PROLOG
Ta książka jest dalszą drogą.
Jeśli znasz już Las Kamieni Mocy, wiesz, że wszystko zaczęło się od uważnego spojrzenia — na siebie, na innych i na świat wokół.
Leśne Ścieżki są kontynuacją tej opowieści. Tu dzieci wracają do lasu bogatsze o doświadczenie, gotowe słuchać uważniej i widzieć więcej.
Tym razem las nie mówi już tylko symbolami.
Opowiada o sobie.
O swoim rytmie, porach roku, wzajemnych zależnościach, o ciszy, która leczy, i o wiedzy zapisanej w liściach, korzeniach i powietrzu. To zaproszenie do prawdziwego spotkania z naturą — takiej, jaka jest naprawdę.
Nie trzeba być ekspertem.
Wystarczy ciekawość.
Reszta wydarzy się na ścieżce.
NOTA AUTORSKA
Leśne Ścieżki powstały z potrzeby pogłębienia historii rozpoczętej w Lesie Kamieni Mocy. Tam była opowieść o emocjach i wartościach. Tutaj jest las — jako nauczyciel, przewodnik i przestrzeń doświadczenia.
Ta książka opiera się na rzetelnej wiedzy przyrodniczej, obserwacjach i mojej osobistej fascynacji ideą shinrin-yoku — kąpieli leśnych, czyli świadomego zanurzenia się w naturze wszystkimi zmysłami. To nie metoda ani terapia w sensie formalnym, lecz sposób bycia: wolniejszy, uważniejszy, bliższy temu, jak funkcjonuje świat przyrody.
Historie zawarte w książce prowadzą przez kolejne miesiące roku, pokazując las takim, jaki jest naprawdę: zmiennym, żywym, mądrym i pełnym znaczeń. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z szacunkiem.
To książka do czytania, do rozmowy, do wspólnego bycia w lesie — w szkole, w domu, na spacerze.
Shinrin Yorku czyli kąpiele leśne
Wakacje minęły szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Lena, Tomek, Zosia i Maks spędzili je zupełnie inaczej niż cały rok szkolny. Zamiast przygód i spacerów — były długie godziny przed komputerem, gry, filmy, czaty. Początkowo to było fajne, ale z czasem zaczęli czuć się zmęczeni. Oczy piekły, głowy bolały, a każdy kolejny dzień zlewał się z poprzednim.
Pewnego wrześniowego popołudnia Lena przypomniała sobie o czymś, co jakiś czas temu znajdowali w lesie.
— Pamiętacie nasze kamienie? — zapytała. — Może powinniśmy tam wróci?
— Do Starego Dębu? — zdziwił się Maks. — Ciekawe, czy jeszcze stoi!
— Las zawsze stoi — uśmiechnęła się Zosia. — Tylko my czasem o nim zapominamy.
I tak, z plecakami i termosami, ruszyli dobrze znaną ścieżką za szkołą. Im dalej szli, tym ciszej się robiło. Dźwięk ulicy powoli gasł, a jego miejsce zajmował szept wiatru i śpiew ptaków.
— Jak tu zielono! — zachwycił się Tomek. — Po tych wszystkich ekranach aż oczy odpoczywają!
— Widzicie? — rozległ się znajomy głos. — To właśnie moc lasu.
Zza drzew wyłonił się Stary Dąb, ten sam, który kiedyś nauczył ich, jak słuchać kamieni. Teraz uśmiechał się ciepło, jego liście szeleściły jak powitanie.
— Dobrze, że wróciliście — powiedział. — Las tęsknił za waszym oddechem.
Dzieci usiadły na trawie. Powietrze pachniało mokrą ziemią i mchem.
— Trochę za wami cicho — zauważył Dąb z uśmiechem.
— Bo my… trochę za dużo graliśmy — przyznał Maks. — A potem wszystko było jakieś szare i bardzo głośne, męczące…
— W mieście zawsze jest głośno — odparł Dąb. — Ale las potrafi chronić przed hałasem. Gdy rośnie gęsto, tłumi dźwięki — nawet o 20 decybeli mniej słyszycie, jeśli stoicie wśród drzew. Dlatego czujecie tu spokój.
Zosia zamknęła oczy.
— To naprawdę słychać. A właściwie… nic nie słychać.
— I to jest właśnie piękne — powiedział Dąb. — Cisza to też dźwięk. Dźwięk bezpieczeństwa. Dzięki niej i wy, i leśne zwierzęta czujecie się spokojni.
