E-book
13.65
drukowana A5
32.77
drukowana A5
Kolorowa
61.52
Mamo, naostrz piłę!

Bezpłatny fragment - Mamo, naostrz piłę!

Zadbaj o swoją najważniejszą rolę.

Objętość:
230 str.
ISBN:
978-83-8155-171-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.77
drukowana A5
Kolorowa
za 61.52

WSTĘP

Pierwszy maja dwa tysiące szesnasty rok, godzina szósta z minutami rano. Przecieram oczy i przeciągam się. Nagle coś przeskakuje w moim kręgosłupie szyjnym — słyszę ogłuszający trzask. Obraz niknie mi przed oczami. Widzę jedynie pulsującą, czerwoną, rozmytą plamkę. Nagły pot zrosił moje czoło. Leżę bez ruchu, w panice zastanawiając się, czy budzić męża, by wezwał karetkę, czy poczekać na rozwój sytuacji. Podejrzewam wylew. Decyduję się wstać i po omacku docieram do łazienki. Ochlapuję twarz chłodną wodą i pochylam się nad zlewem. Szczęśliwie, dochodzę powoli do siebie, ale mój kark jest sztywny. Ledwo mogę obracać głową.

Dwa dni później dowiaduję się od lekarza pierwszego kontaktu, że wylewu nie miałam, ale jestem mocno przeciążona, co widać po moich napiętych mięśniach na karku. Fizjoterapeuta, do którego się umawiam, rozmasowuje moje kamienne mięśnie i wyjaśnia, że to one, ocierając się o siebie jak kamienie, zatrzeszczały podczas przeciągania. Przeżyję. Ale mam o siebie dbać, w innym wypadku następnym razem sytuacja może nie być tak kolorowa. Zero stresu, zaplanowane, zorganizowane życie, wsparcie od innych. A przede wszystkim — moje własne wsparcie swojego zdrowia.

Piszę Ci o tym, bo wiem, jak łatwo jest wpaść w pułapkę przepracowania. Tak naprawdę każdy może znaleźć się w takiej sytuacji (lub gorszej), jeśli nie będzie w każdej chwili, każdego dnia dbał o siebie. Wydawałoby się, że troszczyłam się o siebie, jednak okazuje się, że tempo, jakie sobie narzuciłam, było za szybkie, mimo tego, że wydawało mi się optymalne. W maju 2016 roku skończyłam pisać swoją pierwszą książkę dla kobiet „Mama w Harmonii”. Napisałam ją w pięć miesięcy, co było naprawdę nie lada wyczynem. Tak sobie założyłam, a ponieważ jestem osobą ambitną, chciałam koniecznie zrealizować swój cel w określonym czasie.

Od tamtego majowego dnia, kiedy rozdygotana szłam do łazienki, nic nie widząc, zdałam sobie sprawę, że przesadziłam, że tempo mojej pracy było zdecydowanie zbyt szybkie.

Od tamtego dnia wszystko zaczęło się zmieniać.

Przestałam udowadniać samej sobie, że mogę więcej. Zaczęłam uważniej słuchać własnego ciała, własnej intuicji. Ono mówi nam naprawdę dużo, jeśli tylko pozwolimy mu dojść do głosu. Często jednak nie chcemy, by cokolwiek nam mówiło, odsuwamy na bok jego sygnały, bagatelizujemy je, żeby tylko osiągnąć cel.

Zwykle takie sytuacje, jaka mnie spotkała tamtego majowego poranka, to ostrzeżenia. Czasem jednak bywa tak, że tych ostrzeżeń było już wcześniej wiele i organizm już nie da rady…. Wtedy jest już za późno…

Postanowiłam mocno zadbać o wszystkie obszary swojego życia — o ciało, o duszę, emocje, intelekt i życie społeczne.

Te elementy są jak układanka. Pasują do siebie idealnie, jeśli tylko dbasz o nie proporcjonalnie. Jeśli któryś z tych elementów robi się malutki albo inny staje się przesadnie wielki, nie jesteś w stanie złożyć z nich dopasowanej całości.

