Wstęp
Urodziłam się w poniedziałek. Myślę, że nieprzypadkowo, bo w niedzielę Bóg odpoczywał, więc kolejnego dnia, o magicznej 3:30, postanowił wraz z moją mamą wypróżnić mnie na zewnątrz. Było mi dobrze w brzuchu mamy, ale czas naglił, więc pomyślałam: „A, raz się żyje, zaczynajmy!”.
I tak zaczęła się moja przygoda. Przygoda pełna doświadczeń, lekcji, dużej ilości miłości i… lęku. Nie jestem psychologiem ani lekarzem. Jestem człowiekiem.
Człowiekiem, który doświadczył wiele i który napisał jeszcze więcej czarnych scenariuszy.
Ta książka nie jest wybitnym dziełem terapeutycznym. Jest za to historią napisaną przez życie. Nieco groteskową, nieco przerażającą, ale na pewno uświadamiającą to, kim jesteś ty, czym jest twój organizm i dlaczego czujesz to, co czujesz. Jeśli możemy zaczynać, leć dalej. Jeśli się wahasz, przeczytaj jeszcze raz zdanie na temat cudu moich narodzin.
Od początku…
Już jako dziecko byłam kompletnym kontrastem. Z jednej strony mocno odważna, z drugiej zaś lękliwa. W wieku 5 lat stwierdzono u mnie depresję lękową, która była niczym moja prawa ręka. Jako że dopiero mniej więcej w tym okresie życia uzyskałam pewną świadomość, myślałam, że to, co odczuwam, jest oczywiste dla każdego i że tak po prostu wyglądają emocje. Ach, jaka to była piękna pomyłka. Piękna, bo kiedy problem staje się zupełnie naturalny, przestajemy go analizować i przestajemy skupiać się na pewnych odchyłach od normy.
No właśnie, norma… Czym ona jest?
Dobra, do tego dojdę potem — skupmy się na lęku.
Jeżeli tak, jak ja, podporządkowujesz swoje życie pod to, co dyktuje ci lęk, ta książka jest dla ciebie. A dlaczego? Bo możesz spojrzeć na swoje doświadczenia z perspektywy obserwatora. Osoby, która czyta historię napisaną przez życie, ale nie musi się tą historią utożsamiać.
Być może masz inne doświadczenia, inny system obronny, oparty na przeszłych przeżyciach, ale mimo to emocja lęku działa w ten sam, schematyczny sposób, zmienna jest tylko jej intensywność.
Dlatego chętnie przedstawię ci krótki opis tego czym jest lęk i w jaki sposób się z nim zaprzyjaźnić.
Przykłady zawarte w książce opisują wyłącznie moje doświadczenia z zaburzeniami lękowymi i nie zastępują profesjonalnej pomocy psychologicznej.
1. Lęk i strach
Zapewne wiesz, o czym piszę, chociaż nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że to zupełnie inne emocje. Lęk to taka emocja, która powoduje, że nasz organizm przygotowuje się do walki lub ucieczki.
Ale do jakiej walki?
A no, jeśli znaleźlibyśmy się w zoo, tuż przy wybiegu dla lwów, moglibyśmy odczuć lęk. Tak, lęk. Nie strach. Bo strach jest uzasadniony, a lęk nie.
Możemy sobie tłumaczyć, że to normalne, bo po drugiej stronie, za grubym szkłem i kratami, znajduje się coś, co potencjalnie może nas zjeść czy rozszarpać na strzępy, a my będziemy umierać w męczarniach. Tylko że emocja lęku nie zakłada, że właśnie stoisz po drugiej stronie, osłonięty masywnym zabezpieczeniem, i że nie ma możliwości, żeby jeden z twoich czarnych scenariuszy się spełnił.
A dlaczego lęk nie jest racjonalny?
Bo ty go wyczekujesz. WYCZEKUJESZ. Ty go wymyślasz i na niego czekasz z otwartymi ramionami, by poczuć ten wspaniały, gorzki smak.
Kora mózgowa to warstwa mózgu, która odpowiada za funkcje poznawcze. Jest ona zbudowana z miliardów malutkich komórek nerwowych. I to właśnie w tych małych komóreczkach toczy się twoja walka o przetrwanie. Oczywiście nie tylko tam, bo komórki przesyłają impulsy do połączeń nerwowych, więc pole bitwy przenosi się na większy obszar. Ale to właśnie w korze mózgowej powstaje lęk. To tam chwytasz za długopis i piszesz powieść, która zakończy się lepiej, albo gorzej.
Więc w takim razie czym jest strach?
Strach to emocja, która jest uzasadniona. To podstawa funkcji prawie każdego organizmu. Ta emocja pojawia się wtedy, kiedy rzeczywiście ty i twoje ciało jesteście zagrożeni.
