E-book
14.18 9
drukowana A5
56.35
LOBSTERKI
30%zniżka

Bezpłatny fragment - LOBSTERKI

zbiór wierszy

Objętość:
298 str.
ISBN:
978-83-8440-573-4
E-book
za 14.18 9
drukowana A5
za 56.35


FRYZJER

Splecione Historia w rymy zaplątane

Skrócone ociupinkę by lekko pływały


Tu wiek nieistotny, bo czucie to samo

Ty stara-ja młoda? Nie! — my takie same


I tak to LOBSTERKI powstały w Ujeździe

i zaczęły pisać razem -„durne wiersze”


Bo ot na sam koniec po eksperymencie

Który ssę zrobiły i wyglądał pięknie


Że każdy wiersz równie do niej odpowiada

Bo durne wariatki i to nie przesada


I każda z nich jedna cokolwiek napisze

To druga i trzecia tak samo w domyśle


A czwarta z doskoku przynosi co chwile

Najwyzej pozmieniasz, ja czasu dziś ni mom.


No dobra do puenty bo to nie jest wiersz

To tylko są rapy na stopień 105

106 czasem wejdzie bo durne literki

Tak wiemy już wiemy ten FRYZJER- jest wielki


Wdzięku pełny, lecz zaraz opieprzy bo to wielki skromniś

Wiec ssę napisze choć nam niewygodnie

Ze w nosie to mamy czy ssę to zarapują

My tylko wyjaśnić co LOBTERKI CZUJĄ

i FRYZJER- kazał dodać…


Iza podobno wie… KONIEC.. czytać se albo nie!

W dupie to mamy…


LOBSERTKI JJAiF

OBIETNICA BIAŁEGO KRUKA

Dzień dobry państwu z tej strony OLO…..pragnę ogłosić że klątwa białego cienia trwa nadal. Zmrużcie teraz swe oczy cudne i pomyślcie o mnie, a zapewniam iż nie pożałujecie, poczujecie się najwspanialej w świecie. Moje pszczoły rozwalą wam mózg, a nawet lepiej zamieszkają w waszych czaszkach na zawsze. Każde zająkniecie, brak ruchu, bezdech czy źle postawiony krok to znak że jestem tam Jo Olo Cień –Biały kruk. Dzieci kocham i nie tyknę nawet palcem,

Ale karmę zła rozpoznam ja zawsze!

A i zła dusze chętnie przygarnę. Wiem ze wyglądam jak jakiś leszcz, to raczej pozory –strzeżcie więc się. Biała twarz i uśmiech szczery, bardzo piękne mam maniery, mogę z was zrobić lordów, albo błaznów. Swojej nie tyknę i to jest rzecz jasne. Ogólne rzecz ujmując to macie przesrane, jestem tutaj znowu za pozwoleniem pana. A kim jest mój pan to wszyscy wiecie, jam jest tu sprawiedliwość, i tak to was rzeknę. A raczej nie rzeknę już nic, korki do uszu dajcie, bo wlecę i to nie mit, oj już się z wami trochę nagadałem. Cudowna sprawa, tak ględzić kochani. Białego Kruka się nie boicie? –to mam was za nic.

To dziś wspomnienia wam wrzucę i znikam. To kto z białą pszczołą miał zaszczyt pomykać?

Mój głos w waszych głowach jest mroczny i władczy, a raczej przyćmiony bo taki i ma być. Jam jest wasza karmą, a wy to jest nikt. Odpowiedzcie sobie czy byłem? czy ni.

Teraz spróbujcie jak me pszczoły tańczyć, jużżeśta tańczyli dla mnie, to jest zaszczyt, wiem że wam ciężko się z faktem pogodzić, że zawsze będziecie tak piękni i młodzi. Niebawem was dzieci będą podglądały no i sąsiedzi i wszystkie sąsiady.

Bo to dość dziwne być młodym tak długo. Czy wasze życie nie zdaje się złudą? Ileż wam prawić trzeba do ucha, ześta skończeni, żeśta są glupi. Żeśta są głusi i puści tam w środku. Duszy tam nie ma zapewniam jam szkorbut. Ilu to szkorbut już miało przyznajcie? — toż ta choroba wygasła już dawniej, ileż to nagle gorączki dostało, takiej krwotocznej, a ją już zabrano, ileż to zgonów a ile narodzić. Jam biały Kruk jest, jam dawca — nie złodziej. Ja jeno daje, a wy mnie prosicie, a co rozdaje? Wspaniałe wam życie.

Jeno jest jedna prawda tu dana, ja wiem najlepiej co dla was jest karą, ja wiem najlepiej co was wszak zaboli. Myślicie inaczej? cóż czynić –nic robić. Krzywdę widzicie i bierność tu widzę, a to we mnie godzi, widzę czyjąś krzywdę. Nie będzie nic potem, nie będzie nic teraz w nicości tu tkwicie. Wy w bólu umierać. Nie klątwa to jest dziś, ale obietnica, ja tylko na chwilę. Zapowiem i znikam. Wszak musze na nowo was w środku zobaczyć. Bywajcie kochani ja wracam do pracy.

CZY TEN TEKST SIĘ DO WAS ŚMIEJE?

Jak się człowiek śmieje w tekście?

To się robi niebezpieczne.

Gdzie tu uśmiech moi drodzy?

Czy emotki Wam dołożyć?


Gdzie tu radość jest z tej chwili?

Że mnie w bagno zapędzili.

Gdzie tu u was jest współczucie….

Nigdzie! — macie wszystko w dupie….


W komentarzach gdzie śmiech skryty?

Tak tych moich-tak- tych niżej.

Ja Wam tylko Tam tłumaczę

O co walka-o co walczę!


Nie o kasę, ni o posłuch

A o własny święty spokój

O me dzieci i dom ciepły

TO JEST POLSKA-WSTAWAĆ PRĘDZYJ!


Nie znam matki na tym świecie

Co by zapomniała dziecię!!!!

Droga człowieka

Idzie człowiek drogą zwykłą, droga którą iść wszak musi

Idzie, obok twarze milkną, ma to za nic- gada z duszą.

Czasem uśmiech się pojawi, czasem gest ot tak po prostu

Dla tych których widzieć dane

— dnia każdego-ciut po troszku


Ciut to tylko bo nikt nie wie, co ten drugi ma na plecach

Jaki ciężar z sobą niesie, jaki w głowie nosi ciężar.

A ciężarem wszak być może, dla każdego coś innego

Jeden martwi się obiadem-drugi że się kreci ziemia.

LUCYFERIADA

Czasem by dostrzec to co widziane gołym okiem należy cofnąć się nieco i trzeźwym spojrzeć wzrokiem. Trzeba w sobie samym przeanalizować świat, cofnąć się w czasie nie o tysiąc lat, lecz właśnie tyle ile trzeba w danej chwili. Nie wolno stać w miejscu, trzeba dać żyć tej chwili. Trzeba wiedzieć że to było i czasu się nie cofnie, trzeba wszystko przeanalizować sobie bardzo łagodnie. Wyciszyć się i wyjaśnić ze było minęło, że to tylko przeszłość że trzeba- żyć nadzieją. Nadzieją na lepsze jutro, rok, miesiąc ….i tak stale….BYLE DO ŚWITU….ale dawać krok na przód i żyć. Warto żyć…..dość już „krwi”

SKAZA NARODU POLSKIEGO

Jak pada człowiek, to co się z nim robi?

Czy się nim zamiata wszystkie podłogi?

Czy się go gniecie bardziej do ziemi

Czy się go podnosi do ku… wy nędzy!.


Jak człowiek się cieszy ze każdej pierdoły

Jak jest ciut inny, ale ułożony

Jak się mu zabierze jedyne co kocha

To może lec nagle?...Czy to zwykła kłoda?


To teraz tu do Was moje pytanie

Co jest w waszym sercu najbardziej kochane

I jak to zabiorą, czy zaśniesz spokojnie

Mi chodzi o dzieci. Czy to niewygodne?


A kogo się strzeże najzwyczajniej w świecie?

Matki i kobiety-wszędzie we wszechświecie!

Świecie? Wszechświecie? -WSZĘDZIE!

Bo my mocarne są i nieugięte


Ale w środku słabe i to jest wszak piękne!

Kto krzywdzi kobietę-to zbir i przestępca

I nie ma ja też-ten facet to SKAZA SPOŁECZEŃSTWA!

Podpisano ja Izabela Alicja Stasiak Belcer

Nie Król Lew……ale lubię ta bajka jest okej.

JA OSTROŻNIE

Jestem zagadką?

Zagadką mój Boże

Jam otwarta księga

Toż wystarczy spójżeć

Spójżeć i posłuchać

Przeczytać z uwagą

Przeanalizować

DOGŁEBNIE NIA ZAJĄĆ

Chcesz tego?...Na pewno?

TOŻ TO NIEWYGODNE!

Zastanów się dobrze

OSTRZEGAM — OSTROŻNIE!

MÓJ KOPIEC-syn

Raz wynieśli dziecię do góry wysoko

Droga długa żmudna, kamienie wysoko

Długo trwała podróż wszyscy narzekali

Jeno jedna baba szła na boso w bieli

Jeno tylko ona iść tak długo chciała

Trwaj podroży jeszcze-trwaj ty chwilo błagam


Toż me dziecię zaroz zimna ziemia wchłonie

Toż on miał mi z kwiatków szykować koronę

Mogę iść tak jeszcze ile będzie trzeba

Nie nie będę wdzięczna- nie chce go dla nieba

Jam może jest głupio-może to nie prawe

Ja chce mieć go tutaj nie w tej ziemi szarej


Orszak już na górze ksiądz litanie prawi

Płaczą wszyscy ludzie-ciekną łzy strugami

Jeno ona stoi i płakać nie może

Co się ze mną dzieje? -odpowiedz mi Boże

Jam tu dziś powinna po sercu się stukać

Ja już nie potrafię ani jednej łzy ulać


Wszyscy poszli do dom toż scena skończona

Ino ona stoi -Patrzy- dycha- kona

Popatrzyła w niebo i w czarna mogiłę

Pomyślała sobie- co teraz z mym synem?

Będę ci codziennie śpiewać tu nocami

Widać tak jest lepiej wszak będziemy sami


Jeden raz za dnia, do syna się wybrała

Cała wieś dostrzegła pytać zaczynała

Wielka litość wszędzie dajta spokój ludzie

Już za dnia mój synu więcej tu nie pójdę

Długo tak śpiewała nad mogiła jego

Jednak żyć potrzeba siły trza do tego


Wiec po raz ostatni synu ci zanucę

Teraz ty chodź ze mną-czas opuścić górkę

Teraz ino w domu w sercu cię mieć będę

Całe życie razem nierozłączni wszędzie

I mam cichą wiarę ze któregoś ranka

Zbudzisz się do życia

Pisze ja TWA MATKA

PROZAICZNE WIERSZE

Musisz prawić to co ktoś chce usłyszeć

Albo inaczej- co po myśli jego

Jeśli go godzisz to uzbrój się w cisze

Toz najważniejszy jest komfort drugiego


Debata rzecz święta kiedyś usłyszałam

Ucz się od każdego-szanuj-szukaj-działaj

Więc tak też czyniłam -dumna byłam z tego

Że każde nowe słowo to dla mnie nauka


Każdy światopogląd, muzyka i sztuka

Religia i wiara i to jak kto czuje

Ja nie oceniam -staram się zrozumieć

Ale skoro za mną już prawie pół wieku


Co mam do stracenia -powiedz mi człowieku

Czy to moja wina ze mam pytań masę

Masę odpowiedzi-przepraszam wybaczcie

A jeśli me słowa wątpliwość w was budzą


Toz nie moja wina-JA PEWNŚĆ MAM DUŻĄ

Cóż już w debatę wchodzić mi się nie chce

Zostało mi pisać prozaiczne wiersze


I chyba mi z tym dobrze -jeszcze tylko chwila

Żebym się po stokroć znowu obudziła

Śpij synecku

Śpij synecku, Śpij kruszyno -pod tej ziemi złą pierzyną

Słońce wzejdzie, ty nie wstaniesz, nic nie powiesz swojej mamie

Śpij na wieki pod tym drzewem, ciało twoje się pogrzebie

Zgnije w mroku czarnej ziemi, wtedy los Twój się odmieni

Duch Twój wzbije się do nieba, wzleci lekko, tego trzeba

Potem zaczniesz szukać domu, znajdziesz mnie

wśród ludzi tłumu

Znajdziesz i zaś cud się stanie, powiesz Witaj swojej mamie

Szeptać zaczniesz mi do ucha, szeptać pieśni

śpiewaj SŁUCHAM

Teraz słyszę doskonale -a cóż będzie z Twoim ciałem

Ciała, serca Ci potrzeba… wtedy wzbijem się do nieba

Chwycę mocno Cię w ramiona, bajka będzie zakończona?

Lub początkiem ją nazwimy, tak, początkiem na Tyj zimi

Ten czas dla Nas tylko mamy..po wiek wieków nam pisany

Gdy dwie dusze się spotkają, gdy poznają swoje ciało

Gdy świadomość zejdzie z nieba, nic nam więcej nie potrzeba

Teraz synu kolej nasza, nie pozwólmy na rozłąki

Dusza, duszy -my dla siebie, starym duszom jest jak w niebie

Teraz wszystko Ci opowiem, wszystko co utkwiło w głowie

Słowem obraz ci pokażę, to dostaniesz od mnie w darze

Po tym, ty mnie, mój kochany, je Steć „bogiem” dla swej mamy

Odnalazłeś i zostałeś, oj jak długo tyć czekałeś

Nie zbłądziłeś byle gdzie, serce pragnie- dusza wie…

Gdzie Twój dom, gdzie matka Twoja, która stale ciebie woła

Nie poznałam Cię tej nocy, lecz spojrzałam w Twoje oczy

Przez nie dusze Widać całą, głębią są -są doskonałe

Dwa jedyne na tej ziemi… toś my z jednych są „korzeni”

Głos Twój jeszcze, nie tak samy

Nieco inny- poczekamy

Gdy w twym gardle młodość stanie, powiesz

Witaj swojej mamie

Wtedy będę pewna cała, bom twój głos ja spamiętała

Powiem Witaj, jesteś znów, obudź się już pora- JUŻ!