W ostatnich miesiącach bardzo zagłębiłam się w temat ajurwedy. Wspominam o niej, bo ta starożytna hinduska nauka mówi o tym, że jakakolwiek dysfunkcja w naszym ciele nie bierze się z niczego. Jakiś element został zachwiany. Nawet, jeśli po prostu boli Cię głowa, nawet, jeśli dostałaś lekkiej wysypki, nawet, jeśli zakłuło Cię gdzieś w brzuchu, to wszystko to są sygnały mówiące Ci — ZADBAJ O SIEBIE. W TWOIM ORGANIZMIE PANUJE DYSHARMONIA. A my przecież dążymy do harmonii.

Wtedy, po tamtym wydarzeniu, pojawił się pomysł, aby stworzyć — tak zwyczajnie dla siebie — roczny projekt zadbania o siebie. Pierwszy zamysł był taki, aby zrobić sobie listę zadań do wykonania, które będą obejmować wszystkie obszary naszego życia i w ciągu miesiąca je realizować. Planowałam co miesiąc wykonywać zupełnie inne działania w pięciu obszarach naszego życia. Stworzyłam wydarzenie na Facebooku, stwierdziłam bowiem, że gdyby przyłączyły się do mnie dwie czy trzy kobiety, byłoby nam raźniej, mogłybyśmy się wzajemnie motywować i wspierać w trudnych chwilach.

Nieoczekiwanie do wydarzenia przyłączyło się dużo więcej kobiet, mocno podekscytowanych i czekających na mój roczny projekt zadbania o siebie, Projekt Kobieta w Harmonii. Wierzę, że tak właśnie miało być, że moje niefortunne majowe przeżycia były początkiem pięknej historii, która została stworzona w ciągu jednego roku.

Od pierwszego stycznia 2017 roku bowiem rozpoczęłam projekt, który objął także inne kobiety. Gdzieś w międzyczasie jednak, chyba trochę podświadomie, rozpowszechniłam informację o moim projekcie i do grupy, która miała się rozkręcać właśnie od stycznia, zaczęły dołączać kolejne wspaniałe kobiety. Ostatecznie w rocznym Projekcie wzięło udział koło 300 kobiet.

To właśnie my wszystkie stworzyłyśmy tę książkę, nasze wspólne przeżycia związane z realizacją zadań na poszczególne miesiące, czy wyzwań, które pojawiały się w naszej grupie w każdym tygodniu. To już nie jest moja indywidualna historia. Na kartach tej książki pojawiają się wypowiedzi części z tych cudownych kobiet, które mają coś wielkiego do przekazania. To nasza wspólna książka.

Jeśli nie brałaś udziału w naszym Projekcie, nic straconego. Zapraszam Cię wraz z innymi Uczestniczkami Projektu do tego, abyś czytając tę książkę, jednocześnie realizowała plan, który nam udało się tak wspaniale zrealizować. A jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości albo potrzebujesz wsparcia, zapisz się na kolejne edycje projektu. Link do kolejnych edycji Projektu, na które możesz się zapisać już dziś, znajduje się na końcu książki.

Życzę Ci przyjemnego czytania i realizowania zadań, będących częścią naszego projektu!


Joanna Paczkowska-Szczygieł

Autorka poradnika „Mama w Harmonii”. 3 miesiące do wewnętrznego szczęścia” oraz powieści „Dom nad rzeką” i „Tam, gdzie śpiewają dusze…

KILKA SŁÓW OD ELŻBIETY — Uczestniczki I edycji Projektu Kobieta w Harmonii

„Wiele się dzisiaj mówi i pisze o rozwoju osobistym. Jest to proces polegający na stawaniu się lepszym, życiu w harmonii ze sobą i byciu szczęśliwym człowiekiem.

Któż nie chciałby być szczęśliwym i spełniać swoje marzenia?

Książki i publikacje na temat rozwoju osobistego można czytać, ale czy od tego będziemy lepsi? Może tak być, jeżeli będziemy bardzo chcieć, ale najważniejszy jest ktoś, kto poprowadzi nas drogą do szczęścia, ktoś, kto samą sobą pokaże, jak dojść do tej drogi marzeń.

