1. Sto złotych!
Maks siedział przy kuchennym stole i patrzył na kopertę. Nie była duża. Nie była kolorowa. Nie miała nawet kokardki. A jednak Maks nie mógł oderwać od niej wzroku.
— Mogę już otworzyć? — zapytał po raz trzeci.
— Możesz — odpowiedział dziadek.
— Na pewno?
— Maks…
— No dobra!
Rozerwał kopertę. W środku znajdował się banknot. Maks wyciągnął go powoli.
— STO ZŁOTYCH?!
Dziadek uśmiechnął się. Maks obejrzał banknot z obu stron, jakby podejrzewał, że z drugiej może być napisane: „Żartowałem. Oddaj pieniądze dziadkowi”. Nie było. To naprawdę było sto złotych.
— To wszystko dla mnie?
— Wszystko.
Maks aż podskoczył. Sto złotych! W jego głowie natychmiast rozpoczęła się wielka narada. Słuchawki? Nowa gra? Klocki? Ogromna pizza? Albo chipsy. Dużo chipsów. Pomysły przepychały się jeden przez drugi.
Maks już miał powiedzieć, że kupi sobie grę, kiedy zauważył, że dziadek wciąż siedzi przy stole i patrzy na niego z dziwnym uśmiechem. Maks znał ten uśmiech. Ten uśmiech oznaczał zazwyczaj, że za chwilę pojawi się pytanie.
— Co? — zapytał Maks.
— Nic.
— Dziadku.
— No co?
— Tak patrzysz.
— Jak?
— Jak wtedy, kiedy powiedziałeś mi, że mogę sam pomalować płot.
— I mogłeś.
— A potem okazało się, że płot ma trzydzieści metrów!
Dziadek roześmiał się.
— Tym razem niczego nie musisz malować.
Maks odetchnął.
— Mam tylko jedno pytanie.
— Wiedziałem.
Dziadek wskazał banknot.
— Co z nim zrobisz?
Maks odpowiedział natychmiast:
— Wydam.
— To wiem.
— To po co pytasz?
— Pytam: na co?
Maks otworzył usta. Po chwili je zamknął.
— Jeszcze nie wiem.
— To dobrze.
— Dobrze?
— Bardzo dobrze.
Maks zmarszczył brwi. Dziadek czasami mówił rzeczy, które brzmiały tak, jakby miały sens, ale Maks potrzebował kilku minut, żeby ten sens odnaleźć.
— Dlaczego dobrze?
— Bo kiedy człowiek dostaje pieniądze i od razu wie, na co chce je wydać, czasami okazuje się, że pieniądze znikają szybciej niż pomysł.
Maks ponownie spojrzał na banknot.
— Ale przecież po to są pieniądze. Żeby coś kupować.
— Między innymi.
— A do czego jeszcze?
Dziadek wstał od stołu.
— Sam się przekonasz.
— Dziadku!
— Co?
— Znowu to robisz.
— Co robię?
— Mówisz coś tajemniczego i idziesz.
— Dzięki temu jestem ciekawszym dziadkiem.
I wyszedł do ogrodu.
Maks został sam ze swoimi stu złotymi. Położył banknot na stole. Przesunął go w lewo, potem w prawo. Sto złotych wyglądało naprawdę dobrze. Jeszcze lepiej wyglądałoby jako nowa gra. Maks pobiegł do swojego pokoju i sięgnął po telefon. Wpisał nazwę gry, o której od kilku tygodni opowiadał mu Kuba. Cena: 89 złotych.
— Idealnie!
Zostałoby jedenaście złotych. Za jedenaście złotych można było kupić coś do picia. Albo żelki. Maks już prawie podjął decyzję. Wtedy do pokoju zajrzała jego starsza siostra Lena.
— Co robisz?
Maks szybko przykrył banknot dłonią.
— Nic.
Lena spojrzała na jego rękę.
— Trzymasz „nic” pod dłonią?
— Tak.
— Duże to nic?
— Nie interesuj się.
Lena weszła do pokoju.
— Pokaż.
— Nie.
— To pewnie pieniądze.
Maks spojrzał na nią podejrzliwie.
