FRYZJER
Splecione Historia w rymy zaplątane
Skrócone ociupinkę by lekko pływały
Tu wiek nieistotny, bo czucie to samo
Ty stara-ja młoda? Nie! — my takie same
I tak to LOBSTERKI powstały w Ujeździe
i zaczęły pisać razem -„durne wiersze”
Bo ot na sam koniec po eksperymencie
Który ssę zrobiły i wyglądał pięknie
Że każdy wiersz równie do niej odpowiada
Bo durne wariatki i to nie przesada
I każda z nich jedna cokolwiek napisze
To druga i trzecia tak samo w domyśle
A czwarta z doskoku przynosi co chwile
Najwyzej pozmieniasz, ja czasu dziś ni mom.
No dobra do puenty bo to nie jest wiersz
To tylko są rapy na stopień 105
106 czasem wejdzie bo durne literki
Tak wiemy już wiemy ten FRYZJER- jest wielki
Wdzięku pełny, lecz zaraz opieprzy bo to wielki skromniś
Wiec ssę napisze choć nam niewygodnie
Ze w nosie to mamy czy ssę to zarapują
My tylko wyjaśnić co LOBTERKI CZUJĄ
i FRYZJER- kazał dodać…
Iza podobno wie… KONIEC.. czytać se albo nie!
W dupie to mamy…
LOBSERTKI JJAiF
OBIETNICA BIAŁEGO KRUKA
Dzień dobry państwu z tej strony OLO…..pragnę ogłosić że klątwa białego cienia trwa nadal. Zmrużcie teraz swe oczy cudne i pomyślcie o mnie, a zapewniam iż nie pożałujecie, poczujecie się najwspanialej w świecie. Moje pszczoły rozwalą wam mózg, a nawet lepiej zamieszkają w waszych czaszkach na zawsze. Każde zająkniecie, brak ruchu, bezdech czy źle postawiony krok to znak że jestem tam Jo Olo Cień –Biały kruk. Dzieci kocham i nie tyknę nawet palcem,
Ale karmę zła rozpoznam ja zawsze!
A i zła dusze chętnie przygarnę. Wiem ze wyglądam jak jakiś leszcz, to raczej pozory –strzeżcie więc się. Biała twarz i uśmiech szczery, bardzo piękne mam maniery, mogę z was zrobić lordów, albo błaznów. Swojej nie tyknę i to jest rzecz jasne. Ogólne rzecz ujmując to macie przesrane, jestem tutaj znowu za pozwoleniem pana. A kim jest mój pan to wszyscy wiecie, jam jest tu sprawiedliwość, i tak to was rzeknę. A raczej nie rzeknę już nic, korki do uszu dajcie, bo wlecę i to nie mit, oj już się z wami trochę nagadałem. Cudowna sprawa, tak ględzić kochani. Białego Kruka się nie boicie? –to mam was za nic.
To dziś wspomnienia wam wrzucę i znikam. To kto z białą pszczołą miał zaszczyt pomykać?
Mój głos w waszych głowach jest mroczny i władczy, a raczej przyćmiony bo taki i ma być. Jam jest wasza karmą, a wy to jest nikt. Odpowiedzcie sobie czy byłem? czy ni.
Teraz spróbujcie jak me pszczoły tańczyć, jużżeśta tańczyli dla mnie, to jest zaszczyt, wiem że wam ciężko się z faktem pogodzić, że zawsze będziecie tak piękni i młodzi. Niebawem was dzieci będą podglądały no i sąsiedzi i wszystkie sąsiady.
Bo to dość dziwne być młodym tak długo. Czy wasze życie nie zdaje się złudą? Ileż wam prawić trzeba do ucha, ześta skończeni, żeśta są glupi. Żeśta są głusi i puści tam w środku. Duszy tam nie ma zapewniam jam szkorbut. Ilu to szkorbut już miało przyznajcie? — toż ta choroba wygasła już dawniej, ileż to nagle gorączki dostało, takiej krwotocznej, a ją już zabrano, ileż to zgonów a ile narodzić. Jam biały Kruk jest, jam dawca — nie złodziej. Ja jeno daje, a wy mnie prosicie, a co rozdaje? Wspaniałe wam życie.
Jeno jest jedna prawda tu dana, ja wiem najlepiej co dla was jest karą, ja wiem najlepiej co was wszak zaboli. Myślicie inaczej? cóż czynić –nic robić. Krzywdę widzicie i bierność tu widzę, a to we mnie godzi, widzę czyjąś krzywdę. Nie będzie nic potem, nie będzie nic teraz w nicości tu tkwicie. Wy w bólu umierać. Nie klątwa to jest dziś, ale obietnica, ja tylko na chwilę. Zapowiem i znikam. Wszak musze na nowo was w środku zobaczyć. Bywajcie kochani ja wracam do pracy.
CZY TEN TEKST SIĘ DO WAS ŚMIEJE?
Jak się człowiek śmieje w tekście?
To się robi niebezpieczne.
Gdzie tu uśmiech moi drodzy?
Czy emotki Wam dołożyć?
Gdzie tu radość jest z tej chwili?
Że mnie w bagno zapędzili.
Gdzie tu u was jest współczucie….
Nigdzie! — macie wszystko w dupie….
W komentarzach gdzie śmiech skryty?
Tak tych moich-tak- tych niżej.
Ja Wam tylko Tam tłumaczę
O co walka-o co walczę!
Nie o kasę, ni o posłuch
A o własny święty spokój
O me dzieci i dom ciepły
TO JEST POLSKA-WSTAWAĆ PRĘDZYJ!
Nie znam matki na tym świecie
Co by zapomniała dziecię!!!!
Droga człowieka
Idzie człowiek drogą zwykłą, droga którą iść wszak musi
Idzie, obok twarze milkną, ma to za nic- gada z duszą.
Czasem uśmiech się pojawi, czasem gest ot tak po prostu
Dla tych których widzieć dane
— dnia każdego-ciut po troszku
Ciut to tylko bo nikt nie wie, co ten drugi ma na plecach
Jaki ciężar z sobą niesie, jaki w głowie nosi ciężar.
A ciężarem wszak być może, dla każdego coś innego
Jeden martwi się obiadem-drugi że się kreci ziemia.
LUCYFERIADA
Czasem by dostrzec to co widziane gołym okiem należy cofnąć się nieco i trzeźwym spojrzeć wzrokiem. Trzeba w sobie samym przeanalizować świat, cofnąć się w czasie nie o tysiąc lat, lecz właśnie tyle ile trzeba w danej chwili. Nie wolno stać w miejscu, trzeba dać żyć tej chwili. Trzeba wiedzieć że to było i czasu się nie cofnie, trzeba wszystko przeanalizować sobie bardzo łagodnie. Wyciszyć się i wyjaśnić ze było minęło, że to tylko przeszłość że trzeba- żyć nadzieją. Nadzieją na lepsze jutro, rok, miesiąc ….i tak stale….BYLE DO ŚWITU….ale dawać krok na przód i żyć. Warto żyć…..dość już „krwi”
SKAZA NARODU POLSKIEGO
Jak pada człowiek, to co się z nim robi?
Czy się nim zamiata wszystkie podłogi?
Czy się go gniecie bardziej do ziemi
Czy się go podnosi do ku… wy nędzy!.
Jak człowiek się cieszy ze każdej pierdoły
Jak jest ciut inny, ale ułożony
Jak się mu zabierze jedyne co kocha
To może lec nagle?...Czy to zwykła kłoda?