Tym kimś jest Joanna Paczkowska — Szczygieł i jej książka. Autorka jest już na wyższym poziomie rozwoju osobistego i przekazuje nam, czytelnikom, swoją wiedzę, motywuje do pracy nad sobą. Inspiracją do powstania książki był, stworzony przez autorkę, „Projekt Kobieta w Harmonii”, w którym grupa kobiet pracowała pod okiem trenera — autorki książki.

Książka jest wyjątkowa i prawdziwa, ponieważ jest oparta na pracy z kobietami, na wykonywaniu zadań, codziennym śledzeniu ich postępów.

Projekt Kobieta w Harmonii powstał dla kobiet, które chcą być silne, pewne siebie, mające poczucie własnej wartości. Uczestnicy tej grupy, wspierani wzajemnie przez siebie, motywowani byli zadaniami, które pozwalały poznać siebie, zajrzeć do swojego wnętrza, zastanowić się i odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jaka jestem?”, „Jak mogę zadbać o siebie?”, „Co jest dla mnie najważniejsze?”.

Autorka — trenerka prowadziła nas, uczestników grupy, przez cały rok, motywując, przypominając o wyzwaniach, jakie stawiała przed nami — oczywiście, jeżeli była taka potrzeba. I ja również brałam udział w tym projekcie, który pozwolił mi uporządkować wiele spraw w moim, już i tak uporządkowanym, życiu.

To była piękna droga, wspaniałe kobiety i cudowna trenerka, która pomogła nauczyć wiele z nas zadbać o siebie, o swoje ciało, duszę, emocje i intelekt. Serdecznie polecam. Ta książka to przepis na uporządkowane, lepsze i szczęśliwsze życie.”


Elżbieta

KILKA SŁÓW OD VIOLI — Uczestniczki I edycji Projektu Kobieta w Harmonii

„Nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny… Poranek, 1 stycznia, a w głowie myśli, jak dobrze przeżyć kolejny rok? Na co postawić? I nagle trafiam na zaproszenie do projektu Joanny, Kobieta w Harmonii. O — i to jest to!!! Mnie zdecydowanie brakuje w życiu harmonii. Wszystko kręci się wokół pracy, rodziny, a mnie tam nie ma. Cel na nowy rok — wprowadzić harmonię do mojego życia. Byłam pewna, że udział w projekcie i wsparcie grupy pomoże mi uporządkować to moje życie…

Dzięki udziałowi w projekcie dokonałam rewolucyjnej zmiany. Planuję wszystkie obszary mojego życia, a co najważniejsze -najpierw planuję siebie i dla siebie. Wdrożyłam do swojego codziennego życia wiele nawyków: zdrowe odżywanie, medytację, organizację życia domowego.

Byłam osobą żyjącą bardzo szybko, w dużym stresie — dzięki udziałowi w projekcie, profesjonalnej pracy Joanny, wsparcia grupy dzisiaj jestem Kobietą w Harmonii.”

Violetta

KILKA SŁÓW OD KASI — Uczestniczki I edycji Projektu Kobieta w Harmonii

„Jakoś to będzie, co się martwisz”, „Daj spokój, wszystko się poukłada, jakoś to będzie.” Ile razy słyszałam „JAKOŚ to będzie”… Ale właśnie o tą jakość życia mi chodzi.

Taka niezadowolona z jakości swojego życia trafiam na grupę Joasi. To był przypadek, Facebook podpowiadał mi możliwe grupy, więc przejrzałam, chwila zastanowienia, wysłałam zgłoszenie i czekałam. Na co? Ano na to, żeby kolejny raz się okazało, że jest to grupa, gdzie tworzą się podgrupki, wiodące prym, spijające sobie każde słowo z ust niczym jedyną i słuszną mądrość życiową.