Stojąc przed wybiegiem w zoo, gdzie żyją największe koty tej planety, nie czujesz strachu, bo fizycznie nie ma do tego podstaw. Ale jeśli w pewnym momencie ten wybieg zostanie naruszony, a jeden z lwów stanie tuż przed tobą, naruszając twoją fryzurę podczas wydawania olbrzymiego ryku — czujesz strach. I dobrze, że go czujesz, bo wtedy możesz zacząć walkę o przetrwanie.
Za strach odpowiada ciało migdałowate, od którego dostajesz prezent w postaci zastrzyku adrenaliny i kortyzolu. I wtedy też możesz uciec lub walczyć. Ale robisz to, bo jesteś w bezpośrednim zagrożeniu.
Tak więc podsumowując:
— Strach to emocja, która reaguje na bezpośrednie zagrożenie. Na sytuację, która dzieje się w obecnej chwili.
— Lęk to emocja reagująca na zagrożenie, które w teraźniejszości nie istnieje. To zakładanie i spodziewanie się zagrożenia.
Obie emocje mają podobny mechanizm, ale reagują w zupełnie innych sytuacjach.
Byłam i jestem osobą, która kocha las. A największą przyjemność sprawiało mi samodzielne chodzenie po lesie. Pewnego razu wybrałam się na samotny spacer w głąb lasu. Nie byłam osobą dobrze widzącą, a szelest tłumaczyłam sobie podmuchem wiatru czy małymi organizmami, które szukają pożywienia albo schronienia. Przysiadłam i ku mojemu zdziwieniu dostrzegłam dzika, a właściwie lochę z młodymi. Tylko ze względu na moją niechęć do przyznania się do wady wzroku zobaczyłam je dopiero około 4 metry ode mnie. Locha szła w moją stronę, choć jeszcze mnie nie dostrzegła, a w głowie przeplatały mi się słowa babci: „Jak locha jest z młodymi, to będzie ich bronić”. I wtedy mocno się poruszyłam, żeby skłonić się ku wycofaniu, ale locha mnie zobaczyła. Ruszyła w moją stronę, a ja zaczęłam biec tak szybko, przez największe krzaki, że przez kolejne kilka lat nosiłam piękne znamię na czole, które pozostawił krzew z cierniami.
I wtedy czułam strach. Moje ciało zareagowało dokładnie tak, jak powinno, chroniąc mnie przed potencjalnym zagrożeniem lub walką, w której miałabym małe szanse. Tylko po tej sytuacji, przemierzając lasy, zaczęłam aktywować lęk. Rozglądałam się, szukając ewentualnej drogi ucieczki, trzymając w ręku dobry patyk, który w moim mniemaniu uratowałby mi życie. I zabierałam sobie całą radość z leśnych spacerów, wciąż czekając na ten moment zagrożenia, który, wiecie co… nigdy więcej nie nastąpił.
Ten lęk tłumaczyłam traumą, której zaznałam wtedy. Ale pewnego razu w mojej głowie zrodziło się pytanie:
— Ta sytuacja zdarzyła się raz. A ile razy zdarzyła się w mojej głowie?
Okazało się, że w mojej głowie ta sytuacja występowała w ilościach, których nawet nie umiałam policzyć. W setkach..
Przygotowywałam ciało do walki z czymś, czego nie było… I właściwie walczyłam, bo odczuwałam tę walkę. Moje ciało było przerażone, zmęczone, maksymalnie aktywne, jakbym walczyła nawet nie z jednym dzikiem, a tysiącem. Mimo że spacerowałam, wokół śpiewały ptaki, było wspaniałe powietrze, a mijając mnóstwo fantastycznych drzew — ja byłam na arenie pełnej zagrożenia.
I tu pozostawię piękny cytat: „Nie definiuje nas to, co nas spotyka, a reakcja na to”.
Możemy odbyć najcięższą i najdłuższą drogę, ale mając wolny wybór, możemy potraktować to doświadczenie lub emocje jako lekcje albo jako pierwszy stopień do lęku.
2. Emocje — złe czy dobre?
Pewnie nie raz mieliście myśli, że wolelibyście „nie czuć”, że „emocje są złe”.
Też tego doświadczałam i mam dla was dobrą i złą wiadomość:
Nie ma dobrych i złych emocji. One są takie, jakie mają być.
Dlatego się poprawię. Nie mam dla was dobrej i złej wiadomości…
Mam wiadomość.
Nasze ciało jest świetnie oprogramowanym komputerem. Robi dokładnie to, co ma robić. Funkcje układu pokarmowego, oddechowego czy jakiegokolwiek innego działają tak, żeby było nam jak najlepiej.
Nie musimy myśleć o biciu serca, żeby rzeczywiście biło. Nie musisz pamiętać o oddychaniu, żeby płuca napełniały się tlenem.
Tym zajmuje się autonomiczny układ nerwowy, który — jak wiemy — jest ściśle połączony z mózgiem.