RAZ DWA TRZY -zaśpiewam pieśń, którą znała cała wieś

Siedem w lewo, siedem w prawo- stuknę w ziemię razy trzy

Wtedy dusza zbudzi ciało

ZOSTANIEMY JA I TY

BABA-przypowiastka

Chceta bajki-oto bajka

Toc opowiem wszyćko wam

W pewnej wsi żywioła pani

Którym każdu dobrzy zna


Żywda była niesłychanie

Szwawa szybka że aż strach

Choć sędziwe miała lico

Chłopom wtórowała rad


Mimo chuci-mimo woli

By naprawić wszyćkim świot

Wszyscy z niej szydzili ludzie

Cu za baba-cu za chwost

— samo żyje-samo dycho

Chłopa ni mo -to is żort

Kto by zechcioł takem babę

Siedz se sama -won nas stond

Baba nigdu nie płakało

Ni biadulić nigdy nu

Ino czasem se nuciła

Lulilulilulilu


Nikt nie słuchoł jej nucenio

Ino w niebie Bojże syn

Ino baba w syrcu swoim

Zawżdu była tylku z nim


Jednyj nocy zło życz stała

Płonąc zaczuł jeden dom

Nikt z ludzików nie doł rady

Ino patrzyć każdy chciał


Jeno baba ta łokropno

Co z niej szydził cały sod

Chwytła wiadro i do studni

Żwawo leci-ZWYKŁY DZIOD


Wtedy dzieci to ujżoły

I przetarły oczy swe

Za swe wiodra tyż złapały

Gasić ogień razem z niem


W ich oczyntach tera baba

Miała może nastkie lot

Była pikna i wspaniała

Chcioły z niem ratować świat


Morał jeden ino bydzie

Bardo krótki prawdom Wam

Pomagajto innym w bieda

A nie budzisz nigdu sam


Nie rozumisz bo nie musisz

Prawdo staro to jak świot

Nie oceniaj innych ludzi

Oceń siebie cóżeś wart.


Danuta Stasiak zd. Kobylińska

oraz pani Świdzińska

SŁOŃCE I KSIEŻYC

Przy pełni księżyca wnikam w Twoje ciało

Chłonę Twoja duszę-poznaję-wciąż mało

Mało by wszystko do końca zrozumieć

Poznać to co w środku- dźwignąć to co czujesz

Księżyc blaskiem razi do ziemi się zbliża

Magiczna to chwila-toc wszystko oddycha

Wszystko naraz milczy-ot to dziwna sprawa

Przed momentem grała nam symfonia cała

Świerszcze na raz skrzypce swoje pochowały

Żaby w gęste chaszcze gdzieś pouciekały

Ptaki jeno patrzą- chyba wstydzą mówić

Czas jakby stał w miejscu- nie trzeba się trudzić

Wszystko zmalowane już kiedyś zostało

Wszystko już powstało i znowu powstanie

A my poleżymy sobie w błogiej ciszy

Zaraz świat się zbudzi-słońce nas ocuci

Trza poczekać nieco bo księżyc usłyszy

Dostojny i mroczny władca nocnej ciszy

Przywita się ze słońcem-spojrzą sobie w oczy

I tak na okrągło co dzień- każdej nocy

DROGA moja

Droga krętą mknę przed siebie

Droga krętą nie wiem gdzie

Wiem jedynie co jest ważne

W sercu to schowane jest

Co los da mi przyjmę w darze

I pokornie zniżę wzrok

Lecz przenigdy nie pozwolę

By kto obcy zmylił krok

By ktoś inny chciał mi dowieść

żem nie warta prawie nic

Jestem, żyję, czuje, marzę

Pragnę- kocham

TOC MÓJ ŻYĆ!

NIE PUSZCZAJ

Jam nie godny ciebie istoto wspaniała

Jam nie godny ducha -jam nie godny ciała

Ja nie kocham tak jak ty byś tego chciała

Ja nie umiem bardziej-boś ty doskonała


Cóż rzec ma niewiasta gdy słyszy te słowa

Cóż ma wtedy poczuć?

MOŻEM JA NIE GODNA?

Niewystarczająca dla człowieka tego


Puszcza więc go wolno toć decyzja jego

Puszcza choć to boli, wręcz okropnie kłuje

Niech ją ktoś uchwyci niech w końcu poczuje

Że warta zachodu, że warta jest starań


Dużo mi nie trzeba jam w prostocie cała

Niech mnie złapie mocno, złapie i nie puści

Powie jesteś moja

CHWAŁA TWOJEJ DUSZY

SIOSTRY-powroty

Wędrowały samotnie dwie dusze przez wieki

Wędrowały-szukały by móc stać się człekiem

Dwie siostry dwa byty co razem być chciały

By znów czuć oddychać- by razem ISTNIAŁY


Ciężko się odnaleźć wśród bytów tak wielu

Wędrowały samotnie cierpliwie do celu

I wreszcie spotkały się nad skarpą wulkanu

Przypomniały sobie-wszak tam żyć im dano


Posiedziały chwile wspomnień garść wróciła

Bo w wspomnieniach bytów jest ogromna siła

Wtedy poprzysięgły już razem wędrować

I zacząć swe życie po prostu od nowa


Teraz przyszło prosić o cud o zbawienie

By móc tak jak pragną wrócić

Z PIERWSZYM TCHNIENIEM

Zaufały Bogom -chwilę poczekały


I razem we dwie po łące biegały

Cieszyły się dumnie z każdej chwili razem

Wiedziały że ich to dar -dostały go w darze

Wspomnień w duszy masa-doświadczeń nie zliczysz


Piękne to że one nie znają już ciszy

A gdy dusza wrzeszczy do głowy przemawia

One w głos się śmieją

SŁUCHAM CIEBIE-GADAJ!!

KRUK

Leżała na łące by dech złapać nieco

By codzienność szarą na chwile móc przeciąć

Po prostu leżała nic słychać nie było

Pomyślała w duchu czy spokój mą siłą?


Zamkła oczy nagle chyba odleciała

Gdy je otworzyła inna łąka cała

Wokół pełno kwiecia ptaki niebem mkną

Co rusz któryś siada, chce rozmawiać z nią


Pachnie tak wspaniale jak w wiśniowym sadzie

Jeno kwiecia inne -polne -mocne -silne

Czuje się cudownie, lekko tak jak w bajce

Nagle lek poczuła, wewnątrz lęk wręcz straszny


Wielki Kruk na skraju dumnie czochra pióra

Czarne wielkie skrzydła rozciąga ponuro

Czemu się go boje toż uwielbiam kruki

Czemu wewnątrz czuje lek aż tak okrutny


Podniosła się lekko-bacznie obserwuje

Boi się go przy tym — po prostu tak czuje

Kruk odpoczął chwile poprawił swe skrzydła

I pomknął w przestworza-Boże cóż za siła!