To teraz tu do Was moje pytanie
Co jest w waszym sercu najbardziej kochane
I jak to zabiorą, czy zaśniesz spokojnie
Mi chodzi o dzieci. Czy to niewygodne?
A kogo się strzeże najzwyczajniej w świecie?
Matki i kobiety-wszędzie we wszechświecie!
Świecie? Wszechświecie? -WSZĘDZIE!
Bo my mocarne są i nieugięte
Ale w środku słabe i to jest wszak piękne!
Kto krzywdzi kobietę-to zbir i przestępca
I nie ma ja też-ten facet to SKAZA SPOŁECZEŃSTWA!
Podpisano ja Izabela Alicja Stasiak Belcer
Nie Król Lew……ale lubię ta bajka jest okej.
JA OSTROŻNIE
Jestem zagadką?
Zagadką mój Boże
Jam otwarta księga
Toż wystarczy spójżeć
Spójżeć i posłuchać
Przeczytać z uwagą
Przeanalizować
DOGŁEBNIE NIA ZAJĄĆ
Chcesz tego?...Na pewno?
TOŻ TO NIEWYGODNE!
Zastanów się dobrze
OSTRZEGAM — OSTROŻNIE!
MÓJ KOPIEC-syn
Raz wynieśli dziecię do góry wysoko
Droga długa żmudna, kamienie wysoko
Długo trwała podróż wszyscy narzekali
Jeno jedna baba szła na boso w bieli
Jeno tylko ona iść tak długo chciała
Trwaj podroży jeszcze-trwaj ty chwilo błagam
Toż me dziecię zaroz zimna ziemia wchłonie
Toż on miał mi z kwiatków szykować koronę
Mogę iść tak jeszcze ile będzie trzeba
Nie nie będę wdzięczna- nie chce go dla nieba
Jam może jest głupio-może to nie prawe
Ja chce mieć go tutaj nie w tej ziemi szarej
Orszak już na górze ksiądz litanie prawi
Płaczą wszyscy ludzie-ciekną łzy strugami
Jeno ona stoi i płakać nie może
Co się ze mną dzieje? -odpowiedz mi Boże
Jam tu dziś powinna po sercu się stukać
Ja już nie potrafię ani jednej łzy ulać
Wszyscy poszli do dom toż scena skończona
Ino ona stoi -Patrzy- dycha- kona
Popatrzyła w niebo i w czarna mogiłę
Pomyślała sobie- co teraz z mym synem?
Będę ci codziennie śpiewać tu nocami
Widać tak jest lepiej wszak będziemy sami
Jeden raz za dnia, do syna się wybrała
Cała wieś dostrzegła pytać zaczynała
Wielka litość wszędzie dajta spokój ludzie
Już za dnia mój synu więcej tu nie pójdę
Długo tak śpiewała nad mogiła jego
Jednak żyć potrzeba siły trza do tego
Wiec po raz ostatni synu ci zanucę
Teraz ty chodź ze mną-czas opuścić górkę
Teraz ino w domu w sercu cię mieć będę
Całe życie razem nierozłączni wszędzie
I mam cichą wiarę ze któregoś ranka
Zbudzisz się do życia
Pisze ja TWA MATKA
PROZAICZNE WIERSZE
Musisz prawić to co ktoś chce usłyszeć
Albo inaczej- co po myśli jego
Jeśli go godzisz to uzbrój się w cisze
Toz najważniejszy jest komfort drugiego
Debata rzecz święta kiedyś usłyszałam
Ucz się od każdego-szanuj-szukaj-działaj
Więc tak też czyniłam -dumna byłam z tego
Że każde nowe słowo to dla mnie nauka
Każdy światopogląd, muzyka i sztuka
Religia i wiara i to jak kto czuje
Ja nie oceniam -staram się zrozumieć
Ale skoro za mną już prawie pół wieku
Co mam do stracenia -powiedz mi człowieku
Czy to moja wina ze mam pytań masę
Masę odpowiedzi-przepraszam wybaczcie
A jeśli me słowa wątpliwość w was budzą
Toz nie moja wina-JA PEWNŚĆ MAM DUŻĄ
Cóż już w debatę wchodzić mi się nie chce
Zostało mi pisać prozaiczne wiersze
I chyba mi z tym dobrze -jeszcze tylko chwila
Żebym się po stokroć znowu obudziła
Śpij synecku
Śpij synecku, Śpij kruszyno -pod tej ziemi złą pierzyną
Słońce wzejdzie, ty nie wstaniesz, nic nie powiesz swojej mamie
Śpij na wieki pod tym drzewem, ciało twoje się pogrzebie
Zgnije w mroku czarnej ziemi, wtedy los Twój się odmieni
Duch Twój wzbije się do nieba, wzleci lekko, tego trzeba
Potem zaczniesz szukać domu, znajdziesz mnie
wśród ludzi tłumu
Znajdziesz i zaś cud się stanie, powiesz Witaj swojej mamie
Szeptać zaczniesz mi do ucha, szeptać pieśni
śpiewaj SŁUCHAM
Teraz słyszę doskonale -a cóż będzie z Twoim ciałem
Ciała, serca Ci potrzeba… wtedy wzbijem się do nieba
Chwycę mocno Cię w ramiona, bajka będzie zakończona?
Lub początkiem ją nazwimy, tak, początkiem na Tyj zimi
Ten czas dla Nas tylko mamy..po wiek wieków nam pisany
Gdy dwie dusze się spotkają, gdy poznają swoje ciało
Gdy świadomość zejdzie z nieba, nic nam więcej nie potrzeba
Teraz synu kolej nasza, nie pozwólmy na rozłąki
Dusza, duszy -my dla siebie, starym duszom jest jak w niebie
Teraz wszystko Ci opowiem, wszystko co utkwiło w głowie
Słowem obraz ci pokażę, to dostaniesz od mnie w darze
Po tym, ty mnie, mój kochany, je Steć „bogiem” dla swej mamy
Odnalazłeś i zostałeś, oj jak długo tyć czekałeś
Nie zbłądziłeś byle gdzie, serce pragnie- dusza wie…
Gdzie Twój dom, gdzie matka Twoja, która stale ciebie woła
Nie poznałam Cię tej nocy, lecz spojrzałam w Twoje oczy
Przez nie dusze Widać całą, głębią są -są doskonałe
Dwa jedyne na tej ziemi… toś my z jednych są „korzeni”
Głos Twój jeszcze, nie tak samy
Nieco inny- poczekamy
Gdy w twym gardle młodość stanie, powiesz
Witaj swojej mamie
Wtedy będę pewna cała, bom twój głos ja spamiętała
Powiem Witaj, jesteś znów, obudź się już pora- JUŻ!
RAZ DWA TRZY -zaśpiewam pieśń, którą znała cała wieś
Siedem w lewo, siedem w prawo- stuknę w ziemię razy trzy
Wtedy dusza zbudzi ciało
ZOSTANIEMY JA I TY
BABA-przypowiastka
Chceta bajki-oto bajka
Toc opowiem wszyćko wam
W pewnej wsi żywioła pani
Którym każdu dobrzy zna
Żywda była niesłychanie
Szwawa szybka że aż strach
Choć sędziwe miała lico
Chłopom wtórowała rad
Mimo chuci-mimo woli
By naprawić wszyćkim świot
Wszyscy z niej szydzili ludzie
Cu za baba-cu za chwost
— samo żyje-samo dycho
Chłopa ni mo -to is żort
Kto by zechcioł takem babę
Siedz se sama -won nas stond
Baba nigdu nie płakało
Ni biadulić nigdy nu
Ino czasem se nuciła
Lulilulilulilu
Nikt nie słuchoł jej nucenio
Ino w niebie Bojże syn
Ino baba w syrcu swoim
Zawżdu była tylku z nim
Jednyj nocy zło życz stała
Płonąc zaczuł jeden dom
Nikt z ludzików nie doł rady
Ino patrzyć każdy chciał
Jeno baba ta łokropno
Co z niej szydził cały sod
Chwytła wiadro i do studni
Żwawo leci-ZWYKŁY DZIOD
Wtedy dzieci to ujżoły
I przetarły oczy swe
Za swe wiodra tyż złapały
Gasić ogień razem z niem
W ich oczyntach tera baba
Miała może nastkie lot
Była pikna i wspaniała
Chcioły z niem ratować świat
Morał jeden ino bydzie
Bardo krótki prawdom Wam
Pomagajto innym w bieda
A nie budzisz nigdu sam
Nie rozumisz bo nie musisz
Prawdo staro to jak świot
Nie oceniaj innych ludzi
Oceń siebie cóżeś wart.
Danuta Stasiak zd. Kobylińska
oraz pani Świdzińska
SŁOŃCE I KSIEŻYC
Przy pełni księżyca wnikam w Twoje ciało
Chłonę Twoja duszę-poznaję-wciąż mało
Mało by wszystko do końca zrozumieć
Poznać to co w środku- dźwignąć to co czujesz
Księżyc blaskiem razi do ziemi się zbliża
Magiczna to chwila-toc wszystko oddycha
Wszystko naraz milczy-ot to dziwna sprawa
Przed momentem grała nam symfonia cała
Świerszcze na raz skrzypce swoje pochowały
Żaby w gęste chaszcze gdzieś pouciekały
Ptaki jeno patrzą- chyba wstydzą mówić
Czas jakby stał w miejscu- nie trzeba się trudzić
Wszystko zmalowane już kiedyś zostało
Wszystko już powstało i znowu powstanie
A my poleżymy sobie w błogiej ciszy
Zaraz świat się zbudzi-słońce nas ocuci
Trza poczekać nieco bo księżyc usłyszy
Dostojny i mroczny władca nocnej ciszy
Przywita się ze słońcem-spojrzą sobie w oczy
I tak na okrągło co dzień- każdej nocy
DROGA moja
Droga krętą mknę przed siebie
Droga krętą nie wiem gdzie
Wiem jedynie co jest ważne
W sercu to schowane jest
Co los da mi przyjmę w darze
I pokornie zniżę wzrok
Lecz przenigdy nie pozwolę
By kto obcy zmylił krok
By ktoś inny chciał mi dowieść
żem nie warta prawie nic
Jestem, żyję, czuje, marzę
Pragnę- kocham
TOC MÓJ ŻYĆ!
NIE PUSZCZAJ
Jam nie godny ciebie istoto wspaniała
Jam nie godny ducha -jam nie godny ciała
Ja nie kocham tak jak ty byś tego chciała
Ja nie umiem bardziej-boś ty doskonała
Cóż rzec ma niewiasta gdy słyszy te słowa
Cóż ma wtedy poczuć?
MOŻEM JA NIE GODNA?
Niewystarczająca dla człowieka tego
Puszcza więc go wolno toć decyzja jego
Puszcza choć to boli, wręcz okropnie kłuje
Niech ją ktoś uchwyci niech w końcu poczuje
Że warta zachodu, że warta jest starań
Dużo mi nie trzeba jam w prostocie cała
Niech mnie złapie mocno, złapie i nie puści
Powie jesteś moja
CHWAŁA TWOJEJ DUSZY
SIOSTRY-powroty
Wędrowały samotnie dwie dusze przez wieki
Wędrowały-szukały by móc stać się człekiem
Dwie siostry dwa byty co razem być chciały
By znów czuć oddychać- by razem ISTNIAŁY
Ciężko się odnaleźć wśród bytów tak wielu
Wędrowały samotnie cierpliwie do celu
I wreszcie spotkały się nad skarpą wulkanu
Przypomniały sobie-wszak tam żyć im dano
Posiedziały chwile wspomnień garść wróciła
Bo w wspomnieniach bytów jest ogromna siła
Wtedy poprzysięgły już razem wędrować
I zacząć swe życie po prostu od nowa
Teraz przyszło prosić o cud o zbawienie
By móc tak jak pragną wrócić
Z PIERWSZYM TCHNIENIEM
Zaufały Bogom -chwilę poczekały
I razem we dwie po łące biegały
Cieszyły się dumnie z każdej chwili razem
Wiedziały że ich to dar -dostały go w darze
Wspomnień w duszy masa-doświadczeń nie zliczysz
Piękne to że one nie znają już ciszy
A gdy dusza wrzeszczy do głowy przemawia
One w głos się śmieją
SŁUCHAM CIEBIE-GADAJ!!
KRUK
Leżała na łące by dech złapać nieco
By codzienność szarą na chwile móc przeciąć
Po prostu leżała nic słychać nie było
Pomyślała w duchu czy spokój mą siłą?
Zamkła oczy nagle chyba odleciała
Gdy je otworzyła inna łąka cała
Wokół pełno kwiecia ptaki niebem mkną
Co rusz któryś siada, chce rozmawiać z nią
Pachnie tak wspaniale jak w wiśniowym sadzie
Jeno kwiecia inne -polne -mocne -silne
Czuje się cudownie, lekko tak jak w bajce
Nagle lek poczuła, wewnątrz lęk wręcz straszny
Wielki Kruk na skraju dumnie czochra pióra
Czarne wielkie skrzydła rozciąga ponuro
Czemu się go boje toż uwielbiam kruki
Czemu wewnątrz czuje lek aż tak okrutny
Podniosła się lekko-bacznie obserwuje
Boi się go przy tym — po prostu tak czuje
Kruk odpoczął chwile poprawił swe skrzydła
I pomknął w przestworza-Boże cóż za siła!
Ja się lękam jego bo on wolny ptak
Boje się naruszyć jego piękny świat
Gdyby przysiadł przy mnie i spojrzał mi w oczy
To bym powiedziała — WITAJ KRÓLU ZŁOTY
A tak myślę sobie, że nie mamy prawa
Wchodzić w dzikość ptaków-bo to nie wypada
Bo w wolności przecia tkwi ich wielka siła
Z boku będę patrzeć- w ich pięknie popływam
*WIERSZ ZE SNU
TĘSKNOTA ONI
Pojawiła się w końcu i spojrzała na słońce
Nie wiedziała gdzie jest miejsca inne i obce
Błądząc miedzy drzewami pamiętała melodie
Nie wiedziała skąd płynie więc słuchała spokojnie
Milion myśli i wspomnień w głowie wręcz się gotuje
Ona nie wie cóż myśleć, sama nie wie co czuje
Znalazł ją w końcu w ciszy, gdy siedziała pod drzewem
Zaczął szeptać melodię, wspomnień garstkę wygrzebie
Pomóc ja ci nie mogę wszak mnie nie ma tu teraz
Słońce ja tyle czekać, chciałem zacząć od zera
Chciałem z tobą dorastać i w świadomość móc wkroczyć
Tutaj teraz za późno musisz sama ją poczuć
Będę szeptać melodie toć to wehikuł czasu
Tylko nasza muzyka wyzwoleniem od strachu
Potem zniknę gdy znajdziesz sama siebie i spokój
Kiedy kwiatem rozkwitniesz, takim polnym co kochasz
Może ktoś Cię zrozumie i przepadnie tęsknota
Jeśli nie-przecia nic to-wszystko przetrwasz-nie szlochaj
Cóż to dla nas dzień jeden- rok kolejny- czy wieki
Stale droga ta sama, jeno czas jest odległy
I nie szukaj mnie nigdzie, mnie tu nie ma po prostu
Może kiedyś wschód słońca
ZBUDZI NAS OD POCZĄTKU
MOJE WIDZENIE
Czasem myślę sobie że zbyt dużo czuję
Zbyt dużo widzę-zbyt wiele rozumiem
Czasem sobie dumam w domu po cichutku
Szkicuje swój świat-maluję powolutku
Tak by się wydawał choć ciut doskonały
Taki jakbym chciała po prostu wspaniały
Ludzie-człowiek-życie cóż jest z ludźmi tymi
Że ja ich maluje wprost idealnymi
Najpierw obserwuje -szkic się wnet pojawia
Słucham-kontempluję- kolor im swój nadam
Kilka nut po cichu też im dopasuje
„naprawię” troszeczkę -tyle ile umiem
A potem powoli małymi krokami
Pójdę po cichutku-zniknę gdzieś w oddali
Śmieszne to jest trochę to moje widzenie
Każdy to wspaniałe cudowne stworzenie
I wiecie to miłe tak otwierać świat
Lecz czasem mam dosyć i trafia mnie szlak
Teraz niech ktoś mnie „skolorować” zdoła
Ja umywam ręce
WIATR 2
Szepnąć dziś wiatr po cichu jej zdołał
Szepnął
DO BOJU JESTEŚ JAK NOWA!!!
Potem wiał srogo z nóg chciał ja zwalić
Lecz ona leci z wiatrem się bawi
Wreszcie na ziemie twardo skoczyła
Rzekła
WE WNĘTRZU-W ŚRODKU MA SIŁA!!!
Ciężar
Czasem czuje się jak kamień
Idę światem ciężka cała
Czasem czuje jakbym
Miała na swej szyi wielki balast
Wiem że odciąć go nie mogę
Będzie wisieć całe życie
Ale dźwigam go na sobie
To talizman mój na życie
Czasem ciężar iść przeszkadza
Bo go czujesz w każdej chwili
Czasem marzysz żeby został
Gdzieś za tobą-ból niemiły
Lecz daje siłę wręcz ogromną
Kiedy przywykniesz do noszenia
Jestem ciężka, silna duchem
Świat powoli mój się zmienia.
A gdy chwila przyjdzie czasem
Że z ciężarem się pogodzę
Staje lekka się na chwilę
I podnoszę swoja głowę
Zamiast kamieni widzę niebo
Zamiast dróg szarych słońce cudne
Zamiast butów widzę zieleń
Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.
Kiedy w głowie milion myśli
Które ciążą niczym kamień
Dam ulecieć im na chwilę
Dam im odejść jak najdalej
Kiedy w głowie chaos wielki
I ogromny ból sumienia
Dam ja sobie chwile małą
Niech to chwila jest wytchnienia
No a potem się pogodzę
Sama z sobą z tym co było
Jestem teraz innym człekiem
Świat mnie skopał z wielką siłą
Ale nic to ja nie jedna
Wszak nas tutaj cała zgraja
Co już dna sięgnęła wszakże
I odbiła się i działa
A jak działa-na sto procent
Tak jak nigdy, bo i musi
Gdy przeżyłeś koniec świata
Inne końce bzdety durne.
POKONAĆ GRAWITACJĘ(rozmowa)
(człowieki)
Ziemia nas ściąga z powrotem
Zabija plany, marzenia
Ziemia i to co dokoła
Zgniata w nas siłę istnienia.
Byt ten spokojny być przecież
Jedna myśl w głowie zasiana
Rad tysiąc z boku i blokad
Ziemia nas ściąga-oplata
Wszak człek nie głupi –nie ptakiem
Wie że potrzeby ma w sobie
Wie co ma czynić i istnieć
Wie w jakie miejsca nie dotrze
(człowieki)
Wie jak nie zniszczyć wszystkiego
M wszak ten rozum od ciebie
Puść nas już wolno o matko
Prosimy my dzisiaj ciebie.
(Gajarti)
— toż ja nie ciągnę na siłę
Ale stabilność Wam daję
Daje tez wszystko co inne
Żyjcie człowieki se dalej
Wszak to Ci z boku Ci prawią
Wszak twoje życie cię nosi
Zajrzyj do siebie do głowy
Oblicz a popuszczę trochę.
— czyli mój plan nie jest głupi?
Mogę już robić jak zechcę?
— tak tu masz kamień i sznurek
Przywiąż do siebie, daj więcej
Nie jesteś ptakiem to owszem
Ale masz siłę ogromną
By kolorować potoki, niebo i łąkę przesłodką.
By swoje życie układać
Tak by już lekko ci było
Nie ja ściągnęłam Cię na dół
Ale ci obok co żyją.!…
Modlitwa do Boga Mess
Chciała zasnąć tak po prostu, zamknąć oczy lekko tylko.
Chciała zasnąć i nic nie czuć, nie czuć bólu
— pustką wszystko.
Swoje slajdy wyciągnęła, te co w głowie skrzętnie skryte
Puszcza sobie, je powoli i analizuje życie
Kilka łez, tych ciężkich mocnych wydostało się ze środka
A myślała że już nie ma-toż już tyle łez tych poszło.
Uśmiech lekkich się pojawił, lecz przyćmiła go ta ciemność
Przeświadczenie w środku takie
— że jej już jest wszystko jedno.
Zamkła oczy, bardzo mocno, w duchu powiedziała słowa
— ja chce dalej, tu mnie nie trza. Może teraz inna droga.
Nagle oczy swe otwiera, jest na pięknej polnej drodze
Wokół kwiaty, zboża, scena, a na scenie kwartet godny.
Stoi z boku, wszędzie cisza, nic nie słyszy- nic nie czuje.
Tylko w duszy gra muzyka, zero lęków, strachów, złudzeń.
Zero złości i złych myśli, które to wracały stale
— jestem wolna –pomyślała-i zrobiła krok ciut dalej.
A z tym krokiem, jest gdzie indziej, dzika plaża cała pusta
Mewy krzyczą do niej z nieba, ryba skacze, cudna — boska
— ja pamiętam-pomyślała
— ja pamiętam tamtą drogę, ta co strasznie tak bolała
ale już mam lekkość w sobie.
Chcę pamiętać, już na zawsze ale nie chcę czuć jej wcale.
Wolę pusta być już w środku
— lecz pamiętać chce zuchwale.
Spokojnie
Spokojnie za chwilę mnie nie będzie.
Już się pakuję gdzieś w środku po cichu
Spokojnie za chwile wszystko zbędne,
Zbędne już słowa i gesty ukryte.
Spokojnie to przecież nie boli
Zmiana kolejna, widać tak być trzeba
Spokojnie ja tylko włóczęga
Co chwile zagości i w drogę go zbiera
Spokojnie to niczyja wina
Widać tak jest w życiu że człek nagle kiśnie
Spokojnie ja przez to nie umrę
A tobie niech się żyje ślicznie
Spokojnie, bo to spokój właśnie
Po burzach i walkach tych w środku w mej duszy
Spokojnie, spokój właśnie nastał
A wraz spokojem -bez słowie -to trudne
Spokojnie- już cisza, a wcześniej gwar przecież
Co każdą drobnostkę roztrząsał by znikła
Spokojnie po ciszy nic nie ma
Spokojnie- niech z końca każdy z nas skorzysta.