Nie oznacza to, że za pomocą myśli będziesz w stanie szybciej strawić hamburgera, którego zjadłeś pół godziny temu, ponieważ każdy proces zachodzący w ciele dzieje się automatycznie, ale za to emocje mogą mieć na to duży wpływ.
Pozytywne emocje:
— Układ pokarmowy:
Jeśli jesteśmy przy hamburgerze, to emocje nadal nie wpłyną na sam proces trawienia, ale pozytywne nastawienie wspiera produkcję endorfin, które zmniejszają napięcie mięśni gładkich, przez co kanapka z kotletem przejdzie gładko przez żołądek i jelita.
— Układ krążenia:
Radość i miłość stymulują wydzielanie dopaminy i oksytocyny, które pomagają obniżyć ciśnienie krwi. Regulują pracę serca i poprawiają elastyczność naczyń krwionośnych.
— Układ odpornościowy:
Uczucie szczęścia i spokoju obniża kortyzol, zmniejszając ilość prozapalnych cytokin, jednocześnie wzmacniając odporność.
— Układ nerwowy i mózg:
Tu radość sprzyja wydzielaniu serotoniny i chroni komórki przed przedwczesnym starzeniem.
Negatywne emocje:
— Układ pokarmowy:
Przewlekły stres (lęk, niepokój, poczucie winy) zaburza pracę żołądka i jelit, wywołując ból, zapalenie czy IBS.
— Układ krążenia:
Złość, żal, samotność, frustracja powodują przyspieszenie akcji serca czy wzrost ciśnienia.
— Układ odpornościowy:
Negatywne nastawienie i osamotnienie obniżają poziom limfocytów, przez co organizm staje się bardziej podatny na infekcje.
— Układ oddechowy:
Stres i smutek wywołują spłycenie oddechu. Żal i strata usztywniają klatkę piersiową, co utrudnia dotlenienie.
Tak więc podzieliłam te emocje na dwa obozy — zły i dobry, ponieważ jedne emocje wpływają pozytywnie na nasz organizm, inne negatywnie, ale teraz przedstawię Ci inną kombinację.
Emocja żalu, wstydu, smutku, złości i strachu jest absolutnie naturalna. Są one po to, żeby uczyć nas procesów poznawczych:
Strach — chroni nas przed niebezpieczeństwem, mobilizuje do ucieczki lub walki.
Złość — pojawia się, kiedy ktoś przekracza nasze granice i daje energię do obrony.
Smutek — pomaga poradzić sobie ze stratą i skłania do refleksji.
Jako, że każda z tych emocji jest naturalna, to nie powinniśmy postrzegać samych emocji jako negatywne, lub pozytywne. Po prostu jedne są przyjemne, inne mniej. I dopiero nadmierna ich eskalacja może wpłynąć negatywnie na nasze ciało, prowadząc do problemów zdrowotnych.
3. Puszczanie emocji
Emocje są jak myśli: przychodzą i odchodzą, i nie ma fizycznej możliwości zatrzymać danej emocji w ciele.
To ścisły proces chemiczny, który przepływa, dlatego możemy je odczuwać w różnych częściach ciała, ale on się przemieszcza. Nie zatrzymuje się, nie trwa wiecznie.
Jeśli kiedyś trafiłeś na opinię, która jasno komunikowała, że musisz wyzbyć się zatrzymanych emocji — nie traktuj tego dosłownie. Nie możesz zatrzymać emocji, których doświadczyłeś, więc jak masz uwalniać coś, co już przeminęło?
A co z niewybrzmiałymi emocjami?
Może nie krzyknąłeś wtedy, kiedy chciałeś. Nie postawiłeś granicy komuś, kto cię wykorzystywał. Ale to nie znaczy, że te emocje zostały niewybrzmiałe, zatrzymane.
Emocje są dla nas i to my mamy je odczuwać. Nie musimy ich wyrzucać na zewnątrz. Mają one za zadanie poinformować nas o obecnym stanie — stanie euforii, miłości, złości czy strachu. Są dla nas lampką informacyjną, żeby nasze ciało wiedziało, w jaki sposób ma zareagować. I jeśli reagujemy inaczej, niż nasze ciało sobie tego życzy… nie dzieje się tak naprawdę nic.
Ciało jest bardzo skomplikowaną, ale i prostą maszyną. Skupia się głównie na przetrwaniu. Jeśli czuje lęk, będzie nas chroniło w każdy możliwy sposób, byle tylko przeżyć. Ma określone schematy, które dzieją się poza naszą kontrolą. Ale w tym wszystkim jesteśmy też my — nasza jaźń. Jaźń, która ma wpływ na nasze reakcje i myśli.
Jeśli przerwiemy ten schemat i nie będziemy reagować tak, jak życzy sobie nasza podświadomość i nasze ciało — zmieni się nasza percepcja.
I tu podam przykład: