E-book
13.65
drukowana A5
34.52
drukowana A5
kolorowa
58.1
Leonardo… da Vinci

Bezpłatny fragment - Leonardo… da Vinci

Vita-życie

Objętość:
137 str.
ISBN:
978-83-8189-215-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 34.52
drukowana A5
kolorowa
za 58.1

autor. Krzysztof Jan Derda-Guizot

Leonardo… da Vinci Vita-życie

Część zdjęć Leonarda da Vinci za młodu, jako że nie mamy ani jednego jego prawdziwego wizerunku z okresu młodości pochodzi z serialu Demony da Vinci. Książka powstała też dzięki wydatnej pomocy Polskiej Wikipedii.

Dedykuję ją w całości: Leonardowi da Vinci. autor.

Rok 1452

Napisać książkę o Leonardo da Vinci, nie jest wcale sprawą łatwą, chociaż i nie aż tak trudną jak by się wydawało. Jednak dokumenty archiwalne często są sprzeczne same z sobą, i zaprzeczają jedne drugim. Leonarda otacza zatem pewien nimb tajemnicy, potrzeba, i należy uchylić jej rąbka i wielu tych niedomówień, prawd, albo półprawd. Ja jednak postanowiłem ten trud podjąć właśnie i proszę czytelnika o wyrozumiałość, jeśli w czymś zbłądziłem czasami, jak sam wielki geniusz Leonardo błądził częściej, niż by się nam wydawało. Bo tak po prawdzie, Leonardo di ser Piero da Vinci, kim on jest? I kim był za swojego pełnego przygód życia, ten niezrównany Geniusz wszechczasów?

Do napisania tej książki, poprostu zmusił mnie on sam, jako postać o takich niesamowitych dokonaniach, jakimi były jego własne przemyślenia. Jego daleko wzroczne wizjonerstwo, i ten niesamowity talent do którego, nikt z mu, współczesnych ani obecnie żyjących ludzi, nie mógł się nawet przybliżyć na przysłowiowy cal. Nawet największy geniusz dwudziestego wieku Albert Einstein, spoglądał z najwyższym uznaniem i podziwem na jego gigantyczne dokonania. Oto my dziś wspólnie, wejdźmy w jego własne vita, życie. Sam tego chyba chciał? Skoro zgodnie ze swoim zwyczajem zawsze nieco bezpośrednim, tak po prostu, nawiedził mnie w moim własnym śnie, i opowiedział mi swoją jak się wkrótce przekonacie, dość pasjonującą historię o sobie samym.

Zaproszeni zostaliśmy przez niego samego i jego własnoręcznie napisany testament, jaki nam zostawił poprzez swoje wszystkie dzieła. Leonardo urodził się dnia 15 kwietnia 1452 roku o godzinie 22.minut 30. Był nieślubnym synem Piera da Vinci notariusza, prawnika i adwokata przy tym, człowieka bedącego biegły księgowym. Urodził się z matki, a przepięknej jak mawiają uczeni chłopskiej córki, wiejskiej dziewczyny imieniem Catarina. Jednak co do nazwiska matki Leonarda uczeni, toczą zacięte spory, które wprawdzie przynoszą wiecej haosu niż samej prawdy o tej pięknej kobiecie. Matka Leoarda miała z całą pewnością na imie Caterina, pierwsze jej nazwisko brzmi. Caterina di Meo Lippi. Ale że wyszła za mąż, jako że ojciec Leonarda był w tym czasie zaręczony już z inną szlachcianką, Caterina przyjęła, nazwisko Buti del Vacca. Leonardo zaś został ochrzszczoy niemal natychmiast następnego dnia, bowiem 16 kwietnia w kościele Santo Crosso we Vinci. Od tej pory przebywał i wychowywany był tylko przez Katarzynę swoją, nad wyraz piękną matkę, przez niemal pięć lat we wsi Anchiano. Jednak po roku samotności Caterina wychodzi za mąż i, mały jeszcze Leonardo chcąc nie chcąc, mieszka przez następne cztery lata z matką i ojczymem, czyli nowy mężem swej matki.

Jednak w piątym roku jego życia ojciec zabiera, małego Leonarda od matki, z powodów nam bliżej nieznanych. Z tym że jak wspomniał mi w moim śnie, kiedy się w nim pojawił sam jak zwiewny duch Leonardo, szarpiąc mnie za ramię. Powiedział nie budź się ale posłuchaj co mam ci do przkazania. Pomyślałem we śnie, ki diabeł mnie tu nachodzi jaki duch czy zjawa? Na co on, spokojnie skrybo to tylko ja, Leonardo da Vinci. Opowiem ci moją historię, powiedział cicho. Po jakiego grzyba? Wiem o tobie wystarczająco dużo. Powiadam mu we śnie. Ale nie wiesz wszystkiego, po czym mówił tak. Jeszcze kiedy mieszkałem w domu mojej mamy. Pewnego dnia moja matka w piękną pogodę wystawiła moją kołyskę kiedy miałem niemal rok, stąd pamiętam dobrze ten fakt. Przed nasz dom w sadzie, przy nim położonym. Nagle na drążku mojej kołyski, tuż przedemną usiadł olbrzymi sokół i wpatrywał się we mnie długo i uporczywie, łącząc się ze mną czymś niepojętym. Jak by pomostem telepatycznym. Moja Katarzyna zobaczywszy ten widok, wystraszyła się co oczywiste straszliwie. Tak, że natychmiast rzuciła w ogromnego ptaka, brzozową miotłą którą to, akurat zamiatała obejście swojej wiejskiej chałupy.