— Skąd wiesz?
— Bo jak dostałeś kiedyś dwadzieścia złotych, chodziłeś z nimi przez pół dnia i wszystkim pokazywałeś.
— Teraz jestem starszy.
— O całe osiem miesięcy.
Maks odsłonił banknot. Lena zagwizdała.
— Ooo. Stówka.
— Dziadek mi dał.
— I co kupujesz?
— Grę.
— Jaką?
Maks pokazał ekran telefonu. Lena przeczytała cenę.
— Osiemdziesiąt dziewięć?
— Tak.
— To zostanie ci jedenaście.
— Umiem odejmować.
— Gratuluję.
— Bardzo śmieszne.
Lena wzruszyła ramionami.
— Ja bym nie kupowała od razu.
Maks aż się wyprostował.
— Dlaczego wszyscy dzisiaj mówią mi, żebym nic nie kupował?
— Ja tego nie powiedziałam.
— Ale tak pomyślałaś.
— Powiedziałam tylko, żebyś nie kupował od razu.
— A jaka jest różnica?
Lena przez chwilę się zastanawiała.
— Jak jesteś bardzo głodny i wejdziesz do sklepu, to nagle chcesz kupić pół sklepu.
— To prawda.
— Z pieniędzmi jest podobnie.
Maks spojrzał na swoje sto złotych. Nie czuł się głodny, ale chyba rozumiał, o co jej chodziło.
— Czyli co mam zrobić?
— Nie wiem. To twoje pieniądze.
Lena wyszła. Maks westchnął. Najpierw dziadek. Teraz Lena. Czy naprawdę tak trudno było po prostu powiedzieć: „Kup grę, Maks. To doskonały pomysł!”? Po południu Maks wyszedł z Kubą na rowery. Nie minęło nawet dziesięć minut, kiedy Kuba zauważył wystający z kieszeni kawałek banknotu.
— Masz stówę?!
— Ciszej!
— Skąd?
— Dostałem.
— Ale fart.
Maks uśmiechnął się. „Ale fart” brzmiało zdecydowanie lepiej niż wszystkie dziadkowe zagadki.
— Idziemy do sklepu? — zapytał Kuba.
— Po co?
— Jak to po co?
Kuba spojrzał na niego tak, jakby Maks właśnie zapytał, po co koła są okrągłe. Piętnaście minut później stali przed półką ze słodyczami. Maks trzymał koszyk. Napój. Chipsy. Dwa batoniki. Żelki. Kuba dorzucił jeszcze paczkę kwaśnych cukierków.
— Te są świetne.
Maks spojrzał do koszyka.
— Trochę dużo.
— Masz stówę.
No tak. Miał stówę. Przy kasie zapłacił 31 złotych i 40 groszy. Wyszli ze sklepu, usiedli na ławce i otworzyli chipsy. Potem żelki. Potem batoniki. Było świetnie. Przez jakieś dwadzieścia minut. Wieczorem Maks wrócił do domu. Wyjął z kieszeni resztę pieniędzy i policzył. Sześćdziesiąt osiem złotych i sześćdziesiąt groszy. Spojrzał na telefon. Gra nadal kosztowała 89 złotych. Maks policzył jeszcze raz. Wynik się nie zmienił.
— O nie.
Do pokoju zajrzał dziadek.
— Co się stało?
— Nic.
Dziadek spojrzał na pieniądze leżące na biurku.
— Rozumiem.
— Wcale nie rozumiesz.
— Prawdopodobnie nie.
Maks pokazał mu telefon.
— Chciałem kupić tę grę.
Dziadek spojrzał na cenę. Potem na pieniądze.
— Brakuje.
— Wiem!
— Ile?
— Dwadzieścia złotych i czterdzieści groszy.
— To gdzie się podziały?
Maks wskazał brzuch.
— Częściowo tutaj.
Dziadek się roześmiał.
— To nie jest śmieszne.
— Trochę jest.
Maks opadł na krzesło.
— Gdybym wiedział, że będę chciał kupić grę…
— Wiedziałeś.
Maks spojrzał na dziadka. Rzeczywiście. Wiedział.
— No dobra. Wiedziałem.
— Więc dlaczego wydałeś część pieniędzy?
Maks urwał. Dlaczego właściwie? Bo miał pieniądze. Bo Kuba powiedział, że ma stówę. Bo chciał chipsy. Bo miał ochotę. Żaden z tych powodów nie brzmiał teraz szczególnie mądrze. Dziadek usiadł obok.
— Maks, popełniłeś dziś bardzo tani błąd.
— Tani? Wydałem ponad trzydzieści złotych!
— Właśnie dlatego tani.
— Nic z tego nie rozumiem.
— Wyobraź sobie, że masz kiedyś trzydzieści tysięcy złotych.
Maks od razu poczuł się trochę lepiej. Trzydzieści tysięcy brzmiało świetnie.
— I popełniasz dokładnie ten sam błąd.
Maks przestał się uśmiechać.
— Aha.
— Lepiej nauczyć się na trzydziestu złotych niż na trzydziestu tysiącach.
Maks ponownie spojrzał na resztę pieniędzy.
— Czyli zmarnowałem te pieniądze?
— Nie.
— Ale przecież wydałem je na głupoty.
— Zjadłeś coś, spędziłeś czas z kolegą i czegoś się nauczyłeś. Problem nie polega na tym, że kupiłeś chipsy.
— A na czym?
Dziadek wskazał banknoty.
— Na tym, że pieniądze dostały zadanie dopiero wtedy, kiedy część z nich już wydałeś.
— Pieniądze mają mieć zadanie?
— Każda złotówka może mieć zadanie.
Maks spojrzał na monetę dwuzłotową leżącą na biurku.
— A jakie zadanie może mieć ona?
— Możesz ją wydać. Możesz ją odłożyć. Możesz zbierać na większy cel. Możesz spróbować dzięki niej zarobić kolejne pieniądze.
Maks podniósł monetę.
— Jak dwa złote mają zarobić pieniądze?
Dziadek wstał.
— O, to już jest bardzo dobre pytanie.
— I?
— Jutro pogadamy.
Maks przewrócił oczami.
— Znowu robisz to samo!
Dziadek wyszedł, śmiejąc się.
Maks został sam. Popatrzył na monetę, potem na swoje sześćdziesiąt osiem złotych i sześćdziesiąt groszy. Jeszcze rano miał sto. Wieczorem miał mniej. Ale wiedział już coś, czego rano nie wiedział. Samo posiadanie pieniędzy nie oznaczało jeszcze, że umiało się nimi dobrze posługiwać. Maks otworzył szufladę i znalazł mały notes. Na pierwszej stronie napisał:
MOJE 100 ZŁ
Przekreślił „100” i pod spodem napisał:
68,60 zł
Potem chwilę pomyślał i dopisał:
Cel: jeszcze nie wiem.
Zamknął notes. Po chwili otworzył go ponownie i na samym dole strony dodał jeszcze jedno zdanie:
Najpierw pomyśl. Potem wydawaj.
Tym razem był z siebie całkiem zadowolony.
2. Plan idealny… przez pięć minut
Następnego ranka Maks obudził się wcześniej niż zwykle. Nie dlatego, że był wyspany. Nie dlatego, że miał sprawdzian. I zdecydowanie nie dlatego, że nagle polubił poranki. Przypomniał sobie o pieniądzach. Usiadł na łóżku i spojrzał na biurko. Notes leżał tam, gdzie zostawił go wieczorem. Maks otworzył pierwszą stronę.
MOJE 100 ZŁ
Niżej:
68,60 zł
Jeszcze niżej:
Cel: jeszcze nie wiem.
Maks skrzywił się.
— No właśnie. Nie wiem.
Przez chwilę patrzył na kartkę. Potem napisał dużymi literami:
PLAN
Pod spodem:
1. Kupić grę.
2. Nie wydawać pieniędzy na głupoty.
3. Zostać bogatym.
Maks przyjrzał się swojej liście.
— Całkiem dobry plan.
— Szczególnie punkt trzeci.
Maks aż podskoczył. W drzwiach stała Lena.
