E-book
20.48
drukowana A5
25.08
Maciej Kazimierz Sarbiewski.

Bezpłatny fragment - Maciej Kazimierz Sarbiewski.

Teoretyk konceptu?

Objętość:
38 str.
ISBN:
978-83-8104-646-6
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 25.08

Rodzicom w podziękowaniu za trud
włożony w moje wychowanie i edukację.

Karta informacyjna

Praca napisana w ramach procedury zmierzającej do uzyskania zaliczenia z Historii Literatury Staropolskiej.


Konsultacje naukowe:

Dr hab. Małgorzata Krzysztofik (prof. UJK)

Dr hab. Wiesław Pawlak (KUL)

Mgr Patrycja Głuszak (KUL)


Tłumaczenia

Mgr Piotr Frąc — język angielski

Mgr Elisabetta Ossak — język włoski

Mgr Joanna Stołowska — język łaciński


Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II

Wydział Nauk Humanistycznych
Lublin 2016

Omówienie pracy

Tematem niniejszej pracy jest omówienie konceptyzmu w literaturze barokowej, ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Macieja Kazimierza Sarbiewskiego i jego teorii „barokowych dziwactw”, które stanowią ekscentryzm minionych wieków i „przerost formy nad treścią” w perspektywie XX-wiecznej szkoły strukturalno-formalistycznej.

Podziękowania

Autor chce podziękować prof. Małgorzacie Krzysztofik za pomoc w przygotowaniu niniejszej pracy, której znajomość problemów i zagadnień związanych z przedmiotem pracy była pomocna w czasie przygotowań do jej napisania. Autor dziękuje również kolegium uczelni KUL za cenne uwagi, które niewątpliwie przyczyniły się do powstania niniejszej pracy. Swoje podziękowania składa także na ręce tłumaczy — mgr Piotra Frąca, mgr Joanny Stołowskiej oraz mgr Elisabetty Ossak, bez których wiele teksów nie doczekałoby się interpretacji w niniejszej pracy.

Rozdział I: Maciej Kazimierz Sarbiewski

Maciej Kazimierz Sarbiewski urodzony w 1595 roku uchodzi dzisiaj za zapomnianego pierwszego polskiego „noblistę”, poetę i teoretyka literatury. Mazowszanin z krwi i kości, esteta i królewski kaznodzieja odzyskawszy swą sławę w XIX stuleciu za sprawą Władysława Syrokomli dzisiaj określany jest renesansowym zwrotem „poeta doctus”.


Sarbiewski, którego wielkość dzisiaj trudno określić, bez wątpienia przyczynił się do ukształtowania współczesnej literatury. Wystarczy przywołać w tym miejscu znakomitego holenderskiego uczonego Grotiusa, który uważał, że Sarbiewski nie tylko dorównuje Horacemu, lecz niekiedy go przewyższa, a współcześni literaturoznawcy niemal zgodnie twierdzą że „praca Sarbiewskiego stała się bodźcem do wielu teoretycznych rozważań […], a inspiracje Sarbiewskiego pozostały jako ambitne zadanie wskazane dalszym pokoleniom europejskich teoretyków literatury”. A. Brückner zaś podsumowując w „Dziejach kultury polskiej” literacką spuściznę XVII stulecia pisze anstępująco:

       Obok Szymonowica — filologa […] wybił się na czoło Mazur Sarbiewski; lirykami ascetycznemi przeważnie i gnomicznemi na sławę Horacego chrześcijańskiego zarobił; otaczał go jego zakon (jezuici) całą ławą rymopisów, Inez (Hiszpan), Karwat i in., ale żaden mu nie dorównał.

Dystans historyczny spowodował, że postać i dzieło Sarbiewskiego umknęło uwadze Polaków. A i odegrało tu swą rolę niedbalstwo naszej pamięci — w której przechowaliśmy jako skarby raczej tych, którzy szablą sławę europejską zdobywali aniżeli piórem — dlatego też celem niniejszej pracy jest omówienie konceptyzmu w literaturze barokowej, ze szczególnym uwzględnieniem twórczości Macieja Kazimierza Sarbiewskiego i jego teorii „barokowych dziwactw”, które stanowią ekscentryzm minionych wieków i „przerost formy nad treścią” w perspektywie XX-wiecznej szkoły strukturalno-formalistycznej.

Rozdział II: Koncept w rozważaniach Sarbiewskiego

Maciej Kazimierz Sarbiewski jako teoretyk literatury barokowej przywiązywał bardzo dużą wagę do konwencji literackich, zmierzając do wykorzystania potencjału tkwiącego w utworze. Przyczynek jego filozoficzno-teologicznego spojrzenia na aspekty literatury ówczesnego świata odnajdujemy w tendencjach szkolnictwa jezuickiego w Polsce. Nowe upodobania Sarbiewskiego nie spodobały jednak biskupowi płockiemu Stanisławowi Łubieńskiemu, czego ślad odnajdujemy w liście z dnia 24 lutego 1630 roku:

       Podziwiam, że od uroczych dziedzin Muz przenosisz się w mroczny gąszcz filozofii, i obawiam się, aby Twoje znakomite uzdolnienia nie poniosły jakiej szkody, gdy będziesz zmuszony zarzucić zajęcia, do których jesteś stworzony. Ponieważ jednak jesteś stworzony do wszystkiego, co znakomite, będziesz tak uprawiał filozofię, że i w tej dziedzinie osiągniesz chwałę z Twych pism.