Pustostany
W Pustostanach przesiaduje
Nic tam nie ma, a jest wszystko
W pustodzwięki się wsłuchuje
Brzmi to wszakże, ale brzydko
W pustosłowach dzień opływa
Gada każdy, lecz o niczym
W pustochwilach mija życie
To normalność, zwana niczym
W pustogestach dzień upływa
No są przecież -lecz niewarte
W pustostanach świadomości
Tyle miejsca jest dla prawdy.
I wystarczy tylko prawda
By Pustostan się wypełnił
I wyrośnie na nim wszystko
Cała sala się wypełni.
I miłością, łzami, żalem
I uśmiechem szczerym całym
I tym wszystkim nie poznanym
Bo ukrytym w pustostanie.
Ciężar
Czasem czuje się jak kamień
Idę światem ciężka cała
Czasem czuje jakbym
Miała na swej szyi wielki balast
Wiem że odciąć go nie mogę
Będzie wisieć całe życie
Ale dźwigam go na sobie
To talizman mój na życie
Czasem ciężar iść przeszkadza
Bo go czujesz w każdej chwili
Czasem marzysz żeby został
Gdzieś za tobą-ból niemiły
Lecz daje siłę wręcz ogromną
Kiedy przywykniesz do noszenia
Jestem ciężka, silna duchem
Świat powoli mój się zmienia.
A gdy chwila przyjdzie czasem
Że z ciężarem się pogodzę
Staje lekka się na chwilę
I podnoszę swoja głowę
Zamiast kamieni widzę niebo
Zamiast dróg szarych słońce cudne
Zamiast butów widzę zieleń
Kwiaty, ptaki, świat ten cudny.
Kiedy w głowie milion myśli
Które ciążą niczym kamień
Dam ulecieć im na chwilę
Dam im odejść jak najdalej
Kiedy w głowie chaos wielki
I ogromny ból sumienia
Dam ja sobie chwile małą
Niech to chwila jest wytchnienia
No a potem się pogodzę
Sama z sobą z tym co było
Jestem teraz innym człekiem
Świat mnie skopał z wielką siłą
Ale nic to ja nie jedna
Wszak nas tutaj cała zgraja
Co już dna sięgnęła wszakże
I odbiła się i działa
A jak działa-na sto procent
Tak jak nigdy, bo i musi
Gdy przeżyłeś koniec świata
Inne końce bzdety durne.
Nie kopie
Już nie kopie dosyć tego
I tak sensu tam nie znajdę
Już nie kopie nie dociekam
Wszak co było dawno za mną
Już nie czekam, bo i po co
To czekanie zawsze boli
Już nie myślę jest co miało
Przyzwyczaję się powoli.
Już prawie jestem jak dawniej
Już prawie jestem jak dawniej
Już prawie się poskładałam
Już lepce zdarłam, co na mnie
Pęknięć nie widać -wciąż działam
Już prawie jestem jak nowa
Choć bagaż wielki na plecach
Dźwigam go co dzień na sobie
Ale już lżejszy, mniej gniecie
Już prawie jestem jak dawniej
Choć może NOWA- brzmi lepiej
Nie da się skleić wazonu
Pęknięcia będą na wieki
Już prawie to piękne słowo
Bo nie do końca, nie pewne
Prawie- ja teraz o sobie
Jak zawsze-bo w sercu mnie gniecie.
Nie wierzę w obietnice
Nie wierze w obietnice
Nie wierze na zawsze
Wieże tylko w dzisiaj
Tylko dziś jest ważne
Nie wierzę w za tydzień
Bo wszystko się zmienia
Jutra może nie być
— JUTRO-wielka ściema
To przywara wielka
Ta niewiara taka
Mam tak już od dziecka
Od zawsze ja taka
Jak wierzyć w na zawsze
Gdy człek zmiennokształtny
Gdy raz czuje jedno
A potem inaczej
Mnie już po prostu
Nic w życiu nie zdziwi
Wieże tylko w jedno
WARTO BYĆ UCZCIWYM!
Nie można mieć pretensji
Do drugiego człeka
Że jego na zawsze
Jest szybkie jak rzeka
A rzeki są różne
Jak ludzie kochani
Jedne wartko płyną
Inne zadumane
Jedne stoją w miejscu
Prawie nieruchomo
A drugie cóż czynić
Pędzą jak szalone
Najlepsze w tym wszystkim
I prawda jest taka
Że każda z tych rzeczek
Jest wszakże jednaka
W jednym miejscu staje
Tak na dłuższą chwilę
A z innego pędzi
Ucieka- PRECZ IDZIE
Wole być jak rzeka
Ta zmienna i stała
Niż tkwić jak most na nią
Bez celu-TO BANAŁ!
Tak go postawili
I tak stać on musi
Jedno jeno widzi
NA BANK SIĘ UDUSI!
Najgorsze gdy mostom
To już nie przeszkadza
Tak stoją i tyle
Mówią taka karma
Jest jeden most inny
Zakochał się w rzece
Ona snuje Baśnie
On słucha i rzecze
Praw mi swoje historie
Ja tu zawsze stoję
Płyń szybko lub wolno
Nie ważne -BOŚ MOJA
To chyba jedyny most
taki na świecie
Reszta jeno stoi
Olewa kobietę
A może bzdury pletę
Oceńcie to sami
Jakimi jesteście
Mostami-rzekami?
SEN SAMOBÓJCY
Chciała zasnąć tak po prostu, zamknąć oczy lekko tylko.
Chciała zasnąć i nic nie czuć, nie czuć bólu
— pustką wszystko.
Swoje slajdy wyciągnęła, te co w głowie skrzętnie skryte
Puszcza sobie, je powoli i analizuje życie
Kilka łez, tych ciężkich mocnych wydostało się ze środka
A myślała że już nie ma-toż już tyle łez tych poszło.
Uśmiech lekkich się pojawił, lecz przyćmiła go ta ciemność
Przeświadczenie w środku takie
— że jej już jest wszystko jedno.
Zamkła oczy, bardzo mocno, w duchu powiedziała słowa
— ja chce dalej, tu mnie nie trza. Może teraz inna droga.
Nagle oczy swe otwiera, jest na pięknej polnej drodze
Wokół kwiaty, zboża, scena, a na scenie kwartet godny.
Stoi z boku, wszędzie cisza, nic nie słyszy- nic nie czuje.
Tylko w duszy gra muzyka, zero lęków, strachów, złudzeń.
Zero złości i złych myśli, które to wracały stale
— jestem wolna –pomyślała-i zrobiła krok ciut dalej.
A z tym krokiem, jest gdzie indziej, dzika plaża cała pusta
Mewy krzyczą do niej z nieba, ryba skacze, cudna — boska
— ja pamiętam-pomyślała
— ja pamiętam tamtą drogę, ta co strasznie tak bolała
ale już mam lekkość w sobie.
Chcę pamiętać, już na zawsze ale nie chcę czuć jej wcale.
Wolę pusta być już w środku
— lecz pamiętać chce zuchwale.