Lena przeciągnęła się leniwie i oparła plecy o pień Dębu.
— Ojej… jak dobrze.
— Czujesz? — zapytał. — To też nie przypadek. To sylwoterapia. Ludzie od dawna wiedzą, że drzewa potrafią uzdrawiać. Kiedy się ich dotykasz, uspokaja się serce, wyrównuje oddech, a ciało rozluźnia.
Dąb pochylił lekko koronę, jakby chciał zdradzić im sekret.
— A w dalekiej Japonii ludzie wymyślili coś, co nazywa się shinrin-yoku — kąpiele leśne. To nie prawdziwe kąpiele w wodzie, tylko zanurzenie się w lesie wszystkimi zmysłami. Tam lekarze czasem przepisują ludziom spacery po lesie zamiast lekarstw. Mówią, że to najlepszy sposób na spokój, zdrowie i uśmiech.
— Czyli to też trochę jak terapia drzewami? — spytała Zosia.
— Właśnie tak — potwierdził Dąb. — Bo gdy słuchacie szumu liści, wdychacie zapach igieł i dotykacie kory, to las leczy was po cichu.
— Naprawdę drzewa leczą? — zdziwił się Tomek.
— Tak — odparł Dąb. — Każdy gatunek ma swoją moc. Brzoza dodaje energii, sosna oczyszcza, lipa koi nerwy. Ale wszystkie razem uczą najważniejszego — szacunku do życia.
Zosia wstała i spojrzała w górę. Promienie słońca przeciskały się między liśćmi, tworząc na ziemi plamy światła.
— Myślę, że las jest jak nauczyciel. Tylko taki, który nie mówi głośno, ale wszystko pokazuje.
— Masz rację — przytaknął Dąb. — Kto patrzy sercem, ten się w lesie uczy najwięcej.
Dzieci zostały tam długo. Patrzyły, słuchały, milczały. I choć nie znalazły kamieni, odkryły coś ważniejszego — że wśród zieleni ich oczy odpoczywają, myśli się uspokajają, a serce bije spokojniej.
Kiedy wracali, Zosia powiedziała cicho:
— Myślę, że to będzie dobry rok.
A Dąb, poruszając koroną, jakby szeptał:
— Będzie. Bo zaczęliście go w lesie.
Leśny Internet
Jesień pachniała już dymem i mokrymi liśćmi. Las był pełen kolorów -złotych, pomarańczowych, brunatnych. Dzieci szły tą samą ścieżką co miesiąc wcześniej, ale tym razem las wyglądał inaczej — jakby ktoś pomalował go na ciepło.
— Patrzcie, ile liści! — zawołała Lena. — Jakby ktoś rozsypał tu złote monety!
— Ciekawe, czy znów znajdziemy Stary Dąb — zastanowił się Tomek.
— Raczej on nas — zaśmiała się Zosia.
Nie myliła się. Zanim dotarli do polany, wśród drzew rozległ się znajomy, spokojny głos.
— Witajcie, mali podróżnicy. Stary Dąb stał jak zawsze, potężny i dostojny.
— Co dziś będziemy robić? — spytał Maks. — Nie ma już kamieni, las wygląda tak pięknie i mam wrażenie że ma dla nas jakieś nowe wyzwania. Las jest taki żywy, migocze kolorami, szumi dźwiękami…
— Bo on jest żywy — odpowiedział Dąb z uśmiechem. — A dziś opowiem wam o tym, jak las rozmawia sam ze sobą.
Dzieci spojrzały po sobie zaskoczone.
— Drzewa rozmawiają? — spytała Zosia.
— Oczywiście. Nie słowami, jak ludzie. Las ma swoją sieć. Taką, jak wasz internet.
— Internet w lesie?! — roześmiał się Maks. — To niemożliwe!
— Możliwe — zaśmiał się Dąb. — Zamiast kabli są tu korzenie i grzyby. W ziemi pod waszymi stopami rosną tysiące maleńkich nitek — to grzybnia. Łączy drzewa ze sobą, tak jak sieć łączy komputery. Dzięki niej możemy się wymieniać wiadomościami — przekazujemy sobie wodę, składniki mineralne, a nawet ostrzeżenia.
— Ostrzeżenia? — zapytała Lena. — Przed czym?