Moje zaskoczenie było spore, kiedy okazało się, że ta grupa okazała się inna. Pracowało w niej regularnie kilka, może kilkanaście kobiet w różnym wieku, z różnym doświadczeniem, a każda z nich z innymi potrzebami, lękami, obawami. Na początku byłam bardzo nieufna, zamknięta w sobie, oszczędna w odpowiedziach na zadane codziennie pytania bądź zadania.

Zajęło mi trochę czasu, zanim zrozumiałam, że ta grupa pracuje na innych zasadach, że tutaj każdy bierze dla siebie tyle, ile w danym momencie potrzebuje, że nikt nikogo nie ocenia. Każda z nas pracowała wyłącznie dla Siebie. To było dla mnie nowe.

Nikomu z rodziny ani znajomym przez jakiś czas nie mówiłam, że biorę udział w takim projekcie, z obawy na reakcje. Bałam się oceny, nie raz słyszałam, że mi się w głowie poprzewracało, że wymyślam, że kobiety tak mają, że inni mają gorzej. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego to mówią kobiety, które powinny mnie zrozumieć, i dlaczego miało mnie to pocieszać.

Co było pocieszającego w tym, że komuś jest gorzej?

Ja chciałam być zadowolona ze swojego życia. W projekcie mogłam się przyjrzeć, gdzie jestem. I dlaczego. Nie było to miłe, ale ponoć wychodzenie ze strefy komfortu zawsze boli, a potem dzieją się cuda.

Ja tych cudów potrzebowałam, chciałam w nie wierzyć, ale do tego potrzebna mi była zmiana. Ja, ponad 40-letnia kura domowa, chciałam zmiany własnego życia. Jak długo bałam się sama do tego przyznać, to wiem ja i Asia.

Praca w projekcie była codzienna, dotykała niemal każdej sfery życia, poczynając od ilości i godzin snu, na porach posiłków, po te bardziej osobiste, jak lubienie siebie, zobaczenie w lusterku siebie. Nie matki polki, żony czy innej roli a siebie. Takiej z rękoma, nogami i pustymi oczami, bez nadziei na lepsze życie… Dopiero wtedy, kiedy człowiek zaakceptuje siebie takiego, z wadami, ale też z całą masą zalet, zobaczy, ile dobrego zrobił, a ile jeszcze przed nim, zaczyna wierzyć w zmianę. A to już spory krok na przód.

U mnie ta zmiana nastąpiła dzięki ciężkiej, niemal codziennej, pracy w projekcie i wsparciu, jakie dostałam od Asi. Ktoś mógłby powiedzieć: „No dobrze, ale tych zmian nie widać, nadal masz ten sam kolor włosów czy styl ubierania.” I ok, ma rację, bo zmiana nastąpiła we mnie.

Poprawa jakości życia następuje w nas głęboko. Tam, gdzie boimy się same zajrzeć. I do tego służy projekt. Gdy zagląda się, gdzie ciemno i straszno, we dwójkę jest raźniej, mniej strasznie. Obgadany strach po jakimś czasie przestaje być straszny i wtedy już same możemy zajrzeć w głąb siebie.

W tym projekcie jest to możliwe, o ile tego same chcemy. A chcemy, prawda? Każda z nas marzy o dobrym życiu i, choć będzie się ono od siebie różniło, to zawsze chodzi o tą jakość.

Czy jest już tak, jak chciałam? Nie jeszcze nie, jeszcze dużo pracy przede mną, ale dużo i za mną, z czego jestem bardzo dumna. Projekt Kobieta w Harmonii pokazuje i uczy robienia czegoś dobrego dla siebie, planowania swojego tygodnia, zauważania, ile się rzeczy zrobiło, jak ważne są relacje z bliskimi, jak wpływa na te relacje dzieciństwo, ale przede wszystkim, że warto walczyć o siebie i dla siebie, że jesteśmy piękne i mądre, a życie tylko podsuwa nam okazje, byśmy mogły to pokazać.”


Kasia

DLACZEGO KOBIETY POSTANOWIŁY WZIĄĆ UDZIAŁ W PROJEKCIE KOBIETA W HARMONII?

