PROLOG
Zrobiłeś ze mnie Saute.
Obnażyłeś moją Duszę.
Wstęp
Dziesięć lat temu zaczęła się moja droga.
W 2016 roku po raz pierwszy odważyłam się zamknąć swoje myśli, emocje, pytania i tęsknoty w słowach. Tak powstały „Listy w butelce — słowami duszy” — tomik, który stał się początkiem mojej drogi pisarskiej i poetyckiej.
Dziś, po dekadzie, patrzę na te wiersze inaczej. Widzę w nich kobietę, która szukała odpowiedzi, próbowała zrozumieć miłość, samotność, bliskość, rozstanie, ludzkie wybory i własne miejsce w świecie. Kobietę, która pisała nie dlatego, że znała wszystkie odpowiedzi, lecz dlatego, że potrzebowała zadawać pytania.
Ten tomik jest zapisem tamtego czasu. Jest trochę jak wiadomość wysłana w nieznane – list zamknięty w butelce i rzucony na morze. Nie wiadomo, do kogo dopłynie, kiedy zostanie odnaleziony ani czy jego odbiorca zrozumie wszystkie ukryte w nim znaczenia.
Moje „butelki” wypełnione są słowami. Jedne niosą miłość, inne tęsknotę, ból, pragnienie, nadzieję, gniew czy potrzebę odnalezienia własnej drogi. Są w nich także obrazy świata, który obserwowałam bardzo uważnie — czasem przez pryzmat serca, czasem intuicji, a czasem poprzez metaforę i poetycki kod.
Poezja od początku była dla mnie czymś więcej niż układaniem słów. Była sposobem rozmowy z samą sobą. Sposobem, aby powiedzieć to, czego nie potrafiłam wypowiedzieć na głos. Dlatego wiele z tych tekstów jest bardzo osobistych, choć nie wszystkie należy odczytywać dosłownie. Każdy czytelnik może znaleźć w nich własną historię, własne wspomnienie albo własne pytanie.
W tych wierszach morze nie jest tylko morzem. Statek może oznaczać ucieczkę, port — bezpieczeństwo, a list w butelce — nadzieję na odnalezienie kogoś, kto być może nigdy nie miał go przeczytać. Miłość potrafi być przystanią, ale może również stać się sztormem. Czasem prowadzi nas do drugiego człowieka, a czasem — paradoksalnie — prowadzi nas z powrotem do samych siebie.
Ten tomik jest więc nie tylko zbiorem dawnych wierszy. Jest pierwszym rozdziałem mojej historii jako autorki.
Powstał wtedy, gdy jeszcze nie wiedziałam, dokąd zaprowadzi mnie pisanie. Nie wiedziałam, ile jeszcze słów przyjdzie mi zapisać, ile historii powstanie i jak bardzo zmieni się moje spojrzenie na świat. Wiedziałam tylko jedno — że muszę pisać.
Dzisiaj, po dziesięciu latach, wracam do tych pierwszych słów z wdzięcznością.
Bo czasem najważniejsze rzeczy zaczynają się bardzo cicho.
Od jednej myśli. Od jednego zdania. Od jednego wiersza. Od listu, który ktoś odważył się wysłać w morze.
Ten tomik jest właśnie takim listem.
Listem sprzed dekady.
Listem pisanym słowami duszy.
I być może nadal płynie.
Aleksandra Makurat
2016–2026
Listy w butelce
Kropki nad i
Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, kiedy w każdej sprawie uzyskujemy kropkę nad i.
Najtrudniejsze są noce
i najgorsze poranki.
Noce rozpoczynają burzę myśli
nad nieustannym myśleniem przecinkami,
nie stawiają kropek w otchłani.
Pochylają się w zastanowieniu nad tym,
co jest końcem lub początkiem.
O kropkach wciąż marzymy,
chcemy zakończyć zdanie.
W ciszy nocy budząc się
do poranka wyblakłego świtu,
niepogodzenia duszy,
walczymy do końca z odpowiedzią.
Sobie.
Przecinków ciąg dalszy męczy
i trzyma za gardło,
zatrzymując marzenia na zawsze,
by trwały.
Marzymy wtedy o dniu,
dniu słońca,
który stanie się średnikiem,
racją i optymizmem.
Wiarą zmiany i zakończenia,
przed kropką niewiadomej odpowiedzi.
Ecru kartki
Bawimy się słowami, zapisując sobie w myślach kwiatki, nagrody, cytaty dorosłości, w młodości nieustającej przygody…
Zaczęłam znowu pisać
ecru kartki notesu.
Kiedyś łatwo o kwiatkach, miłości.
Nie było kontekstu.
Był kontekst.
Pisanie było łatwe.
Było się młodym,
bez doświadczenia kwiatkiem.
Gdy jednak dekada minęła,
dorosłość ta kwiatki przesłoniła.
Szczęśliwa, wolna bez ramienia orła
staję pogodna, gotowa do walki,
godna.
Jak Ona, jak On — ta para,
co nigdy się nie starała.
Jednak została.
Kwiatków wciąż szukam,
widzę je inaczej.
Umiem im teraz nadać
świetlistą barwę.
Walczę.
Droga
Przebudzenie jest podstawą do podjęcia drogi. Wyznacznikiem Twojej trasy życia.
Droga jest dobra na wszystko.
Gdy znasz metę,
gdy widzisz finał i cel,
gdy masz przyjaciół.
gdy nie jesteś
sam.
Gdy to znasz, jesteś:
gotowy, świadomy, przebudzony.
Pokonujesz słabości swojej otchłani:
oceanów, lądów, ludzi nie-pokory.
Gdy tracisz po drodze
coś nieistotnego, nic niewartego
mrugnięcia, oddechu Twojego,
wstajesz, nie zatrzymujesz się.
Pokonujesz.
Biegniesz.
Jeśli upadasz, to wstajesz.
Nigdy się nie zatrzymujesz.
Wojowniczka
Kobiety są zazwyczaj silniejsze w życiu swoich małych, dużych światów. Walczą jak wojowniczki za dawnych czasów.
Kobieta walcząca, dlatego powstaje.
Nigdy nie rodzi się wojowniczką świata,
wysłanniczką ludzi,
jest jedynie swoją zwolenniczką.
W codzienności szumów telewizji, Internetu,
świata XXI wieku,
zgryzoty, jazgoty
tej rutyny
są.
Dostrzega zmiany, krzywdy,
nie bacząc na siebie.
Nie rusza jak „maszyna po szynach”
wytrwale
po swoje szczęście.
Zostawia siebie,
swojej miłości potrzebę.
Ratuje ciebie, ratuje ono,
trwa przy boku jego.
Marzy,
lecz w duchu,
myśli wciąż i marzy
o szczęściu, że się wydarzy,
wolności ducha, uczuciach oddalonych.
Trwa, lecz pragnie zostać wyzwolona.
Człowiekiem, kobietą, wojowniczką, sobą.
Chce być.
Harmonia staje się drogą.
Na huśtawce zdarzeń
W bujaniu swoich myśli doszukujesz się prawdy. Zdarzenia są świadectwem, myśli nie utwierdzają, marzenia pozostają.
Otwórz się — myślisz.
Napisz się — prościej.
Prawdę chcesz — niełatwość.
Dusisz się — garścią.
Zmagasz się — z ilością.
Czy walczyć chcesz? Idiotko.
Po co i na co, jak NIE wytatuowane,
napisane, to zbyt mało powiedziane.
NIE to nie znaczy TAK.
NIE znaczy niemożność taktu,
taktyki tej problematyki,
zwyczajnej odpowiedzi.
Gdyż Ty, Idiotko, wierzysz w to.
Wiara nigdy nie ustanie
do ostatniego żaru w popiele zdarzeń.
Nie jesteś idiotką,
tylko kowalem, damą, patriotką.
Wierzysz i walczysz.
Bezustannie.
Żagle
Zwiń żagle swojej walki,
gdyż on nie używa żagli.
Żagle to był żar.
Miłości war.
Żar walki.
Chwile chwały.
Żar miłości walki.
Fale ustały.
I cisza.
Gdy ostatni żagiel opada
na tafli morza spokoju,
Ty z drugiej strony ostrzysz strzały
godności i wierności
na lądzie.
Widzisz, patrzysz,
chcesz to wszystko zmienić.
Chcesz naprawić
i wznieść żagle
nadziei.
Lecz nie ma wiatru,
by tą wiarą pchał i o tę łódź dbał.
Są lęki ku temu,
co Ty, co on by miał.
Na morzu razem w lądzie chwał.
Morza wartości szkwał.
Cisza przed burzą…
Miłości nie zaznasz,
gdy liny lądów będą trzymać te wody,
a żagle Twe już się poddały,
płakać przestały.
Nie syrena
Puść go wolno, Kotwico.
Puść go wolno, Porcie, Ławico.
Niech płynie,
śmieje się i… jest.
Zdobywa syreny,
strzelec niepoznany,
po oceanów kres.
Centaur Twojej wyobraźni,
silnej podróży.
Z miłosnym niewyznaniem,
z prośbą i staraniem o niego
obudź się.
Ty nie jesteś jego syreną.
Ty byłaś portem,
chwilową ucieczką,
małą przystanią —
jego wycieczką.
Światłem byłaś,
Słońcem byłaś.
Marzeniem.
Zagadką.
Zdobyczą.
Zapomnij o nim, Syreno.
Obudź się ze swoich marzeń.
Ze szczytu marzeń
Szczyty marzeń, horyzont prawdy, a nie dasz się utwierdzić w prawdzie.
Gdy patrzysz w dal,
nie widzisz horyzontów,
zakrętów przyjaźni,
miłości końców.
Chcesz wejść wyżej,
wspiąć się na szczyt marzeń,
poznać jego granice,
jego kresy i horyzonty,
zanurzyć się w dalekim kochaniu.
Chcesz go znać,
chcesz przy nim trwać.
Nie chcesz poznawać końców
— marzysz o początku.
O początku jego duszy,
o początku jego serca,
o czymś trwałym,
co będzie tylko dla Ciebie.
O cieple, bliskości,
słowach pełnych radości,
o pocałunkach i dotyku,
o chwili bez końca,
o nieskończoności.
O śnie — tak ważnym,
tak prawdziwym, realnym…
tylko Waszym.
Lecz sen już się skończył.
Budzisz się.
Ze szczytu zejdź.
To tylko Ty jeszcze jesteś w nim.
Zejdź. Musisz zejść.
Otwórz oczy.
Obudź się.
Uśmiechnij się.
Bo takie słowa
są już blisko mnie —
słychać je gdzieś
na granicy snu i jawy,
w podświadomości,
w rytmie muzyki,
która gra w tle
i przypomina:
że każdy koniec
może być początkiem.
Próśb monologia
Zacznij, biegnij, połóż się, wstań.
Skacz, weź, zatrzymaj się, stań.
Pytaj, mów, mało, dużo. Stop.
Nie mów wszystkiego. Stop.
Zamknij się, otwórz.
Pytaj, zrozum, nie bierz.
Przestań, przestań, proszę.
Weź się za siebie.
Gdy ciebie ktoś weźmie
na chwilę lub zdalnie,
nie dziw się, że to nienormalne.
Chcesz godności swojej,
szacunek swój,
piedestał swój mieć?
Tron Twój, Twoja korona,
została na chwilę zniszczona.
Ktoś Cię ukradł,
zamknął Cię?
Stop.
Przestań!
To normalne? Nie!
Barwy listów prawdy
Szukasz
szczęścia swojego —
tego, które skradzione,
zawisło gdzieś
nad morzem jego ego.
Strzały namiętności
biegły ku wolności,
ku światu,
który miał być
tylko nasz.
Powiedz — dlaczego
nie dotrzymałeś
szczęścia, które było między nami?
Czy zdradą
stało się słowo nienapisane?
Czy ciszą
stały się słowa niewypowiedziane?
Byłeś.
A może tylko
przechodziłeś obok?
Robiłeś podchody,
zostawiałeś znaki,
które próbowałam odczytać.
Otwierałeś przede mną
morze listów,
pełnych niedopowiedzianych znaczeń.
Chwilowe westchnienia
zamieniałeś w obietnice,
a potem
kradłeś ich barwy.
Pozostała tylko
barwa zdrady —
biała i czarna.
Biała jak kartka,
na której miały powstać
słowa prawdy.
Czarna jak atrament,
którym zapisano kłamstwa.
Obietnica napisana,
a jednak niedotrzymana.
List wysłany
bez adresu serca.
I tylko jedno pytanie
wraca do mnie
jak fala:
Dlaczego?
Lawa i trofea
Patrzeć lubiłam.
Czytać lubiłam.
Kiedy Cię obserwowałam,
w podświadomości swojej
widziałam to, czego jeszcze nie znałam.
Pisać umiałam,
chciałeś, to Ci pokazałam
brak granic i wulkanów pamiątki.
Chciałam
zestrzelić nasze początki
na trofea.
Nagrody, pocałunki swobody.
Twoje słowa, moje pragnienia.
Została lawa i wspomnienia.
Lawa kamienna
w moim oceanie podświadomości,
kochaniem się w nieskończoności.
Ogniska zmysłów
Coraz lepiej radzę sobie
z zapomnieniem —
z ogniem,
który kiedyś
rozpalały zmysły.
Z Twoją strzałą,
która przechodziła
tuż obok mojej skroni,
dotykała ciała,
budziła umysł,
poruszała zmysły
i śmiejącą się duszę.
Lecz serce…
serce miało własną kuszę —
zranioną, a jednak wciąż gotową
wypuścić strzałę
w stronę Twojego serca.
Twoja strzała,
moja kusza —
dziwna gra kuszenia, milczenia
i spojrzeń.
Kilka lat, minut
i godzin
próbowałam zapomnieć.
Zapomnieć zwyczajność,
która otaczała nas
każdego dnia.
Wspólne,
a jednak osobne
chwile.
Przeżycia, które wiatr czasu
rozrzucał po pamięci,
niosąc je
w stronę przyszłości.
Może innej.
Może lepszej.
Może pełnej miłości.
A jednak…
NIE.
To słowo
nie było końcem.
Było krzykiem serca,
które nie chciało
kończyć tego, co jeszcze
w nim żyło.
Nie chciałam
kończyć.
Chciałam tylko
przestać pamiętać.
A pamięć
wciąż rozpalała
ogniska zmysłów,
dno mojego serca.
Listy w butelce
Listami mej Duszy w butelce utknęłam.
Zapal ze mną ten ostatni raz papierosa marzeń.
O lepszy świat, nasz świat razem. Będziemy się bić.
Wypij ze mną jabłkowe, chmielowe, gazowane butelki.
Szklanki potęgi.
Słodkie, jak jeszcze nie były nasze poranki.
Tak, wiesz, chcesz, czy nie?
Palone wieczory bez pokory, do nocy bez zmory.
Ja i Ty razem w ramionach chwały, bezpieczeństwa.
By nie ustały nasze usta.
Noce gorące jak piasek rozżarzonej ciszy,
sen nie pogrążyłby nas
w dotyku bliskości setek plaż.
Leć, proszę, wysoko. Wyląduj bezpiecznie.
Ja Twoją kuszą, Ty mym powietrzem.
Ty moją strzałą tak jak popiół i żar,
kieruj się do mnie, proszę Cię, tak…
Rękopisu para
Nie gaś oceanem ucieczki
mojej namiętności teczki.
Gdyż ja Twoją teczką.
Ty moim rękopisem.
Ja Twoją mapą.
Ty moim podróżnikiem.
Ja Twoim tlenem.
Ty moją wolnością.
Nie jakąś miłością,
tylko prawdziwą wolnością.
Miłość we dwoje
nie jest nam pisana.
Myśl ta boli jak rana szarpana.
Ty masz tlen i ocean spokoju.
Ja Twym piaskiem i słońcem.
Brzegiem, horyzontem.
Ostoją i ramieniem.
Ty moją duszą, ja Twoją.
Jak strzała i kusza,
przyjaźni po brzegi,
niekończące się nigdy
tej historii przebiegi.
Łączące się w biegi: pod i nad nami.
Bez granic, świateł, ciemności
w łączącej nas namiętności.
Ja mam talent i pióro wieczności.
Tacy sami, jeszcze niezakochani,
szalenie pragniemy swej obecności.