Los mojego życia potoczył się dla mnie Leonarda nie zbyt szczęślliwie. Moja matka porzuciła nas, niemal po pięciu latach samotności, bez obiecanego jej ślubu przez mojego ojca Pierra. A to świnia jedna, powiadam mu na to. Nie obrażaj mojego ojca bo zamienię cię w mysz. Po czym opowiada dalej, nieco bezczelnie jak zwykle u niego, no i zniknęła na długie lata z mojego życia. Stało się tak, ponieważ o ślubie moich rodziców w tych czasach, nie mogło być w ogóle mowy. Zatem po niemal pięciu latach pobytu w Anchiano z moją matką, mój ojciec zabrał mnie, jako jeszcze małego pięcioletniego Leonarda do swojego rodzinnego domu, położonego tuż nieopodal, w miasteczku Vinci, gdzie opiekowała się mną, dalej moja babka i dziadek rodzice mojego ojca, oraz brat ojca Francesco. Stąd moj nazwisko Vinci. Acha powiadam, dobrze że mnie mistrzu poinformowałeś, o tym fakcie bo był bym nieświadom owego pochodzenia. Dobra dobra powiada, słuchaj dalej.

Rok 1466

No i co było dalej? Pytam go w moim śnie. No co?! Powiada nieco zagniewany Leonardo, że nie wierzę w mój sen. Nieco później w 1466 roku, ojciec zabiera mnie małego jeszcze Leonarda do Florencji, gdzie miał swoją kancelarię adwokacką na ulicy Via dei Gondi. Ojciec wyształcił mnie dokładnie, ale niestety całkiem nieformalnie, gdyż jako dziecko z nieprawego łoża nie mógłem pójść, do żadnych lepszych szkół prowadzonych, we Florencji. Jednak dzięki mojej niesamowitej inteligencji, opanowałem biegle już za młodu, język łaciński, geometrię i matematykę. Nie chwal się Leonardo, nie kłamiesz mnie? Pytam nieco jak by mu na złość. Puknij się w swój pusty łeb, pisarzyno. Lepiej zapamiętaj co mówię i spisz wszystko, w książce o mnie dokładnie. To pytam go tak. Nie jesteś ty aby nieco zbyt zarozumiały? Ja nie, powiada Leonardo, stojąc nademną jak jakiś duch. Ale ty pewnie jako skryba, osiągniesz chwałę, za to że opisałeś mój trudny żywot. Dziś nie mówi się na pisarzy skryba, tylko jak nieraz dawniej mawiano, pisarz.

Powiadam mu złośliwie. Co za różnica, każdy wie co to znaczy skryba, czy tam pisarz, odpowiedział Leonardo, i niespodziewanie usiadł mi na kołdrę. Nie pchaj się za bardzo na mnie mówię mu. Bo słyszałem, że masz ciągoty do przystojnych pisarzy, za jakiego się mam. Spokojnie, raczej wolę piękne dziewki, powiada. Ja także i to z całą pewnością, odciąłem się mu ripostą. Zobaczymy jak będzie, powiadam mu we śnie. To opowiadaj dalej słucham. Dobrze, powiada Leonardo. Nasza śniona rozmowa odbywała się oczywiście po włosku. Jako że na szczęście znam i ten język. No to słucham cię mistrzu palety, powiadam drugi raz. To nie gadaj tyle, tylko słuchaj i spamiętaj wszystko. Później spiszesz to w książce o mnie. Przecież i tak zaraz na jaw wyjdzie mój niesamowity talent w każdej, absolutnie każdej dziedzinie. Co za zarozumialec pomyślałem. A on machnął na to ręką, widać słyszał nawet moje myśli. Od lat młodzieńczych zaczyna się moja kariera jako utalentowanego niemal nieziemskimi mocami i wiedzą prawie absolutną we wszystkich znanych i nie znanych ówczesnej dziedzinach nauce. Oraz we wszystkich znanych ówczesnej nauce kierunkach.

Mój ojciec Pierro, widząc jakiego to niesamowitego syna dała mu przepiękna Caterina, przedstawia mnie jako jeszcze małego, chyba jak pamiętam, dziesięcioletniego Leonarda swojemu znajomemu. Innemu geniuszowi tych czasów malarzowi Andreii Verocchio. Tu jako młody geniusz praktykowałem, w jego pracowni malarskiej. Gdy wyrobiłem sobie markę artysty malarza, wkrótce król francuski Franciszek pierwszy ściągnął mnie do siebie na kilka lat. Moją popularność po dziś dzień, zawdzięczam swoim dziełom malarskim. Stosowałem zawsze, technikę malarską zwaną sfumiato. Wiesz co to jest sfumiato? Pyta się mnie jak jakiś profesor. Nie wiem, powiadam. Na cholere mi potrzebne twoje sfumiato, do pisania książek? Wobec czego na oświadczenie, zaśmiał się, na swojej młodej i sympatycznej twarzy. Bo zapomniałem wam powiedzieć, że przyśnił mi się, jak miał chyba jakieś tak na oko, dwadzieścia cztery lata. Przy czym zachwycała wielowymiarowość wszystkich ludzi, moja tytaniczna praca, powiada.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 34.52
drukowana A5
kolorowa
za 58.1