E-book
15
drukowana A5
21
Manowce

Bezpłatny fragment - Manowce


Objętość:
60 str.
ISBN:
978-83-8245-656-1
E-book
za 15
drukowana A5
za 21

Zielonym Poczochrańcom


Błękitnienie

Tak jest dobrze — po horyzont czas się dłuży,

Spokój zmierzchu dzikim chabrom oczy mruży,

Nieskończenie błękitnieją nam jeziora,

W jakieś jutro wolno płynie jakieś wczoraj.


Tak jest dobrze — nieskończenie, nieskończenie,

Nieskończone błękitnienie, błękitnienie,

Spokój zmierzchu dzikim chabrom oczy mruży,

Tak jest dobrze — za horyzont czas się dłuży.

Tam — hen

Tam — hen, tam — sen

Wolność kołysze —

Zapachem traw,

Szumem drzew

Pieści ciszę.


Nieodgadniona dal

Bezdroży

Kuszący zapach ma

Rozkoszy,

Z życzliwie jasnych gwiazd

Ułoży

Obietnic

Wielki Wóz.


Tam — hen, tam — w sen

Karocą marzeń

Przez noc po świt

Słońcem znów

Się oparzyć.

Krawędzie czasu

Równiny tęsknot po brzeg niepewności,

Podskórne żyły błękitu i złota,

Robak i diament na wyschniętej kości,

Wątpliwa świętość, wątpliwa sromota.


W postaci własnej wpatrzona przepaście,

W promieniach zmarszczek wokół tafli oczu —

Samotność klifu wyrzeźbiona w czasie —

Z krańcem skąpanym w niebieskim przeźroczu.


Karmią się wdzięcznie skrzydlatym początkiem

Rozlewy pragnień i odpływy znaczeń.

Bursztyn — sarkofag na wieczną pamiątkę

Chwili zdumionej niedaremnym płaczem.

Nagie drzewa

Za oknami nagie drzewa

W siwe tiule ubrał mróz.

Żaden ptak im nie zaśpiewa,

Wiatr się śmieje z trupich póz.


Nieprzychylny rzewnym śpiewom

Długiej zimy cierpki smak.

Zamrożonym, bladym drzewom

Braknie sił, by skrzypieć w takt.


Do ziemi gną się ramiona

Strudzonych drżeniem brzóz.

Czy przyjdzie wiosna spóźniona

Gdy strącą ciężar z łóz?


Do ziemi szklą się łańcuchy

Zmarzniętych szlochów wierzb —

Splatają z zimna podmuchów

Surowy, gorzki wiersz.


Zapomniałeś już o wiośnie,

Obietnicach wonnych bzów.

Gdzież ten świergot, co radośnie

Pierwszą miłość witał znów.


Minął wdzięczny pląs motyli

I wylewność letnich burz

Niech się z deszczem nie pomyli

Łez jesiennej pory już.


Za oknami nagie drzewa

W siwe tiule ubrał mróz.

Żaden ptak im nie zaśpiewa,

Wiatr się śmieje z trupich póz.

Znikanie

Dokąd, dokąd —

Od czasu do czasu.

Nie mów, dokąd —

Do łąki, do lasów.

Od słów i od niechcenia

W niedosłowność

Nie do uwierzenia.

Dokąd, nie wiem już, dokąd

To chyba jest znikanie,

Bo tak niepostrzeżenie

Mgliste,

A ciężkie jak kamień

I szare.


Dokąd, dokąd

To dziwne znikanie —

Nie wiem, gdzieś

Za rzekę, za pamięć,

Od ścian i od bełkotu

W niedosłowność

Żurawiego lotu.


Dokąd, dokąd —

Od czasu do czasu,

W niepojętość

Przedwiecznych barw,

Do zwierciadeł błękitu,

Do lasu,

Czarem łąki

Uskrzydlić garb.


Od bełkotu,

Od ścian, od niechcenia,

Kakofonii

Bieżących prawd.

Taki pacierz płaski,

Jaki brewiarz

— Jednodniowych znaczeń

I praw.


Dokąd, dokąd

To dziwne znikanie —

Od ludzi do ciszy

W cień rzęs,

W niedosłowność —

Za rzekę, za pamięć,

Od słowa

Do rzeczy

Po sens.

Ptaki nad wodą

Wróciły czajki

Hymnem przedwiośnia

Obudzić łąki

Z potarganego wiatrem snu.

Jeśli tu jeszcze

Łąka wyrośnie

Czajki Zwyczajne powrócą znów.

A jeśli wyschną moczary,

Zgaśnie łąka,

Zgaśnie w locie

Śpiew skrzydlaty —

Zostaną nam w ciszy smutnej

„Ptaki nad wodą” — olej na płótnie.

Wschód księżyca

Jeszcze jest

Zapach traw i lasu szept.

Księżyc lśni

Na krawędziach letnich dni.


Jeszcze tam,

W kadrze muzealnych ram —

Czujny sen

Dzikiej łąki rozlał się.


Jest,

Jest jeszcze gdzieś

Fortunę warty lasu szept

I łąki dzikiej sen —

Tęsknoty tylko nam podsyca

Bezcenny wschód księżyca.


Gdzieś,

Gdzieś jeszcze jest

Remedium na niepokój serc

I nocnych ptaków śpiew —

Tęsknoty tylko nam podsyca

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15
drukowana A5
za 21