E-book
14.18 11
drukowana A5
28.85
Mantra
20%zniżka

Bezpłatny fragment - Mantra


4.5
Objętość:
67 str.
ISBN:
978-83-8431-253-7
E-book
za 14.18 11
drukowana A5
za 28.85

I. ciało

atlas wewnętrznego nieba

na pierwszej stronie

moje serce zapisane jest jak gwiazdozbiór lwa,

pulsuje w rytmie czerwonego słońca.


w rozdziale o płucach

znajduję mgławicę powietrza,

rozciągniętą między żebrami jak most z dymu.


moje nerki — dwie bliźniacze planety —

krążą wokół księżyca pępka,

utrzymując wodę w stanie wiecznej podróży.


ognisko żołądka

pali się językiem marsa,

każdy płomień opowiada inną historię głodu.


a na końcu księgi

czeka mapa powrotu do źródła —

czysta kartka,

na której mogę narysować siebie,

bez kości, bez skóry,

tylko jako światło w ruchu.

zero dni

ranek,

na stole — kromka światła

i kubek wody.

nie liczę kalorii,

licząc oddechy

między pokusą a pragnieniem,

każdy łyk staje się wyborem,

każdy krok w tył — przypomnieniem,

że byłem tam zbyt długo.

zero dni —

to miejsce, gdzie wszystko się zaczyna,

bez fanfar,

bez świadków.

tylko ja

i ciało, które chcę odzyskać,

nie jako ciężar,

ale dom.

a więc wstaję,

ważę się,

nie ważę już tego, co było.

drzewo, które rośnie w górę i w dół

u źródła stoi litera,

z której spływa światło,

dziesięć razy spada we mnie,

dziesięć razy wraca do góry,

jakby oddychało od początku.


każda gałąź niesie imię,

którego nie wolno wypowiedzieć,

a jednak woła także mnie.


na najniższej gałęzi

wiążę czerwoną nić na nadgarstku,

żeby nie zgubić drogi.


nade mną — sefira za sefirą —

krople blasku układają się w rzekę,

która płynie w górę, ku korzeniom.


i tam, gdzie drzewo dotyka nieba,

litera znów staje się ciszą,

z której wszystko zaczęło się

i nic się nie kończy.

formuła

nie liczby mnie tworzą,

lecz szept, który powtarzam w ciemności.


nie ma równania

na ból i ulgę,

na pragnienie i oddech.


piszę kredą na ścianie:

jedno ciało = tysiąc przerwanych myśli.

jedna cisza = wiele imion,

których nikt nie wypowie.


wszystko sprowadza się

do prostego znaku:

być — albo zniknąć.


formuła jest krótka.

nie rymuje się.

nie zbawia.


tylko trwa —

jak równanie bez wyniku,

które nie pozwala zasnąć.

chakra

w ciele świeci mapa,

kręgi z energii,

jak siedem zatrzymanych świateł.


każde ma swój kolor,

swój język,

swoje ukryte imię.


czerwień przy ziemi

płonie jak żar węgla,

pomarańcz — rozlewa się jak owoc

dojrzały pod skórą.


żółty — głód i słońce,

zielony — serce,

które próbuje wyrosnąć

na gałęziach krwi.


błękit mówi ciszą gardła,

indygowy wir —

widzi, zanim pojawi się obraz.


a na końcu —

fiolet, który nie ma końca,

otwarta brama,

gdzie ja i świat

stajemy się jednym oddechem.

chakra (drugi oddech)

czerwień — ziemia.

czerwień — korzeń.

czerwień — początek.


pomarańcz — płynę.

pomarańcz — pragnę.

pomarańcz — rodzę.


żółty — ogień.

żółty — głód.

żółty — siła.


zielony — serce.

zielony — oddech.

zielony — miłość.


błękit — głos.

błękit — cisza.

błękit — prawda.


indygo — widzę.

indygo — śnię.

indygo — wiem.


fiolet — jestem.

fiolet — płonę.

fiolet — wszystko.

joga

zginam się,

ale to nie ukłon —

to próba spotkania z samym sobą.


ciało staje się linią,

która łączy ziemię i oddech.

kręgosłup — most,

żebra — otwarte drzwi,

ramiona — dwa skrzydła,

które pamiętają, że są kośćmi.


nie chodzi o doskonałość,

lecz o trwanie w napięciu,

w równowadze,

która drży jak płomień świecy.


wdech —

jakby ktoś wpuścił światło do środka.

wydech — jakby odpływała ciemność.


na końcu zostaje cisza,

nie poza mną,

lecz we mnie.


jak mantra,

która nie potrzebuje słów.

placebo

cichy blister,

wyjęty o świcie z plastikowego łoża

w kształcie zapomnienia.

łykam.

nie z potrzeby — z rytuału.


moje ciało to maszyna,

a maszyny lubią powtarzalność.

b₁ — dla pamięci,

b₆ — dla nerwów,

b₁₂ — żebym nie krzyczał,

kiedy dźwięk lodówki

znowu przypomina mi o umieraniu.


omega?

ryba w kapsule

sama nie wie, gdzie płynie.

ale moje żyły błyszczą

jak zatoki pełne ropy.


ashwagandha —

mój święty spokój w żelatynowej skórze.

kładzie się na moim języku

jak szept kogoś,

kto nie wrócił z pracy.


to nie modlitwa,

to zarządzanie systemem.

tabletka jak hasło do bios-u:

oddech bez awarii.

mantra (ekspresyjna)

nie śpię,

nie śnię,

nie milczę.

uderzam sercem o ścianę,

aż zadrży tynk,

aż popęka lustro,

aż ktoś powie: „ciszej”.

nie ma ciszy,

jest rytm,

jest zgrzyt,

jestem ja.

moja krtań jak dzwon —

biorę to ciało,

wyprowadzam na dach,

wyję jak pies,

aż gwiazdy się cofają.

nazywam to mantrą,

choć wiem, że to zaklęcie

na nieumieranie,

w miejscu,

gdzie umiera się

codziennie,

po trochu.

serce

liczy mnie,

to ono mnie liczy —

bije,

jakby wiedziało więcej.

każdy puls

to krok w stronę światła,

każdy puls

to zgoda na ciemność.

serce — bęben,

który gra mantrę,

nawet gdy śpię.

II. obraz

ręka sushruty

ostrze nie jest moim wrogiem,

tylko światłem, które otwiera ciało,

jak świt odsłania rzekę.

w moich żyłach płynie mapa,

zaznaczona cieniem liści i ogniem przypraw.

każdy zakręt naczynia

jest sylabą w języku,

którym mówi moja krew.

rana — jeśli jest —

staje się bramą,

przez którą wraca oddech.

patrzę nie tylko w głąb mięśnia,

patrzę w głąb historii człowieka,

aż do miejsca, gdzie ból spotyka się z sensem.

a potem,

nicią z włókna lotosu,

zszywam skórę i modlitwę

w jedną linię życia.

wimana

nad ziemią unoszę pałac z oddechu,

jego ściany buduję z mantr,

które rozplatają noc jak warkocz.


wchodzę do środka —

w korytarzach płyną rzeki światła,

każda kropla pamięta inną erę.


wimana rusza beze mnie,

płynnie, jak myśl,

która zna drogę, zanim ją pomyślę.


przelatuję nad miastami,

które śnią o bogach,

i nad górami, które znają ich prawdziwe imiona.


w środku czuję,

że nie lecę w stronę gwiazd,

tylko wracam tam,

skąd nigdy nie odszedłem.

ajurwedyjska księga

strony pachną kurkumą i dymem z sandałowca,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 14.18 11
drukowana A5
za 28.85