Ja się lękam jego bo on wolny ptak

Boje się naruszyć jego piękny świat

Gdyby przysiadł przy mnie i spojrzał mi w oczy

To bym powiedziała — WITAJ KRÓLU ZŁOTY


A tak myślę sobie, że nie mamy prawa

Wchodzić w dzikość ptaków-bo to nie wypada

Bo w wolności przecia tkwi ich wielka siła

Z boku będę patrzeć- w ich pięknie popływam

*WIERSZ ZE SNU

TĘSKNOTA ONI

Pojawiła się w końcu i spojrzała na słońce

Nie wiedziała gdzie jest miejsca inne i obce

Błądząc miedzy drzewami pamiętała melodie

Nie wiedziała skąd płynie więc słuchała spokojnie


Milion myśli i wspomnień w głowie wręcz się gotuje

Ona nie wie cóż myśleć, sama nie wie co czuje

Znalazł ją w końcu w ciszy, gdy siedziała pod drzewem

Zaczął szeptać melodię, wspomnień garstkę wygrzebie


Pomóc ja ci nie mogę wszak mnie nie ma tu teraz

Słońce ja tyle czekać, chciałem zacząć od zera

Chciałem z tobą dorastać i w świadomość móc wkroczyć

Tutaj teraz za późno musisz sama ją poczuć


Będę szeptać melodie toć to wehikuł czasu

Tylko nasza muzyka wyzwoleniem od strachu

Potem zniknę gdy znajdziesz sama siebie i spokój

Kiedy kwiatem rozkwitniesz, takim polnym co kochasz


Może ktoś Cię zrozumie i przepadnie tęsknota

Jeśli nie-przecia nic to-wszystko przetrwasz-nie szlochaj

Cóż to dla nas dzień jeden- rok kolejny- czy wieki

Stale droga ta sama, jeno czas jest odległy

I nie szukaj mnie nigdzie, mnie tu nie ma po prostu

Może kiedyś wschód słońca

ZBUDZI NAS OD POCZĄTKU

MOJE WIDZENIE

Czasem myślę sobie że zbyt dużo czuję

Zbyt dużo widzę-zbyt wiele rozumiem

Czasem sobie dumam w domu po cichutku

Szkicuje swój świat-maluję powolutku

Tak by się wydawał choć ciut doskonały

Taki jakbym chciała po prostu wspaniały

Ludzie-człowiek-życie cóż jest z ludźmi tymi

Że ja ich maluje wprost idealnymi

Najpierw obserwuje -szkic się wnet pojawia

Słucham-kontempluję- kolor im swój nadam

Kilka nut po cichu też im dopasuje

„naprawię” troszeczkę -tyle ile umiem

A potem powoli małymi krokami

Pójdę po cichutku-zniknę gdzieś w oddali

Śmieszne to jest trochę to moje widzenie

Każdy to wspaniałe cudowne stworzenie

I wiecie to miłe tak otwierać świat

Lecz czasem mam dosyć i trafia mnie szlak

Teraz niech ktoś mnie „skolorować” zdoła

Ja umywam ręce

WIATR 2

Szepnąć dziś wiatr po cichu jej zdołał

Szepnął

DO BOJU JESTEŚ JAK NOWA!!!

Potem wiał srogo z nóg chciał ja zwalić

Lecz ona leci z wiatrem się bawi

Wreszcie na ziemie twardo skoczyła

Rzekła

WE WNĘTRZU-W ŚRODKU MA SIŁA!!!

Ciężar

Czasem czuje się jak kamień

Idę światem ciężka cała

Czasem czuje jakbym

Miała na swej szyi wielki balast


Wiem że odciąć go nie mogę

Będzie wisieć całe życie

Ale dźwigam go na sobie

To talizman mój na życie


Czasem ciężar iść przeszkadza

Bo go czujesz w każdej chwili

Czasem marzysz żeby został

Gdzieś za tobą-ból niemiły


Lecz daje siłę wręcz ogromną

Kiedy przywykniesz do noszenia

Jestem ciężka, silna duchem

Świat powoli mój się zmienia.


A gdy chwila przyjdzie czasem

Że z ciężarem się pogodzę

Staje lekka się na chwilę

I podnoszę swoja głowę


Zamiast kamieni widzę niebo

Zamiast dróg szarych słońce cudne

Zamiast butów widzę zieleń

Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.


Kiedy w głowie milion myśli

Które ciążą niczym kamień

Dam ulecieć im na chwilę

Dam im odejść jak najdalej


Kiedy w głowie chaos wielki

I ogromny ból sumienia

Dam ja sobie chwile małą

Niech to chwila jest wytchnienia


No a potem się pogodzę

Sama z sobą z tym co było

Jestem teraz innym człekiem

Świat mnie skopał z wielką siłą


Ale nic to ja nie jedna

Wszak nas tutaj cała zgraja

Co już dna sięgnęła wszakże

I odbiła się i działa


A jak działa-na sto procent

Tak jak nigdy, bo i musi

Gdy przeżyłeś koniec świata

Inne końce bzdety durne.

POKONAĆ GRAWITACJĘ(rozmowa)

(człowieki)

Ziemia nas ściąga z powrotem

Zabija plany, marzenia

Ziemia i to co dokoła

Zgniata w nas siłę istnienia.

Byt ten spokojny być przecież

Jedna myśl w głowie zasiana

Rad tysiąc z boku i blokad

Ziemia nas ściąga-oplata

Wszak człek nie głupi –nie ptakiem

Wie że potrzeby ma w sobie

Wie co ma czynić i istnieć

Wie w jakie miejsca nie dotrze

(człowieki)

Wie jak nie zniszczyć wszystkiego

M wszak ten rozum od ciebie

Puść nas już wolno o matko

Prosimy my dzisiaj ciebie.

(Gajarti)

— toż ja nie ciągnę na siłę

Ale stabilność Wam daję

Daje tez wszystko co inne

Żyjcie człowieki se dalej

Wszak to Ci z boku Ci prawią

Wszak twoje życie cię nosi

Zajrzyj do siebie do głowy

Oblicz a popuszczę trochę.

— czyli mój plan nie jest głupi?

Mogę już robić jak zechcę?

— tak tu masz kamień i sznurek

Przywiąż do siebie, daj więcej

Nie jesteś ptakiem to owszem

Ale masz siłę ogromną

By kolorować potoki, niebo i łąkę przesłodką.

By swoje życie układać

Tak by już lekko ci było

Nie ja ściągnęłam Cię na dół

Ale ci obok co żyją.!…

Modlitwa do Boga Mess

Chciała zasnąć tak po prostu, zamknąć oczy lekko tylko.

Chciała zasnąć i nic nie czuć, nie czuć bólu

— pustką wszystko.

Swoje slajdy wyciągnęła, te co w głowie skrzętnie skryte

Puszcza sobie, je powoli i analizuje życie

Kilka łez, tych ciężkich mocnych wydostało się ze środka

A myślała że już nie ma-toż już tyle łez tych poszło.

Uśmiech lekkich się pojawił, lecz przyćmiła go ta ciemność

Przeświadczenie w środku takie

— że jej już jest wszystko jedno.

Zamkła oczy, bardzo mocno, w duchu powiedziała słowa

— ja chce dalej, tu mnie nie trza. Może teraz inna droga.

Nagle oczy swe otwiera, jest na pięknej polnej drodze

Wokół kwiaty, zboża, scena, a na scenie kwartet godny.

Stoi z boku, wszędzie cisza, nic nie słyszy- nic nie czuje.

Tylko w duszy gra muzyka, zero lęków, strachów, złudzeń.

Zero złości i złych myśli, które to wracały stale

— jestem wolna –pomyślała-i zrobiła krok ciut dalej.

A z tym krokiem, jest gdzie indziej, dzika plaża cała pusta

Mewy krzyczą do niej z nieba, ryba skacze, cudna — boska

— ja pamiętam-pomyślała

— ja pamiętam tamtą drogę, ta co strasznie tak bolała

ale już mam lekkość w sobie.

Chcę pamiętać, już na zawsze ale nie chcę czuć jej wcale.

Wolę pusta być już w środku

— lecz pamiętać chce zuchwale.

Spokojnie

Spokojnie za chwilę mnie nie będzie.

Już się pakuję gdzieś w środku po cichu

Spokojnie za chwile wszystko zbędne,

Zbędne już słowa i gesty ukryte.

Spokojnie to przecież nie boli


Zmiana kolejna, widać tak być trzeba

Spokojnie ja tylko włóczęga

Co chwile zagości i w drogę go zbiera

Spokojnie to niczyja wina


Widać tak jest w życiu że człek nagle kiśnie

Spokojnie ja przez to nie umrę

A tobie niech się żyje ślicznie

Spokojnie, bo to spokój właśnie


Po burzach i walkach tych w środku w mej duszy

Spokojnie, spokój właśnie nastał

A wraz spokojem -bez słowie -to trudne

Spokojnie- już cisza, a wcześniej gwar przecież


Co każdą drobnostkę roztrząsał by znikła

Spokojnie po ciszy nic nie ma

Spokojnie- niech z końca każdy z nas skorzysta.