Można jednak powiedzieć, że jego ostatnie słowa, choć trochę ironiczne, były prorocze, bowiem teoria opracowana przez Sarbiewskiego — jego rozprawa filozoficzna nad istotą i wartością konceptu — powstała na dwa dziesiątki lat przed ukazaniem się włoskiego traktatu Pellegriniego i Graciana, którzy uznawani są za autorytety w teorii concetta. Nowa moda, która pojawiła się już troszkę wcześniej i była zauważalna, nie miała jeszcze wykształconych zasad, pojęć i terminów, dlatego przypisywano jej wypowiedzi i oceny analogicznych zjawisk, które zaczerpnięte zostały z antycznej krytyki literackiej. Niestety nie były one w pełni poprawne, co przedstawia w sposób jasny i dość precyzyjny traktat Tesaura, zawierający antyczne i nowożytne synonimy konceptu w całej jego skali semantycznej oraz dialektycznej. Tak nieuporządkowane zjawisko usiłowano definiować już znacznie wcześniej, poprzez precyzowanie torii poszczególnych gatunków, dla których koncept był fundamentem i estetycznym walorem. Wyprzedzające dzieła, Pellegriniego i Graciana oraz Sarbiewskiego, na temat inskrypcji, emblematu i epigramu przyczyniły się do wypracowania różnych formuł definiowania konceptu. Analiza tych dzieł przynosi jednak wiele ciekawych sformułowań na temat konceptu a także pozwala dokonać hierarchizacji teoretycznych rozważań pojawiających się już w starożytności, co potwierdza sam Sarbiewski w swoim traktacie w całości poświęconemu zjawisku acutu.


A oto wszystkie zanotowane i odrzucone przez Sarbiewskiego formuły definicyjne:


Pierwsza opinia pochodzi od pewnych uczonych, z którymi nie przeprowadzałem głębszego rozważania na temat pointy, że pointa — to sentencja, czyli gnoma, podana w sposób pociągający.


Druga opinia pochodzi od ojca Dionizjusza Petawiusza, do którego napisałem w tej sprawie, zachęcony przez naczych francuskich ojców. Otóż na mój list odpisuje on z Paryża: „Ja o poincie, o ile objawia się w mowie i powiedzeniach, myślę, że oznacza się nią coś takiego, co i dzieje się wbrew powszechnemu doświadczeniu oraz oczekiwaniu, i jest ściśle związane z przedmiotem, o którym idzie. Tę definicję pointy doradzają przykłady zamieszczone w twoim liście.Jeżeli bacznie się im przygląda, zauważa się w nich dwie właściwości, dzięki którym nie tylko słuchacz — jak to się mówi o nich — zawierają pointę, lecz także napełniają słuchacza zdziwieniem albo nawet przyjemnością. Mianowicie zachodzi wypadek, że coś spada nieoczekiwanie i nadzwyczajnie odpowiada rzeczywistości. Tego rodzaju bowiem zdarzenia głębiej przenikają i pozostawiają w duszach wyraźniejszy ślad po sobie” […]


Trzecia opinia orzeka, że pointa jest czymś, co zawiera wytworną i jakąś rzadką metaforę albo alegorię czy hiperbolę lub podobieństwo czy porównanie większych, mniejszych i równych rzeczy. Tego zdania był — zdaje się — o. Rader w przedmowie do komentowanego wydania Marcjalisa i niektórzy autorowie prac o epigramie. Lecz kiedy ustnie na terenie klasztoru wyłuszczyłem Raderowi swoje zapatrywanie, od niego samego usłyszałem, że nie była to w jego rozumieniu równoznaczna z stanem faktycznym definicja pointy, ale tylko proste i przypadkowe wyjaśnienie. Co do mojego zaś zapatrywania, które przedstawię w następnym rozdziale, powiedział z miejsca, że chętnie na nie przystaje. […]


Czwartą opinię otrzymałem ustnie od o. Bidermana, który sądzi, że pointa — to porównanie większych, mniejszych i równych rzeczy. […]


Piąta opinia była kiedyś moją i długo cieszyła się uznaniem niejednego badacza, że pointa jest pewnego rodzaju sofizmatem, czyli błędnym dowodzeniem, gdy mianowicie czytelnik zostaje oszukany jakimś sofistycznym wykrętem i doprowadzony do tego, że z przyjemnością zgadza się na wniosek, który jest całkowicie lub w pewnej części fałszywy. [s. 1—5]


Wśród przedstawionych przez Sarbiewskiego opinii bez wątpienia wyróżnić możemy dwie różne koncepcje interesującego nas zagadnienia. Pojawiają się tutaj formuły retoryczne, dialektyczne a także psychologiczne. Pierwsza z nich przedstawiała koncept jako piękną sentencję albo rzadką i wytworną figurę stylistyczną, druga zaś mówi o tym, że koncept stanowi porównanie samych rzeczy w zakresie ich wielkości albo porównanie zgodności tematu z rzeczywistością. Ostatnia natomiast formuła określała koncept jako pewnego rodzaju niespodziankę, coś, czego się nie oczekiwało.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 25.08