Moni

„Projekt to ogromna szansa, jaka przede mną stoi, na uporządkowanie własnego życia. Asia jest cudowną kobietą, która wspaniale potrafi motywować, nawet tak ciężkie przypadki jak ja.”

Sabina

„Dlatego, że chcę być szczęśliwą, spełnioną i pewną siebie i własnych walorów kobietą. Chcę być panią własnego życia, a nie być rzucaną to tu, to tam. Chcę spełniać moje własne marzenia, a nie cudze.”

Elżbieta

„Gdy Joasia zgłosiła ten projekt, przeczytałam kilka razy „zasady grupy”. Zastanawiałam się. Nie wiedziałam, na czym będzie polegał „Projekt”. Trochę bałam się, wstydziłam się swoich szczerych wypowiedzi na forum. Jednak podjęłam decyzję o wstąpieniu do grupy, ponieważ chcę się rozwijać, żyć w harmonii, a w tym pomogą mi zadania do wykonania. Poza tym lubię wyzwania i pomyślałam, że z przyjemnością poznam spojrzenie na siebie innych, młodych uczestników grupy. Zdecydowałam się również dlatego, że praca w grupie motywuje do działania, do realizacji celów, uczy konsekwencji. Chcę się rozwijać i uczyć pomimo mojego wieku. Myślę, że nie wydałabym tomiku moich wierszy, a przynajmniej nie tak szybko, gdyby nie udział w projekcie „Kobieta w Harmonii”.”

1. MÓJ OBRAZ SAMEJ SIEBIE — JAK SIEBIE WIDZĘ, TAK SIEBIE PISZĘ

„Zanim staniesz twarzą w twarz ze światem, musisz stanąć twarzą w twarz z samą sobą.”

Mickey Moore

To, co do siebie i o sobie mówimy, ma kluczowe znaczenie w odniesieniu do naszego samopoczucia, naszego postrzegania siebie, ale także — jak jesteśmy postrzegane przez innych. Jeśli my same w swoich oczach nie jesteśmy nic warte, cały świat będzie myślał dokładnie tak samo. Jeśli kochamy siebie i w siebie wierzymy, wierzy w nas cały świat. To taka prosta zależność, tak proste prawo, że aż trudno uwierzyć, że faktycznie tak jest. Ale uwierz mi, że tak to właśnie wygląda. Zrób test i zacznij myśleć o sobie inaczej, niż dotąd, a potem obserwuj, co zaczynają myśleć o Tobie inni.

Dlatego zawsze powtarzam — naprawianie czy jakiekolwiek zmiany trzeba zacząć od siebie. Czasem jednak niestety nawykowo powtarzamy jakieś sentencje, które zaburzają naszą pracę nad uwierzeniem we własną wartość. „To jest dla mnie za trudne.” „O, tego nigdy nie potrafiłam.” „Wiesz, ja nie jestem specjalistą.”, „Nie dam rady.”. I moje „ulubione: „Nie da się.”.

Zwłaszcza my, kobiety, mamy upodobanie do umniejszania siebie. Nie chcemy pokazać, jak inteligentne i zaradne jesteśmy. W dużej mierze ma to związek z naszą historią — dopiero od niedawna kobiety zaczęły wychodzić przed szereg, w naszej historii jednak byłyśmy zdecydowanie uległe i tylko niektóre z nas potrafiły przebić się przez zdominowany przez mężczyzn świat.

Dziś sytuacja zmienia się diametralnie i całe szczęście! Szkoda by było zmarnować te unikatowe umiejętności, jakie posiadają przede wszystkim kobiety, i tylko garstka mężczyzn jest w stanie się nimi poszczycić. Ogromna empatia, dyplomacja płynąca z serca, umiejętność pokierowania rozmową tak, aby skupić się na dobru dla każdej ze stron — to tylko nieliczne cechy, które dominują właśnie u kobiet.

A mimo to nadal na swojej drodze spotykam kobiety pozbawione wiary w swoją siłę.