Pustostany

W Pustostanach przesiaduje

Nic tam nie ma, a jest wszystko

W pustodzwięki się wsłuchuje

Brzmi to wszakże, ale brzydko


W pustosłowach dzień opływa

Gada każdy, lecz o niczym

W pustochwilach mija życie

To normalność, zwana niczym


W pustogestach dzień upływa

No są przecież -lecz niewarte

W pustostanach świadomości

Tyle miejsca jest dla prawdy.


I wystarczy tylko prawda

By Pustostan się wypełnił

I wyrośnie na nim wszystko

Cała sala się wypełni.


I miłością, łzami, żalem

I uśmiechem szczerym całym

I tym wszystkim nie poznanym

Bo ukrytym w pustostanie.

Ciężar

Czasem czuje się jak kamień

Idę światem ciężka cała

Czasem czuje jakbym

Miała na swej szyi wielki balast


Wiem że odciąć go nie mogę

Będzie wisieć całe życie

Ale dźwigam go na sobie

To talizman mój na życie


Czasem ciężar iść przeszkadza

Bo go czujesz w każdej chwili

Czasem marzysz żeby został

Gdzieś za tobą-ból niemiły


Lecz daje siłę wręcz ogromną

Kiedy przywykniesz do noszenia

Jestem ciężka, silna duchem

Świat powoli mój się zmienia.


A gdy chwila przyjdzie czasem

Że z ciężarem się pogodzę

Staje lekka się na chwilę

I podnoszę swoja głowę


Zamiast kamieni widzę niebo

Zamiast dróg szarych słońce cudne

Zamiast butów widzę zieleń

Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.


Kiedy w głowie milion myśli

Które ciążą niczym kamień

Dam ulecieć im na chwilę

Dam im odejść jak najdalej


Kiedy w głowie chaos wielki

I ogromny ból sumienia

Dam ja sobie chwile małą

Niech to chwila jest wytchnienia


No a potem się pogodzę

Sama z sobą z tym co było

Jestem teraz innym człekiem

Świat mnie skopał z wielką siłą


Ale nic to ja nie jedna

Wszak nas tutaj cała zgraja

Co już dna sięgnęła wszakże

I odbiła się i działa


A jak działa-na sto procent

Tak jak nigdy, bo i musi

Gdy przeżyłeś koniec świata

Inne końce bzdety durne.

Nie kopie

Już nie kopie dosyć tego

I tak sensu tam nie znajdę

Już nie kopie nie dociekam

Wszak co było dawno za mną

Już nie czekam, bo i po co

To czekanie zawsze boli

Już nie myślę jest co miało

Przyzwyczaję się powoli.

Już prawie jestem jak dawniej

Już prawie jestem jak dawniej

Już prawie się poskładałam

Już lepce zdarłam, co na mnie

Pęknięć nie widać -wciąż działam


Już prawie jestem jak nowa

Choć bagaż wielki na plecach

Dźwigam go co dzień na sobie

Ale już lżejszy, mniej gniecie


Już prawie jestem jak dawniej

Choć może NOWA- brzmi lepiej

Nie da się skleić wazonu

Pęknięcia będą na wieki


Już prawie to piękne słowo

Bo nie do końca, nie pewne

Prawie- ja teraz o sobie

Jak zawsze-bo w sercu mnie gniecie.

Nie wierzę w obietnice

Nie wierze w obietnice

Nie wierze na zawsze

Wieże tylko w dzisiaj

Tylko dziś jest ważne

Nie wierzę w za tydzień

Bo wszystko się zmienia

Jutra może nie być

— JUTRO-wielka ściema

To przywara wielka

Ta niewiara taka

Mam tak już od dziecka

Od zawsze ja taka

Jak wierzyć w na zawsze

Gdy człek zmiennokształtny

Gdy raz czuje jedno

A potem inaczej

Mnie już po prostu

Nic w życiu nie zdziwi

Wieże tylko w jedno

WARTO BYĆ UCZCIWYM!

Nie można mieć pretensji

Do drugiego człeka

Że jego na zawsze

Jest szybkie jak rzeka

A rzeki są różne

Jak ludzie kochani

Jedne wartko płyną

Inne zadumane

Jedne stoją w miejscu

Prawie nieruchomo

A drugie cóż czynić

Pędzą jak szalone

Najlepsze w tym wszystkim

I prawda jest taka

Że każda z tych rzeczek

Jest wszakże jednaka

W jednym miejscu staje

Tak na dłuższą chwilę

A z innego pędzi

Ucieka- PRECZ IDZIE

Wole być jak rzeka

Ta zmienna i stała

Niż tkwić jak most na nią

Bez celu-TO BANAŁ!

Tak go postawili

I tak stać on musi

Jedno jeno widzi

NA BANK SIĘ UDUSI!

Najgorsze gdy mostom

To już nie przeszkadza

Tak stoją i tyle

Mówią taka karma

Jest jeden most inny

Zakochał się w rzece

Ona snuje Baśnie

On słucha i rzecze

Praw mi swoje historie

Ja tu zawsze stoję

Płyń szybko lub wolno

Nie ważne -BOŚ MOJA

To chyba jedyny most

taki na świecie

Reszta jeno stoi

Olewa kobietę

A może bzdury pletę

Oceńcie to sami

Jakimi jesteście

Mostami-rzekami?

SEN SAMOBÓJCY

Chciała zasnąć tak po prostu, zamknąć oczy lekko tylko.

Chciała zasnąć i nic nie czuć, nie czuć bólu

— pustką wszystko.

Swoje slajdy wyciągnęła, te co w głowie skrzętnie skryte

Puszcza sobie, je powoli i analizuje życie

Kilka łez, tych ciężkich mocnych wydostało się ze środka

A myślała że już nie ma-toż już tyle łez tych poszło.

Uśmiech lekkich się pojawił, lecz przyćmiła go ta ciemność

Przeświadczenie w środku takie

— że jej już jest wszystko jedno.

Zamkła oczy, bardzo mocno, w duchu powiedziała słowa

— ja chce dalej, tu mnie nie trza. Może teraz inna droga.

Nagle oczy swe otwiera, jest na pięknej polnej drodze

Wokół kwiaty, zboża, scena, a na scenie kwartet godny.

Stoi z boku, wszędzie cisza, nic nie słyszy- nic nie czuje.

Tylko w duszy gra muzyka, zero lęków, strachów, złudzeń.

Zero złości i złych myśli, które to wracały stale

— jestem wolna –pomyślała-i zrobiła krok ciut dalej.

A z tym krokiem, jest gdzie indziej, dzika plaża cała pusta

Mewy krzyczą do niej z nieba, ryba skacze, cudna — boska

— ja pamiętam-pomyślała

— ja pamiętam tamtą drogę, ta co strasznie tak bolała

ale już mam lekkość w sobie.

Chcę pamiętać, już na zawsze ale nie chcę czuć jej wcale.

Wolę pusta być już w środku

— lecz pamiętać chce zuchwale.

