E-book
13.65
drukowana A5
35.84
drukowana A5
Kolorowa
59.62
Lot do krańców wszechświata

Bezpłatny fragment - Lot do krańców wszechświata

Objętość:
149 str.
ISBN:
978-83-8155-651-4
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 35.84
drukowana A5
Kolorowa
za 59.62

Kiedy my, zwykli ludzie pomyślimy nagle nawet tak zupełnie przypadkiem i bez powodu, gdzie się znajdujemy. Zawsze przychodzi choć taka zupełnie czasami mała chwila refleksji, nad z każdej strony otaczającym nas najbliżej leżącym wokół nas światem i tym całym nieskończonym zdaje się wszechświatem. Przy czym nieraz jakby bezwolnie zatrzymujemy się, na jakiś mały moment i patrzymy właściwie nieco jak by zdziwieni wokoło, na otaczający nas dookoła krajobraz.

My ludzkość to niemal jak nasze własne małe dzieci, ze wszech miar ciekawe tego wszystkiego co widzą w najbliższym otoczeniu, co je pociąga, i jak z każdej strony jest coraz to coś nowego, i bez żadnego wątpienia bardzo interesującego. Bo przecież ze wszystkich okien naszych domów, czy to z każdego miejsca na ziemi gdzie byśmy tylko nie stanęli choćby na małą jak mgnienie oka chwilkę. Czasami i nasza malutka planeta położona gdzieś w tym całym ogromnym kosmosie się bardzo chyba przeciw nam buntuje. Poprzez wszelkie katastrofy naturalne, trzęsienia ziemi, tsunami, tornad i wiele innych żywiołów będących w jej arsenale obronnym. Jednak jest tu przeważnie zawsze dość spokojnie i raczej bezpiecznie.

Na wprost patrząc, z naszych ziemskich teleskopów astronomicznych nieskończony wszechświat wygląda, zawsze bardzo pociągająco i tajemniczo. Tak jak by nas, on sam zapraszał na spacer do parku albo na pieszą wędrówkę po starym mieście, albo wręcz przeciwnie aż po sam widzialny swój kres wielkiej i prawdopodobnie, nigdzie nieskończonej przestrzeni kosmicznej. To właśnie jest ten nasz cały świat. Na pozór bezpieczne i niewinne zupełnie miejsce, jak się nam nieraz wydaje. Są jednak miejsca w kosmosie, i to naprawdę nie tak bardzo od nas daleko. Gdzie nie chcielibyśmy być ani przez jedną najmniejszą chwilkę. Nawet w najgorszych snach i koszmarach, nie znajdziemy tak strasznych miejsc jak, nieraz tuż, tuż, za naszą ziemską atmosferą.

Wystarczy przecież spojrzeć tylko wysoko w górę, aby nasze myśli i marzenia poszybowały właśnie, w ten daleki zwodniczo migający gwiazdami bezmiar przestrzeni kosmicznej. Zaraz też zadajemy sobie pytanie, czy my jesteśmy tylko nic nieznaczącym pyłem, w tym wielkim nieskończonym zmieniającym się w jak kinie obrazie? Pojawia się pytanie co tam jest? Tam, gdzieś dalej? Czy ten przeogromny bezmiar pustki jest nam ludziom wrogi? Albo może i nie? Bo tam jest przecież Boskie Niebo, jak nas nauczono od małego. Ale gdzie ono może być? Pytamy sami siebie, albo swoich najbliższych. Jako inteligentne stworzenia ciągle zadajemy pytania. Zastanawiamy się nad tym, od samego zarania naszych dziejów, i dlatego też właśnie my, jednak postanawiamy opuścić ten nasz bezpieczny w miarę własny dom i ruszamy w bardzo daleką podróż. Właśnie po to, by zobaczyć co tam jest. Tak daleko gdzie nasz wzrok nie sięga.

Po to też przy międzynarodowej stacji kosmicznej ISS stanął przed chwilką przeogromny, ale bezzałogowy kolos świecący na tle kosmosu jak by stalowymi blachami i migający światłami pozycyjnymi Space Ship Explorer. Jego własne przyrządy badawcze, w naszym imieniu chcą i muszą polecieć gdzieś daleko, aż tam gdzie nikt nigdy nie był i zobaczą, cały wszechświat na własnych monitorach. Po czym przekażą nam posłusznie każde dostrzeżone szczegóły i dziwy głębokiego kosmosu. Tam gdzie nie ma już nic? Ale nim się to wszystko zaczęło najpierw nastąpił wielki wybuch a wszechświat zionął wszechobecną pustką i być może ziewał z nudów?

Nam jednak to nie wystarcza ani nie zastanawiamy się co było jak nic nie było. Trzeba odkrywać wszechświat i jego nieskończone wręcz cuda. Stanąć twarzą w twarz z jego sennymi koszmarami na jawie, nie mamy wprawdzie takich bezpośrednich możliwości. Chcemy jednak poznać przecudne nowe światy czy wrogie nam ludzkości ciemne siły. Pojedziemy niemal wirtualnie aż do samego początku czasu, kiedy jeszcze nie było nic, absolutnie nic. Czy istnieje gdzieś koniec wszechświata? Czy mamy odwagę się tego dowiedzieć? Mamy, słychać z każdej strony. A może jednak uciekniemy w popłochu jak małe dziecko pod spódnicę swojej własnej mamy kiedy je coś nagle przestraszy. Pewnie nie? Jest tylko jeden sposób aby to sprawdzić. Jaki? Lecimy tam zaraz nie zważając naprawdę na nic.