— Pukaj!
— Pukałam.
— Nie słyszałem.
— Bo rozmawiałeś sam ze sobą.
Maks szybko przykrył notes ręką.
— Co tam masz?
— Nic.
Lena uniosła brew.
— Znowu trzymasz „nic” pod ręką?
Maks westchnął.
— Dobra.
Pokazał jej notes. Lena przeczytała listę.
— „Zostać bogatym”.
— No.
— Konkret.
— Dziękuję.
— A jak chcesz to zrobić?
Maks spojrzał na nią.
— Jeszcze nie wiem.
— To rzeczywiście świetny plan.
— Bardzo śmieszne.
Lena usiadła na krześle.
— Wiesz, że plan to nie tylko napisanie tego, co chcesz?
— A co jeszcze?
— Trzeba wiedzieć, jak do tego dojść.
Maks przez chwilę milczał.
— Czyli jak chcę grę za 89 złotych, a mam 68,60…
— To ile ci brakuje?
Maks policzył w pamięci.
— Dwadzieścia złotych i czterdzieści groszy.
— No właśnie.
Maks dopisał:
Brakuje: 20,40 zł
Patrzył na tę liczbę. Wczoraj 20 złotych wydawało mu się niewielką kwotą. Dzisiaj wyglądało jak ogromna przeszkoda.
— Mogę poprosić mamę.
Lena pokręciła głową.
— Możesz.
— Albo tatę.
— Możesz.
— Albo dziadka.
— Też możesz.
Maks spojrzał na nią.
— Ale?
— Ale wtedy to nie ty rozwiązałeś problem.
To zdanie Maksowi się nie spodobało, bo było prawdziwe.
— Dobra. To sam zdobędę.
Lena wstała.
— Teraz brzmisz ciekawiej.
— Czyli jak?
— Jak ktoś, kto ma plan, a nie tylko marzenie.
Wyszła. Maks popatrzył na notes. Przekreślił punkt trzeci: Zostać bogatym. Zamiast tego napisał:
Zdobyć brakujące 20,40 zł bez proszenia rodziców.
Teraz plan wyglądał poważniej. Problem był tylko jeden. Nie miał pojęcia, jak to zrobić. Po śniadaniu Maks poszedł do ogrodu. Dziadek siedział przy stole i naprawiał starą latarkę.
— Dziadku?
— Tak?
— Jak zarobić dwadzieścia złotych?
Dziadek nawet nie podniósł głowy.
— Szybko?
— Najlepiej.
— Bez pracy?
— Jeszcze lepiej.
Dziadek spojrzał na niego.
— To nie wiem.
Maks usiadł.
— Wszyscy dorośli muszą wszystko komplikować.
— Nie wszystko.
— Pieniądze na pewno.
Dziadek odłożył śrubokręt.
— A co potrafisz zrobić?
Maks wzruszył ramionami.
— Różne rzeczy.
— Na przykład?
— Jeździć na rowerze.
— Ktoś ci za to zapłaci?
— Raczej nie.
— Co jeszcze?
— Grać.
— Też słabo.
— Sprzątać.
Dziadek uniósł brew.
— To potrafisz?
— Teoretycznie.
— Ciekawe.
— Dziadku!
— No dobrze. Co jeszcze?
Maks zaczął liczyć na palcach.
— Mogę wynieść śmieci. Umyć rower. Podlać kwiaty. Wyprowadzić psa. Pomóc komuś z telefonem.
Dziadek skinął głową.
— No proszę. Już masz kilka pomysłów.
— Ale kto mi za to zapłaci?
— Tego musisz się dowiedzieć.
— Jak?
Dziadek uśmiechnął się.
— Pytając.
Maks westchnął. Znowu coś, co brzmiało zbyt prosto. Pierwszą próbą była mama.
— Mamo, zapłacisz mi za wyniesienie śmieci?
Mama odwróciła się od zlewu.
— Nie.
— A pięć złotych?
— Nie.
— Dwa?
— Maks, wynoszenie śmieci to twoje normalne obowiązki.
— Czyli nic?
— Nic.
— To słabo płatna praca.
Mama się roześmiała.