A jest B
Nie mów nigdy A, gdy nie umiesz powiedzieć B. Zastanów się lepiej, na TAK czy na NIE.
Książkę to mało, by napisać o tym,
co mnie spotkało.
Kropką nad i Tobie być przystało.
Zdjąłeś czar, rozpętałeś miłości żar.
Uśpiony w mej duszy, bezpiecznie, by trwał.
Żar dla Ciebie.
Ale na próżno,
boś mnie potem rzucił w próżnię,
żegnając się bez słowa.
Książkę moją rozpoczynam od nowa.
Byłam tam, chcę być od nowa.
Chciałabym, byś dotrzymał słowa.
Boisz się, wiem, a ja nie…
Twoja tarcza zgubiła się gdzieś.
Podniosłeś ją,
chcesz budować z kimś innym dom.
Bardzo musi boleć ta książka,
słów gra, bolączka.
Chcesz być wolny, ja Ci to dam.
Nie wiesz, jak ja mocno gram.
Walczyć już nie mogę.
Muszę pisać, by zapomnieć o Tobie.
Ty moją weną, pirackim skarbem,
czymś niezdobytym na zawsze.
Chcę o tym krzyczeć,
swobodnie mówić,
w tłumie ludzi się nie gubić.
Boisz się A, ja mówię B.
Bo A już dawno zaczęło się.
Powiedziałeś A, nie powiedziałeś B.
I co?
Zostawiłeś mnie.
Bez igrzysk zmartwień,
ogni, przeszkód, trawień,
Ty mówisz NIE.
Mówisz, że to mi się nie wydaje.
Wiem,
chcę o tym krzyczeć,
lecz boję się.
Twoje odrzucenie
to najgorsze NIE.
Słowami duszy
Słowami Duszy karmiona ma Wena w wyznaniach, wierszach, niech będzie Poemat. Poemat życia. Znam już go na pamięć. Słowami przestać? Jeszcze nie potrafię. Dojść Ciebie poprzez słowa nie mogę. Czekam, wciąż czekam na Twoje słowa i Twoją drogę do mnie. Gdyż Ty nie martwisz się końcem tej opowieści. Zamknąłeś się, barykady masz, kilometry, cisza… I trwasz.
Sto kartek wyzwań.
Sto lat w miłości.
Sto lat w bezsilności.
Dwie dekady czekania.
Dwa tygodnie obietnic.
Miesiące wypatrywania.
Miesiące czekania.
Sto kartek obietnic.
Sto kartek wyzwań.
Piosenek miliony.
Cytatów dwa tomy.
Karmy i równoważnie.
Huśtawki słów na poważnie.
Huśtawki prawdy i nieprawdy.
Sto gram kłamstw.
Sto gram seksu.
Wszystko wirtualnej wagi,
do przewidzenia ta strona.
Sto słów na TAK.
Kilka na NIE.
Wiosen dużo, dni.
Lato odrzucenia, miesiące.
Noce marzeń, codziennie, tysiące.
Poranki łez płynące.
Wysyłane wibracje.
Podświadomości inspiracje.
Telepatyczne myśli.
Kocham Cię. Gdzie jesteś?
Tęsknię. Czekam.
Czekam na sto słów na TAK.
Na nasze dekady,
nie na żadne blokady.
Na TAK, nie na NIE.
Przyjdź, zostań, walcz.
Na pytanie odpowiedz.
Proszę Cię, odpowiedz:
Krótkie — kocham Cię.
Dziewczyna z damą kier
Tamta dziewczyna, miła dziewczyna.
Spokojna, niezraniona, nieskazitelna,
zła wewnątrz, marzycielka.
Wszystko się zmieniło gdy pojawiłeś się Ty.
Tamta dziewczyna jest już inna.
Stoi nad przepaścią swoich możliwości, granic,
stąpa po cienkiej linii wydarzeń.
Nie boi się, wie co robić.
Chce spełnić swoje sny,
Lecz boi się odrzucenia, bo pojawiłeś się Ty.
Nie chce już snów pamięci,
Chce realnych zdarzeń, chce się do Ciebie zbliżyć,
chce uratować Wasz los wydarzeń.
Tak ważnych, tak cennych marzeń.