Bo przecież, on sam w naszym imieniu poleci tam daleko aż na kraniec wszechświata. Na to przecież nas jest stać, tu stoi zacumowana posłusznie nasza techniczna potęga dwudziestego pierwszego wieku. Tylko jakoś jest tu pusto i zupełnie cicho na tym świecącym czystością i pachnącym świeżą farbą pokładzie. Trochę nam tu jakoś tak nieswojo i obco, jakoś nie zbyt jak by to powiedzieć, zwyczajnie. My jednak zawsze byliśmy ciekawi wszystkiego. Zatem bez wahania ruszajmy w ten najdalszy ze wszystkich lot aż na sam kraj wszechświata. Jonowe silniki stalowego olbrzyma właśnie cicho zapaliły się niemal niewidoczną poświatą. Ogromny statek nagle drgnął jakby go coś kopnęło, odczepiając się powoli od międzynarodowej stacji kosmicznej, najpierw lekko szarpnął po czym powolutku jak odpływający z Liverpoolu w swoją pierwszą i jednocześnie ostatnią dziewiczą podróż, transatlantyk Titanic.Ruszył wolno odbijając z bezpiecznej przystani. Z przestrzeni kosmicznej, położonej niedaleko naszej własnej planety.

Pytamy czasami sami siebie. Czy nasz wirtualny statek badawczy wróci z tej podróży? Tego niestety nikt z nas nie wie. I wiedzieć nie będzie, dopóki sami się nie przekonamy jak to jest, tam gdzieś bardzo daleko. Od naszej planety, zwanej Ziemia. By zobaczyć co istniej tam gdzieś bardzo daleko, musimy tam polecieć, obojętnie czy z pomocą teleskopów czy jakimiś statkiem kosmicznym. Musimy zostawić za sobą ten nasz odwieczny stary dom, w którym też nie od tak dawna mieszkamy. Ledwie kilka tysięcy lat, co w porównaniu, z samą ziemią czy całym powstałym w wielkim wybuchu, przed trzynastoma i pół miliarda lat temu wszechświatem w skali czasu jest to tylko jak mrugnięcie okiem. Ziemi liczy sobie cztery i pół miliarda lat. Nasz czas jest niezmierzonym wielkim i niezrozumiałym do końca przez nas ludzi, pojęciem.

Łączącym się z nieogarniętą do końca przestrzenią połączoną z czasoprzestrzenią. Oraz odkrytym w teorii względności przez naszego geniusza Alberta Einsteina, współistnieniem oby form fizycznych i jak by tu powiedzieć? Filozoficznych, gdyż przed wielkim wybuchem, jak twierdził profesor Einstein w teorii względności, czas po prostu, nie istniał Przecież było to tak nie aż bardzo dawno, bo na samym początku, dwudziestego wieku. Kiedy doszedł do tego odkrycia.Trzeba dodać iż sam nie wierzył w to co odkrył, przez pewien czas. Jednak dla nas ludzkiej rasy, przestrzeń i czas są jak by nierozwiązaną zagadką. Przy czym nad którą zastanawiamy się w samotności, lub wspólnie na różnych konferencjach naukowych, bez bardziej konkretnego wyjaśnienia. Nieraz sami w prywatnych rozmowach poruszamy, ten frapujący temat. Czym jest czas? Czujemy tylko że płynie, z każdą sekundą, minutą, godziną, i tak dalej bez końca.

Nasz układ słoneczny

Na naszym czarnym jak smoła nocnym niebie, nawet nie jesteśmy w stanie zauważyć gołym i nie uzbrojonym okiem wszystkich dziewięciu planet. Tego niewielkiego jak główka od szpilki położonego gdzieś na peryferiach drogi mlecznej. Zagubionego gdzieś na samym krańcu drogi mlecznej w kosmosie, i położonego wśród innych galaktyk, naszego malutkiego a dla nas ogromnego, naszego własnego układu słonecznego, na którym od nie tak dawna mieszkamy.

Ci widoczni bohaterzy, z misji Apollo 13 ledwie wrócili żywi, z kosmosu. Patrzymy i latamy tam codziennie. Chociaż widać na nocnym niebie przecież niezliczone przeogromne, rozrzucone po całym widnokręgu, zbiorowisko najróżniejszych małych i większych punkcików światła. Musimy jednak wspomnieć dla samej uczciwości, niektórych naszych ważniejszych badaczy tego kosmosu, jak choćby Galileusza, czy naszego polskiego uczonego Mikołaja Kopernika, oraz wielu wielu innych, takich jak chociaż Herschel, czy Halley, albo nas samych obserwujących, nawet z nudów nocne rozgwieżdżone niebo.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 35.84
drukowana A5
Kolorowa
za 59.62