— Na przykład, gdy któreś z nas zostanie zranione albo zaatakowane przez szkodniki. Wtedy inne drzewa dostają sygnał i przygotowują się do obrony.
— Czyli wy… pomagacie sobie nawzajem? — powiedziała cicho Zosia.
— Tak. Starsze drzewa, takie jak ja, często dzielą się z młodszymi tym, czego im brakuje. Bo w lesie nikt nie rośnie sam.
Tomek ukląkł i wbił palce w miękką ziemię.
— To niesamowite. Pod nami jest cały świat, a my go nie widzimy.
— Tak — potwierdził Dąb. — I to dobra lekcja. W życiu też nie wszystko widać. Czasem najważniejsze rzeczy dzieją się w ciszy, pod powierzchnią — jak przyjaźń, troska, pomoc.
Maks uśmiechnął się szeroko.
— To najlepszy internet, jaki znam. Nie psuje się, nie potrzebuje prądu i działa nawet bez zasięgu!
Dąb roześmiał się cicho.
— I jest jeszcze coś. W tym leśnym internecie nikt nie hejtuje. Tu wszyscy sobie pomagają.
Las, który potrzebuje pomocy
Jesień pachniała dymem, igliwiem i mokrą ziemią. Liście już dawno opadły, a las wyglądał jakby zapadł w sen.
Kiedy dzieci dotarły do polany, nagle zatrzymały się w miejscu.
Na ziemi leżały świeżo ścięte pnie.
— O nie… — szepnęła Lena. — Kto mógł to zrobić?
— Przecież las był taki piękny! — dodała Zosia z żalem.
Zza drzew wyszedł starszy mężczyzna w zielonym mundurze. Niósł mały notes i miał twarz opaloną od wiatru.
— Dzień dobry — powiedział z uśmiechem. — Widzę, że martwi was widok ściętych drzew. Nazywam się Leon i jestem leśnikiem.
— Ale dlaczego wycinacie las? — zapytał Maks. — Przecież drzewa dają tlen!
— Masz rację — odparł leśnik. — Ale czasem, żeby las mógł dalej oddychać, trzeba mu pomóc.
Usiadł na jednym z pni i spojrzał na dzieci.
— Wiecie, od kilku lat jest coraz większa susza. W ziemi brakuje wody, a wtedy drzewa słabną. Ich korzenie nie mogą pobierać tyle wilgoci, ile potrzebują. Stają się mniej odporne na szkodniki i choroby.
— To znaczy, że chorują tak jak ludzie? — spytała Zosia.
— Tak — przytaknął Leon. — Gdy drzewo jest osłabione, łatwo je zaatakować. A jednym z największych wrogów lasu jest jemioła.
Wskazał dłonią w górę, na sosnę, której gałęzie zdobiły zielone kłębki.
— Jemioła wygląda pięknie, prawda? Zielona, gęsta, zawsze żywa. Ale to półpasożyt — rośnie na drzewach, wysysa z nich wodę i sole mineralne. Osłabione przez suszę drzewa nie potrafią się bronić. Dlatego jemioła rozprzestrzenia się coraz szybciej — szczególnie na sosnach, ale też na innych drzewach liściastych, jak topole, brzozy, lipy czy klony.
— Czyli te drzewa, które wycięliście, były chore? — zapytała Lena.
— Właśnie tak — potwierdził leśnik. — Gdybyśmy zostawili je w lesie, choroba rozniosłaby się dalej. Wycinamy je, by uratować pozostałe. To trochę tak, jakbyś usuwała z ogrodu chwasty, żeby kwiaty mogły rosnąć.
— A kiedy można to robić? — dopytał Tomek.
— Od połowy października do końca lutego — wyjaśnił Leon. — Wtedy las odpoczywa, ptaki nie mają lęgów, a zwierzęta szukają ciepłych miejsc do zimy. Dzięki temu nikt nie traci swojego domu.
Zosia przyjrzała się pniom i wskazując zielonkawe plamy jemioły powiedziała:
— Nigdy bym nie pomyślała, że coś tak ładnego może szkodzić.
— W przyrodzie nie wszystko jest tym, czym się wydaje — powiedział spokojnie Leon. — Jemioła ma swoje miejsce w ekosystemie, ale gdy się rozmnoży zbyt mocno, staje się zagrożeniem.
— Czyli to nie jest niszczenie lasu, tylko leczenie? — zapytała Lena.