Leki na lęki
Pewnego dnia rano…
Lęki
Wyją syreny na alarm za późno.
Już rakieta spadła — przeleciały drony.
Lęk się obudził, ciężko przerażony,
zerwany z nagła i upadł zemdlony.
Nikogo nie obchodzi, sen to czy też jawa,
czy prawda to fałszywa, czy jak zwykle blaga.
Lęk upity kłamstwem, syty słowotokiem —
ktoś go kiedyś zgasi? Wojennym wyrokiem?
Pusto w kościołach, cicho i bezludnie,
mysz śpi pod miotłą, pająk sieci przędzie.
Na Krzyżu ołtarzowym Bóg rozpostarł ręce,
czeka na zlęknionych, pocieszy ich w męce.
Do Prawdy Jedynej przyszło kilka osób,
pokłonili głowy, parę łez spłynęło.
Mają w pamięci „tamtych” syren wycie
i łomot nagły w drzwi domu o świcie.
Błagają o pokój samotnego Boga,
proszą o dni bez wojny dla całego świata.
Syreny nie zawyją, a drony nie przylecą?
Rakiety nie spadną jeszcze tego lata?
Diagnoza i terapia
Znieczulenie
Znieczulenie to, czy znieczulica?
Sam, pełen bólu stoi, a tłumna ulica.
Udawane współczucie, czy żywa empatia?
Fałszywy uśmiech, a w oczach apatia.
Pełne zrozumienie, gorące gratulacje?
Ręka płetwa ryby, skończone relacje.
Co innego „TikTok”, żywych uczuć natłok.
Pełne zrozumienie na przeróżny wyskok.
Rozognione oczy, rozbiegane palce
kibicują każdej o „lubienie” walce.
A życie, jak na niebie obłok
przepływa obojętnie obok.
Patrzy spod oka na najmłodsze plemię,
samotne, zalęknione — czy zaludni ziemię?
Jest na to lekarstwo!
Wyłączyć „net”, zakłócić transmisję,
przyjdzie czas na miłość i nową „Seksmisję”.
Zaczajony lęk
Lęk jest wredny,
lubi czaić się
w dudniącym hałasie
samochodowego radia.
Jest wtedy agresywny,
jest jakże prawdziwy,
potężnieje wrzaskiem
i nachalnym wyciem.
Nagle, zatrwożony obawą
odkrycia swych nagich intencji,
milknie i zostawia w piersi
tylko pogłos głośnego tętna.
Nie daje spokoju w pracy,
wtrąca się w codzienne rozmowy,
przewraca kubek z kawą,
potyka się na chodniku.
A w lesie — zielono-cichym —
jest takie specjalne lekarstwo!
Cierpliwe zasłuchanie się w promień
nucącego Boże psalmy słońca.
Alleluja, żyj pięknie, czuj się pięknie!
Dla ciebie mrówka niesie ziarnko,
dla ciebie sosny piją wodę z głębi,
dla ciebie kwitną letnie kwiaty.
Zrób zdjęcie, wydrukuj w pracy,
postaw na biurku w ramce:
„las pełen słońca i poszumu wiatru”.
Tylko od tego lekarstwa nie zaśnij.
Odtąd naprawdę ŻYJ!
Rozmowa
Jak trudna bywa bliskość
najlepiej wie ten, kto odpycha
z lęku przed najmniejszym zbliżeniem.
Taki ktoś kaleczy rozmowę
banałami, wypowiadanymi
jak codzienna mantra.
Niewypowiedziane słowa bolą
gorzką kulą we wnętrznościach,
zamykają serce na serdeczność.
Latami chowane na dnie życia
marzenia o bliskości kamienieją,
zastygają w kompleksy i złość.
Bóg nie ustaje, daje szansę i ratunek,
aranżuje rozmowę — katharsis.
Mur pęka i rozpada się, słowa leczą rany.
Bóg nie znosi żalu i pretensji,
niewybaczenia oraz pamiętliwości.
Lęk przed otwartością topnieje, ale…
Trzeba zadbać o wątłą roślinkę
z takim trudem zdobytej bliskości.
Nie budować nowej…
jeszcze wyższej ściany.
Wolność
Wolny obywatel cywilizacji „post”
uzyskał wiele nowych praw,
a najcenniejsze stało się prawo
do lękania się czego tylko chce.
Wolny obywatel ma wiele
wolnych możliwości wyboru
i żadnych zakazów lęku.
Świat krzyczy „lękajcie się!”.
Wolność to czy utajona niewola?
Lękasz się, lecz masz wybór:
lękać się samemu czy wspólnotowo,
samotnie albo w panice tłumu.
„Najcenniejsze” jest sycenie się lękiem
jak najmocniejszym narkotykiem —
do utraty rozumu i człowieczeństwa.
Tego chce tyrania wolności bez granic.
„Nie lękajcie się, Jam zwyciężył świat”.
Życie bez lęku, to niezmącony pokój.
Niestraszny jest chwilowy strach,
kiedy lękliwe owce prowadzi Pasterz.
I jest prawdziwa WOLNOŚĆ.
Wolność bycia prowadzonym
na zielone łąki, gdzie można odpocząć,
gdzie trawa jest zielona i niebo błękitne.
Zielony wiersz