E-book
6.83
drukowana A5
14.77
Magnetarów poezji moc

Bezpłatny fragment - Magnetarów poezji moc

Objętość:
26 str.
ISBN:
978-83-8221-060-6
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 14.77

Przedmowa

„Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości”

Paulo Coelho „Alchemik”

Drogi czytelniku w Twe ręce oddaję wyraz dozgonnej miłości tego, co niedostrzegalne gołym okiem. Jest to zbiór wierszy stanowiący pejzaż przemyśleń w kontekście otaczającego nas wszechświata. Oddaję to, co przez wiele lat było najbliższe memu sercu.

Chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy zdecydowali się na zakup zbioru wierszy, które zbierałem przez niemalże 5 lat swojej przygody z poezją. Miała się ona już niemalże ku końcowi, jednak na nowo została ożywiona. Dzięki wsparciu wielu osób, które na nowo trąciły we mnie życie oraz skierowały na drogę literackiego piękna, po raz kolejny staję w szranki na polu boju.

Mam nadzieję, iż moja twórczość choć na chwilę pozwoli Tobie czytelniku spojrzeć na świat innymi oczami. Refleksyjność w dobie wyścigu szczurów stanowi dla wielu z nas element nierozerwalny z mantrą zdrowego ducha. Żywię głębokie przekonanie, iż moja twórczość będzie taką odskocznią od codzienności

Niech ten wstęp będzie bramą zaciekawienia do intymności świata, którego jak dotąd nikt nie poznał.

Kodeks ludzkości

Stojąc naprzeciwko siebie

koimy spojrzeniami korę ozonu

sutanny krwi rozwierają

metafizyki dren w wierze Edenu

mezalians ateizmu z pięścią LGBT

spazmem arterii mlecznej


jeziora antymaterii wierzb

mkną ku ciemności nieskalanej

perfekcja niedoskonałości

urąga pałacom sarkazmu łez

idylliczna wizja nieboskłonu

wojny nieskończonych serc


czerń nieposkromiona

rozbija się o magnetarów sukna szlak

kreacjonizm pustostanu

puka nieznanym decybelem astronomii

asystolia jednostanu grawitacji

kręgiem psiej arytmii podniecenia

Mars

Uśpiony przez pierwszy

szereg homologiczny

śnieg czerwony

ilością

ukrojonych kawałków serc

Biała cisza

W migotaniu siostrzanego danse macabre

energia bez masy

czwartemu królowi doskwiera

kwazar rozbrzmiewa

echem trąb pierwiastków ciężkich

wpatrzony w taflę jeziora

niewzburzoną wiatrem gwiezdnym

międzygalaktyczny kanibalizm

 w kalibrze jesiennych barw


mieszanka teathrum mundi

na sznurkach osobliwości ciał

różane karły magnetyzmem swym

 pożerają błękit z nas

drzewa kosmiczne wzbijają gałęzie

w Orionie manichejskim


harmonia wśród prostactwa spopielenia,

mleczna droga paletą mentalnego Alcatraz,

centrum autostradą nadziei dzikiej domeny

ku krawędzi samego zdarzenia — bez skrzyżowań

***

Zielenią liście

adorują prostotę

bywa iż płaczą

Wieczór za wystawą

Historia zaczęła się mrocznego dnia

niebo złowieszczo ziało zielenią zbroczoną gwiazdami

przepaść przeznaczeniem ponad wolnością

enty zamarły w strachu przed etiudą płatków śniegu


spójrz cóż ten wzniosły czas przestał trwać prężnie

przeminął jak sen chmur łez o pomstę za rękę

pieśń niesie imię twe na barkach zapomnienia

cisza zabita wersem agonii monotonii nabiera


tyś była jedną spośród driad leśnych oddałem ci się

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 14.77