— Szukaj dalej.
Drugą próbą był tata.
— Tato, mogę umyć ci samochód.
— Możesz.
— Za dwadzieścia złotych.
Tata spojrzał na niego.
— Za samo umycie?
— Bardzo dokładne.
— Dziesięć.
— Osiemnaście.
— Jedenaście.
— Siedemnaście.
— Dwanaście.
Maks zmrużył oczy. Tata też.
— Piętnaście — powiedział Maks.
— Trzynaście.
Maks pomyślał.
— Czternaście.
— Umowa.
Uścisnęli sobie dłonie. Maks poczuł się jak prawdziwy biznesmen. Przez około trzy minuty. Potem zobaczył samochód. Był większy, niż pamiętał. Znacznie większy.
— Cały?
— Cały.
Maks spojrzał na wiadro. Potem na samochód. Potem znowu na wiadro.
— Dobra.
Po dwudziestu minutach był mokry. Po trzydziestu — zmęczony. Po czterdziestu odkrył, że umył drzwi z jednej strony, ale zapomniał o kołach. Po godzinie samochód wyglądał całkiem dobrze. Maks wyglądał znacznie gorzej. Tata wyszedł przed dom i obejrzał samochód.
— Nieźle.
— „Nieźle”? — powiedział Maks. — Ja tu prawie straciłem życie.
— Mycie samochodu?
— Było ciężko.
Tata wyjął portfel i podał mu czternaście złotych. Maks spojrzał na banknot i monety. Nagle zmęczenie trochę zmalało.
— Zarobiłem.
— Zarobiłeś.
Maks pobiegł do pokoju. Otworzył notes.
68,60 zł +14 zł = 82,60 zł
Brakowało już tylko 6,40 zł.
— Ha!
Plan działał. I wtedy wydarzyło się coś niebezpiecznego. Zadzwonił Kuba.
— Maks! Idziemy na boisko?
— Jasne.
— Po drodze skoczymy do sklepu.
Maks spojrzał na notes. Potem na pieniądze.
— Nie wiem.
— Co „nie”?
— Mam plan.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Jaki plan?
— Finansowy.
Kuba zaczął się śmiać.
— Co?
— Nic. Brzmisz jak mój tata.
— Serio.
— Dobra, możesz mieć plan. Ale wodę chyba możesz kupić?
Maks pomyślał. Mógł. Jedna butelka niczego nie zmieni. Dwa złote. Może trzy. Na boisku szybko okazało się, że woda kosztuje cztery złote. Do tego Kuba kupił loda. Maks spojrzał na zamrażarkę.
— Tylko jeden — powiedział sam do siebie.
Lód kosztował pięć złotych. Razem dziewięć. Maks wyciągnął pieniądze i wtedy przypomniał sobie notes.
Brakuje: 6,40 zł
Popatrzył na loda. Potem na banknot. Potem na Kubę.
— Bierzesz?
Maks westchnął.
— Nie.
— Czemu?
— Bo jak go kupię, będę znowu dalej od gry.
Kuba wzruszył ramionami.
— Jak chcesz.
Kuba kupił sobie loda, a Maks schował pieniądze z powrotem do kieszeni. Przez pierwszą minutę Maks był pewien, że podjął najgorszą decyzję w życiu. Przez drugą też. Po pięciu minutach przestał o tym myśleć. Grali prawie dwie godziny. Wieczorem Maks wrócił do domu. Na biurku leżało 82,60 zł. Tyle samo co wcześniej. To było dziwne. Nic nie kupił, a jednak czuł się tak, jakby coś zyskał. Wziął notes i dopisał:
Dziś zarobiłem 14 zł.
Pod spodem:
Prawie wydałem 9 zł.
Pomyślał chwilę i dopisał jeszcze:
Nie wydałem. Czyli nadal mam 14 zł więcej.
Dziadek zajrzał do pokoju.
— Jak idzie plan?
Maks pokazał mu notes.
— Brakuje mi tylko 6,40.
Dziadek skinął głową.
— Nieźle.
— Wiesz, co jest dziwne?
— Co?
— Jak nie kupiłem loda, to najpierw byłem zły.