JUŻ NIE KOLORUJĘ
Kolorujesz coś, bo się przytrafiło bo już jest
Kolorujesz cos bo nie wypada inaczej
Kolorujesz coś bo musisz-wiesz że tak trzeba
I kolorujesz to codziennie
— od momentu gdy tylko otwierasz oczy
Ale nagle kończą ci się farby, to coś blednie
i zaczyna mieć swoje kolory
A ty dochodzisz do wniosku
że nie możesz nawet na patrzeć
Potem zaczynasz się zastanawiać-jak to się stało
I mówisz do siebie że chyba masz za dobre farby
Myślisz co zrobić, może zdołasz jeszcze trochę
swoich kolorów wygrzebać
Ale nie dajesz rady, jesteś w szoku
i myślisz że jesteś trochę oszustem
Oszustem bo okłamałaś sama siebie
— bo patrzysz- a to co inne stoi
Słuchasz- a to co inne mówi
— nie wiesz co robić-czekasz
Aż nagle, nie możesz już czekać
to coś psuje ci twój kolor, twoją aurę
Myślisz sobie. Ja lubię swoje kolory
ja nie chcę-przecież nie mogę
Nie mogę pozwolić na to by moje kolory umarły
— bo wtedy mnie nie ma
Może już mnie nie ma-pytasz sama siebie
— ale jesteś-oddychasz
Bierzesz wielki oddech i odchodzisz
bo lepsze dla ciebie życie samej
Farby się skończyły, albo ktoś zdjął ci klapki z oczu
— jesteś załamana
Jesteś zła na swoja głupotę
— bo to głupota była-byłaś za dobra
— ale nie dla siebie
Nie byłaś dobra dla siebie.
Akceptowałaś coś czego nie powinnaś.
Jesteś szczęśliwa, szczęśliwa
że już wiesz-a potem wściekła
że powiedziałaś a nie szanują.
Nigdy nie mówiłaś dwa razy
raz powinno wystarczyć- nie pamiętają
Potem emocje w tobie wzbierają
ogromne emocje i wariujesz
— bo nie masz wyjścia.
Jesteś a nic nie możesz
a przecież zawsze musiałaś dawać radę
i byłaś z tego dumna.
Jesteś skreślona-ale ty się nie skreślasz
— wstajesz i idziesz dalej, wlokąc głowę przy betonie.
Potem ją podnosisz, bo widzisz
że tak niewygodnie się chodzi
— chcesz żyć-mimo wszystko
Priorytety runęły, autorytetów nie
— jesteś tylko ty-twoja walka-twoja walka o siebie
Ponowna walka, bo już kiedyś ją wygrałaś.
Nie rozumiesz dlaczego i po co
Nie pojmujesz czemu ktoś sprawił
że zgasłaś-lubiłaś siebie kiedyś-zdołałaś polubić
A teraz –teraz jesteś szkicem
— czujesz się niczym-przecież
tyle wiesz-wstydzisz się tego.
Zabijasz wstyd, opróżniasz dzban
myjesz go, sklejasz pekniecia
i nalewasz czystej wody
Chodzisz tak długo, ale ona
kiśnie w środku nienawidzisz
Nie chcesz tego- to okropna uczucie-złe
Wylewasz wodę i chodzisz pusta
źle Ci z tym-bo to nie ty
Boisz się śmiać, płakać
— boisz się lekko oddychać-czujesz się stara
Ale wychodzi słońce, wspomnienia wracają
zaczynasz się uśmiechać
Jest ci wstyd, ale jesteś dumna
dumna z siebie-jakim
pięknym człowiekiem byłaś
Jesteś dumna jak mocno czułaś
jaka byłaś dzielna, jaka dociekliwa –jaka ludzka
I myślisz –jeszcze mam czas
— napełnię dzban-nauczę się czuć……
….tu milkniesz
Przecież czujesz, wszystko pamiętasz
masz siłę –teraz tylko żyć ale tak jak ty chcesz
Bo nikt za ciebie życia nie przeżyje………..
Miałaś za dobre farby i serce
— nikt ci nie może wmawiać
co czujesz-bo to twoje-tylko twoje
Mówisz nawzajem…………
bo to nie to………..nie tak
jak kiedyś ze wstydu, czy zakłopotania, czy strachu
Nawzajem z szacunku do samej siebie
bo dwa proste słowa zawsze coś dla ciebie znaczyły
A potem już nie, potem
stały się tylko słowami-tylko………
…….nie lubisz tylko
Więc ktoś ci mówi powiedz
— to tylko dwa proste słowa
a ty z uśmiechem odpowiadasz DE MONO
Jaka to melodiaaaaaaaaaaaaaa…………
……….i ten ktoś nie rozumie
a ty masz dość, bo to takie proste
Stara, zużyta patrzysz w lustro
i odpalasz DE MONO………. I obiecujesz sobie
JA JUŻ KURQWA NIE CHCĘ UDAWAĆ
— też jestem WAŻNA… Przepraszam.
Ja nie umiem udawać…………….
Biblioteka Akashy
Jesteśmy jak księga wypchana po brzegi
Albo jak ksiąg tysiąc na półkach wszechświata
Może swoje półki mamy lecz nie wiemy
Swoje własne życia schowane w zaświatach
Jesteśmy jak księga wielka, poszarpana
Bo czytana co dzień chodź sami nie wiemy
Gdy wspomnienie wraca, to jest wyciągana
Daje lekcję teraz, uśmiech, ból, łzy, szczęście.
Czasem strach jest czytać niektóre rozdziały
Bo przynoszą gorycz, żal i smutków masę
Ale jest ten rozdział, toż nie pominiemy
Książkę czytać trzeba, po kolei zawsze.
Są takie lektury, prosto z życia wzięte
O to jest ta książka, tuż przy prawej stronie
Że wracamy do nich z największym przejęciem
I czytamy stale, bez przerwy i codziennie.
Są i takie i księgi na tej naszej półce
Co leży daleko w naszej świadomości
Że sięgamy po nie- po lekcje po prostu
Sprawdzić co źle było-a co było dobrze.
Łatwo czytaj wszakże losy innych ludzi
Utkane z słów wielu, wielkiego autora
A o sobie czytać, czy ciężko czy nudnie?
Nie- to nasze tylko- to tylko nasz temat.
Wiem że są i ludzie co ksiąg nie czytają
Co żyją tu teraz, bez łez i rozczuleń
Zazdroszczę im szczerze, spokoju i wiary
Zazdroszczę im szczerze, że żyją bez złudzeń.
Lecz lubię swe księgi, nawet te co smutne
Te co je w okładkę czarna przyodziałam
Uczyć się z nich będę, co dzień- bo i muszę
Zawsze wszystko zbytnio mocno pamiętałam.
Wiec teraz o sobie czytam sobie czasem
Rozsiadam się cicho wśród gwiazd w bibliotece
A piszę co inne, by lżej było duszy
Tam się księgi tworzą- moje-lecz już piękne.
DEMONY
„Demony widzieć”…to wspaniałą sprawa
Czy on wie o czym myślę
TOZ TO NIE WYPADA!!!
Czasem można się mylić w domniemaniu myślenia
Czasem lepiej rozdzielić dialog jasna cholera
Czy to co masz w głowie należy do ciebie
Zastanów się dobrze
TAK ZACZNIJ OD SIEBIE!
Inni też mogą słyszeć jeśli zawrą się w sobie
Skupia swoje myślenie, myślą że nikt się nie dowie
Bo takich jak ja jest ze setek pięć
Odliczanie zaczynam
Sześć, trzy, osiem, pięć
A na koniec trzy-sześć i dziewiątek trzy
Do góry nogami-zaczynami żyć.