Ja sama długo mówiłam o sobie, unikając pozytywnych stwierdzeń. Lata porównywania mnie do innych (najpierw w okresie przedszkolnym i szkolnym przez dorosłych, potem już z nawyku sama siebie porównywałam, widząc to, czego nie osiągnęłam, zamiast tego, co dałam radę zrobić), krytykowania tego, co myślę, mówię i robię zaowocowały bardzo niskim poczuciem własnej wartości. Ponieważ jednak jestem silną kobietą, która z determinacją (ale nie po trupach) potrafi dążyć do osiągnięcia własnych celów, podjęłam decyzję, aby to zmienić i zaczęłam nad sobą pracować. Najpierw w 2003 i 2004 z książką „Ku doskonałości. 30 dni pracy nad sobą” Iwony Majewskiej-Opiełki i kilkoma innymi książkami, aż ostatecznie z książką „Trener osobisty. 365 dni z Iwoną Majewską-Opiełką”. Ten rok codziennej pracy sprawił, że stałam się kimś zupełnie innym i zaczęłam, na początku nieśmiało, mówić o sobie w pozytywny sposób. Zaczęłam przyjmować komplementy z uśmiechem i podziękowaniem, a nie odpowiadać „A, to stara sukienka, założyłam pierwszą z brzegu”, „No coś ty! Akurat dzisiaj nie miałam czasu porządnie się uczesać!” albo „Schudłam?! Ciekawe, z której strony! HAHA!”.

Nie lubiłam wtedy siebie, dzisiaj siebie kocham i jestem dla siebie najlepszą przyjaciółką. Dzisiaj doceniam to, co robię, gratuluję sobie, nagradzam siebie, dziękuję sobie. Ale to wszystko osiągałam stopniowo przez wiele długich miesięcy. Zapewne jednak zdążyłaś zauważyć, wchodząc na drogę rozwoju osobistego, że rozwój to proces. I ja, im więcej w sobie wypracowuję, tym większą mam świadomość swoich niedociągnięć i nad nimi pracuję.

Ten proces zmian jednak trzeba zacząć od siebie samej. Dopiero wtedy zmieni się wszystko inne wokół Ciebie. Czasem słyszę marudzący ton: „Ale dlaczego to ja mam się zmienić, skoro to on nawala?!”.

Chcę wyjaśnić to jeszcze raz — proces zmian zaczyna się od Ciebie. To, co jest w Twoim sercu, jest też wokół Ciebie. To, czy masz wokół siebie wspierające Cię osoby, jest odzwierciedleniem tego, jakie emocje w sobie nosisz. Jeśli jesteś osobą wiecznie narzekającą, całkowicie niewierzącą w siebie, pozbawioną energii do działania, obgadującą innych, nie dziw się, że nie ma wokół Ciebie osób z pasją, energicznych i myślących pozytywnie.

Wszystko się natomiast zmieni, jeśli Ty sama się zmienisz. Osoby narzekające i nic nierobiące zaczną od Ciebie uciekać, bo będą się z Tobą nudzić, przestanie Wam być po drodze. Za to swoim pozytywnym nastawieniem, uśmiechem, autentyczną radością z bycia sobą zaczniesz przyciągać do siebie osoby, które będą Cię wspierać i motywować.

Wierz mi, wiem to po sobie. Kiedyś, pomimo jakiegoś procenta wiary w sens tego, jakie decyzje podejmowałam, nie wierzyłam w siebie tak bardzo, że nie potrafiłam odezwać się na imprezach, organizowanych przez koleżanki z klasy licealnej, o ile nie zostałam o coś zapytana. Z tego powodu nie ja wybierałam sobie znajomych, ale znajomi wybierali sobie mnie. Znaczna część tych znajomości nie przetrwała próby czasu. Kiedy zaczęłam dojrzewać w swoim własnym rozwoju, kiedy zaczęłam samą siebie szanować, zauważyłam, że przez wiele osób z mojego otoczenia szanowana nie byłam. I to całkowicie kłóciło się z moim systemem wartości, który w sobie budowałam. Nie było nam po drodze, zatem świadomie przerwałam te kontakty. Zrobiłam za to miejsce dla osób, które są mi o wiele bliższe. Które mnie mobilizują, wspierają, które ja mogę wspierać. Które szanują mój czas i mnie samą tak, jak ja sama siebie szanuję.

