowolnych porównaniach, ekstrawagancje, czasami dziwaczne do tego stopnia, że często wykazujące dziecinną naiwność uznano za dalekie od ujawniania subtelnych i poważnych obserwacji.

Stąd wniosek, że jeśli kapłani pogańskiego antyku posiadali sztukę — o czym ja nie wątpię — wpływania na marzenia senne wiernych, którzy spali w ich świątyniach, to posługiwali się nią do sugerowania im wizji zgodnych z ich doktryną, ale nie pomijali również dokonywania wnikliwej analizy bardziej intymnych obserwacji poszczególnych śniących. Czytamy u Artemidora następujące instrukcje i przykłady tegoż:


«Drzewo oliwne jest to drzewo zawsze zielone i trwałe, od niepamiętnych czasów poświęcone jest ono bogini Minerwie, chwalebnej bogini mądrości. Ktoś, kto śni o drzewie oliwnym wyrastającym jemu z głowy, będzie pełen zapału do studiowania filozofii, zdobędzie on wiedzę jak i wieczną sławę.» Ponadto: «Ropuchy i żaby są to oszuści i zwodziciele, ale widzenie ich we śnie jest dobre dla tych, którzy są u kogoś na służbie. Znam człowieka, któremu śniło się, że uderzał pięściami żaby, okazało się później, że jego patron uczynił go nadzorcą wszystkich innych sług w domu. Można też sobie wyobrazić, że staw reprezentuje dom, żaby mieszkańców, a bicie pięściami wydawanie poleceń.»

………….

«Bieganie jest dobre dla wszystkich, z wyjątkiem chorych, i tych którzy mogą osiągnąć już kres swojej doczesnej podróży, ponieważ oznacza to, że dobiegną oni wkrótce do końca swojego żywota.»

…………

«Częste miewanie tych samych snów, i to przez wiele następujących po sobie nocy oznacza, że te uporczywe myśli ostrzegają nas i stanowią przewidywanie odnośnie czegoś, wobec czego żywimy wielkie uczucie nie mogąc tego osiągnąć, o czym myślimy oraz mówimy. Jeśli te same sny pojawiają się w większym odstępie czasu, ich znaczenie nie zawsze jest takie samo, ale jest różne i zależne od zmian co do czasu i okoliczności.»


«W tym kontekście sprzedawca dezodorantów i perfum śni, że stracił nos, i pozbył się swojego kramu i więcej już nie sprzedaje, bo stracił nos, z którym wiąże się zdolność osądu zapachów.


Długo po tym, jak przestał sprzedawać perfumy, śni ponownie na ten sam temat, a mianowicie, że już nie ma nosa, został bezpodstawnie oskarżony, i z powodu utraty nosa opuścił kraj, a brak nosa, jest czymś szpetnym i haniebnym. I oto jeszcze raz ten sam sprzedawca perfum, śni że chorował od dłuższego czasu, znowu nie posiadając już nosa i umarł, także w obliczu śmierci nie miał nosa. A jednak ten sam sen u tego człowieka, chociaż powtarzający się trzykrotnie oznacza za każdym razem coś innego.»

Tymczasem wielki geniusz nazywający się Hipokrates, który żył w V wieku przed naszą erą zapoczątkował ustawianie podziwu godnych kamieni milowych dla tych, którzy chcieli podążać prawdziwą drogą w kierunku badania patologii marzeń sennych.

Podjąwszy się roztrząsania idei swoich czasów uznawał pogląd, że można mieć sny zsyłane przez bogów ale jednocześnie stwierdza, że pozostawia interpretację tych nadprzyrodzonych snów sakralnym interpretatorom, i że on sam chciałby tylko angażować się w badanie naturalnych marzeń sennych, bo tylko takie mogą z pożytkiem stanowić przedmiot badania naukowego. Hipokrates należał do Szkoły filozofii hermetycznej. Rozróżniał w człowieku trzy zasady: duszę, doskonały umysł i ciało.