DO KOŚCIUŁA
Jedne buty były w domu, wiem być może to szalone Ale bida była wszędzie, marzły stopy, marzły rynce Babcia wiec do drutów siadła Masz tu Benka-boś tys ładna Znów wygrała larwa wredna Idź ty Alka-tys jest wredna Do kościoła pierwsza idziesz Idź ja proszę wstrętny żydzie CO??…wypraszam mamo sobie, ja już wincej nic nie powim Oj to kara jest okrutna Mów ja proszę- Tyś jest cudna Jedne buty przecia mamy -idziesz pierwsze potem Bachu Bachu?...toż go ni ma jeszcze Mamo znowu czuje dreszcze Idź ty dziąsło idź czym pryndzej- weź ty Boga w swoje rynce Co ty oszalałaś mamo-rymem gadasz? toz cię zamkną Dobrze ja już milczę sobie nikt nie słyszy? NIC NIE POWIEM
Pójdziesz WRESZCIE KSIADZ JUŻ CZYKA… DOBRZE IDĘ Gdzie jest Benka? Boże dziecko jedne buty- idź czym pryndzej będą baty Dobrze mamo już wędruje-znów dostane w szkole dwóje Benka pójdzie sobie potem A o Bachu se zapomnij Co zapomnij nie ma mowy,…on jest piękny wyjątkowy On zaśpiewa mi operę- CO?…operę ja nie wierze Mamko znów rymujesz w głowie Ciii co w głowie to je moje.. IDZ BO KSIADZ NASZ PRZECHRZCI PRZECIE IDE MAMO-BĘDZIE TRZECIE? Dobrze dobrze już wychodzę
Bóg jest z tobą- Diabeł w Tobie
NIE WIERZĘ W OBIETNICE
Nie wierze w obietnice
Nie wierze na zawsze
Wieże tylko w dzisiaj
Tylko dziś jest ważne
Nie wierzę w za tydzień
Bo wszystko się zmienia
Jutra może nie być
— JUTRO-wielka ściema
To przywara wielka
Ta niewiara taka
Mam tak już od dziecka
Od zawsze ja taka
Jak wierzyć w na zawsze
Gdy człek zmiennokształtny
Gdy raz czuje jedno
A potem inaczej
Mnie już po prostu
Nic w życiu nie zdziwi
Wieże tylko w jedno
WARTO BYĆ UCZCIWYM!
Nie można mieć pretensji
Do drugiego człeka
Że jego na zawsze
Jest szybkie jak rzeka
A rzeki są różne
Jak ludzie kochani
Jedne wartko płyną
Inne zadumane
Jedne stoją w miejscu
Prawie nieruchomo
A drugie cóż czynić
Pędzą jak szalone
Najlepsze w tym wszystkim
I prawda jest taka
Że każda z tych rzeczek
Jest wszakże jednaka
W jednym miejscu staje
Tak na dłuższą chwilę
A z innego pędzi
Ucieka- PRECZ IDZIE
Wole być jak rzeka
Ta zmienna i stała
Niż tkwić jak most na nią
Bez celu-TO BANAŁ!
Tak go postawili
I tak stać on musi
Jedno jeno widzi
NA BANK SIĘ UDUSI!
Najgorsze gdy mostom
To już nie przeszkadza
Tak stoją i tyle
Mówią taka karma
Jest jeden most inny
Zakochał się w rzece
Ona snuje Baśnie
On słucha i rzecze
Praw mi swoje historie
Ja tu zawsze stoję
Płyń szybko lub wolno
Nie ważne -BOŚ MOJA
To chyba jedyny most
taki na świecie
Reszta jeno stoi
Olewa kobietę
A może bzdury pletę
Oceńcie to sami
Jakimi jesteście
Mostami-rzekami?
PARASOL
Bądź mi parasolem, gdy burza nad głową
Gdy świat cały na mnie chce legnąć z impetem
Bądź mi parasolem, gdy łzy lecą srogo
Gdy świat cały płacze, ja już płakać nie chcę.
Bądź mi parasolem, który mnie ochroni
Tym który mi godnie, da iść przez to życie
Uwielbiam deszcz ciepły, ale nie ten srogi
Który chce mnie zalać, tym smutkiem ohydnym
Bądź mi parasolem, gdy wokół potoki
Ludzi płaczących nad wszystkim i niczym
Bądź mi parasolem, a ja tu postoję
Nauczę się cieszyć tym deszczem co płynie.
Wilki
Wilki stały przy mnie, cicho i spokojnie
Były stałe obok, chodź ich nie widziałam
Wilki czasem do mnie zawyły tak mocno
Że przy blasku nocy z dala je słyszałam
Wilki to dwa były, moje z krwi co we mnie
Nie skarżone żalem, ani kpiną nigdy
Zawsze byłam dla nich, one mi zbyteczne
Nie musiały walczyć-by kochać je miałam.
Wilki raz dostrzegły, że dusze ja tracę
Że tchu mi brakuje i prawie mnie nie ma
Rozjuszone bardzo, rozpoczęły walkę
Nie taką jak wszystkie- całkiem inną- naszą.
Wilki dały siłę, pokazały drogę
Dały mi świadomość, że nie jestem sama
Potem gdym ruszyła, dalej w swoją stronę
Schowały się w knieje- wy dla mnie
JA DLA WAS.
Nie wiem
Ktoś mi rzekł ostatnio, że każdy wiersz inny
W każdym co innego strugiem liter płynie
W każdym inny temat, emocje ciut inne
W każdym inne frazy, inaczej ukryte
Racja to jest przeto, jam inna co chwile
A może tak sama, jeno inne czucie
Toż jak wstajesz rano, nie wiesz jak dzień będzie
Czy opłynie w ciszy, czy w żalu okrutnym
Toż gdy wstajesz rano, nie wiesz jaka chwila
Tam do twojej głowy, wtargnie z wielką siłą
Czy to jest wspomnienie idealne cudne
Czy te które kipi, smutkiem, żalem, kpiną
Toż gdy wstanę rano, nie wiem cóż się zdarzy
Jakich ludzi spotkam i jakie spojrzenia
Co z ich ust wypłynie i jakie ołtarze
Nieco bałwochwalstwa, nieco uniesienia?
Nieco ignorancji i zadumy w sobie
Nieco zdań odmiennych, ale nie krzywdzących
Nie wiem co za chwilę, zagości w mej głowie
I co spisać zechcę-też ja tego nie wiem
Ale wiem ja jedno, że wszystko co spiszę
To już tu zostanie, bo na karcie leży
To jest tylko przecież, moje marne życie
Grunt je jakoś przeżyć-PO PROSTU JE PRZEZYĆ.
Miłość z daleka
Jak to jest z miłością, co w środku nas drzemie
Co jest tam ukryta, tak skrzętnie schowana
Co czujesz ją wszakże, ale sam już nie wiesz
Czy cI których kochasz, czują ją też nadal
Jak jest z tym wszystkim, co miłość się zowie
Ta która na filmach, aż tryska na boki
Czy jeden gest mały tak ważny dla Ciebie
Ten drugi kochany, odczuje na sobie
Jak to jest z kochaniem, tych którzy daleko
Czy musisz codziennie im pisać te słowa
Czy oni twe myśli przechwycą z daleka
Twe serce co stale, krzyczy do nich woła
A może ja miłość tą nazwę inaczej
Będę ją dawkować jak mogę, jak muszę
A potem po latach sama ją zobaczę
Czy doszedł telegram-jeden drugi, tuzin.
Zobaczę ja potem, czy język mój trudny
Został zrozumiany, tak jak być powinien
Świat nasz dookoła jest tak bardzo trudny
Że trzeba ta miłość telegramem puścić.
Być może i piękniej gdy miłość tuz obok
Nawet i nie może, a przecież na pewno
To wszakże cudowne móc jest kogoś dotknąć,
Przytulić, ukochać-okadzić go pięknem.