JUŻ NIE KOLORUJĘ

Kolorujesz coś, bo się przytrafiło bo już jest

Kolorujesz cos bo nie wypada inaczej

Kolorujesz coś bo musisz-wiesz że tak trzeba

I kolorujesz to codziennie

— od momentu gdy tylko otwierasz oczy


Ale nagle kończą ci się farby, to coś blednie

i zaczyna mieć swoje kolory

A ty dochodzisz do wniosku

że nie możesz nawet na patrzeć


Potem zaczynasz się zastanawiać-jak to się stało

I mówisz do siebie że chyba masz za dobre farby

Myślisz co zrobić, może zdołasz jeszcze trochę

swoich kolorów wygrzebać


Ale nie dajesz rady, jesteś w szoku

i myślisz że jesteś trochę oszustem

Oszustem bo okłamałaś sama siebie

— bo patrzysz- a to co inne stoi


Słuchasz- a to co inne mówi

— nie wiesz co robić-czekasz

Aż nagle, nie możesz już czekać

to coś psuje ci twój kolor, twoją aurę


Myślisz sobie. Ja lubię swoje kolory

ja nie chcę-przecież nie mogę

Nie mogę pozwolić na to by moje kolory umarły

— bo wtedy mnie nie ma


Może już mnie nie ma-pytasz sama siebie

— ale jesteś-oddychasz

Bierzesz wielki oddech i odchodzisz

bo lepsze dla ciebie życie samej


Farby się skończyły, albo ktoś zdjął ci klapki z oczu

— jesteś załamana

Jesteś zła na swoja głupotę

— bo to głupota była-byłaś za dobra

— ale nie dla siebie


Nie byłaś dobra dla siebie.

Akceptowałaś coś czego nie powinnaś.

Jesteś szczęśliwa, szczęśliwa

że już wiesz-a potem wściekła

że powiedziałaś a nie szanują.


Nigdy nie mówiłaś dwa razy

raz powinno wystarczyć- nie pamiętają

Potem emocje w tobie wzbierają

ogromne emocje i wariujesz

— bo nie masz wyjścia.


Jesteś a nic nie możesz

a przecież zawsze musiałaś dawać radę

i byłaś z tego dumna.

Jesteś skreślona-ale ty się nie skreślasz

— wstajesz i idziesz dalej, wlokąc głowę przy betonie.


Potem ją podnosisz, bo widzisz

że tak niewygodnie się chodzi

— chcesz żyć-mimo wszystko

Priorytety runęły, autorytetów nie

— jesteś tylko ty-twoja walka-twoja walka o siebie


Ponowna walka, bo już kiedyś ją wygrałaś.

Nie rozumiesz dlaczego i po co

Nie pojmujesz czemu ktoś sprawił

że zgasłaś-lubiłaś siebie kiedyś-zdołałaś polubić


A teraz –teraz jesteś szkicem

— czujesz się niczym-przecież

tyle wiesz-wstydzisz się tego.

Zabijasz wstyd, opróżniasz dzban

myjesz go, sklejasz pekniecia

i nalewasz czystej wody

Chodzisz tak długo, ale ona

kiśnie w środku nienawidzisz

Nie chcesz tego- to okropna uczucie-złe

Wylewasz wodę i chodzisz pusta

źle Ci z tym-bo to nie ty

Boisz się śmiać, płakać

— boisz się lekko oddychać-czujesz się stara

Ale wychodzi słońce, wspomnienia wracają

zaczynasz się uśmiechać

Jest ci wstyd, ale jesteś dumna

dumna z siebie-jakim

pięknym człowiekiem byłaś

Jesteś dumna jak mocno czułaś

jaka byłaś dzielna, jaka dociekliwa –jaka ludzka

I myślisz –jeszcze mam czas

— napełnię dzban-nauczę się czuć……

….tu milkniesz

Przecież czujesz, wszystko pamiętasz

masz siłę –teraz tylko żyć ale tak jak ty chcesz

Bo nikt za ciebie życia nie przeżyje………..

Miałaś za dobre farby i serce

— nikt ci nie może wmawiać

co czujesz-bo to twoje-tylko twoje

Mówisz nawzajem…………

bo to nie to………..nie tak

jak kiedyś ze wstydu, czy zakłopotania, czy strachu

Nawzajem z szacunku do samej siebie

bo dwa proste słowa zawsze coś dla ciebie znaczyły

A potem już nie, potem

stały się tylko słowami-tylko………

…….nie lubisz tylko

Więc ktoś ci mówi powiedz

— to tylko dwa proste słowa

a ty z uśmiechem odpowiadasz DE MONO

Jaka to melodiaaaaaaaaaaaaaa…………

……….i ten ktoś nie rozumie

a ty masz dość, bo to takie proste

Stara, zużyta patrzysz w lustro

i odpalasz DE MONO………. I obiecujesz sobie

JA JUŻ KURQWA NIE CHCĘ UDAWAĆ

— też jestem WAŻNA… Przepraszam.

Ja nie umiem udawać…………….

Biblioteka Akashy

Jesteśmy jak księga wypchana po brzegi

Albo jak ksiąg tysiąc na półkach wszechświata

Może swoje półki mamy lecz nie wiemy

Swoje własne życia schowane w zaświatach

Jesteśmy jak księga wielka, poszarpana

Bo czytana co dzień chodź sami nie wiemy

Gdy wspomnienie wraca, to jest wyciągana

Daje lekcję teraz, uśmiech, ból, łzy, szczęście.

Czasem strach jest czytać niektóre rozdziały

Bo przynoszą gorycz, żal i smutków masę

Ale jest ten rozdział, toż nie pominiemy

Książkę czytać trzeba, po kolei zawsze.

Są takie lektury, prosto z życia wzięte

O to jest ta książka, tuż przy prawej stronie

Że wracamy do nich z największym przejęciem

I czytamy stale, bez przerwy i codziennie.

Są i takie i księgi na tej naszej półce

Co leży daleko w naszej świadomości

Że sięgamy po nie- po lekcje po prostu

Sprawdzić co źle było-a co było dobrze.

Łatwo czytaj wszakże losy innych ludzi

Utkane z słów wielu, wielkiego autora

A o sobie czytać, czy ciężko czy nudnie?

Nie- to nasze tylko- to tylko nasz temat.

Wiem że są i ludzie co ksiąg nie czytają

Co żyją tu teraz, bez łez i rozczuleń

Zazdroszczę im szczerze, spokoju i wiary

Zazdroszczę im szczerze, że żyją bez złudzeń.

Lecz lubię swe księgi, nawet te co smutne

Te co je w okładkę czarna przyodziałam

Uczyć się z nich będę, co dzień- bo i muszę

Zawsze wszystko zbytnio mocno pamiętałam.

Wiec teraz o sobie czytam sobie czasem

Rozsiadam się cicho wśród gwiazd w bibliotece

A piszę co inne, by lżej było duszy

Tam się księgi tworzą- moje-lecz już piękne.

DEMONY

„Demony widzieć”…to wspaniałą sprawa

Czy on wie o czym myślę

TOZ TO NIE WYPADA!!!

Czasem można się mylić w domniemaniu myślenia

Czasem lepiej rozdzielić dialog jasna cholera

Czy to co masz w głowie należy do ciebie

Zastanów się dobrze

TAK ZACZNIJ OD SIEBIE!

Inni też mogą słyszeć jeśli zawrą się w sobie

Skupia swoje myślenie, myślą że nikt się nie dowie

Bo takich jak ja jest ze setek pięć

Odliczanie zaczynam

Sześć, trzy, osiem, pięć

A na koniec trzy-sześć i dziewiątek trzy

Do góry nogami-zaczynami żyć.