— A teraz?
— Teraz już nie.
— Czyli?
Maks zastanowił się.
— Chyba nie każda rzecz, którą chcę kupić, jest mi naprawdę potrzebna.
Dziadek uśmiechnął się.
— Zapisz to.
— Wszystko mam zapisywać?
— Nie.
— To dlaczego to?
— Bo właśnie sam na coś wpadłeś.
Maks wziął długopis. Na dole strony napisał:
Nie wszystko, czego chcę teraz, będę chciał za godzinę.
Dziadek wyszedł. Maks spojrzał na swoją listę. Po raz pierwszy miał poczucie, że pieniądze nie tylko znikają. Można było nimi kierować. Trochę jak rowerem. Jeśli nie trzymasz kierownicy, pojedziesz tam, gdzie akurat skręci koło.
3. Gdzie zniknęły moje pieniądze?
Maks miał już 82,60 zł. Sprawdził to rano, potem po śniadaniu, a później jeszcze raz przed wyjściem z domu. Nie dlatego, że nie umiał liczyć. Po prostu dobrze było patrzeć na liczbę większą niż wczoraj. Jeszcze niedawno pieniądze były dla niego czymś prostym. Albo się je miało, albo nie. Jeśli miał dziesięć złotych, mógł coś kupić. Jeśli nie miał — trudno. Teraz zaczynał patrzeć na nie inaczej. Każda złotówka miała znaczenie. A nawet, co było trochę dziwne, pieniądze, których nie wydał, też zaczynały mieć znaczenie.
Tego dnia Maks miał tylko jeden plan: niczego nie kupować. Brzmiało łatwo. Bardzo łatwo. Do czasu. Po południu wyszedł z Kubą. Najpierw kupili wodę. Maks zapłacił 3,50 zł. To przecież tylko woda, pomyślał. Potem trafili do małego sklepu przy boisku. Kuba kupił gumę. Maks też. 1,50 zł. Mało. Chwilę później zauważył małą paczkę chipsów. 3 zł. To też przecież niewiele. Później wpadli jeszcze do kiosku, bo Kuba chciał kupić kartę do gry. Maks zobaczył tam brelok. Niebieski, metalowy, z małą piłką. Kosztował 5 zł. Nie był mu potrzebny. Maks wiedział o tym doskonale. Ale brelok wyglądał naprawdę fajnie. Pięć złotych. Przecież to nic. Kupił.
Wieczorem wrócił do domu i od razu podszedł do biurka. Wysypał z kieszeni wszystkie pieniądze. Policzył je powoli. Potem jeszcze raz. I jeszcze raz. 72,60 zł. Maks zmarszczył brwi. To niemożliwe. Jeszcze rano było 82,60 zł. Brakowało dziesięciu złotych. Dziesięciu. Nie pamiętał przecież, żeby kupił coś za dziesięć złotych. Usiadł na łóżku i zaczął sobie przypominać. Woda — 3,50 zł. Guma — 1,50 zł. Chipsy — 3 zł. Brelok — 5 zł. Policzył. Trzynaście złotych. Spojrzał jeszcze raz na pieniądze. Coś się nie zgadzało. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że Kuba oddał mu trzy złote, które był mu winien od poprzedniego dnia. No tak. Czyli wszystko się zgadzało. Maks wydał dziesięć złotych.
Nie czuł złości. Bardziej zdziwienie. Najdziwniejsze było to, że żadnego z tych zakupów prawie nie zauważył. Gdyby miał zapłacić dziesięć złotych naraz, pewnie by się zastanowił.
Ale tutaj było 3,50 zł. Potem 1,50 zł. Potem 3 zł. Potem 5 zł. Małe kwoty. Prawie niewidoczne. A jednak kiedy zebrały się razem, nagle okazało się, że zniknął całkiem duży kawałek jego pieniędzy. Maks otworzył notes. Napisał:
Miałem: 82,60 zł
Potem:
Mam: 72,60 zł
A poniżej:
Zniknęło: 10 zł
Przez chwilę patrzył na słowo „zniknęło”. Nie. To nie była prawda. Pieniądze przecież nigdzie nie zniknęły. Nie wyparowały. Nie wypadły mu z kieszeni. To on je wydał. Skreślił słowo i napisał:
Wydałem: 10 zł
To wyglądało inaczej. Bardziej uczciwie. I trochę mniej wygodnie. Maks zaczął analizować każdy zakup. Woda była w porządku. Był spragniony. Guma? Mógł bez niej żyć. Chipsy? Też.