Czasem pozostaje, z daleka słać listy
I wierzyć że słowa, gesty zrozumiałe
A potem zobaczyć, po prostu co przyjdzie
Wyglądam ja listu, wyglądam go stale.
A potem spotkania, od tak i po prostu
Gdy ludzie się znają i kochają mocno
Że takie widzenie, wisienką na torcie
Zwykłe takie proste, ale jakże szczodre
I świadomość taka, że wystarczy słowo
W telegramie waszym do mnie napisanym
A ja biorę torbę i jestem tuz obok
Zrobię to co mogę i powiem
NA RAZIE…..
Moja piosenka
I nadejdzie taki czas
Kiedy znowu się obudzę
Świat znów będzie dla mnie grał
A ja wreszcie to poczuję
Zapamiętam każdą łzę
Każdy gest i każda chwilę
Nigdy nie strasz piekłem mnie
Bo przez chwilę już tam byłam
Zapamiętaj stróżu mój
Który zawsze przy mnie stoisz
Gdy się potknę wstanę znów
A ty tylko zamknij oczy
Potem powiedz mi we snie
Że niczego nie żałujesz
Byłeś zawsze ja to wiem
I codziennie mocno czuję
Nigdy nie strasz piekłem mnie
Bo już nigdy tam nie wejdę
Możesz zrobić to co chcesz
Ale już nie trafisz we mnie
Teraz inny widzę świat
Inne drogi, innych ludzi
Moje lęki zabrał wiatr
Dobrze wiedział jak je stłumić
Ogień płonie w sercu mym
Czasem pali mnie od środka
I dziękuję że on jest
Dzięki niemu zyciu sprostam
Woda chłodzi skronie me
Co dzień czyści moje ciało
Dusza w środku krzyczy wręcz
Że tak wiele nam zostało
Być może jestem nikim na arenie świata. Być może wiele końców świata tutaj będzie. Być może kiedyś jak w piach pójdzie wszystko. Ale jednak będę -chodź trochę tu będę.
Być może nic nie wniosą moje słowa, być może niczym dla tych co czytają. A może jednak trafi jakaś cząstka-bo duszy mało-Stale krzyczy mało.
A krzyczę tutaj, jeno trochę szeptem, o marzeniach, planach i tym co gra w duszy. Tym co chce w tej chwili wyjść tu na powierzchnie i daje oddech, daje spokój cudny.
W bajkach, wierszach, strofach wplatam ja to wszystko, to co być już było, co mogło, co chciało… A jak mi wychodzi.. To już nie rzecz moja… Proszę się częstować i oceniać śmiało.
PROTEST SZPILKI
Wbijaj we mnie szpilki
To ból wszak niewielki
Tak jest wyczuwalny
I mierzi przez chwile
Ale wiem że minie
Znam i bóle większe
Przywyknę do niego
Od niego nie zginę
Wbijaj ile możesz
Po woli, po trochu
Wszak to takie fajne
Wiedzieć ze masz władzę
Co mnie boli wiesz wszak
Dobrze wiesz co zrobić
By mnie to zakłuło
A nie było śladów
Wbijaj we mnie szpilki
Spokojnie po trochu
Ja je będę nosić
Do kresu swej drogi
Nie wiem co z nich przyjdzie
Nie wiem ani trochu
Niech se we mnie siedzą
Grunt że już nie boli
Ale zapamiętaj
Ze każda ta szpilka
To także wspomnienie
Złe i tak krzywdzące
Nie czuć go wszak stale
Ale tylko chwilę
Kiedy się poruszę
W tym jest cały szkopuł
Wiec zamrę w bezruchu
Któż wszak lubi cierpieć
Nie będę się ruszać tyle ile mogę
A gdy jednak drgnę nagle
Zapamiętaj sobie
Ze wraca wspomnienie
I myślę o Tobie
Być może nie święta
Być może nie wcale
Ale kłamstwem nigdy
Ust swych nie splamiłam
Być może wybuchłam
swym gniewie zuchwałym
Każda jedna jak ja
Wulkanem by była.
ŻYCIE JEST JAK KSIĄŻKA
Życie jest jak książka pisze się po trochu
Która się zapełnia dzień, rok- krok po kroku
Czytasz ją codziennie, jesteś bohaterem
Grasz w niej swoją rolę, świat Ci reżyserem
Inni ludzie obok niby Ci statyści
Zmiany w scenariuszu robią wręcz drastyczne
Jedni coś pięknego i cudne wspomnienia
A inni pogardę i chęć zapomnienia
A jak to jest z książką którą już przeczytasz
Czy możesz zapomnieć? -czy ona ci znika?
Nie nie zniknie nigdy, będzie w tobie zawsze
A pewne jej strofy powrócą gdy zaśniesz
Niektóre powrócą gdy będzie potrzeba
Żeby Ci pokazać kawałeczek nieba
Ten który ktoś wcześniej w książkę już swą schował
Ty teraz to widzisz- radość jest ogromna.
A te złe rozdziały, te sceny niemiłe?
Czy da się wymazać?
Nie — to niemożliwe!
Te zostają z nami, już na całe życie.
Obraz już masz w głowie-on nigdy nie zniknie.
Teraz nasza książka i my w niej schowani
Da się wyrwać kartkę-zaraz posprzątamy!
Da się coś zamazać bach i tego nie ma
Nie ma już na kartce
W głowie tkwi ta scena
Można się nauczyć czytać ciężkie chwile
Czytam je wiec w kółko-dobrze znam już finał
Czytam tylko po to, by się przyzwyczaić
Trudno już spisane
Więc uczę się dalej
Uczę się więc siebie
Uczę powolutku
Będę czytać sceny
Codziennie do skutku
Az mi będę niczym
Zginą w mojej głowie
Powiem wtedy
Trudno-było-nie zniknie
Ale już nie problem!
Rzucam swoje życie, emocje i chwile
Na karcie spisuje-dobrze znając finał
Rzucam tam to wszystko co bolało wielce
Rzucam tam to moje rozdeptane serce
Po mi to wszystko, po co ja to robię
Nie mam ja nic z tego, tylko pełna głowę
Toż gdy pisze wracam, myśli me wędrują
Mogłabym nic przecież- Nie! -inaczej zginę
To są moje lekcje, lekcje osobiste
Spisanie to chwila, a potem korzyści
Bo czytam się potem, czytam samą siebie
Uczę się rozdziałów idzie coraz lepiej.
Wiem wszak jak się czułam, pamiętam to przecież
A nawet to czytam, stale nieugięcie
I boli ciut mniej już, a nawet i wcale
Zależy co czytam, na co zaraz trafię
Wiem że przyjdzie pora, że wrócę do tego
I będzie mi w duszy, przyjemnie i lekko
I powiem ja sobie, z wielką dumą w sercu
Mogło mnie tu nie być a świat jest tak piękny!
TERAPIA Z MARZEŃ utkana
Mam ja terapię z marzeń utkana
Która sama przyszła, sama się stworzyła
Spisuje swe lęki, spisuje obrazy
A potem to czytam-czasem jest niemiło.
Potem się z tym godzę to kolejny etap
Chyba etapami nam to życie płynie
Tamto jest już za mną, spisane- czas przepadł
I wkracza nadzieja chodź na krótką chwilę
Jest to kołowrotem bo lat mam już parę
Trochę w moim filmie już się wydarzyło
Ale mam najlepsza na świecie terapię
Nauczyć się godzić z tym co wcześniej było.
Rozkazuję sobie już się nie przejmować
Rozkazuję sobie nie rozpamiętywać