DO KOŚCIUŁA

Jedne buty były w domu, wiem być może to szalone Ale bida była wszędzie, marzły stopy, marzły rynce Babcia wiec do drutów siadła Masz tu Benka-boś tys ładna Znów wygrała larwa wredna Idź ty Alka-tys jest wredna Do kościoła pierwsza idziesz Idź ja proszę wstrętny żydzie CO??…wypraszam mamo sobie, ja już wincej nic nie powim Oj to kara jest okrutna Mów ja proszę- Tyś jest cudna Jedne buty przecia mamy -idziesz pierwsze potem Bachu Bachu?...toż go ni ma jeszcze Mamo znowu czuje dreszcze Idź ty dziąsło idź czym pryndzej- weź ty Boga w swoje rynce Co ty oszalałaś mamo-rymem gadasz? toz cię zamkną Dobrze ja już milczę sobie nikt nie słyszy? NIC NIE POWIEM
Pójdziesz WRESZCIE KSIADZ JUŻ CZYKA… DOBRZE IDĘ Gdzie jest Benka? Boże dziecko jedne buty- idź czym pryndzej będą baty Dobrze mamo już wędruje-znów dostane w szkole dwóje Benka pójdzie sobie potem A o Bachu se zapomnij Co zapomnij nie ma mowy,…on jest piękny wyjątkowy On zaśpiewa mi operę- CO?…operę ja nie wierze Mamko znów rymujesz w głowie Ciii co w głowie to je moje.. IDZ BO KSIADZ NASZ PRZECHRZCI PRZECIE IDE MAMO-BĘDZIE TRZECIE? Dobrze dobrze już wychodzę
Bóg jest z tobą- Diabeł w Tobie

NIE WIERZĘ W OBIETNICE

Nie wierze w obietnice

Nie wierze na zawsze

Wieże tylko w dzisiaj

Tylko dziś jest ważne

Nie wierzę w za tydzień

Bo wszystko się zmienia

Jutra może nie być

— JUTRO-wielka ściema

To przywara wielka

Ta niewiara taka

Mam tak już od dziecka

Od zawsze ja taka

Jak wierzyć w na zawsze

Gdy człek zmiennokształtny

Gdy raz czuje jedno

A potem inaczej

Mnie już po prostu

Nic w życiu nie zdziwi

Wieże tylko w jedno

WARTO BYĆ UCZCIWYM!

Nie można mieć pretensji

Do drugiego człeka

Że jego na zawsze

Jest szybkie jak rzeka

A rzeki są różne

Jak ludzie kochani

Jedne wartko płyną

Inne zadumane

Jedne stoją w miejscu

Prawie nieruchomo

A drugie cóż czynić

Pędzą jak szalone

Najlepsze w tym wszystkim

I prawda jest taka

Że każda z tych rzeczek

Jest wszakże jednaka

W jednym miejscu staje

Tak na dłuższą chwilę

A z innego pędzi

Ucieka- PRECZ IDZIE

Wole być jak rzeka

Ta zmienna i stała

Niż tkwić jak most na nią

Bez celu-TO BANAŁ!

Tak go postawili

I tak stać on musi

Jedno jeno widzi

NA BANK SIĘ UDUSI!

Najgorsze gdy mostom

To już nie przeszkadza

Tak stoją i tyle

Mówią taka karma

Jest jeden most inny

Zakochał się w rzece

Ona snuje Baśnie

On słucha i rzecze

Praw mi swoje historie

Ja tu zawsze stoję

Płyń szybko lub wolno

Nie ważne -BOŚ MOJA

To chyba jedyny most

taki na świecie

Reszta jeno stoi

Olewa kobietę

A może bzdury pletę

Oceńcie to sami

Jakimi jesteście

Mostami-rzekami?

PARASOL

Bądź mi parasolem, gdy burza nad głową

Gdy świat cały na mnie chce legnąć z impetem

Bądź mi parasolem, gdy łzy lecą srogo

Gdy świat cały płacze, ja już płakać nie chcę.

Bądź mi parasolem, który mnie ochroni

Tym który mi godnie, da iść przez to życie

Uwielbiam deszcz ciepły, ale nie ten srogi

Który chce mnie zalać, tym smutkiem ohydnym

Bądź mi parasolem, gdy wokół potoki

Ludzi płaczących nad wszystkim i niczym

Bądź mi parasolem, a ja tu postoję

Nauczę się cieszyć tym deszczem co płynie.

Wilki

Wilki stały przy mnie, cicho i spokojnie

Były stałe obok, chodź ich nie widziałam

Wilki czasem do mnie zawyły tak mocno

Że przy blasku nocy z dala je słyszałam

Wilki to dwa były, moje z krwi co we mnie

Nie skarżone żalem, ani kpiną nigdy

Zawsze byłam dla nich, one mi zbyteczne

Nie musiały walczyć-by kochać je miałam.

Wilki raz dostrzegły, że dusze ja tracę

Że tchu mi brakuje i prawie mnie nie ma

Rozjuszone bardzo, rozpoczęły walkę

Nie taką jak wszystkie- całkiem inną- naszą.

Wilki dały siłę, pokazały drogę

Dały mi świadomość, że nie jestem sama

Potem gdym ruszyła, dalej w swoją stronę

Schowały się w knieje- wy dla mnie

JA DLA WAS.

Nie wiem

Ktoś mi rzekł ostatnio, że każdy wiersz inny

W każdym co innego strugiem liter płynie

W każdym inny temat, emocje ciut inne

W każdym inne frazy, inaczej ukryte

Racja to jest przeto, jam inna co chwile

A może tak sama, jeno inne czucie

Toż jak wstajesz rano, nie wiesz jak dzień będzie

Czy opłynie w ciszy, czy w żalu okrutnym

Toż gdy wstajesz rano, nie wiesz jaka chwila

Tam do twojej głowy, wtargnie z wielką siłą

Czy to jest wspomnienie idealne cudne

Czy te które kipi, smutkiem, żalem, kpiną

Toż gdy wstanę rano, nie wiem cóż się zdarzy

Jakich ludzi spotkam i jakie spojrzenia

Co z ich ust wypłynie i jakie ołtarze

Nieco bałwochwalstwa, nieco uniesienia?

Nieco ignorancji i zadumy w sobie

Nieco zdań odmiennych, ale nie krzywdzących

Nie wiem co za chwilę, zagości w mej głowie

I co spisać zechcę-też ja tego nie wiem

Ale wiem ja jedno, że wszystko co spiszę

To już tu zostanie, bo na karcie leży

To jest tylko przecież, moje marne życie

Grunt je jakoś przeżyć-PO PROSTU JE PRZEZYĆ.

Miłość z daleka

Jak to jest z miłością, co w środku nas drzemie

Co jest tam ukryta, tak skrzętnie schowana

Co czujesz ją wszakże, ale sam już nie wiesz

Czy cI których kochasz, czują ją też nadal

Jak jest z tym wszystkim, co miłość się zowie

Ta która na filmach, aż tryska na boki

Czy jeden gest mały tak ważny dla Ciebie

Ten drugi kochany, odczuje na sobie

Jak to jest z kochaniem, tych którzy daleko

Czy musisz codziennie im pisać te słowa

Czy oni twe myśli przechwycą z daleka

Twe serce co stale, krzyczy do nich woła

A może ja miłość tą nazwę inaczej

Będę ją dawkować jak mogę, jak muszę

A potem po latach sama ją zobaczę

Czy doszedł telegram-jeden drugi, tuzin.

Zobaczę ja potem, czy język mój trudny

Został zrozumiany, tak jak być powinien

Świat nasz dookoła jest tak bardzo trudny

Że trzeba ta miłość telegramem puścić.

Być może i piękniej gdy miłość tuz obok

Nawet i nie może, a przecież na pewno

To wszakże cudowne móc jest kogoś dotknąć,

Przytulić, ukochać-okadzić go pięknem.