«Symbole, które pojawiają się podczas snu — pisze Hipokrates — okazują się mieć ogromne znaczenie w wielu kwestiach dla tych, którzy umieją je docenić. W skutek czego dusza w ciele staje się bardziej żywotna, przejawia swoje liczne czynności i nie jest już taka sama jak poprzednio lecz dodaje pewną część swojej aktywności do każdej funkcji ciała, do słyszenia, widzenia, dotykania, poruszania się, do wszystkich czynności ciała. Podczas gdy ciało znajduje się w spoczynku, dusza wizytuje swoją rezydencję i kontroluje wiele różnych funkcji ciała.

Ciało znajduje się we śnie, ale mimo to dusza czuwa, widzi, słyszy, dotyka, smuci się i zapamiętuje. Każdy kto umiałby dokonywać osądu myślowego w takim stanie, ogarniałby jakąś ogromną część wiedzy».

Według Hipokratesa w naturalnych snach, podczas gdy śpimy dusza ma świadomość czynności ciała. Każde jednostkowe zaburzenie organizmu przejawia się w postaci obrazu, odpowiadającemu spostrzeganemu wrażeniu wewnętrznemu. Ten wielki obserwator, który zarówno lekarzom jak i filozofom ukazuje tak inteligentnie źródło wszystkich wielkich odkryć, sam zaczął podsumowywać swoje własne obserwacje medyczne w oparciu o niektóre sny miewane najczęściej przez wszystkich ludzi, bez wątpienia począwszy od pierwszych ludzi jacy śnili. Gdybyśmy podążali przez minione dwa tysiące lat tą drogą z pewnością bylibyśmy dziś bogatsi o fakty potwierdzone doświadczalnie. Niestety, cudowność przyciąga bardziej niż to co prawdopodobne, i zamiast długotrwałego gromadzenia przez kolejne wieki elementów poważnej analizy naukowej ludzkość dotąd wyłącznie upaja się najbardziej czczymi przesądami.

Współzależność jaka istniała pomiędzy teoriami mitologicznymi starożytnych a czysto umownymi zasadami, na których opierała się cała ich doktryna oneirokryczna, prowadziła do tego, że Ojcowie Kościoła kilkakrotnie czuli się zmuszeni do wystąpienia przeciwko interpretacji snów, uznając tę doktrynę za skażoną pogaństwem a tym samym nadając jej charakteru religijnego, który miał przylgnąć do niej odtąd na zawsze.

Autorytet niektórych proroczych snów, mających charakter sakralny w Piśmie Świętym nie zdołał jednak zapobiec uznaniu ich jedynie za jakiś sprzeczny precedens, odkąd sny Jakuba, Abimelecha, Salomona, Daniela etc. zostały zawarte w tych samych świętych księgach, wiara w świeckie wizje senne została przez te same księgi formalnie zakazana. Uznawanie jakiegoś nadprzyrodzonego faktu oczywiście nie może służyć jako podstawa do oceny faktów w porządku naturalnym.

«Cud — pisze J.J. Rousseau — istnieje w danej konkretnej rzeczywistości, jako bezpośredni akt boskiej wszechmocy, jako zmiana dostrzegalna zmysłowo w porządku natury, będąca realnym i oczywistym wyjątkiem od jej praw».

Podsumowując, rzekomo naukowa oneirokrytyka starożytności, a przynajmniej jaka została nam przekazana, z praktycznego punktu widzenia nie spełnia naszych oczekiwań.

Pozostaje wyłącznie hipotezą kwestia tego jaka była wiedza kapłanów Izydy, Serapisa, Eskulapa i innych bóstw, czy mieli oni jakieś większe doświadczenie, i czy nie starali się oni uprawiać sztuki wzbudzania snów naturalnymi środkami fizycznymi, do stosowania których nie brakowało im śpiących u stóp ich ołtarzy. Porfiriusz i jego uczeń Jambiczny (zwany także Jamblichem), który pisał o misteriach egipskich w III wieku naszej ery, dostarczają nam cennych szczegółów odpowiednich do refleksji na ten temat. Praktykowano, jak twierdzą: okadzania, inwokacje i dotknięcia dłońmi. Uczeń nie dostrzega w tych czynnościach niczego poza nabożnymi ceremoniami mającymi na celu wejście w kontakt z bóstwem (ad efficiendam cum Deo congruitatem), podczas gdy nauczyciel przeciwnie, traktuje to jako manipulacje mające wywoływać jakieś majaczenia (phantasia) i w ten sposób usiłuje wywrzeć na myślach śpiącego jakiś wyrachowany skutek.