Spojrzał na brelok leżący obok notesu. Nadal był fajny. Tylko że teraz Maks widział go trochę inaczej. Jeszcze godzinę wcześniej był po prostu brelokiem. Teraz był też pięcioma złotymi. Pięcioma złotymi, których Maks już nie miał. Nagle przypomniał sobie grę. 89 zł. Spojrzał na swoje 72,60 zł. Jeszcze wczoraj brakowało mu 6,40 zł. Teraz brakowało 16,40 zł.
Maks poczuł ukłucie w brzuchu. Nie dlatego, że stracił pieniądze. Bardziej dlatego, że sam sobie przesunął cel dalej. To było trochę tak, jakby biegł do mety, a potem nagle cofnął się o kilka kroków tylko dlatego, że po drodze zobaczył coś ciekawego. Przez chwilę siedział cicho. Potem wziął długopis. Na nowej stronie napisał:
NA CO WYDAJĘ PIENIĄDZE?
Pod spodem wypisał:
— woda — 3,50 zł
— guma — 1,50 zł
— chipsy — 3 zł
— brelok — 5 zł
Niżej dodał:
Które z tych rzeczy naprawdę były mi potrzebne?
Przy wodzie postawił plus. Przy reszcie znak zapytania.
Maks ponownie wziął brelok do ręki. Nadal mu się podobał. Nie chciał udawać, że zakup był kompletnie bez sensu. Tylko że po raz pierwszy zaczął widzieć nie tylko rzecz, którą kupił, ale również to, z czego zrezygnował, żeby ją mieć. Pięć złotych wydane na brelok to pięć złotych mniej na grę. To była zupełnie nowa myśl.
Do tej pory po zakupie pieniądze po prostu przestawały istnieć. Była rzecz i koniec. Teraz Maks zaczynał zauważać, że każdy zakup jest wyborem. Jeśli pieniądze idą w jedno miejsce, nie mogą już pójść w inne. I wtedy zrozumiał coś jeszcze. Duże zakupy nie były wcale najbardziej niebezpieczne. Duży zakup było widać. Człowiek patrzył na cenę i zwykle choć przez chwilę się zastanawiał.
Małe wydatki były bardziej podstępne. Jeden tu. Drugi tam. Kilka złotych w sklepie. Kilka złotych w kiosku. A potem człowiek patrzył do portfela i zastanawiał się: „Gdzie się podziały moje pieniądze?”. Maks otworzył notes na pierwszej stronie.
Cel: gra za 89 zł
Na kolejnej napisał:
Mam: 72,60 zł
A potem dopisał:
Od dziś zapisuję każdy wydatek.
Przez chwilę patrzył na zdanie. Po chwili dodał:
Nawet mały. Szczególnie mały.
To zdanie spodobało mu się najbardziej. Wieczorem dziadek zajrzał do pokoju. Maks pokazał mu notes. Dziadek przeczytał listę wydatków i pokiwał głową. Nie powiedział nic. Maks czekał na jakąś radę. Może na komentarz. Może na kolejną dziadkową zagadkę. Ale dziadek tylko się uśmiechnął.
— I co o tym myślisz? — zapytał po chwili.
Maks spojrzał na swoje zapiski.
— Myślę, że pieniądze jednak nie znikają.
— Nie?
— Nie. Po prostu czasem wydaję je tak szybko, że później nie pamiętam, na co.
Dziadek uśmiechnął się szerzej.
— To chyba sam już wiesz, co robić.
Maks skinął głową. Tym razem rzeczywiście nie potrzebował żadnej rady. Sam wiedział, co zrobił źle. I chyba właśnie o to chodziło.
4. Potrzebuję czy tylko chcę?