Czasem pozostaje, z daleka słać listy

I wierzyć że słowa, gesty zrozumiałe

A potem zobaczyć, po prostu co przyjdzie

Wyglądam ja listu, wyglądam go stale.

A potem spotkania, od tak i po prostu

Gdy ludzie się znają i kochają mocno

Że takie widzenie, wisienką na torcie

Zwykłe takie proste, ale jakże szczodre

I świadomość taka, że wystarczy słowo

W telegramie waszym do mnie napisanym

A ja biorę torbę i jestem tuz obok

Zrobię to co mogę i powiem

NA RAZIE…..

Moja piosenka

I nadejdzie taki czas

Kiedy znowu się obudzę

Świat znów będzie dla mnie grał

A ja wreszcie to poczuję

Zapamiętam każdą łzę

Każdy gest i każda chwilę

Nigdy nie strasz piekłem mnie

Bo przez chwilę już tam byłam

Zapamiętaj stróżu mój

Który zawsze przy mnie stoisz

Gdy się potknę wstanę znów

A ty tylko zamknij oczy

Potem powiedz mi we snie

Że niczego nie żałujesz

Byłeś zawsze ja to wiem

I codziennie mocno czuję

Nigdy nie strasz piekłem mnie

Bo już nigdy tam nie wejdę

Możesz zrobić to co chcesz

Ale już nie trafisz we mnie

Teraz inny widzę świat

Inne drogi, innych ludzi

Moje lęki zabrał wiatr

Dobrze wiedział jak je stłumić

Ogień płonie w sercu mym

Czasem pali mnie od środka

I dziękuję że on jest

Dzięki niemu zyciu sprostam

Woda chłodzi skronie me

Co dzień czyści moje ciało

Dusza w środku krzyczy wręcz

Że tak wiele nam zostało

Być może jestem nikim na arenie świata. Być może wiele końców świata tutaj będzie. Być może kiedyś jak w piach pójdzie wszystko. Ale jednak będę -chodź trochę tu będę.

Być może nic nie wniosą moje słowa, być może niczym dla tych co czytają. A może jednak trafi jakaś cząstka-bo duszy mało-Stale krzyczy mało.

A krzyczę tutaj, jeno trochę szeptem, o marzeniach, planach i tym co gra w duszy. Tym co chce w tej chwili wyjść tu na powierzchnie i daje oddech, daje spokój cudny.

W bajkach, wierszach, strofach wplatam ja to wszystko, to co być już było, co mogło, co chciało… A jak mi wychodzi.. To już nie rzecz moja… Proszę się częstować i oceniać śmiało.

PROTEST SZPILKI

Wbijaj we mnie szpilki

To ból wszak niewielki

Tak jest wyczuwalny

I mierzi przez chwile

Ale wiem że minie

Znam i bóle większe

Przywyknę do niego

Od niego nie zginę

Wbijaj ile możesz

Po woli, po trochu

Wszak to takie fajne

Wiedzieć ze masz władzę

Co mnie boli wiesz wszak

Dobrze wiesz co zrobić

By mnie to zakłuło

A nie było śladów

Wbijaj we mnie szpilki

Spokojnie po trochu

Ja je będę nosić

Do kresu swej drogi

Nie wiem co z nich przyjdzie

Nie wiem ani trochu

Niech se we mnie siedzą

Grunt że już nie boli

Ale zapamiętaj

Ze każda ta szpilka

To także wspomnienie

Złe i tak krzywdzące

Nie czuć go wszak stale

Ale tylko chwilę

Kiedy się poruszę

W tym jest cały szkopuł

Wiec zamrę w bezruchu

Któż wszak lubi cierpieć

Nie będę się ruszać tyle ile mogę

A gdy jednak drgnę nagle

Zapamiętaj sobie

Ze wraca wspomnienie

I myślę o Tobie

Być może nie święta

Być może nie wcale

Ale kłamstwem nigdy

Ust swych nie splamiłam

Być może wybuchłam

swym gniewie zuchwałym

Każda jedna jak ja

Wulkanem by była.

ŻYCIE JEST JAK KSIĄŻKA

Życie jest jak książka pisze się po trochu

Która się zapełnia dzień, rok- krok po kroku

Czytasz ją codziennie, jesteś bohaterem

Grasz w niej swoją rolę, świat Ci reżyserem

Inni ludzie obok niby Ci statyści

Zmiany w scenariuszu robią wręcz drastyczne

Jedni coś pięknego i cudne wspomnienia

A inni pogardę i chęć zapomnienia

A jak to jest z książką którą już przeczytasz

Czy możesz zapomnieć? -czy ona ci znika?

Nie nie zniknie nigdy, będzie w tobie zawsze

A pewne jej strofy powrócą gdy zaśniesz

Niektóre powrócą gdy będzie potrzeba

Żeby Ci pokazać kawałeczek nieba

Ten który ktoś wcześniej w książkę już swą schował

Ty teraz to widzisz- radość jest ogromna.

A te złe rozdziały, te sceny niemiłe?

Czy da się wymazać?

Nie — to niemożliwe!

Te zostają z nami, już na całe życie.

Obraz już masz w głowie-on nigdy nie zniknie.

Teraz nasza książka i my w niej schowani

Da się wyrwać kartkę-zaraz posprzątamy!

Da się coś zamazać bach i tego nie ma

Nie ma już na kartce

W głowie tkwi ta scena

Można się nauczyć czytać ciężkie chwile

Czytam je wiec w kółko-dobrze znam już finał

Czytam tylko po to, by się przyzwyczaić

Trudno już spisane

Więc uczę się dalej

Uczę się więc siebie

Uczę powolutku

Będę czytać sceny

Codziennie do skutku

Az mi będę niczym

Zginą w mojej głowie

Powiem wtedy

Trudno-było-nie zniknie

Ale już nie problem!

Rzucam swoje życie, emocje i chwile

Na karcie spisuje-dobrze znając finał

Rzucam tam to wszystko co bolało wielce

Rzucam tam to moje rozdeptane serce

Po mi to wszystko, po co ja to robię

Nie mam ja nic z tego, tylko pełna głowę

Toż gdy pisze wracam, myśli me wędrują

Mogłabym nic przecież- Nie! -inaczej zginę

To są moje lekcje, lekcje osobiste

Spisanie to chwila, a potem korzyści

Bo czytam się potem, czytam samą siebie

Uczę się rozdziałów idzie coraz lepiej.

Wiem wszak jak się czułam, pamiętam to przecież

A nawet to czytam, stale nieugięcie

I boli ciut mniej już, a nawet i wcale

Zależy co czytam, na co zaraz trafię

Wiem że przyjdzie pora, że wrócę do tego

I będzie mi w duszy, przyjemnie i lekko

I powiem ja sobie, z wielką dumą w sercu

Mogło mnie tu nie być a świat jest tak piękny!

TERAPIA Z MARZEŃ utkana

Mam ja terapię z marzeń utkana

Która sama przyszła, sama się stworzyła

Spisuje swe lęki, spisuje obrazy

A potem to czytam-czasem jest niemiło.

Potem się z tym godzę to kolejny etap

Chyba etapami nam to życie płynie

Tamto jest już za mną, spisane- czas przepadł

I wkracza nadzieja chodź na krótką chwilę

Jest to kołowrotem bo lat mam już parę

Trochę w moim filmie już się wydarzyło

Ale mam najlepsza na świecie terapię

Nauczyć się godzić z tym co wcześniej było.

Rozkazuję sobie już się nie przejmować

Rozkazuję sobie nie rozpamiętywać

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 14.18 9
drukowana A5
za 56.35