Ten moment, kiedy zaczynasz się zmieniać, może nie być momentem dla Ciebie komfortowym. Twoi bliscy mogą nie do końca wiedzieć i rozumieć, co się z Tobą dzieje. Nagle zaczynasz dostrzegać swoją wartość, zaczynasz mówić o własnych decyzjach, stajesz się bardzo samodzielna. Osoby, które przez lata znały Cię z zupełnie innej strony, teraz mogą odczuwać podświadomy niepokój. Coś się zmienia, a oni nie wiedzą, w którą stronę.

Przetrzymaj ten moment — czasem trwa dwa tygodnie, aż inni dostrzegą Twoją pozytywną zmianę, czasem pół roku. Ale zawsze warto zawalczyć o siebie i nie poddawać się. Bo najczęściej bywa tak, że przestajemy działać prawie na finiszu, tuż przed metą, która oznacza dla nas zwycięstwo, kolejny sukces.

Zawalcz o siebie. Zawalcz o to, abyś Ty sama każdego dnia patrzyła na siebie z akceptacją, a także o to, aby Twoi bliscy robili dokładnie to samo. Wiem, że to nie jest łatwe, ale właśnie dlatego powstał mój autorski program KOBIETA W HARMONII, dzięki któremu przez dwa miesiące intensywnej pracy każda uczestniczka może pracować nad sobą pod moim okiem, a potem jest wspierana w swojej pracy przez kolejne dziesięć miesięcy. Szczegóły na temat projektu znajdziesz na końcu książki w rozdziale „Projekt Kobieta w Harmonii”.

Kobiety, z którymi pracuję, pytają mnie, czy to normalne, że partner, rodzice czy inne bliskie osoby reagują na ich zmianę wyśmiewaniem, krzykiem lub docinkami. To normalne, kiedy ta zmiana dzieje się bardzo szybko, a Twoi bliscy nie są na nią gotowi i sami potrzebują popracować nad sobą. Moi bliscy także byli zdumieni moją zmianą. Zdarzały się komentarze, że jestem egoistką, Ty być może także nie raz to usłyszysz, kiedy nagle zaczniesz myśleć o sobie. Ale to wcale nie znaczy, że tak właśnie jest, choć Dagmara Skalska wyraźnie podkreśla wartość zdrowego egoizmu w swoim projekcie Egoistka.

To, co możesz wtedy dla siebie zrobić, to … po prostu zająć się sobą i swoją zmianą. Nie reaguj, nie odgryzaj się, nie komentuj. Uśmiechnij się i rób swoje. Bądź ponad to. Nie ma sensu przekonywać do czegoś kogoś, kto jeszcze nie zauważył wartości, jaka płynie z Twojej zmiany. Ale wierz mi, że zauważy. W końcu przyjdzie dzień, kiedy usłyszysz wypowiedziane z podziwem słowa, że się zmieniłaś. Ja też je usłyszałam. Moja mama skomentowała jedno z moich spotkań autorskich „Nie poznaję własnej córki” i to były słowa uznania. Od męża usłyszałam „Kiedy się poznaliśmy, wszystko było na mojej głowie, byłaś niesamodzielna. A teraz wszystko załatwiasz sama”. I to też były słowa wypowiedziane z podziwem, ale też z ulgą.

Do Ciebie także przyjdzie taki dzień, kiedy Twój partner doceni Twoją zmianę. Ale zacznij od siebie.


PRACUJ


To, od czego trzeba zacząć, to zastanowienie się:

JAKIMI SŁOWAMI NAJCZĘŚCIEJ OPISUJESZ SIEBIE? Napisz poniżej, jak o sobie mówisz, jak do siebie mówisz, a dopiero potem przejdź dalej.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 32.77
drukowana A5
Kolorowa
za 61.52