Co do mnie, to jestem przekonany, że ci ludzie wiedzieli równie dobrze jak pokierować swoimi własnymi snami, tak jak innych ludzi, co staram się wykazać w dalszej części niniejszej książki. Nie pomnę, czy czytałem o tym z uprzedzonym umysłem, ale nie mam wątpliwości, że owi kapłani praktykowali usypianie w swoich świątyniach z korzyścią dla chorych. Niektóre z tych technik zostaną w dalszej części omówione.

Poglądy na naturę snu od średniowiecza do czasów współczesnych

Od średniowiecza do czasów współczesnych. — Pierre le Loyer. — Kardynał Bona. — Vossius. — Sztuka czynienia siebie szczęśliwym poprzez marzenia senne, czyli wywołując takie sny, jakie się chce mieć. — Kurt Sprengel. — Cabanis. — Condillac. — Benjamin Franklin. — Müller. — Filon Żydowin. — Pierre Bayle. — Opinie wspomnianych pisarzy dotyczące ostrzeżeń i przeczuć, które mogą wystąpić podczas snu. — Szkoła materialistyczna. — Boerhaave. — O ciągłym strumieniu myśli, o nie przypominaniu sobie snów, o akcie woli i innych pojęciach związanych z wolą podczas snu. — Darwin. — Forney. — Jouffroy. — Dugald-Stewart.


Od czasów pisarzy starożytności, aż do tych pochodzących z epoki stosunkowo nam bliskiej — jeśli chodzi o tematykę snu i marzeń sennych, byłoby mi trudno wymienić nowe rozważania godne uwagi. Do rzadkości należą pisarze średniowieczni, którzy poruszali tę kwestię, nie wiele więcej niż rozpatrując ją z perspektywy historycznej czy teologicznej. Jedni kopiowali starożytnych, których wielokrotnie cytowali, inni szczegółowo rozprawiali na temat snów, o których wierzyli, że można przypisać je pochodzeniu boskiemu albo diabolicznemu. W pewnej niezwykłej książce z końca XVI wieku, napisanej z wielką scholastyczną erudycją i niezależnością punktu widzenia, rzadko wówczas spotykaną gdziekolwiek indziej, zauważyłem po raz pierwszy powrót do prawdziwego ducha dociekliwości badawczej i skłonność do zejścia z drogi mistycyzmu i kolein starożytności.

Widzę tam również najwyraźniej wyrażoną tę opinię, że nie istnieje sen bez marzeń sennych — jedną z najważniejszych i najbardziej dyskutowanych jaką mielibyśmy zbadać.

«Kiedy trawienie mięsa zostało zakończone, a opary, które unoszą się do mózgu zostały wyeliminowane, tak że ciało zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie uspokoiło się i jest dobrze ułożone, wówczas oddech od którego zależy życie jest w stanie swobodnie spełniać swoją funkcję, płuca swobodnie oddychają, żywo bije serce, wątroba przetwarza soki z mięsa w krew, która płynie żyłami do tętnic. Podczas odbywania się tych procesów ciało pogrąża się we śnie tylko w swoich najszlachetniejszych częściach. Czy przypuszczamy aby dusza, która stale czuwa była bezczynna? Ona spełnia zupełnie inną rolę niż wątroba, serce i płuca. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że możemy sądzić iż jest ona o wiele bardziej nieskrępowana kiedy ciało, które jest jej więzieniem, nie jest zbyt pochłonięte codziennymi troskami i sprawami.»

Pisarz ascetyczny który żył pół wieku później, kardynał Bona dzieli sny na trzy kategorie według ich domniemanego pochodzenia: wizje boskie, wizje diabelskie oraz wizje o podłożu naturalnym, i przede wszystkim stwierdza on, że te ostatnie najmniej go interesują.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 39.47